Wpisy oznaczone tagiem "kurwa mac" (38)  

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: Chyba już wiem, czemu znowu zaczęłam pisać. Założyłam dawno temu tego bloga, żeby z kimś podzielić się moim życiem. Nie miałam przyjaciół, było mi ciężko. Kiedy przyszłam do liceum, wszystko się zmieniło. Owszem, nadal tu wszystko notowałam, ale w końcu straciło to sens - miałam komu się wygadać, z kim się spotkać.
A od jakiegoś czasu coś się zmienia.
O. G. A. - oddalamy się od siebie. z E. też to średnio wygląda. A K.? K. myślę był trochę powodem tego oddalenia. Kiedy zaczęliśmy być razem, to on pojawił się na pierwszym miejscu. Jestem z nim naprawdę blisko, wie wszystko. No, prawie, ale wie więcej niż ktokolwiek inny, a przez to też chyba zna mnie najlepiej. Ale wcale tak dobrze nam się nie układa. Mamy w życiu zupełnie inne priorytety, inne poglądy na niektóre sprawy, inne wszystko! A najgorsze jest to, że on nie odwzajemnia mojej szczerości. Jest skryty, nie mówi, co mu siedzi w głowie. A ja od ponad roku próbuję bez skutku do tej głowy wejść. Jezu, my naprawdę mamy dużo problemów. W głowie mam ich taki natłok, że nie wiem aż co napisać. Kiedy jakiś czas temu rozmawialiśmy już któryś raz rzędu o naszych relacjach, powiedziałam, że dla mnie osoba, z którą się jest, którą się kocha jest jednocześnie twoim najlepszym przyjacielem. A on powiedział, że tak nie myśli. To w takim razie na czym polega nasz związek? Nie dzielimy zainteresowań, ambicji, nie mówi mi o problemach, nic! Owszem, wiem, co się dzieje w jego w życiu, ale patrzę na to z boku. Więc co zostaje? Seks? Wspólne wieczory, które polegają na tym, że on coś przegląda w internecie, a ja czytam/uczę się albo oglądamy coś w telewizji? Sytuacja z wczoraj: Dzwoni do mnie, czy się spotkamy. No ok. Zostać na noc? Spoko. Podjechaliśmy jeszcze na chwilę z jego mamą do galerii handlowej, jakiś prezent musiała kupić. A on? Cały czas muchy w nosie. Denerwował się nie wiadomo o co. A jak spytałam co się stało, nie chciał powiedzieć. Wróciliśmy do domu, było jeszcze gorzej. Mówi, że jest głodny. Ja rozumiem, że przechodzi trudne chwile w życiu, nawet jeśli mówi, że mu wszystko jedno, to wiem, że tak nie jest. Rozwód rodziców, ojciec zostawił mamę z długami liczonymi w tysiącach, jednocześnie ona na zwolnieniu lekarskim, bo właśnie przeszła operacje endoprotezy obu kolan... Ale nie musi krzyczeć, tak przeklinać. Ja próbuję m pomóc, a on reaguje agresją, wychodzi, trzaska drzwiami. Sam chciał się ze mną zobaczyć, a na koniec zostałam sama w jego pokoju a on wyszedł na ponad 2 godziny. Żeby pogadać z P. Już chuj z tym, że zostawił mnie (już któryś raz) samą, mimo że mówiłam mu, że to nie jest fair. On poszedł POGADAĆ, WYGADAĆ się. Cały dzień nie zamienił ze mną słowa, nie powiedział, co mu leży na sercu, a potem wyszedł, by pogadać z kimś innym. Wiecie jak to boli?
Nie zrozumcie tego źle. On jest cudowny. Ale jest jaki jest. I nie chce niczego zmienić. Niczego. Bardzo go kocham. Chyba tylko przez to, jak bardzo, to nadal ma jakiś sens. Wiem, że przynajmniej na tą chwilę nie byłabym w stanie żyć bez niego. A jednocześnie życie z nim też nie jest łatwe. W tej chwili nie wyobrażam sobie, jak mogłabym spędzić z nim całe życie. A raczej wyobrażam sobie, ale wizja ta mnie przeraża. Bardzo.
A to jeszcze nie koniec moich problemów. Stresuję się maturą, jak chyba każdy. Boję się, że nie podołam, że moje ambicje przerosną szarą rzeczywistość. Sama już nie wiem, co z tymi studiami, czy ja chcę na to wzornictwo, czy nie, a jak nie to, to właściwie co? Że tak naprawdę to wyjechałabym w jakieś ciepłe miejsce i otworzyła tam małą, ale pyszną restaurację. Ale na to trzeba mieć po pierwsze pieniądze, a po drugie wiedzieć, że Ta osoba pojedzie z tobą. Poza tym dochodzą moje bóle. Owszem, byłam u sporej ilości lekarzy i wszyscy stwierdzili, że jestem zdrowa, ale nie zmienia to faktu, że wszystko mnie boli, nie mogę chodzić, nie mogę spać... Cały czas w bólu...

W dodatku niestety z dziewczynami nie mogę jakoś o tym pogadać. Mam taki hamulec wewnętrzny. Że one mnie tak naprawdę nie słuchają. Że mi też nic nie mówią. Dzisiaj A. miała kiepski humor. Pytam co się stało, ona, że nieważne. Opowiadałam coś na przerwie, O. do mnie z podnieceniem, że o co chodzi, żebym powiedziała, bo ona chce wiedzieć itp itd. Ja mówię, że już mi się nie chce, a G. na to, że to była ironia i się śmieją. Spoko, mam dystans do siebie, ale czasami granica między tym, co śmieszne, a tym, co boli jest bardzo cienka. Tak więc mam masę problemów, kłuje mnie w sercu, w głowie mętlik, duszy żal i zostałam z tym całkiem sama. Cóż, taki powrót do przeszłości trochę.

Jednak babcia miała rację: Umiesz liczyć - licz na siebie.
  • awatar InnaNiżWszystkie.: Jeśli on Cię traktuje w ten sposób to nie jest to związek na długo...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: Miłość ponosi. Do samego nieba. A ja czasami aż wariuję.
Wiecie, wydaje mi się, że zgłupiałam. Autentycznie.

Kurwa.
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: Co ja takiego zrobiłam mojej mamie?!
Pytam się jej dzisiaj, czy ma coś przeciwko, jak jutro pójdę na zebranie w Gadziku (żeby się wkręcić w przyszłe wakacje jako kadra i mieć pobyt za darmo). Ona mi mówi, że owszem, ma, bo ciągle gdzieś wychodzę. Ja jej na to, że nieprawda, bo mam mnóstwo propozycji na wyjścia i wcale z nich nie korzystam. Ona coś o priorytetach. Ja mówię, że wiem, jakie są priorytety, że się uczę dużo i co w tym złego, że mniej siedzę w bursie na tyłku przed komputerem i zamiast tego po prostu coś robię. Ona mi gada, że ciągle chodzę gdzieś po nocach, że mam dodatkowe zajęcia, randki itd. I pyta się, to na ile ty byś tam chciała pojechać, a ja na to, że na turnus jeden, 2 tygodnie. Ona na to 'to rozumiem, że to będą twoje wakacje'. 'no mniej więcej, w końcu to będzie wyjazd za darmo'. 'jak tam pojedziesz, to już nigdzie indziej nie pojedziesz. nie będziesz tak latać jak w tym roku'. a ja na to, że co mam robić, siedzieć w domu przed komputerem albo telewizorem? 'nie. będziesz chodzić ze mną i babcią na spacery'.
KURWA MAĆ. jakie spacery? po jednym chodniku tam i z powrotem? Wakacje są chyba po to, żeby wypocząć! Każdy normalny rodzić, w ramach własnych możliwości, stara się, żeby dziecko jak najwięcej jeździło gdzieś w wakacje, a nie siedziało na dupie w domu. A ona mi mówi coś takiego!

JA PIERDOLĘ!!!!!! Co ja takiego zrobiłam, że wyjeżdża mi z takim tekstem? Mści się, że nie chcę jechać do Stanów. Niby mówi, że to moja decyzja, moje wakacje, bla bla bla. A potem mi mówi, że nigdzie mnie nie puści, że będę siedziała w domu, nie będę pracowała nigdzie w Łodzi, bo ona się na to nie zgadza. Nie pojadę nigdzie, bo ona się na to nie zgadza.

Płakać mi się chce. Kuuuuurwaaaaa!!!!!

W duchu modlę się, że ona jednak wyjedzie w najbliższe wakacje znowu do mojej siostry. Bo jak nie, to ja tego chyba nie przeżyję.





AAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!! Ten dzień nie mógł być już bardziej zjebany!!!!!
  • awatar InnaNiżWszystkie.: rób swoje, a w wakacje pewnie i tak postąpisz jak będziesz uważała za słuszne :)
  • awatar DesecrationSmile: @InnaNiżWszystkie.: no pewnie tak, ale denerwuje mnie takie jej gadanie. jednego dnia świetnie nam się układa a innego, bez żadnego powodu, jest wściekła na mnie o wszystko, chociaż przecież nic nie zrobiłam. frustruje mnie to strasznie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: Było idealnie.
Do momentu, kiedy przyszła Marta. Spotkaliśmy ją na drodze z mostku (gdzie siedzieliśmy gadając, słuchając muzyki, pijąc piwo, wszystko zwieńczone pocałunkiem ^^).
To było chyba 'najintensywniejsze' spotkanie mojego życia. Trudno o tym pisać, moja pierwsza konkluzja: "człowieku! jak ty z nią wytrzymałeś 2 lata?! to jest największa suka na świecie!".
Było trochę śmiesznie, trochę strasznie, ale właściwie to się cieszę.
W końcu doszłoby do takiego spotkania wcześniej czy później, a tak już pierwsze koty za płoty.
Poza tym jak już było po wszystkim, byłam trochę roztrzęsiona. Trochę ze stresu, trochę ze złości, z frustracji, ze śmiechu (nie dało się nie roześmiać z zachowania tej wariatki). A on przytulił mnie tak mocno, pogłaskał po włosach, uspokoił "no już, nie martw się. Ona jest pojebana, nie przejmuj się nią". I szliśmy już tak objęci i wszystko było dobrze.
Potem P. przyjechał po nas samochodem, napiliśmy się jeszcze z Deklem po piwie (którego baaaardzo potrzebowałam). I złapał mnie za rękę i cały czas szliśmy za rękę. Potem odprowadził mnie na przystanek, siedzieliśmy sobie objęci z psem na kolanach czekając na autobus. Czule pocałował na pożegnanie...
No i wszystko już będzie dobrze. A ja będę dzisiaj spała z jego bransoletką na ręku i śniła tylko o tych dobrych wspomnieniach z dzisiejszego dnia :)
  • awatar InnaNiżWszystkie.: co ona Ci powiedziała...? :/
  • awatar Lenny K.: mi też psuła moje spotkania z P. ... Marta.
  • awatar DesecrationSmile: @InnaNiżWszystkie.: najpierw mówi 'o, no proszę kogo ja widzę! wieeele rzeczy o tobie słyszałam!' potem, żebym jej powiedziała, jakie mam 'wobec niego zobowiązania', na co ja, że z tego co wiem, to ona nie ma już żadnych ;p potem mówi do swojej 'psoapsiuły' żeby zobaczyła jej rywalkę (lol). a potem 'ja wiem, że cie tu P. podstawia, ja wiem wszystko!' (bo nikt jej nie lubił, a P. jest Dekla najlepszym przyjacielem, więc sobie wymyśliła, że on mnie mu podstawia zamiast jej :P) no ogólnie to było trochę stresująco, ale spodziewałam się wczesniej czy później takiej konfrontacji... ;p no jak widać - suka, wariatka, no nie da się tego opisać. psychiczna.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: Mam ochotę na długą, gorącą kąpiel, ze świeczkami, muzyką i kieliszkiem wina.

Mam ochotę zapalić. Ale nie tego normalnego Lucky Strike'a z mojej papierośnicy, który już mi nie smakuje a mam na zbyciu z 16. Chcę wypalić takiego dobrego, smakowego skręta. Najlepiej z domieszką trawy. Ale nawet bez byłby cudowny.

Mam ochotę na seks. Na dziki seks z którymś z moich ulubionych z 20tu. Albo z nieznajomym. Seksownym, tajemniczym, przystojnym, inteligentnym, zabawnym, uwodzicielskim. Najlepiej, jakby się przy okazji we mnie zakochał, z wzajemnością. Albo i nie, sam seks by wystarczył.

Mam ochotę zjeść pizzę, z rukolą, pomidorami i mozarellą. Albo lasagne. Albo makaron ze świeżą bazylią. Albo coś z tych rzeczy, które planuję na niedzielny obiad i które tak strasznie narobiły mi apetytu.

Mam ochotę schudnąć. Nie wiem jak, tak po prostu. By mój organizm sfiksował i zaczął tracić kilogramy. Tak z 10. Nie pogardziłabym. Do tego gdyby tak pozbył się cellulitu, blizn, pieprzonych pryszczy z dupy wziętych przez które wyglądam jak 14-latka i dziś w sklepie ekspedientki nie mogły uwierzyć, że podaję im dowód, i wszelkich innych niedoskonałości bez których byłabym piękna i zajebista i każdy by mnie pragnął.

Mam ochotę coś zrobić, nie wiem co, ale czuję te negatywne emocje w moim ciele i mam ochotę coś zrobić. Mogłabym się upić, albo potańczyć. Zrobić sobie tatuaż. Zafarbować znowu włosy (co chyba z resztą jutro zrobię, bo te mi już tak wypłowiały od słońca, że z brązu miedzianego zrobiły się jakieś rudawe pasemka). Płakać. Krzyczeć. Śmiać się. Całować. Uderzyć kogoś. Kurwa. Albo wiem! Mogłabym iść na zakupy. W moim portfelu magicznym sposobem znalazłyby się ze 4 stówki i poszłabym na zakupy i kupiła mnóstwo zajebistych rzeczy!

Mam ochotę wrócić już do Łodzi, do mojego codziennego życia, gdzie nie działają na mnie żadne wrogie energie i destrukcyjne...sama nawet nie wiem co. Nie chcę już tej ciszy, tego 'nie wiem co ze sobą zrobić i nie mam gdzie iść ani z kim się spotkać'.

Mam ochotę poznać jakichś nowych ludzi. Nie wiem jakich, po prostu - świeża krew. Świeże myśli, zainteresowania, poglądy, zabawy. Nowe.

Cieszę się, że postanowiłam napisać tą notkę. Nie wiem do końca, jak ostatecznie się na to zdecydowałam. Chyba gdzieś pomiędzy kolejnym odcinkiem Weeds a dziwnymi myślami o mojej siostrze i Wisku. Ach, no bo wiecie, uświadomiłam sobie, że on jest tylko rok młodszy od niej. I że się znają, pracowali razem na Papie, w tej samej sekcji, w tej w której teraz jestem ja. Ciekawe, czy bardzo się kolegowali. Pamiętam w końcu jego słowa 'Kiedyś w handlu to były imprezy, nie to co teraz...' No, tak z dupy to wzięte trochę.

Heh, wszystko to co tu teraz napisałam jest z dupy wzięte.

Mam ochotę się zakochać.

Mam ochotę wygrać w totka.

Mam ochotę uświadomić sobie, co chcę robić w życiu i to robić, z powodzeniem. Albo przynajmniej próbować. Tak po prostu wiedzieć, jaki ja właściwie mam cel i do niego dążyć, zamiast iść w ciemno jakimś tunelem, co chwila potykając się. I nie widać światełka. I to labirynt, duży, a ja się zgubiłam. I nie miałam nici, jak Ariadna, bo jestem głupsza. Poza tym chcę się dostać do wyjścia, nie wrócić do wejścia. Kurwa, ale głupoty.

Kończę już ten żałosny, ach jakże beznadziejny mój wywód.

Ach, a dzisiaj miałam zaćmienie - zapomniałam jak jest komputer po francusku. Myślałam z 10min, cały czas pewna, że to coś na 'i'. Teraz mi się przypomniał. Cofam się w rozwoju. Nigdy się nie nauczę tego języka. Nawet z angielskim jest gorzej niż lepiej, czuję, jak mi się robi dziura w mózgu i mi wysysa wiedzę. Cofam się, przeraża mnie to. A jeszcze bardziej przeraża mnie, że jestem zbyt leniwa i niesystematyczna by jakkolwiek temu zaradzić.

No, adios mes amis!
  • awatar Aulne: Przyulam. <3 Może jak teraz to czytasz, to już Ci minął nastrój i wiesz, że to nieprawda. Jesteś bardzo wartościowa. Czego Ci ubyło z wiedzy, to przybyło z doświadczenia. Jeżeli Ty gdzieś jesteś, to nie może być tam więcej negaywnej niż pozytywnej energii. Jesteś piękna i zajebista. Każdy nigdy nie będzie Cię pragnął. Jedz bez wyrzutów sumienia, bo przyjemność z jedzenia ma prawo zabijać każdy wyrzut sumienia. Nie ma wejścia, nie ma wyjścia. Droga jest szczęściem, ciesz się nią, nie zmyślaj, że jest jakieś wyjście. Tylko buduj ten swój labirynt piękny. I nie farbuj już włosów. Bo będziesz miała takie zniszczone, jak Laura. Weź kąpiel, mogą być świeczki, może być wino (tylko błagam, bez coli). Wrócisz do Łodzi, zrobisz skręta. O, i od dawna mówię, że jesteś zakupoholiczką! To chyba najlepszy z nałogów, jaki mógł Ci się trafić do rozwiązywania problemów. Nie bluźnij. Wyszukuj małe smaczki. Masz wyjątkowe życie i wyjątkową osobowość. Zrób coś, co odkładasz na później. Poczekaj tydzień.
  • awatar G.: Jej, cudowna notka! Wiem, że dla Ciebie pewnie jest beznadziejna, ale dla mnie jest jedna z najlepszych :) Fajnie, że wyrzuciłaś to tak z siebie, tak normalnie. To wszystko jest takie, och, no..normalne? zrozumiałe? Szukając, i jednocześnie nie znajdując do końca, pasującego słowa wpatrywałam się w tło i doszłam do wniosku, że podoba mi się ten koleś w okularach ^^ Kocham Cię! <3 Życie niesie wiele niespodzianek, i na pewno jedną z nich będzie coś z Twojej listy pragnień :) albo coś równie fajnego! Buziaki :**
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: Kolejny weekend w domu - kolejna wielka awantura z mamą.

Stwierdziłam, że fajnie by było w tym roku czy w przyszłym pojechać w wakacje na workcamp, wolontariat, więc się pomaga, małe koszty, fajni ludzi i się zwiedza, poznaje świat. poczytałam sobie trochę o tym, spodobało mi się.
Zeszłam na dół i usiadłam trochę z mamą, to stwierdziłam, że jej o tym powiem. Na co ona od razu zaczęła na mnie krzyczeć, że chyba oszalałam, że jestem srulą i nic nie wiem o świecie, że to są sekty, że tak będę mogła sobie jeździć, jak ona nie będzie mnie utrzymywać (szkoda, że będę już wtedy za stara na wolontariat), a najlepiej to mogę się od razu wyprowadzić z domu, w końcu go nienawidzę, i mogę się utrzymywać sama i jeździć, 'wyżywać się' jak to nazwała. No super, że zamiast ze mną spokojnie porozmawiać, to od razu mi karze się wynosić.
Dopiero półtorej godziny później zdarła sobie gardło na tyle, że stwierdziła, że ona chce ze mną rozmawiać, a ja zamiast tego zaczynam kłótnie.

Nu kurwa, już nawet nie piszę o reszcie, bo nie mam siły, ale nienawidzę jej. No kurwa, jakbym się nie liczyła z jej opinią, to bym się jej o nic nie pytała, tak by było łatwiej i dla mnie i dla niej. Ale nie, ja ciągle naiwnie próbuję mieć z nią lepszy kontakt, a zamiast normalnej rozmowy, jakichś racjonalnych treści, miłej atmosfery, słowem - normalnego rodzica, otrzymuję tylko wielką burę, słyszę wszystkie moje wady, jaka to jestem niewdzięczna, okropna, na dodatek głupia i bezmyślna, nie mam absolutnie żadnego pojęcia o świecie (tak jakby ona była wielką podróżniczką i wiedziała wszystko), manipuluję ją, interesuję się subkulturami. A jak jej powiedziałam, że chcę po prostu poznać świat, przeżyć jakoś fajnie najlepsze lata mojego życia, to mi zaczęła krzyczeć, że ona nie jest idiotką, że nie jest taka głupia jak myślę, że dobrze wie czym ja się interesuję, że mam na twarzy wypisane, czego już próbowałam, że proszę, mam się spakować, jechać, robić co chcę, ale ona nie będzie mnie szukać ani ratować.

No ja pierdolę, to po prostu miało być dla mnie jakieś nowe doświadczenie, marzę o takich wyjazdach. To była luźna propozycja na temat wolontariatu. A ona zareagowała wielką awanturą.

Choć to właściwie moja wina. To ja jestem na tyle naiwna, że łudzę się, że tym razem będzie inaczej. Tym razem normalnie porozmawiamy, czemu niby mamy się kłócić. Nie będzie krzyczeć, przecież nic złego nie zrobiłam, po prostu wpadłam na pewien pomysł i chciałam z nią o tym porozmawiać.
Widać, jak człowiek może się mylić.

Nie chcę z nią już rozmawiać. O niczym. To tylko prowadzi do łez i zjebanego humoru. Proszę, dostanie to, czego chciała - spokojnego wieczoru. A więc nasze konwersacje ograniczą się do minutowych pogawędek o moich ocenach albo o tym, co zrobi na obiad.

Brawo mamo, twoje zdolności wychowawcze i umiejętność przekazywania wiedzy i wartości mnie zadziwiają
  • awatar O.: chyba *każe Nie wiem, co Ci powiedzieć. Mam wrażenie, że o mamie mówisz ciągle to samo, no ale wiem, że ciężko mówić coś innego, jeżeli nic się nie zmienia. PS Nie sprzedaję ciuchów. (Ale zawsze mnie bawią takie komentarze^^)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: Taaak, jak zwykle musze sobie komplikowac mysli w glowie...

Nie zrozumcie mnie zle, wszystko jest niby ok, P jest cudowny, ale... Ja jak zwykle musze widziec tylko drobne usterki, ktore przeciez ma kazdy czlowiek... Ale...no kurde, jak tak pomysle, to gdyby to bylo To, to bym nie zwracala na jakies drobne wady uwagi, a jak juz to na pewno bym je zaakceptowala, a nawet polubila... No, nie wiem co o tym myslec. Czy to mi przejdzie? Czy powinnam dac chlopakowi, sobie...nam szanse, czy moze od razu powinnam stwierdzic, ze nic z tego nie bedzie?

Poza tym zlapalam sie na tym, ze gdy mysle 'piotrek' to mysle nie o tym co potrzeba. Trwa to doslownie sekunde, potem zastepuje obraz w glowie tym 'wlasciwym' P, no ale jednak... :/ nie podoba misie to. Baaardzo mi sie nie podoba!

Moglibysmy sie dzisiaj spotkac, mielismy sie dzisiaj spotkac, ale...nie mam jakos ochoty. Nie wiem czemu, po prostu nie chce. To tez o czyms swiadczy...

Kurwa, jak to wszystko napisalam, to to wyglada tak, jakbym juz wiedziala, ze nic z tego nie bedzie, ale ja naprawde jeszcze nie wiem. To nie takie proste.

A moze jednak?
Fuck! Ale ja jestem pojebana -.-

Teraz, jak tak mysle, to pamietacie ten moj wpis Z 2ego lutego, ze 'bylo wspaniale'? Zastanawiam sie, czy naprawde czulam sie wspaniale, czy wmowilam to sobie, az w to uwierzylam... A moze dopiero teraz mi sie tak wydaje?

Wlasnie! Moze mi sie tylko wydaje? Bulam caly tydzien w gorach, nie widzielismy sie, przez taki czas mozna sobie troche rzeczy uroic...

A moze nadal nie jestem gotowa na to, by komukolwiek dac szanse, by sie otworzyc? Moze to wlasnie tu lezy problem? O ile jest jakis problem, oczywiscie...

Ach, przez te wszystkie watpliwosci nie moge nie skupic, powinnam sie uczyc matmy a tu dupa, no! Zaraz jade do bursy z powrotem, pojde zaraz na zakupy. Tego wlasnie potrzebuje. Wydac pieniadze! Tak, to jest to!!!

Ja pierdole. Tak chyba mozna najkrocej mnie w tej chwili podsumowac. Chociaz nie, lepsze bedzie 'ja pierdole idiotka', o tak. :|
  • awatar .: Może powiedz Piotrkowi jak się czujesz, wytłumacz wszystko. Niektórzy zakochują się szybciej, a nie ma sensu mu robić nadziei skoro nie jesteś pewna. Powiedz, że chcesz spróbować, ale z góry niczego mu nie obiecuj. Na pewno dokładnej daty ślubu, trójki dzieci i domu z ogródkiem. Od początku grajcie fair play. I jeśli czujesz, że jest coś nie tak, mów od razu, potem będzie bolało jeszcze bardziej. Musicie się poznać, więcej czasu spędzić razem, sprawdzić się w wielu sytuacjach lub pokochać się miłością namiętną, rozkoszną, wzbudzającą dreszcze, ale być może bolesną i krótkotrwałą, lecz pozostającą w pamięci na zawsze. A i nie nazywaj siebie idiotką, bo każdy ma w swoim życiu momenty zwątpienia, niepewności. Takie są uczucia. całuje!
  • awatar O.: Kurwa, co jest z tymi górami? Wszyscy tam za dużo myślą. ;/
  • awatar G.: racja -.- ..góry. nie martw się, wszystko się zmieni jeszcze milion razy znając Ciebie. no, ale nie przejmuj się, jeśli to ten właściwy to wszystko się ułoży, a jak nie to przygoda ;) całe życie jeszcze przed Tobą. a może właśnie potrzeba czasu, i po kolei, w wolniejszym tempie.. poznajcie się lepiej, wtedy będziesz wiedziała czy pasuje Ci czy nie. ale poznajcie w sensie pospędzajcie czas, samo wszystko wyjdzie, a nie, że dowiecie się o sobie więcej opowiadając sobie jakieś rzeczy o sobie i co lubicie, a czego nie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: Jezu, czasami naprawdę jestem nie do zniesienia! nie wiem, jak niektórzy to wytrzymują, doprawdy!

Dzisiaj się okazało, że A jest chora, nie będzie mnie mogła przenocować, więc nici z moich nocnych planów z P. No ale bez przesady, jak ja się tym przejęłam, po prostu masakra! A nawet więcej! Nadal się przejmuję! A przecież obiecywałam sobie, że będę podchodzić do życia na luzie. Z resztą spotykamy się w ciągu dnia, żaden problem.


A tak serio, to i tak mi trochę smutno. Bo czuję, że jak jednak się wyjdzie gdzieś tak wieczorem i wgl, to tak jakoś...fajniej jednak jest. Ale biorąc pod uwagę, jak fajnie nam się rozmawia, i inne sprawy (śmiejemy się ze swoich żartów, słuchamy podobnej muzyki, i ogólnie tak...fajnie), to mam nadzieję, że wyniknie z tego coś fajnego.

Tak, to znowu byłam głupia ja - tym razem wyolbrzymiająca i robiąca sobie nadzieje. chcecie więcej?


Nie no, ale naprawdę będę na siebie wściekła, jak to nie wyjdzie. Naprawdę nie chcę tego spieprzyć. Chcę, żeby nam się ułożyło! On jest taki cudowny!


Tak, to znowu było robienie sobie nadziei, a także przeczuwanie niepowodzenia ('jak to nie wyjdzie' zamiast 'jeśli to nie wyjdzie' np). Czy ja nie mogę po prostu cieszyć się chwilą i nie myśleć na razie o przyszłości? Czemu nie mogę mieć nastawienia 'co ma być, to będzie'?! Muszę ciągle sobie wszystko komplikować!

Naprawdę chciałabym iść na randkę nie myśląc o konsekwencjach, ale nastawić się na zabawę. Nie przejmując się, jak wypadnę, tylko po prostu być sobą. Nie robić sobie nadziei i nie przeczuwać najgorszego jednocześnie, tylko zająć się tym, co jest tu i teraz!!!!!


AAAA! No po prostu nienawidzę histerycznego ja!


A w dodatku cały ten wpis, to była jeszcze jedna strona DS - ja użalające się.


brrrr, so so stupid me -.-
  • awatar shopcorine: Zapraszam do siebie. Tanie ciuchy, cenę można negocjować:)
  • awatar grzankitime: Czekam, co wynegocjujesz, takie fajne, tanie ciuchy.
  • awatar DesecrationSmile: @grzankitime: <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: jestem wykończona! po prostu wy-koń-czo-na nauką!
a jest dopiero środa! jeszcze mnie czeka polski i fizyka jutro i, najgorsze ze wszystkiego - piątkowa biologia. o niczym innym nie marzę, jak o wykuciu się tych wszystkich tkanek po polsku i po francusku! no ja pierdolę! po cholerę mi to! no! :O

a tak poza tym, to w piątek impreza, w sobotę impreza, więc jakoś odreaguję.


doszłam do pewnego smutnego wniosku. a właściwie dwóch.
1. po raz kolejny spędzę walentynki sama. no dobra, w zeszłym roku nie spędziłam ich sama, no ale wiecie, o co chodzi... z B. to jednak przecież nie był taki prawdziwy związek, to było przelotne. A myślałam, że z D. się ułoży coś fajnego. Ale, że jednak się nie ułożyło, to cóż... Ech, no chujowo i tyle.
2. Nie będzie to wiecie kto (z poprzedniej notki). A nawet jak będzie, to nie w sposób, jakiego pragnę. Nigdy nie będzie to nic takiego. I muszę się z tym pogodzić.

Moje życie jest takie skomplikowane! Te wszystkie niezrozumiane nawet przeze mnie, nie mówiąc o moich przyjaciołach uczucia, i jeszcze do tego masa pracy w szkole i ogólnie... No bez sensu to wszystko. I mimo, że z boku może to nie wyglądać tak źle, to ja mam na ten temat troszkę inne zdanie...

Do dupy z takim życiem i tyle, no! Jak mam się cieszyć z tych wszystkich pozytywnych rzeczy, mój umysł zwraca uwagę tylko na te nieprzyjemne i trudne i poplątane i bolesne? I nie da się go za cholerę przekonać, by przestał sobie nimi zawracać głowę! MOJĄ GŁOWĘ!
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: Jestem ostatnią noc w Łodzi. Jutro wracam do domu i nie zobaczę się z dziewczynami aż do września. Chciały, żebyśmy we czwórkę zrobiły sobie babski wieczór u A. dzisiaj w nocy. Nic szczególnego, po prostu pobyć razem.
Ale gdy zadzwoniłam do matki, ona wygłosiła, a właściwie wykrzyczała mi do słuchawki kilkunastominutową tyradę na temat tego, że cały rok wychodziłam, że żegnałyśmy się od 2 miesięcy (wtf?) i że ona widzi, do czego to doprowadziło, jak mi pozwalała na wszystko. Że się opuściłam, że ciągle gdzieś wychodziłam i przez to mam teraz 4ki na koniec (no, to tak jakbym kurwa nie zdawała!). I że ona nie ma ochoty się ośmieszać. Jakie kurwa ośmieszać? Tym się kurwa ośmieszać, że będzie musiała zadzwonić do bursy i powiedzieć, że mnie wypisuje na noc. Ja pierdolę. Nie wiem, gdzie robią takie matki, ale żadne dziecko nie zasługuje na taką jędzę kontrolującą wasze życie. Nie możecie nic jej powiedzieć, nie możecie nic zrobić i jeszcze wam każe ją kurwa całować po rękach, jaka to ona jest łaskawa, że wgl was trzyma w domu.
No, ja po prostu nie mogę z nią żyć. Nie umiem. Nie chcę.
Ale muszę. Ale kurwa muszę.
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: ach, moja matka ostatnio znalazła znowu u mnie fajki. powiedziała, że straciła do mnie zaufanie, bo przecież jej OBIECAŁAM! (mówiła, zebym się nad tym zastanowiła, no ale szczegół xD). całą paczka fajek poszła w las, a teraz jeszcze, i to za pośrednictwem taty (którego w takie sprawy nie wtajemnicza. - btw, jak już chce mnie wychowywać, to chyba powinna mówić ojcu o takich sprawach, no ale w końcu to ona tak zdecydowała...) kazała mi wrócić w pt do domu, nie w niedzielę. czego nie zrobię, bo mam plany o których ona wie od dawna. więc skoro jestem w łodzi przez cały tydzień, gdzie mam milion miejsc do palenia, to czemu nie mogę iść na koncert? xD. no, w każdym bądź razie planów nie zmienię. choćby to wywołało burze z piorunami, czy tornada, to mój maj spędzę po mojemu. w końcu całe wakacje pracuję.
  • awatar om: Mimo wszystko tym razem uważam, że Twoja mama zachowuje się normalnie, no kurde, jest mamą. Sama powiedz tacie jak chcesz.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: Całą noc z A. i O. i pewnym chłopakiem, którego nazwę Y.
A. mówiła, że jest fajny, z wyglądu w moim typie i w ogóle. Rzeczywiście. Bardzo sympatyczny, od razu go polubiłam. Lecz nie o tym ta historia.

A. była z nim 3 lata. Bywało lepiej i gorzej, ale widać, że zajebiście dużo ich łączy. W zeszłym roku zerwali. On zostawił ją dla jej przyjaciółki. [widzicie to podobieństwo? no, ja je widzę]. Dziś cały czas ukradkiem trzymali się za ręce. Pisali do siebie smsy, jakby nie mogli normalnie porozmawiać. W końcu odeszli na chwilę, by spokojnie pogadać, choć podobno w końcu nie porozmawiali.
A. widzi wiele problemów. Bardzo wiele problemów. Bo ona byłą zazdrosna, lecz on też jej dawał jakieś powody. Że ona 'wie, jaki jest'. Że jej głupio. Ale ja jej nie rozumiem. Czemu nie może spróbować jeszcze raz? Czemu nie mogą czegoś poprawić, spróbować zrobić to wszystko lepiej. Ona powiedziała: 'raz byliśmy ze sobą tydzień, raz miesiąc, a raz rok. i on powraca do mnie jak bumerang. ja już wiem jak to będzie. nie będzie mi lepiej'. Ale czemu czegoś nie poprawić? Nie są już dziećmi. Niech porozmawiają jak dorośli ludzie. Niech... No, niech, do cholery! Ile ja bym dała za taką szansę. Wiem, że to jej decyzja, no ale kurwa, nie mogę na to patrzeć, jak próbuje tłumić swoje uczucia i od razu się negatywnie nastawiać. Ona potem będzie żałować. I cierpieć. Ona jest od niego uzależniona. Czemu chce na siłę zapomnieć? On chce spróbować! Czemu nie da mu szansy? Wiem, mówię jakimś pokręconym mętlikiem, ale wszystko we mnie wrze. Bo ona... Ja chcę dla niej jak najlepiej. I wiem, że to trudne. Zajebiście trudne. Ale kurwa czemu? Bo ja wiem, jak to jest. Ja chciałam zapomnieć, cały czas próbuję. Bo On nic do mnie nie czuje. Dla niego to był jakiś nieważny epizod. A ja nadal czuję ból w sercu. Nadal czuję to samo. To nadal jest tak samo silne i żywe, mimo, że nie widziałam go od roku. A. nie zdaje sobie sprawy, jak będzie się męczyć. Jak to jest pełne bólu, smutku. Ile nieprzespanych, pełnych łez nocy. Stany depresyjne. Brak skupienia się na czymkolwiek. Zero radości. Bardzo trudne chwile. Ja to wszystko przeżyłam. Nadal to przeżywam. A mimo to, gdybym dostała szansę, gdybyśmy mogli się zejść, nie wahałabym się przez choćby ułamek sekundy. Bo wiem, że to by była moja szansa na szczęście. A gdyby nie wyszło? Cóż, i tak już nie mogę bardziej cierpieć, a przynajmniej wiedziałabym, że zrobiłam wszystko, co w mojej mocy. KURWA! No czuję się taka bezsilna. I próbuję jej to wytłumaczyć, ale nie rozumie. Ona wie, że to się nie uda. Ona nie powinna. Ona musi się skupić na nauce, chłopak będzie jej tylko przeszkadzać. No, zostawił ją dla jej przyjaciółki. No kurwa, F. też wolał moją przyjaciółkę! To bolało, ok. No ale każdy człowiek popełnia błędy! Przyjaciółka kocha Y. No ale A. też! I może A. nie chce być taka, jak ta przyjaciółka, ale walić to! Szczęście A. jest ważniejsze. I ona może się oszukiwać. Ale niech lepiej pójdzie za głosem serca, zanim będzie za późno. Bo będzie żałować do końca życia.
Wiem, cholerny burdel przemyśleń. Ale. No, ALE, kurwa!!!
  • awatar A.: to nie jest takie łatwe.
  • awatar Tak, wiadomo, że to : Niech A. wszystko robi sobie jak chce, ja i tak tego nie ogarnę, bo to jest kwestia uczuć między nie, których nigdy osoba z zewnątrz nie będzie w stanie zrozumieć, ale uważam, że głupie jest podejmowanie decyzji opierając się na tym, co się mówiło przyjaciółce, bo to były ustalenia, przyrzeczenia poczynione w dziwnej sytuacji i mam jednocześnie wrażenie, że z drugiej strony ona nie wahałaby się, by zrobić to, czego A. nie chce właśnie ze względu ma nią. Popętlone. Je ne sais pas... Ale romantycznie się zrobiło, jak dodałam ten wielokropek, ojej.
  • awatar InnaNiżWszystkie.: Ludzie często wybieraja nie tę drogę co trzeba... czemu nie spałaś o 5.45? xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: Pokłóciłam się dzisiaj z mamą. Przez to, że do tego mieszkania, co będę podczas wymiany mieszkała spakowalam sobie wszystko co potrzebuje (bo tak jest o niebo wygodniej) stwierdziła, że się zrobiłam zdziwaczala, ohydna, myśle tylko o swoim czubku nosa, nie wie, jak ja mogę mieć jakichkolwiek przyjaciół, nie ma siły już i najlepiej, żebym przyjeżdżała do domu raz w miesiącu, bo częściej to dla niej zbyt męczące, bo mnie nie znosi. Bardzo mnie tym zranila. Powiedziała, ze wgl nie rozmawiamy. Ale to dlatego, ze się wgl mną nie interesuje. Za każdym razem, gdy chce zacząć rozmowę, ona się czegoś czepia, w stylu 'nie takim tonem! Nie pyskuj!'. Powiedziałam, ze nawet nie zna imion moich przyjaciół. Zaprzeczyła, ale potrafiła powiedzieć jedynie imię O. (bo jest bardzo niespotykane i rzadkie) i Kingi (tylko dlatego, że chwile wcześniej wymienilam je kilka razy). A najgorsze jest to, że gdy pytam, co robię źle, albo żebyśmy postaraly się jakoś poprawić nasze relacje, ona wcale tego nie chce!
Bardzo mi przykro. :(

Ach! i jeszcze jak powiedziała o tym zdziwaczeniu i czubku nosa, to dlatego, że wychodzę gdzieś ze znajomymi. Wg niej to dziwne i samolubne i wszystko co złe, że (cytuję) 'chcę miło spędzać czas'! No kurwa, mam się tylko uczyć i siedzieć w bursie?! Co w tym takiego okropnego? To jakaś wygórowana potrzeba??!!
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: B. ciężko to przeżył. No ale kurwa! czy tylko on ma prawo być zły i zawiedziony? No trudno się mówi, co się odwlecze, to nie uciecze! I tyle. Takie są moje priorytety i koniec tematu! Poza tym to ja tu ustalam zasady, nie on.
No ja pierdolę, zirytowałam się.
  • awatar gość: czy tylko on ma prawo być zły i zawiedziony? A co to ma do rzeczy? Nie tylko on, to oczywiste, ale czy on ma pretensje do Ciebie, że jesteś zła i zawiedziona? Bo brzmi jakbyś Ty chciała być zła i zawiedziona, a on uważał, że tylko on może taki być.
  • awatar InnaNiżWszystkie.: Obydwoje jesteście...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: No, wczoraj nie miałam internetu, więc trochę z opóźnieniem ten mój wpis.
No, ogólnie było zajebiście. Byliśmy na kawie, w kinie, na spacerze... No, nie będę się zagłębiała w jakieś szczegóły, powiem jedynie, że nadal nie jestem zakochana (co mi się zajebiście podoba), a jednocześnie jest mi przy nim dobrze. Dlatego nie mogę się doczekać, aż się znów zobaczymy, a będzie to dopiero za miesiąc, jak do niego przyjadę. I tęsknie już trochę za nim. Dlatego mam nadzieję, że kogoś poderwę w najbliższą sobotę na koncercie, na który idę z O. i G. z okazji moich urodzin ;D
Jedyne co, to mnie wczoraj matka wkurzyła. Telefon mi padł, nie miałam jak zadzwonić. Zrobiłam to zaraz, jak wróciłam (19.10 około), a ta na mnie z krzykiem, czemu nie daję znaku życia. No kurwa, rozmawiałam z nią w sobotę po południu, a ona na mnie, że się nie odzywam -_-
No, w każdym bądź razie zrobiła awanturę, że jestem niedojrzała, że ostatni raz zostaję na weekend, blablabla, sranie w banię. No, zirytowało mnie to trochę.

Dzisiaj mieliśmy jedno zastępstwo z taką idiotką. Ja pierdolę, jak ona mnie cholernie irytuje! AAA! Ma magisterkę z franca, a mówi jak my we wrześniu. Kurwa, jakbyśmy my na jakiejś innej lekcji mieli taką wymowę jak ona, to by nas co chwila nauczycielka poprawiała. No, wkurza mnie ta baba po prostu. Jeszcze ten jej piskliwy głos, te jej siwe przetłuszczone włosy i grube dupsko, i jeszcze nas traktuje jak jakichś idiotów, a sama jest największą. Nie trawię jej.

A dzisiaj mam mnóstwo pracy domowej i jeszcze angielski i jeszcze na środę Mistrza i Małgorzatę przeczytać (podoba mi się, ale trochę za mało czasu nam dała), eh... No, ale dam radę ;p

W ogóle nic mi humoru nie zepsuje. Za tydzień moje urodziny. I mam zamiar być w super humorze. Bez przerwy. Ot co!
  • awatar gość: Ej, ale nie traktuje Was jak idiotów. Może troszkę. Nie do końca jest świadoma, jak dużą macie wiedzę, ale nie odnosi się do Was celowo, jak do idiotów.
  • awatar DesecrationSmile: tego nie wiadomo ;p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: Kurwa, chyba dostaną dzisiaj albo jutro okres, bo mi brzuch tak zajebiście napierdala! AAA!!!!
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: mam jakiegoś doła. nie wiem czemu. to dziwne. przecież ostatnimi czasy mam dobry humor. a teraz nagle przed chwilą zachciało mi się płakać.

niby się odnalazłam, zaaklimatyzowałam, znalazłam przyjaciół. ale czy są nimi naprawdę? czy mogę powiedzieć im wszystko? czy oni powiedzą mi wszystko?
czy wybaczą mi jak coś spieprzę?
kurwa, boję się że coś spieprzę. serio.
bo wszystko się jakoś ukłąda. a w moim życiu za cholerę nic się nigdy nie układa. to zbyt proste. taka harmonia i radość może jedynie zapowiadać katastrofę.

a ja kurwa nie chcę katastrofy!

fuck! jestem pojebana. nawet jak coś mi wychodzi, to wydaje mi się, że tak nie jest.

ja pierdolę.
 

desecrationsmile
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
DesecrationSmile:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: Wiecie czego chcę?
Chcę mieć NORMALNYCH rodziców. Takich, którzy cieszą się moim szczęściem, którzy umieją rozmawiać zamiast krzyczeć. Takich, którzy nie robią wielkiego problemu z byle imprezy czy koncertu. Takich, którzy docenią moje starania (a daje z siebie wszystko), zamiast ciągle krytykować i podwyższać poprzeczkę. Takich, którzy cię rozumieją, kochają i tę miłość okazują. Takich, którzy, oczekując szacunku, szanują też ciebie, szanują i akceptują twoją opinię, twój wygląd, twoje wady. Bo zdają sobie sprawę, że sami też nie są idealni.
Czy proszę o zbyt wiele?

Już prawie się wyleczyłam z Sz. Nie będę sobie zawracała głowy przeklętymi idiotami, których znam. Poczekam sobie troszeczkę, na pewno spotkam niedługo kogoś lepszego. Tak czuję.

Ipod w serwisie w Wawie. Wysiadł mu wyświetlacz. Nie pękł, tylko całkiem się zepsuł. Tym razem to nie moja wina. Tak myślę...

Bal miałam w zeszłym tygodniu. Bawiłam się jak nigdy. Było super. Jakieś pół godziny nie mieliśmy prądu, bo straszna burza była, za to nam o godzinę przedłużono zabawę. Więc wyszło na nasze ;] (ale i tak za krótko o wiele)

Jutro mam egzamin do bierzmowania. Nic prawie nie umiem z 65 pytań, które umieć powinnam. No ale to moja wina, że odpowiedź na pytanie "Jakiej modlitwy uczył Chrystus?" (wszyscy chyba się zgadzamy, że "Ojcze nasz") odpowiedź jest następująca: "Jezus uczył swoich uczniów modlić się sercem czystym, z żywą i wytrwałą wiarą, z synowską śmiałością. Wzywał ich do czujności i zachęcał do przedstawiania Bogu próśb w Jego imię"
I jak ja, do cholery, mam to spamiętać?! Poza tym gdzie tu jest wymieniona MODLITWA? Ja widzę tylko SPOSÓB MODLENIA SIĘ. No więc będę improwizować.

AAAAAAAAAAAA!!!! KURWA MAĆ!!!!!! Hu, od razu lepiej ;]
 

desecrationsmile
 
Wpis tylko dla znajomych
DesecrationSmile:

Wpis tylko dla znajomych

 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: Co to za cholerny dom! O wszystko muszę walczyć krzykiem. Doprowadzają mnie do płaczu i mówią tylko ciagle, ze myśle tylko o sobie. Nienawidze jej! Tylko mam nadzieje, ze wytrzymam to półtora roku. A potem już będzie po wszystkim. Oszczedzam na tego pieprzonego laptopa prawie każdy grosz. Resztę mieli mi dołożyć. W końcu "ja jeszcze nie pracuje, nauka to tez ciężka praca, tak dobrze się uczysz, oczywiście, ze dolozymy ci resztę..." A teraz ona wykrzykuje mi, ze komputer nie jest mi do niczego potrzebny i ze jak sobie zapracuje, to mogę sobie kupić, a na razie ja nawet grosza nie zarobilam, a ona mi nic nie da. Czy to jest kurwa mac moja wina?! Po co się tak staram?! Dla krzykow i ciągłych pretensji?! Wielkie dzięki za taka pieprzona rodzine! Obejde się bez niej.
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: Nienawidzę jej. Rozumiecie? Nie, nie rozumiecie. Z resztą nie ważne. Ja już nie mogę. Niech ona wreszcie wyjedzie i to piekło się skończy. A potem ja wyjadę. I wtedy wszystko się ułoży.
Idealny dom? Świetne warunki do nauki, materialnie bez zarzutu, mamusia gotuje, pierze, sprząta, kupuje śliczne ubranka... Żyć nie umierać! Pewnie. Trzeba jeszcze tylko wyprać sobie mózg, bo nie wolno wypowiedzieć własnego zdania, a najlepiej wcale się nie odzywać. Wtedy łatwiej będzie zachować zdrowie psychiczne.
Zwłaszcza, gdy nie masz się nawet komu wygadać, bo wszyscy uważają cie tylko albo za dziwaczkę, albo żałosną, albo o życiu zbyt idealnym, by się z nią zadawać. Albo...nieważne.
Idealna rodzina? Chyba w moich snach!

Kurwa mać! Skończę już ten żałosny monolog. Macie swoje sprawy na głowie. Idę się wysmarkać.

PS Wiecie o co poszło? O to, że poprosiłam ją, by pukała do mojego pokoju! A ona stwierdziła, że nie jest pokojówką, by sie pytać, czy mogę wejść. A potem tak jak zwykle.

Zasrana despotka!
  • awatar InnaNiżWszystkie.: Rozumiem Cię doskonale... mam to samo ze starym :/ <przytul>
  • awatar Ariadna: doszłam do wniosku, żę nie tylko ja mam takie przejebane życie i rodzine... współczuje ci chociaż mam tak samo :/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: Wspominałam już, że kobieta, która mnie poczęła, to tyran?
Kurwa pieprzona mać! Ja już dłużej nie wytrzymam. Rozumiecie? Jak przechodzę koło niej, to wstrzymuję oddech. Czemu ona mnie tak nienawidzi?! I jest tak perfidna, że robi mi się niedobrze. Jak przy ludziach, to cacy cacy. 'Moja córeczka? Och, jestem z niej taka dumna! Tak świetnie się uczy. I jest taka grzeczna i kochana!' Sranie w banie! Bo jak wracamy do domu, to wystarczy najmniejszy drobiazg, by pokazała swoje prawdziwe oblicze. Nie, nie wyżywa się na mnie w sposób fizyczny. No, oprócz krzyków, wyzwisk i awantur o każdą błahostkę. Albo i wtedy, gdy tej błahostki nie ma. Ale gdy spojrzę jej w oczy...widzę, że ledwo się hamuje. I że z każdym dniem to coś, co ją powstrzymuje jest coraz słabsze. Z resztą wobec taty nie zachowuje
wiele lepiej. Wkurza mnie, że często staje po jej stronie. Rozumiem, że to oni są rodzicami, ale to kurwa nie znaczy, że ja jestem kukłą bez uczuć, która zrobi, co tylko rozkażą i której nie dotnie ich nieuzasadniona wściekłość.

Mam nadzieję, że dostanę się do tej szkoły i nareszcie opuszczę ten przeklęty dom. Nie wytrzymam już. Po prostu nie zniosę już więcej upokorzeń. Żal mi tylko, że zostawię tatę samego z tą wiedźmą. No, ale sam sobie taką wybrał, więc niech się męczy. Tym razem będzie musiał sam sobie radzić.
Żebym się tylko dostała.
  • awatar InnaNiżWszystkie.: Twoja matka to wredna zołza! :| zupełnie jak mój stary... nie wiem jak można nienawidzić własnych dzieci ...
  • awatar Ariadna: trzymam kciuki :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Kategorie blogów