Wpisy oznaczone tagiem "motywacje" (1000)  

deergirl
 
LonelyDeer: Nie mam pojęcia co napisać, znowu nie czuję absolutnie nic. Pustka w środku...
Właśnie wróciłam z warsztatów teatralnych, dzisiaj robiliśmy improwizacje. Dostaliśmy jakieś cytaty (*ekhem* z dupy *ekhem*)i na ich podstawie mieliśmy ułożyć sobie w głowie jakieś elementy, które będziemy chcieli pokazać. Utrudnieniem miał być fakt, że na scenie miało być kilka osób jednocześnie i mieliśmy razem odegrać jakby etiudę.
No nawet ciekawe rzeczy wychodziły. Trochę zabawne.
Nadal nic nie ustaliliśmy względem naszego spektaklu, który (uwaga!) odbędzie się 23 marca! Tak, zgadza się... mamy datę premiery, ale nic poza tym. Zero scenariusza. Zero choreografii. Zero obsadzonych ról. Jedno, wielkie zero. Ta sytuacja niezwykle mnie denerwuje, bo nie mieści mi się w głowie, że nic nie jest ustalone, a zostało nam tak niewiele czasu. Ponoć chcą coś ustalić w środę, no mam nadzieję, że coś się ruszy w tym temacie, bo jak nie, to sama napiszę scenariusz na podstawie pomysłów, które przygotowaliśmy jakiś miesiąc temu.
Chociaż nie wiem czy dam radę wystąpić. Co prawda, ostatnio idzie mi chyba nieźle... ale nie wiem czy się odważę. Bardzo chciałabym wystąpić, nawet chciałabym mieć jakąś większą rolę, może nie główną, ale jakąś znaczącą. Bardzo bym chciała. Może głupio tak mówić, ale bardzo bym chciała odegrać jedną scenkę z konkretnym kolegą... scenę z filmu "La la land" - tę z piosenką "Lovely night". Byłoby cudownie... Olek (tak go nazwijmy) jest przystojny i ma taki głęboki głos. Taki mój mały kaprys. Bylibyśmy cudowni.
Piotr (po solidnym opierdolu, o którym pisałam wcześniej) gdybał sobie głośno, że chciałby założyć podgrupę, którą uczyłby śpiewać... chciałabym w tym brać udział, ale nie wiem czy Piotr by mnie wziął. Niby mnie lubi i powstała między nami specyficzna nić porozumienia. Ale nie wiem czy bym się nadawała... śpiewam tylko dla siebie w domu, jak jestem sama. Czasami grupowo śpiewamy piosenki, ale w tłumie nie wyróżniam się i nigdy nie pokazywałam "swoich możliwości". Jakoś nigdy nie potrafiłam zdobyć się na odwagę i zaśpiewać coś sama. Może nabrałabym pewności siebie na takich zajęciach i faktycznie nauczyła się śpiewać? Kolejna rzecz, którą bardzo bym chciała...
322df822e29cb8c45e6c52a16dc16a2e.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Od jakiegoś czasu śpię strasznie długo, po kilkanaście godzin. Jakoś nie chce mi się wstawać i nie mam siły na nic. Ogólnie to jest mi zimno, bo jakimś dziwnym sposobem, w całym domu jest ciepło, ale u mnie nie... tak jest od lat, nikt nie wie czemu.
Miałam iść dzisiaj do kina świątecznego z koleżankami z teatru, ale... jednak nie idę. Zaprosiła mnie Asia (tak ją nazwijmy) i miała być z przyjaciółką (podkreślmy to). Ale miała do nas dołączyć Ela (tu ją tak nazwijmy), jednak nie może przyjść, bo się uczy na kolokwium. Już byłam kiedyś w podobnej sytuacji: koleżanka, którą tak naprawdę mało znam i jej przyjaciółka, której nie znam w ogóle... no było dziwnie. No wiadomo psiapsi gadają tylko za sobą, bo ze mną tak naprawdę nie mają o czym i generalnie jest niezręcznie... nie, dzięki. Nie piszę się na takie coś. Gdyby ktoś jeszcze przyszedł z Kany to spoko, ale wszyscy oczywiście są zajęci. Jak zwykle. Może od marca ja też będę taka zajęta?
Do tej nadmiernej senności dochodzą okropne wahania nastrojów... raz jestem smutna, za pół godziny, bez żadnego powodu, jestem wkurzona i chcę wszystko rozwalić, nagle mam wyśmienity humor, a godzinę później jestem napalona. Co ze mną jest nie tak? Mam tego dość, musi być to strasznie denerwujące dla wszystkich i dla mnie też jest. Sama nie wiem, o co mi chodzi. Koszmar. Muszę się w końcu wybrać do apteki, bo mam zmienioną dawkę i nowy lek. Do tego dostałam receptę na krem i witaminy od pani dermatolog. Powiedziała, że już mam ładną twarz, mam tylko pojedyncze wypryski i musimy się pozbyć blizn po trądziku. Ponoć nie będzie to problemem. Faktycznie, nawet ja uważam, że moja twarz wygląda dużo lepiej, a umówmy się - ja nie postrzegam dobrze swojego wyglądu. Ale to też zależy od dnia. Czasami myślę, że jestem tak szkaradna, że powinnam się wstydzić wyjść z domu, a czasami myślę sobie "Hej, nie jest źle", a czasami widzę w sobie super laskę. Jak widać, u mnie to bardzo skomplikowane... dzisiaj uważam, że po prostu nie jest źle. Chociaż za chuda jestem. Niestety, moja doktor uważa, że mam anoreksję... ale myślę, że jest to nadinterpretacja, bo moja była psychoterapeutka powiedziała, że ja nawet nie myślę jak anorektyczka czy bulimiczka. Ona miała z tego specjalizację, więc jakoś bardziej jej ufam w tym temacie, niż pani psychiatrze. Ale, co prawda to prawda, jestem bardzo drobna, bardzo szczupła i bardzo mało ważę (powtórzenie "bardzo" jest tu celowe). Jednak nic nie mogę poradzić, zamiast tyć, chudnę...
d217a33f3ffd794fc56ae0c0d3a882ed.jpg
  • awatar Brunette })i({: Zazdroszczę ci z tym chudnięciem, bo ja o tym marzę. U mnie w jednym pokoju w domu jest tak bardzo zimno bez powodu. A co do koleżanek to olej, bo nie jest to warte zachodu
  • awatar LonelyDeer: @Brunette })i({: Chudnięcie do pewnego momentu faktycznie jest ok, ale jak już zaczynasz wyglądać chorobliwie chudo, to już nie wygląda dobrze :/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

deergirl
 
Koniec mojego czasu. Mojej samotności. Mojej radości ciszą. Koniec.
Właśnie usunęła mi się większość postu i nie chce mi się tego pisać jeszcze raz, bo mnie już kurwica wzięła... Mój chłopak właśnie wrócił do domu i od razu mnie wkurza.
Chcę. Być. Sama.
Zaraz się popłaczę.
6eb81ad5493a959f54fb5beca5805e7d.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Dlaczego filmy Dinsey'a i Pixara muszą zawsze zniszczyć mnie emocjonalnie?
Dzisiaj po raz pierwszy obejrzałam "Coco" i nie dziwię się za co te Oscary. Zakochałam się w tej bajce.
b298ecf2cc5ce7da99be00fb820a0886.jpg
  • awatar Sylwia Lisiewicz15: Tak, zgadza się ta bajka jest inna od wszystkich, nie ma księcia, ani księżniczki ,których połączyła miłość. Lecz jest inna ważna wartość. Jest nią więź rodzinna. Przez głupi przypadek rozerwana, jednak któż z nas nie popełnia błędów? Kto nie idzie własną drogą, wybiera kamienistą i kretom ścieżkę. Jednak sam musi się przekonać, wybrać co będzie dla niego dobre, choć żaden człowiek nawet w realu tego nie wie. Jak połączyć pasje i rodzinę, jak połączyć historie i w tym wszystkim odnaleźć się ? To trudne pytanie, a jednak mały Coco odnalazł tą właściwą ścieżkę,którą wzniósł się na szczyt. To rodzina,która go nie opuściła i prawda o ludziach.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

deergirl
 
Jeśli moja doktor psychiatra jeszcze raz powie, że mam anoreksję to chyba ją wyśmieję. Właśnie zjadłam całą porcję chińskiego makaronu, dwie sajgonki z surówką i zupę tajską,a do tego zjadłam wafla z czekoladą... gdzie ja to zmieściłam? Zamówiłam sobie jeszcze małą porcję makaronu na później. Najlepsza kolacja ever. Do tego puściłam sobie komedię "Zanim odejdą wody". Lubię czasem sobie obejrzeć głupokowatą amerykańską komedię, są takie oczyszczające i faktycznie czasem można się pośmiać. Mój chłopak nie lubi oglądać filmów dwa razy, więc z nim bym tego nie obejrzała, on w ogóle nie lubi oglądać ze mną komedii, jeśli już to woli "ambitniejsze" pozycje.
Boże, ta komedia jest genialna, własnie bohaterowie się zjarali w aucie... jakie to absurdalne! Też bym chciała się zjarać, ale na razie nie mam źródła ani dostawcy. Słabo. Zero alkoholu. Zero papierosów. Zero trawki. Co ja mam z tego życia? Wszyscy artyści w moim wieku ćpali co popadnie i pisali piękne rzeczy. Jak Mickiewicz. W tamtych czasach zażywano opium. Może ja też byłabym bardziej kreatywna... kto wie. Wcześniej napiłabym się dobrego winka po kolacji, nie piłam alkoholu od 9 miesięcy. Ostatnio dowiedziałam się, że moje tabletki zmieszane z większą ilością procentów działają jak pigułka gwałtu... dobrze, że był wtedy ze mną mój chłopak. Ponoć zachowywałam się względnie normalnie, ale nic nie pamiętam... wcześniej piłam dużo, ale nigdy nie było sytuacji, w której nie pamiętałam zupełnie nic. Od tamtej pory nie tknęłam ani kropli alkoholu, nawet go nie wącham. Nie wiem kiedy będę mogła bez problemów wypić moje ulubione różowe Carlo Rossi...
6a375b5337b93b1049d734f46c67de0c.jpg
 

deergirl
 
Dziś jestem zupełnie sama w domu - chłopak wyjechał do swojego miasta rodzinnego, tata studiuje weekendowo w Gorzowie, a mama poszła na urodziny koleżanki. Dawno nikt mnie nie zostawił na tak długo samą w domu. Normalna osoba w depresji powinna się bać i denerwować, ale ja się cieszę. Mogę sobie śpiewać tak głośno, na ile mi gardło pozwoli, mogę robić co mi się podoba, a do tego mama zapłaciła za moje jedzonko, które już zamówiłam - złożyłam zamówienie na chińskie za 45 zł. Będzie wyżera. Zaraz sobie poczytam trochę, a później obejrzę film na netflix'ie... żyć nie umierać. Takie dni, raz na jakiś czas, się przydają, nie muszę się niczym przejmować.
Mama nie chciała iść na tę imprezę, więc pobędzie kilka godzin, później do mnie zadzwoni, a ja mam udawać atak paniki czy coś, żeby mogła wyjść nie pozostawiając wrażenia, że się źle bawiła - plan idealny. Zawsze tak robimy i nieźle nam to wychodzi. Wszyscy zadowoleni. To jest takie imprezowe towarzystwo, że mam się boi, że uda im się mnie namówić, abym przyszła. Wątpię, że to osiągną, nic mi się nie chce, zwłaszcza patrzeć na pijane koleżanki mojej mamy. No brzmi średnio. A ja nawet nie mogę tknąć alkoholu, więc nie ma szans, abym tam się pojawiła. Chyba się zaraz pobawię e-fajką mojej mamy, jeśli ją zostawiła. Lubię robić kółka i uczę się jakiś sztuczek. Skoro jestem sama w domu to mogę. Błagam o więcej takich dni.
f965d55b3d36a28dba14e59ef45f39cb.jpg
 

deergirl
 
Tym razem byłam z mamą na zakupach okołoświątecznych. Jesteśmy obie padnięte, bo wyszłyśmy z domu o 11, a wróciłyśmy dopiero teraz. Nie jestem przyzwyczajona do tak długiego pobytu w galerii handlowej, gdzie jest tabun ludzi, nawet nie patrzących gdzie idą. Serio, przez ten okołoświąteczny cyrk ludzie się zachowują jak w amoku. Na nic i na nikogo nie patrzą, tylko pchają się w szale zakupowym, bo przecież Brajankowi trzeba kupić te jego gry na święta, a do tego jeszcze parę skarpet. Masakra, ludzie dosłownie tabunami biegają po sklepach. Jedna baba perfidnie we mnie weszła (nie zdążyłam jej wyminąć) i było zero reakcji z jej strony... nie wiem jakieś przepraszam albo chociaż "patrz jak leziesz gówniaro", cokolwiek! Nic, nawet na mnie nie patrząc poszła dalej. Co za świat.
Przy okazji spotkałam też moją wychowawczynię z liceum,  kochana kobieta, chwilę pogadałyśmy nad wieszakami z bluzami. Zapraszała mnie do szkoły, bym odwiedziła nauczycieli, bo wszyscy mnie dobrze wspominają i byłoby im miło. Taaa, szczególnie profesorowi od historii, który mnie przygotowywał do matury... no, nie poszło mi tak dobrze, jak powinno. Musiał być bardzo zawiedziony moim wynikiem. No ale skoro tam miło mnie wspominają, to pewnie kiedyś ich odwiedzę... kiedyś.
Szkoda mi teraz mojej mamy, jest oddziałową w szpitalu na SOR-ze i nie ma łatwo. Głupie, zawistne pizdy cały czas ją obgadują. Z kim to ona nie miała romansu w tym szpitalu! Już nawet mój tata się z nich wszystkich śmieje, gdy jakiś jego "kolega" podchodzi i mówi mu takie rewelacje. Teraz aktualnie moja mama ma "romans" z kolegą, który nas podwozi taksówką w różne miejsca za mniejszą stawkę. Ludzie, czy te tępe pizdotrapostrzały nie mają nic lepszego do roboty, tylko gadać na moją mamę? Dobrze chociaż, że ma fajne koleżanki, które zdradzają najnowsze plotki i ją wpierają. Przynajmniej tyle.
Teraz będę się odprężała i korzystała z okazji, że mojego chłopaka nie będzie w domu całe dwa dni. Całe łóżko moje i nawet mogę grać na jego Playstation! To się nazywa życie...
59e087af31760efe33e13ee306091935.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Dzisiaj idę z tatą kupić prezenty dla mamy na święta. Dała mi dokładne instrukcje czego chce, więc nie mamy problemu z wyborem.
Dobrze, że dziś jest środek tygodnia, więc może nie będzie takich tłumów jak ostatnio. Nie mam zupełnie ochoty się męczyć jakimiś napadami niepokoju. Może kupię sobie szkicownik? Używam ich do scrapbookingu, bo mają gruby i twardy papier, dzięki czemu klej nie przebija. Szkoda, że są takie drogie. Typowy Wąsaty Janusz powiedziałby: "Za zwykły zeszyt 30 zł?? Ło Matko Bosko, a tu za 50?? Dżesika, wychodzimy. Będziesz malowała tymi swoimi farbkami w zwykłym zeszycie." No cóż, za jakość się płaci.
Jeszcze nie wiem jaki mam dziś nastrój. Nie czuję niczego szczególnego, anhedonia zawitała na mojej twarzy od samego rana. Można powiedzieć, że nie mam żadnego nastroju. Może to się zmienić w każdej chwili, bo ostatnio bardzo łatwo mnie czymś zdenerwować. Wkurzyłam się ostatnio na tatę, bo mieliśmy jechać do lekarza, a on wszystko robił wolno. Tak się gotowałam w środku, że musiałam użyć całej mojej silnej woli, by nie krzyknąć mu w twarz i nie rozwalić kuchni. Jakaś taka agresywna jestem. Doktor przepisała mi zwiększoną dawkę leków, więc może z czasem to minie. Oby, bo czuję, że w końcu przestanę się hamować, a wtedy mogłoby być naprawdę źle...
f2aaadc36b8ad97512f9be84e90a49d5.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Dzisiejsze warsztaty nie były tak fajne jak ostatnio. Instruktor Piotr postanowił nas trochę ochrzanić... za nie przyjście na marsz nocny (tak, ten o 4 rano) i na spotkanie ze Stefanem, taką pogadankę o teatrze.
Przyznaję się bez bicia - nie chciało mi się. Aby gdzieś wyjść to muszę się nastawić psychicznie, że wyjdę na zewnątrz, szczególnie jeśli jest to jakiś event, gdzie będzie dużo ludzi, których nie znam... no nie chciało mi się. Piotr był nami zawiedziony, bo z całej grupy poszły tylko dwie osoby. Wszyscy ponoć się pytali gdzie reszta grupy i czemu nie przyszli. Pozostałe dwie instruktorki są ponoć na nas wściekłe.
Generalnie to jest mi głupio, faktycznie mogłam iść chociaż na to spotkanie, ale zupełnie nie byłam tym zainteresowana, zwłaszcza, że prelekcję prowadził Stefan po ukraińsku... myślę, że nie wyniosłabym z tego zbyt wiele. Ale teraz czuję się przez to strasznie. Piotr zwyczajnie złapał za moje sznurki emocjonalne i zaczął je szarpać - popłakałam się. Było mi nawet wstyd. Nie chcę się już tak czuć. Chcę być pochwalona i angażować się bardziej.
Naszły mnie też takie refleksje, że chyba marnuję na tych zajęciach czas instruktorów i swój... czuję się beznadziejna, ciągle z tyłu, niczym się nie wyróżniająca. Nijaka. Bez talentu.
Chciałabym być bardziej przebojowa i pewna siebie, ale byle co może mnie wyprowadzić z równowagi. Dzisiaj, na przykład, byłam w dobrym humorze. I z w miarę z pozytywnym nastawieniem poszłam na zajęcia. I Piotr nas opierdolił... trwało to 40 minut. Rozłożyło mnie to totalnie i nie mogłam się już skupić. Potem śpiewaliśmy jakąś (chyba) bułgarską piosenkę. Mówił, że mamy śpiewać mocno i głośno jak baby w Bułgarii... ale ja nie mogłam. Schowałam się do swojej skorupy i lepiej było mnie nie ruszać. Piotr nawet już nie reagował na mnie. Przyzwyczaił się do takiego zachowania w moim wykonaniu i doskonale wiedział czym jest to spowodowane. Straciłam całą pewność siebie, jaką wniosłam na salę. Coraz częściej też gada o naszym spektaklu - że to już za 4 miesiące, musimy się skupić i spiąć w sobie. Ja chyba nie wystąpię... nikt odpowiedzialny i rozsądny nie pozwoliłby mi wejść na scenę, nawet milczącą gdzieś z tyłu jako tło. Jestem niestabilna i nie wiadomo jak zareaguję. Np. na próbach może mu iść dobrze, a przed publicznością sparaliżuje mnie strach. Nie wiadomo. Nie uważam się też za jakąś wybitną "aktorkę" (jeśli mogę to powiedzieć). Cały czas mam wrażenie, że jestem najgorsza z całej grupy, że jestem cały czas z tyłu... Nie widzę w sobie żadnych postępów pod tym kątem. Jest to frustrujące. Nie chcę jednak rezygnować, w końcu poświęciłam temu kilka miesięcy mojego życia. Mam wrażenie, że w jakiś sposób wykorzystuję tę grupę, tych ludzi, bo dzięki nim czuję się lepiej i tylko z tego powodu wychodzę z domu dwa razy w tygodniu. Nic nie daję z siebie. Bo nie mam nawet czego dać. Nie jestem specjalnie interesująca. Nadal uważam, że byłoby lepiej gdyby mnie nie było...
fe14a34445cb39479cd4afb84cd74bf4.jpg
 

deergirl
 
Coś czuję, że dzisiaj nie zasnę. Znowu odczuwam irracjonalny niepokój, nie jest to spowodowane niczym konkretnym. Dzisiaj jestem sama, bo chłopak jest na nocce w pracy i mimo, że powinnam korzystać z całego łóżka dla siebie... to nie mogę spać. Nawet nie mam ochoty sobie nic obejrzeć. Próbowałam ruszyć Sabrinę, ale jakoś mnie nie wciągnęła... kiedyś obejrzę. Nie chce mi się nic. Znowu.
Jak ja nienawidzę tego uczucia: niepokój zmieszany z pustką i obojętnością na wszystko. Mogłabym się godzinami gapić na ścianę - wychodziłoby na to samo. Nie robię nic. Jeszcze widzę, że straciłam obserwatora. Niby to nic, ale zawsze w takich sytuacjach zastanawiam się, co zrobiłam źle. Czy po prostu ktoś się znudził? Komuś się nie spodobał jakiś wpis? A może po prostu ktoś usunął konto... nie powinnam się przejmować takimi rzeczami, w sumie od roku tutaj nie funkcjonowałam, a zostało mi 39 obserwujących. Może jeszcze parę osób zainteresuje się tym, co tutaj wypisuję? Na pewno byłoby mi miło. Zaskakuje mnie za to licznik odwiedzin... dość sporo ludzi wchodzi na mojego bloga. 150 osób w dwa dni? Nieźle. Pewnie wchodzą z ciekawości, bo wstawiam fajne obrazki, może jakiś tag ich tutaj zaprowadził. Zawsze się zastanawiam kto wchodzi na mojego bloga - ta osoba po drugiej stronie komputera, którą w jakiś sposób zainteresował wpis. Dla kogoś 40 osób to mało, ale ja się cieszę, że mimo wszystko Was tu tyle jest. Zawsze ma się poczucie, że nie jest się samym. Może ktoś tutaj ma podobne problemy do moich i kiwa tylko głową, czytając moje wpisy i mówi sam do siebie "mam tak samo". Ta myśl mnie pociesza.

94cc3e3b9bb5f0aea486b59797e448fb.jpg
 

deergirl
 
  • awatar Lalka Zombie: piękne grafiki :D
  • awatar LonelyDeer: @Lalka Zombie: Uwielbiam je wyszukiwać ^^
  • awatar gość: https://www.wattpad.com/664849901-koszmar-i?utm_source=web&utm_medium=email&utm_content=share_reading
Pokaż wszystkie (3) ›
 

deergirl
 
LonelyDeer: Właśnie wróciłam z warsztatów. Tak tęskniłam za ludźmi, aż chciałam ich wszystkich wyściskać, gdy ich zobaczyłam. Dzisiaj wyjątkowo nie mieliśmy zajęć w sali teatralnej i przenieśliśmy się do małej knajpki przy Kanie o nazwie "Piwnica Kany". Wiadomo, jest to niewielki bar, miejsce spotkań bohemy artystycznej, więc nie ma tam za dużo miejsca na ćwiczenia teatralne, nie mówiąc już o rozgrzewce i rozciąganiu. Postanowiliśmy obejrzeć film na projektorze. Długo zastanawialiśmy się, co obejrzeć i padło na "Split". Ja już oglądałam ten film, ale bardzo go lubię, więc nie przeszkadzało mi, że obejrzę go drugi raz. Najfajniej było usiąść wszyscy razem i robić coś wspólnie. Oni pewnie tego tak nie odbierali, bo mają do czynienia ze znajomymi i przyjaciółmi na co dzień... ale dla mnie było to coś więcej. Tak trywialna i nic nie znacząca z pozoru rzecz jak głupie oglądanie filmu znaczy dla mnie tak dużo, że ochotę mam płakać ze szczęścia, że spędziłam czas z ludźmi. Wcześniej pośmialiśmy się, pogadaliśmy - potrafię zachowywać się jak normalna dziewczyna, jakbym miała normalne życie. Akurat dziś miałam trochę lepszy nastrój niż zwykle, więc tym bardziej byłam radosna i byłam wręcz gadułą! Ale to nie koniec dobrych wiadomości. Koleżanka zaproponowała wspólne wyjście na jarmark świąteczny! Razem! Już poza zajęciami etc. Brzmi jak miłe wyjście znajomych na miasto. Po filmie kolega zaproponował, byśmy poszli na kontynuację "Splita" do kina w styczniu. Kolejne wyjście ze znajomymi! Nawet jakbym miała 40 stopni gorączki to bym poszła, to idealna okazja by się socjalizować.
Jak tak sobie teraz myślę, jak się ekscytuję niby takimi nieznaczącymi rzeczami jak wyjście na zewnątrz, to czuję się trochę żałośnie... ale mam to gdzieś. Mało kto wie jak to jest nie wychodzić w ogóle na zewnątrz, z nikim nie rozmawiać przez cały tydzień oprócz mamy. Ta samotność boli. Boli mnie codziennie, jakby wypalała mi skórę. Wcześniej faktycznie myślałam, że nikogo do szczęścia nie potrzebuję, że nie lubię ludzi i mogę się obchodzić bez nich. Ale to gówno prawda. Brak kontaktu z innymi w pewnym momencie cię dopada i przytłacza swoim ciężarem. Wiem, że jest to bardzo podświadome i wręcz zaprogramowane w naszych umysłach - rozmawiać z ludźmi, spędzać z nimi czas, być częścią społeczności.
Niektórzy mówią, że nienawidzą ludzi, nie chce im się nigdzie wychodzić, nie potrzebują tego. Ale to co innego, gdy masz kontakt z ludźmi na co dzień - praca, szkoła, studia. A jak faktycznie jesteś sam, dociera do ciebie pustka, jaką się otaczasz. To wszystko jest w nas zaprogramowane, mimo wszystko, jesteśmy zwierzętami stadnymi. Trudno tak po prostu non stop być samym. Na dłuższą metę to męczące i bolesne.
Tak zbiorczo, to też nie lubię ludzi. Nienawidzę ich. W tramwajach, kolejkach, w centrach handlowych, na ulicy. Wszyscy mnie denerwują. Nawet do ludzi z zajęć teatralnych nie pałam szczególną sympatią. Też mnie drażnią. Ale jak mogę z nimi rozmawiać o pierdołach, nic nie znaczących rzeczach np. jak nam minął dzień, to wręcz muszę z nimi przebywać jak najdłużej. Tak bardzo brakuje mi kontaktu.
Chcę kiedyś dojść do momentu, że takie epizody nie będą tylko okazjami czy przypadkami - tylko będą moją codziennością. Chcę wychodzić z ludźmi częściej niż raz na... pół roku? Rok? Boże, kiedy ja ostatnio z kimś wyszłam? Kiedy byłam na jakiejś imprezie? Nawet nie pamiętam. Może w sierpniu? W czerwcu? Jest to niesamowicie smutne. Sama zgotowałam sobie ten los... ale chcę też sama go zmienić.  

c58135132ce3c2cbf35dc16b9a675dbf.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Wyszłam dziś z domu.
Nie było źle, poszłam do galerii handlowej z braku czegokolwiek do roboty. Akurat w empiku pojawiła się moja manga, zwykle kupuje dla mnie je moja mama, ale teraz stwierdziłam, że chętnie zażyję świeżego powietrza. Dzisiaj sobota, do tego przed niedzielą bez handlu, do tego w środku okołoświątecznego cyrku. Było strasznie dużo ludzi. Specjalnie użyłam tu słowa "strasznie", bo w pewnym momencie byłam przerażona liczbą ludności w jednym miejscu. Chciałam pochodzić sobie po sklepach, pooglądać ciuchy - tak jak robią to zwykle dziewczyny. Niestety trochę przeceniłam swoje możliwości, bo po wejściu do galerii zrobiłam się cała ociężała, zmęczona i zaczęłam odczuwać niepokój. Starałam się to hamować i nawet mi trochę wychodziło, ale po godzinie było to ponad moje siły. Kolejną godzinę siedziałam na kanapie w strefie gastronomicznej i siorbałam sok wyciskany. Straciłam całą moją energię. Chyba pół godziny zastanawiałam się co chcę zjeść, bo w końcu coś zjeść wypadało, było dość późno, a mój żołądek od rana był pusty. Od kilku dni muszę w siebie wmuszać jedzenie, bo nie mam kompletnie apetytu, ale staram się jednak jeść jak najwięcej - jeszcze wygłodzenia mi brakuje do szczęścia. Gdy odzyskałam trochę siły, opuściłam centrum handlowe. Już za dużo socjalizowania się jak na jeden dzień. Jestem nawet zadowolona. Byłam w empiku, kupiłam mangę, wielki blok papierów do scrapbookingu (drogi w chuj, ale było warto) i była w promocji bajka "Coco" na DVD... nie mogłam się oprzeć. Chciałam kupić sobie jeszcze bluzkę z długim rękawem, ale zupełnie nie miałam na to siły. Może następnym razem. Czyli dzień całkiem udany. Teraz sobie czytam i odpoczywam, bo był to dla mnie spory wysiłek psychiczny.
91135cb9d766420ca482d6fe2882b682.jpg
 

 

Kategorie blogów