Wpisy oznaczone tagiem "kulinarnie" (879)  

insomniaa
 
"Gdy zaczyna się jesień
A wraz z nią depresja
Bo czasu wolnego jest mało
Znów powraca problem
I w mózgu dygresja
Jak zabić się, by nie bolało?"

[wkręciło mi się z tiktoka xD]


Przyszła jesień, ogarnęła mnie więc melanchujnia i prokrastynacja, a co za tym idzie nastała cisza na blogu.
Nie wiem skąd wykrzesać sobie moc i zapał do codziennego pisania. Albo chociaż systematycznego. W sumie pisanie raz w miesiącu to też jakiś system... ;P

U mnie bez zmian.
W psychiatryku brakuje rąk do pracy. Nic dziwnego, skoro Zuo powiedziało, że do tej pracy nikt normalny nie przychodzi.
Dementuję: to że z Kromką śpiewamy Cypisa na zmianę z Wodeckim jest najzupełniej normalne!

Od tej pojebanej pracy odpoczywam co niedzielę w lesie. Ostatnio nawet przyjechał Bąbelek i zrobiliśmy bushcraftowe warsztaty w terenie. Grzybów nazbieraliśmy mało (poza rekordową kozią brodą na całe wiadro), ale za to spędziliśmy czas w miłym towarzystwie.
Bąbel wpadł też w sobotę w nocy na fajkę - takie wyjścia często kończą się porwaniem, ale się nie dałam, bo przecież trzeba było rano wstać na kolejne grzybobranie ;D
Wczoraj znowu nazbieraliśmy siedzuniów, przez które mam na grupie grzybiarskiej fejm dojebany. Oprócz tego znaleźliśmy nowego zwierza na moją wiedźmiarską półeczkę ^^

Wolny czas poza lasem spędzamy z Miśkiem w kuchni. Zazwyczaj przerabiamy grzyby na nasze popisowe grzybotto.
Skład prosty: ryż, bulion wołowy, cebula, czosnek, marchewka, kurczak, grziby, macierzanka, topinambur.
risotto.jpg


Naszło nas na faszerowane warzywa, niestety tu bez fotorelacji.
Była papryka nadziewana ryżem, mięsem mielonym, kukurydzą i pieczarkami oraz cukinia nadziewana kurczakiem, pieczarkami i serem.

Robiliśmy też jesienną sałatkę:
rukola, gruszka, pomidorki, kaczka, ser pleśniowy, maliny, ocet malinowy.
salatka.jpg

Ale naszym największym odkryciem ostatnich dni jest francuski deser Far Breton. Już kombinuję jak podkręcić oryginalną wersję.
Skład:
-2 jajka
-4 łyżki mąki
-3 łyżki cukru
-150 ml mleka
-100 ml śmietanki
-łyżka masła
-wanilia
-suszone śliwki moczone w rumie.
Ukręcamy rzadkie ciasto, układamy owoce w formie, zalewamy ciastem, pieczemy 30 min w 200 stopni (góra, dół, bez termoobiegu). W trakcie pieczenia ciasto wyrasta jak suflet, po wyjęciu opada. Smakuje jak upieczony budyń.
farbreton.jpg


Sezonowo mam smaka na ciasto dyniowe, zupę dyniową, brukselkę w miodowej glazurze zapiekaną z fetą i ramen z siedzuniem sosnowym.

W wylęgarniano-smoczanej kuchni suszą się nad piecem grzyby i ostre papryczki, pigwa puszcza sok na słonecznym parapecie, w ciemnym kącie dojrzewa ocet (paprykowy, gruszkowy i jabłkowy), a w lodówce mam fetę w oleju z macierzanką i suszonymi pomidorami.
Jakby ktoś chciał wpaść do wiedźmy na coś dobrego i jakąś magiczną herbatkę, to zapraszam ;)

Czas uciekać.
śpijcie dobrze
albo jak tam chcecie
 

insomniaa
 
Nie lubię odpalać mojego ledwo żyjącego archaicznego kompa, ale dziś musiałam to zrobić służbowo, więc przy okazji oto jestem!

Trzeba nadrobić zaległości i opisać wszystko w miarę składnie i chronologicznie.

Byliśmy z Miśkiem w odwiedzinach u Strzepanka. Miś trzymając dzidzię aż się wzruszył, za to zazwyczaj cichy i grzeczny Strzepan u mnie na rękach zaczął się drzeć jak opętany. Wniosek: nie umiem w dziecki.
A propos opętania: jest taki zabobon, że nie wolno wychodzić z dzieckiem przez pierwsze dwa tygodnie (pdk). Przypominam, że wizyta u egzorcysty kosztuje 11k za godzinę xD

Byłam na warsztacie u Braciaka, bo to najlepszy diagnosta jakiego znam. Po diagnozie Smok przeszedł kilka poprawek, jest lepiej, ale przede mną jeszcze kilka spraw technicznych, elektryka, blacharka i wymiana opon, bo kuźwa znowu będę latać na zimówkach do sierpnia ;/

Zainwestowałam w końcu w siebie, a dokładnie w kłaki. Poszłam do Oli, prawdziwej artystki i mistrzyni w swoim fachu. Jeszcze nikt mi w życiu tak dobrze nie zrobił! Znaczy z włosami ;D
Teraz już G. może słusznie nazywać mnie "różowowłosą", chociaż po ostatnich przypałach raczej prędko się u nas nie pojawi ("buraczek" xD pdk, pdkromki)

Różowe mam nie tylko włosy. Ogólnie różowo mi wokoło ^^
Razem z Miśkiem pojechałam na zbiory dzikiej róży. 10 litrów płatków przerobiliśmy na syrop, konfiturę, ocet i gulkand. Ususzyłam też pąki róż - będą do herbaty. Nastawiłam przy okazji ocet truskawkowy.
Tyle ziół do pozbierania, a pogoda wcale mi nie pomaga ;/

Dobrze, że wczoraj pogoda była w miarę znośna i udało nam się zrobić na Wylęgarni pierwszy tegoroczny Projekt X.
Dziękuję wszystkim przybyłym: A., M., K., I., J., K., M., K., N., A., C. <3
Fajnie było w końcu pochillować na legalu, bez maseczek i bez koronaparanoi.

Plan na następne wolne: w czwartek dzień gospodarczy na Wylęgarni, w niedzielę mamy wychodne, zostajemy w mieście i idziemy w tango ;D ;* Stwierdziliśmy z Miśkiem, że musimy się odkuć za to, że naszą rocznicę spędziliśmy w domu na kwarantannie.

W psychiatryku zapierdol i rozpierdol, czyli chujowo ale stabilnie. Czasem ręce opadają na to wszystko, ale hajs się musi zgadzać.
Służbowo z Kromalą łagodzimy kurwicę śpiewając na zmywaku "Barkę" na dwa głosy xD
No pojebało xD

Mam zamiłowanie do starych gratów: tego ledwo żyjącego laptopa, mojego Smoka, PS3 i Galaxy S4. Misiek przekonał mnie do zmiany tego ostatniego i po pierwszym dniu jeszcze się nie przyzwyczaiłam do nowego telefonu. Dziwnie tak.
Ja jestem starej daty i mam takie podejście, że jeśli coś się psuje, to się to naprawia, a nie kupuje nowe. Nie zawsze warto wymieniać coś na nowszy model, bo ten nie musi być wcale lepszy.
I ta zasada tyczy się nie tylko rzeczy ;)


Dużo bym mogła pisać, ale czas goni, a rano trzeba wstać.
Zostawię sobie trochę rozkmin na następny wpis.
Bajooo!
 

insomniaa
 
Właśnie skończył mi się koronaurlop. Dzisiaj wróciliśmy do psychiatryka. Z jednej strony czas najwyższy, bo trzeba zarabiać hajs. Z drugiej jednak wolałabym dalej relaksować się na Wylęgarni, biegać z Miśkiem, zbierać krzoki i kształcić się kulinarnie. Może kiedyś spełni się moje marzenie i będę mogła zarabiać na życie zielarstwem?

Co się ostatnio działo?
Byliśmy na nielegalnym zgromadzeniu urodzinowym ("-Tłampki, dłesy i na tłening!" xD)
Z Braciakiem i Bratową testowaliśmy teleskop (pdk!).
Prowadziliśmy wideokonferencje z Morkiem.
Zawitaliśmy w pizzerii u Synka.

No a ja jako wiedźma siedziałam całymi dniami w krzokach i przy garach.

Z największych sukcesów kulinarnych: umiem zaplatać chałkę z sześciu splotów!

Nastawiłam ocet jabłkowy bez mieszania. Przepis najprostrzy: jabłka, 4 łyżki cukru na litr wody. Już pracuje i bombelkuje. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

Zrobiłam piwo imbirowe. Tzn. jeszcze się robi, bo musi popracować ze dwa dni.
Przepis:
szklanka wody
2 łyżki cukru
10g startego korzenia imbiru
Wymieszać w słoiku, słoik nakryć ściereczką, postawić w ciepłym miejscu i często mieszać. Po 4 dniach nakarmić kolejną porcją (10g) imbiru i 2 łyżkami cukru.
Po kolejnych 4 dniach dosypać łyżeczkę cukru i pomieszać.
80g imbiru zetrzeć, zagotować w 2 litrach wody. Gotować przez 30 min. Odstawić, wsypać 1,5 szklanki cukru, wlać sok z dwóch cytryn i 2 litry zimnej wody. Gdy mikstura ostygnie do temperatury poniżej 40 stopni dodajemy to, co hodowaliśmy przez 8 dni. Wlewamy wszystko do słoja, zakrywamy ściereczką, mieszamy często. Po ok. dwóch dniach (lub gdy zaczyna się pienić) przelewamy do plastikowych butelek, zostawiając trochę miejsca na gaz. Trzymamy w temperaturze pokojowej, a jeśli chcemy spowolnić fermentację, by napój wytrzymał dłużej, to do lodówki.
Jestem na etapie słoja. Już nie mogę się doczekać rezultatu ^^
Na zdjęciu zaczyn do piwa
95749202_2662241104020251_2991979939013591040_o.jpg

Zamacerowałam też zioła w oleju - będzie pyszny olej do sałatek i piękna ozdoba kuchni.
Skład: czosnek, szczypiorek czosnkowy, czosnek niedźwiedzi, pietruszka, chrzan, oregano, szałwia, bluszczyk kurdybanek, papryka, lubczyk, pieprz.
95461504_2661445720766456_6830071944327462912_o.jpg

Zafascynowana zeszłoroczną herbatą z wierzbówki kiprzycy poczyniłam nowe herbatki utleniane enzymatycznie:
-kwiaty i liście czeremchy - pachną migdałowo
-kwiat lilaka - karmelowo
-liście malin - owocowo
Przechodzą teraz cichą fermentację w słoikach. Oczywiście na pełnię smaków trzeba poczekać, im dłużej tym lepiej.

Napaliłam się na migdałowy syrop z kwiatów czeremchy, ale nie było co zbierać, bo mszyce wszystko oblazły ;<

Moim największym odkryciem sezonu jest rdestowiec.
Rdestowiec jest u nas gatunkiem inwazyjnym, rośnie na potęgę w rowach, na ugorach, w parkach i pod lasem. Bardzo szybko się rozrasta, więc rwijcie śmiało!
Przerobiłam go na nutełłe.
Przepis prosty: młode pędy rdestowca obieramy, zasypujemy cukrem, czekamy aż puści sok, dodajemy pokrojone w kostkę jabłko i smażymy, aż się rozpadnie. Zdejmujemy garnek z kuchenki i do ciepłej masy dodajemy pokruszoną gorzką czekoladę. Pakujemy do słoików póki ciepłe, odwracamy słoiki do góry dnem i zostawiamy do wystygnięcia.
95144407_2662233694020992_5669596812017664000_o.jpg

96148637_2662323754011986_2530292962106015744_o.jpg

Pomysłów mam jeszcze mnóstwo, czasu na realizację już niestety mniej. Teraz czekam na kwiaty bzu - będzie lemoniada i racuchy (bo syropu mam jeszcze zapas).
 

insomniaa
 
[spamuję dzisiaj trochę, wiem, ale trzeba wykorzystać wenę i chęci, póki jeszcze są]

Co gotować podczas kwarantanny?
Na pewno nie zupę z nietoperza xD

Ostatnio dużo czasu spędzamy z Miśkiem na gotowaniu, trochę z konieczności, trochę z zamiłowania.
Właśnie tak powstało kilka przepisów, które muszę sobie zapisać na później.

Ciastka z ciasta francuskiego (różne warianty: z czekoladą, z mascarpone i owocami, z bananem i masłem orzechowym).
Robiłam dwa podejścia, z żadnego nie byłam w pełni zadowolona, bo nadzienie wyciekało ;/
90949995_1308245082718094_6525570642920603648_n.jpg


Nasza popisowa sałatka - chociaż składniki są zmienne, to smakuje zawsze zajebiście ^^
92800312_553104025616288_8917394739871875072_n.jpg


Najprostsza zupa cebulowa: cebula, białe wino, bulion wołowy
91931977_236714177527275_1695873050915897344_n.jpg


Jedno z moich odkryć: zapiekane gołąbki z kapusty pekińskiej.
Składniki:
-duża kapusta pekińska
-500 g mięsa mielonego (u nas z indyka)
-100 g ryżu
-cebula
-pieczarki
-jajko
-ulubione przyprawy
Sos: puszka pasaty pomidorowej, kostka rosołowa.
Przygotowanie: kapustę parzymy w osolonej wodzie z łyżeczką octu. Z liści wycinamy te twarde "dupki".  Gotujemy ryż, smażymy cebulę i pieczarki. Mieszamy farsz. Zwijamy gołąbki, układamy w naczyniu żaroodpornym, zalewamy sosem, pieczemy 1,5h w 180*C
91709018_1465755443579014_8448020158051516416_n.jpg


Kolejny pomysł na obiad: kurczak w papirusie, ziemniaczki i... kukurydza smażona z boczkiem, cebulką i papryką - taki dodatek do obiadu to jest kosmos!
92579804_2671206813007629_5010576158241062912_n.jpg


Genialny przepis zapożyczony od Synka i lekko zmodyfikowany: kotleciki z kurczaka (tu podane z ryżem i sosem mocno serowym)
Składniki:
-500 g piersi z kurczaka
-100 g sera żółtego
-łyżka majonezu
-kukurydza
-cebula
-jajko
-3 łyżki mąki
-ulubione przyprawy
Kurę siekamy drobno, mieszamy wszystkie składniki i teraz wedle uznania: albo (jak Synek) smażymy kotlety na patelni, albo (tak jak my) pieczemy w piekarniku w foremkach do muffinek 180*C 45 min.
92323199_214372849882523_819739197576314880_n.jpg


Sałatka z zupek chińskich:
-makaron z dwóch zupek + przyprawy
-kukurydza
-ananas
-papryka
-majezon
Szybkie, łatwe i dobre!
92374573_523448721878513_1468126882422587392_n.jpg


Deserowo: tiramisu. Miś uwielbia ^^
-3 jajka
-3 łyżki cukru
-250 g sera mascarpone (jak kupicie z Biedry to pod wieczkiem macie przepis)
-nalewka orzechowa (bo nie lubię Amaretto)
-biszkopty
-kawa
-kakao
92241141_207615440681123_2021798688577290240_n.jpg


Racuchy z ananasem:
-1,5 szkl mąki
-puszka ananasa
-2 jajka
-płaska łyżeczka proszku do pieczenia
-cukier waniliowy
-szczypta soli
-olej do smażenia
Robimy ciasto naleśnikowe, z tym, że zamiast mleka/wody dodajemy sok z ananasa z puszki. Ananasa kroimy w kostkę, a jak ktoś jest ambitny, to może moczyć w cieście całe plastry.
92278813_1167334850271419_4509971473347117056_n.jpg


Na koniec moje najlepsze słodkie odkrycie: ukraińskie syrniki ^^
-500 g twarogu
-2 jajka
-5 łyżek mąki
-2 łyżki cukru
-olej do smażenia.
Coś obłędnego! Pyszne z owocami, dżemem albo nawet  z samym cukrem pudrem.
92103384_240423513816480_8080400652917800960_n.jpg


To tyle smaczności na dziś. W wolnej chwili wrzucę jeszcze zaległe foodp0rny sprzed kwarantanny.
  • awatar goal digger: Te sałatkę z zupek chińskich kiedyś robiłam i chyba właśnie miałam przepis od Ciebie :) A tym razem zgapię zasmażaną kukurydzę z boczkiem, cebulką i papryką. Kocham kukurydzę (dodaje prawie wszędzie xD), uwielbiam paprykę, no i boczek też wiadomo. <3 To brzmi jak zajebiste połączenie i aż mi głupio że sama nigdy na to nie wpadłam, bo same moje ulubione produkty. Zrobię dzisiaj :D
Pokaż wszystkie (1) ›
 

insomniaa
 
Czerwiec obfitował w kwiaty, więc każdą wolną chwilę przeznaczałam na bushcraft, a w zbiorach oraz fotografowaniu rezultatów bardzo pomagał mi Miś.

Na starej plantacji nazbieraliśmy prawie 10 litrów płatków róży (Rosa Rugosa, róża pomarszczona - ta odmiana jest najlepsza na przetwory).
Przerobiłam je na marmoladę, tradycyjną konfiturę ucieraną w makutrze i syrop różany.
61738427_2381972288713802_6897220249012142080_n.jpg


Moim ulubionym kwiatkiem czerwcowym jest bez czarny.
To magiczne drzewko czczone przez Słowian i wykorzystywane w ziołolecznictwie. Łączy w sobie moc dobra i zła, bo może być zarówno lekiem jak i trucizną. Czarny bez zwalcza przeziębienie, działa napotnie, uspokajająco i uśmierza ból. Kwiaty bzu są bogate w żelazo, wapń, sód i potas. Zawierają flawonoidy, kwasy organiczne, polifenole. Związki te mają działanie przeciwzapalne, moczopędne i rozkurczowe.

Ja jednak wolę się skupić na walorach smakowych, bo smak i zapach bzu jest odurzający i nieporównywalny z niczym innym.

Tradycyjnie musiałam zrobić syrop bzowy, czyli kordiał (elderflower's cordial), który był bardzo popularny w epoce wiktoriańskiej (może to tłumaczy moją miłość do tego syropu?).
Latem to świetna baza do lemoniady, natomiast zimą aromatyczny dodatek do herbaty.
Przepis: gotujemy syrop cukrowy 2:1 (czyli 2 litry wody na kilogram cukru). 40 baldachów bzu oskubujemy z kwiatków, tak by do syropu trafiło jak najmniej zielonych gałązek. Dorzucamy 3 cytryny pokrojone w plastry i zostawiamy pod przykryciem do macerowania na 24h. Po tym czasie syrop przecedzamy, zagotowujemy i gorący wlewamy do słoiczków/butelek.
62118679_2381972342047130_3077122687789694976_n.jpg


Oczywiście musiałam też zrobić mój ulubiony deser, czyli kwiaty bzu w cieście naleśnikowym:
capture-20190613-003305-crop.png

Tu podane z syropem sosnowym, salsą truskawkowo-miętową, poziomkami i konfiturą różaną
62313690_2078677902241470_8273464479459573760_n.jpg

Zrobiłam też sernik truskawkowy z kwiatami bzu i syropem bzowym:
64316928_380414315929561_8414208530524930048_n.jpg

Nastawiłam też lemoniadę bzową: kwiaty (oczywiście niemyte, żeby nie zmyć naturalnie występujących na nich drożdży) zalewamy przegotowaną wodą, karmimy cukrem, dorzucamy cytrynę. Stawiamy na nasłonecznionym parapecie i czekamy. Po 5 dniach lemoniada powinna już lekko buzować, wtedy najlepiej ją przecedzić, dosłodzić, wlać do butelki (plastikowej, żeby nie wybuchła) i zależnie od cierpliwości pić (najlepiej schłodzoną) lub odstawić do dalszej fermentacji, by uzyskać więcej bąbelków i ociupinę alkoholu. Mój pierwszy nastaw lemoniady już wypity, drugi leżakuje w butelkach i dojrzewa.
61868454_2381972182047146_4241252764253945856_n.jpg


Chciałam jeszcze zrobić ocet z kwiatów bzu, macerat olejowy i ususzyć co nieco na zimowe herbatki, ale nie zdążyłam. Zostawię te plany na przyszły rok.

Bzy już przekwitły, ale to dopiero początek  kwiatowego przetwórstwa ;)
 

insomniaa
 
Znowu nazbierało mi się trochę fotorelacji z eksperymentów kulinarnych.

(Głodnych proszę o odejście od ekranu! Za zaślinienia nie odpowiadam!)

Tiramisu
53088211_374252159972717_99289318782140416_n.jpg


Sernik jagodowy z lawendą i fiołkami
55916181_391968618049297_4856253190112280576_n.jpg


"Pięciominutówka" z owocami leśnymi
(przepis tu: insomniaa.pinger.pl/m/27741809 )
62259072_937177279947088_5606362274806628352_n.jpg


Pad thai ^^
62377553_1453486071456728_8764746160448471040_n.jpg


Lasagne
62413545_2385207228377628_5771786238746951680_n.jpg


Pierś z kurczaka panierowana w chipsach paprykowych
62529804_2377662799134256_8820948410266812416_n.jpg


Panna Cotta
64291497_333420853991443_6447479388630941696_n.jpg


Tarta ze szparagami z przepisu Maxa, jednego z moich autorytetów w dziedzinie bushcraftu i dzikiej kuchni: maxgotujeznatury.wordpress.com/(…)tarta-ze-szparaga…
64444509_2323217031271166_8757672692909342720_n.jpg
 

insomniaa
 
To co tygryski lubią najbardziej :D

Dostałam genialny przepis na sernik bez spodu:
4 jajka, szklanka cukru, 1 kg sera, 1 budyń waniliowy, aromat waniliowy, 100g masła.
Pieczemy 30 min w 190 stopni, zmniejszamy do 150 i pieczemy kolejne 30 min, zmniejszamy do 120 znowu na 30 min, 30 min studzimy w uchylonym piekarniku, 30 min chłodzimy w lodówce. Czasochłonne, ale uwierzcie mi, że warto!
Sernik świetnie smakuje z sosem owocowym. Tu sos z mango z imbirem:
51765991_1409502199191439_4558551659453612032_n.jpg


Kilka lat temu ktoś, kto był moim guru w kwestii włoskiej kuchni, nauczył mnie robić boski deser i jestem mu za to wdzięczna, bo z wielu jego nauk korzystam do dziś.
Panna cotta - pierwsza klasyczna, czyli "con salsa ai frutti di bosco", druga chałwowa z sosem malinowym.
Przepis na klasyczną: 500 ml śmietanki 30%, dwie łyżki cukru, laska wanilii, 2 łyżeczki żelatyny. Sos: owoce leśne (tu truskawki i borówki), łyżka cukru, sok z cytryny, odrobina różowego wina.
Przepis na chałwową: 500 ml śmietanki 30%, dwa batoniki chałwy królewskiej, 2 łyżeczki żelatyny. Sos: maliny, łyżka cukru, sok z limonki, trawa cytrynowa.
51081712_352739818900466_2286585200492150784_n.jpg

53030576_819237708434609_5590616877454852096_n.jpg


Tu niezła kombinacja: krem z bitej śmietany, galaretki kiwi i białej czekolady, przekładany biszkoptami nasączonymi w nalewce o smaku kiwi. Patent spoko, tylko musimy przetestować w innych kombinacjach smakowych (banan z karmelem? wiśnia z czekoladą?)
52926481_2249215775405840_2402456297082454016_n.jpg


Ostatnie pyszności: CHURROS!
Uwielbiam! Mnóstwo roboty, jeszcze więcej sprzątania, ale smak wszystko wynagradza.
Ciasto parzone: szklanka mleka, 50g masła, szczypta soli, dwie łyżki cukru - to gotujemy. Po zagotowaniu dodajemy szklankę mąki i energicznie ucieramy, aż zrobi się taki "klajster" i zacznie odchodzić od brzegów garnka. Studzimy, a po wystudzeniu miksujemy z 4 jajkami, wbijając po jednym. Ciasto przekładamy do rękawa cukierniczego i wyciskamy do gorącego oleju (180 stopni), smażymy na złoty kolor. Po odsączeniu z nadmiaru tłuszczu posypujemy cukrem pudrem z cynamonem.
Churros najlepiej smakują z sosem czekoladowym: 200 ml śmietanki 30%, tabliczka gorzkiej czekolady, łyżka masła, kieliszek rumu.
53321703_369458933649172_3906794538403889152_n.jpg


To nie koniec foodpornu, bo razem z Miśkiem zrobiliśmy sobie wyzwanie i w wolne niedziele okupujemy kuchnię. W planach mamy dzień włoski, czyli dobry makaron z pesto, a na deser tiramisu ^^
 

insomniaa
 
Spamujemy dalej ;)

Takie urodzinowe śniadanko zrobiłam w styczniu Misiowi:
52729311_574543236383305_6769463710898454528_n.jpg


A razem ugotowaliśmy zupę cebulową. Najlepiej smakuje z tostami serowymi ("Cycki, ser Rycki i Ignacy Krasiiiickiii" xD)
53110910_393605367881570_5193047079307444224_n.jpg


Zupa serowa też była ok, ale musimy udoskonalić przepis
53476468_1216881701820261_457104792263589888_n.jpg


Tosty francuskie z serem i szynką:
53395699_1957012391073871_883329839115796480_n.jpg


Jedna z wielu improwizowanych sałatek:
53417854_855830121423841_8106474669227376640_n.jpg


Kurrito, czyli kurczak, ostry sos i duuuużo sera:
52717066_558496337964162_4218788109610909696_n.jpg


Sajgonki, czyli straszny sajgon w kuchni xD (ale było warto)
53037341_266051117640918_5935684720498049024_n.jpg


No i hit - bułeczki ze wścieklizną :D
52797051_2367954476767693_7499459433680863232_n.jpg

52809892_361341614708288_583449570332114944_n.jpg

Przepis:
Do foremki na muffinki wlewamy po łyżce oleju, wstawiamy do piekarnika na 10 min, 200 stopni.
Ciasto: 4 jajka, szczypta soli, 300 ml mleka, 30g stopionego masła, 225g mąki. Wlewamy do foremek z rozgrzanym olejem i pieczemy 15 min w 220 stopni, obniżamy temperaturę do 180 i pieczemy jeszcze 20 min.
Bułeczki wychodzą lekkie, takie "napompowane", smakują dobrze zarówno na słodko jak i na słono.
To jeden z moich ulubionych przepisów ^^


Zaraz ostatnia część, na osłodę ;)
 

insomniaa
 
W temacie kulinarnym zrobiły mi się tu straaaaszne zaległości. Wreszcie mam czas na nadrabianie, ale myślę, że w jednym wpisie tego nie zamknę.

Czytaczy uprasza się o nieślinienie ekranów! :D


Na pierwszy ogień retrospekcja z listopada, czyli z ostatniego grzybobrania w sezonie. Z grzybów powstało moje autorskie grzybotto z topinamburem:
52930378_307495943302752_822257865182937088_n.jpg


Kolejne danie jednogarnkowe, a raczej jednopatelniane - paella z kurczakiem i krewetkami:
52837084_305947303400357_369493734372409344_n.jpg


Nie mogło też zabraknąć makaronu.
Makaron Alfredo z krewetkami:
52823378_324979228149083_9023459081800646656_n.jpg

Makaron z brukselką i boczkiem:
53100532_412410075999332_2831075152547020800_n.jpg


Kurczak w papirusie, fasolka szparagowa i ziemniaki zapiekane z serem wędzonym (ten papirus to genialny wynalazek!)
52800555_2681157385258460_5665055936369131520_n.jpg


Pierwsze podejście do prawdziwego stejka:
stejk.jpg


Na koniec ramen na bogato:
52859454_353165338874789_8635542793881649152_n.jpg



Już za chwilę druga część... ;)
 

insomniaa
 
Miałam wczoraj wrzucić zbiorczy wpis kulinarny, ale chciałam jeszcze dzisiaj upiec bananowca i dorzucić go do wpisu.
Niestety tu następuje #wkurw - już od początku wszystko było nie tak. Urwała się blaszka od zamknięcia. No chuj, piekarnik nagrzany, nic z tym nie zrobię. Tu z pomocą przyszła technologia rodem z Podlasia - podparłam drzwiczki kijem od miotły xD Myślałam, że dalej pójdzie już z górki. Ale nie... W połowie pieczenia przepaliła się spirala w piekarniku ;/ No i pizda w szafie ;/ Na to już nic nie mogłam poradzić.
A obiecałam chłopakom ciacho ;(

Ech, trzeba teraz kupić nowy piekarnik ;/
A póki co jedyne co mi zostało, to wrzucić zdjęcia poprzednich udanych bananowców:
z czekoladą:
banan.jpg

z karmelem i masłem orzechowym:
banankarmel.jpg


Dyniowe brownie z przepisu od Maxa:
dyniowe.jpg


Sernik malinowy z białą czekoladą na spodzie brownie:
sernik.jpg



Ale nie samą słodyczą człowiek żyje.
Moja i Misia wariacja na temat sałatki Cezar:
cezar.jpg

Pad thai:
padthai.jpg


Wylęgarniano-smoczana kuchnia nieczynna do odwołania.
Straciłam wenę tfu!rczą do eksperymentów kulinarnych.
Zawsze muszę coś zjebać ;/
 

insomniaa
 
Lubię wolne niedziele.
Głównie dlatego, że spędzam je z moim Misiołkiem <3
Niedzielnie odpoczywaliśmy na Wylęgarni Smoków, a odpoczynek tutaj zawsze jest aktywny.

Przed południem poszliśmy do lasu. Jak się później okazało ja poszłam na spacer, a Misio na grzyby, bo wszystkie (dwa ;D) znalazł On.
Za to dla mnie najlepszym znaleziskiem była miejscówka, której szukałam od dawna. Byłam tam ostatnio z 15 lat temu. Niemiecki kamieniołom w końcu zaliczony!
kamien1.jpg

kamien2.jpg

kamien3.jpg

kamien4.jpg

kamien5.jpg

W kamieniołomie zdobyłam nową sprawność harcerską xD Ale to przemilczę, Misio wie o co chodzi ;D

Po powrocie do domu zajęliśmy się przetwórstwem. Nastawiliśmy pigwowiec na sok, nalewkę głogową i tarninową z jeżyną. Zrobiłam też konfiturę gruszkową z chilli i kolendrą.
nalewki.jpg


Wieczorem oglądaliśmy "Rocky Horror Picture Show".
Doktor Frank-N-Furter jest przegenialny! Tim Curry nawet w pończochach jest taki męski i seksowny ;D

Oglądanie nie obyło się bez śmieszków:
<pojawia się Rocky Horror>
-Wygląda jak Zbyszko z Bogdańca z "Krzyżaków".
-I nawet taką fryzurę ma.
-Świeżo po postrzyżynach xD

<pojawia się Eddie>
-Jak on wszedł w te spodnie?
-Malwina Wędzikowska go wcisnęła ;D

No i żart tylko dla kumatych:
-Ja wiem kto Riff Raffa grał!
-Kto?
-Nasz garbaty kolega xD

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Dzisiaj byłam świadkiem tego, jak działa "instant karma".
Wcale nie jest mi przykro ;P

Bo przykro jest mi z zupełnie innego powodu...
Ale spoko, przywykłam...
Może to też karma?
_________________________________________________________

“You chew people up and then you spit them out again (...) You're like a sponge. You take, take, take, and drain others of their love and emotion. Yeah, well, I've had enough.”



It's all about you.
You fucked up.
Again.
 

insomniaa
 
Sobotni wieczór spędziłam głównie na czekaniu na mojego księcia z bajki. Kiedy On bawił się na koncercie Analogs (zaaazdro!), ja leczyłam traumę po "liszaju". Kurfaaa, czy ja zawsze muszę być magnesem na wszystkie spierdolenia tego świata?

Dalsza część wieczoru to Miśkowe głupawki, bo "Keanu Reeves karmi piersią" xD. Mnie to kompletnie nie bawi, no ale Jego nie bawi "forma do babki ze stulejką", więc jesteśmy kwita xD Oboje mamy zjebane poczucie humoru ;D

W niedzielę poszliśmy na spacer na Weinberg. Korzystając z Dnia Otwartych Zabytków weszliśmy na Weinbergturm. Zajrzeliśmy też do Weinberghaus, ale był udostępniony do zwiedzania tylko częściowo. Ech, słaba atrakcja, biorąc pod uwagę to, że na eksplorce z M. zobaczyliśmy dużo więcej. Tak jak w tytule - urbex na legalu to już nie urbex ;/

Tutaj widok z wieży na Volksbad:
DSC_1096.JPG


Po spacerze ugotowaliśmy obiad: makaron z łososiem, szpinakiem, pomidorkami i sosem śmietanowym.
makarą.jpg

Na deser tarta z białą czekoladą, tym razem wersja z borówkami:
ciachooo.jpg

Wieczór minął nam przy ostatnim sezonie "Californication". To takie dziwne uczucie, kiedy twój ulubiony serial się kończy i nie wiesz co teraz począć ze swoim życiem. Jutro chyba zaczniemy siódmy sezon AHS.


W ostatnim wpisie przepowiedziałam sobie, że dotknie mnie palec boży. W pracy przykleiłam się do tostera aż zaskwierczało. Mam na łapkach paski jak tygrys. Niby tygrys, a jednak osioł...


Jutro muszę wcześnie wstać, bo trzeba przerobić śliwki. Chyba opatentuję te przepisy ;D
suoiki.jpg
 

insomniaa
 
A teraz coś na osłodę :)

Ostatnio mam wenę do ciast i średnio co tydzień kuszę wszystkich wokół słodkościami.

Najpierw jednak zaległe ciacha:

Tarta cytrynowa z pianką bezową
34671487_2132758413407003_3154846099605291008_n.jpg

Kopiec kreta w formie bezkopcowej
34700230_2132783566737821_5636542151002161152_n.jpg

Brownie z poziomkami
40895917_545461745890897_8168377418684301312_n.jpg


Próbowałam też odtworzyć smak dzieciństwa - pampuchy z sosem truskawkowym. Od razu wracają wspomnienia z podstawówki, jak jeździłam na DG do I. i jej mama robiła takie pampuchy ^^
40833779_1401919773274962_5206440930525052928_n.jpg


A z tych nowszych:
Tarta "Tatin" z gruszkami (bo przecież przyniosłam ajmro ulęgałek itd...)
40995581_254852425362175_1575132457844342784_n.jpg

Sernik z musem z mango
41117030_337815516961264_3519397516325945344_n.jpg

No i tarta na kruchym czekoladowym spodzie, z musem z białej czekolady i serka mascarpone z malinami. Niebawem zrobię do niej drugie podejście, może tym razem z borówkami
41252324_299462927502029_592747268289855488_n.jpg
 

insomniaa
 
Jak już ostatnio pisałam coraz więcej czasu spędzam w kuchni. Niestety na blogu coraz mniej, w związku z tym zrobiły mi się duże foodpornowe zaległości.

Trzeba wreszcie nadrobić!

Z Misiem często robimy sałatki. Wygląda to zazwyczaj tak, że owpierdalamy się nimi jak dzikie świnie i udajemy, że to było fit ;D
1.jpg

2.jpg

3.jpg

4.jpg

5.jpg

Pewnego wieczoru zachciało nam się eksperymentów i zrobiliśmy "tosty" a raczej omlet z tostera na bazie fejsbukowego przepisu:
6.jpg

W domu tworzyłam dania sezonowe jak np. zupa z dyni (mam obiecaną wymianę za dobrą pomidorówkę I JA TO SOBIE ZAPAMIĘTAM!)
40751285_539229156547476_6816871014450855936_n.jpg

Placki z cukinii z sosem tzatziki:
40924666_466088623909953_5878239464194572288_n.jpg

Ale moim osobistym hitem jest tarta, którą robiliśmy z Miśkiem. Ciasto francuskie, szpinak, kurczak, papryka, feta, mozarella, jajki, śmietana i jest petarda!
41040177_261160294726149_1282608359937146880_n.jpg

Wspomniałam wcześniej, że wolne spędziłam przy garach. Przerabiałam owoce, ale nie na słodko. Zrobiłam przetwory do mięs/serów. Gruszka z chilli, gruszka z kolendrą, gruszka z imbirem (no co? przyniosłam spod lasu całe ajmro ulęgałek) i <badum_tsss> sos śliwkowy z chilli. To ostatnie wg mnie wyszło kozacko, jutro dam Misiowi do degustacji.

Ale ale... nie odchodźcie od internetoodbiorników, bo zaraz wjeżdża drugi foodporn...
Stay tuned! ;)
 

insomniaa
 
"Здесь так красиво, я перестаю дышать
Звуки на минимум, чтобы не мешать
Эти облака — фиолетовая вата
Магия цветов со льдом в наших стаканах"
(Федук & Элджей - "Розовое вино")

[wkręciło się ^^]


Jakoś tak szybko leci mi ten tydzień od wolnego do wolnego.

We wtorek zrobiliśmy sobie z Misiem trochu niechcący nocny trip po mieście. Narobiliśmy kilometrów, ale dla takiej panna cotty się opłacało *.*

W środę poszliśmy do Niemcowni. Najpierw część kulturalna: wystawa w Stadthaale. Potem część praktyczna: zakupy piwne. Później część romantyczna: sprawdzaliśmy czy nasza kłódka przy moście jeszcze wisi.

Po spacerze zrobiliśmy obiad - chiński rosół. Chyba mogę powiedzieć, że to moje popisowe danie ;D
ramen.jpg


Wieczorem poszliśmy na piwko, bo nadarzyła się niebywała okazja - moja najulubieńsza Łajza przyjechała do Polszy! Bożu, jak ja tęskniłam za tą mordą! <3
Często sięgam pamięcią do czasów, kiedy widywaliśmy się codziennie. Tych odpałów, głupawek i popierdolizmów nie da się zliczyć. Teraz mamy co wspominać.
Wiecie co jest piękne w prawdziwej przyjaźni? Że choćbyście się nie widzieli kilka lat, to gdy się wreszcie spotkacie, rozmawiacie tak, jakbyście skończyli ledwie wczoraj. Nie ma murów, za to zawsze jest między wami jakieś takie metafizyczne połączenie dusz. Coś czego nie zniszczą ani kilometry ani lata rozłąki.

Plan na resztę tygodnia: w piątek Soundsystem Street Festiwal. W sobotę prawdopodobnie zjazd na Wylęgarnię. Niedziela jeszcze nie do końca zaplanowana, ale na 90% zapowiada się w trasie.


PS: Не будем мы играть в кошки-мышки -_- Chociaż przeczuwałam, że tak to się właśnie skończy...

PS2: we wtorek minął rok. Nie ma przypadkowych spotkań i ludzie też nie stają na naszej drodze ot tak. Każdy człowiek zostaje nam dany po coś, aby czymś nas ubogacić, dopełnić, coś pokazać czy uświadomić. Poprzez ludzi dostajemy od życia tysiące szans na to, aby stać się lepszym człowiekiem lub aby temu komuś pokazać coś, czego on do tej pory nie dostrzegł. Każdy człowiek którego spotykamy jest albo darem, albo lekcją, albo rozczarowaniem.
Jak myślisz: kim ty jesteś?

PS3: robię porządki we wpisach. Jest jeden taki wpis prywatny, chyba najdłuższy wpis na tym blogu. Nie wiem czy go komuś pokazać czy może lepiej usunąć. Trochę boję się reakcji...
 

insomniaa
 
W sobotę wieczorem długo biłam się z myślami czy złapać za telefon i się komuś wyżalić, czy lepiej nie zawracać nikomu dupy. Doszłam jednak do wniosku, że wolę się nie narzucać i wybrałam spowiedź wirtualną. Po zdaniu relacji na blogu zasnęłam na klawiaturze.
W niedzielę latałam od rana, żeby ogarnąć podwórko, imprezę i siebie. Jakimś cudem się udało.

Niedzielne popołudnie minęło pod znakiem trzeciego już Projektu X, który tym razem był imprezą (przed)urodzinową. Lubię kiedy na spokojnej Wylęgarni Smoków tyle się dzieje.
Dziękuję wszystkim moim najukochańszym mordeczkom za przybycie i świetną zabawę.
M., K., I., J., M., K., W., A., M., K., K., R. - jesteście najwspanialsi! <3
Brakowało mi tu jeszcze kogoś, ale mam nadzieję, że nadrobimy ;*

Śmieszkowaliśmy, gadaliśmy, piliśmy nalewki mojej produkcji (Bąbelek do tej pory mnie za nie wychwala!). Był crash-test składanej przeze mnie huśtawki - jak wytrzymała ponad 200kg to wszystko wytrzyma! Dwóch panów inżynierów wieszało kokon na drzewie. Grill zdał egzamin. To zdecydowanie moja najlepsza inwestycja.
Była degustacja ciast. Upiekłam brownie z pijanymi wiśniami i sernik z limonką i awokado na spodzie pistacjowym - w życiu nie nasłuchałam się tylu komplementów ^^
sernik.jpg

Łaszek:
Vater: -K. jedz coś.
K. -Ja miłością żyję.
Vater: -<głaszcze się po dużym brzuchu> No ja też.
ja: -<patrzę smutno na mój chudy brzuszek i mówię do Misia> No to ty mnie chyba nie kochasz ;C

Dziękuję za prezenty. Wszystkie jak najbardziej trafione. Wychodzi na to, że będę spasionym (od słodyczy) erotycznym koto-jeleniem w kudłatych kapciach, szyjącym na maszynie i mówiącym po rosyjsku xD

Dzień zakończyłam tradycyjnie podziwiając deszcz Perseidów. Mogłam go oglądać mając u boku największy prezent jaki dostałam od życia, czyli mojego Misia.
Gapiliśmy się w niebo, nagle zobaczyłam gwiazdkę. Pomyślałam życzenie. A Miś jakby czytał mi w myślach powiedział "-To już masz" <3
Ile gwiazdek złapałam? Nawet nie liczyłam. Mi wystarczyła jedna na jedno urodzinowe życzenie. Reszta była modlitwą o szczęście dla tych wspaniałych ludzi, których mam na zawsze w serduchu.

Dzisiaj fejsbuk rozgrzewał się do czerwoności od życzeń.
Tzn. najpierwszy był Daś już w niedzielę rano ;*
Dziękuję za wszystkie życzenia i za to, że na FB nie wypłynęły żadne moje przypałowe zdjęcia (poza "świnią z jabłkiem w pysku", ale to już chyba cały internet widział xD).
Ale te wszystkie wirtualne całusy to ja bym wolała dostać realnie ;P

_________________________________________________________
Zeszłej nocy miałam tak bardzo realistyczny sen...
Podobno jeśli budzisz się bez powodu w środku nocy, to znaczy, że właśnie pojawiasz się w czyimś śnie.
Ale to już temat na osobny wpis...
 

insomniaa
 
Lubię las. Bo co innego można lubić, kiedy do lasu ma się bliżej niż do cywilizacji. Lubię spacerować godzinami, włóczyć się bez celu po dziczy. Stała trasa liczy prawie 10km, taki dystans wystarczy, żeby poukładać myśli i (nomen omen) nabrać dystansu do wszystkiego.

Zazwyczaj do lasu chodzę sama, w niedzielę rano miałam wyjątkowo towarzystwo i to najlepsze z możliwych ;*
Moje Szczęście było przynętą na gzy i komary ;D
Grzyby jeszcze się nie pokazały, za to obrodziły inne dary lasu:
borowki.jpg

jagody.jpg

jezyny.jpg

maliny.jpg

No ale nie można przecież ciągle chować się w dziczy. Czasem trzeba wyjść do ludzi.
Zrobiliśmy drugą edycję wylęgarniano-smoczanego Projektu X ;D  Tutaj po prostu nie da się zrobić kameralnej imprezy ;D Ale to dobrze, bo im więcej ludzi tym lepiej! Brakowało mi tylko jednej mordki, no ale kiedyś nadrobimy (mam nadzieję).

Najprostszy przepis na uszczęśliwienie gości: lemoniada z syropem z kwiatu bzu i serniko-brownie z owocami leśnymi ^^ W życiu nie nasłuchałam się tylu komplementów!
Chociaż dla mnie namber łan to ogórki po meksykańsku od Kromeczki ;D

Zrobiłam w końcu "chillout zone" - powiesiłam hamak, ale to raczej dla mojego Miśka, bo ja nie mam czasu się wylegiwać, bo muszę latać i przynosić Miśkowi kawkę i piwo ;D
A tak całkiem serio - hamak okupuję wieczorami, gdy wyprowadzam Bośka na spacer. Tylko wtedy muszę się pilnować, żeby w nim nie zasnąć.

Niedzielny grill przeciągnął się do wieczora. To już chyba tradycja tego miejsca, że po zmroku wypływają różne dziwne wyznania ;D


A wracając do serniko-brownie... Receptura perfekto, ale muszę popracować nad prezentacją:
ciacho.jpg
 

insomniaa
 
Co to bierny odpoczynek?
Nie mam pojęcia. Nie znam. Nie umiem.

W środę byłam od rana na wysokich obrotach (mimo strasznego niewyspania, ale bywają takie noce kiedy warto odłożyć sen na później).

Nazbierałam wiśni, nastawiłam wiśniówkę.
Potem poszłam na spacer do lasu (przyzwyczajam się xD) i nazbierałam trochę jagód, poziomek i malin, chociaż celem nie były zbiory tylko rekreacja.

Potrzebuję takiego resetu. Tylko ja i ta przejmująca cisza, która niejednego by dobiła. Mnie to uspokaja, pozwala poukładać myśli. Łażę po lesie i gadam do siebie. Pomaga? Wmawiam sobie, że tak.


Po południu pojechałam do Pyszczka. Ugotowaliśmy obiad, a po obiedzie poszliśmy do A. i M. ze spóźnionymi prezentami urodzinowymi. Były ploteczki na balkonie, drinki i koteł, który chciał pożreć Miśka przez szybę ;D
Później wieczorny spacer do domu a po drodze ciężkie życiowe rozkminy.


A dzisiaj z owoców leśnych powstało to:
deser.jpg


----------------------------------------------------------------------------------------------------
J. podrzucił mi książkę, więc siedzę i czytam. Czytam już nie pierwszy raz, ale mam nadzieję, że tym razem zrozumiem dużo więcej. Ta wiedza może mi się teraz przydać.

Wczoraj uświadomiłam sobie kilka rzeczy.
Wiem, że Ty tego nie rozumiesz, ale cieszę się, że mimo to szanujesz.

_________________________________________________________
Pewien niezwykle inteligentny mężczyzna powiedział mi ostatnio, że powinnam kiedyś wydać książkę.
Od tamtej pory rozkminiam ten temat.
Z jednej strony spoko. Teraz byle kto może sobie wydać książkę i stać się kimś. Jestem byle kim, więc pierwsze kryterium już spełniam.
Tylko o czym miałabym pisać? Tak jak tu: trochę o życiu, trochę o dupie? Na blogu jest łatwiej, bo każdy wpis jest osobno, a w książce wszystko powinno się jakoś trzymać kupy.
Aaa jebać! Kto by to wgl kupił? Bo moim najwierniejszym Czytaczom wręczyłabym egzemplarze w prezencie.
Obawiam się, że książka by się nie sprzedała, za to poszła by fama, że sprzedała się Insomniaa.
Jebać komercję! Jeszcze nie jestem tak biedna, żeby książki wydawać ;D
 

insomniaa
 
Po tych ostatnich rozkminach i wpisie prywatnym (który mnie jakoś tak gryzie i nie wiem co z nim zrobić) pora na wpis kulinarno-druidyczny dla rozluźnienia atmosfery. Trzeba wrzucić moje dzisiejsze wymysły.

Znowu kupiłam truskawki, ale to i tak za małooo.
Całe 3 kg wylądowało w słoju - będzie nalewka ^^
Obok mały słoiczek z eksperymentalną jaśminówką.
34645984_2132783210071190_6058818301843210240_n.jpg

Kolejny eksperyment - kiszone truskawki z przepisu od Maxa.
Kisiłam ogórki, więc przy okazji chciałam przetestować ten pomysł.
Trochę mnie to przeraża, ale zobaczymy co z tego wyjdzie.
34530420_2132757240073787_8089665051994095616_n.jpg


Pracowity dzień zapijałam drinkiem: syrop z kwiatów bzu, syrop truskawkowy, wódka, woda gazowana, mrożone truskawki, kwiaty bzu. Mniami ^^
34687480_2132686116747566_3152345947602681856_n.jpg


Nazbierałam w ogródku caaałą miskę poziomek.
Co z nimi zrobię?
Chyba na weekend upiekę jakieś ciasto w ramach rewanżu ;*
Może "pięciominutówkę"... A może brownie... Jakieś sugestie?
34499454_2132756916740486_6203762568931049472_n.jpg
 

olena
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

insomniaa
 
halo kurwo.jpg

Nie lubię zimy ;/
Mrozy paraliżują moją wenę twórczą, bo przy takich temperaturach marzną mi paluszki i nie chce mi się pisać.
Ale podobno od poniedziałku ma być cieplej. No oby, bo ja jestem raczej stworzeniem ciepłolubnym (dlatego jak nikt nie widzi, to śpię w kombinezonie tygryska, mimo że w moim wieku to już nie wypada xD).

Najlepszym lekarstwem na zimę są randki z moim Misiaczkiem ;*
Popijamy sobie wtedy taką kawkę z cynamonem, bitą śmietaną i Bayleysem ^^
kaffka.jpg

A że do kawki przydałoby się coś słodkiego, to Miś wczoraj odkrył w sobie talent cukierniczy i upiekł babeczki czekoladowe. Jestem z Niego dumna, bo wyszły przepyszne ^^
babeczki.jpg
 

insomniaa
 

Blog przez tydzień zarastał kurzem (czym pewnie zasmuciłam moich stałych Czytaczy, za co serdecznie przepraszam ;* ).
To wszystko wina listy przedświątecznych zadań, a owa lista jest długa jak tasiemiec w psiej dupie ;/ Dedlajny mie goniooo!
W dodatku czas zabierają mi też treningi oraz wieczorne odmóżdżające rozkminy xD
(W dzień ćwiczę szóstkę Weidera, a nocą siódemkę Alzheimera xD).


Żeby życie miało smaczek, raz praca, raz praca.
Zeszły weekend w pracy był hardcorowy ;D
Najlepsze słowo weekendu: "spierdalaj" xD
Najlepszy pojazd weekendu: "goła dupa na twarz i mokry chuj na spocone plecy" xDDD
Ci ludzie mnie uwsteczniają intelektualnie, srsly.


Na Ądżejki pojechałam do Qlturkombinatu. Za mało się wytańczyłam, bo Misiek ciągle biegał z aparatem. Zresztą "Jozin z Bazin" w wersji dub jakoś mnie do tańca nie porywa. Impreza muzycznie raczej na minus, za to towarzysko jak najbardziej na plus. Jednak jedyny słuszny soundsystem to Joint Venture i tylko u Makena nogi same rwą mi się do tańca.


Mikołajki miałam słodkie, bo spędzone z moim Misiołajem, który rozpieszcza mnie słodyczami i skarpetkami w jelonie ^^
Jak On mnie dobrze zna! Mój Najkochańszy! <3
Ja chyba też trafiłam z paczuszką w Jego gust.


Reszta dnia była bardzo pracowita.
Udało mi się odhaczyć kilka zadań z listy.
M.in. upiekłam pierniczki (klasyczne, pomarańczowe i czekoladowe).
I z tym słodkim akcentem Was zostawiam ;)
pierniczki.jpg
  • awatar kataszek: Świetne pierniki, te czekoladowe to tylko kakao
  • awatar gość: Sloł lajf jest odrzucające. Nie wiem czemu, ale tak to odbieram. Nawet nie jako lenistwo, ale jako totalne odrzucenie. Masz żyć tak, jakbyś miał na to tylko jeden dzień. Jeśli żyjesz inaczej, dajesz przekaz śmierci.
  • awatar Insomniaa: @gość: dla mnie slołlajf to raczej takie cieszenie się życiem bez żadnej presji. Wszyscy gdzieś zapierdalają, gonią za karierą, pieniędzmi. Ja chcę być poza tym wyścigiem szczurów. Tym jest mój slołlajf - ostoją, gdzie czas wolniej płynie.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

insomniaa
 
Tydzień detoksu za mną. Teoretycznie powinnam zakończyć w sobotę, ale zastanawiam się czy nie zrobić jeszcze jednego cyklu.

Ciężko mi bez słodyczy. Na dłuższą metę ich nie ograniczę, ale jeśli zacznę więcej ćwiczyć, to bilans wyjdzie mi na zero.
Póki co ćwiczę silną wolę i jedyne co mi pozostało to oglądanie foodpornu na blogu i zagryzanie suszonymi daktylami.


No to teraz pospamuję żarełkiem, bo nazbierało się trochę zaległości!


Creme brullee
creme.jpg


Racuchy bananowe z kremem twix i pijanymi truskawkami:
22641613_1865346886814825_64106147_o.jpg

(przepis na racuchy banalny: 1 banan, 1 jajko, pół łyżeczki proszku do pieczenia, szczypta cynamonu, szczypta soli, mąki tyle by uzyskać konsystencję gęstej śmietany)


Mój ostatni wynalazek: daktylowiec
daktylowiec.jpg

Przepis na ciasto:
500 g daktyli
łyżeczka cynamonu
napar herbaciany (4x Earl Grey, 300 ml wody)
szczypta gałki muszkatołowej
170 g masła
300 g cukru Dark Muscowado
3 jajki
350 g mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
Ciasto można polać sosem (masło + cukier + rum + śmietana)



Na koniec mała odskocznia od słodkości, czyli jak podrasować zupkę chińską:
wystarczy do zupy Pho z Vifona dodać jajko, kurczaka, pieczarki, paprykę, liście nasturcji, imbir i czosnek.
ramen.jpg
 

kamykikamy
 
KamykiKamy:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

 

Kategorie blogów