Wpisy oznaczone tagiem "moje refleksje" (1000)  

deergirl
 
Dzisiaj jest idealny dzień na opierdalanie się, ale niestety obiecałam, że przyjdę do dziewczyn obejrzeć film u jednej z nich w domu (w sumie to akademiku). Tak mi się nie chce... a jeszcze muszę coś kupić do jedzenia, bo w sumie wypada. Może kupie nawet szampana, o którego pytała Iza, nie wiem, zastanowię się nad tym...
Na rodzinnym obiedzie było całkiem sympatycznie, odczuwało się napiętą atmosferę, ale dało się przeżyć. Więc nie jest tak źle.  
c4731c7d1fa6eb3eb9b2dadc706ec54a.jpg
 

deergirl
 
Dzisiaj nie chce mi się nic. Mam oficjalną przerwę od życia, do nikogo się nie odzywam, z nikim nie piszę, Facebook jest wyłączony. Nic mi się nie chce. Brak leków daję się we znaki coraz bardziej, a ja ciągle mówię mamie by nie umawiała mnie do psychiatry. Mówić to se mogę, na szczęście pani doktor jeszcze do końca września jest na wakacjach, więc nie muszę na razie do niej iść. I dobrze, bo w sumie nie mam nic do powiedzenia.
M. zaczął już pracę, więc nie będziemy spędzać każdej chwili non stop. W końcu! Mam czas dla siebie i go nie ma i nie patrzy mi w monitor. W ogóle to jestem zdziwiona, że jeszcze nikt nie dowiedział się o tym blogu. Nawet specjalnie go nie ukrywam - wystarczyłoby tylko wejść w moją historię przeglądarki i ma się wszystko podane na tacy. To chyba właśnie zasługa tego, że nawet nie staram się tego ukryć. Ludzie jakoś potrafią wyczuć, że ktoś coś przed nimi ukrywa, bo właśnie... to ukrywa. Nazwę to paradoksem tajemnicy.
Coraz bliżej rodzinny obiad, a ja powoli zaczynam mieć wszystko w dupie. Już mnie nie interesuje co będzie, czego nie będzie, kto przyjdzie, kto nie przyjdzie. Dadzą mi nowy komputer, ja ładnie podziękuję i tyle. Jeśli będę się nudzić albo nie spodoba mi się atmosfera po prostu wyjdę - nie chce mi się męczyć. Bo i po co?
Dzisiaj dostałam mail od mojej uczelni dotyczący spotkania organizacyjnego dla pierwszego roku. 28 września godzina 11:00 na ulicy Piastów. Pójdę sama. Przyjść z mamą to największa siara, a chłopak też nie jest mi tam do szczęścia potrzebny. Zobaczymy jak to będzie. Do tego dowiedziałam się i kierunku, który miał być dopiero w przyszłym roku... jest w tym. Dzięki US na info! Mam nadzieję, że jeszcze nie jest za późno i mogę się jeszcze zapisać. Byłoby fajnie, bo bardzo zależy mi na pisarstwie, a ich informacje są tak łatwo dostępne i ogarnięte, że dowiedziałam się o tym dopiero teraz. A przecież szukałam informacji na stronie... i nic! Była nawet notka w lipcu, że pisarstwo będzie otwierane w przyszłym roku. Ech... oby było jeszcze miejsce.
b52702f2e35758110870803bdb7ceb2e.jpg
 

deergirl
 
Muszę przyznać, że nie jestem zbyt rodzinną osobą, razem z rodzicami raczej się nie angażujemy w "dalsze" życie rodzinne. Nie wiem dlaczego. Najważniejsza jest dla nas najbliższa rodzina, a reszta nas po prostu nie interesuje. Gorzej zaczyna być kiedy ta najbliższa rodzina się od nas izoluje i "odcina się od zdjęcia". Tak teraz robi mój wujek (brat mojej mamy).
Już od jakiegoś czasu nasze relacje z nim się pogorszyły, a wina jest po obu stronach. Jednak za każdym razem udawało się ten konflikt załagodzić, ale tym razem już nie. Mama z wujkiem przez ostatnie lata kłócili się bardziej niż zwykle, a ostatni rok to już apogeum. Ale to co się stało wczoraj przechodzi jakiekolwiek pojęcie. Wujek ze swoją dziewczyną (do niej jeszcze wrócimy) przyjechali do nas po rzeczy babci, które u nas zostawiła. Dla nas to normalne, że jak się spotykamy to rozmawiamy, pijemy herbatę... nawet te pół godziny gadania o byle czym powinna być normą, no bo w końcu jesteśmy rodziną. Tak to chyba powinno być. Jednak wujek wziął rzeczy stwierdził, że idą do znajomych i wyszedł. Tak po prostu. Żadnego "co tam u was?" albo "jak tam". Nic. Mama najpierw była zszokowana, po prostu patrzyła się na drzwi z dobrą minutę. Następnie po prostu usiadła i załamała ręce. Było jej po prostu przykro, że jej własny brat tak ją traktuje. Pytała się tylko "za co on mnie tak nienawidzi?", "co mu zrobiłam?". Nie wiedziałam co odpowiedzieć. To jej rodzony brat. Jedyny. Nawet ja nie spodziewałam się po nim czegoś takiego.
Wszystko zaczęło się od jego dziewczyny, od początku za nią nie przepadaliśmy, ale ją akceptowaliśmy. Mama się nawet nią zajmowała podczas nieobecność wujka (jest mechanikiem okrętowym i pływa dwa tygodnie na dwa tygodnie). Karolina (tfu..) po prostu popadała w depresję, gdy go nie było, a moja mama ją odwiedzała, chodziły razem na zakupy i spędzały wspólnie czas. Ja tez się czasami do nich dołączałam. Ale z dniem kiedy wujek wracał z rejsu Karolina zmieniała się o 180 stopni. Robiła się z niej wielka pańcia, której nie byliśmy godnie, by z nią przebywać. Ignorowała nas i miała po prostu w dupie i tak wkoło Macieju to samo. Jest też strasznie zazdrosna o mnie. Jestem chrześnicą wujka i jedynym dzieckiem w rodzinie (on nie ma dzieci), więc jestem dla niego bardzo ważna, to chyba zrozumiałe, jestem rozpieszczoną księżniczką w rodzinie, ale Karolinie się to nie podoba. Za każdym razem gdy wujek mi coś kupił, nieważne co i nieważne z jakiej okazji - ona łapała focha. Po prostu cały czas siedziała naburmuszona, bo jej chłopak kupuje coś swojej siostrzenicy. To jest śmieszne. Dlatego wujek nie robi mi niespodzianek, nie daje "kieszonkowego", bo jego dziewczyna tego nie akceptuje. To przez nią tak ogranicza kontakty z rodziną. Nawet do własnej mamy (mojej babci) nie jeździ tak często jak kiedyś, bo jej się to nie podoba. To jest chore. I jest mi po prostu przykro. I żal mi mamy, bo widzę jak to przeżywa. No kurde to jest jej brat.
W środę jest obiad rodzinny z okazji mojej zdanej matury i rozpoczęcia studiów i już czuję tą napiętą atmosferę. Oczywiście zaprosiliśmy wujka i jego (tfu..) dziewczynę, ale nie będzie to miły obiadek przy rosołku. Jest to szokujące jak kobieta może zmienić faceta... po prostu nie do poznania, to już nie jest ten sam facet. Babcia opowiadała jak razem z nią przyjechali do niej i jedli obiad. Babcia powiedziała, że jej przykro, że jej syn i córka się kłócą i się nie dogadują. Wiecie co ona powiedziała? "Ale to nie jest pani sprawa". To jest cytat, babcię po prostu zatkało. Jak to nie jej sprawa skoro to są jej własne dzieci!?? Wyobrażacie sobie tak powiedzieć to matki waszego chłopaka. Bez pardonu.
No cóż... zapowiada się ciekawy obiadek rodzinny. Będzie płacz i zgrzytanie zębów.
a0d04c3f5dd9a8a96376a7edfbcea190.jpg
  • awatar Amfitryta: Wujek kiedyś przejrzy na oczy ... spokojnie ..
  • awatar LonelyDeer: @Amfitryta: Tylko żeby nie za późno :/
Pokaż wszystkie (2) ›
 

deergirl
 
Ostatnio byłam na imprezie razem ze znajomymi mojego chłopaka (oczywiście z nim), poszliśmy do lokalu, gdzie odbywało się karaoke i coś mi strzeliło, że się zgłosiłam (czemu zawsze sobie to robię??).Wybrałam piosenkę Grzegorza Ciechowskiego "Tak tak... To ja".

Wydawało mi się, że nieźle mi idzie, nawet mój głos był spoko (chyba). Niestety nagłośnienie było średnie i w niektórych momentach gubiłam rytm, bo w sumie słyszałam siebie, ale melodii już nie, więc końcem końców wyszło mi średnio. Oczywiście ja jako perfekcjonistka mówiłam sobie, że po prostu zjebałam i było mi wstyd. Jednak później sobie to przemyślałam i w sumie to chuj, że w paru momentach mi nie wyszło. Przecież nie ćwiczę wokalu na co dzień i nie jestem profesjonalistką. Odważyłam się wejść na scenę... i zaśpiewać...przy ludziach! Nawet trochę potańczyłam - tak się rozluźniłam. Mimo wszystko bili mi brawo, więc najgorzej raczej nie było. Po tej głębszej analizie sytuacji to nawet jestem z siebie dumna. Dałam radę. To świadczyło o mojej odwadze i pewności siebie. Brawo ja!
Poza tym spodobałam się jednemu z sędziów, co mnie też podbudowało. Gdy powiedziałam, że się zgłaszam do karaoke on powiedział, że to nie jest miejsce dla mnie (tu już zaczęłam oczywiście się stresować i chciałam płakać), to jest za mała scena, a dla mnie to powinien być cały lokal. Chamski podryw, ale zrobiło mi się miło. Nawet do mnie mrugnął, a ja chyba spaliłam buraka. Niecodziennie słyszy się takie rzeczy!
3ff4e6d3ef7ee95c904a90c297f46583.jpg
  • awatar vailetis: Odważna jesteś i nie przejmuj się bo przez złe nagłośnienie i najlepsi wokaliści kaleczą swoje kawałki :)
  • awatar LonelyDeer: @vailetis: :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

deergirl
 
Dzień zaczęłam bardzo przyjemnie - dlatego zadowolona włączyłam laptopa po miłosnych uniesieniach. A tam już nie tak fajnie...
Kierowniczka od dawna mówi nam o maszynie do robienia ryżu u nas w sklepie żebyśmy mogły sobie robić obiadki w pracy. Brzmi super. Jestem za. Nawet znalazłyśmy taką za 100 zł i miałyśmy się na to złożyć...a tu nagle kierowniczka wyskakuje, że kupiła maszynę na 250 zł. Nie uprzedziła nas o tym, a teraz musimy oddać jej pieniądze. Nie rozumiem takiego zachowania, czy ona myśli, że my mamy pieniądze na takie rzeczy? A przecież jeszcze musimy kupić miseczki i pałeczki (bo ona nie chce wpierdalać widelcem...). Super, moje plany finansowe poszły się jebać...
ae8e6a29e5b22ce5e391b2d2d914ff20.jpg
 

deergirl
 
Nie wiem czy to brak leków od tygodnia czy po prostu nagły zastrzyk agresji, ale wziął mnie wkurw na maksa. Nadal nie mogę się uspokoić, a klawiatura zaraz się złamie od nacisku moich wkurwionych palców.
Prawdopodobnie wyprzedały się bilety na koncert Nothing But Thieves w listopadzie, a ja nie mam biletów. Dlaczego ich nie mam? Bo mój genialny pracodawca zwleka z moją wypłatą już od 2 jebanych dni! No kurwa to są jakieś żarty, ja jako pracownik mam mieć pieniądze w dniu, na który wskazuje umowa, a umowa mi mówi, że w każdy poniedziałek miesiąca dostaję wypłatę za tydzień pracy!! I co?? Kurwa do tej pory ich nie mam, a bilety się wyprzedały.
Byłam już na trzech stronach z biletami i jakoś na każdej z nich miałam jakiś problem. Po prostu nie mogłam się zarejestrować i chuj jasny mnie już strzelał, mój biedny laptop nieźle ode mnie oberwał. I kiedy po 15 minutach rzucania kurwami udało mi się zarejestrować i miałam już kupić bilety... dostępne środki na koncie: 20,05 zł. Serio? To jest niepoważne. Nie miałabym pretensji gdyby mnie raczyli powiadomić o opóźnieniu, ale nie, kurwa wyjebane, po chuj wgl pracownikom wypłata... Jestem wściekła.
W sumie nie wiem skąd nagle we mnie tyle agresji, po prostu mam ochotę coś rozwalić albo kogoś zwyzywać. Ooo tak... wtedy poczułabym się dużo lepiej. To chyba przez moją frustrację, bo ostatnio nie jestem zadowolona z mojego życia łóżkowego... Ja pierdole, dlaczego ja?
84810e1eac180470ada077e3f3d669eb.jpg
  • awatar Elizza7889: Krzyk czasem uwalnia od emocji
  • awatar vailetis: Mam inny problem :( Ja np. czekam na bardzo poważną operację głowy, blisko szyszynki( nazywana jest duszą mózgu ) i NIKT w moim mieście, nawet za kasę nie chce się podjąć bo właściwie chodzi o wszystkie zatoki...Od początku roku mam stany zapalne i wszyscy mnie odsyłają, a to do szpitali gdzie mnie nikt nie chce przyjąć, a to wmawiają że nic mi nie jest, a gorączka do 38 stopni jest codziennie. Wyglądam już jak upiór, a w zeszłym roku naprawdę wszystko było inaczej. Znalazłam w końcu lekarza laryngologa z innego miasta - ordynator laryngologii - bardzo drogi bo za 15 minut wizyty bierze 200 zł. W jeden tydzień poszło mi na same wizyty 400 na tego laryngologa ( dwa razy byłam ) i raz anestezjolog 150 zł + neurochirurg też 150 zł. Ja nie pracuję bo mam rentę z tego powodu między innymi. Moja mama wyjechała do pracy na koniec Niemiec koło Holandii, jestem z mężem i trzema kotami. Boję się bardzo czy przetrwam zimę ? Każde wyjście kończy się pogorszeniem stanu. Termin oper.20 marca 2018.
  • awatar vailetis: Czasami nic nie pozostaje, tylko właśnie krzyk, obojętnie o co chodzi...Nie duśmy w sobie nic.Wykrzyczeć się trzeba. Mi to trochę pomaga.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

deergirl
 
Wrzesień pędzi jak szalony już jest 12... nie wierzę. Coraz bliżej do rozpoczęcia roku akademickiego, a ja już się stresuję. Boję się, że nie odnajdę swojej grupy i będę stała jak idiotka gdzieś zboku , a następnie nie dotrę na spotkanie organizacyjne i nie będę wiedzieć nic. Muszę zmienić swoje dane na Facebook'u, bym mogła dołączyć do grupy facebook'owej mojego kierunku (mam swoją ksywkę zamiast imienia).
Dużo osób mi mówiło, że sobie nie poradzę na studiach ze względu na moją wybitną nadwrażliwość. Wykładowcy ponoć mają zupełnie wyjebane na studentów, a ja jako słaba jednostka mogę być łatwym celem dla tych wredniejszych wykładowców - przecież wystarczy jedno złe słowo czy krzywe spojrzenie bym się załamała, niestety biorę wszystko za bardzo do siebie i nic nie mogę na to poradzić. Kierowniczka powiedziała, że nieraz usłyszała od wykładowcy, że jest beznadziejna albo, że jest nikim. Ja po takich słowach albo go zwyzywam albo wybiegnę z sali z płaczem. Chyba będę musiała przyjmować silniejsze leki na głowę, bo nie wytrzymam takiego ciśnienia. Jeśli wykładowcy będą mnie ignorować to będę zadowolona, ale błagam niech mnie nie niszczą, przecież ja tego nie zniosę.
Obawiam się też moich kolegów i koleżanek z kierunku - pamiętam jak przed pójściem do liceum mówiłam "Wreszcie będą dojrzali i ogarnięci ludzie w klasie, przecież wszyscy będziemy prawie dorośli", a wyszło jak wyszło (tępe dzidy, które obchodzą "76. rocznicę Smoleńska" - serio). Ponoć na studiach wcale nie jest lepiej, widzę nawet po M. kto prawdopodobnie będzie ze mną studiował. Chyba to jest właśnie najgorsze, że dużo osób wybiera byle jaki kierunek, byle coś studiować, a przecież nie na tym to powinno polegać. W sumie mam jedno postanowienie - jak ktoś będzie potrzebował mojej pomocy np. notatek czy jakichś źródeł czy pomysłów do projektu to oczywiście pomogę, ale jeśli zobaczę, że ktoś z mojej grupy będzie wszystko olewał, nie przychodził na zajęcia etc. to przepraszam bardzo, ale będzie mógł mnie pocałować w dupę. Nigdy więcej nie będę pomagać debilom i leniom, co to to nie.
Jestem też ciekawa jak to będzie z moją pracą. Teraz miałam dużo wolnego czasu, więc byłam dyspozycyjna, ale na studiach tak łatwo nie będzie, zwłaszcza, że mam zamiar też chodzić na fakultety i na dodatkowe zajęcia. No cóż... jakoś to będzie, muszę wytrzymać do przyszłego roku, bo kierowniczka odchodzi, a ja wskoczę na jej miejsce i będzie łatwiej mi dopasować grafik do zajęć na studiach. Ale czy dam radę?
a59ebbb2c79d8d24e8ca754818d83c76.jpg
  • awatar Amfitryta: A jaki kierunek studiów ? Niestety u mnie na studiach były gorsze osobniki niż w liceum :(
  • awatar LonelyDeer: @Amfitryta: polonistyka i pisarstwo. Właśnie tego się obawiam :/
Pokaż wszystkie (2) ›
 

deergirl
 
Zacznę sprzątać swój pokój - mam dość już tego bałaganu. Wszędzie leżą jakieś śmieci, naczynia, ubrania i rzeczy. Mam tego dosyć. Nawet nie wiem kiedy ten wielki bajzel się zrobił. No ja się pytam jak?? W sumie to też trochę wina M., ponieważ wszędzie walają się jego kartony z rzeczami. M. przeprowadził się do innego mieszkania i wszystkie swoje rzeczy na razie trzyma u mnie. W sumie mieszka tam już kilka dni, a nie zabrał nawet połowy swoich rzeczy ode mnie z pokoju, a ja muszę się gnieździć w ciasnych korytarzach ułożonych z kartonów. Doprowadza mnie do szału, a to znaczy, że czas posprzątać.
a246ad0e793d8721e64c8ad1a916da06.jpg
 

deergirl
 
W sieci zrobiło się głośno po wypuszczeniu zwiastuna najnowszego filmu Patryka Vegi - "Botoks". W zwiastunie możemy zobaczyć "prawdziwe" sceny z życia służby zdrowia oraz "autentyczne" wydarzenia opowiedziane przez lekarzy. Vega sam mówi o swoim najnowszym dziele jako jego "najmocniejszym filmie".

Nie mówię, że te historie są zmyślone przez reżysera, myślę nawet, że w pewnym stopniu są realne. Ale ja chcę zwrócić uwagę na inny problem - obraz służby zdrowia.
Nie lubię oceniać filmu, którego nie obejrzałam, ale chcę ocenić zwiastun oraz wywiady przeprowadzone z całą ekipą filmową i samym reżyserem. Bo to, co usłyszałam budzi moje wątpliwości, co do "misji" tego filmu.

Możliwe, że odbieram to zbyt osobiście, ponieważ moja mama jest pielęgniarką, a tata ratownikiem medycznym - więc myślę, że mam jako takie pojęcie o tym, co się dzieje w szpitalach. Moi rodzice nie chcą obejrzeć tego filmu, bo oboje obawiają się jak ten film wpłynie na pojmowanie społeczeństwa, a skutki mogą być więcej niż zauważalne.
Wiadomo, że Vega chce szokować swoimi filmami i trzeba przyznać, że mu to wychodzi. Sceny w "Pittbulu" były pełne przemocy i agresji - miał być mocny, konkretny przekaz. Nie mówię, że "Pitbull" był złym filmem, obejrzałam oba + serial z 2005 roku. Ale to co się działo w filmach było mocno przesadzone i przerysowane. Akurat nie wiem jak to wgląda w policji, ale jakoś działalność Patryka Vegi mnie nie przekonała, by uwierzyć w to co widziałam na ekranie.
Ale wróćmy do "Botosku", który zmusił do refleksji nad polską służbą zdrowia opinię publiczną - czyli w większości pacjentów, którzy piszą o swoich złych doświadczeniach w szpitalach. Czytając komentarze typu "nasza służba zdrowia jest straszna, czekałem na chirurga kilka godzin, zanim mnie przyjął" albo "pielęgniarki mają wszystko w dupie, tylko siedzą i kawę piją zamiast coś zrobić z kilometrową kolejką na SORze" czy "to skandal, że ratownicy nie weszli uratować mojego kumpla na trybunach po meczu, tylko my sami musieliśmy im go znosić" krew mnie zalewa. Jak zwykle mamy tu myślenie Polaczków, którzy nawet się nie zastanowią nad powodem czy przyczyną takich zachowań. Odpowiem na ostatni komentarz napisany prawdopodobnie przez "Sebę-gałę", który po meczu musiał znosić swojego kumpla z trybun, a leniwi ratownicy tylko "stali i się patrzyli".  Wszyscy wiemy jak zachowują się kibole po przegranym meczu - idą się napierdalać z kibicami przeciwnej drużyny, bo sprawia, że trybuny są niebezpiecznym miejscem. Wyobraźmy sobie jakie zamieszanie wtedy panuje i ilu rannych trzeba hospitalizować - wielu. Ratownik musi mieć komfortowe warunki, by uratować człowieka - musi myśleć przede wszystkim o swoim bezpieczeństwie, dlatego nie będzie się pchał pod pięści kiboli, którzy mogą zrobić mu krzywdę. Chyba proste i logiczne.
19247741_1948028395435021_3449973706482490828_n.jpg

Okej trochę zeszłam z tematu, ale mam nadzieję, że inteligentni ludzie zrozumieją do czego zmierzam. Ten film będzie jedynie powielał stereotypy, które w rzeczywistości dotyczą może 10% służby zdrowia. Wiadomo, że są różne sytuacje i różni ludzie - wiadomo, że lekarze czasem biorą łapówkę, wiadomo, że czasem ratownik odpyskuje pacjentowi i można tak wymieniać i wymieniać, ale jaki jest tego sens, gdy są to ekstremale sytuacje, które nie ujdą płazem tak łatwo jak nam się wydaje. No ale wiadomo, pacjenci teraz będą mieli więcej wody na młyn, by powtarzać jaka to polska służba zdrowia jest zła, same przekręty, łapówki, złe traktowanie pacjentów bla bla bla a koncerny farmaceutyczne chcą nas wszystkich pozabijać, by zarobić więcej pieniędzy. Nie jest to trochę przesadzone? Nie popadajmy w skrajności.
Moim zdaniem obraz lekarzy, pielęgniarek i ratowników w społeczeństwie jest bardzo niesprawiedliwy. Moi rodzice pracują w służbie zdrowia i słucham codziennie co dzieje się w szpitalach i na ulicach. Ludzie patrzą tylko na siebie, a nie myślą o tym, że pielęgniarka, na którą wrzeszczą, przed chwilą widziała oderwaną rękę, przewierconą głowę albo widziała jak pacjent umiera - o tym się już nie myśli. Mój tata ratownik codziennie jeździ po różnych melinach, by uratować życie patuskowi, którego kumple obrzucają go wyzwiskami, a czasem dochodzi do agresji fizycznej -  o tym nikt nie myśli. Lekarz, na którego czeka ktoś z bólem głowy czy oderwanym paznokciem, przed chwilą mógł przeprowadzać skomplikowaną operację, która się nie powiodła albo po prostu ma dość po 14 godzinnym dyżurze - o tym nikt nie myśli.

Ja obejrzę ten film, bo szczerze to mam malutką nadzieję, że się mylę - że obraz jaki pokaże nam Vega właśnie będzie łamał stereotypy i pokaże lekarzy i ratowników z tej ludzkiej, słabej strony. Co dzieje się w ich głowach, co czują. Bo jeśli Vega chce jedynie taniej tragikomedii, która ma wzbudzić kontrowersję i sensację to będę zawiedziona poziomem nie tylko jego jako reżysera, ale także aktorów, którzy w tym wystąpili.
botoks_28039096.png
  • awatar vailetis: Dobry opis.Podoba mi się i to prawda są różne sytuacje.U mnie jest obecnie zagrożenie życia, ale nie mam na łapówki. Matka i tak dała mi na te kilka prywatnych wizyt choć przez to teraz jest w Niemczech i podciera, myje obcą babcię po udarze. Taką jej dano pracę, matka umie się opiekować takimi ludźmi bo moja babcia leżała 16 lat po wylewie i ona wszystko robiła sama, przez to poszła na wcześniejszą emeryturę i ma mało pieniędzy - musi dorobić bo nie przeżyje. Sama ma 70 lat, ale wygląda bardzo młodo i jest zdrowa. Zazdroszczę jej zdrowia i cieszę się że je ma. A film ? Ja bym obejrzała bo temat mnie zaciekawił.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

deergirl
 
I znowu taka długa przerwa z blogiem - cały czas spędzałam z M. Dopiero teraz mogę sobie odpocząć od wszystkich. Z moim zdrowiem jest coraz gorzej... ucho daje mi się we znaki, boli jak cholera - muszę pójść z tym do lekarza. A skoro o lekarzu mowa to mama już mnie umówiła do psychiatry - nie chcę. Wiem, że będę musiała kłamać, że wszystko jest w porządku, jaka to jestem szczęśliwa bla bla bla, ale proszę mi wypisać receptę na leki... Już nawet nie chce mi się udawać przed rodziną czy M., że jest dobrze. Jeszcze w pracy zachowuję resztki pozorów, ale nie idzie mi do za dobrze. Ostatnio rozkleiłam się przy kierowniczce, po prostu zaczęłam płakać. Teraz wiem, że nie ma czegoś takiego jak "przyjaciele" w pracy. Wzbudziła we mnie takie zaufanie, że powiedziałam jej wszystko - o mojej depresji, o tym jak się czuję, że biorę leki i chodzę do lekarza, i nawet o tym, że chcieli mnie zamknąć w psychiatryku. Myślałam, że mnie rozumie, myślałam, że ma pojęcie na czym polega moja choroba i będę mogła być z nią szczera. Sama mi powiedziała o swojej chorobie (od stresu wypadają jej włosy i teraz jest łysa) - przez to wierzyłam, że faktycznie możemy nawzajem siebie wspierać. Nie. Zapomniałam, że każdy patrzy tylko na siebie i mierzy każdego swoją miarą. Nie zrozumcie mnie źle - nie oczekują współczucia, ani głaskania po głowie jaka to ja jestem biedna. Nigdy od nikogo tego nie oczekiwałam. Chciałam by mnie rozumiano, jak się czuję, bym nie czuła się jeszcze gorzej - bo to wygląda na użalanie się nas sobą, pokazuję tylko swoją słabość. Ale kierowniczka uśpiła moją czujność i wzbudziła moje stu procentowe zaufanie. Zapomniałam nie ufać ludziom. Moja wina, jestem  po prostu naiwna i tyle.
Miałam słabszy dzień - skończyły mi się leki i miałam obniżony nastrój. To było po tym jak źle wypełniłam raport i dziewczyny musiały po mnie naprawiać. Byłam lekko załamana. Wiecie co mi powiedziała? "Dorośnij". Tak, osobie z depresją powiedziała "dorośnij", ale to nie jest najgorsze. Usłyszałam od niej, że nie mogę być słaba, moje życie jest wspaniałe, a ja po prostu jestem niewdzięczna i użalam się nad sobą. Skoro nie widzę sensu w życiu to powinnam go znaleźć. Czuję się źle? Mam myśleć POZYTYWNIE. Mam udawać, że jest dobrze, mam się po prostu uśmiechnąć i się nie smucić. BO TO TAKIE PROSTE! Jej wykład trwał dwie godziny... a ja przez dwie godziny milczałam. Nawet już nie chciało mi się jej niczego wyjaśniać, jak to wygląda i jak to jest, po prostu kiwałam głową. Ona nic nie wie o depresji, uważa, że wystarczy tylko się uśmiechnąć i myśleć pozytywnie. Czemu ja na to wcześniej nie wpadłam, po co wywalałam pieniądze w błoto na lekarzy, psychoterapeutę czy na leki. Przecież to jest takie proste. Aha, i powiedziała mi, że jeśli znowu odwalę coś podobnego (chyba o tym nie pisałam, w skrócie dostałam histerii podczas rozmowy na facebook'u z nią aż mnie odwieźli do szpitala, bo zabrakło moich leków na uspokojenie) to mnie zwolni. Po prostu. A mi nawet nie jest żal, bo jeśli ona nie rozumie pewnych rzeczy, a do tego jeszcze chce mi utrudnić wszystko - to spoko, sama odejdę. Specjalnie do moich dokumentów dołączyłam zaświadczenie o chorobie i jej symptomach. Po prostu muszę się nauczyć nie ufać nikomu. Już nie dam się tak podejść drugi raz, bo mam dość tych wszystkich dobrych rad. Jeśli ktoś nie miał bezpośredniej styczności z depresją - nie jest nawet w połowie świadomy jak to jest. Ja ją wspierałam w jej chorobie - mogła ze mną pogadać, ponarzekać, tłumaczyć mi na czym polega jej dolegliwość. Ja rozumiałam wszystko. A moje tłumaczenia i żale dla niej nic nie znaczyły. Bo ona wie lepiej. Powiedziała, że nie powinnam brać leków, bo leki są dla "naprawdę" chorych osób. I tyle. Depresja to wymysł XXI wieku, użalanie się nad sobą i egoizm. Nic więcej.  
A mi jest ciągle smutno. Przykro. Nic mi się nie chce. Znowu. Mam dość wszystkiego i wszystkich. Chciałabym urodzić się jako kot albo może mewa. Znowu mam myśli, których nie powinnam mieć. Boję się. Naprawdę się boję.
71f73d6d5bf1cc58aa33c0ff19a6d3ba.jpg
 

deergirl
 
  • awatar gość: Hehe ale sprytna krowa xd
  • awatar eMGie: A to akurat jest prawdą :P
  • awatar DopamineBoyツ: Śmiem twierdzić że to dość egocentryczne stwierdzenie. A może autor tego zdjęcia to ktoś kto ma bardzo specyficzne poczucie humoru? Nie koniecznie zaraz to musi być denne i słabe. Pozdrawiam ;)
Pokaż wszystkie (4) ›
 

deergirl
 
Dzisiejszy dzień już od początku dawał mi sygnały, że nie będzie dobry... ani nawet znośny. Obudziłam się o 6 rano bez żadnego powodu, nie wiem jak kosiarka, wiertarka sąsiada, głodne koty, czy płaczące dziecko... po prostu się obudziłam i nie mogłam zasnąć, a byłam wykończona. Autobus, którym jechałam nagle się zatrzymał i ujrzałam gigantyczny korek... myślę sobie "pewnie jakiś wypadek", siedzimy w autobusie dobre 10 minut, ja zdenerwowana, bo spóźnię się do pracy i nie mogę nic zrobić. Po jakimś czasie kierowca zlitował się nad pasażerami i po prostu otworzył drzwi, więc ja prędko wyskoczyłam na chodnik, niemal biegnąc. Byłam też ciekawa, co mogło się wydarzy, co spowodowałoby taki korek? Wypadek? Kolizja? Ktoś zasłabł? Hahahahhahah nie... maraton. Przez środek miasta. Dlaczego akurat dziś, teraz i w tym miejscu?? No dlaczego?
Praca również mnie nie zawiodła, jeśli chodzi o takie atrakcje. Moje kochane koleżanki miały dosłownie wyjebane w dniu wczorajszym na moją prośbę - która jednocześnie jest ich pracą i jebanym obowiązkiem. W czym rzecz? Ja u nas w sklepie jestem odpowiedzialna za slupy z przypinkami - mam po prostu na bieżąco zamawiać wzory, wybierać wzory i decyduję jakie serie będą w sprzedaży. Swoją pracę wykonałam, bo wczoraj zostałam jeszcze pół godziny po pracy, by przygotować im wzory na przypinki do zrobienia - w weekendy zawsze robimy te przypinki. Napisałam nawet karteczkę, że na blacie (na środku tak btw.) leżą wzory do zrobienia, ja resztę zrobię na mojej zmianie. Chuja zrobiły. Nic. Kompletnie. Jedyne co musiały zrobić w ciągu dnia to umyć półki i tyle! Cały dzień musiałam robić te jebane przypinki. Cały, kurwa dzień, aż mnie bolą wszystkie mięśnie, całe dłonie mam w odciskach. Tak się nie robi, albo sobie pomagamy albo każdy robi swoje i ma wyjebane. Raport znowu się nie zgadzał, ale tym razem nie z mojej winy. Pół godziny po zamknięciu ogarniałyśmy co jest nie tak. Okazało się, że moja kochana koleżanka nie zatwierdziła ostatniej transakcji - dlatego brakowało 40 zł. Po prostu nie zrobiła tak skomplikowanej rzeczy jak wciśnięcie "Enter". Serio. Końcem końców sprzed nosa uciekł autobus, a w niedziele jeżdżą co godzinę... super.
787878_1.jpg
Pokaż wszystkie (2) ›
 

deergirl
 
Ja się do niczego nie nadaję... dzwoniła koleżanka z pracy, że mój wczorajszy raport się nie zgadza, coś tam ze stówkami. Ja pierdole, nie umiem nawet dobrze wypełnić raportu. No kurwa, co jest w tym tak trudnego, że już drugi raz ktoś musi po mnie poprawiać. Chciałam być kierowniczką, ale to raczej marzenie ściętej głowy, bo nawet najprostszych czynności nie potrafię zrobić poprawnie. Mam wrażenie, że z każdym dniem popełniam więcej błędów - co jest ze mną nie tak? Wszyscy mi powtarzają jaka to jestem mądra i bystra, a to gówno prawda. Jestem na tyle głupia, by nie umieć wypełnić raportu. Znowu dostanę ochrzan od kierowniczki, a czuję, że dzieli mnie tylko ten jeden ochrzan do zatracenia całej wiary w siebie. Po prostu nie nadaję się do pracy. Nie wiem, może to dla mnie zbyt ciężkie zajęcie i powinnam po prostu sprzątać czy coś... ale ja nawet do tego się nie nadaję, bo przecież nie umiem sprzątać. Ostatnio dostałam opieprz, że jest kurz na półkach - wprawdzie nie ja miałam wyzierać te półki, ale chyba powinnam sprawdzić czy są czyste, nie? Nic mi już nie wychodzi, to chyba czas by odejść. Powiem kierowniczce, że nie powinna mnie dłużej trzymać, bo tylko trzeba wszystko po mnie naprawiać. Nawet zamówiłam nowe wzory przypinek, które schodzą wyjątkowo słabo... nawet to mi nie wychodzi. Kiedyś miałam siebie za osobę ambitną, wykonującą dobrze wszystkie swoje obowiązki - że potrafię coś więcej, że nawet mogłabym być na kierowniczym stanowisku... chyba sobie kpisz dziewczyno. Dam sobie szansę. Jedną. Ten tydzień. Jeśli uznam, że nie jest dobrze, to się zwolnię, bo nie chcę by ktoś sprzątał po mnie bałagan. To ja bym chciała sprzątać bałagan po innych. Nie dość, że nie jestem idealna to nawet nie jestem przeciętna. Jestem poniżej normy. Nie nadaję się już do niczego. Teraz pytanie czy to moja choroba czy po prostu taka jestem...
ed457d4c3f6bf29419bda6397a6f3c4b.jpg
  • awatar Amfitryta: Masz mega poważne podejście do swojej pracy ... z jednej strony to dobrze z drugiej nie. Ja mam bardzo odpowiedzialną pracę i można rzec - w rękach trzymam ludzkie życie. Ale jak poszłam do pierwszej pracy jako kelnerka to miałam w dupie czy dobrze coś zrobiłam czy nie. Bez przesady nie wymagaj od siebie zbyt wiele i jeszcze w życiu wiele się nauczysz. A praca to tylko praca dzisiaj jest jutro jej nie ma.
  • awatar poukladana: nie bądź taka krytyczna wobec siebie. to dobrze, ze chcesz na 100% wypełniać swoje obowiązki, ale jesteśmy tylko ludźmi... a na błędach trzeba sie uczyć, a nie karać za nie :)
  • awatar LonelyDeer: @poukladana: No właśnie tak nie umiem T^T. Chcę wszystko robić dobrze...
Pokaż wszystkie (3) ›
 

deergirl
 
6663aee63a0118292647e3baf8c175e3.jpg

Prostytutka? Tak. Ale zdrajczyni? Nigdy!

2cf844a99650c60eff2bfb703d437ee4.jpg

Nigdy nie umiałam dobrze tańczyć. Ludzie przychodzili mnie oglądać, bo byłam pierwszą, która ośmieliła się publicznie występować zupełnie nago.

37ca66900734d51fcc402fd354faadd6.jpg

To już chomik ma większego, a się tak nie chwali.

eafa435121919483864cbe861e866fb5.jpg

Nie wiem… Myślałam, że wszystkie kobiety, które zmuszone są uciekać od męża, jadą do Paryża.

e5decd35acf0d14d1ba8494b506033bd.jpg

Przystojna, pewna siebie, dobrze i modnie ubrana, w płaszczu z wyłogami z futra szopa i w takim kapeluszu.
 

deergirl
 
Maaasakra... jak nie było mnie te 9 dni to non stop byłam  z M. Cały czas... chyba znowu trzeba zrobić dym, bo znowu staje się to przesadą. Grrrr...
W sumie depresja postępuje, czuję się coraz gorzej, znowu anhedonia na twarzy od rana do wieczora. Znowu muszę chodzić do psychiatry - tuż przed studiami. Zajebiście. W pracy jak to w pracy - raz fajnie raz chujowo. Kierowniczka czepia się mnie o pierdoły jak "odwrotnie postawiona drabina". Muszę przepraszać nawet za to, co nie jest moją winą. Trochę już to męczące się robi, ale chyba muszę się przyzwyczaić.
Dzisiaj będę spamić wpisami, bo mam taką ochotę, bo mam takie widzimiesię i jest mi smutno, że nie mogę swobodnie dodawać moich przemyśleń ani inspiracji, które przecież uwielbiam tu wstawiać.
a38dc05e80b212a65b20ad58127781a4.jpg
  • awatar vailetis: Twój blog i piszesz co chcesz.Nikt Ci nie zabroni (Y) :) Czasami nie ma komu się wygadać bo ludzie udają przyjaźń, a blog Cię nie opuści, chyba że Ty to zrobisz :)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

deergirl
 
Zaraz idę do pracy, a moje czoło nadal jest poranione... Założyłam bandamkę, ale niewiele to pomogło i czuję się jak idiotka. W sumie i tak jest lepiej w porównaniu z tym, co było przedwczoraj - przynajmniej broda się już zagoiła. Dziwnie jest nie móc dotykać swojej twarzy, zawsze jakoś ją podtrzymywałam albo drapałam. Poprosiłam M., by nie pozwalał mi jej dotykać, mama też zwraca mi uwagę już gdy podnoszę rękę. Niech ten koszmar wreszcie się skończy.
f42417ad8b7c0807b634866a5b0a321a.jpg
 

 

Kategorie blogów