Wpisy oznaczone tagiem "moje" (1000)  

deergirl
 
LonelyDeer: Byłam u psychiatry. Tym razem pani doktor nie wmawiała mi anoreksji jak ostatnio. Tylko zapytała się czy coś jem. Nie moja wina, że ostatnio nie mam apetytu i wmuszam w siebie jedzenie. Niestety moje starania idą na marne, bo znowu schudłam, boję się stanąć na wagę, bo jak pokaże 40 kilo to chyba będą musieli mnie hospitalizować... na szczęście wszystkie wyniki badań krwi mam wręcz wzorcowe, więc pani doktor nie zleciła żadnych badań pod kątem mojej utraty wagi. Skupiła się na mojej wzmożonej ostatnio agresji. I dobrze. Ja naprawdę nie mam anoreksji ani bulimii, ani żadnych innych zaburzeń odżywiania. Ja po protu chudnę...
408da2c02089ea4ecad1ef878d119f80.jpg
 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

deergirl
 
LonelyDeer: Właśnie wróciłam z warsztatów. Tak tęskniłam za ludźmi, aż chciałam ich wszystkich wyściskać, gdy ich zobaczyłam. Dzisiaj wyjątkowo nie mieliśmy zajęć w sali teatralnej i przenieśliśmy się do małej knajpki przy Kanie o nazwie "Piwnica Kany". Wiadomo, jest to niewielki bar, miejsce spotkań bohemy artystycznej, więc nie ma tam za dużo miejsca na ćwiczenia teatralne, nie mówiąc już o rozgrzewce i rozciąganiu. Postanowiliśmy obejrzeć film na projektorze. Długo zastanawialiśmy się, co obejrzeć i padło na "Split". Ja już oglądałam ten film, ale bardzo go lubię, więc nie przeszkadzało mi, że obejrzę go drugi raz. Najfajniej było usiąść wszyscy razem i robić coś wspólnie. Oni pewnie tego tak nie odbierali, bo mają do czynienia ze znajomymi i przyjaciółmi na co dzień... ale dla mnie było to coś więcej. Tak trywialna i nic nie znacząca z pozoru rzecz jak głupie oglądanie filmu znaczy dla mnie tak dużo, że ochotę mam płakać ze szczęścia, że spędziłam czas z ludźmi. Wcześniej pośmialiśmy się, pogadaliśmy - potrafię zachowywać się jak normalna dziewczyna, jakbym miała normalne życie. Akurat dziś miałam trochę lepszy nastrój niż zwykle, więc tym bardziej byłam radosna i byłam wręcz gadułą! Ale to nie koniec dobrych wiadomości. Koleżanka zaproponowała wspólne wyjście na jarmark świąteczny! Razem! Już poza zajęciami etc. Brzmi jak miłe wyjście znajomych na miasto. Po filmie kolega zaproponował, byśmy poszli na kontynuację "Splita" do kina w styczniu. Kolejne wyjście ze znajomymi! Nawet jakbym miała 40 stopni gorączki to bym poszła, to idealna okazja by się socjalizować.
Jak tak sobie teraz myślę, jak się ekscytuję niby takimi nieznaczącymi rzeczami jak wyjście na zewnątrz, to czuję się trochę żałośnie... ale mam to gdzieś. Mało kto wie jak to jest nie wychodzić w ogóle na zewnątrz, z nikim nie rozmawiać przez cały tydzień oprócz mamy. Ta samotność boli. Boli mnie codziennie, jakby wypalała mi skórę. Wcześniej faktycznie myślałam, że nikogo do szczęścia nie potrzebuję, że nie lubię ludzi i mogę się obchodzić bez nich. Ale to gówno prawda. Brak kontaktu z innymi w pewnym momencie cię dopada i przytłacza swoim ciężarem. Wiem, że jest to bardzo podświadome i wręcz zaprogramowane w naszych umysłach - rozmawiać z ludźmi, spędzać z nimi czas, być częścią społeczności.
Niektórzy mówią, że nienawidzą ludzi, nie chce im się nigdzie wychodzić, nie potrzebują tego. Ale to co innego, gdy masz kontakt z ludźmi na co dzień - praca, szkoła, studia. A jak faktycznie jesteś sam, dociera do ciebie pustka, jaką się otaczasz. To wszystko jest w nas zaprogramowane, mimo wszystko, jesteśmy zwierzętami stadnymi. Trudno tak po prostu non stop być samym. Na dłuższą metę to męczące i bolesne.
Tak zbiorczo, to też nie lubię ludzi. Nienawidzę ich. W tramwajach, kolejkach, w centrach handlowych, na ulicy. Wszyscy mnie denerwują. Nawet do ludzi z zajęć teatralnych nie pałam szczególną sympatią. Też mnie drażnią. Ale jak mogę z nimi rozmawiać o pierdołach, nic nie znaczących rzeczach np. jak nam minął dzień, to wręcz muszę z nimi przebywać jak najdłużej. Tak bardzo brakuje mi kontaktu.
Chcę kiedyś dojść do momentu, że takie epizody nie będą tylko okazjami czy przypadkami - tylko będą moją codziennością. Chcę wychodzić z ludźmi częściej niż raz na... pół roku? Rok? Boże, kiedy ja ostatnio z kimś wyszłam? Kiedy byłam na jakiejś imprezie? Nawet nie pamiętam. Może w sierpniu? W czerwcu? Jest to niesamowicie smutne. Sama zgotowałam sobie ten los... ale chcę też sama go zmienić.  

c58135132ce3c2cbf35dc16b9a675dbf.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Przede mną kolejny nudny dzień. Chyba się przeziębiłam, bo czuję się okropnie, jestem osłabiona. Do tego od kilku dni bolą mnie uszy - pewnie mnie przewiało. Tak się kończy chodzenie bez czapki.
Dzisiaj idę na zajęcia teatralne, czekam na nie już od kilku dni. Chcę trochę pobyć wśród ludzi, pogadać z kimś o czymkolwiek. Chciałam spróbować znowu kogoś zaprosić na wyjście gdzieś, ale chyba zrezygnuję z tego pomysłu. Niedługo święta, nikt nie ma czasu i jest zimno. Chyba odważę się ponowić próbę dopiero na wiosnę. No cóż... będę czekać. Nie będę się forsować na zajęciach, bo chyba zemdleję, ale nie mogę nie pójść - zbyt długo na to czekałam. Teoretycznie miałam okazję spotkać się z kimś już w piątek, ale... warunki,delikatnie mówiąc, były by niesprzyjające. Zorganizowano marsz po sali, który miał trwać trzy godziny. Po prostu ludzie chodzą w kółko, nic nie mówią, tylko skupiają się na chodzeniu. To jeszcze nie byłoby takie złe, ale godzina 4 rano to trochę przegięcie pały. Chodzili non stop od 4 do 7 rano. Na szczęście miałam wymówkę: biorę leki na sen, a takie wybicie mnie z rytmu mojej doby miałoby fatalny skutek. W sumie to prawda, ale na upartego dałabym radę, ale po co?
Złożyłam zamówienie na mangi, kupiłam ich całkiem sporo, bo nieźle się wkręciłam w "Wilczycę i czarnego księcia". Miałam 7 tomów, więc do tyłu jestem 5 tomów - zamówiłam wszystkie + jakieś kilka mang dla zabicia czasu. Załapałam się na darmową wysyłkę, a za mangi zapłaciłam bardzo mało (12-14 złotych za tom? Bierzcie moje pieniądze). Oczywiście ogarnięta ja, musiała zapomnieć wpisać nr zamówienia w tytule przelewu. Zadzwoniłam na infolinię, uspokoili mnie, że nic się złego nie stało, paczka dojdzie. To czekam. Oby przyszła jak najszybciej, bo jestem ciekawa, co będzie dalej z moimi kochanymi bohaterami! Takie wkręcanie się w książki, mangi i filmy, pozwala mi się choć trochę oderwać od codzienności. Czyli to chyba dobrze. Teraz czytam książkę "Orange is the New Black" - sporo się różni od serialowej wersji.
b4f99f52fd13880d99066067a1633c53.jpg
 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

deergirl
 
LonelyDeer: Wyszłam dziś z domu.
Nie było źle, poszłam do galerii handlowej z braku czegokolwiek do roboty. Akurat w empiku pojawiła się moja manga, zwykle kupuje dla mnie je moja mama, ale teraz stwierdziłam, że chętnie zażyję świeżego powietrza. Dzisiaj sobota, do tego przed niedzielą bez handlu, do tego w środku okołoświątecznego cyrku. Było strasznie dużo ludzi. Specjalnie użyłam tu słowa "strasznie", bo w pewnym momencie byłam przerażona liczbą ludności w jednym miejscu. Chciałam pochodzić sobie po sklepach, pooglądać ciuchy - tak jak robią to zwykle dziewczyny. Niestety trochę przeceniłam swoje możliwości, bo po wejściu do galerii zrobiłam się cała ociężała, zmęczona i zaczęłam odczuwać niepokój. Starałam się to hamować i nawet mi trochę wychodziło, ale po godzinie było to ponad moje siły. Kolejną godzinę siedziałam na kanapie w strefie gastronomicznej i siorbałam sok wyciskany. Straciłam całą moją energię. Chyba pół godziny zastanawiałam się co chcę zjeść, bo w końcu coś zjeść wypadało, było dość późno, a mój żołądek od rana był pusty. Od kilku dni muszę w siebie wmuszać jedzenie, bo nie mam kompletnie apetytu, ale staram się jednak jeść jak najwięcej - jeszcze wygłodzenia mi brakuje do szczęścia. Gdy odzyskałam trochę siły, opuściłam centrum handlowe. Już za dużo socjalizowania się jak na jeden dzień. Jestem nawet zadowolona. Byłam w empiku, kupiłam mangę, wielki blok papierów do scrapbookingu (drogi w chuj, ale było warto) i była w promocji bajka "Coco" na DVD... nie mogłam się oprzeć. Chciałam kupić sobie jeszcze bluzkę z długim rękawem, ale zupełnie nie miałam na to siły. Może następnym razem. Czyli dzień całkiem udany. Teraz sobie czytam i odpoczywam, bo był to dla mnie spory wysiłek psychiczny.
91135cb9d766420ca482d6fe2882b682.jpg
 

deergirl
 
  • awatar Sylwia Lisiewicz15: I stanąć obok by móc spojrzeć na wszystko z bezpiecznej odległości. A może wyjść na zewnątrz, stanąć przed lustrem i przestać udawać,że śmierć to nie wyrok tylko lepsze jutro bo budzisz się po drugiej stronie i życie jest inne niż kiedykolwiek.
  • awatar LonelyDeer: @Sylwia Lisiewicz15: Czy ty mi właśnie piszesz, że powinnam się zabić, bo czeka tam mnie lepsze jutro?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

deergirl
 
Od kiedy doktor przepisała mi dość mocny lek na sen, udawało mi się bez przeszkód przesypiać całe noce bez żadnych problemów. Niestety moje ciało (mój mózg?) bardzo szybko przyswaja tabletki i się do nich przyzwyczaja - niwelując działania. Od jakiś kilku dni wybudzam się w nocy i długo nie mogę zasnąć. Nawet jak śpię to nie odpoczywam, bo niestety powróciły złe sny... Nie miałam ich już od dłuższego czasu i czułam się świetnie po przebudzeniu. Wypoczęta, wyspana, zadowolona. Myślałam, że mam to już za sobą. Budzę się kilka lub kilkanaście razy w ciągu jednej nocy głównie przez koszmary, jakie mnie nawiedzają. Budzę się roztrzęsiona i zlana potem. Ledwie uda mi się znów zasnąć, a już pojawia się kolejny sen. Rano nie mogę sobie przypomnieć o czym były, pamiętam jakieś bezwartościowe skrawki. Doprowadza mnie to do szału. Moja głowa serio nie chce mi już dawać spokoju nawet w nocy - jestem podświadomą masochistką. Ile bym dała, aby znów móc normalnie zasnąć... bez koszmarów. Niedługo będę brała leki dla koni, a ponoć to co biorę teraz jest w stanie uśpić dorosłego mężczyznę na całą dobę...
204fba8a7caf0b3ab08b8e023358bdd6.jpg
 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

deergirl
 
Dzisiaj nie zrobiłam absolutnie nic. Czasami zdarzają mi się takie dni, w które nie robię nic produktywnego. Wstałam o 14, bo w nocy źle mi się spało. Budziłam się często zlana potem i długo nie mogłam zasnąć. Chyba zbyt późno wzięłam tabletkę na sen. Po przebudzeniu włączyłam komputer i zaczęłam przeglądać obrazki, jak to ja, gdy nie wiem co ze sobą zrobić. Tak minął mi cały dzień. Chwilę poczytałam drugi tom Serii Niefortunnych Zdarzeń, ale jakoś nie mogłam się skupić, znowu więc włączyłam komputer. Z jednej strony nie lubię takich dni, bo są kompletnie stracone i odczuwam poczucie winy, bo niczego nie zrobiłam, ale z drugiej strony jest to dla mnie kompletny rest. Znowu nie czuję smutku i żalu. Nie czuję nic. Jest stabilnie, znowu wszystko jest mi obojętne. Moja mama chyba woli jednak, gdy płaczę, bo wtedy okazuję jakiekolwiek emocje. Teraz wróciłam znowu do mojej stałej miny i beznamiętnego tonu. Może jutro będzie lepiej, bo dostanę prezent na mikołajki od rodziców i chłopaka. Babcia i wujek przelali mi parę groszy na konto - mam zamiar je wydać na pierdoły, bo taką mam ochotę. Kolejny mój problem polega na tym, że próbuję wypełnić pustkę egzystencjalną rzeczami. Gdy coś sobie kupię jest mi trochę lepiej, albo gdy dostanę jakąś rzecz, to nawet potrafię się chwilę cieszyć. To się nazywa zakupoholizm i konsumpcjonizm w czystej postaci. Kolejne choroby XXI wieku, które niszczą mi życie. Kupowanie to półśrodek na moje złe samopoczucie lub jego kompletny brak. W sumie to niedobrze, ale przynajmniej jestem tego świadoma. To już coś. Pierwszym krokiem do uzdrowienia jest uświadomienie sobie choroby. Chyba. Tak czy siak wracam do przeglądania obrazków.
e87dd03c5544fd7773ead506f5b2a647.jpg
 

deergirl
 
Jest ze mną gorzej niż myślałam... właśnie wróciłam z warsztatów teatralnych. Wczoraj radziłam sobie całkiem nieźle, za to dziś popełniłam duży błąd - nie zostawiłam emocji za drzwiami. Nadal boli mnie brak ludzi wokół i dzisiaj odczułam to jeszcze bardziej. Na początku nie mogłam się skupić. Popełniałam błędy typu: podniosłam prawą rękę zamiast lewej. Niby głupie, ale istotne. Instruktor ciągle musiał mnie poprawiać, przestawiał mi rękę etc. Tu jeszcze nie było źle.
Przeszliśmy do zadań, w których ważne są emocje, a raczej wczucie się w sytuację. No cóż... ja się wczułam aż za bardzo. Mieliśmy chodzić po sali i wykonywać różne zadania np. mieliśmy patrzeć w oczy każdej osobie, jaką miniemy, dotknąć się rękami, przytrzymać się. Bardzo kontaktowe, intymne ćwiczenia. Ogólnie ciężko było mi znaleźć dla siebie parę. Byłam wycofana i ludzie chyba to wyczuli, bo czasami specjalnie mnie omijali - rozsyłałam złą energię. Instruktor zauważył to i pokazywał nowe zadania na mnie, nie wiem jaki miał w tym cel. Ośmielić mnie jakoś? Pokazać, bym się nie bała? Nie wiem. Nie gadam po ukraińsku. Każde zadanie przedstawiało spotkanie dwóch osób, nawiązanie więzi, a następnie pożegnanie. Ludzie grali, że po kilkusekundowym uścisku nie chcą cię puścić - ja naprawdę nie chciałam puścić. Każde rozstanie, nawet udawane, traktowałam jak prawdziwe po kilku sekundach nadziei, że znalazłam przyjaciółkę, przyjaciela. To działo się wbrew mojej woli, moje ciało i umysł tak po prostu reagował. Tak desperacko chcę mieć kogoś przy sobie. Czułam się żałośnie. Parę razy zdarzyło mi się uronić kilka łez, ale starałam się, by nikt tego nie zobaczył. Boję się, że i tak zauważyli mój stan. Do tego wszystkiego doszły trzęsawki nóg i prawej ręki. Już nawet nie próbowałam tego tłumić, bo wiem, że nie ma to sensu. Trzeba to zaakceptować i poczekać, niech samo minie.
Przez całe warsztaty ze Stefanem (tak na imię miał instruktor z Ukrainy) był z nami instruktor Piotr. Głównie z nim mamy zajęcia tak normalnie. Obserwował nas, robił sobie notatki. Nie włączał się. Dzisiaj mnie zaskoczył. Poprosił, bym została chwilę po warsztatach, chce mi coś powiedzieć. Chwilę zaczekałam. Powiedział, że dzisiaj doprowadziłam go do płaczu. Widział jak ze sobą walczę, widział moje emocje i moje rozterki. Powiedział, że mu to zaimponowało i jest ze mnie dumny, że dałam mu dziś piękny prezent, bo pierwszy raz płakał na warsztatach. Tak wzruszyła go moja walka. Bo faktycznie ani na chwilę nie przestałam ćwiczyć, nie poddawałam się, uparcie wykonywałam zadania, nawet z bólem. Potraktuję to jako komplement, że wywołałam w nim takie emocje, przeżył przecież niejedne warsztaty, więc do takiej reakcji doprowadzić musi coś bardzo silnego. Podczas naszej rozmowy płakałam, było to dla mnie za dużo emocji. Powiedział, że nie jest to wstyd, że jest to normalne. Akurat z płaczem się dawno oswoiłam i pozwalam łzom lecieć, kiedy mają na to ochotę. Gdy je tłumiłam, od razu pojawiał się atak paniki. To właśnie jest mój sposób na nie. Nie boję się płakać przy innych, pokazuję całe moje wnętrze i ból. Już nie boję się ich pokazywać. Trzeba w końcu zrozumieć, że jesteśmy tylko ludźmi, a nasze emocje to część naszej natury. Nie będę ich ukrywać, gdy już nie chcą być tłumione - pozwalam im wyjść. Bo kiedyś muszą to robić. Dlatego po powrocie do domu nadal płaczę i nie mogę przestać. Za długo trzymałam je w sobie, a nawet nie byłam tego świadoma - serio myślałam, że wszystko jest ze mną dobrze. To niezwykle złudne w mojej chorobie. Będę płakać jeszcze przed snem. I jutro rano. Dopóki wszystko jest w środku.
efb285c6c6e7149b622d531136c49142.jpg
 

deergirl
 
Smutek nie opuścił mnie od wczoraj, nawet pocieszenia mojego chłopaka nie działają. On nie jest w stanie mi pomóc. Chciałabym jakoś zdobyć znajomych, ale nie mam pomysłu. Moja mama chciała mnie przedstawić swoim znajomym... jak nisko trzeba upaść, to już żałosne. Mój honor nie pozwolił mi na to, bo bez przesady... mieć wspólnych znajomych z mamusią, bo nie ma się własnych.
Zadzwonili do mnie w sprawie pracy, niesamowicie się ucieszyłam, do czasu kiedy usłyszałam gdzie mi tę pracę proponują... na drugim końcu miasta. Musiałabym tam jeździć dwie godziny w jedną stronę. No, thanks. Zawsze gdy dostaję jakieś światełko, po chwili musi gasnąć i dawać mi plaskacza w twarz. Już nawet mnie to nie zaskakuje. P prostu jest mi smutno.
Za kilka dni mam wizytę u psychiatry. Co mam jej powiedzieć? Moja sytuacja się nie zmienia, leki na sen działają, to fakt, ale nic poza tym. Wszystko po staremu. Czyli chujnia.
ba5edbbbf4306828f5af19c13d41567e.jpg
  • awatar Lalka Zombie: Najlepiej powiedziec prawdę. Jest opcja żebyś przystapiła do grupy np. teatralnej lub capoeiry czy tez plastycznej? Tam możesz poznać mnóstwo ludzi
Pokaż wszystkie (1) ›
 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

 

Kategorie blogów