Wpisy oznaczone tagiem "nie polecam" (33)  

gdzietuwyjsckrakow
 
Miało być dobre, a wyszło słabe. Kolejna odsłona moich dwóch serialowych pomyłek i jednej filmowej.

never-1462743_1920.png

1. Kurozuka
Jestem wielką fanką anime, dlatego tez czasem będą się pojawiać.
Jednakże tego Wam nie polecam. Przez cały sezon główny bohater próbuje znaleźć ukochaną i zrozumieć sprawę,
w którą został wplątany. I co? I nic? Anime się kończy nijak. Po ostatnim odcinku dalej nie wiemy nic,
a zakończenie jest równie chaotyczne, jak cała produkcja.

MV5BMTgyMjY5ODgtMDZiZC00YzU3LTg1NWMtMTdiNTMxYTkxOGRkXkEyXkFqcGdeQXVyMTA1OTEwNjE@._V1_UY1200_CR101,0,630,1200_AL_.jpg

2. Grawitacja
Wszyscy chwalą tę produkcję, a dla mnie jest po prostu nudna. Historia nie wciąga, a Sandra Bullock nie jest tym razem w stanie przykuć mojej uwagi na 1,5 godziny.
W takcie filmu wyszłam zrobić sobie herbatę i nic nie straciłam. Rozczarowałam się, że mistrz Alfonso Cuaron zrobił tak nudny film.

pobrane.jpg

3. Riverdale
Profanacja. Nie podoba mi się hit, który miał być drugą Plotkarą. Tymczasem Plotkarze do pięt nie dorasta. Nie podoba mi się koncepcja, że całe zło tego świata spada nagle na miasteczko na zadupiu. To nieprawdopodobne. Ale to nic w porównaniu z bezbarwnymi postaciami. Absolutnie nie jestem w stanie uwierzyć w prawdziwość charakteru bohaterów ani w relacje tworzące się między nimi. Serial ma wiele niedociągnięć typu, kto normalny wybaczyłby matce wpakowanie do ośrodka zamkniętego prowadzonego przez psychopatyczne zakonnice? Nikt! No, chyba że jesteśmy Poly z Riverdale. W tym samym ośrodku siostry torturują "podopiecznych", o czym wszyscy wiedzą, ale nikt z tym nic nie robi. No i główna bohaterka bez problemu włamuje się tam dwa razy, aby kogoś odbić. Jak?!
Motywacje bohaterów nie są wiarygodne np. walka
z potentatem chcącym wybudować więzienie w miasteczku. Po co? Przecież zakład penitencjarny to mnóstwo miejsc pracy zarówno dla osób budujących go, jak i później dla personelu. Jest jeszcze gang South Side Serpents,
a właściwie parodia gangu. Noszą skórzane kurtki, jeżdżą na motorach, i mają tatuaże. Od czasu do czasu obiją komuś mordę, ale delikatnie. Uuuuu straszne. Oprócz tego rozdają dzieciom prezenty na święta, a podczas inicjacji należy pilnować sympatycznego kundelka albo potańczyć na rurze w ich barze. Na prawdę przynależność do takiego mrożącego krew w żyłach gangu jest straszna...
Jedyną pełnokrwistą postacią jest ruda, eteryczna, teatralna i nieco szalona Cheryl. Jedynie wątki z nią są choć trochę interesujące, chociaż dalej nieco absurdalne.
Obejrzałam trzy sezony i dopiero trzeci wydaje się choć trochę interesujący pod względem fabuły, ale budowa bohaterów i ich relacji dalej nie zdają egzaminu.

7699906468976.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
To jeden z najbardziej szkodliwych filmów, jakie
w życiu widziałam.

7912493.3.jpg

Produkcja Netflixa to teoretycznie komedia
o przemianie influencerki. Nie ma tam nic śmiesznego. Film powiela mnóstwo negatywnych stereotypów o influencerach, przedstawiając ich jako głupich, próżnych ludzi. Rodzina głównej bohaterki nie wspiera jej w działaniach i umniejsza ważności jej pracy, nie rozumiejąc, że w dzisiejszych czasach przemysł modowy to coś więcej niż projektowanie. Rodzina posuwa się do okrutnego oszustwa i kłamstwa, które niby ma pomóc Anie, ale tak naprawdę może zniszczyć jej życie. Oni zupełnie nie zwracają uwagi na to, że odbierają jej pracę, a co za tym idzie źródło utrzymania dające środki do życia. Owszem chcą, aby była ostrożniejsza, ale sądzę, że są na to lepsze sposoby niż odesłanie jej podstępem do apodyktycznego dziadka. Wspomniany dziaduś to też niezłe ziółko. Nie dość, że wie o mistyfikacji rodziny, to na dodatek jest opryskliwy i niemiły dla wnuczki, która nie jest do niego wrogo nastawiona. Niby z czasem zaczyna traktować ją lepiej, ale nie widzę powodów, dla których w ogóle miałby być dla niej wredny, wysłać do dalekiego sklepu w środku nocy, pieszo po papier toaletowy, którego chciała użyć w wiadomym celu oraz zmuszać do pracy
w warsztacie. Okropnie rozczarowujący jest też moment, w którym okazuje się, że chłopak, w którym zabujała się Ana, też wiedział o oszustwie zaplanowanym przez jej rodzinę.

Niby film ma happy end, ale dla mnie jest okropnie naciągany, ponieważ okupiony okropnym podejściem do głównej bohaterki, której jest mi po prostu żal. Odradzam produkcje, ponieważ pozostawia jedynie niesmak.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Miało być dobre, a wyszło słabe. Kolejna odsłona moich dwóch serialowych pomyłek i jednej filmowej.

never-1462743_1920.png

1. Daybreak
Ten serial powinien nazywać się "brainbreak". Podczas oglądania nasze szare komórki umierają. Niby ciekawy pomysł, bo teen drama gdzie nastąpiła apokalipsa i przeżyły tylko nastolatki, które zaczęły tworzyć kliki jak w liceum: fashionistki, nerdy, osiłki itd. Na tle tego wszystkiego główny bohater- outsider, który pragnie jedynie odnaleźć swoją dziewczynę i ma gdzieś koniec świata. Potencjał zmarnowano dużą ilością nieprzyjemnej przemocy, traktowaniem widza jak idioty
i przesadnymi nawiązaniami do testów popkultury, które potem są tłumaczone jakbyśmy i jakimś cudem nie załapali. Ten serial nie nadaje się do niczego.

pobrany plik.jpeg

2. Dark
Ja wiem, że ten serial na całe grono fanów, ale mnie nie przekonał. Miałam dwa podejścia do pilota i za każdym razem uznałam, że produkcja jest za ciężka,
a po obejrzeniu pierwszego odcinka miałam mózg jak
z ołowiu. Jak dla mnie postaci są mało przyjemne,
a wątki niezrozumiałe.

7814585.3.jpg

3. Morderstwo w Orient Expressie 2017
Remake ekranizacji kryminału Agathy Christie z 1974 to bardzo zły film z bardzo dobrymi aktorami. Kenneth Branagh, Michelle Pfeiffer, Johnny Depp, Daisy Ridley, Judi Dench, Willem Dafoe, Penélope Cruz i Olivia Colman nie uratowali marnej adaptacji. Scenariusz w miarę trzyma się kupy, ale niedociągnięcia w dialogach, zdjęciach oraz koszmarne efekty specjalne położyły film. Pomysł, aby wykoleić pociąg i przesłuchiwać pasażerów na zewnątrz w ekstremalnie zimowym krajobrazie był mocno nietrafiony, skoro nie planowano zainwestować w kostiumy, które mogliby mieć na sobie bohaterowie w takich okolicznościach. Ekranizacja z 1974 wypada tu o wiele lepiej.

7805251.3.jpg

Podsumowując, nie polecam tych produkcji.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Będąc w Edynburgu zdecydowaliśmy się na dwie płatne atrakcje: Zamek oraz The Scotch Whisky Experience. Czy warto wydać na nie majątek?

51387362_2372122459467088_8339490607974055936_n.jpg

Zamek Królewski

50775311_280698915929552_8370294263744823296_n.jpg

Bezpłatnie zamek można podziwiać z zewnątrz. Wejście do komat kosztuje ponad 100 zł. Uwielbiam zwiedzać zamki, ale ten był pomyłką. Zapłaciłam fortunę żeby zobaczyć puste sale i mało ciekawe wewnętrzne dziedzińce. W komnatach w prawdzie były wystawy związane z historią Szkocji, ale nie porywały.
Uważam, że zamek robi lepsze wrażenie od zewnątrz niż w środku i nie warto przepłacać za bilet.
Ogólna ocena 5/10.

51016066_234865610633116_2225233731562504192_n.jpg


51109510_287357268564902_7367412184583766016_n.jpg


51581859_2250536375160458_6385859170712682496_n.jpg

The Scotch Whisky Experience

50920078_297033964285758_4982611372773736448_n.jpg

Jestem tak samo wielka fanką zamków jak i whisky. To zdecydowanie mój ulubiony alkohol dlatego wiedziałam, że koniecznie muszę iść do The Scotch Whisky Experience. Ponownie był to wydatek ponad 100 zł, ale tym razem były to dobrze zainwestowane pieniądze. Podczas zwiedzania dowiadujemy się wiele o historii i sposobie wytwarzania whisky oraz
o tradycyjnych szkockich rodzajach szlachetnego trunku. Po multimedialnej wystawie poruszamy się zajebistym wagonikiem w kształcie beczki, a audio przewodnik wliczony w cenę biletu jest dostępny w języku polskim. Po części muzealnej przychodzi czas na degustacje. Sami wybieramy, którą z whisky próbujemy. O każdej nich słyszymy na wcześniejszych prezentacjach. Kosztujemy dwa rodzaje: wybrany przez nas single malt (wytwarzana w jednej destylarni
z jednego słodu) oraz  blended malt (whisky mieszana). Do degustacji dostajemy czekoladkę, a po imprezie szklankę do whisky na pamiątkę (przewiozłam ją samolotem bez problemu). Po zwiedzaniu można skorzystać z oferty tematycznego sklepu, ale ceny zwalają z nóg.


51018224_2334629676767057_2145481467390590976_n.jpg

The Scotch Whisky Experience to miejsce dla każdego fana whisky. Nie będziecie się tam nudzić nawet jeśli jesteście już zaznajomieni z produkcją
i rodzajami trunku. Ci, którzy przygodę z whisky rozpoczynają, będą zachwyceni.
Ogólna ocena: 10/10.

51214385_389121455170951_8894132368068050944_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Miało być dobre, a wyszło słabe. Moje dwie serialowe pomyłki i jedna filmowa.

never-1462743_1920.png

1. "The end of the f *** ing world". Co to do cholery ma być?! Historyjka o dwójce nastolatków, którzy zamiast uciekać z domu przed siebie, powinni wybrać się najdalej na terapię. Ona ma borderline,
a on zadatki na dobrego psychopatę. Serial wprowadza widza w dyskomfort obserwatora, który to według psychologii pojawia się, gdy obserwujemy zachowanie chorobowe.

the-end-of-the-fing-world-sezon-2-season-2-cover-okladka.jpg

2. "Torchwood". Jeśli już twórcy decydują się na serial proceduralny (w każdym odcinku nowa zagadka, główna oś fabularna jest tu dodatkiem) to muszą czymś zainteresować widza, aby chciał wracać
w każdym odcinku do tego samego. Tu nie ma nic interesującego. Kryminalne zagadki z zaświatów już niejednokrotnie widzieliśmy i rozwiązywali je mniej irytujący bohaterowie niż Gwen.

pobrany plik (1).jpeg

3. "Chappie". Niby pomysł spoko, bo grupa bandziorów adoptuje robota. Dobra obsada i zespół Die Antwoord z cała swoją pokręconą estetka wrzucony do produkcji. Coś tu jednak nie zagrało. Film jest miałki, nudny i ma kilka ekstremalnie koszmarnych efektów specjalnych. Najbardziej denerwował mnie jednak wymuszony sentymentalizm. Dev Patel, Hugh Jackman i Sigourney Weaver chyba w ramach przegranego zakładu byli zmuszeni w tym zagrać.

7673495.3.jpg

Podsumowując, nie polecam.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Nie, wcale nie jest dobra.

85084806_2595675434002200_4207972286742921216_n.jpg

Do kaszy trafiłam w Zakopanym, ale widziałam jej filię również w Krakowie. Nawet zastanawiał się, czy nie wejść, ale teraz już wiem, że będę to miejsce omijać szerokim łukiem. Dlaczego? Ponieważ kasza
z jajkiem, którą zamówiłam, była jedną z najgorszych rzeczy, jaką w życiu jadłam. Ogromna ilość cebuli sprawiała, że z każdym kęsem zbierało mi się na wymioty coraz bardziej. Gdyby chociaż danie kosztowało niewiele, to nie miałabym takiego żalu...

Personel był na szczęście względnie miły, a wystrój typowo zakopiański- dużo drewna.

Podsumowując, moja noga więcej w Dobrej Kaszy Naszej nie postanie, a wstręt do kaszotto miałam jeszcze długo.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Przejeżdżając przez Czarny Dunajec z koleżankami, wpadłyśmy do Dzikiego Byka na burgera. Jak było? Raczej nie po byku.

82540240_643607056377026_5992054804753416192_n.jpg

Przydrożna, drewniana góralska karczma zaadaptowana na burgerownie zachęca głodnych podróżnych. O ile nie odstraszy Was słaba obsługa, to zamówicie w okienku swojego względnie taniego burgera i za drogie piwo. Na zamówienie przyjdzie Wam czekać wieki w sali, która nie dość, że jest mniej klimatyczna niż McDonald's to jeszcze zimna. Gdy już się przeziębicie, dostaniecie średnich rozmiarów burgera, którego smak jest mocno poniżej przeciętnej. Może mają kilka pozycji w menu, które wyglądają interesująco, ale co z tego skoro smakowo to żadna rewelacja.

Podsumowując, nie polecam. Znam smaczniejsze burgery i dużo klimatyczniejsze miejscówki.

Ogólna ocena: 3/10
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Będąc w Zakopanym często wybieram się na spacer do Doliny Strążyskiej. Przy wejściu do doliny mieści się z pozoru urokliwa Cafe Roma.

47686857_2285847361643358_4806574123738202112_n.jpg

Czemu tylko z pozoru? Ponieważ cały jej urok zaczyna się i kończy na wyglądzie. Drewniany domek urządzony w eklektycznym, niebanalnym stylu z mnóstwem obrazów (które można kupić) i zieleni. To bardzo mój styl.

47572824_321553141777505_946684244569096192_n.jpg

Niestety nie mogę polecić nic poza podziwianiem wnętrza. Wszystko, co jadłam lub piłam w Cafe Roma było słabe i za drogie. Lody całkowicie bez finezji, twardy oscypek z grilla, nijaka lemoniada, która rzekomo miała być z wodą z pobliskiego strumienia.

47183433_470003243404460_5194835727027798016_n.jpg

Gdyby tego było mało to w kawiarni obowiązuje samoobsługa, a personel jest niemiły.

47685914_1019249888277567_7952674733625966592_n.jpg

Podsumowując nie wszystko złoto, co się świeci. Co
z tego, że Cafe Roma ładna skoro poza wyglądem nie ma nic do zaoferowania.
Ogólna ocena: 2/10.

47580233_264494880899370_8218867533797654528_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Popołudnie 11 listopada. Krakowskie Stare Miasto pęka w szwach. Wszędzie pełno ludzi, a my szukamy stolika dla 8 osób. Zwolnił się akurat odpowiedni
w Urara. Siadamy. Zamawiamy, jemy, płacimy, nigdy tam nie wracamy.

47394699_2082930208437140_43207693120307200_n.jpg

Na temat wystroju lokalu nie ma, co się rozwodzić. Dość klasyczny, poprawny, z azjatyckimi nawiązaniami, ale ledwo dostrzegalny zza tłumu ludzi, który tam wtedy był.
Obsługa, chociaż miła i ładna to mega nieogarnięta. Męska część naszej ekipy uznała, że to słodkie. Ja, no cóż… przymknęłam oko, a nawet zacisnęłam powiekę, albo dwie aby nie widzieć tych pomylonych zamówień.

Sedno, czyli, kilka raczej średnich i za drogich ramenów, za słony tuńczyk i najbardziej mdłe sushi, jakie w życiu jadłam. Oto odpowiedź na pytanie, dlaczego nie polecam Wam Urara Sushi & Shabu Shabu.

Podsumowując po prostu tam nie idźcie.

Ogólna ocena: 2/10.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Skąd taka nazwa? Nie mam pojęcia. Co jest fajnego w tym pubie? Też nie wiem.

45715536_1779590785503234_8662671117288210432_n.jpg

Nazwa sugerowałaby jakoś związek z Indiami. Nic bardziej mylnego. Święta Krowa to dosyć obskurny, bardzo ciemny pub, w którym raczej nic do niczego nie pasuje, barman wydaje się ciągle upalony,
a cena za zwykłe piwo typu Tyskie to 11 zł.
Skoro tak zdzierają na klientach to mogliby zainwestować w zadbany wystrój, szyld
z prawdziwego zdarzenia (do Świętej Krowy ciężko trafić) i remont toalet, bo te wiecznie wyglądają jak zdewastowanie, a zamiast klamek mają sznurki (byłam w szoku).

26914296_1504435512937092_1878837395_n.jpg


45805252_2209193435986878_1974437512973647872_n.jpg

Podsumowując nie rozumiem skąd popularność tego miejsca i raczej Wam je odradzam.
Ogólna ocena: 1/10.
Adres: Kraków ul. Floriańska

26940925_1504435476270429_1721087261_n.jpg


26942969_1504435482937095_1649979223_n.jpg
  • awatar Hachie: Patrząc na zdjęcia rzeczywiście nie wygląda zachęcająco i wyszłabym z tego miejsca szybciej niż bym tam przyszła. :D
Pokaż wszystkie (1) ›
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Dlaczego skoro było smacznie i ładnie?

44984497_2144965915751967_232499653612929024_n.jpg

Niby wszystko w porządku. Wystrój zdecydowanie współgra
z serwowaną hinduską kuchnią i nazwa pochodzenia indyjskiego.
Baranina w łagodnym orzechowym sosie z tradycyjnym chlebkiem z indyjskiej mąki również bardzo dobre. Delikatna, rozpływająca się w ustach, odpowiednio doprawiona i pomimo niepozornie wyglądającej porcji bardzo sycąca. Co zatem poszło nie tak?

45013110_244701406208116_7048353624103059456_n.jpg

Obsługa. To była jakaś masakra. Godzinę czekałyśmy na dania! Godzinę! To jest nie do pomyślenia, gdy w knajpie jest niewiele osób, a kelnerek kilka. Na rachunek w ogóle się nie doczekałyśmy. Poszłyśmy do baru żeby zapłacić,
a tak kazano nam… czekać. Oczywiście nie zostawiłyśmy ani grosza napiwku, a zapłaciłyśmy niemało, bo około 100 zł za dwa dania i dwa napoje.

Podsumowując ze względu na najgorszy serwis na świecie odradzam wizytę w  Ganesh. Idźcie do innej indyjskiej restauracji.
Ogólna ocena: 2/10.
Adres: Kraków ul. Św. Tomasza.
  • awatar ღ ღ Tormenta ღ ღ: Zazwyczaj w dobrych restauracjach długo czeka się na posiłek, więc czas przygotowania mnie nie dziwi. Wolę poczekać niż zjeść odgrzewane z mikrofali. Obsługa faktycznie dała ciała, bo powinna być żywo zainteresowana gośćmi restauracji oraz ich samopoczuciem.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Oto historia rezerwacji z “przygodami”.

34811361_1642624022451573_2854079753298640896_n.jpg

Jedziemy do Izraela. Odwiedzamy naszą przyjaciółkę- Karolinę w Hajfie. Bilety kupione, czas zarezerwować hotel. Dokonujemy rezerwacji na 4 dni. Pokój dwuosobowy z łazienką i śniadaniem około 1400 zł. Drogo, ale Izrael jest drogi.
Kilka tygodni później nasza druga przyjaciółka- Kasia zdecydowała polecieć razem z nami. Udało się jej zarezerwować pokój jednoosobowy z łazienką
i śniadaniem za 140 zł na 4 dni  w hotelu w tej samej okolicy, co nasz! Słysząc tą informację szybko sprawdzam ceny i dostępność terminów
w hotelu wybranym przez Kaśkę- Eden Hotel. Mają akurat pokój dla mnie i Lubego za 360 zł. Anuluje poprzednią rezerwacje i bukuje 4 dni w pokoju
z łazienką i śniadaniami w Eden Hotel.
Zbyt piękne żeby było prawdziwe? Oczywiście, że tak!

34962518_1642635792450396_4928691700504723456_n.jpg

Kilka tygodni później dostajemy w Kaśką maile od booking.com, że mieli awarię systemu i  ceny zamiast w dolarach wyświetlały się w złotówkach
i czy zgodzimy się dopłacić różnicę.
Odpisuje, że absolutnie nie, ponieważ kupowałam usługę w takiej walucie, jaką widziałam, czyli PLN.
Kilka dni później dostaję telefon z Booking’a, że hotel zgodził się dać zniżkę 30$ i czy w takim razie zgodzę się dopłacić różnicę. Ponownie odmawiam, mówiąc, że taka zmiana waluty po tym jak już dokonałam rezerwacji jest niezgodna z prawami konsumenta i nie po to anulowałam poprzednią rezerwację, aby teraz zapłacić jeszcze więcej. Pani przyjmuje do wiadomości, obiecuje skonsultować się, z kim trzeba i oddzwonić. Po kilku minutach dzwoni z informacją, że ja płacę 360 zł, a resztę dopłaca Booking. Rezerwacja Kasi zostaje załatwiona w identyczny sposób. Jesteśmy usatysfakcjonowani.

34783011_1642635599117082_2421139245906264064_n.jpg

Kasia przylatywała do Izraela dzień wcześniej niż my, czyli 30 maja późnym wieczorem. Do hotelu dotarła o 00:15 w nocy, czyli już 31 maja. Okazało się, że skoro nie pojawiła się do północy to jej rezerwacja została anulowana. Oczywiście nie było szans jej przywrócić tym bardziej w cenie 140 zł za 4 dni. Wynajęła jakiś hostel i ostrzegła nas
o sytuacji. Napisałam wiadomość do hotelu informującą, że możemy przyjechać po północy
i zadzwoniłam z taką samą informacją do Bookinga. Przyjęli, problemów nie robili.

34830160_1642635905783718_2411736523113234432_n.jpg

W hotelu pojawiamy się kilka minut przed północą. Płacę gotówką 360 zł, czyli około 360 szekli. Dostaje rachunek, a miły pan oprowadza nas po przybytku standardem przypominającym polski hostel. Raczej toporne meble, mozaikowe płytki, na których leży wzorzysty i niepsujący dywanik, łazienka do przyjęcia, dość wygodne łóżko. Pomimo standardu, który dupy nie urywał w hotelu było bardzo czysto, a obsługa starała się nam pomóc jak mogła, chociaż czasem niektóre rzeczy ich przerastały np. wydrukowanie karty pokładowej na powrót. Na śniadanie chodziliśmy do oddalonego
o kilkaset metrów innego hotelu, o zdecydowanie wyższym standardzie i to było śniadanie wliczone
w cenę pobytu w Eden Hotel. Szczerze mówiąc było ono najmocniejszym elementem tego noclegu, ale
o tym pisałam już we wpisie o kuchni izraelskiej.

34722875_1642636285783680_199741980996009984_n.jpg

Po powrocie do Polski sprawdziła moje konto bankowe i ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam, że została mi pobrana opłata za hotel i to wyższa niż płaciłam na miejscu gotówką. Natychmiast zadzwoniłam do Booking żeby wyjaśnić sprawę. Wysłałam im zdjęcie rachunku, który otrzymałam
w Eden Hotel oraz potwierdzenie pobrania pieniędzy z konta. Tydzień później dostałam przelew zwrotny.

34859924_1642636702450305_5586574733408731136_n.jpg

Podsumowując przygód było dużo, ale na szczęście wszystkie skończyły się dobrze.
Czy polecam Eden Hotel w Hajfie? W cenie 360 zł za 4 dni tak, w cenie 360$ za 4 dni zdecydowanie nie. Wtedy cena byłaby za wysoka, a standard za niski.
Ogólna ocena: 5/10.

34906683_1642637092450266_4465552169952608256_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
O tym jak całkowicie spieprzyć to, co wydaje się niemożliwe do popsucia.

27157431_1509555919091718_936755387_n.jpg

W ramach odkrywania smaków Zakopanego odwiedzam, co jakiś czas inna restauracja. Jeśli jestem w stolicy Tatr w środku tygodnia chętnie korzystam z ofert obiadu dnia w różnych karczmach. Tak właśnie pierwszy i ostatni raz trafiłam do lokalu Bacowskie Jadło.
Ta kuchnia regionalna jest jak górale:
z charakterem, wyrazista, pełna niespodzianek, prezentująca nieprzewidywalne połączenia. Wydaje się, że inspirując się tradycyjnymi wyrobami regionu nie da się zrobić nie smacznej potrawy. A jednak
w Bacowskim potrafili podać mi schab w sosie pieczeniowym z ziemniakami i kotleta schabowego, które były miałkie, nijakie, pozbawione smaku
i jakiejkolwiek magii kuchni góralskiej. Nawet około 20 zł za jedno danie jest tu zbyt wygórowaną ceną. Zdarzało mi się jadać obiad dnia za 15 zł, który był poezją smaków, a nie marną podróbką.

27157431_1509555919091718_936755387_n.jpg

Kelner wypadł podobnie jak obiad- słabo. Miał do nas dość olewczy stosunek. Jakbyśmy jedząc lunch dnia byli klientami gorszego sortu.
Jedynie ładny, klimatyczny zakopiański wystrój zdał egzamin. Ławy, skóry i drewno to elementy, których nigdy dość w podhalańskich karczmach.

27294520_1509555922425051_857780498_n.jpg

Podsumowując po prostu odradzam wizytę w Bacowskim, ponieważ idąc tam na obiad nie znajdziecie dań
z góralskim charakterem, ale coś na kształt stołówki w szkole.
Ogólna ocena: 3/10.
Adres: Zakopane ul. Nowotarska.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Jeszcze rok  czy dwa lata temu mnóstwo moich znajomych zachwalała Marco: ceny i smak potraw. Gdy tydzień temu poszłam tam na obiad przeżyłam głębokie rozczarowana.

28741245_1548888568491786_1439590390_n.jpg

W sumie w Marco byłam dwa razy. Pierwszy z moimi przyjaciółmi, gdy jadłam tylko zupę, która była smaczna.

21741784_1392331824147462_639022228_n.jpg

Drugi raz pod koniec lutego na pełnym obiedzie dnia za 16 zł.
Cena obiadu, w którego skład weszły: zupa, drugie danie i kompot jest zachwycająca. Smak daleki był od wzbudzenia jakiegokolwiek zachwytu.
Zupa- krem z białych warzyw nie miała nic wspólnego z kremem, ponieważ była za wodnista. Ponadto smakowała bulionem, a nie pietruszką, kalafiorem
i selerem. Jedynie groszek ptysiowy ze sklepu zdawał tu egzamin, chociaż było go stanowczo za mało.

28537070_1548888515158458_197181395_n.jpg

Kurczak a’la kebab wyglądał nawet dobrze, ale smakował bardzo przeciętnie. Stawiam, że niejeden kebab smakuje lepiej. Do tego paskudne puree z ziemniaków gotowanych.
Na tle tego wszystkiego kompot był prawdziwą poezją smakową.

28538007_1548888548491788_950577037_n.jpg

Marco nie ratuje wystrój, który jest nijaki i bez pomysłu, a jeśli już jakaś idea się tu pojawiła to była strzałem kulą w płot. Mam tu na myśli stoliki kawowe, fotele i sofy salonowe.

21754260_1392331844147460_1687343518_n.jpg

Jedynym pozytywnym aspektem jest obsługa. Panie są bardzo miłe i z niewymuszoną przykrością poinformowały moją koleżankę, że pomimo wywieszonego menu nie mają nic poza zestawami obiadowymi (a koleżanka chciała jeden z deserów).

Podsumowując albo Marco popsuło się na przestrzeni ostatniego półtora roku, albo ja ma zbyt wysokie wymaganie. Tak czy inaczej nie wrócę tam już.
Ogólna ocena: 2/10.
Adres: Kraków ul. Biskupia.
 

spoilerowo
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

gdzietuwyjsckrakow
 
Po wyjściu z dworca w Zakopanym naszym oczom ukazuje się PRL-owski klasyk architektoniczny, który “zdobi” okolicę odkąd pamiętam. Ostatnio postanowiłam zajrzeć do środka.

26940598_1505639979483312_44936635_n.jpg

Mogę śmiało powiedzieć, że była to moja pierwsza
i ostatnia wizyta.
Wiem, że wystrój musi pasować do wyglądu budynku z, zewnątrz, czyli musi być PRL z góralskimi elementami w postaci krzeseł, drewna i tkaniny
w kwiaty, ale tu chyba przesadzili z PRL-em. Samoobsługa, niemiła pani w fartuchu, która jedną szmatką ścierała wszystkie powierzchnie w zasięgu wzroku i brudna serwetka.

26996809_1505639949483315_733081777_n.jpg

Zamówiłam pierogi ruskie i kompot. W sumie 17 zł, czyli cena jak w barze mlecznym. Ja rozumiem, że cudów za takie pieniądze nie będzie, ale oczekiwałam przynajmniej przyzwoitych pierogów. Dostałam natomiast rozgotowane kluski z przesyconym cebulą farszem. Jedynie kompot był “zjadliwy”.

26994477_1505639936149983_1581871918_n.jpg

To wszystko jeszcze nic. Gwoździem do trumny okazała się toaleta. Czysta, ale płatna, nawet dla klientów baru. Nie dość, że płacę za paskudne pierogi to jeszcze muszę dorzucić 2 zł za toaletę, która nie zamyka się od środka.

Podsumowując po prostu nie idźcie nigdy do Baru Fis
Ogólna ocena 1/10.

Adres: Zakopane ul. Kościuszki.
  • awatar greene69: Słabo, jedzenie jedzenie ale płacić za toaletę jak się kupiło jedzenie to przeginka;/
Pokaż wszystkie (1) ›
 

spoilerowo
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

gdzietuwyjsckrakow
 
Co zastałam w karczmie koło Bulwarów Wiślanych?Wydawać by się mogło miejscówka idealna: nad Wisłą, niedaleko Wawelu, w okolicy błoń, w drodze na kopce Piłsudskiego i Kościuszki oraz do zoo. Stoi tam drewniana karczma obwieszona neonowymi lampkami (Po co one? Nie wiem) z ogromnym ogródkiem piwnym.

23758428_1450996138281030_1658290773_n.jpg

Uważam, że otwieranie karczmy w Krakowie jest dość ryzykownym pomysłem, ponieważ ten typ lokali kojarzy się głównie z Zakopanem. No, ale Smil'y stoi i jakoś się kręci. No właśnie, jakoś…

Pierwsze, co uderzyło mnie po wejściu do środka to ciemność. Wnętrze wygląda trochę jak ciemna, drewniana chata czarownicy. I to jest całkiem dobry kierunek, który zaburza kilka czynników. Po pierwsze góralska parzenica na menu. Po drugie dwa telewizory, emitujące dwa różne programy jednocześnie, w tym obowiązkowo mecz. Generuje to specyficzną klientelę okolicznych panów- kibiców w średnim wieku. Mojemu Lubemu Smil'y skojarzyło się natomiast z przydrożną knajpą i dodam, że było to pozytywne porównanie. W ogóle co to za nazwa dla karczmy: Smil'y?! Tragedia.

22523663_1419052324808745_1381512261_n.jpg

Obsługa Smil'y poległa na całej linii. Gdy wchodziłam do lokalu akurat stali przy wejściu, palili papierosy i dyskutowali w taki sposób, że pomyślałam, że to jakieś żule zrobiły sobie tam przystanek na fajeczkę. Potem, gdy weszli i udali się na zaplecze zrozumiałam, że to personel. Śmierdzący dymem papierosowym personel. Dodatkowo najbardziej leniwy personel, jaki w życiu widziałam. Samoobsługa w pełnym wydaniu: podejdź do baru, zamów, zapłać, przynieś sobie danie, gdy pager się włączy. To byłoby jeszcze nic. Jeśli chcemy zjeść kiełbasę lub karkówkę musimy ją sobie sami grillować na rozpalonym w ogródku palenisku. To nie żart. Nie dość, że płacicie za kiełbasę to jeszcze musicie ją samodzielnie przyrządzić (WTF?!). Przynajmniej po posiłku jakiś chłopaczek zabrał nasze talerze. Chyba nie pracuje tam długo, bo uwijał się ostro w przeciwieństwie do reszty.

Jak łatwo się domyślić kiełbasy nie zamówiłam, chociaż miałam ochotę. Zdecydowałam się na pierogi z mięsem za 13 zł. Były bardzo dobre. Ciasto nie było rozgotowane, a farsz odpowiednio doprawiony i bez grudek. Ruskie smakowały już troszkę gorzej, ale tez ok. Tak samo jak frytki.
Do tego jeszcze dwa piwa i całość kosztowała 44 zł. Niby spoko biorąc pod uwagę, że porcje były słuszne, ale ze względu na samoobsługę spodziewałam się niższego rachunku.

22547574_1419052361475408_1887526201_n.jpg


22523831_1419052331475411_1539659307_n.jpg

Podsumowując to raczej nie moje klimaty. Nie pójdę tam więcej i nie wiem, komu mogłabym polecić Smil'y. Pomimo to uważam, że miejsce ma ogromny potencjał, tylko go nie wykorzystuje.
Ogólna ocena 4/10.
 

gdzietuwyjsckrakow
 

21469539_1389924917721486_1628236211_n.jpg

We wrześniu pokusiłam się na odwiedzenie ostatniej w tym sezonie lodziarni. Potem nastały dni, kiedy było mi wystarczająco zimno i lodów już nie potrzebowałam.

Do Nice Ice przekonała mnie ich tablica reklamowa z genialnym sloganem.

Ten napis i możliwość wyboru kolorowych rożków (czarny, zielony, różowy lub zwykły) to właściwie wszystko, co jest “nice” w Nice Ice.

Wybór smaków jest bardzo mały, a same lody nie rzucają na kolana. Totalną porażką było mascarpone z malinami. Owoce w lodach były zamrożone na kość i przyprawiały o ból zębów. Spodziewałam się raczej musu malinowego niż całych malin. To nie mogło się udać.
Kilka dni później dałam Nice Ice druga szansę, której również nie wykorzystało. Słony karmel okazał się dość przeciętny, niczym się nie wyróżniał. Lody nie warte są 3,50 za porcje + 50 gr. za wafelek.

22330825_1412331568814154_430692892_n.jpg

Wnętrze lodziarni jest urządzone w słodkich kolorach, ale bez polotu. Pomimo ciepłych barw nie sprawia wrażenia przytulnego i nie zachęca do konsumpcji na miejscu.

21585036_1389924924388152_1146483094_n.jpg

Podsumowując nie polecam Wam na przyszły sezon Nice Ice. Jest wiele lepszych i tańszych lodziarni w Krakowie. Jednakże Nice Ice jest idealnym przykładem, że reklama dźwignią handlu i dobre hasło promocyjne przyciągnie klientów.

Ogólna ocena 2/10.
Adres: Kraków ul. Krupnicza
 

greene69
 


Na kanale pojawił się właśnie nowy filmik o bublach.





Zapraszam do oglądania :)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Ostatnio mam fazę na chodzenie do barów mlecznych, stołówek i innych jadłodajni, które chwalą się, że serwują tanią domową kuchnię. Co z tego wynikło?

18643787_1295549543825691_752886960_n.jpg

Gdy stanie się przed wejściem Kuchnia Polska raczej nie zachęca. Metalowe krzesła i ceraty na okrągłych stolikach. Widok jak z prowincjonalnego baru w latach 90- tych. W środku lodówki z potrawami, które pomimo dziwności tego pomysłu wyglądają całkiem apetycznie.

17918725_1256092581104721_576289577_n.jpg

Zdecydowałam się na pierogi ruskie w cenie 10 zł za sporą porcje. Szczerze mówiąc dupy nie urwały… Niektóre były rozgotowane, ciasto za miękkie i zdecydowanie za duża ilość cebuli w środku. Zjadliwe, ale więcej nie zamówiłabym ich.

17888567_1256092704438042_1530551221_n.jpg

Panie, które tam pracowały były dość ciekawym zjawiskiem, bo chyba bawiły się w dobrego  i złego gline względem klientów. A właśnie, co do klientów, to dopiero był pawilon osobliwości: od eleganckich panów w garniakach po ulicznych żuli. W przypadku tych ostatnich zachowanie obsługi mogłoby być uzasadnione, ale ja przecież jak żul nie wyglądam.

17918562_1256092471104732_970919847_n.jpg

Podsumowując, Kuchnia Polska jest dość dziwnym miejscem i w sumie nie wiem, komu mogłabym je polecić…  Z jednej strony nie widzę powodu do wystawienia złej recenzji, a z drugiej wszystko było nie tak.
Ogólna ocena 2/10.
  • awatar Tęczowe marzenia ♥: Hmm obsługa powinna raczej dobrze się zachowywać... Mi też się nie podoba ten lokal ( oczywiście z wyglądu no bo nie byłam tam ) :).
  • awatar Your_Drug: Co nie którzy ludzie nie powinni mieć kontaktu z klientami... :/
  • awatar Kosmetyczneplum7: Pierogi ruskie to moja miłość . Obserwuję
Pokaż wszystkie (3) ›
 

gdzietuwyjsckrakow
 
6 powodów, dla których nie warto pójść do Ratuszowej

17321328_1226176364096343_10747519_n.jpg

W sumie zawsze korciło mnie, aby zaglądnąć do lokalu w podziemiach Ratusza. Na Wieży Ratuszowej już byłam. Wejście kosztuje 5 zł i możemy podziwiać całkiem ładną panoramę Starego Miasta.
W podziemia zapuściłam się dzięki All in Card (www.facebook.com/AllInCardpl/?fref=ts)
i wygranym bonie na 30 zł do Ratuszowej.
Gdyby nie ten voucher bardzo żałowałabym mojej decyzji. Tym bardziej, że na wizytę zdecydowałam się w Dzień Kobiet, czyli miała być to elegancka kolacja z ukochanym. Dlaczego nie była? Oto 6 powodów, dla których definitywnie odradzam Wam ten lokal.

17274712_1226176360763010_450188708_n.jpg

1.    Ceny. Po prostu astronomiczne. Gdyby nie All in Card zapłacilibyśmy za kolacje około 70 zł. Na szczęście koszt pizzy, dania głównego i dwóch herbat obniżył się o voucher.
2.    Jedzenie. Hmmm szału nie było. Kurczak faszerowany pomidorami i mozzarellą był bez smaku i do tego w rozmiarze mini. Pizza okazała się całkiem smaczna i odpowiednia rozmiarowo tylko dla jednej osoby.
3.    Brak dbałości o klienta. Przy tak wysokich cenach i renomie miejsca spodziewałabym się, chociaż darmowej przystawki. No i jakiejś ekstra promocji dla pań z okazji Dnia Kobiet.
4.    Obsługa. Nikt nie wskazał nam miejsca, pomimo, że poprosiłam o stolik dla dwóch osób. Kelnerzy byli raczej na średnim poziomie.
5.    Teatr. Tak, wiem, że brzmi to dziwnie. Już wyjaśniam. W podziemiach Ratusza mieści się filia Teatru Ludowego. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt, że ludzie czekający i idący na spektakl przechodzą przez restauracje i zaglądają gościom
w talerze. Na domiar złego nasz stolik był zaraz przy drzwiach do sali teatralnej, gdzie gromadzili się widzowie z biletami. W lokalu jest jeszcze drugie pomieszczenie, ale tam, jak się dowiedzieliśmy, są miejsca tylko dla dużych grup. Słabo.
6.    Wystrój. Miejsce ma potencjał. Piękna piwnica, do której pasowałaby średniowieczna aranżacja i stroje z epoki dla kelnerów. Zamiast tego jest wielka lodówka z napojami i krzesła jak z góralskiej karczmy.

17238339_1226176380763008_1288572386_n.jpg

Jednym słowem tragedia (dobrze, że nie grecka). Za taką cenę dostać takie rozczarowanie to skandal.
Podsumowując, już nigdy tam nic nie zjem. Wam też nie polecam. Drogo, mało, kiepsko, brzydko i nie komfortowo.
Ogólna ocena 1/10.

17238864_1226176437429669_1574390800_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
18788363_1299803163400329_1120510480_n.jpg

Czyli moje wielkie (małe) rozczarowanie.
Gdy tylko zobaczyłam w Internecie zdjęcie pancakes wiedziałam, że muszę ich spróbować
i że się w nich zakocham. Nie myliłam się. Mój pierwszy raz z tymi puszystymi naleśnikami o smaku Oreo był w Warszawie w Manekinie. Po pół godziny czekania na miejsce zjadłam pyszne, duże i sycące naleśniki, podane przez miłą kelnerkę i warte swojej wysokiej ceny.

18644536_1295474720499840_883521709_n.png

Wyobraźcie sobie moją radość, gdy odkryłam, że
w Krakowie na ul. Dolnych Młynów 10 otworzyli Mr. Pancake. Wizytę w tym miejscu odkładałam na specjalną okazję. Padło na najważniejsze święto
w roku, czyli moje urodziny. To był błąd.
W Mr. Pancake praktycznie wszystko jest na “nie”. Wystrój ładny, ale do bólu hipsterski. Ja rozumiem, że jest teraz taka moda, ale bez przesady żeby wszystkie nowe knajpy wyglądały tak samo. Menu lokalu daje szerokie pole do popisu, jeśli chodzi o wygląd. Można pójść
w cukierkową słodycz, cyrk, zabawki, Francję, Amerykę, Kanadę i mnóstwo innych rzeczy, które kojarzą się z tym rodzajem naleśników. Jedyne, co wygląda spoko to ściana z ciekawie wkomponowanymi miejscami na doniczki z zielenią.

17974394_1259222614125051_774404324_n.jpg

Druga rzecz na “nie” to obsługa. NIE podają menu do stolika. NIE podchodzą, aby przyjąć zamówienie. NIE przynoszą dania do stolika, tylko dostaje się jakiś pager, który może być fajnym rozwiązaniem
w tanim barze szybkiej obsługi, a nie w lokalu gdzie za dwie porcje naleśników i dwa napoje płaci się prawie 60 zł. NIE wykazują zainteresowania klientem, który podejdzie do baru, obsługują
z grymasem niezadowolenia na twarzy. NIE zasługują na napiwek.

17965554_1259222717458374_1916657614_n.jpg


Co do samych pancakes mam mieszane uczucia. Zamówiłam naleśniki z magic stars oraz dodatkową gałką lodów w piątkowej promocji za 1 zł. Spodziewałam się większej porcji
i zdecydowanie większej ilości gwiazdek. Było słodko, smacznie, ładnie na talerzu, ale nie sycąco. Nie najadłam się, a jeśli tyle płacę to oczekuje zaspokojenia głodu.

17974559_1259222694125043_763029692_n.jpg

Podsumowując, na drogi deserek z grymaśną obsługą można wybrać się raz, no może dwa, jeśli ktoś bardzo lubi pancakes. A potem pozostaje tylko liczyć, że gdzieś jeszcze otworzą restaurację
z pancakes na wyższym poziomie.
Ogólna ocena:4/10.
FB: www.facebook.com/pankejkkrakow/?fref=ts
WEB: mrpancake.pl

17974581_1259222647458381_2019155452_n.jpg
  • awatar greene69: Obsługa w lokalach jest bardzo ważna, bo sądzę, że bardziej wpływa na naszą ocenę niż samo jedzenie:)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

ameliarejmi
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 

Kategorie blogów