Wpisy oznaczone tagiem "kuchnia węgierska" (2)  

gdzietuwyjsckrakow
 
Nie ma podróży bez gastroturystyki. Na Węgrzech poszerzyliśmy ją o naszą pierwsza enoturystykę.

65838966_482248452527076_7055918057943728128_n.jpg

Zacznijmy od gastro. Jak Węgry to oczywiście gulasz. Ten w Siofoku w restauracji przy plaży obok kempingu był wyśmienity. Soczysty i lekko pikantny. Podany przez miłego kelnera, który nie mówił po angielsku, ale chętnie z nami żartował i uśmiechał się od ucha do ucha. Po gulaszu przyszedł czas na toast tradycyjną węgierską wódką- palinką.

65374417_1079661462422145_6728732242517950464_n.jpg

Jadąc z południa na północ Balatonu mieliśmy
w planie głównie enoturystykę, czyli turystykę związaną z winem. Trafiliśmy do małej rodzinnej winnicy Muller Pince, gdzie od pokoleń produkowane jest przepyszne wino. Mieliśmy okazję poznać jego historię oraz sami korkować butelki. Myśleliśmy, że zakupy w winnicy będą kosztowały nas majątek, ale okazało się, że zupełnie nie. Za jedną butelkę płaciliśmy tylko 1000 forintów, zatem kupiliśmy sześć.

65049669_679383385808760_33178699671011328_n.jpg


65370619_414534752736941_1860710416812867584_n.jpg

Skoro jesteśmy nad jeziorem, to w naszym menu nie mogło zabraknąć ryby. Swoją zamówiłam w restauracji obok naszego kempingu dla naturystów i nie pożałowałam- była miękka i dobrze przyprawiona,
a panierka podkreślała jej smak. Co prawda kosztowała nieco powyżej średniej, ale było warto. Niestety w tej miejscówce obsługa ani wystrój nas nie zachwycały. Mankament ten rekompensował naprawdę wyśmienity smak wszystkich dań: ryb, nadziewanych kotletów, deski mięs przyrządzonych na różne sposoby.

65280439_373239690063408_5792555648323420160_n.jpg

Podsumowując, oczywiście polecam Wam kuchnię węgierską, ale przede wszystkich zachęcam do wizyty w winnicy Muller Pince, jeśli tylko będziecie mieli taką okazję.

65640196_396473514295356_156805184347963392_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Piękne mamy lato tej wiosny w Krakowie. Taka pogoda sprzyja jedzeniu na zewnątrz. Jak jedzenie w plenerze to oczywiście foodtrucki. Jak foodrtucki to Bezogródek.

33995689_1633878909992751_4686113614073954304_n.jpg

W krakowskim zagłębiu foodtrucków jak zawsze pełno ludzi, ale po chwili spaceru udało się nam znaleźć miejsce i wybrać posiłek. Postawiliśmy na węgierskie lawasze. To był doskonały wybór, bo kosztowały po kilkanaście złotych i bardzo dobrze smakowały, szczególnie mój, czyli bezmięsna wersja z warzywami i dużą ilością sera. Pani z obsługi miała świętą cierpliwość do ludzi z długiej kolejki i za cichy głos, aby informować ich
o gotowych zamówieniach.
Lemoniadę kupiłam w trucku z naleśnikami
i szczerze mówiąc nie przypadła mi do gustu.

34011445_1633877779992864_7085151138663628800_n.jpg

Niestety lawasz nie zaspokoił w pełni naszego apetytu, dlatego skupiliśmy się na tajskie lody
z popularnego Rolls & Rolls. Mam mieszane uczucia… Już raz jadłam tajskie lody sprzedawane w budce na Szewskiej i one wygrywają z Rolls & Rolls. Dlaczego? Ponieważ lody na Bezogródku miały niejadalny kubeczek i oprócz sosu nie było możliwości kupienia innych dodatków jak na przykład pianki lub żelki. Również zaskakująco szybko się roztapiały. Wybrany przeze mnie smak- Knopers dupy nie urwał. Paradoksalnie bardziej smakowało mi mango, a ja nie lubię owocowych lodów. Czy te lody są warte 10 zł od sztuki? Nie. I nie pomaga tu nawet miła obsługa.

33836572_1633878023326173_349097982655725568_n.jpg

Podsumowując zachęcam Was do posiłków w bezogródkowych foodtruckach. Szczególnie polecam węgierskie lawasze, a lody tajskie raczej odradzam.
Węgierski foodtrack: 8/10.
Rolls & Rolls: 3/10

33901918_1633878846659424_4113270998055256064_n.jpg


34123105_1633882159992426_7185516823494787072_n.jpg
 

 

Kategorie blogów