Wpisy oznaczone tagiem "kota" (68)  

wikipunk
 
Wiky the Metal-Punk!: Postanowiłam wprowadzić na blogu drobne zmiany :P. A mianowicie kolor liczby dni w liczniku odwiedzin, kursor i czcionkę. Myślałam jeszcze o zmianie tła pod wpisami ale w tej chwili nie mam pomysłu jak miałoby to wyglądać ^^.
A tak na marginesie to jestem w trakcie szycia jeansów dla Luny. To znaczy na razie odrysowałam wykrój na materiale, ale myślę, że już niedługo zabiorę się za ciąg dalszy :P.
Jak wiadomo, wczoraj (17.02.2017r.) był Dzień Kota. Mańka oczywiście cały Boży dzień w domu nie było. Właściwie to jakieś trzy dni. Wrócił wczoraj wieczorem. Znalazłam mój ukochany stary laser i postanowiłam wymienić w nim baterie. Chciałam sprawdzić czy kotek się nim choć trochę zainteresuje. Poświeciłam na podłogę obok niego, jednak on tylko powąchał czerwoną kropkę i wrócił do lizania sobie łapek. Widocznie Maniuś ma ciekawsze zajęcia do roboty i tylko sobie myśli: "Ludzie to serio jacyś debile... Każą mi laser ganiać..." :D.
tumblr_o84u3e3xLm1rh9ffao1_1280.jpg


Źródło zdjęcia (obrazka):
purcaholic.tumblr.com/(…)i-want-milk-i-want-a-fish-…
  • awatar *Mordka*: No to Maniusiowi życzę spóźnionego dnia kota! (Niestety ja nie mam kota, tylko psa i żółwia xD) Fajny wygląd bloga :3
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: @*Mordka*: Myślę, że Maniek by Ci podziękował :P. Też kiedyś miałam żółwia, ale kiedy to było :P. No i dziękuję ^^.
  • awatar Kate - Writes: Mój pieseł jak był małym szczeniaczkiem to uwielbiał ganiać za laserem (i pożerać ręczniki wszelkiego rodzaju, najlepiej kąpielowe), ale teraz już w ogóle się tym nie interesuje. Kostki i paszteciki ważniejsze.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

keylaa858
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
MakeUpYourLife:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

wrocilam
 
Dzwonił weterynarz z wynikami koty. Reasumując, to ciężki przypadek... pierdolnięcia. Poza zjebanym umysłem nic jej nie dolega.
Bez tytułu.jpg
 

wrocilam
 
-Milcz jak do mnie mówisz, jestem dzisiaj zwycięzcą bo udało mi się bez problemu zaaplikować kocie tabletkę.
-Rysio z Klanu by sobie z tym też poradził.
-Chyba Maciuś...
-On też.

A tak serio, zaraz po wynalazcach leków, które nam pomagają mam na liście człowieka, który wynalazł aplikator tabletek dla kotów. Znajdę ich i... pokażę im biust.

akcesoria10(1).jpg
 

wrocilam
 
Mam straszny ból dupy, że nie wiecie kim jestem, a już tyle mnie czytaliście. Aż chyba enigmatycznie się chyba trochę podpiszę pod wpisem...
Leżymy sobie z naćpaną kotą i marzną nam dupki bo okno otwarte. T. pakuje rzeczy, w tle gra muzyka. Jesteśmy te ostatnie dni na starym mieszkaniu. Dużo się wydarzyło. Przede wszystkim (muszę zrobić apdetjt w metryczce obok) okazało się, że kota nie ma padaczki. Ma nerwicę lękową, która objawia się agresją plus zapalenie skóry jakieś nietypowe, w trakcie diagnozy. Na razie dostała kombinacje leków, które ja sama brałam na początku swojej choroby (czujecie to?) i jest lepiej, jest spokojna i kochana. Ale musiałam kupić ustrojstwo do podawania tabletek, bo już mi lekko zaczął palec opuchać od jej pogryzania przy podawaniu leku. W każdym razie będę musiała się do czasu znalezienia nowego lokum wprowadzić z kotą do rodziców T., bo nie akceptują się KOMPLETNIE z psem mamy i przez dwa dni kota była zamknięta w łazience, żeby nie zabić siebie, psa i nas. Dzisiaj dotarł też feliway, więc jestem spokojna. W międzyczasie udało mi się chociaż trochę czasu spotkać z mamą, bardzo ją kocham i ubolewam nad rzadkością naszych kontaktów. Dzisiaj spotkałam się z dwoma bliskimi koleżankami celem pożegnania się i (nie wiem na ile prawdziwego) umówienia się, że mnie odwiedzą w nowym mieście... obydwie zaczęły rozmowę od "JAK TY SCHUDŁAŚ", co w sumie było dość budujące, mimo, że każdy kilogram był okupiony psychiczną męką i nikomu nie polecam, nie chcę i chcę zapomnieć. Powoli zaczynam czuć się znów sobą, słuchać muzyki i sama wypuszczać się na jakieś drobne zakupy. To przyjemne. Gdyby tylko było odrobinkę cieplej. Swoją drogą są wszędzie wyprzedaże, przemierzyłam kilka sieciówek i niestety... nie ma nic dla Nocnej Straży. Wszystko jakieś neonowe i powycinane. No cóż. Przynajmniej nie będzie mnie bolała kieszeń. W Empiku też promocje tylko na to, co mnie nie interesuje... Więc jakoś się nie obłowiłam. Poza HITami o smaku białej czekolady z jagodami. Wszystko co z jagodami jest super. Dziwne to wszystko. W sobotę mam obronę pracy dyplomowej a nie przeczytałam jej ani razu poza tym, w którym ją pisałam. Odzyskałam moje książki, w pokoju wszystko się przesypuje, ja nie mam jakoś sił, żeby cokolwiek ogarnąć. Jedyną motywacją jest odnalezienie eyelinera w pisaku, który zaginął mi gdzieś pod łóżkiem. Żyłam tu 6 lat, to kawał czasu. Nie umiem się uporać z emocjami związanymi z przeprowadzą i opuszczeniem tego miejsca. Tak na prawdę przez leki wielu emocji we mnie nie ma. Czuję bardziej fizycznie, gdzieś w środku taki lekki ucisk, może to żal? Ale wiem, że czas już wielki, żeby to zrobić, bo zaczynałam być tutaj martwa. Osiągnęłam wszystko, co mogło mi zaoferować to miejsce... Kota nieobecnym lekko wzrokiem ogarnia ogrom pudeł na środku pokoju, T. każe mi kończyć, żebym mu pomogła, z głośników zawodzi smutna gitara... a czas płynie nieubłaganie.

Mefi.

P.S.
Oglądałam wczoraj Mad Max: Fury Road. Kicz gonił brak sensu, to co miało budzić grozę wywoływało śmiech. Estetyczny obraz tworzył wizualnie fajny klimat. A z bohaterów na uwagę zasłużył tylko Nux. Ogólnie strata czasu i pieniędzy.
  • awatar Nikita.: ha kufa!wiedziałam,że Cię znam...Tylko nie umiałam wkleić :D
  • awatar Nikita.: Kurde,wszyscy znajomi zachwalają Mad Maxa...;) Mam nadzieję,że szybko się Kota ogarnie :) I w ogóle new life będzie dobre :)
  • awatar UpsyDaisy: Wiedziałam, że to Ty. Czułam to, że w końcu wrócisz. Nawet nie wiesz jak się cieszę:)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

penelopka
 
penelop...a:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

penelopka
 
penelop...a:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

penelopka
 
penelop...a:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

penelopka
 
Wpis tylko dla znajomych
penelop...a:

Wpis tylko dla znajomych

 

penelopka
 
Wpis tylko dla znajomych
penelop...a:

Wpis tylko dla znajomych

 

penelopka
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
penelop...a:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

licho
 
No cóż, dopiero zdecydowałam się napisać. Może dlatego, że dopiero minęła pierwsza fala rozpaczy. 24 lutego nad ranem odszedł nasz najlepszy przyjaciel. Los i medykamenty pozowoliły mu odejść spokojnie w czasie snu. Wielkie podziękowania dla weterynarza który wydał środek przeciwbólowy do zastosowania w domu.

Poprzedniego dnia Książę, kot wielce urodziwy i niesamowicie inteligentny, jak codzień, wstał z nami(sypiał w łóżku pod kołdrą, przekonany o swoim człowieczeństwie), zjadł z nami(w ramach tego samego przekonania nie jadał z braćmi, ale asystował przy śniadaniu) i poszedł "do siebie". My zajęliśmy się świętowaniem dnia wolnego.

W pewnym momencie usłyszeliśmy przeciągłe, dziwne miauczenie. Brzmiało jak zabawa. W pierwszym momencie uśmiechnęliśmy się do siebie, sądząc że Książę wpadł na kolejny ciekawy pomysł, jako że w ramach nauki człowieczeństwa coraz częściej próbował "mówić" - oczywiście z przewidywalnym efektem. Mówić po ludzku się nie nauczył, ale wzbogacił swój koci język o szereg nowych, niesamowitych zwrotów, które nauczyliśmy się rozumieć.
Jednak dźwięk się powtórzył i poszliśmy sprawdzić, co jest nie tak. Książę stał pod łóżkiem i głośno się skarżył. Ale jak stał! Wyglądał jak Cerber polujący na dusze - schylony, z rozdziawioną mordką i wielkimi, przerażonymi oczyma. Z pyska ciekła mu obwicie ślina... Krzyczął coraz głośniej i głośniej, sycząc jakby się bronił.
Kamil wziął go na ręce, próbując uspokoić. Książę wtulił się w niego płacząc. To już nie było miauczenie, ale jakieś dziwne, wyraźne "Miała, miała". Ten kot nigdy nie miauczał "tradycyjnie" a teraz darł się niczym marcująca się kotka.

Natychmiast złapaliśmy za telefon prosząc przyjaciół o podwiezienie do sąsiedniej miejscowości, do weterynarza, jako że nasz miejscowy weterynarz tego dnia był niedostępny. Przyjaciele nas nie zawiedli. Pół godziny później Kamil z kotkiem na rękach wchodził do gabinetu.

Lekarz weterynarz obejrzał kotka ze wszystkich stron, nie stwierdzając niczego, co kwalifikowałoby go na zabieg. Stwierdził zator w jelitach. Kotek dostał lekarstwo które miało ten problem usunąć i lek przeciwbólowy. Zanim dojechali do domu, Książę był już nieprzytomny. Weterynarz wydał nam krople do zakrapiania niezamkniętych oczek nieprzytomnego Księcia. Siedzieliśmy przy małym cały dzień. W środku nocy nieopatrznie zasnęłam, Kamil stróżował nadal. Przed snem kot dostał halucynacji, bardzo się bał, wołał nas. Biegaliśmy do niego po ciemku, bo każda zmiana światła - czy nagłe włączenie czy wyłączenie, budziło jego strach. Podobnie jak świadomość, że jest sam w pokoju. Typowy lęk przedśmiertny... A jednak wciąż mieliśmy nadzieję, że lekarstwa pomogą. W nocy kotek znów dostał ataku bólu, potrzebny był środek przeciwbólowy. Kotek zasnął, podobnie jak ja. Budząc się rano, zauważyłam że śpi spokojnie... Nie spał - nie żył.
Kamil powiedział, że głaskał go cały czas, tulił. Nasz mały przyjaciel nie umierał w samotności i strachu, los zaoszczędził mu bólu ponad jego siły.

Nie byłam w stanie tego znieść. Musząc kolejnego dnia zebrać jego miseczki i poduszkę, uciekłam stamtąd, nie radząc sobie z atakiem żalu i paniki... A przecież już zdarzało mi się pochować zwierzę. Przecieź zdaję sobie sprawę, czym jest śmierć, i wiem, że im więcej zwierzątek - które przecież żyją któcej od nas - mamy pod opieką, tym częściej przyjdzie nam się z którymś z nich rozstać. A jednak właśnie TEN kot wycisnął łzy z nas obydwojga. Nawet pisząc to teraz, nie potrafię ich powstrzymać, a serce pęka mi na drobne kawałki.

A przecież chciałam jak najlepiej. Dzień przed atakiem choroby poprosiłam Kamila, który był na zakupach, by kupił karmę dla kotów. Zwykle gotujemy zwierzątkom sami - uznając że tak jest zdrowiej. Ale raz kiedyś też chcę im podać smakołyk, tak jak rodzic kupuje dziecku cukierki które też nie są zdrowe, a po prostu smaczne. Już otwierając karmę stwierdziłam, że się zmieniła w składzie. I (a myślcie sobie co chcecie, ale stwierdzając taką zmianę zawsze próbuję ze dwie kulki by określić czy jest to coś, co podam zwierzęciu, jako że smak i węch mam na najwyższym poziomie i nadmiar niektórych substancji po prostu wyczuwam) próbując dwiee kulki karmy, stwierdziłam, że nie ma w niej nic groźnego.

Później uświadomiono nam, że karma, nawet gdy groźna w składzie nie jest, może spowodować taki zator w jelitach. Zabiłam sobie kota i nie potrafię sobie tego wybaczyć. Wszystkie, ale nie ten - nie Książę! Był jak mały ludzik.

Każde wyjście Kamila do pracy to mój smutek. Nie ma już Księcia, który żądał "wyjaśnienia mu" różnych przedmiotów, czy np przymierzenia kapelusza. Zawsze żegnał Kamila wychodzącego z domu, a widząc wokół niego różne przedmioty, np części odzienia, lubił sam "spróbować i poznać" dany przedmiot.
Miał dopiero pół roku. Tak naprawdę jeszcze nie był dorosły. Rozumiał tak wiele słów że można było do niego mówić jak do człowieka. Oczywiście, wszystkiego nie rozumiał. Wyłapywał sobie jakieś tam słowa-klucze i próbował pojąć ogólny sens wypowiadanego zdania.
Nigdy nie broił, a przecież inteligencji ku temu mu nie brakowało. Wystarczyło mu widzieć, że inne zwierzę dostaje reprymendę, by samemu danego czynu nie popełnić.

Wieczorem upominał mnie, że mam się już położyć - ponieważ kładł się sam dopiero gdy obydwoje lezeliśmy pod kołdrą, jako że nie lubił jak mu się ktoś kręcił w nocy ;)

A przecież okrutne ramię losu miało zagarnąć go dla śmierci już kilka dni wcześniej. Głupolek włożył łeb w jakąś szczelinę i się zaklinował. Wpadając w panikę omal nie kręcił sobie karku. Mało tego - nie byłam w stanie go znaleźć, gdyż panikując przewrócił na siebie misę która za nim stała, ukrywając się pod nią. Jakimś cudem znalazłam go na czas i uwolniłam. Zdrętwiały i nieprzytomny ze strachu, pół dnia dochodził do siebie. Gdy Kamil przyszedł wieczorem z pracy, kotek długo skamlał mu w ramię skarżąc się na swoją krzywdę...

Tak naprawdę te dwa pozostałe koty znalazły się u nas przypadkiem, jako "dodatek" do Księcia by nie był samotny. Nie pomyśleliśmy wówczas, że Książe może uważać siebie za człowieka i inne koty traktować z "wyrozumiałością ale z góry". Co dziwne, te koty również nie widziały w Księciu jednego z nich. Najwidoczniej więc udało mu się zasugerować im, że kotem nie jest i być nim nie zamierza...

Na każde wspomnienie jego kociej osoby zalewa mnie potok łez... Nigdy nie sądziłam, że można się tak przywiązać do "głupiego kota"... Kamil płaczliwy nie jest - chociaż ja ponoć też nie - ale wiem, że na swój sposób przeżywa to tak samo mocno jak ja. Gdy Książę umarł, zdałam sobie sprawę, że wszystko co "wydawało mi się" odnośnie "dnia jutrzejszego", zawsze zawierało osobę Księcia, siedzącego gdzieś na łóżku czy na poduszce. Czas zmienić wyobrażenie przyszłości.

Będziemy tęsknić, Książę!
ZegnajKsiaze.jpg


kamil_blackcat.png
  • awatar pozytywna;): :(
  • awatar Hera - blog: Wszystko przeczytałam i dostałam wybuchu płaczu! Niech twój książe spoczywa w pokoju :(
  • awatar niva89: Najpiękniejsze z wielu mądrych rzeczy które przekazała mi moja mama, to słowa, które kiedyś skierowała do Niej siostra zakonna; " nie płacz po tych którzy odeszli, oni teraz są spokojni, a każdą wypłakaną przez bliskich łzę będą tam w niebie musieli odkupić". Luna to nie Twoja wina. Tak być musiało. Po prostu nadszedł Jego czas. I cokolwiek byś wtedy zrobiła lub czegokolwiek byś nie zrobiła stało by się tak samo. Popatrz ilu ludzi traktuje zwierzęta jak przedmioty. Oni nie ganiają z Nimi do weterynarza, często nawet nie karmią, a te zwierzęta jakby na przekór wszystkiemu żyją! Spójrz na to w ten sposób, że Książę zrobił w Twoim życiu miejsce na kogoś równie wyjątkowego jak On. I nie płaczcie daliście mu dobre, spokojne życie i wiarę w ludzi. A tak wiele zwierzaków nigdy tego nie doświadczy. Mój wujek weterynarz mawia, że dla Naszych pupili nie ważna długość życia, one nie znają pojęcia przeszłości. Liczy się tylko jakość. Książę był kochany, a to najważniejsze! Ciepło ściskam.
Pokaż wszystkie (5) ›
 

penelopka
 
Wpis tylko dla znajomych
penelop...a:

Wpis tylko dla znajomych

 

kamila10926
 
life is nothing:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

penelopka
 
Wpis tylko dla znajomych
penelop...a:

Wpis tylko dla znajomych

 

penelopka
 
Wpis tylko dla znajomych
penelop...a:

Wpis tylko dla znajomych

 

penelopka
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
penelop...a:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

penelopka
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

penelopka
 
Wpis tylko dla znajomych
penelop...a:

Wpis tylko dla znajomych

 

penelopka
 
Wpis tylko dla znajomych
penelop...a:

Wpis tylko dla znajomych

 

penelopka
 
Wpis tylko dla znajomych
penelop...a:

Wpis tylko dla znajomych

 

 

Kategorie blogów