Wpisy oznaczone tagiem "kawałki" (13)  

wikipunk
 
Wiky the Metal-Punk!: Hejo :).
Zostałam nominowana przez SatanPrincess z bloga satanprincess.pinger.pl/m/27867602 do zabawy o nazwie "Muzyczna Nominacja", która polega na wstawianiu kawałków pasujących do zadanego pytania.

1. "Piosenka, która Cię rozśmieszyła".



2. "Piosenka, która Cię zasmuciła".
Może nie do końca mnie zasmuciła, ale jest to taki smut, który bardzo lubię :P.


3. "Piosenka, która mówi o miłości".
Yhh... Piosenki o miłości kojarzą mi się tylko z popem, którego nie lubię... Jednak tu będzie cover, który jest, moim zdaniem, spoko :P.


No i niech będzie jeszcze Pull The Wire o tytule, który pasuje do pytania :).


4. "Ostatnio usłyszana piosenka".
Właściwie to były dwie.



5. "Piosenka z ulubionego filmu".
Nie mam jakichś specjalnie ulubionych filmów, ale kawałek z "Wszystko, co kocham" jest mega ;).


6. "Piosenka, która może Cię opisać".
Hmmm... To było trudne, ale udało mi się znaleźć aż dwa kawałki :D.
Tak jak większość już pewnie wie, po części utożsamiam się z metalem, a po części z punkiem.


Ten kawałek nie opisuje mnie we wszystkich wymienionych tam kwestiach, ale jednak większość się zgadza ;).


7. "Dowolna piosenka ulubionej wokalistki".
Nie mam ulubionej wokalistki, ale uważam, że te, które śpiewają w poniższych kawałkach, mają świetne głosy ;).



8. "Dowolna piosenka ulubionego wokalisty".
Tak jak powyżej, nie mam ulubionego wokalisty, ale Ci z poniższych kawałków rozwalają system. Moim zdaniem, właśnie tak powinien brzmieć męski głos w utworach ;). No, inne rodzaje męskich głosów też akceptuję, ale jak raz usłyszałam w radiu Artura Sikorskiego, to myślałam, że mi uszy zwiędną... Oczywiście z całym szacunkiem dla tych, którzy Artura lubią, ale to zdecydowanie nie jest mój gust...



9. "Dowolna piosenka Twojego ulubionego zespołu".
Też nie mam ulubionego zespołu, choć dość dużą sympatią darzę Trivium :).




10. "Piosenka, którą w tajemnicy przed innymi lubisz sobie nucić".
Z reguły nucę to, co lubię i raczej nie robię tego w tajemnicy, jednak bardzo często zdarza mi się śpiewać na głos kiedy prowadzę samochód, a to już robię kiedy jestem jedyną osobą w aucie :P.
Najczęściej są to:





11. "Piosenka, która Cię ostatnio uzależniła".
Jak na razie, to chyba takiej nie mam. Jak na razie zawzięcie słucham:




Są jeszcze jakieś inne, ale raczej wszystkich wymieniać nie będę :).

12. "Dowolna piosenka".
A, dobra. Niech będą te :P.



Z reguły nie nominuję do takich zabaw konkretnych osób, więc niech pobawią się Ci, którzy mają na to ochotę :).
Pozdrawiam :).
Pokaż wszystkie (2) ›
 

zorena
 
Witam. Chciałabym podzielić się w tym wpisie muzyką, której słucham. Oto kilka moich ulubionych kawałków:

































































No to tyle mam nadzieję, że nuty wam się spodobają ;)
~~Zorena~~
 

xdpedia
 
www.xdpedia.com/(…)zlamane_serce_jest_jak_rozbite_l…
Złamane Serce jest jak rozbite lustro,
lepiej czasem jest zostawić w kawałkach
niż kaleczyć się, próbując je poskładać.
zlamane_serce_jest_jak_rozbite_2013-10-30_02-38-45.jpg
 

chlopzroztocza
 
Holiday - Bez rozczarowania , świetny kawalek, kapeli disco polo, nie ma to jak prawdziwa Polska muzyka :) discopolo.rolnicy.com/(…)holiday-bez-rozczarowania…
 

chlopzroztocza
 
Lider Dance , świetny kawałek tej znanej i nowej formacji disco polo, mam nadzieje że Dlaczego tak już jest przypadnie wam do gustu jak mi :) discopolo.rolnicy.com/(…)lider-dance-dlaczego-tak-j…
 

chlopzroztocza
 
Dla wszystkich miłośników nieco cięższych klimatów lider formacji 4Ever przygotował miłą niespodziankę. discopolo.rolnicy.com/(…)nowa-wersja-oj-mamo…
 

chlopzroztocza
 
Przez 8 lat od momentu powstania (2003 rok) zespół Delect grywał niemal wyłącznie covery znanych hitów. Bawił nimi publiczność na koncertach, weselach, imprezach charytatywnych.  discopolo.rolnicy.com/disco-polo-news/perelka-delectu
 

chlopzroztocza
 
Grupa „Let's Dance” nagrała nowy numer. Podobno inspiracją dla utworu „Masażysta” było życie. Członkowie zespołu pracują bowiem w zakładzie mechanicznym i klepiąc samochodowe zderzaki, marzą o własnym salonie masażu. Nie ma to jak fantazja! discopolo.rolnicy.com/(…)premierowy-masazysta…
 

kura
 
Hmmm, jakby to powiedzieć. Wen się dziś obudził na chwilę i szarpał mnie za rękaw, żeby napisać coś o Luke'u Skywalkerze. No to proszę bardzo, takie większe drabble, trzysta słów z tytułem. Indżoj!


                              Zanim


    Upał. Większe słońce zaszło już, lecz suche powietrze wciąż drga nad pustynią, zacierając kontury rudych skał w oddali. Pył, wszędobylski pył. Czepia się wszystkiego, wciska w najdrobniejsze szczeliny, zgrzyta w delikatnym mechanizmie skraplaczy. Trzeba je sprawdzać co dzień, konserwować z troską, zbierać każdą kroplę cennej rosy. I znowu, i znowu. Mniejsze słońce wisi nisko nad horyzontem, cienie są długie i ostre. Jasnowłosy chłopak znużonym krokiem idzie w stronę ślizgacza, wzrok nieuważnie omiata dalekie wydmy, myśl krąży już wokół kolacji. Za nim, zgrzytając, sunie stary, wysłużony droid. Pogięta blacha, rdza i zacieki, nieznośny swąd przepalonych kabli. Długo już nie wytrzyma, myśli chłopak i zastanawia się, czy wuj zdecyduje się wreszcie wyskrobać parę groszy na nowego. Jawowie mają czasem roboty ze statków, w ich pancerzach - wydaje się - trwa jeszcze chłód przestrzeni...
    Ślizgacz rusza gładko i Luke czuje prawdziwą dumę, gdy tak pędzi w świście powietrza, ścigając własny cień. Jest najszybszy i wie o tym. Mógłby tak gnać bez końca, do samego Mos i dalej, gdzie oczy poniosą... Potrząsa głową, euforia nagle opada. Cóż z tego? Nie wyrwie się, nie opuści pustyni, ubogiej farmy pośród rudych skał, gdzie czai się groza Tuskenów. W Mos Eisley żołnierze piją z przemytnikami, z Mos Eisley odlatują statki - nie wsiądzie na żaden z nich. Jego miejsce jest tu, powtarza co dzień wuj. Tu, gdzie może żyć spokojnie, w nic się nie mieszać, nie tak jak... - wuj milknie w pół zdania, ciotka zaciska wargi. Cisza gęstnieje, otula ich szczelnym kokonem; Luke patrzy jak poruszają niemo ustami, niczym drapieżne larwy sarlacca. Wychowaliśmy cię. Opiekowaliśmy się tobą. Jesteś nam to winien.
    Jest taki moment, około północy, gdy gaśnie wreszcie łuna obu słońc. Na granatowe niebo wypełzają gwiazdy, monotonnie buczy generator. Luke leży w ciemności, otwarte szeroko oczy, zaciśnięte pięści.
    Może za rok, powiedział wuj. Może.

    Odlicza dni.
Pokaż wszystkie (10) ›
 

kura
 
sierzant
 
Różne są obsesje ludzkie.
Można mieć obsesję na punkcie zakupów, można na punkcie sprzątania. Ale to banał. Są ciekawsze. Na przykład... Można mieć obsesję na punkcie czterdziestosześcioletniego wytatuowanego perkusisty, z wydatnym nosem i absolutnie niepowtarzalnymi zielonymi oczami. Oraz, nieco mniejszą, na punkcie jego dwóch kolegów z zespołu.
Sierżant westchnęła ciężko, wysiadając z tramwaju. Droga jak zwykle upłynęła jej na słodkich marzeniach o wyjeździe na koncert Die Aertze, ale teraz nadszedł czas powrotu do rzeczywistości. Łapała się na tym, ze zaczyna zazdrościć autoreczkom opowiadań o TH ich niezachwianej wiary w to, że kiedyś spotkają swych idoli, że zostaną ich wybrankami... Może dlatego z tym większą pasją rozszarpywała na strzępy kolejne blogaski w swej przewybornej analizatorni.
Pospiesz się, kobieto! - upomniała się w myślach. Musiała jeszcze wstąpić do sklepu po prezent urodzinowy dla Najmłodszego; szefowa zostawiła jej fundusze i dokładne instrukcje, co to ma być. Pchnęła drzwi, dzwonek odezwał się łagodnie. Otoczyło ją miękkie, zielone światło i cichy plusk wody w dziesiątkach ustawionych wzdłuż ściany akwariów. Rybka. Najmłodszy zażyczył sobie rybkę „O taką jak w tej bajce, widziś? widziś?”. No to będzie miał swojego Nemo, dlaczego nie.
Dotarła do mieszkania Szefowej odrobinkę tylko spóźniona. Z pewną obawą spoglądała na trzymany w dłoniach plastikowy woreczek wypełniony wodą. Pływająca w nim rybka była śliczna i pełna wdzięku, ale... to nie był Nemo. Tego gatunku akurat nie mieli. Nie była pewna, czy dobrze zrobiła, kupując zachwalaną przez sprzedawczynię welonkę. Najmłodszy potrafił być nieraz bardzo uparty.
Niestety, okazało się, że złe przeczucia jej nie myliły. Na widok welonki Najmłodszy naburmuszył się, przybierając swój najbardziej obrażony wyraz twarzy.
- To nie jeś Nemo! - stwierdził z pretensją.
- Nie. - Sierżant przez chwilę zastanawiała się, co odpowiedzieć. - To jego siostrzyczka.
- Niepjawda. Nemo nie ma siościćki.
- Ma, młodszą siostrzyczkę, której jeszcze nie było w filmie, wiesz?
Najmłodszy łypnął na nią podejrzliwie. Zastanawiał się nad tym przez chwilę. Niestety, najwyraźniej doszedł do wniosku, że jak czegoś nie było w filmie, to się nie liczy.
- Ale ja nieeee cieeeeem! Ja ciem Nemo! - rozdarł się z siłą syreny strażackiej.
- Co robisz, smarkaczu! - wrzasnęła Sierżant, gdy słoik, w którym tymczasowo umieściła rybkę (wypasione akwarium miało dojechać dopiero wieczorem) z hukiem roztrzaskał się na terakotowej podłodze kuchni. Dzieciak zamarł z półotwartymi ustami i przerażonym wyrazem twarzy, spoglądając na trzepoczące się bezradnie stworzonko. Sierżant w pośpiechu złapała pierwszą lepszą szklankę, nalała do niej wody i zgarnęła nieszczęsną welonkę. Uff! Teraz tylko posprzątać... a przede wszystkim zabrać stąd Najmłodszego, żeby nie wdepnął we szkło.
- Ona umzie? - buźka małego wykrzywiła się w podkówkę, już był gotów wybuchnąć płaczem.
- Nic jej nie będzie. Zobacz, już sobie pływa. Idź do swojego pokoju, pobaw się, a ja tu posprzątam. Weź kredki i narysuj rybkę, dobrze?
Mały posłusznie skinął głową i podreptał do siebie, pociągając nosem. Sierżant ostrożnie pozbierała odłamki szkła i rozejrzała się za ścierką.
- Uratowałaś mi życie.
Cholera jasna, włączył telewizor! - pomyślała Sierżant ze złością. Wypadła z kuchni z zamiarem stanowczego przypomnienia dzieciakowi reguł, jakie panowały w tym domu. Ale nie. Mały, skupiony, z wysuniętym czubkiem języka, z zapałem zasmarowywał właśnie karton na niebiesko.
- To jeś mozie! - podniósł na nią rozpromieniony wzrok. Sierżant uśmiechnęła się do dzieciaka i wycofała cicho.
- Uratowałaś mi życie.
Cholera jasna, znowu ten głos. Cichy, delikatny, jakby lekko stłumiony. Coś zza okna? Nie, brzmiało tak, jakby ten, co mówił, był całkiem blisko. Rozejrzała się bezradnie. nie było tu przecież nikogo, tylko ona i rybka, gapiąca się na nią wyłupiastymi oczkami ze szklanki.
Zaraz... RYBKA???
Nie nie nie, bez przesady. Dziewczyno, ochłoń, odbija ci. Masz halucynacje.
- No i co się tak przyglądasz? Złotej rybki nie widziałaś?
Sierżant bezwładnie opadła na stołek, gapiąc się z otwartymi ustami na szklankę. Rybka podpłynęła do samego brzegu, trzepocząc delikatnie płetwami i poruszając pyszczkiem, jakby rzeczywiście coś do niej mówiła.
- Ech, ci ludzie... - rozległo się stłumione westchnienie. - Patrzą i nie widzą. Tak, to ja. Ja do ciebie mówię. Ogarnij się, dziewczyno, ile razy jeszcze mam powtarzać, że uratowałaś mi życie?
W tym momencie Sierżant poddała się i postanowiła zaakceptować własny obłęd.
- No wiesz, to było trochę... zaskakujące – stwierdziła z wahaniem.
- No, wreszcie! - ucieszyła się rybka. - Przejdźmy do rzeczy. Znasz reguły gry, prawda?
Sierżant niepewnie skinęła głową. Jeśli to było to, co miała na myśli...
- Trzy życzenia. - Rybka zafalowała płetwami. - Tylko proszę, nie wydziwiaj za bardzo. Jestem jeszcze młoda i nie mam wielkiego doświadczenia... - wyznała. - Chcesz się zastanowić, przemyśleć to? Mogę dać ci chwilę.
Sierżant przygryzła wargę. Brnąć dalej w to wariactwo? A właściwie, czemu nie? Raz kozie śmierć. Nie ma nic do stracenia.
- Trzy? - upewniła się.
- Trzy – potwierdziła welonka. - Wiesz, obowiązują nas pewne standardy...
Sierżant pochyliła się i starając się spoglądać wprost w wyłupiaste oczy rybki, powiedziała powoli i z naciskiem:
- Bela. Farin. Rod.
  • awatar Sgt June Maru: Łłłiiihhhaaa! Opko nad opkami! Kuro, postawię Ci ołtarzyk w ogródku, chcesz? Jesteś boska!
  • awatar kura z biura: I będziesz tam paliła blogaski ku mojej czci? :D
  • awatar Sgt June Maru: A co! Blogasski, autoreczki, ful serwis ^^ A będzie coś dalej jeszcze? *uśmiecha się błagalnie*
Pokaż wszystkie (31) ›
 

kura
 
sierzant
 
Sierżant podążała za Super Belą, łakomym wzrokiem obmacując jego zgrabne pośladki, opięte czarnymi bokserkami z imitacji krokodylej skóry. Odkąd wprowadziła się do siedziby Syndykatu Zbrodni, garderoba jej szefa uległa sporym przemianom. Sierżant wciąż otrząsała się ze zgrozą na wspomnienie tego dnia, kiedy to w radosnej naiwności otworzyła szafę Beli, płonąc chęcią  dokładnego obejrzenia, w co też ubiera się Największy Zbrodniarz Obu Półkul... Cieszyła się w duchu na wyrafinowaną kolekcję mrocznych strojów, podkreślających charyzmę i wdzięk tego, o którym szeptano z trwogą po kątach: Samo Zło. Liczyła na odświeżającą odmianę po nobliwych, tweedowych marynarkach jej byłego szefa, L. oraz topornych w kroju, lecz za to obwieszonych orderami mundurach jej dawnych zleceniodawców z KGB. Taaaak, odmiana była. Niewątpliwie. Odmiana walnęła ją po oczach wściekle różowym kolorkiem garnituru wykonanego z czegoś, co musiało być skórą zmutowanej anakondy. Serce podeszło Sierżant do gardła. Więc tak ubiera się Bela Samo Zło? Niemożliwe! Do tej pory znała go jedynie z twarzy; twarzy na plakatach z wielkim napisem „WANTED”. Pokochała to ironiczne skrzywienie wąskich warg, ten wydatny nos, te przenikliwe oczy. Wyobraźnia dopowiedziała resztę. A tu... różowy garnitur...
Drżącą i szlochającą, wciśniętą w najciemniejszy kąt pokoju, znalazł ją Bela późnym wieczorem. Widok ten wstrząsnął nim do głębi. Sierżant, znana mu dotąd jako zimna, płatna zabójczyni na usługach KGB, w takim stanie? Musiało stać się coś potwornego; tak potwornego, że nawet jego przesiąknięty złem umysł nie był w stanie tego ogarnąć. W sercu zadrgało mu coś, co zapewne określiłby jako współczucie, gdyby w ogóle znał takie słowo. Dziewczyna tymczasem wczepiła się w niego, mamrocząc coś niewyraźnie urywanym głosem i rozmazując tusz do rzęs na na jego białej koszuli.
- Eeee, no... nie rycz, mała, nie rycz! Ja znam te wasze numery! - poleciał pierwszym tekstem, jaki mu przyszedł do głowy. - Czekaj no, dam ci chusteczkę – nerwowo zaczął grzebać w kieszeniach.
Sierżant uspokoiła się nieco na widok kawałka czarnego jedwabiu, jaki wcisnął w jej zimną dłoń. Przynajmniej chusteczkę ma designerską – pomyślała, smarkając w nią głośno.

Ech, dawne czasy! - westchnęła z satysfakcją, odrywając się od natrętnych wspomnień i obserwując, jak Bela przywdziewa specjalnie przez nią skomponowany zestaw Super Villain. Różowy garnitur został rytualnie spalony, ten sam los spotkał błękitną piżamkę w paski. Największy Zbrodniarz Wszech Czasów musi wszak dbać o swoją reputację – wytłumaczyła mu. Nikt nie będzie traktował poważnie faceta, który ubiera się jak ubogi kuzyn Presleya, prawda? Ku jej zdumieniu, nie tylko przyznał jej rację, ale wręcz zaczął upatrywać przyczyny swych wcześniejszych niepowodzeń właśnie w nieodpowiednim image'u. Teraz wszystko miało się zmienić.
Mimo wszystko, upodobanie do różowego koloru jednak mu zostało. Dobitnie o tym świadczyły plany ich najnowszej akcji. Nawet mroczna nazwa Stormvogel nie mogła ukryć faktu, że do podboju świata tym razem zostaną wykorzystane... kucyponki. Słodkie, niewinne, różowe i puchate kucyponki.
No cóż, podobno każdy mężczyzna ma w sobie coś z dziecka...
  • awatar the_dzidka: A czy błekitny nocniczek w różowe słoniki wylądował na śmietniku?
  • awatar Sgt June Maru: *ocierając samotną łzę* A część czwarta kiedy będzie? Kuro! Kocham Cię!!!
  • awatar Sgt June Maru: Aczkolwiek przyznać mi trzeba, że wyciągnięcie na światło dzienne garnituru z różowego węża jest gorzej niż podłe.
Pokaż wszystkie (11) ›
 

 

Kategorie blogów