Wpisy oznaczone tagiem "kot Alicji" (4)  

miedzywierszami
 
"Fuj! Robak! Jaki wielki?! I po co mi to było? "Zjedz kawałek - powiedział Królik - szybko, bo nie mamy czasu!". Dlaczego zjadłam? Nie wiem. Uległam presji, a teraz żałuję. Jeny! CZY one muszą być aż tak gigantyczne?!

Zaraz po zjedzeniu tego ciastka zmniejszyło mnie do wielkości spinacza biurowego. Przeszliśmy przez szparę w korze drzewa, o którego się opierałam wcześniej i schodzimy w dół. Dlaczego zaufałam ciągle spóźnionemu Królikowi i uśmiechającemu się Kotowi? Nie wiem.

Szliśmy koło godziny, gdy nagle któryś popchnął mnie w kierunki bardzo głębokiej, czarnej dziury wydrążonej w ziemi. Potknęłam się i do niej wpadłam. Krzyczałam na całe gardło i czekałam na głuchy huk i czerń przed oczami. Po kilku minutach wyschło mi gardło i nie mogłam wydobyć żadnego dźwięku z ust. Wokół mnie zawisło w powietrzu pełno starych mebli i książek. Dziwnie mi się to oglądało. Spojrzałam w górę - ciemno. Na dole też nic nie było widać. Co ja teraz zrobię?

Chyba zasnęłam. Obudziłam się na miękkiej poduszce pod ziejącą dziurą w suficie. Usiadłam i lekko się przeciągnęłam. Znajdowałam się w niewielkim saloniku. Wszystkie meble były w kolorze różowym, pomarańczowym i białym. Zdjęcia na ścianach przedstawiały marchewki, króliki albo króliki i marchewki. Wszystko pokrywały marchewkowe zdobienia, a w kuchni pachniało zupą marchewkową. Nie podobało mi się tu. Skąd się tu wzięłam?

Weszłam do kuchni, bardzo burczało mi w brzuchu. Myslałąm tylko o tym żeby napchać kieszenie jedzeniem i uciec stąd jak najdalej. Może powinnam tak zrobić? Mmmm... Ten zapach... Może skosztuję troszkę tej zupy? Odrobinkę... Podeszłam do parującego garnka. Wzięłam pierwszą łyżkę z brzegu i nabrałam trochę zupy. Podmuchałam chwilę i włożyłam ją do ust. FUJ! Od razu wyplułam to świństwo. Jak w ogóle można to jeść? Nie była doprawiona, a konsystencja przypominała rzadki kisiel. Może powinnam sama doprawić? Zaczęłam szukać przypraw. Gdy w końcu je znalazłam odechciało mi się wszystkiego: "suszona marchewka", "cynamon marchewkowy" i "wyciąg z korzenia marchwi". Co ja tu robię?

Poszłam do salonu. Na pięknym, białym stoliku stało kryształowe pudełko z wieczkiem. Wyglądało słodko, jak kryształowa cukierniczka. Podniosłam pokrywkę. W środku leżało kilka ciasteczek w kształcie serduszek i, oczywiście, marchewek. Podniosłam jedno w kształcie serduszka. Obejrzałam go z każdej strony. Było ozdobione lukrem z każdej strony, ale tylko na jednej widniał napis "zjedz mnie". Nie trzeba było mi dwa razy powtarzać. Włożyłam całe ciastko do buzi, ledwo się zmieściło. Żułam je łapczywie. Było pyszne, ale nie mogłam rozpoznać smaku. Coś jak ciasteczka korzenne?

Spacerowałam po domku oglądając obrazy wiszące na ścianach i meble. Królik, szary królik, szary królik z białą plamką i binoklem, szary królik bez binokla z parasolką i biały królik w bordowej kamizelce z ciężkim zegarkiem w kieszeni.
- Wstałaś nareszcie! - usłyszałam za sobą. Odwróciłam się - Ile można spać? Musimy już iść, jesteśmy spóźnieni!! - Krzyczał tak głośno jak pozwałały mu jego małe płuca.
- Uspokój się! - Pisnęłam. Gdzie się śpieszymy? To nie miało sensu. - Gdzie mamy iść?
- Na podwieczorek do Kapelusznika i Zająca! Czekają na nas od jutra!
- Jutra? Co za nonsens... - powiedziałam cicho do siebie.
- Nonsens?! Ubieraj się i wychodzimy!
Ubrałam się tak szybko tak tylko mogłam. Gdy wyszliśmy znaleźliśmy się na pięknej i kolorowej polanie na środku lasu. Słoneczko grzało miło. Zamknęłam oczy i delektowałam się ciepłem poranka.
- Masz - powiedział Królik podając mi czerwony płaszcz - w lesie bywa chłodno. Posłusznie włożyłam go i nasunęłam kaptur na głowę. Podążaliśmy powoli w kierunku lasu. Słuchać było szum liści na wietrze, słodki zapach kwiatów i miodu. Było cudownie. Na gałązce nad nami usiadł skowronek. Śpiewał pięknie, tak kojąco. Idealnie zgrywało się to z bujającymi się drzewami i chmurkami pełzającymi po siebie. Nie wiem ile się w niego wpatrywałam, pięć sekund? Minut?... Lat? Ptak zerwał się z gałęzi i poszybował nade mną w kierunku polany. Z szerokim uśmiechem obróciłam się za nim wypatrując toru jego loty. Śpiewak usiadł na domku Królika i powoli zaczął wydziobywać dach budynku. Gdzieś to już widziałam... Tylko gdzie?...
- Ekhem... - usłyszałam ciche chrząknięcie. - Chyba ci się śpieszy, no nie? - Zapytał Kot zeskakujący z drzewa. Usiadł przede mną i miarowo ruszał ogonem w lewo i w prawo.
- No tak... już idę... - powiedziałam i zaczęłam kroczyć ścieżką. Po mojej prawej stronie groźnie i z gracją szedł Kot, a po lewej kicał Królik cały czas spoglądający na zegarek. Od czasu do czasu coś mruknął o tym, że już późno, że zaraz będzie ciemno, podczas gdy bestia po mojej prawej mruczała zapatrując się co chwilę na wiewiórki biegające po drzewach.

Szliśmy tak długo aż nastał wieczór. Świerszcze cykały w trawie, ptaki śpiewały musicale do wtóru rechotania żab. Pierwsze gwiazdy pojawiły się na przechodzącym w granat niebie, a świetliki latały miedzy drzewami i ponad dróżką. Czułam magię tętniącą w tym lesie. Wszystko wydawało się takie nierzeczywiste, a jednak każdą komórką ciała czułam, że to się dzieje naprawdę. Z letargu wyrwało mnie głośny stukot. Zamilkły ptaki, wiewiórki schowały się w dziuplach, żaby schowały się za drzewami, a świetliki zaczęły powoli ściemniać swoje światło aż zupełnie zgasło i pogrążyliśmy się w mroku.
- Ćśśśś... - usłyszałam za sobą Królika.
- Śmierdzi psem... - zawarczał Kot." ~ Alice ♥
alice111111.jpg
  • awatar gość: Przeszliśmy przez szparę w korze drzewa, o którego się opierałam wcześniej i schodzimy w dół. Dlaczego zaufałam ciągle spóźnionemu Królikowi i uśmiechającemu się Kotowi? Przeszliśmy przez szparę w korze drzewa, o KTÓRE się opierałam wcześniej i schodzimy w dół. Dlaczego zaufałam ciągle spóźnionemu Królikowi i uśmiechającemu się KotU? Pozdrowienia :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

miedzywierszami
 
"Czułam się co najmniej dziwnie. Ciecz znajdująca się w fiolce leniwie płynęła przez moje gardło. Jej słodki smak nie przypominał mi niczego. Właściwie po co to piłam? chyba z desperacji. Może zaraz ujrzę telewizor z propozycją "zagrajmy w grę"? Tak, zdecydowanie jestem dziwna. Wypiłam połowę zawartości pojemniczka i zamknęłam go korkiem. Poczułam się dziwnie senna. Usiadłam, a po chwili położyłam się na drewnianej podłodze. Potem widziałam już tylko ciemność.

Promienie słońca snujące się przez okno nieźle mnie rozbudziły. Usiadłam. Znowu jestem w domu. Tylko... dlaczego śpię na podłodzę?

Podniosłam się zimnej posadzki. Przede mną pojawiło się okno. No tak, nie było dobrze zamknięte. Zaścieliłam swoje łóżko i pozbierałam ubrania z podłogi. Od razu ruszyłam do łazienki.

Woda płynęła z góry leniwie od czubka mojej głowy aż po stopy. Oparłam ręcę na ścianie przede mną i stałam tak kilka minut. Musiałam ochłonąć. Kiedy w końcu się odprężyłam umyłam włosy i resztę ciała. Wytarałam się i owinełam w miękki, pachnący wanilią ręcznik. Podeszłam do umywalki. W lustrze była ta sama dziewczyna. Miała te same wory pod oczami co wcześniej. Niech tak będzie. Przez chwilę się przyglądałam mojemu odbiciu. Gdy się znudziłam wzięłam szczoteczkę do zębów i nałożyłam na nią sporą porcję pasty. Pochylona nad zlewem myłam zęby kilka długich minut.

Wypłukałam usta z miętowej pasty i przepłukałam twarz zimną wodą. Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Zajęte! - krzyknęłam odruchowo, ale pukanie nie ustawało. Wytarłam szybko twarz ręcznikiem i odwróciłam się w stronę drzwi. Już miałam zacząć iść w kierunku drzwi, ale... zauważyłam coś czego nie powinno tu być. Przetarłam oczy dłońmi i jeszcze raz tam spojrzałam. Czyja znowu śnię?

Na koszu na brudną bieliznę siedział... biały królik! Miał na sobie bordową, staromodną kamizelkę bez rękawów z czarnym krawatem i zegar na łańcuchu wielkości sporego jabłka. Uderzał dosyć szybko tylną łapką w kosz. To stąd wydobywało się pukanie...
- Alice, spóźnimy się. - Powiedział lekko poddenerwowany. - Mieliśmy się pojawić wczoraj, ale jak zwykle zaspałaś.
Z każdym słowem robiło mi się coraz słabiej. O co mu chodzi?...
- Ubieraj się, migiem! - powiedział dosyć głośno ib zastukał łapką w zegar. Przedmiot sam w sobie był dziwny. Był złoty, wyglądał na niezwykle ciężki i porządny zegar, ale... wskazówki chodziły do tyłu. Jak to działa?

- Alice! - krzyknął wyraźnie oburzony królik. - Słyszałaś co powiedziałem?
Pokręciłam głową nadal niedowierzają, że on tu jest.
- Oczekuje cię Kapelusznik i Zając. Muszą coś ci przekazać.
Nadal stałam jak wryta. To tylko sen.
- No ruszaj się! Nie mamy całego dnia!
Szybko pobiegłam do pokoju. Ubrałam się i związałam włosy. CO JA WŁAŚCIWIE ROBIĘ?!

- Chodź za mną! - usłyszałam wołanie zza okna. Królik kicał w stronę lasu. Wystrzeliłam z domu i podążąłam za nim. Biegłam jakieś piętniaście minut. Nie mogłam złapać oddechu. Gdy stanęliśmy oparłam się o drzewo.
- Szybko ci poszło - usłyszałam drwiący głos z góry.
- Ja nigdy tak długo się nie szykuję. - Odpowiedział Królik.
- Mi by się udało ją tu zaciągnąć szybciej - wycedził przez zęby.
Spojrzałam w górę by zobaczyć rozmówcę. Było dosyć ciemno,chyba zbierało się na burzę. Wytężyłam wzrok.
- Witaj, Alice. - powiedział z szerokim uśmiechem Kot." ~ Alice ♥
dark-forest.jpg
  • awatar Lisa Angels: Tyle sie naczekałam a dostałam taki krótki rozdzial nie zdązyłam się nawet nim dobrze nacieszyć, a już się skończył!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

miedzywierszami
 
" - Wtedy właśnie go zauważyłam. - Skończyłam opowiadać. Psycholog patrzył na mnie jakbym powiedziała, że zabiję go i całą jego rodzinę. - Widziałam go, przysięgam! - zawołałam zrozpaczona.
- Wydawało ci się. Koty się nie uśmiechają.
- Nikt mi nigdy nie wierzy.. - powiedziałam poddenerwowana, wzięłam torbę i wyszłam z gabinetu trzaskając drzwiami zanim zdążył podjąć próbę zatrzymania mnie. Bez słowa przeszłam koło mamy, nawet na nią nie spojrzałam.  Właśnie w tym momencie coś się we mnie złamało. Cały czas czułam pustkę. Nie miałam ochoty na nic. Jedzenie nie przechodziło mi przez gardło, noce przekształciły się w kilkugodzinne siedzenie na oknie i wpatrywanie się w niebo, a spacery z Hadesem zostały objęte mianem TABU. Koty się nie uśmiechają – pomyślałam, karcąc siebie, że o tym wspomniałam. Teraz było mi wszystko jedno.
Siedzenie na oknie to naprawdę ciekawe zajęcie. Spójrz w niebo, a dostrzeżesz tysiące migających brylantów zanurzonych w ciemnej toni. Alfabetem morsa nadają wiele ciekawych historii, tylko musisz je rozszyfrować. Wszystko na ziemi jest spowite mrokiem, ale są stworzenia, niepozorne, które oświetlają naszą drogę... świetliki. Dzieci gwiazd jak herosi, żyją na ziemi i niosą cząstkę światła w sercach. Magiczne prawda?

O nie... Nie e, nie nie nie nie NIE!!!! co ty robisz?! Nie zamykaj oczy, SŁYSZYSZ?! Alice, nie zamykaj...! Cholera...

Śpiew skowronków rozkazał otworzyć mi oczy. Przeciągnęłam się w łóżku wypoczęta pierwszy raz od kilku długich dni. Promienie słońca leniwie wpływały do pokoju przez oczka ciężkich firanek. Po kilkunastu minutach wstałam i zaścieliłam łóżko. Otworzyłam okno i z zachwytem obserwowałam piękno natury. Moje kolejne kroki skierowałam prosto do łazienki. Szybki prysznic, mycie zębów, czesanie włosów - rutyna. Ubrałam swoje ulubione czarne spodnie i koszulę imitującą jeans. Bosko. Na dół prowadzą mocne hebanowe schody. Zeszłam nimi i roztańczonym krokiem weszłam do kuchni. Przywitałam się z mamą.
- Jak się czujesz? - spytałam z lekkim uśmiechem. Siedziała w szlafroku. Jedząc kanapki rozwiązywała krzyżówkę.
- Lepiej, dziękuję - odpowiedziała, ale od razu po skończeniu tego zdania zaczęła kaszleć. Trudno patrzeć na bliską ci osobę, którą powoli zjada choroba. Za każdym razem łudzę się, że wyzdrowieje, ale zaczynam tracić nadzieje - w końcu to choroba nieuleczalna.
- Tata przywiózł coś wczoraj od babci - pokazała swoją kościstą, wychudzoną ręką paczkę na stoliczku. Zawsze kładziemy na nim pocztę, ważne dokumenty i numery. Nad nim  na ścianie jest przytwierdzony telefon stacjonarny. Przeniosłam pakunek na stół. Był bardzo lekki. Po bardzo szybkim odpakowaniu - czułam się jakby to była Wigilia - ujrzałam złożony w kostkę czerwony materiał. Kocham nosić ubrania od babci, sama je dla mnie szyje - była krawcową. Wyciągnęłam go i rozłożyłam. Moim oczom ukazał się piękny, krwistoczerwony, wiosenny płaszczyk z kapturem. Od razu go założyłam, pasował jak ulał. Był zapinany na guziki i miał je również jako ozdoby na kieszeniach i rękawach. Góra dopasowana, ale dawała dużą swobodę ruchów, a od pasa w dół był rozkloszowany i wyglądał jak spódniczka. Jedno od drugiego rozdzielał pas ze złotą klamrą w kształcie kota - uwielbiam koty! Są takie ciepłe, puchate i słodko mruczą.
- Pięknie wyglądasz - stwierdziła mama, uśmiechając się.
- W zamian za to zaniesiesz babci kawałek ciasta, sałatkę i część kurczaka, którego zrobiłam wczoraj wieczorem.
- No pewnie, że tak - powiedziałam cały czas podekscytowana nową częścią garderoby. Jedzenie w pudełkach zawiązałam w ściereczki i powkładałam do torby na ramie. Schowałam też kilka ciastek i małą butelkę soku.

Wyszłam z domu. Normalna droga jest bardzo długa i prowadzi przez niezliczoną ilość nudnych, czarnych ulic. Kiedyś zmierzyłam ile czasu zajmie mi dojście do domku babci - wyszło mi niecałe trzy godziny. Trzy godziny w piekielnym słońcu. Dlatego wybieram inną drogę. Jest ciekawsza, idzie się w cieniu i najważniejsze - idzie się o połowę krócej. Prowadzi przez las. Ścieżka jest widoczna i trudno jej nie zauważyć, ale nigdy nie widziałam na niej samochodu ani przechodnia. Może po prostu teraz nie mają do niej dojazdu przez ogrodzenie domostwa?

Wkroczyłam w las, ptaki rozkosznie śpiewały, drzewa szumiały i chyliły się tak jakby chciały oddać mi pokłon. Uśmiechnęłam się na tę myśl. Babcia nauczyła mnie tak postrzegać świat. Teraz mieszka sama, a ja jestem jej jedyną wnuczką - rozpieszcza mnie jak się tylko da.
Spacer przez las koi moje myśli, lubię to robić. Słyszę każdy drżący na wietrze liść, każde świszczące źdźbło trawy, a ten zapach kwiatów... Mmm! Marzenie. Babunia uwielbia kwiaty, pójdę jej nazbierać cały, pachnący bukiet kolorowych kwiatów, pomyślałam i z uśmiechem skręciłam delikatnie ze ścieżki.
Nagle usłyszałam potworny syk. Odskoczyłam z powrotem na szlak i spojrzałam w górę. Znalazłam źródło tego dziwnego dźwięku.
- Głupie kocisko. - Stwierdziłam, patrząc na niego zła, że mnie wystraszył. Kot siedział sobie na dosyć grubym konarze i spokojnie lizał łapkę. Miał pasiaste ubarwienie i ledwo widoczne ślady walki. Najbardziej rzucało się w oczy nadgryzione ucho. - Nie ładnie tak straszyć.
- Jak możesz stwierdzić czy głupie skoro jeszcze mnie nie znasz? - spytał, odsłaniając uśmiechem szereg białych, równych ząbków. Zamurowało mnie.
- Koty nie mówią. - Stwierdziłam kiedy nabrałam trochę odwagi.
- I co jeszcze? Może powiesz, że też się nie uśmiechają. - Położył się na konarze bokiem do mnie. Wisiały mu łapka i ogon, miarowo nim ruszał.
- Nie to miałam na myśli... - odpowiedziałam szybko.
- W takim razie co? Przecież nie mam ani krzty rozumu.-zaśmiał się, mrucząc przy tym.
Zaczęłam żałować, że to powiedziałam. Po dogłębnych oględzinach zdałam sobie sprawę, że bardziej przypomina tygrysa niż kota, był naprawdę ogromny.
- Dlaczego mnie zatrzymałeś? - zapytałam czując jak wzbiera we mnie coraz większe uczucie strachu.
- Żeby cię ostrzec. Nie powinnaś schodzić z bezpiecznej ścieżki.
- Dlaczego?
- Zadajesz zbyt dużo pytań..
- Dlaczego? - powtórzyłam głośniej, słysząc jak echo mojego głosu odbija się od drzew i pagórków.
- Bo on tu jest. Spodobał mu się twój czerwony płaszczyk. - Powiedział to bardzo niskim głosem, leniwie wstając na konar. Obrócił się i zaczął iść w kierunku pnia. -Przypomina mu jego ulubiony zapach i smak. - zniknął za konarem. Pierwszy raz w życiu idąc przez las przestałam słyszeć jego dźwięki i szumy. Czułam się jakby ktoś ustawił świat na tryb "wyciszony", a bicie mojego serca przypomniało mi, że słuch mam dobry."~~ Alice♥♥♥
  • awatar milczący: Piękne. <3
  • awatar Za jakie grzechy,dobry Boże!?: TEN KOT JEST MRAU!!♥ ~(^♥^)~ A sny Alice jakbym troche swoje czytała xD Uwiesz mi... ostatni sen nył taki, że byłam krolem elfów, jechałam saniami, a moimi reniferami były sexy kobitki w obcisłych strojach XD Haha... ach ta moja wyobraźnia xD
  • awatar Alice - Między wierszami: @Za jakie grzechy,dobry Boże!?: Taką wyobraźnie podziwiam <3 xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

miedzywierszami
 

"- Co widzisz? - zapytał psycholog podając mi kartkę z atramentem. Nie widziałam sensu tej gierki - musiałam spojrzeć na plamę i stwierdzić ze mi nic nie przypomina lub że to motyl, ważka, książka..
- Plamę po atramencie - odpowiadam lekko zażenowana, co mogłaby pokazywać plama po atramencie?
- Dobrze - kolejny stosik słów w jego dzienniczku. Po co on to zapisuje? Podał mi kolejną kartkę - A to?
I wtedy mnie zamurowało. To było to czego najbardziej się obawiałam, to przez niego budziłam się w nocy z krzykiem i zapalałam wszystkie światła. On się chowa w cieniu i mnie obserwuje. Szuka odpowiedniego momentu żeby zaatakować, przegryźć moją szyję i skończyć to, co tu nazywamy życiem. Czasami mam wrażenie jakby w nocy jeździł po mnie swoimi ostrymi jak brzytwa pazurami. Nie robił mi krzywdy, bo Hades leży zawsze na dywaniku przy łóżku. Jest bardzo agresywnie nastawiony do obcych, a zwłaszcza do niego. Z zamyślenia wyrwał mnie odchrząkniecie specjalisty.
- Więc co tu widzisz? - zapytał po raz kolejny. Zauważyłam błysk w jego oku patrzącego na mnie znad szkieł okularów. Ma mnie...
- To wilk. - odpowiadam krótko. Nie chcę się nad tym rozwodzić. Mężczyzna schował wszystkie kartki. Dzieliło mnie od niego duże, hebanowe biurko, dziennik i jego okulary. Wydawał się taki... nierzeczywisty. Widziałam już gdzieś to spojrzenie - bystre, ale zimne jak lód. Miałam wrażenie, że zaraz moje serce mi oznajmi, że zapada w sen zimowy i przestanie bić. A może tylko wyolbrzymiam, bo czuje się nieswojo?

Po wizycie pojechałam prosto do domu. Mówiłam już, że jestem uzależniona od prysznica? Na pewno to brzmi co najmniej dziwnie, ale tylko tam czuję się bezpieczna, a poza tym mogę się odprężyć i wszystko przemyśleć. Tam więc się udałam. Pierwszy raz siedziałam tam tak cholernie długo. Nie wiem, co mnie zaniepokoiło bardziej - wilk czy te oczy? Szybko ubrałam na siebie jakieś luźne spodnie i rozciągnięty sweter. Przejrzałam się w lustrze - te same zielone, podkrążone oczy co zwykle, włosy spięte byle jak w koka. To chyba ja.

Przy obiedzie wszyscy rozmawiali z entuzjazmem o tym co dzisiaj robili, że czują się świetnie, że piękna pogoda... Cieszę się ich szczęściem, ale w tej rodzinie co trzecie pokolenie je traci. Rozerwiemy się? Zagadka za dziesięć punktów - która osoba w rodzinie (sądząc po zachowaniu i opisach) jest tym trzecim pokoleniem? Odpowiedź narzuca się sama.
- Alice? - mama przyglądała mi się jak gonię pokrojoną w plastry marchewkę z jednego końca talerza w drugi. Jakoś straciłam apetyt. Może do końca życia będę żywić się czekoladowymi kulkami i colą? Oczy na zapałki i mogę być sową. Sowy nie śpią w nocy...
- Tak? - zapytałam bez większego entuzjazmu.
- Dobrze się czujesz?
- Mhm - wymruczałam tylko.
Po obiedzie zmyłam naczynia. Babcia z dziadkiem poszli do salonu z ogromnym telewizorem i przyjemnie grzejącym kominkiem. Tata poszedł do garażu coś naprawiać a mama usiadła w kuchni i zaczęła rozwiązywać krzyżówki.
- Hades! - zawołałam siedząc na przeciwko mamy. Hades to doberman. Jest piękny, uwielbiam się z nim bawić. Czas na spacer. - Idziemy? - uśmiechnęłam się do niego pokazując smycz w ręku.

Zawsze chodzimy z nim do lasu. Tam najbardziej lubi chodzić. Wszystko może powąchać, pogonić wiewiórki tam gdzie pieprz rośnie, czekać aż rzucę mu patyka. Jest słodki - moja druga bezpieczna przystań. Spuściłam go ze smyczy i zaczęłam powoli spacerować ścieżką. Raz na jakiś czas urządzałam z nim wyścigi, próbowałam wyrwać smycz ze szczęk Hadesa, który uwielbiał pokazywać, że jest ode mnie silniejszy - no i dobrze... nie wiadomo co spotkamy w tym lesie.
Jestem Alice, nastolatka, uwielbiam czytać, mam wspaniałą rodzinę i kochanego pieska. Mieszkam w domku jednorodzinnym położonym w rządku innych domków wzdłuż alejki. Parę sklepów odzieżowych, barów i sklepów wędkarskich - normalne obrzeża miasta. Las ciągnie się pięćset metrów od mojego ogrodzenia na tyle posiadłości. Nie lubię kotów, są dziwne, nieprzewidywalne, nie kochające. Nie to co psy... odwróciłam się w poszukiwaniu Hadesa. Biegał wokół drzew pozdrawiając wiewiórki ruchem ogonka. Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Hades znalazłeś kompana? - zaśmiałam się i podeszłam. Podrapałam go za uchem, spoglądając w górę. Odebrało mi mowę, czułam się sparaliżowana. Mrowienie na karku już wcześniej mi mówiło, że ktoś mnie obserwuje, ale jak zwykle to olałam. Kropelki potu popłynęły mi po plecach. TO nie była wiewiórka... TO był kot. Wychudzony biały w czarne pręgi, z nagryzionym uchem i kilkoma kolczykami w kształcie koła w drugim uchu. Jednak najdziwniejsze było to, że on się uśmiechał" ~~Alice♥♥♥

kot.jpg
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Kategorie blogów