Wpisy oznaczone tagiem "odchudzanie" (1000)  

xhipotermiax
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

xhipotermiax
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

vermim
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

inevermind
 
Cieszę się, że nadal część z Was tutaj jest. To mnie motywuje do działania, wiecie?

Szkoda tylko, że tak mi brak tej samodyscypliny co kiedyś . Szkoda, że mój M. uważa, że jestem piękna taka jaka jestem i przez to nic nie chcę mi się robić. Wczoraj nawet zrobiłam mu sałatkę makaronową z wędzonym kurczakiem, a sama połowę zjadłam...

Dzisiaj szykuje się randka. Piękna kolacja, więc postaram się nie jeść nic do wieczora żeby bilans nie wyszedł 5458578kcal.

Później może uda mi się go namówić na ćwiczenia? :)
  • awatar GiaLexi46: uuua udanej randki! I powodzenia z namiawianiem na ćwiczenia haha
  • awatar Nuttkaa: nie rób dużych przerw od jedzenia po pozniej człowiek rzuca się na jedzenie jak lew :P przynajmniej ja tak mami jem kiedy już rzeczywiście burczy mi w brzuchu. Udanej randki i miło, że wróciłaś <3
  • awatar Lalka Zombie: miłego wieczoru :D
Pokaż wszystkie (3) ›
 

inevermind
 
KURWA KURWA KURWA KURWA!

Jak można się tak paść?! Jak można być taką grubą świnią i udawać, że wszystko jest w porządku? Jak można po każdych postanowieniach iść do sklepu po paczkę serowych chrupek, a to wszystko popijać gazowanymi słodkimi napojami?!

Jak z wagi 48 można ważyć 10kg więcej i nic z tym nie robić?!

Mój M. uważa, że jestem piękna, że lubi we mnie to ciało. Lubi mój tyłek lubi moje uda. Okej, tyłek może i jest w porządku, ale jest cały w cellulicie, który już nie jest taki fajny. Co do moich nóg zawsze były wielkie i wyglądają jakby były wręcz kwadratowe. I ta opona... Kiedyś miałam problem z wylewającymi się bokami, a teraz? Mam taki brzuch jakbym była w pierwszych miesiącach ciąży, a i boki zaczynają pokrywać moje plecy więc mam tak zwaną oponkę :/

Dlaczego mam tak mało samozaparcia w sobie? Dlaczego kiedy patrze na inne dziewczyny zazdroszcząc im ciała nie wezmę się do roboty żeby też tak wyglądać? Samo gadanie nic nie daje... Mój chłopak też chciałby zacząć ćwiczyć. Mieliśmy robić to razem, ale wstydzę się tego, że mam tak słabą kondycję. Mieszkamy razem, więc gotowanie bardziej zdrowo też wchodzi jak najbardziej w grę, ale on kupuje masę słodyczy, których owszem nie muszę jeść, bo mnie do nich jakoś specjalnie nie ciągnie, ale już słodkie napoje czy lody to moje słabości.

Chciałabym zrzucić kilogramy z kilku powodów:

♦ Żeby podobać się sobie i nie wstydzić się swojego ciała,
♦ Żeby nie słuchać już od rodziców: "dziewczyno weź się za siebie",
♦ Żeby podobać się bardziej swojemu chłopakowi,
♦ Mam koleżankę, która jest szczupła bardzo, a wiecznie zaczyna dietę.. Chcę po prostu udowodnić sobie, że chociaż w tym jestem od niej lepsza,
♦ Żeby nie musieć patrzeć na inne dziewczyny i zazdrościć im figury. Mimo, że jestem niska i nie wszystko do mnie pasuje jak np. długie obcisłe sukienki, to chcę mieć tą świadomość patrząc na te rzeczy w sklepie, że nie będę ich kupowała nie dlatego, że mam za dużą oponę, która w tym byłaby widoczna, tylko dlatego, że mam zbyt krótkie nogi i taka sukienka po prostu by mnie jeszcze bardziej skróciła...


Dziewczyny czas się za siebie wziąć...
  • awatar Perfekcja 22: Przylanczam sie do cb;)
  • awatar Nuttkaa: ćwicz z nim śmiało, słabej kondycji się nie wstydzi, ważne, że chcesz cośz tym zrobić
  • awatar GiaLexi46: no to nie ma na co czekać! bierzmy się do roboty razem! ♥
Pokaż wszystkie (3) ›
 

serdeleknadiecie
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

xhipotermiax
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

kraseczka
 
W powietrzu czuć już jesień.
Nie wiem, jak wy, ale ja lubię tę porę roku.
O ile dopisuje pogoda, jest słoneczko i około 20 parę stopni.
I w ogóle wrzesień jakoś tak dobrze mi się kojarzy.
W sierpniu na urlopie w PL była moja koleżanka.
Zanim wyemigrowała znałyśmy się 20 lat .
Od podstawówki.
Zmieniła się już dawno , nie było można na nią liczyć i w ogóle.
No i napisała wiadomość że jest w PL i kiedy możemy się zobaczyć.
Odpisałam jej, że mi pasuje wtedy i wtedy, chyba że ma jakiś inny do zaproponowania termin.
No i co cisza.
A była na urlopie 2 tygodnie.
Nawet nie odpisała.
Potem ja napisałam do niej , ale jak się okazało wróciła już do domu.
I ze tak jej głupio, ale im ma więcej czasu, tym ciężej jej się zorganizować.
No żal.
I to nie pierwszy raz kiedy tak zrobiła.
Nawet jak przyjeżdżała na tydzień lub na parę dni to zawracała gitarę i nie przychodziła.
Wtedy starałam się to zrozumieć.
A i jeszcze przy okazji wyszła inna kwestia, że zaczęła gadać z dziewczyną z którą się pokłóciłyśmy z X lat temu, która akurat jej odwaliła straszne świństwo. Więc cóż,tacy znajomi nie są mi potrzebni.
Chyba całkowicie ograniczę z nią kontakt.
Od jutra zmieniają mi rozkład jazdy busów. Będę wychodzić z domu 5.25 a wracać 17.10 .
Mam już dosyć tego.
4 h zmarnowane na dojazdy, ale nie stać mnie na wyprowadzkę.
Ciągle jakieś zdrowotne problemy, przez które ciężko odłożyć kasę, na wynajem kawalerki musiałabym wydać 2/3 pensji. Zastanawiam się nad wynajęciem jakiegoś pokoiku chociaż.
Ale zarabiam 2000 na rękę i odłożyć coś z tego będzie ciężko. A chciałam uzbierać na prawko i samochód jakiś.
Ale te dojazdy wysysają ze mnie całą energię i chyba będę musiała się zdecydować. Szkoda tylko, że nie mam jakiejś koleżanki z którą mogłabym wynająć. Będę musiała mieszkać z zupełnie obcymi ludźmi, ale cóż takie życie . Doradźcie co byście zrobiły na moim miejscu.
Co to diety i ćwiczeń to lipa oj lipa.
Brak czasu i wymęczenie tymi dojazdami powoduje że w tygodniu mam naprawdę mało energii. Ale staram się .
A taką figurkę już miałam i to zmarnowałam. Szkoda.
Tyle teraz na jesień super ciuszków , a ja nie mam figury .
  • awatar tease: Ja bym jednak poszukała pokoju do wynajęcia. 4h to dużo na dojazd. Młoda jesteś a 1/3 dnia spedzasz w drodze. ile mogłabyś zrobić innych rzeczy w tym czasie. Przy okazji poznalabys nowych ludzi, spróbowałabys czegos innego może twoje nastawienie by się zmienilo bo cos ostatnio widac ze kiepsko z toba psychicznie. A moze nowa praca by się też znalazla. trzeba ryzykowac poki sie ma mozliwosc. A z toksycznymi znajomymi nalezy zerwac kontakty.
  • awatar szachimatONA: Hej. Jeśli mieszkasz w mieście, to wynajmij pokój w akademiku lub bursie/internacie nawet jeśli nie jesteś studentką. Za 500 zł będziesz miała pokój samodzielny. A ochrona fajni ludzie i tak dalej. Ja tak mieszkałam zanim poznałam męża :) I nie chciałam jakiejś kawalerki czy pokoju z obcymi ludźmi. W akademiku nikt nie jest anonimowy. Jak Ci ktoś sprzątnie komputer i go zauważysz to beknie za to, a w takim mieszkaniu nieraz na czarno mieszkają bez umów zupełnie obcy ludzie i nie wiadomo co to za psychole, często podają fałszywe nazwiska bo nikt ich nie sprawdza okradają wspólokatorów, ćpają... dla kobiety to raczej ryzykowne jest. Na samochód spokojnie odłożysz tylko nie kupuj trumny na kołach typu czikłeczento tylko sejczento. Lepiej kupić 25 letnie audi niż 10 letniego matiza. Co do znajomych. Ja z niektórymi zerwałam całkowicie kontakt. Jak ktoś ma syf w moje życie wprowadzać to nie jest mi to potrzebne :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

neilja
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

jakmasznaimie
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

neilja
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

szachimatona
 
Dziś waga pokazała 87,7 kg :)

Nie wiem jak ja mogłam kiedyś ważyć 99 kg!
To był najgorszy czas w moim życiu...
:(
Teraz za mną już prawie 12 kg
Coraz mniej :D
Jestem bardzo zadowolona.
Miałam aż motywację by nie zjeść śniadania.

Z grubaska stanę się w końcu sobą. Grubas zmieni się w kruszynkę. Rodzina to padnie jak pójdę na tą imprezę w grudniu ! :)
Już widzę jak będą zbierać szczękę z podłogi.
Nie mogę się doczekać :)

Dawno nie byłam tak zmotywowana:)
Chciałabym włączyć treninigi.
Chociaż tą chodakowską codziennie. Teraz wreszcie czuję taką potrzebę.

Muszę tylko pamiętać o tym by nie dać się stłamsić dietetykom i zazdrosnym, i nie dać sobie wmówić że np nie będę miała witamin, stanie się ze mną coś strasznego jak schudnę itp.
A przecież w sadle w tym nadmiarze sadła które jeszcze mam są wszystkie niezbędne mi witaminy i minerały niczym w dobrze zaopatrzonej spiżarni dla organizmu. I kiedy nie dostarczam mu jedzenia on bierze ze swoich zapasów. Zchomikował sobie na czarną godzinę i czarna godzina nadeszła!

Dziś:
Nic
0
póki co.
Ale na pewno wypiję kawę z mlekiem i cukrem jak codzień i będę piła słodką herbatę - nie oddam! :D
 

lalkazombie
 
Lalka Zombie: Po cotygodniowym ważeniu i mierzeniu bilans wychodzi fatalnie. Ogółem +2kg i + miliony cm w obwodach. Demotywujące!
Czyżby te 3 michałki w tygodniu zrobiły aż takie spustoszenie w mojej diecie? A może to wina naleśników?... albo wszystkiego razem!
  • awatar old devil: za mało jesz - i żeby nie było - mówię całkiem poważnie
  • awatar Lalka Zombie: @old devil: ostatnio dużo żarlam
  • awatar old devil: @Lalka Zombie: wiesz idzie mi raczej o to, żeby jeść dużo ale dobrze jakościowo. wytłumaczyła mi to dietetyczka z którą bawiłem się jakiś czas temu (tak pod kątem diety pod sport). organizm to taka cwana bestia - jeśli dawać mu za mało to ten będzie odkładał zapasy - po prostu w samoobronie ale jeśli zacząć dostarczać mu sporo dobrego (jakościowo) żarcia szybko stwierdzi, że odkładanie zapasów jest mu nie potrzebne i że może zrzucić zbędny balast. a kiedy już dochodzi do takich wniosków nie potrzeba nawet dużo jakichś specjalnych ćwiczeń i innych udziwnień - waga po prostu sama leci w dół - sam tego doświadczyłem.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

xhipotermiax
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

kraseczka
 
Nie mam już sił walczyć ze swoim uzależnieniem.
Ze swoją słabością.
Ze swoją słabą wolą.
Ze swoim obżarstwem.
Dziś dzień zaczęłam dobrze.
Jajecznica z 3 jaj na masełku, kawusia, chlebuś .
Potem zaczęłam robić sobie obiad na dwa dni.
Miała być zapiekanka (makaron,cukinia,pieczarki, pomidory i na wierzch ser pleśniowy).
No i już obrałam te pieczarki i cukinię, pokroiłam to - minęło prawie pół godziny.
Swoją drogą w międzyczasie zaczęłam się zastanawiać jakim cudem niektórzy robią szybki obiad w 20 minut?
Mi tyle czasu zajmuje obranie, umycie i pokrojenie warzyw a co dopiero zrobienie obiadu.
No to przygotowałam sobie te warzywka, pomidory zblendowane już się wygotowywały do gęsta, makaron się gotował no to zaczęłam kroić ser.
No i ukroiłam kawałek żeby spróbować tego sera. Z tej akurat firmy kupiłam pierwszy raz i miałam dać znać facetowi jak będzie smakował.
No i się zaczęło.
W mojej głowie pojawiła się myśl. Ale bym zjadła jeszcze tego sera Poleciałam do sklepu i kupiłam dwa. Zjadłam je. Dwa całe krążki sera pleśniowego.
Teraz jest mi tak niedobrze że nawet tego obiadu z którym bawiłam się ponad godzinę nie chce mi się go jeść.
  • awatar szachimatONA: Najważniejsze to się nie poddawać ;) życie jest jak gra w której masz nieskończenie wiele szan:) więc jak upadasz to warto wstać i grać od nowa :) Mówi się trudno jutro będzie lepiej!
Pokaż wszystkie (1) ›
 

hononey
 
Jezu... Ostatni raz pisałam tutaj 78 dni temu... Ile się pozmieniało od tego czasu. Myślę, że jedynym sposobem na wynagrodzenie mojej nieobecności jest napisanie co się działo przez ten cały czas. Może uda mi się wszystko zmieścić w jednym poście, może mi to zajmie miesiąc... Zaczynamy:

Skończyłam ostatnie wpisy na tym, że dałam do wiadomości znać D, że po przyjeździe z Grecji będę się wyprowadzać. D oczywiście swoje, że się zmieni, że będziemy szczęśliwi. Kiedy mi nie obiecywał 7 cudów świata, to zwalał na mnie winę że (UWAGA!) ja mu nigdy nic nie mówiłam o tym, że czuję się samotna, że chciałam żebyśmy spędzali razem czas, itp. No ręce opadają... Mniejsza o to.

Nie chciałam Karolka zostawiać u D z tego względu, że D ma tendencję do odraczania spraw, tj. powie że zrobi coś za 10 minut a tak na prawdę zejdzie mu 3 dni. Do tego chciałam się uniezależnić od D i taki tygodniowy podbyt u kogoś innego dobrze by Karolka zahartował na 2 tygodnie kiedy miałam być w Polsce w sierpniu. Wolałam nie ryzykować z zostawianiem Karolka u D i umówiłam się ze znajomą, że będzie się nim zajmowała. Dzień przed wylotem zawiozłam Karolka razem z jego rzeczami do domu Lynn i Karolek miał swój własny pokój. Od razu mu się spodobało i biegał po całym pokoju.

Wróciłam do domu, następnego dnia wylot i wylądowałysmy z Mamą w Grecji. Cały czas czułam niepokój odnośnie Karolka bo miałam wrażenie, że nie je. Napisałam do Tracey, porozmawiała z Nim i trochę się uspokoił. Tydzień zleciał bardzo szybko. Dostałam mnóstwo cudownych wiadomości z drugiej strony - dla nie będących w temacie, zaczynają się we mnie budzić zdolności komunikowania się tak jak to robią "wróżki". Okazało się, że to było moim przeznaczeniem tam wylądować.

Wakacje udane, z Mamą odżyłyśmy. Wróciłam do Anglii. Odebrałam Karolka, spędziłam z Nim trochę czasu. Kiedy wreszcie się otrząsnął po tygodniu spędzonym poza domem, zaczął szaleć z kotami i podskakiwać z radości. Odebrałam go w czwarek a w sobotę już do pracy. Pojechałam na samo rano, potem wróciłam, spędziłam trochę czasu z Karolkiem. D już mi tak działał na nerwy, że nie wytrzymałam i wyrzuciłam mu wszystko w twarz. Na prawdę, aż się na niego darłam bo mi nerwy puściły i poszłam znowu do pracy. W pracy nocka i w niedzielę zostałam dłużej, bo miała mnie zmieniać moja dawna menadżerka. Posiedziałam ze 3 godziny i rozmawiałyśmy o pewnej osobie z pracy o której Wam wcześniej opowiadałam. Doradziła mi, żeby o wszystkim powiedzieć menadżerom, żeby trzymali na to oko. W międzyczasie dostałam wiadomość od D że z Karolkiem nie jest za dobrze. Leżał w kuwecie i nie chciał się ruszyć. Myślę sobie, że ma blokadę bo to już nie pierwszy raz przechodziliśmy.

Wrociłam do domu, dałam mu wszystko co mogłam i tak jak robiłam kiedyś ale nic nie pomogło. Trochę zjadł liści mlecza ale nic więcej nie chciał. W nocy nie ruszył się z miejsca. Wymieniałam butelki z ciepłą wodą i trzymałam go pod kocem, żeby nie dostał zapaści. Rano wzięłam do weterynarza. Obsłuchał i powiedział, że jelita zuepłnie przestały pracować i poda mu leki i weźmie na obserwacje. Na prawdę byłam pewna, że się z tego wyliże i w ogóle się nie martwiłam. Nawet przez myśl mi nie przeszło co mnie czeka. Odebrałam go pod wieczór. Wet do mnie, że Karolek spał. Zdziwiłam się, ale powiedział że to od leków, bo działają (normalnie Karolek rozpierdalałby całą klatkę do góry nogami, żeby tylko wrócić do domu). Nawet przyniosłam Karolkowi kuwetę, bo wiedziałam, że nie załatwi się do klatki w której go trzymali. Wet do mnie, że Karolek nie zrobił żadnej kupy ale to pewnie ze stresu bo tego dnia przyjeli dużo psów. Zdziwiłam się no ale to on przecież był wetem, nie ja, a że mi go wydał to chyba wszystko dobrze?

Zaniosłam Karolka do domu a z nim jeszcze gorzej. Zaczął się chować w ciemnych miejscach, jak nie on. Starałam się robić co mogłam. W końcu z Karolkiem było tak źle, że kładł się na podłodze i dociskał brzuch do podłogi. Tego dnia miałam się też w ogóle przprowadzać do nowego domu... Z D połozyliśmy pod niego elektryczny kocyk, żeby go rozgrzał. Karolek już był w takim bólu, że siku robił pod siebie. Nawet nie wstawał. Była 21, jeszcze tylko jakieś 8 godzin aż by otworzyli weterynarza. Z D razem leżeliśmy w łóżku, na zmianę masując Karolkowi brzuszek. Ja już nie wytrzymałam, padłam i zasnęłam a D całą noc mu masował. W końcu przed 4 rano z Karolkiem zaczęło być co raz gorzej. Zaczął biegać po pokoju w agonii, próbując się chować w jakiś ciemnych i ciasnych miejscach. Błagałam, żeby dało coś się zrobić. Dzwoniłam na emergency weterynarza, ale nie chcieli nic pomóc. Powiedzieli, że mam go przywieźć. Samo zobaczenie królika 200 funtów... W końcu Karolek już nie miał siły się podnieść z bólu, wyciągnął się i umarł...

Tego bólu nie da się opisać. Czułam się jakby mnie ktoś zabił od środka. Jakby miała milion mieczy wbitych w klatkę i nie mogła oddychać. Czułam się jakbym straciła dziecko... Rano zadzwoniłam do weta, żeby zamknęli kartę Karolka. Tego samego dnia jeszcze pojechałam do sklepu kupić masę, żeby odcisnąć łapki Karolka. Odcięłam kawałek futerka i oboje się z nim pożegnaliśmy. Zawieźliśmy go do krematorium. Nawet Rebecca (właścicielka weterynarii) zadzwoniła, żeby złożyć kondolencje. Udaliśmy się do domu z urną i poszliśmy spać. Wzięłam tabletki, bo za każdym razem kiedy zamykałam oczy miałam przed sobą Karolka.

To był na prawdę ciemny okres w moim życiu. Zaczęłam się zastnawiać jak odebrać sobie życie, żebym mogła dołączyć do Karolka. Nie zrozumcie mnie źle, wiem co jest po drugiej stronie i wiem, że tam jest lepiej ale sama myśl o rozłące i jego śmierci tak mnie bolała, że nie mogłam myśleć o niczym innym. Nie pozwalałam sobie w pełni opłakiwać jego odejścia bo głupio mi było się przyznać przed wszystkimi, że straciłam dziecko. Karolek był dla mnie jak dziecko. Jedyne co mnie powstrzymało, to to że obierając sobie życie, moi rodzice czuliby się tak samo jak ja, a tego nikomu nie życzę. Było ze mną na prawdę ciężko, jeszcze ta przeprowadzka...

Ciężko mi było, w końcu napisałam do Tracey że dłużej już nie wytrzymam i potrzebuje sesji. Porozmawiałyśmy następnego dnia. Pierwsze co Tracey powiedziała (bez żadnych informacji ode mnie), to to że Karolek był moim dzieckiem. Jego dusza była moim dzieckiem. Kiedy na niego patrzyłam to po prostu widziałam jego duszę, czułam ją. A teraz największy szok. Przez ostatnie przynajmniej 7 żyć, cały czas Karolka traciłam jako dziecko i ból był tak wielki, że popełniałam przez to samobójstwo. Nie da się tego obejść, po prostu muszę pozwolić żebym dzięki temu urosła. Gdybym znowu popełniła samobójstwo, cały cykl wróciłby spowrotem tam gdzie się zaczął a kolejnej śmierci już bym nie przeżyła w następnym życiu. Kiedy Tracey mi powiedziała, że mam 7 żyć do przepłakania nad każdą stratą, coś we mnie wybuchło i zaczęły się ze mnie po prostu lać łzy. Nie mogłam wytrzymać.

Czas powoli mijał, ja leczyłam rany i zaczęłam powoli przyzwyczajać się do mieszkania samej. Ale P. (dziewczyna od Lucjana - królika) powiedziała, że niedługo się przeprowadza i tam nie może mieć zwierząt. Tak, wzięłam Lucjana do siebie. Nadal mam złamane serce po odejściu Karolka. Przez moment było tak źle, że po prostu nie dawałam sobie rady z codziennym życiem. Czułam się jakbym straciła dziecko, bo właśnie tym dusza Karolka dla mnie była.  tylko z pomocą mojej przyjaciółki Tracey, mogłam na zrozumieć dlaczego tak bardzo bolało mnie Jego odejście. Na zawsze będę Jej za to wdzięczna.

Powoli zaczęłam oswajać się z sytuacja i przyzwyczajać do mieszkania samej, ale znajoma miała się niedługo przeprowadzac i nie mogła trzymać zwierzaków na nowym mieszkaniu. Potrzebowała kogoś żeby zajal się jej chłopcem. Nie miałam ochoty adoptowac następnego królika, zwłaszcza po tym co się stało ale oboje wiedziałyśmy ze będzie mu tu dobrze.

Po pierwszej nocy zaczęłam żałować, że go adoptowałam. Nie zrozumcie mnie źle, chciałam żeby miał jak najlepiej, żeby ktoś go pokochał z całego serca, a moje nie było na to gotowe. Znałam idealny dom do którego by się nadawał jako że znajoma szukała chłopca dla swojej uszatki.

Coś mi jednak nie grało i cały czas myślałam że to dziewczynka a nie chłopiec. Poszlam więc do weterynarza żeby powiedział mi płeć no i się okazało że dziewczynka! Zmieniłam więc imię na Maja! Maja oznacza miłość w języku nepalskim.

Jako że zdecydowałam się jednak ja trzymać (zołza jest taka rozkoszna), przedstawiam Wam nowego członka rodziny.
____________

16.08.2018 _ czwartek
  • awatar szachimatONA: Rozumiem Cię:/ Ciężka jest strata zwierzątka. Na nasze nieszczęście żyją krócej niż my - taka ich natura. Wiem że to głupio zabrzmi ale adoptując zwierzaka musimy być świadomi tego że on kiedyś umrze i że go przeżyjemy i przyjdzie nam sobie z tym poradzić. Z prawdziwym dzieckiem jest inaczej. Rodzi się jako człowiek i w teorii ma przed sobą przynajmniej 80 lat. Rodząc czy adoptując prawdziwe dziecko przyzwyczajamy się do myśli że to ono nas pochowa, że ono nas przeżyje i to jest właściwa relacja. Posiadając zwierzaka nigdy nie będziesz miała wygody takiego myślenia, dlatego uważam że po części krzywdzące jest nazywanie zwierzaków dziećmi albo utorzsamianie ich z nimi. Dzieci to istoty zdecydowanie bardziej magiczne, które rosną rozwijają się powielają wzorce, uczą się trzymać łyżkę jak mama, idą do szkoły, przytulają kochają, zakochują się, mają problemy z rówieśnikami, zdobywają pierwszą pracę, żenią się. Twój wpływ na życie dziecka jest niesamowicie wielki...
  • awatar szachimatONA: Inaczej jest z Twoim wpływem na życie zwierzęcia, ono żyje zgodnie z naturą instynktem, popędem miłość zwierzaka do Ciebie jest bardzo ograniczona. Zwierzę nie nauczy się nigdy jeść łyżką, nie będzie miało Twojego podbródka, i koloru oczu, nie odziedziczy po Tobie skłonności do lodów truskawkowych, nie zadzwonisz do niego w wieku 75 lat bo samochód zepsuł się na środku ulicy, synu przyjedź po mnie... Uważam że jedynym sposobem na wyleczenie Cię i przeżycie czegoś pięknego jest posiadanie własnego dziecka. Prawdziwego z krwi i kości. Nie takiego które można komuś oddać i lecieć na wczasy do Grecji takiego dziecka które będzie płakało do słuchawki kiedy zostawisz go na parę godzin "mama wraciaj do mnie, tęśknię i kociam bajdzio" ... Moim zdaniem takiego dziecka potrzebujesz. To ten czas :)
  • awatar szachimatONA: Co do duszy bo poruszasz ten temat. Uważam że zwierzęta też mają duszę. Ale nie uważam by dusza dziecka mogła istnieć w ciele królika. Spójrz na oczy zszywka.pl/p/moj-synek-1875556.html I porównaj z obrazkiem który jest pod Twoim postem. Zobacz jaka głębia. Jednak część Twojej duszy może istnieć tylko w Twoim dziecku prawdziwym. Uwierz mi że kiedy przytulasz swoje prawdziwe dziecko które Ty rodzisz czujesz że jego skóra jest taka sama jak Twoja jego zapach jest taki jak Twój, jego płacz rozrywa Twoje serce na milion kawałków a każdą ranę czujesz fizycznie, dotykanie dziecka jest czymś zupełnie innym niż dotykanie futerka. Jest to tak magiczne że masz wrażenie że jego skóra wręcz zlewa się z Twoją - taką czujesz jedność... Dziecko Twoje własne pozostawione po urodzeniu w lesie nie poradzi sobie nie umie nawet chodzić - króliczek uczy się chodzić po kilku sekundach od porodu... Nie ma piękniejszej chwili niż pierwsze karmienie... czy dałabyś królikowi ssać swoją pierś?
Pokaż wszystkie (7) ›
 

kraseczka
 
W końcu jakieś wolne.
Jest czas by tutaj do Was zajrzeć i napisać.
Bo w tygodniu mam naprawdę mało czasu.
Cały czas szukam lepszej pracy, wysyłam aplikacje i CV ale kiepsko.
Ze zdrowiem też kiepsko. Od 2 miesięcy ciągle boli mnie gardło, trochę głowa ogólnie osłabiona jestem.
Z reguły mam to co roku, ale nigdy aż tyle nie trwało.
W tamtym roku pomogły mi leki przeciwalergiczne, w tym już nic nie pomaga.
Poszłam do laryngologa, powiedział że to od migdałów. Chyba trzeba będzie wyciąć. Ale nie wiem, zastanowię się. Bo jak się okaże że to jednak nie migdały to się wkurzę.
Co do diety i ćwiczeń lipa. Brak sił i czasu. Przychodzę wykończona i jeszcze to gardło na dodatek sprawy nie ułatwia.
Ważę już 57 kg, a już przecież ważyłam 49 kg. Masakra jak to człowiek potrafi zbłądzić .
3 lata prawie zdrowo się odżywiałam i regularnie ćwiczyłam i nagle wszystko się zmieniło.
Zaczęłam się obżerać.
No nic może kiedyś mi się uda wrócić do tej wagi i dobrego samopoczucia.
Co do S to różnie bywa. Widujemy się raz w tygodniu na 3-4 h i tyle.
Męczy mnie to.
Niby planujemy razem przyszłość ale ta teraźniejszość mnie bardziej dobija.
  • awatar mąka krupczatka: Polecam olej z wiesiołka w kapsułkach. Jest dobry na cere i odporność! :)
  • awatar szachimatONA: A ile teraz ważysz i ile masz wzrostu :) ?
Pokaż wszystkie (2) ›
 

erin123
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

xhipotermiax
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

szachimatona
 

Mąż nawet już zauważył że nie jem. Zauważył też że chudnę w końcu od tego momentu w którym zaczęłam post 92,5 kg teraz jest 88,5 kg to już 4 kg w dół.
A od momentu w którym w ogóle zaczęłam się odchudzać jakieś 2mce temu - 99kg... to już jest spadek prawie 12 kg :)
M zaczął mówić że niezdrowo jest tak nie jeść, w dodatku wczoraj spacerowałam 10 km i powiedział że i tak od tego nie schudnę. Musiałabym spacerować tak codziennie. Nie wiem zazdro chyba mu się włączyło bo...
Dziś waga wskazuje 88,5kg! :)
Coraz mniej mnie jest :D
Fajnie
4 kg w 8 dni..
nieźle co?
Nie jestem głodna.
Wczoraj zjadłam banana piłam kawę i słodką herbatę.
Czuję się świetnie.
Dziś mnie boli głowa trochę ale to bardziej ze zmęczenia i nie ma znaczenia czy bym jadła czy nie tak samo bolałaby mnie głowa :)
Już coraz bliżej do 83 kg :)) jak osiągnę będę już dużo szczęśliwsza.
Szczytem marzeń jest 76kg.
Od tego momentu mogę delikatnie przystopować ze zrzucaniem wagi.
Zapomniałam jakie to piękne jak chudnę.
Ogólnie muszę nieskromnie powiedzieć że mam ładną budowę.
Czasami śmieję się sama z siebie że nigdy nie wygrałam na loterii bo wygrałam sylwetkę od natury.
Nawet kiedy tak przytyłam że ważyłam powyżej 90 kg i byłam na badaniach u lekarzy to się dziwili i kazali mi kilka razy stawać na wadze bo nie wierzyli że tyle ważę bo nie wyglądam na taką wagę.
Mam taką figurę że tłuszcz rozkłada się równomiernie.
I teraz jak chudnę to zaczynam mieć taką "wysportowaną" sylwetkę.
Jak byłam szczupła wyglądałam tak jakbym niewiadomo jak dużo trenowała, w sensie równomiernie rozłożona tk. tłuszczowa zarys mięśni na brzuchu czy na ramionach, a moje treningi ograniczały się do spacerów i okazyjnej jazdy na rowerze :D
  • awatar Jędza z piekła rodem: O matko, zazdraszczam :D u mnie wszystko idzie w brzuch w pierwszej kolejności :P
  • awatar szachimatONA: @Jędza z piekła rodem: Najgorsze jest to że nie wiem po kim tak mam bo nikt z mojej rodziny nie ma takiej "śmiesznej" sylwetki :D
  • awatar szachimatONA: Pamiętam jak się dziwiłam że można tak ćwiczyć i nie mieć 6-paka na brzuchu. U mnie sześciopak był po zrobieniu a6w. Moi znajomi się śmiali mam łydki jak z żelaza twardsze mięśnie niż faceci :D kazali mi iść na kulturystykę :D dopiero bym była chyba 1miejce kulurystek jakbym tak zaczęła trenować :D ale niee...nie podobają mi się tak umięśnione kobiety - po za tym coś takiego niezdrowe jest bardzo- dużo testosteronu i kortyzolu przez takie cwiczenia
Pokaż wszystkie (6) ›
 

nimfa25
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

nimfa25
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

xhipotermiax
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

lalkazombie
 
Lalka Zombie: *30.07.2018r. 950/1000*

I: kawa, banan
II: ryż z warzywami i cyckiem
o : naleśniki z serem
p: gruszka
k: vifon

Wiem, wiem vifon, bla bla bla... ale bardzo lubię :D

Pao opycha się słodyczami na swojej diecie :D I uważa, że między nami nie ma cichego wyścigu dietetycznego. Mi to na rękę, ona nawet nie wie, jak bardzo przegra : DDD
 

 

Kategorie blogów