Wpisy oznaczone tagiem "nowy dzień" (23)  

badbunny
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Bad Bunny:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

badbunny
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Bad Bunny:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

twojcukierkowysen
 
twojcukierkowysen: mamy nowy rok, nowy miesiąc, parę chwil dzieli nas od nowego dnia... Nie rozumiem tego całego szumy wokoło całego "nowego roku" dlaczego nie ma takiego szału kiedy nadchodzi nowy dzień ? Nowy dzień daje dużo więcej, ale my tego nie dostrzegamy, przegapiamy to....
 

twojcukierkowysen
 
twojcukierkowysen: nadszedł nowy dzień...
pasowałoby jakoś go powitać...
więc...
Witaj Nowy Dniu mam nadzieje że przyniesiesz chociaż trochę radości.
 

firstdayinnewlife
 
Cofnąłem się do Mikiego, a tam było ich nagle tak dużo! On zbliżył się pod drzwi. Szło ich na nas 6, po trzech dla każdego. Każdy z nich wyglądał jak by się tam kiedyś uczył. Z jednym chyba ktoś walczył, bo miał wbity ołówek w ramię. Wszyscy przemienili się na wskutek ugryzienia. Jeden miał ślad na szyi, drugi na ręce, a jeszcze inny rozdartą koszulę i ugryzienie na ramieniu. Zakrwawione postacie szły powoli w naszą stronę. Mikiemu zszedł uśmiech z twarzy, lecz nadal było widać iskrę w jego oczach. Opuścił swoją siekierę na ziemie. Nie spuszczając wzroku z bestii podniósł powoli łopatę. Bez gwałtownych ruchów wstał i uniósł ją nad głowę. Lewą nogę wysunął troszkę do przodu i wziął zamach. Po kilku sekundach łopata leciała ostrzem w grupę umarłych. Leciała jak oszczep i wbiła się prosto w brzuch najbliższego,  powalając go. On nadal się ruszał, ale to zdecydowanie go spowolniło. Teraz najbliższy był po prawej stronie. Oznaczało to, że kolejny trup należał do mnie. Mikołaj już spokojnie pochylił się po swoją zakrwawioną siekierę.  Razem z przypływem energii, która przepłynęła przez moje ciało poczułem niepodobną do mnie odwagę. Tego dnia najwidoczniej coś się we mnie zmieniło. Zmężniałem i stałem się odważniejszy. Zrobiłem dwa kroki w przód i wziąłem zamach od boku toporkiem, aby ugodzić umarlaka w skroń i wtedy usłyszałem odgłos drzwi za moimi plecami. Wbiłem go jednym, płynnym ruchem w czaszkę umarłego i szarpnąłem go w moją stronę. Trup runął na twarz, przede mną.
 

firstdayinnewlife
 
Przestałem się nad tym zastanawiać i wyszedłem za nim na zewnątrz. Widać było, że coś poszło schodami w dół zostawiając ślady krwi. Nie zastanawialiśmy się co to było, tylko ruszyliśmy w stronę naszej sali. Było pusto, ale i tak szliśmy ostrożnie. Narzędzia od czasu do czasu puknęły o siebie. Torba na szczęścia mocno tłumiła dźwięk. Teraz tylko niech Adam otworzy nam drzwi. Spoceni z nerwów przyspieszyliśmy kroku. Widać było, że w stronę naszej sali szła jakaś postać z otwartą raną. Były nowe ślady krwi, które nie świadczyły nic dobrego…  Jakieś narzędzie ocierało mój bok, to chyba była łopata. Przyspieszyliśmy kroku bo jakaś postać pojawiła się za nami. Dochodziliśmy już do drzwi i zobaczyłem trupa w korytarzu prowadzącym do magazynu. Na razie nas nie widział. Adam nadal nie otwierał drzwi. Umarły za naszymi plecami był już coraz bliżej. Miki uderzał nerwowo pięścią w drzwi, a ja już miałem do niego podejść, gdy wszystkie narzędzia z hukiem wylądowały na posadzce. Torba przetarła się i rozerwała. Zagarnąłem narzędzia pod drzwi. Nie mogliśmy ich wtedy stracić. Umarły po lewej się odwrócił i szedł ku nam, a ten za nami przyspieszył. Mikołaj ruszył naprzeciw pierwszemu umarłemu. On był coraz bliżej, a ten przy magazynie ruszył ku nam. Ja miałem najwidoczniej się nim zająć. Podszedłem w jego stronę i straciłem Mikiego z oczu. Był on w drugim korytarzu. W duszy błagałem, żeby Adam otworzył już te cholerne drzwi! Miki mnie zawołał, więc jednym susem doskoczyłem do zmarłego i płynnym ruchem rozpłatałem toporkiem jego czaszkę. Krew bryznęła na moją twarz. Zesztywniał i upadł na ziemię. Poczułem dziwny przypływ energii. Patrząc na martwą postać leżącą na ziemi, która drga od konwulsyjnych skurczów mięśni we własnej krwi. Ten widok napawał mnie zachwytem. Jeszcze parę dni wcześniej nie mógł bym uwierzyć, że będę musiał zabić, aby ratować siebie i najbliższych…
 

firstdayinnewlife
 
Wracając do Mikiego, cały czas kucał przede mną i patrzył czy wracam do siebie. Szturchnął mnie w nogę i zapytał czy ze mną jest już wszystko dobrze. Kiwnąłem głową, a on wstał.
-Musimy się stąd wydostać. Na szczęście mamy tutaj do tego odpowiedni sprzęt.- powiedział biorąc wiszącą na ścianie siekierę i obracając ją w rękach.
-Chcesz z nimi walczyć?- zapytałem
On podał mi rękę, aby pomóc mi wstać i powiedział z uśmiechem na ustach:
- Jeżeli ty też znajdziesz sobie broń to nie będzie żadnego problemu.
W końcu coś dla niego. Miki uwielbiał grać na komputerze w wszelakie gry, w których mogłeś zabić. Teraz mógł się przekonać jak to jest. Tylko jak te bestie się zachowają? W grach zabijało się tylko ludzi, albo kosmitów. Musieliśmy spróbować, ale najpierw zapakowaliśmy do torby wszelkiego rodzaju młotki, łopaty i inne narzędzia, którymi moglibyśmy roztrzaskać głowy umarlakom. Przeszukaliśmy całą salę i wypełniliśmy torbę.  Założyłem ją na ramię, była trochę ciężka, ale w razie czego dałbym radę biec. W prawej ręce miałem mały toporek, a w lewej młotek. Tym razem Mikołaj był z przodu. Mi było się ciężej ruszać z tą torbą i jednak miałem zajęte obie ręce. Chwycił ławkę i pewnym ruchem przesunął ją od drzwi. Nie musieliśmy czekać, aż drzwi się otworzą, bo umarły napierający na drzwi od razu wpadł do środka upadając na twarz. Ja wtedy odskoczyłem do tyłu, a Mikołaj wyszedł zza drzwi i  pewnym ruchem wbił mu ostrze siekiery w głowę. Krew bryzgnęła w moją stronę. Zrobił to z taką łatwością. Nawet się nie zastanawiał czy to coś będzie cokolwiek czuło.
 

firstdayinnewlife
 
Wszystko nagle zwolniło. Klamka powoli opadła, a drzwi się uchyliły i w końcu pod moim ciężarem się otwarły. Upadłem na podłogę do niewielkiego pomieszczenia. Przymknąłem oczy i usłyszałem tąpnięcie przy moim uchu. Nagle coś ciągnęło mnie za ręce. Po kilku sekundach - chociaż nie wiem ile tak leżałem na ziemi, zaczęło robić mi się lepiej. Siedziałem oparty o szafkę, a Mikołaj kucał wpatrzony we mnie.Byliśmy w małym kantorku z szarymi, obdartymi ścianami. Niewiele światła wpadało przez małe okno, w którym z zewnątrz były kraty. Niewielkie biurko poniszczone od wbijania gwoździ, przy nim krzesło obrotowe bez jednego kółka. Na ścianie wieszaki na narzędzia. Jeszcze była tam wysoka szafa z zamkiem na klucz, ale była lekko uchylona i wystawała z niej jakaś część ubrania, prawdopodobnie kawałek płaszcza przeciwdeszczowego. W tamtym pomieszczeniu były również takie rzeczy jak miotły, wiaderka, czy rozsypane po podłodze jakieś śrubki. Musiał to być jakiś warsztat czy pomieszczenie konserwatora budynku. Na szczęście nikogo tam nie było, nikogo poza nami i przynajmniej jedną bestią za drzwiami. Musiałem na moment stracić przytomność, bo umarły był już pod drzwiami, które były zastawione ławką szkolną. Musiał to zrobić Mikołaj, bo ja nie byłem wtedy wstanie zrobić cokolwiek.

PS. Wpis krótki, wiem ,ale jutro będą, aż dwie części!
 

firstdayinnewlife
 
Przeprowadziłem wtedy szybki monolog w mojej głowie i zrobiłem krok do przodu. Wskazałem Mikiemu, który stał za mną schody w dół. Szybko, ale bardzo ostrożnie zeszliśmy na dół. Schodziłem już ze schodów gdy mojemu przyjacielowi zostały ostatnie dwa stopnie. Wtedy zrobiłem największy błąd tamtego dnia. Obróciłem się nie myśląc o tym, że on cały czas trzyma mnie za ramię. Mój obrót pociągnął go i noga osunęła mu się na schodach. Na szczęście się nie przewrócił, ale uderzenie o podłogę jego stopy wywołało głośne tupnięcie. Puste korytarze szkoły pogorszyły to wszystko i dodały jeszcze głośniejsze echo. Znów zatrzymaliśmy się w bezruchu. Usłyszeliśmy tylko chrząknięcie z góry i odgłos jakby się ktoś krztusił. Wtedy ruszyliśmy biegiem do przodu. Za daleko nie pobiegliśmy, po 10 metrach w ciemności natrafiliśmy na stalowe, masywne i sporych rozmiarów drzwi. Takie same jak te do magazynu. Możliwe, że to było właśnie drugie wejście. Szybko wziąłem Mikiego za rękę i pobiegłem spowrotem licząc na to, że jeszcze nic nie przywlekło się do korytarza, który był jedną drogą naszego powrotu. No było jeszcze wejście do góry, ale ta krew… To najzwyczajniej było zbyt niebezpieczne. Krew już spłynęła po schodach na posadzkę, na której robiła się powoli kałuża. Z naprzeciwka szedł „naszym” korytarzem jeden z trupów, a co najlepsze z góry też usłyszeliśmy człapanie! Zacząłem się pocić z nerwów, kolana mi się uginały i chciałem się czegoś schwycić. Poręcz była już zakrwawiona, ale zobaczyłem drzwi parę kroków ode mnie. Obraz powoli mi się zamazywał, chciałem usiąść, położyć się. Zrobiłem kilka kroków w przód i chwyciłem się klamki opierając się o nią. Moje ruchy wydawały się takie powolne i ospałe.
  • awatar Meet with culture: Dlaczego w tak dobrym momencie musiałeś skończyć ! Naprawdę świetnie piszesz i nie mogę doczekać się kolejnego wpisu.
  • awatar Zombie Story: @Meet with culture: Trzymam w napięciu!
  • awatar gość: Musiał zakończyć byś zajrzał do następnej części ;P
Pokaż wszystkie (3) ›
 

firstdayinnewlife
 
Miki zrobił krok do przodu, ale ja go zawróciłem. Pamiętam, że przykucnęliśmy w tamtym miejscu i myśleliśmy co mamy zrobić. Postanowiliśmy, że przeszukamy budynek i chcąc nie chcąc będziemy musieli walczyć z tymi potworami. Pewnie się zastanawiacie, jak chcieliśmy z nimi walczyć mając w ręku tylko nożyczki. Otóż Mikołaja zainteresowaniem, wręcz można powiedzieć, że pasją była straż pożarna. Znał bardzo dobrze owe struktury, techniki i wszelkie inne ciekawe rzeczy związane z tą organizacją. Wiedział, że gdzieś na drodze ewakuacyjnej powinna być siekiera i gaśnica strażacka. To drugie w tamtym momencie było nam nieco mniej potrzebne. Skupiliśmy się na siekierze. Poruszaliśmy się bardzo ostrożnie. Mikołaj trzymał cały czas rękę na moim ramieniu i szedł za mną. Oglądał się za nas czy czasem nie widać, żadnego niebezpieczeństwa. Moim zadaniem było iść bezpiecznym korytarzem do przodu szukając oznakowań drogi ewakuacyjnej. Doszliśmy do końca korytarza. Przed nami były schody do góry i w dół, a z drugiej strony wąski korytarz, którym przyszliśmy. Znów usłyszeliśmy te warczenie. Odgłos dochodził zza naszych pleców. Odwróciłem się, ale nic tam nie było. Miki w tym czasie patrzył z miejsca czy nie ma nic do góry. Nie wchodził na schody bo mieliśmy trzymać się blisko siebie. Warczenie wydawało się coraz głośniejsze. Wtem z góry zaczęło coś kapać. Bardzo gęsty czerwony płyn. To była krew. Staliśmy w bezruchu, coś jakby nas zahipnotyzowało. Tam na górze jakaś krwiożercza bestia właśnie zabiła kogoś. Oby to nie był Michael. Musieliśmy się wyrwać z transu, w który wciągnął nas strach przed śmiercią, ale nie potrafiliśmy...
 

firstdayinnewlife
 
Obróciłem się spoglądając jeszcze raz na Julię, ale Adam zamknął już za nami pomieszczenie. Co by nie patrzeć Mikrego brat miał równie trudne zadanie co my dwaj. Musiał pilnować tej grupy ocalałych i nie dopuścić do wybuchu paniki między nimi. Martwy, który przywlekł się tutaj za Weroniką musiał gdzieś odejść. Nie wiedzieliśmy gdzie iść. W prawo, czy w lewo? Powiedziałem Mikiemu, że powinniśmy iść prosto, bo tam są ślady krwi, które mogą nas do czegoś doprowadzić. Byliśmy na drodze ewakuacyjnej, tak wywnioskowałem patrząc na znaki prowadzące do wyjścia. Wszędzie było pełno krwi. Na podłodze ślad ciągnięcia krwawiącego ciała, na ścianach rozmazane odciski dłoni i do tego ta cisza… Zatrzymałem się po kilkunastu metrach podnosząc dłoń do góry. Mój przyjaciel wiedział, że to jest znak aby się zatrzymać. W bezruchu nasłuchiwałem, on robił to samo. Usłyszeliśmy ciche kroki i warczenie zza narożnika. Szybko przylegliśmy do ściany kontynuując słuchanie. Ociężałym krokiem coś kierowało się w naszą stronę. Miało uszkodzoną nogę, bo słychać było, że utyka i jedną kończynę bardziej ciągnie po ziemi. Mieliśmy zacząć uciekać spowrotem do naszej sali, gdy nagle usłyszeliśmy przerażający krzyk, przepełniony bólem.Odgłos dochodził z jakiegoś wyższego piętra budynku. To nas uratowało. Postać zawróciła i kroki powoli ucichły. Serce łomotało mi w piersi. Mikołaj zamarł pod ścianą szeroko otwierając oczy, które były skierowane na mnie. Wtedy zdałem sobie powagę sytuacji. Do góry mogli być jeszcze jacyś ocaleni...
 

firstdayinnewlife
 
Mikołaj rozejrzał się po sali i rzeczywiście nie było Czarnego. Wtedy on rzucił do mnie, że musimy iść zobaczyć czy nie ma go gdzieś w szkole i czy nie potrzebuje pomocy. Co mi wtedy przyszło do głowy, żeby się zgodzić? Nie wiem, czy to przez obecność Julki, czy przez to, że w młodości chciałem być bohaterem, no nie wiem. Bynajmniej przygotowania do wyjścia długo nie trwały. Musieliśmy się zabezpieczyć, gdybyśmy mieli walczyć.  Za wiele po tej sali nie mogliśmy oczekiwać. Miki wygrzebał gdzieś nożyczki, a ja nic nie mogłem znaleźć, czym mógł bym walczyć, więc wypakowałem resztę prowiantu z torby i zarzuciłem ją przez ramię. Wyjaśniłem, że może nam się przydać na wypadek gdybyśmy znaleźli coś przydatnego. To był genialny pomysł, ale o tym opowiem wam później. Najpierw skupmy się na szukaniu Czarnego.
Zostawiliśmy Adamowi mój zegarek, po to żeby kontrolował drzwi co dwie minuty, na wypadek gdybyśmy mieli szybko wrócić. Miki przyłożył ucho do cienkich, drewnianych drzwi i chwilę nasłuchiwał. Dał znak ręką, że możemy wyjść. Pocałowałem moją ukochaną i wyszliśmy. Za drzwiami nikogo nie było. Naprzeciwko nas był pusty i długi korytarz. Szeroki może na dwa metry. Po lewej stronie ustawione były niewielkie, metalowe szafki szkolne, a naprzeciw nich co jakiś czas drzwi do wszelakich pomieszczeń. Ściany miały kolor zieleni, jak w większości szkół. Ten kolor miał podobno uspokajać, ale na pewno nie w takiej sytuacji. Na poszarzałym suficie były w szeregach lampy. Stare jarzeniowe żarówki, po dwie obok siebie. Wszystkie były zgaszone tylko jedna na końcu korytarza od czasu do czasu mrugała. Korytarz na lewo od nas wyglądał nieco inaczej. Tutaj ściany również były zielone, ale bardziej wyblakłe. Spowodowane to musiało być tym, że na prawej ścianie były duże okna, przez które wpadało światło. Naprzeciw nich były drzwi i miejsca na plakaty lokalnych zespołów. Większość z nich leżała już na ziemi, a te które wisiały zostały do połowy zerwane i zwisały na ścianach. Korytarz miał około trzydziestu metrów długości, nieco węższy niż ten przednimi. Pamiętam, że na końcu schodziło się kilkoma stopniami do magazynu, który był wtedy zamknięty. Tamto miejsce było by dla nas świetnym schronieniem, zwłaszcza że mielibyśmy tam zapas jedzenia i picia, ale nie mogliśmy tracić wtedy czasu na siłowanie się z drzwiami, żeby tam wejść. Potężne, okratowane drzwi i tak wydawały się nie do pokonania. Nie mogliśmy zapomnieć o tym, że Czarny mógł nas potrzebować.
 

firstdayinnewlife
 
- Kto jej na to pozwolił? Przecież to było idiotyczne.- Krzyknąłem. Ruszyłem uchylić drzwi i zobaczyć czy jej tam nie ma.
Zobaczyłem ślady krwi i gdy podniosłem wzrok, Weronikę biegnącą w stronę naszej sali, a za nią jednego utykającego trupa. Otwarłem szybko drzwi i wpuściłem ja. Ona wpadła do pomieszczenia, a ja zaraz po tym zamknąłem drzwi opierając się o nie, aby to bydle nie mogło wejść do środka. Miki ruszył od razu do biurka i pchając je z Adamem zastawili drzwi. Przykładając ucho do drzwi można było usłyszeć ciche warczenie i cierpiące skomlenie w innej części budynku. Weronika usiadła i chowając się w swoich dłoniach cicho płakała. Julka przytuliła ją do siebie i zaczęła pytać co się stało, ale ta dziewczyna byłą tak przerażona, że choćby chciała coś powiedzieć to i tak nie dała by rady. Obróciłem głowę stronę Mikrego i kiwnąłem mu, że ma do niej podejść. Nie wiem czy chciał to zrobić, ale przewrócił oczyma i przytulił się do niej. Ona od razu schowała się w jego ramionach i troszkę się uspokoiła. Można było z nią rozmawiać. Podszedłem i przykucnąłem.
-Co tam widziałaś, że tak płaczesz?- zapytałem.
-Ehee, ehe, było ich kilku…-
-Co widziałaś?!- ciągnąłem nieco surowszym tonem.
-Były tam te dwie bestie. Jedna szła daleko korytarzem, a druga zaraz obok mnie jak wyszłam z łazienki. Ja byłam tylko po wodę, a ona mnie zaatakowała…- odpowiedziała dygocząc
-Mhmm. Rozumiem, a dlaczego odsunęłaś biurko i nikomu nic nie powiedziałaś?- kontynuowałem.
-Julka wiedziała, a biurko było już odsunięte. Czarny bardzo wcześnie rano gdy wszyscy spali, mówił, że wychodzi. Gadał coś o rodzicach i o tym, że nie może ich zostawić.-odparowała.
-Czarny?! Cholera, gdzie jest ten głupek.- Wykrzyknąłem. Moje zachowanie było idiotyczne, wręcz bardzo idiotyczne, bo wszyscy skupili swój wzrok na nas i zaczęli się niepokoić.
 

firstdayinnewlife
 
Spałem bardzo niespokojnie. Obojętnie jaki szmer mnie budził. Postanowiłem posiedzieć trochę i pomyśleć nad tym co powinniśmy zrobić dalej. W końcu jedzenia mogło by nam starczyć na jeszcze tylko jeden dzień. Usiadłem na parapecie delikatnie przesuwając pocichł ławkę opartą o okno, tak abym mógł jednym okiem wiedzieć co dzieje się za oknem, ale z zewnątrz nikt by mnie nie zauważył. Widziałem cały czas ten sam obraz. W ciemności wyglądające jak cienie, zakrwawione postacie ociężale poruszające się po ulicach i boisku przy szkole. Martwiło mnie to, że są tak blisko szkoły. Jednak niewielka grupa nastolatków, która się strasznie boi mogła by zginąć w starciu nawet z 3 umarłymi. Wystarczyła by jedna spanikowana osoba, która popchnęła by kogoś do przodu i już jest po nas. Panika i strach ogarniał nas wszystkich, a w razie takiego niebezpieczeństwa było tylko gorzej. Siedziałem długo, zmęczenie powaliło mnie tuż pod oknem. Nawet nie wiedziałem kiedy zasnąłem.  Gdy wcześniej budził mnie nawet czyiś zaspany ruch. Teraz nawet Mikołaj nie mógł mnie dobudzić. Wstałem jako ostatni. Wszyscy już zjedli, a Miki zostawił dla mnie bułkę i trochę konserwy. Była to jakaś ohydna szynka, ale z głodu nawet to wepchnąłem sobie do gardła.  Nauczycielka nadal obłąkana siedziała w koncie. Nawet nie wiem czy ona w ogóle spała. Chciałem podejść do okna i zobaczyć co dzieje się na dworze, gdy zobaczyłem, że biurko, które zastawiało drzwi jest odsunięte. Podbiegłem do Mikiego, aby go zapytać kto to zrobił, a on powiedział tylko, ze od rana tak jest. Julka wtedy mu przerwała i wyjaśniła, że Weronika poszła do łazienki jakiś czas temu i nadal nie wróciła.
 

firstdayinnewlife
 
   Reszta dnia minęła dość spokojnie porównując do poprzedniej części. Pamiętam, że wtedy studenci wypatrywali przez okno ocalałych ludzi. Drzwi mieliśmy zabarykadowane od środka. Mogliśmy się czuć bezpiecznie, ale mimo tego starałem się zachowywać czujność. Nie mogłem się na niczym skupić. Cały czas myślałem tylko o niej. Siedzieliśmy opierając się o ścianę. Obejmowałem Julkę ręką. Opowiadała mi o osobach które jeszcze przebywały z nami. Najbardziej przykuwała moją uwagę czarnoskóra osoba. Miał na imię Michael, ale wszyscy mówili na niego „Czarny”. Chyba się domyślacie dla czego? Dochodziła godzina 20. Zaczęło robić się ciemno. Prąd w szkole jeszcze był, ale na dworze nie zapaliły się żadne światła. Mikołaj podszedł do nas i usiadł. Zaraz po nim przyszedł Adam przyprowadzając tego egoistę. Zapytałem co dalej zrobimy, czy zostaniemy tutaj na jakiś czas. Mikołaj przypomniał mi o naszych rodzicach, o celu do którego musieliśmy się dostać. Wstał i wziął nasze torby. Dał wszystkim coś do jedzenia. Już w tamtym momencie było widać, że wszyscy zaczęli traktować nas na poważnie, a nie jak kolejnych, nic nie wartych ocalałych. Powoli staraliśmy się zdobyć autorytet, ale wtedy jeszcze tak o tym nie myśleliśmy. Gdy Mikołaj rozdzielał jedzenie Adam opowiedział mi czego dowiedział się od Czarnego o trupach. Mówił, że reagują na dźwięk, co zresztą zauważyliśmy już z Mikim ratując go. Wspomniał też o tym jak można je zabijać. Wtedy przypomniała mi się sytuacja ze szpitala, jak wbiłem ostrze w głowę tej bestii, a ona znieruchomiała. Dowiedzieliśmy się też, że trupy żywią się mięsem i że osoby które zostaną zranione lub zabite przez zarażonych, zmieniają się w nieumyślne kreatury. Mikołaj resztę wieczoru spędził z pewną dziewczyną. Julka powiedziała mi, że to jest Weronika, jej przyjaciółka z Lubonia. Robiło się już naprawdę późno. Mikołaj kazał przesunąć ławki od strony okien i zrobić swego rodzaju zaporę, która nie tylko zasłaniała okna aby nikt z zewnątrz nas nie zauważył, ale również dlatego abyśmy my nie widzieli rzezi która działa się za murami budynku, no i gdyby coś chciało się dostać od tamtej strony.  Ludzie, których widzieliśmy za oknami uciekali, zazwyczaj wpadając na martwych, którzy bez litośnie rozszarpywali ich i powoli pożerali żywcem. Najpierw dobierali się do tętnicy szyjnej, żeby człowiek przestał się ruszać, a potem rodzierali brzuch…
Drzwi były zablokowane biurkiem nauczycielki, ale tylko do połowy na wszelki wypadek gdybyśmy mieli uciekać. Wracając do nauczycielki, nie wiem co ona tam robiła. Na nic się nam nie przydawała w tych momentach. Wpadła w jakąś paranoję i siedział w miejscu przez cały czas naszego pobytu, patrząc się w sufit. Robiło mi się jej żal. Wszyscy kładli się już spać, kładąc na ziemi książki i zeszyty, żeby chociaż trochę izolować ciepło. Leżałem przy ścianie. Obok mnie Julka potem Weronika, Miki, i Adam. Reszta osób położyli się również w grupach rozrzuconych po całej klasie. Cały czas byłem przytulony do Julii. Już nie chciałem jej stracić. Wszyscy zasnęli…
 

firstdayinnewlife
 
Dalsza część ;)

Naszą misją było dostać się do szkoły. Miki potrzebował wtedy szybkiego auta, na wypadek gdyby martwi mieliby go w jakiś sposób złapać. Wokół nas stały jakieś samochody ale to nie było to. Obok Julki szkoły była bogata dzielnica, w której musiało znajdować się coś lepszego. Nie myliłem się.  Mikiemu aż usta się otwarły na widok połyskującego czarnego jaguara. Wyszliśmy z naszego wozu rozglądając się czy jest bezpiecznie. Czarne cudo stało na podjeździe przed ogromnym domem. W środku był chyba martwy, bo zasłony były zbryzgane krwią. Ktoś tam zginął. To auto nie było już potrzebne właścicielowi. Niestety było zamknięte. Szkoda było to robić, ale nie było innego wyjścia. Łokciem wybiłem szybę od strony kierowcy. „Szlak! Jak my to odpalimy bez kluczyków?” – wrzasnął Miki. Coś zahałasowało z tyłu posiadłości. Musieliśmy się spieszyć. Adam z szyderczym uśmiechem odepchnął mikiego i wsiadł do auta. Wyciągnął mały wiśniowy scyzoryk i schował się pod deskę rozdzielczą. Po kilku chwilach jaguar zawarczał . „Jak ten głupek to zrobił?!” pomyślałem. Adaś nadal z szyderczym uśmiechem, stał już koło nas na prostych nogach pokazując Mikiemu, że ma wsiadać. Widać było, że mój przyjaciel też był zdziwiony. Władował się do auta i zamknął drzwi. Dałem mu mój zegarek mówiąc  jak ma wejść do szkoły Julki i za ile ma wracać. Wsiedliśmy do Auta. Adam siedział z tyłu trzymając torby. Jeżeli akcja miałaby się udać to i tak mielibyśmy mało czasu na zabranie czegokolwiek. Miki miał jechać przede mną. Wycofał czarną bestie i zawrócił. Cudownie mruczała, a gdy przyśpieszał robiła się coraz głośniejsza. Tak, to było idealne auto do tamtej misji. Podjechaliśmy do głównej ulicy. On zatrzymał auto obok nas. Pozdrowił nas uśmiechem i z piskiem opon ruszył w stronę szkoły. Ryk auta zwrócił uwagę trupów. Poruszali się powoli za nim. Zaczął trąbić co zwróciło na niego uwagę wszystkich. Mnóstwo potworów biegło wtedy za nim. Bałem się o niego, ale nie mogłem już nic zrobić. Teraz ważniejsza była dla mnie moja Julia. Podjechaliśmy cicho do szkoły.
-Kurwa! Drzwi są zabarykadowane.- powiedział do mnie Adam, jakbym tego wcale nie zobaczył. W tym samym momencie jakaś postać w budynku pokazała nam palcem, że mamy się kierować w lewo. Objechaliśmy od tamtej strony budynek. Było pusto. Brak żadnej postaci, ani żywej, ani martwej. Ta sama postać pojawiła się w oknie. Wybiegliśmy porzucając auto za nami i kierowaliśmy się do tego okna. Adam dźwigał torby co go znacznie spowalniało. Wrzuciliśmy je przez okno, a potem sami staraliśmy się wejść. Podsadziłem tego barana i sam się za nim wciągnąłem na górę. Postać, która nam otworzyła okno była czarnoskóra. Zatrzasnęła okno i kazała nam biec za sobą. Powiedziałem, że się stąd nie ruszę, póki mój przyjaciel nie wróci. Zignorował mnie. Skurwysyn dbał tylko o siebie! Adam pobiegł do drzwi szkoły. Miał wskazać Mikiemu drogę tak jak zrobił to czarnoskóry. Po niecałych dwóch minutach. Mikołaj zdyszany podbiegł do okna. Dlaczego nie był w wozie?! Opowiedział mi, że bezpieczniej było wyskoczyć z głośnego auta, które zwracało na siebie uwagę i przybiec tutaj. Zgodziłem się z nim, to był dobry pomysł. Nasz plan się udał. Byliśmy w budynku. Teraz tylko odnaleźć Julkę…
Adam dołączył do nas i zaczęliśmy penetrować budynek szkoły. Najpierw skierowaliśmy się w kierunku gdzie pobiegł ten samolubny idiota. Sprawdzaliśmy sale lekcyjne, toalety, szatnie. Wszystko było puste. Martwiłem się coraz bardziej.  Sala numer dziewięć była zamknięta. Zapukaliśmy i nasłuchiwaliśmy czy ktoś tam jest. Martwych najwidoczniej tam nie było, bo nic z wnętrza sali nie było słychać. Adam powiedział, że szkoda tracić czasu pod tą salą i kazał nam iść dalej. Po kilku krokach ktoś otworzył salę. Błyskawicznie się odwróciliśmy i ujrzeliśmy postać, która wpuściła nas do budynku. Pokazał nam ręką, że mamy podejść. Ostrożnie skierowaliśmy się w jego kierunku i weszliśmy do klasy. Tam była większa grupa osób. Odnaleźliśmy grupę studentów. Była tam Julka. Podbiegłem, uściskałem ją i pocałowałem. Mikołaj przewrócił oczami i odwrócił się od nas. Rozmawiał z nauczycielką, a Adam z czarnym. Ogarnęło mnie wtedy nieograniczone uczucie szczęścia. Tak mocno ją kochałem. Zresztą moje uczucie do Julii nie zmieniło się, aż do dzisiaj. Okropnie mocno ją przytulałem…
 

thebest0f
 
Foczak ♥_♥: `Praw­dzi­wy człowiek dos­trzeże fałsz w oczach na­wet gdy po­witają go sze­rokim uśmiechem.
 

daria4816
 
Waga *59.5kg*

Obudziłam się kompletnie przybita.
Jakby pusta.
Poszłam o 10tej do Ł. pogadać.
Wypiłam kawę, gadaliśmy.
Oglądaliśmy fotki gdy był u K.
Z mamą Ł. też rozmawialiśmy o K.
Zrobiło mi się o niebo lepiej na duszy.
Gdy wróciłam do domu jakoś o 12tej zadzwonił.
K. zadzwonił!! :D
Chciał powiedzieć, że dojechał i wszystko ok.
Później zadzwonił drugi raz.
Żeby popisać na nk
I tak piszemy i piszemy jeszcze ;)
Napisał, że się chyba zakochał...
Kurwa!
Czemu musiał jechać??!


Idę do Ł.



//lonely_girl2
  • awatar Valette: Nie wiem dlaczego musiał jechać, ale cieszę się czytając "chyba się zakochał". Wbrew pozorom nie musisz chudnąć, bo mu się podobasz taka, jaka jesteś.
  • awatar lonely_girl2: @Valette: Uwielbiam Cię! :* Nikt nie potrafi tak podnieść na duchu jak Ty kochana :* <3 A schudnąć chcę dla siebie ;) I uda mi się! Żeby lżej mu było mnie nosić na rękach :D
  • awatar Valette: @lonely_girl2: no tak - dla siebie. Rozumiem ;) <3
Pokaż wszystkie (3) ›
 

axewint
 
PeggyBrown.:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

greenhope
 
Właśnie wstałam i tak sobie pomyślałam, że zobaczę co tam słychać na moim blogu. I tak se paczam, paczam i widzę, że całkiem nieźle się tu zaczyna. :D
Zaraz pewnie zjem śniadanko (jajko, bułka, kakao) :D.
Dzisiaj jeszcze na pewno będzie jakaś notka, albo nawet dwie. ;)
Takie na dzień dobry obrazki. :]
 

pomyje
 
sto milicjantów: Dawno jej nie słuchałam. Przesłuchana, tak jak Gotye teraz i obrzydzona nadmiarem, dziś powraca razem ze słońcem  i nowym dniem.

lykke li


i poszło dalej lawiną, tematycznie-klimatycznie:

nouvelle vague


xx


itd....
Miłego dnia...
 

carrie
 
.¤*¨¨*¤Suri.¤*¨¨*¤: Ello!
straszny dzisiaj upał! Ale mi się nudzi. Zaraz wykorkuję ;\ Mój chłopak wciąż nie jest dostępny na gg :[ nawet przyjacółka nie chce ze mną rozmawiać... Co za dzień!!!
  • awatar lazy. Kenn@: ^^ super profilek!!!!!!!! A i milo ze sie zgłaszasz :D
Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Kategorie blogów