Wpisy oznaczone tagiem "moje refleksje" (1000)  

deergirl
 
LonelyDeer: Piątkowa impreza okazała się porażką, nie mogłam się tam odnaleźć, a dziewczyna, którą znałam z warsztatów zupełnie mnie olała... Gadała ze swoją koleżanką, nie zwracając na mnie uwagi, a jak była sama to nagle się do mnie przysuwała i rozmawiałyśmy, a jak zjawił się jej chłopak, znowu się odcinała... nie do końca rozumiem takie zachowanie. Mama co chwilę wychodziła na papierosa i tam gadała z ludźmi na potęgę, w tym z moimi instruktorami, a ja siedziałam sama. Chciałam wyjść, ale mama nie chciała, bym wychodziła w takim momencie, bo się uprzedzę i nie będę chciała już więcej wychodzić. Co prawda, później faktycznie było lepiej, instruktorzy zaprosili nas do swojej część stołu, ale mimo wszystko nie czułam się dobrze. Mama w pewnym momencie gdzieś zniknęła, więc zaczęłam zachowywać się swobodnie, okazało się, że po prostu się przesiadła tak, abym nie zauważyła. To było nawet miłe. Zauważyłam, że ludzie wolą z nią rozmawiać, jak zawsze. Do domu wróciłam o 2, ale mama miała rację - uprzedziłam się. Nie mam ochoty tam już chodzić i się z nimi spotykać. Może mi przejdzie, może nie.
Dzisiaj w nocy zdarzyła się niepokojąca rzecz... wyszłam do kuchni, aby się napić, w pewnym momencie zrobiło mi się słabo i upadłam. Po chwili obudziłam się na ziemi, nie wiedziałam co się stało. Jak weszłam do pokoju, znowu poczułam, że upadnę, więc powoli położyłam się na ziemi, i poczekałam aż przejdzie. Nie wiem czemu tak się stało. Czułam się względnie dobrze. Mam nadzieję, że było to jednorazowe. Nie mam zamiaru o tym mówić mamie, nie chcę jej denerwować. Trochę się martwię, bo idę dziś na zajęcia i nie chcę zasłabnąć w trakcie ćwiczeń. Może sobie odpuszczę? Chociaż Piotr ostatnio strasznie się wścieka, jak ktoś nie przychodzi... lepiej się nie narażać. Oby nic się nie stało.
ed43ddd48d29a4bfacda27261a61f3d5.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Znowu czuję dziwny niepokój, nie jest on spowodowany niczym konkretnym. Nie jestem w stanie się uśmiechnąć, nie mam na nic ochoty. Jedynie trzyma się mnie dobry apetyt - znowu jem normalnie. Chociaż mama mówi, że znowu schudłam... Mam wrażenie, że jak czuję się "grubsza" lub wiem, że przytyłam, to podświadomie chcę wrócić do poprzedniego stanu, przez co nie chce mi się jeść. Czasami przez cały dzień jestem w stanie nie zjeść nic i nie odczuwać głodu. Jednak ostatnio jem bardzo dużo, cały czas jestem głodna i dogadzam sobie kulinarnie. Może dlatego właśnie, bo mama powiedziała, że schudłam? Tak nie powinno być, mam nadzieję, że jest to jedynie nadinterpretacja mojego zachowania. Może przesadzam. Oby... ale skoro jem, to chyba wszystko jest w porządku.
Na moje ciało patrzę przychylniejszym okiem, moim zdaniem jest ok. Mam tylko problem z moją twarzą, jestem przeziębiona i wyglądam strasznie. Nie patrzę w lustro, by się nie dobijać. Wystarczy, że ludzie mnie taką widzą.
Denerwuję się przed dzisiejszą imprezą, nie wiem jak to będzie wyglądać. Stresuję się, że z nikim nie będę rozmawiać, będę cicho w kącie sączyć wodę z cytryną. Pod tym względem nie martwię się o moją mamę, ona zawsze znajdzie sobie towarzystwo i jest w centrum zainteresowania na każdej imprezie. Rozsiewa wokół siebie taką aurę, dzięki której ludzie po prostu chcą z nią przebywać. Niesamowicie jej tego zazdroszczę. Ona nie musi udawać, męczyć się, jest to dla niej naturalne, jak oddychanie. Jestem jej zupełnym przeciwieństwem.
4ccd3460e231a8f233d2a0d25827615a.jpg
  • awatar audacieux: Społecznie teraz też czuję się tak wycofana i strasznie zazdroszczę ludziom, którzy mają "to coś" w sobie, przez co aż chce się z nimi przebywać. A najlepsze jest to, że często Ci ludzie wcale nie muszę być od nas ładniejsi, chudsi, jakkolwiek niby 'lepsi', ale co kompleksy i swego rodzaju problemy... to jednak nie da się tego ot tak przezwyciężyć.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

deergirl
 
LonelyDeer: Jestem zmęczona, nie wiem co czuć, nie wiem co myśleć. Spektakl był faktycznie mocny i trudny w odbiorze, daje dużo przemyśleń. Nie chciało mi się schodzić do Piwnicy Kany, w ogólnie nie miałam na to ochoty. Znowu mam problem z komunikacją z ludźmi... jakoś trudno mi się rozmawia. Czuję się jakby nieobecna, jakby nic mnie nie dotyczyło.
Za to zaproszono mnie na urodziny pana Darka (aktora) i Kasi (menadżerki), pozytywnie mnie to zaskoczyło. Nigdy bym się nie spodziewała, że zaproszą mnie na zamkniętą, prywatną imprezę. Muszę im kupić jakiś uniwersalny prezent - zapewne alkohol. Dla pana Darka whisky, dla Kasi wino. Powinno być w porządku. Mimo, że się bardzo cieszę z zaproszenia, to jednocześnie się obawiam jutrzejszego wieczoru. Będzie tam dużo ludzi, których nie znam i nie wiem czy się z mamą odnajdziemy w tym towarzystwie. Najwyżej wyjdziemy wcześniej, ja nie mam siły zmuszać się do czegokolwiek - znowu mój nastrój mocno spada. Bez powodu. Jak zwykle.
e174266b6e553f3a06df8d6a891d42f7.jpg
  • awatar In_tenebris: Podobno największe problemy z komunikacją z innymi ludźmi naja osoby wrażliwe, czują się niezrozumiali przez otoczenie co często jest powodem ich zamknięcia się w sobie i drobiazgowego analizowania swego życia a to do szczęścia raczej nie prowadzi.
  • awatar LonelyDeer: @In_tenebris: To prawda, chociaż ostatnimi czasy kontakty z ludźmi lepiej mi wychodziły. Otworzyłam się na ludzi, widać u mnie duży postęp. Niestety czasami cofam się znów do punktu wyjścia i tracę cały postęp, jaki udało mnie się osiągnąć. Mimo to nie zamierzam się poddawać i będę starać się dalej walczyć ze sobą.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

deergirl
 
LonelyDeer: Czuję się już lepiej, miałam trochę czasu na przemyślenia. Scenariusz będę pisała dalej, dostałam wczoraj małą dawkę motywacji.
Na zajęciach mieliśmy przedstawić przygotowane przez nas etiudy na podstawie wcześniejszego zadania. Nie chcę się zbytnio chwalić, ale do mojej etiudy instruktorzy nie mieli żadnych uwag i powiedzieli, że jak dotąd jest to mój najlepszy występ. No muszę przyznać, że się sporo nagłówkowałam nad etiudą, musiałam zorganizować kilka rekwizytów. Większość ludzi nie wzięła tego aż tak na poważnie i wymyślali swoje scenki na ostatnią chwilę. Głównym zadaniem było wykorzystanie dwóch przedmiotów, jedno mieliśmy narzucone, a drugie mogliśmy sobie wybrać. No nie wszyscy sobie zorganizowali rzeczy, a nie było to aż tak trudne, nikt nie musiał przynosić skrzypiec czy armaty. Były to zwykłe przedmioty. Instruktorzy byli bardzo zawiedzeni. Więc na tle innych wypadłam jeszcze lepiej. Byłam z siebie zadowolona.
Jutro lub w sobotę idę z mamą na spektakl, który wystawiają moi instruktorzy. Pewnie później znowu zejdziemy do Piwnicy Kany i będziemy rozmawiać godzinami. Bez tłumów i hałasu, jak ostatnio. Uwielbiam z nimi spędzać czas, w ogóle lubię ludzi, którzy tam przychodzą. W większości są to artyści, z którymi można prowadzić interesujące rozmowy. Oby się udało jeszcze dostać bilety.
5ce61fe567cf77b6d5e69ece6e67b3b8.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Nie wiem czy lubię mojego psychoterapeutę... cały czas mam mieszane uczucia, co do tej psychoterapii. Niby jest w porządku, ale jakoś nie mogę się w nią w pełni zaangażować. Nie pamiętam czy miałam takie odczucia z moją poprzednią psychoterapeutką. Na pewno nowością jest fakt, że mój obecny psychoterapeuta przeklina i używa "młodzieżowych" słów. Nie na rękę mi jest, że muszę jechać tam na 8 rano... stanowczo za wcześnie. I co będzie jak wrócę na studia? Mogę się założyć, że przez większość dni będę miała rano zajęcia. Zobaczymy.
W końcu omówiliśmy mój scenariusz na zajęciach z grupą... nie jestem zadowolona. Po pierwsze instruktor stwierdził, że jest to bardziej filmowe niż teatralne. Powiedział, że nie wie czy to wystawimy, w zasadzie zależy to od grupy. Nie wiem czy im się podobało, nie było ani pozytywnej, ani negatywnej reakcji, po prostu obojętność. Mnie, jako twórcę, ta obojętność chyba zabolała najbardziej. Usłyszałam tylko "fajnie, że się odważyłaś". Tyle. Wolałabym głosy krytyki, wtedy przynajmniej dzieło jest "jakieś". Ale czego się mogłam spodziewać, jestem tak samo bezbarwna, jak mój scenariusz. Instruktor kazał czytać poszczególne role... to było najgorsze. Oni nie potrafią czytać. Już nawet nie chodzi o sposób czytania, jaki miałam w głowie podczas pisania (pod tym względem oczywiście tragedia i muł, ale jestem wyrozumiała), chodzi o zwykłe przeczytanie tekstu... porażka.  W sumie żałuję, że to pokazałam, niepotrzebnie się obnażyłam. Niestety okazało się też, że wysłałam Piotrowi wersję bez edycji... w chuj literówek. Może za dużo wymagam, ale mógł mi o tym powiedzieć, a jak nie miał zamiaru tego robić, to chociaż mógł je poprawić. Wszyscy strasznie się skupiali na tych literówkach, specjalnie je podkreślali czytając, kolejny raz pokazałam, że jestem zwyczajnie tępa. Nienawidzę siebie za to. Ponoć pozostałym instruktorkom się podobał... Piotr zaproponował odczyt scenariusza przed jakąś małą publicznością. Cóż... zawsze coś. Chyba. Oczekują, że napiszę resztę historii, ale chyba straciłam do tego serce. Po prostu tego nie widzę. Jestem też sfrustrowana, że nie chcą do końca tego wystawić na scenę, tylko wolą stworzyć spektakl z naszych improwizacji. Czyli coś bez ładu i składu. Takie coś chyba mnie nie interesuje.
2e040f1028a8f3fc62bc4dd67f4b2764.jpg
  • awatar Lalka Zombie: Każdy twórca, artysta widzi świat inaczej, bardzo indywidualnie i rzadko zostaje zrozumiany, więc głowa do góry.
  • awatar Amfitryta: LonelyDeer wydaje mi się że jesteś dla siebie zbyt surowa. Skoro poprosili cię o dalsze pisanie to chyba jednak jest potencjał w twoim tekście. Nie wymagaj od siebie ze za pierwszym razem jak coś napiszesz od razu będzie arcydziełem. Tworzenie sztuki to też ciężka praca i wymaga praktyki! Więc pisz ile się da i nie poddawaj się ❤️
  • awatar LonelyDeer: @Amfitryta: Po kilku dniach stwierdzam, że faktycznie trochę przesadziłam z moją reakcją. Wszystko, co robię musi być najlepsze i nie pozwalam sobie na błędy. Pisałam ten tekst w emocjach, potrzebuję zwykle kilku dni na przemyślenia. Dziękuję za tak miłe słowa wsparcia <3
Pokaż wszystkie (4) ›
 

deergirl
 
LonelyDeer: Ostatnio zbyt dużo się dzieje, nie jestem przyzwyczajona do tak częstych kontaktów z ludźmi. Jestem zmęczona. Wczoraj znowu wylądowałam w Piwnicy Kany i gadałam z koleżankami i nawet z obcymi ludźmi. Okazało się, że w toalecie zaczepił mnie jakiś znany szczeciński piosenkarz, a ja go nie znałam. Fajnie nam się gadało, pytał o moje tatuaże, powiedział, że jestem fajna. Przytulił mnie i się rozeszliśmy. Później powiedziałam o tym mojemu chłopakowi, a on na jaja zapytał: "Taki łysy?" , "No tak". "Czekaj, taki ciemniejszy?", "No tak". "Ty gadałaś z Ukedże!". Do tej pory nie wiem kto to jest, ale jest miły, więc go lubię.
Zaczepiało mnie wielu artystów, chcieli pogadać ze "świeżą krwią", dziwili się, bo nigdy wcześniej mnie tam nie widzieli. W sumie uczęszczam tam od niedawna, ale przyjęli mnie jak swoją. Rozmawiałam m.in. z grafikiem, któremu też podobały się moje tatuaże. Opowiedział mi o swojej podróży do Budapesztu. Takimi ludźmi chcę się otaczać.
Tylko moja psychika ma już dość, jestem wykończona. Cieszę się, że w końcu znalazłam swoje miejsce, ale co za dużo to niezdrowo. Muszę to odchorować.
517dd09b5c8cc97cfcd34643b6a4b70e.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Napisałam już pierwszy akt mojego scenariusza. Jestem zadowolona, chyba jest w porządku. Mojej mamie się podoba, wyłapała kilka literówek. Zaraz wyślę to do instruktorów, mam nadzieję, że im się spodoba. Nadal czuję lekką obawę, ale tym razem nie stchórzę. Wszyscy na mnie liczą i pokładają nadzieje w tym scenariuszu. No cóż... to wysyłam.
d78a48f8d1978476098bed22d3c39aac.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Ostatnie dni były dla mnie bardzo intensywne. Nie miałam nawet czasu wejść na laptopa, napisać czegoś na blogu czy pograć w coś. Od piątku moje życie kręciło się wokół teatru, w którym uczęszczam na warsztaty. Kana w tym roku obchodzi 40-lecie, z tej okazji wznowili po kilku latach spektakl - przyjechali aktorzy, z którymi moi instruktorzy już dawno nie grali. Mieli zagrać 98, 99 i 100 raz "Lailonię" na podstawie bajek Kołakowskiego.
W piątek chciałam pójść na spotkanie z trupą, opowiadali oni jak to wszystko powstawało, co musieli zrobić, aby w ogóle to wydarzenie się odbyło itd. Później poszliśmy do baru "Piwnica Kany" i tam spędziłam miło czas z koleżankami z warsztatów, dołączyła do nas jedna z instruktorek i gadaliśmy kilka godzin. Ja oczywiście nie mogłam pić alkoholu, więc sączyłam wodę z cytryną, miętą i lodem, ale i tak dobrze się czułam. Do domu wróciłam po 2 w nocy.
W sobotę zgłosiłam się do wpuszczania ludzi na spektakl w ramach wolontariatu. Istny chaos, przyszło pełno ludzi, ale jakoś sobie poradziłyśmy. I udało mi się wejść na przedstawienie. "Lailonia" bardzo mi się podobała, nie pamiętam, kiedy ostatnio się tak śmiałam. Fajnie też było zobaczyć naszych instruktorów na scenie. Po spektaklu wróciłam do domu.
W niedzielę grali setny spektakl, na który miałam wykupione bilety. Mama zaprosiła swoich znajomych + ich dzieci. Wcześniej postanowili, że się "mną zajmą", bo mama oczywiście opowiada o mojej depresji na prawo i lewo. Niestety nie zaiskrzyło między nami, po prostu wiem, że nie będziemy znajomymi, nie polubiłam ich. Wiem, że nie powinno się z góry skreślać ludzi, ale ja po prostu wiem z kim się dogadam, a z kim nie. Przykro mi.
Po spektaklu zaprosili nas na "afterparty", znowu w Piwnicy Kany. Byłam tylko ja i moja mama, bo jej znajomi woleli już iść do domu. I dobrze, bo zaprosili nas do stolika, czułam się jak bohema, otaczali mnie artyści - aktorzy, reżyserzy, choreograf, krytycy. Czułam się bardzo dobrze. Moja mama rozmawiała ze "starszą" Kaną, a ja z koleżankami bleblałyśmy z instruktorką Karoliną. Było fajnie. Moje koleżanki musiały dosyć wcześnie wracać do domu, więc później jakoś się złożyło, że dołączyłam do towarzystwa mamy. Rozmawiałam z krytykiem i scenarzystą, panem Jankiem. Nie wiedziałam, że jestem taka mądra i ogarnięta w starych filmach - bardzo miło nam się rozmawiało. Nawet chwilę potańczyłam, bo oczywiście instruktor Piotr i dyrektor Darek mnie wyciągnęli - nikt nie umiał tańczyć w tym towarzystwie, więc nie czułam się osamotniona. Zamknęliśmy bar o 2 w nocy... Było niesamowicie! Wreszcie poczułam się częścią grupy, częścią czegoś wielkiego. Wszyscy czekają na mój scenariusz, liczą na mnie. A ja ich nie zawiodę. Ufam im w stu procentach i już nie boję się im pokazać mojej pracy - wiedzą ile czasu na to poświęciłam. Najwięcej motywacji uzyskałam od pana Jana, jest profesjonalnym scenarzystą i spodobał mu się mój pomysł - większego komplementu nie mogłam usłyszeć. Jestem zmotywowana do działania. Czuję, że mi się uda.  
3d1b851e2954476a291ae9a4b8507124.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Mój chłopak poszedł na piwo z kolegami (jakoś udało mi się go przekonać), więc jestem sama na kilka godzin. W spokoju obejrzę sobie serial albo może... uda mi się napisać ten scenariusz? Chyba podświadomie się już poddałam, boję się go komukolwiek pokazać. Wstydzę się. Jeszcze się zastanowię. Na razie chcę odpocząć.
Od dwóch dni cierpię na bóle głowy i żołądka, mam straszne wyrzuty sumienia, że zjadłam parówkę... na razie odstawiam mięso. Jest mi niedobrze na samą myśl, ogólnie jest mi niedobrze jak muszę coś zjeść. Nawet po zjedzeniu mojej ulubionej zupki źle się czuję, mam lekkie mdłości i jest mi słabo. Nie wygląda to dobrze.
Mam mały problem. Moi instruktorzy z grupy teatralnej wystawiają spektakl, którego nie grali od lat. Z okazji 40-lecia teatru wznowili sztukę i będą ją grać w weekend. Oczywiście już dawno kupiłam bilety na setny występ w niedzielę. Instruktorka napisała, że będą potrzebowali kogoś do wpuszczania ludzi, więc powiedziałam, że chętnie, tylko nie w niedzielę... odpisała: "No dobrze, czyli ty będziesz w niedzielę". Zamurowało mnie. Wyraźnie napisałam, że w niedzielę nie mogę, za to piątek i sobota mi pasują. Napisałam jeszcze raz, że w niedzielę nie mogę , chętnie pomogę w piątek i sobotę. Odpisała: "No tak, czyli przyjdziesz w niedzielę". Nie miałam pojęcia co odpisać... no WTF? Tak mnie to zaskoczyło, że nawet nie wiedziałam jak zareagować. Stwierdziłam, że spoko. Pomogę w niedzielę, ale żeby nie było pretensji, że sama też będę musiała wejść na salę, bo już kupiłam bilety! Jestem na nią zła, to niemożliwe, by nie doczytała moich wiadomości, bo na nie odpisała! Nie wiem, czy ona chciała mi zrobić na złość? Czy faktycznie jest tak nieogarnięta, że nawet nie może przeczytać ze zrozumieniem prostej wiadomości. Jeszcze kazała nam przyjść na spotkania z aktorami... nie chce mi się. Bez bicia się przyznaję, że mi się nie chcę. Czy nie wystarczy, że zapłaciłam za bilety na spektakl? Dajcie mi święty spokój! I tak nie chce mi się wychodzić z domu. Mam gorszy okres.
5e4b31a23df1c89e1880742025641970.jpg
  • awatar Amfitryta: Co za pinda lukrowana. Chyba bym nie poszła.... Nie rozumiem czemu do baby nie dociera.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

deergirl
 
LonelyDeer: Dzisiaj miałam pierwsze spotkanie z moim psychoterapeutą... i już zaliczyłam wtopę. Nie miałam pieniędzy, aby mu zapłacić, bo mama zapomniała mi je dać. Zestresowała mnie ta sytuacja, zwłaszcza, że był ze mną mój tata i był wyraźnie wściekły, jak poprosiłam go o 140 zł... mama zapomniała mu o tym powiedzieć. Pojechaliśmy do pracy mamy, a potem wróciliśmy, by zapłacić. Niby wszystko było w porządku, ale jak to musiało wyglądać w oczach psychoterapeuty! Strasznie mi wstyd.
Zaskoczył mnie, bo zwykle konsultacja trwa max. 15 minut i jest za darmo, a on mnie zatrzymał na godzinę... Mógł chociaż uprzedzić, że tak będzie. Ogólnie wydaje się miły i współodczuwający. Moja poprzednia psychoterapeutka nie okazywała zwykle żadnych emocji podczas rozmowy, a on okazywał zainteresowanie i reagował na moje słowa. Jest pierwszą osobą z zewnątrz, która zdziwiła się jak potraktowano mnie w poprzedniej pracy, to było dla mnie dość zaskakujące. Wzbudził moje zaufanie... chyba. Nie jestem jeszcze pewna. Trochę to dziwne, że nie dał mi tak naprawdę wyboru i pośrednio nie dał mi szansy na odmowę - albo bardzo potrzebuje pieniędzy albo bardzo chce mi pomóc. Cóż, to pierwsze mi nie przeszkadza. Każdy chce wyżywić rodzinę, a jak przy tym możesz komuś pomóc to chyba spoko. Niestety koszty psychoterapii prywatnej poszły w górę jakieś dwa lata temu, a 140 zł piechotą nie chodzi... gdybym chociaż miała możliwość opłacania tego z własnej kieszeni. Za bardzo obciążam mamę. Ale nic nie poradzę, że potrzebuję pomocy, pilnie. Powiedziałam szczerze o mojej anoreksji, a w zasadzie o jej zalążkach, które zauważyłam. W sumie nawet nie wiem, w czym on dokładnie się specjalizuje. Moja poprzednia psychoterapeutka specjalizowała się w dziedzinie seksuologii i zaburzeń osobowości. A on? Chyba powinnam go zapytać. W ogóle mam wrażenie, że swoich pacjentów traktuje jak wyzwanie. Także mnie sprawdzał pod względem psychologicznym, ale na to się przygotowałam. Nie uciekałam przed jego wzrokiem, ręce miałam cały czas na widoku, rozłożone, starałam się nie patrzeć na drzwi. Najgorsze było to świdrowanie mnie wzorkiem, trudno mi było to utrzymać, ale ja znam już trochę takie psychologiczne zagrywki. Rozumiem, że musiał mnie sprawdzić. Może to nawet niedobrze, że znam te sztuczki? Bo moje reakcje były bardziej wyćwiczone niż szczere, bardzo skupiałam się na swojej postawie, wiedziałam jakie gesty świadczą o niepewności siebie, więc ich unikałam. Nawet kusiło mnie, by przećwiczyć sztuczkę psychologiczną, której się ostatnio nauczyłam, ale uznałam, że to nie w porządku. Nie będę się bawić nastrojem ludzi bez powodu.
Mam zadzwonić w piątek i się umówić na kolejną wizytę, na razie nie ma dla mnie stałego terminu, więc będę "z doskoku", a pod koniec stycznia on kończy jedną psychoterapię, więc ja wejdę na miejsce tego pacjenta. Mam nadzieję, że mi też pomoże...
56bd0b8bb6ab60e48b14b3e981981312.jpg
  • awatar Amfitryta: Brzmi jak psycholog z powołania.
  • awatar audacieux: Szczerze mówiąc akurat do tej pory spotkałam się wyłącznie z takimi psychologami, psychiatrami, psychoterapeutami, którzy właśnie byli o wiele 'LEPSI' na NFZ niż prywatnie...
Pokaż wszystkie (2) ›
 

deergirl
 
LonelyDeer: Mam kolejną obsesję - seriale. Szczególnie te od Netflixa, oglądam je namiętnie, cały czas. Teraz na tapecie jest najnowszy "Ty", zakochałam się. Zaczęłam wczoraj wieczorem, a jestem już na 8 odcinku...
Od kiedy mam dużo wolnego czasu, tylko tym się zajmuję. Nawet nie potrafię skończyć scenariusza, a zostało mi kilka dni, chyba zacznę zarywać nocki, jak tylko skończę ten serial. Też zbyt emocjonalnie do niego podchodzę, za bardzo się angażuję, a to przecież tylko głupi serial. Przesadzam, jak ze wszystkim, nie potrafię znaleźć umiaru. Proszę, niech ktoś mnie naprawi...
7d59def3ddecc6e2d2e1042e190b178a.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Chyba jestem zakupoholiczką. Ostatnio mocno wkręciłam się w figurki kolekcjonerskie Funko POP!, śledzę licytacje, przeglądam strony. Obiecałam sobie, że będę kupować tylko jednego POP'a w miesiącu... no nieźle mi idzie. Dostałam istnego pierdolca, a nawet nie mam pieniędzy, bo przecież nie dam rady pracować w moim stanie. Znalazłam licytację z moją ulubioną postacią ze "Stranger Things" w wersji exclusive i oczywiście od razu pobiegłam do mamy i poprosiłam, by pożyczyła mi kasę... jestem chora. Przyszedł do mnie kolejny POP, mama jedzie go odebrać, bo jest to moje poprzednie miejsce pracy, a wiecie, że nienawidzę tego miejsca i ludzi, którzy tam pracują... niestety mają duży wybór POP'ów, więc często będę tam zamawiać. Mama wyświadczy mi przysługę i odbierze za mnie paczkę. Mogłabym nie przeżyć emocjonalnie wizyty tam, zwłaszcza, jeśli będzie tam kierowniczka... jak ja suki nienawidzę.
Rozpoczynam psychoterapię pod koniec stycznia, tym razem terapeuta będzie mężczyzną. Zadzwoniłam do niego wczoraj. Mama chciała mnie z nim umówić, ale powiedział, że sama mam do niego zadzwonić, a ja bardzo nie lubię rozmawiać przez telefon. Wydawał się miły, miał spokojny głos, cierpliwość (było go słabo słychać przez telefon, więc cały czas prosiłam o powtórzenie). Umówiliśmy się na rozmowę wstępną we wtorek. Zobaczymy jak to będzie, muszę być dobrej myśli, bo pilnie potrzebuję pomocy... Sama to dostrzegam.
c31955e4177f5359f1781fffb0207699.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Znalazłam ogłoszenie o pracę - mały salonik prasowy. Dzisiaj był mój pierwszy dzień... porażka. Niestety nie podołałam, poległam, nie wytrzymałam. Sama praca nie wyglądała źle, a pracownica była sympatyczna, ale powiedzmy, że mam trochę inne standardy pracy. U mnie ma być porządek i czystość. Kasę ogarnęłam bez problemu (miałam z kilkoma do czynienia w mojej karierze), miałam też obsługiwać Lotto.
Poza tym, źle się czułam. Ze stresu rozbolała mnie głowa i brzuch, chciało mi się płakać. Już dawno nie miałam takich problemów, myślałam, że się z tego wyleczyłam - niestety nie. Na gwałt potrzebuję psychoterapii, bo, jak widać, leki nie działają, jak powinny. Muszę znowu poukładać sobie w głowie. Mama już szuka dla mnie odpowiedniego specjalisty - tym razem będzie to mężczyzna. Zobaczymy czy się przed nim otworzę. Raczej nie będzie z tym problemu, bo lubię się wyżalać i gadać, jaka jestem biedna. Jak na razie, zostanę w domku, w mojej strefie komfortu. Ważne, że chociaż spróbowałam i nie żałuję tego. Tylko szkoda, że nie zapłacą mi za te kilka godzin.
large (1).jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Jest ze mną bardzo źle... zauważyłam, że od jakiegoś czasu nie mam ochoty na żadne jedzenie. Po prostu nie jem. Od momentu, gdy zobaczyłam, że przytyłam dwa kilogramy (teraz ważę 46 kg), to zaczęłam postrzegać niektóre części mojego ciała jako grube. Patrzę na moje uda, mój brzuch, nawet moją twarz i widzę, że przytyłam. Chyba wzięłam słowa pani doktor za bardzo do siebie, bo to ona powiedziała mi dwa miesiące temu, że mam anoreksję, co dla mnie było kompletną bzdurą i dla moich bliskich też. Ale znowu postrzegam swoje ciało źle, nie mogę na nie patrzeć. Podświadomie znowu chcę ważyć 44 kilogramy, wiem, że to nie jest zdrowe. Moja psychika jest pojebana, nie nadążam za samą sobą. Od dobrych dwóch tygodni moje posiłki wyglądają tak, że jem tylko raz w ciągu dnia. Zwykle jest to obiad, ale czasem po prostu kanapka albo płatki. Po prostu nie jestem głodna, nawet jak burczy mi w brzuchu, to nie czuję potrzeby zjedzenia czegoś, jakby moje ciało chciało jeść, a mózg nie był głodny. Może faktycznie coś ze mną się dzieje? Może inni mieli rację - jestem anorektyczką? Sama już nie wiem, do tej pory w to nie wierzę, po prostu... biorę pod uwagę taką ewentualność. Co wtedy ze mną zrobią? Będą we mnie wmuszać jedzenie? Zamkną w psychiatryku? Czy pozwolą mi zagłodzić się na śmierć?
26e41b9810ef3340fa872e37b18c716a.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Nie spałam całą noc... tak jest już od ponad tygodnia. Najgorzej, że mój chłopak już wrócił i nie mogę sobie siedzieć na laptopie, poczytać ani nawet przeglądać Facebook'a w telefonie, bo on się niewiarygodnie łatwo wybudza. Nawet jak się w nocy odwrócę na drugą stronę, to on się budzi, a jak idę do toalety, to jest na mnie zły, bo "hałasuję" jak chodzę. Koszmar. Chcę własny pokój, wtedy nikt nikomu nie będzie przeszkadzał. On uważa, że wszystko jest w porządku...
Przy nim nawet chyba nie jestem w stanie napisać scenariusza. Było mi dobrze, jak byłam sama, mogłam się skupić, była cisza i spokój. A z nim w pokoju, 30 centymetrów ode mnie będzie ciężko... Jak ja nienawidzę swojego życia, mam dość. Cały czas mam wrażenie, że moje płuca są wypełnione kamieniami, trudno mi się oddycha, jakby powietrze miało zaraz się skończyć. I ten ból - nie do zniesienia. Znowu zebrało mi się na wspominki w nocy, jak ja siebie za to nienawidzę. Ciągle żyję przeszłością i rozmyślam nad wyborami, które niestety podjęłam w swoim życiu... poprzednim życiu. Gdybym miała ten rozum, co teraz, wszystko potoczyło by się inaczej. Oddałabym wszystko, aby móc cofnąć czas, powiedzieć słowa, które nie chciały wydostać się z moich ust. To by zmieniło całe moje życie. No cóż... nikt mi nie zabroni pofantazjować. Tylko to mi zostało.
57ed8b61e5da44816294a4b424cb13fb.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Dzisiaj mam jeden z tych gorszych dni - chciałabym nie żyć, nie istnieć. Czuję się źle, nawet nie chce mi się płakać. Jest to stan zupełnej pustki, nie czuję nic. Wszystko mi obrzydło, nie chce mi się jeść.
Nienawidzę swojego ciała, swojej twarzy, sylwetki, wyglądu - wszystkiego. Gdy patrzę w lustro, widzę bladą, niską... widzę nijakie coś. Ani brzydka, ani ładna. Nijaka. Równie dobrze mogłoby mnie nie być.
95d00611eadf478fa3c7f5c2c549c91b.jpg
Pokaż wszystkie (2) ›
 

deergirl
 
LonelyDeer: Ostatnio spędzam noce na pracy nad scenariuszem, a w dzień odsypiam. Jestem zupełnie rozregulowana... nie zasnę w nocy. Ale jakoś lepiej pisze mi się nocą, jest ciszej niż w dzień, spokojniej. W ramach przypomnienia obejrzałam film "Przerwana lekcja muzyki" - główna inspiracja do mojego scenariusza. Zrobiłam trochę notatek, na pewno się przydadzą. Miałam problem z wymyśleniem konceptu do drugiej sceny, ale chyba już mam pewien pomysł. Muszę jeszcze obejrzeć "Lot nad kukułczym gniazdem", tam pewnie znajdę masę inspiracji. W scenariuszu odwołuję się do wielu motywów, postaci filmowych, kwestii, scen... mam nadzieję, że nada się to do teatru alternatywnego. Bo co złego jest w odwoływaniu się do klasyków? Muszę jeszcze raz przeczytać "Ferdydurke" i "Tango", tam pewnie znajdę pełno cytatów do wykorzystania. Ludzie powinni wyłapać większość motywów i znaczeń, chociaż wątpię, by ktokolwiek docenił symbolikę imion. Tutaj nic nie będzie przypadkowe, każda kwestia, każdy gest będzie miał znaczenie. Nadal się boję, że grupa warsztatowa tego nie doceni - nie będą wiedzieli ile godzin nad tym spędziłam, nie będą znali odwołań i symboliki. Może nawet uznają, że było to napisane w jeden wieczór albo w ogóle nie będą się nad tym zastanawiać. A jak ktoś skrytykuje koncept to chyba się popłaczę i będą musieli mnie zabrać do szpitala dla obłąkanych, bo tego nie zdzierżę. Chyba.
Nie każdy artysta został doceniony od razu, najpierw spadała na nich lawina krytyki i osądów, pewnie w większości niesłusznych, wynikających z nie zrozumienia  lub ignorancji. Czy ja będę taką artystką? Jeśli uda mi się napisać ten scenariusz w całości, to chyba będę mogła nazwać się pisarką? Zawsze się bałam coś tworzyć, bo nigdy nie było dla mnie wystarczająco dobre, to co zrobiłam... jak napisałam jakieś opowiadanie, po ponownym przeczytaniu od razu je kasowałam. Uważałam, że były beznadziejna i niewarte pokazania komukolwiek. A co, jeśli tak samo będzie z moją sztuką? Po prostu mnie się nie spodoba? Wyrzucę to do kosza? Można być dla siebie tak okrutnym?
b6fd4b39b9cf60d9d21bac20f4fffdbc.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Dzisiaj muszę koniecznie napisać choć kilka scen do spektaklu. Spędziłam godziny na wyszukiwaniu informacji z działu psychiatrii, postaci biblijnych, znaczenia imion i filmów o chorobach psychicznych. Muszę przyznać, że trudno nadaje się imiona bohaterom, aby pasowały idealnie do charakteru, nazwane są już 3 postaci! Najbardziej zadowolona jestem z imienia głównej bohaterki - trochę mi zajęło, ale jest idealne.
Wygląda na to, że spędzę cały dzień na pisaniu. Muszę korzystać z wolnego czasu, bo mój chłopak pewnie wróci jutro, max. po jutrze. Przy nim nie będę mogła rozwalić się na całym łóżku i w ciszy tworzyć - znowu non stop będzie grał na tym jebanym Playstation. Jak ja tego nienawidzę. Nie mogę się doczekać, aż się wyprowadzimy, będę miała własny pokój, oazę ciszy. A na razie muszę korzystać z okazji, że pojechał do rodzinki. Mama powiedziała, bym zamówiła coś sobie do jedzenia, więc myślałam, że jestem sama w domu, ale nie... jest tata. Specjalnie mi to nie przeszkadza, bo on zawsze jest zajęty swoimi grami. Nie wydaje żadnych głośnych, nagłych dźwięków, więc moja kochana cisza pozostanie niezmącona.
Znowu zamówiłam chińskie za 50 zł, mama powiedziała bym szalała, więc zaszalałam. Ze świąt niestety nic nam nie zostało, poza ciastem. Niby mam fasolę po bretońsku i zupkę instant, ale w tym domu lepiej mieć coś na zapas - nikt obiadu nie ugotuje, bo nikomu się nie chce. Taka rodzinka. Moją podstawową dietą są dania ze słoika, kanapki i tosty. Czasem coś mi się zachce robić, ale jest to rzadkość, zwłaszcza, że do moich dań zwykle trzeba zakupić specjalne składniki, a potem jest tyle z tym pieprzenia. Łatwiej kupić słoik i go podgrzać. Ostatnio mam ochotę na sajgonki, chyba dla odmiany będę je teraz wcinać. Stosuję monodietę, bo zwykle jem na okrągło tę samą rzecz, dopóki mi się nie znudzi. A potem wracam do poprzednich pozycji, i tak to się jakoś toczy.
Na święta jadłam cały czas barszcz... jak ja kocham tę zupę. Mogłabym ją jeść cały czas i nigdy nie miałabym dość. Szkoda, że barszcz z prawdziwego zdarzenia robi się tylko na święta, z torebki to nie to samo.
No to spróbuję zagłębić się w mojej twórczości. Chcę rozpisać minimum trzy sceny. Musi mi się udać.
14ebdd328e48a48aa07b95a355769f9b.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Biorąc pod uwagę okoliczności, radzę sobie całkiem nieźle. Jest mi trochę niedobrze, boli mnie głowa i cały czas odczuwam dyskomfort, spowodowany samym przebywaniem w tym miejscu. Jak ja nienawidzę tego miasta. Kiedyś spędzałam tu najlepsze lata mojego życia. Miałam tu wszystko - wielu znajomych, bliskich przyjaciół, miłość... to wszystko zostało mi tak nagle odebrane. Ludzie, za którymi kiedyś skoczyłabym w ogień, zadali mi cios, po którym nie mogłam się podnieść, i nigdy się nie podniosłam... i chyba nigdy nie podniosę. Wszystkie wspomnienia sprawiają mi ból i chce mi się płakać. Nie ma dnia, w którym nie myślałabym o tamtym czasie, kiedy byłam szczęśliwa... niestety ludzie się zmieniają. Ja też się zmieniłam. Szkoda tylko, że miało to tak drastyczny koniec. Chciałabym cofnąć się w czasie i nie podjąć decyzji, które podjęłam, wtedy wydawały mi się dobre, dopiero po czasie okazały się błędami. Dużymi błędami.
Ja chyba naprawdę nigdy się z tym nie pogodzę. Wtedy żyłam pełnią życia, byłam szczęśliwa i miałam przyjaciół. Moja mikroutopia. Teraz odwracamy wzrok, kiedy widzimy się przypadkiem na ulicy, nie umiemy już reagować inaczej, nawet nie wiemy jak. Ostatnio zobaczyłam Weronikę w Szczecinie, kiedyś była moją najlepszą przyjaciółką, znała wszystkie moje sekrety i obie miałyśmy wspólne hobby - mangi i obgadywanie innych. To drugie wychodziło nam nadzwyczajnie dobrze. Tak bezpośrednio nie pokłóciłam się z nią, po prostu odcięłam się od wszystkich, którzy mnie zranili - a ona raniła mnie bardzo często. Po drugim złamaniu serca miałam dość tego miasta, bo byłam tam zupełnie sama. Już nikt nie wyciągnął do mnie pomocnej dłoni, kilka sama odtrąciłam. Bo każdy mnie w jakiś sposób zranił, a ja już nie mogłam znieść ciągłego bólu. Chciałam się odciąć, zapomnieć, zniknąć stamtąd na zawsze. To był mój koniec.
506dee35ef09d2091aba8df3c6dd59e7.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Dzisiaj czuję się nawet nieźle, nie jestem może radosna, ale jest okej. Jak zwykle spałam do 13, pewnie spałabym dłużej, gdybym nie miała koszmaru... przez niego się obudziłam. Znowu mam problemy z zaśnięciem, dzisiaj dokuczały mi zatoki i nos - moje ciało chyba nie lubi snu, bo wymyśla najróżniejsze sposoby, abym nie zasnęła. No cóż, ponoć trzeba żyć w zgodzie z samym sobą.
Odwiedziliśmy babcię, jest już dużo lepiej, może jutro wyjdzie. Akurat gdy my wyjeżdżamy... ale super święta.
Rodzice oczywiście chcieli iść na spacer po moim najbardziej znienawidzonym mieście. Bałam się, że spotkam kogoś z przeszłości, a szczerze mówiąc nie mam pojęcia jak bym na nich zareagowała. Może bym ich olała, może się przywitała, może zaczęła płakać, a może dostałabym szału lub ataku paniki... no byłoby ciekawie, ale nie chcę tego sprawdzać. Dla własnego komfortu psychicznego założyłam czarną maskę na twarz - byłam pewna, że nikt mnie nie rozpozna, wiem, że to głupie, ale desperacko trzymałam się tej myśli. Naprawdę nie chciałam nikogo spotkać, nie chcemy przecież abym znów zaliczyła załamanie. Na co to komu?
Chciałabym wieczorem przysiąść do mojego scenariusza, mam już parę gotowych scen, teraz wystarczy je zapisać. Bardzo się tym ekscytuję, mam nadzieję, że wyjdzie to tak dobrze, jak myślę. Rzadko podoba mi się coś, co sama wymyślę albo zrobię, ale coś czuję, że będę zadowolona. Oby inni podzielili mój entuzjazm. Na przykład mojej mamie się podoba...
a4f35c6ec289198f017c67ad76433901.jpg
 

deergirl
 
Zawsze święta kończą się tak samo - wszyscy coś zjedli, rozpakowali prezenty i rozeszli się do swoich pokoi. W tym roku wigilia nie była zbyt udana, bo babcia trafiła do szpitala, niestety ze swojej winy. Babcia za wszelką cenę chce urządzić idealne święta: sprząta cały dom, każdy kont musi lśnić czystością, biega po całym mieście szukając najlepszych składników do potraw, potem całymi dniami przesiaduje w kuchni przygotowując potrawy. Wszystko musi robić sama. Nie powiedziała nam, że się rozchorowała i oczywiście musiała siebie katować jak co roku. No i trafiła do szpitala z zapaleniem oskrzeli. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak teraz musi się czuć, samiuteńka w święta, przykuta do łóżka... byliśmy u niej dzisiaj i mówiła, że wszystko jest w porządku, ale wyglądała strasznie. Sforsowała się nieźle. Oczywiście jutro do niej zajrzymy z samego rana, oby wypuścili ją jak najszybciej.
A my z mamą i tatą spędziliśmy ten czas po swojemu, na szczęście babcia zdążyła przygotować większość potraw, a nam został tylko barszcz i sałatka. Włączyliśmy nasz ulubiony serial "Przyjaciele", usiedliśmy przy stole w dresach i powyciąganych bluzach (nienawidzimy się stroić) i zaczęliśmy jeść. Mimo wszystko atmosfera była dość przygnębiająca - cały czas myśleliśmy o babci.
Dostałam fajne rzeczy od Mikołaja, mama zawsze trafia w mój gust. Kupiła mi trochę kosmetyków i pędzli do makijażu (od czasu kiedy się pomalowałam ma spore nadzieje, że znów zacznę się malować), kilka książek (wszystkie, które chciałam), bransoletkę i coś, czego w życiu bym się nie spodziewała - moją własną pieczątkę Ex Libris! Z moją ksywą i nazwiskiem, jest niesamowita, nie mogę się doczekać aż pooznaczam wszystkie moje książki swoją własną sygnaturą. To jest coś. Bardzo mi się podoba.
A teraz leżę sobie w łóżku w mojej nowej piżamce pod kocykiem i zaraz zabiorę się za czytanie książki. Trzeba czymś zająć myśli.
68a8ff4ef0ea68ae6eb4703b5f4b0d5a.jpg
  • awatar Lalka Zombie: To chyba takie pokolenie. Moja babcia schorowana sama rwala sie do sprzątania mieszkania, mimo, że miala przykazane, że w razie potrzeby jestem do jej dyspozycji i ma po prostu dzwonić. Takie pokolenie, niby niezniszczalne, ale nauczone roboty ponad sily;/
Pokaż wszystkie (1) ›
 

deergirl
 
Dopiero teraz się zorientowałam, że jutro wigilia, jak ten grudzień zleciał, czuję się jakby dopiero się zaczął. Jestem ateistką, ale wychowałam się w kulturze chrześcijańskiej (bądź co bądź), ale dla mnie święta i tak mają inny wymiar. Zwłaszcza, że całe te "święto Bożego Narodzenia" jest zwykłą zrzyną z obrzędów pogańskich etc. Zresztą... ja obchodzę narodziny najwspanialszego Polaka, jaki kiedykolwiek chodził po ziemi, narodowego wieszcza i geniusza literackiego - Adama Mickiewicza. Jutro po południu jedziemy z mamą do babci, trochę głupio, że nie pomożemy za dużo w przygotowaniach do kolacji, ale mama jutro pracuje do 15, a mój stan emocjonalny jest zbyt niestabilny bym pojechała sama - mogłoby się wiele wydarzyć, zwłaszcza, że babcia nie jest łatwą osobą do życia i nawet niechcący mogłaby mnie sprowokować - a teraz jestem nieprzewidywalna. Mama potrafi mnie hamować i powie babci wprost, jeśli ta powie coś nieodpowiedniego. Jestem niestety bardzo wrażliwa ostatnio i jeśli usłyszę coś na temat mojej cery (która, swoją drogą, wygląda całkiem nieźle) to się popłaczę i wyjdę, a niestety babcia potrafi chlapnąć coś takiego.
M. już pojechał na święta do swojego miasta, jeszcze nie zdecydował ile tam będzie, ale mam nadzieję, że do 30 go nie zobaczę - cały pokój dla mnie! I trochę ciszy, bo na jego Playstation nie mogę już patrzeć. Poczytam w spokoju książkę, a może obejrzę serial? No jeszcze nie wiem.
Jeden prezent dostałam trochę przedwcześnie, ale był za ciężki, aby go ze sobą wieźć, no i wujek chciał zobaczyć moją reakcję bo to on był fundatorem. Dostałam prawdziwą maszynę do pisania z 1907 toku! Prawie się popłakałam, jak ją zobaczyłam, jest taka piękna, firmy Underwood, niemiecka jakość. Może jakiś sekretarz Hitlera na niej pisał? Nie działa jeszcze w pełni, ale to kwestia wymiany paru części i będzie można pisać! Nie spodziewałam się, że stanę się właścicielką takiego cuda, jest naprawdę piękna - byłam zachwycona. Nadal to do mnie nie dociera.
Dziś czuję się trochę lepiej niż zwykle, ale łatwo mnie rozdrażnić - mama i chłopak już padli ofiarą mojego gniewu. Staram się to powstrzymywać, ale jest to niezwykle trudne. Gdy mówią coś, co mnie niesamowicie wkurza, mam ochotę krzyczeć i coś zniszczyć, aż się robię cała czerwona na twarzy.  Po minucie jest już wszystko dobrze, że wprowadzanie takiej niemiłej atmosfery nie jest dla nikogo komfortowe - szczególnie dla mnie, bo to ja ją wywołuję. Na razie nie wychodzę do mamy, aby więcej nie wybuchać, nie chcę jej denerwować, zwłaszcza, że jutro idzie do pracy, a tam dadzą jej popalić. Lepiej zostanę w pokoju i coś przeczytam na uspokojenie. Każdy by mi powiedział "meliski sobie zaparz", ha ha niestety nie mogę pić takich rzeczy - wszelkie roślinne napary i herbaty wchodzą w interakcje w moim lekami, co np. może znacznie osłabić ich efekt. Także ziółek sobie nie wypiję, bo niestety nie mogę. Ja niczego nie mogę! Żadnych używek, zero alkoholu, nawet zero ziół! To jest jakiś dramat. Gdybym mieszkała sama, zapewne paliłabym papierosy - one nie przeszkadzają w braniu leków... chyba. Nawet tego nie sprawdzałam.
4db2acbd6b1fc5ff2d0c817472c7e34e.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: To było intensywne kilka dni. Wczoraj byliśmy z moim chłopakiem w barze na "dżem seszyn" w Piwnicy - muzycy mieli sobie improwizować na różnych instrumentach, a ludzie przy niemałej ilości alkoholu mieli rozkoszować się muzyką. Spotkałam paru znajomych z warsztatów, pogadaliśmy sobie, pośmialiśmy się. Wszyscy oczywiście pili różne rodzaje alkoholi - oprócz mnie, ja zamawiałam sobie wodę z cytryną, lodem i miętą... no prawie mohito, nie?
Po raz pierwszy od dawna zrobiłam pełny makijaż, ludzie byli w szoku, bo nikt z warsztatów nie widział mnie z makijażem. Mówili, że nie mogą się na mnie napatrzeć - aż taka zmiana. Faktycznie w makijażu czułam się bardzo dobrze, czułam się ładna i uśmiechałam się od ucha do ucha. Eksperymentowałam z cieniami do powiek - sprawiało mi to przyjemność. Pewnie będę częściej się malować. Wróciliśmy o 2 w nocy, więc byłam baardzo zmęczona. Dzisiaj wstałam o 16, już nawet moja mama była w domu...
Poszłyśmy razem na jarmark świąteczny w centrum. Nie lubię świąt, ale takie kiczowate miejsca strasznie mi się podobają, zwłaszcza jak mają tam dobre rzeczy do jedzenia. Zjadłyśmy oscypki na ciepło z żurawiną, truskawki w czekoladzie i nakupowałyśmy dużo słodyczy tureckich - mama jest wielką fanką, więc wzięła też turecką herbatę w zestawie z małą czarką i ozdobną łyżeczką, a do tego cukiernica w kształcie owocu granatu. Niczym Sulejman Wspaniały (mama kocha ten serial). Wydałyśmy mnóstwo pieniędzy, a mama wcześniej była jeszcze na zakupach prezentowych. No cóż... przecież święta są raz w roku.
587e14d49355c3ae45d22fc0743b76ee.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Teraz mam dość bojowy nastrój, ale bynajmniej nie pozytywnie... jestem na coś wkurwiona. Na siebie, mojego chłopaka, na warsztaty, na ludzi z warsztatów, na świat, na życie, na psa, no kurwa na wszystko. Chciałabym uciec, schować się i już nie wychodzić... Albo mogłabym kogoś zabić, wtedy by mi ulżyło. Zamknęli by mnie w więzieniu, uznali za niepoczytalną, wszyscy by mnie nienawidzili i daliby święty spokój. Byłabym tylko ja, moja ciasna, brudna cela i leki, które zapewne przytępiałyby moje zmysły, abym mogła jakoś funkcjonować w więziennych realiach. Może zamknęli by mnie w ośrodku zamkniętym dla szaleńców. Codziennie miałabym sesje z więziennym terapeutą i opowiadałabym mu jak mi jest źle. Nie musiałabym się martwić niczym: posiłkami, rachunkami, nauką, pracą... niczym. Mogłabym też tam popełnić samobójstwo i nikt nie miałby mi za to za złe - przecież każdy więzień to koszty. Wszyscy by też rozumieli moją decyzję - była załamana zaistniałą sytuacją, nie wytrzymywała życia za kratami albo czuła ogromne wyrzuty sumienia za swój czyn. Święty, kurwa, spokój.
757b556cadcbf94948dc910fa9a0a2cc.jpg
 

 

Kategorie blogów