Wpisy oznaczone tagiem "królestwo" (14)  

ebook-fantastyka
 
Autor: Leigh Bardugo  

Kaz Brekker i jego ekipa dopiero co przeprowadzili skok przekraczający najśmielsze wyobrażenia. Zamiast jednak dzielić sowite zyski, muszą walczyć o życie.

Zostali wystawieni do wiatru i poważnie osłabieni; dokucza im brak funduszy, sprzymierzeńców i nadziei.

Na ulicach miasta trwa wojna. Wzajemna lojalność w obrębie ekipy –i tak już krucha i wątpliwa –zostaje wystawiona na ciężką próbę. Kaz i jego ludzie muszą się postarać, żeby znaleźć się po stronie zwycięzców. Bez względu na koszty.



Szczegóły publikacji:
www.nexto.pl/(…)krolestwo_kanciarzy_p124555.xml…

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Więcej ebooków z działu "fantastyka", znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki-fantastyka.html
--------------------------------------------------------------------------------------------------
 

sayorinekomori
 
Około godziny ósmej lady Gertrude zaprowadziła dziewczęta do długiego korytarza znajdującego się na pierwszym poziomie podziemi. Hol oświetlany był zapalonymi pochodniami przymocowanymi do ściany po prawej stronie, między drzwiami do pokoi. Oświetlały one cały hol przytłaczającym żółtawym światłem. Po lewej stronie, u samego sufitu znajdowały się zakratowane prostokątne okna. Dawało to wrażenie przebywania w lochach, aniżeli w strefie wypoczynku dla służby. Tuż nad nimi ciągnęły się, już lekko zardzewiałe, rury wodociągowe. Nawet stary czerwony dywan rozłożony na kamiennej posadzce nie mógł sprawić, że to miejsce wydawałoby się mniej przygnębiającym.
Lady Gertrude zatrzymała się prawie na samym środku korytarza i odwróciła się w stronę zestresowanych dziewcząt. Wzięła głęboki oddech wciągając powietrze przez nos, jakby wdychała razem z tlenem ich strach. Uwierzcie mi na słowo, niektóre z nich właśnie tak o niej w tej chwili pomyślało.
- To skrzydło zarezerwowane jest wyłącznie dla służby płci żeńskiej – rozpoczęła swój monolog. - Na każdych drzwiach przyczepione są listy z nazwiskami. Mam nadzieję, że jesteście na tyle ogarnięte, że rozumiecie, co to znaczy.    
Lady Gertrude otwarcie kpiła z nich, jednak żadna nie miała odwagi, aby jakkolwiek na to zareagować. A nawet jeżeli już miała, to nie była na tyle głupia, aby się odezwać.
- W każdym pokoju znajdują się podręczniki, w których szczegółowo opisano wszystkie zasady tutaj panujące, jak również wasze obowiązki i prawa. Musicie to przeczytać, zrozumieć, zapamiętać i wykorzystać w praktyce. Przez pierwsze dwa miesiące ja, jak i reszta personelu będziemy przymykać oko na niektóre niedociągnięcia. Później będą traktowane, jako karygodne błędy, na które nie powinien sobie pozwolić ktoś, kto pracuje w takim miejscu. Służba członkom rodziny królewskiej, jak i ich gościom powinno być swoistym podziękowaniem za chleb i dach nad głową, który nam dają – mówiła z takim zaangażowaniem, że Lorinie zrobiło się głupio, choć nawet sama nie wiedziała do końca, dlaczego. Sama chciałaby z taką samą zawziętością podchodzić do swoich obowiązków. Mimo grozy, jaką budziła w niej lady Gertrude, Lorina zaczynała rozumieć, dlaczego to właśnie ta kobieta budzi taki respekt wśród reszty pracowników. Po prostu wprawiała ich w onieśmielenie. Tego, w jaki sposób lady Gertrude opowiadała o tej pracy, nie można było nazwać niczym innym, jak pasją.
- Wszystkiego dowiecie się z tych książek oraz od swoich nowych współlokatorek. Nie bójcie się też pytać mnie o pomoc. Kto pyta, nie błądzi, a my nie możemy sobie na to pozwolić. Chcecie o coś zapytać? – Zlustrowała całą grupkę lodowatym wzrokiem.
Lorina wzięła głęboki oddech i podniosła dłoń.
- Tak? – Lady Gertrude uniosła jedną brew, jakby zdziwiona, że ktoś miał w sobie tyle odwagi, aby skorzystać z możliwości zapytania jej o cokolwiek.
- Chciałabym zapytać, co z osobami wierzącymi. Czy jest jakiś konkretny czas, aby można było udać się do kaplicy? – Spytała blondynka pewnym siebie głosem. Uznała, że aby zyskać choć trochę przychylności tej kobiety należy pokazać jej, że nie jest się przestraszoną owieczką, która boli się wilczycy o nazwisku Gertrude Howard.
Przełożona popatrzyła na nią przez chwilę zmrużonymi oczami, po czym rozluźniła wszystkie mięśnie twarzy i można by przysiąc, że na jej pooranej zmarszczkami twarzy można było dostrzec cień uśmiechu.
- Oczywiście. Co niedzielę, ci, którzy czują taką konieczność, mogą udać się, przed rozpoczęciem pracy, do kaplicy na godzinę szóstą rano. Jednak trzeba najpierw powiadomić mnie o tym. Najpóźniej w piątek wieczorem. – Ton jej głosu nadal był zimny, jednak sposób, w jaki w tej chwili mówiła świadczył, że była zadowolona. Lorina zaczęła przypuszczać, że gdzieś w głębi duszy tej kobiety ukryte są jakieś uczucia, które postanowiła ukryć.
- Gdzie znajduje się ta kaplica? – Dopytywała Lorina.
- Niedaleko. Dwadzieścia minut od zamku. Niestety dziś jest sobota i lista została już zamknięta, a ja nie mogę zrobić wyjątku dla jednej nowoprzybyłej pracownicy.
Mimo tej kąśliwej uwagi blondynka nie chciała uważać swojej przełożonej za aż tak nieczułą kobietę. Chciała wierzyć, że uśmiech na jej twarzy był, choć w małym stopniu, przyjazny. Chciała znaleźć w niej choć odrobinę dobra i ciepła. Każdy zasługuje na szansę pokazania swojego prawdziwego „ja”, prawda?
- Rozumiem – blondynka skinęła głową jednocześnie dziękując za udzieloną odpowiedź.
Lady Gertrude przez kilka sekund nie spuszczała wzroku z Loriny lustrując ją od stóp do głów. Próbowała znaleźć w jej postawie, choć cień niesubordynacji, strachu, czegokolwiek.
- Powiedz, dziecko, jak się nazywasz? – Zapytała po chwili.
- Lorina Druitt – blondynka dygnęła lekko dając pani Howard do zrozumienia, że choć trochę zna etykietę i wie, jak okazać innym szacunek.
Lady Gertrude postanowiła zapamiętać to nazwisko. Widziała w tej młodej damie spory potencjał i postanowiła ją obserwować, bo kto wie? Może okaże się być godną zastąpienia jej?
- Czy któraś z was chce jeszcze o coś zapytać? – Spytała wracając wzrokiem do pozostałych dziewcząt przeskakując oczami z jednej na drugą. – Nie? Dobrze. Na końcu korytarza – wskazała otwartą dłonią na duże drewniane drzwi za sobą przechodząc do następnego tematu. – Znajduje się przejście do kolejnego poziomu podziemi zarezerwowanego dla was. Są tam łazienki, pralnie, szwalnie i skrót do kuchni. Oczywiście nie po to, aby się nocami do niej zakradać – wskazała na nie palcem. – Moje drogie – klasnęła dwa razy w dłonie krótkiej chwili ciszy. – Czas na naszą małą wycieczkę się skończył i muszę jak najszybciej zająć się swoimi obowiązkami. Mam nadzieję, że szybko się przyzwyczaicie do trybu życia w zamku. Zajrzę do was wieczorem. Życzę wam miłego dnia – skłoniła się lekko i ruszyła w stronę schodów jednocześnie wchodząc w grupkę. Młode kobiety od razu zeszły jej z drogi tworząc przejście.
Lorina odprowadziła lady Gertrude wzrokiem starając się zapamiętać sposób, w jaki jej przełożona się porusza. Chód szybki, pełny gracji i zdecydowania, podbródek lekko uniesiony, prezentujący pewność siebie, plecy proste.
Gdy tylko kobieta zniknęła, dziewczęta mogły odetchnąć z ulgą. Wraz z odejściem przełożonej cały stres uleciał, jakby zabrała go ze sobą.
- Co za kobieta – mruknęła jedna z nich. – Te wszystkie plotki były prawdziwe.
- I nie da się zmienić stanowiska! – Marudziła druga.
- A widziałyście ten bat? – Zapytała kolejna.
Lorina zaśmiała się pod nosem słysząc te wszystkie skargi. Mało prawdopodobne było to, żeby nowe pracownice, które raptem godzinę temu przybyły do zamku, pozostawiono samym sobie. Blondynka śmiała przypuszczać, że za każdym rogiem czai się ktoś, kto je obserwuje, aby potem donieść o wszystkim lady Gertrude.
- Uważajcie – odezwała się Lorina zwracając na siebie uwagę pozostałej dziesiątki. – Ściany mają uszy – zaśmiała się stukając palcem o płatek własnego ucha, po czym jak gdyby nigdy nic wróciła na początek korytarza i stanęła przed pierwszymi drzwiami. Były dość stare i wymagały wymiany, jak znaczna większość tutaj. Lista była przymocowana zardzewiałym już gwoździem na ich samym środku. Gdy nie znalazła swojego nazwiska ruszyła do następnych.
Po jej uwadze rozmowy zmieniły się w szept i już nie dotyczyły domniemanej tyranii lady Gertrude. Kłamstwem by było, gdyby powiedzieć, że Lorina nie bała się swojej przełożonej. Czuła strach, ale jednocześnie ogromny respekt. I wiedziała na pewno, że nie chciałaby podpaść tej kobiecie.



Drzwi do pokoju, w którym Lorina miała od dzisiaj mieszkać były dziesiątymi, które sprawdziła. Wzięła głęboki oddech, zapukała dwa razy i nacisnęła klamkę, gdy nie usłyszała żadnego odzewu z drugiej strony. Weszła powoli do pokoju i… zastała pustkę. Według listy miała jeszcze cztery współlokatorki. Lorina wzruszyła ramionami zamykając za sobą drzwi.
Dziewczyna rozejrzała się po pokoju. Ściany były szare i monotonne, a drewniana podłoga skrzypiała przy każdym, nawet najmniejszym kroku. U sufitu wisiały dwa duże żyrandole zrobione z kół od powozu. Na każdym z nich było po dwanaście zapalonych świec osłoniętych przez okrągłe szklane osłonki, które uniemożliwiały szybkie zgaśnięcie ognia. Po obu stronach drzwi przymocowane były pojedyncze lampki zrobione w tym samym stylu. Blask ognia rozświetlał całe pomieszczenie, choć nie niwelowało to tego nieprzyjemnego uczucia, które towarzyszyło Lorinie już na korytarzu.
Wzdłuż lewej ściany ustawione były dwa piętrowe łóżka. Pomiędzy ramą jednego z nich, a drzwiami było trochę wolnego miejsca, więc spożytkowano je przymocowując tam pięć haczyków, a na każdym wisiała lampa naftowa. Jedno jednoosobowe łóżko stało przy ścianie naprzeciwko drzwi. Przy prawej zaś ścianie stała wielka solidna drewniana szafa złożona z pięciu części połączonymi do siebie bocznymi ściankami, wśród których jedna wyglądała na nową, regał z książkami oraz spore drewniane biurko stojące między nimi. Przy meblu postawione było krzesło i walizka Loriny.
Dziewczyna westchnęła głęboko i usiadła na niewygodnym krześle. Biurko, przy prawych nogach, miało pięć równoległych do siebie szuflad, każda zamykana na osobny kluczyk. Wzrok Loriny przykuły jednak trzy spore podręczniki leżące na blacie ciemnego mebla obok kolejnej lampy naftowej. Wzięła do ręki jeden z nich i przejechała palcami po starej okładce.
- „Dobre maniery: Pokojówka” - przeczytała na głos tytuł książki.
Lorina sięgnęła po lampę i pudełko zapałek leżących tuż obok. Podniosła klosz, aby szybko odpalić knot i z powrotem go opuściła. Wyregulowała jeszcze intensywność płomienia i położyła otwarty podręcznik przed sobą na blacie.
Niewielki płomyk spokojnie się palił, co jakiś czas niespodziewanie drgając. Rzucał przyjemne żółtawe światełko na tekst lektury, dzięki czemu Lorina mogła bez problemu zapoznać się z jej treścią.



W pokoju, jak i na korytarzu, panowała idealna cisza. Przerywał ją tylko szelest przewracanych przez Lorinę kartek książki. Jej oczy biegały po linijkach tekstu, usta poruszały się w niemym czytaniu, a umysł pracował na pełnych obrotach starając się nie tylko zapamiętać wszystkie ważne informacje, a również wyobrazić sobie dane sytuacje. Lorina była tak bardzo wciągnięta w naukę, że nie zwróciła uwagi na to, że ktoś właśnie wszedł do pokoju.
- Oh!
Lorina podskoczyła przestraszona i z bijącym sercem odwróciła się do nowoprzybyłej.
Brunetka zamknęła za sobą drzwi i z wielkim uśmiechem na twarzy podeszła do Loriny.
- Ty pewnie jesteś Lorina. Abigaile, ale większość mówi mi Abby. Miło mi – z jej ust wylał się potok słów, gdy stała nad blondynką z wyciągniętą ręką.
Lorina potrząsnęła głową skupiając się całkowicie na swojej współlokatorce.
- Mi również bardzo miło – uśmiechnęła się delikatnie i wstając potrząsnęła lekko dłonią nowej koleżanki.
- Skąd jesteś? – Zapytała Abigaile wspinając się na piętrowe łóżko najbliżej drzwi, po czym rozłożyła się na materacu zakładając ręce pod głowę. Lorina znów usiadła na krześle.
- Z Rosy w Forście.
- Hmm, nie znam – mruknęła cicho, jakby do siebie, jednak nie uszło to uwadze Loriny. Jednakże ta nie poczuła się urażona w jakikolwiek sposób.
- Ja jestem z Elory, dokładniej z Alernu.
- Nie znam – odparła Lorina z figlarnym uśmieszkiem, a Abby się zaśmiała.
- Już cię lubię – brunetka puściła jej oczko. – Oh! I śpisz tu – powiedziała wskazując na dolną część łóżka. – Ogólnie to jednoosobowe łóżko zostało tu przeniesione, abyś miała gdzie spać – zaczęła tłumaczyć, choć nie było to konieczne. Lorina uśmiechnęła się pod nosem. Najwyraźniej ta dziewczyna była bardzo gadatliwa, ale to było o wiele lepsze, niż gdyby panowała między nimi niezręczna cisza.
- Ale Darcy – wymówiła to imię z czystą pogardą wyciągając każdą samogłoskę, a jej twarz wykrzywiła się w grymasie. – Zaczęła dramatyzować i zajęła tamto łóżko. Dlatego chcąc nie chcąc jesteś skazana na spanie tu – mówiąc to ciągle wymachiwała dłonią żywo gestykulując.
- Wcale mi to nie przeszkadza – Lorina wzruszyła ramionami. – Mogę o coś zapytać? – Spytała nieśmiało wyłamując palce lewej dłoni.
- Jasne.
- Czemu jesteś tutaj, a nie pracujesz, jak reszta? – Blondynka spojrzała na nią z dołu.
- Bo mam wolne – wzruszyła ramionami przekręcając się na lewy bok, przodem do Loriny. Zgięła rękę w łokciu i oparła głowę na dłoni. – Miałam iść na całodniową randkę z chłopakiem, ale w ostatniej chwili odebrali mu jego dzień wolny. Niesprawiedliwość! Dwa tygodnie harował na ten jeden dzień! – Smęciła.
- Twój chłopak też pracuje w zamku? – Lorina mimo wszystko była ciekawską osobą, a Abby wydawała jej się dobrym materiałem na przyjaciółkę, więc czemu by nie pozwolić jej mówić?
- Tak. Jest gwardzistą. Okej, ale koniec tych pogaduszek – podniosła się gwałtownie do siadu i spojrzała na Lorinę marszcząc brwi próbując udawać groźną. – Masz bardzo dużo nauki, a bardzo mało czasu!
- Tak jest! – Lorina machinalnie zasalutowała, tak jak to robiła w domu. Za każdym razem, gdy jej ojciec miał dla niej zadanie mówił właśnie z takim tonem. Jakby zwracał się do żołnierza. Lorinie nigdy to nie przeszkadzało, gdyż oboje wiedzieli, że to tylko żarty. Blondynka znów poczuła ucisk w sercu spowodowany tęsknotą za domem.
A może by tak wrócić?... NIE! Nie mogę się teraz poddać, nie mogę ich zawieść! Krzyczała na siebie w myślach.
- I to mi się podoba, żołnierzu! – Zaśmiała się Abby zeskakując na ziemię. Podeszła do Loriny i pochyliła się nad otwartą książką, aby dowiedzieć się, na czym skończyła.
- Dobrze. Na początku wszystko jest ładnie i dość przejrzyście opisane, więc nie będzie żadnego problemu, ale później już może być kłopot. Głównie, jeśli chodzi o królewskich gości, ale wytłumaczę ci, gdy do tego dojdziesz – Abby poklepała przyjaźnie Lorinę po ramieniu posyłając jej przyjazny uśmiech.
- Dziękuję – blondynka oddała jej uśmiech i zaczęła czytać dalej.

Abby.nz.jpg


Witajcie, Robaczki w tą halloweenową noc :* Oto wasz cukierek ^.^ Smacznego!! :3
Mycie okien jeszcze przed nami, teraz teoria ;p Ogólnie to ten rozdział nie powala. Najgorzej szedł mi opis pokoju. Miałam go w głowie, ale przelanie tego na worda było męczarnią >.<
Lorina jest osobą bardzo wierzącą, dlatego pytanie o kaplicę było obowiązkowe. Będzie regularnie tam chadzać, co nie znaczy, że jak tylko w opowiadaniu będzie niedziela to będę to opisywać. Po prostu miejmy świadomość, że tam była ;
Powiem wam, że relacje LorinaxAbby są jakby odzwierciedleniem mojej przyjaciółki i mnie. Między nimi nie ma żadnych etykiet, więc mogą zachowywać się w stosunku do siebie całkowicie na luzie i to chciałam pokazać już podczas ich pierwszej rozmowy :) Obie to proste dziołchy ze wsi, więc co się będą oszukiwać xd
Nooo... to by było na tyle Robaczki wy moje :D Życzę wam udanego Halloween i duuuużo łakoci!!
Dobranoc, Robaczki :*
 

sayorinekomori
 
Naszyjnik, który dostała od Haydena, nawet po dziesięciu latach, zdobił jej szyję i niegdyś był niczym pieczęć uwierzytelniająca złożoną niegdyś obietnicę. Teraz przywieszka przestała być przysięgą, została talizmanem, przypominającym jej o tym dniu i jego słowach.
Niestety obecność tego naszyjnika w domu rodziny Druitt mogły sprowadzić niemałe kłopoty. W końcu to pamiątka rodzinna przekazywana z pokolenia na pokolenie każdej przyszłej władczyni Brimy, zamiast pierścionka zaręczynowego. Mając ten naszyjnik można by było insynuować, że Lorina bezkarnie go sobie przywłaszczyła bezczeszcząc go. W końcu wszystko, co posiada wizerunek herbu państwa jest uważane za świętość. Naszyjnik musiał pozostać tajemnicą.
Z każdym kolejnym rokiem wątpliwości i okrutna rzeczywistość dawały się we znaki. Na samym początku obietnica była czymś, czym ta mała dziewczynka żyła. Starała się robić wszystko, aby w przyszłości być godną stania u boku kogoś takiego, jak Hayden. To było jej marzenie i wtedy była pewna, że się spełni i nie chciała przyjąć do wiadomości, że mogłoby być inaczej. Obecnie Lorina wiedziała, że on nie jest w stanie dotrzymać danego słowa. Starała się sobie wmówić, że da rade, że po nią wróci, jednak prawda była jedna. Robiła to, aby się nie załamać, w końcu tyle lat żyła wierząc, że tak się zakończy jej historia.



Wbiegła do domu cała w skowronkach i zamknęła się w pokoju całkowicie ignorując zdziwione spojrzenia domowników. Położyła się na łóżku i uniosła ręce do góry wpatrując się przez dłuższą chwilę w kopertę z jej nazwiskiem. Nie miała żadnych wątpliwości, że to potwierdzenie jej przyjęcia. Była pierwsza na liście i pochodziła z typowo wiejskiej rodziny, gdzie prace domowe są dla niej chlebem powszednim. To nie miało prawa się nie udać.
Przejechała dwoma palcami po czerwonej pieczęci na kopercie wyczuwając każdy szczegół opuszkami. Taki sam symbol ciążył jej na sercu. Herb rodziny królewskiej.
Dosyć już czekania, pomyślała. Złamała pieczęć, wyjęła z koperty list i powoli rozłożyła papier. Pierwsze zdanie jej wystarczyło, aby łzy szczęścia spłynęły jej po policzkach.

„Z przyjemnością informujemy, że panna Lorina Druitt z Rosy w Forście została przyjęta do oddziału służby Jej Królewskiej Mości na stanowisko pokojówki”

Czuła się, jakby śniła. Całe jej ciało ogarnęła ogromna euforia. Przycisnęła papier do serca i zaśmiała się wierzgając nogami niczym małe dziecko.
Mimo swojej dziecinnej reakcji doskonale wiedziała, że jeszcze przed nią długa droga. Złożyła podanie o pracę w królewskim zamku tylko po to, aby pracować, aby wspomóc rodzinę finansowo. Zeszłoroczna zima przyniosła ze sobą wiele nieszczęść, a tegoroczne susze zapowiadały wyjątkowo słaby plon. Praca była jej głównym priorytetem. Spotkanie Haydena było zupełnie inną kwestią. Przecież mógł ją rozpoznać, a może nie i zapomniał o niej, może się nawet nie spotkają osobiście przez ich obowiązki. Wszystko może się wydarzyć, czyż nie?



Noc była wyjątkowo chłodna, ale i bezchmurna, dzięki czemu pełnia mogła się jeszcze lepiej prezentować i bezproblemowo wskazać drogę wędrowcom.
Lorina szczelniej okryła się kożuchem i razem z czwórką pozostałych „przyjętych” wsiadła do powozu, który miał ich zawieść do stolicy Brimy, do królewskiego zamku. Czekała ich długa podróż, więc bez zbędnych formalności postanowili przynajmniej początkową część przespać.
Mimo swojego zmęczenia Lorina nie mogła zasnąć. Gdy tylko zamykała oczy widziała swoją rodzinę. Nienawidziła pożegnań. Zawsze się obawiała, że gdy tylko ujrzy pierwsze łzy rodzicielki zrezygnuje ze swoim zamierzeń i zostanie w domu, aby tylko ta przestała płakać. Nawet tym razem, przed samym wyjściem z domu, zawahała się. Nieświadomie zacisnęła pięści przypominając sobie tą scenę. To było trudne. Opuszczenie domu, wioski, z której się praktycznie nie wychodziło. Jednak to była jej własna, dobrze przemyślana decyzja. Nie chciała się poddawać przez sentymenty. Przecież tu nie chodziło tylko o nią.
W głębi duszy jednak czuła się podle, bo pewna jej część myślała tylko o Haydenie, o ich ponownym spotkaniu. Mimowolnie analizowała wszystkie możliwe scenariusze. Próbowała się powstrzymać, aby później nie cierpieć. Jednak to było trudne. Tak bardzo chciała, aby jej historia skończyła się szczęśliwie, przed ślubnym kobiercem.
Westchnęła przypominając sobie słowa swojego dziadka. Stary Ebro często gadał od rzeczy, ale w tym wypadku trafił w samo sedno.
„-Spełnienie marzeń to piękne uczucie, ale trzeba pamiętać, aby poczekać do odpowiedniej chwili na radość z niego. To jakby cieszyć się ze zwycięstwa wyścigu, kiedy jest się jeszcze daleko przed metą.”
Lorina nie potrafiła powstrzymać niewinnego uśmieszku, który wkradał się na jej usta. Do mety rzeczywiście było dosyć daleko.



Po kilku godzinach podróży, wszyscy w miarę wyspani, zaczęli żywo rozmawiać. Były to całkiem błahe tematy, na przykład rodzina czy przyszła praca. Lorina odpowiadała na pytania i włączała się do dyskusji, tylko, gdy było to konieczne. Nie miała ochoty na „ploteczki”, ale nie chciała wyjść też na niekulturalną. Tak nie wypadało damie, nawet urodzonej w chłopskiej rodzinie.
Oparła głowę o ściankę powozu i zamknęła na chwilę oczy, które nieprzyjemnie zapiekły. Odczekała chwilę, aż dyskomfort minie, po czym ponownie uchyliła powieki. Minęła dłuższa chwila, nim znów ujrzała kontury nowych znajomych w ciemności. Przysłuchując się, jak rozmawiają o jakimś pałacowym gwardziście miętosiła swoją lnianą sukienkę i co jakiś czas stukała trzewikami o drewnianą podłogę powozu. Robiła to mimowolnie. Nigdy nie lubiła podróży. Chciała już być na miejscu i zająć się czymś pożytecznym.
"Chcę go wreszcie zobaczyć".
Ta myśl ciągle pojawiała się w jej głowie, choć starała się ją stłumić.



Nawet nie zauważyła, kiedy ponownie zasnęła. Obudziło ją dopiero lekkie szturchanie w ramię. Gwałtownie otworzyła oczy i ujrzała nad sobą rudą głowę, która posyłała jej promienny uśmiech. O ile dobrze pamiętała była to Tiffany, również przyszła pokojówka.
- Wstawiaj śpiochu. Jesteśmy na miejscu – oznajmiła wesoło wycofując się z powozu.
Lorina pokręciła głową i lekko przetarła oczy, aby całkowicie się dobudzić.
- Tak, tak. Już – powiedziała i wyszła z dorożki. Gdy tylko postawiła swoje stopy na kamiennej posadzce woźnica oddał jej bagaż, który stanowiła stara podniszczona walizka z metalowymi obiciami na rogach, na których było już widać rdzę. Przy samej rączce przymocowana była mała miedziana tabliczka z wygrawerowanym jej nazwiskiem. Podziękowała mężczyźnie z podwiniętym w górę siwym wąsem i razem z rudowłosą podeszły do już sporej grupy osób.
Wszyscy byli w miarę cicho i bynajmniej nie chodziło tu o wczesną porę. Prawdopodobnie było to wywołane stresem przed ich nową pracą. Lorina słyszała wiele plotek, głównie od ludzi, z którymi tu przybyła, o niejakiej lady Gertrude. To najważniejsza ze wszystkich pokojówek oraz kobieta o surowych zasadach i twardej ręce. Być może właśnie ona wzbudzała ten lęk, ale Lorina wolała się upewnić niż wyrabiać sobie zdanie na podstawie plotek.
Blondynka z zafascynowaniem rozglądała się po otaczającej ją przestrzeni. Cały plac obłożony był jasnym kamiennym brukiem. Na samym środku placu z ciemnego kamienia utworzony był herb Brimy. Lorina mimowolnie włożyła dłoń za pazuchę i próbowała wyczuć pod materiałem sukni naszyjnik. Westchnęła z ulgą, gdy między palcami, razem z krzyżykiem, pojawiła się czworokątna przywieszka. Dyskretnie rozejrzała się między towarzyszami, czy jej zachowanie nie wywołało jakiegokolwiek zdziwienia. Na szczęście nikt nie zwrócił na nią większej uwagi.
Plac otoczony był z trzech stron budynkami. Z lewej strony znajdowały się magazyny z żywnością, z prawej królewskie kurniki, wejście do obory i stajni, a centralną częścią, pod którą wszyscy się zebrali, był faktyczny zamek.
Lorina stała blisko drzwi do kuchni, przez co mogła poczuć aromatyczny zapach świeżo upieczonego pieczywa. Dziewczyna dopiero uświadomiła sobie, jaka jest głodna. Wyjęła z wewnętrznej kieszeni kożucha kawałek białego chleba, który zabrała ze sobą na podróż. Odrywała od niego małe fragmenty i wsuwała je sobie do ust.
Gdy tylko skończyła jeść, drzwi od kuchni gwałtownie się otworzyły, o mało nie uderzając dziewcząt stojących zbyt blisko, w tym i Loriny. Nastała grobowa cisza przerywana jedynie ćwierkaniem ptaków i pianiem kogutów. Osoba, która wywołała taki stan, to nie kto inny, jak lady Gertrude, dumnie stojąca w obecności kilku innych kobiet i mężczyzn. Na pierwszy rzut oka było widać, że to ona tu dowodziła. Lorina przyjrzała się jej uważnie. Szczupła, wysoka kobieta, blisko pięćdziesiątki z już siwymi włosami ciasno upiętymi w idealny kok. Jej oczy, lustrujące całe otoczenie, były w odcieniu płynnej stali. Zimne i przyprawiające o ciarki. Ubrana była w czarną suknię z okrągłym dekoltem, spod którego wystawa biała koszula zapięta prawie pod samym podbródkiem. Na piersiach widniała duża złota broszka z wielkim malachitowym kamieniem. Takie same błyskotki znajdowały się w uszach kobiety. Lorina jednak bardziej skupiła wzrok na przedmiocie znajdującym się w pomarszczonych dłoniach. Był to mały bacik podobny do tego, którego używają jockeye do poganiania swoich koni. Na jego widok Lorina głośno przełknęła ślinę.
Po co jej to? Zapytała się w myślach.
Kobieta zmrużyła oczy, przez co uwydatniły jej się zmarszczki na czole, które dodawały jej jeszcze straszniejszego wyglądu. Srogim wzrokiem przejechała po wszystkich zebranych. Lorina kątem oka zauważyła, jak niedawno uśmiechająca się Tiffany zbladła.
- Gratuluję wszystkim, którzy przeszli przez rekrutację – zaczęła mówić donośnym głosem pozbawionym wszelkich uczuć. – Mam nadzieję, że nas nie zawiedziecie. Oczekujemy od was szacunku, dyscypliny oraz nienagannych manierach – na każde wypowiedziane słowo kładka mocny nacisk, co powodowało nieprzyjemne dreszcze na ciele Loriny, jak i pozostałych. – Przez te dwa dni nauczycie się podstaw pracy w królewskim domu, a od poniedziałku zaczniecie prawdziwą pracę. Oczywiście rozumiemy, że na początku będziecie popełniać błędy, jednak każda niesubordynacja będzie surowo karana. Bez żadnych wyjątków. Rozumiemy się? – Zapytała unosząc brwi i uderzając lekko końcówką bacika o otwartą lewą dłoń. Blondynka wzdrygnęła się na ten dźwięk. Nie chciałaby poczuć tego na własnych plecach czy dłoniach.
- Tak jest! – Odpowiedzieli wszyscy chórem, na co kąciki ust lady Gertrude uniosły się w triumfalnym uśmiechu.
- Doskonale – odparła, choć brzmiało to, jakby mówiła bardziej do siebie niż do nich. – Żeby nie było żadnych wątpliwości nazywam się Gertrude Howard. Jestem główną pokojówką jej królewskiej mości Margaret, a także nadzoruję pracę pozostałych pokojówek. Bagaże zostawcie tutaj – szybko przeszła do następnej sprawy, sądząc, że tyle informacji o jej osobie to, aż nadto. - Jeżeli są podpisane zostaną zaniesione do przydzielonych wam wcześniej pokoi. Jeżeli nie, to znajdziecie je przed schodami. A teraz proszę, aby wszystkie osoby, które zostały przyjęte na stanowisko pokojówki poszły za mną. Reszta zostaje tutaj, słucha i dostosowuje się do dalszych instrukcji – odwróciła się i z powrotem weszła do budynku.
Lorina, jak i dziesięć pozostałych dziewcząt odstawiły swoje bagaże pod ścianę i ruszyły za lady Gertrude. Kobieta zerknęła tylko za siebie, aby sprawdzić czy wszystkie idą za nią. Prychnęła, gdy ujrzała te przestraszone istotki, które garbiąc się nie pokazywały ani krzty gracji. Tylko kilka dziewcząt szło wyprostowanych, między innymi Lorina.
- Gracja, posłuszeństwo, punktualność, pracowitość… To tylko jedne z wielu cech, które musi posiadać dobra pokojówka - zaczęła prawdopodobnie wyuczony na pamięć monolog. – Oczywiście na początku będziecie popełniać błędy, ale jeżeli sytuacja się nie poprawi zostaniecie odesłane.
Lorina miała wrażenie, że już od samego początku lady Gertrude tylko czekała, jak któraś z dziewcząt nie wytrzyma tego napięcia, które sama calowo wprowadziła.
- I zanim zapytacie – w głosie kobiety można było usłyszeć rozbawienie. – Nie ma możliwości zmiany stanowiska. Tylko nieliczne przypadki tego dokonały, ale moim zdaniem ci, którzy nie mogą sprostać zadaniom, które zostały im powierzone, nie są jeszcze gotowi na dorosłe życie, z dala od piersi matki.
Odpowiedziała jej cisza przerywana stukotem butów o marmurową posadzkę.



Była sobota, dochodziła godzina siódma. Lady Gertrude korzystając z tego, że w zamku tylko służba była na nogach, oprowadziła swoje nowe podwładne prawie po całym zamku tłumacząc, co gdzie się znajduje i gdzie nie mają prawa wchodzić bez wyraźnego pozwolenia. W między czasie mówiła, co nieco o zachowaniu, pracach, jakie je czekają, harmonogramie i o czymś, co szczególnie zainteresowało Lorinę, choć to nie znaczy, że powinno.
- Królowa Margaret ma do dyspozycji cztery pokojówki. Pomagają w różnych codziennych czynnościach oraz niekiedy pełnią funkcję towarzystwa Jej Królewskiej Mości. Jednak tylko najlepsze mogą dostąpić tego zaszczytu – powiedziała to tonem, który wręcz krzyczał, że takie młódki, jak one nie mają szans na tak wysokie stanowisko. - Ma również jednego lokaja, jednak jest on również majordomusem całej posiadłości. Książę Elec ma do dyspozycji dwóch lokai i dwie pokojówki, które dbają o czystość w jego komnatach. Natomiast książę Hayden, następca tronu – na samo wspomnienie o brunecie serce Loriny zaczęło bić szybciej. – Posiada jednego lokaja i jedną pokojówkę. Jednak, nie wiedząc czemu, to ona ma więcej obowiązków niż lokaj. Doprawdy – prychnęła, a Lorina mogłaby przysiąc, że kobieta przewróciła oczami.
Lady Gertrude zaczęła opowiadać o obowiązkach tzw. prywatnych pokojówek, a dziewczyna starała się odgonić wszelkie myśli o księciu Haydenie. W końcu przyjechała tu głównie po to, aby pracować i na tym chciała się najbardziej skupić. Wiedziała, że przed nią jeszcze wiele pracy i nie mogła pozwolić sobie, na jakiekolwiek błędy. Nie, gdy wyścig dopiero się rozpoczął.

jy469_blonde-hair-animes-anime-30920322-500-632_large.jpg


Witajcie, Robaczki :* Jak widać nadal jestem wśród żywych, choć było blisko ;) Prawie zabiła mnie historia xd Jutro zakończenie roku, ale to nie znaczy, że moja nauka dobiegła końca i mogę sobie pozwolić na nic-nie-robienie :) O nieee... czeka mnie robienie notatek z historii i WOS-u oraz czytanie dzieł literackich, tj. "Lalka", "Zbrodnia i kara", "Faust", "Cierpienie młodego Wertera" i wiele wiele innych (niekoniecznie z własnej woli :')) i jeszcze trzeba znaleźć czas na przygotowywanie się do Animatsuri (ktoś coś??), chociażby wychodzenie z domu i pisanie swoich opowiadań :') Dwa miesiące to stanowczo za mało.
Ale koniec mojego marudzenia, bo wróciłam ze świata półżywych, a ględzę wam o głupotach ^^
Tak więc oto pierwszy rozdział "Nie zapomnij". Boże ile z tym problemów było... Usiadłam i piszę... ale nie mogę. Blokada mnie dopadła i myśli, że to rozwalę, że zmarnuję potencjał tego opowiadania i wiele innych myśli, ale się spięłam i poprawiając go setki razy skończyłam i oto jest :D Oczywiście na początku będzie smętnie i nic nie będzie się dziać, ale to się z biegiem czasu zmieni :) Miejmy nadzieję, że was nie zawiodę ^^
Może umówmy się tak, że jeśli wyłapiecie jakieś bardzo rażące błędy, coś jest niepotrzebne lub czegoś nie dopowiedziałam i nie był to cel zamierzony to napiszecie mi do na priv, a ja postaram się to zmienić :) Chcę, aby NZ było czymś więcej niż zapchaj-dziurą na letni wieczór :)
Oh, ale się rozpisałam :) No więc piszcie, jak się podobało, a jak nie podobało... to też ;)
Do następnego, Robaczki :*
  • awatar Lisa Angels: Ile to minęło czasu od ostatniego rozdziału? Zdecydowanie za dużo. Jestem pod wrażeniem, że Lorina tak długo nie potrafi o nim zapomnieć. Mam przeczucie, że się rozczaruje swoim księciem z bajki. No i fakt posiadania naszyjnika, z pewnością sprawi jej dużo kłopotów. W zamku łatwo być oskarżonym o kradzież. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :D
  • awatar gość: Jakbym mogła wiedzieć, z jakiego anime jest ta blondynka? XD
  • awatar Sayori Nekomori: @gość: ojej nie mam pojęcia xd to jest randomowe zdjęcie z internetu :") wydaje mi się, że to zwykły art, ale mogę się mylić
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

ladymaliklea
 
LadyMaliklea: 17. Pamiętnik księżniczki 2: Królewskie zaręczyny
Kraj produkcji; USA
Rok wydania; 2004
Mia(Anne Hathaway) przyjeżdża do Genovii, aby zasiąść na należnym jej tronie. Jednak zgodnie z prawem księżniczka przed objęciem władzy musi wyjść za mąż.
Nic dodać,nic ująć. Jedna z lepszych komedii romantycznych dla nastolatek. I to z wyjątkowym zakończeniem.
Ranking; 3/3
LadyMaliklea <3
 

sayorinekomori
 
Opowiem wam teraz historię pewnej dziewczynki i o obietnicach, które jej złożono. Wszystko zaczęło się pewnego letniego dnia. Słońce świeciło wysoko na niebie przyjemnie grzejąc już rumiane policzki dziecka. W swojej zwiewnej błękitnej sukience biegała, skakała, zrywała kwiatki i robiła z nich wianki. Jej śmiech prawdopodobnie rozchodził się po całej polanie, ale przecież nikt nie miałby jej tego za złe. To w końcu tylko dziecko.
Po godzinie hasania wreszcie się zmęczyła i niosąc w rączkach dość spory bukiet usiadła na głazie nad małą rzeczką. Ułożyła kwiaty na swoich kolanach i wybrała jedną stokrotkę. Zaczęła wyrywać jej płatki. Jeden po drugim.
- Kocha, nie kocha. Kocha, nie kocha…
Niedawno widziała swoją straszą siostrę, jak to robiła. Nie rozumiejąc sensu „zabawy” postanowiła zrobić to samo. Jej uśmiech zmienił się w lekki grymas, gdyż nie widziała w tym nic zabawnego.
Nagle usłyszała jakiś szmer zza krzaków. Spojrzała w tamtą stronę myśląc, że to ktoś z wioski.
- Nie kocha, kocha. Nie kocha, kocha – wyrwała ostatni płatek i jej oczom ukazał się niezwykle urodziwy chłopiec. Dostrzegł ją i odetchnął z ulgą. Gdy się zbliżył mogła zauważyć, że rękaw jego koszuli był podarty, a jego policzek zdobi czerwona rana, z której wypływała kropla krwi. Od razu zeskoczyła z kamienia i podbiegła do nieznajomego.
- Pomogę ci – stwierdziła i bez wahania chwyciła go za rękę prowadząc go brzegu rzeki.
- Nie powinnaś ufać obcym – oznajmił chłodnym tonem, jednak posłusznie dał się poprowadzić.
- Trzeba pomagać. Nawet, jeśli to ktoś obcy – odrzekła hardo i wskazała na kamień. – Usiądź – rozkazała. Chłopiec uniósł zaskoczony brwi, ale wykonał polecenie. W końcu to tylko dziecko, pomyślał.
W ciszy przyglądał się poczynaniom dziewczynki. Podrapała się po brodzie rozmyślając, czym obmyć mu ranę. Spojrzała na swoją sukienkę i mocnym szarpnięciem wyrwała niedawno naszytą na nią łatkę.
- Co robisz?! – Zapytał zszokowany. Pierwszy raz widział, że jakaś dziewczyna, nawet, jeśli taka mała, niszczy sobie ubranie, aby komuś pomóc. Dziewczynka nie odpowiadając ukucnęła i zamoczyła kawałek materiału w przyjemnie chłodnej wodzie. Chłopiec nie spuszczał z niej wzroku. Obserwował jak się prostuje, podchodzi do niego i siada mu na kolanach. Był nieco speszony tym faktem, ale pozwolił jej działać. Ta tylko uśmiechnęła się do niego promiennie i przyłożyła mu prowizoryczny okład do twarzy. Zamknął oczy i poczuł, że wreszcie mógł się zrelaksować. Dlatego uciekł. Aby wreszcie zaznać trochę spokoju i przyswoić nowe informacje o swojej przyszłości.
- Jestem Lorina, a ty? – Spytała ścierając mu czysta stronę materiału pot z czoła.
- Hayden – odpowiedział.
- Podoba mi się to imię – przyznała. Chłopiec otworzył oczy i ujrzał parę pięknych błękitnych oczu, które intensywnie się w niego wpatrywały. Dostrzegł również wokół źrenicy złotawe promienie. Jej oczy były niczym słońce.
- Pobawisz się ze mną?
Takie niewinne pytanie sprawiło, że zaśmiał się i potargał ją po złotych włosach.
- A w co? – Spytał. Tak dawno z nikim się nie bawił.
- Hmmm… - Lorina zamyśliła się przez chwilę. – Wiem! – Krzyknęła mu prosto do ucha, przez co trochę się skrzywił. – W zamek!
To przeważyło. Zaczął rechotać, jak głupi.
- Co? – Zapytała naburmuszona. – Wyglądasz, jak książę! – Skrzyżowała ręce na piersi i patrzyła na niego z przymrużonymi oczami, dając mu jasno do zrozumienia, że nie podoba jej się jego zachowanie.
- Nawet nim jestem – powiedział przez śmiech i zamilkł zdając sobie sprawę ze swojej gafy. Spojrzał na Lorinę. Złość, jakby za sprawą magicznej różdżki, zniknęła i wpuściła na swoje miejsce radość. To trochę dziwne, pomyślał.
- To ja chcę być twoją księżniczką! – Znów krzyknęła i rzuciła mu się na szyję. Lekko zdezorientowany w końcu objął dziewczynkę i postanowił spędzić z nią trochę czasu. W końcu to tylko dziecko.
Hayden nawet nie przypuszczał, że może się tak dobrze bawić, mimo iż wcześniej uważał takie dziewczęce zabawy za nudne. Lorina ciągle się śmiała, a jemu wbrew pozorom bardzo podobał się ten dźwięk. Karcił się za każdym razem, gdy pomyślał o niej inaczej niż o dziecku. Dzieliła ich przecież potężna granica w postaci statusu społecznego.
Jednak prędzej czy później zabawa musiała się skończyć.
- Będę musiał już wracać – oznajmił smutno. – Mieszkam trochę daleko.
- Nie możesz zostać? Mama na pewno pozwoli ci przenocować.
Lorina bardzo polubiła Haydena. Nie chciała się z nim rozstawać.
- Naprawdę nie mogę – podszedł do niej bliżej i pogłaskał ją czule po głowie. W odpowiedzi tylko wtuliła się do niego. Zadrżała. Wiedział, że zaraz zacznie płakać. Po części rozumiał jej uczucia. Nie chciał odchodzić, aby nie sprawić jej przykrości. Tak pięknie się uśmiechała. Nagle coś mu zaświtało. Odsunął ją trochę od siebie i sięgnął do kieszeni.
- Wyciągnij rączki i zamknij oczy – poprosił z uśmiechem. Lorina spełniła jego prośbę z lekkim ociąganiem. Bała się, że gdy je otworzy już go nie będzie. Nagle poczuła coś ciężkawego w dłoniach. Uchyliła powieki i ujrzała przepiękny złoty naszyjnik. Róża umieszczona w rombie.
Hayden uważnie obserwował jej reakcje, a gdy ujrzał, jak jej oczka się świecą na widok błyskotki uznał, że to była dobra decyzja. Ukucnął przed nią i zamknął w swoich dłoniach jej, nieco drobniejsze.
- To rodowy naszyjnik mojej rodziny. Miałem go podarować osobie dla mnie ważnej – w miarę, jak mówił dziewczynka wydawała się coraz szczęśliwsza. Jaka urocza, pomyślał już nie karcąc się za takie myśli. – Obiecuję, że kiedyś wrócę po ciebie i zostaniesz prawdziwą księżniczką – pogłaskał ją po policzku ścierając przy tym zaschnięte łzy.
- Twoją? – Zapytała lekko drżącym głosem.
- Tylko moją – uniósł się, aby ucałować ją w policzek.
- Obiecujesz, że nie zapomnisz? – Pytając o to przycisnęła naszyjnik do serca.
- Nie zapomnę – obiecał, złożył pocałunek na jej dłoniach i odszedł. Od tego momentu Lorina cały czas nosiła złoty naszyjnik, i mimo swojej wagi nie ciążył jej ani trochę.

15833-anime-paradise-stylish-anime-blonde-girl_large.jpg


Dobry wieczór (albo dzień dobry, zależy kiedy to czytasz ;p) Nie wiem czemu, ale mam słabość do prologów, które przedstawiają zdarzenie wiele lat przed rzeczywistym czasem całej akcji, granica statusu społecznego i różnicę wieku... Od razu was poinformuję (po co macie czekać, aż wzmianka o tym pojawi się w opo??) że między Loriną a Haydenem jest 6 lat różnicy ^^ W prologu ona ma 8, a on 14... Ale to takie czasy tak?? Swatają dzieci zanim się jeszcze urodzą. Kto bogatemu zabroni?? Bogatszy xd (taki suchar haa~)
Dobrze, jakieś skargi, zażalenia, pytania?? Piszcie!! Wytykajcie mi błędy jeśli jakieś znajdziecie, bo samemu trudno je dostrzec :)
Mi osobiście się bardzo podoba *_*
To do zobaczenia, Robaczki :*
  • awatar Lisa Angels: Mi także się podoba, ta mała jest taka słodka, a Hayden też mnie zainteresował, składać takie obietnice dziecku... ech, a skoro nie będzie pamiętał to znaczy że typowy z niego facet XD Czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały :D
  • awatar Seiti: W moim odbiorze słowa "to tylko dziecko" nabrałyby mocniejszego wyrazu jakbyś je napisała od nowej linijki, ale to tylko mój odbiór. Czytało się szybko i przyjemnie. Czekam na rozwój wydarzeń.:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

sayorinekomori
 
Jak pewnie sam tytuł wpisu mówi dziś będzie krótkie wprowadzenie do opowiadania :)
To na początek okładka ^^
Nie zapomnij.jpg


Oto główni bohaterowie :)
lh.jpg


Postaci drugoplanowych, trzecio-planowych itd. jest o wiele więcej niż w przypadku "Princess", dlatego nie będę ich tu umieszczać.
Teraz zajmijmy się całym ogółem, czyli gdzie, kiedy itp. :D
Wszystko dzieje się w państwie Brima, położonym na wyspie. Dzieli się ona na pięć prowincji: Ida (w niej mieści się stolica), Forst, Elora, Sindan i Wero.
Czas akcji to... raczej połowa XIX w. Biorąc pod uwagę sposób życia mieszkańców Brimy :) Jednak mimo wszystko rok bliżej nieokreślony.
Brak nowoczesnej technologii. Szczyt luksusu to lampy naftowe, kran z regulacją temperatury wody i prowizoryczna spłuczka w ubikacji.
Takie tam fakty, a teraz mały opis (jeśli się jeszcze nie znudziliście ;p)
***
Dziesięć lat temu pewien mały chłopiec złożył obietnice małej dziewczynce i podarował jej złoty naszyjnik. Ona mu uwierzyła i swoje następne lata przeżyła czekając aż ten chłopiec po nią wróci. Los postanowił pokazać jej ścieżkę, która mogła pomóc jej w spełnieniu marzeń. Jednak co się stanie, gdy spotka tego chłopca ponownie i okaże się, że on... nie pamięta.
***

I jak?? Mam duże oczekiwania jeśli chodzi o to opowiadanie :3 Nie zamierzam się z niczym hamować ^.^
Oki, to tyle na dziś. Jutro, ewentualnie w sobotę pojawi się prolog ;)
Dobranoc, Robaczki :*

Mała nutka ^^ Uwielbiam <3

  • awatar MAYA WRITES: Z chcecia poczytam twojego bloga. PS MAM PYTANIE. Moglabys zareklamowac mojego bloga? Jestem nowa i jest mi ciezko.
  • awatar Seiti: Mam nadzieję, że podołasz z takim początkiem fabuły. Znam niestety sporo historii o podobnym początku, gdzie zmarnowano potencjał, więc będę trzymać kciuki za Twą wyobraźnię. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

epartnerzy
 
„Shavrill – Prośba i Żądanie” Tomasza Kołomyjskiego to powieść fantasy, która przenosi czytelnika w nowy wymiar fantastyki.

Książka przedstawia historię jedenastu postaci, których losy splatają się ze sobą. Fragmenty ich biografii z przywołanych wspomnień będą miały kluczowe znaczenie dla historii Efferenu – świata aniołów, dżinów, tytanów, elfów, bestii, duchów, diabłów, demonów i ifrytów, żyjących w Królestwie Elfów, Otchłani i Celestii. Poznajemy refleksyjne, ciekawe świata osobowości, zainteresowane tym kim są i skąd pochodzą, uwikłane w sieć własnych intryg. Na przykład Elfy, istoty kochające się w pięknie, magii oraz życiu rodzinnym to pod wieloma względami przeciwieństwo współczesnego człowieka. Rozpoczynającą się wojnę w Efferenie pomiędzy Królestwami Elfów przerywa wydarzenie bez precedensu. W świecie Elfów pojawia się Shavrill, ktoś, kto niegdyś był wyjątkowo okrutnym elfem, lecz teraz na mocy zaklęcia stał się niepokonanym herosem.

Kim jest Shavrill? Co nim kieruje? Spaceruj z bohaterami po skąpanym ciepłym blaskiem Villed – mieście czarodziei i wojowników. Stań twarzą w twarz z najgroźniejszymi z bestii. Zwiedź lochy Pandemonium – międzysferycznego więzienia, z którego żadna dusza nie wymknęła się przez wieki. Masz odwagę, by odnaleźć siebie po drugiej stronie rzeczywistości? Przeżyj epicką przygodę opowiedzianą wierszem i prozą.

Promocja tylko 07 listopada 2015 r. - sprawdź na stronie:
epartnerzy.com/okazja-dnia.xml

Poza promocją publikację znajdziesz na stronie:
epartnerzy.com/(…)shavrill_-_prosba_i_zadanie_p9516…

Książka w formacie EPUB (bez zabezpieczeń DRM) na PC, e-czytniki, smartfony i tablety. Możliwość pobrania PDF z poziomu Biblioteki (dla zarejestrowanych).

Darmowy fragment:
aspiracja.com/(…)shavrill_prosba_i_zadanie_ebook.pd…

Shavrill - Prośba i Żądanie - ebook.jpg
 

epartnerzy
 
"Anara” Marcina Zajdlera to opowieść z cyklu fantasy.

Książka przedstawia losy osiemnastoletniego Aleksa, który nie ma łatwego życia. Wychowywany przez przyjaciela rodziny – barmana, stara się zapomnieć o przeszłości. Nie znał swoich rodziców, a dziadek porzucił go w dzieciństwie zostawiając na pamiątkę srebrny wisiorek, skrywający pewną tajemnicę. Chłopak cierpi nie tylko z powodu braku kontaktu z najbliższymi, ale również z powodu dręczących go sennych koszmarów i tajemniczych szeptów. To właśnie dzięki nim przypadkowo odkrywa przejście do innego świata. Po drugiej stronie głównemu bohaterowi przyjdzie się zmierzyć nie tylko ze śmiertelnym zagrożeniem ze strony Ar-khanu – królestwa znajdującego się w rękach samego Boga, ale będzie musiał stoczyć wewnętrzną walkę z samym sobą i dowiedzieć się, kim tak naprawdę jest i czy w ogóle różni się czymś od swoich wrogów.

Piękna, zaskakująca i zapierająca dech w piersiach opowieść, zawierająca elementy grozy, spleciona epickim romansem dwóch młodych osób, co powoduje, iż każdy znajdzie w niej coś dla siebie.

Promocja tylko 03 listopada 2015 r. - sprawdź na stronie:
epartnerzy.com/okazja-dnia.xml

Poza promocją publikację znajdziesz na stronie:
epartnerzy.com/ebooki/anara_p87049.xml?uid=215827

Książka w formacie EPUB (bez zabezpieczeń DRM) na PC, e-czytniki, smartfony i tablety. Możliwość pobrania PDF z poziomu Biblioteki (dla zarejestrowanych).

Darmowy fragment:
aspiracja.com/(…)anara_ebook.pdf…

Anara - ebook.jpg
 

atime
 
Wiem wiem, nie pisałam następnej części przez około 2/3 dni, ale to tylko dlatego, że byłam u ortodonty i zęby mnie strasznie bolały, nie mogłam się skupić na pisaniu, ale teraz jestem! Z 4 (dzisiaj troszkę krótszą, bo dalej cierpię i zęby bolą) częścią!
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Finn wraz z Jake'iem biegli, aby pokonać Bad Flover swoim mieczem, który miał jeszcze działać przez trzy godziny. Jedna z czterech godzin zeszła im właśnie na poszukiwaniu Flover.
- Ty też to słyszysz? - zapytał Jake Finn'a, gdy usłyszał szelest za ich plecami.
- Taki jakby szelest?
Mertens trafił w dziesiątkę. Jake przytaknął w odpowiedzi i znowu zadał pytanie - Wiesz co to może być?
- Prawdopodobnie wiatr.
- Finn... Wiatr? W lochach? Czy ty myślisz logicznie? Lochy to ZAMKNIĘTA przestrzeń!
Przyjaciel żółtego psa, jednakże nie odpowiedział, zignorował go, gdyż myślami był gdzie indziej. Przez resztę drogi obaj milczeli.
Po chwili wyszli z lochów na świeże powietrze. Cała podróż przed zamek trwała dwie godziny, a więc została im połowa czasu na pokonanie Flover.
- Jake... - zaczął Finn - Nie mamy dużo czasu, zaraz magiczna moc zniknie z miecza i cała misja przydzielona przez Królewnę Balonową pójdzie na nic. Kraina Ooo zostanie podbita przez Bad Flover i... to będzie koniec.
Zaczęli biegnąć przed siebie nie zważając na nikogo i przepychając się przez Słodyczan.
- Finn, gdzie my w ogóle biegniemy?! Masz jakiś pomysł?! - wściekły, zmęczony i dyszący Jake zapytał się swojego przyjaciela.
- Nie. Po prostu biegniemy przed siebie. Prawdopodobnie będzie w lesie, gdyż on prowadzi do Grudkowego Królestwa, a jak wiemy Flover zależy właśnie na Królestwach.

grudkowe krolestwo.png

Mertens nie mylił się. Właśnie potknął się o korzeń w lesie i spadł na kogoś. Pierwsza myśl była taka, że miecz miał działać jeszcze godzinę, gdyż droga do lasu ze Słodkiego Królestwa nie była krótka.
Po chwili spojrzał przed siebie. Centralnie przed nim stała Bad Flover, a koło niej pewna powstać w długich czarnych włosach, nie widział tej postaci wcześniej, ale widać było, że współpracują... któż to mógł być?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

ebook-poradniki
 
Autor: Grzegorz Kaźmierczak  

Od Autora:
"Ukochani, dostajecie drugą moją książkę, która jest również darem mego serca dla wszystkich serc, a w szczególności dla tych istnień ludzkich, które zdecydowały się otworzyć przestrzenie swego serca i wejrzeć do mieszczącego się tu Królestwa. Przeczytacie tę książkę z pożytkiem dla siebie, bacząc czy nie jesteście zniewoleni przez świat umysłu, który dawał wam widzenie rzeczywistości według swego logicznego ułożenia. Kochajcie tę pomoc, którą czyni w was prawda zawarta w tej książce".
Grzegorz Kaźmierczak


Szczegóły publikacji:
czytajnas.nextore.pl/(…)krolestwo_serca_czyli_jak_r…

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Więcej ebooków z działu "poradniki", znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki-poradniki.html
--------------------------------------------------------------------------------------------------
 

epartnerzy
 
Z niemieckiej dynastii von Sachsen-Coburg und Goth. Akuratna, stateczna i dystyngowana, ukochana wnuczka króla Jerzego V i córka króla Jerzego VI, wyszła za mąż za biednego, ale przystojnego kuzyna, księcia Edynburga Filipa. Od 1953 roku „z Bożej łaski Królowa Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej…” oraz 15 innych państw. Choć nie ma realnego wpływu na rządy, pełni nieocenioną rolę w polityce. Jest uważnie słuchanym doradcą już dwunastego brytyjskiego premiera, symbolem ciągłości i jedności Wspólnoty Brytyjskiej.

Tytan pracy, człowiek-instytucja i eksportowa maskotka Wielkiej Brytanii ma dom z 775 pokojami, a w nim zwykłe problemy z czwórką dzieci, o których bezustannie trąbią bulwarówki.

Mimo że utrzymanie tronu kosztuje poddanych 40 mln funtów rocznie, cieszy się ich szacunkiem i sympatią. Ogromna większość Brytyjczyków z przekonaniem śpiewa hymn: „Boże chroń królową. Obdarz ją szczęściem, chwałą i długim panowaniem.”

Jest najstarszym w historii brytyjskim monarchą. Nie zamierza abdykować, kocha swoje obowiązki i bycie królową.

Elżbieta II stroni od wywiadów, pilnie strzeże swojej prywatności. Tylko tak rzetelny dziennikarz i wytrawny komentator polityczny jak Andrew Marr mógł napisać równie precyzyjną faktograficznie, analityczną politycznie i wyjątkowo ciekawą opowieść o swojej Prawdziwej królowej.

Promocja tylko 25 listopada 2014 r. - sprawdź na stronie:
epartnerzy.com/okazja-dnia.xml

Poza promocją publikację znajdziesz na stronie:
epartnerzy.com/(…)prawdziwa_krolowa__elzbieta_ii_ja…

Książka w formacie EPUB (bez zabezpieczeń DRM) na PC, e-czytniki, smartfony i tablety. Możliwość pobrania innych formatów (np. MOBI) z poziomu Biblioteki (dla zarejestrowanych).
Prawdziwa królowa. Elżbieta II jakiej nie znamy - ebook.jpg
 

mongi
 
Żyjemy w XXI wieku, nie wiem jak było w innych stuleciach, lecz jestem pewien jednego, mianowicie w chwili obecnej duży procent ludzi naszego społeczeństwa do czegoś dąży w swoim prywatnym życiu, spełnia swoje ambicje, realizuje się (np. szkoła lub praca) itp. jest to sprawa pozytywna ponieważ każdy ma swoją pozycję, do czegoś został stworzony, lecz czasem gubi się sens w tym często dziwacznym wyścigu, gubimy siebie, swoją drogę... W trakcie realizacji pewnie pojawią się trudności lub o czymś zapomnimy... Dzisiaj ludzie często gubią w takim wyścigu swoje wartości oraz osobowość, w bardziej ekstremalnych przypadkach zaniedbują swoich bliskich itp. Czy to dlatego, że mają ich gdzieś? Nie, z powodu, że mają obowiązki i dużo pracy, tacy ludzie często są zmęczeni swoją ciężką pracą, szukają wytchnienia oraz odpoczynku, niektórzy to znajdują inni nie, ci co nie znajdują tego wytchnienia są nieszczęśliwi często. Dlaczego? Jest wiele odpowiedzi na to pytanie a oto kilka przykładowych:
-Bo są zmęczeni.
-Bo nie mają dla kogo się realizować.
-Są nieszczęśliwi bo dążą po trupach.
-Są tak zmęczeni, że twierdzą, iż wszystko jest bez sensu, co mają z życia? tylko zapierniczanie i nic więcej.

Tym nieszczęśliwym należy współczuć i ich wspomagać uważam.Ci ludzie muszą znaleźć odpoczynek aby się stali szczęśliwi z powrotem.
Ktoś może na to odpowiedzieć "Masz gościu rację ale kurde jak mam ten odpoczynek znaleźć i w czym?".

Warto by się zastanowić w czym i samemu po części odpowiedzieć sobie na to pytanie bo każdy z nas jest inny, jeden lubi grać w piłkę a drugi oglądać tv:)
Ja za to uważam, że odpoczynek warto znaleźć w swoim Stwórcy...

Łatwo by mówić, nie?:P Też tak sądzę;) ale...

Jeżeli nie masz czasu aby przysłowiowo odmawiać pacierze na kolanach lub w ogóle nie umiesz się modlić... Wiedz, że nie jesteś sam w tym co robisz, ktoś Cię stworzył i chce Twojego szczęścia.
To powód by "wznieść ręce do nieba śpiewając Christe eleison"? dla niektórych tak;) ale jeżeli dla Ciebie nie,to wiedz, że spędzając dobrze czas z rodziną, przyjaciółmi, dziewczyną/ chłopakiem(tu można spędzić czas wyjątkowo dobrze i przyjemnie:P) chwalisz Boga;) Pijąc browara z ziomkami też chwalę Boga? Jak najbardziej:D

A czy np. Jeżeli rozmawiam z taką utrudzoną osobą chcąc jej chociaż trochę ulżyć szerzę #Królestwo Boże ? Jak najbardziej:) W końcu we wszystkim co robimy liczą się tak naprawdę nasze intencje:) Jeżeli ktoś np. leży chory w domu i jego znajomy przychodzi do niego w odwiedziny i w dobrej intencji by porozmawiać to osoba chora to wyczuje i się ucieszy:)

Więc znajdujmy czas dla siebie nawzajem pomiędzy obowiązkami i miejmy radość z tego, bo wówczas spędzamy ten czas z Bogiem i w jego radości:)
 

loony
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

agateczka21
 
Oglądałam dziś film "Królestwo" (2007) hm...cóż moge powiedzieć...polecam naprawde. Bardzo dobry film.
opis
Historia ta dzieje się w Arabii Saudyjskiej. Na osiedlu zamieszkiwanym przez europejskich pracowników kompanii naftowej i członków ich rodzin, dochodzi do zamachu terrorystycznego, w którym ginie wiele osób. Na miejsce zdarzenia przybywa w tajemnicy na pięć dni agent specjalny Ronald Fleury (Jamie Foxx) i jego zespół – ekspert ds. materiałów wybuchowych Grant Sykes (Chris Cooper), zajmująca się gromadzeniem dowodów i medycyną sądową Janet Mayes (Jennifer Garner) oraz analityk wywiadu Adam Leavitt (James Bateman).
Na miejscu oddział spotyka się z arabską niechęcią, ponieważ Saudyjczycy uważają tą sprawę za jak najbardziej wewnętrzną. Ekipa również blokowana jest przez protokół dyplomatyczny, a także czas, który nieubłaganie ucieka.
W trakcie śledztwa Fleury’emu udaje się zyskać sprzymierzeńca w pułkowniku Al Ghazi (Ashraf Barhom), który ma za zadanie ochraniać Amerykanów w trakcie ich pobytu w Arabii. Podczas tych politycznych przepychanek prowadzone jest dochodzenie a na koniec dochodzi do krwawej konfrontacji pomiędzy terrorystami, Amerykanami i lokalnymi władzami.
 

 

Kategorie blogów