Wpisy oznaczone tagiem "malutki" (18)  

keylaa858
 
Wpis tylko dla znajomych
MakeUpYourLife:

Wpis tylko dla znajomych

 

papaparker
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
sajko sajko:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

papaparker
 
Wpis tylko dla znajomych
sajko sajko:

Wpis tylko dla znajomych

 

papaparker
 
Wpis tylko dla znajomych
sajko sajko:

Wpis tylko dla znajomych

 

ebook-obyczajowe
 
Autor: Cynthia Swanson  

Tajemnica rodziny Glassów

Wisconsin, lata 60. Angie Glass ma dwadzieścia jeden lat i wiedzie szczęśliwe, spokojne życie z kochającym mężem Paulem i malutkim synkiem. Jeden telefon zmienia jej życie na zawsze. Siedemnastoletnia bratanica Paula przekazuje im tragiczne wieści.

Jej ojciec Henry został znaleziony martwy pod domem, a matka Silja zniknęła bez śladu. Angie i Paul rzucają wszystko i przybywają do małego miasteczka w stanie Nowy Jork, aby zaopiekować się dziewczyną. Wprowadzają się do pięknego i nowoczesnego domu Henry’ego na skraju lasu.

Nastoletnia Ruby Glass zachowuje się dziwnie i nie potrafi zaakceptować młodej ciotki, która chce ją wesprzeć w trudnych chwilach. Angie czuje, że rodzina Glassów skrywa mroczne tajemnice. Wkrótce przekona się, jak niewiele wiedziała nie tylko o nich, ale również o mężczyźnie, którego poślubiła.


Szczegóły publikacji:
obyczajowe.masz24.pl/szklany_las.html

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Więcej ebooków z kategorii "obyczajowe", znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki-obyczajowe.html
--------------------------------------------------------------------------------------------------
 

licho
 
No i tak to już jest. Zarzekałam się, obiecywałam sobie. Żadnych więcej zwierząt.
Wczoraj wieczorem Kamil wrócił z kartonem. Jako że ma tendencję do przynoszenia rzeczy z kategorii przedmiotów przydatnych inaczej, nie przejęłam się tym zbytnio, dopóki karton nie zaczął szeleścić.
Otworzyliśmy karton. W środku siedziało pięć szklanookich bąbelków. Wszystkie czarne jak smoła, z jednej i tej samej suki. Półtora miesiąca. Każde inne. Jedna jamniczka, jedna podobna do niej kundelka - ale widać że sierść będzie miała gęstszą i będzie to typowa wiejska "tuba na łapkach" - jak to bywa gdy mała sunia pójdzie na randkę z dużym pieskiem. Jeden piesek będzie bardzo duży. Dwukrotnie cięższy od pozostałych i ma łapy jak niedźwiedź. Dwa średniaki, wybitnie spokojne. Tylko siedzą i patrzą.

Pieski trafiły do nas tymczasowo, a przynajmniej mam taką gorącą nadzieję. Może gdybym miała duży kojec przystosowany do potrzeb średnich psów... No cóż - chcąc nie chcąc, i tak muszę je zatrzymać sobie przynajmniej na pół miesiąca. Powinny jeszcze ssać suczkę.

Największy z bąbli, jako że od przyjścia nic nie robi, tylko szamie, dostał przydomek Szaman. Ale i tak wołam go "kaban" - bardzo mu to pasuje. Bylebym siebie i psa do tego jakże szlachetnego imienia nie przyzwyczaiła. Na "Szamana" reaguje bezbłędnie.

I co ja pocznę z pięcioma dodatkowymi psami? Tak, jakbym nie miała dość obecnych. Ale cóż, muszę nawyknąć że w tym domu zwierzęta zawsze się gromadziły i to najwyraźniej się nie zmieni.


pies_i_kot.jpg

A to jedno z nich :P

Dziewczynki są bardzo spokojne. Wybitnie spokojne. Ani jednego pisku, ani jęknięcia. Po prostu tulą się wzięte na ręce, jakby od tego ich życie zależało. Jedna jest bardzo słaba - ta, która wygląda jak jamniczek(jest cała czarna, ale ma sylwetkę jamnika, po sierści również zdaje się, że będzie gładziutka jak szklanka. Obejrzałam ją dookoła, i tylko pazurki nie są dość jamnicze).

Kamil upiera się, że kaban zostanie z nami. Ja z kolei jestem przekonana co do jamnisi. Cóż - gdzie jak gdzie, ale na takim terenie jak nasz zmieściłyby się dwa schroniska. Sądzę, że dwa pieski tymbardziej znajdą dom.

...A ja narzekałam musząc gotować kilkulitrowy garnek jedzenia na śniadanie. Ciekawe, jak teraz się z tym ogarnę.


Wracając do piesków... Teraz co rozsądniejsi miłośnicy zwierząt dostaną przerażenia. Te kabanki to starsze rodzeństwo Lusi - od tego samego właściciela. Okazuje się że Lusia również jest "z bonusem". Jeśli jest tak płodna jak mamusia, już niedługo będę miała nie 5, ale 10 piesków którym będę musiała poszukać domu.
Pewnie jesienią ten sam człowiek znów będzie miał 5 lub 6... Wszystko to rozłazi się po okolicy, trafia pod sklepy, na ulicę... To tak przy okazji poniższego tematu o sterylizacji.
Może gdybym wiedziała wcześniej, Lusia załapałaby się na zastrzyk poronny. Kto niby weźmie pod dach kundle, dzisiaj gdy schroniska uginają się od psów rasowych?
Gdy tylko urodzi, jedzie na zabieg.

No więc okazuje się, że wszystkie te okoliczne biedne psy wysypują się z tego samego obejścia i z tej samej suki... I co teraz powiedzą obrońcy naturalnego psiego prawa do rozrodu? Wezmą te pieski? A może poprzednie? Albo następne...
Jednemu z tych piesków, wziętemu z ulicy - a trzeba wspomnieć że pies był chudy do kości i odmrożony - udało się znaleźć dom.
Kurcze, chyba powinna mnie w tym wspomóc jakaś fundacja. Tyle, że jak zobaczą Blacka we własnoręcznie zbijanej budzie, Luśkę powsinogę która całe dnie pałęta się po terenie, i te pięć maluchów w kartonie, to raczej wytoczą mi proces...

Serio, chciałabym, i liczę na to, że bąble znajdą odpowiedzialnych ludzi, którzy zdołają je pokochać.
Suczka, którą sobie zostawiam, najpewniej dopełni żywota u mnie. Nie mam dzieci, palma odbija mi z tego tytułu, więc przenoszę troskę na zwierzaki. Ta, która szuka domu, jest czarna, podpalana. Jest wybitnie strachliwa. Krzyczy wniebogłosy nawet, gdy przysunie się do niej zbyt szybko rękę aby ją pogłaskać. Suczki nie szczekają w ogóle - za to pieski są ciekawskie i inteligentne. Potem dorzucę pewnie jakieś foto, ale na razie nie mogę, ponieważ Lusia zjadła mi wszystkie kable usb i telefoniczne - więc nie mam jak przerzucić zdjęć. Zjadła też kilka kabli przy komputerze Kamila i mój kabel od wieży. Kamil oddał kable od swojej więc na powrót mam dźwięk. Ponadto zjadła dwie pary spodni, bluzkę, całą garść bielizny, której nie zapomniała wynieść z domu na wjazd... Inkasent z energetyki tym razem nie zapukał... Ale skoro zobaczył, że od samego wjazdu do drzwi porozrzucana jest coraz bardziej osobista bielizna, to może po prostu nie miał odwagi :P Lusia zjadła przy okazji zmiotkę z szufelką... To kochana psina, ale NAPRAWDĘ potrzebuje uwagi - inaczej walczy o nią nawet za cenę reprymendy. A wobec ostatniej choroby kotów, to na nich skupiła się uwaga.

Przy okazji - koty mają się dobrze i choroba nie dała o sobie na szczęście znać. Jednak dowiedziałam się i potwierdziłam to, że jeśli miały styczność z tą chorobą, zawsze już będą jej nosicielami i nie mogą mieć styczności z żadnym nieszczepionym kotem.

Mamy przyjaciół, którzy również zajmują się DT dla zwierząt. A zajmują się tym o wiele skuteczniej niż my. To oni znaleźli dom dla starszego rodzeństwa Lusi, i dla niej również będą szukać. Jednak wiem, że mają bardzo dużo zwierząt, i nie będą w stanie zaopiekować się pięciorgiem maluchów, które jeszcze powinny ssać mleko matki.
Pierniczone odludzie... nie mam butelek, sklepu, apteki, małego zoo. Pozostaje mi krowie mleko. Ale ostatnio wpadłam na pomysł, by podawać mleczko sojowe. Muszę tylko doradzić się kogoś, czy to aby na pewno nie zaszkodzi maluchom.

Eh... Nie martwię się o to, że pieski nie znajdą u mnie miejsca lub miski. Znajdą. Martwię się o to, że każdy z nich będzie chciał uwagi - jak Lusia, i jak jej starszy brat, który mścił się za każdy jeden gest w stronę Blacka - którego przecież nie utopimy bo drugi pies tak chce. Okazało sie, że w domu, w którym jest jedynym psem, odmienił się całkowicie i jest wspaniały. Ja już widzę, że każdy z tych maluchów jest indywidualnością - każdy chce być pogłaskany, przytulony, chce, by się z nim pobawiono w jakiś ciekawy sposób. Ale przy takiej ilości zwierząt skończyłabym zajmować się jednym, a musiałabym biec do następnego. Niewykonalne.
Nawet nie wiem, czy zawartość sakiewki pozwoli mi te wszystkie maluchy zaszczepić :( Gdyby miały zostać, jakoś dałabym radę. W jednym miesiącu jeden lub dwa, w drugim miesiącu dwa następne... A teraz mam pół miesiąca, sukę do sterylizacji i 5 czarnych bąbelków.

A może ktoś z was marzy o radosnym, cwanym i oddanym człowiekowi piesku? Zapytacie skąd wiem, jakie będą? Ta suczka, z której pochodzą, wydała już wiele miotów. Wszystkie psinki o tym samym charatkerze. Potencjał teriera, duma wszechjamnika i oddanie spaniela.

Pieski urodziły się i wychowały w budzie, ale z tego co widzę, doskonale reagują na dom. Są jeszcze za małe, by były nauczone czystości, ale widzę że wystawione z kartonu(dzisiaj dostaną koszyk) szukają papieru, gazety - nie brudzą tam, gdzie stoją, jak to takie maluchy mają w zwyczaju(Kaban brudzi gdzie popadnie - ale ten zostaje z nami, będzie świetnym towarzystwem dla Blacka). Doskonale też reagują na koty, które dla nich są oczywistym elementem krajobrazu. Potrzebują jeszcze mleka, ale jedzą doskonale to, co im się poda. Raczej nie oddam piesków przed ukończeniem przez nie 2 miesiąca życia, więc kto byłby chętny - ma czas się zastanowić.

Wygląda na to, że właściciel suczki, która wydała te wszystkie psiaki na świat, nadal mimo próśb i gróźb jej nie wysterylizował. Miejmy nadzieję, że koło jesieni nie pojawi się nowy miot.

I co ja mam z nim zrobić? Przecież nie mogę upychać u siebie wszystkich psów, które wyrzuci. Niedługo w województwie "pokończą się dobre ręce".
 

greenhope
 
20 wpisów ! ♥
Dziękuję Wam, to Wasze komentarze sprawiają, że chce mi się pisać ! ♥
:)
  • awatar Casibo: Więc życzę Ci żebyś dotrwała do więcej niż 1000 wpisów i żebyś zawsze miała natchnienie na nowe wpisu
Pokaż wszystkie (1) ›
 

spiryt.us
 
Znalezione na bit.ly/JNgbf7 (kliknij w link, aby powiększyć ;) )
 

ebook-czytaj-nas
 
Kategoria ebooka: obyczajowe
Autor: Aurelia Es  

Czy można umrzeć z miłości? Ona umarła. Zraniona, oszukana. Kiedy poinformował ją o swoim odejściu. Wydawało się, że wszystko co istotne już się skończyło. Istnienie straciło sens. Marzenia rozwiały się w nudną jednostajność, a kłamstwo nabrało niecodziennego znaczenia. Pozostał ból rozstania. Pustka. I świadomość, że nic dobrego już się nie przytrafi. A jednak... Życie obfituje przecież w okoliczności trudne do wyjaśnienia. Wszystko może się przydarzyć, na przekór doświadczeniu, wbrew zdrowemu rozsądkowi. Budząc przestrach i bezradność. Ale i śmiech wywołany komizmem sytuacji. Opowieść "Kochanek malutki" jest opowieścią o miłości, o zdradzie, o zemście. Zamierzonej, a może wcale nie zamierzonej? W której rzeczywistość zmienia koloryt, pojawiają się elementy magii, a może  tylko przyrodzonej wiedzy, zjawiska nie wyjaśnione prawami fizyki, osobliwości sięgające głębi umysłu i odczuwania. Siły woli? Umiejętności koncentracji? Powstaje stan rzeczy nowy, trudny do wyjaśnienia. Codzienność zamienia się w piekło, nowe sytuacje kreują okoliczności nie do przewidzenia, a zwykłe dotychczas czynności urastają do rangi poważnego problemu. Czy można znaleźć wyjście z kręgu tak niezwykłych wydarzeń? Na to pytanie znajdujemy odpowiedź w kolejnych rozdziałach książki. Niemożliwe staje się możliwe. Bójcie się panowie!



Fragment:

Zapomnieć. Wymieść. Z myśli, z szafy, z łazienki, z biurka. Precz! Do wiadra, na śmietnik, do niszczarki, na szmaty. Starą pidżamę pociąć, szczoteczkę do zębów wyrzucić. Przepocony T-shirt podrzeć na drobne, notatki spalić. Spieprzaj, wynocha i nie pokazuj się więcej!  Ponad milion dwieście tysięcy minut bycia razem wykreślić, splunąć, wieko zamknąć i odejść. Ponad dwadzieścia tysięcy godzin wykasować. Ponad osiemset czterdzieści dni wymazać. Ponad sto dwadzieścia tygodni... Byliśmy razem przez ponad sto dwadzieścia tygodni. Czy można zapomnieć sto dwadzieścia tygodni nowo odkrytych barw, nadziei na zaangażowanie trwalsze niż jednorazowy siew? Zaciek na ścianie, plama na podłodze, zapachy. Zapach kurzu, który zbierał się w tapicerce wyściełanych mebli. Zapach porannej miłości. Porywczej i pospiesznej. Myśli i zjawy. I motyle, które czasem przefruwały nad naszymi głowami. Zielone jabłka i różowe pomarańcze. Aromatyczna kawa z dodatkiem orzeźwiającej mięty. Gorzka. Kwaśna. Cierpkie poranki i słodkie wieczory. Miłość, która zawsze budzi niepokój i strach przed utratą. Całkiem słuszny, jak się okazuje. Co robisz? Myślę. O czym? O tobie. I o czym jeszcze? I jeszcze o tobie. O mnie? Tylko o tobie. O tobie. Banały. Dominik, który palcem obrysowywał moje wargi, policzki, nos, czoło. Moje wszystko. Całował. Szczelne pocałunki. Obejmował silnymi ramionami, pieścił. Na skórze czułam lekki dotyk palców, muśnięcia warg, szept niczym podmuch wiatru, kocham, kocham. Jeszcze, jeszcze. Mocniej, mocniej. Potrzeba miłości jedynej i niepowtarzalnej. Erotycznej, duchowej, mieszanej. Tej. Tylko tej. Kwitnącej. Chciałam przecież kwitnąć. O każdej porze dnia i nocy. Jak zakochana wariatka tkałam fantazyjną przyszłość bez zahamowań. Pianissimo w barwie bladego różu, który nie został jeszcze przeniesiony z palety na blejtram. - Należę tylko do ciebie - mówił zgodnie z oczekiwaniami, przynależność, posiadanie, świat budził się do życia. Ramiona przepastne niczym podniebny cyrkiel. Od horyzontu po horyzont. Dominiku! - Jesteś tylko ty. Nikt inny nie istnieje. Słowa, słowa, słowa. Potrzeba słów. Bez słów nie byłoby idei, bez zapewnień nie byłoby pojęcia wierności. Bez pojęcia wierności nie byłoby kłamstwa. I zdrady. Jesteś mój. Czy jesteś mój? Teraz i zawsze? I na wieki wieków? Dominik. Przyspieszone bicie serca, dwóch serc, niecierpliwe pocałunki, krótkie oddechy.  Zachłannie chłonęłam każdy centymetr jego wielkości. Ciało spocone w pracowitym akcie erotycznego zbliżenia. Ziemia, która znowu zakręciła się w koło, zawroty głowy, odchodzenia i powroty. Deja vu.  Czasami w naszym wspólnym trwaniu pojawiały się rysy i uszczerbki. Jeden uszczerbek, dwa, trzy, dziesięć. To nie tak! A jak? Nic nie rozumiesz! To ty nic nie rozumiesz! Przestań! Nie przestanę! Zamilcz! Nie zamilknę! Z wykrzyknikiem, z krzykiem, za dużo basów, dętych blaszanych, huk stuk i słońce, które znikało nagle schowane za ciężkimi chmurami. Jednostki szczęścia umykały przez nieszczelne uczucia. Racje, odmierzane słowami pozbawionymi melodii, padały pustym odgłosem na dno blaszanego kubka. Niczym ziarnka suszonego grochu. Zdaniem oznajmującym. Pyk pyk pyk. Pytającym. Pyk pyk pyk? Kategorycznym. Pyk pyk pyk! Kubek postawiony na swoim. Ach! Obok pierwszego wkrótce pojawiał się drugi, trzeci i jeszcze następny. Wszystkie wypełnione po brzegi. Kubki pełne grochu, Dominik nie uronił ani ziarnka. Później przepraszał. Kwiaty, wino, słodycze, za nas, na szczęście, na zawsze, na dobry czas. Zapach włosów, smak ust, cóż to - nagietki, aksamitki, konwalie, jesteś taka śliczna, taka śliczna, co taka śliczna dziewczyna widzi w takim brzydalu, jak ja? Och, Dominiku! Gdzieś rozbrzmiewały cygańskie pieśni, rytmiczne, erotyczne. W nas? Obok nas? Na pewno.


Szczegóły publikacji:
czytajnas.nextore.pl/(…)kochanek_malutki_p13208.xml…

Więcej ebooków i innych publikacji znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki.html
oraz tutaj:
czytajnas.nextore.pl

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Załóż konto w Nexto i oszczędzaj nawet do 80%.
czytajnas.nextore.pl/nexpressopremium.xml#lp_premium
--------------------------------------------------------------------------------------------------
 

ebook-obyczajowe
 
Czy można umrzeć z miłości? Ona umarła. Zraniona, oszukana. Kiedy poinformował ją o swoim odejściu. Wydawało się, że wszystko co istotne już się skończyło. Istnienie straciło sens. Marzenia rozwiały się w nudną jednostajność, a kłamstwo nabrało niecodziennego znaczenia. Pozostał ból rozstania. Pustka. I świadomość, że nic dobrego już się nie przytrafi. A jednak... Życie obfituje przecież w okoliczności trudne do wyjaśnienia. Wszystko może się przydarzyć, na przekór doświadczeniu, wbrew zdrowemu rozsądkowi. Budząc przestrach i bezradność. Ale i śmiech wywołany komizmem sytuacji. Opowieść "Kochanek malutki" jest opowieścią o miłości, o zdradzie, o zemście. Zamierzonej, a może wcale nie zamierzonej? W której rzeczywistość zmienia koloryt, pojawiają się elementy magii, a może  tylko przyrodzonej wiedzy, zjawiska nie wyjaśnione prawami fizyki, osobliwości sięgające głębi umysłu i odczuwania. Siły woli? Umiejętności koncentracji? Powstaje stan rzeczy nowy, trudny do wyjaśnienia. Codzienność zamienia się w piekło, nowe sytuacje kreują okoliczności nie do przewidzenia, a zwykłe dotychczas czynności urastają do rangi poważnego problemu. Czy można znaleźć wyjście z kręgu tak niezwykłych wydarzeń? Na to pytanie znajdujemy odpowiedź w kolejnych rozdziałach książki. Niemożliwe staje się możliwe. Bójcie się panowie!



Fragment:

Zapomnieć. Wymieść. Z myśli, z szafy, z łazienki, z biurka. Precz! Do wiadra, na śmietnik, do niszczarki, na szmaty. Starą pidżamę pociąć, szczoteczkę do zębów wyrzucić. Przepocony T-shirt podrzeć na drobne, notatki spalić. Spieprzaj, wynocha i nie pokazuj się więcej!  Ponad milion dwieście tysięcy minut bycia razem wykreślić, splunąć, wieko zamknąć i odejść. Ponad dwadzieścia tysięcy godzin wykasować. Ponad osiemset czterdzieści dni wymazać. Ponad sto dwadzieścia tygodni... Byliśmy razem przez ponad sto dwadzieścia tygodni. Czy można zapomnieć sto dwadzieścia tygodni nowo odkrytych barw, nadziei na zaangażowanie trwalsze niż jednorazowy siew? Zaciek na ścianie, plama na podłodze, zapachy. Zapach kurzu, który zbierał się w tapicerce wyściełanych mebli. Zapach porannej miłości. Porywczej i pospiesznej. Myśli i zjawy. I motyle, które czasem przefruwały nad naszymi głowami. Zielone jabłka i różowe pomarańcze. Aromatyczna kawa z dodatkiem orzeźwiającej mięty. Gorzka. Kwaśna. Cierpkie poranki i słodkie wieczory. Miłość, która zawsze budzi niepokój i strach przed utratą. Całkiem słuszny, jak się okazuje. Co robisz? Myślę. O czym? O tobie. I o czym jeszcze? I jeszcze o tobie. O mnie? Tylko o tobie. O tobie. Banały. Dominik, który palcem obrysowywał moje wargi, policzki, nos, czoło. Moje wszystko. Całował. Szczelne pocałunki. Obejmował silnymi ramionami, pieścił. Na skórze czułam lekki dotyk palców, muśnięcia warg, szept niczym podmuch wiatru, kocham, kocham. Jeszcze, jeszcze. Mocniej, mocniej. Potrzeba miłości jedynej i niepowtarzalnej. Erotycznej, duchowej, mieszanej. Tej. Tylko tej. Kwitnącej. Chciałam przecież kwitnąć. O każdej porze dnia i nocy. Jak zakochana wariatka tkałam fantazyjną przyszłość bez zahamowań. Pianissimo w barwie bladego różu, który nie został jeszcze przeniesiony z palety na blejtram. - Należę tylko do ciebie - mówił zgodnie z oczekiwaniami, przynależność, posiadanie, świat budził się do życia. Ramiona przepastne niczym podniebny cyrkiel. Od horyzontu po horyzont. Dominiku! - Jesteś tylko ty. Nikt inny nie istnieje. Słowa, słowa, słowa. Potrzeba słów. Bez słów nie byłoby idei, bez zapewnień nie byłoby pojęcia wierności. Bez pojęcia wierności nie byłoby kłamstwa. I zdrady. Jesteś mój. Czy jesteś mój? Teraz i zawsze? I na wieki wieków? Dominik. Przyspieszone bicie serca, dwóch serc, niecierpliwe pocałunki, krótkie oddechy.  Zachłannie chłonęłam każdy centymetr jego wielkości. Ciało spocone w pracowitym akcie erotycznego zbliżenia. Ziemia, która znowu zakręciła się w koło, zawroty głowy, odchodzenia i powroty. Deja vu.  Czasami w naszym wspólnym trwaniu pojawiały się rysy i uszczerbki. Jeden uszczerbek, dwa, trzy, dziesięć. To nie tak! A jak? Nic nie rozumiesz! To ty nic nie rozumiesz! Przestań! Nie przestanę! Zamilcz! Nie zamilknę! Z wykrzyknikiem, z krzykiem, za dużo basów, dętych blaszanych, huk stuk i słońce, które znikało nagle schowane za ciężkimi chmurami. Jednostki szczęścia umykały przez nieszczelne uczucia. Racje, odmierzane słowami pozbawionymi melodii, padały pustym odgłosem na dno blaszanego kubka. Niczym ziarnka suszonego grochu. Zdaniem oznajmującym. Pyk pyk pyk. Pytającym. Pyk pyk pyk? Kategorycznym. Pyk pyk pyk! Kubek postawiony na swoim. Ach! Obok pierwszego wkrótce pojawiał się drugi, trzeci i jeszcze następny. Wszystkie wypełnione po brzegi. Kubki pełne grochu, Dominik nie uronił ani ziarnka. Później przepraszał. Kwiaty, wino, słodycze, za nas, na szczęście, na zawsze, na dobry czas. Zapach włosów, smak ust, cóż to - nagietki, aksamitki, konwalie, jesteś taka śliczna, taka śliczna, co taka śliczna dziewczyna widzi w takim brzydalu, jak ja? Och, Dominiku! Gdzieś rozbrzmiewały cygańskie pieśni, rytmiczne, erotyczne. W nas? Obok nas? Na pewno.



"Darmowy fragment" do pobrania, znajdziesz tutaj:
czytajnas.nextore.pl/(…)kochanek_malutki_p13208.xml…

Więcej ebooków z kategorii "obyczajowe", znajdziesz tutaj:
czytajnas.nextore.pl/ebooki/obyczajowe_c1034.xml
oraz tutaj:
masz24.pl/ebooki-obyczajowe.html

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Codziennie najnowsze czasopisma i gazety prosto na Twój komputer.
Sprawdź ile możesz zaoszczędzić kupując cyfrowe wydania:
masz24.pl/gazety-i-czasopisma-cyfrowe-wydania.html
--------------------------------------------------------------------------------------------------
 

 

Kategorie blogów