Wpisy oznaczone tagiem "moje życie z demonami." (13)  

xsaxsa
 
-Pozostawiono nas. Zabrano wszystkie klucze i pozamykano główne wyjścia oraz zabarykadowano okna. Pracowaliśmy jak gdyby nigdy nic...myśleliśmy że to tylko wymiana okien lub ogrzewanie...Zwierzęta nam uciekły, wszystko zniknęło pod wodą. Nikt z nas nie sądził że tak skończymy.
-Kto dokładnie was zostawił?
-Zastępca głównego szefa. Nie podobało nam się to...chcemy odejść...
-Dlaczego mówisz ,,my”?
-Wszyscy są ze mną, wszyscy są we mnie. Dali mi siłę bym pomścił ich lecz...ten który nas zabił powiesił się przez wyrzuty sumienia.
-Zatem uwolnię was wszystkich.-powiedział Mephisto.-Może jednak zaboleć.
-Dziękujemy. Jesteśmy wdzięczni.
  Demon przebił brzuch Mikiego palcami prawej ręki a z jego ciała poleciała żółta, grudkowata krew. Puściłam bezwładne ciało stwora i spojrzałam na demona wycierającego palce od żółtej cieczy. Spojrzał na mnie i ze spokojem pomógł mi wstać. To wszystko było obrzydliwe. Chciałam stąd wyjść. Słysząc jak cała budowla zaczyna się walić, Mephisto przeteleportował nas do głównej sali. Wszyscy spojrzeli na nas a ja zaczęłam kaszleć czując jeszcze unoszący się kurz. Spojrzałam na wszystkich zebranych od razu puszczając rękę szefa i od razu mój wzrok poleciał w stronę Iana, Daniela i Sama, którzy od razu z radością pociągnęli mnie za sobą. Nie wiedziałam gdzie mnie zabierają, ale nie miałam zamiaru się zatrzymywać. Niemal biegłam za nimi aż w końcu przeszliśmy przez drzwi, potem znaleźliśmy się na ogromnej polanie pełnej słońca. Znajdowało się na niej kilka drzew, krzewy, małe jeziorko i mnóstwo zielonej, świeżej trawy. Lubiłam naturę, więc wszystko mi się akurat podobało. W końcu zatrzymaliśmy się przy ogromnym, rozłożystym drzewie a chłopacy od razu spojrzeli na mnie szyderczo oraz złowrogo. Odsunęłam się od nich nie mogąc rozgryźć o co im chodzi, aż w końcu Ian, jak mój przewodnik lub raczej osobisty mistrz, lub cokolwiek innego, powiedział:
-Jeszcze mieliśmy cię dzisiaj szkolić, pokazać z czym możesz walczyć, nauczyć tego co potrzebujesz w walce i by przeżyć z szefem.-zaśmiał się po chwili.
-Przecież on jest bardzo miłą osobą...-zaczęłam.-Dlaczego mówisz że ,,potrzebne do przeżycia z szefem”?
-Pierwsze o co zapytała to o szefa.-szturchnął Daniela łokciem.-To coś znaczy.-zaśmiali się. Dowiesz się że nie jest taki jak się na razie wydaje. Jak na razie jest z nim dobrze. Może być źle albo po prostu gorzej.
-Nie przesadzacie...? Nie jest tak źle...
-Zobaczymy co powiesz potem. Dobra, zacznijmy nasze szkolenie. Zacznijmy od Sama. Nauczy cię dobrze i poprawnie kontrolować twój żywioł.
-No więc. Najważniejsza rzecz to koncentracja. Bez tego nie zrobisz zupełnie nic. Tak samo jeśli nie skupisz się na mocy demona to też nie zrobisz nic.-zaczął od razu Sam.-Korzystając z mocy demona możesz nawet sama wchodzić w kontrolę innych żywiołów. Jako demon możesz przywoływać, tworzyć, zmieniać i kontrolować różne przedmioty. Tak samo możesz podnieść na przykład wodę i kształtować ją jak chcesz nie posiadając mocy wody ani powietrza.
-Rozumiem, rozumiem. Wszystko jak na razie jest jasne.
-Teraz ustawię ci kilka świeczek. Musisz zapalić wszystkie.
-Mogą być naraz?-spytałam.
-Owszem, ale wątpię by ci się to udało tak od razu.
  Spojrzałam na świeczki pojawiające się kilka metrów dalej i wyobraziłam je sobie płonące jasnym niebieskim płomieniem. Nie wiedziałam czemu, ale lubiłam jak coś paliło się na niebiesko. Wyciągnęłam rękę i pstryknęłam palcami powodując że wszystkie świeczki po kolei zapalają się. Obok siebie usłyszałam tylko komentarz ,,Jakim kurwa cudem?” Po czym od razu odwróciłam się w bok patrząc na Sama i uśmiechnęłam się.
-Albo miałaś fart albo bardzo dobrą koncentrację. Nie ważne, byleby działało więcej razy. Teraz spróbuj zaatakować mnie swoją mocą. Postaram się odbijać i unikać twoich ataków. Jeżeli ci się nie uda, no cóż.
  Sam ustawił się w odległości takiej samej jak wcześniejsze świeczki i dał znak gotowości. Moje całe ciało otoczył ogień, który zmienił się w ogromne ogony celujące w Sama. Skupiłam uwagę tylko na odnajdowaniu jego pozycji i celowaniu. Po chwili zupełnie przypadkiem trafiłam nauczyciela w rękę. Widząc jak zwija się z bólu na trawie, podbiegłam do niego przepraszając. Nie wiedziałam jak tak właściwie ja to zrobiłam. Nie miałam bladego pojęcia co się stało przed moimi oczami. Na dodatek nie sądziłam że da się uderzyć, nawet przez przypadek. Albo dzisiejszy dzień był moim szczęśliwym dniem, albo po prostu mam tak dobre skupienie że nic więcej mi nie potrzeba. Spojrzałam na jego rękę i zauważyłam że jakimś cudem mój ogień dotarł aż do kości, przez co od razu zaczęło robić mi się słabo jak i przykro.
-Przepraszam, przepraszam, przepraszam...-zaczęłam.
-Ałć, nic się nie stało, to się zagoi. Po prostu nie uważałem na to co robię, to moja wina. Zaraz powinno przejść.
-Chyba dziewczyna cię poskładała.-zaśmiał się Daniel.
-Czep się. Dobrze jej idzie, a raczej bardzo dobrze...i na dodatek lepiej niż my, gdy tu trafiliśmy, masz teraz twoja kolej. Ja muszę się ogarnąć.
-Dobra, ale po pierwsze, szef nas obserwuje.-odpowiedział po cichu chłopak.
-Oke, oke, dobra...koniec na razie...Na pewno nic ci nie jest?
-Nie przejmuj się mną. Wszystko jest dobrze. Opryskam to zimną wodą i będzie mi jeszcze lepiej.-zaśmiał się Sam podnosząc się.
-No dobrze...-odpowiedziałam wstając.
-No więc.-zaczął Daniel.-Tak więc ja jestem dystansowcem. Działam z zaskoczenia i po cichu. Z mocy wytwórz sobie łuk, kusze, strzelbę, co chcesz i celuj we mnie. Postaram się uciec od twoich ataków.
-Tak jest...Sam?-spytałam się śmiejąc.
-Jestem od niego szybszy więc powinienem dać radę uciec.-zaśmiał się ustawiając się w odpowiednim miejscu.
  Stanęłam spokojnie w miejscu wyobrażając sobie duży, ognisty pistolet. Miałam prawą rękę wysuniętą do przodu, ustawioną jakbym faktycznie trzymała broń. Daniel przeklął widząc rozmiar tej broni i od razu zaczął uciekać. By nie zrobić kolejnej osobę krzywdy celowałam kilka kroków za nim. Po kilku minutach przestałam do niego strzelać i zauważyłam jak Mephisto podchodzi do naszej grupki. Przez cały czas zastanawiało mnie dlaczego akurat oni mają mnie szkolić a nie on sam. I jakoś...ostatnio zaczęłam bać się rozmowy z szefem. Wydawał się nerwowy, zapracowany i ciągle zdenerwowany. Spojrzałam na niego teraz i zauważyłam że ma na prawdę duże ,,wory`` pod oczami. Chciałam mu jakoś pomoc...ale zupełnie nie wiedziałam jak. Demon usiadł pod drzewem po turecku i patrzał na nas tak samo jak my patrzeliśmy na niego. Ian w końcu postanowił przerwać ową ciszę i w końcu spytał się:
-Czy coś się stało? Nie wyglądasz najlepiej szefie...
  • awatar Aleksandra_Foto&Art: super zapraszam do mnie
  • awatar kiriririririri: Nooo umie przywoływać moc ale nie umie jej kontrolować. Może powinni przystopować i zająć się mniej atakiem a więcej samą mocą? Ale ciekawie jest, nie powiem ☺
  • awatar TwoBlackRose: @to insanity: awwww kochać, dziękować :*
Pokaż wszystkie (7) ›
 

xsaxsa
 
Od razu powiem, jest to zrobione na podstawie pewnej Creepypasty, którą świetnie mi się słuchało jak byłam młodsza. Wpadła mi w ucho i tak jakoś wpadałam na napisanie czegoś co w miarę do tego nawiązuje. Nie wdawałam się w szczegóły bo mi się nie chciało xd Ale mam nadzieję ze część się spodoba :)

********


  Dziewczynka przeszła przeze mnie i po prostu zniknęła pozostawiając po sobie zdziwienie i głuchą ciszę. Rozejrzałam się po pokoju i powoli podeszłam do łóżka patrząc na nie. Zauważyłam coś zaklinowane między sprężynami miękkiego materaca. Włożyłam tam rękę i wyciągnęłam średniej wielkości ostrze, na które zadziałał czas. Był delikatnie zardzewiały. Obróciłam go w dłoni i przypięłam do paska po czym upadłam na ziemie nieprzytomna słysząc znowu pozytywkę oraz glos małej dziewczynki.
~~La, la, lala, la, la.~~
Walcz, nie możesz nigdy przegrać.
~~La, la, lala, la, la.~~
  Obudziłam się spocona jak nie wiem i poczułam coś zimnego przy boku. Spojrzałam na pościel i zauważyłam złotą klingę ozdobioną kwiatami i natychmiastowo podniosłam miecz. Spoglądając na zegarek zauważyłam że dochodzi już 10. Natychmiastowo podniosłam się. Wbiegłam do łazienki szybko myjąc się, po czym od razu ubrałam się w czarne leginsy, białą bluzkę na ramiączkach, czarne rękawiczki bez palców i znowu glany. Dodatkowo założyłam skórzaną kurtkę i wybiegłam z pokoju robiąc sobie kitkę i zabierając nowy mieczyk. Schowałam go do buta i weszłam do pokoju który był pokojem Mephisto. Szef stał spokojnie przy oknie, ale gdy tylko podeszłam bliżej odwrócił się w tył pstrykając palcami. Znaleźliśmy się zapewne w jakiejś ogromnej dżungli. Nie miałam po raz kolejny bladego pojęcia gdzie się znajdowaliśmy, ale wolałam nie pytać co to za miejsce. Spojrzałam na szefa pytająco i spytałam o coś innego:
-Co my tutaj robimy?
-Jesteśmy w Północnej Karolinie. To tu powstał jeden z ogromnych kompleksów Disneya. Założyli miasteczko i zostawili je z niewyjaśnionego powodu. Przyjrzyjmy się bliżej tej sprawie. Tak, żeby nie było pytań, wpadnie ci coś, ciekawego lub interesującego w ręce, możesz to zatrzymać. W końcu to wszystko zostało zostawione.-odpowiedział z nieziemskim spokojem. Wydawał się bardziej oschły niżeli wczoraj podczas zabawy.-A teraz chodź i zachowaj zupełną ciszę jeśli potrafisz.
  Kiwnęłam głową i powoli ruszyłam za demonem. Zastanawiało mnie dlaczego zostałam jego pomocniczką, skoro on jest jednym z najlepszych demonów jakie istnieją. Dlaczego wybrał akurat mnie? Osobę, która jest zielona w sprawach demonów i która dopiero co zaczęła przyzwyczajać się do życia jako demon. Powoli szłam za szefem rozglądając się dookoła po lesie aż w końcu zauważyłam ogromną, na wpół otwartą bramę prowadzącą do ogromnego pałacu z którym czas już zrobił swoje. Weszliśmy na ogromny teren starego Disney’owskiego kompleksu i od razu udaliśmy się do środka pałacu przedzierając się przez gęste zarośla, które powoli już wchodziły nawet na dróżkę. Ostrożnie rozglądając się dookoła nie mogłam zrozumieć co my tak właściwie tu robimy. Skoro to miejsce od lat 90 było puste, samotne i nic tu się nie działo. Jedyne co mnie dziwiło to napis na drewnianej tabliczce na bramie ,,Opuszczony przez Disneya.” Co to miało znaczyć? Przypominając sobie wszystkie opowieści o Disney’u i o tym że posiadali lub można powiedzieć że posiadają nie jedno żywe miasto duchów, zaczęłam czuć gęsią skórkę na plecach. To mi wszystko wyjaśniało. Szef pragnął ,,oczyścić`` to miejsce z tego co je zamieszkiwało, ale to nie miało sensu. Przecież Disney nie powróci tu by zacząć od nowa. Kiwając głową na lewo i prawo próbowałam sobie wszystko poukładać lecz coś mi nie wychodziło, więc tylko cicho szłam za demonem wchodząc do środka ogromnego, indyjskiego pałacu. Stara podłoga skrzypiała gdy tylko szło się po niej totalny bałagan sprawiał że próbowałam sobie wyobrazić co tu zaszło.
-Z niewyjaśnionych przyczyn pozostawiono tu każdy, możliwy sprzęt, który tu wcześniej przyniesiono, każdą rzecz, kanapkę, ubranie. Pozostawiono też coś jeszcze, ale to później.
-Słyszałam że Disney wypuścił wszystko co posiadł do pobliskiej wody oraz lasu otaczającego pałac...-powiedziałam trzymając ręką rękę.
-Czyli jednak coś wiesz. Słuchaj. Cokolwiek cię tu zaatakuje to postaraj się z nim nie walczyć tylko jakkolwiek obezwładnić.
-Rozumiem...a...czy ma to jakiś głębszy sens?-spytałam patrząc na drzwi do pomieszczenia ,,Tylko dla maskotek. Dziękuję.” gdzie na drzwiach ktoś znowu wyrył ,,Opuszczony przez Disneya.” Coraz bardziej zaczęło mnie to przerażać.
-Jest. Powiem ci gdy tylko dojdziemy do kolejnego pomieszczenia.
  Ruszyłam za szefem słysząc ciche szmerania i powoli weszłam za nim do pokoju. Przez chwilę otaczała nas ciemność, aż w końcu światło rozbłysło rozjaśniając wszystko. Światło było tak jasne że wydawałoby się że będzie robić się coraz jaśniejsze aż w końcu eksplodują żarówki. Jednak w końcu światło ustatkowało się a ja zauważyłam ogromny bałagan. Stoły powywracane na drugą stronę, popękane, brudne, pełne pleśni półki, które już się rozpadały, znajdowały się tam też spleśniałe i sfermentowane owoce, naleśniki i inne dziwne rzeczy. To wszystko co się tu znajdowało przyprawiało mnie o ból głowy i chęć wymiotów. Co prawda nie wymiotowałam, ale chciałam jak najszybciej stamtąd wyjść. Przeszliśmy całą salę i dotarliśmy do drzwi z napisem ,,Przygotowanie postaci pierwszej.” Otworzyliśmy je i naszym oczom ukazał się średniej wielkości pokoik oświetlony tylko jedną lampą. Na ścianie, po prawej stronie wisiały różne z postaci Disneya, takie jak Minie, Donald, Goofy, albo inni. Na środku pokoju niczym ofiara morderstwa leżał strój Myszki Miki. Nie rozumiałam tego. Podniosłam ogromną głowę kaczora Donalda wiszącą na ścianie i usłyszałam huk pod nogami. Spojrzałam w dół i widząc ludzką czaszkę odrzuciłam kostium z odrzuceniem. Spojrzałam na szefa z przerażeniem a zaraz potem na strój Mikiego, który zaczął się podnosić. Mephisto stanął obok mnie w momencie gdy strój siedział prosto jak w szkole. Przez chwilę myślałam że zjadę, ale jeszcze dziwnym trafem się trzymałam.
-Chcesz żebym zdjął głowę?-spytał idealnie odwzorowanym głosem Myszki.
-Nie dziękuję...-odpowiedziałam niepewnie.
-Przytrzymaj go jeżeli ci się to uda.-poprosił Mephisto.
  Kiwnęłam głową niepewnie i podeszłam do...tego czegoś, mocno podnosząc jego ręce z tyłu za plecami do góry. Usłyszałam zgrzytanie kości, ale wydawało mi się że to tylko kostium, że jest zupełnie pusty. Chciałam dowiedzieć się o co tu chodzi i zobaczyć co teraz zrobi osoba której towarzyszyłam. Wszystko bardzo mnie ciekawiło a jednocześnie też przerażało, a po za tym jakąś wojowniczką to ja nie byłam by pokonać jakiegokolwiek wroga. Spojrzałam przed siebie i zauważyłam jak demon kuca przed dziwnym stworzeniem, które przez cały czas mocno trzymałam, co dziwniejsze nie wyrywał się.
-Witaj stworze.-powiedział spokojnie i opanowanie szef.-Zapewne już bardzo długo tu siedzisz. Jak ci się tu podoba? Jak żyjesz?
-Jak ma być skoro tak praktycznie nie żyję? Nie wiem czym jestem i co tu się tak właściwie robię, ale bardzo nie podoba mi się to.
-Możemy ci pomóc, ale najpierw powiedz nam co tu się wydarzyło. Dlaczego nie odeszliście? Co się stało?
Pokaż wszystkie (2) ›
 

xsaxsa
 
  Spojrzałam na niego z uśmiechem i usłyszałam głośną muzykę. Wraz z chłopakami i szefem ruszyliśmy usiąść przy jednym z pustych stołów. Szef zamiast ze spokojem usiąść na krześle, lewitował metr nad ziemią rozmawiając z Ianem, popijając coś ze szklanki i bawiąc się ogonem. Sama napiłam się ciepłej, smacznej herbaty i nagle zauważyłam jak szef podchodzi do mnie prosząc do tańca. Ze strachem spojrzałam na niego nie wiedząc co się dzieje, ale nie mogłam odmówić. Wstałam z miejsca i ruszyłam za demonem. Dziwne bo chciałam się zabawić, ale mój taniec to były przypadkowe wymach nóg, salsa, tango i jeszcze jakiś wolny taniec. Co dziwniejsze muzyka zmieniła się od razu z szybkiej na tango. Ze zdziwieniem, ale i uśmiechem popatrzyłam na zadowolonego demona i zupełnie pusty parkiet specjalnie dla nas. Wszyscy patrzeli z fascynacją nie mogąc zrozumieć jak my tak łatwo możemy tańczyć tak trudny taniec. Co prawda długo się go uczyłam, ale nie wydawał mi się już trudny. Widziałam że demonom się podobało, ale mnie nie cieszył fakt tego ile osób się na mnie patrzy, ale nie mogłam nic z tym zrobić. Co dziwniejsze, bardzo szybko zaaklimatyzowałam się w tym miejscu, podobało mi się to, w końcu i tak nie miałam gdzie się podziać. Po skończonym tańcu skłoniliśmy się sobie nawzajem i ruszyliśmy z powrotem na swoje miejsca słysząc oklaski. Ze spokojem usiadłam na miejscu i usłyszałam:
-Nieźle tańczysz.-powiedział Mephisto.
-Nie byłabym tego taka pewna.-odpowiedziałam.-Umiem tańczyć tylko 3 rodzaje tańców na krzyż, a reszta to tylko przypadkowe ruchy nogami i rękoma.
-Ha, ha, ha, ciekawie byłoby to zobaczyć.
-Ja tam nie wiem dla kogo byłoby to ciekawe, ale na pewno nie dla mnie.-zaśmiałam się.
-Ciekawi mnie co reszta demonów o tobie myśli.-zaczął Daniel.
-Tak, bardzo ciekawe.-zaczął znowu Mephisto.-Jutro Szatan  wyśle nam kilka dziewczyn z piekła do pomocy w pewnej misji którą wykonują Max, Alan i Kron. Ciekawe jak sobie poradzą i ile wytrzymają.
-Z tego co słyszałem to są niezłe w swojej pracy.-zaczął Sam.-Ale fakt ciekawe ile wytrzymają.
-Zobaczy się. Scarlet, jutro zaczniemy nasze misje. Mam nadzieję że będziesz do użytku.-zaśmiał się szef.
-Zależy co masz na myśli mówiąc do użytku szefie, ale na pewno będę żyć i powinno być ze mną już dobrze.
-Miejmy nadzieję.-powiedzieli wszyscy razem.
  Zadziwiło mnie to wszystko. Mephisto pokazywał się z zupełnie innej strony. Zamiast być złym, okropnym demonem ceniącym sobie posłuszeństwo i nigdy się nie uśmiechającym, był zabawny, potrafił się bawić, uśmiechać i pokazywał że można na nim polegać. Cieszyłam się z tego powodu. Co dziwniejsze nigdy w życiu nie zachowywałam się tak jak teraz. Byłam bardziej samotniczką, nie lubiłam być w centrum uwagi i otoczona wszystkimi. To wszystko sprawiało że chciało mi się płakać. Teraz nie wiedziałam czy to zasługa moich nowych przyjaciół czy po prostu nowego ciała, ale nie obchodziło mnie to. Dla mnie ważne by było dobrze. Ważne bym w końcu była sobą i bym nie miała z niczym problemu. Chwilowo było okey i tylko to się liczyło.
  Całą noc wszyscy balowali a ja ze spokojem zniknęłam koło pierwszej w nocy, chcąc ze spokojem się wyspać. Nikt o mnie nie pytał, więc natychmiastowo umyłam się w gorącej wodzie i wgramoliłam się pod cieplutką kołdrę od razu zasypiając. Już od kilkunastu godzin dziwiło mnie tylko jedno. Kto pochował wszystkie moje torby walające się wcześniej po podłodze do szaf. Ale w końcu to demony, czego można chcieć więcej, oni mogą wszystko. Jedyna, dość duża siatka leżała na biurku, więc stwierdziłam że obejrzę to co jest w środku gdy tylko wrócę z misji z szefem.
  Tym razem śnił mi się jakiś ogromny, gotycki dom. Wielkie, zdobione kolorami okna wpuszczały zapewne dużo światła do środka. Stałam na dróżce zrobionej z biało-czarnego kamienia prowadzącej do ogromnego domu. Za mną i po moich bokach, gdzie kończyła się granica ogrodu i za domem znajdował się las. Piękny, ogromny las którego tak dawno nie widziałam. Tak właściwie to zastanawiało mnie, skąd dokładnie znałam to miejsce. Ruszyłam przed siebie patrząc na dróżkę oraz podziwiając kolorowe rośliny zasadzone w ogrodzie i z każdym krokiem zbliżając się do domu czułam coraz większe szczęście. Nie wiedziałam dlaczego, ale było to zbyt przyjemne by się tym teraz przejmować. Spojrzałam jeszcze raz na dom i zauważyłam bluszcz pnący się po niemal brązowych cegłach prawie do dachu i przyspieszyłam kroku chcąc zobaczyć jak najszybciej co jest w środku. Nagle usłyszałam cichą piosenkę śpiewaną, a raczej nuconą przez dziewczynkę mającą nie więcej niż 6 lat w towarzystwie muzyczki z pozytywki.
~~La, la, la, lala, la, la.~~
Gdy świat płacze, ty uśmiechaj się i idź.
~~La, la, la, lala, la, la.~~
  Po tym wszystko ucichło i znosu słyszałam dźwięk strumienia, szum liści i śpiew ptaków. Przyspieszyłam jeszcze bardziej i niemal biegnąc otworzyłam duże, brązowe, drewniane drzwi od wejścia. Wnętrze nie wyglądało na stare, ale niemal nic się tam nie znajdywało. Drewniana, wyblakła podłoga, stare, znajome zdjęcia na ścianach, ogromne półokrągłe schody z białą barierką prowadzącą na drugie piętro, stara drewniana szafka po prawej stronie koło ściany a na szafce stary gramofon oraz biały wazon z dawno już zwiędłymi kwiatami. Wszystko wyglądało znajomo...tak bardzo znajomo, ale skąd, kiedy, jak? Zamknęłam za sobą drzwi i słysząc skrzypienie starych desek pod nogami ruszyłam dalej. Weszłam do pomieszczenia znajdującego się po lewej stronie budynku i znalazłam się w sali pełnej starych, roztrzaskanych luster na całej szerokości ściany. Do całego lustra po całej długości przyczepiona była poręcz, jak dla osoby ćwiczącej balet. Nagle zauważyłam złoty proszek unoszący się w pokoju, a całe to miejsce zaczęło się zmieniać. Przy barierkach ćwiczyła mała dziewczynka w czarnych włosach, splecionych w koka oraz w czarnej sukience baletnicy, a przy oknie stała jakaś młoda kobieta ubrana w czarną suknię, z czarnymi włosami również spiętymi w koka i wyglądała jakby na coś czekała. Nagle pomieszczenie zaczęło wracać do obecnych czasów a ja poczułam dziwny smutek otaczający mnie. Szybko opuściłam to pomieszczenie i udałam się schodami w górę. Nie miałam pojęcia co tam znajdę, ale coraz bardziej mnie to ciekawiło, tym bardziej mając to dziwne uczucie, że ja tu kiedyś byłam. Długi korytarz po obu stronach prowadził do wielu pokoi. Chociaż nie do końca wyglądało to jak korytarz. Podłoga, barierka robiąca koło nad schodami i drzwi. Melodia dochodząca z jednego z pokoi znowu była cichą pozytywką. Weszłam do niego i złoty proch pokazał mi znowu małą dziewczynkę leżącą na kolorowym łóżku. W pokoju znajdowało się dużo szaf, zabawki, dużo rysunków oraz obrazków na ścianach. Dziewczyna trzymała w rękach małą, kolorową, otwartą pozytywkę. Spojrzała na mnie uśmiechają się po czym powiedziała powoli wstając i ruszając w moją stronę:
-Pamiętaj że tatuś zawsze wraca. Obojętnie gdzie by był, ale zawsze wróci.
  • awatar She's a whiskey in a teacup: Mmmm, wspaniałe, wyśmienite :3 nie mogę się doczekać, aż wszystko się rozwinie :D
  • awatar TwoBlackRose: @Mała♥Mi: he he he poczekasz xd jak na razie mam zasrane wszystko nudą wiejącą na kilometry xd
Pokaż wszystkie (2) ›
 

xsaxsa
 
-O co chodzi w tej całej ceremonii?-spytałam ogarniając się powoli.
-Jako że jesteś podopieczną szefa, oboje rozetniecie sobie duży palec w ręki i przyłożycie je do siebie. To znak nie tylko przynależności do danego demona, ale i bezgranicznego oddania i poświęcenia sprawie.-ciągnął Ian pomagając mi wstać na równe nogi.
-Dobra, okey, już coś wiem...a teraz...wytłumacz mi dlaczego demony zabijają tych złych ludzi a nie anioły...co tu się dzieje? Niby zawsze się mówi że to anioły są dobre i tak dalej...a tu proszę...taki prezent.
-Nie dość że anioły zaniedbują swoje obowiązki to jeszcze zupełnie nie interesują się sprawą ludzi. Stwierdzili że zupełnie ich nie obchodzą i my możemy zrobić z nimi co chcemy. Tak więc, jakby...nasza akademia powstała po to by bronić ludzi przed złem, które sam Szatan kiedyś wypuścił w świat.
-Ale to nie ma najmniejszego sensu.-zaczęłam.-Po co bronić swoje twory przed tym co się samemu stworzyło?
-Jest sens. Szatan rywalizował z Bogiem w tworzeniu nowości. Jako że Bóg wybrał dla siebie tworzenie dobrych rzecz, więc Szatanowi nie pozostało nic innego jak tworzyć te złe rzeczy pełne bólu i złości. Wiedział że świat i tak zmieni się sam. Wiedział że zło nawet nie pokazane samo znajdzie sobie drogę wyjścia. Dlatego został jego panem. Co prawda nie chciał tego, ale nie miał już wyboru.
-Czyli teraz Bóg olał swoje stworzonka...to...wydaje mi się być troszeczkę...dziwne...ale nie mogę się na ten temat za dużo wypowiedzieć. W końcu jestem ,,młoda” i dużo przede mną...-powiedziałam spokojnie siadając na łóżku.
-Dokładnie. Ale nie martw się. Wszystkiego się dowiesz. Pomożemy ci. I jak już ci mówiłem z każdym problemem, albo pytaniem możesz do nas przyjść.-powiedział Ian znowu uśmiechając się do mnie.-A teraz chodź. Miałem wrócić gdy zobaczę jak tam u ciebie.
-Jasne...już idę.
  Powiedziałam i wstałam ze swojego miejsca ruszając niezdarnie w stronę drzwi. Chwyciłam pod rękę Iana jeszcze nie czując się najlepiej i razem ruszyliśmy do pokoju pana Mephisto. Gdy tylko weszliśmy, zauważyłam że Sam , Daniel i szef dalej siedzą tak jak zanim zemdlałam. Podeszłam do jednego z krzeseł i usiadłam na drewnianej rączce patrząc prosto przed siebie. Czułam się już lepiej i to o niebo lepiej niż przedtem. Strasznie mnie to cieszyło, ale nie wiedziałam co będzie dalej. Na dodatek bałam się tej całej ceremonii. Wiedziałam że wszystkie chwilowo obecne demony będą patrzeć się na mnie, a ja za bardzo za tym nie przepadałam. Jakoś nie lubiłam jak taka ilość ludzi, demonów czy czegokolwiek co ma oczy, się we mnie wpatruje...no ale cóż, raz będę musiała z tym przeżyć. Mephisto uśmiechnął się do mnie i od razu, odruchowo spytał:
-Wszystko dobrze?
-Już tak. Jak na razie wszystko się uspokoiło. Czuję się świetnie, dobrze i mam nadzieję że tak zostanie, przynajmniej na jakiś dłuższy czas.-odpowiedziałam szybko.
-Powinno już tak zostać. Nie musisz się o to martwić.-odpowiedział patrząc prosto w moje oczy, jakby chciał odczytać z nich mój nastrój.-Po pierwsze, za chwilę będzie 21. Będziemy musieli pokazać się w sali głównej. Czy Ian wytłumaczył ci o co chodzi w ceremonii?
-Zapewne większość mi wytłumaczył. Nie jestem pewna co jest po złączeniu palców...
-Po tym?-spytał uśmiechając się szyderczo.-Impreza!-zaśmiali się wszyscy razem.
-No tak...-westchnęłam wkurzona. Nie lubiłam imprez, to zupełnie nie w moim stylu.
-A drugą rzeczą jest to że będzie tam kilka kobiet więc nie będziesz sama. Pewna pani doktor oraz jej pomocniczki, dziewczyny, demonice chłopców się tu przeprowadzają oraz możliwe że wpadnie parę dziewczyn z delegacji piekielnej popatrzeć jak bardzo jesteśmy zgrani.
-Delegacja...? Zgranie...? Co?
-Wszystko ci opowiem kiedy indziej.-zaczął Mephisto wstając.-A tak dodam...przeżyjesz, nie martw się. Po za tym jak nie chcesz, nie musisz się bawić. Nikt ci nie karze, daj się tamtym pobawić, niech mają trochę od życia.
-No dobrze...-odpowiedziałam ruszając za nimi wszystkimi do sali głównej.
Po przejściu przez drzwi znaleźliśmy się w ogromnej, różnokolorowej sali pełnej demonów stojących równo i czekających na szefa. Wraz z Samem, Danielem i Ianem stałam za demonem, czekając aż powie to co ma do powiedzenia. Stanął spokojnie na środku wysokiego podestu z poważną twarzą i wyglądając na odważnego przywódcę, który nie boi się niczego, po czym w końcu powiedział do tłumu zebranych demonów:
-Zapewne słyszeliście że mamy nową demonicę w szeregach. Po jej zachowaniu stwierdzam że chcę by była moją tak zwaną prawą i najważniejszą ręką. Wiem że może wam się to nie podobać, ale ona ma olej w głowie, dlatego sam będę za nią odpowiedzialny i to ja się będę o nią troszczyć. Mam tylko nadzieję że nie spotka ją żadna przykrość z waszej strony bo zupełnie inaczej porozmawiam sobie z tą osobą.
  *Czy to trochę aby nie przesada?* spytałam w głowie. *Nie potrzebne mi faworyzowanie przez kogoś, a tym bardziej przez niego. Sama sobie poradzę.* ciągnęłam dalej. Mephisto chyba się nakręcił, bo zaczął również nadawać na tematy związane z tym co tu się dzieje i co mu się nie podoba a ja zauważyłam że Sam, Danie  Ian stojący obok mnie już zaczęli zasypiać. Nagle Mephisto przerwał całą swoją wypowiedź i odwrócił się w moją stronę. Podeszłam do niego widząc jak rozcina sobie palec po czy zrobiłam to samo. Złączyliśmy swoje palce razem i zauważyłam czerwoną wstążkę wrytą w mój duży palec a po krwi nie było nawet śladu. Rana natychmiastowo zabliźniła się a w koło nas czułam dziwny i spokojny powiew wiatru. Spojrzałam na uśmiechniętą twarz Mephisto i sama posłałam mu ciepły uśmiech. Demon objął mnie i odwrócił w stronę reszty demonów. Widząc ich uśmiechy zrobiło mi się słabo i nie dobrze, ale zemdleć w tej chwili nie mogłam. Nagle za sobą usłyszałam klaskanie i w tym samym momencie cała sala wiwatowała i klaskała. Szef uśmiechnął się jeszcze szerzej i krzyknął:
-Niech rozpocznie się zabawa!
  • awatar Setton: Extra! :3 Zapraszam do mnie! :)
  • awatar Paula-Donia-Zosia-czyli nasz świat: Super się zaczytalam :-) zrobisz jeszcze takie PLoSe B-)
  • awatar TwoBlackRose: @Paula-Donia-Zosia-czyli nasz świat: awwww zakochana, dziękuje, jadę dalej, więc niedługo będą dalsze części <3 :) /Rose.
Pokaż wszystkie (7) ›
 

xsaxsa
 
  Obudziłam się czując ciepło otaczające moje ciało. Rozejrzałam się dookoła i zauważyłam że znajduje się w jakimś pokoju. Nagle usłyszałam rozmowę i natychmiastowo podniosłam się oglądając okolicę. Zauważyłam Iana, Sama i Daniela siedzących przy stole na przeciwko Mephisto. Spojrzałam na siebie i zauważyłam że leżałam na łóżku przykryta miękką, puszystą kołdrą. Szybko wstałam z łóżka zakładając buty i chwiejąc się podeszłam do chłopaków. Sam widząc że ledwo idę wstał z miejsca chwytając mnie za rekę i doprowadzając do siedzenia. Usiadłam ze spokojem patrząc przed siebie na szefa. Natychmiastowo odgarnął mi grzywkę z oczu sprawdzając mi temperaturę i ze strachem spojrzał mi w oczy. Nie wiedziałam tym razem o co chodzi, ale czułam się na prawdę źle, albo raczej koszmarnie. Z błagalnym wzrokiem spojrzałam na demona przede mną i usłyszałam:
-Masz ogromną gorączkę. Przemiana ma takie efekty uboczne, ale nigdy, żaden demon nie miał aż takiej gorączki. Mów jak się czujesz.
-Źle...bardzo, co chwilę mi ciepło, zimno i...boli mnie ząb...albo nawet dwa...Kręci mi się w głowie i...chyba nawet jest mi nie dobrze.
-Żaden demon nie czuł się chyba aż tak źle jak ona...-powiedział Ian również chwytając mnie za czoło.-Kobieto ile ty masz tej gorączki?
-A kij wie...-odpowiedziałam.
-Scarlet...wiem że to dziwne, ale poruszaj zębem który cię boli.-powiedział Mephisto.
-Ruszają się...-powiedziałam z obojętnością, poruszając językiem o zęby.
-Dasz rade dotrzeć do swojego pokoju?-spytał demon.-Połóż się na godzinkę, dwie. I jeżeli ci się uda, to wyrwij oba bolące zęby bo będą ci przeszkadzać. Potem ktoś do ciebie wpadnie.
-Jasne...
  Powoli wstałam z miejsca chwiejąc się i ze spokojem otwierając drzwi. Weszłam do swojego pokoju od razu udając się do łazienki. Spojrzałam w lustro trzymając się umywalki i spojrzałam na swoje odbicie. Teraz miałam fioletowe oczy ale i wyglądałam na strasznie zmarnowaną. Nie przeszkadzał mi kolor oczu, ale chciałam bym w końcu przestała się tak źle czuć. Otworzyłam usta i dwoma szybkimi ruchami wyrwałam oba zęby. Krew lekko pociekła na umywalkę a ja zupełnie nic nie poczułam. Wyrzuciłam zęby do kosza i trzymając się ściany ruszyłam do pokoju. Natychmiastowo rzuciłam się na łóżko zamykając oczy i zasypiając zaraz po tym jak znalazłam sobie wygodną pozycję, dzięki której nic mnie mniej więcej nie bolało.
Spało mi się dobrze, wygodnie i nie czułam nic, aż do momentu w którym się obudziłam. Natychmiastowo podniosłam się z łóżka podchodząc do okna, po czym upadłam na ziemię wywijając się z bólu. Piekło i bolało mnie całe, cholerne ciało, ledwo oddychałam i nie wiedziałam co mogłabym ze sobą zrobić. Zwinęłam się w kulkę zamykając oczy i po chwili usłyszałam jak do pokoju wbiega ktoś. Słyszałam jak coś mówi, ale wszystkie słowa zlewały się w jeden, niezrozumiały bełkot. Po chwili poczułam ukłucie w ramię i wszystkie złe efekty zaczęły znikać. Dopiero teraz poczułam że leżę na czyiś kolanach. Otworzyłam oczy i dostrzegłam przestraszonego Iana trzymającego pustą fiolkę po zastrzyku. Podniosłam się siadając na kolanach i odwracając się w stronę demona. Przez długą chwilę wpatrywałam się w niego nie wiedząc nawet co mam powiedzieć, co mam ze sobą zrobić...Nie wiedziałam nic...
-Nikt jeszcze nie miał takich odpadów jak ty...To było przerażające...-powiedział Ian oddychając szybko.
-Przepraszam...To...-zaczęłam.
-To nie twoja wina. Za nic nie możesz się obwiniać. Możesz być inna, wyjątkowa, dlatego mógł być problem z przemianą.
-Ale co za różnica...Nawet żyjąc nie czułam się nigdy aż tak źle...prócz ostatnich chwil...-wspomniałam.-A mdlenia to już mam dosyć...-zmieniłam szybko temat.
-Jak na razie wszystkie twoje złe dolegliwości powinny ustać. Można powiedzieć że już jesteś demonem, więc wszystko powinno się ustatkować. Po za tym dziś odbędzie się twoje wstąpienie w szeregi demonów. To taka ceremonia przywitania nowych.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

xsaxsa
 
  Chłopacy ruszyli przed siebie a nasza grupka za nimi. Przedstawiłam ich wszystkich sobie nawzajem i zauważyłam że się dobrze dogadują. Ian, Sam, Daniel, Samantha, Coby, Alyssa i Mara. Wszyscy ze sobą rozmawiali, a ja szłam obok nich słuchając czasem też się udzielając. Nagle zauważyłam iż Ian idzie sam na końcu rozglądając się wszędzie dookoła. Nie wiedziałam o co chodziło, ale od razu przysunęłam się do niego. Przez długi czas szłam obok niego przyglądając mu się z fascynacją aż w końcu spytałam:
-O co chodzi? Czy coś się stało?
-Wydaje mi się że od momentu w którym do nas dołączyłaś, ktoś wciąż nas obserwuje…Ale nie jestem tego pewien na 100% .-odpowiedział demon.-Mam dużą nadzieję że się mylę.
-Również mam taką nadzieję…A po za tym nie mam bladego pojęcia dlaczego akurat gdy do was dołączyłam …Przykro mi…
-Spokojnie, damy sobie radę. To nie twoja wina. A teraz idziemy się najeść młoda.-zaśmiał się chłopak.
  Szłam za wszystkimi spokojnie przyglądając się wszystkim zaistniałym sytuacjom. Cieszyło mnie że będąc demonem dalej mogłam mieć swoich przyjaciół. W końcu weszliśmy do jakiejś bardzo atrakcyjnej knajpki, która wyglądała na bardzo drogą i wyrafinowaną knajpkę. Wszyscy usiedliśmy na swoich miejscach i demony zamówiły dla nas wszystkich coś do jedzenia. Zapewne Mephisto nie ucieszyłby się z tego co właśnie robimy, ale chwilowo go tu nie było, a ja miałam ogromną nadzieję że nas nie widzi. Siedziałam koło okna wpatrując się w zatłoczoną ulicę, gdy podawano nam nasze jedzenie. Zupełnie po chwili zauważyłam coś, czego nie wiem, może bałam się zobaczyć…Moje serce szalało i nie wiedziałam dlaczego. Naprzeciwko nas, po drugiej stronie drogi stał w miejscu mężczyzna koło 30, z blond włosami, głową spuszczoną w dół, patrząc pod nogi. Przez długi czas stał tak wpatrując się w drogę aż w końcu podniósł głowę a w jego oczach zauważyłam błysk złości jak i szaleństwa. Z jego ust wylatywała ślina, co było ohydne. Zauważyłam jak biegnie w naszą stronę z wyszczerzonymi zębami a po chwili rozpływa się między ludźmi. Natychmiastowo odwróciłam wzrok w stronę stołu i jedzenia i zauważyłam jak moje ręce się trzęsą. Nie wiedziałam co tu się wyprawia. Nic nie rozumiałam. A po za tym dlaczego już nas atakują? Przecież dopiero co do nich dołączyłam…Wszyscy spojrzeli po sobie a zaraz potem na mnie nie wiedząc o co chodzi. Po chwili jak zawsze opiekuńczy Ian spytał mnie ze spokojem:
-O co chodzi?
-Nikt z was tego nie widział, prawda?-spytałam trzęsącym się głosem.
-Nie…a co się stało?-spytał dotykając mojej ręki i próbując mnie uspokoić.-Mów…przecież coś musze powiedzieć szefowi.
-Ja…
-Scarlet, jeżeli coś się dzieje to mów. Nasza trójka postara się ci pomóc jak tylko będziemy mogli.
-Może…najpierw zjedzmy…Martwię się czy później się coś nie stanie.
  Wszyscy zgodnie zaczęli zjadać to co dostali na talerzach a ja próbowałam się uspokoić. Po chwili gdy mi się udało zaczęłam jeść. Jedzenie było pyszne, wydawało mi się że chyba nigdy nie jadłam czegoś równie dobrego. Ze smakiem zjadłam wszystko i już ze spokojem spojrzałam na przyjaciół. Gdy wszyscy skończyli jeść również spojrzeli na mnie a ja wskazałam okno i powiedziałam:
-Człowiek, czerwone oczy, żądny krwi i ślina skapująca z ust jak u wściekłego psa, uśmiechał się aż w pewnym momencie zaczął biec w naszą stronę...między ludźmi zniknął...
-Jednak mogłaś mówić od razu...-powiedział Sam cicho ale byśmy go słyszeli.
  W tym samym momencie szyba znajdująca się obok mnie rozsypała się pod naporem tego samego człowieka, który znikąd pojawił się przy oknie. Ze strachem patrzałam jak mężczyzna turla się w szkle na stole wpadając do pomieszczenia, aż w końcu ląduje na podłodze. Ian siedzący na przeciwko mnie od razu wskoczył na stół, z poważną miną, kopiąc nieznaną osobę w rękę w której miał broń. Niesamowicie szybko uderzył go pięścią w twarz a zaraz potem kopnął prawą nogą tak że poleciał w tył zatrzymując się na ścianie. W tym samym momencie nasza reszta zaczęła wychodzić z pomieszczenia widząc że coś w nim jest nie tak. Ludzie odwracali się w naszą stronę z szyderczymi uśmiechami, zębami jak u rekina oraz byli brudni na całej twarzy od krwi. Nie zdawałam sobie sprawy z tego co się wokół mnie działo. Byłam strasznie zafascynowana Ianem i jego prostymi a zarazem trafnymi i mocnymi ciosami. Gdy wszyscy wyszliśmy na ulicę dołączył do nas Ian zatrzaskując za sobą drzwi, machając na do widzenia i każąc nam ruszać dalej w stronę polany. Wszyscy nie zwracając uwagi na nic ruszyliśmy przed siebie bardzo szybkim tempem rozglądając się wszędzie dookoła w poszukiwaniu podobnych osób. Ze strachem wydawało mi się że co piąta osoba wpatrywała się w nas tak samo jak tamten koleś. Nie potrafiłam pozbyć się tego wrażenia. Po pół godzinnej podróży wydostaliśmy się z tego zatłoczonego miasta trafiając na ogromne pole wraz z małym laskiem w kształcie koła. Rozejrzeliśmy się dookoła i usiedliśmy pod drzewem oddychając spokojnie. Ja dalej nie potrafiłam wyrzucić z pamięci tego co widziałam i świadomości tego że to ma być moja codzienność. Co dziwniejsze codziennie żyłam na tych zatłoczonych ulicach Londynu i nigdy nic podobnego mi się nie przytrafiło. Więc jakim cudem to wszystko żyło pod moim nosem, a ja i inni ludzie nic o tym nie wiedzieliśmy. Spojrzałam na chłopaków i zauważyłam jak Ian oraz Sam wstają ze swoich miejsc zaczynając walczyć. Nie wiedziałam o co chodziło, ale najprawdopodobniej wpadli na pomysł że sobie poćwiczą. Za to bardzo dobrze zauważyłam iż Ian zwolnił i pozwolił przyjacielowi dłużej się uczyć. Ruchy obu demonów były płynne i w miarę szybkie, choć było widać że Sam spowalnia nauczyciela. Wiedziałam że gdybym ja tam teraz stała, zapewne zwalniałabym go jeszcze bardziej. Po Ianie było widać że lubił walkę, szczycił się nią, pokazywał i pragnął jej. Po dwudziestu minutach oboje zatrzymali się patrząc na mnie, ale tym razem bez uśmiechów. Ian wyprostował się po krótce i powiedział:
-Teraz ty. Spróbuj ze mną wytrzymać chociaż pięć minut, a będę zadowolony. Nie martw się, nie będę dawać z siebie wszystkiego.
  Na samą myśl o tej walce zakręciło mi się w głowie. Bałam się. Wiedziałam że nie potrafię walczyć, a co dopiero posługiwać się bronią. Niezdarnie podniosłam się ze swojego miejsca wymijając siadającego Sama i podeszłam do nauczyciela słuchając uważnie każdej jego rady jak i podpowiedzi. Na dodatek przypominałam sobie wszystkie filmy, które widziałam na temat walki i stwierdziłam że spróbuję jakieś ciosy powtórzyć. Byłam pewna że nie będzie to idealne, ale nie mogłam wypaść najgorzej. Gdy Ian zaczął zadawać ciosy rękoma i nogami odsuwałam się zwinnie, ale powoli w tył blokując każdy z nich i widząc zupełnie każdy jego ruch. Dziwiło mnie to. Jako demon nie powinnam zmieniać się aż tak bardzo. Po chwili zrobiłam coś, czego się nie spodziewałam. Gdy w moją stronę zmierzała prawa ręka Iana odsunęłam się jej z drogi w prawo, znajdując się tym samym obok chłopaka po czym chwyciłam rękami jego nadgarstek i zaczęłam mocno przesuwać się z jego ciałem w koło po czym rzuciłam je przed siebie. Demon przy ziemi skulił się i z zaskakującą lekkością przykucnął ślizgając się jeszcze kawałek po trawie. Odwrócił się w moją stronę a ja zdezorientowana oglądałam swoje ręce nie mogąc uwierzyć w to co zrobiłam. Sam i Daniel w tym samym momencie zaczęli się śmiać i wiwatować, co mogło oznaczać że są ze mnie zadowoleni. W końcu otrząsnęłam się czując ciepłą rękę Iana na moim ramieniu i natychmiastowo odwróciłam się w tył patrząc mu w oczy. Uśmiechał się i na dodatek wyglądał słodko. To wszystko sprawiało że coraz bardziej kręciło mi się w głowie. Po chwili mgła zasłoniła mi oczy. Widziałam jak rozmazany Ian coś do mnie mówi uśmiechając się, ale nie słyszałam już nic. W moment poczułam jak tracę równowagę mdlejąc i tracąc jaki kolwiek kontakt ze światem. Nie wiedziałam czy ktokolwiek mnie złapał, ale chwilowo mnie to nie obchodziło...w końcu spałam.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

xsaxsa
 
-Ja...To...nie było miłe...Tam...stali moi przyjaciele...Oni zawsze byli ze mną, wspierali mnie, pomagali...Niestety nie potrafię ich zapomnieć, wyrzucić tak po prostu z pamięci...nawet nie chcę ich zapominać...
-Nie musisz ich zapominać, ale dobrze wiesz że oni nie będą pamiętać ciebie...
-Jedna osoba może mnie poznać...ale chciałam t zapomnieć by nie czuć bólu ich straty...Cholera! Ogarnij się dziewczyno!-powiedziałam sama do siebie dając sobie delikatnego liścia w policzek.
-Hej, hej spokojnie. Bedzie okey, może nawet uda ci się z nimi w takim razie porozmawiać. Może uwierzą że to ty, gdy opowiesz o tym co lubisz lub jakieś wspomnienia z nimi.
-Am...Przepraszam.-powiedziała dziewczyna w krótkich, blond, lokowanych włosach sięgających ledwo za uszy podchodząc do nas.-Czy mogę o coś spytać?
-Samanta...-szepnęłam sama do siebie. Nie wiedziałam dlaczego podeszła, ale możliwe że już wiedziała kim jestem.
-Zadam pewne i...na pewno głupie pytanie, ale...czy znałaś może Scarlet Thomson?
-Ja...-nie odpowiedziałam lecz poczułam jak po moich policzkach potokiem płyną łzy a całe ciało zaczyna się trząść. Za nic nie potrafiłam zatrzymać łez.
-Wiedziałam że to ty...-powiedziała w końcu przytulając się mocno do mnie i zaczynając płakać. Jej przytulenie mnie uspokajało.
-Scarlet!-krzyknęła reszta znajomych przytulając się do mnie i również zaczynając płakać.
-Wy…-powiedziałam. Nie mogłam przestać płakać. Widząc ich wszystkich płakałam nie zwracając uwagi na to co mówią demony.
-To my poszukamy ci butów a ty weź się ze spokojem ogarnij.-zaśmiał się Ian.
-To nie jest śmieszne Ian.-powiedziałam.-Mogą iść z nami?
-Mogą, będę was kryć.-zaśmiał się chłopak.
-Dziękuję. A wam może uda mi się co nieco wytłumaczyć…Choć Mephisto mnie za to zabije…
-Dobra.-przyjaciele odsunęli się ode mnie.-Co się stało? Przecież byliśmy na twoim pogrzebie…?
-Fakt…Umarłam. Jestem demonem…Wiem że jest to zapewne dla was…trochę dziwne…Albo raczej w ogóle nie do ogarnięcia, ale od razu mówię że nikomu nic nie zrobię…-ciągnęłam idąc za chłopakami i kiwając głową na buty które mi się podobały.
-Ja to rozumiem.-powiedziała Sam.-Po za tym wiesz że nie dość lubimy takie tematy, to wiesz pewną rzecz o mnie. Choć każde z nas nie było pewne że takie coś jak demony, anioły albo inne stwory istnieją…Tak więc opowiedz od początku co się stało? Bo nikt nam nic nie powiedział.
-Ja…no dobra…Zostałam zabita w sposób bardzo okropny, więc nie warto nawet o tym wspominać…-myśląc o tym od razu zaczęłam się delikatnie trząść.-Potem spotkałam pewnego demona o imieniu Mephisto. Dał mi szansę zemsty na tych którzy mnie zabili w zamian za swoją pomoc w zabijaniu złych ludzi. Zapewne może was to brzydzić i odstraszać, ale ja już się do tego przyzwyczajam…I mam prośbę…nie mówcie nikomu że ja tak właściwie żyję…-poprosiłam przymierzając buty postawione przede mną przy siedzeniu.
-Wiesz, jeśli chodzi o szefa…-zaczął Sam.-Nie musisz się o niego martwić. Jeżeli nikt z nas mu nie powie to nie dowie się że rozmawiałaś z przyjaciółmi. Na nas możesz polegać mała.-zaśmiał się.
-Nie jestem mała.-mruknęłam śmiejąc się-Ale i tak za wszystko wam dziękuję.
-Nie ma sprawy, ale nie zapominaj że mieliśmy dzisiaj poćwiczyć.-dodał Ian.-No i zapomniałem ci powiedzieć że szef będzie cię poszukiwał po powrocie do nas.
-Czemu nie powiedziałeś wcześniej?-spytałam-Przygotowałabym się mentalnie na tą rozmowę z „uśmiechniętym kamieniem.”
-Na przygotowanie mentalne masz cały dzień. Myślałaś że przed wieczorem wrócimy? No to się troszkę przeliczyłaś mała dziewczynko. A teraz cię grzecznie spytam…dlaczego nazywasz go „uśmiechniętym kamieniem”?
-Bo się uśmiecha, ale nie posiada żadnych uczuć…tak mi się wydaje. Czy on tak zawsze jest obojętny? Aż tak denerwują go te wszystkie demony?
-Szef…stał się taki ponieważ wiele demonów go nie słuchało…Więc zrobił z siebie prawdziwego, strasznego demona.-zaczął Daniel-Stał się naprawdę bardzo nieprzyjemną osobą co sprawiało że się go bano, dzięki temu trzymał respekt. Może i chore, ale ważne by działało. Po za tym szef lubi mieć porządek i wszystko pod kontrolą, więc denerwuje się gdy ktoś robi coś nie tak.-demon ciągnął dalej ze spokojem.
-Ale czasami ma uczucia, tak?-spytała Samanta.
-Czasami.-zaśmiali się chłopacy-A teraz idziemy zapłacić za buty. Ciekawe czy dasz radę to ogarnąć jak wrócimy.-zaśmiał się Ian.
-Dam radę. W razie co mi pomożecie.-wyszczerzyłam zęby i spojrzałam na przyjaciół.-Może jeszcze kiedyś się spotkamy i porozmawiamy jeszcze.
-Żaden problem, ale Scarlet…nie zrób nic głupiego ani czegoś czego mogłabyś potem żałować, a po za tym wiesz że zawsze jesteśmy z tobą.-dodała przyjaciółka.
-Oczywiście. Wiesz, czasem wydaje mi się że używam mózgu, a po za tym, wiem że jesteście, byliście i będziecie ze mną. To mnie naprawdę bardzo cieszy.
-Możecie iść z nami.-zaczął Sam-Najpierw idziemy nakarmić szkieleta a potem poćwiczyć i się pouczyć.
-Że kogo nakarmić?-spytałam z ciekawością.
-Ciebie chudzielcu!
-A to już nie moja wina że dostałam szkielet a nie porządne ciało…
-Oj, ty nawet nie zdajesz sobie sprawy jak ono jest porządne.-dodał Daniel odwracając się by nie widzieć jego twarzy.
-O! Dziękuję.-odpowiedziałam.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

xsaxsa
 
-Szef powiedział że masz dostać wszystko czego potrzebujesz. Czyli zacznij wybierać.-Ian puścił moją rękę i przesunął mnie w przód pokazując rzeczy.-A tak dodam że dobrze że tu nie trafiłaś. Zginęłabyś o wiele szybciej niż ci się wydaje. Tu musisz być czujna. Każdy kto idzie w tym tłumie może mieć broń i bez problemu może cię zabić.
-Serio...?-przełknęłam ślinę.-To chyba jednak dobrze że ni poznałam tego miejsca.
-Dokładnie.-dodał Sam uśmiechając się.-A teraz szukamy rzeczy. Co lubisz? Opowiadaj, my znajdziemy ci coś co może ci się spodobać.
-No...dobra...lubię koty, pantery, lwy, smoki, czaszki, kwiaty, kolor czarny, fioletowy, niebieski, zielony, lubię muzykę rockową, metalową, skrzypce, czyli można powiedzieć dubstep, japońską muzykę, rysowanie, pływanie, bieganie i kolorowe krajobrazy.
-Kolorowo.-zaśmiał się Ian.-Dobra ja poszukam parę rzeczy na mieście jeśli pozwolicie. Sam, Daniel zajmiecie się nią i pomożecie? Ja wrócę za jakieś 30 minut do godziny.
-Żaden problem.-odkrzyknęły demony.
  Natychmiastowo pociągnęli mnie za sobą. Powoli zabrałam się za wybieranie bluzek lecz długo to nie trwało i po chwili obok mnie pojawiały się demony pokazując rzeczy które odnaleźli. Śmiałam się gdy chłopacy znajdowali jakieś śmieszne, kolorowe ubrania. Coraz bardziej mi się z nimi podobało. Jak na początku myślałam że są sztywni, teraz zmieniłam zdanie całkowicie. Od początku myślałam że będzie z nimi nudno, ale jak było widać się myliłam. Po dwudziestu minutach ruszyłam do przebieralni przymierzając poszczególne części ubrań. Większość ubrań wybranych przez chłopaków nie dość że mi się podobała to jeszcze bardzo dobrze mi pasowała, za to rzeczy które ja wybrałam to już w ogóle mi pasowały. Chłopacy cieszyli się z wyboru ich rzeczy, a potem od razu  pobiegłam jeszcze po majtki, skarpetki i staniki. Gdy wróciłam zauważyłam że rzeczy są już spakowane a demony czekają w spokoju by zapłacić. Dorzuciłam resztę rzeczy widząc jak kasjerka dziwnie się na mnie patrzy i nie słuchając nic więcej, wzrokiem zaczęłam szukać Iana. Po chwili dostrzegłam jak wchodzi do tego sklepu i idzie w naszą stronę. Pozabieraliśmy wszystkie rzeczy i wyszliśmy ze sklepu. Ian wysłał wszystkie rzeczy do mojego własnego pokoju i ze spokojem powiedział do nas:
-Wybaczcie że nie było mnie półtorej godziny.
-Nie ma problemu, tylko po prostu mnie trochę wystraszyłeś...Postaraj się nie robić tego znowu.-poprosiłam.-Albo po prostu poinformuj że wrócisz później.
-Dobra, żaden problem. Postaram się nie znikać na tak długo. Znajdziesz u siebie w pokoju pewien prezent od naszej trójki i Pana Mephisto. Mamy dużą nadzieję że ci się spodoba.
-Też mam taką nadzieję.-zaśmiałam się.-Gdzie teraz chcecie się udać? Bo chyba...tak trochę skończyliśmy, nie?
-Tak właściwie to nie skończyliśmy.-dodał Daniel.-Jeszcze buty, ulubiona rzecz każdej kobiety a potem idziemy coś zjeść.
-Okey, prowadźcie.-uśmiechnęłam się chwytając pod rękę Sama i Daniela nie mając ochoty się zgubić.
  Szliśmy przed siebie mijając mnóstwo ludzi aż po chwili zatrzymałam się patrząc przed siebie. Przez dłuższą chwilę wpatrywałam się w trójkę ludzi rozmawiających ze sobą, stojąc przy wejściu do jednego z ulicznych barów. *No tak głodomory...* pomyślałam smutno. Po moich policzkach popłynęło parę pojedynczych, mokrych kropel. Nie wiedziałam dlaczego, lecz od razu starłam je. Widząc jak jedna z osób patrzy się w moją stronę natychmiastowo spojrzałam na swoje nogi i ruszyłam przed siebie wymijając zdziwione demony, nie wiedzące co mają ze sobą zrobić. Weszliśmy do sklepu i natychmiastowo usłyszałam pytanie od Damiana. Zamartwiali się o mnie...To było dziwne. Ledwo co mnie znali a już się o mnie troszczyli i próbowali pomóc jak tylko mogli. Wydawali mi się na prawdę wspaniałymi przyjaciółmi, ale czy mogę wszystkim od razu ufać?
-Hej, co się stało.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

xsaxsa
 
***
  Obudziłam się czując mocne, ciepłe promienie słońca na plecach. Otworzyłam oczy i spojrzałam w stronę okna. Natychmiastowo spojrzałam na zegarek leżący na szafce nocnej koło łóżka i ruszyłam się umyć widząc że dochodzi już powoli 9;30. Po wyjściu z wanny wytarłam się i założyłam czarne leginsy z białymi kośćmi jako wzór, glany, oraz czarną bluzkę z krótkim rękawem i kotem z zielonymi oczami jako nadruk. Uczesałam włosy w kitkę rozczesując ja i pozwalając grzywce spadać spokojnie na prawą stronę po czym wyszłam z łazienki kierując się w stronę drzwi. Otworzyłam je wyobrażając sobie byle jaką kuchnię i weszłam do niej. Dopiero po znalezieniu się w moim miejscu docelowym zauważyłam że wygląda ona zupełnie inaczej niż ją sobie wyobrażałam. Była tam ogromna lodówka zapewne pełna jedzenia, długa i kolorowa sala pełna długich ławek oraz stołów między którymi krzątały się demony jedząc śniadanie, było tam mnóstwo kwiatów, okien wprowadzających ciepłą, jesienną atmosferę oraz zdjęcia i obrazy na ścianach. Wszystko wyglądało ja ze snu, jak jakiś, niecodzienny akademik. Rozglądając się wszędzie dookoła nie zwracałam uwagi na osoby, które wpatrywały się we mnie ze zdziwieniem. Po chwili podskoczyłam ze strachu, gdy ktoś dotknął mojego prawego ramienia. Natychmiastowo odwróciłam się w tył i dostrzegłam uśmiechniętą twarz Iana. Odetchnęłam z ulgą widząc jego twarz i po chwili zauważyłam jeszcze dwójkę demonów stojących z nim z obojętnością. Jeden z nich miał krótkie, blond włosy, które przeczesywał palcami, długie jeansowe spodnie z lekko wytartymi dziurami, glany oraz czarną bluzkę z długimi poszarpanymi przy końcach rękawami, a drugi miał krótkie, czarne włosy, dłuższe od znajomych, delikatnie spięte w kucyk, miał na sobie białą bluzkę na ramiączkach, czarną kamizelkę, czarne, szerokie spodnie ze sprzączkami zsuniętymi w tył oraz glany. Na dodatek na jego ustach znajdował się okrągły kolczyk i tak samo lewej brwi. Przez chwilę wpatrywałam się w nich z fascynacją aż w końcu usłyszałam Iana:
-Jeżeli wpadli ci w oko, to powiedz, zostawię was samych.-zaśmiał się po raz kolejny.
-Fajnie że jesteście, miło mi poznać.-powitałam demony kiwając im i totalnie ignorując Iana.
-Nam również.-stwierdzili kłaniając się.-Jestem Daniel.-powiedział chłopak w czarnych włosach.-Jestem Sam.-powiedział chłopak z blond włosach.-Ian, lecimy?
-Jasne.-odpowiedział chłopak i odwrócił się w moją stronę.-Trzymaj się mnie a nie zginiesz.-Chwycił mnie pod rękę i wyczarował przed nami drzwi.
  Otworzył je i razem weszliśmy w wirujące kolory. Gdy otworzyłam oczy, znajdowaliśmy się w środku Londynu, w małej, ciemnej uliczce przed ogromną, strasznie zatłoczoną ulicą pełną różnorodnych sklepów. Nie miałam bladego pojęcia dlaczego mnie akurat tutaj zabrali. Rozglądałam się dookoła podziwiając widoki oraz zatłoczone miasto i zauważyłam jak Ian kiwa mi przed nosem ręką. Spojrzałam na całą trójkę i dostrzegłam ich szydercze uśmiechy. Nie wiedziałam o co chodzi, ale coraz bardziej mi się nie podobało. Nagle przysunęli się do mnie i krzyknęli:
-Zakupy!!!
-Jaja sobie ze mnie robicie?!-spytałam szybko nie mogąc w to uwierzyć. Ja wam się za to nie wypłacę!
-To na koszt firmy, a raczej Pana Mephisto.-odpowiedział Daniel.
-Ale...-zaczęłam, lecz czyjaś ręka zasłoniła mi usta.
-To jest taki zwyczaj, więc korzystaj póki masz nieograniczony budżet. Po za tym dodajmy że Pan Mephisto nikomu nie dawał pieniędzy na zakupy. Zawsze dostawali fundusze z dołu.
-To aż dziwne...-powiedziałam dalej trzymając się ręki Iana.
-No to na zakupy!-nakazał ruszając powoli i ciągnąc mnie za sobą.-Jak widzę nie lubisz tłoku.
-Nie przepadam...Szczególnie w sklepach, na ulicach i w komunikacji miejskiej...-odpowiedziałam szybko wchodząc z Ianem i resztą do jednego ze sklepów.
-Ten jest idealny.-powiedział.-Mało ludzi i ma duży asortyment ubrań i na dodatek sklep jest bardzo duży, dzięki temu oferuje towary z różnych półek. Dostaniesz tu niemal wszystko czego szukasz.
-Chyba nigdy nie trafiłam do tej części miasta...A szkoda, jak widzę.
-Ha, ha, chyba już sobie coś znalazłaś.
-Owszem.-zaśmiałam się.-Ale chyba nie powinnam.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

xsaxsa
 
-Słyszałem co się stało. Jak widzę, wszystko dobrze znosisz. Ciekawi mnie jak to robisz...-powiedział siadając na łóżku.
-Po prostu. Mam nowe ciało, zupełnie inne, nieznane i całkowicie dla mnie. Jak dla mnie...nie będę wspominać tego co działo się w moim poprzednim życiu, poprzednim ciele, bo po co? W końcu to nie jest to samo.
-Ciekawy punkt widzenia. A jak idzie ci z ogarnianiem mocy demona? I z całym tym byciem demonem?
-A dobrze...wiem że będę demonem posługującym się ogniem i mam jakiś pociąg do mieczy. Nigdy ich nie używałam, a teraz...nawet chce i umiem. Dość dziwne.
-Owszem, ciekawe, ale do wytłumaczenia. Możliwe że w swoim poprzednim życiu posługiwałaś się taką bronią, możliwe że byłaś jakąś wojowniczką albo coś w ten deser. Jutro zabierzemy cię na przechadzkę byś mogła ogarnąć się w świecie demonów. Jeżeli to nie jest dla ciebie problemem.
-Brak problemu.-odpowiedziałam bez zastanowienia.
-Nawet możemy ci pomagać. He, he, tak właściwie to miałem cię dzisiaj nie odwiedzać, ale byłem zbyt ciekawy twojej osoby, oraz widziałem jakie masz podejście do wszystkiego, więc postanowiłem podejść. Nie masz mi tego raczej za złe, prawda?
-Oczywiście że nie, po za tym nikt nie musi się o mnie martwić. Jest ze mną dobrze, a nawet o wiele lepiej niż by się wydawało. Ze spokojem.
-Jak uważasz. Ale i tak polecono nam się tobą opiekować i pilnować cię, więc nie mogę zawieść szefa. Jeśli chcesz, to na jutrzejszej wycieczce mogę pouczyć cię władania mieczem. Zapewne ci się przyda.
-Będę wdzięczna. I rozumiem że w tej pracy trzeba być wszechstronnym.-powiedziałam spostrzegawczo.-A tak właściwie...to co wy tu robicie i ilu was tu jest?
-Na pewno odrobinę cię przestraszę, gdy powiem że jesteś drugą dziewczyną tutaj, ale nie musisz się o nic martwić. W całym kompleksie znajduje się ponad setka demonów, ale nie wszystkie dostają zadania od Pana Mephisto i nie wszystkie te misje są jednodniowe. Mówimy że jesteś drugą demonicą, ponieważ tylko ty i jeszcze jedna otrzymujecie od szefa bezpośrednio zadania i są one krótkie. Za to jakaś 10 demonic dostaje misje od dołu i mają tu swoje pokoje.
-O! Ciekawie. Powoli zaczynam się bać...coraz dziwniej tu się robi.
-Ha, ha, ha, nie masz się czego tu bać, na prawdę. Nic ci się tu nie stanie, chyba że komuś podpadniesz, ale raczej mi się wydaje że po prostu cię oleją.
-Coraz bardziej mnie pan straszy...
-A właśnie, nie pan tylko Ian. Patrząc na wiek, w którym mnie zabito, jestem od ciebie tylko o pięć lat starszy. To wcale nie czyni ze mnie pana.-chłopak zaśmiał się patrząc mi w oczy.-A teraz już cię zostawię w spokoju. Pamiętaj że około 10 mamy wycieczkę. Czekaj w kuchni.
-Dobrze.-odpowiedziałam.
  Demon wyszedł z mojego pokoju pozostawiając mnie zupełnie samą i zmieszaną. Cieszył mnie fakt że już kogoś znam. Powoli zaczynałam się zastanawiać, gdzie ja tak właściwie jestem. Szef mówił że jesteśmy w świecie neutralnym, ale nie wiedziałam co to oznaczało. Czy chodziło o jakieś załamanie w świecie, coś między ziemią a piekłem? Czy może to osobny świat, do którego nikt nie ma wstępu bez pozwolenia szefa? Chciałam się dowiedzieć więcej, ale chwilowo byłam zbyt śpiąca. Siedziałam samotnie na łóżku starając się wyrzucić z głowy wszystko co stało się w moim poprzednim życiu. Po chwili wstałam i podeszłam do szafy przeglądając jej zawartość. Znalazłam tylko dwie pary majtków, stanik, skarpetki, dwie pary spodni, jakąś suknię, glany i szpilki.
*I w co ja mam się ubierać?* spytałam.
  Na dole szafy znalazłam jeszcze jedną bluzkę, białą, na ramiączkach i krótkie, białe spodenki, które wydawały się być pidżamą.
*Czy oni nie chociaż nie mogli zabrać moich rzeczy z mojego starego domu?* spytałam znowu. *Ale kijowo...*
  Westchnęłam ziewając i zabrałam mniemaną pidżamę, po czym ruszyłam do łazienki. Pierwsze co zrobiłam po wejściu, to odłożenie rzeczy na półkę i przejrzenie się w lustrze. W końcu od momentu w którym się tu znalazłam nie widziałam nawet jak wygląda moje nowe ciało.
*O rany, ale teraz jestem śliczna...* stwierdziłam nieskromnie.
  Strasznie podobał mi się mój nowy, nienaruszony wygląd. Miałam długie, czarne, proste włosy sięgające za pas z białymi pasemkami i końcówkami ledwo widocznymi, jasno-czerwone oczy, odstające kości policzkowe, różowawe policzki i mocno czerwone usta. Dodatkowo też miałam strasznie chudą figurę, nad którą jak było widać musiałabym popracować. Nie miałam zamiar wyglądać jak chodzący kościotrup, a rzeczy już na mnie wisiały. Westchnęłam beznadziejnie i zaczęłam się rozbierać napuszczając wody do wanny, oraz dopiero teraz rozglądając się po obecnym miejscu. W średniej wielkości łazience wyłożonej czerwono-białymi płytkami z wzorkiem hibiskusa znajdowało się mnóstwo przydatnych mi rzeczy, takich jak kosmetyki i ręczniki, oraz szafki w których znajdowały się szmatki do czyszczenia oraz różne chemikalia. Odwracając się w stronę dużej wanny przypominającej kształtem jacuzzi, szybko do niej weszłam wsuwając się całkowicie pod wodę. Po namoczeniu włosów zaczęłam je myć szamponem leżącym na brzegu wanny o zapachu lawendy z cynamonem. Potem wypłukałam włosy, nałożyłam odżywkę i umyłam szybko siebie. Następnie wyciągnęłam korek z wanny i zaczęłam się opłukiwać woda z prysznica płucząc dokładnie włosy. Wyszłam na suchą powierzchnię i zauważyłam ze moje piersi są w sam raz. Nie za duże nie za małe. Podobała mi się to. Po wytarciu się zielonym ręcznikiem z papugą ubrałam się w pidżamę, po czym z zawiązanym na głowie weszłam do pokoju wyczarowując suszarkę w ręce. Usiadłam na łóżku, zdjęłam ręcznik, podłączyłam suszarkę do prądu i zauważyłam szczotkę do włosów na swojej poduszce. Zabrałam ją i zaczęłam rozczesywać swoje długie włosy a potem zaczęłam je suszyć. Nigdy nie miałam problemów z włosami ponieważ miałam je tak krótkie że suszyłam je pięć minut, a teraz nawet dwadzieścia minut nie wystarczało. Gdy w końcu skończyłam, odesłałam suszarkę, ręcznik i szczotkę do łazienki i rzuciłam się na łóżko okrywając się szczelnie kołdrą. Ziewnęłam jeszcze raz i poczułam jak powoli już zasypiam. Światło w pokoju zgasło sprawiając że ogarnęła mnie bezgraniczna ciemność. Łóżko było tak wygodne że zupełnie po chwili już spałam.
***
Pokaż wszystkie (2) ›
 

xsaxsa
 
***
  Trójka demonów stała spokojnie w rogu biblioteki przyglądając się nowej współlokatorce z zaciekawieniem, która wydawała się być bardzo zainteresowana pomieszczeniem w którym się aktualnie znajdowała i zapewne nie wiedziała co się wokół niej dzieje. Demony wymieniały porównawcze spojrzenia po czym jeden z nich spytał:
-To ona? Co Mephisto sobie myśli?
-Nigdy nie wiesz co mu w głowie siedzi.-dodał drugi demon.
-Ja tam myślę że ona może coś zdziałać.-dodał trzeci demon z totalną ignorancją.-Może jak na razie zbyt dużo nie rozumie, ale to normalne. Przypomnieć wam jak było w wami?
-Nie musisz...doskonale to pamiętamy.-pierwszy demon wzdrygnął się na myśl o przeszłości.
-Taaa...Mephisto strasznie was nastraszył, przez co zaczęliście krzyczeć jak wariaci. Kocham to wspominać. Od razu mam ciarki na plecach.-kontynuował trzeci demon, śmiejąc się z przyjaciół.
-Śmiej się więcej a zapewne zarobisz w zęby.-dodał drugi demon.-Ciekawe jak było z tobą. Hmmm...chyba zapytam o to Pana Mephisto.
-Możesz pytać, ale moja reakcja nie różniła się bardzo od jej.-odparł obojętnie trzeci wzruszając ramionami.-Jakoś nie obchodziło mnie za bardzo co się stanie i to co już było. Liczyła się tylko zemsta.
-Widzę że dużo o niej wiesz. Może podzielisz się z nami tymi informacjami.-zaczął pierwszy demon spoglądając na dziewczynę, która szukała książek na półkach.-Również jestem ciekaw, jakie ciekawostki kryje nasza owieczka.
-Idź do szefa jeżeli chcesz wiedzieć coś o niej. Ja nie mogę nic wam powiedzieć. Po za tym chyba i tak już za dużo powiedziałem.
-Jestem ciekaw co tu się zacznie dziać. W końcu mamy tu tylko dwie dziewczyny...na cały nas, jakby to powiedzieć... ,,akademik``
-Może być ciekawie. Zapewne panowie będziemy mieć duży ubaw.-zaśmiał się drugi demon wyszczerzając kły.
-Lubię jak budzisz w sobie tego demona.-zaczął pierwszy śmiejąc się.-Od razu wiadomo że będzie interesująco. Czy masz zamiar do niej podejść lub „zaatakować” różkami?
-Podejść możemy, nie zaszkodzi nam to.
-Na razie zostawcie ją samą.-powiedział Mephisto znowu ze spokojem opierając się o ścianę ze skrzyżowanymi na piersiach rękoma.-Musi sama pogłówkować.
-Szef...-powiedzieli wszyscy kłaniając się.
-Ona sama musi nauczyć się korzystać z mocy i sama musi dowiedzieć się jakie dokładnie moce dostała. Wy możecie jej podrzucić pewne pomysły jak ma do tego dojść, ale na razie niech zostanie sama. Może być jeszcze trochę oszołomiona, po tym co się stało. Przyda jej się posiedzieć samej, byleby się od wszystkich nie odgrodziła.-ciągnął demon.
-Tak więc jutro się z nią spotkamy i zabierzemy na przechadzkę.
-Uważajcie na nią. Nie wiem co może się stać i od razu mówię, nie zbliżać się do niej za bardzo...nie wiem jak zareaguje gdy ktoś ją dotknie...tym bardziej facet...
-O co chodzi?-spytał drugi demon.-Możesz nas oświecić i powiedzieć co się jej stało? Cokolwiek...
-Zgwałcona i strasznie pobita. Wyrywali jej paznokcie, łamali kości, wszystkie po kolei...Dlatego mówię by być ostrożnym. Niby twierdzi że ma wylane...ale dowiemy się tego dopiero.
-Marko...faktycznie źle z nią było...dobra okey będziemy jej bronić i jej pomagać. Chociaż do momentu gdy się usamodzielni i będzie jej lepiej.
-Sam, Daniel, Ian. Jesteście od teraz odpowiedzialni za pilnowanie jej, donoszenie mi o wszystkim, o postępach, powikłaniach i tak dalej aż do odwołania, rozumiemy się?
-Tak jest szefie!-odkrzyknęła cała trójka zgodnie.
  Chłopacy spojrzeli na dziewczynę która nalała sobie herbaty do filiżanki i usiadła na fotelu zabierając się za lekturę. Wyglądała na spokojną i opanowaną. Nie było po niej nic widać, jakby wszystko tak po prostu zapomniała, jakby nawet nie próbowała, jakby po prostu to zrobiła. Nie mogli zrozumieć jak ona potrafiła to tak szybko zrobić. Było to coś co do nich całkowicie nie docierało. Ich życie też nie było łatwe, ale nie tak skomplikowane jak jej. Przy niej narzekanie nie powinno mieć miejsca. Jej życie było koszmarem, nie ich. Dopiero teraz zaczęli odczuwać dziwne emocje, które mówiły że ona może im pomóc. Co prawda nie znali jeszcze jej umiejętności, ale wiedzieli że ona potrafi więcej niż się wydaje. Po chwili zniknęli z biblioteki pozostawiając po sobie zupełną ciszę, pustkę, dziewczynę i szefa samych. Demon wydawał się być zainteresowany tym co pocznie potem jego nowy nabytek. Stał spokojnie dalej opierając się o ścianę i przyglądając się jej uważnie. Czuł że ona jest jego odpowiedzią na wszystkie pytania. Może i jej nie znał, ale chciał ją chronić. Czuł że ona zmieni bieg historii. Pokaże coś nowego i odmieni ich wszystkich życią na lepsze.
***
  Siedziałam spokojnie n fotelu popijając herbatę z filiżanki i czytając książkę o nauce magii demonów. Zrozumiałam na razie tylko tyle że każdy człowiek po śmierci, gdy przemieni się w demona dostaje jakiegoś rodzaju moc, która objawi się w późniejszym czasie nie wiadomo czym. Zrozumiałam też że przemiana w demona nie następuje od razu po śmierci, tylko kilka dni później, chociaż moc już się powinna objawić na drugi dzień. Nie byłam osobą tępą, więc wiedziałam więcej niż powinnam oraz rozumiałam wszystko co czytałam. Spojrzałam przed siebie i dostrzegłam że Mephisto, stoi pod ścianą opierając się o nią i przyglądając się mi. Możliwe że się martwił...ale nie wyglądał na taką osobę. Wydawało mi się że będzie zimny i nie będzie się o nic martwił. Na razie nie wiedziałam o nim nic, ale mu zaufałam. Był demonem i dał mi szansę zemsty na tych którzy źle mnie potraktowali, to pchało mnie dalej. Szybko zwróciłam oczy w stronę kartek książki czytając dalej. Po godzinie stwierdziłam że jakoś nie chce mi się już czytać. Odłożyłam książkę na swoje miejsce i ruszyłam w stronę drzwi. Otworzyłam je wyobrażając sobie pokój i weszłam zamykając drzwi za sobą. Nie miałam ochoty wychodzić na dwór. Miałam ochotę zasnąć, źle jakoś musiałam dowiedzieć się jakie moce posiadam. Usiadłam na łóżku zamykając oczy i usłyszałam jakby coś się przede mną paliło, więc natychmiastowo otworzyłam oczy. Przez chwilę wpatrywałam się w ogień oplatający moją rękę i zauważyłam że to mnie nie parzy. Cieszyło mnie to bo w końcu wiedziałam czym przyjdzie mi się posługiwać. Na dodatek poczułam dziwny pociąg do zabawy mieczami. Wyobraziłam sobie miecz i zaczęłam go obracać między palcami bawiąc się. Dziwiło mnie to. W końcu nigdy w życiu nie trzymałam w rękach prawdziwego miecza. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi. Powiedziałam że można wejść i chwilę później zauważyłam jak do mojego pokoju wchodzi demon w krótkich, czarnych włosach wygolonych po lewej stronie i z jakby dość długą grzywką na prawą stronę, z trzema kolczykami w lewym uchu. Stał w czarnych spodniach, glanach z czerwonymi oczami i czarną bluzką na ramiączkach. Wyglądał na bardzo umięśnionego, silnego i spokojnego chłopaka, który był przy okazji obojętny na wszystko.
-Jestem Ian Somevhallen. Miło mi cię poznać. Mam nadzieję że nie przeszkadzam.-zaczął.
-Jestem Scarlet...mi również miło poznać, nie, nie przeszkadzasz.
-Jak się czujesz?-spytał poważnie trzymając ręce w kieszeniach.
-Dobrze. Nowe ciało jest nawet bardzo wygodne. Raczej z poprzednim nic już nie dałoby się zrobić.-posłałam mu uśmiech prostując palce u lewej ręki.
-Zapewne.-powiedział podchodząc bliżej,-Mogę usiąść?
-Pewnie. Dlaczego nie?
Pokaż wszystkie (2) ›
 

xsaxsa
 
  *No to będzie ciekawie.* pomyślałam. Nawet nie wiedziałam gdzie jesteśmy, ale zapowiadało się coraz dziwnie i coraz to ciekawiej. Co prawda nie mogłam się doczekać pracy i w końcu możliwości zemsty, ale z drugiej strony nie spieszyło mi się. Musiałam obmyśleć dokładny plan działania, plan zemsty i musiał on by być taki by moi zabójcy cierpieli gorzej niż ja. Spojrzałam na Mephista i zauważyłam jak wstaje z miejsca. Ruszył przed siebie wskazując ręką bym ruszyła za nim, więc od razu to zrobiłam. Nie mając butów, ale dziwnym trafem ubranie weszłam za nim po schodach i zauważyłam strasznie długi korytarz pełen różnorodnych drzwi prowadzących do różnych pokoi. Wskazał na jeden z nich i powiedział bym sobie wyobraziła jak ma wyglądać w środku. Nie wiedziałam o co dokładnie chodzi, ale od razu pomyślałam o ciemnej boazerii, kilku plakatach i obrazach przedstawiających lasy, kwiaty, jeziora i ulubione zespoły, pomyślałam o dużym łóżku dosłownie przy oknie po lewej stronie, kilku szafach po prawej stronie na początku pokoju, kwiatach w różnych miejscach pokoju oraz dość dużym biurku do swoich rysunków. Otworzyła oczy a demon otworzył drzwi przede mną. Cały pokój wyglądał identycznie jak go sobie wyobraziłam. Był po prostu idealny, piękny, duży i wprost idealny dla mnie. Rozglądając się dookoła weszłam do niego i usłyszałam zatrzaskujące się za mną drzwi. Przez chwilę nie wiedziałam co się dzieje, ale w końcu  przypomniałam sobie że od teraz pracuję i mieszkam z demonem, a on może wszystko. Na dodatek nie wiedziałam ile demonów jeszcze tu mieszka. Powoli usiadłam na łóżku nie chcąc z niego spaść, w końcu nie wiedziałam czy to nie jakiś sen, albo wytwór mojej wyobraźni. Spojrzałam na puste biurko i wyobraziłam sobie swoje rysunki powieszone na tablicy korkowej. Nagle faktycznie się tam pojawiły. Nie mogłam tego rozumieć. Może i byłam teraz demonem, ale zupełnie nie wiem jak mam się z tym obchodzić. Szybko wstałam z miejsca i otworzyłam drzwi chcąc wyjść. Jednak natychmiastowo zatrzymałam się widząc różnokolorowe fale za drzwiami. Przez chwilę patrzałam przed siebie nie rozumiejąc zaistniałej sytuacji, aż w końcu za swoimi plecami usłyszałam znowu jego męski, demoniczny głos:
-Jak widać nie wszystko do ciebie dotarło.-zaśmiał się.
Odwróciłam się w tył powoli zamykając drzwi za sobą i zauważyłam demona opierającego się o parapet okna z rękoma skrzyżowanymi na piersiach. Uśmiechał się szyderczo i wpatrywał we mnie swoje duże, ciekawskie oczy. Zaniemówiłam. Zupełnie nie wiedziałam co mam powiedzieć, cała ta sytuacja była dla mnie niezrozumiała i dziwna. A teraz jeszcze wydawało mi się że zrobiłam z siebie kompletną kretynkę.
-No...nie zrozumiałam...ja...przepraszam, ale nie wytłumaczyłeś mi wszystkiego, nic...nawet nie wiem jak ja mam się tu poruszać.
-Co prawda powiedziałem byś moce demona ogarnęła sobie sama, ale nie zaszkodzi jak ci trochę pomogę.-zaśmiał się znowu.-Wytłumaczę ci to najprościej jak tylko się da. To mieszkanie znajduje się w strefie neutralnej. Nikt tu nie wejdzie ani nie wyjdzie bez mojej zgody. Przemieszczać się między korytarzem, pokojem, kuchnią a światem zewnętrznym możesz dzięki wyobrażeniu sobie miejsca do którego chcesz trafić. Na przykład wyobrażasz sobie kuchnię i ze swojego pokoju wchodzisz prosto do niej. To bardzo przydatne i wygodne, ale sama musisz to przećwiczyć. Tu ci już nie pomogę. Niemal całkowicie podobnie wygląda wyjście z domu. Wyobrażasz sobie miejsce do którego chcesz iść i proszę. Otwierasz drzwi i jesteś tam.
-O...Okey...rozumiem...a co jeśli takie, wyobrażone przeze mnie miejsce w ogóle nie istnieje?-spytałam z narastającą ciekawością.
-To je praktycznie rzecz biorąc stworzysz. To nic złego, ale staraj się nie tworzyć zbyt wielu rzeczy i miejsc bo może się to źle skończyć. Po prostu nie przesadzaj. Skoro masz moce, to wykorzystuj je do tego co jest ci potrzebne.
-Em...rozumiem...a ogólnie...to jak posługiwać się mocą?-spytałam mając nadzieję na odpowiedź.
-Eh...-demon westchnął podnosząc się, podszedł do mnie, popukał w głowę.-Skup się!-powiedział po czym od razu zniknął z mojego pokoju zostawiając mnie samą z moimi zakręconymi myślami.
  Czułam się dziwnie, przez chwilę nawet było mi smutno i nie wiedziałam co mam z tym zrobić. Nagle wyobraziłam sobie nutellę, chleb, nóź, oraz talerz leżące na biurku. Gdy tam spojrzałam, znowu wszystko leżało na swoim miejscu. Ze smakiem zaczęłam szykować sobie mniemaną kolację czując coraz bardziej narastający głód. Jedząc czułam że trochę się najadłam, ale na pewno nie tak jak powinno być. Po chwili pomyślałam że może gdybym wyszła na dwór i się pouczyła, może lepiej bym wszystko zrozumiała, ale najpierw potrzebowałabym jakichś książek by cokolwiek ogarnąć. Zostawiając bałagan na stole, otworzyłam drzwi wyobrażając sobie bibliotekę w tym domu. W końcu taki demon jak on, powinien mieć coś takiego jak biblioteka. Po otworzeniu drzwi ujrzałam średniej wielkości półokrągłe pomieszczenie pełne regałów na każdej możliwej ścianie. Na dodatek na regałach nie było chyba żadnego, pustego miejsca a regały sięgały kilkunastu metrów wysokości. Nie wiedziałam jak ogromny jest dom w którym się znajdowaliśmy, ale na pewno wiedziałam że biblioteka jest ogromna...a może raczej strasznie wysoka. Na samym środku pomieszczenia, gdzie znajdował się podest oraz ogromny niebiesko-czerwony dywan znajdowały się również trzy czerwone sofy i cztery również czerwone fotele, po środku nich stał dość duży stół na którym znajdował się wazon z tęczowymi róża i, szklanym podstawkiem pod nim, serwetkami co kawałek na skraju stołu, a na jednym z miejsc znajdowała się filiżanka. Obok niej stały dwa dzbanki z których wylatywała para. Powoli ruszyłam przed siebie oglądając wszystko dookoła z podziwem.

***
  • awatar julia: Co to za laleczka
  • awatar gość: Extra! Czekam na kolejny rozdział ^^
  • awatar TwoBlackRose: @Monsterka 007:Dziękuję :) @julia: Główna bohaterka :)
Pokaż wszystkie (10) ›
 

xsaxsa
 
  Związali, zakneblowali jej usta i wyrywali każdy paznokieć po kolei, łamali każdy palec, który tylko był, każdą kość, tak by ból przeszywał jej ciało od góry do dołu. Dziewczyna krzyczała, nie mogąc zrobić zupełnie nic. Nic nie pomagało. Czekała z utęsknieniem aż skończą się te męki, aż w końcu ją zabiją. Wydłubywali jej oczy wsypując w ich miejsce jak i w otwarte rany sól a wtedy ból wzmógł się bezlitośnie. Dziewczyna próbowała krzyczeć lecz drewno w jej ustach jej to uniemożliwiało. Niczym nie zawiniła, nic nikomu nie zrobiła, była pogodna i często się uśmiechała, zawsze była z dala od kłopotów. Nie lubiła mieszać się w nie swoje sprawy…więc dlaczego ją to spotkało? Zastanawiała się czując łzy złości i okropnego bólu spływające po rozgrzanych do czerwoności policzkach, po których również spływała biała maź. W końcu ostatni cios pozbawił ciało głowy jak i życia. Dziewczyna wreszcie mogła odpocząć, opuścić ten świat i odnaleźć się w końcu w innym, może lepszym. Nie wiedziała co dalej ją czeka, ale miała cichą nadzieję na lepsze jutro.
***
  Czułam się dobrze. Nie chciałam otwierać oczu, bo nie wiedziałam c zobaczę gdy je otworzę. Czułam…jakbym pływała w jakimś dziwnym oceanie, gdzie woda jest strasznie gęsta i można tam oddychać. Chciałam się zemścić, tylko to teraz chodziło mi pogłowie.
*Tak właściwie to…ja umarłam, więc co się teraz dzieje…?* spytałam nie rozumiejąc zaistniałej sytuacji.
*Widzę że w końcu do nas dotarłaś.*zaczął jakiś słodki, przyjemny, męski głos*Wiem że życie sprawiło ci wiele bólu. Wiem że chcesz się zemścić. Dam ci szansę.*
  Przez długą chwilę nie wiedziałam co się dzieje, ale dalej trwałam w bezruchu nie otwierając oczu  i czując jak moim dziwnym trafem długie włosy falują. Nie miałam bladego pojęcia jak ma wyglądać życie po śmierci lub życie poza ciałem, ponieważ nigdy w życiu czegoś takiego nie miałam, ale chciałam dowiedzieć sę o co chodzi tej nieznanej mi osobie.
*Owszem, chcę się zemścić, ale nie wiem co sobie życzysz w zamian za moją szansę powrócenia do świata żywych i zabicia osób które tak niemiło mnie urządziły.* odpowiedziałam spokojnie słysząc mój nowy, dziwny, ale i uroczy głos.
*Chcę ciebie. Chcę byś była mi oddana i robiła to o co cię poproszę. Uwierz mi, zabijam tylko tych złych ludzi, którzy coś złego zrobili i nie zasługują na dalsze życie. Jestem katem i nie można tym ludziom wierzyć we wszystko co mówią.* odpowiedział z nieziemskim spokojem.
*Ale proszę…wytłumacz mi co dokładnie masz na myśli mówiąc „chcę ciebie” i „masz być mi oddana”* poprosiłam grzecznie.
*Spokojnie, nie mam na myśli nic złego. Chcę byś po prostu mi pomagała, byś ze mną karała tych złych, byś była moją pomocniczką. To zapewne nic złego. Ale od razu mówię, nie będziesz już człowiekiem.* odpowiedział normalnie, jak gdyby nigdy nic.
  W tym momencie odrobinę się przestraszyłam. Nie wiedziałam o co chodzi, ani nawet z kim rozmawiam. Co prawda nie liczyłam ze powrócę do życia jako człowiek, ale aż tak szybko? Nawet jeżeli był demonem, czułam się przy nim bezpiecznie jak i czułam że wcale nie jest zły. A moje przekonania nigdy mnie nie zawiodły. Otworzyłam oczy i zauważyłam jakbym lewitowała w ogromnej, gęstej, granatowej pustce. Nade mną widziałam promienie słońca, dokładnie jakbym była pod wodą. Rozejrzałam się dookoła i zauważyłam że nikogo tu nie ma. W takim razie z kim i jak ja rozmawiałam?
*Kim i czym jesteś?* spytałam próbując nie zabrzmieć na przerażoną ani na rozkojarzoną.
*Mówią na mnie Mephisto Azazel III. Jestem demonem jak zapewne wyczułaś. Wiem że nie wierzyłaś w istnienie demonów ani aniołów, ale teraz przykładem jestem ja. Nie musisz się mnie bać. Wiem że będziesz się przez jakiś czas bać, czuć nieswojo, ale proszę zdecyduj.* powiedział pokazując się przede mną.
  Miał fioletowe, niemal czarne, długie włosy, sięgające łopatek, spięte gumką, szramę przez całą szyję jak i było widać kawałek szramy na piersi. Miał na sobie białą koszulkę z krótkim rękawem, czarne spodnie, glany, śliczny, długi ogon jak i duże, czerwone oczy. Uśmiechnął się do mnie ukazując długie kły, a jego ręce schowane były w kieszeniach spodni. Nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć. Spojrzałam na siebie i dostrzegłam że jestem nago, ale moje ciało pokryte jest czarnym, dziwnym cieniem. Jednak nie za bardzo mnie to w tej chwili interesowało.
*Chyba się na to zgodzę. Powiem tyle że nie obchodzi mnie to co stało się przed moją śmiercią. Teraz jak widzę mam nowe, inne ciało, więc udaję że nic się nie stało.* odpowiedziałam obojętnie.
  Widać było że ucieszyło to demona stojącego przede mną. Niebezpiecznie zbliżył się do mnie i niczym wiatr pocałował mnie w czoło. Poczułam że mdleję a zaraz po tym nie wiedziałam już nic.
  Obudziłam się czując ciepło jak i że leżę na czymś miękkim. Czułam się jakoś dziwnie. Było mi niedobrze, kręciło mi się w głowie, nawet leżąc i coraz mocniej zaczynała boleć mnie głowa. Słyszałam jak ktoś przechadza się po pokoju w którym się znajdowałam i natychmiastowo wyprostowałam się otwierając oczy. Dopiero wtedy zauważyłam że to tylko demon szukający czegoś w biurku.
-Spokojnie, to tylko ja.-zaśmiał się.-Napij się herbaty. Powinna pomóc ci przyzwyczaić się z powrotem do życia.
-Dziękuję…-odpowiedziałam szybko odbierając i popijając herbatę. W tym samym momencie złe dolegliwości ustąpiły.
-Masz bardzo ciekawy tok myślenie.-demon usiadł na krześle naprzeciwko mnie.-Nikt jeszcze nie postąpił tak jak ty przed chwilą. To po prostu intrygujące.
-Cieszę się że w ogóle ktoś tak myśli. Wiele osób zapewne wyśmiałoby mnie i powiedziałoby że jestem po prostu kompletną kretynką…
-Ludzie i demony bardzo się od siebie różnią.-odpowiedział kładąc nogę na kolanie, prostując się i zakładając ręce za szyję.-Żyję dość długo by znać wszystkie rasy jakie istnieją na świecie na wylot. Znam każdy ich ruch i każde rozumowanie. To aż nudne…-westchnął.
-Ja…To co mam robić?-spytałam niepewnie.
-Dzisiaj ci odpuszczę, zaprowadzę cię do pokoju i ze spokojem się ogarnij. Dopiero pojutrze zajmiemy się pracą. Od razu mówię nie licz na ulgę, jestem surowy jeżeli chcę. I taki psikus, bycia demonem musisz nauczyć się sama.-zaśmiał się szyderczo.
 

 

Kategorie blogów