Wpisy oznaczone tagiem "motywacje" (1000)  

deergirl
 
Dzisiaj jest idealny dzień na opierdalanie się, ale niestety obiecałam, że przyjdę do dziewczyn obejrzeć film u jednej z nich w domu (w sumie to akademiku). Tak mi się nie chce... a jeszcze muszę coś kupić do jedzenia, bo w sumie wypada. Może kupie nawet szampana, o którego pytała Iza, nie wiem, zastanowię się nad tym...
Na rodzinnym obiedzie było całkiem sympatycznie, odczuwało się napiętą atmosferę, ale dało się przeżyć. Więc nie jest tak źle.  
c4731c7d1fa6eb3eb9b2dadc706ec54a.jpg
 

deergirl
 
Dzisiaj nie chce mi się nic. Mam oficjalną przerwę od życia, do nikogo się nie odzywam, z nikim nie piszę, Facebook jest wyłączony. Nic mi się nie chce. Brak leków daję się we znaki coraz bardziej, a ja ciągle mówię mamie by nie umawiała mnie do psychiatry. Mówić to se mogę, na szczęście pani doktor jeszcze do końca września jest na wakacjach, więc nie muszę na razie do niej iść. I dobrze, bo w sumie nie mam nic do powiedzenia.
M. zaczął już pracę, więc nie będziemy spędzać każdej chwili non stop. W końcu! Mam czas dla siebie i go nie ma i nie patrzy mi w monitor. W ogóle to jestem zdziwiona, że jeszcze nikt nie dowiedział się o tym blogu. Nawet specjalnie go nie ukrywam - wystarczyłoby tylko wejść w moją historię przeglądarki i ma się wszystko podane na tacy. To chyba właśnie zasługa tego, że nawet nie staram się tego ukryć. Ludzie jakoś potrafią wyczuć, że ktoś coś przed nimi ukrywa, bo właśnie... to ukrywa. Nazwę to paradoksem tajemnicy.
Coraz bliżej rodzinny obiad, a ja powoli zaczynam mieć wszystko w dupie. Już mnie nie interesuje co będzie, czego nie będzie, kto przyjdzie, kto nie przyjdzie. Dadzą mi nowy komputer, ja ładnie podziękuję i tyle. Jeśli będę się nudzić albo nie spodoba mi się atmosfera po prostu wyjdę - nie chce mi się męczyć. Bo i po co?
Dzisiaj dostałam mail od mojej uczelni dotyczący spotkania organizacyjnego dla pierwszego roku. 28 września godzina 11:00 na ulicy Piastów. Pójdę sama. Przyjść z mamą to największa siara, a chłopak też nie jest mi tam do szczęścia potrzebny. Zobaczymy jak to będzie. Do tego dowiedziałam się i kierunku, który miał być dopiero w przyszłym roku... jest w tym. Dzięki US na info! Mam nadzieję, że jeszcze nie jest za późno i mogę się jeszcze zapisać. Byłoby fajnie, bo bardzo zależy mi na pisarstwie, a ich informacje są tak łatwo dostępne i ogarnięte, że dowiedziałam się o tym dopiero teraz. A przecież szukałam informacji na stronie... i nic! Była nawet notka w lipcu, że pisarstwo będzie otwierane w przyszłym roku. Ech... oby było jeszcze miejsce.
b52702f2e35758110870803bdb7ceb2e.jpg
 

deergirl
 
Muszę przyznać, że nie jestem zbyt rodzinną osobą, razem z rodzicami raczej się nie angażujemy w "dalsze" życie rodzinne. Nie wiem dlaczego. Najważniejsza jest dla nas najbliższa rodzina, a reszta nas po prostu nie interesuje. Gorzej zaczyna być kiedy ta najbliższa rodzina się od nas izoluje i "odcina się od zdjęcia". Tak teraz robi mój wujek (brat mojej mamy).
Już od jakiegoś czasu nasze relacje z nim się pogorszyły, a wina jest po obu stronach. Jednak za każdym razem udawało się ten konflikt załagodzić, ale tym razem już nie. Mama z wujkiem przez ostatnie lata kłócili się bardziej niż zwykle, a ostatni rok to już apogeum. Ale to co się stało wczoraj przechodzi jakiekolwiek pojęcie. Wujek ze swoją dziewczyną (do niej jeszcze wrócimy) przyjechali do nas po rzeczy babci, które u nas zostawiła. Dla nas to normalne, że jak się spotykamy to rozmawiamy, pijemy herbatę... nawet te pół godziny gadania o byle czym powinna być normą, no bo w końcu jesteśmy rodziną. Tak to chyba powinno być. Jednak wujek wziął rzeczy stwierdził, że idą do znajomych i wyszedł. Tak po prostu. Żadnego "co tam u was?" albo "jak tam". Nic. Mama najpierw była zszokowana, po prostu patrzyła się na drzwi z dobrą minutę. Następnie po prostu usiadła i załamała ręce. Było jej po prostu przykro, że jej własny brat tak ją traktuje. Pytała się tylko "za co on mnie tak nienawidzi?", "co mu zrobiłam?". Nie wiedziałam co odpowiedzieć. To jej rodzony brat. Jedyny. Nawet ja nie spodziewałam się po nim czegoś takiego.
Wszystko zaczęło się od jego dziewczyny, od początku za nią nie przepadaliśmy, ale ją akceptowaliśmy. Mama się nawet nią zajmowała podczas nieobecność wujka (jest mechanikiem okrętowym i pływa dwa tygodnie na dwa tygodnie). Karolina (tfu..) po prostu popadała w depresję, gdy go nie było, a moja mama ją odwiedzała, chodziły razem na zakupy i spędzały wspólnie czas. Ja tez się czasami do nich dołączałam. Ale z dniem kiedy wujek wracał z rejsu Karolina zmieniała się o 180 stopni. Robiła się z niej wielka pańcia, której nie byliśmy godnie, by z nią przebywać. Ignorowała nas i miała po prostu w dupie i tak wkoło Macieju to samo. Jest też strasznie zazdrosna o mnie. Jestem chrześnicą wujka i jedynym dzieckiem w rodzinie (on nie ma dzieci), więc jestem dla niego bardzo ważna, to chyba zrozumiałe, jestem rozpieszczoną księżniczką w rodzinie, ale Karolinie się to nie podoba. Za każdym razem gdy wujek mi coś kupił, nieważne co i nieważne z jakiej okazji - ona łapała focha. Po prostu cały czas siedziała naburmuszona, bo jej chłopak kupuje coś swojej siostrzenicy. To jest śmieszne. Dlatego wujek nie robi mi niespodzianek, nie daje "kieszonkowego", bo jego dziewczyna tego nie akceptuje. To przez nią tak ogranicza kontakty z rodziną. Nawet do własnej mamy (mojej babci) nie jeździ tak często jak kiedyś, bo jej się to nie podoba. To jest chore. I jest mi po prostu przykro. I żal mi mamy, bo widzę jak to przeżywa. No kurde to jest jej brat.
W środę jest obiad rodzinny z okazji mojej zdanej matury i rozpoczęcia studiów i już czuję tą napiętą atmosferę. Oczywiście zaprosiliśmy wujka i jego (tfu..) dziewczynę, ale nie będzie to miły obiadek przy rosołku. Jest to szokujące jak kobieta może zmienić faceta... po prostu nie do poznania, to już nie jest ten sam facet. Babcia opowiadała jak razem z nią przyjechali do niej i jedli obiad. Babcia powiedziała, że jej przykro, że jej syn i córka się kłócą i się nie dogadują. Wiecie co ona powiedziała? "Ale to nie jest pani sprawa". To jest cytat, babcię po prostu zatkało. Jak to nie jej sprawa skoro to są jej własne dzieci!?? Wyobrażacie sobie tak powiedzieć to matki waszego chłopaka. Bez pardonu.
No cóż... zapowiada się ciekawy obiadek rodzinny. Będzie płacz i zgrzytanie zębów.
a0d04c3f5dd9a8a96376a7edfbcea190.jpg
  • awatar Amfitryta: Wujek kiedyś przejrzy na oczy ... spokojnie ..
  • awatar LonelyDeer: @Amfitryta: Tylko żeby nie za późno :/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

deergirl
 
Ostatnio byłam na imprezie razem ze znajomymi mojego chłopaka (oczywiście z nim), poszliśmy do lokalu, gdzie odbywało się karaoke i coś mi strzeliło, że się zgłosiłam (czemu zawsze sobie to robię??).Wybrałam piosenkę Grzegorza Ciechowskiego "Tak tak... To ja".

Wydawało mi się, że nieźle mi idzie, nawet mój głos był spoko (chyba). Niestety nagłośnienie było średnie i w niektórych momentach gubiłam rytm, bo w sumie słyszałam siebie, ale melodii już nie, więc końcem końców wyszło mi średnio. Oczywiście ja jako perfekcjonistka mówiłam sobie, że po prostu zjebałam i było mi wstyd. Jednak później sobie to przemyślałam i w sumie to chuj, że w paru momentach mi nie wyszło. Przecież nie ćwiczę wokalu na co dzień i nie jestem profesjonalistką. Odważyłam się wejść na scenę... i zaśpiewać...przy ludziach! Nawet trochę potańczyłam - tak się rozluźniłam. Mimo wszystko bili mi brawo, więc najgorzej raczej nie było. Po tej głębszej analizie sytuacji to nawet jestem z siebie dumna. Dałam radę. To świadczyło o mojej odwadze i pewności siebie. Brawo ja!
Poza tym spodobałam się jednemu z sędziów, co mnie też podbudowało. Gdy powiedziałam, że się zgłaszam do karaoke on powiedział, że to nie jest miejsce dla mnie (tu już zaczęłam oczywiście się stresować i chciałam płakać), to jest za mała scena, a dla mnie to powinien być cały lokal. Chamski podryw, ale zrobiło mi się miło. Nawet do mnie mrugnął, a ja chyba spaliłam buraka. Niecodziennie słyszy się takie rzeczy!
3ff4e6d3ef7ee95c904a90c297f46583.jpg
  • awatar vailetis: Odważna jesteś i nie przejmuj się bo przez złe nagłośnienie i najlepsi wokaliści kaleczą swoje kawałki :)
  • awatar LonelyDeer: @vailetis: :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

deergirl
 
Dzień zaczęłam bardzo przyjemnie - dlatego zadowolona włączyłam laptopa po miłosnych uniesieniach. A tam już nie tak fajnie...
Kierowniczka od dawna mówi nam o maszynie do robienia ryżu u nas w sklepie żebyśmy mogły sobie robić obiadki w pracy. Brzmi super. Jestem za. Nawet znalazłyśmy taką za 100 zł i miałyśmy się na to złożyć...a tu nagle kierowniczka wyskakuje, że kupiła maszynę na 250 zł. Nie uprzedziła nas o tym, a teraz musimy oddać jej pieniądze. Nie rozumiem takiego zachowania, czy ona myśli, że my mamy pieniądze na takie rzeczy? A przecież jeszcze musimy kupić miseczki i pałeczki (bo ona nie chce wpierdalać widelcem...). Super, moje plany finansowe poszły się jebać...
ae8e6a29e5b22ce5e391b2d2d914ff20.jpg
 

deergirl
 
3ecea48a968333777b3326e25ca72398.jpg

“Błędy są prawie zawsze rzeczą świętą. Nigdy nie próbuj ich naprawiać. Co więcej: uzasadnij je racjonalnie, staraj się w pełni je zrozumieć. A wtedy będziesz mógł je uszlachetnić.”



99b18ff59545912c8fe269c81fe8446a.jpg

“Nie staraj się być nowoczesny. To jedyna rzecz, która – cokolwiek byś nie uczynił – niestety cię nie ominie.”



402891643729b290a2c234df723b4328.jpg

“Malarzu, nie jesteś mówcą! Maluj więc i milcz!”



ac1b3a0e6cce603f3df51ff8ca393fdb.jpg

"
Najważniejszym posłannictwem człowieka na Ziemi jest nasycenie wszystkiego pierwiastkiem duchowym."

e0626482058bb02c92e51fa2ed7c2542.jpg

“Jaką cudowną rzeczą jest oko! Swoje uważam za prawdziwy miękki aparat fotograficzny, który robi zdjęcia nie świata zewnętrznego, lecz mojej najtwardszej myśli i myśli jako takiej.”



566884c6faebcd137104d5608d13267e.jpg

“Jedyne, co odróżnia mnie od wariata, to fakt, że nim nie jestem.”



f25535eba76c580d54e085b5627c13cb.jpg
 

deergirl
 
Nie wiem czy to brak leków od tygodnia czy po prostu nagły zastrzyk agresji, ale wziął mnie wkurw na maksa. Nadal nie mogę się uspokoić, a klawiatura zaraz się złamie od nacisku moich wkurwionych palców.
Prawdopodobnie wyprzedały się bilety na koncert Nothing But Thieves w listopadzie, a ja nie mam biletów. Dlaczego ich nie mam? Bo mój genialny pracodawca zwleka z moją wypłatą już od 2 jebanych dni! No kurwa to są jakieś żarty, ja jako pracownik mam mieć pieniądze w dniu, na który wskazuje umowa, a umowa mi mówi, że w każdy poniedziałek miesiąca dostaję wypłatę za tydzień pracy!! I co?? Kurwa do tej pory ich nie mam, a bilety się wyprzedały.
Byłam już na trzech stronach z biletami i jakoś na każdej z nich miałam jakiś problem. Po prostu nie mogłam się zarejestrować i chuj jasny mnie już strzelał, mój biedny laptop nieźle ode mnie oberwał. I kiedy po 15 minutach rzucania kurwami udało mi się zarejestrować i miałam już kupić bilety... dostępne środki na koncie: 20,05 zł. Serio? To jest niepoważne. Nie miałabym pretensji gdyby mnie raczyli powiadomić o opóźnieniu, ale nie, kurwa wyjebane, po chuj wgl pracownikom wypłata... Jestem wściekła.
W sumie nie wiem skąd nagle we mnie tyle agresji, po prostu mam ochotę coś rozwalić albo kogoś zwyzywać. Ooo tak... wtedy poczułabym się dużo lepiej. To chyba przez moją frustrację, bo ostatnio nie jestem zadowolona z mojego życia łóżkowego... Ja pierdole, dlaczego ja?
84810e1eac180470ada077e3f3d669eb.jpg
  • awatar Elizza7889: Krzyk czasem uwalnia od emocji
  • awatar vailetis: Mam inny problem :( Ja np. czekam na bardzo poważną operację głowy, blisko szyszynki( nazywana jest duszą mózgu ) i NIKT w moim mieście, nawet za kasę nie chce się podjąć bo właściwie chodzi o wszystkie zatoki...Od początku roku mam stany zapalne i wszyscy mnie odsyłają, a to do szpitali gdzie mnie nikt nie chce przyjąć, a to wmawiają że nic mi nie jest, a gorączka do 38 stopni jest codziennie. Wyglądam już jak upiór, a w zeszłym roku naprawdę wszystko było inaczej. Znalazłam w końcu lekarza laryngologa z innego miasta - ordynator laryngologii - bardzo drogi bo za 15 minut wizyty bierze 200 zł. W jeden tydzień poszło mi na same wizyty 400 na tego laryngologa ( dwa razy byłam ) i raz anestezjolog 150 zł + neurochirurg też 150 zł. Ja nie pracuję bo mam rentę z tego powodu między innymi. Moja mama wyjechała do pracy na koniec Niemiec koło Holandii, jestem z mężem i trzema kotami. Boję się bardzo czy przetrwam zimę ? Każde wyjście kończy się pogorszeniem stanu. Termin oper.20 marca 2018.
  • awatar vailetis: Czasami nic nie pozostaje, tylko właśnie krzyk, obojętnie o co chodzi...Nie duśmy w sobie nic.Wykrzyczeć się trzeba. Mi to trochę pomaga.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Kategorie blogów