Wpisy oznaczone tagiem "książka 2" (26)  

wiecznasamotnosc
 
WRÓCIŁAM :). Nie na długo, ale bynajmniej na jakiś czas. Cieszycie się?? :*

Ja taak, tęskniłam za wami Szkarbyy <33.

---
*Rozdział XXVI –*
*„Głęboki brudny strach”.*



Jacek, stoi oparty o swoje auto. W tej chwili nie zwróciłam uwagi na markę. Wiem, że było czarne, jak smuga. Z lekkim, łobuzerskim uśmiechem na twarzy, wpatruję się we mnie. A ja, nie czuję nic innego jak strach i lęk, który ogarnia całe moje ciało. Ręce, nogi, dosłownie każde włókienko ciała dygoczę. Nie jestem w stanie opamiętać swoich emocji. Dlaczego tak się zachowujesz? Zadaję sobie pytanie i wpatrując się w Jacka, odpowiedź natychmiast wpada do mojej głowy. Przecież to inkub, mój wróg przed którym powinnam uciekać, gdzie pieprz rośnie. Natomiast ja, kompletna idiotka stałam osłupiała i śledziłam każdy jeden jego ruch.
- Witaj Lukrecjo – odezwał się po tylu minutach spotkania.
- Co tu robisz? – łatwo można było wysłuchać w moim głosie paraliżujący strach.
- Przyjechałem cię odwiedzić – uśmiechnął się słodko.
- Skąd wiesz gdzie mieszkam? – o dziwo mogłam z nim prowadzić normalny dialog.
- Twoja koleżanka mnie poinformowała.
- Kto? – zapytałam badawczo.
- Niejaka Katarzyna. Urocza blondynka.
Parsknęłam, wyczuwałam w jego głosie nutkę czułości. Nie do wiary, że podobała mu się taka zdzira. Miałam ochotę się roześmiać, ale ogólna sytuacja była zbyt poważna.
- To mój największy wróg.
- A wydawała się sympatyczna.
Tak jak ty – powiedziałam do siebie w duchu. Rozejrzałam się w rozgrywaniu ucieczki. Modliłam się, aby Alan przybył na czas. A tak w ogóle to gdzie się on podziewa?
- Nie odzywałaś się. Martwiłem się. Patrząc na twój wygląd, widzę, że jednak słusznie.
Odruchowo dotknęłam swojego złamanego nosa.
- Mały wypadek – odpowiedziałam, ale nie wiem dlaczego mu się tłumaczyłam. – Sorry, ale muszę już iść.
Pochyliłam się, aby podnieść walizki. Nagle podszedł do mnie i pomógł mi. Musnął ręką moją dłoń. Spojrzałam na niego zdziwiona. Jego dotyk nie był tak parzący jak Alana. Stał tak blisko, iż z łatwością mogłabym wyczuć zapach pieprzu czy imbiru, ale on pachniał tylko mocną wodą kolońską. Nawet jego oczy zdawał się być jaśniejsze. Nie były czarne tylko piwne. Posłał mi urokliwy uśmiech, jeden z tych, na który zapewne podrywa dziewczyny.
- Pomogę ci – wziął ode mnie walizki. – Wyjeżdżasz gdzieś?
- Nie – powiedziałam zszokowana.
- A więc po co ci te bagaże?
- Przeprowadzam się.
- W takim razie, odwiozę cię.
Nim zdążyłam zaprotestować, włożył walizki do bagażnika i otwierając drzwi, gestem ręki zaprosił mnie do środka. Wciąż oszołomiona, wskoczyłam do Audi A3 z 1999 roku. Drzwi z trzaskiem się zamknęły. Podałam adres Jackowi, a on z piskiem opon ruszył. W samochodzie słychać było tylko jego głos. Gadał jak najęty. Ja natomiast milczałam i przyglądałam mu się z uwagą, zadając sobie pytanie: inkub czy człowiek?


Siedząc kilka godzin na schodach podczas wyczekiwania na Alana, żałowałam, iż nie dałam się zaprosić Jackowi na kawę. Być może spędziłabym ten czas znacznie milej. Chociaż nie byłam pewna czy Jacek jest człowiekiem. Moje wątpliwości wciąż kwitły. Wiedziałam, że spotkanie z Alanem wszystko wyjaśni.
Wbiegł jak oszalały na nasze piętro.
- Lukrecja – powiedział naprawdę zaskoczony. – Szukałem cię.
Wstałam, podbiegł do mnie i mnie przytulił, całując tym samym w szyję. Jego ciało było gorętsze niż zazwyczaj. Posłałam mu uśmiech. Radowało mnie to, że się o mnie martwi.
- Przyjechałaś autobusem?
- Nie. Wejdźmy do środka.
- Słusznie. Muszę podarować ci klucze – przekręcił klucze w zamku i otworzył drzwi.
- A będą mi potrzebne skoro będę w ciągłym zamknięciu? – zapytałam wchodząc do środka.
Niechętnie przekraczałam próg. Byłam świadoma tego, że spędzę tutaj w tym mieszkaniu kilkanaście miesięcy. Rozmyślanie o tym, nużyło mnie coraz bardziej. Nie należę do osób, które potrafią spędzić cały dzień w domu. Jestem towarzyska i aktywna. Nie mogę stać w miejscu, muszę się poruszać. Leniuchowanie to nie moja działka, ale przecież nie miałam wyboru. Wolałam żyć, nawet tak.
Z zamyślenia wyrwał mnie śmiech Alana. Wszedł do mieszkania z moimi walizkami. Zamknął drzwi, a ja spojrzałam na niego uważnie.
- Czyżbyś zmienił zdanie?
- Pokusa przetrzymywania cię w zamknięciu, tylko dla siebie jest taka silna – zaśmiał się i podszedł do mnie.
- Ależ jesteś egoistyczny – przewróciłam oczami.
- Nie chcę się z nikim dzielić tobą – musnął delikatnie swoimi wargami moje.
Oblało mnie pragnienie. Byłam spragniona jego pocałunków. Nawet jeżeli miałabym zemdleć, warto by było. Uniosłam się na palcach i pocałowałam go delikatnie. Nie zdążyłam zamknąć oczu, a Alan oderwał się ode mnie.
- Pokłóciłaś się z Kamą?
- Rozmawiałeś z nią?
- Nie. Nawet nie otworzyłam mi drzwi, a z łatwością można było wyczuć podmuch złości i rozgoryczenia.
- Źle to wszystko rozegrałam – opuściłam wzrok, zażenowana.
- Mówiłem ci, abyś się nie wtrącała.
- Tak, jak zawsze miałeś rację.
- Bądź bardziej posłuszna.
- Szczęście moich przyjaciół jest dla mnie najważniejsze.
Nie przemyślałam tych słów. Zabrzmiało to naprawdę idiotycznie. Przecież to ja doprowadzam ich do – nieszczęścia.
- Żyj swoim życiem.
- A ty swoim – odparłam z przekąsem.
- Ja żyję dla ciebie i dzięki tobie – ujęłam jego ciemne spojrzenie.
- Alan, nie wiem co mam robić. Wszystko się pieprzy – oparłam się o chłodną ścianę, zupełnie bezradnie.
Czekałam aż podejdzie i mnie przytuli, natomiast on powiedział:
- Wiem co ci poprawi humor – uśmiechnął się. – Gorąca kąpiel z lampką wina, przepyszny obiad, a na deser sernik.
- Brzmi kusząco – odpowiedziałam obojętnym tonem.
Nim się obejrzałam byłam już w wannie. Alan nie chcąc mi psuć humoru nie pytał jak dotarłam do naszego mieszkania. Wiedziałam, że będę musiała mu wyznać prawdę. Chęć poznania prawdy, czy Jacek jest inkubem jest taka silna, iż nie mogłabym zataić, aż tak ważnego faktu. Po sytym obiedzie leżąc na sofie powiedziałam do Alana:
- Podejrzewam, że Jacek nie jest inkubem.
Posłał mi pytające spojrzenie.
- Profesor ekonomiki – wyjaśniłam.
- Jest – powiedział bardzo stanowczo.
- Nie zapytasz dlaczego tak podejrzewam?
- Dlaczego? – zapytał z uśmiechem na twarzy.
- Wyglądał, pachniał jak człowiek – gdy wypowiedziałam te słowa, nagle spoważniał.
- Wracałaś z inkubem?
- Mówię ci, że to nie inkub.
- Lukrecja – powiedział z lekką euforią. – Jeżeli potrafi się tak maskować to mamy do czynienia tylko z jednym demonem – przerwał na chwilę.
Przestałam oddychać, bałam się usłyszeć to słowo, to „imię”.
- Samael – w końcu sama wyszeptałam.
- Nie rozumiem jak mogłaś być taka nieodpowiedzialna.
- On zjawił się tak nagle. Gdy zbliżył się do mnie – Alan odchrząknął – wyczułam, że to człowiek. Czułam, iż mogę mu zaufać.
- Myślenie nie jest twoją mocną stroną.
- Nie obrażaj mnie – powiedziałam pośpiesznie.
- Muszę cię bardziej chronić. Nie myśl nawet o chwili naszego rozstania.
- W takim razie zacznę się modlić.
- Powodzenia.
- Okej, przepraszam. Obiecuję, że więcej razy nie zachowam się tak bezmyślnie.
- Nie będziesz miała na to okazji.
- Skoro tak uważasz.
Podszedł do mnie i wziął mnie na ręce.
- Co robisz? – zapytałam zdezorientowana.
- Zabieram cię do sypialni – poruszył brwiami i uśmiechnął się figlarnie.
26.jpg

Zaśmiałam się i zarzuciłam mu dłonie na szyję. Migiem znaleźliśmy się w sypialni. Położył mnie na łóżku. Usiadłam pośpiesznie i spojrzałam na jego ciemne oczy, które aż płonęły. Nachylił się powoli. Moje serce przestało na kilka sekund bić. Czułam jakby czas się zatrzymał. Jego spojrzenie było takie przenikliwie. Z łatwością mogłam odczytać co w sobie kryję. Żądza, czułość, pragnienie i miłość. Nie miałam głowy do zastanawiania się nad tym czy to jest prawdziwa miłość, nie przyjacielska. Zanim zdążyłam zadać Alanowi pytanie w sprawie o jego uczucia, pocałował mnie. Zamknęłam pośpiesznie oczy, aby rozkoszować się wspaniałym smakiem jego ust. Jego pocałunki były pośpiesznie, uniemożliwiały mi równomierne oddychanie. Starałam się go opanować, ale nawet on nie potrafił. Oderwałam się od jego kuszących usta.
- Alan – wyszeptałam tylko jego imię, a on ponownie zaczął mnie całować.
Brakowało mi tchu. Pierwszy raz chciałam aby zaprzestał. Jego pocałunki sprawiały mi ból. Dokładnie tak się czułam. Wciągnęłam głośno przez nos powietrze, które było przesiąknięte jego zapachem. Imbir wkradł się do mojego umysłu. Nawet oczy zaczęły łzawić. Uniosłam delikatnie jego podkoszulkę i skierowałam swoje usta na jego szyję, która aż parzyła. Był rozgrzany, jego dotyk parzył. Nie wiedziałam co się dzieję.
- Pragnę cię – wyszeptał. – Każ mi przestać – powiedział dosyć głośno.
Wiedziałam, że nie panuję nad sobą. Posępnie chciałam to wykorzystać. Zrzuciłam z siebie t-shirt, położyłam się na łóżku i przyciągnęłam go do siebie. Jego gorące ciało opadło bezwładnie na mnie. Pośpiesznie zsunęłam z niego spodnie i kontynuowałam rozbierania. Alan natomiast leżał bez ruchu i oddychał ciężko. Zamknął oczy i powiódł dłonią po moim udzie. Jego dotyk był tak gorący, iż obawiałam się, że pozostawi na mojej skórze zaczerwienienia. Jakby po oparzeniu. Na przemian oblewało mnie gorąco i dreszcze. Pragnęłam go, ale byłam zbyt wyczerpana. Chciałabym mieć już pierwszy raz za sobą.
W momencie gdy ujęłam spojrzenie Alana, które wyjątkowo było tak jasne, poczułam ukłucie. W sercu, w piersi. Otworzyłam usta, aby zaczerpnąć jak najwięcej powietrza, odruch spowodował jeszcze większy ból. Zamknęłam oczy i jęknęłam cicho, aby nie wystraszyć Alana. Wszystko we mnie pulsowało. Czułam najmniejszą cząstkę mojego ciała. Serce biło coraz szybciej i szybciej, aż ustało. Otworzyłam pośpiesznie oczy, a z moich ust wydobył się być może ostatni wydech.


---
ALAN , jaramy sięę : ***
  • awatar Tranquility.: Alan <33 jak dobrze, że wróciłaś!!! <3 wbijaj do mnie!
  • awatar Expirion.: Ooom no jaramy się jaramy na maxa ! <3 Dziewczyno nie wiesz jak tęskniłam. Sama nie wiem czy bardziej za Tobą czy za opowiadaniem...? Wspaniałe.Rozumiem że dalsza akcja będzie oparta na tym czy ona będzie miała potomka czy nie ? Bo jesli ogarnęłam to już po pierwszym razie Lukrecji z Alanem ? Wyjaśni się to w kolejnym rozdziale,który licze że dodasz szybko i niebawem. ^^ Ale napięcie wzrosło w ostatnich momentach.Boże Cudowne,brakuje mi słów no..:* Mmmm. <3 Mega ! Zostań z nami na zawsze. :* Kocham cię no <3 Czeeeekam :*
  • awatar white lady: w Końcu sie doczekałam !! :* rozdział cudowny ! <3 bardzo mi sie podobał.. czekam na kolejny z niecierpliwością !
Pokaż wszystkie (8) ›
 

wiecznasamotnosc
 
*Rozdział XXV –*
*„Błądzimy w tym labiryncie kłamstw niczym zagubione szczury”.*


- Spotkajmy się z Gasparem. Może coś nam doradzi – powiedziałam do Alana, który siedział na brzegu łóżka.
Ja natomiast krążyłam po całym pokoju. Spojrzałam na niego. Pokręcił opuszczoną głową.
- Dlaczego nie powiesz mi, iż to tylko głupi sen, który nie przeobrazi się w rzeczywistość?
- Mam kłamać? – rzucił oschle.
- Nie możesz… - przerwałam, zastanawiając się jak odpowiednio dobrać słowa. – Nie mogę cię stracić – wybuchłam płaczem.
Wstał i przytulił mnie do siebie.
- Sen na pewno nie wydarzy się teraz. Jestem tego pewien, że już ciebie nie będzie na tym świecie. Przykro mi, iż musiałaś na to patrzeć.
- Ochronię cię – wyszeptałam.
- Nie poradzisz sobie z taką armią inkubów.
Spojrzałam w jego ciemne oczy i odparłam dość odważnie:
- Nawet sam Samael nie jest dla mnie zagrożeniem, aby cię ochronić.
- Nie do wiary, że aż tak wiele dla ciebie znaczę – zacytował moje słowa z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Kiedy poznam Gaspara? – zapytałam wciąż się doczekując.
- Niedługo.
- Chcę wiedzieć co się wydarzyło przed klubem i co najważniejsze, jak mógłby nam pomóc.
- Już wiele nam pomógł – pocałował mnie w środek nosa.
- Nie jest w stanie więcej?
- Mamy schronienie. Bynajmniej na jakiś czas. To wystarczy.
- Przecież nie możemy się ukrywać.
- Musimy.
Pokręciłam głową i odsunęłam się od niego.
- Mam siedzieć kilka dni w zamknięciu?
- Sądzę, że to nie potrwa kilka dni – powiedział z przekąsem.
- Nie ma mowy! – krzyknęłam sfrustrowana. – Jak sobie to wyobrażasz? Ja mam własne życie. Praca, studia, przyjaciele. Nie mogę gnić w tym mieszkaniu przez miesiące czy lata.
- Wolisz zginąć, tak?
- Chcę żyć – wydusiłam z siebie te słowa, jakby były moimi ostatnimi.
25.jpg

Mój stan psychiczny pogarszał się. Nie potrafiłam myśleć trzeźwo i jasno. Mój umysł kurczył się. Natłok wydarzeń nie pozwalał na odrobinę relaksu czy szczęścia. Nie miałam kiedy pomyśleć o tym co będę jutro robić, jak się dziś ubrać, co ugotować na obiad, o co się pokłócić z Renatą, do jakiego klubu się wybrać czy jak poprosić szefa o podwyżkę. W tym momencie zdałam sobie sprawę, że nie potrafię już normalnie żyć. Odzwyczajam się, a Alan mi w tym pomaga. Bynajmniej teraz tak myślałam, ale jak zawsze – byłam w błędzie.
Po śniadaniu, rozkazał mi się ubrać i wsiadając do jego samochodu podwiózł mnie do mojego domu. Spakowałam najważniejsze rzeczy i co najważniejsze – musiałam poinformować Kamę o przeprowadzę. Alan był na tyle wyrozumiały, iż dał mi czas do południa. Na szczęście Kama miała dziś wolne od pracy, więc mogłam spędzić z nią trochę czasu.
25a.jpeg

Leżąc na moim łóżku, rozpoczęłam z nią niewinną rozmowę:
- Jak tam sprawy z Leonem? – zainteresowałam się na początek.
- Dobrze. Mamy spotkać się wieczorem. On jest taki romantyczny.
- Oczarował cię swoimi wierszami?
- Nie. Jeszcze mi ich nie czytał. Nalegałam wczoraj, ale powiedział, że nie wziął ze sobą notesu.
- Rozumiem – odparłam zdezorientowana.
Miałam ochotę cofnąć czas. Tak, do wczorajszego poranka. Wycofałabym słowa wypowiedziane Alanowi i Leonowi. Przez moje intrygi wszyscy kłamiemy. Jesteśmy przesiąknięci kłamstwem, a zwłaszcza ja i Leon. On jej nie kocha, dlaczego więc z nią jest? Przypomniałam sobie, że napisałam do niego wczoraj popołudniu. Zanim wyjdę, muszę zabrać ze sobą komórkę, aby odczytać wiadomość od Leona.
- Po co ci te walizki? – zapytała wskazując ręką dwie walizki stojące obok szafy.
- Wyprowadzam się – odparłam naprawdę cicho.
Wbiłam się bardziej w łóżku. Obawiałam się reakcji Kamy.
- Jak to? – aż podniosła się z wrażenia.
- Kupiliśmy razem mieszkanie.
- Ale że kto? – odparła głupkowato.
- Ja i Alan.
- Przecież to nieodpowiedzialny cynik, który cię wykorzysta i porzuci. Nie daj się mu owinąć wokół palca – błagała mnie.
- Kama, przestań – byłam zdenerwowana. – Nie znasz go.
- Odkąd go poznałaś zmieniłaś się, w dodatku pakujesz się w kłopoty.
- To nie jego wina. Czysty zbieg okoliczności.
- Wiesz co? – podniosła się i posłała mi gniewne spojrzenie. – Proszę bardzo, idź do niego mieszkać. Tylko nie przychodź gdy cię zrani. Przez jego pojawienie zaniedbałaś mnie, więc śmiało mogę powiedzieć, że nie jesteśmy już przyjaciółkami – ruszyła ku wyjściu.
Odruchowo podbiegłam do niej, łapiąc ją za rękę.
- Ależ pieprzysz – powiedziałam lekko żartobliwie. Chciałam rozluźnić atmosferę. – Jesteśmy już dorosłe. Nie możemy przez całe życie mieszkać razem. Będziemy się spotykać, przyjaźnić.
- Już cię nie potrzebuję.
- Aha. Byłam ci potrzebna tylko do zdobycia Leona?
- Chciałabyś mieć wszystkich na własność! – zaczęła krzyczeć i machać rękoma.
I stało się. Przez kilka miesięcy był kompletny spokój, ale teraz Kama wybuchła. U niej to normalne. Trzyma w sobie emocję i zażalenia, aż nadchodzi pewien dzień, przez który mówi co czuję. Płaczę, krzyczy i smutnieje. Nie lubię takiej Kamy.
- Leon jest moim przyjacielem.
- Raczej był. Nie myśl, że będziecie się spotykać tak jak przedtem. Ja się o to postaram.
- On cię nie kocha.
- Jak śmiesz, tak kłamać? – była rozwścieczona.
Czy to na pewno moja kochana i uczynna Kama, którą kocham ponad wszystko?
- Mówisz tak ponieważ mi zazdrościsz.
Nie miałam najmniejszej ochoty tego słuchać. Najlepszym rozwiązaniem było tak po prostu wyjść z domu. Zabrałam walizki i wybiegłam, trzaskając za sobą drzwiami. Nie spodziewałam się, kogo spotkam przed swoim domem. Upuściłam walizki na ziemię i poczułam strach. Byłam bezradna i sama. Moja przyjaciółka z przyjemnością by patrzyła jakby działa mi się krzywda.


----
Zdjęcie Lukrecji :
  • awatar Weź to obczaj :*: Ej no jak mozesz konczyc w takim momencie?? Teraz nie bede sie mogla doczekac nastepnego rozdzialu xD.
  • awatar ADHD w 99,9 %: jaki słodki pierwszy obrazek <33
  • awatar white lady: no w końcu sie doczekałam kolejnego rozdziału ! :* codziennie wchodziłam i patrzyłam czy czegoś przypadkiem nie dodałaś ! :*:* rozdział cudny ! :* jak zawsze kochana ! :*:* i oczywiście czekam na kolejny z niecierpliwością !
Pokaż wszystkie (15) ›
 

wiecznasamotnosc
 
Przepraszam bardzo za moją nieobecność :(. Nie miałam neta. Wybaczcie, obiecuję, że teraz częściej będę wchodzić. A przed wami zaległy rozdział :). xD


*Rozdział XXIV –*
*„Deszcz zimna czuję na piersi”.*



Jedząc obiad, który przygotowałyśmy razem z Kamą, myślałam o tym co obiecałam Alanowi. Przecież nie muszę dotrzymywać słowa. Mogę być taka perfidna jak on. Ale nie, nie potrafię się pod kogoś podszywać. Pojadę do niego wieczorem, przecież to mały kurs. Poza tym taki przedwieczorny spacer dobrze mi zrobi. Nareszcie będę mogła w spokoju zebrać myśli. W samotności.
Kama zachowuję się naprawdę śmiesznie. Po rozmowie z Leonem chodzi uśmiechnięta od ucha do ucha i powtarza mi jak mnie kocha. Dziękując przy tym, ponieważ poniekąd to moja zasługa, iż teraz są razem. Na wieść o takiej wiadomości powinnam i ja skakać z radości, ale czuję się rozsypana. Na drobne kawałki. Rozmowa z moim przyjacielem doprowadziła do tego, że mam wątpliwości. Wygląda na to, iż Leon nie kocha Kamy, a więc po co chcę z nią być?
Po skończonym obiedzie, napisałam do niego esa:
Myślę i myślę. Nie rozumiem twojego zachowania. Proszę, wytłumacz mi o co chodzi. Kochasz Kamę? Jeżeli nie, to po co pakujesz się w związek?
Czekałam kilka minut na odpowiedź, ale niestety bez rezultatu. Usiadłam przed TV i przełączając co chwile programy, usłyszałam za sobą:
- Już wróciłaś? Miałaś pozostać na obserwacji.
Obejrzałam się za siebie. Renata stała na progu salonu z torbą na ramieniu. Uśmiechnęłam się łobuzersko.
- Też się cieszę, iż cię wiedzę, paskudo.
- Nawet mi cię nie brakowało.
- Ej, mała nie kłam – pogroziłam jej palcem. – Mamusia nie uczyła, iż nieładnie okłamywać?
Przewróciła oczami, podpierając boki.
- W porównaniu do ciebie jestem wychowana bo miał mnie kto wychować – pierwszy raz poczułam ukłucie w sercu.
Niejaki żal wkradł się do mojego umysłu i serca. Przypomniałam sobie o swoich rodzicach. Nie mieli szansy na wychowanie mnie. Dlaczego im to odebrano?
- A wyglądasz obrzydliwie. Lepiej zaszyj się w pokoju na kilka dni, abym nie musiała na ciebie patrzeć – odparła dumna z siebie.
Wygrała, tym razem to ja byłam na przegranej. Nie miałam ochoty słuchać jej okropnego głosu i słów, które raniły moją duszę. Ubierając się wybiegłam z domu. Było już dość ciemno. Usiadłam na przystanku. Obmacując kieszenie, chciałam sprawdzić która jest godzina. Dopiero teraz zorientowałam się, iż zapomniałam komórki. Otulając się swoimi ramionami, czekałam na jakikolwiek autobus. Po niespełna 5 minutach nadjechała jedna z emek. Prędko wsiadłam.
Wysiadłam na przystanku i rozejrzałam się dookoła. Przechodniów o dziwo było nawet sporo. Samochody krążyły w tą i z powrotem tworząc lekki hałas.
24.jpeg

Ruszyłam w kierunku mieszkania Alana. Idąc, nie mogłam się skupić. Dekoncentrowało mnie jedno, myśl, że ktoś mnie śledzi. Czyżby to Alan, ponownie ze mnie pogrywał?
Odwróciłam się ukradkiem i rzeczywiście zauważyłam postać, idącą za mną. Zaniemówiłam gdy ujrzałam rudawe włosy i zgrabnie poruszającą kobietę. Dyskretnie odwracając się, zorientowałam się, iż to Ruta. Tak, ta Ruta, która dręczyła mnie w snach i byłam o nią zazdrosna. Przyśpieszyłam kroku. Moje serce wariowało, a oddech strasznie przyśpieszył. Im szybciej szłam tym bardziej wydawało mi się, że mało przebywam metrów. Droga do domu dłużyła się, a ja zastanawiałam się nad jednym – dlaczego ona mnie śledzi?
Nie myśląc, ani nie rozglądając się, wbiegłam na ulicę. Jasne światło oślepiło mnie, pomimo tego przebiegłam na drugą stronę ulicy. Wbiegłam do domu i pukając, a raczej panicznie uderzając o drzwi, patrzyłam w dół i nadsłuchiwałam się czy przypadkiem nie idzie nadal za mną. Na klatce było kompletnie cicho. Jedynie moje głośne pukanie, robiło lekki huk.
Drzwi się otworzyły, a ja wbiegłam do środka. Usiadłam na podłodze i oparłam głowę o chłodną ścianę.
- Co jest? – zapytał Alan.
- Ona… - przerwałam.
Moje ciało nie wytrzymało napięcia oraz strachu. Zaczęłam się trząść, jakby był galanty mróz. Trzepocząc zębami, posłałam Alanowi przerażająco zlęknione spojrzenie. Kucnął obok mnie i objął mnie swoimi gorącym dłońmi. Nawet jego ciepło nic nie pomagało. Wciąż się bałam. Przyległam do niego jeszcze bardziej z obawy, iż za chwilę zwariuję. Jego kojący dotyk oraz pocałunki tak uspokajające, pomogły. Uniósł mnie delikatnie i zaniósł do sypialni. Położył na łóżku, okrywając kołdrą. Usiadł obok mnie. Potrzebowałam jego ciepła oraz bliskości.
- Chodź do mnie – wyszeptałam.
Wgramolił się pod kołdrę, a ja przytuliłam się do niego. Po kilku minutach, uspokojona powiedziałam:
- Ruta mnie śledziła.
- Jesteś pewna? – przeczesał moje brązowe włosy.
Ostatnio starałam się chodzić w rozpuszczonych. Pewnie dlatego, iż mogłam ukryć stłuczenia na twarzy, ale niestety złamanego nosa nie da się ukryć.
- Tak.
- Po co miałabym to robić?
- Nie wiem.
- Kiedy to było?
- Przed chwilą.
- Śledziła cię, aż do naszego mieszkania? – pokiwałam tylko głową. – Spokojnie. Tutaj jesteś bezpieczna.
- Dlaczego akurat tutaj?
- Nie znasz jeszcze umiejętności Gaspara – uśmiechnął się.
- Co to za umiejętności?
- Zadasz mu to pytanie osobiście.
- Czyli poznam go?
- Wkrótce na pewno.
Milczałam, on również. Po chwili poczułam się naprawdę niezręcznie. Leżałam w jego objęciach, a przecież obiecywałam sobie zapomnieć. Miałam wykasować z pamięci jego kuszącą bliskość, ale niestety, pojawienie się Ruty wszystko zniszczyło. To dowód na to, iż lepiej nie planować i żyć spontanicznie.
- Nie powinienem cię zmuszać, ale sądzę, że lepiej będzie jak pozostaniesz tutaj. Chociażby na kilka dni.
- Dobrze – powiedziałam cichutko.
Moja energia wygasała. Ponownie poczułam się słaba. Traciłam oddech i robiłam coraz bardziej senna.
- A już myślałem, że się przyzwyczaiłaś – mówiąc, wyślizgnął się.
Łóżko ponownie było puste i zimne. Jedyne do czego mogłam się przytulić to do poduszki. Tak też postąpiłam, a następnie dopadł mnie sen. A to taki sen, iż żałowałam, że Alan mi go nie skradł, to znaczy nie zjadł.
24a.jpg

Gorąco. Czułam się tak jakbym znajdowała się w objęciach Alana, ale jednak jego nie było obok mnie. Rozglądając się nie zauważyłam nic szczególnego. Nagle pode mną, tak dokładnie na dole rozległ się odgłos tupania, a raczej marszu. Spojrzałam na dół. Stałam jakby na szkle, kucnęłam. Pode mną szło kilkanaście inkubów. Równym krokiem, naprzód. Za nimi maszerowały – sukkuby, a następnie kambiony. Wytężyłam wzrok w poszukiwaniu znajomych mi twarzy, ale bez rezultatów. Nagle cała „armia” demonów zatrzymała się. Na czele, przed nimi stał obrzydły demon, który posiadał skrzydła, ogon i oczy o kolorze krwi. Słysząc jego głos, domyśliłam się, iż to Samael:
- Nie zawiedźcie mnie! – krzyknął. – Chcę czuć siłę waszego zła. Chcę czuć jak bardzo pragniecie zawładnąć całym światem!
Tłum milczał. Nie usłyszałam nawet odkrzyknięcia czy jednego ruchu. Zachowywali się jak posągi, bez życia.
- Nasza armia się rozwija, ale potrzebujemy jeszcze więcej i więcej – uniósł swe ohydne szpony ku górze. – Przecież to tylko śmiertelnicy. Nie pozwólcie sobą omotać ludziom, którzy rozsiewają swoją bezduszną miłość. My, istoty ciemności i otchłani nie potrafimy kochać i miłować. My, musimy nienawidzić, nawet samych siebie!
Ziemia lekko się zatrzęsła, a do mojego umysłu zakradło się tylko jedno spostrzeżenie – cóż to za cholerny psychol?
- Wyczekując na jedynego potomka, pochłoniętego wspaniałą mocą musimy być gotowi do ataku. Czas znika, a świat już miętosimy w swoich szponach – zaśmiał się gorzko, ukazując swoje obrzydłe uzębienie, które śmiało mogłabym nazwać kłami. – A ci – odparł naprawdę głośno – którzy się sprzeciwią, zostaną strąceni do otchłani największego cierpienia. Na wieki przeklęci, nigdy nie odnajdą swojej drogi do dalszego istnienia. Moc zła i nienawiści pożrę ich żywcem, gnębiąc najskrytsze zakątki umysłu.
Po wypowiedzianych słowach jak na zawołanie w tłumie ujrzałam Alana. Stał, bezradnie wpatrując się w Samaela. Miałam ochotę podbiec i przytulić go, wyglądał jak mały chłopiec, któremu dzieję się w tej chwili krzywda. Armia odsunęła się, dając mi tym samym lepszy widok na Alana. Zauważyłam, iż stoi obok niego jedna osoba. Dobrze mi znana ze snów. Ruta. Trzymali się za ręce. Ruta wypowiedziała coś po łacinie, odsuwając się od Alana. Podejrzewam, iż to „zaklęcie”, sprawiło, że Alan opadł kolanami na ziemię, krzycząc i kuląc się z bólu. Samael zbliżał się do mojego wybawcy, zadając mu tym samym coraz mocniejsze ciosy. Krzyki Alana były przerażające, łamały mi serce.
- Żaden demon nie kocha, nie pomaga, nie działa na własną rękę, nie sprzeciwia się! – ziemia trzęsła się tragicznie.
Łzy spłynęły po moich policzkach. Z ust Alana dosłyszałam się przeraźliwego jęku i skowytu. Zaczęłam walić o „szkło”, które mnie otaczało, krzycząc:
- Zostaw go ty cholernie psychiczny demonie! – nie słyszał mnie.
Nikt mnie nie słyszał. Mówiłam sama do siebie i jako jedyna rozpaczałam nad cierpieniem Alana. Nagle Alan złapał się za klatkę piersiową, w miejscu gdzie jest serce i uniósł głowę do góry, wyszeptał coś. Otoczyła go obłoczka dymu, dopiero gdy wracałam do rzeczywistości, zorientowałam się, iż Alan płonie.  

Obudziłam się spocona, z rozgrzanymi policzkami, na których widniały słone łzy. Prędko przytuliłam się do Alana, który siedział na brzegu łóżka.
- Powiedz mi, że to się nie wydarzy – wyszeptałam kompletnie załamana.
24b.jpg

Głaszcząc mnie po głowie, szeptał słowa, których ani razu nie usłyszałam z jego ust. Powtarzał jaka jestem piękną i urokliwą kobietą. Mówił mi jak wiele dla niego znaczę oraz, iż od zawsze marzył o spotkaniu takiej osoby jak ja. Jego słowa coraz bardziej mnie irytowały, nie to chciałam usłyszeć. Być może nie mógł mnie zapewnić, iż to się nie wydarzy ponieważ nie chciał kłamać. Prawdomówny Alan? Ależ się zmienił. Przez myśl mi przeszło – to ja go zmieniłam, bo czyż nie taka jest prawda?


---
Nie miałam okazji wstawić zdj Ruty, a więc robię to teraz.
Ruta:
5989774.jpg
  • awatar white lady: sie wyczekałam na ten rozdział ! kobieto ! no doczekac sie kurcze już nie mogłam :D ale po porostu powiem Ci że warto było ! :D piękny piękny :) czekam na kolejny!
  • awatar Expirion †: Lena! <3 Ależ się stęskniłam,przed oczami miałam najgorsze myśli,dlaczego nie wchodzisz na bloga.Ale powróciłaś,na szczęście,bo nie wiem czy bym jeszcze dłużej wytrzymała bez tego opowiadania...:* Ruta jest przepiękna *-* Emocje wywołałaś ogromne.Szczególnie w tym śnie.Boję sie co będzie dalej.Intrygujesz coraz bardziej.A jeśli Alan kłamie ?Nie mógłby no.Zabiłabym go za to. Genialny rozdział po prostu <3 Brak mi słów.Sen najlepszy i już ^^ Masz prędko nadrobic zaległości w dodawaniu rozdziałów,jutro dodajesz dwa i to bez dyskusji !!
  • awatar bravelittleangel: Jak to dobrze, że wróciłaś :) Tak przeglądałam pingera, a tu nic od Ciebie i nic. Dobrze, że jesteś :* Ruta wygląda dokładnie tak jak powinna wyglądać :) Ma piękne włosy :) I chyba ze sto razy już mówiłam, jak bardzo podoba mi się to imię :) Mam nadzieję, że jeśli te wydarzenia ze snu mają się zacząć dziać w rzeczywistości, to Lukrecja znajdzie jakiś sposób na ocalenie Alana... No chyba że planujesz tragiczne zakonczenie, co w sumie byłoby całkiem oryginalne :)
Pokaż wszystkie (13) ›
 

wiecznasamotnosc
 
Rozdział zapewne spodoba się osobą, które lubią Leona. :)
MIŁEGO CZYTANIA :*


*Rozdział XXIII –*
*„Puste słowa”.*


Weszłam do domu i zorientowałam się, iż jestem sama. Tworzył się we mnie lekki strach. Bałam się przebywać sama, ale nie miałam innego wyjścia. Włączyłam radio w kuchni i zabrałam się za szykowanie sobie śniadania. Na co mam ochotę? Naleśniki z serem.
Podczas pieczenia usłyszałam odgłos dzwonka do drzwi. Zastygłam w bezruchu. Spanikowana, podeszłam po cichu do drzwi i wyjrzałam przez wizjer. Uśmiechnęłam się i prędko przekręciłam zamek, otwierając. U progu stał Leon. Jeansy, kurtka dżinsowa i szary T-shirt. Zdziwiony wszedł do środka, a ja jak oszalała rzuciłam mu się na szyję.
- Dobrze, że jesteś – powiedziałam cichutko.
- Nie spodziewałem się, że cię spotkam.
- Wypisali mnie.
- Właśnie przyjechałem po Kamę. Pomyślałem, że cię odwiedzimy.
- Kamy nie ma. Sądziłam, że będziesz wiedział gdzie się wybrała.
Pokręcił głową.
- Kawy? – zaproponowałam z uśmiechem na twarzy, entuzjastycznie zgodził się.
23.jpeg

Z kubkami gorącej i aromatycznej kawy, która aż pobudzała do życia, usiedliśmy na schodach.
- Skarbie wyglądasz okropnie.
- Wielkie dzięki – powiedziałam lekko urażona, chociaż na Leona nie potrafiłam się gniewać.
- A tak na marginesie to nie sądziłem, że tak fatalnie prowadzisz.
- Byłam pijana – broniłam się.
- Na urodzinowej imprezie byłaś gorzej pijana, a i tak prowadziłaś.
- Skąd to wiesz?
- Daniel ma naprawdę długi język – uśmiechnął się.
Wiercąc się, zapytałam:
- Co ci jeszcze powiedział?
- Niewiele pamiętał. A co się wydarzyło?
- Nic – opuściłam wzrok i wtopiłam swe spojrzenie w małą czarną.
- Jesteś wścibska i uciekasz wzrokiem. Opowiadaj – szturchnął mnie nogą.
- Tak wyszło, że… - przerwałam, połykając ślinę, aby pozbyć się guli narastającej w moim gardle. – Pocałowałam Daniela.
- Z języczkiem? – zaśmiał się.
Dałam mu sójkę w bok, przy czym o mało nie spadł ze schodów.
- Wszystko przez Alana – odparłam dość smutnawo.
- A co on ma z tym wspólnego?
- Chciałam aby był zazdrosny.
- Powiedz bynajmniej, że udało ci się wywołać tą zazdrość u niego – wlepił swoje oczy we mnie.
- Poniekąd – uśmiechnęłam się skromnie trzepocząc rzęsami.
- Ty intrygantko – pogroził mi palcem.
Złapałam go za kolano, pytając:
- Jak tam sprawy z Kamą?
Uniósł do góry swoje gęste, jasne brwi.
- Nie rozumiem pytania.
- Bo wiesz, nie miałam okazji z tobą o tym porozmawiać. Ona – upiłam łyk kawy – czuję coś do ciebie. Myślałam, że poruszyliście ten temat. To znaczy, że ona się odważyła. Oczywiście nie chcę cię zmuszać, ale mógłbyś tak z nią porozmawiać? – przechyliłam głowę na bok i posłałam mu błagalne spojrzenie.
- Porozmawiam – uśmiechnął się.
- Zachęć ją jakoś i broń boże nie mów jej, że ja ci kazałam. Jesteście dla siebie stworzeni. Wiele razy wyobrażałam sobie was, jako szczęśliwą parę – gadałam jak najęta.
- Lukrecja, zaczekaj. Muszę ci coś wyznać.
- O nie! – krzyknęłam z radością. – Już wiem. Tą dziewczyną jest Kama? – rzuciłam mu się w ramiona. – Przyjacielu, tak się cieszę.
Objął mnie mocno i ucałował w czoło. Niespodziewanie na korytarzu zjawiła się Kama.
- Przepraszam, że przeszkadzam – powiedział z lekką złością.
Oderwałam się od Leona i oboje skierowaliśmy swoje spojrzenia w jej kierunku.
- Możecie mi powiedzieć co robicie? Zaraz, Lukrecja, co ty w ogóle tutaj robisz?!
- Nie cieszysz się, że wróciłam do domu? – odparłam z wyrzutem.
- Cieszyłabym się gdybyś mnie uprzedziła. Wyszłam na kompletną idiotkę przed lekarzem i pielęgniarkami – podparła boki i spojrzała na mnie karcąco, czułam jak się czerwienie.
Prawda, nie pomyślałam o tym, ani też jak się im wytłumaczyć, gdy usłyszę pytanie:
- Dlaczego uciekłaś ze szpitala?
- Uciekłaś ze szpitala? – Leon aż wstał z wrażenia.
- Przecież nic mi nie jest – opuściłam w bezradności dłonie. – Czuję się wspaniale. Wiecie, że nienawidzę szpitali i tych wszystkich lekarzy, którzy tak naprawdę nie znają się na niczym.
Spojrzałam ukradkiem z lekkim zawstydzeniem na moich przyjaciół. Zrobiłam słodką i bezradną minę.
- Przepraszam was.
- Czubku, chodź tu – Kama wyciągnęła do mnie ręce.
Przytuliłam się do niej, po czym dołączył do nas Leon. Czułam się szczęśliwa, ponownie. A może nie potrzebuję Alana, aby poczuć podmuch szczęścia? Mam przyjaciół, którzy mnie kochają. Mam pracę, wiedzę, a chłopak przyjdzie z czasem. Związek z kambionem to najgorsza głupota z mojej strony. Szkoda jednak, że nie pomyślałam o tym wcześniej… zanim się nie zakochałam.
Kocham Alana i nikt nie może tego zmienić.

Siedziałam sama w pokoju ponieważ Leon wraz z Kamą odbywali poważną rozmowę. Niecierpliwiłam się. Podchodziłam co chwilę do drzwi, próbując wyłapać jakiś dźwięk czy choćby jakieś słowo. Niestety nic nie mogłam usłyszeć. Nasze pokoje oddzielała łazienka oraz nieduży korytarz.
- Nie ładnie tak podsłuchiwać – odparł Alan.
Jak zawsze, wystraszona podskoczyłam do góry. Nawet na niego nie spojrzałam.
- Nie ładnie tak się skradać.
- Skradać się to ja mogę zacząć – powiedział rozbawiony.
Poczułam na swoich biodrach jego gorący dotyk. Odwróciłam się do niego pośpiesznie, a on pocałował mnie. Z otwartymi oczyma czułam żar na wargach, który powoli zaczął wypełniać mnie od środka. Odepchnęłam go, posyłając mu gniewne spojrzenie.
- Co ty wyprawiasz?!
- Witam się z tobą – powiedział nadal uśmiechnięty.
- Nie zbliżaj się więcej razy do mnie. Nie dotykaj, nie całuj, najlepiej to się do mnie nie odzywaj!
- Uf, jaka frustracja – zaśmiał się.
Denerwował mnie. Dlaczego uprzykrzał mi życie? Nie potrafił tak po prostu starać się nie istnieć? Przecież może mnie pilnować w ukryciu. Za dużo się między nami wydarzyło, aby mógł zapomnieć?
Co prawda, sama jeszcze nie zapomniałam, ale staram się. Chcę żyć normalnie. Przecież nie mogę stać w miejscu i zadręczać się myślą, iż kocham demona. Nie mogę bać się jutra czy snów. Muszę być odważna, a Alan mi w tym pomógł. Kolejne odrzucenie pomogło, abym stanęła twarzą w twarzą z wrogiem. Mój monolog, który kotłowałam sobie w głowie, przerwało wejście Leona do mojego pokoju. Alan oczywiście nie raczył odejść.
- Sorry, nie wiedziałem, że masz gościa.
- Alan właśnie wychodzi, prawda? – spojrzałam na niego wyczekująco.
- Przecież dopiero co mnie zaprosiłaś do środka.
- Spoko, innym razem porozmawiamy – powiedział Leon.
Kazałam mu zaczekać, machając dłonią. Podeszłam do Alana, mówiąc do niego cicho.
- Proszę cię, wyjdź. Spotkamy się wieczorem. U ciebie – uśmiechnęłam się sztucznie.
- U nas – pocałował mnie w usta.
Trwało to raptem kilka sekund. Poklepując Leona po ramieniu, znikł z naszego pola widzenia. Zaprosiłam mojego przyjaciela do środka. Usiedliśmy na łóżku. Spojrzałam na niego z ogromnym wyczekiwaniem. Czy coś się wydarzyło? Są razem, będą, czy nie?
- Czyżbyś się pokłóciła z Alanem? – przechylił głowę na bok, rzucając mi spojrzenie – nie potrafisz być grzeczna i spokojna, nie kłócąc się?
- Odrobinę – opuściłam głowę.
- O co poszło? – doczekiwał się szczerości z mojej strony.
Zawsze mógł na nią liczyć. Leona nigdy bym nie okłamała. Zna moje najskrytsze tajemnice. Może oprócz tego, iż Alan jest kambionem, który polował na mnie od kilku lat oraz, że Samael chcę ode mnie – potomka. Przecież to taka drobnostka, która w tej chwili wywróciła moje życie do góry nogami.
- O mieszkanie – oczywiście zmyśliłam.
Co miałam powiedzieć? Chciałam się z nim przespać ponieważ czuję, iż to ten jedyny oraz, że go kocham, a on odmówił mi tylko dlatego, że nie potrafię opanować swojego podniecenia? Ależ żenada.
- Alan chcę abym z nim zamieszkała. To zbyt szybko dla mnie.
- Może chodzi o coś innego? – uśmiechnął się delikatnie.
- O co niby?
Położył się na łóżku, mówiąc:
- Boisz się bliskości.
- Nie boję się! – powiedziałam pełna gniewu.
Czułam jak się czerwienie. Przecież to ja nalegam, nie Alan. Wiedziałam, iż muszę zakończyć ten temat jak najszybciej. Szturchnęłam go w ramię.
- Lepiej opowiadaj jak tam sprawy z Kamą.
- Dobrze. Widzę, że to dla ciebie bardzo ważne.
- Mhm, cholernie ważne. Przecież tu chodzi o szczęście moich przyjaciół. Tylko nie mów mi, że ją odrzuciłeś, a on teraz siedzi i płacze – wskazałam ręką jej pokój.
Miałam ochotę pobiec do niej i sprawdzić jak przebiegła ich rozmowa. Wyjął swój poniszczony notes. Zatopił spojrzenie w zamazanych kartkach. Jego słowa rozeszły się po całym moim pokoju:
„To serce wybiera
Tę prawdziwą miłość,
Lecz jest jedna bariera,
Której towarzyszy zawiłość.
Wpatrując się w Ciebie,
Zastanawiam się co czuję,
Przecież tyle jest gwiazd na niebie
A ja tylko jednej wyczekuję.
Bojąc się odrzucenia
I łamiąc wszelkie zasady,
Rzucam się w wir zapomnienia,
Lecz zapomnieć nie da rady.
Marząc o Tobie skrycie,
Postanawiam podjąć ryzyko,
Chcę Ci podarować swoje życie
Nie przejmując się krytyką.” *
Następnie spojrzał na mnie czule. Złapał moje dłonie. Nasze palce splotły się, łącząc całość. Serce podeszło mi do gardła. Miałam świeczki w oczach. Nie mogłam nic wypowiedzieć, ani jednego słowa. Dlaczego tak się czułam? Przez myśl mi przeleciało, iż to o mnie, ale prędko rozgoniłam takie myśli.
23a.bmp

- Lukrecja – odparł łagodnie. – Nie chcę cię ranić. Nie chcę stracić – podniósł się, spojrzał mi głęboko w oczy. – Dałem szansę Kamie – odparł jakby smutno.
Przytuliłam go, nie tak wyobrażałam sobie ich związek, ale klamka zapadła. Przecież Leon nie jest taki głupi, aby pakować się w związek bez przyszłości, bez miłości. Byłam tego pewna.



* wiersz autorstwa *Marzycielkaa16* (marzycielkaa14.pinger.pl/). Dziękuję za udzielenie swojego dzieła w moim opowiadaniu.

---
Nareszcie udało mi się odnaleźć zdj, które w pełni przedstawia przyjaciółkę Lukrecji.
KAMA:
146693880.jpg
  • awatar Smerfcia: ojej jaki słodki rozdział, bardzo mi się podoba! ;*
  • awatar MAGN0LIA: Jest jest jest !! kocham bardzo <3 oby było ich o wiele wiele więcej ! :D musze mieć co czytać ;* :D
  • awatar иιєвιєѕкα ∂zιєω¢zуиα: WoW codo *.* wiedziałam,że on opisuje Lukrecję!!! ;)
Pokaż wszystkie (20) ›
 

wiecznasamotnosc
 
*Rozdział XXII –*
*„Odziany smakiem subtelnej czułości”.*



Miejsce z którym łączy mnie tak wiele, miejsce za które uważam – mój dom, nie jest mi znane. Powinnam coś czuć. Chociażby jakiś smutek, żal czy radość. Pomimo tego otacza mnie pustka z którą nie mam siły walczyć. Siadam na szorstkim i zimnym kamieniu. Słońce już zachodzi, dając przy tym niesamowicie piękny widok na niebie. Silny podmuch wiatru otula moją twarz. Wciągam zapach jaśminu i nadal nic nie czuję. Powinnam być w rozpaczy. Moi rodzice zginęli poprzez intrygi inkubów, wywołane zdobyciem mnie. Widziałam ich śmierć, słyszałam krzyk, czułam strach. Dlaczego więc nie płaczę? Nie znałam ich, ale jestem świadoma tego, iż to nie ich wina. Dałabym wszystko, aby ich poznać. Zazdrościłam małym dziewczynką czy chłopcom kochających i nadopiekuńczych rodziców. Nawet kłótnie z rodzicami wydawały się piękne i potrzebne. Ja, nigdy tego nie przeżyłam. Nie wiem co to rodzicielska miłość, a to tylko dlatego, iż mam sny proroczę, a źli chcą to wykorzystać. Pierwszy raz poczułam się cholernie źle. Marzyłam o tym aby zginąć wraz z rodzicami. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Alana, o którym zupełnie zapomniałam:
- Przykro mi, Lukrecjo.
- Oni wszystko niszczą. Moją rodzinę, moje życie, nas, a teraz mnie – dopiero teraz łzy napłynęły do moich oczu.
- Gdyby nie to wszystko, nigdy byśmy się nie poznali – kucnął obok mnie i złapał mnie za dłoń.
- Chciałabym umrzeć. Nie mam dla kogo żyć – rozpłakałam się.
- Żyj dla mnie – wyszeptał.
- Ty jesteś jak sen – ześliznęłam się z kamienia i klęknęłam obok niego. – Obawiam się każdego poranka. Boję się, że jak się obudzę to ty znikniesz, jakbyś w ogóle nie istniał – przeczesałam dłonią jego jasne włosy. – Nie chcę żyć w strachu, iż pewnego dnia znikniesz tak po prostu.
- Moje życie jest wieczne. To ty pewnego dnia odejdziesz.
- Traktujesz mnie poważnie?
- A co wyglądam, jakbym w tej chwili żartował?
- Nie o to pytam. Kim my jesteśmy?
- Parą szczęściarzy – uśmiechnął się, wpatrując przy tym w moje załzawione oczy.
- Nie jestem szczęśliwa.
- Jesteś. W końcu masz mnie – łapiąc mnie za biodra przyciągnął do siebie.
22.jpeg

Wątpliwości wyparowały. Znikły szybciej niż się pojawiły. Byliśmy razem. Wiedziałam to, byłam pewna. W głębi serca cieszyłam się, ale moja dusza krwawiła. Przesiąkała cierpieniem ponieważ czułam, iż stracę Alana. Nieświadomie dążyłam do tego, aby był mój. Mając go, wyczekuję rozstania, które nadchodzi wielkimi krokami.
- Wracajmy – wyszeptał.
- Muszę tak wiele zrozumieć – odparłam.
- Natłok wydarzeń cię wymęczył. Koniec myślenia, koniec zamartwiania się. To moja pałeczka przez którą przejdę sam.
- Nie zrzucaj, aż tak wiele na siebie.
- Mi załamanie nerwowe nie grozi – wziął mnie na ręce kierując się do samochodu.
- Czy istnieję dla ciebie jakieś zagrożenie? – przytuliłam się do jego gorącego torsu.
- Nawet sam Samael nie będzie zdołał pokonać mnie, jeżeli chodzi o ochronę ciebie.
- Nie do wiary, że aż tak wiele dla ciebie znaczę.
- A więc uwierz – uśmiechnął się i usadowił mnie na fotelu.
Zapięłam pasy i ruszyliśmy do naszego nowego domu z którego najchętniej bym nie wychodziła. Moi przyjaciele niestety nie pozwolą mi na to. Jutrzejszy dzień zapowiada się naprawdę ciężki. Miałam tyle do przemyśleń, iż nie wiedziałam od czego zacząć.
Ruben. Gaspar. Lilith. Samael. Ruta. Moi rodzice. Alan. Jacek. Moi przyjaciele. Wszyscy przewijali się przez mój umysł. Nie potrafiłam skupić się na jednej osobie chociaż przez chwilę. Czułam jak mój mózg paruję. Miałam ochotę wołać o pomoc. Potrzebowałam odskoczni od tego wszystkiego. Co mogło mi pomóc? Rozmowę z Kamą czy Leonem muszę wykluczyć. Nawet kłótnie z Renatą są niemożliwe. Zaczęłam za nimi tęsknić. Alkohol niestety niemożliwy. Podobno jestem nieźle nafaszerowana antybiotykami. Pozostało mi kuszące towarzystwo z Alanem i obejrzenie jakiegoś filmu. W „naszym” salonie, stało ogromne kino domowe, z którego śmiało mogłam skorzystać. Po niedługiej namowie Alana, na spędzenie wieczoru przed TV, obejrzeliśmy „Intruz” i „LOL”. Oczywiście przy końcówce zasnęłam.  


Obudziłam się i od razu poszłam do łazienki. Spoglądając w lustro, zlękłam się swojego odbicia. Byłam spuchnięta praktycznie na całej twarzy. Oczy oraz skroń mnie bolały. Usta spierzchnięte, a włosy suche i nie zadbane. Nie mogłam pokazać się Alanowi w takim stanie. Prędko wskoczyłam do wanny. Leżałam kilka godzin, robiąc sobie zimne okłady na twarz. Ze zmartwieniem zdałam sobie sprawę, iż to nic nie pomoże. Owinięta ręcznikiem wyszłam z łazienki. Stanęłam na korytarzu i próbowałam sobie przypomnieć gdzie znajduję się garderoba. Usłyszałam:
- Poranny prysznic beze mnie? – zaśmiał się.
Opuściłam głowę i zakryłam twarz dłońmi.
- Co ty wyprawiasz? – zapytał się mnie Alan, łapiąc przy tym za moje dłonie.
- Wyglądam przerażająco. Jak jakieś zombie.
Odkrył moją twarz, unosząc do góry moją głowę.
- Nie obrażaj zombie – pocałował mnie delikatnie w usta.
Spojrzałam na niego oczarowana. On ponadto jak zawsze wyglądał pociągająco i olśniewająco. Czarny podkoszulek i czarne spodnie, które ukazywały jego zgrabny tyłek. Pokusa dotknięcia go, była ode mnie silniejsza. Zaśmiał się.
- Poranne igraszki – poruszył brwiami.
Zerwał ze mnie ręcznik.
- Hej! – wykrzyczałam.
Objął mnie swoimi szerokimi ramionami, spoglądając tylko i wyłącznie w moje oczy. Pierwszy raz poczułam coś nieznajomego. Ukłucie w dołku i radość. Zakochałam się. Tak, kochałam demona. Sądziłam, że moje serce będzie bardziej zwlekać, ale jak zawsze płata figle. Nieposłuszne i zaskakujące jak zawsze. Po raz pierwszy pokochałam inaczej, nie przyjacielsko. Pocałowałam go. Chciałam w jakiś sposób okazać to Alanowi lub zarazić go swoim uczuciem. Kontrolowałam swoje emocję, ciało coraz bardziej. Potrafiłam powoli utrzymywać w normie oddech, chociaż pocałunki z nim były dla mnie nie lada wyznaniem. Pomimo tego starałam się. Nie chciałam skończyć na pocałunkach. To oczywiste, iż pragnęłam go w całości. Musiał być w pełni mój, tylko mój. Pierwszy raz zachowuję się tak egoistycznie. Ależ czy nie wszyscy jesteśmy egoistami chcąc mieć przy sobie osobę, którą kochamy?
Migiem znaleźliśmy się w sypialni. Słodycz ogarnęła całe moje ciało. Gorące pocałunki Alana czułam na szyi, a następnie na ramionach. Zdjęłam z niego podkoszulkę, ukazała mi się pięknie zbudowana klatka piersiowa. Powiodłam delikatnie palcem po jego torsie. Chciałam się upewnić, iż on istnieje na prawdę. Swoje pocałunki przeniósł na moje piersi. Splotłam nogami jego biodra, wtapiając się tym samym bardziej w łóżko. Powoli odlatywałam, próbowałam się ogarnąć, ale moje ciało robiło co innego. Powieki robiły się coraz cięższe. Powietrze coraz bardziej zduszone. Ręce, nogi coraz to bezwładne.
22a.jpeg

Powróciłam do życia gdy Alan odsunął się ode mnie. Stał na końcu korytarza oparty o drzwi. Oddychał ciężko, tak jak ja. Wpatrywałam się w jego oczy. Nawet z takiej odległości zauważyłam jak mu płoną. Wiedziałam ile go kosztuję oderwanie się od takiej pokusy. Nie wiedziałam jednak jak temu zaradzić. Okryłam się kocem. Podchodząc do niego zauważyłam lekki lęk i roztargnienie.
- Jak zawsze przerywasz w najmniej odpowiednim momencie – uśmiechnęłam się przymilnie.  
Podeszłam do niego i łapiąc go za pasek od spodni przyciągnęłam do siebie.
- Alan zaczynam się przyzwyczajać. Spróbujmy – posłałam mu błagalne spojrzenie.
- Nie myśl o seksie – odparł stanowczo.
- Nie chcesz mnie?
- Właśnie tak – odsunęłam się od niego.
- Kłamiesz! Jak zawsze kłamiesz!
Nie odpowiedział, założył podkoszulkę i ruszył ku wyjściu.
- Ty cholerny tchórzu! Wracaj! Porozmawiaj ze mną.
Odwrócił się prędko, mówiąc:
- O czym?
- O nas. Istniejemy w ogóle?
- Nie będę kochał się z kimś kto nie myśli racjonalnie. Pomyśl, chociaż przez chwilę pomyśl. Nie zachowuj się bezmyślnie i dziecinnie. Jesteś już dorosła, a zachowujesz się… - przerwałam mu.
- Tak, wiem! Jak głupia nastolatka. W dodatku nie jestem prawdziwą kobietą. Masz racje, przecież jestem 19-letnią dziewicą, która chcę się oddać facetowi, którego kocha! – wykrzyczałam mu prosto w twarz.
Osłupiał, a ja żałowałam, iż nie ugryzłam się w język. Po jego kolejnym odtrąceniu nie chciałam, aby się o tym dowiedział. Nie zwracając na niego uwagi, zaczęłam otwierać po kolei drzwi, szukając garderoby. Odnajdując, wbiegłam prędko i założyłam pierwszy lepszy T-shirt oraz jeansy. Założyłam trampki i ruszyłam ku wyjściu.
- Co robisz? – złapał mnie za dłoń.
- Wracam do domu.
- Tu jest twój dom.
- To jest twój dom. Do zobaczenia – sięgnęłam po klamkę i uchyliłam drzwi.
Nim zdążyłam się prześlizgnąć z trzaskiem je zamknął.
- Tutaj jesteś bezpieczna.
- Przy tobie na pewno nie – próbowałam odepchnąć go od drzwi, ale był zawzięty.
- Lukrecja – powiedział czule. – Naprawdę mnie kochasz?
- Nie, kłamałam. Wypuść mnie – rzuciłam mu złowrogie spojrzenie.
- Odwiozę cię – negocjował.
- Dobrze – uległam.

---
Ostatnio nie mam czasu, więc dodaję tylko rozdział. Obiecuję, że wpadnę do was i odwiedzę wasze wspaniałe blogi jak będę miała więcej czasu :*.
Przepraszam i zachęcam do wyrażania opinii na temat mojego "opowiadania". :P
  • awatar Smerfcia: to jest wspaniałe, nie mogę się doczekać kolejnego ! < 3
  • awatar Expirion †: Wyszło pięknie.Pomimo wszystko bardzo mi się podoba.Czytało się lekko,a co najważniejsza bardzo ciekawe momenty.Nie jestem w stanie wybrac tego najlepszego.Bardzo mi się podoba ta cała ich miłość,jak w kotka i myszkę.Cudowne ! Nie wiem w sumie dlaczego ale ciesze się,z takiego obrotu sprawy,czekam na coś w stylu kiedy pokłócą sie na poważnie,na dłużej.Ciągnie mnie do tej sytuacji.Bo jest zbyt dobrze w ich związku.Nie wiem czy przekazałam Ci to co chciałam przekazać,ale jeszcze raz- świetne ! :*
  • awatar Desolation.: kocham to , jest cudowne *.* czekam na jakąś akcje z Samaelem i mam nadzieję ze jeszcze coś tam się pojawi :) czekam oczywiście też na następny rozdział już nie mogę się doczekać ^^ jestem bardzo ciekawa co teraz będzie dalej podoba mi się związek Lukrecji i Alana i cieszę się ze są szczęślwi :D wiec kończąc powiem Tyle iż genialne i czekam na Więcej :3
Pokaż wszystkie (15) ›
 

wiecznasamotnosc
 
Rozdział takii byle jaki .. więc wybaczcie. : *
--

*Rozdział XXI –*
*„Głaszcze przeszłość”.*


- Pomógł nam mój przyjaciel.
- Inkub? – zapytałam Alana.
Siedzieliśmy w salonie, na jasnej, okrytej skórą sofie. Przytulne pomieszczenie wypełniały promienie słońca, wkradające się przez duże balkonowe okno i drzwi.
- Gaspar, jest aniołem.
- Ciemności?
- Światła.
- Masz układy z aniołami światła? – zaśmiałam się.
- Pomagam śmiertelniczce. Jestem już naznaczony jako – dobry.
- Sprzeciwiasz się Samaelowi, wszystkim inkubom, sukkubom i całej otchłani zła, aby być przez chwilę dobrym?
- Nie zrobię czegoś, czego będę później żałował.
- Co jeśli będziesz żałował, iż mi pomogłeś?
- Nigdy – odparł stanowczo.
- Jak nas odnalazł ten inkub?
- Ruben – wypowiedział jego imię. – Ma nadprzyrodzone umiejętności. Pamiętasz powrót z imprezy i mój silny ból?
- Tak.
- To on. Zaatakował, ale nie spodziewał się takiej obrony z twojej strony. Wątpię, aby Samael, rozkazał mu pojęcia cię w tak drastyczny sposób. Robił to na własną rękę. Nie cierpi, gdy ktoś krzyżuje jego plany.
- Czyli ponownie się pojawi? – zlękłam się.
- Nie prędko. Jestem pewien, że nawet droga Lilith, nie popuści mu takiego wybryku.
- Lilith?
- Nasza podopieczna, zwana „matką”. Pierwsza kobieta biblijnego Adama.
- Przecież to Ewa była pierwszą kobietą.
- Tak uważa biblia. Realia są zupełnie inne.
- Twierdzisz, że biblia kłamie?
- Sądzę, że zatajono pewne fakty.
Przewróciłam oczami.
- Irytujesz mnie – odparłam.
- Ty ponadto mnie podniecasz.
Złożył na moich ustach z zaskoczenia, pocałunek.
Przerwałam natychmiast, mówiąc:
- Przecież to tylko ja jaram się przy tobie – zaśmiał się.
- Działasz tak emocjonalnie na mnie, iż trudno trzymać przy sobie ręce. Chciałbym cię dotykać i całować ciągle. Zaczynam podejrzewać, że nie jesteś zwykłą śmiertelniczką.
- Bo nie jestem, w końcu poluję na mnie cała armia inkubów i sukkubów. A jeden z kambionów, ryzykuję przy tym życie.
- Warto – położył się na sofie i delikatnie przyciągnął mnie do siebie.
Opadłam bezwładnie na jego gorąco ciało, opierając głowę o jego tors. Mój oddech robił się coraz cięższy. Było mi duszno, czułam się tak jakbym znajdowała się w pomieszczeniu powyżej 40 stopni C.
- Kłamałeś?
- Tak – odpowiedział, jakby czytał mi w myślach. – Sądziłem, że odrzucenie to odpowiedni krok. Nie spodziewałem się, iż będziesz całować się z własnym kumplem i umówisz się na kolację z inkubem, tylko dlatego abym poczuł się zazdrosny. Wspominałem ci, romans z kambionem to nie wyjście z twojej beznadziejnej sytuacji. To pogorszenie twojej obecnej sytuacji. Moja bliskość, może cię zabić – zamknęłam oczy, znów pojawiła się ciemność. – Nienawidzę siebie za to kim jestem, co robię. Czasami pokusa, dotknięcia cię czy przytulenia jest tak silna, iż nie potrafię sobie odmówić, a to cię wyniszcza. Tak jak teraz – podniósł się prędko.  
Otworzyłam oczy, próbując ponownie unormować oddech. Poczułam lekkie ulżenie, jakie nastąpiło, gdy Alan się odsunął. Spojrzałam na niego.
- Nic mi przecież nie jest – wyszeptałam.
- Tracisz przytomność – odparł.
Wstałam i podeszłam do niego.
- To nie śmierć – uśmiechnęłam się.
Uniosłam się na palcach i pocałował go. Wiedziałam, że jestem osłabiona, wiedziałam, że pocałunek będzie trwał krócej niż zwykle. Czułam się jak jakaś zabawka na baterię. Każdy bliski kontakt z Alanem, sprawiał, że czułam się coraz bardziej rozładowana, bez sił. Jeden dzień odpoczynku od niego to jak wymienienie baterii na nową. Nabierałam sił. Teraz mi jej brakowało. Jego gorąco, pokusa, pożądanie, wysiąkało ze mnie życie.
opowiadanie-marty-cz-13.jpg

Ocknęłam się po kilku minutach, leżąc sama na ogromnym łóżku w sypialni. Alan siedział na fotelu z ponurą miną, przyglądając mi się.
- Jesteś zły? – uniosłam się na łokciach, patrząc wprost w jego ciemne oczy.
Odpowiedziało mi milczenie z jego strony.
- Powracasz do tego Alana, którym byłeś na początku naszej znajomości?
- Nie.
Usiadłam po turecku.
- Chodź do mnie – wyciągnęłam do niego rękę.
Nie skorzystał.
- Wrócę za pół godziny – pośpiesznie wstał i wyszedł z sypialni.
- Alan! – krzyknęłam w momencie gdy trzasnęły drzwi.
Położyłam się na łóżku i kręcąc się, próbowałam zasnąć. Na marne moje starania. Wstałam i chodząc po mieszkaniu, poznawałam kolejne pomieszczenia. Nie zdążyłam obejrzeć dokładnie wszystkich pokoi, gdy wrócił Alan.
- Lukrecja, twój sen w szpitalu, pamiętasz?
- Tak.
- Lepiej usiądź – rozkazał mi.
- Co się stało?
- Małżeństwo z pożaru to twoi rodzice.
- Słucham? – stałam osłupiała.
Słowa Alana, obijały mi się o uszy. Mój mózg nie dawał możliwości zrozumienia tych słów. Pożar, małżeństwo, rodzice, sen. Ciągle miałam w umyśle te słowa. Lekko znajome, ale dopadający mnie szok, sprawił, iż przeobraziły się w nieznajome. Nie wiedziałam o czym do nie mówi Alan. Jaki sen? Jaki pożar? Jacy moi rodzice? Co to miało znaczyć?
Wydobyłam z siebie przerażający skowyt. Alan, zbliżył się, próbował mnie przytulić, ale prędko zrobiłam krok do tyłu. Traktowałam go jako intruza. W tym momencie myślałam tylko o tym, iż on kłamie, jest zakłamany. Musiało minąć kilka godzin, zanim powróciłam do siebie w pełni spokojna i opanowana.
106661786.jpg

Analizując wszystko, zorientowałam się, że byłam naznaczona od poczęcia. Inkubi uknuli śmierć moich rodziców, abym przez resztę życia była sama. Któż zainteresuję się nastoletnią sierotą, jakby zniknęła? Moje dary, pokrzyżowały ich plany. Alan, mój prześladowca, uniemożliwił im zdobycia mnie. Od kilku lat, wszystko szło niezgodnie z ich przewidywaniami.
A więc nie do końca byłam pechowa. Miałam odrobinę szczęścia. Jak to mówią, więcej szczęścia niż rozumu.
- Zabierz mnie do mojego domu – wyszeptałam do Alana.
Pokiwał głową.


----------
Czekam na szczere opinie z waszej strony :)
Iii jak widzicie, zgadliście. To rodzice Lukrecji, zapewne nikt nie był tym zaskoczony, a no trudno :*.
  • awatar Sunflower.: Mi się podoba ;3.
  • awatar Smerfcia: ojej, bardzo mi się podoba ;) ciekawe mnie dalsze rozwinięcie sytuacji ;*
  • awatar white lady: mi się osobiście podoba bardzo rozdział :) w sumie nie znalazłam takiego rozdziału który by mi się nie spodobał :) :* Wszystkie są po prostu Zajebiste ! :*! Kocham czytać To co czytasz :*:* ! nie przestawaj ;>
Pokaż wszystkie (22) ›
 

wiecznasamotnosc
 
Odrobina milutkiego klimatu jeszcze nikomu nie zaszkodzi :).
Dziś bez konkretnych wrażeń, ale macie :P.

Chciałabym wszystkich czytelników zaprosić do tego cudownego bloga:
kiniuaa.pinger.pl/ . Dziewczyna piszę wspaniałe opowiadanie potrzebuję tylko wsparcia :). Zachęcam do odwiedzania.

Maała, jesteś naj najlepsza ! :D *Uwielbiam cię* <33

*Rozdział XX -*
*„Rankiem dusza twa krwawi”.*



Wciągnęłam w swe płuca zapach dymu, który unosił się w powietrzu. Zakasłałam. Otworzyłam oczy. Wokół mnie było szaro i ciemno, ale ciepło. Rozejrzałam się. Ściany płonęły. Budynek się palił. Rosła panika w głąb mnie, ale stałam. Nie mogłam zrobić ani kroku. W pomieszczeniu rozległ się płacz dziecka. Wytężyłam wzrok i ujrzałam jakąś postać. Mężczyzna niósł dziecko na rękach. Biegł przed siebie, w sumie to wprost na mnie. Przebiegł przeze mnie jakbym była jakimś duchem. Obejrzałam się i ku zdziwieniu, moje nogi ruszyły za mężczyzną, który wydawał mi się znajomy. Wybiegł na dwór. Posadził dziecko w foteliku. Pocałował je w czoło i z zapewnieniem jak je kocha, wbiegł ponownie do środka. Czułam się tak, jakbym oglądała jakiś film. W dodatku w 3D, wszystko było takie realne, tylko ja nie. Nie zdawałam sobie jeszcze sprawy z tego, iż nie ujrzę więcej razy tego mężczyzny. Ogień objął cały budynek, a następnie z ogromnym hukiem zawalił się. Słyszałam pisk, kobiety. Byłam bezradna, stałam i patrzyłam na toczącą się tragedię. Odwróciłam się gdzie leżało dziecko. Przyjrzałam się i zorientowałam się, że to dziewczynka. Odwróciłam się, ale budynek znikł, natomiast zauważyłam znany mi widok. Ogród bez życia i wypalona doszczętnie ziemia, która nie miała nigdy już szans na ponowne odrodzenie się. Słodki zapach jaśminu otulał moją twarz. Zamknęłam z przyjemności oczy. Usłyszałam:
- Witaj, Lukrecjo – odwróciłam się.
Te słowa nie były skierowane do mnie. Mężczyzna, a właściwie demon, którego już widziałam w swoich snach, był pochylony nad dzieckiem. Nie zauważył mojej obecności. Z lękiem na twarzy, powróciłam do swoje świata.
1616338.jpg

Przerażający ból głowy i nosa sprawił, iż odechciewało mi się żyć. Otworzyłam z ogromnym wysiłkiem oczy i ujrzałam jasne ściany. Przewróciłam oczami, mówiąc:
- Tylko nie szpital.
- Zabiorę cię stąd – odparł Alan.
Spojrzałam w jego stronę. Wygląd zupełnie normalnie, jakby nic się nie wydarzyło. Wyciągnęłam do niego dłoń. Podszedł do mnie i usiadł na brzegu łóżka. Jego usta poczułam na zaczerwienionej dłoni. Wybryk z demonem, pozostanie moją pamiątką przez dłuższy czas.
- Co tutaj robię?
- Masz złamany nos, stłuczenia i podrapania. Załatwiłem ci zwolnienie lekarskie, więc nie musisz się martwić pracą.
- Alan, nie o to pytam. Jak się tutaj znalazłam? Co się stało z tym inkubem?
- Cii – dotknął palcem moich ust. – Nie jesteśmy tutaj sami. Później wszystko ci wyjaśnię.
- A kto tu jest?
Nie zdążył odpowiedzieć, gdy do Sali weszli moi przyjaciele. Kama, Leon, Daniel, Kinga, Renata i nawet Matylda. Wiedziałam, że długo nie może być na mnie zła. Ujęłam każdego z nich spojrzenie i uśmiechnęłam się. To oni byli teraz moją rodziną. Prawdziwą rodziną, którą kocham i której potrzebuję. Kama, przytuliła mnie, strasznie mocno.
- Kochanie, ależ nas nastraszyłaś – syknęłam z bólu.
- Ostrożniej – Alan odepchnął Kamę ode mnie, ona natomiast posłała mu złowrogie spojrzenie.
- To ty mogłeś być bardziej ostrożny – naskoczyła na niego.
- O czym ty mówisz? – zapytałam zbłąkana.
- Nie pamiętasz jak pozwolił ci kierować samochodem?
- Ja kierowałam samochodem?
- Byłaś tak pijana, że nie pamiętasz – rzuciła Renata.
- A ty się nie wtrącaj, gówniarzu – odparłam oschle.
- Ja bynajmniej nie jeżdżę po pijanemu i nie powoduję kolizji. Kama – zwróciła się do mojej przyjaciółki – nie wiem po co mnie namówiłaś na tą wizytę. Powolnego powrotu do zdrowia – wyszła trzaskając drzwiami.
Odgłos był tak głośny, iż poczułam ból. Złapałam się za głowę. W jednej chwili lekki uśmiech, znikł z mojej twarzy. Obecnie miałam ochotę, aby wszyscy stąd znikli. Chciałabym odpocząć od tego męczącego życia. Ciągle aby kłopoty, cholerne sny, kłótnie i nieporozumienia. Najchętniej wykrzyczałabym, aby wynosili się stąd i nie wracali. Na szczęście opamiętałam swoje emocję.
- Lukrecja potrzebuję odpoczynku – powiedział rozsądnie Leon, który jak zawsze rozumiał mnie bez słów. Pocałował mnie w czoło – zobaczymy się jutro – uśmiechnęłam się.
- Do zobaczenia.
- Trzymaj się – rzucił Daniel i Matylda, wychodząc z Sali.
- Kama, idziesz? – zapytał się jej Leon.
- Wracaj do domu. Muszę odpoczywać, a plotki z tobą czasami są męczące, więc nawet nie będę miała na to siły – uśmiechnęłam się sztucznie i posłałam jej przemiłe spojrzenie.
- Zdrowiej, Skarbie – pocałowała mnie w policzek i wraz z Leonem znikli za drzwiami.
- Ja mogłabym zostać z tobą dłużej, ale tak wiem, potrzebujesz odpoczynku. Znając jednak ciebie, nie będziesz odpoczywać. Leniuchowanie to nie w twoim stylu.
- Kinga, ty jedyna znasz mnie tak doskonale.
- To się nazywa prawdziwa przyjaźń.
- Kocham cię – powiedziałam do niej, pocałowała mnie w policzek.
- Wpadnę pojutrze. Jutro będziesz miała po pęczki gości.
- Jak zawsze, masz rację.
- Trzymajcie się. Miło było mi cię poznać, Alanie – podała mu dłoń i wyszła.
Jako jedyna pożegnała się z Alanem. Kocham ją, coraz bardziej. Zaskakuję mnie.
Spojrzałam wyczekująco na Alana.
- Nie będziemy tutaj rozmawiać – podszedł do mnie i zaczął odpinać koszulę nocną, która była podwójnie większa ode mnie.
- Co ty wyprawiasz?
- Zabieram cię stąd – przerwał czynność. – Chyba, że wolisz pozostać w szpitalu?
- Nie – zdjęłam koszulę. – Ale gdzie mnie zabierzesz?
- Do domu – odparł i podarował mi swoją bluzę, która przesiąknięta była jego zapachem, czyli aromatycznym i kuszącym imbirem.
Uśmiechnęłam się delikatnie.  
- Zauważą nas – pokręcił przecząco głową i z uśmiechem na twarzy, wziął mnie na ręce.
Odtworzył okno, a ja spojrzałam w dół.
- Żartujesz?
- To tylko piąte piętro – zaśmiał się i skoczył w dół.
Pisnęłam i przyległam bardziej do jego gorącego ciała, mając nadzieję, że w pełni zapewni mi bezpieczeństwo. Jakże mogłam w to zwątpić? Tylko przy Alanie mogłam czuć się bezpiecznie.

Raptem po 30 minutach, znajdowaliśmy się w nieznanym mi miejscu. Piękne osiedle, pełne spokoju i ciszy. Domy równorzędne, podobne do siebie. Alan szedł pewnym krokiem, a ja podążałam za nim. Na trzecim piętrze, zatrzymał się przy ciemnych drzwiach i jednym przekręceniem kluczyka, otworzył drzwi. Zaprosił mnie do środka, wciąż uśmiechając się. Chętnie wskoczyłam i zaparło mi dech w piersiach. Trzask zamykanych drzwi, wystraszył mnie do tego stopnia, iż podskoczyłam. Alan objął mnie od tyłu.
- Gdzie my jesteśmy? – ledwo co wypowiedziałam słowa.
- W mieszkaniu. Naszym – pocałował mnie w kark.
Odwróciłam się do niego.
- Przecież ja mam mieszkanie, a o ile pamiętam, twoje mieszkanie znajdowało się gdzieś indziej.
- Pomyślałem – rozpuścił moje włosy, które jak zawsze były związane – że należy ci się zasłużony odpoczynek – musnął delikatnie moje usta swoimi. Oblizałam jego smak, który pozostawił na moich wargach. Byłam jego tak spragniona jak uschnięty kwiat wody. – Wspólne mieszkanie to odpowiedni krok – wyszeptał, zmuszając mnie tym samym do postawienia kroku do tyłu – abyśmy się zbliżyli bardziej do siebie i byli bezpieczni. Wiesz, że nawzajem siebie chronimy.
Nie zwracałam uwagi na to co mówi, tylko na to co robi. Każdy jego jeden ruch, odczuwałam dogłębnie. Serce trzepotało z taką prędkością, iż zaczęłam się obawiać tego, że umrę na zawał. Byłam tylko w samej bieliźnie. Zrobił to tak pośpiesznie, iż się nie zorientowałam. Rozebranie jego samego, zeszło by mi 3 minuty, a nie jak jemu, kilka sekund. Uniosłam jego czarny T-shirt do góry, ale Alan, uniemożliwił mi dalszych postępowań. Zastygłam w bezruchu. Nie czułam się komfortowo będąc przy nim w samej bieliźnie, podczas gdy on był w ubraniu. Wziął mnie na ręce i ruszył długim, jasnym korytarzem, który wydawał mi się nieskończenie długi. Na szczęście zatrzymaliśmy się przy jasnych drzwiach, które uchylił. Zaniemówiłam.
Moim oczom, ukazała się łazienka, przypominająca raczej spa. Piękne, błyszczące kafelki o kolorze morskim. Ogromna biała wanna, wypełniona po brzegi, wodą z milionami bąbelków na wierzchu. Kabina prysznicowa z hydromasażem. Toaleta oraz umywalka, a powyżej lustro na pół ściany. Mały szafirowy dywanik, ułożony tuż obok wanny. Lekkie, słabe światło i świeczki wywoływały romantyczny klimat. Nim się obejrzałam, a leżałam już w wannie.
- Relaksująca kąpiel – zanurzył swoją dłoń w wodzie, wodząc po moich szczupłych i krzywych nogach.
Miałam ochotę wciągnąć go do tej krainy przyjemności, którą była wanna wypełniona gorącą wodą. Powstrzymał mnie, mówiąc:
- Tym razem beze mnie – zatrzymał się przy drzwiach.
- Odmawiasz mi? – zrobiłam smutną minę.
- To dla twojego dobra – zaśmiał się i pośpiesznie znikł z moich oczu.
Uśmiechnęłam się i zamykając oczy, nie myślałam o całym złym świecie, jakie mnie otacza. Nawet ból głowy i nosa zatrzymał się na chwilę. Dla takich chwili watro żyć.
kapiel_uspakajajaca.jpg

Po kąpieli, spojrzałam w lustro. Ujrzałam dziewczynę z przeciętną urodą. W dodatku z połamanym nosem i zaczerwionymi oczami. Odwróciłam się i spojrzałam ukradkiem na swoje tylne obliczę. Na nogach, dłoniach i plecach miałam zadrapania. Jak na zawołanie przypomniałam sobie o całym zdarzeniu na parkingu. Ból głowy tak się nasilił, iż skuliłam się i znów poczułam każdy jeden ból. Ciągniecie po szorstkim betonie było tak przerażająco dotkliwe i bolące, iż objęłam się dłońmi i wbijał swoje paznokcie w ramiona. Czym bardziej próbowałam wymazać z pamięci tamto zdarzenie, powracało do mnie z potrojoną wyrazistością. Nawet krzyk Alana, wydawał się realny i nadal łamiący serce. Rozpłakałam się. Gorące ramiona Alana, utuliły mnie. Nie rozumiałam swoje zachowania, czyżby dopadało mnie załamanie nerwowe? Bałam się, iż inkubi dążą do tego, abym doszczętnie zwariowała. Nie byłam im potrzebna zdrowa na umyślę. Ode mnie potrzebowali tylko kambiona, który prawdopodobnie odziedziczy po mnie moce. Wtedy zdałam sobie sprawę, iż nie zapytałam o jedno Alana – dlaczego tak za wszelką cenę pragną kambiona z moimi mocami?

Rozbudził mnie silny zapach, w dodatku spalenizny. Zerwałam się z łóżka jak poparzona. Założyłam leżącą na fotelu, bluzę Alana. Rozejrzałam się po pokoju, który prawdopodobnie był sypialnią. Przypominał sypialnie. Kolory zlewały się między sobą. Szary, jasnobrązowy, popielaty i beżowy. Łóżko było niesamowitej wielkości z wieloma kolorowymi poduszkami. Czarujące oświetlenie i aranżacja wnętrza. Stałam kilka minut, przypatrując się sypialni, która w tej chwili należała do mnie.
stylowi_pl_wnetrza_1088547.jpg

Po ocknięciu się, wyszłam z pokoju na długi korytarz. Nie wiedziałam gdzie mam iść. Czułam, że to mieszkanie jest tak wielkie, iż na pewno się w nim zgubię. Wciągnęłam w płuca, zapach, który wymieszany był z przypaloną mięsem, świeżym koperkiem, ziemniaczkami i co najważniejsze imbirem. Nogi same poniosły mnie do kuchni. Zatrzymałam się przy wejściu. Alan, krzątał się po kuchni.
d28c4803ed304fe2494ab9ffc7ab4b9c.jpg

- Co robisz? – zapytałam, opierając się o futrynę, z uwagą śledząc każdy jeden jego ruch.
- Uczę się – uśmiechnął się.
Podeszłam do niego i objęłam go od tyłu.
- Uczysz się gotować, specjalnie dla mnie? – uśmiechnęłam się.
- Już od dawna zamierzałem się nauczyć.
- Ja ponadto od zawsze uważam, że faceci nie potrafią gotować. Daj – zabrałam mu nóż, którym kroił warzywa na sałatkę. – Jeszcze zrobisz sobie krzywdę – zaśmiałam się.
- Ależ opiekuńcza jesteś – uśmiechnął się. – Pozwolisz, że poobserwuję – usiadł obok blatu.
Przyglądał mi się z ogromną uwagą, nie byłam w stanie skoncentrować się na tyle, aby nie zrobić sobie krzywdy lub czegoś nie popsuć.
- Cholera – wyszeptałam, przykładając sobie do ust palca, skaleczonego.
Śmiech Alana rozległ się po całym pomieszczeniu.
- Ależ śmieszne – rzuciłam sfrustrowana.
- Nigdy nie lekceważ moich starań.
- Doceniam twoje starania, ale… - przerwał mi.
- Żadnych ale – popchnął mnie do jadalni. – Tam jest twoje miejsce.
Tak jak przypuszczałam, pieczone ziemniaczki z koperkiem, golonką, spieczoną oraz sałatką. Nie mogłam narzekać, przecież moje pierwsze dania wyglądały identycznie. A nawet gorzej. Nie mogłam się równać z Alanem, on był demonem, a ja, tylko człowiekiem.
  • awatar bravelittleangel: Ciekawe, co powiedzą pielęgniarki, kiedy się zorientują, że Lukrecja im gdzieś przepadła :D A Alan strasznie się jej podlizuje tym wypasionym mieszkaniem ^^
  • awatar Smerfcia: bosko jak zawsze :)
  • awatar zakrecoonaaa xd: megaaa <33 wydaje mi sie, ze ten mezczyzna wynoszacy dziecko i wracajacy po kobiete do palacego domu to tata lukrencjiz nia i jej mama...ciekawee ^^
Pokaż wszystkie (17) ›
 

wiecznasamotnosc
 
pszychopatka98.pinger.pl/ - Skarbie dzięki :P. Za poświęcenie czasu na czytanie moich wypocin oraz iż mnie tak zmotywowałaś. Przyznam się, że dziś miałam nie dodawać kolejnego rozdziału, a tuu jednak, skusiłam się. Dzięki tobie : * innym cudownym czytelnikom również.

Reszcie także *bardzo dziękuję* .!
Ostatnio nie zwróciłam wam uwagi, a więc teraz to zrobię. Chodzi mi o nauczyciela ekonomiki. Zauważyłam, że wiele osób pisze - Jack, to nie jest Jack tylko *Jacek*. Normalne polskie imię. :P A więc to tyle :D.. aaa, miłego czytania.

---
*Rozdział XIX –*
*„Ciszę krzykiem rozdzierasz”.*



Jadąc wraz z Alanem do baru, gdzie byliśmy umówieni z Kamą i Leonem, czułam niesamowitą ekscytację i radość. Będę miała przy sobie osoby, które naprawdę kocham, które zastępują mi rodzinę.
- Sądzisz, że to dobry pomysł? – zapytał mnie nagle Alan.
- Spotkanie?
- Nie. To że chcesz połączyć Leona z Kamą.
- Tak – uśmiechnęłam się. – Oni są dla siebie stworzeni.
- Nie zapominaj o uczuciach Leona – odparł ostrzegawczo.
- Leon ma swój rozum. Przecież nie zwiąże się z Kamą z przymusu.
- Nie bądź taka pewna.
- Niby dlaczego miałby to zrobić?
- Ponieważ kocha ciebie.
- Nie chcę go do niczego zmuszać.
- W takim razie nie wtrącaj się – złapał mnie za dłoń. – Pozwól im żyć własnym życiem.
- Chcę aby Kama cię zaakceptowała.
Nie odpowiedział, ale za to zaśmiał się.

Hucząca muzyka, która rozbrzmiewała we wszystkich pomieszczeniach, była tak relaksująca, iż nie można było wyczuć pomiędzy nami napięcia. Leon, jak obiecał, zajechał po Kamę i przyjechali razem w umówione miejsce. Siedząc wraz z nimi przy jednym ze stolików, wyobrażałam sobie jakie dwie, szczęśliwe i kochające pary tworzylibyśmy. Czyżby moje wyobrażenia mogłyby się przeobrazić w rzeczywistość? Miałam się nie wtrącać, ale patrząc na nich czułam, iż ich los leży w moich rękach. Tak samo jak mój w Alana.
- Może napijecie się czegoś, dziewczęta? – wokół nas rozbrzmiał cudowny głos Alana.
- Ja poproszę coca-colę.
- Dla mnie kamikaze – puściłam do niego oko.
- Kama, impreza bez alkoholu? – spojrzał na nią wyczekująco i błagalnie.
Złapałam go za ramie, mówiąc:
- To abstynentka. Nie weźmiesz ją na litość – zaśmiała się z niej.
Na jej ustach pojawił się dzióbek i rozbawione spojrzenie, którym nas obdarowała.
- Zaskocz mnie – wykrzyczała, przekrzykując muzykę.
Alan wraz z Leonem, ruszyli do baru. Przysunęłam się bliżej do Kamy.
- Aż emanujesz radością – szturchnęłam ją łokciem. – Przyznaj się. Chcę to w końcu od ciebie usłyszeć.
- Ale co? – zapytała z ogromnym zdziwieniem.
- Wyznaj mi swoje uczucia do Leona.
- Traktuję go jako dobrego kumpla. Nic więcej, mała.
- Widzę jak na niego spoglądasz, jaka jesteś spięta w jego towarzystwie. Za każde jedno spojrzenie skierowanie przez niego na ciebie, dziękujesz mu czarującym i uwodzicielskim uśmiechem.
- To jest silniejsze ode mnie – powiedziała spanikowana. Utuliłam ją. – Gnębi mnie od dawna. Gdybym miała taki bliski kontakt z nim, tak jak ty masz, byłabym wniebowzięta. Niestety nie mam u niego szans, on jest zakochany w tobie.
- Mylisz się, Skarbie – rzuciłam z pełnym uśmieszkiem na twarzy. – On być może jest zakochany w tobie. Mówił jak ty, że nie ma szans. Wierzę, że jesteście ku sobie.
- Nie jesteś pewna.
- Upewnię się. A teraz nie zamulaj tylko uśmiechnij się i nie bądź taka oschła dla Alana.
- Zaczyna mi się podobać – uniosła brwi i zaśmiała się.
Pogroziłam jej palcem:
- Nie zakochuj się i w nim.
- Dla niego jestem kompletnie niedostępna. Nie widzi poza tobą świata. Chyba nie jestem takim pieprzonym cynikiem jak myślałam.
Obie się zaśmiałyśmy, gdy w tym samym czasie przybyli do nas obaj, Alan z Leonem.
- Coś nas ominęło? – zapytał się Leon.
Jak na zawołanie pokręciłyśmy obje głowami.
Impreza minęła rewelacyjnie. Chciałabym co wieczór spędzać tak czas. Wraz z Alanem tworzyliśmy szczęśliwą parę, w dodatku nie rozłączając się ani na krok. Imponował mi swoją sympatią jaką obdarzał Leona, ale i Kamę, oraz gdy tańczyliśmy. Był perfekcyjny we wszystkim, poruszał się z taką gracją, iż dziewczyny dookoła wpijały wzrok w jego pośladki czy czarujący uśmiech. Zapewne nie jedna marzyła, aby zamienić się w tej ze mną miejscami. Nie raz czułam ukłucie zazdrości, ale wyczuwający to Alan, sprawiał wrażenie ignorowania wszystkich dookoła. Wpatrywał się w moje piwne oczy z takim pożądaniem, iż nie raz czułam jakbym miała za chwilę rozpuścić się na parkiecie. Alkohol i gorący dotyk Alana, robił swoje. Nie chciałam stracić przytomności, dlatego czym prędzej zaciągnęłam go na zewnątrz, aby zaczerpnąć świeżego powietrza.
Noc była chłodna, w końcu zbliżała się jesień. Lubię tą porę roku. W sumie żadna mi nie zawadza. Nawet mroźna zima, była w jakiś sposób piękna i potrzebna.
Wtuliłam się w gorące ramiona Alana, czując spokój i bezpieczeństwo.
- Alan – wyszeptałam.
Zatopił swoją dłoń w moich brązowych włosach, całując przy tym w szyję. Oddech mi się zatrzymał. Spojrzałam w jego węgliście czarne oczy i delikatnie uniosłam się ku górze, aby dotrzeć do jego ust. Odsunął się i powiódł kciukiem po moich wiotkich ustach.
- Nie chcesz stracić przytomności – to nie było pytanie, brzmiało raczej jak stwierdzenie.
- W takim razie nie kuś mnie – zaczerwieniłam się.
- Wiem, że nie chciałabyś tego – uśmiechnął się.
- Przyznaj się w końcu, że potrafisz czytać w myślach.
Pokręcił przecząco głową.
- Na każde jedno moje spojrzenie – ujęłam jego wzrok – na każdy jeden mój dotyk – dotknął mnie w ramie – na każdy jeden mój pocałunek – musnął ustami moje palące policzki – reagujesz emocjonalnie. Czuję ten powiew podniecenia.
- Nie chcesz w jakiś sposób tego wykorzystać? – uśmiechnął się łobuzersko.
- Nie bój się, nie zaciągnę cię do łóżka.
- Skąd wiesz, że się tego boję?
- Ty musisz uciekać przed takimi wyczynami, a nie do nich lgnąć – pocałował mnie w czoło.
- Przecież nie jesteś inkubem.
- Jestem demonem – wyszeptał i opuszkami palców przejechał po moim ramieniu.
Przeszedł mnie dreszcz, wiatr się nasilił, a ja poczułam chłód. Przyległam bardziej do Alana.
- Powinniśmy się już zbierać – rzucił.
- Szykujesz coś dla mnie? – spojrzałam na niego badawczo.
- Gorącą kąpiel i relaksujący masaż – zaśmiał się.
- Liczyłam na więcej – posłałam mu łobuzerski uśmiech.
- Po negocjujemy – wręczył mi kluczyki. – Idź do samochodu. Wrócę po nasze rzeczy i poinformuję twoich przyjaciół.
- Wracaj szybko – ruszyłam na parking w poszukiwaniu czerwonego BMW.
Prędko je ujrzałam. Spokojnie otworzyłam samochód i powoli usiadłam od strony pasażera. Rozejrzałam się dookoła. Wszędzie było ciemno. Nieopodal były lampy, ale i tak nie dawały zbyt dużo światła. Włączyłam radio. Szukałam jakiejś ciekawej piosenki, gdy usłyszałam jak ktoś puka w szybę. Podskoczyła ze strachu.
- Przepraszam – powiedział jakiś młody chłopak.
Miał ok. 18 lat, o niskim wzroście, ale ponadto przystojny. Bez zastanowienia, odsunęłam szybę.
- Tak? – zapytałam zaciekawiona i ujęłam jego ciemne spojrzenie.
Czułam się tak jakby rzucił na mnie czar. Nie potrafiłam oderwać od niego wzroku. Poruszył ustami, ale nie doszedł do mnie żaden dźwięk. Wiatr zawiał, poczułam zapach imbiru wymieszanego z pieprzem. Dokładnie taki sam zapach jak u mnie w domu, w czasie napadu na mój pokój. Zapach, rozbudził moje zmysły i umysł. Prędko wcisnęłam guzik, aby zasunąć szybę, ale inkub był szybszy. Otworzył drzwi i łapiąc mnie za włosy ściągnął z fotela. Z jękiem i ogromnym bólem upadłam na zimny beton.
- Lukrecja! – usłyszałam głos mojego wybawcy.
Spojrzałam w jego kierunku. Biegł tak szybko, iż nie mogłam uwierzyć własnym oczom, że tak można. Demon był przygotowany na spotkanie z Alanem. Jednym ruchem ręki powalił go na ziemię. Rozległ się głośny jęk. Nie mogłam znieść myśli, iż Alanowi dzieję się krzywda. Prędko podniosłam się i bezmyślnie, uderzyłam inkub w twarz. Krzyknęłam z bólu. Cała ręka mnie piekła, czułam się tak jakby ktoś palił mi skórę. Ból się nasilał, a jego śmiech rozbrzmiewał po całym parkingu. W tym momencie zastanawiałam się, gdzie są ludzie?
Ponownie zaatakował Alana, a mnie uderzył w twarz. Usłyszałam odgłos łamanych kości. Mój nos. Upadłam na ziemie. Cóż to za terrorystyczny demon?
Złapał mnie za T-shirt i zaczął ciągnąć po szorstkim i chłodnym betonie. Każde jedno ciągnięcie bolało. Kaleczyło moją skórę, która była tak delikatna. Poczułam w ustach gorący strumień krwi i ból w czaszce. Zanim dogłębnie straciłam przytomność, usłyszałam jeszcze krzyk Alana, przepełniony cierpieniem i rozpaczą.

---
L. z A. :
f26343cdd6d76141bc5efa15d96d517c,62,37.jpg
  • awatar bravelittleangel: I pomyśleć, jak niebezpieczna może być jedna mała impreza ^^ Miejmy nadzieję, że Alan ją uratuje, chyba że masz jakiś demoniczny plan :D
  • awatar pyyyyza: megamegamegamega! <3 chcemy więcej! Twoje opowiadanie jest na prawdę cudowne ;)
  • awatar white lady: Świetnie ! Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością <3
Pokaż wszystkie (17) ›
 

wiecznasamotnosc
 
Rozdział dedykuję :
jadzka664.pinger.pl/ , proszę Kochanaa : *.


*Rozdział XVIII –*
*„Zapach rozkoszy”.*



Rozbudziłam się praktycznie naga w objęciach Alana. Wciąż było mi gorąco. Byłam spocona i marzyłam jedynie o prysznicu. Nic mnie nie bolało, ale ponadto czułam nadal lekką rozkosz. Alan, przesunął palcami wzdłuż linii mojego kręgosłupa, przeszedł mnie dreszcz. Uśmiechnął się i odparł:
- Witaj – musnął delikatnie swoimi ustami moje.
- Czy to sen? – zapytałam lekkomyślnie, wciąż nie rozumiejąc co się dzieję.
- A tak to wygląda? – zaśmiał się.
- Nie pamiętam… Czy my… - przerwałam głośno przełykając ślinę.
Suchość w gardle dokuczała. Pustka w głowie nurtowała. Miałam aby nadzieję, że nie kochałam się z Alanem. Nie chodzi o to, że nie chciałam. Wręcz przeciwnie, marzę o tym, ale pierwszy raz, a zwłaszcza z nim, chciałabym zapamiętać.
- Zbyt szybko mnie opuściłaś, aby mogło do czegoś dojść – promienny uśmiech nie znikał z jego twarzy.
- Co to oznacza? Co się stało? – położyłam się na plecach, odrywając tym samym swoje ciało, od Alana. Było mi zbyt gorąco.
- Straciłaś przytomność. Nie wiedziałem, że aż tak na ciebie działam – pocałował mnie w ramię. Rzuciłam mu spojrzenie pełne niezrozumienia.
- Przeżyłaś niesamowity trans – zaśmiał się.
- Ależ śmieszne – szturchnęłam go.
Przyciągnął mnie do siebie, mówiąc:
- Idziemy pod prysznic? – puścił do mnie oko.
- Jak już to ja idę. Bez ciebie – uśmiechnęłam się.
Okrywając się kocem, wstałam. Udałam się do łazienki. Puściłam ciepłą wodę i weszłam do kabiny. Nie wiem jak i kiedy, poczułam gorące dłonie na moich biodrach. Alan wyglądał tak kusząco, iż nie mogłam go wyprosić. Przytuliłam się do niego i spojrzałam w jego oczy. Zauważyłam coś niespotykanego. Jego oczy płonęły, wiedziałam, że nie tylko z żądzy. Przekręciłam kurek i nasze ciała poczuły chłód. Zimna woda, odprężała mnie. Wystarczyły mi gorące ramiona Alana, aby zachować ciepło.
Pierwszy raz czułam taki błogi spokój. Byłam odprężona i zrelaksowana. W głębi duszy czułam, iż taka bliskość z kambionem, doprowadzi do jednego – zakocham się. Czy bym tego chciała? Rozum podpowiada mi, zaprzestań. To będzie najgorszy wyczyn z twojej strony. Natomiast serce powiada, kochaj jeżeli masz okazję. Nigdy nie miałam prawdziwego chłopaka, którego mogłabym pokochać. Dlatego miłość do Alana mogłaby być na tyle silna i prawdziwa, iż nawet otchłań i sam Samael, nie mógłby jej zniszczyć.
Jedząc śniadanie w kuchni, podczas gdy Alan, przyglądał mi się uważnie, zastanawiałam się nad jednym: Czy my jesteśmy razem?
- Alan? Co ty tu robisz? – zapytała Kama wchodząc do kuchni.
Otuliła się rękoma ponieważ byłam w samej koszuli nocnej. Wyglądała przesłodko taka zawstydzona. Zaskoczyło mnie to, iż Alan na nią nawet nie spojrzał. Czułam się jedynym pożądanym obiektem przez niego. Nie widział nikogo więcej poza mną. Ujęłam jego czarujące spojrzenie i nie słuchając mojej przyjaciółki dałam się ponieść kolejnemu uroki jaki na mnie rzucił.
- Halo, słucha mnie ktoś? – przemiłą atmosferę rozproszył donośny głos Kamy.
- Alan przygotował nam śniadanie – uśmiechnęłam się.
- Wiesz, że jestem uczulona na mleko. Nie będę tego jadła – odpowiedziała urażona.
Alan zaśmiał się i odparł:
- A więc co sobie życzysz? – uniósł delikatnie brwi spoglądając na nią.
- Żaden obcy facet nie będzie się krzątał po mojej kuchni – popchnęła go delikatnie.
- Nie zapominaj, że to również moja kuchnia – powiedziałam z wyrzutem.
- Spotkamy się na uczelni – uśmiechnął się do mnie i pochylił nade mną, całując prosto w usta.
Zarzuciłam swoje dłonie na jego szyję i przyciągnęłam bardziej do siebie. Smak jego ust był fascynujący. Mogłabym bez końca rozkoszować się takimi chwilami. Alan mruknął i uśmiechnął się, usłyszałam nagle:
- Przestańcie, ohyda – odparła karcąco Kama.
Alan przerwał pocałunek i zaczął się śmiać. Bez słowa wyszedł. Zorientowałam się, iż granie na nerwach Kamie, sprawia mu przyjemność. W sumie to nie tylko jej, mnie również irytuję, ale nie nienawidzę go aż tak bardzo jak moja przyjaciółka.
- Lukrecja – rzuciła mi zimne spojrzenie. – Zrobiłaś to? – łatwo można było wyczuć wrogość z jaką się do mnie zwróciła.
- Ale co? – zapytałam z uśmiechem na twarzy.
- Kochałaś się z nim? – usiadła naprzeciwko mnie i zapytała cicho, tak, aby nikt nie usłyszał.
Wyśmiałam ją. Spojrzała na mnie jak na wariatkę, zanim odpowiedzieć histerycznie się śmiałam. Tym razem, rolę się odwróciły. Uspokojona, odparłam:
- O ile pamiętam to nie – puściłam do niej oko.
- Nie wierzę, że spędził u ciebie noc, a nie próbował się do ciebie dobierać. Wygląda na takiego, który myśli tylko o seksie, a dziewczyn ma jak na pęczki.
- Nie sugeruj się na wyglądzie, kochanie – wstałam i pocałowałam ją w policzek.
Chciałam, aby się rozluźniła. Objęłam ją dłońmi, mówiąc:
- Chcę abyś go poznała. Nie możesz być wrogo nastawiona do mojego pierwszego chłopaka – jej piwne oczy wbiły się we mnie ze zdziwieniem. – Mam pomysł. Wybierzmy się we czworo do baru. Dziś wieczorem.
- Ale że kto? – odpowiedziała zmieszana, ale doskonale wiedziałam, kogo mam na myśli.
- Ja, Alan, ty i oczywiście Leon - przerwałam i spojrzałam na nią uważnie. Uśmiechnęła się delikatnie i niecierpliwie zaczęła poprawiać swoje długie ciemne włosy.
- Zgoda – odparła pośpiesznie.
Ucałowałam ją i ruszyłam do pokoju, nie tylko w celu przygotowania się na uczelnie. Chciałam ponownie zatopić się w rozkoszy, jaka na mnie wyczekiwała. Zamknęłam za sobą drzwi i rzuciłam się w ramiona Alana. Zaśmiałam się cicho. Nareszcie byłam szczęśliwa. Być może miałam kilka pytań i niepewności co do tego, co nas łączy, ale obecnie nie chciałam się tym zamartwiać.
Być może bałam się, że Alan nie traktuję mnie poważnie i szczęście pryśnie
szybciej niż się pojawiło?


---
L. z A.:
zdjecia-na-tablicy-likely-pl-96a94aac.jpeg


L. z Kamą:
stylowi_pl_inne_3177878.jpg
  • awatar Always&Forever <3: Świetne! Czekam na kolejny rozdział. Zapraszam do siebie, również piszę ;&
  • awatar Smerfcia: ojej, czytam to i zawsze w takich ciekawych momentach się urywa ;c bosko! *o*
  • awatar white lady: Cudownie kochana :**
Pokaż wszystkie (19) ›
 

wiecznasamotnosc
 
Z dedykacją dla:
czeslawczeslawski.pinger.pl/ , ależ ty potrafisz człowieka podnieść na duchu. <3 Thanks : **


*Rozdział XVI –*
*„Myśli człowieka są jak puzzle”.*



Siedziałam na wygodnym fotelu, czułam się tak jakbym była w jakimś kinie. Przesuwały mi się zdjęcia różnych osób. Zazwyczaj to byli mężczyźni i to dość przystojni. Chociaż pojawiło się również kilka kobiet, a w nich Ruta. Była niesamowicie i lśniąco piękna. Nie dziwię się, że Alan z nią jest. Nie dorównuję jej do pięt, jestem tylko zwykłą, szarą ludzką postacią. Ona ponadto ma nieziemską urodę, wspaniałe, zgrabne ciało i moc, dzięki której może zawładnąć każdym. Kolejne twarzy były mi zupełnie nieznane, chociaż pojawił się mężczyzna, którego byłam pewna, że już widziałam. Ciemnowłosy, z zarostem i ciemnym spojrzeniem. Zdjęcie przeobraziło się w jego postać. Budząc się, wiedziałam kim jest nieznany mi mężczyzna.


Otworzyłam oczy i rozciągnęłam się. Głowa strasznie bolała, ale na szczęście znajdowałam się w swoim łóżku. Podniosłam się powoli i ujrzałam Alana. Patrzył na mnie ze skupieniem na twarzy.
- Znów ty? – złapałam się za głowę i zrobiłam nieznośną minę.
- To samo mogę powiedzieć o tobie – odparł złośliwie.
Przewróciłam oczami i spojrzałam na niego, rozkładając ręce w pełnym niezrozumieniu.
- Mam po dziurki w nosie twoich dziecinnych zachowań i intryg.
- A ja mam dosyć twojego dojrzałego zachowania. Nie jestem twoją podopieczną za którą musisz wszędzie chodzić i pilnować. Jestem już dorosła, spójrz – wstałam i obróciłam się, o mało co nie tracąc przy tym równowagi. – Jestem kobietą, a nie dzieckiem. Nie traktuj mnie tak. Jeżeli przeszkadza ci moje towarzystwo to wynoś się stąd! – krzyknęłam lekko sfrustrowana, ale od razu tego pożałowałam.
Ból głowy się nasilił, a ja opadłam bezwładnie na łóżko. Bez sił i wciąż ziewając, słuchałam dalszego pouczania, ze strony Alana.
- Wyglądasz tylko na kobietę, a zachowujesz się jak głupia nastolatka. Zapewne Kaśka ma więcej rozumu i rozsądku niż ty.
- O! Widzę, że już się zapoznaliście.
- Nie trudno nie zauważyć takiej kobiety jak ona.
Słowo „kobiety” dokładnie podkreślił, abym zorientowała się, iż ona ma swoje atuty, iż jest prawdziwą kobietom, ja ponadto nie. Dolał oliwy do ognia, cholerny demon. Nie zwracając uwagi na jego towarzystwo, zaczęłam szykować się na uczelnie. Od tej pory, postanowiłam, że nie będę się do niego odzywać. Niech sobie idzie do tej swojej Ruty, Kaśki czy innego szmatławca. Siedząc na wykładach, uzmysłowiłam sobie, iż tak bardzo mi na nim zależy, że jestem o niego zazdrosna. Nie mogłam się skupić na zajęciach, dlatego już knułam jak się na nim odegrać i jak pozbyć się uczucia, które w tej chwili rozkwita we mnie. Muszę je ususzyć, tylko jak tego dokonać?
Przed lunchem miałam jeszcze ekonomikę. Spoglądając i ujmując spojrzenie wykładowcy, zaniemówiłam. Byłam w szoku. Mężczyzna, który poradził mi abym opatrzyła ranę, a zarazem ten, który przyśnił mi się ostatniej nocy, nauczał mnie ekonomiki. Uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłam uśmiech. Byłam zadowolona, że pierwszy raz przyśniła mi się normalna osoba. Zaskakująco dziwne.
Po zakończonych wykładach, udając się na lunch, usłyszałam za sobą:
- Dasz się zaprosić na lunch? – zapytał mnie profesor ekonomiki.
Z uśmiechem na twarzy, zgodziłam się bez zastanowienia. Wyczułam na sobie spojrzenie Alana, wolałam spędzenie lunchu w towarzystwie nieznajomego, niż demona.
- Jacek – przedstawił mi się.
- Lukrecja – odparłam przymilnie.
- Piękne imię. W dodatku mało spotykane. Mów mi po imieniu, Lukrecjo – uśmiechnął szarmancko.
Był czarujący. Starszy ode mnie, ale zapewne trzydzieści lat jeszcze mu nie podskoczyło. Na twarzy był dość pulchny, ale za to jaki męski. Fascynował mnie jego lekki zarost i kolczyk w brwi. Wyglądał na wyluzowanego, zapewne i takie życie prowadził.
- Jak noga? – zapytał nagle.
- W porządku. Małe draśnięcie.
- Przykro mi, że nie mogłem ci wtedy pomóc. Miałem wykłady.
- Rozumiem – uśmiechnęłam się porozumiewawczo.
Rozmawialiśmy całą przerwę na lunch. Spojrzałam na zegarek i ze smutną miną, zorientowałam się, iż pozostało nam raptem 5 minut. Nie chciałam się z nim rozstawać. Był idealnym towarzyszem i słuchaczem. Ponadto zabawnym i z głową pełną komplementów. Nigdy nie usłyszałam, aż tylu komplementów od mężczyzny, jak dzisiaj, teraz od Jacka. Byłam nim oczarowana, ale nie na tyle, aby nie zauważyć wciąż przyglądającego się nam Alana. Specjalnie udawałam wesołą i rozbawioną. Wiele razy dotykałam i wodziłam palcami po dłoni Jacka. Mina Alana, była bezcenna. Radowało mnie to, iż kipi ze złości. Gdy ruszył ku nam, byłam zaskoczona. Nie spodziewałam się takiego ruchu z jego strony.
- Lukrecjo, możesz pozwolić na chwilę?
Jacek, posłał ponure spojrzenie Alanowi. Przez myśli mi przeszło, iż się znają, ale niby skąd?
- Alanie, jestem zajęta. Czy to coś ważnego? – ściągnęłam brwi i ujęłam jego błagalne spojrzenie.
- To sprawa życia i śmierci – wysyczał.
Przewróciłam oczami i przeprosiłam na chwilę Jacka. Odeszłam wraz z Alanem na bok.
- Czego chcesz? Już nie mogę w spokoju zjeść lunchu?
- Nie wspominałem ci o tym, ale inkubi również mogą przybierać postać ludzką.
- Nie mów mi, że Jacek jest inkubem – urwałam bezmyślnie.
- Właśnie to chce ci przekazać. Zbierajmy się. Powiedz mu, że musisz nagle wyjść.
- Tchórzysz? – złapał mnie mocno za ramiona.
- A ty ponadto zawsze musisz należeć do odważnych? Nie pakuj się tym razem w kłopoty.
- W kłopoty pakuję się przez ciebie. Puszczaj, to boli – wyrwałam się z jego mocnego uścisku.
Powróciłam do stolika, gdzie nadal siedział Jacek.
- Natarczywy zalotnik? – uśmiechnął się promiennie.
- Nie rozmawiajmy o nim – powiedziałam i tego też chciałam.
- Dasz się zaprosić na kolację?
- Dzisiaj? – zapytałam zdumiona.
- Tak. Jeżeli ci pasuję.
- Nie mam obszernych planów.
- Już masz – odparł i uśmiechnął się do mnie zalotnie. – Podaj mi swój adres, podjadę po ciebie. Przecież nie będziesz się tłukła autobusem wieczorem – wyjął kartkę i długopis.
- Skąd wiesz, że jeżdżę autobusami?
Coś tutaj nie grało, nic mu takiego nie wspominałam. Być może Alan miał rację? Przełknęłam głośno ślinę i zrobiłam wielkie oczy. Zaśmiał się.
- Usłyszałem przypadkiem jak mówiłaś temu młodzieńcowi, iż za chwilę masz autobus, gdy zaproponował ci podwiezienie.
- Aha. Wiesz co, może lepiej podaj mi swój numer telefonu. Zadzwonię do ciebie, gdyby moje plany się zmieniły.
- Skoro tak będzie ci wygodniej – odparł wciąż uśmiechnięty.


--
Lukrecja podczas lunchu z Jackiem:
zakochani-siedzacy-przy-stoliku-likely-pl-fa1ab10c.jpeg



Jak? xD Co myślicie o Jacku i sytuacji pomiędzy Lukrecją a Alanem?
Dziękuję za codzienne odwiedziny i cuudowne komentarze :*. Koocham was :D<3.
  • awatar Smerfcia: uroczo ;*
  • awatar Little stars♥: Jeny, ale to jest świetne! Dziwny ten Alan, ale rzeczywiście, Lukrecja mogła iść stamtąd, ja bym tak zrobiła :D Kocham ciebie i twoje opowiadanie, jesteś po prostu genialna♥
  • awatar Expirion †: no wreszcie dodałaś. :D Jak na razie mam poczucie że rzeczywiście inkub mógł się w niego wkraść,a potem po prostu Jacek nie będzie pamiętał co i jak. Ale nieźle ciągniesz to wszystko. <3 Zapowiada się fantastycznie z dnia na dzień. pisz. <3
Pokaż wszystkie (21) ›
 

wiecznasamotnosc
 
Rozdział troszkę dłuższy i jak zawsze dedykacja :
fuckdream.pinger.pl/ ,
dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję. :*



*Rozdział XV –*
*„Drżymy, tylko nie ze strachu”.*



- Nic o tobie nie wiem, Alanie – powiedziałam subtelnie.
- Wiesz tyle, ile powinnaś wiedzieć.
Jego inteligencja mnie przerastała. Opadłam bezwładnie na łóżku i zamknęłam oczy. Nie chciałam zasypiać, tylko się skupić. Poczułam jego gorące ciało obok mnie.
- Czy dobrze ci w takiej postaci?
- Tak – odparł prędko.
- Nigdy nie zastanawiałeś się jak mogłoby ci być dobrze w ludzkiej postaci?
- Nie.
- A gdybym… - przerwałam natychmiast.
Nie mogłam zadać mu tego pytania. Poważnie go nie przemyślałam, a powinnam. Nie znaczę, aż tak wiele dla Alana, chociaż…
- Dokończysz? – niecierpliwił się.
- Nie.
- Wstydzisz się? – zaśmiał się.
Jego śmiech wypełniał całe pomieszczenie.
- Czy zrobiłbyś to dla mnie, gdybym poprosiła?
Ponownie się zaśmiał, ale mi nie było do śmiechu. Czułam się zawstydzająco głupio. Już się podnosiłam, miałam wstać, gdy złapał mnie za ramię i ponownie opadłam na łóżko. Pochylił się nade mną.
- To niemożliwe. Poproś o coś innego – wyszeptał.
Mój mózg odmówił pracy. Nie miałam ochoty myśleć, gdy znajdował się tak blisko. Pochłonęłabym go całego, pragnęłam go. Pokręcił głową i mówiąc, natychmiast wstał:
- Czy potrafisz się nie jarać chociaż przez chwilę gdy jestem obok ciebie?
- To ja mogłabym mieć do ciebie o to pretensję, to ty wywołujesz u mnie takie emocję.
- Traktuj mnie jak przyjaciela. Jak Leona, przy nim nie jesteś taka podniecona.
- Słucham? – aż wstałam z wrażenia.
Czy on mówił poważnie?
- Romans z kambionem. Nie uważasz, że to nie najlepszy pomysł? Doskonale oboje wiemy jak to może się skończyć.
- W takim razie po co to wszystko? – frustracja powoli mnie dopadała. – Po co ten pocałunek i zaloty?
- Byłem ci zbyt uległy. Pragnęłaś tego.
- Czyli robiłeś to przeciwko swojej woli?
- Tak – miał kamieniście poważny wyraz twarzy.
- Kpisz sobie ze mnie? – byłam coraz bardziej zdenerwowana.
- Nie.
- Czyli ci się nie podobam? Nie chciałeś tego? – machając rękoma, najchętniej uderzyłabym go w tą cudowną i smukłą twarz.
- Nie podobasz mi się, dokładnie tak – odpowiedział bez żadnego drgnięcia.
Był jak najbardziej poważny. Nie mieściło mi się to w głowie.
- Wynoś się! – krzyczałam.
- Uspokój się – podszedł do mnie i złapał mnie za ramiona. – Wiesz, że nie mogę. Jesteś skazana na moje towarzystwo.
Odepchnęłam go.
- Wolę towarzystwo Samaela, wszystkich inkubów i nawet twojej suczki, niż twoje – rzuciłam oschle.
- Nie mów tak o Rucie – wysyczał.
Oczy mu zapłonęła, zlękłam się.
- Co cię z nią łączy?!
- To o czym ty możesz pomarzyć.
Tego już było za wiele. Odwróciłam się na pięcie i wskoczyłam prędko do łazienki. Zamknęłam drzwi na zamek i rozpłakałam się. Ocierając po chwili łzy, zdałam sobie sprawę, że to nie w moim typie takie zachowanie. Obmyłam twarz wodą i wyszłam z łazienki. Ręce wciąż mi się trzęsły, na tle nerwowym nabawię się kiedyś nerwicy. Wszyscy wokół byli irytujący. Nie zwracając uwagi na Alana, usiadłam na parapecie. Spojrzałam w gwieździste niebo i od tej pory obiecałam sobie, iż nie będę się przejmować problemami innych. Życie jest tak okrutne, iż każdego dopadnie nieszczęście, dlatego trzeba być niezależnym i konfliktowym. Oparłam głowę o chłodną szybę i zamknęłam oczy. Było mi ciężko, a zwłaszcza na sercu. Broniłam się przed Alanem, ale gdy przestałam on wszystko rozsypał, jak domek z kart. Okrucieństwo nie zna granic.


Tak jak zapowiadała Kinga, Matylda zaprosiła nas na imprezę urodzinową do swojego domu. Nie mogłam się doczekać kiedy w końcu się rozerwę. Alkohol i świetna zabawa z najbliższymi mi osobami, tylko to mogło poprawić mi humor. Ja z Kingą miałyśmy już prezent dla Matyldy. Kinga, bardzo poważnie traktowała przyjaźń z Matyldą, ja oczywiście mniej, ale pomimo tego przyłączyłam się do jej propozycji. Wymyśliła, tak jednak ona wpadła na pomysł, aby wraz z Matyldą, wybrać się na 3 dniowy wypad do SPA. Przykro mi było, iż bez Kamy. Bez jej towarzystwa to nie to samo. Ponadto Kinga, nie dała się przekonać. Byłam ciekawa jak zareaguję sama Matylda na taki pomysł. Odrobina odpoczynku i relaksu wszystkim by się nam przydała, a zwłaszcza mi. Kama zdecydowała się aby podarować Matyldzie biżuterie. Uznałam, że to się świetny prezent. Przydatny, o ile jej się spodoba.
Wraz z Leonem i Kamą pojechaliśmy do domu Matyldy, gdzie było już dość dużo osób. Z naszego grona jak zawsze brakowało, Daniela. Poza nim byli wszyscy, nawet Kaśka. Od razu zabrałam się za alkohol, aby poważnie rozkręcić imprezę. Trzymałam się jak najdalej od Kaśki, ale jak widać to ona stąpała mi tym razem po piętach. Chodziła za mną krok w krok. Czułam się namierzona przez największego wroga. Byłam już tak pijana i najarana, iż nie wytrzymałam całego napięcia.
- Hej sikso, śledzisz mnie? – rzuciłam do niej.
- Musiałabym upaść na głowę. Wole trzymać się od takiego ścierwa jak ty na kilkanaście kilometrów.
- A więc mała, wyjaśnij mi dlaczego za mną chodzisz? – zaśmiała się.
Jej śmiech był przerażająco słodki i sztuczny. Cała była sztuczna.
- Daniel za dużo dał ci jarać. Masz omamy – zatrzepotała rzęsami i uśmiechnęła się szyderczo.
- Nie wkurwiaj mnie, suko – wysyczałam.
Większość osób stojących obok nas, spojrzała na mnie. Czułam, iż jestem tak wstawiona, że impreza Matyldy zakończy się niemiłą akcją.
- Trzymaj język na wodzy i swojego Alanka – puściła do mnie oko. – Jest tak kuszący, iż niedługo dobiorę mu się do spodni – zaśmiała się.
- Alan, nie zwraca uwagi na takie ladacznice jak ty – tym razem to ja się zaśmiałam.
Lekko się chwiejąc, szturchnęłam ją. Niektórzy faceci zaczęli gwizdać, i krzyczeć, abyśmy rozkręciły imprezę. Nie mając swojego rozumu, usłuchałam reszty. Z całej siły uderzyłam Kaśkę w twarz. Zwinęła się w kłębek i z hukiem upadła na podłogę. Widownia piszcząc i krzycząc, doprowadziła mój chwiejny stan do wybuchu. Rzuciłam się na nią i szarpiąc za włosy, krzyczałam jak jej nienawidzę.
Ktoś prędko złapał mnie za ramiona i odciągnął od tej żmij. Miałam ochotę udusić ją własnymi rękoma. Była zdolna do wszystkiego, chciała mnie zniszczyć, doszczętnie. Nie pozwolę jej na to, powtarzałam sobie w myślach, gdy ktoś wyszedł ze mną na dwór. Zorientowałam się, że jestem w ramionach Daniela.
- Kto by się spodziewał, że rozpętasz taką akcje. Zaskakujesz mnie, Lukrecjo – zaśmiałam się.
Wciąż się śmiałam, mogłam być dumna ze swojego wyczynu. Matylda wybiegła jak oparzona i wyrywając mnie z objęć Daniela, zaczęła donośnie krzyczeć:
- Zrobiłaś to specjalnie! Zawsze wszystko psujesz, bachorze z domu dziecka. Zero wychowania i kultury, zapamiętaj, nigdy nie chcę cię widzieć na oczy w moim domu – pogroziła mi palcem. – Rozumiesz?!
Byłam uśmiechnięta, nie ruszały mnie jej słowa. Zawsze była szczera, aż do bólu. Miała rację, nie miałam nigdy normalnego domu i rodziców. Nikt nie wychował mnie na porządną dziewczynę, jaką była ona czy Kaśka. Wyśmiałam ją. Zrobiła zdziwioną minę i kazała Danielowi odwiedź mnie do domu.
Nim się obejrzałam siedziałam w jego samochodzie. Nie uśmiechało mi się jechać jako pasażer. Wyrwałam Danielowi kluczyki i wyskoczyłam z samochodu.
- Lukrecja, co ty wyprawiasz? Oddawaj kluczyki.
Schowałam pod bluzkę, śmiejąc się.
- Sama się odwiozę – stałam, ale chwiałam się.
Świat wciąż wirował.
- Nie pozwolę ci prowadzić, jesteś kompletnie pijana.
- Proszę – zrobiłam błagalną minę. – Dosłownie kawałek się przejadę. Ulegnij mi – puściłam do niego oko.
- Zgoda. Mijamy jedną przecznice i zamiana ról.
Pisnęłam i aż podskoczyłam ze szczęścia, lądując przy tym na chodniku. Stłukłam sobie tyłek, ale wraz z Danielem mieliśmy niezły ubaw. Zapowiadała się ostra jazda.
Zaciągnęłam ręczny, dodałam gazu i puściłam sprzęgło. Palenie gumy, nie było moją najmocniejszą stroną, ale tym razem udało mi się. Ruszyliśmy tak głośno i widocznie, iż niektórzy wybiegli na dwór, aby zobaczyć co się dzieję. Pozostawiłam ich z masą dymu i ruszyłam przed siebie. Zabrałam Danielowi piwo i upiłam łyka. Nie zatrzymując się na skrzyżowaniach i światłach, gnałam ponad 200 km/h. Aby rozluźnić się jeszcze bardziej, włączyłam radio i otworzyłam okno. Daniel nie zachowywał się histerycznie, był na haju. Nawet nie zaprotestował, gdy zaproponowałam, iż to ja poprowadzę do samego domu.
Zaciągnęłam się i ja marihuaną. Nie wiadomo skąd, a na drodze pojawiła się postać. Odruchowo wcisnęłam hamulec, opony, aż zapiszczały, a Daniel uderzył głową o deskę rozdzielczą. Samochód się zatrzymał, a ja żałowałam tego. Na środku drogi stał Alan. Bez żadnych skrupułów mogłabym teraz ruszyć i przejechać tego drania. Pomimo tego, wyszłam z samochodu i chwiejnym krokiem ruszyłam w jego stronę. Zatrzymałam się naprzeciwko niego, podpierając bogi.
- To nie twoje klimaty – pokiwał głową w stronę, gdzie siedział Daniel.
- Nie znasz mnie – parsknęłam.
- Lukrecja, zacznij myśleć. Chcesz zginąć? Chcesz kogoś zabić?
Zaśmiałam się i powiedziałam gorzko:
- Demon troszczy się o ludzkość! – uniosłam dłonie ku górze. – Pan Bóg powinien mianować cię na Anioła Stróża.
- Koniec z tym – złapał mnie za nadgarstki i przyciągnął do siebie. – Odwiozę cię, bezpiecznie do domu.
- Dzięki – wyrwałam mu się. – Mam transport i towarzystwo, znacznie milsze od twojego.
- Odwiozę was oboje – negocjował się.
- Spadaj do swojej suczki – odwróciłam się i kierując się do samochodu, złapał mnie nagle za ramię.
- Nie będziesz prowadzić – łapiąc mnie za rękę, pociągnął za sobą.
Próbowałam się wyrwać, bijąc go, ale nie wymiękł. Nagle usłyszałam za sobą głos Daniela:
- Lukrecja, wszystko w porządku? Co się dzieję? – zatrzymaliśmy się, a mój kumpel ruszył ku nam. Złapał się za głowię, mówiąc – Ale się najebałem – zaśmiał się.
- Spotkałam tylko starego znajomego – uwolniłam się z mocnego uścisku Alana. – Możemy już jechać.
- Chodź, nie mam siły stać na nogach – objął mnie w pasie i ruszyliśmy do samochodu.
Prędko, pojawił się przed nami Alan. Daniel zrobił wielkie oczy.
- A ty masz jakiś problem, lamusie?
- Oboje jesteście pijani możecie mieć przez to problemy. Odwiozę was.
- Dzięki za propozycje, ale raczej nie skorzystamy, co nie mała? – spojrzał na mnie.
Pokiwałam głową. Wpatrywałam się wciąż w ciemne oczy Alan, które, aż emanowały złością.
- Odwal się, Alan – popchnęłam go, a przyciągnęłam do siebie Daniela, całując go przy tym.
Wiedziałam, iż teraz jego oczy płonęły ze złości, ale również i zazdrości. Znaczyłam dla niego bardzo dużo, troszczył się o mnie, wiedziałam jak mogę się odegrać za te okrutne słowa, które wciąż odtwarzały mi się w umyślę. Bolały jak cholera, dlatego byłam bezgraniczna w swoich postępach i wyczynach. Będę zimną suką, trudno. Przerywając pocałunek, zorientowałam się, iż Alan znikł. Nie poczułam się szczęśliwa, być może chciałam aby wybuchł ze złości i zrobił coś Danielowi? Chciałam aby był o mnie zazdrosny. Jego zniknięcie, sprawiło, iż nie byłam pewna tego co sobie pomyślał i czuł.

--
Imprezka, L:
jack-daniels-likely-pl-991c6487.jpeg


Powrót do domu :) ze znaczną predkością:
dsc-5153.600.jpg


Pocałunek Lukrecji z Danielem:
calujaca-sie-para-likely-pl-01f70d5f.jpeg



*Jak mijają święta* ?? :)
  • awatar Vanilla.†: Świetne. :D + Zgadzam się z twoim nickiem. ;> Piszę opowiadanie, więc jeśli masz ochotę poczytać i ocenić to zapraszam. :)
  • awatar Guśka..: dobry wpis, :> zapraszam , wesołych świąt. ;*
  • awatar Tranquility.: Świetne ;D wbij ;*
Pokaż wszystkie (19) ›
 

wiecznasamotnosc
 
Z dedykacją dla :
zakreconaa1999a.pinger.pl/ . Kochaniee, strasznie mnie motywujesz swoimi komentarzami. Aż chcę mi się dalej pisać i pisać <3. :)


*Rozdział XIV –*
*„Mrokiem wysławia się noc”.*




- Masz szczęście, iż wróciłaś na czas – powiedziała Kama, podpierając bogi.
- Co się stało? – zapytałam nagle.
- Nie to, że ty znikasz to w dodatku Renata… - przerwała i opuściła głowę.
- Co z nią?
Byłam wciąż w szoku po całym zdarzeniu, śnie, pocałunku, ale teraz mój stan się pogorszył. Obawiałam się najgorszego.
- Jej rodzice dowiedzieli się o podrobionym podpisie, i że zamierza wyjechać bez ich zgody. Była akcja, mała uciekła. Nie wróciła do tej pory.
- Dzwoniłaś do jej przyjaciółek?
- Jasne. Obdzwoniłam wszystkich. Nikt nic nie wie.
- Musimy jej poszukać – zaczęłam się ubierać i zakładać buty, za to Kama stała bezczynnie. – Rusz się! – krzyknęłam na nią.
- Jest ciemno, gdzie niby mamy jej szukać? Poza tym jak? Na pieszo? Lub jeżdżąc autobusem?
- Zadzwonię po Leona lub Alana – wyciągnęłam komórkę już miałam wybierać numer gdy po domu rozległ się dzwonek do drzwi.
Podskoczyłam i upuściłam swój nieszczęsny telefon. Odruchowo sięgnęłam po klamkę. Przy wejściu stał Alan.
- Co tu robisz? – wydukałam cicho.
- Zapomniałaś – pomachał moją torebką.
Byłam pewna, że nie miałam torebki, ale domyśliłam się, iż to przykrywka aby Kama się nie zorientowałam. Już mogłam zgadywać co knuję Alan. Wiedział o zaginięciu Renaty, ale tylko ja byłam tego świadoma.
- Alan, dobrze, że jesteś. Pomóż nam, Renata zaginęła – spojrzał ukradkiem na Kamę i pokiwał głową.
- Jedziesz z nami? – zapytałam mojej przyjaciółki.
- Zostanę, a co jeśli mała wróci do domu?
- Spoko. Będziemy w kontakcie – odparłam i zamknęłam za sobą drzwi.
- Torebki zapomniałam? – zaśmiałam się i spojrzałam na niego, poruszył tylko ramionami.
Otworzył mi drzwi, czym prędzej wskoczyłam do środka i już ruszyliśmy na poszukiwanie mojej współlokatorki, o którą martwiłam się jak nigdy w życiu.
- Martwię się o nią. To jeszcze nastolatka, poza tym jest już dość późno.
- Odnajdziemy ją – odparł spokojnie i złapał mnie za dłoń, mocno ściskając.
Spojrzałam na niego. Powoli, dochodziło do mnie, iż nasze relację zmieniają się. Alan nie jest już przypadkowym nieznajomym dziwakiem, tylko moim Aniołem Stróżem. W ogóle nie przypominał kambiona, demona pokusy i zła. Splotłam nasze ręce i wyczułam delikatny spokój.
- Jak to robisz? – zapytałam nieśmiało.
- Ale co?
- Wystarczy twój dotyk, a od razu otacza mnie spokój. Jesteś demonem, raczej powinnam czuć niepokój.
- Nie jestem zwykłym demonem. Pomagam śmiertelniczce, u nas to szalone.
- Dziękuję ci, tak wiele ryzykujesz.
- Podziękujesz jak będzie wolna.
- Racja, bo nie jestem – spojrzałam za szybę, gdzie było ciemno.
Zauważyłam swoje odbicie. Czym się wyróżniałam od innych dziewcząt? Ładna dziewczyna, lekko inteligentna i z mnóstwem problemów. Byłam taka jak inne, czasami lepsza, czasami gorsza. Nic poza tym, a jednak to ja mam cholerne nieszczęście. Wybrali mnie, już od małego byłam na pieczętowana. Polowali na mnie od kilku lat. Nagle ujrzałam na ławce kruchą postać.
- Spójrz – wskazałam palcem – czy to nie Renata?
- Prawdopodobnie – odparł.
Zatrzymał się przy parku. Wyskoczyłam z samochodu i pobiegłam w stronę dziewczyny. Zbliżając się do niej byłam coraz bardziej pewna, iż to ona.
- Renata! – wykrzyczałam, sama wystraszyłam się swojego donośnego głosu.
Spojrzała prędko na mnie. Wyczułam w jej rozpłakanych oczach zdziwienie. Byłam zapewne ostatnią osobą, której się spodziewała.
- Lukrecja, co ty tutaj robisz? – wypowiedziała tak cichutko, iż ledwo ją usłyszałam.
Usiadłam obok niej i zdjęłam kurtkę. Podarowałam jej, była cała zmarznięta i roztrzęsiona. Objęłam ją i zmusiłam aby wstała.
- Chodź, zabiorę cię do domu – szłyśmy powoli.
Spojrzałam na Alana, który siedział na masce swojego samochodu. Patrzył ciągle na mnie. Wyglądał na zamyślonego, dałabym wiele, aby dowiedzieć się o czym teraz myśli. To nie był odpowiedni moment, aby ich oficjalnie przedstawiać, dlatego zaprosiłam Renatę czym prędzej do samochodu. Zamknęłam drzwi i podeszłam do Alana, który jak widać nie zamierzał schodzić z maski i kierować.
- Ja mam poprowadzić?
Nie spojrzał na mnie. Tak jakby mnie tutaj w ogóle nie było. Był tak głęboko zamyślony, iż zlękłam się w pierwszej chwili. Dotknęłam jego gorącego kolana. Nie ukrywam, iż miałam ochotę zatopić się w jego cudownym ciele. Była chłodna noc, w dodatku byłam w samej koszuli. Objęłam się dłońmi, ponieważ oblał mnie dreszcz i chłód.
- Zazdrościsz jej? – zapytał nagle.
- Komu?
- Renacie.
- Niby czego? – rzuciłam lekko urażona.
- Jej problemy są tak drobne, iż nie mogą się porównywać z twoimi, kolosalnymi.
- Każdy ma jakieś problemy.
Nie mogłam uwierzyć, że wypowiedziałam te słowa. Przypominałam w tej chwili Leona. To były jego słowa, zapewne bardziej w nie wierzył niż ja.
- Nie bądź taka subiektywna i rozważna. To do ciebie nie pasuję – uśmiechnął się delikatnie.
Uwielbiałam jego uśmiech. Znacznie bardziej seksownie prezentował się z tym szyderczym uśmiechem. Tylko się nie zakochuj!
Zdjął bluzę i zarzucił mi na ramiona mówiąc:
- Miłość do demona to najgorszy i bezmyślny wyczyn jaki możesz zrobić.
- Nie mówiłeś, że potrafisz czytać w myślach – odpowiedziałam zmieszana.
- Nie wiedziałem, że o tym myślisz.
Poczułam jak się czerwienie. Dotknął moje rozgrzane policzki. Miałam ogromną ochotę poczuć smak jego usta, ale zdążyłam się opamiętać. W końcu patrzyła na nas Renata. Jeszcze tego mi brakowało, aby smarkula roznosiła plotki na temat mnie i nieznajomego z jakim się całowałam. Odsunęłam się od Alana i wsiadłam do samochodu. On postąpił tak samo. W błogim milczeniu, którego potrzebowaliśmy wszyscy, wróciliśmy do domu. Bezpiecznie.

Renatę uspokoiła Kama. Wiem, że mają lepszy kontakt. Poza tym moja przyjaciółka była lepsza w tych sprawach niż ja. Czuła i pomocna, o mnie nie można by tak powiedzieć. Zaprosiłam do siebie Alana, oficjalnie przy Kamie, aby nam nie przeszkadzała. Zamykając za sobą drzwi i siadając na łóżku, odbyłam z Alanem poważną rozmowę.


--
Lukrecja z Alanem:
BMW-M3-1-249458-horzk.jpg

342-fotoblog-cytatyyyyxd-w-photoblogpl-likely-pl-67e56c6d.jpeg



Pozdrawiam was, mordeczki : **. :)
  • awatar AlwaysArianaGrande: Cudowny mordko :*
  • awatar transfuzjon: boże świetny : d pisz dalej.
  • awatar Expirion †: jejku genialne. <3 Lukrecja dziwnie się zachowuje w stosunku do Renaty,podobno jej nienawidzi. uhuh. ale ten Alan jest boski. *-* boze. :D ubóstwiam toooo !
Pokaż wszystkie (21) ›
 

wiecznasamotnosc
 
Przy okazji, chcę wam wszystkim życzyć zdrowych i pogodnych, oraz w pełni szczęścia świąt.
Wielu powodzeń i spełnienia marzeń. :*
Oczywiście mokrego dyngusa i abyście spędzili ten zimowy czas z najbliższymi, w gronie rodzinnym :).
Smacznego jajka i oby was tam nie zasypało . xD

A więc, *wesołych* ! Z góry dziękuję za wszystkie życzenia.


*Rozdział XIII –*
*„W klepsydrze mijających dni”.*



Weszłam do środka zatrzaskując drzwi.
- Kolejna twoja intryga? Możesz być z siebie zadowolony – rzuciłam oschle do Alana. Spojrzałam na niego złowrogo.
Tymczasem rozejrzałam się również po moim pokoju, który w tej chwili go nie przypominał. Wszystko było poniszczone. Ubrania, biżuteria, papiery i książki leżały gdzie popadnie. Połamana szafa i łóżku. Okno wybite, plus do tego mój piękny żyrandol, który dosłownie kupiłam niedawno. Byłam załamana, nie zarabiałam aż tyle, aby kupić wszystkie meble, teraz. Zwłaszcza, że miałam pożyczyć pieniądze Renacie, ale wiedziałam jedno. Alan, za swój niestosowny wybryk, odkupi wszystko. Podparłam boki i spojrzałam na niego ponownie. Stał przy oknie, poważny i zamyślony.
- Nie mam z tym nic wspólnego – odparł na swoją obronę.
Uśmiechnęłam się, aż taka naiwna na jego słowa nie byłam.
- Lepiej się przyznaj. Nie myśli, że ujdzie ci to płazem – pogroziłam mu palcem.
- Lukrecja – ruszył ku mnie i złapał mnie za ramiona. – Oni tu byli – wyczułam jego zdenerwowany głos.
- Czego chcieli? – uwierzyłam mu.
Był zbyt poważny, aby mógł ze mną pogrywać.
- Gdybym to wiedział, uprzedziłbym cię.
- Nie czujesz ich obecności?
- To inkubi, są znacznie silniejsi i przebiegli.
- Nie pocieszasz mnie – spojrzałam na niego smutno.
- Dowiem się wszystkiego – utulił mnie.
Przytuliłam się do jego gorącego ciała. Oblała mnie fala pożądania. Nieprawdopodobne, że w takim momencie potrafiłam myśleć o takich rzeczach, czyli o jego boskim ciele.
- Chyba nie masz zamiaru zostawiać mnie tu samej? – zapytałam zlękniona.
- Zawiozę cię w bezpieczne miejsce.
- Nie chcę się ukrywać. A co z Kamą i Renatą? Może grozić im niebezpieczeństwo.
Objął twarz moimi dłońmi i odparł:
- Ty jesteś cenniejsza. To ciebie chcą, nie twoich koleżanek. Nie protestuj, chociaż teraz – pokiwałam głową, oszołomiona.
Napływem wydarzeń, ale i jego bliskością. Nasza znajomość rozrastała, była coraz silniejsza i nie mieliśmy na to wpływu. Wsiadłam do samochodu Alana i moje myśli kręciły się tylko w jednym miejscu – czego szukali u mnie w pokoju?

- Tutaj będziesz bezpieczna. Tylko pamiętaj, nie wychodź stąd.
Znajdowaliśmy się w jego domu. Siedziałam na łóżku, roztrzęsiona.
- Musisz wychodzić?
- Teraz uda mi się czegoś dowiedzieć.
- A jeżeli przyśnij mi się właśnie coś co może cię naprowadzić na trop? – próbowałam być przekonująca.
- Zanim zaśniesz, wrócę – kucnął obok mnie. – Obiecuję – na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
Objęłam się dłońmi, było mi zimno. Alan zdjął swoją bluzę i okrył mnie. Poczułam zapach imbiru, lekko uspokojona, położyłam się na łóżku. Zamknęłam oczy, a gdy po chwili je otworzyłam Alan znikł. Pozostałam sama w obcym mi miejscu. Nie wiedziałam co robić. Bałam się zasnąć, bałam się też swoich myśli. Obawiałam się również każdego kolejnego ruchu, który mógłby mnie zdradzić. Niektórym osobą mogłoby się wydawać niewiarygodne to co mnie właśnie spotyka, ale ja w to wierzę. Nie uważam, że jest mi łatwo się z tym pogodzić, ale wiara na to, iż będzie lepiej, nie gaśnie. Wiem jednak, iż czeka mnie jeszcze wiele, a to wiele przerażających wydarzeń. Wraz z Alanem, poradzimy sobie. Zamykając oczy, które domagają się odpoczynku w głowie miałam jedno poważne pytanie – czego Alan oczekuję w zamian jeżeli mi pomoże i dlaczego to robi?


Miałam na sobie ciepłą bluzę Alana, która nadała mojemu umysłowi spokój. Wokół było ponadto jak zazwyczaj – przerażająco. Miałam ochotę stąd uciec, zdałam sobie sprawę, że nie mam dokąd. Byłam w jakimś zamknięciu. Dookoła były tylko i wyłącznie kraty. Wszędzie kraty i kraty. Panika rosła. Krzycząc i wołając o pomoc, usłyszałam nieznajomy głos:
- Czekałem na ciebie, droga Lukrecjo – rozejrzałam się, ale nikogo nie zauważyłam.
- Czego chcesz?!
- Ciebie – wyszeptał z lekką euforią.
Serce szalało jak nigdy dotąd. Bałam się, w końcu inkubi polują na swoją ofiary podczas snu. Głupia ja.
- Niewdzięczny kambion buntuję się, prawdaż? - jego głos był chłodny.
- Nic nie rozumiem – odpowiedziała zakłamana.
Ziemia się zatrzęsła. Ledwo stałam na nogach. Najwidoczniej zdenerwowałam inkuba.
- Będziesz moja – wykrzyczał, podskoczyłam ze strachu.
- Odejdź!
- Będziesz moja – tym razem wyszeptał.
Jego szept wkradł się do mojego umysłu.
- Zdobędę cię, a później zawładnę całym światem – zaśmiał się. – Potrzeba tak niewiele, aby mieć wszystko.
Moja pierwsza myśl to, jakiż on zachłanny. Chciał mieć wszystko co żyję i się porusza. Chciał mieć władzę nad każdym i wszystkim.
- Zniszczę każdego kto stanie mi na drodze – wypowiedział z sarkazmem i złowrogością.
Od razu pomyślałam o Alanie i o tym jak wiele dla mnie ryzykuję. Nie chciałam tu dłużej siedzieć, próbowałam wracać do rzeczywistość, ale bez konkretnych skutków. Alan mógłby wrócić i uwolnić mnie od tej sennej męczarni.
Demon znikł, tak po prostu. Siedząc w zamknięciu już kilka godzin, dopadało mnie zmęczenie. Czułam przede wszystkim zmęczenie psychiczne. Wciąż myślałam o tym jak zmusić się do przebudzenia, oraz o tym, iż jednak Alan mógł mnie wystawić. Innego wyjaśnienia nie mogłam odnaleźć.
Mijało kilka dni i nocy, a mnie dopadała depresja. Za każdym razem jednak wkradał się do mojej głowy głos demona, wypowiadający łacińskie zdania, które były mi zupełnie nieznane. Być może to jego słowa, przygnębiały mnie jeszcze bardziej. Czułam jak opadam bez siły, jakbym znajdowała się w wirującej otchłani z której nie ma wyjścia. Nie chciałam tak skończyć swojego życia. A pożegnanie z Kamą, Leonem, Kingą, Matyldą, Danielem i nawet Renatą? Musiałam wrócić do nich i im pomóc. Miałam plany i intrygi do wykonania. Żaden choleryk, taki jak ten nie może popsuć moich planów. Wstałam i odważyłam się na odważny krok. Uderzając w kraty, które były metalicznie mocne, wracałam do rzeczywistości.


Podniosłam się szybko i rytmicznie. Byłam spocona. Rozejrzałam się, ale nic nie zauważyłam w końcu otaczała mnie ciemność, do której powinnam się przyzwyczaić. Ostatnio zasnęłam u Alana, a więc i tu powinnam się znajdować, chociaż nie byłam pewna. Minęło tyle czasu.
- Alan – powiedziała cichutkim i ochrypłym głosem.
- Lukrecja – wypowiedział pierwszy raz moje imię tak czulę.
Objął dłońmi moją twarz, czułam jego szybki oddech.
- Dlaczego mi nie pomogłeś?
- Próbowałem. Samael?
- Nie wiem. Nie widziałam go, tylko słyszała i czułam.
- Tylko on ma takie zdolności.
- Ile minęło dni?
- O czym ty mówisz? Minęło raptem kilka godzin – zrobiłam wielkie i zdziwione oczy.
- Wydawało mi się, iż mija kilka dni.
- To tylko twoja bujna wyobraźnia. Ważne, że udało ci się uwolnić z jego szpon.
- Nasuwa mi się wiele pytań.
- Nie teraz – rzucił pośpiesznie. Pomieszczenie oświetliło się, a Alan trzymał w swoich dłoniach moją bransoletkę. – Szukali tego – potrząsnął bardzo cenną dla mnie bransoletką.
- Biżuteria po mojej matce. Podarował mi ją wuj. Po co im ta bransoletka?
- Już wiedzą o twoich mocach i zdolnościach. Samael sprawdzał twoją wytrzymałość. Chciał się dowiedzieć na ile jesteś silna i ile posiadasz mocy.
- Czyli uwalniając się, zdradziłam samą siebie?
- Na to wygląda.
- Skąd to wiesz? – zapytałam zaciekawiona.
- Mam swoje źródła – uśmiechnął się i prędko zapiął bransoletkę. – Pilnuj jej, być może ma jakieś magiczne moce – zaśmiał się i puścił do mnie oko.
Bawiąc się swoimi bransoletkami, zapytałam:
- Czy wiesz jakie ryzyko na siebie ściągasz pomagając mi?
- Jestem tego świadom. Spokojnie, nie rzuciłaś na mnie uroku – zauważyłam, że humor mu dopisywał, mi ponadto nie.
To zbyt dużo jak na jeden dzień. Chciałabym zasnąć i spać spokojnie, odpoczywając.
- Jak więc Samael zamierza mnie zdobyć skoro jestem pod osłoną?
- Jego plan jest sprytniejszy niż ci się wydaję.
- Opowiedz mi o nim.
Usiadł obok mnie i patrząc przed siebie, mówił poważnym głosem:
- Nic tak nie umożliwi mu dalszego startu i większej władzy jak potomek.
- Mam mu dać potomka? – wykrzyczałam spanikowana.
- W ten sposób będzie miał ciebie, a kambion odziedziczy po tobie moce.
- To szaleństwo! – ponownie wykrzyczałam wstając i chodziłam dookoła łóżka.
- Jedyny krok na jaki go stać.
- Czyli zgwałci mnie przez sen?
Pokręcił głową i spojrzał na mnie ukradkiem wypowiadając:
- On cię uwiedzie, nim się obejrzysz będziesz go pragnęła. Zrobi to podszywając się pod kogoś. Być może pod osobą która doskonale znasz.
- Na przykład za ciebie?
- Za istotę ludzką.
- Czyli może spędzać ze mną codziennie czas, a ja nie będę tego świadoma?
- Ja będę – odparł prędko.
- To dopiero początek, prawda? – usiadłam obok niego i ujęłam jego ciemne spojrzenie.
Pokiwał głową. Uśmiechnął się delikatnie, jakby to była dla niego frajda. Jakby rozkręcał się dopiero. Wiedziałam, iż najgorsze przede mną. Z zamyślenia wyrwała mnie pokusa, jaka do mnie dążyła. Oczy powiodły za jego ustami, które zmierzały ku mnie. Był blisko, coraz bliżej. Wyczekiwałam pocałunku, gdy nagle podskoczyłam jak poparzona, słysząc dźwięk komórki. Odebrałam.
- Lukrecja, gdzie ty jesteś? – zapytała lekko zdenerwowana Kama.
- Zabawiasz się w moją mamę?
- Jeżeli nie wrócisz za pół godziny do domu, szlaban na miesiąc masz gwarantowany.
- Dobrze, mamusiu. Za chwilę wrócę – roześmiałam się.
- Czekam – powiedziała na pół roześmianym, a poważnym głosem.
Schowałam komórkę do kieszeni.
- Odwieziesz mnie?
Nie odpowiedział, ale za co rzucił się na mnie, nachalnie. Jego usta były gorące, aż parzyły. Pierwszy raz czułam taką ekstazę i podniecenie podczas pocałunku. Wiedziałam, iż to Alan, ale aż takie emocję? Całowaliśmy się kilka minut. Odwzajemniałam jego pocałunki. Chciałam więcej, pragnęłam aby ta chwila trwała wiecznie. Nim się obejrzałam leżeliśmy już na łóżku. Jego gorące dłonie czułam na ciele. Nie wiem jak i kiedy, a przerwał. Być może dla mojego dobra. Leżałam chwilę na łóżku, ciężko oddychając. Potrzebowałam więcej czasu niż minuty, aby wrócić do życia. Pomimo tego wstałam, ale czułam jak moje nogi odmawiają posłuszeństwa. Świat wirował, a oddech nie chciał się unormować. Powoli ruszyłam ku wyjściu i doszłam do samochodu. Rozsiadłam się na fotelu, nie czułam się komfortowo. Była niezręcznie milcząca sytuacja. Spoglądałam co chwilę na Alana, ale on był skupiony. Wiedziałam, że nie na drodze.

--
ZE SNU:
fotoblog-ocultiste-w-photoblogpl-likely-pl-eb2f9abb.jpeg


Lukrecja z Alanem:
  • awatar zakrecoonaaa xd: wow .! dzieki, ze dodalaas .! :D:D:D poprostuu genialnee...naprawde masz talent do pisania, czytam i czytaam...az tu nagle koniec...co juz.? <33 niesmowite i takie wciagajaacee ^^ niemoge sie doczekac kolejnego rozdzialuu :D aaa...i dziekuje i Tb tez Wesołych Świąt .! ;*
  • awatar transfuzjon: rozdział po prostu niesamowity ! ; d tobie też wesołych . < 3
  • awatar tak niezwyczajnie..: Oo, dziękuję, i Tobie też chciałabym życzyć wszystkiego co najlepsze, zdrówka, spełnienia wszystkich marzeń no i wesołych świąt :D :* + rozdział jak zwykle prześwietny! :)
Pokaż wszystkie (17) ›
 

wiecznasamotnosc
 
xxmaatyldaaxx.pinger.pl/ - teraz tobie małaa dedykuję ten rozdział.

: ** Dziękuję za wszystko :).



*Rozdział XII –*
*„Nawet anioły są podłe i mają swoje intrygi”.*



Szykując obiad usłyszałam rozmowę Kamy z Renatą:
- Pomóż mi – wydukała Renata. – Przekonaj ich jakoś. Muszę tam pojechać.
- Dlaczego to dla ciebie takie ważne?
- Nie chcę się wyróżniać i nie jechać. Wszyscy wyjeżdżają. W końcu to nasz ostatni wspólny wyjazd.
- Przyznaj się, że chodzi o Przemka – Renata nagle zamilkła.
Zaśmiały się. Ruszyłam do salonu i stwierdziłam, że wtrącę się co nie co do sprawy.
- To jedź, bez zgody rodziców – powiedziałam, a Renata spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem.
- Muszę mieć pieniądze i ich zgodę.
Podeszłam do niej i wyrwałam jej z rąk jakieś papiery, czym prędzej złożyłam podpis. Oczywiście podrobiłam podpis jej rodziców.
- A kasę ci pożyczymy, przecież taka wycieczka nie kosztuję majątek – oddałam jej kartki.
- Zorientują się.
- Nauczyciele czasami nie są tacy bystrzy jak nam się wydaję. Przecież nie będą sprawdzać każdego jednego podpisu – uśmiechnęłam się bystro.
- W sumie Lukrecja ma rację, ale wolę nie myśleć jak zareagują twoi rodzice na wyjazd, bez ich zgody.
- Raz się żyję – mówiłam nadal przekonująco.
Pomimo naszej napiętej sytuacji z Renatą, lubiłam ją. Była moją małą i bystrą siostrzyczką. Obie je traktowałam jak siostry. W końcu były moją jedyną rodziną.
- O nie, nasz kurczak spiecze się na wiór – zaśmiałam się i pobiegłam do kuchni, ratując nasz obiad.


- Podobno Leon piszę ponownie wiersze, dla ciebie? – zapytała mnie Kama, gdy siedziałyśmy u mnie w pokoju i popijałyśmy kawę.
- Podobno się zakochał, ma motywację.
- A ja myślałam, że jest od dawna zakochany.
- Że niby we mnie? – pokiwała głową.
- Kama, przestań. Znów snujesz jakieś swoje domysły. Za dużo myślisz wieczorami. Lepiej zajmij się swoim życiem – czułam się lekko zdenerwowana.
- Taka jest prawda. Wystarczy popatrzeć jak cię traktuję i ile jest gotów dla ciebie zrobić.
- Tak, bo jest moim przyjacielem.
- Nie wierzę w przyjaźń damsko-męską.
- Za to ja wierzę. My jesteśmy na to dowodem. Pogódź się z tym. Nie psuj mi humoru.
- Nie irytuj się tak, ale skoro drażni cię ten temat to musi być coś na rzeczy.
- Chyba to, iż sama podkochujesz się w Leonie i mi zazdrościsz.
Milczała chwilę, a później wybuchła histerycznym śmiechem. Czy to na pewno moja przyjaciółka?
- Ja w Leonie?! – wciąż się śmiała.
Wiedziałam jak odpowiedź powinna brzmieć, zakochała się w nim. Podejrzewałam, ale oczekiwałam, że wyzna mi prawdę. Kama zawsze była zamknięta w sobie jeżeli chodzi o uczucia. Ogólnie nie miałam szczęścia do związków damsko-męskich. Siedząc w ciszy już knułam jak zeswatać swoją przyjaciółkę i najlepszego przyjaciela. Na początku musiałam dowiedzieć się kim jest ta szczęściara którą Leon pokochał, być może nawet to Kama. Uśmiechnęłam się w duchu. Miałam plan.

Jak zdecydowaliśmy, a raczej to Alan zadecydował za mnie, zawoził mnie do pracy, a później odbierał. Frustrowało mnie czasami jego towarzystwo, lecz powoli zaczęłam się przyzwyczajać. Był również jeden plus, przy nim czułam się bezpiecznie, jak przy nikim innym.
- Nie przyzwyczajaj się – rzucił do mnie Alan.
Kierowałam jego autem, wracaliśmy do domu. W sumie to odpowiadał mi taki układ, mogłam pojeździć świetnym samochodem o którym marzy większość ludzi. Szczęściara.
- Zafunduj mi takie auto to się odzwyczaję i przede wszystkim usamodzielnię. Nie będziesz musiał mnie tak pilnować.
- Nowe auto nic nie pomoże.
- Przecież nic mi nie grozi – uśmiechnęłam się.
- Nie nalegam – odpowiedział lekko urażony.
Pierwszy raz tak się zachowywał. Alan urażony? Niewiarygodne, mało prawdopodobne. Zatrzymałam się przy domu. Zgasiłam samochód i spojrzałam na niego z ogromną uwagą.
- Co się dzieję, Alan?
Nie odpowiedział, wysiadł z samochodu. Otworzył mi drzwi i podał mi rękę. Jak zawsze zlekceważyłam jego pomoc. Nim się obejrzałam wsiadł do samochodu i odjechał. Stałam kilka minut na podjeździe zastanawiając się o co mu chodzi. Już sądziłam, że jest normalny, a on za to odwala kolejne akcje, niezrozumiałe. Przewróciłam oczami i nakazałam sobie, aby zaprzestać myśleć o nim. Wchodząc do domu, wyczuwałam lekki niepokój. To nadeszło samo. Kierując się do swojego pokoju wyczuwałam coraz ostrzejszy zapach imbiru wymieszany z czarnym pieprzem, który aż podrażniał moje nozdrza. Zapach piekł mnie w oczy. Spodziewałam się tylko jednego – kłopotów i zła. Otwierając drzwi do swojego pokoju, poczułam lęk.

--
Lukrecja wraz z Kamą:
przyjaciolki-likely-pl-3835bd72.jpeg


Jak się postaracie to może dziś jeszcze dodam kolejny rozdział, ponieważ ten nie był zbyt ciekawy, ale zobaczymyy. :P
  • awatar Czym jest życie i prawdziwa miłość ∞: No może za dużo się nie wydarzyło ale i tak był świetny. ;) Dodaj kolejny, ciekawe co znajdzie w tym pokoju i o co chodzi Alanowi.. xd Wesołych świąt kochana :*
  • awatar Smerfcia: daj kolejny ;) ten był boski, następny za pewne też ! ;*
  • awatar Tranquility.: Mega *.* kolejny kolejny ! <3 <3
Pokaż wszystkie (13) ›
 

wiecznasamotnosc
 
*Rozdział XI –*
*„Słonych snów”.*



Jak wygląda świat umarły? Bez życia? Już wiem. Właśnie się w nim znajduję. Drzewa suche i smutne. Wyglądają jakby płakały z bólu. Bez liści i gałęzi. Chmury, złe i ciemne. Ziemia wysuszona i kująca w bose stopy. Nawet deszcz jest przerażająco zimny i pełen zgrozy. Grzmoty, które pojawiły się na niebie wywołują strach. Miejsce opuszczone, ale wiedziałam, że ktoś musi się na nim znajdować. Chodząc po smętnym otoczeniu niestety nie zauważyłam nikogo. Nie rozumiałam sensu swojego snu, zazwyczaj działo się coś. Usiadłam na pobliskim kamieniu. Stopy bolały mnie i krwawiły. Myśląc o tym jakiego bólu sobie zadałam zamierzałam zakładać kapcie lub chociaż skarpetki na noc. Chłodny wiatr poruszył moimi lekkimi włosami, wciągnęłam w płuca zapach, intensywny i podrażający moje nozdrza. Imbir, zawładnął moimi myślami i ciałem. Nie wiem dlaczego, ale zaczęłam płakać. Płacz był pełen żalu. Płakałam i płakałam, aż opadając bezwładnie na mokrą ziemię straciłam siły, ale wyszeptałam:
- Alan.

- Lukrecja – ktoś mną potrząsnął.
Wracałam do rzeczywistości, słyszałam kogoś i czułam, ale nie chciałam otwierać oczu. Jakaś silna moc przyciągała mnie do świata snów. Chciałam za wszelką cenę poznać prawdę i znaczenie tego dziwacznego snu. Ktoś poklepywał mnie po twarzy. Otworzyłam prędko oczy i ujrzałam Alana.
- W porządku? – zapytał się lekko zatroskany.
Odepchnęłam go i zapytałam:
- Co ty wyprawiasz? – miałam ochotę wykrzyczeć te słowa, ale nie chciałam obudzić swoich współlokatorek.
- Płakałaś i krzyczałaś przez sen. Musiałem jakoś zareagować.
- Mogłeś nie reagować. Dowiedziałabym się przynajmniej o co chodzi w tym śnie.
- Co ci się śniło?
- Nie udawaj głupiego, doskonale wiesz. I jak zawsze pożywiłeś się końcówką. O co chodziło?
- Nie mam pojęcia o czym śniłaś. Założyłaś „blokadę”. Mam nadzieję, że tymczasową.
- Już nic nie rozumiem – wstałam i założyłam szlafrok. – Płakałam z niewiadomego powodu i wypowiedziałam twoje imię.
- Powiedz mi co ci się dokładnie śniło.
- A co jesteś znawcą od snów?
- Żebyś wiedziała – odparł stanowczo.
- Miejsce jakby bez życia. Deszcz, grzmoty i ja. Byłam sama w jakimś nieznanym miejscu.
- Zapamiętałaś to miejsce?
- Nie wiem.
- A gdybyś je teraz zobaczyła, rozpoznałabyś?
- Nie mam pojęcia – odpowiedziałam zdenerwowana.
- Musisz mi je dokładnie opisać, skup się – podszedł do mnie.
Usiadłam na parapecie i zaczęłam się zastanawiać. Wszystko było takie realne i kolorystyczne, ale nie było tam nic szczególnego. Normalne miejsce, tylko, że umarłe. Takich miejsc może znajdować się mnóstwo, nawet w naszym rejonie. Alan, patrzył się non stop na mnie.
- Nie mogę się skupić gdy tak patrzysz na mnie.
- Były tam drzewa?
- Tak, to znaczy wyglądały jak drzewa, ale nie miały ani liści, ani gałęzi. Wszystko było takie smętne.
- A jakaś łąka?
- Nie, ziemia była sucha, bez trawy. Jakby ktoś to miejsce wypalił, dokładnie tak to wszystko wyglądało.
Niecierpliwie kręcił się po pokoju zastanawiając się co to za miejsce.
- Były tam jakieś pozostałości po budynku?
- Nie, chyba nie. Nie pamiętam. Nie rozglądałam się, aż tak dokładnie – rzuciłam zdezorientowana.
- Jest pewno miejsce, po pożarze. 15 km stąd.
- Chyba nie zamierzasz tam jechać teraz w nocy?
- Ja przebadam teren, ale ty wracaj do łóżka – pocałował mnie w czoło.
Byłam w szoku. Dlaczego to zrobił? Może obawiał się, że coś się stanie? Zanim się ocknęłam po uroku jaki na mnie rzucił, znikł z moich oczu. Pozostałam sama w pustym pokoju z głową pełną myśli.

- Lukrecja – usłyszałam donośny głos Kamy – ktoś do ciebie.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na nią błagalnie.
- Proszę, nie wpuszczaj nikogo. Chciałam się chociaż dziś wyspać – spojrzałam na zegarek – jest 7 godzina, ludzie!
- Witaj Lukrecjo – powiedział czule Alan.
Oparłam się na łokciach i spojrzałam na niego. Wyglądał niesamowicie przystojnie, jak zawsze. Jasne spodnie, a do tego krótka kremowa bluzka, w dodatku tak obcisła, iż uzupełniała jego muskularną klatkę. Czarne okulary przeciwsłoneczne i zegarek srebrny dodawały mu uroku i elegancji. Ciężko było mi oderwać wzrok od niego. Pomimo tego, zmusiłam się wręcz, aby nie pomyślał, że mi się podoba. Chociaż i tak zapewne wyczuwał.
- Co tutaj robisz?
Wszedł do pokoju i zamknął drzwi. Nie wiem kiedy, a Kama znikła, zapewne nie spodobał jej się Alan. Nie lubi taki eleganckich lalusiów, w dodatku tak nadzianych. Alan na takiego wyglądał. Usiadł obok mnie i odparł:
- Prawdopodobnie znalazłem to miejsce. Wstawaj, pojedziemy tam.
Opadłam na poduszkę, kładąc się na brzuchu.
- Daj mi jeszcze godzinę. Nie wyspałam się.
- Nie masz ochoty poprowadzić? – pomachał mi przed nosem kluczykami.
Pokusa była tak ogromna, iż musiałam się zgodzić. Wsiadając do BMW i ruszając czułam napływ adrenaliny. Alan był demonem, więc nie mógł zginąć, a mi życie było obojętne. Może byłoby warto zginąć, aby najpierw się wyszaleć. Rozwinęłam prędkość do 150 km, ale to nadal było za mało. Jazda powyżej 200 to była frajda.
- Widzę, że życie ci nie miłe.
Zaśmiałam się i spojrzałam na niego. Momentalnie złapał za kierownicę.
- Ależ z ciebie cykor – wyśmiałam go.
- Ja mam cię chronić, a nie doprowadzić do tego, abyś zginęła na pierwszym lepszym zakręcie.
- Kambion ma mnie chronić? Też mi coś – poruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się.
- Skręć w lewo – powiedział prędko.
Posłusznie skręciłam.
- Zatrzymaj się tutaj – wskazał palcem na jakiś wjazd.
Wysiedliśmy z samochodu i rozejrzałam się dookoła. Miejsce w ogóle nie przypominało tego ze snu. Naprzeciwko nas znajdowały się ruiny po jakimś budynku.
- Pożar był dokładnie 18 lat temu – powiedział, kierując się wprost na ruiny.
– Czy ktoś zginął?
- Dwie osoby. Małżeństwo.
- To straszne. Jakie były przyczyny?
- Do dziś niewiadomo – rzucił i spojrzał na mnie, podając mi rękę. – Chodź, pokaże ci coś.
Zlekceważyłam jego pomocną dłoń i mijając budynek, który tutaj bodajże stał 18 lat temu, zatrzymałam się ze zdziwienia.
- Te drzewa, ta skała – przypomniałam sobie swój sen.
Wszystko wyglądało dokładnie tak samo. Jedynie wykluczając pogodę, ponieważ w tej chwili słońce rozgrzewało nas do czerwoności. Było gorąco i wiosennie. Chociaż wiosna miała skończyć się lada chwila.
Podeszłam do kamienia na którym odpoczywałam i usiadłam na nim. Spojrzałam na Alana.
- Nadal niczego nie rozumiem.
- To miejsce musi odgrywać jakąś ważną rolę w twoim życiu, albo na pewno będzie odgrywać – kucnął obok mnie.
- Nic mnie z nim nie wiąże.
- Jak zginęli twoi rodzice? – zapytał nagle.
Drażnił mnie ten temat, nie dlatego, że miałabym mówić o ich śmierci, w końcu ich nie znałam, ale dlatego, iż nie wiedziałam nic o nich. Nawet jak zginęli. W wypadku? Zmarli na jakąś zakaźną chorobę? W jakiejś katastrofie?
- Nie wiem – powiedziałam smutno.
- Podobno inkubi wybierają przypadkowe ofiary. Nie wierzę, że ty byłaś przypadkowa. Musieli wiedzieć o twoim istnieniu od dawna.
- W takim razie dlaczego wcześniej nie zareagowali?
- Byłaś tak niedostępna. Uwierz mi, szukałem cię od kilku lat. Już wiem co cię zdradziło.
- Co, sny? – pokręcił głową.
- Tatuaż.
- Wspominałeś, że to jakiś pentagram, symbol?
- To symbol doskonałości, gdzie znajdowane są w nim złote proporcje. Jest również symbolem zła.
- Czyli mam teraz w sobie moce zła? – uśmiechnął się delikatnie, jakbym powiedziała żart, ale taki mało zabawny.
- Pentagram umożliwił mi drogę do ciebie. Inkubi uknuli to, aby cię jak najszybciej odszukać. Aby nie wiedzieli gdzie się znajdujesz, musisz usunąć tatuaż.
- A gdybym go przerobiła w jakiś sposób?
- Usunąć – rzekł stanowczo i pośpiesznie wstał. – To również załatwiłem, chodź.
Ruszył ku samochodowi, a ja siedząc jeszcze chwilę na kamieniu wciągnęłam zapach, który wydawał mi się również znajomy. Zapach jaśminu.

Po usunięciu tatuażu wiedziałam, że będą blizny, ale niestety, trzeba czasami płacić za swoją lekkomyślność. Dręczyło mnie jedno, czy uda mi się kiedykolwiek uwolnić od tych snów i inkubów, którzy prześladują mnie od dłuższego czasu?

--
*ZE SNU*:
1094119.jpg


************************************
Postanowiłam dodać czasami jakieś zdj, abyście jako tako pewne rzeczy sobie wyobrazili :).

Dziękuję za b. miłe słowa <33.
Pokaż wszystkie (17) ›
 

wiecznasamotnosc
 
Z dedykacją dla :
miloscnazawsze.pinger.pl/
Słońcee, dziękuję ci za milion przemiłych słów oraz za twoje opowiadania :). <33


*Rozdział X –*
*„Łzy tak gorzkim pokarmem”.*



Zaczęłam go bić gdzie popadnie. Zdenerwował mnie. Złapał mnie za nadgarstki i powiedział spokojnym głosem:
- Szybko biegasz – popchnęłam go.
- Dlaczego tak bardzo sprawia ci przyjemność granie mi na nerwach?
- Należało ci się. Kazałaś mi opuścić lokal – odpowiedział Alan.
- Tak, wiem. Zachowałam się idiotycznie, ale czy nie uważasz, że w pracy jednak nic mi nie grozi?
- W miejscu najmniej groźnym, krzywda się dzieję.
- Sam to wymyśliłeś, wszystko wiedzący?
- Przeżyłem tyle lat, iż wiem wszystko na każdy temat.
- Masz się czym chwalić, demonie – rzuciłam oschle i omijając go ruszyłam przed siebie.
- Wystarczy Alanie – uśmiechnął się i ruszył za mną.
- Musisz odkupić mi telefon.
Jak na zawołanie wyjął komórkę, w dodatku moją. Obejrzałam ją dokładnie i nie było żadnej ryski. Przystanęłam i spojrzałam na niego.
- Nie pytaj – zaśmiał się.
Objął mnie i powiedział:
- Chodź, twój przyjaciel czeka na ciebie, zmartwiony.
- Zupełnie o nim zapomniałam.
- Do pamiętliwych nie należysz.
- Skończ z tymi docinkami.
- Skończyć to ja mogę swoje zadanie, jeżeli będziesz niegrzeczna i nieposłuszna – musnął mnie w zaczerwieniony policzek.
- Co masz na myśli? Wydasz mnie?
- Twój los leży w moich rękach. Nie zapominaj o tym. A teraz zmykaj – dał mi klapsa w pośladek. – Spotkamy się za 20 minut.
Podskoczyłam i spojrzałam na niego karcąco. Pozwalał sobie za dużo. Z dnia na dzień nienawidziłam go coraz bardziej. Może lepiej by było gdyby zachowywał się tak jak na początku? Czyli unikał odpowiedzi i był milcząc. Chociaż takie zachowanie również mnie irytowało. Wskoczyłam do samochodu Leona. Przywitałam się z nim, ale zanim ruszyliśmy spojrzał na mnie uważnie i wyczekująco.
- Co? – zapytałam.
- Miałaś na mnie czekać, śpieszyło ci się. A okazuję się, że to ja na ciebie czekam.
- Przepraszam – powiedziałam powoli, aby wcisnąć mu jakiś kit. – Musiałam wrócić się do baru, zapomniałam portfela.
- A dlaczego przerwałaś połączenie?
- Zapewne zasięg straciłam, wiesz jak to jest – uśmiechnęłam się słodko.
- Okej, okej – ruszył samochodem.
Jechaliśmy, wciąż rozmawiając. O byle czym. Uwielbiałam jego towarzystwo. Oczywiście nie odbyło się bez zaproszenia go na nocne plotkowanie. Zrobiłam nam gorącą czekoladę i usadawiając się na moim łóżku, Leon zaczął mówić:
- Ostatnio wróciła do mnie wena.
- Znów piszesz?
- Tak. Lukrecja, chyba się zakochałem.
- Naprawdę? – pisnęłam z zachwytu i przytuliłam mojego najlepszego przyjaciela.
- Ale… - przerwał i opuścił głowę. – Raczej nieszczęśliwie.
- Skąd ta pewność?
- Pewności nie mam, ale… - poklepałam go po ramieniu, mówiąc:
- A więc nie wszystko stracone. Pochwal się co napisałeś – byłam podekscytowana.
Jego wiersze były piękne, a teraz gdy się zakochał, wiedziałam, że będą jeszcze bardziej trwalsze i piękniejsze. W końcu miał o kim pisać. Wyjął swój notes z którym się nie rozstawał. Nawet mi nie pozwalał do niego zaglądać, ale czasami czytał swoje wiersze. Niektóre były smutne i przerażająco dotkliwe oraz łapiące za serce, znów inne były pełne szczęścia i szczęśliwej miłości. Usłyszałam jego głos:
„Miłość, tak ma na imię
Usychasz niczym kwiat pozbawiony wody
Sen odpływa na dalekie morza
Wszystko przestaje mieć sens
Nawet nie smakuje już strawa
A przecież kochasz
Szczęście powinno podnieść rolety
Wpuścić zapach radosnego podniecenia
Snujesz się jednak jak bezwolna maszyna
Miłość spala
Myśli tysiące...”
Gdy czytał te słowa, czułam jego miłość do tej dziewczyny.
- Kim ona jest?
- Nie mogę ci powiedzieć. Co o tym myślisz?
- Znasz moje zdanie na temat twoich dzieł. Jesteśmy przyjaciółmi, powiedz mi. Zachowam to dla siebie.
- Lukrecja – powiedział czule i łagodnie. Miałam nadzieję, że powie mi kto to, ale on tylko odparł – nie znasz. Muszę już jechać. Jest późno – ucałował mnie w czoło, ale trwało to dłużej niż zwykle. Zastygł w bezruchu na chwilę. Po kilku sekundach, wyszedł z pokoju. Po chwili usłyszałam odgłos odjeżdżającego samochodu.
- Ależ poeta z niego. W dodatku cię okłamuję i ma tajemnice przed własną przyjaciółką, którą kocha.
- Odczep się, demonie bez serca. On jest wrażliwy, wiem, że przyjdzie odpowiedni moment kiedy wyzna mi prawdę.
- Obyś dożyła tych dni – wysyczał.
Rzuciłam w jego kierunku poduszką. Położyłam się i zamknęłam oczy.
- Mam cię dosyć. Znajdź jakieś rozwiązanie, abym nie musiała spędzać z tobą tyle czasu – ziewnęłam.

Piosenka One Direction – Live while were young, rozbrzmiewała w moich uszach. Ktoś do mnie dzwonił. Niechętnie otworzyłam oczy i sięgnęłam po komórkę. Nie spoglądając na ekran, odebrałam.
- Słucham – powiedziałam zaspanym głosem.
- Masz dziś drugą zmianę? – zapytała Kinga.
- Tak, a o co chodzi?
- W piątek Matylda obchodzi 20 urodziny. Pomyślałam, że mogłybyśmy się wybrać na jakieś zakupy i kupić jej wspólnie prezent. Osobiście nie mam pomysłów, dlatego poszukam rady u ciebie.
- Śpię – wyszeptałam z zamkniętymi oczami.
- Wstawaj! – krzyknęła do słuchawki, a ja jęknęłam z tego hałasu. – Będę u ciebie za godzinę – nim zdążyłam zaprotestować, rozłączyła się.
Miałam ochotę rozpłakać się. Nigdy nie mogłam porządnie się wyspać. Ktoś wszedł do mojego pokoju i otworzył komodę. Otworzyłam jedno oko i ujrzałam Renatę.
- Co ty wyprawiasz, smarkulo? Precz od moich rzeczy.
Nie odpowiedziała. Grzebała, poszukując czegoś. Byłam zmuszona wstać, podeszłam do niej i szarpnęłam ją. Ukazała mi się dość niespotykana Renata. Zapłakana i smutna. Makijaż miała rozmazany po całej twarzy. Pierwszy raz zrobiło mi się jej żal.
- Co się stało, Renata? – ujęłam jej twarz dłońmi.
Spojrzała na mnie zbłąkana. Próbowała coś wyjąkać, ale nadmiar emocji nie pozwolił jej. Utuliłam ją. Zaparzyłam jej melisy i siadając w kuchni, gdy się już uspokoiła, nakazałam opowiedzenia, a raczej wyżalenia mi się. Nie byłam zbyt dobrą osobą, ale jedyną w pobliżu. Kama, oczywiście o tej godzinie, czyli o 7 rano była już w drodze do pracy. Pracowała jako opiekunka. Oczywiście nie do dzieci. Opiekowała się psami, oczywiście ona tak to nazywała. Wszyscy wiedzieliśmy, że wychodzi z psami na spacer i sprząta po nich odchody. Kama, kocha zwierzęta. Wiem, że ta praca jej odpowiada, a ja nie zamierzam jej podważać.
- Opowiadaj, co się stało – rozkazałam jej, ona natomiast pokręciła z rezygnacją głową.
- Renata, mów. Nie mam czasu na przekonywanie cię, iż poczujesz się lepiej gdy komuś się wyżalisz.
- Rodzice – wyjąkała.
- Co z nimi?
Przychodziły mi do głowy najróżniejsze rzeczy zanim w końcu raczyła mi wytłumaczyć co się stało.
- Nie zgadzają się abym wyjechała na wycieczkę klasową do Czech. Sądzą, że będą z tego same kłopoty – przetarła rękawem od szarej bluzy nos. – Przecież nie jestem dzieckiem.
- Spoko, ale czego szukałaś u mnie?
- Jakiejś kasy.
- Chciałaś mnie okraść?
- Pożyczyć.
- Po co? – interesowało mnie co wykombinowała ta mała spryciula.
- Pierwsze co przyszło mi do głowy to ucieczka. Może gdyby się pomartwili, zmiękliby i zgodzili się na wyjazd.
- Albo dali szlaban na rok.
- Muszę tam pojechać. Co mam zrobić?
W tym samym czasie usłyszałam klakson, wiedziałam, że to Kinga. Poklepałam Renatę po ramieniu i powiedziałam:
- Coś wymyślimy. Wiem co ci teraz poprawi humor. Zakupy – uśmiechnęłam się, o dziwo i ona obdarowała mnie uśmiechem.
Gdy się ubrałyśmy i Kinga zauważyła Renatę, nie była zbytnio zadowolona. W końcu Renata była kuzynką Kamy, ale w ogóle się nie znały. Wybrałyśmy się do galerii, a przy okazji zahaczyłyśmy o kawiarnie, gdzie na poprawienie humoru objadałyśmy się ciepłą szarlotką i kawą. Dzień zapowiadał się ciekawie.
  • awatar Tranquility.: Świetne ;D Podoba mi się, choć przeczytałam tylko jeden rozdział xD Będę wpadać częściej i muszę przeczytać całe ! :D
  • awatar Weź to obczaj :*: Renata i Lukrecja razem? Co to się z tym światem dzieje xD.
  • awatar AlwaysArianaGrande: Ojejciu ty to masz talent :) Twoje opowiadanie jest najlepsze na pingerze :* Życzę weny! :*
Pokaż wszystkie (21) ›
 

wiecznasamotnosc
 
Wiele osób, nie wie co to kambion. Ja również nie wiedziała, do czasu, aż bardziej zagłębiłam się w świat demonów i inkubów. Na początku Alan miał być inkubem, ale stwierdziłam, iż postać kambiona będzie bardziej pasowała do sytuacji :P. Poza tym inkubi przecież nie żywią się snami, a to chciałam jak najbardziej ująć w całym opowiadaniu.

*KAMBION* to w mitologii średniowiecznej fantastyczne stworzenie zrodzone ze związku demona z człowiekiem. Najczęściej był owocem stosunku inkuba z kobietą, ale mógł też być synem sukkuba i mężczyzny. Podsomuwując kabmiony są potomkami inkubów czy sunkubów.
Sądzę, że wiecie kto to jest inkub, ale pozwoliłam sobie też na urozmaicenie i wymyślenie pewnych kwestii co do tych postaci.

A więc, wszystko już jasnee?
---


*Rozdział IX –*
*„Ludzie bez twarzy na ciemnej ulicy”.*



Obudziłam się o 8 rano z lekkim bólem głowy. Otworzyłam oczy i niespodziewanie ujrzałam Alana. Stał oparty o ścianę i wpatrywał się w widok za moim oknem. Miał na sobie ciemne jeansy i jasnoszarą koszulę, krótką. Nim się odezwałam, uprzedził mnie, jakby wyczuł, że już nie śpię.
- Dzień dobry – rzucił, ale nawet się nie odwrócił w moją stronę. Stał jak posąg, bez ruchu.
- Od dawna tutaj jesteś?
- Od kiedy pamiętasz.
- Nie sypiasz? – zapytałam bezmyślnie.
- Sypiam, razem z tobą – zaśmiał się.
- Nie psuj mi humoru. Nic mi się nie śniło, niezmiernie się z tego cieszę. Jestem uradowana.
- To tylko pozory.
- Co chcesz mi przez to powiedzieć?
- Jestem syty – zaśmiał się.
- Śniłam, ale nie pamiętam?
- Dobrze kombinujesz.
- Jak możesz? – zerwałam się z łóżka i podeszłam szybko do niego. Złapałam go za ramię i odwróciłam w swoją stronę.
- Wspominałem, że muszę wiedzieć co ci się śnij. Nie znam ich planów, dzięki tobie poznam.
- Sorry, masz rację. Być może to dobrze, że uwolnisz mnie od tych snów.
- Nie jestem w stanie uwolnić cię od wszystkich. To wiele zależy od ciebie.
- Nie rozumiem – podparłam boki i spojrzałam na niego wyczekująco.
- To zależy od ciebie czy mi je udostępnisz. Czasami istnieją blokady, nawet inkubi nie są w stanie ich pokonać. Ty jesteś wyjątkowo bystra, wiem, że może cię na to stać.
Gdy wypowiedział, że jestem wyjątkowa, moje serce zaczęło szybciej bić. Milczeliśmy, ja zastanawiałam się jak długo wytrzymam w jego towarzystwie, przecież tak bardzo mi się podobał. A on patrzył na mnie zalotnie, jego oczy powiodły w dół, obserwując mnie dodał:
- Gdy codziennie rano będę miał takie widoki, watro słuchać twojego chrapania w nocy.
Zarumieniłam się i okryłam się pośpiesznie kocem. Byłam w samej koszuli nocnej, paradowanie po domu w takim ubiorze to normalka, ale na pewno nie przy nim, przy demonie żądzy i seksu.
- Jesteś bezczelny! Ja nie chrapie – zaśmiał się i spojrzał w stronę drzwi.
Obejrzałam się, do pokoju wpadła Kama. W jeansowej sukience, tak krótkiej, iż było widać jej pośladki. Nie miała bielizny, czego łatwo można było się dopatrzeć.
- A co ty robisz? – rzuciła do mnie, mając coś w ustach.
Natomiast w dłoni trzymała krakersy, w tej samej chwili mój brzuch zaczął się upominać o jedzenie. Odwróciłam się, gdzie powinien stać Alan, ale on znikł, tak po prostu. Rzuciłam koc na łóżko i podeszłam do szafy, wyjmując ubrania, powiedziałam:
- O której wróciliście?
- O 3 nad ranem. Spałaś już grzecznie w łóżku – usiadła na łóżku. – Z kim wróciłaś?
- Z kolegą.
- Jakim?
Odwróciłam się do niej i spojrzałam przenikliwym wzrokiem.
- Nie bądź taka ciekawa.
- Masz przede mną tajemnice? – zmrużyła oczy.
- Wróciłam z Alanem – rzuciła mi spojrzenie pełne niezrozumienia. – Opowiadałam ci o nim. Spotkałam go na uczelni.
- Przecież w ogóle go nie znasz.
- Poznaję.
- Za to ja ciebie nie poznaję – zjadła ostatniego krakersa. – Chodź na śniadanie.
- Zrobiłaś śniadanie? Nie wierzę – zaśmiałam się.
Kama wyszła z pokoju, a ja zdjęłam koszulę nocną i nim zdążyłam założyć cokolwiek usłyszałam zadowolony głos Alana:
- Takie poznawanie cię to ja rozumiem.
- Wynoś się! – krzyknęłam. – Należy mi się odrobina prywatności.
- Zawsze muszę być przy tobie – wyczułam jego gorący oddech na moim karku.
Nie miałam pojęcia, że jest tak blisko. Stałam w samej bieliźnie jak zahipnotyzowana. Co on ze mną wyprawiał? Choleryk. Nim się ocknęłam i ogarnęłam swoje myśli i ruchy, znikł. Ubierając się wciąż wyczuwałam jego obecność, ale jak to możliwe?
Do pracy miałam na 16, druga zmiana. Bynajmniej mogłam się wyspać i jako tako wyleczyć kaca, który męczył mnie przez cały dzień. To jasne, że miałam jechać do pracy autobusem, ale dokładnie o 15, zadzwonił do drzwi Alan. Ubrany tak samo. Oficjalnie oznajmił, że mnie zawiezie, ja oczywiście nie miałam nic do powiedzenia. Jak najbardziej pasował mi taki układ. Zdecydowanie bardziej wolałam jazdę jego cudownym autem niż gnieżdżenie się w autobusie. Kończyłam o 23, a Alan oznajmił, że będzie miał na mnie oko przez ten czas. Jadąc do pracy, zastanawiałam się jak.
Przy poniedziałku nigdy nie było ruchu. Najgorsze były piątki lub weekendy. Wtedy tłok był niesamowity. Jak dla mnie to był minus ponieważ zawsze wracałam do domu zmęczona i prosiłam, a raczej błagałam kogoś o masaż. Czasami specjalnie fatygowałam Leona, aby przyjechał i zrobił mi masaż stóp. On wierny przyjaciel nigdy mi nie odmówił. Ponadto Kama, była mniej uczuciowa. Alan wciąż mnie obserwował, a ja zachowywałam się naprawdę niezdarnie. Nie lubiłam gdy ktoś śledzi każdy mój ruch. Oznajmiłam mu to. Podeszłam do jego stolika, mówiąc:
- Przestań śledzić mnie wzrokiem – powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
Z szyderczym uśmiechem na twarzy, który praktycznie nie znikał, odparł:
- Rozprasza cię to?
- Tak.
- Czyli podobam ci się – zaśmiał się.
- Beznadziejne wnioski wyciągasz. Lepiej idź stąd. Moja koleżanka już wzięła cię za jakiegoś dziwacznego prześladowcę.
- Przecież jestem twoim prześladowcą – puścił do mnie oko. Kontynuował dalej – wyglądasz seksownie gdy się złościsz.
Zarumieniłam się, nie wiedząc dlaczego odeszłam od jego stolika bez słowa. Minęło kilka minut zanim powróciłam do siebie w pełni. Gdy w końcu mogłam się skupić, wróciłam do pracy. Kolejne godziny minęły migiem, ale po rozmowie ze mną Alan znikł. Cieszyłam się, chociaż martwiłam się o to, iż będę musiała wracać w nocy autobusem, sama. Po ukończonej pracy, ogarnął mnie lęk.
Idąc do przystanku, wyczułam, że ktoś mnie śledzi. Odwróciłam się dyskretnie i zauważyłam jedynie postać, której w ciemności nie mogłam rozpoznać. Nie wyglądał mi na demona, ale pozory mylą, Alan również nie wygląda. Wybrałam numer Leona.
- Przyjedź po mnie – mówiłam najciszej jak się da.
- Wracasz z pracy?
- Tak. Za ile będziesz?
- Za 10 minut, czekaj na mnie na przystanku.
- Bądź za 5 minut, proszę – powiedziałam spanikowana.
- Co się dzieję?
Nie zdążyłam mu odpowiedzieć ponieważ trącił mnie ktoś łokciem, a komórka roztrzaskała się na chodniku. Jakiś młody chłopak, nawet się nie zatrzymał, ani nie przeprosił. Spojrzałam na osobę, która prawdopodobnie mnie śledzi. Nie myliłam się, idzie za mną. Postać zatrzymała się gdy spojrzałam w jego kierunku. Zauważyłam, że to facet. Wyjął komórkę i zaczął coś na niej robić, rozglądając się. Próbował rozmyć moje podejrzenia, ale ja byłam pewna, że grozi mi niebezpieczeństwo. Biegiem ruszyłam w ciemną uliczkę, obejrzałam się, biegł za mną.
- Cholera, Alan, gdzie jesteś? – powiedziałam na głos.
Nie znałam, aż tak bardzo dobrze tej dzielnicy i dlatego modliłam się aby nie trafić na ślepy zaułek. Bóg jednak nie był dla mnie łaskaw. Zdyszana zatrzymałam się przy skończonej uliczce. Dokoła były ciemne i stare budynki. Nie miałam innego wyjścia jak się poddać. Przeklinałam w myślach swoją głupotę. Mogłam nie kazać odchodzić Alanowi, mogłam nie wbiegać w ciemną uliczkę. Postać podeszła do mnie. Zdjął kaptur i od razu rozpoznałam jego twarz.
  • awatar Expirion †: Ojej.Ależ twoje bazgroły są mega. Kocham. Zauroczyłaś mnie tym rozdziałem. Piękne to jest. Boże ciekawe kogo zobaczyła ? Pewnie ta postać z jej snu ? Hmm..? CZEKAM Z NIECIERPLIWOŚCIĄ. !
  • awatar white lady: podoba mi się :* w sumie jak wszystko co piszesz :*
  • awatar bravelittleangel: Ale by było śmiesznie, gdyby Alan zrobił ją w konia i to on za nią szedł :) No ale skoro obiecał, że przy niej cały czas będzie, to gdzieś tam powinien być, prawda?
Pokaż wszystkie (17) ›
 

wiecznasamotnosc
 
Ostatnio *bravelittleangel*  poprosiła mnie o dodanie zdjęcia tatuażu, spełniam twoją prośbę.
Co prawda tatuaż nie jest idealny, ale chociaż spróbujcie sobie go odrobinę wyobrazić. Taak, widać, sama go robiłam :P.
po.jpg



Dedykuję ten rozdział właśnie:
(bravelittleangel.pinger.pl). Wielbię twoje zdanie na temat moich opowiadań. Och, dziękuję : **

*Rozdział VIII –*
*„Głosy demona w umyśle”.*



- Nie jestem normalnym człowiek, a twoje życie również nie jest takie w porządku jak ci się wydaję.
- Co ty możesz wiedzieć o moim życiu?
- Znam cię dopiero od kilku godzin, ale uwierz mi, znam cały twój życiorys.
- Skąd?
- Jestem twoim prześladowcom.
- Że co? – zerwałam się z łóżka i spojrzałam na niego.
Nadal leżał, bez ruchu.
- Jestem kambionem.
- Kim???
- Potomkiem inkuba.
- I n k u b a? – przeliterowałam spokojnie, łapiąc powietrze, słowo, które było przerażające.
Uniósł się i dotknął mojej ręki.
- Nie jestem inkubem – odsunęłam się pośpiesznie od niego.
Było ciemno i groźnie. Właśnie zdałam sobie sprawę, że przebywam w jednym pokoju z demonem. Ruszyłam, aby zapalić światło lub jak najszybciej uciec stad. Wpadłam w jego ramiona.
- Nie uciekniesz ode mnie.
- Czego chcesz? – panika mnie dopadła.
- Nie ja, tylko Samael.
- Kto to?
- Anioł śmierci, demon.
- Czego? – wszystko się we mnie gotowało, byłam zdenerwowana, spanikowana i roztrzęsiona.
- Masz moc, którą on pragnie, za wszelką cenę.
- Jaką znów moc?
- Twoje sny – przerwał na chwilę i spojrzał na mnie uważnie – są proroczę.
- To znaczę, że…
- To oznacza, iż wszystko co ci się śni jest realne. To się wydarzyło lub ma wydarzyć.
- A teraźniejszość też jest możliwa?
- Tak.
Podeszłam do okna i usiadłam na parapecie. Byłam ciekawa wszystkiego, miałam mnóstwo pytań w głowie. Wiedziałam, że wszystkiego się nie dowiem przez jedną noc.
- Kim ona była? – zapytałam tak jakby mnie coś łączyło z Alanem, a on by mnie zdradzał.
Skarciłam się za to pytanie i te bezsensowne myśli.
- Ruta – wypowiedział jej imię z lekką czułością.
Od razu wyczułam, iż łączy ich coś więcej niż normalna znajomość.
- Sukkub. Jedna z najpotężniejszych demonów. Pragnie władzy zarówno tak samo jak Samael.
-  Czyli pytała się o mnie?
- Tak.
- Odnalazłeś mnie. Zabiją mnie?
Zaśmiał się cicho, ale mi wcale nie było do śmiechu. Podszedł do mnie i oparł swe dłonie o parapet, przybliżając swoją twarz do mojej, przy czym czułam jego gorący oddech na policzku. Momentalnie zrobiło mi się gorąco.
- Wierzysz mi?
Nie musiałam długo się zastanawiać nad odpowiedzią. Byłam osobą, która wierzyła w takie sprawy i rzeczy.
- Tak.
- Pomogę ci. Będę cię bronił. Musisz mi tylko zaufać.
- Dlaczego chcesz mi pomóc?
- Jesteś zbyt cenna, aby to właśnie demony tobą zawładnęły.
Opuściłam głowę i zadałam mu pytanie, na które na pewno nie znał odpowiedzi.
- Dlaczego ja? – miałam załamany głos.
Nie odpowiedział, przytulił mnie tylko. Jego kuszące gorąco i ciało, dawało mi lekki spokój.
- Skąd wiesz o moich snach?
- Widzę je.
- Jak to?
- Żywię się snami – oderwałam się od niego i spojrzałam mu prosto w oczy.
- Pożeracz moje sny? – byłam coraz bardziej zdenerwowana.
Nie mieściło mi się to wszystko w głowie.
- Powiedzmy – uśmiechnął się szyderczo.
- Nie możesz na kimś innym żerować? – powiedziałam bardzo głośno.
- Jesteś zbyt kusząca, aby móc sobie odmówić - przewróciłam oczami.
- Skoro się nimi żywisz, dlaczego pamiętam moje sny?
- Nie pamiętasz całości. Koniec jest ci zupełnie nieznany.
- Przestań to robić. Muszę wiedzieć wszystko o swoich wrogach.
- Prawda by cię przerosła. Twoje sny są nazbyt czasami przerażające.
- Wiem jakie są moje sny.
- Nic nie wiesz. Panuję u ciebie ciemnota na ten temat.
- Nie obrażaj mnie – rzuciłam urażona. – Jak śmiesz?
- Prawda cię boli, ale nie przybyłem tutaj, aby się z tobą kłócić, Pani przemądrzalska.
- A więc czego chcesz?
- Chcę ci pomóc. Nie dasz sobie rady z tym wszystkim sama.
- Jak zamierzasz tego dokonać?
- Znajdę sposób. Musisz mi tylko udostępnić swoje sny, musisz przyjąć moje towarzystwo. Będę zawsze przy tobie, a ty przy mnie. Będziemy nawzajem się chronić i uzupełniać.
- Jakże mam chronić demona? – prychnęłam.
- Twój dotyk, jest jak amulet. Masz znacznie więcej mocy i darów niż przewidywali. Nikt o tym nie wie. Tylko ty i ja, niech tak pozostanie.
- Sądzisz, że mogłabym komuś coś wypaplać?
- Wy ludzie nie panujecie nad swoimi słowami, uczynkami i emocjami.
- Irytujesz mnie – splotłam ręce na piersiach.
- Pomimo tego, wiem, że ci się podobam – uśmiechnął się szyderczo.
- Nie przypisuj sobie, aż tak wiele. Mało który facet mi się podoba.
Zaśmiał się i przybliżył się jeszcze bardziej do mnie. Uniósł dłoń i opuszkami palców powiódł po moim ramieniu, kierując się na plecy odparł:
- Ja jestem demonem. Musisz usunąć tatuaż.
Przeszły mnie dreszcze, a w miejscu gdzie miałam tatuaż skóra mnie piekła. Nie zastanawiałam się nad tym co powiedział. Skupiłam się tylko na jego dotyku i kuszących ustach. Miał rację, podobał mi się i to cholernie.


---------------------------
Krótko, zwięźle i na temat. xD I jak, spodziewał się ktoś, iż Alan jest kambionem? :)
  • awatar иιєвιєѕкα ∂zιєω¢zуиα: Fantastyczny rozdział!!! Dosłownie żyję tym opowiadaniem <3 piszezz rewelacyjnie,z niecierpliwością czekam na kolejny!
  • awatar bravelittleangel: Pierwszy raz słyszę to słowo ^^ Brzmi troszkę śmiesznie szczerze powiedziawszy i kojarzy mi się z embrionem, pokemonem lub jakąś skamieniałością :D Podoba mi się imię Ruta :) I przede wszystkim bardzo bardzo dziękuję za dedykację :* I za to, że postarałaś się na moją prośbę o ten tatuaż :) Musiałby wyglądać nieziemsko na żywym człowieku
  • awatar Smerfcia: jej to jest wspaniałe! *o*
Pokaż wszystkie (22) ›
 

wiecznasamotnosc
 
Tym razem dedykacja dla :
headlighst.pinger.pl  , twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne i ważne. Thanks : **

*Rozdział VI –*
*„Szczęście i pech, cykl zamknięty”.*

Wraz z Leonem i Kamą siedzieliśmy przy barze. W klubie było strasznie tłoczno. Nie spodziewałam się, aż tylu osób. Leon, jak obiecał pozwolił mi prowadzić swoje auto, on doskonale wiedział, że mnie kręcą piękne, ekskluzywne i szybkie auta. Jego Honda Accord z roku 2009, nie była zbyt szybka, ale ponadto elegancka. Mój przyjaciel ma tak bogatych rodziców, iż ma o co tylko poprosi. W dodatku jest jedynakiem. Można by mu zazdrościć, ale jednak nie do końca jest czego. Rodzice nie mają dla niego czasu. Gdyby nie ja, byłby zupełnie sam.
Wypiłam 5 drinka i rozejrzałam się w poszukiwaniu naszych przyjaciół. Ujrzałam rudowłosą dziewczynę wraz z wysokim brunetem. Matylda z Michałem. Pomachałam do nich, czym prędzej dołączyli do nas. Matylda lubi dominować i być tą na pierwszym miejscu. Ponadto jest wymagająca, dosłownie we wszystkim. Gdy zaprosiłam ją raz do domu, na obiad i zaczęła wiele krytykować, od tamtego momentu obiecałam sobie, że więcej razy nie będę taka gościna. Niby jesteśmy przyjaciółkami, ale to bardziej ona spostrzega naszą znajomość w ten sposób. Zajęta studiami i chłopakiem, nie ma dla mnie czasu. Spotykamy się jedynie na imprezach, lecz nie narzekam na to. Niezbyt przepadam za jej towarzystwem, aby spędzać z nią każdy dzień. Znając mnie, nie wytrzymałabym nerwowo. Nie obyło się bez niezbędnej krytyki z jej strony:
- Lukrecja, mogłaś zrzuć troszkę tych ciuszków. Wyglądasz jak starsza pani, która ukrywa cellulit i swoje okrągłe ciało. I w dodatku te okropne włosy. Rozpuść je – podeszła do mnie i zdjęła mi gumkę z włosów.
Przewróciłam oczami i spojrzałam na nią uważnie. Już miałam jej coś odpowiedzieć gdy poczułam na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Odwróciłam się i na widok tej osoby uśmiechnęłam się. Kinga, moja prawdziwa przyjaciółka. Przytuliłam się do niej. Uwielbiałam jej towarzystwo. Zawsze było jej wszędzie pełno, kocha ludzi i spędzanie z nimi czasu. Zdolna, energiczna, spontaniczna. Znamy się od 3 lat, a za każdym razem poznaję jej nowe obliczę. Kinga, wraz z Kamą, nienawidzą się. Tak jak ja z Kaśką, spojrzałam w boku i już wiedziałam, że tam stoi. Wypudrowana blondynka, od której aż kipi głupotą. Chociaż inni uważają ją za inteligentną. Krótka spódniczka, obcisła bluzka z ogromnym dekoltem i buty na 15 cm obcasie. Być może i była ładna oraz zgrabna, ale charakter miała paskudnie obrzydzający. Szydercza, złośliwa, obrażalska, zazdrosna. Interesują ją tylko i wyłącznie mężczyźni bogaci i eleganccy. Podobno teraz spotyka się z 40-letnim facetem, który w zamian za to kupuję jej stos ubrań i biżuterii. Gdy o tym pomyślałam, aż mi się zebrało na wymioty. Odwróciłam się do niej plecami, lekceważąc jej towarzystwo i poprosiłam jeszcze o jednego drinka.
- Fatalny dzień? – usłyszałam głos Kingi, przebijający się przez głośną muzykę.
- Fantastyczny – odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy. – Napij się ze mną – podsunęłam jej drinka.
- Z przyjemnością – odparła.
Nie czekając na Daniela, naszego kumpla, a zarazem największego imprezowicza, ruszyliśmy na parkiet. W uszach rozbrzmiewała mi muzyka techno. Ciało samo się poruszyło w rytm muzyki. W głowie mi się kręciło i szumiało. Uśmiechałam się, uwielbiałam taki stan. Problemy nie istnieją, teraz jest ta wspaniała chwila, którą postanowiłam jak najbardziej wykorzystać.
Kama zaciągnęła mnie do łazienki. W krótkich neonowych spodenkach i przezroczystej czarnej podkoszulce wyglądała świetnie. Nie rozumiałam po co były jej do tego śmieszne kabaretki i w ogóle nie pasujące buty na koturnie. Czasami to i mnie przerażała swoim stylem ubierania się, ale nie odważyłam się nigdy wyznać jej prawdę co myślę o jej stroju. W sumie to nigdy nie pytała. Po prostu miała gdzieś zdanie innych na temat tego jak ona się ubiera.
- Widziałaś Kingę? Wygląda gorzej od ciebie.
- A cóż to ma znaczyć?
- Spójrz na siebie – prychnęła. – Ubierasz się na imprezy tak jak codziennie.
Spojrzałam w lustro. Ukazała mi się ładna dziewczyna z związanymi włosami i lekki makijażem. W bluzce o szarym kolorze z rękawami ¾, w ciemnych zniszczonych jeansach i balerinach. Jedynie bransoletki nadawały mi trochę uroku. Rzeczywiście wyglądałam szaro i bezbarwnie. Jak na co dzień.
- Ogarnij mnie – powiedziałam i spojrzałam na swoją przyjaciółkę w nadziei, że wymyśli coś sensownego.
- Chodź – pchnęła mnie do kabiny i zamknęła drzwi. – Zdejmuj spodnie.
- Po co? – zrobiłam wielkie oczy.
- Dawaj.
Zgodziłam się, zdjęłam spodnie, a ona bez żadnych skrupułów rozerwała je. Moje ulubione spodnie, które wyglądały przerażająco. Krótkie i rozdarte. Wyjęła z torby czarne buty na obcasie i podarowała mi. Spojrzałam ostatni i ostateczny raz w lustro i rozpuściłam włosy. Uśmiechnęłam się i wraz z moją przyjaciółką wyruszyłyśmy, aby ostatecznie rozpocząć imprezę.
Daniel przybył pod naszą nieobecność. Nie ukrywam, wszyscy byli zdziwieni moim wyglądem. Wraz z Danielem rozpoczęliśmy wyścigi w piciu wódki. Uwielbiałam ten start. Kręciło mnie wygrywanie. Chociaż nie zawsze zdobywałam takie miano.
Gdy poczułam, że muszę odpocząć od alkoholu, ruszyłam na parkiet. Nie miałam pojęcia czy ktoś z znajomych tańczy obok mnie. Nie zwróciłam na to uwagi. Czułam jednak wzrok facetów skierowanych na mnie. To sprawiło, iż poczułam jeszcze większych chęci do tańczenia. Nagle poczułam czyjeś gorące dłonie na moich biodrach. Nieznajomy stał za mną i wtedy łączyliśmy całość. Poruszaliśmy się zgodnie. Uniosłam dłoń i przejechałam delikatnie po jego włosach. Wciągnęłam powietrze i w tej samej chwili wyczułam imbir. Odwróciłam się pośpiesznie i spojrzałam na niego. Alan, uśmiechał się szyderczo, a jego oczy płonęły żądzą.
- Co tutaj robisz? – wykrzyczałam.
- Tańczę z tobą.
Wciąż trzymał dłonie na moich biodrach. Jego dotyk, gorąco oblało całe moje ciało. Tłok, alkohol, taniec i sam on, sprawiło, że poczułam się słabo. Wiedziałam, że muszę jak najszybciej opuścić lokal, ale chęć bycia w jego ramionach był silniejsza ode mnie. Zamknęłam oczy.






*Rozdział VII –*
*„Wieczny amulet”.*



Otworzyłam oczy. Znajdowałam się w samochodzie Alana.
- Gdzie jedziemy? – powiedziałam spanikowana.
- Spokojnie. Odwiozę cię do domu.
- Co się stało?
Spojrzał prędko na mnie. Patrzył się ciągle w moje oczy, o dziwo nie spoglądał na drogę. Otworzyłam usta ze zdziwienia. Powinnam być wystraszona, a jednak dziwnym trafem czułam podniecenie. Jego wzrok sprawiał, że przechodził mnie niekontrolowany dreszcz. Uśmiechnął się nagle, jakby czytał mi w myślach.
Nagle odwrócił wzrok i na jego twarzy zagościło skupienie, wypowiedział:
- Cavete Cara Lilith.
- Słucham? – pochyliłam się, aby usłyszeć co mówi, ale zamilkł.
Nie wiem jak i kiedy, a Alan zaczął syczeć z bólu. Nie wiedziałam co zrobić.
- Co się dzieje? – zapytałam spanikowana.
Oparł głowę o fotel, a ja patrzyła na niego przerażona. Był na coś chory? Nic o nim nie wiedziałam. Puścił kierownicę i złapał się za głowę, krzycząc:
- Odejdź!
Nie miałam pojęcia do kogo mówi. Do mnie? Skoro miałam odejść to mógłby zatrzymać ten cholerny samochód. Trzęsłam się z nerwów i ze strachu. Złapałam za kierownicę i cieszyłam się, że nie zderzyliśmy się z żadnym samochodem lub drzewem.
- Prowadź – wypowiedział z ogromnym bólem.
- Zejdź.
Mogłam się domyśleć, że nie postąpi tak jak ja chcę. Złapał mnie za rękę, mocno ściskając i przyciągnął do siebie. Prędko wgramoliłam się na jego kolana i przejęłam kierownicę. Odsunął fotel, przy czym miałam więcej miejsca. Objął mnie w pasie i przytulił się do moich pleców.
- Co ty wyprawiasz?
Przestał krzyczeć z bólu, a jego oddech unormował się. Postanowiłam, że się zatrzymam, zwolniałam, usłyszałam jego głos:
- Co teraz ty wyprawiasz? Jedź! – wrzasnął.
- Wiesz co, sam sobie jedź – próbowałam wstać, ale jego silne ramiona uniemożliwiły mi to.
Czułam lekki strach, ale sama nie wiem przed czym. Na pewno nie przed Alanem. I to było naprawdę dziwne.
- Jesteś jak amulet – usłyszałam lekko roześmiany jego głos.
- Słucham? – zapytałam jak zawsze, nic nie rozumiejąc.
Mówił do mnie jakimiś szyframi, których nie znałam. Mógłby udzielić mi kilka rad, jak się z nim porozumiewać. Dodałam gazu i czułam lekkie podekscytowanie. Prowadziłam niesamowite auto, o którym mogę tylko pomarzyć. W dodatku obejmował mnie nieziemsko przystojny i atrakcyjny mężczyzna, a co najważniejsze nieznany. Nie rozumiałam swojego zachowania, nie potrafiłam zrozumieć swoje umysłu i pożądania, które we mnie rosło. Czułam jego gorący dotyk i oddech na plecach. Jakże mam w takich warunkach odpowiednio prowadzić i nie spowodować wypadku?
Wyczułam, że się uśmiecha.
- Co cię znów tak bawi?
- Twoje myśli.
- Niby skąd wiesz o czym myślę?
- Czuję to.
- Za dużo wypiłeś – rzuciłam bezczelnie.
- Czuję wszystko.
- Ale co?
- Na pewno mam mówić?
Zastanowiłam się chwilę. Przecież był człowiek, nie mógłby czytać mi w myślach, ale skoro upiera się przy tym. Wolałam się nie skonfrontować.
- Nie – odpowiedziałam po cichu.
Przejechał dłonią po moich plecach, a mnie przeszył dreszcz. Odsunął delikatnie moją bluzkę.
- Ręce przy sobie! – zaśmiał się, a ja uzmysłowiłam sobie, że ciągle wodzi dłońmi po moim ciele, że nie ma ich przy sobie.
Skarciłam się za to co powiedziałam, ale nie podobało mi się jego zachowanie. Uchylił delikatnie bluzkę i przejechał palcem po moim tatuażu.
- Wiesz co on znaczy?
- Nie. Przyśnił mi się… - przerwałam.
- Dokończ.
- To głupie – nie zachęcił mnie żadnymi słowami, być może samo milczenie zachęciło mnie do powiedzenie reszty. – Śnił mi się ten symbol co noc. Za każdym razem wyraźniejszy. Zrobiłam szkic i udałam się do studia tatuaży.
- Dlaczego tatuaż?
- Ponieważ widziałam go raz w takiej postaci. Od tamtego razu, ani razu go nie wiedziałam w swoich snach.
- Mendes Pentagramu – usłyszałam nieznane mi do tej pory słowo.
- Co to znaczy? – zadawałam zbyt dużo pytań.
Zapewne pomyśli, że jestem wścibska.
- To symbol.
- Czego?
- Dowiesz się w swoim czasie. Poprowadzę - odepchną mnie.
Usadowiłam się na fotelu, urażona. Nie wiedziałam co się dzieję. O co chodzi Alanowi. Nie powinnam się tym przejmować. Gdy podjechał pod dom bez słowa dziękuję, ani do zobaczenia wyszłam z samochodu i wbiegłam do domu. Od razu zadzwoniłam do Kamy. Nie odbierała. Spróbowałam więc do Leona.
- Gdzie ty jesteś?!
- W domu, spokojnie.
- Szukaliśmy cię.
- Przepraszam. Kiedy wrócicie?
- Za godzinę. Alan? – zapytał zaciekawiony.
- Pa – rozłączyłam się.
Usiadłam na łóżku i zaczęłam przypominać sobie wspaniały dotyk Alana. Zasnęłam.

Stałam boso na łące, wilgotnej, pokrytej mgłą. Był piękny poranek. Uśmiechnęłam się i zaczęłam biec przed siebie po delikatnej trawie, która muskała moje stopy. Zaśmiałam się, usłyszałam za sobą śmiech. Donośny. Odwróciłam się. Naprzeciwko mnie stał Alan. Bez koszulki w samych jeansach, również na boso. Uśmiechał się szyderczo, a jego wygląd jakby się zmieniał. Pojawiły się rogi i ogon. Przetarłam oczy i spojrzałam  na niego ponownie, w nadziei, że mam jakieś omamy. Obok niego pojawiła się ta sama rudowłosa kobieta, którą widziałam ostatnio.
- Odnalazłeś ją.
- Nie jestem pewien czy to ona. Daj mi czas.
- Przecież ty nigdy się nie mylisz – dotknęła dłonią jego policzka.
Nawet nie drgnął. Ujęła jego twarz dłońmi i nakazała aby na nią spojrzał. Zbliżyła swoje usta do jego.

Oddychałam ciężko, było mi gorąco. Czułam czyjeś dłonie, czyjeś ciało. Otworzyłam oczy, gdzie czarne oczy lśniły w ciemności.
- Co tu… - zatkał mi usta dłonią.
- Ciszej – odparł Alan.
Był dokładnie tak ubrany jak ze snu. Czyżbym coś przeoczyła? O ile pamiętam wróciłam sama do domu. Alan odjechał, a ja zadzwoniłam do Leona. Później niespodziewanie zasnęłam. Nie wiem dlaczego, ale leżałam bez ruchu i zbłąkana patrzyłam w jego oczy. Byliśmy przytuleni, jego gorące ciało dokonywało niesamowitych emocji we mnie, w środku.
- O co tutaj chodzi? – wyszeptałam.
- Nie wiem czy jesteś gotowa na prawdę.
- Jestem – odpowiedziałam odważnie.


--------------------------------- -------------------------
Dziś postanowiłam być bardziej hojna i dodać dwa rozdziały. Poczytacie sobie więcej, nie będziecie marudzić? xD :*
  • awatar Weź to obczaj :*: Rozpieszczasz nas Kochana :*
  • awatar Expirion †: Mega mega mega mega mega ! <3 Kocham Twoje opowiadania. Aż sama nie wiem,czy to wszystko jest realne,by móc mieć tak potężny talent no...*.* Ale do rzeczy. Rozdziały są cudowne. W szczególności ten VII...! :D Ciekawa postać z tego Alana. Jestem ciekawa co w sobie kryje ? Zafascynowałaś mnie ^^ I ta końcówka,aż nie wiem czy to jej się śni czy może jednak on ma jakieś nadprzyrodzone moce i gdzieś ją zaciągnie ? Boże,ale trzymasz w napięciu. :* No kocham po prostu Cię. Jeszcze trochę zmienię orientację dla Ciebie i Twoich cudeniek. haha :) Czeeekam. <3
  • awatar Smerfcia: Jest cudownie! *o* chcę więcej, więcej, więcej i więcej! ;*** bosko. <33
Pokaż wszystkie (20) ›
 

wiecznasamotnosc
 
Rozdział z dedykacją dla :
little.stars.pinger.pl/ , dziękuję za wsparcie. : ** To ty jesteś najlepsza! Pamiętaj o tym :P.

*Rozdział V –*
*„Uśmiech zlewa się ze śpiewem ptaków”.*


Gdy się rozbudziłam zdałam sobie sprawę, że nic mi się nie śniło. Od niepamiętnych czasów. Uśmiechnęłam się i wstając z łóżkach, czułam, że dzień zapowiada się pełen powodzeń.
Nim zdążyłam zrobić sobie herbatę, usłyszałam dzwonek do drzwi. Natychmiast otworzyłam. Przy wejściu stał Leon. Mój najlepszy przyjaciel. Wyrozumiały i uprzejmy. W dodatku wrażliwy i romantyczny. Ideał, dla każdej dziewczyny, ale on wierny singiel nikogo nie poszukuję. Jego ubiór świadczy o czystej znajomości w modzie. Rurki, obcisłe bluzki, kolczyki, jasne włosy uniesione ku górze i w dodatku wąsy. Wiele osób wyśmiewa się z jego zachowania lub ubioru, ale on udaję twardego. Chociaż wiem, że w głębi duszy niszczy go ta cała atmosfera. Jest nazbyt wrażliwy. Martwię się o niego, traktuję go jako brata, którego mi brakuję.
Przytuliłam się do niego i zaprosiłam do kuchni na kawę. Z fascynacją opowiedziałam mu o całym wczorajszym zajściu. Jako jedyny potrafi słuchać z uwagą, zawsze mi doradzi. Nawet wierzy w moje sny. Kocham go, oczywiście jako przyjaciela.
- Nie do wiary – odparł zdziwiony, gdy usłyszał, że nic mi się nie śniło. – Sądzę, że to sprawka tego Alana – puścił do mnie oko. – Spodobał ci się.
- Daj spokój – wstałam i ruszyłam do lodówki po nutelle. – Zachowuję się naprawdę dziwnie.
- Przecież ty uwielbiasz dziwaków – zaśmiał się.
Spojrzałam na niego karcąco.    
- Przyjaźnisz się ze mną, więc może sama jesteś jakaś „dziwna”?
- On jest wyjątkowo dziwny – rozkoszowałam się słodkim smakiem czekoladowo-orzechowego kremu.
- Każdy jest wyjątkowy na swój sposób.
- Czy ty potrafisz być chociaż raz egocentryczny czy złośliwy? – poruszył ramionami i powiedział:
- To nie zawsze wady.
Przewróciłam oczami. Nałożyłam krem na łyżeczkę i pokierowałam w kierunku jego ust, zasmakował. Pocałowałam go w czoło i powiedziałam:
- Kocham cię – zaśmialiśmy się oboje.
- Wiem – odparł.
- Ależ wyznania – rzuciłam Renata stojąca na progu kuchni.
Nawet ta mała przemądrzalska nie mogłam popsuć mi dziś humoru. Podeszłam do niej i przytuliłam ją, mówiąc, a raczej krzycząc:
- Ciebie też kocham!
- Puszczaj, jebnęło cię? – próbowała mi się wyrwać, a ja przycisnęłam ją jeszcze bardziej.
- Och, mówiłaś coś?
Nie odpowiedziała, za to zaczęła mnie gryźć i szczypać, odsunęłam się i sięgnęłam po nutelle.
- Jesteś głodna? Proszę – podsunęłam jej pod nos.
Zabrała mi słoik i cisnęła nim o ścianę, zrobiłam nieznośną minę i rzuciłam:
- Ktoś tu nie ma dziś humoru. Oj, Przemek odwołał randkę? – spojrzała na mnie złowrogo. – Lepiej idź i kup nutelle, co niby teraz będę jadła? – wyjęłam pieniądze i chciałam jej podać. – Świeże, poranne powietrze dobrze ci zrobi, uwierz mi – uśmiechnęłam słodko.
Odwróciła się na pięcie i ruszyła do swojego pokoju. Trzasnęła tak drzwiami, iż myślałam, że wyleciały z powodu mocy jaką użyła.
- Ale nerwowa dziewczyna – zaśmiałam się.
- Jesteś bezwzględna i bezczelna – powiedział Leon.
- Taką mnie uwielbiacie – uśmiechnęłam się łobuzersko.
- Wpadłem aby ci przekazać, że wybieramy się na imprezę do klubu. Jedziesz?
- To zależy.
- Od czego?
- Kto będzie.
- Cała nasza paczka, czyli ja, Kinga, Matylda, jej chłopak – Michał, Daniel, Kaśka, Kama i mam nadzieję, że ty.
- Wiesz, że nie trawie Kaśki.
- Przeżyjesz.
- Przekonaj mnie jakoś – na mojej twarzy wciąż widniał promienny uśmiech.
Przechylił głowę na bok i uniósł ją lekko do góry. Zawsze się tak zachowuję gdy nad czymś myśli. Był skupiony i zamyślony. Trwało to raptem kilka sekund, gdy wymówił kilka argumentów:
- Rozluźnisz się troszkę, ostatnio byłaś spięta. Masz wiele powodów do świętowania. Rozpoczęcie studiów, poznanie nowego faceta i brak snów.
- To zbyt mało.
- Nie bądź taka nienasycona.
- Będę – pokazałam mu język.
- Dobra – powiedział w celu poddania się. – Dam ci się przyjechać moim nowym samochodem.
- Naprawdę? – pisnęłam z zachwytu.
- Serio – zaśmiałam się.
- Jadę. O której godzinie?
- 21.


-------------------------------------------
Taki krótki, ale chociaż tyle powinno was zadowolić. Jutro będą emocję, gwarantuję to wam :*. Miłego weekendu.
Pokaż wszystkie (22) ›
 

wiecznasamotnosc
 
*Rozdział IV –*
*„Głuszą przemawia milczenie”.*


Obłoczka dymu i ciemność sprawiała wrażenie miejsca dość przerażającego. Poczułam chłód, od razu mi się tutaj nie spodobało. Rozejrzałam się i w dali zauważyłam dwie postacie. Objęłam się dłońmi i ruszyłam ku postacią. Usłyszałam kobiecy głos:
- Samael nie będzie pocieszony.
Odpowiedział jej mężczyzna:
- Znajdę ją – syknął.
- Twoje godziny są wyliczone.
- Niech droga Lilith będzie bardziej łaskawsza – ukłonił się.
Wygląd zupełnie tak samo, jak demon z ostatniego snu. Kobieta natomiast, aż raziła pięknością. Długie, płomieniste włosy do pasa i do tego rogi. Różniła się jednak od niego skrzydłami, gdyby miała pióra uznałabym ją za anioła, ciemności. Natomiast jej były jak u nietoperza. Podchodziłam bliżej i przyglądałam im się z uwagą. Zupełnie zapomniałam, że tutaj są, że mogą mnie zauważyć.
- Czuję ją – szepnął demon.
W tej samej chwili odwrócili swoje zadowolone twarze w moją stronę. Przeraziłam się, zaczęłam się wycofywać, a oni ruszyli powolnym krokiem w moim kierunku. Czułam, że wracam do rzeczywistości.

Zawsze budzę się w najmniej odpowiednim momencie. Otworzyłam oczy i zdałam sobie sprawę, że jednak nie jestem u siebie w pokoju. Łóżko było strasznie niewygodne i zdecydowanie nie moje. Rozejrzałam się uważnie, ale było tak ciemno, iż nic nie udało mi się ujrzeć. Wstałam i ruszyłam przed siebie. Uderzyłam nogą w jakiś przedmiot i syknęłam z bólu.
- Uważniej, będziesz bardziej pokaleczona – usłyszałam męski głos.
Natychmiast się odwróciłam i wpadłam w jego ramiona. Wyczułam intensywny zapach imbiru.
- Nie mam zdolności widzenia po ciemku.
Nie wiem jak i kiedy, a światło się zapaliło. O dziwo Alan stał obok mnie. Odsunęłam się od niego i rozejrzałam po pokoju. Nawet trudno nazwać to pokojem. Znajdowało się tutaj wszystko. Nawet regał kuchenny. Było ciasno i smętnie. Sądziłam, że mieszka w jakiejś przestronnej willi z basenem i jacuzzi.
- Co tutaj robie? – usłyszałam swój speszony głos.
Spojrzałam na niego. Uśmiechał się. Miał odpiętą koszulę, przy czym było widać jego cudownie ukształtowaną klatkę piersiową. Napłynęło gorąco i chęć dotknięcia jego zmysłowego ciała. Moje prymitywne myśli rozwiał jego śmiech.
- Co cię tak bawi? – zapytałam ponownie.
- Twoje myśli.
- Słucham?
Moje speszenie zapewne zauważył na twarzy ponieważ uśmiechnął się jeszcze szerzej. Wyjął kluczyki, potrząsnął nimi.
- Odwieź cię?
- Chętnie – rzuciłam i stałam jak wryta.
Nie miałam pojęcia dokąd iść. Czekałam, aż on ruszy pierwszy, ale stał i patrzył się na mnie. Ujęłam jego ciemne spojrzenie i oblała mnie fala pożądania. Co jest w nim takiego, że wywołuję u mnie takie emocje? Oddychając spokojnie, powiedziałam opanowana:
- Prowadź – zaśmiał się.
Ruszył ku drzwiom, a ja za nim. Idąc czułam ból w nodze i zorientowałam się, że jest dokładnie opatrzona. Nie pamiętam, abym tego dokonywała, a więc Alan.

Jechaliśmy milcząc. Odwiózł mnie pod sam dom. Postanowiłam ponownie zapytać:
- Jak to się stało, że znalazłam się u ciebie?
Wpatrywał się w moje okno i milczał.
- Odebrało ci mowę?
Uśmiechnął się szyderczo i spojrzał na mnie. Pogrywał ze mną.
- Mieszkasz sama?
- Dlaczego zmieniasz temat? – lekka złość atakowała mój umysł.
- Nie masz rodziców?
- Co to jakieś przesłuchanie?  A no tak i tak mi nie odpowiesz. Wiesz, dzięki za podwiezienie i nie powiem, że miło było mi cię poznać ponieważ naprawdę nie było. Cześć – sięgnęłam po klamkę, ale się nie otworzyła.
Prędko na niego spojrzałam i od razu pomyślałam, że to jakiś dziwak. Przywarłam bardziej do drzwi, odsuwając się od niego. Wysiadł nic nie mówiąc, obszedł wkoło samochód i otworzył mi drzwi. Jak dżentelmen, ale nie robiło to na mnie wrażenia. Migiem wysiadłam i biegiem ruszyłam do domu. Wbiegłam do pokoju i wyjrzałam przez okno. Czerwone BMW znikło w kilka sekund. Usiadłam na łóżku i nim zdążyłam zebrać myśli do pokoju wpadła Kama. Musiałam zdać jej relację z dzisiejszego dnia.
  • awatar bravelittleangel: Szybko dodajesz rozdziały :) Weszłam na pingera i w sumie tak pomyślałam, czy już będzie i oto jest :) Ciekawe, czego Alan od niej chce...
  • awatar иιєвιєѕкα ∂zιєω¢zуиα: Meega
  • awatar Expirion †: Jej ten rozdział po prostu promieniuje ciekawością. Piszesz coraz bardziej intrygująco. *-* Podoba mi się. :D
Pokaż wszystkie (20) ›
 

wiecznasamotnosc
 
*Rozdział III –*
*„Dotyk niezrozumienia.*



Nie spodziewałam się, aż takiej liczebnej sumki osób. Pierwsze godziny dłużyły się strasznie. Podczas wykładów byłam myślami gdzieś indziej. Rozmyślałam nad swoim ostatnim snem. Kim była ta wystraszona dziewczyna? Dlaczego przytrafiają mi się takie rzeczy? Przecież nie oglądam ani nie czytam horrorów, fantastyki, ani niczego co mogłoby się z tym wiązać. Czyżbym jednak musiała wybrać się do specjalisty? Może to jakiś uraz?
Z zamyślenia wyrwał mnie szum, jaki rozległ się w Sali. Wszyscy kierowali się ku wyjściu, dlatego i ja czym prędzej miałam zamiar wyjść. Wstając i mijając ławki zawadziłam spodniami o wystający gwóźdź. Runęłam na podłogę i poczułam ból w prawym udzie. Ktoś podszedł do mnie. Jakiś mężczyzna. Ujęłam wzrokiem jego jasne buty i kierując wzrok ku górze, byłam coraz bardziej zdumiona. Każda kolejno napotkana i poznana część jego ciała, wydawał mi się zbyt idealna, ale gdy w końcu ujrzałam jego twarz, zaniemówiłam. Jasne włosy, oczy węgliści czarne, usta pełne i kuszące. Brwi gęste i nastroszone. Lekki zarost. Wyglądał naprawdę apetycznie. Od samego patrzenia na niego czułam słodkość w ustach, a żołądek przewracał mi się stokroć do góry nogami. Serce biło jak oszalałe, aż czułam fascynujące gorąco w środku.
Kucnął i wbił swoje tajemnicze oczy w moje.
- Pomóc Pani? – uśmiechnął się delikatnie.
Pokręciłam głową, ale nie w celu odmowy. Chciałam się w jakiś spokój otrząsnąć po całym zdarzeniu. Nie mogło mi tak odwalać, na punkcie przypadkowo spotkanego faceta. Próbowałam wstać, ale skończyło się tylko na syknięciu. Spojrzałam na swoją nogę. Spodnie porwane, zakrwawione. Nie sądziłam, że dokonałam, aż takiej głębokiej rany.
- Pomogę – zaśmiał się.
Nie rozumiałam jego zachowania, co było w tym zabawnego. Uniósł mnie, a ja czułam jego gorący dotyk, przeszły mnie ciarki. Ogarnij się – nakazałam swojemu ciału i mózgowi.
- Dzięki.
- Alan – powiedział ni stad ni zowąd.
Gdyby nie podał mi rękę, nie wiedziałabym o co mu chodzi.
- Lukrecja – przedstawiłam się.
- Luckretius – wypowiedział nieznane mi słowo.
- Słucham? – przechyliłam na bok głowę w celu niezrozumienia.
- Zysk, korzyść – uśmiechnął się szyderczo.
Nie mogłam rozważyć dziwnego osiłka, który odważył mi się pomóc. Ostatecznie uznałam, że nie chcę mieć z nim wspólnego. Mówi jakimiś swoimi szyframi, nieznanymi dla nikogo innego. Skąd tacy ludzie się biorą?
- Co się stało? – usłyszałam donośny męski głos.
Spojrzałam w jego stronę. Tego już za wiele, kolejny z pozoru przystojny i miły facet. Co to jakaś plaga?
Wysoki brunet o ciemnych oczach, zatrzymał się obok nas.
- Mały wypadek. Wszystko w porządku.
Spojrzał ukradkiem na moją ranę.
- Radziłbym zrobić opatrunek.
- Raczej tak zrobię – uśmiechnęłam się z przymusu. – Dzięki za pomoc – odparłam i kuśtykając wyszłam z Sali.
Chciałam jak najszybciej opuścić tą sale, ten budynek.
- Lukrecja! – usłyszałam swoje imię, odwróciłam się czym prędzej i przewróciłam oczami.
- Odwiozę cię – podbiegł do mnie, niedawno poznany tajemniczy mężczyzna, o imieniu Alan.
Uśmiechnął się.
- To rozkaz? – rzuciłam znużona.
- Sugestia.
- W takim razie nie skorzystam. Za chwilę mam autobus. Narka – odwróciłam się i ruszyłam jak najszybciej mogłam.
Wychodząc z uczelni, zadowolona, iż udało mi się spławić nieznajomego i w dodatku natarczywego faceta, ruszyłam do apteki. Kupiłam plaster i nakleiłam na ranę. Usiadłam na przystanku i stwierdziłam, że to powinno wystarczyć, chociaż na chwilę. Czekając 5 minut, plaster przemiękł krwisto czerwoną krwią, a ja nakleiłam następny. Wstałam i zaczęłam się rozglądać. Moją uwagę przykuł piękny czerwony samochód. BMW E46 z roku 2004, lśniąca i niesamowicie kusząca. O dziwo samochód podjechał obok przystanku i zatrzymał się obok mnie. W środku dudniła głośno muzyka, a przez przyciemnione szyby nie byłam w stanie ujrzeć kto to. Nagle jak na zawołanie, szyby się odsunęły. Na mojej twarzy pojawiło się ogromne zdziwienie. Alan wychylił się i powiedział z uśmieszkiem na twarzy:
- Jazda takim autem jest bardziej komfortowa niż autobusem, nie uważasz?
- Zapewne – odpowiedziałam osłupiała.
- Wskakuj.
Nie odpowiedziałam mu, patrzyłam wciąż na niego oszołomiona. Moja pierwsza myśl – musi być cholernie bogaty. Mieć taki cudowny samochód. Musi być również bardzo uparty, skoro tutaj przyjechał po mnie. Cóż za typ, przewróciłam oczami.
- Mój autobus.. – wypowiedziałam cicho i w tym momencie się rozejrzałam. – Właśnie nadjeżdża.
Nie wiem kiedy, a już pojawił się u mojego boku i otworzył mi drzwi. Wnętrze zapraszało do środka, fotel aż krzyczał, aby się na nim wygodnie rozsiąść. Pokusa była silniejsza ode mnie. Wskoczyłam do przytulnego auta i wraz z nieznanym mi chłopakiem ruszyłam w nieznane mi rejony.


**********************
Akurat ten rozdział mi się podoba :), a wam Skarby? xD ; ***
Kolejny, jutro ! :)
Pokaż wszystkie (20) ›
 

wiecznasamotnosc
 
*Rozdział II -*
*„Rozbijam się o zimne życie”.*


Z samego rana, z nudów przygotowałam śniadanie dla moich współlokatorek. Sadzone jajka z bekonem. Sam zapach je obudził i czym prędzej przywołał do kuchni.
Jako pierwsza pojawiła się moja przyjaciółka – Kama. Urokliwa brunetka, która w tej chwili eksperymentuję z kolorem swoich włosów. Co miesiąc zaskakuję nas czymś innym i nowoczesnym. Obecnie końcówki jej włosów przybierają kolor purpurowy. Wracając do jej wyglądu, zwraca na siebie uwagę swoją dość ciemną karnacją skóry i odważnym ubiorem. Lekko skośne oczy i usta tak cienie jak nitka brwi. Charakter ma dość osobliwy i wyjątkowy. Niby skryta i spokojna, ale to tylko pozory. Czasami potrafi pokazać pazurki i zadać dość dotkliwe rany. Nieśmiała, wycofana i wyobcowana. Ponadto inteligentna marzycielka z duszą artysty. Studiuję rzeźbiarstwo to co ją kręciło od dziecka.
Ubrana jak zawsze stylowo, podbiegła do mnie i rzuciła mi się na szyję.
- Śniadanie, specjalnie dla mnie? Rozpieszczasz mnie, Skarbie.
Roześmiałam się i dałam jej sójkę w lewy bok. Wygięła się i również roześmiała. Poranny dzień rozpoczęłyśmy na dokuczliwych czynnościach. Piski i śmiech rozbudziły Renatę – kuzynkę Kamy. Niska o ciemnych krótkich włosach i piwnych oczach, dziewczyna stała burzliwie patrząc na nasze wyczyny.
- Jest sobota. Chciałam się wyspać, a nie zrywać się z łóżka o godzinie 6.
Uśmiechnęłam się i spojrzałam na nią. Podsumowując moje relacje związane z Renatą stwierdzam, że często działamy sobie na nerwy. 17-letnia dziewczyna potrafi rozwalić na łopatki swoimi szalonymi pomysłami. Pomimo swojego młodzieńczego wieku, bywa dojrzała i subiektywnie patrząca na pewne sprawy i życie. Uczęszcza do liceum profilowanego, zarządzanie informacją. Weekendy spędza na imprezowaniu i lenistwie.
- Nikt cię przecież nie obudził – rzuciłam złośliwie.
- Nie dosłownie, ale potwornie hałasowałyście.
Wraz z Kamą wymieniłyśmy między sobą zadowolone spojrzenia i wzruszyłyśmy ramionami.
- Hałasujesz to ty, wieczorami ze swoimi psiapsiółami.
- Jak już to przyjaciółkami – odpowiedziała bezczelnie. – Co na śniadanie? – zapytała i ruszyła szybkim krokiem do kuchni.
Wbiegłam za nią, łapiąc patelnie w swe ręce.
- Posiłek wystarczy tylko dla dwóch osób – powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- Nie pieprz – usiadła przy stole i spojrzała na mnie wyczekująco. – Podaj.
- Nie przeklinaj – rzuciłam patelnie na stół i odpowiedziałam. – Sama sobie podaj.
- Laseczki, taka burzliwa atmosfera z samego rana? – odezwała się moja przyjaciółka.
- Lukrecji zapewne śniły się „okropne” rzeczy. Co tym razem, duszki? – wyśmiała mnie.
- Z dnia na dzień robisz się coraz bardziej pyskata.
- Boli cię to, że ktoś może ci się sprzeciwić i odpowiedzieć tak bezczelnie jak ty to robisz – mówiła z pełnymi ustami.
- Kama wyślij ją tam skąd przybyła. Aż się dziwię, że jesteście spokrewnione.
- Luk, a może to ty wracaj tam skądś przybyła?
- Akurat, na twoje niedoczekanie. Użeranie się z tobą to dla mnie sama przyjemność – odpowiedziałam, wciąż opanowana.
- Nie wiem czy będzie ci tak mega przyjemnie gdy za jakiś czas przybędzie ci coraz więcej zmarszczek na czole, ze złości.
- Dupeczki, wyluzujcie – wtrąciła się Kama.
Spojrzałam na zegarek i przewróciłam oczami.
- Sorry Renata, ale muszę się szykować na uczelnie. Dzięki za przemiłą rozmowę.
- Spoko – uśmiechnęła się.
Ruszyłam do swojego pokoju i założyłam pierwsze lepsze ubrania. Nie przywiązywałam uwagi do ubioru. Lubiłam czuć się wygodnie i na luzie. Szerokie bluzy, koszule, jeansy i dresy, mój look. Związałam swoje brązowe, sięgające do ramiona włosy i założyłam biżuterie. Uwielbiam bransoletki. Milion bransoletek na ręce, codzienny widok spotykany u mnie. Niektóre z bransoletek miały dla mnie ogromne znaczenie, dlatego też się z nimi nie rozstawałam. Opuściłam swój pokój migiem i zaszłam do Kamy.
- Gotowa? – zapytałam znużonym głosem.
Spodziewałam się, iż będę musiała na nią poczekać, dlatego usiadłam przed laptopem. Weszłam na horoskop.
- Daj mi 5 minut – wykrzyczała z łazienki.
- Które przedłuży się na pół godziny? – odpowiedziało mi milczenie.
Zaczęłam studiować swój horoskop i zaśmiałam się.
- Co cię tak bawi? – zapytała, wychodząc z łazienki.
Miała na sobie czarne krótkie spodnie i fioletową bluzkę z wycięciem na plecach. Do tego kilkanaście naszyjników na szyi i mnóstwo pierścionków. Ciemny makijaż, a włosy delikatnie podkręcone, a zarazem rozczochrane. Kama, uwielbiała czarny kolor. Ubierała się zarówno dość odważnie. Glany, cekiny, skóra, obcisłe spodnie.
- Posłuchaj. W tym tygodniu będziesz swego rodzaju detektywem, audytorem. Przyjdzie Ci rozwiązywać różne zagadki, trzymając się tylko logiki i faktów. Będzie Cię przy tym irytować niepotrzebne dorabianie ideologii. Samotne Ryby będą miały sporą szansę na spotkanie miłości lub ciekawej osoby. Rozbudź więc swoje zmysły i czerp z życia jak najwięcej przyjemności. W pracy bądź dokładny i wywiązuj się dobrze z obowiązków.
- Znów czytasz ten pęk bzdur?
- Ja w to wierzę.
- Przecież ty codziennie poznajesz wiele ciekawych osób. Detektyw? Śmieszne, nie potrafisz rozwiązać najmniejszej zagadki.
- Kiedyś musi być ten pierwszy raz – uśmiechnęłam się delikatnie.
- Chodź bo się spóźnimy.
- Okej, ucieknie nam autobus.
- Miałam na myśli wykłady. Na autobus już się spóźniłyśmy.
Spojrzałam prędko na zegarek. Równa 7, zaśmiałyśmy się i wybiegłyśmy z domu. Do przystanku miałyśmy raptem kilka metrów. Biegnąc, stwierdziłam, że muszę bardziej zadbać o kondycję. Kama, ponadto wymiatała i już wskoczyła do autobusu, a ja biegnąc nie miałam już siły. Na szczęscie trafiłam na wyrozumiałego kierowcę i zabrał mnie, czekając przy tym. Z tego pośpiechu zapomniałam skasować biletu i dzień rozpoczął się na przyłapaniu przez kanara. Idąc na uczelnie, miałam nadzieję, że dalsza część dnia minie spokojnie.


---------------------

I jak tym razem? Wydaję mi się, że fatalnie, ale bądźcie ze mną szczere.

Ogólnie dziękuję wam wszystkim : **
  • awatar иιєвιєѕкα ∂zιєω¢zуиα: Świetny rozdział!!!
  • awatar Marzycielkaa16: Super, jak zwykle fajnie się czyta i czekam na więcej :D
  • awatar bravelittleangel: Moim zdaniem lepszy niż pierwszy :) Wszystko się rozkręca, coś się dzieje, są interakcje :) Teraz tylko będę czekać aż pojawi się nasz tajemniczy seksowny nieznajomy :D
Pokaż wszystkie (19) ›
 

wiecznasamotnosc
 
*Rozdział I –*
*„Przemierzam niespokojne wybrzeża snów”.*



Jakże można żyć z grozą jaka otacza co noc twój mózg i bezbronny sen?
Jakże można śnić o kimś kogo w ogóle nie zna?
Jakże można długo uciekać przed snem, który i tak w końcu pochłonie całe twoje ciało i umysł?
Można, ja żyję. Od roku mój bezbronny umysł otaczają przerażające sny, których nie rozumiem. Nawet sennik nie jest w stanie mi pomóc. Jestem bezbronna. Moje przyjaciółki zastanawiają się, jak można przejmować się z pozoru głupimi snami, w moim przypadku można. Nie mam innych zmartwień. Od 19 lat jestem sama, bez rodziców i rodzeństwa. Wychowałam się w domu dziecka, gdzie życie wcale nie jest proste i idealne. Trzeba być z pozoru miła i zaradną, ale tak naprawdę trzeba być odważną i arogancką. Tam, nikt nie jest wielką szczęśliwą rodziną, wszyscy się nienawidzą i marzą o wybyciu z tego ohydnego budynku jak najszybciej. Po ukończeniu liceum, wybrałam się na studia. Jutro pierwsze wykłady. Studiuję technologię żywności i żywienia człowieka, niestacjonarnie. Na tygodniu pracuję dorywczo, obecnie jako kelnerka w jednym z barów. Wynajmuję mieszkanie z przyjaciółką i jej kuzynką. Jest dość przestronnie i przytulnie. Mój pokój jest największy, gdzie ściany pokryte są kolorami tęczy, nadając blask i urok. Na środku znajduję się wielkie łóżko, natomiast w rogu zniszczone biurko i mała komoda. Ogromne okno, bez zasłonek i firanek, jedynie ozdobione roletami, uzupełnia jasność mojemu przytulnemu pokojowi. Na ścianie gdzie są drzwi, znajduję się duży stary regał o kolorze mahoń, a na podłodze leży piękny rudobrązowy dywan. Uwielbiam swój skromny kącik, gdzie oddaję cząstkę siebie, lecz nie lubię wieczorów. Nie lubię, gdy mój organizm kompletnie opada z sił i upomina się o sen. Nie lubię zakładać piżamy i układać się wygodnie na łóżku, które być może ma złe moce. Zamykając oczy, boję się snów, które są czujne i atakują mnie co noc.

Śnieg. Dookoła znajdował się puszysty i śnieżno biały śnieg. Z zachmurzonego nieba spadały płatki śniegu. Delikatne i przyjemne. Miejsce było błogo ciche do czasu, aż przerwał je cichy jęk. Wiedziałam, że to gdzieś daleko, ale pomimo tego rozejrzałam się. Za mną stała przerażająca, a zarazem piękna istota. Oczy mglisto czarne wpatrywały się we mnie. Czułam, że jego wzrok przeszywa mnie na wylot. Przyjrzałam mu się bardziej i zdałam sobie sprawę, że przypomina coś strasznego, coś na podobieństwo demona. Był wysoki i umięśniony. Wśród kręconych włosów z łatwością można było zauważyć rogi, które fascynowały mnie. Demon, miał również kopyta i nieprzyzwoicie piękne ciało, które jak widać, nie ukrywał. Wyłapywał moje zaciekawione spojrzenie, a ja czułam niesamowite pożądanie. Uśmiechnął się zalotnie i ruszył ku mnie. Napłynęła fala przerażenie, nie wiedziałam dlaczego, ale musiałam uciekać. Tak więc uczyniłam. Uciekałam wciąż odwracając się i śledząc jak daleko jest ode mnie. Przez własną niezdarność, potknęłam się i z krzykiem opadłam na chłodny śnieg. Odczekałam chwilę, ale nic się nie zdarzyło. Istota, nie zaatakowała. Spojrzałam przed siebie gdzie biegła młoda, 20-letnia dziewczyna z lekiem na twarzy. Jej jasne włosy i kremowa koszula nocna, unosiły się ku górze, podczas biegu. Przewróciła się i tak samo jak ja upadła na śnieg. Odwróciła się, a demon rzucił się na nią. Wstałam pośpiesznie i biegnąc w kierunku nieznajomej kobiety na ratunek wpadłam w ponurą i ciemną przepaść. Doczekiwałam się upadku, ale bezskutecznie. Przepaść była niekończącą się otchłanią.

Przebudziłam się i nie musiałam spoglądać na zegarek. Wiedziałam, że jest północ. Wstałam i usiadłam przy biurku, myszkując na Internecie, nie miałam zamiaru już zasypiać.



----------

Niestety, miałam problemy z dodaniem wpisu :(. Kochane, u was też takie problemy? Czy mi coś się dzieję z netem.. ?
Mam nadzieję, że jutro uda mi się dodać normalnie kolejny rozdział, pisać jak wrażenia .. ? :D

Utworzyłam okładkę, taką byle jaką, mam nadzieję, że chociaż troszkę się spodoba :
  • awatar Sunflower.: Rozdział jest naprawdę świetny, ciekawie się czyta, masz talent. *.* U mnie też problemy z dodaniem wpisu. ;/
  • awatar Oddycham muzyką Bednarka <3: C udo *.*.To mnie zaciekawiłaś:*
  • awatar муѕzкα ♥: Rozdział taki sobie, ale to dopiero początek, więc się nie dziwie. Nie cierpię opowiadań o snach, ale może mnie przekonasz i zmienię zdanie. Czekam na dalsze losy. Okładka jest świetna! + nie chciałam Cię w żaden sposób urazić.
Pokaż wszystkie (29) ›
 

 

Kategorie blogów