Wpisy oznaczone tagiem "korek" (139)  

gusia
 
  • awatar Szkotka: A kto to w tych wałeczkach? :) P.S. Ciesz się że nie remontują Ci toalety
  • awatar Gusia: @Szkotka: toaletę też przeżyłam w tym mieszkaniu :D a obok psa leży mama, ja z materaca przylegającego fotografuje
Pokaż wszystkie (2) ›
 

gusia
 
Ładna pogoda a ja na popołudnie do pracy to prócz tego że sobie w pokoju ogarniam ogarnęłam też psa. Nie wiem jakim cudem ale zawsze jak go kąpie jestem cała mokra. A przecież to 8 kg psiak nie sięgający mi do kolan :P
 

gusia
 
Niby katar trochę mniejszy, jednak ciągle jest i wykańcza. Dlatego meczę wole oglądać u siebie i po powrocie z pracy nawet obiad nie zawsze jem w salonie, spędzając resztę wieczoru na łóżku w swoim pokoju. Pies odwiedza mnie często i to już nie tylko w porze spaceru czy po żarcie ale zwyczajnie przychodzi się pobawić. Kiedyś jak chorowałam to właściwie się nie interesował
 

gusia
 
Dwa dni w łóżku by dziś być dla chłopców w pełni sił. Biedny pies nie rozumiał jednak czemu nie przychodzę do niego i mamy bawić się więc co mu się nie zdarza zaglądał do mnie często
 

gusia
 
Pies łaził za mamą krok w krok. Do czasu. Mama wyjęła szczotkę a Korek spierdolił do mnie do mojego pokoju nagle chcąc bawić się :p
 

gusia
 
Był wczoraj pan Krzyś - kolega mamy ze szkoły i nasz dozorca z bagateli. Korek go kochał na równi z nami, widuje go jednak teraz raz do roku i zapomniał go. Smutne bo pamiętam radość psa jak przychodził do nas a teraz mama mówi że podchodził z dystansem początkowo. 4 lata, 3 miesiące i 2 dni od przeprowadzki
 

gusia
 
Na skwerku do Korka przyczepił się szczeniak. Szybko mój się zdenerwował więc poszliśmy dalej. Tymczasem ten pies pobiegł za nami, nikt go jednak nie wołał. Korek już warczał konkretnie więc wróciłam ale tam pusto. I co robić. Do domu go nie zabiorę skoro mój pies tak reaguje. Obok jest jednak klinika weterynaryjna. Wzięłam swojego na ręce i poszliśmy. Szczeniak na lekarza warczał gdy chciał sprawdzić czy ma chip, ale mnie pozwolił - niestety nie miał. Miał za to obrożę i szelki. Ale żadnej informacji o właścicielu. Skłóciłam się z lekarzem by się nim zajął. Na ulicę nie ma mowy bym go wypuściła by wpadł pod samochód a nie mam przy sobie nawet telefonu by zadzwonić na straż miejską. Nigdzie też nie pojadę skoro mój pies tak źle na szczeniaka reaguje. W końcu jednak znalazł miejsce(choć twierdził że go nie początkowo). Poprosił bym szczeniaka zaprowadziła do klatki w gabinecie zabiegowym bo mnie się ten pies słucha. Ma w gabinecie telefon, może zadzwonić by zabrali psa. A może ktoś go szuka i do niego zajrzy?

W domu mama się śmiała że nowego psa sobie kiedyś ze spaceru przyprowadzimy. Za nią kiedyś też przybłęda latała :P
 

gusia
 
mama mając dość że pies wszytko przynosi do jej pokoju i tam zjada usiłowała dziś go nauczyć by jadł w kuchni - pies wygrał :P
 

gusia
 
nadeszły czasy gdy więcej czasu zajmuje mi ubranie i rozebranie siebie i psa niż sam space wieczorny
 

gusia
 
Pies członek rodziny, normalne więc że pod moją nieobecność zajmuje moje łóżko. Nawet specjalnie kołdrą przykrywam to ma równo ja nie muszę walczyć z sierścią na prześcieradle. Ale zostawianie zabawek i to piszczących jest już ciosem poniżej pasa, zwykle kończy się że wchodząc do pokoju piszczę nią i wołam: korek zabieraj zabawkę :P
 

gusia
 
Zaczynają się petardy. Korek szczeka. A na Bagateli nie szczekał. Nie bał się. Niby nie zaszkodziła mu przeprowadzka. A jednak pod tym względem tak. Współczuję mamie. Ja wyjeżdżam
 

gusia
 
Mama włączyła odkurzacz. Pies który z jakiegoś powodu nie lubi babci pokoju ulokował się w tym czasie na jej łóżku.

Idziemy na spacer. Wracając do klatki wchodzi z nami facet z odkurzaczem pod pachą. Puszcza mnie przodem, chce wpuścić psa ale ten nie wchodzi dopóki odkurzacz nie wejdzie, w windzie zaś stał w najodleglejszym kącie.
  • awatar Opowidania ♥: Serdecznie zapraszam na mojego nowego bloga ;*
  • awatar Szkotka: Odkurzacie w niedzielę?
  • awatar Gusia: @Szkotka: a czemu nie? wiesz że w sobotę niektórzy ludzie pracują?
Pokaż wszystkie (3) ›
 

gusia
 
Łóżko na działce na którym ja z mamą mieszcze się bez problemu gdy wchodzi do nas pies okazuje się dużo za małe
 

gusia
 
Wczoraj zareagowałam nieźle na żelazo. Dzisiaj wezmę moje.  Myślę by brać po prostu na noc.

Już doba u babci. Ponad sto zdjęć. Na połowie brązowa plama w postaci psa :P
 

gusia
 
Jeszcze wczoraj bawiłam się z psem i nic mu nie było. Nad ranem wyjęłam żywego kleszcza. Oczywiście wizyta u weterynarza. Tabletki na kleszcze i przez kolejnych 6 tygodni obserwacja czy nie wystąpiły objawy
 

gusia
 
I tak niespodziewanie nadszedł piątek. Jutro jedziemy z psem do babci
 

gusia
 
Wracam do domu i wita mnie pies z nową zabawką, myślałam że mu na bazarku kupiła. WielBłąd

- poszłam z Korkiem do zoologicznego po nową obrożę, zabawkę sam sobie z półki wziął - opowiedziała mi matka ze śmiechem

padłam :D
 

gusia
 
Korek przeskoczył przez betonową zapore ale nie wiedział ze za nią jet wielka kałuża. Ja wiedziałam i mało ze śmiechu nie padłam na jego minę, a potem miałam ochotę zacząć się tarzać ze śmiechu bo wyszedł i stanął zdziwiony że z niego woda cieknie. Idący z naprzeciwka ludzie też widzieli sytuacje i smiali się na głos "na bombę skoczył" usłyszałam. Widok był rzeczywiście komiczny. Skacze przez i nagle w górę strugi wody lecą a pies siedzi w wodzie.

W "nagrodę" była wieczorna kąpiel w wannie z szamponem. Ciepło sprzyjało by pozbyć się ew. resztek błota w sierści i sladów zimy. Trochę włosów też się spłukało. Niestety ktoś robił pranie i w wannie ślisko, nie mógł ustać bo mu sie nogi rozjeżdżały hihihi musiałam mu ręcznik włożyć. Za to teraz mam mięciutkiego i puszystego psa który szybko wytarzał się w mamy pościeli :D a ja jak zwykle cała mokra bo ten diabeł trzepie się z pełnym rozmachem :P
 

xdpedia
 
www.xdpedia.com/22998/blondynka_za_kierownica.html
Jedzie blondynka autostradą, nagle dzwoni do niej szef: - Co ty robisz do tej pory, że nie ma Cię jeszcze w pracy? - Przepraszam szefie ale jest wielki korek - Jaki jest długi? - Dokładnie to nie wiem bo jadę pierwsza.
 

gusia
 
Wczoraj bałam się iść wieczorem z psem na spacer. Bardzo pomogła mi reakcja brata rozluźnić się. Ale trochę bałam się iść do pracy choc wyjscie z domu dobrze mi zrobiło. Wciąż widzę Korka leżącego tam i piszczącego. Dziś jest już lepiej, ale wczoraj straszliwie się o psa martwiłam
 

gusia
 
Jeste ndwwrażliwa i dobrze mi z tym! <płacze>


wciąż przeżywam i całą noc tak bedzie i jutro

Mój pies. Żyje i ma się dobrze teraz. DZIĘKI BOGU. Ale. Spacer. Wącha coś a ja go wołam bo nie widzę go. Podnosi łep a ja się śmieje bo patrzyłam na nego i go nie zauważłyam. Onn mnie dostrzega i rusza do mnie. i z całym impetem wpada na metalowy słupek! To była sekunda. Nie zdążyłam zareagować. Korek leży na trawniku na boku z wyciągniętymi łapami i otwartym pyszczkiem i tak przerażliwie straszliwie piszczy że serce mi zamiera. Biegnę i łapie go w swoje objęcia. Próbuje postawić ale upada na bok, ktory jest obudzony ziemią. Przesuwam ręką po jego ciele ale nie widzę żadnej rany. Przesuwam ręką po tym czymś malutkim metalowym co leżało na ziemi ale jest gładkie. Biorę psa na ręcę i biegnę z nim do domu. Nie mam przy sobie nic, telefonu, dokumentów, pieniędzy. Korek jest oszołomiony. Pozwala mi się nieść, ma niewyraźny wyraz twarzy. Mówię mu pokonujac drogę że zaraz będzie z mamą. Na klatce stawiam go na chwilę, pomału stoi ale nogi trochę mu sę rozjeżdząją. Dzwonię dzwonkiem i zpłczem móię mamie żby szybko otwerała bo korek. Zapala mama światło w pokoju, kucamy przy nimm, chce się schowac na posłanie ale mama nie pozwala, ogląda mu łapy. Ma podkulony ogon ale nim merda, kulejąc idzie za mamą do kuchni, pozwalam mu, pije wodę, zjada kawalek jedzenia. Mama odnosi go do swojego pokoju na łóżko. Płacze, więc uspokaja mnie. Bawmy się. Zaczyna merdać ogonem podnosząc go do góry. Daje mu marchewki, zjada. Chce zejść z kanapy wiec mu pomagam. Zjada kolejne kawałki. Kuleje ale chodzi coraz lepiej. Sam wskakuje ponownie na łóżko, chce być z nami. Jeszcze długo go miziamy aż ama stwierdza że nic mu nie będzie. On kilka chwil później przy pomocy mamy schodzi na podłogę i idzie na swoje miejsce.

A ja wciąż widzę jak leżał tam i piszczał i nie mógł się podnieść i nie mógł ustać
 

gusia
 
Puszek-okruszek z mojego psa :P

A teraz na serio. Po głaskaniu psa stwierdziłam że śmierdzą mi nim ręce. Oj, tak nie może być - myśle sobie. Ponieważ mama nauczyła go w południe ok 14 wychodzić to i ja poszłam tak. Wieczorem 21-22 chodzę więc akurat jak wróciłam to wykąpałam go. Dzięki temu już jest suchy a do spaceru trochę czasu zostało. Mały jest to daje sobie radę w wannie. Oczywiście muszę ubiór do bielizny ograniczyć bo jestem cała mokra. W zawijaniu w ręcznik tym razem babcia mi nie mogła pomóc więc rozłożyłam go na podłodze i tak gdy mały usiadł został zawinięty. Fajna była taka kuleczka, choć swoje 8,150 waży. W gdy wytarłyśmy go z mamą takie to było fajne puszysto-wilgotne. Teraz gdy już całkiem wysechł taki fajny milutki jest. Tylko że śmiertelnie na mnie obrażony
 

gusia
 
Mama i babcia idą do lekarza. Korek się cieszy bo myśli że pójdzie na spacer. Mama każe mu iść do mnie. Idzie na swoje miejsce. Drzwi się zamykają za nimi a pies zaczyna wyć. Wołam go to przynosi mi zabawkę. I nici z mojego spania
 

gusia
 
Korek przytył. Z 7,6 zrobiło się od połowy października 8 kg. Koniec z podkarmianiem. Ruch. Długie spacery. Ale nie zawsze. Zawsze uważałam że spacery z psem są dla psa. A mamy zimę. Jeśli kundel chce iść krótszą trasą to się nie sprzeciwiam. Pozwalam mu wybrać którym wyjściem wychodzimy a którym wracamy. I jeśli chce skrócić swoją trasę to mu pozwalam. Zwierzak który mógłby co chwila wychodzić gdy nagle nie chce biegać musi mieć swoje powody i ja to szanuje. Spacer z psem jest czasem psa. Spacer z psem jest psa spacerem.
 

 

Kategorie blogów