Wpisy oznaczone tagiem "kosmetyki wszechstronne" (4)  

hairlovelo
 
Dzisiaj chciałam powymądrzać się na temat jednego kosmetyku ale nie będzie to typowa recenzja. Już sam produkt jest nietypowy i zastanawiam się czy można by go w ogóle nazwać kosmetykiem ponieważ oprócz opakowania to czysty twór natury. Niemniej błoto z Morza Martwego ma zastosowanie kosmetyczne i klika z nich udało mi się wykorzystać.
IMAG0585.jpg
OD PRODUCENTA
Błoto suszone jest nowością na rynku europejskim, choć sposób jego produkcji jest bardzo prosty. Błoto suszone powstaje z czarnego błota kosmetycznego pozyskiwanego w tradycyjny sposób (ręcznie) z brzegu Morza Martwego. Wydobyte czarne, mokre błoto jest rozkładane na słońcu, na specjalnie do tego celu przygotowanej platformie i poddane działaniu promieni słonecznych. W depresji, w której zlokalizowane jest Morze Martwe, opady deszczu są rzadkością, w większości dni w roku świeci na tym obszarze słońce. W takich warunkach mokre błoto wysycha bardzo szybko, po czym poddane jest procesowi mielenia i sterylizacji promieniami UV. W takiej postaci, bez żadnych dodatków (wypełniacze, polepszacze, konserwanty itp) trafia do Państwa. Bardzo interesującą rzeczą jest fakt, że wydobyte bezpośrednio z Morza Martwego błoto posiada czarny, smolisty kolor, zaś po wyeksponowaniu go na słońce zmienia swój kolor na kawowy. Suszone błoto pomimo zmiany koloru na jaśniejszą zachowuje wszystkie swoje właściwości, takie same jak mokre, czarne błoto bezpośrednio po wydobyciu z morza.

Błoto można stosować w formie maseczek i okładów na całe ciało. Jest nadzwyczaj skuteczne w walce z problemem przetłuszczającej się skóry, niezastąpione w pielęgnacji cery tłustej i mieszanej oraz nieocenione w zwalczaniu trądziku i wykwitów skórnych wywołanych łojem zatykającym pory skóry.
W formie maseczek na twarz błoto stosuje się zwykle 1 x w tygodniu na ok. 15 minut. Błoto powinno się zmyć ciepłą wodą przed jego całkowitym zaschnięciem (w czasie "podsychania". Przed nałożeniem maseczki lub okładu błotnego na ciało na czas podany wyżej zaleca się przeprowadzenie próby skórnej (błoto z Morza Martwego ma bardzo silne działanie). Zaczerwienienie skóry i lekkie pieczenie jest naturalną reakcją skóry. Niepokojące jeswt bardzo silne zaczerwienienie i pieczenie skóry. W takim przypadku należy zrezygnować z maseczki lub okładu.

Przygotowanie maseczek i okładów z suszonego błota z Morza Martwego jest bardzo prostą czynnością. Przede wszystkim trzeba dobrać odpowiednią ilość proszku do planowanego zabiegu. W przypadku maseczek na twarz jednorazowa porcja sproszkowanego błota to kilka łyżeczek od herbaty. Do proszku, który wsypujemy do niedużego naczynka, należy dodać niewielką ilość wody (zwykle na 7 porcji suszonego błota - 1 porcja wody). Należy pamiętać, aby błota nie rozrabiać raczej zwykłą wodą z kranu. Najlepiej użyć do tego celu wodę mineralną, w ostateczności zwykła wodę przegotowaną.
IMAG0596.jpg
MOJE WRAŻENIA
Błoto stosowałam na kilka sposobów, i chociaż zużyłam cały półkilogramowy słoik to nadal mam wrażenie, że ledwo poznałam działanie błota w praktyce.

*Jako maska do całe ciało: oczyszcza skórę, ujędrnia ją i wspomaga walkę z cellulitem. Raz spróbowałam z ciekawości. Może gdybym zmagała się z przewlekłymi problemami skórnymi zostałabym przy tym sposobie na dłużej. Skóra była miła w dotyku i ogólnie rzecz biorąc w dobrej kondycji ale jakoś nie widzę potrzeby żeby bawić się w to. Błoto może być fajną alternatywą do... mycia ciała. Dzięki swoim właściwościom odtłuszczającym i oczyszczających na pewno jest wart zainteresowania osób poszukujących naturalnych metod pielęgnacji ciała. Tylko czy poradzi sobie z codziennymi substancjami zanieczyszczającymi w dużych miastach?

*Twarz:
- jako maseczka-peeling: chyba najczęstszy sposób po który sięgałam korzystając z błota. Zazwyczaj myłam twarz mydłem przed nałożeniem maseczki aby „powierzchownie” ją oczyścić. Nakładałam błoto rozmieszane z wodą na kilka minut masując okrężnymi ruchami. W efekcie skóra była napięta ale nie sucha. Używałam najczęściej w upalne dni ale nie codziennie jako, że błoto ogranicza wydzielanie sebum przez skórę. Oprócz tego skóra była przyjemnie wygładzona.
-oczyszczanie: jeśli nie miałam nałożonego makijażu na twarzy ale mimo wszystko skóra domagała się oczyszczenia zamiast mydła stosowałam właśnie błotko. Używałam go właściwie tak samo jak maseczki. Skóra była oczyszczona i nie zdarzył mi się efekt wysuszenia jak to czasem bywa przy stosowaniu "tradycyjnych" środków myjących. Podsumowując: błoto na twarzy oczyszcza, peelinguje i ogranicza świecenie się skóry.

*Włosy: - zamiast szamponu. Przed użyciem bałam się, że raczej i tak skończy się to sięgnięciem po szampon ale musiałam spróbować. Błoto rozmieszałam z wodą i taką dość rzadką miksturą masowałam skórę głowy. Spłukałam i umyłam ponownie. Włosy były oczyszczone, puszyste i świeże. Nie wiem czy jeszcze kiedyś sięgnę po ten sposób bo jednak dużo z nim zachodu i błoto się nie pieni (a ja jednak przyzwyczajona jestem do piany) ale może kiedyś, z racji tej że glinki nie uszkadzają struktury włosow. Tutaj opisałam to dokładniej: hairlovelo.pinger.pl/m/24244560
-dodatek do szamponu: dosyć późno wpadłam na ten sposób ale już go bardzo polubiłam. Sposób warty wypróbowania na pewno dla osób zmagających się z szybkim przetłuszczaniem się skóry głowy oraz brakiem objętości. Błoto można dodawać w mniejszej lub większej ilości, wzmacnia oczyszczające działanie szamponu ale nie wysusza włosów. Są błyszczące od nasady, a użycie odzywki niweluje wszelkie ewentualne efekty uboczne (błoto może zostawiać lekką warstwę na włosach jednak po zmieszaniu go z szamponem ten problem zostaje załatwiony).

Niewątpliwie błoto z Morza Martwego jak i inne glinki mają szerokie zastosowanie. W czasach kiedy nie było mydła, już nie mówiąc już o szamponach czy żelach stosowano go do oczyszczania skóry i włosów, jednocześnie będąc w okolicach ich wydobywania ważnym elementem codziennej pielęgnacji. Zanim sięgnęłam po błoto MM byłam raczej sceptycznie nastawiona do glinek. Że to jest zbędne, że kolejne jakieś wydziwianie czy nie wiadomo co. Po wypróbowaniu stwierdzam, że zostają ze mną na dłużej. Ponieważ błotka zostało mi już niewiele już wędruje do mnie inna glinka, ale tak się zastanawiam czy by nie nabyć kolejnego pudełka błotka gdyż właśnie jest w promocji w Rossmannie i jest to całkiem okazyjna cena. Hmm... muszę być silna. xd

A wy używacie glinek?Jeśli tak to jak?
IMAG0653.jpg
A to moje paznokcie, powoli mi odrosły do w miarę wizualnie odpowiedniej formy. Muszę kupić srebrny lakier.
  • awatar Lovely Mess: Śliczny lakier :)
  • awatar aqq0: Też mam to błoto ale jakoś nie przepadam. Dodawałam do szamponu jak próbowałam testować takie sprawy ale jakoś niee. Bez szamponu robiło mi kompletną masakrę na głowie, mam za delikatne włosy do takich zabaw :D A do twarzy pewnie będę męczyć zaraz bo kończy mi się glinka ghassoul a to błotko stoi i czeka na swoją kolej :)
  • awatar Świat MyLady: ciekawa maska :)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

hairlovelo
 
hairlovelo: Olejek z drzewa herbacianego to "kosmetyk", który gościu u mnie w łazience od bardzo dawna. I tak sobie leży i leży, a jak się skończy to idę po nowy. Nie używam go codziennie ale bywa, że jest niezbędny.
olejek z drzewa herbacianego.jpg
Trochę o jego właściwościach:

-najbardziej znany jest z tego, że jest bakteriobójczy, wirusobójczy i grzybobójczy. Może być stosowany w środkach przeciwłupieżowych, przeciwko grzybicy stóp jak i w środkach do dezynfekcji.


Ja stosuje go na kilka sposobów:

*W formie nie rozcieńczonej (to jeden z nie wielu olejków eterycznych, jeśli nie jedyny, który punktowo może być stosowany w czystej postaci):
-na wszelkiego rodzaju brzydkie i nie ile niespodzianki na twarzy w postaci wyprysków. Olejek wysusza, powoduje, że to brzydkie zjawisko szybciej się goi, a ponad to olejek zapobiega powstawaniu blizn i można go również stosować na stare blizny (tutaj raczej w połączeniu z czymś, bo blizny często występują na większych powierzchniach twarzy czy pleców);
-po ukąszeniach komarów i innych owadów olejek przyspiesza gojenie i łagodzi skutki (przez chwile szczypie, ale później można zapomnieć o swędzeniu),
-obtarcia po niewygodnych butach: olejek zasusza rankę, która szybciej się goi a co najważniejsze jest oczyszczona dzięki antybakteryjnym właściwościom olejku (ja stosuje bez obaw, ale jeśli ktoś jest mało odporny na szczypanie to lepiej pierwszego dnia nie stosować czystego olejku).

*Jako dodatek:
-do kąpieli zmęczonych stóp, a szczególnie latem. Rzadko mi się zdarza, że mocze stopy ale jeśli już to robię to do wody dodaje właśnie ten olejek. Wiem, że o tym już mówiłam ale ten sposób jest równie dobry na bolesne obtarcia i znacznie delikatniejszy, dodatkowo jako środek profilaktyczny przeciwko grzybicy (basen, plaża, chodzenie boso, latem stopy są bardziej a nią narażone),
-dodatek do olejów zarówno przy olejowania paznokci jak i skóry głowy. W obu przypadkach działa wzmacniająco dodatkowo stosowany na skórę głowy wspomaga walkę z łupieżem lub łuszczycą.
Również przy włosach przetłuszczających się (reguluję prace gruczołów) i wypadających okazuje się pomocny, co akurat zauważyłam po sobie (o ile łupieżu nie mam to do dodaniu go do oleju, którym olejowałam skalp włosy nie wypadały i to temu olejkowi przypisuje największa zasługę).
Olejek można również dodawać do gotowych produktów zarówno tych do skór głowy (szamponów, wcierek) jak i na długość (odzywki), w niewielkich ilościach.

Podsumowując:
Kiedy olejek będzie przydatny?
-grzybica,
-łuszczyca,
-łupież,
-wypadanie włosów,
-przetłuszczanie się skóry głowy (reguluje wydzielanie sebum),
-analogicznie: przeznaczony do skóry tłustej, mieszanej,
-trądzik,
-oraz blizny po nim,
-ślady po ukąszeniach,
-przyspiesza gojenie ran,
-odkażanie drobnych ran (w formie czystej działa mocniej od wody utlenionej).

Oraz wiele, wiele innych zastosowań z którymi do tej pory nie miałam styczności np. alergie/aromaterapia, odleżyny.

Słyszałam niedawno, że olejek można stosować i w gospodarstwie domowym ze względu na antygrzybiczne, bakteriobójcze właściwości. Wystarczy dodać kilka kropel do ciepłej wody i odkurzyć nią meble. Tanie i ekologiczne.

Powiem tylko tak: olejek z drzewa herbacianego forever.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

hairlovelo
 
Postanowiłam porównać te dwa olejki ponieważ na pierwszy rzut oka są do siebie dość podobne, jednak w praktyce trochę bardziej się różnią.
oleje.jpg
OPAKOWANIE
oba olejki są zamknięte w buteleczce z pompkami, jeśli chodzi o Alterre to może jest ono bardziej estetyczne (chociaż to rzecz gustu) i trwałe- buteleczka jest szklana, jednak tutaj plus zdobywa W&B ponieważ pompka jest precyzyjniejsza, a olejek nie przedostaje się miedzy szparami i nie brudzi opakowania, ponad to łatwiej ja umyć i napełnić od nowa innym olejem, jest lżejsza i zapewne odporniejsza na upadki (szczególnie na płytki).

ZAPACH
oba olejki pachną ładnie ale dość intensywnie, myślę, że jest to kwestia gustu, ale mi odpowiadają oba zapachy. Po dłuższym czasie częstego stosowania mogą denerwować wrażliwe nosy, szczególnie W&B, który szybciej zatrzymuje się na skórze i nie tylko (np. na pościeli).

KOLOR
Alterra wpada w pomarańcz, W&B typowo żółtawo-oleisty odcień.

KONSYSTENCJA
obydwa kosmetyki są olejami jednak ALterra jest bardziej tłusta (jak zwykły olej), natomiast W&B ma fajną tępą konsystencje i jest lżejszy.

DOSTĘPNOŚĆ
obydwa olejki dostępny tylko i wyłącznie w Rossmannie.

CENA
Aletrra ok. 18 zł, w promocji ok 13 (100ml); W&B 11 zł w cenie regularnej (150ml). O wiele bardziej więc opłaca się W&B.

DZIAŁANIE
na skórze: oba olejki dobrze odżywiają skórę, jednak tak jak już wspominałam W&B jest lżejszy w konsystencji przez co lepiej się wchłania i minimalnie jest słabszy w działaniu. Alterra dość gorzej się wchłania. Stosowałam olejki zawsze na noc i czasem mnie denerwowała tłusta otoczka, która pozostawiał na skórze jeśli nałożyłam np. pół pompki więcej.
Zatem ALterra będzie wydajniejsza ale wygodniej będzie się ją stosować w chłodniejsze dni/noce, bardziej się nadaje do masażu gdyż wolniej się chlania, natomiast W&B będzie odpowiedniejszy w cieplejsze wieczory takie jak teraz.

włosy: za działanie na nich bardzo polubiłam Alterre , świetnie je odżywia i wydobywa blask. Uwielbiałam swojego czasu stosować ja na włosy i mam pewien sentyment ponieważ to mój pierwszy olej zakupiony w tym celu.
W&B raz wylądował na moich włosach i zachował się przyzwoicie. Żeby coś więcej powiedzieć na ten temat musiałabym po prostu częściej nim olejować włosy.
skład.jpg
SKŁAD
A: olej sojowy, o. rycynowy, o ze słodkich migdałów, o. kukurydziany, o. z n. sezamu indyjskiego, o. z pszenicy, o. z n. winogrona, o. z n. papai, o. z oliwek, o. awokado, o. jojoba, kompozycja zapachowa, o. z n. słonecznika, komp. zapachowa.
W&B: olej z nasion słonecznika, olej rycynowy, ekstrakt z owoców papai, olej z nasion mango, olej migdałowy, olej z pestek moreli, przeciwutleniacz (hamuje proces starzenia się skóry i pozwala zachować min olejom swoje cenne sub. odżywcze/konserwuje), emolient tłusty, witamina E, kompozycja zapachowa.
Obydwa produkty maja bardzo ładne składy.

PODSUMOWANIE
obydwa produkty są bardzo fajne, gdybym musiała jednak ostatecznie wybrać wybrałabym olejek Wellnes&Beauty ale z bardzo prostych powodów: jest tańszy i nadaje się zarówno do włosów i ciała, natomiast Alterra denerwuje mnie na skórze i o wiele lepiej spisuje na włosach/paznokciach.
  • awatar xthy: pewnie pięknie pachną ;)
  • awatar Julia Aleksandra: Uwielbiam Alterrę :)
  • awatar Ruda1990: Skończył mi się niedawno olejek z tej serii. Zgadzam się z Tobą, że są bardzo fajne. :) Pora wypróbować inny zapach. ;)
Pokaż wszystkie (6) ›
 

hairlovelo
 
babydream uniwersalny żel.png
Krótka analiza składu:
Aqua- woda,
Cocamidopropylbetaine- bezpieczna substancja myjąca, bardzo łagodna amfoteryczna substancja powierzchniowo czynna,
Lauryl Glucoside- biodegradowalna, niejonowa substancja powierzchniowo czynna, łagodnie myjąca,
Glyceryl Caprylate- emolient tłusty, tworzy warstwę okluzyjna, chroni przed wyparowywaniem wody,
Coco-Glucoside- biodegradowalna, niejonowa substancja powierzchniowo czynna, łagodnie myjąca,
Glyceryl Oleate- emolient tłusty, tworzy warstwę okluzyjna, chroni przed wyparowywaniem wody,
Panthenol- pantenol, prowitamina B5, nawilża,
Sodium Coco-Glucoside Tartrate- biodegradowalna, niejonowa substancja powierzchniowo czynna, bardzo łagodnie myje skórę i włosy,
Sodium Hydroxide- reguluje pH,
Lactic Acid- kwas mlekowy, nawilża,
p-Anisic Acid- kwas anyżowy, naturalny konserwant,
Sodium Lactate- nawilża, pielęgnuje suchą skore,
Triticum Vulgare Germ Extract- ekstrakt z kiełków przecznicy, nawilża i łagodzi, filmotwórczy,
Chamomilla Recutita Flower Extract- ekstrakt z rumianku pospolitego, łagodzi i regeneruje, bogaty w wit. C,
Parfum- zapach.
Od producent, sposób użycia:
babydream.jpg
Żel faktycznie zawiera jedynie delikatne substancje myjące, przez co jest odpowiedni do delikatnej skóry. Z analizy wynika, że nie posiada barwników, ale kiedy czytam na opakowaniach kosmetyków, że nie zawierają konserwantów to myślę sobie, że to przecież nie możliwe. Tutaj mamy jeden konserwant, jednak jest on pochodzenia naturalnego. Pantenol jest dość wysoko w składzie, natomiast ekstrakt z rumianku zajmuje przedostatnie miejsce, jednak jak na taki krótki skład to jeszcze ok. Nie zawiera również parafiny, ale mamy za to regulator pH, przez co produkt jest neutralny dla skory. Krotko mówiąc chciałabym, żeby producenci właśnie takie informacje zawierali na opakowaniach kosmetyków: jasne i jednoznacznie.

A teraz moja opinia.

OPAKOWANIE
ładne, estetyczne, wygodne, jednak ja zawsze zdzieram naklejkę z dzidziusiem bo trochę mnie denerwuje, plus za pompkę, które dobrze się spisuje.
ZAPACH
delikatny, charakterystyczny dla produktów dla dzieci.
KOLOR
właściwe to żel jest bezbarwny.
KONSYSTENCJA
dość gęsta, żel dobrze się pieni zarówno przy myciu ciała jak i włosów, wystarczy nie wiele by powstała piana, najlepiej stosować go w rozsądnych ilościach, ponieważ zbyt duże trudniej się spłukuje.
DZIAŁANIE
*twarz: "pół pompki" wystarczy aby dokładnie umyć twarz i robi to naprawdę dobrze, największy plus dla mnie to fakt, że nie przesuszał dodatkowo moich skórek, a skóra nie była spięta, to mój ulubiony sposób zastosowania tego kosmetyku,
*ciało: jako żel pod prysznic też dobrze się spisał i nie wysuszał mojej skóry, po umyciu nim nie musiałam stosować już żadnego balsamu, chociaż przy kąpieli wole chyba inne zapachy, no ale jest to produkt dla niemowląt więc się nie czepiam,
*higiena intymna: również dobrze się spisuje, mył i nie podrażnia,
*włosy: nie stosowałam go zbyt często ze względu, że mam już szampon oparty na łagodnych detergentach, mimo wszystko musiałam spróbować i tutaj również go polubiłam: dobrze domywał włosy nawet jeśli wcześniej je naolejowałam, troszkę plącze to fakt, ale jeśli tak jak ja nakładacie czasem np. olej przed myciem, a po myciu odżywkę to problemu nie powinno być, żel nie przedłużał świeżości skóry głowy, ale nie stosowałam go często by mu na to pozwolić, ponadto żel nie wysuszał włosów, ale też jakoś super nie nawilżał, największy plus, że nie wzmagał wypadaniu włosów przy myciu, co u mnie często się zdarza.


Podsumowując: polubiliśmy się, żel nie wysusza i jest wszechstronny oraz wydajny, na pewno kupie go ponownie kiedyś (no ale zapasy muszą poznikać) do delikatnego, ale skutecznego oczyszczania. Dla mnie najważniejsze jest właśnie to, że myje i nie wysusza. Nie stosowałam go jako płyn do kąpieli wiec nie wiem jak produkt spełnia tą funkcje.

500ml/9,99zl, dostępny tylko w Rossmannach.
 

 

Kategorie blogów