Wpisy oznaczone tagiem "nie polecam" (24)  

gdzietuwyjsckrakow
 
O tym jak całkowicie spieprzyć to, co wydaje się niemożliwe do popsucia.

27157431_1509555919091718_936755387_n.jpg

W ramach odkrywania smaków Zakopanego odwiedzam, co jakiś czas inna restauracja. Jeśli jestem w stolicy Tatr w środku tygodnia chętnie korzystam z ofert obiadu dnia w różnych karczmach. Tak właśnie pierwszy i ostatni raz trafiłam do lokalu Bacowskie Jadło.
Ta kuchnia regionalna jest jak górale:
z charakterem, wyrazista, pełna niespodzianek, prezentująca nieprzewidywalne połączenia. Wydaje się, że inspirując się tradycyjnymi wyrobami regionu nie da się zrobić nie smacznej potrawy. A jednak
w Bacowskim potrafili podać mi schab w sosie pieczeniowym z ziemniakami i kotleta schabowego, które były miałkie, nijakie, pozbawione smaku
i jakiejkolwiek magii kuchni góralskiej. Nawet około 20 zł za jedno danie jest tu zbyt wygórowaną ceną. Zdarzało mi się jadać obiad dnia za 15 zł, który był poezją smaków, a nie marną podróbką.

27157431_1509555919091718_936755387_n.jpg

Kelner wypadł podobnie jak obiad- słabo. Miał do nas dość olewczy stosunek. Jakbyśmy jedząc lunch dnia byli klientami gorszego sortu.
Jedynie ładny, klimatyczny zakopiański wystrój zdał egzamin. Ławy, skóry i drewno to elementy, których nigdy dość w podhalańskich karczmach.

27294520_1509555922425051_857780498_n.jpg

Podsumowując po prostu odradzam wizytę w Bacowskim, ponieważ idąc tam na obiad nie znajdziecie dań
z góralskim charakterem, ale coś na kształt stołówki w szkole.
Ogólna ocena: 3/10.
Adres: Zakopane ul. Nowotarska.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Jeszcze rok  czy dwa lata temu mnóstwo moich znajomych zachwalała Marco: ceny i smak potraw. Gdy tydzień temu poszłam tam na obiad przeżyłam głębokie rozczarowana.

28741245_1548888568491786_1439590390_n.jpg

W sumie w Marco byłam dwa razy. Pierwszy z moimi przyjaciółmi, gdy jadłam tylko zupę, która była smaczna.

21741784_1392331824147462_639022228_n.jpg

Drugi raz pod koniec lutego na pełnym obiedzie dnia za 16 zł.
Cena obiadu, w którego skład weszły: zupa, drugie danie i kompot jest zachwycająca. Smak daleki był od wzbudzenia jakiegokolwiek zachwytu.
Zupa- krem z białych warzyw nie miała nic wspólnego z kremem, ponieważ była za wodnista. Ponadto smakowała bulionem, a nie pietruszką, kalafiorem
i selerem. Jedynie groszek ptysiowy ze sklepu zdawał tu egzamin, chociaż było go stanowczo za mało.

28537070_1548888515158458_197181395_n.jpg

Kurczak a’la kebab wyglądał nawet dobrze, ale smakował bardzo przeciętnie. Stawiam, że niejeden kebab smakuje lepiej. Do tego paskudne puree z ziemniaków gotowanych.
Na tle tego wszystkiego kompot był prawdziwą poezją smakową.

28538007_1548888548491788_950577037_n.jpg

Marco nie ratuje wystrój, który jest nijaki i bez pomysłu, a jeśli już jakaś idea się tu pojawiła to była strzałem kulą w płot. Mam tu na myśli stoliki kawowe, fotele i sofy salonowe.

21754260_1392331844147460_1687343518_n.jpg

Jedynym pozytywnym aspektem jest obsługa. Panie są bardzo miłe i z niewymuszoną przykrością poinformowały moją koleżankę, że pomimo wywieszonego menu nie mają nic poza zestawami obiadowymi (a koleżanka chciała jeden z deserów).

Podsumowując albo Marco popsuło się na przestrzeni ostatniego półtora roku, albo ja ma zbyt wysokie wymaganie. Tak czy inaczej nie wrócę tam już.
Ogólna ocena: 2/10.
Adres: Kraków ul. Biskupia.
 

spoilerowo
 
4/2018

Nie. Nie i jeszcze raz nie. Zabierając się za czytanie tej książki spodziewałam się właśnie literatury dla nastolatków/młodych dorosłych. Co prawda mnie już bliżej do 30 niż do nastu, ale czasem jako odskocznie od innych gatunków, szybki przerywnik, lubię poczytać tego typu powieści.  Po książkę sięgnęłam z powodu: - pięknego tytułu, - świetnych opinii na Lubimy czytać, - okładki która wpadła mi w oko.

Główną bohaterką jest dziewczyna, która oświadczyła w swoim życiu przykrego wydarzenia.  Na początku nie wiemy co i kiedy się stało, dowiadujemy się tego z czasem. I to chyba jedyny plus całej książki, gdyby wszystko było wyłożone jak kawa na ławę, rzuciłabym to czytadło znacznie szybciej. Choć zdecydowanie można było przewidzieć co takiego się wydarzyło. Opis jej życia w nowej szkole, ‘maska’ którą zakłada na co dzień, poznanie nowych osób i relacje między nimi – tak w skrócie wygląda cała ‘akcja’. Miało być wzruszająco, miałam mieć pod ręką paczkę, a nawet tonę chusteczek.

Miałam napisać porządną recenzję, ale chyba mi się odechciało wysiłku na taki chłam. UWAGA będą SPOJLERY!!!


Nastja – przestała mówić od kąd przypomniała sobie co jej się wydarzyło. Nie chciała pytań rodziców/policji/znajomych więc wolała milczeć. Padła ofiarą przemocy, została napadnięta i dotkliwie pobita w parku, obrażenia bardzo poważne min. połamana w wielu miejscach dłoń. Dla dziewczyny to dramat ponieważ była pianistką, a po wypadku już nigdy nie będzie mogła grać. Po długiej rehabilitacji i dochodzeniu do siebie przeniosła się do innej szkoły. Tam poznaje Drew i Josha, z którymi po czasie zaczyna rozmawiać. Kolejnych 300 stron opis ich codzienności, imprez, relacji (baaardzo dziwnych). Pod koniec Nastja spotyka swojego oprawcę na wystawie obrazów, mówi mu kim jest, on wyjawia jej powody swojego postępowania (był załamany, ponieważ jego brat popełnił samobójstwo przez dziewczynę), pech chciał, że Nastja była do niej trochę podobna. Następnego dnia ów chłopak zgłasza się na policję, informacja trafia do mediów i wszyscy znajomi dziewczyny dowiadują się jaką skrywała tajemnicę. Oczywiście ona sama w tym czasie zniknęła i rozpoczęły się jej poszukiwania. W końcu wróciła, przytuliła się do Josha którego wcześniej zostawiła z niezrozumiałych dla mnie powodów (o tym później), on się cieszy, ale jednak stwierdza, że namówi ją aby znowu się rozstali bo w ten sposób łatwiej będzie jej uporządkować swoje życie (serio? nadal?). Tak też się dzieje. Po jakimś czasie Nastja wraca do Josha. Chłopak pyta co takiego zobaczyła kiedy umarła (po pobiciu jej serce się zatrzymało i była reanimowana – w książce bardzo często podkreślane i pokazywane jako jej śmierć – i fizyczna i trochę też metaforycznie, ponieważ później nigdy już nie była tą samą osobą). Odpowiedź brzmi „Twój garaż”. Kurtyna. Koniec.

Spieszę z wyjaśnieniem, że Josh był osobą samotną, stracił bardzo wcześnie wszystkich swoich bliskich. Jego pasją było rzemiosło, tworzenie drewnianych mebli. Warsztat mieścił się w garażu do którego często przychodziła Nastja – tam spędzali razem czas, poznawali się itd.

Po kilku dniach moje negatywne emocje dotyczące tej książki trochę osłabły, jednak nadal twierdzę, że czas poświęcony na jej przeczytanie był stracony. Niby kierowana do nastolatków, ale nie chciałabym żeby np. moja nastoletnia siostra to czytała. Ta książka nie niesie ze sobą żadnych pozytywnych przesłań, a wręcz szkodliwe. Pierwsze i to co najbardziej rzucało mi się w oczy to zachowanie chłopaków - generalizując : „coś schrzaniłem w życiu/ nie wyszło mi z dziewczyną która mi się podoba – prześpię się z inna na pocieszenie!”. Po drugie słowa Nastji „ Obrzydza mnie wyrażenie ‘kochać się’. Nie cierpię go. Nawet jak skończę sześćdziesiątkę, będę wolała mówić ‘pieprzyć się’ niż ‘kochać się’. „ Nawet gdyby doszukiwać się w tym ironii to i tak do mnie to  nie przemawia, a podsuwanie takich słów dorastającym ludziom, którzy jeszcze nie weszli w tę sferę życia nie jest niczym dobrym. W tym miejscu jeszcze wrócę do fabuły: Nastja po jakimś czasie ‘związku’ z Joshem postanowiła, że chce uprawiać z nim seks. Okej, przecież to nic dziwnego. Oczywiście nie powiedziała mu wcześniej, że była dziewicą. Na to też już przymknę oko, ale… mimo tego, że oboje tego chcieli, było cudownie itd., następnego dnia dziewczyna znika bez słowa, po prostu odchodzi od Josha. Bo tak.  Później tłumaczyła, że użyła go do tego, aby zniszczył ją do końca (bo to jedyna rzecz, która nie była w niej zniszczona). WTF??? Gdyby tego było mało, pewnego razu na imprezie inny chłopak próbował zgwałcić Nastję, tym absolutnie się nie przejęła. To właśnie seks z osobą do której coś czuła miał ją zniszczyć do końca.

Nie rozumiem przesłania tej książki. Generalnie wiem, że dziewczynę spotkało nieszczęście po którym nie mogła się otrząsnąć, swoim wyglądem i zachowaniem wołała o pomoc, ale gdy już znalazła kogoś godnego zaufania, z kim czuła się szczęśliwa to na własne życzenie to odrzuciła?? On oczywiście, aby się pocieszyć poszedł do łóżka z inną. Super.

Nie polecam. Chyba na długi czas odejdę od czytania Young/New Adult…
  • awatar zatopionawmarzeniach: Czytałam tą książke już jakiś czas temu, i mimo że nie jestem już nastolatką, pamiętam że historia tej dwójki i ich miłości bardzo mi się spodobała. Oryginalna, wręcz niebanalna, tyle jest teraz książek o miłości w których przewija się jedno i to samo, a tu właśnie nie, coś w końcu innego, troche szokującego, ale przy tym piękna.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Po wyjściu z dworca w Zakopanym naszym oczom ukazuje się PRL-owski klasyk architektoniczny, który “zdobi” okolicę odkąd pamiętam. Ostatnio postanowiłam zajrzeć do środka.

26940598_1505639979483312_44936635_n.jpg

Mogę śmiało powiedzieć, że była to moja pierwsza
i ostatnia wizyta.
Wiem, że wystrój musi pasować do wyglądu budynku z, zewnątrz, czyli musi być PRL z góralskimi elementami w postaci krzeseł, drewna i tkaniny
w kwiaty, ale tu chyba przesadzili z PRL-em. Samoobsługa, niemiła pani w fartuchu, która jedną szmatką ścierała wszystkie powierzchnie w zasięgu wzroku i brudna serwetka.

26996809_1505639949483315_733081777_n.jpg

Zamówiłam pierogi ruskie i kompot. W sumie 17 zł, czyli cena jak w barze mlecznym. Ja rozumiem, że cudów za takie pieniądze nie będzie, ale oczekiwałam przynajmniej przyzwoitych pierogów. Dostałam natomiast rozgotowane kluski z przesyconym cebulą farszem. Jedynie kompot był “zjadliwy”.

26994477_1505639936149983_1581871918_n.jpg

To wszystko jeszcze nic. Gwoździem do trumny okazała się toaleta. Czysta, ale płatna, nawet dla klientów baru. Nie dość, że płacę za paskudne pierogi to jeszcze muszę dorzucić 2 zł za toaletę, która nie zamyka się od środka.

Podsumowując po prostu nie idźcie nigdy do Baru Fis
Ogólna ocena 1/10.

Adres: Zakopane ul. Kościuszki.
  • awatar greene69: Słabo, jedzenie jedzenie ale płacić za toaletę jak się kupiło jedzenie to przeginka;/
Pokaż wszystkie (1) ›
 

spoilerowo
 
Trochę spóźnione podsumowanie mojego 'czytelniczego' roku. Tak na prawdę to pierwszego roku tak na poważnie. Nie będę ściemniać, że kochałam książki od dziecka i przeczytałam ich miliony, zanim jeszcze nauczyłam się dobrze mówić ;) Lektury w szkole szły mi kiepsko, choć przez większość starałam się przebrnąć. Jako wczesna nastolatka przeczytałam Harrego Pottera, później kilka książek D.Terakowskiej, P.Coelho :D i S.Kinga. Później były studia więc materiału do opanowania tyle, że jak już brałam jakąś książkę do ręki to była tylko związana z tym czego musiałam się nauczyć. Później drugie studia, pisanie magisterki i powtórka z 'rozrywki'.
W 2017 stwierdziłam, że nareszcie mam czas i chęci. Zapisałam się do biblioteki i... wciągneło ;) Pierwszy rok mogę określić jako rok zapoznawania się z różnymi gatunkami i poszukiwania tego co najbardziej mi odpowiada. Czytanie ma sprawiać mi przyjemność i pozwalać zatracić się w innym świecie, żyć i przeżywać wszystko razem z bohaterami - tak jak w czasie oglądania filmu. Trafiłam na kilka bardzo przyjemnych/ciekawych/wartościowych/wzbudzających emocje książek, całą masę 'takich sobie' i kilka na których się totalnie zawiodłam lub po prostu mi się nie podobały.

Najlepsza piątka z przeczytanych w 2017r:
1. To, co zostało - J.Picoult
2. Rok 1984 - G.Orwell
3. Ponieważ Cię kocham - G.Musso
4. Obiecaj mi - H.Coben
5. Kamieniarz - C.Lackberg
6. Maybe Someday - C.Hoover
7. November 9 - C.Hoover
Wyszło siedem zamiast pięciu, ale nie szkodzi. Dorzucę jeszcze Oskara i Panią Różę, Cień wiatru, Hopeless i Chemię Śmierci jako warte przeczytania.

Nie polecam:
1. Lesia - Chmielewskiej (jestem w zdecydowanej mniejszości, ale książka zdecydowanie mi nie pasowała)
2. Chujowej Pani Domu
3. Polskich morderczyń - Bondy (przez język i sposób napisania książki)
4. Kobieta która przez rok(...) - odłożyłam po 50 stronach, więc nie powinnam oceniać, ale po prostu mnie nie zainteresowała.

Największe rozczarowania:
1. Siostry
2. Promyczek
3. Dziewczyna z Brooklynu
Tyle było o nich dobrych opinii, że spodziewałam się wielkiego WOW. Niestety się nie doczekałam...
Pozostałe o których nie wspomniałam to takie, po które nie sięgnęłabym ponownie, ale nie żałuję czasu, który był poświęcony na czytanie.
  • awatar Anax: widzę, że jesteś bookholikiem :D ja także, tylko, że mniej publikuje na blogu. Można się potem powymieniać zdaniem/ opinią jeśli chcesz :D
  • awatar ms moth: Książki to coś wspaniałegp, nie wiem jak można nie lubić czytać :D ale aż takim molem jak ty nie jestem (choć może kiedyś). :P Widzę, że "Rok 1984" się spodobał, cieszy mnie to. Klasyk i majstersztyk. Od Orwella polecam również "Folwark zwierzęcy" i "Na dnie w Paryżu i Londynie" o ile jeszcze nie czytałaś. ;)
  • awatar Z półki mi spadło: @ms moth: Folwark zwierzęcy czytalam w szkole, ale chyba czas odświeżyć ;) o tej drugiej nie słyszałam - zaraz się z nią zapoznam - dzięki ;)
Pokaż wszystkie (4) ›
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Co zastałam w karczmie koło Bulwarów Wiślanych?Wydawać by się mogło miejscówka idealna: nad Wisłą, niedaleko Wawelu, w okolicy błoń, w drodze na kopce Piłsudskiego i Kościuszki oraz do zoo. Stoi tam drewniana karczma obwieszona neonowymi lampkami (Po co one? Nie wiem) z ogromnym ogródkiem piwnym.

23758428_1450996138281030_1658290773_n.jpg

Uważam, że otwieranie karczmy w Krakowie jest dość ryzykownym pomysłem, ponieważ ten typ lokali kojarzy się głównie z Zakopanem. No, ale Smil'y stoi i jakoś się kręci. No właśnie, jakoś…

Pierwsze, co uderzyło mnie po wejściu do środka to ciemność. Wnętrze wygląda trochę jak ciemna, drewniana chata czarownicy. I to jest całkiem dobry kierunek, który zaburza kilka czynników. Po pierwsze góralska parzenica na menu. Po drugie dwa telewizory, emitujące dwa różne programy jednocześnie, w tym obowiązkowo mecz. Generuje to specyficzną klientelę okolicznych panów- kibiców w średnim wieku. Mojemu Lubemu Smil'y skojarzyło się natomiast z przydrożną knajpą i dodam, że było to pozytywne porównanie. W ogóle co to za nazwa dla karczmy: Smil'y?! Tragedia.

22523663_1419052324808745_1381512261_n.jpg

Obsługa Smil'y poległa na całej linii. Gdy wchodziłam do lokalu akurat stali przy wejściu, palili papierosy i dyskutowali w taki sposób, że pomyślałam, że to jakieś żule zrobiły sobie tam przystanek na fajeczkę. Potem, gdy weszli i udali się na zaplecze zrozumiałam, że to personel. Śmierdzący dymem papierosowym personel. Dodatkowo najbardziej leniwy personel, jaki w życiu widziałam. Samoobsługa w pełnym wydaniu: podejdź do baru, zamów, zapłać, przynieś sobie danie, gdy pager się włączy. To byłoby jeszcze nic. Jeśli chcemy zjeść kiełbasę lub karkówkę musimy ją sobie sami grillować na rozpalonym w ogródku palenisku. To nie żart. Nie dość, że płacicie za kiełbasę to jeszcze musicie ją samodzielnie przyrządzić (WTF?!). Przynajmniej po posiłku jakiś chłopaczek zabrał nasze talerze. Chyba nie pracuje tam długo, bo uwijał się ostro w przeciwieństwie do reszty.

Jak łatwo się domyślić kiełbasy nie zamówiłam, chociaż miałam ochotę. Zdecydowałam się na pierogi z mięsem za 13 zł. Były bardzo dobre. Ciasto nie było rozgotowane, a farsz odpowiednio doprawiony i bez grudek. Ruskie smakowały już troszkę gorzej, ale tez ok. Tak samo jak frytki.
Do tego jeszcze dwa piwa i całość kosztowała 44 zł. Niby spoko biorąc pod uwagę, że porcje były słuszne, ale ze względu na samoobsługę spodziewałam się niższego rachunku.

22547574_1419052361475408_1887526201_n.jpg


22523831_1419052331475411_1539659307_n.jpg

Podsumowując to raczej nie moje klimaty. Nie pójdę tam więcej i nie wiem, komu mogłabym polecić Smil'y. Pomimo to uważam, że miejsce ma ogromny potencjał, tylko go nie wykorzystuje.
Ogólna ocena 4/10.
 

gdzietuwyjsckrakow
 

21469539_1389924917721486_1628236211_n.jpg

We wrześniu pokusiłam się na odwiedzenie ostatniej w tym sezonie lodziarni. Potem nastały dni, kiedy było mi wystarczająco zimno i lodów już nie potrzebowałam.

Do Nice Ice przekonała mnie ich tablica reklamowa z genialnym sloganem.

Ten napis i możliwość wyboru kolorowych rożków (czarny, zielony, różowy lub zwykły) to właściwie wszystko, co jest “nice” w Nice Ice.

Wybór smaków jest bardzo mały, a same lody nie rzucają na kolana. Totalną porażką było mascarpone z malinami. Owoce w lodach były zamrożone na kość i przyprawiały o ból zębów. Spodziewałam się raczej musu malinowego niż całych malin. To nie mogło się udać.
Kilka dni później dałam Nice Ice druga szansę, której również nie wykorzystało. Słony karmel okazał się dość przeciętny, niczym się nie wyróżniał. Lody nie warte są 3,50 za porcje + 50 gr. za wafelek.

22330825_1412331568814154_430692892_n.jpg

Wnętrze lodziarni jest urządzone w słodkich kolorach, ale bez polotu. Pomimo ciepłych barw nie sprawia wrażenia przytulnego i nie zachęca do konsumpcji na miejscu.

21585036_1389924924388152_1146483094_n.jpg

Podsumowując nie polecam Wam na przyszły sezon Nice Ice. Jest wiele lepszych i tańszych lodziarni w Krakowie. Jednakże Nice Ice jest idealnym przykładem, że reklama dźwignią handlu i dobre hasło promocyjne przyciągnie klientów.

Ogólna ocena 2/10.
Adres: Kraków ul. Krupnicza
 

greene69
 


Na kanale pojawił się właśnie nowy filmik o bublach.





Zapraszam do oglądania :)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Ostatnio mam fazę na chodzenie do barów mlecznych, stołówek i innych jadłodajni, które chwalą się, że serwują tanią domową kuchnię. Co z tego wynikło?

18643787_1295549543825691_752886960_n.jpg

Gdy stanie się przed wejściem Kuchnia Polska raczej nie zachęca. Metalowe krzesła i ceraty na okrągłych stolikach. Widok jak z prowincjonalnego baru w latach 90- tych. W środku lodówki z potrawami, które pomimo dziwności tego pomysłu wyglądają całkiem apetycznie.

17918725_1256092581104721_576289577_n.jpg

Zdecydowałam się na pierogi ruskie w cenie 10 zł za sporą porcje. Szczerze mówiąc dupy nie urwały… Niektóre były rozgotowane, ciasto za miękkie i zdecydowanie za duża ilość cebuli w środku. Zjadliwe, ale więcej nie zamówiłabym ich.

17888567_1256092704438042_1530551221_n.jpg

Panie, które tam pracowały były dość ciekawym zjawiskiem, bo chyba bawiły się w dobrego  i złego gline względem klientów. A właśnie, co do klientów, to dopiero był pawilon osobliwości: od eleganckich panów w garniakach po ulicznych żuli. W przypadku tych ostatnich zachowanie obsługi mogłoby być uzasadnione, ale ja przecież jak żul nie wyglądam.

17918562_1256092471104732_970919847_n.jpg

Podsumowując, Kuchnia Polska jest dość dziwnym miejscem i w sumie nie wiem, komu mogłabym je polecić…  Z jednej strony nie widzę powodu do wystawienia złej recenzji, a z drugiej wszystko było nie tak.
Ogólna ocena 2/10.
  • awatar Tęczowe marzenia ♥: Hmm obsługa powinna raczej dobrze się zachowywać... Mi też się nie podoba ten lokal ( oczywiście z wyglądu no bo nie byłam tam ) :).
  • awatar Your_Drug: Co nie którzy ludzie nie powinni mieć kontaktu z klientami... :/
  • awatar Kosmetyczneplum7: Pierogi ruskie to moja miłość . Obserwuję
Pokaż wszystkie (3) ›
 

gdzietuwyjsckrakow
 
6 powodów, dla których nie warto pójść do Ratuszowej

17321328_1226176364096343_10747519_n.jpg

W sumie zawsze korciło mnie, aby zaglądnąć do lokalu w podziemiach Ratusza. Na Wieży Ratuszowej już byłam. Wejście kosztuje 5 zł i możemy podziwiać całkiem ładną panoramę Starego Miasta.
W podziemia zapuściłam się dzięki All in Card (www.facebook.com/AllInCardpl/?fref=ts)
i wygranym bonie na 30 zł do Ratuszowej.
Gdyby nie ten voucher bardzo żałowałabym mojej decyzji. Tym bardziej, że na wizytę zdecydowałam się w Dzień Kobiet, czyli miała być to elegancka kolacja z ukochanym. Dlaczego nie była? Oto 6 powodów, dla których definitywnie odradzam Wam ten lokal.

17274712_1226176360763010_450188708_n.jpg

1.    Ceny. Po prostu astronomiczne. Gdyby nie All in Card zapłacilibyśmy za kolacje około 70 zł. Na szczęście koszt pizzy, dania głównego i dwóch herbat obniżył się o voucher.
2.    Jedzenie. Hmmm szału nie było. Kurczak faszerowany pomidorami i mozzarellą był bez smaku i do tego w rozmiarze mini. Pizza okazała się całkiem smaczna i odpowiednia rozmiarowo tylko dla jednej osoby.
3.    Brak dbałości o klienta. Przy tak wysokich cenach i renomie miejsca spodziewałabym się, chociaż darmowej przystawki. No i jakiejś ekstra promocji dla pań z okazji Dnia Kobiet.
4.    Obsługa. Nikt nie wskazał nam miejsca, pomimo, że poprosiłam o stolik dla dwóch osób. Kelnerzy byli raczej na średnim poziomie.
5.    Teatr. Tak, wiem, że brzmi to dziwnie. Już wyjaśniam. W podziemiach Ratusza mieści się filia Teatru Ludowego. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt, że ludzie czekający i idący na spektakl przechodzą przez restauracje i zaglądają gościom
w talerze. Na domiar złego nasz stolik był zaraz przy drzwiach do sali teatralnej, gdzie gromadzili się widzowie z biletami. W lokalu jest jeszcze drugie pomieszczenie, ale tam, jak się dowiedzieliśmy, są miejsca tylko dla dużych grup. Słabo.
6.    Wystrój. Miejsce ma potencjał. Piękna piwnica, do której pasowałaby średniowieczna aranżacja i stroje z epoki dla kelnerów. Zamiast tego jest wielka lodówka z napojami i krzesła jak z góralskiej karczmy.

17238339_1226176380763008_1288572386_n.jpg

Jednym słowem tragedia (dobrze, że nie grecka). Za taką cenę dostać takie rozczarowanie to skandal.
Podsumowując, już nigdy tam nic nie zjem. Wam też nie polecam. Drogo, mało, kiepsko, brzydko i nie komfortowo.
Ogólna ocena 1/10.

17238864_1226176437429669_1574390800_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
18788363_1299803163400329_1120510480_n.jpg

Czyli moje wielkie (małe) rozczarowanie.
Gdy tylko zobaczyłam w Internecie zdjęcie pancakes wiedziałam, że muszę ich spróbować
i że się w nich zakocham. Nie myliłam się. Mój pierwszy raz z tymi puszystymi naleśnikami o smaku Oreo był w Warszawie w Manekinie. Po pół godziny czekania na miejsce zjadłam pyszne, duże i sycące naleśniki, podane przez miłą kelnerkę i warte swojej wysokiej ceny.

18644536_1295474720499840_883521709_n.png

Wyobraźcie sobie moją radość, gdy odkryłam, że
w Krakowie na ul. Dolnych Młynów 10 otworzyli Mr. Pancake. Wizytę w tym miejscu odkładałam na specjalną okazję. Padło na najważniejsze święto
w roku, czyli moje urodziny. To był błąd.
W Mr. Pancake praktycznie wszystko jest na “nie”. Wystrój ładny, ale do bólu hipsterski. Ja rozumiem, że jest teraz taka moda, ale bez przesady żeby wszystkie nowe knajpy wyglądały tak samo. Menu lokalu daje szerokie pole do popisu, jeśli chodzi o wygląd. Można pójść
w cukierkową słodycz, cyrk, zabawki, Francję, Amerykę, Kanadę i mnóstwo innych rzeczy, które kojarzą się z tym rodzajem naleśników. Jedyne, co wygląda spoko to ściana z ciekawie wkomponowanymi miejscami na doniczki z zielenią.

17974394_1259222614125051_774404324_n.jpg

Druga rzecz na “nie” to obsługa. NIE podają menu do stolika. NIE podchodzą, aby przyjąć zamówienie. NIE przynoszą dania do stolika, tylko dostaje się jakiś pager, który może być fajnym rozwiązaniem
w tanim barze szybkiej obsługi, a nie w lokalu gdzie za dwie porcje naleśników i dwa napoje płaci się prawie 60 zł. NIE wykazują zainteresowania klientem, który podejdzie do baru, obsługują
z grymasem niezadowolenia na twarzy. NIE zasługują na napiwek.

17965554_1259222717458374_1916657614_n.jpg


Co do samych pancakes mam mieszane uczucia. Zamówiłam naleśniki z magic stars oraz dodatkową gałką lodów w piątkowej promocji za 1 zł. Spodziewałam się większej porcji
i zdecydowanie większej ilości gwiazdek. Było słodko, smacznie, ładnie na talerzu, ale nie sycąco. Nie najadłam się, a jeśli tyle płacę to oczekuje zaspokojenia głodu.

17974559_1259222694125043_763029692_n.jpg

Podsumowując, na drogi deserek z grymaśną obsługą można wybrać się raz, no może dwa, jeśli ktoś bardzo lubi pancakes. A potem pozostaje tylko liczyć, że gdzieś jeszcze otworzą restaurację
z pancakes na wyższym poziomie.
Ogólna ocena:4/10.
FB: www.facebook.com/pankejkkrakow/?fref=ts
WEB: mrpancake.pl

17974581_1259222647458381_2019155452_n.jpg
  • awatar greene69: Obsługa w lokalach jest bardzo ważna, bo sądzę, że bardziej wpływa na naszą ocenę niż samo jedzenie:)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

ameliarejmi
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

sylwcia94
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

sylwcia94
 
Na początek ciąg dalszy z serii "nie polecam bo gówno" :)
Zachciało mi się różowych perłowych paznokci więc kupiłam perłowy lakier z Miss Sporty ... może tak po 10 warstwach by jakiś ciekawy efekt był. Dałam 6 warstw i nadal były prześwity :/ Dobrze, że chociaż wysycha w tą 1 minutę. 8 zł nie majątek, ale nie lubię tak marnować pieniędzy na taki szajs :/

IMG_20160308_142850.jpg

Za to ten z tych tańszych za 3 zł z lokalnego sklepiku, kryje idealnie (wystarczą 2 warstwy). Tego z całą pewnością polecam. W ogóle lakiery tej firmy są bardzo dobre ;)

Tak jak wczoraj mówiłam ... dzisiaj pochwalę się przeróbką bluzki. Trochę mi to zajęło, bo musiałam zwężać ją ręcznie, bo mój ojciec broni swojej maszyny do szycia przede mną żeby mu czasem nie zepsuła. :D

Na szczęście efekt jest zauważalny hehehe :D

IMG_20160311_114436-vert.jpg

Kotek w pracy cały dzień, nie mam co robić ... więc następny cel - przerobić sukienkę :D

A teraz pytanie do Was ... gdzie znajdę taką bluzeczkę? ;)

IMG_20160311_111337.jpg
  • awatar Róża Fruzia ♕: Widać efekt przeróbki! :) Podziwiam za wytrwałość szycia ręcznego. Jaką maszynę ma twój tata, skoro broni jej jak lew? ;) A gdybyś spróbowała namów tatę niech nauczy Ciebie szycia na maszynie. Da radę? :)
  • awatar Floe: Lakiery z Miss Sporty w ogóle są beznadziejne. Ja rozumiem, że za taką cenę nie ma co się nastawiać na super jakość, ale, do wuja wafla, trwałość jednogodzinna? To już te z biedry wytrzymują dobę.
  • awatar gość: Gratuluje eksperymentów XD ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

sylwcia94
 
Zawsze jak się wiosna zbliża mam ochotę na jakieś zmiany :D Korzystając z ogromnej ilości wolnego czasu posprzątałam już prawie we wszystkich szafkach ... koniec sentymentów, czas pozbyć się starych śmieci i zrobić miejsce na nowe lepsze. :D

Ostatnio niechcący pozbyłam się ulubionej paletki :/

IMG_20160229_070508.jpg

Starcie paletka konta płytki, wygrały oczywiście płytki :/

Oczywiście pech mnie nie opuszcza. Zawiodłam się na mojej włosowej przemianie ... fryzjerka obciachała za dużo włosów (a już takie długie miałam :() i do tego znów mam czarne kłaki. Ten "subtelny ciemny brąz" ... to taki "wcale nie subtelny w ch*j mocny czarny" :/ Nie polecam! Od dzisiaj trzymam się ulubionego Garniera ... nikt już nawet za darmo mi tego gówna nie wciśnie.

IMG_20160309_100203.jpg

Nieszczęść ciąg dalszy ... tydzień męczarni z bolącym nadgarstkiem :/ A żebym to wiedziała dlaczego?

Bez tytułu.jpg

Ale żeby nie było, że tak źle mi się wiedzie, pochwalę się jakiego to mam wspaniałego mężczyznę. ♥ Tak mnie miło zaskoczył w dzień kobiet :)

IMG_20160309_091704.jpg

Dupa mi jeszcze większa urośnie i na nic się zdadzą moje ćwiczenia :p

Jak dobrze pójdzie jutro czekają mnie 2 albo i 3 przeróbki ubrań. Jak wyjdzie to się pochwalę ... jak nie to pewnie też hehehe :)

Miłego wieczoru życzę ;)
  • awatar Róża Fruzia ♕: Czekam na wpisy z przeróbkami!! :)
  • awatar Stworzona, by żyć: Bardzo fajnego bloga prowadzisz. Dodaję się do obserwowanych. Ferrero Rocher uwielbiam. I piękny zegarek dostałaś od swojego mężczyzny. Z paletą to współczuję, bo znam ten ból, a jeśli chodzi o nadgarstek to co się stało?! :O
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

kimib
 
Przesłodzone musztardy a majonez z wyczuwalnym octem w składzie.

DSC00174zn.jpg


Marynata octowa zbyt słodka

DSC00179zn.jpg


Smak i gatunek mięsa - słaba jakość

DSC00180zn.jpg


niesmaczne

DSC00204zn.jpg


Żurawina Owoce zbyt kwaśne

DSC00228zn.jpg


Mięso tłuste i żylaste (dodane do rosołu nie nadaje żadnego smaku)

DSC04031zn.jpg


Cierpki smak, słaba jakość

DSC04933zn.jpg


Dziwny smak mięsny

DSC04643zn.jpg


okropny smak i konsystencja glutów

DSC00084zn.jpg


Słaby smakowo, jakość oliwy słaba

DSC04025zn.jpg


Smak chemiczny proszkowy

DSC00116zn.jpg
  • awatar I'm Hope..: Te kabanosy są dobre no :((
  • awatar Martwica Serca`: co do Rote Grütze to to wlasnie takie ma byc :) to taki glutowaty kisiel. co do smaku to moze i faktycznie paskudne, ja jadlam zupelnie z innej firmy :)
  • awatar gość: Majonez kielecki jest pyszny, ale nie każdemu może smakować, ponieważ każdy z nas ma inny gust i smak.
Pokaż wszystkie (17) ›
 

amsisley
 
amsisley:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

amsisley
 
amsisley:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

kosmetykomaniaczka
 
Skuszona wieloma pozytywnymi opiniami na temat tej maski postanowiłam ją przetestować i niestety nie polubiłyśmy się z tą maską w ogóle nie nawilżała moich włosów, miałam wrażenie, że są jeszcze bardziej przesuszone i strasznie sianowate jak dla mnie to bubel.

PLUSY:

+ dostępność
+ cena
+ zapach

MINUSY:

- włosy po niej miałam jeszcze bardziej sianowate   niż mam
- nic nie robiła z włosami
- nie nawilżała

A wy jakie macie opinie na jej temat ?
  • awatar hairlovelo: Nie kupuje jej właśnie dlatego, że ma wysoko alkohol w składzie, i balam sie przesuszenia ;)
  • awatar kosmetykomaniaczka20: @hairlovelo: Mimo, że ma wysoko alkohol w składzie u większości dziewczyn się sprawdza a u mnie niestety nie, nawet strasznie ręce mi przesuszała ;/
  • awatar hairlovelo: A stosowałaś ja często czy raz na jakiś czas?
Pokaż wszystkie (14) ›
 

lalkazombie
 
Lalka Zombie: Coś mnie wczoraj podkusiło i kupiłam kredkę do oczu INGLOT.
Najgorsza kredka ever!
Pomalowałam nią nie tylko oczy ale i ręce, aż po nadgarstki, policzki i trochę parapetu :( Żeby nie było - nie jestem ofermą, maluję się od 14 r.ż. i jeszcze nigdy nie było takiego problemu. Kredka jest tak beznadziejnie miękka, że odbija ślady wszędzie.
Wrzuciłam ją do zamrażarki na 10 minut w nadziei, że stwardnieje. Oh losie! Jak bardzo się myliłam. Kredka po prostu była zimna, nadal się mazała jak popadnie.
NIE POLECAM!
 

angelsdream
 
Nadrabiamy z Misiowym przeróżne filmy. Jedne podobają się nam bardziej, inne mniej. Ale ten - Cosmpolis - nie spodobał się nam wcale! Nudna, przegadana realizacja, nastawiona na epatowanie powierzchownym obrzydlistwem ludzkości. Ja rozumiem, że Robert musiał odreagować Zmierzch, ale scena z badaniem prostaty to była nawet nie przesada, tylko pustka. Zakończenie bez pomysłu. Wszystko bez pomysłu. W pewnej chwili bohaterowie nadal gadali, a ja już uczyłam Fejna obrotów...

1/10

Bo to naprawdę nieporozumienie.
  • awatar cosmo7: AHahahahah! Pjona!
  • awatar AngelsDream: @cosmo7: Dla niektórych ten film jest wybitny. Nie rozumiem tego i mnie to zadziwia.
  • awatar cosmo7: @AngelsDream: Czasami ludzie chcą być oryginalni i hmmm... ogólnie czuć się lepszymi, jeśli czemuś bezsensownemu nadadzą sens...
Pokaż wszystkie (3) ›
 

angelsdream
 
Pięćdziesiąt twarzy Greya - książka, którą zachwyca się świat, książka podobno odkrywcza, podobno pasjonująca.

A to tylko słabiutki, zmodyfikowany fanficzek do Zmierzchu z obowiązkowym (koniecznie niezwyczajnym!) seksem, którego zabrakło w macierzystej serii.

Coś cały czas znajomo podzwaniało.
Tylko przejrzałam fragmenty i już wiem, że - jeśli to kiedykolwiek przeczytam - umrę z nudów zmąconych żenadą oraz histerycznym śmiechem.
  • awatar Níðhöggr: Ja przeczytałam. Dlatego rozwaliła mnie cała witryna Empiku zawalona tym.
  • awatar Mandrake: ło matko... nawet nie chcę na to patrzeć.
  • awatar gorzka żołądkowa: po przeczytaniu około 20 stron zaczęłam się zastanawiać czy świat "zdurł był" już do reszty czy ja jestem dziwna. straszne! kojarzy mi się z gimnazjalistkami z głównej pingera :/
Pokaż wszystkie (5) ›
 

mishon
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

czytaczka
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 

Kategorie blogów