Wpisy oznaczone tagiem "morskie" (91)  

pakamera.pl
 
Ceramiczne okragle  kolczyki w formie  sztyftow, recznie  wykonane z  delikatnej  czekoladowobraz.... Wiecej zdjec tutaj www.pakamera.pl/kolczyki-ceramika-owocowe-nr1979…
 

pakamera.pl
 
Ceramiczne okragle  kolczyki w formie  sztyftow, recznie  wykonane z  delikatnej  kamionki,  jedn.... Wiecej zdjec tutaj www.pakamera.pl/kolczyki-ceramika-mchowe-11mm-nr…
 

pakamera.pl
 
Ceramiczne kolczyki  w formie sztyftow,  recznie wykonane z  delikatnej gliny  kamionkowej,  jedn.... Wiecej zdjec tutaj www.pakamera.pl/kolczyki-ceramika-borowkowe-nr19…
 

pakamera.pl
 
Ceramiczne, lekko  nieregularne  kolczyki w formie  sztyftow, recznie  wykonane z delikatnej kami.... Wiecej zdjec tutaj www.pakamera.pl/kolczyki-ceramika-mini-hokku-6mm…
 

pakamera.pl
 
Efektowne kolczyki w  formie sztyftow,  recznie wykonane z  delikatnej  czekoladowobrazowej  glin.... Wiecej zdjec tutaj www.pakamera.pl/kolczyki-ceramika-misiaczki-nr19…
 

pakamera.pl
 
Ceramiczne  kolczyki w formie  sztyftow, recznie  wykonane z  delikatnej  czekoladowobrazowej  gl.... Wiecej zdjec tutaj www.pakamera.pl/kolczyki-ceramika-piaskowe-serca…
 

pakamera.pl
 
Ceramiczne okragle  kolczyki w formie  sztyftow, recznie  wykonane z  delikatnej  gliny kamionkow.... Wiecej zdjec tutaj www.pakamera.pl/kolczyki-ceramika-komety-9mm-nr1…
 

pakamera.pl
 
Ceramiczne okragle  kolczyki w formie  sztyftow, recznie  wykonane z  delikatnej  gliny kamionkow.... Wiecej zdjec tutaj www.pakamera.pl/kolczyki-ceramika-teczowe-nr1825…
 

pakamera.pl
 
Oryginalne i  efektowne ceramiczne  kolczyki w formie  gronek, recznie  wykonane z mocno  spieczo.... Wiecej zdjec tutaj www.pakamera.pl/kolczyki-ceramika-algowe-listki-…
 

pakamera.pl
 
Okragle, lekko  nieregularne  ceramiczne kolczyki  w formie sztyftow,  recznie wykonane z  delika.... Wiecej zdjec tutaj www.pakamera.pl/kolczyki-ceramika-owocowe-6mm-nr…
 

pakamera.pl
 
Ceramiczne, lekko  nieregularne  kolczyki w formie  sztyftow, recznie  wykonane z  delikatnej gli.... Wiecej zdjec tutaj www.pakamera.pl/kolczyki-ceramika-shell-nr1808035.htm
 

pakamera.pl
 
Okragle, lekko  nieregularne  ceramiczne kolczyki  w formie sztyftow,  recznie wykonane z  delika.... Wiecej zdjec tutaj www.pakamera.pl/kolczyki-ceramika-owocowe-9mm-nr…
 

pakamera.pl
 
Ceramiczne kolczyki  w formie sztyftow,  recznie wykonane z  delikatnej  czekoladowobrazowej  gli.... Wiecej zdjec tutaj www.pakamera.pl/kolczyki-ceramika-plazowe-6mm-nr…
 

pakamera.pl
 
Ceramiczne okragle  kolczyki w formie  sztyftow, recznie  wykonane z  delikatnej  czekoladowobraz.... Wiecej zdjec tutaj www.pakamera.pl/kolczyki-ceramika-owocowe-nr1734…
 

pakamera.pl
 
Oryginalne i  efektowne ceramiczne  kolczyki w formie  gronek, recznie  wykonane z mocno  spieczo.... Wiecej zdjec tutaj www.pakamera.pl/kolczyki-ceramika-algowe-listki-…
 

pakamera.pl
 
Ceramiczne okragle  kolczyki w formie  sztyftow, recznie  wykonane z  delikatnej  czekoladowobraz.... Wiecej zdjec tutaj www.pakamera.pl/kolczyki-ceramika-mini-wegielki-…
 

livli5
 
- Legenda głosi, że mury tego zamku miały zaszczyt widzieć czasy, gdy życie na Sagarze było marzeniem dla nie jednego człowieka. - Zygmunt ściszył głos, jakby sięgał pamięcią do odległych czasów. - Podobnież przebiegał tu główny szlak morski, który zostawiał część swojej fortuny na naszej wyspie, a sprawą tego całego dobrobytu miała być najpiękniejsza kobieta na ziemi. Właścicielka wyspy uwielbiona przez swoich poddanych i jednocześnie najpotężniejsza wiedźma, jaką miał okazję widzieć świat. Zapewne domyślacie się, że takie bogactwo w rękach kobiety, nie ważne kim by była, było niedorzeczne. Każdego dnia przypływali do niej ludzie z całego świata, mając nadzieje, że to właśnie ich obdarzy uczuciem, a zarazem całym swym majątkiem. Jednak ona była niewzruszona na liczne zaloty. Jej serce było z kamienia, którymi zwykła się otaczać... przynajmniej do czasu, aż na wyspie pojawił się marynarz taki jak wy. Człowiek, którego sprowadziło samo morze... jednak wiedźcie, że ocean jest istotą o paskudnym poczuciu humoru...

Rok 1756 Sagara

Pierwszy raz słysząc o wiedźmie z Sagary głośno się roześmiał. W końcu wszyscy dobrze wiedzieli, że wiedźmy nie istnieją, a sam fakt, że ktoś mógł tak nazwać wysoko postawioną kobietę, wydawał mu się wręcz niestosownym. Jednak nie minęło dużo czasu, gdy przekonał się, że nie tylko Nikola nazywała tak swoją panią. Cała wyspa bez skrupułów szemrała o jej pięknie, mającym zniewalać męskie serca, o czarach, jakie dzieją się w zamku, aż wreszcie, o bogactwie, jakie kryły jego mury. Mimo to mieszkańcy wyspy w niepojęty dla niego sposób kochali swoją panią. Wręcz wznosili ją ku niebiosom za dobrobyt, jaki panował za jej rządów.

Chłopak nie raz zastanawiał się, jaka jest w rzeczywistości, ale pomimo spędzonego tu czasu nie miał okazji nawet ujrzeć jej cienia. Od momentu, gdy morze wyrzuciło go na brzeg minął miesiąc. Na początku opiekowała się nim Nikola, gdyby nie ta dobroduszna dziewczyna, zapewne wykrwawiłby się na tej plaży, a gdy już w miarę doszedł do siebie, zatrudnił się na zamku, by zarobić na podróż powrotną. Tak utknął na tej wyspie, nie chcąc się przyznać, że spodobało mu się takie życie i z chęcią zostałby tu na dłużej... a przynajmniej do chwili, gdy na własne oczy nie ujrzy osławionej wiedźmy.

Ten moment przyszedł szybciej niż kiedykolwiek przypuszczał. Pierwszy raz spotkał ją, gdy szukał Nikoli, by przekazać jej, że dostawca żywności do zamkowej kuchni chce z nią rozmawiać. Wyszedł właśnie z korytarza dla służby, gdy dostrzegł idącego ku sobie lamparta. Przerażony zastygł w bezruchu. Wielki kot wyglądał jak jubilerskie dzieło sztuki, pobudzone do życia. Chłopak przylgnął do wciąż otwartych drzwi, zastanawiając się nad możliwą ucieczką i wtedy dostrzegł ją. Szła parę kroków za lampartem, szeleszcząc wieloma warstwami swojej jedwabnej sukni.

Czy była piękna? Gdyby ktokolwiek go o to w tej chwili spytał, odpowiedziałby, że ujrzał żywe bóstwo stąpające po ziemi. Lecz, gdyby ktoś zapytał, jak wyglądała, wtedy nie mógłby odrzec wiele. Opisałby suknie wydającą się pochodzić z dalekich azjatyckich krain. Mówiłby o hebanowych włosach lekko spływających spod zasłaniającego oczy materiału ozdobionym piórami, kwiatami i złotymi dzwonkami. Jednak to, co utkwiło mu w pamięci to nie suknia, a usta... delikatne, z ledwo zauważalnym uśmiechem, gdy wraz ze swoim srebrnym towarzyszem minęła go tak, jakby była duchem, którego nikt nie miał prawa dostrzec.

Jak można zakochać się w kobiecie widząc jedynie jej usta? On też się zastanawiał, a jednak jej obraz nie przestawał nawiedzać go w snach, a wkrótce i na jawie. Teraz już wiedział, czemu zwą ją wiedźmą, bo sam niechybnie uległ jej urokowi.

Mijały dni, a jego zaczęła trawić tęsknota, zastanawiał się, co musiałby zrobić, by ukochana zwróciłaby na niego swoją uwagę. By chodź raz móc usłyszeć jej zapewne słowiczy głos. Nie raz wieczorami zgadywał jakiego koloru mogą być jej oczy. Może były oliwkowe, a może błękitne jak ocean. Jednak ostatecznie stwierdzał, że kobieta, taka jak ona musi mieć oczy złote, jak dzwonki lekko podskakujące koło jej włosów. Coraz częściej przyłapywał się także na szukaniu jej wzrokiem, jakby istniał chociaż cień możliwości, by mogła się przechadzać wśród zwykłych mieszkańców.

Myślał o niej w każdej chwili i zastanawiał się, co mogłoby wywołać na jej twarzy uśmiech i wtedy przypomniał sobie srebrnego lamparta. A gdyby... zerwał się z miejsca i wybiegł z pokoju, zostawiając zaskoczoną Nikole, z którą jeszcze chwilę temu jadł obiad. Niemal biegiem skierował się do miejscowego jubilera. Pospiesznie rozejrzał się po wszelkiego rodzaju pierścionkach, naszyjnikach, bransoletach, jednak jego oczy nie natrafiły na to, czego szukał.

- Panie, czy wyrabiacie figury zwierząt? - zapytał handlarza, a ten uśmiechnął się szeroko i z wyraźną uległością wyciągnął spod lady nieduże pudełko.

- U nas wszystko się znajdzie, oto moja perełka, największe dzieło sprowadzone z odległych krajów. Skrzydła motyla wykonane są ze szczerego srebra, a kamienie w jego skrzydłach, to najprawdziwsze szmaragdy. Taka okazja nigdy więcej się panu nie trafi. A to wszystko tylko za trzysta pistoli.

- Trzysta pistoli?! Człowieku toż to cała fortuna!

Urażony handlarz zamknął pudełko i powolnym ruchem schował je z powrotem pod ladę.

- Jak za drogo, to niech pan czego innego sobie poszuka.

Chłopak zacisnął ze złości pięści i wyszedł ze sklepu, przeklinając zachłanność handlarzy. Jednak wiedział, że ten motyl, mógłby być kluczem do serca jego ukochanej. A jak... zatrzymał się nagle na tę myśl i skarcił samego siebie o taką głupotę. Zdał sobie bowiem sprawę, że gdyby wiedźma chciała tego motyla, to bez problemu dałaby handlarzowi te trzysta pistoli i najzwyczajniej go kupiła. Wściekły, a zarazem smutny ruszył z powrotem do swojej kwatery, gdyż uświadomił sobie, że nie może zaofiarować jej nic, czego sama by nie zdobyła.

e9ab25ed59de3f77df438ca81d0abee5.jpg
  • awatar SallyLou: Och historia bardziej intrygująca i bajeczna niż sądziłam. Spodziewałam się nieco innej wersji, choć to pewnie jeszcze nie koniec i czymś nas zaskoczysz :D Pani zamku przypomina mi barwnego rajskiego ptaka, którego wszyscy widzą patrząc tylko na ozdabiające go pióra. Zastanawiam się jaka ona jest i czy ten zakochany w niej chłopak zdobędzie w jej oczach uznanie.
  • awatar Kate - Writes: Ooo.... Coraz bardziej mi się podoba. Akcja robi się coraz bardziej zawiła, takie lubię!
  • awatar Seiti: "By chodź", a nie "choć"? Piękna historia. Twój styl tutaj wznosi się na wyżyny. :*
Pokaż wszystkie (3) ›
 

livli5
 
Gilbert z niechęcią szedł przez kolejny korytarz, prowadzony przez malowidła ścienne i własne odbicia w powieszonych w nim lustrach. Mimowolnie krople potu osiadły mu na karku. Czuł się jak intruz, złodziej przyłapany na gorącym uczynku. Nie pomagały mu nawet zapewnienia kapitana, że gospodarz tego miejsca nie ma nic przeciwko by udali się do jego kucharza. Wręcz sam zachęcał ich, by odwiedzili Zygmunta. Mimo to chłopak czuł, że nie pasuje do tego miejsca i najchętniej pozostałby razem z Wiktorem. Chociaż i ta myśl nie była dla niego przyjemna. W końcu ten człowiek z kamienną twarzą zamknął drzwi przed nosem swojemu pracodawcy, gdy ten starał się nakłonić go do wyjścia. Wściekłość kapitana zdradzała jedynie czerwona twarz. Mężczyzna potarł swoją brodę i stwierdził, że i tak nie będzie im potrzebny, jednak obaj z Ryśkiem wiedzieli, że miał ochotę w tej chwili ukatrupić Wiktora własnymi rękami.

Skręcając w kolejny korytarz, Gilbert spojrzał na rudego marynarza, który wydawał się śmiertelnie obrażony faktem, że nikt mu nie wierzył. Idąc, rzucał wszystkim obrazom i rzeźbom podejrzliwe spojrzenia, jakby starał się przyłapać je na gorącym uczynku. Jednak za każdym razem, gdy nic się nie działo, przez jego twarz przelatywał wyraz zwątpienia, po czym potrząsał głową i znów wpatrywał się w swoją kolejną ofiarę.

Chłopak odetchnął z ulgą dopiero w chwili, gdy opuścili zamek i skierowali się do kuchni. Z zaskoczeniem stwierdził, że w pobliżu nie ma ani żywej duszy. Co wydało mu się nie naturalne ze względu, że było późne popołudnie. Słońce z trudem starało się przedrzeć przez mgłę, czającą się nad miastem, ale to nie mógł być powód, by wyludnić całe miasto. Gilbert skarcił się za bycie przewrażliwionym i przyrzekł sobie, że da sobie spokój w szukaniu dziury w całym.

Weszli do kuchni i z ulgą stwierdzili, że Zygmunt zdążył posprzątać po gotowaniu i teraz na spokojnie mogliby porozmawiać, czekając, aż obiad skończy się gotować. Mężczyzna zachwycony przywitał się z nimi, jakby znał ich od wieków.

- Słuchy mnie doszły, że jesteście z Polski! — niemal zagruchał, a jego oczy zaczęły się błyszczeć z ekscytacji — Było tak od razu! Moja babka była Polką i to ona nauczyła mnie gotować, ach te czasy... nikt nie robił takich flaków jak ona. - rozmarzył się, całkowicie zapominając o swoich gościach.

- Muszę przyznać, że wasza kaszanka, też była wyborna! Człowiek przez chwilę poczuł się jak w domu!

- Panie Stanisławie — Zygmunt niemal miał łzy szczęścia w oczach i gdyby nie obecność dwóch widzów, pewnie z radością by go uściskał.

~*~

- Przepraszam — Gilbert odchrząknął, zwracając na siebie uwagę, tym samym przerywając kolejny mało stosowny temat o kobietach — Jeśli mogę spytać, ale zastanawiam się, czy zawsze tutaj jest tak pusto?

Kucharz przez chwilę milczał, jakby zastanawiał się ile może im powiedzieć, po czym uśmiechnął się, mrużąc nieznacznie oczy.

- No tak! Po tylu latach człowiek zapomina, że to może wydać się dziwne. - pokiwał głową, jakby sam sobie potakiwał. - Bo widzicie — spoważniał i popatrzył zebranym w oczy — Ta wyspa jest przeklęta...

- Wiedziałem! - Rysiek zerwał się ze stołka, na co kucharz roześmiał się wniebogłosy.

- Naprawdę w to uwierzyłeś? - złapał się za brzuch, nie mogąc opanować śmiechu. Jednak marynarze nie podzielali jego rozbawienia, widząc to, jego uśmiech lekko przygasł. - Owszem krążą legendy o klątwie mieszkającej tu wiedźmy, ale nikt normalny nie bierze jej na poważnie. Chociaż może to tak wyglądać na pierwszy rzut oka. Bo w końcu legendy zawierają ziarno prawdy.

- Opowiesz nam ją? - zapytał podekscytowany Gilbert, nie mogąc spokojnie usiedzieć.

- A chcesz posłuchać?

Chłopak z entuzjazmem pokiwał głową.

- Niech będzie, ale ostrzegam, że po usłyszeniu jej możesz zacząć bać się własnego cienia.

- On już to robi! - zaśmiał się kapitan. Gilbert już miał zaprzeczyć, ale dostrzegł, że wyraz kucharza się zmienił. Twarz na chwilę spoważniała. Półmrok pomieszczenia tworzył idealny nastrój do opowieści, a cicho skrzeczący ogień wydawał się obrazować wypowiadane przez Zygmunta słowa.
  • awatar Kate - Writes: To dawaj legendę teraz, bom ciekawa.
  • awatar SallyLou: Ou, Zygmunt z Polski. I już rozumiem jego wyrafinowaną kuchnię :D Powinnam się oburzyć. Rozdział za krótki. Takie fajne budowanie napięcia i...nic. Muszę czekać, a ciekawi mnie ta klątwa ciążąca nad wyspą.
  • awatar Seiti: Nie lepiej pasuje- podejrzliwe spojrzenia? Super klimat, pozazdrościć mi tylko pozostaje. Mnie w życiu coś takiego nie wyjdzie... :(
Pokaż wszystkie (3) ›
 

livli5
 
youtu.be/QR28G204z5k

Pomieszczenie wypełniło się donośnym śmiechem trójki mężczyzn.

- To łgarstwo!

- Oj, każdy tak mówi, nie wyprzesz się – Kapitan wyszczerzył się z satysfakcją. – Kto jak kto, ale akurat ciebie nigdy z żadną babą nie widziałem. Przez bite pięć lat! Toż to niesłychane! Albo nie możesz, albo jesteś w jakiejś na zbój zakochany. Pewnie jakaś arystokratka zrujnowała ci życie i ze złamanym sercem trafiłeś na moją Cudowną.

Wiktor posłał mu wrogie spojrzenie i bez słowa opuścił pomieszczenie. Marynarze popatrzyli po sobie i na powrót wybuchnęli śmiechem. Jeszcze przez dwie godziny żartowali, wymyślając powody, dla których ktoś pochodzenia Wiktora mógł się znaleźć na łodzi przewozowej. Nie przeszkadzało im, że niektóre ocierały się wręcz o absurd, ważne było dla nich, że choć na chwilę mogli odpłynąć w zapomnienie.

- Rysiek, a ty?

- Ja? Co tu dużo gadać. Praca jak praca, a chlebem się nie gardzi. W domu mam parę gęb do wykarmienia.

- To ty masz żonę?! - Gilbert zaskoczony wybałuszył na niego oczy.

- Coś taki zdziwiony. Mam. Czasem zrzędzi, że mnie w chałupie nie ma, ale widząc ją raz na dwa miechy, to i jej gadka jest miła dla ucha. Tylko trochę żal, że dzieciaki rzadko widzę. No, ale ktoś musi ich wyżywić, a nigdzie indziej mnie nie chcieli...

Chłopak słysząc to zmarkotniał, uświadamiając sobie, że prawdopodobnie, tylko na niego nikt nie czeka.

~*~

Gilbert wpatrywał się w malunek kryształowych drzew na suficie. Pomimo zmęczenia nie mógł zmrużyć oka. Za każdym razem, gdy był bliski zaśnięcia, przed oczami stawała mu pozbawiona twarzy i wnętrzności postać. Zrywał się wtedy z łóżka ze skórą zroszoną potem. Strach potęgował fakt, że wiedział, kim jest trup z jego snu. Powieki ciążyły mu niemiłosiernie, a gdy w końcu po raz kolejny opadły, nie miał już siły wyrwać się z objęć koszmaru.

~*~

Znajdował się w kryształowym ogrodzie. Piękne szklane drzewa pod wpływem promieni słonecznych skrzyły się niczym diamenty. Lekka mgła wisiała nad nim, dopełniając bajkowy obraz. Z zapartym tchem podziwiał misterne liście, muszące być dziełem jakiegoś wielkiego mistrza. Nagle coś ruszyło się za drzewami. Gilbert z ciekawością zrobił krok naprzód i wtedy ze zdziwieniem dostrzegł, że posadzka pod jego stopami pokryta jest wodą. Cienka tafla odbijała jego przerażoną twarz, gdy dostrzegł po jej drugiej stronie świecące się oczy lamparta.

Odskoczył gwałtownie, wpadając na kryształowe drzewo, które pod jego dotykiem rozsypało się w drobny pył, niszcząc całą iluzję ogrodu. Teraz została już tylko bezkresna woda oceanu i on, stający na jej tafli. Serce podeszło mu do gardła, wszędzie pływały ludzkie szczątki. Przerażony nie śmiał nawet drgnąć, bojąc się, że choćby najmniejszy ruch zabierze go do czeluści piekieł.

Całą siłą woli próbował zamknąć oczy, jednakże nie był w stanie. Jego wzrok samoistnie powędrował za siebie. Po wodzie kroczył stworzony z kamieni szlachetnych lampart śnieżny. Jego silne łapy tworzyły kręgi na wodzie, a wytworzone przez nie fale oczyszczały wodę z krwi. Kot otrząsnął się, a jego szlachetna powłoka zmieniła się w pył. Został jedynie srebrny szkielet i szmaragdowe oczy. Kości z każdym krokiem deformowały się, przestawiały, układając się na ludzkie podobieństwo. Pył zatańczył wokół szkieletu, oblepiając go na powrót namiastką skóry. Z przerażeniem patrzył, jak przed nim uformował jego sobowtór. Zjawa uśmiechnęła się z szaleństwem w oczach. W tym momencie stracił grunt pod nogami, a woda wyciągnęła ku niemu swoje żądne krwi ręce.

~*~

- To prawda! Widziałem na własne oczy, jak ta cholerna rzeźba się ruszała!

- Rysiek, nie histeryzuj, to niemożliwe — Kapitan sceptycznie spojrzał na rudego mężczyznę. - To na pewno był sen.

- Wiem, co widziałem! Ten zamek jest przeklęty!

- Tak, tak, niech ci będzie — machnął ręką i wyprzedził go, ucinając niedorzeczną gadaninę marynarza.

Gilbert przełknął głośno ślinę, nie chciał się przyznać, ale gdzieś wewnątrz wierzył, że marynarz mówił prawdę. Bo w końcu sam nie mógł się oprzeć wrażeniu, że wszystko w tym domu mu się przygląda. Zwłaszcza że na każdym kroku stały lustra, tak jakby ślepy gospodarz, mógłby zrobić z nich jakikolwiek użytek.
  • awatar SallyLou: Robi się coraz groźniej. Sama nie jestem pewna, czy to co widzą marynarze to prawda, czy może złudzenie wywołane "pożywnym" posiłkiem. Przerażają mnie takie domy, które wydają się być świadome. Może to moja nadwrażliwość wywołana namiętnym zaczytywaniem się w horrory różnej maści, ale mam wrażenie, że pan Leonard w pewien sposób jest zjednoczony z swoim domem i te lustra umożliwiają mu obserwowanie wszystkiego w zamku. Albo po prostu mam zbyt bujną wyobraźnię :)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

livli5
 

- Witam was drodzy panowie na mojej wyspie. Nazywam się Leonard Gabriel Sagara. Edward zapoznał mnie z waszą sprawą, ale znając jego osąd, chciałbym nabyć własny. Jednak na wstępie proszę was o miłe towarzystwo przy posiłku. Po tym przejdziemy do interesów.

Marynarze z niepokojem przystali na propozycję, mimo wszystko nie mogąc się oprzeć wizji ciepłego posiłku. W chwili, gdy mężczyźni zajęli wolne miejsca, drzwi jadalni stanęły otworem, a do pomieszczenia weszło trzech kelnerów. Dopiero, po udekorowaniu stołu niesionymi przez siebie potrawami, opuścili lustrzaną salę, a pan wyspy wyprostował się na krześle, zdradzając wreszcie jakiekolwiek oznaki życia. Podniósł swoją chorobliwie bladą dłoń, na co stojący za nim sługa posłusznie zrobił krok do przodu...

- Dziś kucharz przygotował czarną polewkę, wątróbkę w sosie śmietanowym oraz smażoną kaszankę.

- Doprawdy, cóż ten Zygmunt nie wymyśli, co było ostatnim razem? Móżdżek...

- Z jajecznicą — podpowiedział sługa, nakładając zupę do srebrnego talerza.

- Ach tak... móżdżek z jajecznicą i flaki... zaczyna mnie zadziwiać ta polska kuchnia Edwardzie. Toż to muszą być barbarzyńcy, skoro nie obrzydza ich fakt tworzenia takich przepisów, a wy moi mili goście, co o tym sądzicie?

Marynarze wbili swoje zaskoczone spojrzenia w potrawy, a następnie w pana zamku. Kapitan przełknął ślinę, zastanawiając się nad odpowiedzią, jednak ku zaskoczeniu reszty odezwał się Wiktor.

- Pan wybaczy, ale nie mogę się zgodzić. Jako rodowity Polak nie czuję się w najmniejszym stopniu barbarzyńcą, a obraza mych dań narodowych jest niczym szyderstwo z mojego pochodzenia.

Zapadła pełna napięcia cisza. Nie tylko Leonard zdumiał się, zdziwieni również byli jego towarzysze, którzy nie mogli uwierzyć, że można tak wykwintnie posługiwać się językiem.

Po pomieszczeniu rozniósł się głęboki śmiech pana zamku.

- Ach, Edwardzie, jakże ty potrafisz się mylić do ludzi! Nie chciałem panów w żadnym stopniu urazić, gdyż nie wiedziałem z kim mam do czynienia. A uwierzcie panowie, że z czasem człowiek zapomina o pewnych sprawach. - umilkł na chwilę. Po czym wskazał swoim kościstym pacem twarz — Moje oczy nie widzą od wielu lat i pomimo wielkich chęci posiadania własnego osądu, taki stary człowiek, jak ja musi się wbrew własnej woli opierać na innych. Więc panie...

- Wiktor... Wiktor Duch. - przedstawił się marynarz z powagą godną wysoko urodzonego człowieka.

- Panie Wiktorze, jeszcze raz proszę mi wybaczyć moje niestosowne zachowanie. Mój kucharz, Zygmunt chwali sobie waszą rodzimą kuchnię, pomimo jej ekstrawagancji... Bo przyzna pan, że jest ekstrawagancka.

- Równie bardzo, jak żabie udka, czy inne potrawy. - stwierdził niewzruszony, nakładając sobie talerz czerniny. Jego towarzysze po chwili namysłu postanowili pozostawić swój los w jego rękach, a sami bez żadnych skrupułów wypełnić swoje puste żołądki jeszcze ciepłą kaszanką.

Gilbert cieszył się, że pan zamku jest niewidomy, gdyż widok głodnych marynarzy, pozbawionych znajomości etykiety, był przekomiczny, Mężczyźni bezowocnie starali się zachować jakiekolwiek pozory przed bacznie łypiącym na nich Edwardem. Szczękanie sztuców o siebie roznosiło się po pomieszczeniu, pogłębiając bruzdę niezadowolenia na czole starca.

W chwili, gdy mężczyźni zaspokoili pierwszy głód, Wiktor postanowił wrócić do rozmowy.

- Waści kucharz wspomniał, że pan będzie mógł nam pomóc w powrocie do ojczyzny, a przynajmniej do europy.

Leonard pokiwał głową strapiony.

- Owszem, jednakże morscy handlarze przypływają do nas raz na miesiąc... Edwardzie, kiedy przypada najbliższy termin?

- Powinni się zjawić za półtora tygodnia. - odparł beznamiętnie, mordując wzrokiem przybyszy.

- A więc za półtora tygodnia... do tej pory chciałbym was ugościć u siebie. Z chęcią porozmawiam z panem, panie Wiktorze o pańskiej ojczyźnie. A teraz zapewne jesteście zmęczeni, Edward zaprowadzi was do pokoi gościnnych.

~*~

- Widzieliście? Tam było tyle srebra, że spokojnie do końca życia, by nam starczyło.

- Chyba nie chciałeś ich ukraść...

Gilbert spojrzał sceptycznie na Ryśka, którego oczy świeciły się, podczas oglądania wartościowych rzeczy zdobiących pokój.

- Zaraz ukraść... myślisz, że temu ślepcowi są potrzebne? Ma całą wyspę na własność. - stwierdził z zazdrością.

Gilbert westchnął z rezygnacją i spojrzał na Wiktora, który przypatrywał się zawzięcie swojemu odbiciu w wiszącym na ścianie lustrze.

- Co arystokrata robi na morzu?

Wiktor drgnął i nie odwracając się, spojrzał na chłopaka.

- A co dzieciak robi na morzu?

Gilbert z czerwieniał i skulił się nieznacznie pod złowrogim spojrzeniem oszpeconego mężczyzny. W pierwszej chwili chciał się wycofać, jednak widząc, że Wiktor nadal czeka na odpowiedź, zebrał się w sobie.

- Szukam wolności.

Zapadła głucha cisza, teraz oczy wszystkich utkwione były w chłopaku.

- Chłopcze... wolność nie istnieje, to mrzonka, która nie ma prawa bytu. Dopóki stąpasz po świecie, nie znajdziesz wolności.

- A to niby dlaczego?- zapytał oburzony.

- Bo podlegasz wszystkiemu, co żyje, ludziom, zwierzętom, naturze. Zawsze będziesz skazany na ich łaskę. Jednak to, co najbardziej zniewala człowieka, to on sam.

- Wiktor skończ tę swoją filozofię, bo młokosa nam wykończysz. - przerwał mu kapitan — Widzisz młokosie, Wiktor pływa ze mną od pięciu wiosen i może małomówny chłop z niego, ale gadane, co mu trza przyznać, ma. W końcu jakieś tam arystokratyczne pochodzenie ma. - ściszył głos dramatycznie.

- Kapitanie!

- Jak przyszedł z poharataną gębą na mój statek i tym jego wielkopańskim językiem, tom ja wiedział, że uciekinier i, mimo że do dziś się wypiera, ja wiem swoje.

- Kapitanie, niech pan przestanie opowiadać te bzdury, bo mnie kiedyś przez kapitana zamkną.

- A wiesz młokosie, że...

W tym momencie Wiktor załamany ukrył twarz w dłoni.
  • awatar SallyLou: Wybornymi potrawami raczy kucharz swojego pana :) Padłam, kiedy przeczytałam o móżdżku z jajecznicą i polskich potrawach w jednym zdaniu. Aż przepisu poszukam... Tak swoją drogą podziwiam tych biednych gości. Głowy nie dam bo nie pamiętam dokładnie w jakich latach dzieje się akcja, no ale wątpię czy marynarze często jadali takie frykasy jak czarna polewka i kaszanka. Zwłaszcza Gilbert. Także smacznego im życzę :D
  • awatar Kate - Writes: Hmm... Byłam przekonana, że całe to przepyszne żarcie będzie zatrute. No trudno... Pisz dalej, co chcę wiedzieć co z Wiktorem.
  • awatar Seiti: Zjadłabym wątróbkę i kaszankę... mniam <ślinka do pasa> Krwawe dania im serwuje. :D Kaszanka z człowieka brzmi ekstrawagancko XD Jstem zaniepokojona twoim opko, budzi we mnie jakieś mroczne pokłady wyobraźni.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

livli5
 
youtu.be/QR28G204z5k

W sali, gdzie ślepiec z widzącym się zamieni,
Tam twe przeznaczenie się odmieni.
Czarne schody pną się ku jemu,
byś pokłon oddał panu memu.
Na ucztę koniecznie przyjść musisz,
Inaczej z braku tlenu się udusisz,
Musisz czarcich potraw skosztować,
By zbyt wcześnie nie zwariować.

~*~

Cisza ciążyła im na sercach, jednakże wroga postawa starca nie zachęcała do zaczęcia rozmowy. W milczeniu wspinali się ścieżką ku zamkowi, mając nadzieję, że przynajmniej w nim przywita ich ktoś sympatyczniejszy. Ktoś, kto przynajmniej powie im, gdzie dokładnie są.

Gilbert przekraczając bramę zamczyska, przełknął głośno ślinę. Spodziewał się ujrzeć tętniące życiem, pomimo nocy, miasto, jednak tu słabe światła lamp rzucały przerażające cienie na stojące wzdłuż drogi budynki. Nagle drzwi jednego z nich stanęły otworem. Ciepłe światło zalało aleję, a na spotkanie wyszedł im rosły mężczyzna. Wzrok Gilberta spoczął na trzymanym przez niego nożu. Klinga rozbłysła niepokojąco.

- Edwardzie, stary gburze, już wró... - mężczyzna urwał, przyglądając się swoimi małymi oczkami stojącym za starcem marynarzom. Uniósł nóż i wskazał na nich czubkiem ostrza — Skąd wytrzasnąłeś ten obraz nędzy i rozpaczy? -zadrwił, ukazując brak prawego kła.

- A grom ich wie! Do pana ich prowadzę, on się nimi zajmie. - wymruczał niezadowolony. - Mówią, że rozbitkowie, ale ja takich łotrów znam! - zmierzył ich swoimi pożółkłymi oczami. - Pilnuj ich. - burknął, po czym zniknął w budynku, z którego wyszedł jego rozmówca.

Zapadła pełna napięcia cisza. Mężczyzna przez chwilę stał w bezruchu, po czym uśmiechnął się i wytarł brudną dłoń o swój fartuch.

- Tak... Witajcie w Sagarze! Biedaczki, morze dało w kość, tak? Sztorm was tak urządził? A tak w ogóle to Zygmunt jestem, najlepszy kucharz na wyspie.

Kapitan uścisnął wyciągniętą w swoim kierunku dłoń.

- Stanisław, a to moja załoga. Wiktor, Ryszard, a ten przerażony młokos to Gilbert, miał pecha, to jego pierwszy rejs, a łódź szlag trafił.

Kucharz pokiwał ze współczuciem głową, po czym nagle otrząsnął się i zaprosił ich do środka. Po przekroczeniu progu natychmiast uderzył ich zapach gotowanego mięsa i licznych przypraw. Na stole stojącym pośrodku pokoju, leżały surowe, starannie ułożone porcje mięsa.

- Wybaczcie, ale właśnie miałem marynować. Siadajcie. Poczęstowałbym was, ale dopiero, co wstawiłem. - Wskazał na kocioł z gotującym się posiłkiem.

Kapitan zajął miejsce na krześle najdalej stołu. Gilbert z Ryśkiem popatrzyli z niesmakiem na surowe mięso, ale widząc naglące spojrzenie kapitana, wreszcie zajęli wolne miejsca. Jedynie Wiktor oparł się o ścianę i uważnie obserwował pomieszczenie.

- No to opowiadajcie, jaki diabeł was na morze posłał?

- Interesy. Przewozy przez morze robimy, czy to ludzie, czy rzeczy. W chałupie jeszcze kuter rybacki prowadzi brat mój i taki interes sobie razem kręcimy. Dopóki Cudownej szlag nie trafił! Toż to całe życie na niej pływałem! Przeklęte wieloryby! Wyobraża pan sobie? Czterdzieści sześć lat... Czterdzieści sześć lat, a tu takie coś! Pół załogi straciłem, rekiny ich zżarły.

- Rekiny powiadasz... - Kucharz zamyślony spojrzał w okno i pokiwał twierdząco głową. W dłoni obracał nóż, jakby szykował się do wypatroszenia czegoś. - Oj tak... to wstrętne bestie.

Marynarze spojrzeli po sobie zaniepokojeni. Gilbert spuścił wzrok na leżące przed nim mięso, jednak zamiast niego przed oczami stanął mu obraz rozszarpanego Jana. W jednej chwili zzieleniał. Rysiek odsunął się od niego i odchrząknął, zwracając na siebie uwagę Zygmunta.

- Nie rozmawiajmy o tym. Czy na tę waszą wyspę, której nie ma na mapie, przypływają jakieś statki, które mogłyby nas stąd zabrać?

- A no tak... Nie ma na mapie? To może nic nie wartą mapę macie. Pan Sagary to bardzo życzliwy człowiek, jako jedyny może wam tutaj pomóc, mnie statki nie interesują, ja tu tylko gotuję. - Wzruszył ramionami i zajrzał do kotła. W tej chwili drzwi otworzyły się i stanął w nich czerwony ze złości lub od chodzenia po schodach starzec.

- Pan prosi do siebie. - wysyczał, jakby właśnie z jego ust wyszło największe bluźnierstwo.

~*~

Dziwnie się czuli stojąc przed drzwiami prowadzącymi do jadalni. Pomimo zachwytu zamkiem, czuli się jak obcy, łotrzy, którzy nigdy nie mieli prawa tam wejść. Jedno z drewnianych skrzydeł otworzyło się, ukazując salę pełną luster. Na środku pomieszczenia stał stół zastawiony srebrną zastawą, a przy nim siedział blady, wątły mężczyzna. Zamglonymi oczami wpatrywał się w jakiś nieokreślony punkt.

- To ty, Edwardzie?

- Tak panie, wprowadzić ich?

- Owszem, niech usiądą. Mam nadzieje, że dotrzymają mi towarzystwa przy śniadaniu.
  • awatar Seiti: Nie wiem czemu, ale surowe mięso przywołało mi w głowie obraz jak biedaków kucharz patroszy i podaje na kolacje... Zygmunt, Ryszard, Stanisław... cóż za staromodne imiona nadajesz. :D
  • awatar SallyLou: Taa kucharz wie coś czego nie wie załoga. I jeszcze to mięsko. Aż jestem ciekawa co z posiłku wyniknie :) Pan zamku wzbudza zainteresowanie. Ciekawa jestem czy to marynarze to będą dla niego goście, czy przystawki.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Kategorie blogów