Wpisy oznaczone tagiem "kontuzja" (205)  

ladygreen
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

ladygreen
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Lady Green:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

ladygreen
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Lady Green:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

banzajpl
 
Artur Szpilka (20-2, 15 KO) będzie musiał odpocząć kilkanaście dni od trenigów bokserskich. Polak przejdzie operacje kontuzjowanej ręki 8 lipca. Nasz czołowy pięściarz wagi ciężkiej...
www.sport.banzaj.pl/Artur-Szpilka-8-lipca-zostan…
 

banzajpl
 
Ante Delija w trakcie mistrzowskiej walki M-1 Challenge w Inguszetii doznał groźnego urazu - złamał kość piszczelową. Jego rywalem był Marcin Tybura, który tym samym zachował swój tytuł...
www.extreme.banzaj.pl/Koszmarna-kontuzja-Tybura-…
 

yurushiko
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

hook.story
 
Link do bloga został rozesłany do ponad 50 osób :) Jak na dzisiaj, wystarczy :D Chcę, aby dowiedziało się o Nim jak najwięcej osób. :) Każde wejście na bloga, każdy komentarz motywuje :) Dziękuję Wam za każde słowo napisane w komentarzu.
(choć jeszcze ich nie ma XDD) Mam nadzieję, że będziecie razem z Nami prowadzić bloga,
bo bez komentatorów nie miało by to sensu ;)

##############################################################

Głupia ja, skacząc na trampolinie zrobiłąm sobie coś z prawym kolanem i kostką. Tak mnie boli, że masakra ! :( Oby to nie było nic poważnego, bo będzie słabo ;( . Nie przeżyłabym gdybym nie mogła tańczyć. :( :( :(

##############################################################

Fajnie by było, gdyby HOOK miał swoje własne koszulki. Tak sobie myślałam, że zamiast kombinować ze starymi szmatkami, można by było zrobić zrzutę i kupić takie. Niestety - są to plany na przyszłość. O takich planach pomyślimy, gdy nasz zespół trochę przetrwa :) . Teraz w sumie i tak nie mamy zapowiedzianych występów, więc kupowanie tego na *od tak* jest moim zdaniem bezsensowne. Oczywiście musimy to omówić z grupą :).


oufl.jpg


źródło zdjęcia: google.

Mam dla Was niespodziankę !!! Ale o tym opowiem zaraz :33
I jeszcze jedno. Ja - Nikola będę podpisywała się jako 'Kebeb z Malinami' ;D

/Kebab z malinami *_*
 

nela18
 
Nela18: Odbierałam dostawę alkoholi, sprawdzałam czy stan faktyczny zgadza się z fakturą. W przeszłości zdarzało się już, że po odjechaniu panów z hurtowni brakowało nam jednej ze skrzynek czy dwóch czy trzech butelek w kilku kartonach, dlatego byłam wyjątkowo upierdliwa. Otwierałam każde pudło i liczyłam wszystkie butelki.
-Spiszę tylko protokół niezgodności- tłumaczyłam Panom- i już są Panowie wolni. –Uśmiechnęłam się. Wzięłam podkładkę i zaczęłam wypisywać brakujące butelki.
-Ależ Pani jest uparta- jeden z kierowców był niezadowolony.
-To nie ja jestem uparta tylko wy nie jesteście zbyt profesjonalni. Gdybym dostawała wszystko zgodnie z zamówieniem i fakturą, to nie musielibyśmy spędzać tu tyle czasu. –Wyjaśniłam. –Dziękuję, dowidzenia- pozwoliłam mu się podpisać i oddałam mu jego kopię podziękowałam uprzejmie, mimo, że wpieniało mnie to ich roszczeniowe zachowanie, to absurdem byłoby nie sprawdzenie tego co przywieźli i okazywanie im zaufania na które nie założyli. Chwyciłam nóż leżący na gzymsie i wcisnęłam go do kieszeni. Szybko tego pożałowałam, bo już po tym jak poczułam ogarnęłam się, że nie złożyłam ostrza. Przecięłam sobie spodnie i pośladek wzdłuż. –O kurwa- zacisnęłam palce na bicepsie Arka przytrzymując się w fazie pierwszego szoku.
-Co jest?- Złapał mnie za ramiona i przyglądał mi się uważnie. Wyjęłam nóż z kieszeni i dotknęłam bolącego pośladka. Podniosłam zakrwawioną rękę i pokazałam mu. –Nie jesteś tu ranna- przejechał palcami po mojej dłoni rozmazując krew.
-Oskalpowałam sobie tyłek nożem- warknęłam zła na siebie. Jak mogłam nie złożyć noża.
-Co?!-Wziął mój nóż i bezceremonialnie odciął moją przesiąkająca kieszeń. –Jak ty to mogłaś do cholery zrobić?!  Przecież ten nóż się zamyka. Bawiłaś się nim tysiąc razy! –Robił mi wyrzuty a mój tyłek pokrywał się ciepłym płynem. -Teraz zawiozę cię na oddział żeby ci założyli szwy. Masz teraz trzy pośladki.
-Załatw mi czystą ścierkę z kuchni. –Poprsiłam. –Nie dojdę chyba do auta, mogę za bardzo krwawić.
-Szybciej będzie pieszo- oznajmił wracając z moim płaszczykiem i czystym ręcznikiem. Przytrzymałam ścierkę przy tyłku a on pomógł mi włożyć płaszcz, miałam mieszane uczucia co do przechadzki na oddział ratunkowy ale szybko zrozumiałam, że ja iść nie będę. Przerzucił mnie przez ramię bo w tej pozycji najmniej miałam napięte mięśnie pośladków i zaniósł mnie na najbliższą izbę przyjęć. Po drodze zadzwonił do mojego ojca tłumacząc mu sytuację. Zabroniłam mu dzwonić do Wojtka, sama dałam znać Tomkowi. Wiedziałam, że jak mu nic nie powiem to będzie wielki Sajgon jak się dowie.

-To oficjalnie najgłupsza kontuzja jaką miałam- mruczałam leżąc na izbie przyjęć, jakiś młody facet szył mój tyłek.
-No racja to dość głupie- przyznał rozbawiony Arek, śmiał się ze mnie od momentu w którym wyszliśmy z restauracji.
-Dzięki.
-Proszę nie spinać mięśni- upomniał mnie sanitariusz a mój ochroniarz parsknął śmiechem.
-Zamknij się. –Byłam zła, wszystkie wkurzające rzeczy powoli się nakładały. Pozwoliłam sobie już nie wrócić do restauracji. –Jest Kleo?- Wybuczałam stojąc w progu, drzwi otworzył mi Kasjan, który w sekundę z rozbawionej miny przeszedł do grymasu frustracji.
-Kleo!- Wrzasnął wciągając mnie do środka i tuląc. Nie mówił nic, nie pytał, nie dyskutował, tylko przytulał. –Skocz zrób sobie coś do picia- wskazał Arkowi kuchnię. –Już dobrze- ścisnął mnie mocno. –Pachniesz szpitalem coś się stało.
-Oskalpowałam sobie tyłek- mruknęłam pociągając nosem.
-Co?- Spojrzał na mnie zdziwiony.
-Dwanaście szwów, wsadzałam składany nóż do kieszeni, ale zapomniałam złożyć. Tata mi go kupił i ostrzy za każdym razem jak jest. –Wyjaśniłam.
-Chodź- Kleo wyszła z łazienki a ja rzuciłam się na jej szyję i zaczęłam znów płakać. –Kocham Cię- szepnęła przeczesując moje włosy palcami. Położyłyśmy się do łóżka i rozmawiałyśmy. Dała mi się wychlipać za wszystko. Nie uspokajała, nie poganiała, nie niecierpliwiła się. Była cudowna.
-Wydawało mi się, że bawi cię ta ochrona. Przemek wspominał że chyba nie jest tak do końca, ale nie chciało mi się wierzyć. – Tłumaczyła leżąc obok mnie i patrząc mi w oczy.
-Ja go naprawdę lubię i to całkiem zabawne. Irytuje mnie ta walka o mamę z Wojtkiem, nie podoba mi się, że muszę się bić o jej czas. –Płynnie przeskoczyłam do nowego tematu.
-Wiedzieliście, że to się w końcu stanie. Ona musi żyć swoim życiem. Tata nie żyje już tak długo, to dla niej dobrze.
-Ja nie mam pretensji, tylko chodzi o to całe kontrolowanie przez Wojtka mojej pozycji, Arek jest zawsze ze mną a on to wykorzystuje. Z własnej woli nie pokazał mi się z mamą. Wkurza mnie to. Czuje, że muszę się z nim o nią bić. To rywalizacja na serio, nie żart jaki robiliśmy sobie z niego. On chce mnie trzymać na smyczy.
-Powiedz to tacie, niech go zdejmie ze służby. Arek dobrze radzi sobie sam, po co Wojtek pod pretekstem. Niech siedzi w Krakowie jak chce, ale niech nie udaje, że się tobą interesuje.
-Może masz rację- sięgnęłam po sok i chusteczkę. –Boże jak mnie ten tyłek boli. –Jęknęłam.
-Z Tomkiem dobrze? –Wyglądała na zmartwioną.
-Tak, z Tomkiem dobrze, tylko że robi mi ten cholerny klosz bezpieczeństwa. Nie znoszę tego, czułabym się o wiele lepiej gdyby Arek wpadał do restauracji co jakiś czas i gdybyśmy dali facetowi się do mnie zbliżyć i mogłabym go sama zlać za to napięcie. To dałoby mi ekstra siłę. Rozumiem, że się o mnie boi, też bym się bała. Ochrona to mądre posunięcie, ale nie dla mojego charakteru. Wiesz, ze ja uwielbiam działać, nic nie przyniosłoby mi takiej ulgi jak skopanie facetowi tyłka. –Znów się mazałam.
-Chciałabym cię poprzeć, ale Tomek mówił chłopakom, że to bardzo brutalny facet. Nie chciałabym ryzykować, że zaatakuje cię znienacka i zrobi ci jednak krzywdę.
-To też rozumiem, nie znoszę być dojrzała. Duszę się. Myślę, że ja nie jestem odpowiednim materiałem na żonę. Ja nie potrafię być długo spokojna Kleo, boję się, że znudzę się tym kiedyś i go zranię, nie chcę dzieci na razie, nie podołam. Jest we mnie psychol i boję się tego. –Tuliłam się do niej i szlochałam. Potrzebowałam w końcu powiedzieć komuś wszystko co siedziało mi w głowie.
-Nie jesteś psycholem Nela- Kleo pociągnęła mnie za brodę.- Popatrz na mnie. Jesteś opiekuńcza i czuła, Tomek nie da ci nic spieprzyć. Pasujecie do siebie.
-On zawsze był mentalnie starszy, jak go poznałam był w wieku Bartka a naprawdę był poważnym facetem. On jest stworzony do bycia dorosłym a ja widzisz, że histeryzuję. –Wydmuchałam nos. Przysunęła się bliżej i mnie przytuliła. Leżałyśmy milcząc, ona była moim ukojeniem. Potrzebowałam zapewnienia, że nie dam dupy a mówiący mi to Tomek niemiałby tej siły przebicia. On zawsze widział mnie jako idealną, a to nie była prawda. Chyba się zmęczyłam bo kimnęłam się.
-Cześć co tam?- Młody szeptał.
-Ok.- zapewniła go narzeczona.
-Hej bekso- uśmiechnął się do mnie kucając przy łóżku.
-No cześć- podciągnęłam się na łokciach.
-Z doświadczenia wiem, że wolałabyś teraz dostać to- podał mi chusteczki nawilżane. Zmyłam więc makijaż będąc wdzięczną za to, że pomyślał, zakropił mi też oczy jak maiłem dziecku. –Dobrze się czujesz?- Upewnił się gdy Kleo usiadła obok mnie i rozczesywała miarowo włosy. –Odesłaliśmy twojego goryla, ma przyjechać jak zadzwonisz.
-Już mi chyba lepiej. Muszę wstać i chociaż się wysikać.
-Słyszałem o kontuzji, podniesiesz się?
-Tak- zsunęłam nogi na ziemię i starając się utrzymać prostą sylwetkę zaczęłam się podnosić. Młody ułatwił mi sprawę łapiąc mnie pod pachy. –Dzięki- przytuliłam się do niego. Uwielbiałam moich przyjaciół.
-Tylko się nie rozklejaj- uśmiechnął się do mnie gdy popatrzyłam na niego załzawionymi oczyma.
-Postaram się- zwiesiłam głowę i ruszyłam do łazienki. Kasjan podniósł głowę gdy wyszłam do przedpokoju.
-Nela? Bez makijażu trudno poznać- popukałam się w czoło i poszłam się wysikać. Umyłam łapki i weszłam do kuchni zamienić dwa słowa z brunetem. –Zamknij się i chodź- zrobił mi miejsce żebym mogła wcisnąć mu się na kolana gdy tylko otworzyłam usta. Tulił mnie i robił dalej to co wcześniej (czytał ckm) było mi dobrze, kimnęłam mu się na ramieniu po raz kolejny tego dnia zasypiając przy przyjacielu.

   Przebudziłam się siedząc na tylnym fotelu samochodu mojego męża z przodu był Wiktor i Arek. Mój mąż patrzył na mnie zatroskany.
-Gdzie jedziemy? –Spytałam przeciągając się i szybko tego żałując.
-Do domu.
-A możemy zajrzeć do twojej mamy?- Upewniłam się.
-Jasne, co tylko chcesz. Czemu? –Wyraźnie się skrzywił gdy oparł łokieć na drzwiach.
-Chcę zwolnić Wojtka.-Pogłaskałam go po dłoni, martwiła mnie ta ręka- Kleo ma rację, jest tu jeszcze żadne z chłopków nie miał wolnego dzięki niemu a zgrywa szefa. Nie życzę sobie, żeby mnie kontrolował. Nie jest moim ojcem. Poradzimy sobie we czwórkę on nie jest nam potrzebny- wyprostowałam się i spojrzałam we wsteczne lusterko. Nie było źle, sen pomógł mi pozbyć się śladów chlipania. Zadzwoniłam do taty i wyjaśniłam mu sytuację.

   Mama i Wojtek nie byli zdziwieni naszą obecnością co tylko potwierdziło moją teorię.
-Możemy porozmawiać pułkowniku?- Spytałam po przywitaniu się z mamą.
-No dobra- wyglądał jakby nie było mu to na rękę, wskazałam mu kierunek usiadłam w gabinecie za biurkiem taty i poprosiłam, żeby usiadł na wprost. –Co jest?- Był zniecierpliwiony.
-Wierzę, że mamy inne priorytety jeśli chodzi o mamę i ochrona którą mi pan zapewnia tworzy konflikt interesów. Wykorzystuje Pan chłopaków żeby mnie trzymać w pętli jak wściekłego kundla, którym nie jestem. W związku z tym wierzę, że czas już żebyśmy zostali sami z chłopkami. Zorganizujemy sobie jakoś pracę, żeby mogli mieć wolne. Niech ten pobyt w Krakowie będzie jasny, chce Pan pobyć z mamą, ona jest z tego zadowolona super,  nie mogę być bardziej za, ale nie udawajmy że ma to coś wspólnego ze mną i ochroną.
-Zwolniłaś mnie właśnie?
-Tak sądzę.
-Wiesz jak trudno komuś załatwić ze mną taki prywatny kontrakt? –Był chyba zaskoczony, że ktoś może oznajmić mu, że nie potrzebuje jego usług.
-Tak Pułkowniku, w związku z tym wierzę, że nie jesteśmy aż tak zagrożeni, żeby potrzebować aż tak wyszkolonego żołnierza jak Pan. –Siedział i patrzył na mnie chyba trawiąc sytuację, nie jestem pewna o co chodziło, ale raczej nie wierzył, że ktoś może tak z niego zrezygnować. Konflikt w jego głowie trwał dość długo, chyba starał się być racjonalny mimo, że wiedziałam, że tacy jak on i tata łatwiej radzą sobie z taką sytuacją ogromnym wybuchem. Pozwalałam mu się oswoić z sytuacją. –Nie ma sensu, żeby Pan mnie kontrolował, mój ojciec tego nie robi, nie robi tego mój mąż, nie pozwolę żeby robił mi to potencjalny partner mojej mamy. Żeby było jasne, nie usiłuje Pana zdyskredytować w oczach mamy. Dusi mnie Pańska kontrola i uparte dążenie do odseparowania nas na co nigdy nie pozwolę. Zachowajmy lepiej dobre stosunki prywatnie, zamiast bitew w pracy. Czy mamy zgodę? -Znów trawił, po raz kolejny powstrzymując wybuch i ucząc się bycia racjonalnym. Tata już by krzyczał że mam się dostosować do ochrony bo on nie pozwoli mi być głupią i narażać się. Wojtek właśnie przechodził lekcję samo opanowywania się. Byłam pewna, za dobrze znałam ten gatunek.
-Dobrze, skoro tak chcesz. Nie widzę powodu, żeby nie uszanować twojej prośby.
-Cieszę się, chciałabym żeby Pan wiedział, że doceniam szybki przyjazd i pomoc.
-Wiem Nel. –Przytaknął mi.
-Chce Pan pogadać z chłopakami?
-Tak. Daj nam dziesięć minut.
-Zgoda?- Wyciągnęłam do niego rękę.
-Zgoda- potwierdził.

****

Przypomina, o FAQ dwie notki niżej, zaczynam się nawet relaksować, myślałam, że będziecie pytać o dylematy moralne a tu proszę zwykła organizacja. :D
  • awatar megi94: Jak ty sobie tyłek rozcielas to nie mogę pojąć do tej pory, ale zgodzę się z Tobą, naprawdę głupia kontuzja. A co do dalszej części, to może się mylę, ale mam wrażenie, że ty jesteś najzwyczajniej w świecie zmęczona tym wszystkim z jeden strony ten psychol, z drugiej mama i Wojtek. Potrzebujesz odpocząć, wyłączyć się na chwilę, naładować akumulatory (chociaż rozumiem, że w obecnej sytuacji to raczej trudne)
  • awatar Nela18: No wiem, to na prawdę ostry nóż. Ja też nie wierzyłam, że tak można. Nie, dam radę, nie ma czym się męczyć. Dzięki za troskę.
  • awatar Blonde Angel: z tym tyłkiem to współczuję serdecznie. ze mnie się smiali jak rozcięłam sobie rękę w dosyc dziwnym miejscu i miałam ograniczoną motorykę, ale tyłek... nie wiem, siedzisz jakoś? dajesz radę? a co do Wojtka, to chyba dobrze że go zwolniłaś. tak to jakoś się może dogadacie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

blondeangel
 
Blonde Angel: Tuż po 16 byłam już w domu. Zdążyłam jedynie zdjąć kurtkę i motocyklówki, zaparzyć sobie herbatki i usiąść przy stole. Tymczasem do domu wrócił mój mąż.
- I jak? – zapytał już w progu, szybko zrzucając buty.
- Nijak. – wzruszyłam ramionami – Poszłam, dostałam diagnozę i wyszłam.
- Jaką diagnozę? – Paweł kucał już przy moim krześle, wlepiając we mnie te swoje orzechowe ślepka.
-  Zwichnięty bark i zerwane korzonki, w które wdało się zapalenie.
- O Boże. Będzie dobrze. – przytulił mnie – Co z tym robimy?
- Nic specjalnego to ja robić nie mogę. Idę na rehabilitację w styczniu. Jeśli nie pomoże to szpital. – wzruszyłam ramionami, jakbym mówiła o kimś innym, a nie o sobie. – Aha, i nie mogę nic robić tą ręką. Tak więc noszenie zakupów spada tylko i wyłącznie na Ciebie.
- Będzie dobrze, słyszysz? – przytulił mnie – Zobaczysz.
- Czy Ty siebie słyszysz w ogóle? Będzie dobrze, będzie dobrze. – przedrzeźniałam go – Co będzie dobrze? Nie wiadomo czy będzie dobrze! A jak mi nie pomogą zabiegi, to mnie czeka operacja! – zakryłam twarz rękami. Nie chciałam operacji, zabiegów, nic nie chciałam. Chciałam tylko żeby ten ból zniknął i żeby nie wrócił.
- Chodź, poszukam w necie, zapiszę Cię prywatnie na rehabilitację. No chodź! – ciągnął mnie za rękę.
- To nic nie da. Reha musi być nieprzerwanie przez 3 tygodnie, a za dwa tygodnie są święta. Nic nie da prywatnie teraz. Muszę poczekać.
- A jakieś masaże? Nie wiem, może rehabilitant prywatnie?
- Głupoty gadasz, wiesz. – spojrzałam na niego – co mi dadzą masaże, powiedz Ty mi? Może jeszcze jakaś byle laska po weekendowym kursie zrobi mi większą krzywdę. A rehabilitant prywatny? Kto Ci przyjdzie w wigilię i dwa dni świąt? A nawet jeśli przyjdzie to co, na plecach aparaturę z przychodni przytaszczy?
- A może pójdziemy na konsultację jeszcze do innego lekarza? – wymyślał.
- Co to da? Teraz mam jasną diagnozę, lekarz trzy razy w książce grzebał żeby się nie pomylić i porównywał rysunek z moim rtg. On chociaż coś zobaczył na tym prześwietleniu, nie to, co poprzednik… - westchnęłam – Idź sobie odgrzej obiad, ja się położę. – powiedziałam, bo chciałam zostać sama. Położyłam się na łóżku, naciągając na siebie polarowy koc. Myślami byłam daleko. Nie wiedziałam już, co ze sobą zrobić. Przerażały mnie moje własne myśli bo nie wiedziałam, co mnie czeka. Wszystko było niepewne. Okey, rehabilitacja. Nadzieja, że pomoże. A jeśli nie? Potną mnie, i albo poskładają jak należy, albo coś spieprzą. Trzeba będzie dzwonić do Fabiego, może ma dobrego kolegę chirurga w tej stolicy, bo jak nie, to ja się tutaj tutejszym patałachom kroić nie dam, o nie. Po moim trupie. Po kilku minutach poczułam głaskanie na włosach. Duża, silna ręka delikatnie sunęła po kosmykach, by dotknąć karku i znów powrócić na czubek głowy.
- Wiesz, że miałem odbiór… I dziś był ostateczny termin. – mówił, sama nie wiedziałam: do mnie czy do siebie? – Za każdy dzień zwłoki jest kara 120 tysięcy. Nie mogłem sobie na to pozwolić, nie mamy ot tak takiej kasy żeby wsadzić w tyłek jakiejś firmie za głupie 24 godziny zwłoki. A Dominik nie mógł jechać, miał inny odbiór i do tej pory jeszcze z niego nie wrócił. Pewnie jak zwykle pożarł się z inspektorem…
- Wiem. Ale mogłeś zadzwonić.
- Wiesz dobrze że jakbym mógł, to bym zadzwonił. Od 13 do 15.30 stałem jak idiota na tym mrozie i czekałem aż łaskawie dokumenty odbioru zostaną podpisane. Nie mogłem odejść, zadzwonić czy choćby napisać sms. Zrozum, obok było dwóch inspektorów i dyrektor którzy opiniowali! A potem wsiadłem w auto i jak najszybciej przyjechałem tutaj. No nie złość się już, myszka. – pocałował mnie w czoło.
- Zastanowię się. – uśmiechnęłam się lekko – A teraz idź i jedz ten obiad, a ja się chwilę zdrzemnę… - powiedziałam, przymykając oczy.
  • awatar megi94: Oj glupio mi trochę teraz że go tak z góry zjechałam, przyznaje; ) wybacz Paweł:D A co do Ciebie kochana to cóż to za czarnowidztwo? To nie jest pytanie "czy bedzie dobrze" musi być dobrze i innej opcji nawet nie ma. wiem ze się boisz, ale nie daj się pokonać swoim wlasnym korzonkom, pokaż im że reszta ciała jest w porzadku i do tej reszty muszą sie dopasować; )
  • awatar gość: kochana, nic się nie martw, pójdziesz na rehabilitację i wszystko będzie okej :* pyszczek do góry, daj Pawłowi pole do popisu, niech nosi zakupy, a co! :* nie przemęczaj sie ;)
  • awatar Klara: Ten gość niżej to ja, Klara :D zapomniałam się podpisać, sorki :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

blondeangel
 
Blonde Angel: Siedziałam pod gabinetem lekarskim, czekając na wizytę u kolejnego ortopedy. Sama. Miała po mnie podjechać mama, która dziś wcześniej kończyła pracę.  W międzyczasie cóż, musiałam siedzieć i czekać na swoją kolej, wejście niby o 15:20, ale była 15:18 i jeszcze jedna osoba przede mną z godziny 15.10…  Krzesła o twardym oparciu jedynie wzmagały ból, więc usiadłam – na tyle, na ile pozwalał wąski korytarz – bokiem. Pani siedząca obok uznała to najwidoczniej za zachętę do rozmowy, bo zaczęła się rozwodzić, jak rok temu złamała nogę i do tej pory boli bla bla bla… Po dwóch minutach się wyłączyłam, a po pięciu modliłam się, żeby przestała nadawać. Po około ośmiu minutach osoba, która była przede mną wyszła z gabinetu. W końcu ja, wejdę i może się w końcu dowiem, co mi jest. Poderwałam się natychmiast i z prześwietleniem weszłam do gabinetu.
- Witam, co panią do mnie sprowadza? – szpakowaty lekarz uśmiechnął się i wziął ode mnie prześwietlenia i zaczął przeglądać pierwsze z brzegu.
- Ból ramienia, łopatki, barku, sama nie wiem czego. – wyznałam, sadowiąc się po drugiej stronie biurka. – kolejne minuty upływały w ciszy. Doktor oglądał prześwietlenia, marszczył brwi, a gdy doszedł do prześwietlenia kręgosłupa, wyjął okulary, książkę i coś mamrotał pod nosem. Siedziałam coraz bardziej zniecierpliwiona. Niech już powie do cholery, co mi jest i niech ja już stąd wyjdę, bo te zielonkawo białe ściany i sterylna czystość denerwując mnie równocześnie dziś mnie aż przerażały.
- Proszę wstać. – lekarz przeszedł w moim kierunku – Proszę podnieść do góry rękę, jakby się pani zgłaszała do odpowiedzi. – podniosłam rękę, bez wysiłku, choć w ramieniu coś się przemieściło. – po chwili lekarz położył jedną rękę na ramieniu, drugą na łopatce – a teraz proszę podnieść bokiem do góry, dotykając ucha. – kolejne polecenie wykonałam. – I poprzedni lekarz nie powiedział Pani, co pani dolega, tak? – dociekał, znów biorąc prześwietlenie do ręki.
- Nie. Jedynie straszył, że to może być jakaś narośl chrzęstna, albo coś w tym stylu.
- Cóż, tą możliwość też rozważam, chociaż prześwietlenie niby jej nie potwierdza…
- Rozważa pan? – jęknęłam, opadając na krzesło – to znaczy, że znowu nie ma pewności?
- Pewne jest jedynie to, że ma pani zwichnięty bark.
- Zwichnięty bark? Tylko tyle?
- Ja bym powiedział, że aż tyle. Bo, niestety, do barku dochodzi zapalenie korzonków przy kręgosłupie, które są w takim stanie dlatego, że są naderwane.
- Ale jakim cudem? Naderwane… korzonki? – szybko przypominałam sobie to, co nauczyłam się na biologii – Korzonki są przecież dużo niżej! – odparłam z wyrzutem.
- Moja droga pani – lekarz zdjął okulary i ręką przetarł twarz – Korzonki są i niżej, jak to pani wspomniała. Ale ja mówię o korzonkach w kręgosłupie szyjnym.
- No dobrze. Diagnoza jest. A leczenie? Bo da się to wyleczyć, prawda? – zapytałam. Po chwili ciszy, przedłużającej się jak nie wiem co, ponowiłam – Prawda?
- Na razie zapiszemy panią na rehabilitację.
- Na razie? – powtórzyłam jak echo – A co jeśli nie pomoże?
- Pozostanie szpital i operacja. – powiedział, a pode mną ugięły się kolana. Lekarz jednak niewzruszenie kontynuował – Na razie jedyne co mogę doradzić, to do czasu zakończenia rehabilitacji oszczędzać rękę jak najwięcej, wykonywać jak najmniej ruchów. Nie nosić nic co waży więcej niż pół kilo. Najlepiej w tej ręce to tylko kubek z herbatą. Broń Boże nie brać nic z półki która jest ponad głową. – mówił, a ja jedynie mechanicznie kiwałam głową. Marzyłam o tym, żeby wyjść z gabinetu, zastać w poczekalni mamę, i, jak to mówił Osioł ze Shreka „Niech mnie ktoś przytuli!”. Ostatnich słów to już nawet nie dosłyszałam, jedynie strzępki: „z tą kartką”, „do rejestracji”, „zapisać się jak najszybciej”. Na nogach jak z waty wyszłam z gabinetu, pod którym na szczęście była już mama.
- I co powiedział? Wiesz już coś? – zasypała mnie gradem pytań.
- Tak, wiem, chodź do rejestracji, jak stąd wyjdziemy to Ci opowiem. – wzięłam ją pod rękę żeby dodać otuchy, ale chyba tylko sobie. W rejestracji bez słowa podałam pani kartkę.
- Jaka godzina pani najbardziej pasuje? – zapytała, wklepując coś w komputer.
- 16.30?
- Zajęta i to już przez kilka osób, mogłoby się zdarzyć, że nie miał by się kto panią zająć. Może na 16?
- Dobrze. – odparłam machinalnie.
- Na co Ty się zapisujesz? – nie wytrzymała mama.
- Na rehabilitację. Mam zwichnięty bark, wyrwane korzonki czy coś w tym stylu. Generalnie mam leżeć, pachnieć i nic nie robić. – powiedziałam mamie, po czym zwróciłam się do recepcjonistki – Proszę mi powiedzieć, co ile mam się stawiać na tą rehabilitację? I jak długo ona potrwa?
- Zapisałam panią od 5 stycznia. Rehabilitacja trwa trzy tygodnie, od poniedziałku do piątku. Widzimy się codziennie o 16. Musi mieć pani swój ręcznik, klapki i bandaż.
- Matko jedyna, to już sobie pojechaliśmy na snowboard… - mruknęłam, biorąc kartkę na której miałam wyszczególnione przedmioty „niezbędne” do rehabilitacji i kierując się do wyjścia.
- Jaki snowboard? – mama nie wiedziała, bo rozmawialiśmy o tym z Kacprem na skype jakieś dwa dni temu i szczegóły były jeszcze nieznane.
- Mieliśmy około 15 jechać na tydzień w góry z paczką. A tak to sobie pojadę, autem na rehabilitację… - mruknęłam, sadowiąc się do auta.
- Nie zadzwonisz do Pawła? – zapytała mama, gdy zapinałam pas.
- Nie. – popatrzyłam w stronę okna – Jakby chciał i miał czas, sam by zadzwonił.
- Jest w pracy, dziecko.
- Jest, ale mógłby chociaż smsa napisać, że jak będę coś wiedziała to mam mu dać znać. Ale jak nie chce, to nie. - ucięłam temat i włączyłam radio.
  • awatar Klara.: szkoda, że wasz snowboard nie wypali, ale zdrowie ważniejsze, pamiętaj! A snowboard odbijecie sobie kiedy indziej ;)
  • awatar KrakowskaGóralka: Przykro mi, że Pawła z Tobą nie było. Powinien Ci towarzyszyć w takich sytuacjach albo chociaż zadzwonić. Mam za to nadzieję, że jak tylko wrócił z pracy to mocno Cię wyprzytulał, przynosił ciepłą herbatkę i dbał o Ciebie jak najlepiej. Uważaj na siebie i odpoczywaj, tak jak kazał lekarz. :*
  • awatar gość: Blondi słoneczko trzymaj się, przetrwasz tą rehabilitacje i wierzę że wszystko będzie okej i to bez operacji szpitala itp, nie martw się kochana! :* a jak się Paweł dobrze nie wytłumaczy z nieobecności to ja go znielubię!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

mrrurson
 
rurson:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

blondeangel
 
Blonde Angel: Kochane moje, szlajam się po lekarzach, mój poziom endorfin może i z tego powodu drastycznie spada.
Podczas remontu coś mi "chrupnęło" w plecach. Od tamtej pory "chrupie" przy każdym ruchu (ta, wiem, brzmi zabawnie, i w sumie to by nawet śmieszne było gdyby tak cholernie nie bolało). No i w efekcie jadę na jakiś lekach przeciwzapalnych, podobno to coś ze stawami, torebkami stawowymi, więzadłami itp itd... ile lekarzy - tyle opinii. Jeden nawet nastraszył mnie jakąś naroślą, tak więc uwierzcie - nie jest fajnie.
Mam już za sobą zestaw prześwietleń i innych atrakcji, ale dopiero w tym tygodniu mam wizytę u lekarza, który - mam nadzieję - w końcu powie mi co to jest i jak to leczyć...
  • awatar megi94: ulala, to nieciekawie, uważaj na siebie;*
  • awatar Nela18: Och Blondie, tak mi przykro. Zaproponowałabym masaż, ale nigdy nie zrobiłam żadnego który nie kończyłby się sexem, więc sama rozumiesz :D
  • awatar KrakowskaGóralka: Chrupająca Blonde, sorry ale tak mi to do głowy wpadło, trzymaj się ciepło i zdrowiej!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

kajszandoo
 
kajszandoo: 32 km za mną :)
plan na jutro 50 km (25km-25km)
:)
Moje dwa kółka *,*

P.S  Ale kolano boli po jakiś 15 km, ałćć. Ortopeda za tydzień, mam nadzieję, że powie coś konkretnego.
stylowi_pl_sport-i-fitness_24245330.jpg
Pokaż wszystkie (4) ›
 

justbelieve3
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

bambikiller
 
Tydzień 4

Uruchomienie zgięcia stawu kolanowego do 60 stopni.
Częściowe obciążenie o kulach (50% masy ciała)

Tydzień 5

Uruchomienie zgięcia stawu kolanowego do 90 stopni.
KONIEC ZASTRZYKÓW !

Tydzień 6

Kontrola u ortopedy - wszystko w porządku, świetnie się zagoiło, mogę za tydzień odstawić kule i ortezę. PEŁNE OBCIĄŻENIE KOŃCZYNY OPEROWANEJ!
Zaczęłam nowe ćwiczenia na zwiększenie zakresu ruchu w stawie kolanowym.

POMIARY 3.07.2014

Obwód przez staw: L* 37 (zmniejszenie obrzęku) P 35,5
Obwód 10cm nad rzepką: L* 44,5 (brak zmian) P 47
Wyprost: L* 4 (poprawa o 6) P 0
Zgięcie: L* 96 (32^) P 134
Szyna: 105 zgięcia
Obciążenie kończyny operowanej na 63% kończyny zdrowej.

TYDZIEŃ 7

Całkowita zmiana ćwiczeń.
Ćwiczenia izometryczne z oporem.
Ćwiczenia z piłką zwiększające zakres ruchu w stawie kolanowym.
Platforma: obciążenie ok.80% kończyny operowanej.
Nowe ćwiczenia na trampolinie, przenoszenie ciężaru ciała z jednej na drugą nogę - niestety odczuwalne bóle przy całkowitym obciążeniu kończyny lewej.
Szyna: pełen zakres zgięcia 115 stopni.
ZACZYNAM JEŹDZIĆ NA ROWERKU !

Zabiegi: krioterapia, laser, fonoforeza, mobilizacja blizn.

WIDAĆ POSTĘPY! ODKŁADAM KULE I ZACZYNAM NORMALNIE CHODZIĆ!


2014-06-03 16.29.04.jpg


2014-06-30 13.12.15.jpg
  • awatar słodko-słona: brawo! najważniejsze, że jesteś aktywna. powodzenia dalej :)
  • awatar owenka: @słodko-słona: Dzięki wielkie! :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

bambikiller
 
3.06

Najcięższy, najbardziej męczący dzień !
Musiałam dotrzeć do szpitala ściągnąć szwy a później na rehabilitację.

A więc pierwszy problem pojawił się przy dotarciu do szpitala, bo droga prowadząca do niego była zamknięta zatem musiałam wysiąść na przystanku wcześniej i dojść na nogach a raczej o nogokulach :D Spociłam się jak świnia ale w końcu dotarłam. Szwy ściągnięte zatem czeka mnie droga powrotna na przystanek, który jest kawałek dalej,bo jadę w drugą stronę!

Podjeżdża tramwaj.. (pierwszy raz wsiadam do tramwaju, do tego z ulicy czyli mam wyższy stopień do pokonania) martwię się czy dam radę wejść.. Podchodzę i jest! pierwszy stopień zaliczony, tak się podjarałam,że to takie banalne,że na następnym się zachwiałam i poleciałam na twarz! TAKA SIARA ale automatycznie parę osób wstało z miejsc żeby mi pomóc, chociaż tyle dobrego.

Kolejne męczarnia czekała mnie w drodze na rehabilitację, gdyż od przystanku też miałam kawałek do przejścia a podkreślę, że nie mogłam stawać na lewą nogę. W końcu dotarłam, znowu upocona jak świnia!

Moja fizjoterapeutka młoda, bardzo miła. Sprzęt i wyposażenie świetne, chyba wszystko tam mają! Na początku fizjoterapeutka zrobiła mi pomiary, później zaczęłam ćwiczenia, elektrostymulacja, szyna i na końcu zabiegi laser i pole. Tak wyglądał każdy mój następny dzień tego tygodnia :)



POMIARY 3.06.2014

Obwód przez staw: L 39 P 36
Obwód 10cm nad rzepką: L 44,5 P 47
Wyprost: L 10 P 0
Zgięcie: L 64 P 132


IMG_264305758126612.jpeg



Snapchat-20140603115230.jpg
 

bambikiller
 
Wróciłam do akademika, w dodatku mieszkam sama,bo współlokatorki wyprowadziły się wcześniej. Na szczęście jeszcze w domu 'ćwiczyłam' samodzielność. Sama męczyłam się z ubraniem się, ubraniem butów, przyniesieniem sobie czegoś, zrobieniem w kuchni. Także to dużo mi dało a moje dni w akademiku były trochę ciężkie, bo jednak nie mogłam sama zrobić obiadu czy pozmywać po sobie, już nie wspomnę o sprzątaniu :o Na szczęście mam świetnych znajomych , którzy we wszystkim mi pomagali. Jak nie chodzili mi po obiadki to podwozili do lekarza. Mogłam na nich liczyć :)

Miałam parę spraw do załatwienia na uczelni, każde wyjście było dla mnie męczące. Przejście jakiś 200m + schody o kulach było ciężkie. Ale z czasem wyrobiłam sobie ręce i już szalałam :D


2014-05-23 16.35.38.jpg


2014-05-28 11.33.27.jpg


2014-05-26 20.11.30.jpg
 

bambikiller
 
I termin operacji: 7 lipiec.

12 maj 2014r.
Telefon z informacją, że zwolnił się termin i operacja za tydzień. Bieganie, załatwianie badań, wywrócenie życia o 180 stopni.

19 maj 2014r.
8: 00 Jestem na miejscu, leżę w łóżku i czekam na pielęgniarki, które zawiozą mnie na salę. Na szczęście byłam pierwsza w kolejce do operacji

9: 00 Jadę na blok operacyjny i zaczynam się stresować. Dostałam znieczulenie miejscowe (dziwne uczucie nie czuć swoich piersi ^^). Jestem już na bloku bardzo śpiąca, ledwo co do mnie dochodzi aż w końcu zasypiam. Budzę się i obserwuję na ekranie co mi tam robią - jedyne co zauważyłam to to,że przeciągają jakieś sznurki. Po chwili odczuwam mega chłód jakbym została zamknięta w lodówce a ja w samych spodenkach i koszulce cała zaczynam się trząść! Czuję jak mi wiercą i stukają w tym kolanie ale oczywiście nie czuję bólu (to tak jak z zębem u dentysty, masz znieczulenie ale czujesz,że wierci Ci w zębie ^^)Po pewnym czasie zaczynam odczuwać okropny ból w nodze. Na początku  do wytrzymania co chwilę odpowiadam lekarzowi,że tak wszystko w porządku aż tu nagle łzy same zaczynają lecieć z bólu i tylko słyszę z boku 'Panie doktorze długo jeszcze, bo pacjenta nie wytrzymuje z bólu, puszczam krążenie' - MEGA ULGA! Nagle przestało cokolwiek boleć, myślę,że tak to mogę jeszcze poleżeć:D

Po operacji wiozą mnie na salę. Pierwsze godziny jeszcze do wytrzymania ale najgorsze było to,że nie mogłam wstać z łóżka ze względu na nogę jak i również to,że miałam znieczulenie w kręgosłup. Pierwszy raz załatwiałam się do kaczki! Do tego był wielki balkon, który łączył wszystkie sale i każdy nim przechodził..

Pierwsza noc - boli, bolą plecy od leżenia w jednej pozycji i brak możliwości ruchu.
Ranek - Kontrola, zdjęcie drenażu, wypis do domu.

Tego samego dnia znajomi zrobili mi mega niespodziankę i tłukli się w korkach żeby mnie odwiedzić kochani :)

Dopóki kroplówka działała dało się wytrzymać ale nadszedł krytyczny moment kiedy to nie mogłam wstać z łóżka, bo tak bolało. Myślałam wtedy,że zaraz umrę z bólu, że nigdy więcej nie chcę tego przechodzić, nawet jak będzie taka konieczność nie chcę żadnych operacji. W końcu po paru godzinach, jak mocne tabletki przeciwbólowe zaczęły działać mogłam wstać z łóżka.


2014-07-01 00.03.10.jpg




2014-05-25 12.24.04.jpg

IMG_20140519_174447.jpg
 

 

Kategorie blogów