Wpisy oznaczone tagiem "ojciec" (506)  

gusia
 
Dziś mija 4 miechy od śmierci ojca. A mnie nie jest ani gram lepiej.

Zadnicze pytanie brzmi jednak: kiedy to zleciało?
 

gusia
 
Tato....

Nie umiem....

To zbyt trudne....
 

miedzyinnymi
 
Wpis tylko dla znajomych
.:Gośka:.:

Wpis tylko dla znajomych

 

gusia
 
Napiszę to tu. Albo psychiatria w maju/czerwcu/lipcu/sierpniu skieruje mnie terapię i znajdzie się miejsce albo od września idę prywatnie.

Miałam wątpliwości czy powinnam jutro iść do pubu na babski wieczór skoro ojciec nie żyje
  • awatar Szkotka: Aż tak źle się czujesz? :(
  • awatar Tymkowa: :*
  • awatar Gusia: @Szkotka: soje muszę przecierpieć, 25 lat zamiatania problemu pod dywan wychodziło już wcześniej ale teraz źle się czuje rzucając bluzgami w człowieka który był biologicznie moim ojcem i nie żyje
Pokaż wszystkie (3) ›
 

miedzyinnymi
 
Wpis tylko dla znajomych
.:Gośka:.:

Wpis tylko dla znajomych

 

gusia
 
Jest piękny odcinek serialu Teoria Wielkiego Podrywu w którym przyjaciele przedstawiają Howardowi swoje wersje listu od jego ojca który go opuścił jak ten był mały.

Widziałam ten odcinek kilka razy. Dziś też się napaliłam, ale wyłączyłam tv bo zrobiło mi się smutno. Tamtej nocy czytałam też nie pierwszy raz o pogodzeniu się Kamila z ojcem i nie wzruszało mnie to.

Od śmierci taty tak i się porobiło
 

gusia
 
Wczoraj miałam myśl że z ojcem spotkam się w niebie i dopiero wtedy przytule się do taty.

Dziś zastanawiam się czy on mnie kiedykolwiek naprawdę kocham, czy chciałby takiego spotkania. Czy w ogóle do niego kiedyś dojdzie.

Z drugiej strony z jakiegoś powodu zwalił mi lampę na głowę i z jakiegoś powodu odwiedził mnie ze swoją matką i siostrą.

Pamiętam co było gdy siedziałam przy nim w szpitalu, jak uspokajały mu się parametry gdy do niego mówiłam i go dotykałam, pamiętam te nieliczne chwile z dzieciństwa gdy był mi ojcem, mama też mi sporo opowiadała.

Tak to jest gdy jest się człowiekiem bardzo emocjonalnym a ojciec odchodzi bez wyjaśnienia.

Pozytyw jest taki że teraz to temat zamknięty, nic nowego złego już się nie wydarzy. Teraz przede mną tylko lata pracy by wybaczyć i ułożyć sobie w głowie - czyli z górki.

Jak jeszcze o ojcu nic nie wiedziałam rozmawiałam z konsultantką moją co będzie po śmierci ojca. I byłam wtedy bardzo pewna siebie że tylko jego śmierć może przynieść mi ulgę. I choć bardzo bym chciała by nasze relacje ułożyły się inaczej, by choć pod koniec znów był moim tatą, i choć boli że umarł bez słowa wyjaśnienia, to jednak ta śmierć jest dla mnie uwolnieniem. Uwolnieniem od zastanawiania się czy żyje czy nie, czy leży gdzieś zapijaczony, zastanawianiem się kiedy zapuka do moich drzwi kolejny komornik, kiedy pan policjant przyjdzie do mnie zidentyfikować zwłoki, albo odezwie się ktoś z pomocy społecznej czy zajmę się tatą albo czy zapłacę za jego dps, przestaniem się obawiać czy wie czy nie że się przeprowadziłam, zastanawianiem czy śledzi mnie czy się nie czai gdzieś pod domem.

Pierwszy raz od LAT wiem gdzie spoczywa jego ciało, czuje że jego dusza jest przy mnie. I pierwszy raz od lat z nim rozmawiam, mówię do niego. Mogę nareszcie.
  • awatar Tymkowa: Widocznie wkoncu to przerobilas i poprpstu pogodziłas się z tym wszystkim
  • awatar Zamota: :*
  • awatar Gusia: @Tymkowa: Póki co dopiero teraz dzieje mi się kosmos w głowie, jedyne co to że teraz jest wreszcie poczatek ciężkiej drogi, moja konsultantka która nie wierzyła że to coś zmieni powiedziała wczoraj że podoba jej się jak racjonalnie - jak na siebie :P - podchodzę do problemu. Ja sama widzę że po okresie gdy postawiłam sobie wysoką poprzeczke wreszcie luzuje i stawiam na naturalność, niczego od siebie w tej sytuacji nie wymagając. Ktoś mi powiedział że na takie sytuacje nie ma normalnych i patologicznych reakcji. Śmierć ojca to śmierć ojca i muszę to przejść po swojemu
Pokaż wszystkie (5) ›
 

gusia
 
Wczoraj (a właściwie to dziś nad ranem) otworzyłam załzawione oczy a dziś dostałam mmsa od beaty z wykutymi na płycie imieniem i nazwiskiem ojca. Sam Tomasz - tak chciał ojciec. Nie negowałam tego choć gdyby to ode mnie zależało dałabym Lucjan Tomasz mimo że Lucka nienawidził i używał drugiego imienia. Ale to Beata była przy ojcu, to jej powiedział czego chce po śmierci i to ona spełnia jego ostatnią wolę. Niech tak będzie jak chciał ojciec. Mnie korona z głowy nie spadła. Najważniejsze że sprzeciwiła mu się i mnie informowała, że dała mi prawo wiedzieć i pożegnać ojca.

Minęły ponad dwa miesiące. Świat się nie skończył. Ja żyje dalej. Jeszcze wiele wizyt u taty minie, jeszcze wiele gorzkich słów padnie, jeszcze wiele łez wyleje. Ale w takie dni jak ten, gdy czuje się dobrze i mam dystans, wiem że czas leczy rany, że teraz rozpoczęłam długi finisz ku zakończeniu rozdziału ojciec. Wierzę, że ta śmierć pozwoli mi wreszcie uporać się z przeszłością. Jeszcze czasem zapłacze za mlekiem które się rozlało zamiast zostać wypite, jeszcze czasem będę zła i będę mieć pretensje do wszystkich - a zwłaszcza do Marcina. Ale to minie. Nie dziś i nie jutro i nie za miesiąc czy dwa. Trauma z ponad 20 lat życia nie mija od tak. Chciałam, potrzebowałam i czekałam na ojca który nie chciał już nim być. Do końca. Jednocześnie czekałam na ten dzień gdy umrze, gdy nie będzie można nic więcej zrobić poza próbą przebaczenia, pogodzenia się i zapomnienia. Jestem świadoma że przede mną LATA pracy nad sobą. I choć Aśka powątpiewała czy dam radę to ja wierzę że mi się uda. Że zamknę kiedyś rozdział "ojciec" i będę potrafiła normalne z tym żyć.

Kto wie czy w przyszłości na tej samej tablicy nie pojawi się i moje nazwisko. Myślę że jeśli jako 90paroletnia staruszka będę chciała leżeć obok ojca, babci, ciotki i biologicznego dziadka będzie mowa o prawdziwym sukcesie
 

gusia
 
Podświadomie miałam nadzieje, podświadomie siedziały we mnie słowa Marcina o happy endzie. Na co dzień żyje normalnie, mam leki, pracę, przyjaciół, bezpieczny kont. Dziś jednak przeczytałam książkę w której ojciec bohatera - na co dzień skurwiel - przechodzi poważną chorobę z której wychodzi i przeprasza syna. Mój ojciec do końca mnie nie chciał. A ja równie zraniona jak bohater powieści cierpiałam gdy dowiedziałam się o chorobie "bo rodzic zawsze pozostanie rodzicem". Nie potrafiłam tego czytać bez łez
 

miedzyinnymi
 
Wpis tylko dla znajomych
.:Gośka:.:

Wpis tylko dla znajomych

 

gusia
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

gusia
 
Może nie powinnam czuć nic. Ale nie leży w mojej natirze. Śmierć ojca, hujowego do nieskończoności, to śmierć. I nie potrafię być obojętna
  • awatar versawyer: Bezpośredni kontakt ze śmiercią zawsze porusza. Chyba nie da się tego uniknąć, bez względu na to kogo spotkała.
  • awatar Gusia: @versawyer: znam takich których nie rusza śmierć bliskiego krewnego jeśli był mu obcy, ja taka nie jetem i chyba nie chce być - nawet jeśli oznacza to moje olbrzymie cierpienie
Pokaż wszystkie (2) ›
 

gusia
 
Mam w sobie mega konflikt wartości. Nienawidziłam ojca całe życie a zarazem bardzo go kochałam i potrzebowałam. Teraz kiedy umarł wiara mówi o przebaczeniu i moje sumienie mówi o wybwczeniu, moje wychowania że o zmarłych się źle nie mówi. Tymczasem ja na poziomie umysłu nie umiem (jeszcze -  to kwestia czasu mam nadzieje) mu wybaczyć i nie mogę nic dobrego powiedzieć
  • awatar Tooona: Potrzebujesz czasu
  • awatar Szkotka: Grzebanie w ranie to nic dobrego
  • awatar Szkotka: .. ale niekiedy nie ma się co robić.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

gusia
 
Wczoraj u ojca nawet zbytnio nie płakałam. Bardziej nad tym co zrobił. Oni wszyscy w tym momencie. Bo tam przecież leży babka i sis ojca też. Usiadłam na grobie i rozmawiałam z nimi. Nie było oczyszczania jak się spodziewałam. Trauma jest zbyt silna jednak by jedna wizyta na cmentarzu załatwiła sprawę. Muszę jeździć sama by być ze swoimi emocjami, by pozwolić im płynąć swobodnie, by pozwolić sobie na łzy ale i na złość ale także na modlitwę. Czas leczy rany. Wierzę że i moje teraz wreszcie uleczy. Nie ma happy endu. Oni nie żyją. Czas na najtrudniejsze zadanie na świecie. Wybaczyć i zapomnieć. Wiara pomaga a zarazem przeszkadza. Bo robię coś wbrew sobie, moje wartości mówią że ludziom należy wybaczać a ja od LAT nie umiem, moje wartości mówią że o zmarłych nie mówi się źle ale ja nic dobrego nie mam do powiedzenia za to mam mnóstwo żalu. W psychologii to się jakoś nazywa - nie wiem czy nie konflikt wartości
  • awatar Szkotka: Masz osobowość dramatyczną...
  • awatar Szkotka: Nie mylić z bycia dramatycznym.. ;)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

gusia
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

gusia
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

gusia
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

gusia
 
Chyba jestem gotowa by w sobotę iść na grób ojca. Na razie jestem albo zbyt zajęta złożeczeniem na moje bakterie by myśleć albo to znowu mechanizm obronny się włącza bo czuję się dobrze z tematem
 

gusia
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

gusia
 
Znowu nie słyszałam budzika i mama mnie budziła. W efekcie spóźnie się do pracy. Ale. Wsiadając do windy minęłam się z listonoszem. Bardzo sympatyczny i życzliwy, znający naszą sytuację. Zapytałam co zrobić aby korespondencja przestała przychodzić. Doradził mi aby iść na pocztę z aktem zgonu bo jego adnotacje o śmierci adresata są często przez instytucje olewane. Tak zrobię

Wyjęłam w tramwaju telefon by zrobić wpis i telefon od notariusza czy mogłabym dostarczyć wcześniej akt zgonu ojca. Rychło w czas. W godzinach pracy kancelarii nawet mailowo nie uda mi się. Ale odpowiedziałam na jego pytania. Gdybym nie robiła wpisu nie usłyszałabym telefonu w torebce
 

gusia
 
Z jednej strony jak sis mówi : huj który do końca nie chciał mnie widzieć. Z drugiej strony mój tata. Wczoraj przed snem latały mi po głowie sceny z pogrzebu. Ojciec w otwartej trumnie i ból gdy ją zamykali. Potem trumna z nazwiskiem ojca i ja modląca się na kolanach u jej stóp. Ostatnie dotknięcie zanim ją spuścili do grobu.. Łzy które ugasily słowa sis. Nic nie zmieni sytuacji. Żyję w takim dialiźmie. Bo jako dziecko był dla mnie dobry, bo przechowywał moje zdjęcia i mówił Beacie o mnie. Z drugiej tyle problemów ile mi po nim zostało i ile miałam przez całe życie. Byłam /jestem jego najbliższą krewną. Jedynym dzieckiem. To nakłada na mnie obowiązki emocjonalne ale i prawne których muszę się pozbyć. Może jutro pojadę na cmentarz. Wzbraniam się przed tym. Buntuje. Ale powinnam. Sama. Bo tylko wtedy będę mogła wywalić z siebie emocje
 

gusia
 
Wiedziałam że po śmierci ojca mimo tej częściowej ulgi zostanie mi sieczka w głowie. I wcale nie dziwi mnie to z jakimi uczuciami się zmagam. Co nie oznacza że jest mi lekko. Miną miesiące nim zamknięte zostaną te drzwi na zawsze
 

 

Kategorie blogów