Wpisy oznaczone tagiem "kocie sprawy" (50)  

nikita30
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Nikita.:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

misguide
 
misguide:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

jack11
 
...ale każdy inaczej...;)

Kocica pije tylko z kranu nad zlewem, lub nad wanną i prawie zawsze chce jej się pić jak ja wchodzę do łazienki, a szczególnie wtedy, gdy się spieszę.

Wygląda to tak, że gdy ja przekraczam próg łazienki, to ona wskakuje do wanny, siada pod kranem i "mówi": miau, miau - ja wtedy odkręcam strumyczek, a ona - wcale się nie śpiesząc - obserwuje ten strumyczek jak płynie sobie od środka wanny do jednego z końców, gdzie jest odpływ. Po dłuższej chwili raczy (łaskawie) zbliżyć pysk do strumienia lecącego z kranu i chłepce, przerywając do czasu do czasu tak jakby miała wolny czas do wieczora... Ja nie mam. Kiedy próbuję wyjąć ją z wanny, żeby przerwać tę ceremonię, to protesty są takie, że najczęściej ustępuję, bo przecież nie mogę zostawić na kilka godzin kota w domu, żeby się odwodnił... :(

Kocur jest mniej wybredny. Ma wazon z gliny, albo raczej takie walcowate, dość niskie i szerokie naczynie, stojące na parapecie okna w kuchni, wskakuje na ten parapet, a raczej się wgramola - grubas jeden - i pije stojąc na trzech łapach, a czwartą (prawą przednią) macha w powietrzu, jakby nią coś odpychał.

Kocica też czasem pije z naczynia, a najchętniej wtedy gdy w naczyniu są kwiaty w wodzie. Oczywiście naczynie, czyli wazon musi być odpowiednio szeroki, bo jak nie jest, to wiadomo co będzie, wazon długo nie postoi w pozycji pionowej. No i woda wtedy wcale nie musi być świeża, a nawet wygląda na to, że najsmaczniejsza jest kilkudniowa...
  • awatar Embrion Mroku: mój kocur lubił pić wodę z choinki. W sensie, że ze stojaka, do którego nalewało się wody.
  • awatar barbarella: Kot mojej mamy też pił tylko z kranu, preferował jednak bidet i umywalkę. Miał też ulubioną konewkę i dzbanek. Kot machający łapą musi śmiesznie wyglądać :)
  • awatar Jacek K: @Embrion Mroku: Czyli gdybyś chciała mu dogodzić (w sensie picia) to świąteczna choinka stałaby cały rok... ;)
Pokaż wszystkie (6) ›
 

jack11
 
Kot z myszą.jpg

Amerykańskie koty domowe i bezpańskie mordują co roku miliardy ptaków, gryzoni i małych ssaków. Nawet ludzie nie są takimi skutecznymi zabójcami zwierząt


Już od dłuższego czasu dużą popularnością cieszyły się w USA na poły żartobliwe T-shirty z rysunkiem małego kotka i napisem "Kitten thinks of nuthing but murder all day" ("Ten kotek cały dzień nie myśli o niczym innym tylko o morderstwie"), jednakże dopiero najnowsze szacunki naukowców, które opublikowano w piśmie "Nature Communications", pokazują przerażającą skalę zjawiska.

Grupa badaczy ze Smithsonian Conservation Biology Institute pod Waszyngtonem obliczyła, że domowe i bezpańskie koty co roku zabijają w USA od 1,4 do 3,7 mld ptaków i od siedmiu do 21 mld gryzoni i małych ssaków.

- Byliśmy zaszokowani - mówi ornitolog Peter Marra ze Smithsonian, który razem z trzema kolegami przeprowadził badania.

Każdy próba porachowania hekatomby musi się naturalnie zaczynać od oszacowania liczby morderców, co jak przyznaje Marra jest bardzo trudne. - Amerykanie mają w domach około 84 mln kotów - wylicza naukowiec w publicznym radiu NPR. - Od 40 do 70 proc. z nich jest wypuszczanych na dwór. Z tych, które wychodzą na dwór, od 50 do 80 proc. poluje...

Oznacza to, że w amerykańskich domach mieszka od 17 do 47 mln miauczących i mruczących morderców. Z wcześniejszych badań wynika, że statystycznie rzecz biorąc, każdy z nich zabija od czterech do 18 ptaków rocznie i od ośmiu do 21 gryzoni lub małych ssaków.

Niektórzy właściciele kotów żyją iluzją, że "mój mruczuś jest dobrze karmiony i nie musi polować". Nic bardziej mylnego! Zabijają nawet te dobrze odżywione. Dowiódł tego następujący eksperyment: domowym kotom podawano do miski ich ulubione danie, a jednocześnie w zasięgu wzroku widziały małego szczurka. Wszystkie koty przerywały jedzenie, mordowały szczurka, a potem wracały do miski, żeby jeść dalej.

Z badań przeprowadzonych w 2011 roku w rejonie Waszyngtonu wynika, że stołeczne koty zabijają około połowy potomstwa ptaszków z gatunku Dumetella carolinensis (przedrzeźniacz ciemny)!

Oczywiście leniwe koty domowe, które mordują zaledwie raz w tygodniu lub nawet raz w miesiącu, są beznadziejnymi myśliwymi w porównaniu z kotami zdziczałymi i bezdomnymi. Ich porachowanie jest jeszcze trudniejsze - wg Marry na terytorium USA żyje od 30 do 80 mln takich kotów. Każdy z nich zabija od 23 do 46 ptaków i pomiędzy 129 a 338 małych ssaków i gryzoni rocznie.

Dla porównania - szacuje się, że od kul amerykańskich myśliwych ginie co roku zaledwie 200 mln zwierząt, w tym 28 mln przepiórek, 25 mln królików, 14 mln kaczek i 6 mln jeleni. Na usprawiedliwienie tych słabych wyników trzeba wszakże powiedzieć, że myśliwych jest w USA znacznie mniej niż kotów - w ciągu roku poluje zaledwie 14 mln Amerykanów.

Dopiero jeśli uwzględnić zwierzęta hodowlane i zagrodowe, zabijane w USA dla celów konsumpcyjnych w tempie przynajmniej 10 mld rocznie, gatunek homo sapiens zaczyna dorównywać gatunkowi Felis catus. Najczęściej ofiarami Amerykanów padają naturalnie kury, których ginie co roku około 7 mld.

Wprawdzie minął dopiero dzień od ujawnienia wstrząsających statystyk kocich morderstw w USA, ale już można z dużą dozą prawdopodobieństwa przewidywać, że nie wywołają takiego odzewu jak choćby w Nowej Zelandii, gdzie już od pewnego czasu pojawiają się głosy, żeby dokonać eksterminacji kotów domowych, których jest tam więcej niż ludzi, ponieważ walnie przyczyniły się do wyginięcia kilku gatunków ptaków na wyspach.

Cały tekst: wyborcza.pl/(…)Twoj_mruczus__czyli_seryjny_morderca…
  • awatar tannat: ale co tu jest wstrząsającego czy szokującego? i skąd te egzaltowane określenia typu "morderca"? Normalny drapieżnik, z normlanym instynktem. Pamiętasz stary dowcip o radzieckich naukowcach? Radzieccy naukowcy odkryli, ze gdyby całą wodę z mórz i oceanów wlać do rurki o średnicy jednego centymetra, to ta rurka byłaby bardzo, bardzo, bardzo długa. Coraz częściej ten dowcip okazuje się bolesną prawdą w odniesieniu do amerykańskich "naukowców" i tego ich durnego społeczeństwa, do którego nic poza tanią sensacją nie trafia.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: morderca (człowiek) innych nazywa mordercą - ciekawa sprawa ;)
  • awatar Jacek K: @Nortus & Potworna spółka: @tannat: Zgadzam się w całości... :)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

jack11
 
Choroba może być bardzo groźna.

Tylko w Wielkiej Brytanii 350 tys. osób w ciągu roku zaraża się toksoplazmozą, choć objawy choroby można zaobserwować jedynie u najwyżej dwóch na dziesięciu zarażonych.

   Toksoplazmoza przenosi się przez bezpośredni kontakt z zarażonym kotem lub zjedzenie zakażonego pożywienia, np. roślin skażonych kocimi odchodami - informuje Food Standards Agency.

Pasożyt Toxoplasma gondii może dostać się do organizmu także poprzez zjedzenie niedomytych roślin, które rosły w skażonej glebie lub niedogotowanego mięsa zwierząt będących nosicielami.

Choroba jest szczególnie groźna dla osób z osłabioną odpornością, np. mających AIDS lub cierpiących na nowotwory. Zarażenie kobiety w ciąży może zakończyć się tragicznie dla jej dziecka. Noworodki mogą urodzić się niewidome lub mieć uszkodzony mózg. Zdrowi ludzie przechodzą toksoplazmozę podobnie jak grypę.

Proste sposoby na uniknięcie zrażenia to noszenie rękawiczek podczas prac ogrodowych oraz sprzątania odchodów kota. Trzeba też dokładnie myć warzywa i owoce oraz długo gotować mięso.

Nosicielami toksoplazmozy są nie tylko koty, lecz także owce.

NK

   www.tvn24.pl/eksperci-ostrzegaja-przed-kotami-35…
 

jack11
 
Laicy zapewne pomyślą, że nie ma sensu płacić bajońskich sum za kota, zwłaszcza, że fajnego można wziąć z ulicy czy schroniska i to całkiem za darmo. Tymczasem z rasami kotów jest identycznie jak z rasami psów (o tych najdroższych pisaliśmy tutaj) – między sobą znacznie różnią się wyglądem i charakterem, a o cenie w dużej mierze decyduje pochodzenie, czystość krwi i częstotliwość występowania. Jeżeli jesteście ciekawi, które zajmują czołowe miejsca w rankingu cenowym – oto one!

Ashera (Cena na świecie: 15 000 –100 000 $)
Mini spełnienie marzeń o posiadaniu lamparta w domu. Ten kot to hybryda afrykańskiego serwala, azjatyckiego lamparta i kota domowego. Zwierzę jest dość duże, stojąc na tylnych łapach mierzyć może nawet 120 cm, a jego charakter jest dość dziki. Rasa jest szalenie rzadka, więc uwaga na „podróbki”.
www.lifestylepets.com/


Tu są fotki
www.luxlux.pl/(…)top-10-najdrozsze-rasy-kotow-22500…



Savannah (Cena na świecie: 1 500 –50 000 $)
W żyłach tego cętkowanego futrzaka płynie krew serwala i kota domowego. To także jeden z niewielu kotów, które lubią wodę i od niej nie stroni. Jest przyjacielski, lubi się bawić, a jego lojalność porównywana jest do psiej.
www.a1savannahs.com/



Kot bengalski (Cena na świecie: 1 000 – 25 000 $)
Rasa powstała z dość skomplikowanej krzyżówki kota domowego z azjatyckim lampartem. Dopiero w 3 pokoleniu rasa nabiera delikatności domowego kota, ale aż po 4 pokoleniach taki kot może być trzymany w domu. Bengale są bardzo zwinne, ale z trudem przychodzi im adoptowanie się do zmian, również budowanie więzi z człowiekiem trwa bardzo długo.
www.kotbengalski.pl/



Maine Coon (Cena na świecie: 2 000 – 6 000 $)
To najstarsza naturalna rasa, a legenda głosi, że powstała w wyniku krzyżówki kota domowego z szopem. Koty tej rasy są bardzo społeczne, mocno przywiązują się do człowieka. Ich waga osiąga często ponad 10 kg, a długość – powyżej 1 metra.
www.mcbfa.org/



Kot Perski (Cena na świecie: 500 – 5 500 $)
Przez wiele lat persy były jedynymi kotami rasowymi spotykanymi w Polsce, stąd może są trochę u nas niedoceniane, na świecie s popularne, ale bardzo lubiane i cenione. Przez długie lata krzyżówek powstało aż 150 odmian barwnych. Przedstawiciele tej rasy należą do spokojnych i często niezbyt utalentowanych łowiecko.
www.persianbc.org/



Sfinx i Peterbald (Cena na świecie: 1 200 – 5 000 $)
Dwie podobne i równie wyrafinowane rasy, obydwie bezwłose i wymagające szczególnego traktowania. Peterbald ma geny kotów syjamskich, jest smuklejszy, Sfinks jest z kolei bardziej pomarszczony. Mają umiarkowany temperament i bardzo przywiązują się do ludzi. Szybko marzną, więc chętnie śpią na człowieku i… pod kołdra właściciela.
apriorinaked.com/
www.peterbald.lt/



Manx (Cena na świecie: do 4 000 $)
Rasa powstała na skutek naturalnej mutacji, której efektem jest występowanie szczątkowego lub całkowity brak ogona. Szczególnie rzadkie są osobniki o białym umaszczeniu – to one osiągają najwyższe ceny. Manxy są spokojne, ale można je nauczyć reagowania na komendy, a do tego lubią jazdę samochodem.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

decoart
 
Ten, kto mnie zna, wie, ze obok kota nie przejdę obojetnie. Czy to kot sąsiadki, czy bezpański. Kot dachowy, czy taki rasowy. Ale teraz chcę Was Kochani zmobilizować do udostępniania wpisu o Staśku. Stasiek to niezwykle przyjazny kocurek, o pięknym pyszczku i limonkowych oczkach. Miziak niezykły i tyle.
Stacho.jpeg

Więcej o Staśku o tu: blablablablabla.pinger.pl/m/12136376

Sama bym go przygarnęła, ale mam już dwóch Miałczymordów i Mysz. Ale jeśli ktoś z was chce przygarnąć kota już ułożonego, nauczonego chodzić po dworzu niech go przygarnie! Niech nie przybywa zwierzaków w schroniskach. Choć jednego uratujmy!
  • awatar gość: ja go biore bez dwoch zdan , u mnie na wsi bedziie mial byczysko jak w raju i moze nie na kurki ale na sasiedzkie golebie zapoluje , ktore potrafia mi przeorac doszczetnie ogrodek z sadzonkami - prosze o kontakt do kota- gdzie jak i kiedy po odbior - na powaznie :)
  • awatar eweLinka =): @gość: Więcej o Staśku o tu verobebe.pinger.pl/ i o tu: blablablablabla.pinger.pl/m/12136376 Tam też jest kontakt do osoby, która rozpoczęła akcję :) Dziękuję :)
  • awatar kasiuta97: Jej, chętnie bym go do siebie upchnęła, ale niestety, lokal pełen. Również mam kota, fretkę, a moja siostra cioteczna (mieszkamy obok siebie, na jednym podwórku) dwa duże psy, co luzem latają. Dobrze, że ktoś chce go przygarnąć :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

jack11
 
Pokaż wszystkie (3) ›
 

plejadakosmetykow
 


A mianowicie: *JA ROBIĘ NA DRUTACH!!!*

Pochłonęło mnie to bez reszty :D :D :D


*właśnie zaczęłam kolejną rzecz....*


IMG_8055.JPG


ale najlepszy w tej kwestii [hehehhe] jest mój *NIKO* - koniecznie musiał się obok mnie dzisiaj zakręcić.....


IMG_8042.JPG



..... i w końcu odkrył swoje LEGOWISKO, nie za bardzo się polubił z tym udogodnieniem, ale teraz grzeje swoje *cielsko* :) coraz częściej, a już myślałam że niepotrzebnie wydałam kasiorę... :)
IMG_8049.JPG


*czy te oczy mogą kłamać....???* chyba nie :D
  • awatar Margaretttt: też robię na drutach,.. choć ostatnio nie mam weny..
  • awatar margareta146: fajny kociak :)
  • awatar ajnusia: ja to się obawiam, że zaczne robić na drutach jak dłużej pracy nie bedę miala masakra
Pokaż wszystkie (19) ›
 

jack11
 

Od dwóch dni nie miauczał pod drzwiami, żeby go wypuścić na dwór. Już myśleliśmy, że znów coś połknął niestrawnego, jakąś rurkę plastikową, czy co, i lada dzień czeka nas USG, RTG, ekg, eeg i diabli wie co jeszcze...?
Ale jakoś kocur nie wykazywał symptomów połknięcia rzeczy nie mieszczących się w wąskim gardle kociej dwunastnicy (jak to było poprzednim razem) tylko po prostu spał i nie wykazywał aktywności kociego łakomczucha.

W końcu zapadła decyzja, że należy pójść z kotem do lekarza. I co się okazało? Kot ma gorączkę i zaczerwienione gardło. Dostał zastrzyk z jakimś kocim antybiotykiem i nie minęło kilka godzin, a znów zasiadł pod drzwiami i jękliwym miałkoleniem próbował wymusić - na ludzkiej służbie - otwarcie tych drzwi i następnych oczywiście,dwa pietra niżej...
Tym razem - nic z tego Kotku! Najpierw leczenie i rekonwalescencja, a potem...zobaczymy?! :)

Ps. Starsza kotka, też jest aktualnie na etapie terapii, ale... psychicznej...Ponoć(całkiem serio) zapadła na kocią depresję...

No cóż... Z kim się zadaje...
  • awatar Nortus & Potworna spółka: czyżbyś chodził z kotką do psychologa? mówię całkiem poważnie. Moja też jakaś taka depresyjna się zrobiła. podobno jaki pan taki kram :D
  • awatar Jacek K: @Nortus & Xylia: Do weterynarza. Wygryzała sobie sierść. Myśleliśmy, że to po walkach z kocurem, ale nie. Dostała jakieś zastrzyki i juz chyba jest lepiej.Ostatnio sporo się działo, więc pewnie to mogło ją stresować. Ona ma prawie 50 (ludzkich) lat. Kupiliśmy też koci feromon, który ma ponoć uspokoić atmosferę...
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Jacek K: szkoda mi kotki. ale dobrze, że szybko zauważyłeś. zwierzaki też mają stresy, niestety
Pokaż wszystkie (3) ›
 

jack11
 
z10728987Z,czarny-kot.jpg


Dla większości z nas toksoplazmoza nie stanowi szczególnego zagrożenia. Jednak dla kobiet w ciąży i osób o obniżonej odporności jest naprawdę niebezpieczna

Sławomir Zagórski: Toksoplazmoza to choroba wywoływana przez...

Dr Elżbieta Płońska*: ...jednokomórkowego, bardzo przebiegłego pasożyta zwanego po łacinie Toxoplasma gondii... ...który głównie zagraża nie nam, lecz kotom.

Otóż nie. Koty, a ściślej mówiąc: kotowate, są jego żywicielami, ale on większej krzywdy im nie czyni. Pasożyt musi dostać się do organizmu kota, gdyż tam w jego przewodzie pokarmowym może dojść do rozmnażania płciowego. A więc do wytworzenia gamet, zapłodnienia i wytworzenie tzw. oocyst, a więc otoczonych grubą osłonką zygot.

Kot jest więc tzw. żywicielem ostatecznym Toxoplasma gondii, natomiast żywicielami pośrednimi mogą być wszystkie stałocieplne, tj. gryzonie, barany, świnie, dziczyzna, ptaki wolno żyjące, drób, no i człowiek. Szkody, jakie pasożyt może wywołać w organizmie myszy czy człowieka, są znacznie większe niż w przypadku kota.

Dlaczego Toxoplasma gondii to gatunek pani zdaniem przebiegły?

Bo on zachowuje się niemal tak jak wirus. Wnika do komórki (a jest w stanie wejść do tylu różnych komórek u tak różnych zwierząt!), w jej wnętrzu ulega replikacji i następnie zakaża kolejne z nich.

Kot, powiada pani, nie choruje.

Nie, ale za to wydala ogromną liczbę oocyst, którymi zakażają się potem inne ssaki, ptaki, a także ludzie. Zakażony kot wydala wraz z kałem aż 10 mln oocyst dziennie przez mniej więcej trzy tygodnie! Te oocysty są z kolei w stanie przetrwać w ciepłej wilgotnej glebie do półtora roku.

Co się dzieje, gdy dostaną się do naszego organizmu?

Rozwijają się w przewodzie pokarmowym. Zakażają komórki nabłonka jelitowego, zmieniają dwukrotnie postać, a następnie wędrują wraz z krwią po całym ciele. Mają szczególne powinowactwo do niektórych tkanek, zwłaszcza tkanki nerwowej i mięśniowej, i dlatego lubią usadawiać się w postaci cyst (inaczej torbieli) w centralnym układzie nerwowym, oku i mięśniach.

U kota nigdy nie dochodzi do tworzenia torbieli, natomiast zarówno kot, jak i człowiek mogą zakazić się nie tylko oocystami, ale także jedząc niedogotowane czy niedosmażone mięso, w którym tkwią cysty Toxoplasma gondii.

Jakie mięso jest szczególnie niebezpieczne?

Poza rybami każde, a więc zarówno drób, dziczyzna, baranina, wieprzowina, jak i wołowina.

Jak przebiega toksoplazmoza?

Większość z nas przechodzi ją w sposób nieświadomy, gdyż nie wywołuje żadnych objawów. Jeśli już, jest to najczęściej lekka gorączka, powiększenie węzłów chłonnych, bóle mięśniowe. Ale choroba może też mieć ciężki przebieg, atakować wiele narządów, a nawet prowadzić do zgonu. Jeśli pasożyt dostanie się do oka, może wywoływać bóle gałki ocznej i zaburzenie widzenia (Uwaga! Leczeniem ocznej postaci toksoplazmozy powinni zajmować się wyłącznie okuliści). Pasożyt atakuje też czasem wątrobę, mięsień serca, mózg, mięśnie szkieletowe.

Dla większości z nas toksoplazmoza nie stanowi szczególnego zagrożenia. Jednak dla kobiet w ciąży i osób o obniżonej odporności, a więc np. zakażonych wirusem HIV czy też biorących leki hamujące działanie układu immunologicznego, jest naprawdę niebezpieczna.

Skąd te kobiety w ciąży?

Bo pasożyt przenika przez łożysko do płodu i w jego organizmie może wywołać bardzo poważne uszkodzenia. Jeśli kobieta zetknęła się z pasożytem np. kilka miesięcy przed ciążą lub wcześniej, ryzyko dla płodu jest bardzo nieznaczne. Znacznie gorzej, jeśli jest to świeże zakażenie i komórki pasożyta dotrą do płodu. Zasada jest taka, że im "młodsza" ciąża, tym ryzyko zakażenia płodu mniejsze (w pierwszym trymestrze wynosi ono 15 proc., w drugim 30 proc., w trzecim 60 proc.), ale jego skutki poważniejsze.

Toksoplazmoza w początkowej fazie ciąży może prowadzić do poronienia. Jeśli dziecko się urodzi, zwykle nie ma żadnych objawów wrodzonej choroby. Później jednak mogą pojawić się zaburzenia widzenia, trudności w uczeniu się i upośledzenie umysłowe.

Tzw. pełnoobjawowa toksoplazmoza wrodzona charakteryzuje się wodogłowiem, zapaleniem siatkówki i naczyniówki oka, a także zwapnieniami wewnątrz czaszki w wyniku dostania się tam cyst z pasożytem.

Źródło: Gazeta Wyborcza
1 2 3  następne »

Więcej... wyborcza.pl/(…)Uwaga__toksoplazmoza_.html…
  • awatar MysteryGirl: min dlatego boję się przyciągnąć do domu kota :-(
  • awatar Níðhöggr: @MysteryGirl: Nie ma się czego bać, dużo się mówi na ten temat, ale zarażenie się od kota jest bardzo rzadkie :) Już spożywanie padliny stwarza większe niebezpieczeństwo.
  • awatar Jacek K: @MysteryGirl: Mam w domu dwa czarne koty (8 i 2 lata) Kitucha, starsza, zawsze chodziła po dachu, a później po blatach w kuchni, bo na parapecie jest miska z wodą. Kicur łazi codziennie po podwórzu, przyniósł pchły do domu, też łazi po meblach, stole, blatach w kuchni i jak dotychczas wszyscy jesteśmy zdrowi prócz Kituchy, która dostała uczulenia na pchły i jest właśnie w trakcie leczenia... Artykuły o toksoplazmozie zamieściłem w celu wyłącznie informacyjnym, a nie po to, żeby kogoś straszyć, czy odstraszyć od posiadania kota w domu.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

jack11
 
Czarny kot.jpg


Jeśli ktoś z Państwa jeszcze nie słyszał o Toxoplasma gondii to najwyższy czas nadrobić zaległości. Chodzi bowiem o pasożyta, który rezyduje w naszych mózgach i w subtelny sposób wpływa na naszą osobowość. A szansa, że rezyduje i w twoim mózgu jest duża - dziś na Ziemi ponad trzy miliardy ludzi jest nosicielami tego pasożyta.

Toksoplazma to niepozorny jednokomórkowy pierwotniak, pokrewny zarodźcom malarii i zarazem jeden z najpospolitszych pasożytów na świecie. Jego umiejętności przeżywania i manipulowania gospodarzem budzą fascynację, ale i niepokój parazytologów.

Toksoplazma nie może obejść się bez kotów - pełny jej cykl życiowy zaczyna się i kończy w jelitach naszych przemiłych domownikach - tam się rozwija, osiąga dojrzałość i tam rozmnaża się płciowo wytwarzając podobne do jaj przetrwalniki, zwane oocystami. Jeden zarażony kot może umieścić w swych odchodach do 100 milionów oocytów, które potrafią w glebie przetrwać ponad rok i przedostać się do źródeł wody pitnej. Ale zanim ten cykl się domknie pasożyt wyrusza na nowe podboje i może przez dziesięciolecia przebywać w ciałach innych zwierząt. Nie jest wybredny, choć ma zasady - jego gospodarzem może być dowolne zwierzę, które ma, albo mieli jego przodkowie, cztery nogi i ocieplą krew. A to oznacza, że spotkać go można u prawie wszystkich ssaków, od myszy po słonie, i wszystkich ptaków - fruwających lub bezlotnych. Przebywa w dowolnych komórkach i różnych narządach - w sercu, wątrobie, czy płucach - ale szczególnie upodobał sobie mózg, gdzie dostaje się wykorzystując w mistrzowski sposób komórki układu odpornościowego gospodarza (tzw. komórki dendrytyczne), w których niczym w koniach trojańskich przedostaje się do ściśle chronionych przed obcymi ciałami zwojów mózgowych. Tam czuje się najlepiej. Tam też powiela się drogą klonowania; zwykle w każdym zarażonym mózgu są tysiące jego kopii.

Spotkać go można na całym świecie, na pustyniach i w lasach deszczowych, od tropików po obszary polarne. Niedawno odkryto toksoplazmę w ciele wydr morskich, co może świadczyć, że ruszyła już na podbój oceanów.

Ale to gryzonie i ludzie są jej ulubionymi gospodarzami. Gryzonie - bo dzięki nim pasożyt może domknąć swój cykl życiowy (kot musi zjeść swą ofiarę, by się nim zarazić), ludzie - bo trzymają dużo kotów i otaczają je opieką (a wraz z nimi - toksoplazmę).

Ludzie zarażają się toksoplazmą poprzez surowe lub niedogotowane mięso lub kontakt z innym pożywieniem, w którym są jej oocysty. W pierwszej fazie zarażenia mogą wystąpić słabe objawy choroby zwanej toksoplazmozą i przypominającej grypę, ale później zwykle wszelkie objawy ustępują, chyba że zakłócone jest działanie układu odpornościowego (jak w przypadku AIDS lub kobiet w ciąży: kontakt z pasożytem może być dla rozwijającego się płodu zabójczy).

Toksoplazma należy do tzw. łagodnych pasożytów, a więc takich, które nie mają żadnego interesu, żeby szkodzić swym gospodarzom - ci powinni bowiem cieszyć się dobrym zdrowiem, przynajmniej tak długo, póki nie zainteresuje się nimi najbliższy kot. Bo koty lubią świeże mięso, nie padlinę. Toksoplazma może jednak takie spotkanie z kotem przyśpieszyć, gdyż rezydując głównie w mózgu jest w stanie przejąć kontrolę nad centrum dowodzenia swego gospodarza dostosowując jego behawior do własnych potrzeb. W ostatnich latach udokumentowano wiele takich przypadków manipulowania, niektóre wyglądają jak rodem z najbardziej ponurych filmów science fiction.

Szczególnie głośne badania nad toksoplazmą prowadzono przez wiele lat na uniwersytecie oksfordzkim, gdzie obserwowano reakcje zdrowych i zarażonych szczurów na różnego rodzaju bodźce zapachowe. Szczury znane są ze swych zdolności kojarzenia zapachów z sytuacjami zagrożenia; szczególny niepokój wywołuje w nich zapach kotów, co jest ewolucyjnie zrozumiałe. Tym większe było zdumienie badaczy, gdy okazało się, że zarażone szczury nie tylko pozbywały się tego wrodzonego strachu, ale wręcz - w niektórych przypadkach - powracały w miejsce, gdzie rozpylono krople kociego moczu. W roku 2006 Robert Sapolsky ze Stanford University zastosował bardziej wyrafinowane metody, by sprawdzić jak dokładnie obecność toksoplazmy wpływa na behawior zarażonych zwierząt - szczurów i myszy. Rezultat potwierdził nadzwyczaj selektywny wpływ pasożyta - testowane zwierzęta reagowały normalnie na obecność innych zwierząt, wykazując nerwowość na zapach psów, obojętność na zapach królików i skłonność do nauki nowych mechanizmów obronnych w obliczu nieznanych wcześniej zagrożeń. Z jednym charakterystycznym wyjątkiem - zapach kotów nie tylko nie wywoływał paniki, ale stał się dla nich nawet atrakcyjny. Zwierzęta aktywnie dążyły do spotkania swoich prześladowców! Zespół Sapolsky'ego zbadał, gdzie w mózgu szczurów przebywało najwięcej pasożytów - wynik wskazał na ciała migdałowate, ośrodek strachu i innych ważnych emocji.

Repertuar zachowań gryzoni, choć wyrafinowany, jest jednak bardzo ograniczony i nie da się go łatwo przełożyć na psychikę człowieka - nawet zakładając, że pasożyt manipuluje i nami. Koty rzadko jedzą ludzi, więc toksoplazma nie ma raczej interesu, by nas szczególnie życzliwie do kotów nastrajać (inna rzecz, choć to tylko dygresja, że jeszcze w nieodległej przeszłości musieliśmy należeć do przysmaków tygrysów szablozębnych - a to też kotowate ). Z drugiej strony trudno przypuszczać, by rezydując w naszych mózgach toksoplazma pozostawała całkiem bezczynna. Badania nad jej możliwym wpływem na nasze zachowania dopiero się rozpoczęły, a ich wyniki okazują się bardzo ciekawe. Najbardziej znane są dziełem Kevina Lafferty'ego z uniwersytetu w Santa Barbara w Kalifornii. Wyniki ukazały się w roku 2006 w pracach londyńskiej Rogal Society pod bardzo wymownym tytułem "Can the common brain parasite, Toxoplasma gondii, influence human culture?". Odpowiedź autora brzmi - prawdopodobnie tak!

Badania przeprowadzono na dużej próbie ludzi z 39 krajów i pięciu kontynentów. Lafferty zaczął od porównania udziału ludzi zarażonych toksoplazmą do ogółu populacji i stwierdził, że choć wszędzie pasożyt jest obecny, to różnice między krajami są ogromne i zależą - ogólnie mówiąc - od stopnia rozwoju i klimatu. I tak w Korei Południowej i Wielkiej Brytanii odsetek ten okazał się najmniejszy (odpowiednio - 4,3 i 7 procent populacji), w Brazylii, która w tym rankingu przoduje - największy (67 procent), a pozostałe kraje lokują się pośrodku (np. Francja - 45 procent zainfekowanych, Australia - 28 procent), przy czym dostrzec można dość czytelny związek między stopniem rozwoju danego kraju (im wyższy, tym mniejszy udział osób zarażonych) i klimatem (im cieplejszy i wilgotniejszy, tym więcej pasożytów), a także - zapewne - zwyczajów żywieniowych ludności (np. skłonnością do jedzenia świeżego mięsa). Następnym krokiem było wykazanie, czy istnieją różnice psychiczne między ludźmi zarażonymi a wolnymi od pasożyta i czy kobiety i mężczyźni reagują tak samo na jego obecność. Testy psychologiczne wykazały niewielkie, ale statystycznie istotne (i ewolucyjnie ciekawe) różnice. Najogólniej mówiąc , zarażeni mężczyźni okazywali mniejszą skłonność do poddawania się standardom moralnym swej społeczności i mniejszą ufność wobec obcych, a kobiety - większą otwartość zachowań i skłonność do zawierania nowych kontaktów. W obu przypadkach natomiast można mówić o obniżeniu zahamowań przed podejmowaniem ryzykownych zachowań.

Ale najciekawsze wnioski dotyczą nie wpływu pasożyta na zachowania poszczególnych jednostek, ale całych społeczności. Zdaniem Lafferty'ego gdy udział zarażonych ludzi w populacji rósł mogło to wpływać na utrwalanie się pewnych typowych dla danych społeczności (czy nawet krajów lub narodów) standardów kulturowych, np. polaryzacji ról seksualnych w społeczeństwie (silniejszej w krajach, ogólnie biorąc, południowych, słabszej w krajach północnych), a nawet szeroko pojętych cech narodowych!

Znaczenie toksoplazmy w ustalaniu niektórych cech charakteru narodowego to wciąż pole spekulacji i domysłów, ale sam fakt, że zaczyna to być rozważane jest wystarczająco intrygujący (komentując znaczenie tych prac znany amerykański popularyzator ewolucji Carl Zimmer pytał: "W jakim stopniu charakter narodowy ludzi okaże się teraz charakterem ich pasożytów?"). Nasze ciała są, i były w ciągu całej ewolucji, polem bitwy niezliczonych zastępów różnych patogenów i nasza natura w dużej mierze ukształtowała się pod wpływem strategii obronnych, które nasi przodkowie przyjmowali (a które dziś są - w wyjałowionym i aseptycznym świecie - najczęściej bezużyteczne). Teraz jednak okazuje się, że pasożyty mogą sterować też naszymi (tzn. - na razie - szczurzymi) preferencjami seksualnymi. O tym, że obecność patogenów mogła wpływać w toku ewolucji na powstanie tzw. trzeciorzędnych cech płciowych, a więc również tzw. kanonu urody (i samej urody) biologowie ewolucyjnie wiedzą nie od dziś. W szczególności zamiłowanie do symetrii może wynikać z nieuświadomionej chęci partnerów seksualnych do oceny odporności na infekcje i wady rozwojowe - kto potrafił się przed nimi ustrzec, zwłaszcza za młodu, ten dotrwał do okresu dojrzałości bez ich wyraźnych śladów, a w ich detekcji symetria wybitnie się przydaje. (N.b. można się zastanawiać, czy nasze zamiłowanie do symetrii, tam gdzie ona niczemu nie służy, np. w budownictwie, nie ma takich głębokich biologicznych korzeni - myśl, że symetryczność Wersalu, czy Pałacu Kultury może mieć związek z pasożytami, jest doprawdy tyleż szalona, co prawdopodobna). Ale wyniki tych nowych badań idą jeszcze dalej i zdają się jeszcze bardziej szalone. W dwóch artykułach, które się ostatnio ukazały w internetowym piśmie PLoS ONE (z sierpnia i listopada 2011) grupa badaczy (w tym wspomniany już Robert Sapolsky i singapurski uczony Ajai Vyas) pokazuje, ze zapach kota nie tylko wyzwala u szczurów odruch zainteresowania i hamuje ich naturalny w takich przypadkach strach, ale też może być dla nich seksualną podnietą! Mając do wyboru samce "zdrowe" i zarażone toksoplazmą samice szczurów w badaniach wykazywały preferencje do partnerów, w których mózgach rezydowały pasożyty - im więcej, tym lepiej. Najwyraźniej ich obecność podnosiła ich seksualną atrakcyjność!

Czy te wszystkie coraz bardziej zadziwiające wyniki znajdą przełożenie w badaniach nad naturą człowieka trudno powiedzieć, choć trudno też zakładać, by toksoplazma, wygodnie ulokowana w naszych mózgach, akurat ludzi miała oszczędzać przed swymi manipulatorskimi zapędami. Od dawna wiadomo, że władza i pieniądze są najpotężniejszymi afrodyzjakami. Czyżby do tej listy należało dopisać małe, rezydujące w naszych mózgach pasożyty?

Źródło: Gazeta Wyborcza

Więcej... wyborcza.pl/(…)Toksoplazmoza___charakter_narodowy_p…
  • awatar beniaewa1165@wp.pl: Wow...biorąc pod uwagę moją sylwetkę i ten artykuł jak i charakter mogę być wręcz pewna,że mam wielu niespodziewanych kumpli ;)
  • awatar Jacek K: Kumple przychodzą i odchodzą, a ci raczej zostaną do grobowej deski. Myślę, że to raczej "rodzinka" się powiększyła... ;)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

jack11
 


Nie wiem kogo to śmieszy? Bo mnie nie :(
  • awatar tannat: ciekawe ile zwierząt umarło tam ze zwykłego strachu...co za pieprzone barbarzyństwo!
  • awatar Níðhöggr: Szkoda, że nie ma przycisku: "Do dupy!" :(
  • awatar kotka na dachu: straszne ...
Pokaż wszystkie (5) ›
 

jack11
 
Pokaż wszystkie (1) ›
 

jack11
 
Pokaż wszystkie (4) ›
 

jack11
 
Pokaż wszystkie (7) ›
 

jack11
 
  • awatar tannat: @Niunia. :*: powiedziałabym raczej, że przerażające
  • awatar beniaewa1165@wp.pl: Trudne pytanie...a kto to taki przyjaciel?
  • awatar AmosOz: jedną...
Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

Kategorie blogów