Wpisy oznaczone tagiem "motywacja" (1000)  

hononey
 
Jezu... Ostatni raz pisałam tutaj 78 dni temu... Ile się pozmieniało od tego czasu. Myślę, że jedynym sposobem na wynagrodzenie mojej nieobecności jest napisanie co się działo przez ten cały czas. Może uda mi się wszystko zmieścić w jednym poście, może mi to zajmie miesiąc... Zaczynamy:

Skończyłam ostatnie wpisy na tym, że dałam do wiadomości znać D, że po przyjeździe z Grecji będę się wyprowadzać. D oczywiście swoje, że się zmieni, że będziemy szczęśliwi. Kiedy mi nie obiecywał 7 cudów świata, to zwalał na mnie winę że (UWAGA!) ja mu nigdy nic nie mówiłam o tym, że czuję się samotna, że chciałam żebyśmy spędzali razem czas, itp. No ręce opadają... Mniejsza o to.

Nie chciałam Karolka zostawiać u D z tego względu, że D ma tendencję do odraczania spraw, tj. powie że zrobi coś za 10 minut a tak na prawdę zejdzie mu 3 dni. Do tego chciałam się uniezależnić od D i taki tygodniowy podbyt u kogoś innego dobrze by Karolka zahartował na 2 tygodnie kiedy miałam być w Polsce w sierpniu. Wolałam nie ryzykować z zostawianiem Karolka u D i umówiłam się ze znajomą, że będzie się nim zajmowała. Dzień przed wylotem zawiozłam Karolka razem z jego rzeczami do domu Lynn i Karolek miał swój własny pokój. Od razu mu się spodobało i biegał po całym pokoju.

Wróciłam do domu, następnego dnia wylot i wylądowałysmy z Mamą w Grecji. Cały czas czułam niepokój odnośnie Karolka bo miałam wrażenie, że nie je. Napisałam do Tracey, porozmawiała z Nim i trochę się uspokoił. Tydzień zleciał bardzo szybko. Dostałam mnóstwo cudownych wiadomości z drugiej strony - dla nie będących w temacie, zaczynają się we mnie budzić zdolności komunikowania się tak jak to robią "wróżki". Okazało się, że to było moim przeznaczeniem tam wylądować.

Wakacje udane, z Mamą odżyłyśmy. Wróciłam do Anglii. Odebrałam Karolka, spędziłam z Nim trochę czasu. Kiedy wreszcie się otrząsnął po tygodniu spędzonym poza domem, zaczął szaleć z kotami i podskakiwać z radości. Odebrałam go w czwarek a w sobotę już do pracy. Pojechałam na samo rano, potem wróciłam, spędziłam trochę czasu z Karolkiem. D już mi tak działał na nerwy, że nie wytrzymałam i wyrzuciłam mu wszystko w twarz. Na prawdę, aż się na niego darłam bo mi nerwy puściły i poszłam znowu do pracy. W pracy nocka i w niedzielę zostałam dłużej, bo miała mnie zmieniać moja dawna menadżerka. Posiedziałam ze 3 godziny i rozmawiałyśmy o pewnej osobie z pracy o której Wam wcześniej opowiadałam. Doradziła mi, żeby o wszystkim powiedzieć menadżerom, żeby trzymali na to oko. W międzyczasie dostałam wiadomość od D że z Karolkiem nie jest za dobrze. Leżał w kuwecie i nie chciał się ruszyć. Myślę sobie, że ma blokadę bo to już nie pierwszy raz przechodziliśmy.

Wrociłam do domu, dałam mu wszystko co mogłam i tak jak robiłam kiedyś ale nic nie pomogło. Trochę zjadł liści mlecza ale nic więcej nie chciał. W nocy nie ruszył się z miejsca. Wymieniałam butelki z ciepłą wodą i trzymałam go pod kocem, żeby nie dostał zapaści. Rano wzięłam do weterynarza. Obsłuchał i powiedział, że jelita zuepłnie przestały pracować i poda mu leki i weźmie na obserwacje. Na prawdę byłam pewna, że się z tego wyliże i w ogóle się nie martwiłam. Nawet przez myśl mi nie przeszło co mnie czeka. Odebrałam go pod wieczór. Wet do mnie, że Karolek spał. Zdziwiłam się, ale powiedział że to od leków, bo działają (normalnie Karolek rozpierdalałby całą klatkę do góry nogami, żeby tylko wrócić do domu). Nawet przyniosłam Karolkowi kuwetę, bo wiedziałam, że nie załatwi się do klatki w której go trzymali. Wet do mnie, że Karolek nie zrobił żadnej kupy ale to pewnie ze stresu bo tego dnia przyjeli dużo psów. Zdziwiłam się no ale to on przecież był wetem, nie ja, a że mi go wydał to chyba wszystko dobrze?

Zaniosłam Karolka do domu a z nim jeszcze gorzej. Zaczął się chować w ciemnych miejscach, jak nie on. Starałam się robić co mogłam. W końcu z Karolkiem było tak źle, że kładł się na podłodze i dociskał brzuch do podłogi. Tego dnia miałam się też w ogóle przprowadzać do nowego domu... Z D połozyliśmy pod niego elektryczny kocyk, żeby go rozgrzał. Karolek już był w takim bólu, że siku robił pod siebie. Nawet nie wstawał. Była 21, jeszcze tylko jakieś 8 godzin aż by otworzyli weterynarza. Z D razem leżeliśmy w łóżku, na zmianę masując Karolkowi brzuszek. Ja już nie wytrzymałam, padłam i zasnęłam a D całą noc mu masował. W końcu przed 4 rano z Karolkiem zaczęło być co raz gorzej. Zaczął biegać po pokoju w agonii, próbując się chować w jakiś ciemnych i ciasnych miejscach. Błagałam, żeby dało coś się zrobić. Dzwoniłam na emergency weterynarza, ale nie chcieli nic pomóc. Powiedzieli, że mam go przywieźć. Samo zobaczenie królika 200 funtów... W końcu Karolek już nie miał siły się podnieść z bólu, wyciągnął się i umarł...

Tego bólu nie da się opisać. Czułam się jakby mnie ktoś zabił od środka. Jakby miała milion mieczy wbitych w klatkę i nie mogła oddychać. Czułam się jakbym straciła dziecko... Rano zadzwoniłam do weta, żeby zamknęli kartę Karolka. Tego samego dnia jeszcze pojechałam do sklepu kupić masę, żeby odcisnąć łapki Karolka. Odcięłam kawałek futerka i oboje się z nim pożegnaliśmy. Zawieźliśmy go do krematorium. Nawet Rebecca (właścicielka weterynarii) zadzwoniła, żeby złożyć kondolencje. Udaliśmy się do domu z urną i poszliśmy spać. Wzięłam tabletki, bo za każdym razem kiedy zamykałam oczy miałam przed sobą Karolka.

To był na prawdę ciemny okres w moim życiu. Zaczęłam się zastnawiać jak odebrać sobie życie, żebym mogła dołączyć do Karolka. Nie zrozumcie mnie źle, wiem co jest po drugiej stronie i wiem, że tam jest lepiej ale sama myśl o rozłące i jego śmierci tak mnie bolała, że nie mogłam myśleć o niczym innym. Nie pozwalałam sobie w pełni opłakiwać jego odejścia bo głupio mi było się przyznać przed wszystkimi, że straciłam dziecko. Karolek był dla mnie jak dziecko. Jedyne co mnie powstrzymało, to to że obierając sobie życie, moi rodzice czuliby się tak samo jak ja, a tego nikomu nie życzę. Było ze mną na prawdę ciężko, jeszcze ta przeprowadzka...

Ciężko mi było, w końcu napisałam do Tracey że dłużej już nie wytrzymam i potrzebuje sesji. Porozmawiałyśmy następnego dnia. Pierwsze co Tracey powiedziała (bez żadnych informacji ode mnie), to to że Karolek był moim dzieckiem. Jego dusza była moim dzieckiem. Kiedy na niego patrzyłam to po prostu widziałam jego duszę, czułam ją. A teraz największy szok. Przez ostatnie przynajmniej 7 żyć, cały czas Karolka traciłam jako dziecko i ból był tak wielki, że popełniałam przez to samobójstwo. Nie da się tego obejść, po prostu muszę pozwolić żebym dzięki temu urosła. Gdybym znowu popełniła samobójstwo, cały cykl wróciłby spowrotem tam gdzie się zaczął a kolejnej śmierci już bym nie przeżyła w następnym życiu. Kiedy Tracey mi powiedziała, że mam 7 żyć do przepłakania nad każdą stratą, coś we mnie wybuchło i zaczęły się ze mnie po prostu lać łzy. Nie mogłam wytrzymać.

Czas powoli mijał, ja leczyłam rany i zaczęłam powoli przyzwyczajać się do mieszkania samej. Ale P. (dziewczyna od Lucjana - królika) powiedziała, że niedługo się przeprowadza i tam nie może mieć zwierząt. Tak, wzięłam Lucjana do siebie. Nadal mam złamane serce po odejściu Karolka. Przez moment było tak źle, że po prostu nie dawałam sobie rady z codziennym życiem. Czułam się jakbym straciła dziecko, bo właśnie tym dusza Karolka dla mnie była.  tylko z pomocą mojej przyjaciółki Tracey, mogłam na zrozumieć dlaczego tak bardzo bolało mnie Jego odejście. Na zawsze będę Jej za to wdzięczna.

Powoli zaczęłam oswajać się z sytuacja i przyzwyczajać do mieszkania samej, ale znajoma miała się niedługo przeprowadzac i nie mogła trzymać zwierzaków na nowym mieszkaniu. Potrzebowała kogoś żeby zajal się jej chłopcem. Nie miałam ochoty adoptowac następnego królika, zwłaszcza po tym co się stało ale oboje wiedziałyśmy ze będzie mu tu dobrze.

Po pierwszej nocy zaczęłam żałować, że go adoptowałam. Nie zrozumcie mnie źle, chciałam żeby miał jak najlepiej, żeby ktoś go pokochał z całego serca, a moje nie było na to gotowe. Znałam idealny dom do którego by się nadawał jako że znajoma szukała chłopca dla swojej uszatki.

Coś mi jednak nie grało i cały czas myślałam że to dziewczynka a nie chłopiec. Poszlam więc do weterynarza żeby powiedział mi płeć no i się okazało że dziewczynka! Zmieniłam więc imię na Maja! Maja oznacza miłość w języku nepalskim.

Jako że zdecydowałam się jednak ja trzymać (zołza jest taka rozkoszna), przedstawiam Wam nowego członka rodziny.
____________

16.08.2018 _ czwartek
  • awatar szachimatONA: Rozumiem Cię:/ Ciężka jest strata zwierzątka. Na nasze nieszczęście żyją krócej niż my - taka ich natura. Wiem że to głupio zabrzmi ale adoptując zwierzaka musimy być świadomi tego że on kiedyś umrze i że go przeżyjemy i przyjdzie nam sobie z tym poradzić. Z prawdziwym dzieckiem jest inaczej. Rodzi się jako człowiek i w teorii ma przed sobą przynajmniej 80 lat. Rodząc czy adoptując prawdziwe dziecko przyzwyczajamy się do myśli że to ono nas pochowa, że ono nas przeżyje i to jest właściwa relacja. Posiadając zwierzaka nigdy nie będziesz miała wygody takiego myślenia, dlatego uważam że po części krzywdzące jest nazywanie zwierzaków dziećmi albo utorzsamianie ich z nimi. Dzieci to istoty zdecydowanie bardziej magiczne, które rosną rozwijają się powielają wzorce, uczą się trzymać łyżkę jak mama, idą do szkoły, przytulają kochają, zakochują się, mają problemy z rówieśnikami, zdobywają pierwszą pracę, żenią się. Twój wpływ na życie dziecka jest niesamowicie wielki...
  • awatar szachimatONA: Inaczej jest z Twoim wpływem na życie zwierzęcia, ono żyje zgodnie z naturą instynktem, popędem miłość zwierzaka do Ciebie jest bardzo ograniczona. Zwierzę nie nauczy się nigdy jeść łyżką, nie będzie miało Twojego podbródka, i koloru oczu, nie odziedziczy po Tobie skłonności do lodów truskawkowych, nie zadzwonisz do niego w wieku 75 lat bo samochód zepsuł się na środku ulicy, synu przyjedź po mnie... Uważam że jedynym sposobem na wyleczenie Cię i przeżycie czegoś pięknego jest posiadanie własnego dziecka. Prawdziwego z krwi i kości. Nie takiego które można komuś oddać i lecieć na wczasy do Grecji takiego dziecka które będzie płakało do słuchawki kiedy zostawisz go na parę godzin "mama wraciaj do mnie, tęśknię i kociam bajdzio" ... Moim zdaniem takiego dziecka potrzebujesz. To ten czas :)
  • awatar szachimatONA: Co do duszy bo poruszasz ten temat. Uważam że zwierzęta też mają duszę. Ale nie uważam by dusza dziecka mogła istnieć w ciele królika. Spójrz na oczy zszywka.pl/p/moj-synek-1875556.html I porównaj z obrazkiem który jest pod Twoim postem. Zobacz jaka głębia. Jednak część Twojej duszy może istnieć tylko w Twoim dziecku prawdziwym. Uwierz mi że kiedy przytulasz swoje prawdziwe dziecko które Ty rodzisz czujesz że jego skóra jest taka sama jak Twoja jego zapach jest taki jak Twój, jego płacz rozrywa Twoje serce na milion kawałków a każdą ranę czujesz fizycznie, dotykanie dziecka jest czymś zupełnie innym niż dotykanie futerka. Jest to tak magiczne że masz wrażenie że jego skóra wręcz zlewa się z Twoją - taką czujesz jedność... Dziecko Twoje własne pozostawione po urodzeniu w lesie nie poradzi sobie nie umie nawet chodzić - króliczek uczy się chodzić po kilku sekundach od porodu... Nie ma piękniejszej chwili niż pierwsze karmienie... czy dałabyś królikowi ssać swoją pierś?
Pokaż wszystkie (6) ›
 

dziarixmaziarix.pl
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
suckmycockiness:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

ebooki24org
 
Książka "Zasady Canfielda. Rusz się stąd gdzie jesteś i idź tam, gdzie chcesz być!" - Jack Canfield i Janet Switzer

Przygotuj się na zmianę uwieńczoną sukcesem z Jackiem Canfieldem, autorem bestsellerowych książek, wielokrotnym triumfatorem rankingu „New York Times’a”.

Jack Canfield, współtwórca niezwykłej serii Balsam dla duszy, przedstawia zasady, które zgłębiał i zgodnie z którymi żył przez ponad 30 lat, zebrane i uprzystępnione w swojej książce "Zasady Canfielda. Rusz się stąd gdzie jesteś i idź tam, gdzie chcesz być!".

www.ebooki24.org/(…)zasady-canfielda-rusz-sie-stad-…


Zasady Canfielda.jpg
 

ebooki24org
 
Książka "Zaczynaj od DLACZEGO. Jak wielcy liderzy inspirują innych do działania" jest przeznaczona dla tych, którzy chcą inspirować innych i tych, którzy szukają kogoś, kto by ich zainspirował.

Każdy człowiek i każda organizacja mogą wyjaśnić, CO robią. Niektórzy z nas potrafią pokazać, CZYM różnią się od innych. Jednak tylko nieliczni są w stanie jasno wyartykułować, DLACZEGO robią to, co robią.

www.ebooki24.org/(…)zaczynaj-od-dlaczego-jak-wielcy…


Zaczynaj od DLACZEGO.jpg
 

dziarixmaziarix.pl
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

wariatkowo36
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

ebooki24org
 
Książka "Rozmyślnik Jacka Walkiewicza. Zainspiruj się do działania!" to zbiór historii, przemyśleń i wniosków autora na temat życia oraz współczesnego świata.

Pozwolą Ci one spojrzeć na siebie z trochę innej perspektywy, zainspirują do własnych przemyśleń, a może i sprowokują do wdrożenia w Twoje życie znacznie bardziej odważnych strategii działania!

www.ebooki24.org/(…)rozmyslnik-jacka-walkiewicza-za…


rozmyslnik.jpg
 

ebooki24org
 
Książka "Sekret" to absolutny bestseller od czasu wydania i druga najlepiej sprzedająca się książka na świecie.

Wszędzie gdzie zostaje wydana, zajmuje pierwsze miejsce list bestsellerów; w Kanadzie, w Wlk. Brytanii, Australii, Holandii, Hiszpanii, Islandii, Niemczech, Turcji i RPA. W USA pojawiła się na szczycie list bestsellerów "USA Today", "New York Times" i "The Wall Street Journal".

www.ebooki24.org/p/sekret-rhonda-byrne


sekret.jpg
 

ebook-poradniki
 
Autor: Jon Gordon  

Proste lekcje motywacji, które zapamiętasz na całe życie Autobus energii sprawi, że:
• odnajdziesz w sobie nowe pokłady życiowej energii i większą chęć do pracy,
• przerwiesz lekturę raz albo dwa razy tylko po to, żeby zadzwonić do swoich bliskich i powiedzieć, jak bardzo ich kochasz,
• pozbędziesz się odruchów, które hamują cię na drodze osiągnięć,
• przestaniesz narzekać, bo uświadomisz sobie, jak wiele już masz,
• polubisz współpracowników, których wcześniej nie znosiłeś.
Autobus energii uczyni cię silniejszym człowiekiem. Naładuje cię pozytywną energią, która uniesie cię w górę i wygra z trudnościami, bo kiedy płoniesz entuzjazmem, wszystko idzie łatwiej i lepiej. Ta magiczna książka zmieni fundamenty twojego myślenia. Jeśli wcześniej czułeś się ofiarą, to po tej lekturze poczujesz się zwycięzcą. A jeśli przedtem czułeś, że nie jesteś panem swojego życia, znajdziesz w sobie moc, by samemu kształtować świat, w jakim chcesz żyć i pracować. Poczujesz, że jeśli czegoś chcesz, to masz też moc potrzebną, aby to urzeczywistnić. Wsiądź do Autobusu energii i zapnij pasy. Przeżyjesz coś, czego nie spodziewasz się po małej książce.
Jest poniedziałek rano. Damian wychodzi z domu i widzi, że z opony w samochodzie uszło powietrze. Ale to najmniejszy z jego problemów. Życie rodzinne Damiana leży w gruzach, a jego zespół w pracy jest rozbity. Damian odpowiada za przygotowanie premiery rynkowej nowego produktu, NRG-2000. Ma na to dwa tygodnie. Jeśli mu się nie uda, straci pracę. A jeśli nie zrobi czegoś, co ocali jego małżeństwo, żona go opuści. Damian jest zmuszony jechać do pracy autobusem. Kierowca okazuje się człowiekiem jedynym w swoim rodzaju, podobnie jak pasażerowie tego wyjątkowego autobusu. W ciągu następnych dwóch tygodni kierowca i pasażerowie wpajają Damianowi dziesięć zasad podróży jego życia. Pomagają mu pokonać kryzys: ocalić jego pracę i małżeństwo.
Autobus energii to wciągająca, fabularyzowana książka biznesowa. Zabierze cię w inspirującą podróż, podczas której odkryjesz dziesięć sekretów życia i pracy z pozytywną energią. Pozytywna energia poszerzy horyzonty twojego myślenia i doprowadzi cię do spełnienia, zarówno w pracy, jak i w życiu rodzinnym. Każdy z nas zmaga się z trudnościami. Każdy człowiek i zespół, każda organizacja i firma ma do pokonania przeszkody, które stoją na drodze do sukcesu. Nie ma wśród nas nikogo, kto w życiu nie przechodził kryzysu. W tym teście życia jest tylko jedna poprawna odpowiedź: pozytywna energia. Składają się na nią: wizja, zaufanie, optymizm, entuzjazm i cel. Bez tych składników żaden przywódca nie stanie się wielki i nie urzeczywistni swoich marzeń.
Jon Gordon ma wieloletnie doświadczenie w pracy z tysiącami przywódców, handlowców, zespołów, organizacji non profit, szkół i sportowców. Fascynującą fabułę tej książki wzbogaca o wnikliwe obserwacje. Podsuwa strategie, które możesz od zaraz wprowadzić w życie. I aplikuje nam wszystkim końską dawkę pozytywnej energii. Autobus energii to pierwszorzędny plan działania dla menedżerów, liderów zespołów i każdego innego, kto chce wyzbyć się negatywnych postaw na drodze osiągnięć. Ta książka pomoże ci pokonać przeszkody w pracy i w domu. Jon Gordon nauczy cię wydobywać z ciebie i twojego zespołu to, co najlepsze. Wsiądź do Autobusu energii i przeżyj podróż swojego życia.


Szczegóły publikacji:
poradniki.masz24.pl/autobus_energii.html

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Więcej ebooków z działu "poradniki", znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki-poradniki.html
-------------------------------------------------------------------------------------------------
 

 

Kategorie blogów