Wpisy oznaczone tagiem "o sobie samym" (68)  

czytajnas
 
Czytelnicy Ładnego Domu to osoby planujące budowę własnego domu lub remont mieszkania, pragnące stworzyć swój niepowtarzalny styl wnętrza i ogrodu. Ekspertami Ładnego Domu są zarówno przedstawiciele branży budowlanej jak i sami czytelnicy, którzy chętnie dzielą się z innymi swoimi doświadczeniami budowlanymi.


Najnowsze e-wydanie:
www.nexto.pl/e-prasa/ladny_dom_p17737.xml?pid=154355

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Więcej gazet i czasopism znajdziesz tutaj:
masz24.pl/gazety-i-czasopisma-cyfrowe-wydania.html
--------------------------------------------------------------------------------------------------
 

czytajnas
 
W numerze:

Indie to państwo, które w obecnym kształcie narodziło się dopiero w XX w. Jest jednak przy tym politycznym zwieńczeniem przebogatej i prastarej cywilizacji. Jak pisze jedna z autorek tego wydania „PH” – subkontynent indyjski w swych dziejach to studnia bez dna: co do niej wpadło, zostawało tam już na zawsze, wpasowując się niczym klocek w układankę i wzbogacając niezmierność indyjskiej różnorodności.

Ten „Pomocnik Historyczny” jest przewodnikiem po tej różnorodności. Zbliża nas do zagadki narodzin indyjskiej cywilizacji i jej drawidyjsko-aryjskich korzeni. Pozwala poznać cztery wielkie religie subkontynentu: hinduizm, dźinizm, buddyzm i sikhizm. Prezentuje źródła systemu kastowego i jego mentalno-społeczne konsekwencje. Rejestruje kolejne słoje politycznych i kulturowych dziejów: rdzenną induską starożytność (z elementami hellenizmu), średniowieczną epokę muzułmańską (z perskimi naleciałościami), nowożytną zależność kolonialną (w roli perły brytyjskiej Korony), wreszcie współczesne poszukiwania tożsamości po uzyskaniu w 1947 r. niepodległości – przy jednoczesnym podziale subkontynentu na Indie i Pakistan. Te dwa państwa, dysponujące bronią nuklearną, są od chwili narodzin dramatycznie skłóconymi sąsiadami. A raptem wiek nie przeminął, gdy hinduscy i muzułmańscy liderzy ramię w ramię dobijali się o niepodległość wspólnych Indii.

Indie i Pakistan, pełne kontrastów, to ważne kraje na politycznej i gospodarczej mapie współczesnego świata. Są punktami odniesienia nie tylko dla regionalnych sojuszy i strategii. Indyjska diaspora zyskuje globalne znaczenie. Oba państwa – poszukując tożsamości – sięgają coraz chętniej do arsenałów nacjonalistycznych. Ale tym samym odwracają się tyłem do bogactwa wielokulturowej cywilizacji subkontynentu.


Najnowsze e-wydanie:
www.nexto.pl/(…)pomocnik_historyczny_polityki_p1265…

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Więcej gazet i czasopism znajdziesz tutaj:
masz24.pl/gazety-i-czasopisma-cyfrowe-wydania.html
--------------------------------------------------------------------------------------------------
 

panartur
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

panartur
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

panartur
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

panartur
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

panartur
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

panartur
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

panartur
 
W wielkich bólach, pośród głośnych krzyków i szaleńczych spazmów mentalnych wreszcie jest! Udało się zamknąć projekt i niebawem urodzimy nietypowy kalendarz...

Jak to zwykła mawiać Paulo, nasz miszcz i góró, tym razem również oświetlił nas swą mądrością na każdy dzień:

“Nie każdy kalendarz musi zaczynać się od stycznia”



Premiera 12 lutego w Warszawskim Trafficu. Pewnie będzie się działo ;)

1.jpg




Coś się znajdzie pewnie dla chętnych ;)
  • awatar Parole: a w środku jak się będzie działo?
  • awatar Pan Artur: @Parole: ciekawie :) pokażę po premierze :)
  • awatar doll_divine: hm.... boszz jeszcze pół miesiąca do premiery. A ja 12 będę w Wa-wie! :]
Pokaż wszystkie (5) ›
 

panartur
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

panartur
 
Radom-sradom.

Lubię jeździć krajową "siódemką", bo przyjemnie i względnie szybko. W Radomiu jak zwykle asfalt zwinięty na zimę, a w latarniach świetliki... tyle, że strajkują, albo zdechły z głodu.

Wyruszyłem o 18... i pięknie się jechało. Można by rzec, że wręcz "żarło", tak się jechało!

Żarło, żarło... i zdechło w pewnym momencie. Na wysokości Żdżar konkretnie.

Pod Białobrzegami wypadek busa i osobówki, ofiary śmiertelne, zablokowana trasa. Policja wytyczyła objazdy... no więc ja w ten objazd "sruuu"... Na zadupiach korek... A moje białe zwierzątko co na to? Wzięło się, najpierw zagotowało... potem płyn chłodzący dał dyla z układu... a następnie zamarzł był mi reduktor od gazu, w konsekwencji czego zgasł silnik.

Wszyscy wiedzą, że gaz w stanie ciekłym, który wtryskiwany jest do komory silnika musi najpierw zostać podgrzany do odpowiedniej temperatury, by zmienić się w  "mgiełkę", która dopiero może być spalana. Podgrzewanie następuje właśnie w reduktorze za pomocą nagrzanego płynu chłodzącego, który krąży w układzie. O ile jest. To krąży. U mnie właśnie przestał być... i przestał krążyć. :P

Zanim przestawiłem na benzynę... i zanim przepaliłem płynny gaz, bateria powiedziała "spierdalaj"... choć dałbym sobie łapę obciąć, że to było "ajlowju"... ale za bardzo się wkurwiłem, żeby jej tę czułość odwzajemnić.

Jako, że na zadupiu, w szczerym niemalże polu (bo posesja, przy której się zatrzymałem wyglądała raczej na pustelnię bardziej, niż na dom), to jedyne co mi pozostało, to assistance. Oddzwonili. Powiedzieli, że właśnie skończył mi się pakiet ekstra, a w standardzie nie ma pomocy w przypadku usterki samochodu. Ale mogą mi polecić znajomą firmę z Radomia, która mi pomoże...

No i pomogli. Jak sto pięćdziesiąt. A w zasadzie za 150zł... :P Laweciarz na miejscu podłączył prostownik... i odłączył. Potrzebowałem dosłownie 3 wahnięć rozrusznika, na które moja bateria nie miała już siły.

Yyyych... Dotarłem do Krakowa z ponad godzinnym opóźnieniem. Wnerwiony jak nie wiem co... i biedniejszy o dwie stówy (bo jeszcze płyn chłodzący).

Mam nadzieję, że limit pecha już wykorzystałem na ten miesiąc... :/

Dziękuję za uwagę. Dobranoc państwu.


______________________
Baj de łej: w międzyczasie minęło mnie co najmniej 50 samochodów osobowych (nie liczyłem TIRów), nikt nie zatrzymał się, żeby zapytać, czy przypadkiem nie potrzebuję pomocy.

Chujnia.
  • awatar Synestezja: co za kraj, co za ludzie :/
  • awatar Pan Artur: Ja, kiedy jeżdżę w dalekie trasy, prawie zawsze wożę ze sobą linę, kable zapłonowe, płyn chłodzący i olej - tak na wszelki wypadek, bo nigdy nie wiadomo co się może przydarzyć. I komu. A wczoraj, jak na złość, posprzątałem w bagażniku i zostawiłem wszystko w garażu - bo przecież co się może wydarzyć?! :P Ostatnio holowałem gościa do stacji benzynowej, któremu zabrakło paliwa na ekspresówce. Wdzięczny był, jak nie wiem co. W USA jak stoisz na awaryjnych, zwłaszcza na jakimś zadupiu, to KAŻDY się zatrzyma, żeby spytać, czy ok. U nas: jak nie masz CB, to się nie doczekasz na pomoc. A żeby ktoś chociaż z grzeczności się zatrzymał, to naprawdę - chyba w promilach można liczyć.
  • awatar Synestezja: @Pan Artur: wierzę :/ ostatnio pod domem mojej pewnej rodziny zatrzymał się samochód. jacyś goście przejechali już 400km i brakowało im 80 do celu podróży, jak im się samochód zepsuł. kuzyn im pomógł, byli w tak ciężkim szoku, że chcieli mu płacić :/ to tylko pokazuje, jak bardzo pomocny jest naród :/
Pokaż wszystkie (8) ›
 

panartur
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

panartur
 
Po dwóch dobach niezwykle nierównej walki, udało mi się położyć na łopatki pracę zaliczeniową... wypłodziłem w tym niechlubnym okresie antropologię organizacji, zatytułowaną "Wpływ kadry zarządzającej na wizerunek organizacji". Elaborat zamknąłem w trzynastu stronicach, czterema rozdziałami... mógłbym tam pisać i pisać, ale najzwyczajniej w świecie mi się nie chciało, zwłaszcza, że chłop zalicza prace o połowę mniejsze objętościowo... Mam jeno nadzieję, że trzynastka w tym przypadku nie okaże się pechową, ale tak pro forma, proszę o zaciśnięcie kciuków. Najwyżej będzie na zapas... w najbliższy weekend przede mną dwa ciężkie egzaminy... chyba najtrudniejsze w całej sesji, a motywacji jakoś nie ma :/

Chyba powinienem pójść spać. Rano pewnie będę się wstydzić tego wpisu :P

Dziękuję za uwagę.
  • awatar TaniecNocy...: Kciuki zacisniete powodzenia :)
  • awatar Parole: a jestę działkowcę;) czujesz jakiś wewnętrzny regres dzięki tym studiom?
  • awatar Pan Artur: @Parole: na razie nie czuję nic, poza cholerną sennością ;)
Pokaż wszystkie (5) ›
 

panartur
 
Zamówiona u Szwesty książka dotarła. Nie był to cały kilogram kapusty... nawet mniej niż pół kilo... i nawet nie kapusty, a Kapuścińskiego! :)

W środku zaskakująca zakładka ;)

IMAG0086.jpg


Kochanie, skąd wiedziałaś, że dziś na obiad będzie ryba?

IMAG0087.jpg







__________
P.S. Mam nadzieję, że mnie za to nie zabijesz? ;)
  • awatar szwesta: Hehehehe :D O cholera :D popłakałam się ze śmiechu :D
Pokaż wszystkie (1) ›
 

panartur
 
Moje sny w trakcie choroby bywają niezwykle specyficzne. I co ciekawe - zawsze je pamiętam. To bardzo interesujące zjawisko. Niesamowita powtarzalność, przeplatana niemalże geometrycznymi... albo inaczej: matematycznymi wręcz schematami, jest oznaką tego, że organizm się leczy. Jestem o tym przekonany. Zawsze, kiedy śnią mi się te wyjątkowe sny, po przebudzeniu czuję się lepiej. Dochodzę do wniosku, że ludzki mózg ma niesamowite zdolności. I ten pół-sen... albo pół-świadomość.

Śniła mi się różowa kaczka (taka cyranka, tylko w niesamowicie jaskrawym ubarwieniu), którą próbował przepędzić błękitny gołąb (taki zwyczajny dachowiec, ale w równie jaskrawych barwach, jak kaczka). Choć kaczka była o wiele bardziej sympatyczna i "usocjalizowana", o tyle gołąb był jej przeciwieństwem. Pamiętam, jak w końcu odepchnąłem gołębia, by móc pogłaskać kaczkę. Kaczka dotknęła moich ust dziobem i to był bardzo znamienny moment w tym śnie.

Później okazało się, że zaraziła mnie jakąś straszliwą chorobą - odczuwałem potworną gorycz w ustach, z których nieustannie wypływała mi brunatnozielona ślina. Nie mogłem tego powstrzymać, a to z kolei dyktowało mojej świadomości paniczny lęk przed odwodnieniem. Stałem przed lustrem, ze strasznie chudą twarzą, a z kącików oczu, z uszu i z nosa, spływały stróżki zielono-brunatnej krwi. Jak jakieś stygmaty.

Pomiędzy tymi wszystkimi scenami pamiętam ten charakterystyczny, matematyczny motyw - lniane płótno, zoomujące się niezwykle szybko i gwałtownie do mojego wzroku, niemalże do mikroskopowych kadrów i monochromatyczne fraktale pod powiekami.

Musiałem mieć strasznie wysoką gorączkę, bo po przebudzeniu koszulka i gacie były mokre, jakbym wyszedł spod prysznica.

Czuję się o niebo lepiej, choć nadal nie w pełni sił.

Niesamowite!
  • awatar doll_divine: strasznie kolorowe te Twoje sny. Mimo wszystko.
  • awatar Synestezja: wow... ja dzisiaj śniłam o jedzeniu :P
Pokaż wszystkie (2) ›
 

panartur
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

panartur
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

panartur
 
Nie doszedłem jeszcze do siebie, po nocnych eskapadach po okolicznych lasach, a znów jestem w Krakowie, padając na pysk... Rzeczywistość jest dla mnie nieco zbyt intensywna i zaczynam odczuwać przemęczenie. Nie jest dobrze.

Mija 23:00, leżymy sobie na łóżku i oglądamy "Trapped", w oczekiwaniu na dwóch kolegów, którzy wyskoczyli po zaopatrzenie na nadchodzący (sic!) wieczór.
Umówiliśmy się, że umilimy sobie czas winem i czekoladowym ciastem upieczonym na poczekaniu... i w oczekiwaniu na gości, oglądając ów film, zaczynamy przysypiać.

Dzwoni telefon, a w słuchawce na wpół przerażony i przemęczony głos jednego z kolegów, którzy urządzili sobie wycieczkę: "Hej... piłeś może już jakiś alkohol?"

- Jeszcze nie - odpowiadam. - Czekamy na was, ale jakoś wam nieśpieszno.
- A bo wiesz... zakopaliśmy się i nie możemy ruszyć.

Po krótkiej wymianie informacji, udało nam się zlokalizować ich na mapach google [świetny wynalazek!] i gdyby nie uwaga A., żeby podali współrzędne, pewnie poszukiwania ich w okolicznych lasach potrwałyby znacznie dłużej.

Wyruszyliśmy więc z misją ratunkową, uzbrojeni w linę holowniczą, szpadel, rękawice, kurtki i gorącą herbatę. Jechaliśmy całkowicie na czuja, ponieważ droga, po której się poruszaliśmy nie pokrywała się ze wskazaniami nawigacji satelitarnej. I wtem, jakieś 50 metrów od celu dzwoni telefon, a w słuchawce głos, z ostrzeżeniem, żebyśmy nie jechali dalej. Niestety, okazało się, że przyprószona śniegiem leśna droga,  okazała się zdradliwie ruchomym piaskiem, w którym oni własnie utknęli. My również. :/

Pierwotnie nie mogliśmy się zdecydować, który z samochodów wyciągać w pierwszej kolejności. Doszliśmy jednak do wniosku, że nie ma to absolutnie żadnego znaczenia, bo i tak obydwa muszą zostać uruchomione. Po kilku godzinach przekleństw, przeplatanych zabawnymi komentarzami (dwóch gejów i eks-para w nocy, w lesie, w dziwnych okolicznościach - sami wiecie), posypywania głów kilogramami piasku zmieszanego ze śniegiem, runem leśnym i bóg wie, czym jeszcze... udało się w końcu wypchnąć jeden z samochodów. Dopóki nie wybraliśmy spod silnika naprawdę dużych ilości podłoża, nie było możliwości ruszenia tego złomu. Taka samą operację powtórzyliśmy z drugim pojazdem.

Tak oto skrócenie sobie drogi z 17 km do 12 km, zakończyło się ponad czterogodzinną przygodą gdzieś w głębi Mazowieckiego Parku Krajobrazowego, w okolicach miejscowości o jowialnej nazwie: Krystyna.

Cały czwartek nie mogłem dojść do siebie, a nawał i intensywność pracy jeszcze bardziej pogłębiała stan makabrycznego zmęczenia.

Piątek miałem spędzić w łóżku, odnawiając siły, jednakże nieudolność mojego współpracownika jak zwykle obróciła w niwecz moje postanowienie.

Zmęczony... i najwyraźniej mocno przeziębiony - kończę tę opowieść, tęskno zerkając na łóżko. Tylko mózg wysyła sprzeczne sygnały - niby jestem zmęczony, a jednak spać mi się nie chce... :/

A rano najnudniejszy wykład pod słońcem, na którym - niestety - muszę być.

Dobrej nocy, Czytacze!
  • awatar Master of Disaster: To gdzie wy byliście, że po zaopatrzenie trzeba było jechać 17 km i to na dodatek przez las?!
  • awatar Katie: Tak to już niestety bywa, gdy chce się zaoszczędzić czas. Cieszcie się, że ktoś pomógł, bo byście spali w tym lesie ;)
  • awatar Pan Artur: @Master of Disaster: ja mieszkam w samym środku lasu... ;)
Pokaż wszystkie (5) ›
 

panartur
 
Sprawiłem sobie zajebisty prezent na święta :/ Niech to jasny szlag.

Trzeba chyba będzie jednak zacząć płacić mandaty w terminie, a nie czekać na koniec roku. A teraz zadziwiająco skuteczny jest Urząd Skarbowy. Chyba widmo kryzysu zajrzało urzędującym głęboko w oczy i złowieszczo wyszeptało wprost do ucha "to koniec, ciule!"...
  • awatar Parole: zgaduję, że miałeś niezapowiedzianego gościa.
  • awatar Synestezja: już wolałabym coś takiego niż to, co mnie zapewne czeka :/
  • awatar .Edith.: Już dawno tak działają . Mieliśmy taką sytuację trzy lata temu.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

panartur
 
Nie dość, że pogoda tragiczna, to jeszcze cały pierdyliard robót drogowych, co w połączeniu stanowi katastrofalną mieszankę dla kierowców. Dziś postanowiłem sobie wyruszyć wcześniej w kierunku Grodu Kraka, żeby bez stresu dotrzeć o ludzkiej godzinie na umówioną imprezę.

Po przebyciu ledwo ponad setki kilometrów zauważam osobliwą prawidłowość - ludzie w piątkowe popołudnia dostają małpiego rozumu i zaczynają się zachowywać wręcz absurdalnie. Za przykład mógłbym przytoczyć co najmniej 15 kierowców - a to mikrobusem wyprzedza ciąg samochodów jadących z niemałą prędkością, wymuszając na jadących z przeciwka gwałtowne manewry, a spychając jadących w kolumnie (w tym mnie) na bariery, tudzież do rowu. Jechali chyba w zespole... bo sytuacja powtórzyła się trzykrotnie. Kolejny eksponat wyprzedza z prawej... i ok, czasem i mnie się zdarza, gdy ciągnie się jakiś zawalidroga lewym, ale ten gałgan wspiął się na wyżyny: widząc, że manewr nie przyniesie skutku, wbił się przede mnie (wrąbałem mu się w drzwi!!!). Mrugnął awaryjnymi "w podziękowaniu" i dał dyla. Opad szczęki! Nawet nie zdążyłem się zszokować, a co dopiero spisać numery.
Nie ujechałem dalej, niż 15 kolejnych "kilosów", a pojawił się następny drechowóz, wypełniony jakimiś podskakującymi dziećmi na tylnej kanapie i przy prędkości grubo przekraczającej moją (a pomykałem ponad setkę) wpiernicza się przede mnie i po hamulcach, bo z podporządkowanej wyskoczył kolejny "inteligent". Dodam, że mgła, jak w Smoleńsku...

"Noż, kurwa jego mać!" sobie myślę... ale: zaraz, zaraz... Przecież to Radom.

Jedyne co mają tam fajnego, to tanie paliwo. :/

Koszmar jakiś!
  • awatar Synestezja: zainstaluj sobie kamerki i będziesz miał numerki... :P
  • awatar Pan Artur: To już prawie jak czarna skrzynka :P
  • awatar Embrion Mroku: Karo byłaby z Ciebie dumna za pointę! ;)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

panartur
 
Powiem krótko:


*wygraliśmy Złotego Spinacza!!!*

:d

Od jutra rozdaję autografy ;) Wątroba mi nie wyrabia...
 

panartur
 
W piątek gala wręczenia Złotych Spinaczy. Projekt został nominowany do nagrody... i zostaliśmy zaproszeni na bardzo preferencyjnych warunkach. Szykuje się najbardziej zadęta impreza w tym roku, na której będzie pełno przeróżnej maści osób, od których - nie ukrywamy - będziemy chcieli wydębić szmal.

Wszystko w atmosferze spiętych pośladków... Domyślam się skąd pomysł na nazwę nagrody.

Mnie jednak martwi to, że będę musiał wbić się w jakiś gajer... więc będę się czuł, jak baletnica w glanach...

Ogólnie słabo. A po gali kierunek Kraków. Chyba się skicham z radości.
  • awatar Synestezja: no nie pisz tak o tej imprezie, jeszcze jakiś potencjalny sponsor przeczyta! :P
  • awatar Pan Artur: Tym lepiej :) Nie skrywamy się pod płaszczykiem kurtuazji ;)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

panartur
 
Kraków miastem pełnym snobów jest - nie ulega to najmniejszym wątpliwościom. Muszę jednak przyznać, że jest to taki typ snobizmu, który jestem w stanie zaakceptować i który nie sprawia bólu. Warszawka niestety pada przy tym na ryj. To tak, jakby porównywać klasę malucha i mercedesa.

Weekend pozornie rozpoczął się już w czwartek panelem dyskusyjnym, którego tematem przewodnim było pytanie, czy czytanie jest modne? Korzystając z okazji, że mogliśmy względnie bez obciążenia pokłócić się z panelistami, nie wypadając przy tym z żartobliwej konwencji, okazało się, że wzbudziliśmy tym - jako jedyni - zainteresowanie mediów.

Piątek, aż do rozpoczęcia gali PIKowych Laurów, szykował się na niezwykle zadęty, jednakże po nominacjach, kiedy pewnym stało się, że nie otrzymaliśmy nagrody, uleciał w oparach absurdalnych rozmów przy szwedzkim stole, zakrapiany litrami czerwonego wina. I nagle okazało się, że cały półświatek literacki nieśmiało kibicuje naszej amatorskiej akcji. To wywiady krążą w eterze, a sygnały o tym docierają nagle nawałnicą sms-ów ["miło cię słyszeć w radiowej trójce, pozdrowienia z Edynburga"].
A to kurtuazyjne poklepywanie po ramieniu i fałszywe gratulacje... i naprzeciw temu szczere uśmiechy, słowa uznania i podziwu przeplatane znamiennymi słowy - "jesteście zbyt awangardowi na to hermetycznie betonowe środowisko wydawców".

Jakie to nobilitujące.

Wieczór zakończył się cudownymi, wręcz metafizycznymi rozmowami ze znakomitymi osobami. Po czym plebejsko - nachlany winem, obżerając się kebabem - ściskałem jakieś dziewczyny w knajpie z kanapkami, obdarowując je kwiatami, które wręczono nam na gali...

I tak sobie myślę, kiedy ten szalony weekend dobiegł już końca, że jeszcze trzy lata wcześniej taka rzeczywistość była dla mnie nieosiągalnym marzeniem, niczym lot w przestrzeń kosmiczną... A teraz splendor, autorytet i mnóstwo frajdy.

I tak sobie siedzę... i myślę... i ogarnia mnie żałość, że tak beznadziejnie chwilami marnuję czas i potencjał.

Pora zabrać się za siebie.

Daję sobie 180 dni.
  • awatar ponczoszka: 180 dni na?
  • awatar szwesta: Na cokolwiek te 180 dni przeznaczasz to mocno trzymam kciuki. :) I gratuluje sukcesu.
  • awatar Anela: i tak się stanie, czas start
Pokaż wszystkie (5) ›
 

panartur
 
Uhhh... jak tak dalej pójdzie, to wątroba nie wytrzyma nawet do końca pierwszego semestru.

Zaproszenie na parapetówę, na którą przybył cały milion ludzi, z których każdy chciał się ze mną napić, nie mogło skończyć się inaczej, niż katastrofą.

Zastanawiające jest jednak to, jak cudownym narządem jest ludzki mózg. Mimo, że kompletnie nie pamiętam, jak wróciłem do domu, to jednak do niego wróciłem. Pamiętam, że zgubiłem drogę... a mimo to, wróciłem :/

Sądząc po stanie pięt, musiałem przemierzyć cały Kraków wzdłuż i wszerz... a trampki nie nadają się na takie "spacery".

Obrządki zatem powitalno-integracyjne zostały dopełnione :)

Hej, tam! :D
  • awatar Master of Disaster: Po prostu zadziałał autopilot ;).
  • awatar Pan Artur: Najzabawniejsze jest to, że żadna taksówka nie chciała mnie zabrać...
  • awatar Poezjoholiczka: to tylko u mnie tak się leją na dworcu, że strach iść nocą? nawet tvn dotarł do tej kwestii xD
Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

Kategorie blogów