Wpisy oznaczone tagiem "mini recenzje" (12)  

zrzucamplaszcz
 


Rewolucję zrobiłam już trzeci raz, więc nie jest to pierwsze wrażenie. Wpis nie powstaje pod wpływem emocji, a wyrazy nie wylewają się spod zalanych potem palców. Wszystko przez to, że chciałam być jak najbardziej obiektywna w ocenie intensywności, a jak wiecie, ostatnio miałam mały zastój. Trening po tygodniu przerwy nie równa się intensywnością treningowi, kiedy ciało jest już w rytmie i wie, o co chodzi. Dlatego ta mini recenzja powstaje dopiero po trzecim treningu :) (ale nie trzecim Rewolucji pod rząd; w międzyczasie podejmowałam różne formy aktywności przez +/- tydzień)

Co takiego rewolucyjnego u naszej Ewy? No cóż, w Rewolucji mamy rewolucję, która już dawno gościła w naszych domach w wykonaniu innych trenerów. 5 rund na poszczególne partie ciała po 10min. Wiele dziewczyn szaleje za Mel B i jej "10minutówkami". W Rewolucji Ewy chodzi mniej więcej o to samo. Chcesz zrobić tylko uda? Nie ma problemu! A może tylko płaski brzuch? Ok!
Jednakże... W trakcie robienia całego treningu człowiek zaczyna zauważać, że każde 10min wzajemnie siebie uzupełnia. Nie mówię, że należy odwalić 50min treningu, żeby był to dobry trening, ale radziłabym nie łudzić się, że wykonując tylko 10min na daną partię, nie zrobimy też innej i osiągniemy oczekiwane efekty. Właściwie w każdej rundzie znajdziemy aeroby. Krótsze bądź dłuższe, jednak zgubienie oddechu jest gwarantowane.

W mojej ocenie, Rewolucja to trening, który na pewno zagwarantuje schudnięcie i na to jest ukierunkowany. Podczas robienia całych 50min walczę o swój oddech, nie odczuwając szczególnie konkretnych partii ciała, a pot leje się strumieniami. Ponieważ moją silną stroną są ćwiczenia siłowe a nie interwały czy szeroko pojęte cardio, Rewolucję umieszczam na samej górze piramidy trudności zestawów Chodakowskiej. Jednak co więcej... Mnie się ten trening bardzo podoba!

Ostatnio byłam trochę surowa dla nużącego Bikini... Rewolucja to jednak coś zupełnie innego :) Długo myślałam nad jej minusami i powiem szczerze, że nie jestem w stanie ich znaleźć!

Należy też wspomnieć, że jest to pierwszy trening, w którym Ewa wyraźnie zaprosiła mężczyzn. Ostatnie dwie rundy są im wręcz zadedykowane i robione w towarzystwie trenera z klubu Chodakowskiej. Przyznaję, że ja mam w planach zaprosić swojego mężczyznę ;)

Krótko podsumowując, nie czekajcie, rozkładajcie matę, zarezerwujcie sobie 10 lub 50min i wylejcie z siebie litry potu! Satysfakcja gwarantowana :)
  • awatar EffyDreamer: Zaciekawiłaś mnie, chyba wiem czym się umorduję na dniach :D
  • awatar gość: Było mi dane ćwiczyć na wspólnym treningu z Ewką i poznać ją osobiście :) cudowna, pozytywna osoba :) Ma w sobie pokłady pozytywnej energii, którą zaraza :D jeśli polecasz Rewolucję- jak tylko wrócę do Polski to kupię i wypróbuję :)
  • awatar The way to my dreams ♥: Spróbuję na pewno :D
Pokaż wszystkie (6) ›
 

zrzucamplaszcz
 

Miałam dzisiaj do czynienia z najnowszą płytą Ewy Chodakowskiej - Bikini! Ewa głośno krzyczy, że lato jest nasze, a przy tym wygląda cudownie (nie można nie zauważyć jej postępu, porównując np. tak stary Skalpel z nowościami).

Byłam bardzo podekscytowana, słysząc o Bikini i gdzieś tam w głowie planując sięgnięcie po ten trening. Jednak nim do oceny, trochę wstępu.

Standardowo - zaoferowano Nam 40min aktywności + rozgrzewka i rozciąganie. Program podzielono na dwie rundy po 20minut. Robienie tego samego razy 2... Dla mnie efekt nużący. Zdecydowany minus tego zestawu. Podzielenie treningu na dwie części - ok. Możesz zrobić krócej, dłużej w zależności od czasu i chęci. Jednak podział treningu na dwie części, chociaż obie są takie same? No nie. Wystarczy powiedzieć, że dobrze, abyście zrobiły to dwa, trzy razy, a nie mówić o 40-sto minutowym treningu.
Można powiedzieć, że się czepiam, ale prawda jest mało kolorowa. Gdybym chciała zrobić 20min treningu, a potem dla podniesienia poprzeczki powtórzyć go, włączyłabym np. Cardio Crunching Circuit Tiffany (idealne 20min zalecane do powtórzenia).

Jednak Bikini ma też swoje plusy, które pozwalają przymknąć oko na zaproponowane Nam 20minx2.
Przede wszystkim brak monotonności. Robimy aż 30 ćwiczeń w 20min po 30s! Ja zaczęłam się męczyć dopiero pod koniec pierwszej rundy (może 24-25 ćwiczenie?), ale jak już zaczęłam, to nie przestałam nawet na moment.

Bikini dobrze balansuje między cardio, a ćwiczeniami wzmacniającymi.

Wielkim plusem jest urozmaicenie ćwiczeń. Oczywiście znajdziemy tutaj standardowy plank, ale oprócz tego Ewa proponuje Nam trochę ćwiczeń, których dotychczas u niej nie ujrzeliśmy.  

Kolejnym PRZEOGROMNYM plusem jest brak nudnych ćwiczeń na mięśnie brzucha. Przez nudne rozumiem te robione na macie w pozycji a la odwrócony żółw i ciągłe powtarzanie "lędźwie przyklejone do maty". W Bikini tego nie ma ;) Co nie znaczy, że brzucha nie ćwiczymy. Ćwiczymy go w podporze, a nawet na stojąco. Dla mnie super!

Zwróciłam również uwagę na muzykę. Nie jest tak super zgrana z ćwiczeniami, jak w Metamorfozie czy w Huraganie Tomka, ale niewątpliwie daje kopa energii.

Czy Bikini jest trudne?
Oczywiście to zależy od naszej formy i od tego, czego szukamy w treningu. Według mnie jest to męczący trening, ale tylko jeżeli faktycznie zrobimy 2x20min. Robienie tego raz (a do tego wszystko w wersji dla początkujących) u mnie nie sprawdziłoby się. Natomiast pod sam koniec byłam faktycznie zalana potem, ale - co trzeba podkreślić - żadna partia mięśni nie bolała mnie jakoś wybitnie. Po Tomku na przykład najbardziej odczuwam łydki, po Metamorfozie brzuch, po Sukcesie nogi itd, a po Bikini nic... Czy to minus? Czy to w ogóle o czymś świadczy? Nie wiem. Jestem tylko laikiem ;) Jednak wydaje mi się to warte podkreślenia. Ciekawi mnie czy tylko ja tak miałam?

PODSUMOWUJĄC,
Bikini to zestaw przyjemny, niemonotonny. Warty zrobienia i przetestowania. Na mnie nie zrobił jakiegoś ogromnego wrażenia, ale nie jest też treningiem, po który nigdy więcej nie sięgnę. Mam gdzieś w środku jakiś taki niedosyt... Odnoszę wrażenie, że Ewka mogła zrobić coś lepszego. Tak. Właśnie o to chodzi. Bo Ewka potrafi. :)
  • awatar Chrysalis ♕: Zgadzam się co do powtarzania, dla mnie też by to było bardzo nużące. Ale poza tym to chętnie bym przetestowała, dzięki za ten wpis, może kiedyś spróbuję :)
  • awatar Little Fashion Lady: o treningi z Ewa :)
  • awatar Rozterkowa: wiele słyszałam o niej, ale jakoś nie mogę się zebrać żeby ją kupić, zastanawiam się czy by się nie leżała potem bo np. jednak nie przypadłaby mi do gustu :)
Pokaż wszystkie (4) ›
 

zrzucamplaszcz
 
20160116_111627.jpg

Z Choińskim miałam już kiedyś do czynienia. Gwałtowny wzrost mięśni ud i pupy zawdzięczam właśnie jemu - nie Chodakowskiej. Turbo Power był dla mnie niesamowitym odkryciem, z którego musiałam zrezygnować przerażona tymi udziskami :P Potem trochę pociłam się przy "huragankach", czyli tych 10minutówkach (?) na YT, które Tomek dodawał. I tak minął rok, i moja miłość do Choińskiego została, i ja się rozrosłam, on się rozwijał (trasy, ćwiczenia w ddtvn) i tak sobie to wszystko szło po swojemu... Jako,że walczę od nowa (halo, dziś mi leci 40sty dzień! :D) zakupiłam huragan dołączony do Be active.
Zabrałam się za niego ochoczo, ponieważ reklamownay był zwłaszcza, jako porządne cardio. A przecież tego mi potrzeba :)

HURAGAN to 5 serii. Serie 1 i 3 to mocne cardio, 2 i 4 to ćwiczenia wzmacniające (jak dla mnie podchodzące spokojnie pod tylko odrobinę luźniejsze cardio), 5 seria to prawdziwe wyzwanie dla masochistów, czyli wielki finał - super mocne cardio, w którym mnie na sam koniec złapała nawet kolka.

Jestem z siebie niezwykle dumna, że NAPRAWDĘ TO ZROBIŁAM.

Choiński jest moim ideałem trenera. Poważnie. Nie znam nikogo innego, kto tak motywuje i nie jest przy tym sztuczny. W tej płytce widać też, że rozwinął on skrzydła i jest o niebo pewniejszy siebie niż za czasów turbo power.  

Ogromnym plusem tego zestawu jest również muzyka. Super energiczna i dopasowana do ćwiczeń, tzn. gdy przykładowo kończysz wypluwać płuca i nagle przechodzisz do deski to masz coś podobnego do "drop bass'u" i spowolnienie tempa. Potem oczywiście gwałtowny wzrost dający kopa :P

PODSUMOWANIE:
Huragan to trening z pewnością nie dla początkujących. Jeżeli już siedzimy w tej "Chodakowskiej szufladzie" to umieściłabym go wyżej od killera i turbo spalania oraz minimalnie wyżej od HIT cardio z SUKCESU (w końcu 15min a 40min to różnica :P ). Czyli umieściłabym go.. na szczycie.
Ale jest to też trening naładowany masą pozytywnych emocji. Dodatkowo niesamowity moment, w którym Choiński podczas rozciągania się po prostu... śmieje. I Ty też się śmiejesz. Z dumy! Z radości!

SUPER :)
  • awatar riveer_sidee: Wiem o czym mówisz zanim ja zapisałam się na siłownie również ćwiczyłam z nim i pamiętam doskonale jak zdejmował koszulke w jednym ze swoich treningow ktore ,,promowala ewa w shape" też go pokochałam jego motywacje, to w jaki sposób prowadził treningi. Chcialam kupić ten magazyn ale kurde chodze na siłownie gdzie jest specjalna sala do cwiczen grupowych fitness i nie mialabym czasu wiec szkoda 25 złoty :c i życzę Ci cudownych efektów z tym programem ps nie dziwie sie że jest cięższy od turbo i killera ewa jest przereklamowana :) pozdrawiam i trzymam kciuki!!
  • awatar Little One: mm lubię takie treningi, muszę poczytać o tym twoim idealnym trenerze, może mi też przypadnie do gustu i dołącze go czasem do treningu :D
  • awatar gość: Choińskiego kupilabym w ciemno :D Uwielbiam jego treningi, aczkolwieknie ćwiczyłam z nim egularnie, gdyż lubię sobie urozmaicać życie i nie potrafiłabym ciągle trzymac się jednego trenera :) Polecam wszystko! I to jak zdejmuje koszulkę... Czy mam coś jeszcze dodać? :D
Pokaż wszystkie (8) ›
 

hairlovelo
 
IMAG5852.jpg
Kosmetyki do włosów to nie jedyne kosmetyki jakie lubię kupować... Mam jeszcze inne typu kremy to twarzy, balsamy itd, ale są to zazwyczaj pojedyncze sztuki które uzupełniam na bieżąco. To czemu trudniej jest mi się oprzeć to kosmetyki do makijażu (szczególnie cienie do powiek). Dzisiaj krótko o nich, no może nie tak krotko...
IMAG5805.jpg
*Rimmel Stay Matte: Puder to jeden z niewielu kosmetyków do twarzy który kupuje w wyniku potrzeby. Temu jestem wierna od wielu lat ale chyba tego kosmetyku nie muszę przedstawiać. Akurat mam dwie sztuki gdyż pierwsza jest dosłownie na wykończeniu.
IMAG5807.jpg
*L'oreal Infallible 24 matte: gęsty podkład matujący który idealnie stapia się z moim naturalnym odcieniem dzięki czemu jest niewidoczny. Dobrze kryje ale niestety może podkreślać suche skórki, konieczne nawilżenie przed nałożeniem. Kupiłam na ostatniej promocji -50% w Rossmannie i jestem zadowolona.
*Soraja make up podkład matujący: przeciętny przeciętniak, na dodatek pechowo wybrałam za ciemny odcień, rozcieńczam z nawilżającym kremem tworząc coś w rodzaju kremu BB. Nie kosztował dużo. Chociaż coś, chociaż krzywdy nie robi.
IMAG5811.jpg
*Essence soft touch mouse: jakieś 1,5 roku temu miałam fazę na musy: świetnie matują także nawet puder jest nie potrzebny a także dobrze kryją. Tych jednak nie zaliczyłabym do najlepszych. Skóra dość szybko zaczyna się błyszczeć i niestety wysuszyły moją skórę twarzy. Gdyby ktoś szukał musu to radziłabym zastanowić się na czymś innym, chociaż te drogie nie były. Plus jest taki, że teraz używam ich jako korektor lub bazę pod cienie i tutaj się spisują.
*L'oreal Matte Morphose: zdecydowanie dłużej pozostawia skórę bez błyszczenia, jest lżejszy a mimo to nadal dobrze kryje. Nie mam mu nic do zarzucenia, może nie polecałabym go dla skóry suchej (ale tutaj żaden mus nie jest wskazany).
IMAG5813.jpg
*Maybelline Affinitone: całkiem niezły korektor, dość dobrze kryje, ale...
*Revlon Colorstay: robi to zdecydowanie lepiej. Mogę przyznać, że to mój ulubiony korektor. Fakt ekspertem nie jestem, ale jeśli zakrył niejedną niemiłą niespodziankę to znaczy, że jest godny polecenia.
*Rimmel Stay Matte: pamiętam, że kiedyś miałam całą serię tych kosmetyków, czyli puder, korektor i podkład. Z podkładu już dawno zrezygnowałam, natomiast korektor... jest naprawdę średni
: średnio kryje, a formuła w sztyfcie nie do końca mi odpowiada. Zużywam go jako bazę pod cienie ale nie kupię go ponownie.
IMAG5809.jpg
*Ingrid baza na powieki: sama nie wiem co o niej sądzić, formuła jest lekko tłusta, na skórze pozostaje półprzezroczysta, niby spełnia jakoś swoją rolę ale to nic nadzwyczajnego. Spodziewałam się po niej więcej, ot przeciętniak ale w niewygórowanej cenie.
*Bell Hypoalergenic: czyli hipoalergiczna baza pod makijaż dla skóry skłonnej do przebarwień: zielony odcień łagodzi zaczerwienienia. Kupiłam ją również na ostatniej promocji w Rossmannie, a użyłam dopiero kilka razy. Nie skradła mojego serca chociaż zła nie jest. Szczerze powiedziawszy ciężko mi się wypowiedzieć, zazwyczaj pomijam ją w makijażu...
IMAG5815.jpg
*Smashbox flamaster do ust: niegdyś mój ulubieniec ale jatko flamaster kosmetyk dość krótkowieczny. Naprawdę długo utrzymywał się na ustach i nie widzę wad tego kosmetyku.
*MaxFactor: tutaj jest już trochę gorzej, czasem miałam wrażenie jakbym pomalowała usta prawdziwym flamastrem, szczególnie było to zauważalne przy konturach, ale ogólnie dość przyjemny kosmetyk. Utrzymywał się dość długo na ustach, ale nie jakoś rewelacyjnie.
*Maybelline SuperStay: pomadka w formie błyszczyka, co prawda nie utrzymuje się 10 godzin (no chyba, że nic byśmy nawet nie wypili) ale i tak kosmetyk mnie pozytywnie zaskoczył swoją trwałością. Biorąc pod uwagę cenę mogę go z czystym sumieniem polecić, w swej kategorii jest dobry.
*Lovely colorwear: dopiero dzisiaj zauważyłam, że chociaż kredka ma ważność do 2016 roku to na jej powierzchni zrobił się jakiś taki nalot przypominający... cukier (?!). Nietrwała ale o uroczym efekcie, wystarczyło jedno, lekkie muśniecie ust dla ich zabarwienia. Więcej muśnięć: ostrzejszy efekt. Mimo wszystko wole trwalsze pomadki/kredki.
IMAG5816.jpg
*NYC 2in1: fenomenalna pomadka, sama nie wiem dlaczego kupiłam podwójną szminkę. Oprócz tego jest przeciętna, a raczej nie najlepsza: trwałość nie powala.
IMAG5821.jpg
[zbliżenie]
*Bourjois Une Casual Matt: fajny matowy efekt, zamawiałam ją przez internet i niestety zdjęcie trochę inaczej przedstawiało jej odcień. "Nie czuję się" w niej. Jeśli chodzi o trwałość to nie jest jakaś wybitna ale też nie jest zła.
*Rimmel Kate: polubiłam się z ta pomadka, spodobał mi się efekt na ustach: naturalny, codzienny, dobry na każda okazję. Trwałość tak jak poprzedniczka, jest ok.
*Chanel: spodziewałam się czegoś lepszego, mogłabym ją porównywać do poprzedniczki z Rimmela, właściwie nie widzę różnicy, pomijając odcień oczywiście.
IMAG5819.jpg
[zdjęcie nie do końca oddaje rzeczywiste odcienie, ehh... tak to jest z tymi kalkulatorami]
*MaxFactor Xperience: dopiero dzisiaj zauważyłam, że jest to balsam do ust, no ale pamiętam, że użyłam go tylko raz po tym jak go kupiłam. Daje naturalny efekt, ale z błyszczącymi drobinkami, zupełnie jak błyszczyk, czego nie cierpię. Miałam ochotę na fiolet, rozczarowałam się. Chyba już wole pomadki ochronne, może zużyje zimą...
*Maybelline Superstay 14 : chociaż kosmetyki Maybelline uważam za przeciętne i niczym nie wyróżniające się (można by przykleić naklejkę z napisem "Rimmel" lub "Astor", a ja bym nie zauważyła różnicy) to jednak jest to drugi kosmetyk do makijażu ust tej marki który pozytywnie mnie zaskoczył. Do tego stopnia, że jest to mój ulubieniec. Lubię za kolor i trwałość, trwałość i trwałość. Ale ma swoje wady. Po prawie całym dniu jest męcząca (czuje taki efekt przeciążonych ust pomadką... nie wiem jak to określić) i dosyć nierówno kryje dlatego wcześniej wygładzam usta zanim ją użyje. Aaa i uwielbiam ten kolor!
*Chanel: tak jak wcześniej: nie jest zła, nie jest bardzo dobra. Odpowiada mi bardzo jej odcień, lubię ją tak samo jak Rimmela.
*Wibo Rouge: właściwie to... jeszcze jej nie używałam. Kupiłam zachęcona promocyjną cena, ale chyba zbiera dobre opinie.
IMAG5830.jpg
*Lumene: przeciętna konturówka i dlatego leżała zapomniana w mojej kosmetyczce. Pewnie będzie leżeć dalej, ale nie mogę niczego złego jej zarzucić.
*Rimmel Lasting Finish: znowu zdjęcie przekłamało i nie za bardzo jestem zadowolona z docenia, mimo wszystko tak jak poprzedniczce, nie mogę nic złego zarzucić.
*Golden Rose: o tak tak! Starzał w 10. Trwałość i odcień są idealne. Cóż tu dożo mówić?
*Wibo konturówka do ust: kolejny strzał, tym razem w 9. Odejmuje za to, że jest to konturówka wysuwana, odkręcana czy jak to się określa, a nie tradycyjna kredka jaką preferuję. Tak bardzo mi było smutno kiedy popędziłam po nią do Rossmanna gdyż ta jest na wykończeniu, a jej już tam nie było... Wycofana, zapomniana, zastąpiona czym nieciekawym.
*Maria Claire: marchewkowy odcień, lubię tą kredkę, całkiem dobrze się spisuje ale nie używam marchewkowo-czerwonych pomadek więc czeka na lepsze czasy.
*Maybelline: opakowanie czerwone, a kredka jakby... brązowa? Coś tu chyba jest nie tak. Ponadto opakowanie sugeruje iż jest to kredka do oczu, ale próbowałam: nie wyszło. Kredka jest twarda i chyba to wszystko co mogę o niej powiedzieć.


Ufff, jestem blogowo wykończona, mam nadzieje, że post wam się spodobał bo podzieliłam go na dwie części. W drugiej będą kosmetyki do makijażu oczu. Ale jeśli post nie przypadł wam do gustu to zrozumiem i dalszą część sobie odpuszczę.
  • awatar LadiesMoto: woow, dużo tego :p Zapraszam do mnie ;)
  • awatar Gabrielaa: ileż kosmetyków ;) większość używasz? brakuje mi tu rozświetlacza i bronzera które potrafią zdziałać cuda w makijażu :)
  • awatar redrosette: Ja wole nawet nie patrzeć ile tego mam bo chyba bym musiała się w głowę puknąć. :)
Pokaż wszystkie (12) ›
 

amsisley
 
amsisley:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

hairlovelo
 
hairlovelo: Ostatnio wspominałam o białej kredce i "tradycyjnej" wersji kreski jaką możemy dzięki niej wykonać. Czasem jednak, szczególnie gdy mam więcej czasu i chęci, urozmaicam tą podstawową wersje dla takiego efektu:
hairlovelo make up.jpg
Na powiece robię grubszą białą kreską, a następnie robię cieńszą czarną. Czasem zamiast białej kredki używam też innego koloru ale wersja czarno-biała chyba najbardziej przypadła mi do gustu. Dzisiejsze kosmetyki:
IMAG0007.jpg
*Astor Big&Beautiful false lash look - volumen maskara - to jeden z moich ulubionych tuszy do rzęs, nie pierwsze i może nie ostatnie opakowanie, ma bardzo wygodną grubą, półokrągła szczoteczkę, co jest dla mnie ogromnym plusem. Szczerze mówiąc nie lubię stosować maskar Astora (czy Rimmela) tuz po zakupie. Szybko sklejają mi rzęsy i robi się taka papka a efekt jest... słaby. Dlatego sięgam po nie po jakimś czasie kiedy odrobinę wyschną, ale to odrobinę. Wtedy ładnie rozdziela rzęsy i je wydłuża a jednocześnie nie skleja. Na górne rzęsy nakładam zawsze dwie warstwy a na dolna jedną i jestem wtedy całkowicie zadowolona. Lubie go stosować na co dzień. Zawsze staram się dokładnie zakręcać tusz wtedy jego świeżość jest całkiem długa. Tą sztuke dorwałam w Super-Pharm na promocji za 17,99zł, jednak jest on dostępny w wielu drogeriach.

*Manhattan X-ACT eyeliner - moccacino 94Z - waterproof, long-lasting, perfume free - tą kredkę stosuję tylko i wyłącznie do malowania brwi, jest dość miękka a jej kolor jest odrobinę zróżnicowany na skórze, za co bardzo ją lubię. To już moja druga sztuka. Najlepiej używa mi się ją gdy jest już odrobinę stępiona wtedy efekt jest delikatniejszy. Jej minusem jest dosyć słaba wydajność, często trzeba ją ostrzyć. Dobra do zagęszczania i uzupełniania brwi. Wodoodporna to ona jednak nie jest. Znalazłam ją w Rossmannie.

*Gosh eye liner - o której już wcześniej pisałam, powtórzę więc, że jest półtwarda i wszechstronna.

*Rimmel scandaleyes - precisioc micro eyeliner - waterproof - to fakt jest precyzyjny i z łatwością można wykonać nim cienką, kocią kreskę, niestety dość szybko mi wysechł. Na pewno byłby lepiej wydajny gdybym stosowała go codziennie, ale tego nie robię. Dostałam go w prezencie, jednak sama chyba już go nie kupie, będę poszukiwać czegoś trwalszego. Na powiece jednak prezentuje się dość ładnie, nie blaknie i nie rozmazuje się, a przynajmniej tuż po zakupie.

*Wibo eyeliner - na pewno każdy zna te eyelinery, to był mój pierwszy produkt za pomocą którego robiłam kreski, dlatego mogłabym go polecić początkującym. Później odkryłam inne i denerwował mnie trochę krótki pędzelek. Mam go już naprawdę długo i pod tym względem bije Rimmela na głowę. Niestety jest trochę mniej precyzyjny, a właściwie trudniej uzyskać ta precyzję. Dzisiaj posłużył mi do korekty bladej kreski Rimmela.

A teraz  z innej beczki. Na ten czas moim celem jest zapuszczenie włosów. Wczoraj zrobiłam sobie zdjęcie kontrolne by móc dzięki niemu porównać włosy za kilka miesięcy. No i byłam trochę zaskoczona bo to chyba najlepsze zdjęcie moich włosów po wizycie u fryzjera.
IMAG0006.jpg
Powstała mi mała zagadka. Po czym? Bo podczas ostatniego mycia było kilka produktów, których dość dobrze jeszcze nie znam.
Wlosy naolejowałam olejem arachidowym, umyłam Schaumą, następnie odzywka Garniera i na sam koniec użyłam płukankę z octu z malin Marion. Końcówki zabezpieczyłam jak zwykle.
Ja mam tylko nadzieje, że to nie jednorazowy dobry dzień tylko faktycznie są to efekty pielęgnacji.

Dziewczyny, które zapuszczają włosy, namawiam was do robienia takich zdjęć, bo pamięć jest zawodna, a za kilka miesięcy zdjęcie pokaże dokładnie co i jak. Notujcie sobie efekty danego kosmetyku (szczególnie tego na wypadanie, na przyspieszenie porostu idt.), bo po przetestowaniu kilku kosmetyków czasami coś może się pomieszać, co bywa kłopotliwe jeśli zechcemy powrócić do danego produktu.

Zapuszczacie włosy? ;)
  • awatar Ch!c G!rl: fajny efekt kreski czarno białej :) masz super włosy, nie zapuszczam bo mam mega krótkie ;)
  • awatar hairlovelo: @Ch!c G!rl: dziekuje ;) tez kiedyś miałam bardzo krótkie włosy :d
  • awatar vasios: ECH TYLKO MI TE KRESKI NIE WYCHODZĄ :/
Pokaż wszystkie (14) ›
 

hairlovelo
 
Najdrastyczniejsze zmiany, a właściwie zmiana, już po mnie, pomyślałam sobie, czy by nie wprowadzić kilku innych dotyczących pielęgnacji. W końcu zdrowie i niezniszczone włosy to dobry start:

* jednorazowe mycie włosów szamponem, zawsze robiłam to dwa razy sama nie wiem czemu, Z obawy przed nie domyciem? Z przyzwyczajenia? Zauważyłam, że to właśnie podczas drugiego mycia włosów wypada więcej w porównaniu do pierwszego.

* mycie włosów metodą OMO. Raz próbowałam i jakoś nieudolnie. Może tym razem zrobię to lepiej. Mycie tą metodą to w skrócie: odżywianie-mycie-odżywianie. Często robiłam to nieświadomie gdy olejowałam włosy przed myciem. Ale nie codziennie, ani nawet nie przed każdym myciem to robię, więc może warto spróbować i przy okazji pozużywać trochę niekochanych odżywek.

* olejowanie: bardzo lubię tą czynność i moje włosy też ale  nie częściej niż raz na tydzień.

* więcej protein: które uzupełniają ubytki we włosach, zarówno pod postacią mojej nowej maski jak i tych domowych z jajkiem czy naturalnym jogurtem/mlekiem.

* domowe maseczki: o których często zapominam i później żałuje, bo moje włosy naprawdę je lubią. Tak więc raz w tygodniu proteinowa lub drożdżowa maseczka (albo drożdżowy-proteinowa).

* skóra głowy: wieczorna wcierka to standard, od jakiegoś czasu wcieram również drugą wcierkę przed myciem na jakiś czas (zazwyczaj co najmniej godzinę przed, z racji tego, że pierwsza jest oparta na alkoholu) dla odżywienia i nawilżenia skóry oraz włosów u nasady (które pomijam przy nakładaniu odzywki po myciu aby ich nie obciążyć), druga wcierka musi być bardziej nawilżająca i odżywcza, czyli żadnego alkoholu, mile widziane zioła lub olejki (wszystko to co obciążyło by włosy po myciu).

* skład kosmetyków! O którym mam nadzieje, nie będę zapominała kupując coś nowego. Zwracam uwagę na 5 pierwszych pozycji bo to one najwięcej mówią o kosmetyku: im więcej tu ekstraktów i olejów tym lepiej, niedopuszczalne są alkohole (chyba, że to wcierka) i zapachy. Kupując Bioetika miałam szczęście, bo na skład spojrzałam dopiero w domu, ale okazał się fajny.

Jak dotąd moje obecna pielęgnacja opierała się najczęściej na tych kosmetykach:
IMAG5122.jpg
Od lewej:

* Farmona Herbal Care odzywka normalizująca: upolowana w Biedronce, fajna jako codzienna wcierka, raczej kiepska jako odzywka (nawet nie próbowałam), nie widzę równicy między nią a innymi, droższymi wcierkami Farmony (a tutaj dwa razy więcej, za prawie dwa razy mniej).

* serum Babuszki Agafi na porost włosów: to właśnie ta druga wcierka, uwielbiam ją za działanie i bardzo mi smutno bo zostało może na ostatnią aplikacje, buteleczkę zostawię bo ma fajny i wygodny aplikator, recenzja wkrótce (aż nie mogę uwierzyć, że się skończyła, będę to przezywać xd).

* Vatika olejek kokosowy, który jednocześnie uwielbiam stosować na końcówki i nie cierpię opakowania.

* Bielixire: w duecie z kokosem: fajne i tanie silikonowe serum do zabezpieczania końcówek.

* Olej argonowy: solo jest raczej trochę przereklamowany, ale w połączeniu z innym kosmetykiem może dawać całkiem fajne efekty olejowania.

* Odżywka Garnier na wykończeniu.

* Ziaja maska z ceramidami: bardzo ją polubiłam chociaż jest niepozorna, dobrze radzi sobie z włosami po użyciu ziołowego szamponu, jest wydajna i ładnie pachnie.

* Szampon piwny BarwaNatury: działa podobnie do ziołowych szamponów tej firmy, które chyba bardziej polubiłam, dobrze oczyszcza i trochę plącze.

* Natura Siberica: szampon przeciwłupieżowy bez silnych detergentów: tutaj mam mieszane uczucia, chociaż krzywdy nie robi.

Oczywiście wszystkie one będą miały swoją pełną recenzje w swoim czasie. Oraz kosmetyki, które mam w zamiarze używać w najbliższym czasie:
IMAG5123.jpg
* olej arachidowy: niezwłocznie ze względy na datę ważności do marca. Jestem bardzo go ciekawa, dzisiaj zaczniemy swój romans; xd

* Bioetika: czyli maska proteinowa o której wyżej wspominałam;

* olejek łopianowy ze skrzypem polnym: do skóry głowy, 15 min przed myciem w niewielkich ilościach, tak jak zaleca producent, może tym razem się sprawdzi (muszę go koniecznie przelać w inny dozownik).

To raczej wszystko, resztę pozostawiam bez zmian (chyba). A wy wprowadziłyście albo chciałyście wprowadzić jakieś zmiany w ostatnim czasie w pielęgnacji? Sprawdziły się? Ja oprócz włosów wprowadziłam dużo zmian w pielęgnacji twarzy i na razie jest lepiej.
                                                        :) :* ;)
  • awatar Sugar Cane: Oho, włosomaniaczka :) Lubię to! Ja wróciłam do olejowania i wcierania Jantaru. W ogóle odkąd dostałam książkę Anwen znów zaczęłam świrować na punkcie włosów i już widzę efekty (mega szybko, to chyba po olejowaniu i OMO).
  • awatar kocieoko: używasz świetnych kosmetyków :)
  • awatar hairlovelo: @dodzik-blog: ja juz powoli bede ograniczac olej do raz w tyg, chociaz dawniej moje wlosy lubily czesciej ;) @kocieoko: mamy podobny gust ;) @Sugar Cane: ja raczej nie nazywalabym siebie wlosomaniaczka xd o wlasnie, a pierwsze O nie scieka Ci przy myciu wlosow? Wiem ze to glupie pytanie ale raz probowalam OMO i tak wlasnie sie skonczylo, ale zrobie jeszcze kiedys drugie podejscie. :)
Pokaż wszystkie (10) ›
 

hairlovelo
 
Mimo rocznego podsumowania postanowiłam tradycyjne co miesięczne też zrobić, niektóre kosmetyki się powtórzą ale nie wszystkie. Tym razem krotko i na temat kosmetyków wykończonych w grudniu i tych których używałam najczęściej.

Oprócz tego moje włosy w miesiąc urosły niespodziewanie 4 cm (namolnie rosną ok 2 cm) co jest dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Myśle, że to długotrwały efekt wcierki Babuszki Agafii na porost włosów 7 ziół, które stosowałam w listopadzie. Grudzień to miesiąc ubogi w pielęgnacje, brak czasu na dłuższe i częste siedzenie z maseczkami czy z olejami, zapomniałam kompletnie o domowych recepturach, jednak wspomniane niżej kosmetyki dały radę.
1.png
*szampon Green Pharmacy z Rumiankiem: to, że na etykiecie producent chwali się brakiem sls i sles to nie znaczy, że nie zastąpił ich innymi silnymi detergentami, tak było w tym przypadku, szampon dobrze oczyszczał włosy, jednak miałam już lepsze ziołowe szampony, podczas mycia włosy nie wypadały ale i tak trudniej się je rozczesywało, nie kupie ponownie.
*Natura Siberica szampon przeciwłupieżowy: czyści dość dobrze, jednak miałam już delikatniejsze szampony, niby nie plącze, niby nie wysusza ale odżywkę i tak trzeba użyć, jeśli chodzi o walkę z łupieżem to nie wiem, bo nie mam tego problemu, szampon jest w porządku ale raczej już się
na niego nie zdecyduje.  
*olej rycynowy: a raczej mieszanka rycyny z oliwą z oliwek oraz olejkiem z drzewa herbacianego, tą mieszankę polubiłam jeszcze bardziej niż podstawową wersje, głownie do olej owania paznokci oraz jako odżywka do brwi i rzęs, niezastąpiona!
*Seboravit: o nim było już sporo, szybko i w skrócie: radzi sobie z jesiennym wypadanie włosów, ale nie z wypadaniem związanym ze złą pielęgnacją, lekko unosi włosy u nasady i przedłuża ich świeżość.

2.png
*Garnie ultra doux z masłem karite i avocado: całkiem dobra bez silikonowa odżywka, nie obciąża a ułatwia rozczesywanie i odżywia włosy, jest dość wydajna, chociaż zużyłam już pol opakowania muszę ją jeszcze bardziej poznać.
*Timotei odzywką odbudowująca z róża Jerycha i avocado: moje włosy jak widać polubiły avocado, jest to odżywka, która stosuje jak maskę raz w tygodniu po zastosowaniu mocniejszego szamponu ponieważ lekko obciąża włosy, za to bardzo ładnie je wygładza i odżywia, lubię ją bardzo za działanie więc pewnie ją jeszcze kiedyś kupię.
*Isana odżywka oil care: również bez silikonów lecz jest lekko słabsza od Garniera, troche słabiej radziła sobie w odżywianiem, lecz ułatwiała rozczesywanie i nie obciążała włosów ani trochę, chce poznać inne jej wersje.
*Sessio serum z olejkiem argonowym o którym już wcześniej też wspominałam: gęste serum silikonowe idealne do zabezpieczania końcówek, co tu więcej chcieć.

3.png
*Alterra olejek do masażu z papji i słodkich migdałów: to po niego najczęściej sięgałam w grudniu, stosowałam na włosów ale również i do paznokci, nabłyszcza i odżywia, na pewno jeszcze po niego sięgnę lub bo jego brata z pomarańczą.
*Vatika olej kokosowy: stosuje go już jakiś czas i jeszcze mi się nie znudził, ratuje moje końcówki a jednocześnie ich nie obciąża, na pewno jeszcze po niego sięgnę.
*Ziaja kokosowe masło do ciała: całkiem fajne masełko do stosowania na co dzień, wystarczająco nawilża, dobrze się wchłania i nie jest tłuste, jednak mnie wiem czy sięgnę po niego ponownie, jak dla mnie jest bardziej kremem/balsamem niż masłem, ale chętnie wypróbuje pozostałe wersje.
*olejek Wellness&Beauty: całkiem przyjemny olejek o intensywnym, przyjemnym zapachu i naturalnym składzie, ponad to jest wydajny i odżywia nawet podrażnioną mrozem skórę.
 
Jeśli chodzi o kosmetyki, które bym chciała wypróbować w najbliższym czasie to sławna maska Serical al Latte lub inne wersje z tej serii.
akcia-masky-serical_1079_l.jpg
Jednak najpierw muszę się uporać z tym co mam dlatego zakupowy ban ciąg dalszy! Za kilka dni dojdzie kilka nowości ale to tylko jeden wyjątek. Znacie maseczki Serical?
 

hairlovelo
 
PicMonkey Collage8.jpg
Ciąg dalszy, który postanowiłam wyodrębnić ponieważ znalazły się tu same oleje. Sama trochę się zdziwiłam, że tyle ich wyszło, ale gdybym musiała, nie wiem z którego bym zrezygnowała. Od ponad miesiąca olejuje nie tylko włosy dlatego każdy z nich ma jakieś swoje zadanie w którym jest moim faworytem.
PicMonkey Collageyh.jpg
*Vatika nierafinowany olej kokosowy którym zabezpieczam końcówki. Do tego zadania nadaje się idealnie, nie skleja ich, a jego działanie wzbogacam jeszcze silikonowym serum. Taka "bomba" odżywcza bardzo odpowiada moim końcówkom, które zapominały co to przesusz i spuszenie. Trochę szkoda mi go na olejowaie całych włosów, ale myślę, że jak wykończę pozostałe oleje to się skusze, 150ml/12 zł.

*Alterra olejek do masażu migdały i papaja: moja ulubiona wersja spośród tej serii olejków, świetna mieszanka do olejowania włosów i paznokci, nabłyszcza je i wzmacnia. Po prostu mój must have, dobrze również spisuje się przy masażach lub po kąpieli zamiast balsamu,  w promocji 15 zł/100ml (Rossmann).

*Olej z pestek winogron jestem moim ulubieńcem do olejowania włosów, nie jest tłusty jak oliwa z oliwek, łatwo się go zmywa i ma przyjemny zapach, jeśli chodzi o działanie to nie obciąża włosów, wygładza je i uelastycznia, jest w 100% naturalny i na pewno nie zagraża budżetowi, nie pamiętam już ceny ale za kilka, kilkanaście złoty dostępne są półlitrowe butle.

*Wellness&Beauty olejek do ciała mango i papaja: ostatnie odkrycie, polubiłam za ładny skład (najlepszy spośród tej serii), stosuje zamiast balsamu do ciała i jest idealny, nie lepi się a jedynie pozostawia lekką warstewkę ochroną, ładnie pachnie i daje mu dużego plusa za buteleczkę, a właściwie aplikator, który jest precyzyjny i nie brudzi wszystkiego dookoła. W składzie znajdziemy olej słonecznikowy, rycynowy, ekstrakt z owoców papai, olej z mango, migdałowy oraz z pestek moreli, a dopiero później trochę chemii, 150ml/10,99zł (Rossmann).
IMAG4919.jpg
Dzisiejsze włosy po olejowaniu Alterrą (1,5 h), następnie umyłam włosy szamponem piwnym i użyłam odżywki Timotei wspomnianej w poprzednim poście.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

hairlovelo
 
PicMonkey Collage8.jpg
Są to kosmetyki, które wyróżniły się w pewien sposób na tle innych. Większość z nich jest dość wszechstronna, czyli z powodzeniem można wykorzystać je w inny sposób jeśli nie spełniłyby się w głównej roli. Dla mnie jednak dobrze odgrywały swoją rolę i  na szczęście nie musiałam zastanawiać się jak by je zużyć, a co gorsza nie zalegają mi pólek, ponieważ lubię z nich korzystać. A co jest lepszego od fajnych kosmetyków, których nie trzeba sobie żałować ponieważ kosztują niecałe 20 zł?
Pielęgnacja codzienna:
PicMonkey Collagevvvv.jpg
*Seboravit, o którym już wcześniej dość sporo napisałam, jak dotąd moja ulubiona wcierka, radzi sobie z wypadaniem i odświeża skore głowy, a jednocześnie jej nie podrażnia, 100ml/ok 8zł.

*Produkty Babydream: mam tu na myśli szampon oraz uniwersalny żel do mycia, oba produkty są dość podobne, ich największym plusem jest brak silnych detergentów w składzie co oznacza, że są delikatne dla skory i włosów. Szampon dobrze wspominam i planuje do niego powrócić jak tylko powykańczam resztę, żel zakupiłam tydzień temu i zdążyłam zużyć go do mycia każdej części ciała. Nie wysusza skóry (po umyciu nim nie musze stosować żadnego balsamu czy masła), twarz nie jest ściągnięta, a włosy się nie plączą. Idealne do codziennego lub częstszego stosowania. Szampon 4,99/250 ml; żel 9,99/500 ml (Rossmann).

*Schwarzkopf Got2be puder do włosów: nadaję objętość a także odświeża włosy, wystarczy posypać nim włosy u nasady i gotowe! Wiele razy ratował mnie z opresji kiedy miałam naprawdę mało czasu, a moje włosy buntowały się nieświeżym wyglądem. Dzięki niemu moje włosy przez cały kolejny dzień wyglądały bez zarzutów. Jedyny minus to, że lekko elektryzuje włosy ale i tak po jego zastosowaniu włosy nie wymagają czesania, 16zł/10g.

*Chantal Sessio serum z olejkiem argonowym: to aktualnie mój ulubieniec w tej kategorii, jest bardzo, bardzo wydajny, jedna, dwie pompki wystarczą by pokryć nie tylko końcówki ale i włosy na długości, dobrze je zabezpiecza, włosy wyglądają zdrowo, a końcówki się błyszczą. Dodatkowym plusem jest bardzo fajny skład oraz brak alkoholu wciśniętego gdzieś w środku jak to często bywa. Niestety rzadko go widuje na sklepowych polkach, 100g/ok 18 zł.

*Odżwyka Timotei z ekstraktem z róży Jerycha i avocado: która ujarzmia moje włosy jak żadna, są gładkie i nie plączą się oraz zabezpiecza je przed czynnikami zewnętrznymi. Stanowi idealny duet z silniejszym, bez silikonowym szamponem, 8zł/200ml.
  • awatar Ruda1990: Podpisuję się pod olejkiem z Alterry. Wielofunkcyjny kosmetyk. W naturalnej pielęgnacji niezastąpiony. Aktualnie używam go do olejowania paznokci. ;)
  • awatar hairlovelo: @Ruda1990: Tez go lubie do paznokci ale teraz uzywam mieszanki oliwy z rycyna :)
  • awatar JaramSieRapem: lubię tą odżywke timotei ;) musze wypróbować kiedyś tego pudru skoro naprawde dodaje objętości :D
Pokaż wszystkie (3) ›
 

hairlovelo
 
lallaa.png
Myślałam, że było tego więcej ale jak się okazało jednak nie.

*Wcierka z papryczką chili:
moja pierwsza wcierka własnej roboty, nie była lepsza od kupnych chociaż dobrze wpływała na przetłuszczanie się skalpu, a po aplikacji odczuwałam lekkie mrowienie, co oznaczało, że papryczka działa, jednak stosowałam ja zbyt krótko, żeby zauważyć czy wpływa na porosty włosów (3 tygodnie), do delikatnych nie należała więc odradzam wrażliwym skalpom.

*Olejek łopianowy z czerwoną papryczką:
w jej przypadku po nałożeniu na skórę głowy w ogóle nie odczuwałam mrowienia, nie zahamowała wypadania wręcz przeciwnie, moja skóra głowy nie przepada za olejami i na każde reaguje tak samo: wypadaniem i to nie małym, stosowałam go bardziej dla nawilżenia skóry głowy.

*Bioetika odżywka 10 w 1:
producent obiecywał regeneracje, nawilżenie, ochronę końcówek, ułatwione rozczesywanie, termoochrone i masę innych rzeczy, jednak alkohol denat na drugiem miejscu jest dla mnie nie do pojęcia i niestety wylądowała w koszu (była nieudanym prezentem), nie nadawała się ani na długość włosów przez alkohol, a ni na skórze głowy przez silikony, zapach intensywny, chemiczny mi nie przypadł do gustu aczkolwiek przyznaje, że długo utrzymywał się na włosach, dno.

*Kallos Late, maska z proteinami mleka:
wspomniane proteiny mleka znajdowały się po zapachu a maskę stosowałam raczej jako odżywkę, ale swoje zadanie spełniała dobrze przy czym zapach bardzo mi przypadł do gustu, ułatwiała rozczesywanie i wygładzała włosy.

*Jedwab Green Pharmacy:
który w składzie nie ma jedwabiu, mimo to dobrze sobie radził z ochroną końcówek, był bardzo wydajny i przyjemny w użyciu, dobry tani kosmetyk, jednak odkryłam coś lepszego, nie sklejał włosów nawet jeśli zdarzyło się go zaaplikować więcej, a końcówki były zabezpieczone.

Wszystkie te produktów mają już swoją recenzje (oprócz Bioetiki, która raz użyłam więc nie było o czym pisać). Znacie te kosmetyki? Stosujecie? Lubicie?

+ małe zakupy

IMAG4691.jpg
  • awatar Kashmirkaa: Mam w planach zakup tej maski jak skończę tą którą mam teraz.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

msblaack
 
*Haul Zakupowy*

Dzisiejszy post postanowiłam poświęcić rzeczą, a w większości kosmetykom zakupionym w tym miesiącu. Nie obejdzie się zatem bez maseczek, olejków jak również i ciuszków. Jeśli jesteście Ciekawe to zapraszam do dzisiejszej lektury! ;)

*Maska Henna Treatment Wax*

Odżywczy wosk do intensywnej kuracji włosów oraz skóry głowy. W rezultacie głęboko wnikających składników zyskujemy połysk oraz sprężystość pasm.
WP_000731.jpg


*Skład:*

*Aqua
*Cetearyl Alcohol
*Sodium Lauryl Sulfate
*Methyl Paraben
*Lawsonia Inemis
*Perfum
*Propyl Paraben
*Citric Acid
*Methylchloroisothaizolinone and Methylisothiazolinine
*Magnesium Chloride
*Magnessium Nitrate

Mimo , iż odżywka ta wcale nie ma idealnego składu i zawiera SLS oraz alkohol, postanowiłam ją zakupić. Czytałam wiele recenzji na jej temat i mimo wszystko większość była pozytywna. Za 480 ml zapłaciłam 9,99 więc nie jest to duża kwota, jeśli maska się nie sprawdzi zawsze można użyć jej do Mycia włosów metodą OMO. Sam jej zapach jest bardzo delikatny, mi osobiści bardzo pasuje. Zastrzeżenia mam jednak do konsystencji mogłaby być ona jednak bardziej zbita. Jak na razie jestem po pierwszym użyciu, moje włosy po niej były miękkie i zdecydowanie lepiej się rozczesywały.

*Kallos Maska Crema Al Latte*

Maseczka z proteinami mleka, nadaje się do każdego rodzaju włosów, pozostawia je delikatne praz odżywione, ułatwia rozczesywanie. Przydatna przy regeneracji włosów po rozjaśnianiu oraz innych chemicznych
WP_000736.jpg



*Skład:*

*Aqua
*Cetearyl Alcohol
*Methosulfate, Parfum
*Phenoxyethanol
*Methyldibromo Glutaronitrile *Hydroxypropyltrimonium Hydrolized Casein
*Citric Acid
*Hydrolized Milk Protein *Methylchloroisothiazolinone
*Sodium Cocoyl Glutamate
*Methylisothiazolinone

Maskę te stosuje już od ponad 2 tygodni, jest to czas po , którym można już dostrzec jakiekolwiek efekty o ile takowe mają być. Mnie oczarował zapach mleczno-waniliowy, który utrzymuje się na moich włosach przez kilka godzin. Maseczka dodała blasku moim włosom i ułatwiła rozczesywanie ich.Występuję z tego co zauważyłam w dwóch wielkościach (1 litr - ok. 12 zł oraz 275 ml - za 4,95, maski dostępne w drogeriach Hebe), ja posiadam je obydwie. Jednakże jeśli chodzi o mniejszą jej zapach nieznacznie się różni , dla mnie jest on bardziej migdałowy niż mleczny.

*Olej kokosowy Dabur Vatika*

Jest to olej przeznaczony do włosów, zawierający  wzmacniającą hennę, odżywczą amlę, oczyszczającą
cytrynę. Olej ten ma na celu poprawę ożywienie i nawilżenie włosów.
WP_000739.jpg


WP_000750.jpg


WP_000741.jpg



*Skład:*

*Coconut oil
*neem
*brahmi
*fruit extracts of Amla
*bahera and Harar
*kapur kachri
*henna
*milk
*rosemary oli
*lemon oil (Citrus limonum oil
*TBHQ
*fragrance

Na temat tego olejku nie jest w stanie Wam aktualnie dużo powiedzieć, ponieważ nie dawno go zakupiłam. Postaram się jednak co nie co Wam przybliżyć. Olejek ten ma konsystencję stałą (po tej właściwości możecie rozpoznać czy posiadacie oryginalny olejek), przed użyciem należy wstawić go do naczynia z gorącą wodą i odczekać chwilę. Olejek ma specyficzny zapach, taki chemicznie kokosowy jednak jak dla mnie jest on dość przyjemny. Jeśli chodzi o cenę zapłaciłam za niego około 16 zł /150 ml , na promocji wraz z olejkiem Sesa.

*Olejek Sesa*

Olejek ten ma nam pomóc przy zwalczaniu łupieżu czy wypadaniu włosów, stymuluje on cebulki włosów oraz przyspiesza ich szybszy porost. Likwiduje również bardzo uciążliwe swędzenie głowy.
WP_000752.jpg


WP_000754.jpg

*Skład:*

*Bhrungraj
*Trifala
*Brahmi
*Chameli Pan
*Chanothi
*Dhaturo
*Elaychi
*Gali pan
*Indravama
*Jatamansi
*Karanj Beej
*Neem Beej
*Mahendi Pan
*Mandur
*Rasvanthi
*Akkal kara
*Vaj
*Yashti Madhu
*Milk (Dugdha)
*Wheat Germ Oil
*Lemon Oil
*Nilibhrungandi Oil
*Til Oil
*Sugandhit Dravya
*Coconut Oil

Na temat Sesy tak samo jak na temat olejku kokosowego nie wiele Wam mogę powiedzieć, ponieważ olejki te zakupiłam nie dawno, razem. Zapach Sesy jest dość ziołowy, a konsystencja stała, chociaż u mnie w łazience przez ogrzewanie ma on konsystencję półleistą. Koszt takiego olejku to 16 zł za 90 ml na promocji.

*Obydwa olejki mają bardzo praktyczne i wygodne opakowanie, które podczas ich użytkowania nie wysunie nam się  z ręki. Jeśli chodzi o ich recenzję, na pewno się taka znajdzie. Jednak wpierw zostaną one przetestowane, aby móc cokolwiek powiedzieć o ich działaniu.*

Jeśli zależy Wam aby wyjaśnić poszczególne składniki danego produktu to dajcie mi znać a postaram się spełnić Wasze oczekiwania. ;)

*I na Koniec...*

*Sweterek New Yorker*

Sweterek miły w dotyku, w pięknym ciemno turkusowym kolorze, chociaż na zdjęciu nie dało się uchwycić tego intensywnego koloru i wygląda on na granat,  z dłuższym tyłem, kosztował całe 19,99. jak ja kocham wyprzedaże! ;)




WP_000766.jpg
  • awatar artisttt: Ja też używam tej z WAX'a i jestem zadowolona :) Nawet zauważyłam szybszy porost włosów^^
  • awatar msblaack: Właśnie dlatego ją kupiłam, zobaczymy jak się sprawdzi u mnie;) Polecasz Może Jakieś inne maseczki?;)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Kategorie blogów