Wpisy oznaczone tagiem "opowiadnie" (8)  

berrydream
 
Przez dłuższy czas milczenia i słuchania muzyki radiowej Carrie zainteresowała się:
-To jakie to są te miejsca?
-Cóż. Myślałam o dwóch. Są w sumie w tę samą stronę. - zaczęłam. - Jedno to plaża.
-Plaże są tu wszędzie... - marudziła.
-Doskonale o tym wiem i chyba nie robiłybyśmy tyle kilometrów, gdybym chciała zabrać cię na zwykłą plażę? - zerknęłam na nią spode łba. - To plaża, można powiedzieć, zamknięta. To taki jakby ośrodek wypoczynkowy. Kawał plaży mają swój, a dookoła nie ma nic. Małe domki i piasek.
-Może być. - mruknęła. - A to drugie?
-Też niedaleko plaży, ale całkiem innej. Jest tam jakiś klub i hotel. Restauracja. Takie tam.
-Wolę domki.
-Ja chyba też.
-Oby nie było tam dużo ludzi.
-Nie sądzę, w końcu nie ma sezonu na wyjazdy. - uspokoiłam ją.
I rzeczywiście, gdy dojechałyśmy na miejsce, ośrodek był praktycznie pusty. Jedynymi osobami wynajmującymi domek dość daleko od nas (mieszkanka były w dużej odległości od siebie, właściciele wyraźnie stawiali na prywatność) była para starszych ludzi, którzy byli niesamowicie spokojni i nie zwracali na siebie żadnej uwagi.
Gdy zjadłyśmy lekki obiad w pobliskim barze (dość schludnym i tanim, ale niestety z okrojonym menu), postanowiłyśmy pójść popływać. Carrie prawie nic nie tknęła i była całkowicie bez siły – usiadła tylko na plaży owijając się cienkim kocem popijając – o dziwo – sok jabłkowy. Ja natomiast korzystając z tego, że jest dość ciepło, pozwoliłam sobie na wejście do wody.
Była lodowata, ale orzeźwiająca, przez co od razu poczułam się lepiej. Blondynka czasem machała do mnie i nie oszczędzała sobie wyzwisk, co świadczyło o tym, że wyjazd jak na razie można było uznać za udany. Gdy wyszłam z wody rzuciłam się na nią.
-Aaaa! - krzyczała. - Zostaw mnie ty głupia cipo, jesteś cała mokra!
Takim sposobem zaczęłyśmy się ganiać po plaży, dopóki obie nie zagrzebałyśmy swoich stóp w piasku. Wylądowałyśmy na ziemi nie przestając się śmiać. Przez chwilę poczułam się jak dziecko i jestem pewna, że Carrie też.
Do końca dnia nie robiłyśmy nic konkretnego. W końcu blondynka odważyła się pospacerować przy brzegu. Lodowata woda muskała nam łydki, kiedy wpatrywałyśmy się w dal praktycznie się nie odzywając. Nie pamiętam czy kiedykolwiek byłyśmy tak wyciszone i spokojne. A więc warto było się tu wybrać. Gdy wieczorem kładłyśmy się do łóżek widziałam, jak Carrie głaszcze swój brzuch.
Następnego dnia zaczęłyśmy się nudzić, więc próbowałam namówić przyjaciółkę na kolejną zmianę otoczenia.
-Nie wiem czy chce tam jechać. - marudziła. - Tam jest na pewno dużo ludzi.
-Nie możemy całe życie ukrywać się przed ludźmi... - westchnęłam. - Dobre towarzystwo na pewno dobrze nam zrobi.
-Jeszcze nawet nie ruszyłyśmy w tamtą stronę, a ty od razu zakładasz, że będzie tam dobre towarzystwo.
-Jak chcesz, ale sądzę, że może być ciekawie. Jeśli nie, zabierzemy się stamtąd i pojedziemy gdzie zechcesz.
-Do domu.... - wymusiła smutek na twarzy. Wywróciłam oczami.
Ostatecznie się zgodziła. Zabrałyśmy swoje rzeczy, zapłaciłyśmy za domek i wyjechałyśmy przed południem. Późnym wieczorem byłyśmy już na miejscu.
Hotel był trochę droższy niż poprzednie lokum, więc postanowiłam, że zostaniemy tylko na dwie doby. Carrie się ucieszyła słysząc, że niedługo wracamy.
Wynajęłyśmy pokój dla pary – musiałyśmy więc spać razem, ale chociaż było taniej i nie musiałam się martwić, czy starczy nam na obiady. Na szczęście nie były aż tak drogie. Byłam pewna, że gdy wrócę, będę musiała wziąć się za pracę i to od razu. Na myśl o powrocie zrobiło mi się smutno – wszystkie wspomnienia wróciły. Skrzywiłam się – co właściwie mam zrobić? Wyjechałyśmy, żeby pomyśleć, a tymczasem snujemy się bez celu nawet nie rozmawiając o niczym konkretnym.
-Carrie. - zaczęłam, gdy wróciłyśmy po obiedzie do pokoju. - Co dalej?
-Jak to co? - zdziwiła się. - Mówiłaś, że dwie doby i wracamy.
-Nie o tym mówię.. - urwałam.
Spojrzała na mnie z pretensją.
-Nie mam zamiaru o tym gadać.
-Ale musisz coś postanowić... - powiedziałam błagalnym tonem – Nie możesz tak w nieskończoność...
-Zatrzymam je.
-Co? - podniosłam wzrok nie rozumiejąc.
-Dziecko. - szepnęła i dotknęła brzucha. - Jest moje. I nie porzucę go.
  • awatar gość: Kurczaczki!To jest dobre! Bezsprzecznie masz talent tylko trzeba go oszlifowaĆ warsztatowo, ale to już pikuś bo tego, co już masz w sobie nie da się nauczyć. Polecam 'Po bandzie' Jakuba Winiarskiego - tam masz wszystko, co pisarz powinien wiedzieć. Strona dla Ciebie www.aktualnekonkursy.pl - pisz i wysyłaj. Trzymam kciuki :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

sallylou
 
Nie jestem wcale zadowolona z tego rozdziału, ale to jeden z takich, które niestety muszą być by jakoś akcja dalej szła. Wybaczcie mi tragiczne potyczki językowa, ale pisałam na szybko.

Rozdział V

Lyon z wściekłością patrzył na pochyloną przed nim postać. Beznamiętnie przesunął wzrokiem  po spuchniętym policzku i fioletowych sińcach, które wykwitły na twarzy korzącego się towarzysza.
- Powiedz mi, że to co widzę, nie jest tym co myślę.
Złośliwy uśmiech wypełzł na wargi smoka o wzroku diabła.
- Zaskoczyła mnie. Jest silna - Claus mimowolnie dotknął policzek.
- Właśnie - syknął rozeźlony Lyon - Jest. Czy ty nie miałeś jej zabić? Wszystko zepsułeś.
- Jedna dusza w tę czy we w tę, co za różnica?  - Bazyliszek wzruszył ramionami. Nie obchodziło go nigdy nic - Zresztą sam fakt, że trochę ją poturbowałem powinien dać mieszkańcom do myślenia.
- Jedyne co zrobiłeś, idioto, to wkurzyłeś łowców. Teraz będą z wzmożoną czujnością przeczesywać miasto i jeszcze udaremnią nam atak. Spieprzyłeś to całkowicie - Lyon odsłonił zęby mając wielką ochotę by sprawić krnąbrnemu podwładnemu więcej cierpienia.
Niepokorny szaleniec wstał demonstrując swą silną wolę. Jako jeden z nielicznych ośmielał się spojrzeć w zielone oczy silniejszego smoka.
- Panikujesz - Claus zmrużył oczy niczym wąż - Daj mi spokojnie działać. Coś mi kazało nie zabijać tej dziewczyny, więc posłuchałem swojej intuicji.
- Intuicja? Ha! A może nagle zapałałeś uczuciem do ludzkiej dzieweczki? Zakochałeś się od pierwszego… uderzenia? - syknął Lyon, choć mimo wszystko wierzył Clausowi. Bazyliszek może i był plugawym krętaczem i fałszywą gnidą, ale mimo wszystko wiedział co mówi.
Syk którym odpowiedział mu szalony smok zmienił się w wściekły ryk. Claus przygarbił się, a jego ciało zalśniło metalicznie pokrywając się pancerzem z łusek. Kok rozpadł się a włosy nastroszyły niczym kolce.
Długi rozwidlony język wysunął się zza ostrych zębów.
Lyon uśmiechnął się.
- Rzucasz mi wyzwanie? Czyżbym zranił twe uczucia i odgadł prawdziwe zamiary wobec jakiegoś głupiego dziecka z rodziny łowców?
- Twoje insynuacje są bezpodstawne. Zarzucasz mi ludzkie uczucia i myślisz, że pozwolę ci mnie obrażać. Mam swoją godność - długie palce zacisnęły się w pięści - To jak, chcesz się zmierzyć?
Lyon uśmiechnął się rozglądając po miejscu w którym się znajdowali. Podziemna grota służąca im za kryjówkę nie posiadała żadnych wartościowych rzeczy. Zielonooki smok pochylił głowę i odpiął broszę płaszcza pozwalając mu opaść na ziemię.
- Zaczynamy - szybciej niż strzała rzucił się na przeciwnika.

Megumi tworzyła oczy i wciągnęła gwałtownie powietrze czując przeraźliwy ból, który przenikał jej ciało. Mimowolnie zacisnęła dłonie na jakimś materiale.
Usłyszała szelest i dźwięk odsuwanego krzesła zanim dobiegł ją krzyk.
- Gumi! - czyjaś ręka zacisnęła się na jej dłoni wywołując falę bólu.
Dziewczyna skrzywiła się czując jak na chwilę popada w odmęty czerni. Gdy znowu poczuła, że ma władzę nad ciałem dostrzegła twarz zaniepokojonego Gabriela, który przycupnął na podłodze obok łużka.
- Cholera jasna - syknęła, gdy kolejna fala bólu przepłynęła przez jej ciało - Umieram.
- Nawet nie waż się mówić takich rzeczy! - w głosie jej brata zabrzmiała panika - Sam prawie ducha wyzionąłem ze strachu.
- Przepraszam - mimowolnie westchnęła, czując jak język ma wyschnięty na papier. Nie wiedziała czemu leży na brzuchu - Co się stało? - spytała zanim myśli uformowały się w spójne obrazy - Cholera! - warknęła próbując podnieść się, ale przezywający ból uniemożliwił jej to.
- Nawet nie próbuj się ruszać - Gabe wyglądał na spanikowanego - Sandro! - zawołał głośno.
Megumi skrzywiła się czując jakby ten głośny dźwięk dźgał ją.
- Ciszej - szepnęła, zanim do pomieszczenia wpadła jakaś osoba.
- Czas najwyższy - dziewczyna po głosie rozpoznała starą uzdrowicielkę - Jak się czujesz, skarbie?
- Jakby mnie koń stratował….
- To zrozumiałe. Miałaś wielkie szczęście. Obrażenia nie są zbyt poważne, szybko się wyliżesz - jej głos jednak brzmiał nieszczerze.
Powoli Megumi czuła jak odzyskuje przytomność umysłu i władzę nad ciałem. Ból zogniskował się w ręce i na plecach, tylko nie wiedziała dlaczego.
- Gabrielu - w międzyczasie Sandra zwróciła się do młodego łowcy - Możesz iść odpocząć. Teraz ja zajmę się twoją siostrą.
- Rozumiem - nie pytał o nic, ale gdy spojrzał w oczy dziewczyny widać w nich było radość i ulgę - Wybacz mi, Gumi - jego przeprosiny były przepełnione żalem, choć nie wiedziała dlaczego. Zanim zdążyła spytać wyszedł zamykając drzwi.
- Dlaczego…? - ignorując ból Megumi zebrała się w sobie i usiadła.
- Nie powinnaś wykonywać tak gwałtownych ruchów bo ci się rany otworzą - powiedziała surowym tonem kobieta.
- Nic mi nie będzie - odparła Megumi pochylając się do przodu, gdy kolejny spazm szarpał jej ciałem. Niechcący dotknęła prawej ręki owiniętej grubą warstwą sztywnych bandaży i jęknęła.
- Mówiłam? - Sandra westchnęła ciężko - Złamałaś trzy palce u prawej ręki, a na plecach masz szarpane rany. W takim stanie nie powinnaś się ruszać.
- Widziałam smoka… W mieście są te potwory…
- Wiemy - siwowłosa staruszka pokiwała głową - Łowcy wprowadzili nocne patole, a całe miasto jest w stanie gotowości.
- Ten smok - mruknęła Megumi przypominając sobie ludzką twarz bestii - Wyglądał jak człowiek.
- Znam go. To Bazyliszek. Omotał ciebie i brata.
- Rozumiem - czytała gdzieś kiedyś o takim osobniku - Ile byłam nieprzytomna?
- Cztery dni. Hipnoza smoka płynęła na czas uśpienia.
- Cztery dni… czyli do egzaminu dla przyszłych łowców zostało tylko dwa tygodnie? - poczuła, że panika przejmuje nad nią władzę - A ja mam uszkodzoną rękę! Nie uleczę jej do tego czasu.
- Megumi…
- Wiem, mogę chyba poprosić ich, by pozwolili mi wykazać się umiejętnościami jak wyzdrowieję. Powinni zrozumieć.
- Megumi… - ton głosu Sandry przerwał monolog dziewczyny. Spojrzała na nią zdziwiona.
- O co chodzi?
- Prawdę mówiąc chciałam poczekać z tą wiadomością, ale nie mam serca trzymać cię w niewiedzy. Powiedziałam ci, że te obrażenia nie są poważne, ale miałam na myśli zwykłego człowieka. Nie wiem czy kości zrosną ci się prawidłowo i czy blizny będą bardzo widoczne. Ale twoje ręce nie są dość sprawne, by utrzymać miecz, czy znieść długotrwałą walkę. Przykro mi, ale nie zostaniesz łowcą.
- Co? - słowa Sandry brzmiały jak okrutny żart - Tata ci powiedział to byś mnie przekonała do rezygnacji? A może Gabe?
-Nie, nie okłamuję cię, skarbie. Wiem, że brzmi to źle i nie zrozumiale, ale musisz mi uwierzyć na słowo. Jeśli będziesz żyć spokojnie, nie będziesz się nadwyrężać i postarasz się odpowiednio ćwiczyć ból będzie znikomy, albo żaden.  Ale nie dla ciebie ciężkie życie łowcy. Smoki są zbyt silne, abyś z nimi walczyła. Musisz znać prawdę, nawet jeśli jest bolesna.
Rozrywający ból emanujący z ran przygasł przytłoczony ciężarem cierpienia duszy.
- Ale jak to? - Megumi poczuła, że po jej twarzy spływają łzy, ale nie miała siły ich zetrzeć - To niemożliwe…. Ja miałam zostać łowcą, miałam zabić mordercę mamy i taty! Tylko to się liczyło, chciałam pomścić ich, chciałam by ten smok widział z czyjej ręki ginie! Nie zgadzam się - wrzasnęła, a jej ramiona zadygotały od szlochu - Sandro, proszę powiedz, ze jest jakiś sposób bym była w pełni zdrowa…. - przez zasłonę łez spojrzała na uzdrowicielkę.
Sandra milczała jakby bała się zburzyć jej nadzieję.
- Sandro? Powiedz coś proszę - dziewczyna wyciągnęła obolałą rękę w stronę kobiety. Wiedziała, że zachowuje się jak niespełna zmysłów, ale ta wiadomość wstrząsnęła nią.
Drzwi ponownie skrzypnęły i pojawiła się w nich głowa Charlotte. Musiała słyszeć to co mówiły obie.
- Mogę wejść? - spytała z lekką nieśmiałością spoglądając na córkę z niepokojem.
- Oczywiście, zostawię was same - uzdrowicielka wyszła tak szybko jakby bała się przebywać w jednym pomieszczeniu z Megumi.
Charlie usiadła na łóżku obok dziewczyny spoglądając na jej załzawione oczy i wykrzywione usta.
- Jeśli chcesz żebym wyszła powiedz - szepnęła głaszcząc delikatnie jej policzek.
Megumi oparła się o jej ramię i pozwoliła przytulić.
- Zostań - szepnęła czując się znowu jak dziecko, które schowało się przed smokami pod łóżkiem - Boję się.

Claus uświadomił sobie swój błąd nieco zbyt późno. Zanim zdążył się zorientować Lyon złapał go za ramię i z całej siły cisnął o skalną ścianę.
Uderzenie zamortyzowały łuski twarde jak stal, jednak i tak smok stracił na chwilę oddech. Splunął krwią i z wysiłkiem podniósł się z złością patrząc na przeciwnika, który nawet się nie osłonił. Żadne cios Bazyliszka nie dosiągł jego ciała. Zmrużone zielone oczy miały rozbawiony wyraz.
- Ile razy mam ci powtarzać, że mnie nie pokonasz. Kierują tobą emocje. W takim stanie jesteś słaby jak człowiek. Nic dziwnego, że jakaś dziewczyna obiła ci mordę.
Claus warknął gardłowo mierząc wzrokiem drugiego smoka.
- Uwielbiam to spojrzenie - prowokacja w głosie Lyona  sprawiła, że znowu zaatakował. Jego poczucie własnej wartości dostało porządnego kopniaka i musiał się zrewanżować.
Szponami drasnął jego szyję.
- Oż ty - Lyon wydawał się być zaskoczona - Nieźle - uśmiechnął się, a jego pięść wylądowała na piersi Bazyliszka posyłając go po raz kolejny na ziemię.
Claus westchnął czując jak energia go opuszcza wraz z znikającą złością. Roześmiał się choć każdy skrawek jego ciała był dokładnie obity.
- Świetna zabawa - mruknął nie podnosząc się nawet - Przypomniały mi się stare dobre czasy.
- Skończyłeś już głupcze? Doprawdy czekam na dzień w którym nareszcie zrozumiesz moją przewagę. Jestem silniejszy.
- Ale to mnie nazywają szaleńcem. Nie myśl sobie, że zawsze będziesz tak do przodu. Kiedyś to ja będę stał wyżej niż ty.
- Ojciec nigdy by na to nie pozwolił - Lyon pokręcił rozbawiony głową. Emocje związane z walką zniknęły tak szybko jak się pojawiły. Jak zawsze zresztą. Ich pojedynki kończyły się najczęściej wygraną Lyona, rzadziej remisem. Jednak Claus obiecał sobie pokonać tego smoka i nie miał zamiaru zrezygnować z wygranej.
- Skąd wiesz czego chce Ojciec? Nigdy nie uważał cię za lepszego od reszty.
- Jestem lepszy od reszty. Niemal wszyscy to zwykłe bezmyślne pionki, którymi Ojciec posługuje się do swych celów. Ja mam swoje ambicje - wypiął dumni pierś.
- Na pewno nie jesteś lepszy ode mnie - prychnął Bazyliszk z pogardą.
- Ty jesteś wariatem, życiową pomyłką. Dla ciebie nie ma żadnych kategorii.
- Dzięki, mogłem się tego po tobie spodziewać…
Lyon westchnął i usiadł na ziemi.
- Nadchodzą zmiany - mruknął poważnym tonem - Świat się zmienia. Nie wiem czy za rok, czy za sto lat, ale Ojciec osiągnie swą moc.
- Ciekawe co będzie z nami - Claus dźwignął się i usiadł z skrzyżowanymi nogami. Uśmiechnął się krzywo na myśl o nowym porządku świata - Na pewno będzie zabawa - zaśmiał się, choć w głębi duszy i on zastanawiał się nad tym faktem.
Nie wiedział jakie zmiany wprowadzi Ojciec, nie wiedział czy smoki będą ich częścią. Miał tylko nadzieję, że powróci dawny ład.
Świat w którym rządzą smoki, a ludzie są niewolnikami.
Jego uśmiech poszerzył się na myśl o powrocie do dawnej świetności.
- Będzie zabawa - powtórzył.
  • awatar Kate - Writes: A mi się właśnie wydaje, że to sam profesjonalizm. Coś naszej Misao nie można wierzyć. Czego ty chcesz kobieto od tego rozdziału?
  • awatar Zakira Luna: Mnie też rozdział się się podoba :) Cztery dni? Hm... Claus musi mieć w sobie bardzo dużo czaru... zauroczył i mnie, i mam wrażenie że nie jest to związane z żadną smoczą mocą :P Miłość od pierwszego uderzenia, buhahhaa :D
  • awatar Lisa Angels: Niektóre literówki są komiczne, ale wybaczam, bo ważne że wogóle jest. Miłość od pierwszego uderzenia, mnie powaliła. Chyba też się zakochałam XD Szkoda mi Megumi, jej życiowy cel, właśnie został zrównany z kretesem, ale mam nadzieję, że jednak się wyliże i ich wszystkich (cenzura) :D
Pokaż wszystkie (3) ›
 

alexi.poh
 
Szkoła to zło którego już dawno powinniśmy się pozbyć. Od dwóch godzin uczę się WOS’u i dalej nic nie umiem. Nie jestem głupią osobą , ale to mnie zaczyna przerastać. . . Zrobię sobie przerwę, rzuciłam się na łóżko i sięgnęłam po telefon.
16.32
Od : Chiaraa
Do : Louis
Hej kotku co tam ?<3 :3  tęsknie T.T
16.35
Od : Louis
Do : Chiarra
Marznę i również tęsknie <3
16.36
Od : Chiaraa    
Do : Louis
Oooo. a co robisz O.o ?
16.37
Od: Louis
Do: Chiarra
Wyjrzyj przez okno :*
Zerwałam się z łóżka i podbiegłam do okna, i kiedy podniosłam żaluzję , zobaczyłam . . . jego. Opierał się o swój cudowny samochód. Pomachałam mu na co on się uśmiechnął i pokazał abym spojrzała znów na mój telefon.
16.41
Od: Louis
Do: Chiaraa
Zejdź na dół porywam cię <3
Wybiegłam z pokoju jak burza , chwytając po drodze jakąś kurtkę i zakładając swoje tenisówki. Przed drzwiami jeszcze tylko spojrzałam w lustro i zastygłam. Nie mogłam uwierzyć jak potwornie wyglądam. Nieumalowana , nieuczesana w przydużej bluzie, a Louis był ubrany w przepiękny czarny garnitur i elegancki kremowy płaszcz. Tak widziałam go tylko przez chwilę , ale zdążyłam mu się doskonale przyjrzeć. Wbiegłam do łazienki i chwyciłam byle jaką sukienkę mojej siostry , nie jestem osobą która ubiera się dziewczęco , ale dla niego taka chciałam być. Rozczesałam włosy i upięłam je spinką. Przemyłam i umalowałam twarz. Zostały jeszcze buty. . .
- Weź te – powiedziała moja siostra – idealnie pasują do tej czerwonej sukienki tylko się nie zabij – włożyłam więc czarne wysokie obcasy z kartką z tyłu i niepewnym krokiem wyszłam z domu.
- Wow. . . to znaczy cześć – powiedział Louis- naprawdę pięknie dziś wyglądasz
- Dziękuję – zbliżyłam się do niego i nastąpiła jedna z najbardziej żenujących rzeczy , która mogła mi się przytrafić, potknęłam się.
- Spokojnie , mam cię – złapał mnie za moją talię i pomógł mi stanąć na równe nogi. –Urocza jak zwykle – pocałował mnie bardzo delikatnie, a następnie odsunął się ode mnie aby otworzyć mi drzwi. –  Wskakuj  – powiedział i kiwnął głowom.
Dzień był piękny , słońce świeciło i nie było widać ani jednej deszczowej chmurki , co tutaj w Anglii wydaje się rzeczą prawie nie możliwą o tej porze roku . Rozglądając się dookoła widziałam żółknące już liście na drzewach przez które przebijały się promienie oświetlając ławki w parku. Następnie przejechaliśmy koło szkółki jeździeckiej.
Cały czas rozmawialiśmy o jakiś głupotach , ale to nie tak ze te rozmowy mnie nużyły. Były dla mnie naprawdę ważne. Kocham to ,że Louis zawsze potrafi mnie rozśmieszyć , mówiąc czy robiąc coś głupiego. Sam powiedział kiedyś :
‘ Jeśli się nie uśmiechach mam ochotę płakać , bo to marnotrawstwo jeśli tak śliczna buzia się smuci’
Każda chwila z nim była jak wyciągnięta z bajki, on był prawdziwym księciem. Zawsze wiedział kiedy jest mi źle i nawet nie znając powodu zawsze potrafił mnie pocieszyć. Dlatego tak się denerwowałam będąc z nim. Nie wiem jakim cudem on może kochać kogoś tak przeciętnego jak ja. Zapaliłam papierosa i obróciłam głowę w drugą stronę , tak aby dym nie przeszkadzał Louis’owi.
- Palenie zabija.
- A jednak ja wciąż żyję.
- To jest złe.
- Wiem , pielęgniarka też tak mówi…
- Nie to miałem na myśli –przerwał mi – nie jestem wróżką , jeśli coś cię martwi powinnaś mi o tym powiedzieć , a nie czekać aż ja na to sam wpadnę.
- Ale nic mi nie jest.
- Czy aby na pewno – zatrzymał samochód i spojrzał mi w oczy – więc zaufam ci – pocałował mnie w czoło – zaczekaj – wyskoczył z samochodu i otworzył mi drzwi – my lady ? – pochwycił moja dłoń i wplótł w nią swoją, po czym ruszyliśmy w stronę rzeki. Tamiza była dziś zadziwiająco spokojna, można rzec że wręcz leniwa. Nad jej brzegiem był ogrom rozpuszczonych gołębi , które nie bały się już w cale ludzi , a nad to oczekiwały jeszcze od nich ziarenek. – ‘Piękny dzień , ale nie tak piękny jak ja ‘ ,  Johny Bravo –zaśmiałam się – widzę ,że udało mi się wyciągnąć cię z świata fantazji.
- przepraszam?
- lepiej by to brzmiało gdyby nie było na końcu tego znaku zapytania – przykucnął na chwilę- trzymaj – podał mi torebkę z ziarenkami. Zatraciliśmy się tam w czasie. Nie obchodziło minie nic, liczyliśmy się tylko my.- a więc? –spojrzał na mnie.
-Martwię się. . . –powiedziałam cicho.
- To już wiem – dodał sarkastycznie
- Nie wiem co ty takiego we mnie widzisz, są mądrzejsze i ładniejsze niż ja.
- tak to na pewno – przybliżył się do mnie – nie jesteś top modelką , ani na pewno nie dostaniesz Nobla , ale i tak z pośród tych wszystkich kobiet na świecie to ty jesteś najwspanialsza. Masz w sobie to coś , co przyciąga wszystkich do ciebie i dla tego nie raz byłem zazdrosny.
- Nie wierzę ci.
- To również już wiem , ale to nie szkodzi i ty w końcu zrozumiesz, a teraz wracajmy , za dużo wrażeń jak na jeden dzień.
Całą drogę powrotną moją głowę zaprzątały słowa wypowiedziane przez Louisa. Nie potrafiłam się skoncentrować na rozmowie z nim. Nagle poczułam ja samochód przyspiesza.
-Lepiej się trzymaj to dopiero początek !
- Louis to głupie , przestań –moje protesty nie był zbyt przekonywujące , przez mój nieustanny śmiech – chyba widziałam radiowóz – obróciłam głowę aby się upewnić
- i tak mnie nic nie powstrzyma –i w tedy usłyszeliśmy policyjnego koguta. – kurdę.
- Louis ?
- Nie martw się wszystko będzie dobrze – zapewniał mnie kiedy policjant podchodził.
- Proszę wyjść z auta – Louis wykonał to polecenie bez żadnego oporu , ale później już było gorzej.
- Dzień dobry- wyciągnął rękę na powitanie - nazywam się Louis . . .
- Przedstawi się pan jak będziemy spisywać mandat w radiowozie – przerwał mu policjant i zignorował uprzejmy gest.
- Ale ,żeby  od razu  mandat , czy to przypadkiem nie lekka przesada ? – położył dłoń na ramieniu policjanta , ale ten ja strącił
- Czy to jest wyśmiewanie funkcjonariusza na służbie?- pogroził mu dłoniom
- To nie . . . , ale to już tak – chłopak  zaczął się bawić jego czapką.
- Wystarczy tego ! – krzyknął policjant i obezwładnił on Lou , pchając go przy tym na drzwi.
- Czy aby na pewno wszystko w porządku ? – zapytałam
- W najmniejszym
- Idziemy – ciągnął go w stronę pojazdu.
- Wybacz , ale widzisz jestem rozchwytywany – funkcjonariusz otworzył drzwi samochodu i wepchnął go do środka – nie dzwoń , ja zadzwonię– powiedział żartobliwie przed zatrząśnięciem drzwi.
  • awatar Dead Grace: Dobrze piszesz, choć sądzę, że przy dialogach za dużo szczegółów :) Postaw czasem na brak opisywania reakcji.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

baseballcap
 
Moje pierwsze opowiadanie takie krótkie, może wam się spodoba, proszę o przeczytanie.  Najlepiej też zostawcie komentarz.  

Nazywam się Karolina Kosińska i mam siedemnaście lat. Jestem zwykłą dziewczyną i mieszkam w Stone. Dobrze się uczę, mam same piątki oprócz jednej czwórki z matematyki. Nie mam zbyt wielu przyjaciół, rzadko imprezuję. Wolę spokojne klimaty. W mojej klasie jest dziewczyna, która mnie nienawidzi. Ma na imię Beata. Według mnie to plastikowa lala, w dodatku jest tak zwaną galerianką – puszcza się ze starszymi mężczyznami za pieniądze. Dla mnie to jest po prostu obleśne.

Nie mam chłopaka, a nawet jakbym miała, to pewnie i tak zerwałby ze mną od razu, bo moja mama kazałaby mi się skupić wyłącznie na nauce. Nie wiem dlaczego, ale wszyscy uwielbiają Beatę. Według mnie to jest bez sensu. Moje życie było spokojne aż do początku roku szkolnego.

Pierwszego dnia okazało się, że do naszej klasy doszedł nowy chłopak Kacper. Wychowawczyni kazała mu dosiąść się do mnie, bo nigdzie indziej nie było wolnej ławki. Pani go przedstawiła całej klasie i przeszliśmy do lekcji. Od razu podał mi rękę i przedstawił się. Bardzo mi się spodobał. Byłam w nim zauroczona, bo był naprawdę przystojny i miły.

Potem zaczepił mnie na przerwie. Pytał o dużo rzeczy i sam opowiadał o sobie. Okazało się, ze nie ma mamy, gdyż kilka lat temu zmarła na jakąś chorobę. Mieszkał z tatą, nie miał rodzeństwa. Za to ja mam trzech braci, trudno z nimi wytrzymać, ale chyba dopiero teraz zaczęłam ich doceniać. Każda dziewczyna go zaczepiała, ale on nie chciał z nimi za bardzo rozmawiać. Chyba wiedział, że od razu będą chciały z nim chodzić. W końcu zaczęła z nim rozmawiać Beata.

- Cześć, słuchaj. Podobno jesteś dobry z matmy, może pomógłbyś mi? Przyjdź do mnie po szkole – byłą bardzo pewna siebie, ale nie wiedziała co odpowie Kacper.

- Przepraszam cię, ale ja nie udzielam korków z matmy, poza tym wiem jak to się skończy. Znajdź sobie inną ofiarę.

Na twarzach całej klasy pojawił się szyderczy uśmiech, a Beata ze złością poszła gdzie indziej. Kolejnego dnia podeszła do mnie i powiedziała:

- Karolina, chciałabym cię przeprosić za wszystko co ci zrobiłam.

Wydało mi się to szczere i chodź byłam pełna podejrzeń poprosiłam by mówiła dalej.

- W zamian za to wszystko co ci zrobiłam, chcę zabrać cię na zakupy, co ty na to?

Nie byłam pewna czy to dobry pomysł, ale zgodziłam się, chodź niechętnie. Po szkole poszłam z nią i kilkoma jej koleżankami. Bałam się trochę, ale nie mogłam się teraz wycofać. Poszłyśmy do galerii i zaczęłyśmy wybierać ubrania. Beata wybrała mi ciuchy, które niezbyt mi się spodobały i powiedziała:

- Musisz to założyć, będziesz w tym wyglądać bosko.

Zaczęłam podejrzewać, że to się źle skończy, ale przymierzyłam ubrania. Kiedy byłam już prawie gotowa do przymierzalni, w której byłam wszedł jakiś mężczyzna i złapał mnie za biust. Ja z płaczem w oczach wybiegłam, a Beata rozmawiała z jakimś mężczyzną, wyglądał na biznesmena. Pewnie Beata czekała na kolejne „zlecenie”. Weszłam do innej przymierzalni, założyłam swoje rzeczy i wybiegłam ze sklepu.

W szkole znów siedziałam z Kacprem. Bałam się mu powiedzieć o tym co zaszło w galerii, więc postanowiłam udawać, że wszystko jest w porządku.

- Cześć Karolina. Dziwnie wyglądasz. Źle się czujesz? – zapytał Kacper.

- Tak, ale to przejdzie – powiedziałam drżącym głosem.

Lekcje minęły spokojnie. Gdy zbierałam się do wyjścia zaczepiła mnie Beata.

- Gdzie się wybierasz? Jeżeli do piątku nie przestaniesz z nim rozmawiać, wszystko opowiem Kacprowi, zrozumiałaś?

- Ale przecież ja nic nie zrobiłam, to ty mnie w to wszystko wpakowałaś, zostaw mnie w spokoju.

- Myślisz, że ktoś ci uwierzy w twoje bajeczki? Wszyscy są po mojej stronie – powiedziała i wyszła.

Byłam przerażona. Nie wiedziałam co robić. Gdy wyszłam, ze szkoły, Kacper zapytał, czy pójdziemy na jakieś zakupy.  Zgodziłam się, ale miałam nadzieję, że nie pójdziemy do galerii, niestety, poszliśmy tam. Chociaż tyle dobrego, że nie było tam Beaty.

W czwartek umówiliśmy się z Kacprem na korki z matematyki. Zgodził się mi pomóc. Mieliśmy iść do mnie do domu.  Kiedy zmierzaliśmy ku mojemu domowi, Kacper zapytał:

- Wiesz co, mam pomysł, może pójdziemy do mnie, to nie daleko. Mój tata na pewno chciałby cię poznać.

- A on w ogóle wie, że się przyjaźnimy?

- Nie, ale przedstawię mu ciebie.

Wtedy było mi już wszystko jedno. Trochę bałam się tego spotkania, ale jeszcze bardziej bałam się, że w drodze do domu spotkamy Beatę, bo mieszkamy koło siebie. Poszliśmy więc do niego. Po drodze Kacper opowiedział mi trochę o swoim tacie. Mówił, że pracuje w dużej firmie, dlatego rzadko poświęca mu czas, ale jest bardzo kochającym ojcem i każdą wolną chwilę spędza właśnie z nim. W końcu dotarliśmy. Po wejściu do mieszkania od razu zaproponował wejście na górę, gdzie znajdował się jego pokój. Bardzo mi się spodobał. Nie było w nim nic szczególnego, poza balkonem z pięknym widokiem na sad sąsiadów. Na półkach miał dużo książek podróżniczych. Interesował się malarstwem. Rysował naprawdę cudownie, ale nie pokazywał swoich rysunków, mówił, że jest nieśmiały, ale ja uważam, że powinien iść do jakiejś szkoły artystycznej. Jego ojciec nie wrócił jeszcze z pracy, więc mieliśmy chwilę dla siebie. Niby uczyliśmy się z matematyki na kolejny egzamin, ale tak naprawdę rozmawialiśmy na zupełnie inny temat. Siedzieliśmy blisko siebie. W pewnej chwili dotknął mojej ręki. Spoglądał na mnie spod długiej grzywki i już mieliśmy się pocałować, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszliśmy na dół i wtedy … To był on, był to mężczyzna, który zaczepił Beatę w galerii. To był jego ojciec. Prosiłam Boga tylko o to, żeby mnie nie rozpoznał. Na początku było dość normalnie. Jedliśmy kolację. Ja nie przekąsiłam ani kęsa – byłam zbyt zdenerwowana. Gdy Kacper zapytał czemu nie jem odpowiedziałam, że nie jestem głodna. Tata Kacpra zaczął mi się przyglądać, dziwnie się czułam, a jednocześnie bałam się.

- Skądś cię znam, tylko nie mogę sobie przypomnieć skąd.

Siedziałam cicho jak mysz pod miotłą. W końcu Kacper przerwał ciszę, odsunął krzesło, wstał i powiedział:

- To ja pozmywam naczynia.

- Ja ci pomogę – chciałam jakoś wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji.

- Nie ma mowy, jesteś moim gościem, sam się tym zajmę.

Gdy Kacper wyszedł z jadalni, aby pozmywać, już wiedziałam, że jestem spalona. Wtedy jego ojciec zaczął mówić szeptem:

- Rozpoznałem cię. To ty byłaś  wtedy w galerii. Nie przychodź tu więcej i nie spotykaj się z moim synem.

- Proszę pana, ale ja … ja… ja go kocham! – reszcie wyrzuciłam to z siebie, ale nie było żadnych efektów.

- Nie obchodzi mnie to. Nie jesteś tu mile widziana. Idź już!

Nie pozostało mi nic innego, jak wrócić do domu. Słyszałam jeszcze tylko głos Kacpra, gdy wychodziłam: ” A gdzie Karolina? ” i poszłam. Po drodze płakałam, chciałam z nim być, ale nie miałam żadnych szans. Wciąż nurtowało mnie to samo pytanie – Co robić? Przez całą noc zastanawiałam się jak przekonać ojca Kacpra, że nie jestem taka jak Beata. W końcu wpadłam na pewien pomysł. Rano, jeszcze przed szkołą, postanowiłam pójść do domu Kacpra. Spakowałam się i szybko pobiegłam, aby zdążyć na lekcje. Zapukałam do drzwi. Otworzył ojciec Kacpra.

- Dlaczego tu przyszłaś? – zapytał zbulwersowany – miałaś mi zniknąć z oczu, mówiłem, żebyś nie przychodziła do Kacpra.

- Nie przyszłam do niego, tylko do pana, bo muszę z panem porozmawiać. Wtedy w galerii – zaczęłam – to był zwykły przypadek.

- Takie przypadki się nie zdarzają.

W końcu dał mi dokończyć. Opowiedziałam mu wszystko ze szczegółami : o Beacie, o przymierzalni, o wszystkim. Przysięgłam mu też, że nie powiem Kacprowi o tym, jak to jego tam spotkałam, przecież każdy popełnia błędy.

- Ale to nie jest tak jak ty myślisz – zaprzeczył – ona sama mnie zaczepiła, zaczęła mnie namawiać do tego, ale ja strasznie się zdenerwowałem i od razu wezwałem ochronę, już po tym jak stamtąd wyszłaś.

No i nareszcie wszystko się wyjaśniło! Podaliśmy sobie ręce na zgodę. Wtedy ze swojego pokoju przyszedł Kacper. Opowiedzieliśmy mu o wszystkim i wreszcie mogłam być wobec niego szczera. Okazało się, że on też się we mnie zakochał (dziwne, że tego nie zauważyłam, przecież prawie się pocałowaliśmy). Teraz jesteśmy razem i planujemy wspólną przyszłość .;)

To opowiadanie dedykuję koleżankom z klasy Ewelinie, Ewelinie, Agnieszce i Agnieszce. Zostawcie po sobie jakiś ślad. ;P
  • awatar Karmelek067: To praktycznie opisuje moją sytuacje ale tylko początek ;3
Pokaż wszystkie (1) ›
 

goldenberry
 
Dolena: Kolejny dzień po tym wszystkim. Jeszcze o nim myślę. Nie mogę sobie wybaczyć. Tak bardzo chciałam, by nie było go w moim życiu. Nic nie mogło być prawdą, a w szczególności jedno wydarzenie...
Siedziałam przy komputerze myśląc o tym, że następny dzień będzie lepszy od tego. Jak zwykle czekałam aż dostanę wiadomość na gadu. Patrzyłam sennie na ekran, aż w prawym rogu zaświeciła ikonka z wiadomością.Otworzyłam ją. Nieznany numer napisał mi, że chcę mnie poznać. Czemu nie. Pomyślałam. Po chwili pisania, dowiedziałam się podstawowych informacji. Miała na imię Weronika, a lat miała 17. Zdawała się być normalną nastolatką, normalną mam na myśli pijącą, bawiącą się na dyskotekach itp. Tak widzi się normalność w XXI wieku. Patrzyłam na to trochę z dystansu. Mimo tego, jaka była zaczęłam ją lubić. Z czasem kochać jak siostrę. Ale nie pozna się człowieka, po tym jak pisze... Weronika miała problem ze swoją egzystencją. Nie wiedziała po co żyje, ale żyła nie tak jak powinna. Ja świetnie ją rozumiałam. Zaczęłam pomagać tej dziewczynie, ponieważ czułam taką potrzebę. Myślałam sobie, że jeśli ja jej nie pomogę to kto to zrobi. Okazało się, że diabeł był dość blisko niej, a za daleko ode mnie. Weronika była sobą, ale jak na swój wiek zachowywała się mało poważnie. Miała wiele problemów. Przechodziła z alkoholu do narkotyków, z narkotyków do alkoholu. Nie wiedziałam co o niej sądzić, mimo to wciąż nie dawałam za wygraną. Walczyłam o nią. I jak się wydało, nie tylko o nią. Coraz częściej pisałam z tą dziewczyną. Musiałam jej pomagać, w odróżnianiu tego co jest dobre a co złe. Pewnego dnia spytała mnie co sądzę na temat aborcji. Oczywiście pytanie zwaliło mnie z nóg. Co mogłam o tym sądzić, skoro jest to zabijanie ludzkiej istoty. Mogłam powiedzieć tylko jedno zabójstwo. Weronika okazała się być kimś więcej niż zwykłą dziewczyną. Przyznała się, że jest w ciąży. Nie wiem czy byłam zaskoczona, czy raczej znużona. Miała ona już dosyć problemów, a mogła by te dziecko tylko skrzywdzić. Ale gdy zauważyłam zmianę w jej zachowaniu i poprawę w walce z nałogiem mogłam być spokojna o dziecko. Trochę jednak zboczyłam z kursu. Weronika przedstawiła mi swojego chłopaka Wojtka. On był bardzo, ale to bardzo nie odpowiedni dla niej. Poważny, stonowany i miły. Co było dla mnie ciekawym zaskoczeniem. Troszczył się o nią i bał na każdym kroku. Zaczęłam z nim pisać. O nim, o Weronice, o dziecku i o ich związku. Okazało się, że ktoś nie mówił mi całej prawdy. Ten ktoś to oczywiście ona. Byłam wściekła, zła i gniewna. Nie mogłam w to uwierzyć. Z dnia na dzień pomagałam rozwiązywać ich  problemy. Ale to co oni nazywali związkiem ja nazywałam skomplikowaną pułapką. Znów uzależnienie nad nią wygrało. Przegrała swoją szansę na miłość wieczną. Wszystko niby zaczęło się niewinnie. Jedno piwo, może dwa. Potem kolejne, w towarzystwie kolegi. Wiadomo do czego to wszystko doprowadziło. JA miałam białą gorączkę, jej chłopak depresję. Ona wielce zadowolona z tego, że robi co chcę. Pije będąc w ciąży, ćpa będąc na odwyku. Bałam się o niego. Tak bardzo mi na nim zależało. Kochałam go jak brata, którego mam, ale to nie to samo. Martwiłam się o to, czy jej wybaczy. Ja na jego miejscu nie wiem co bym zrobiła, do czego byłabym zdolna.Nie mogłam na nią patrzeć, pisać z nią i słuchać jej żałosnych tłumaczeń. Ona wiedział co zrobiła, jak i gdzie. Nie miała żadnych skrupułów. Za to ja miałam skrupuły, swoje i jej. Chciałam jej pomóc, ona nie przyjęła mojej pomocy. Gdy spytałam się go czy jej wybaczy, on nie odpisał. Nie odpisał, aż do tamtego feralnego dnia. Po kilku dniach nic się nie zmieniło. Nie odzywałam się do Weroniki, nie otrzymywałam wiadomości od Wojtka. Byłam tym wszystkim zmęczona. Więc sms od Wojtka wywołam trochę lęku we mnie. Napisał, że mi dziękuje za wszystko, że jestem za dobra dla niego. Nie pamiętam co było dalej w tym smsie. Nie odpisałam. Ani teraz ani nigdy.
Po miesiącu zapomniałam o tej znajomości. Nie byłam pewna czy to był sen czy rzeczywistość. Jednak była to straszna rzeczywistość. Włączyłam swój komputer i uruchomiłam gadu gadu. Pierwsze co zobaczyłam to wiadomość. Mogłam spodziewać się jej od wszystkich, ale nie od niej. To Weronika. Zaczęła normalnie rozmowę. Pytała czy pisał do mnie Wojtek. Powiedziałam jej, że tak. Podziękował i nic więcej nie pisał. Ona na to, że nigdy on już nie napisze. Nie wiedziałam co ma na myśli. Spytała o której godzinie wysłał sms'a . Powiedziałam, że po południu. Był to ostatni sms jaki wysłał. Sms wysłany minutę po powieszeniu. Byłam zdruzgotana. A jeszcze bardziej zła, gdy przeczytałam list pożegnalny. Napisał parę słów do mnie, że albo on albo chłopak, z którym zdradziła go Weronika. Oczywiście musiał to być on. Nie mogłam w to uwierzyć. Wyłączyłam komputer. Zgasiłam światło. Płakałam trzy godziny, cztery, następnego dnia byłam nie zdolna do życia. Poszłam do szkoły. Siedziałam przed salą trzymając się za kolana. W myślach krzyczałam : TO ONA GO ZABIŁA... Wyobrażając sobie jego martwe wiszące ciało. Wybuchłam płaczem. Siedziałam na lekcji patrząc w ścianę. Raz płacząc raz krzycząc. Dzień minął szybko. Nic z niego nie pamiętam. Wróciłam do domu. Znów rzuciłam się w wir depresji. Na przemian płakałam i krzyczałam. Po kilku minutach usiadłam przy komputerze. Włączyłam go i napisałam najpiękniejszy wiersz. Wiersz, który mówił o nim. Dla ciebie róży zakazany kwiat. Kolejne wiersze powstawały tylko o nim. Były głębsze i smutniejsze. O miłości i nienawiści. O śmierci i poświęceniu. O uczuciu i nadziei. Rzuciłam klawiaturą. Szloch przemieniał się w lament. On już nigdy nie miałby się uśmiechnąć. Nigdy nie miał by już przytulić dziecka. Położyłam się na łóżku. Ze zmęczenia powieki opadły mi na oczy. Gdy otworzyłam oczy ujrzałam moją siostrę. Położyła się obok mnie, otoczyła ramieniem. O nic nie pytała. A ja po cichu ciągle powtarzałam Ona go zabiła. Siostra wiedziała, że musi poczekać. Po 15 minutach opowiedziałam jej wszystko. Nie miałam ochoty o tym rozmawiać. Zamieniłam z nią kilka zdań. Po czym zamknęłam oczy i już nigdy nie chciałam ich otworzyć. Lecz niestety je otworzyłam i żyłam jakby nigdy nic. Ale cały czas w sercu miałam myśl : Boże , czemu zabrałeś jego a nie mnie?
 

zuzka14
 
Lubiłam się z nim  spotykać rozmawiać. Mogłam mówić mu o wszystkim. Spotykaliśmy się codziennie choć miał dziewczynę. Przyjechał pewnego dnia pijany z kolegami. Przywitałam się z nim. Tak bardzo chciałam do niego się przytulić. Choć zatrzymywał mnie fakt, że ma dziewczynę. No cóż zaryzykowałam. Przytuliłam się do niego jak siostra nie dziewczyna. Zdziwiłam się gdy on też to zrobił. Szliśmy dalej obok siebie. Myślałam, że jest taki, bo jest pijany,ale do pewnego momentu kiedy podeszła moja koleżanka, która też do niego coś czuła. Przytuliła go, a on spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. Ja uśmiechnęłam się do niego i gestem rąk przekazałam, że nic zrobić nie mogę. Ona gadała z nim gadała no toper nie dała mi dojść do słowa. Znudziło mnie to trochę więc zmieniłam kierunek w stronę domu. On podbiegł do mnie i powiedział, że zadzwoni. Czekałam długo, aż .... telefon zaczął dzwonić ` To On !! Gadałam z nim długo, bardzo, że na drugi dzień nie poszłam do szkoły ; )
 

blog-sex
 
Nienawidzę poniedziałków -pomyślałam leżąc rano na łóżku. Moja koszulka nocna była cała mokra od potu, bo sierpniowe upały już od dłuższego czasu dawały się we znaki. Męża w domu już nie było, ponieważ wstaje do pracy dużo wcześniej niż ja. Jest architektem i narzeka, że ma ostatnio "urwanie głowy" ze zbyt dużą ilością zleceń na raz. Wstałam, zaparzyłam sobie kawę, a jej aromat sprawił, że nabrałam trochę chęci do życia. Na śniadanie zjadłam dwie kanapki z żółtym serem, potem szybki prysznic i do pracy...

Nudna praca sekretarki, w nudnej firmie produkującej odzież roboczą. Po studiach miałam problem ze znalezieniem pracy, dlatego byłam zmuszona przyjąć tę posadę.
- Niska pensja, ale lepsza taka praca, niż żadna.

Siedziałam przed monitorem komputera mechanicznie wklepując dane, a stukot klawiatury wprawił mnie w hipnotyczny trans. Nagle z rytmu wybił mnie dźwięk mojego telefonu komórkowego. Dzwonek imitujący rechotanie żab...
- Co mnie podkusiło, żeby ustawić sobie coś takiego?
Na wyświetlaczu przeczytałam, że dzwoni mąż.
- Cześć Krzysiu, co tam? -powiedziałam.
- W sumie to... nic takiego. Chciałem Ci tylko powiedzieć, żebyś nie czekała na mnie z obiadem. Mam bardzo dużo pracy i nie wiem, o której wrócę -odparł.
- Ok, już zdążyłam się przyzwyczaić do tego, że ostatnio ciągle nie ma cię w domu.
- Nic na to nie poradzę, praca to praca. Cześć -odparł lakonicznie i rozłączył się.

Akurat w pokoju była moja szefowa Alicja. Stała przy regale i przeglądała jakieś dokumenty. Czarne, krótkie włosy, piwne oczy, bardzo zadbana, ubrana w elegancki szary kostium, tak zwana "rycząca czterdziestka".
- Znowu go nie będzie? -zapytała szefowa z utkwionym we mnie, pełnym zrozumienia wzrokiem.
- Tak. Już od dłuższego czasu praca jest dla niego na pierwszym planie. Ostatnio prawie w ogóle się nie widzimy -odparłam. - Jesteśmy ze sobą już sześć lat i bardzo go kocham, ale trudno mi jest pogodzić się z tym, że ciągle siedzę w domu sama -dodałam.
- To nie wróży nic dobrego. Mój mąż -były mąż też rzadko pojawiał się w domu. Pewnego dnia nie pojawił się wcale. Po trzech dniach raczył powiadomić mnie telefonicznie, że odchodzi do innej. Palant -powiedziała szefowa i spuściła wzrok na podłogę. Po kilku minutach Alicja poszła do swojego gabinetu.

Nagle do pokoju wparowała Agnieszka moja najlepsza przyjaciółka, która pracuje w dziale marketingu. Moja rówieśniczka -dwadzieścia siedem lat, gęste, proste włosy do ramion w kolorze miodowy blond, długa grzywka lekko zakrywająca duże orzechowe oczy, sylwetka zaokrąglona tu i ówdzie. Zawsze pogodna, wesoła, lekko "postrzelona", uwielbia zmieniać facetów jak rękawiczki.
Z wypiekami na twarzy wpadła podzielić się ze mną "cudowną" nowiną, że do jej działu przyjęli nowego pracownika -młodego, przystojnego Adriana.
- Mówię ci, jest boski. Bardzo chciałabym go poznać -powiedziała Agnieszka z wyraźną nutą podniecenia w głosie. - Jest wysoki, kasztanowe, kręcone włosy i niebieskie oczy. A na dodatek, jest nieźle zbudowany.
- No, to trafił ci się niezły kąsek -powiedziałam z lekkim uśmiechem.
- Tak, szkoda tylko, że sprawia wrażenie takiego cichego i nieśmiałego. Z tym swoim rozmarzonym wzrokiem przypomina raczej artystę, który szuka swojej muzy. A może to tylko pozory? Najważniejsze, że nie ma obrączki na palcu -dodała.

Podczas przerwy postanowiłyśmy zjeść obiad w pobliskiej restauracji „ Meksyk". Przytulne, ciepłe, czerwono -żółte wnętrze, z mnóstwem kaktusów poustawianych w każdym kącie na podłodze i słomkowych kapeluszy zawieszonych na ścianach. Usiadłyśmy przy małym, dwuosobowym stoliku nieopodal okna i zaczęłyśmy przeglądać menu.
- Na co masz ochotę? -zapytała Agnieszka.
- Na schabowego z ziemniakami i kapustą -odparłam z lekką nutką ironii.
- No, przestań. Czasami trzeba spróbować czegoś nowego. Ja lubię urozmaicenie.
- Wiem coś o tym; dzisiaj blondyn, jutro brunet, a pojutrze łysy "kark" -odparłam z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Ty okropna, monogamiczna babo, nie wiesz co tracisz.
- Co w końcu bierzesz? Ja mam chęć na chili con carne -mięso z fasola, cebulą, papryką i pomidorami -powiedziała Agnieszka.
- Dobra, to ja wezmę tortille z serem. Podobno całkiem smaczne, tylko wypala gardło.

Po chwili podeszła do nas kelnerka i złożyłyśmy zamówienie. Do picia poprosiłyśmy białe, wytrawne wino. Na sali siedziało tylko kilka osób, więc swobodnie mogłyśmy sobie rozmawiać.
- Wiesz, ostatnio mój zegar biologiczny daje o sobie znać -powiedziałam.
- A co, umierasz?
- Bardzo śmieszne. Coraz bardziej odczuwam potrzebę posiadania dziecka. Taka mała cząstka mnie samej do kochania -dodałam.
- A co na to Krzysiek?
- Ostatnio, jak go pytałam, to stwierdził, że nie dojrzał jeszcze do bycia ojcem.
- Ciekawe, kiedy dojrzeje? Może jak będzie miał czterdziestkę na karku?

Obie zamyśliłyśmy się przez krótką chwilę, a potem zaczęłyśmy lustrować otoczenie. W tym momencie podeszła do nas kelnerka z pysznie wyglądającym, aromatycznym jedzeniem.
- Mniaaamm... -zamruczałam jak kotka.
- Ewka, ty przynajmniej masz stabilną sytuację, a ja muszę ciągle polować. Ostatnio, byłam na randce z takim jednym "brumburakiem". Zabrał mnie na romantyczną kolację do baru, w którym podają fast food. Na dodatek sama musiałam za siebie zapłacić. O zgrozo. Czy on naprawdę myślał, że w ten sposób zrobi na mnie dobre wrażenie? -powiedziała Agnieszka.
- Ja nie uganiałam się za facetami, a jakoś nigdy nie narzekałam na brak powodzenia. Może oni czują się przez ciebie osaczeni? -zapytałam.
- Gdybym wyglądała tak jak ty, to też miałabym spore powodzenie. Ty jesteś wysoka, szczupła, masz duży biust, długie, czarne, kręcone włosy i niebieskie „kocie” oczy -odparła Agnieszka.

Od czasu do czasu spoglądałam na gości siedzących przy stolikach. Zauważyłam, że od dłuższego czasu patrzy w naszą stronę jakiś młody mężczyzna.
- Aga, pod ścianą, przy stoliku siedzi jakiś facet i gapi się ciągle tutaj -powiedziałam.
Agnieszka odwróciła się na chwilę, a potem prawie podskoczyła na krześle.
- To właśnie Adrian -powiedziała podekscytowana z wypiekami na twarzy. - Powiedz mi jak powinnam go poderwać?
- Proponuję jakoś subtelnie.
- To, znaczy jak?
- Rusz mózgownicą, głupia nie jesteś.

Skończyłyśmy posiłek i uregulowałyśmy rachunek. Wstałyśmy od stolika i pomału kierowałyśmy się w stronę wyjścia. Przechodząc niedaleko Adriana, odruchowo spojrzałam na niego.
- Boże, ale on jest przystojny.
Nasze oczy spotkały się. Jego przenikliwy, tajemniczy wzrok wdarł się głęboko w moje wnętrze. Omiótł spojrzeniem moją twarz, piersi, biodra i nogi. Poczułam jak od czubków palców aż po czubek głowy przechodzi przeze mnie dziwny dreszcz. Nagle zrobiło mi się gorąco i wilgotno między udami. Nie mogłam uwierzyć, że obcy facet tak na mnie działa. Adrian odprowadził mnie wzrokiem aż do drzwi restauracji. Wróciłyśmy do pracy, każda z nas do swoich zajęć.

Wieczorem postanowiłam położyć się wcześniej spać. Krzyśka jeszcze nie było. Dość szybko usnęłam. Przez sen poczułam, że ktoś mnie dotyka. Czyjeś ręce błądzą po moim ciele, pod koszulką nocną. Otworzyłam oczy i zobaczyłam męża pochylonego nade mną. Poczułam intensywny odór alkoholu i papierosów.
- Piłeś -powiedziałam.
- Tylko trochę. Po pracy trzeba się rozluźnić. Mam na ciebie straszną ochotę.
- Zawsze jak jesteś pijany, to masz ochotę, a na trzeźwo, to nigdy nie masz dla mnie czasu. Daj mi spokój, chcę spać.
- Jesteś moją żoną, należy mi się -mówiąc to, zadarł mi do góry koszulkę i położył się na mnie. Zaczął zachłannie całować, wciskając swój język w moje rozchylone usta. Dłońmi miętosił moje piersi. Odwracałam głowę w każdą stronę i próbowałam go z siebie zrzucić.
- Przestań! -krzyknęłam.
- Masz mi się oddać i koniec -odparł.
Siłą rozłożył mi nogi i wszedł we mnie, praktycznie, bez żadnej gry wstępnej. Poczułam ból -byłam zbyt sucha. Napierał i cofał się, napierał i cofał, i jeszcze raz, i kolejny. Robił to, tak mechanicznie, beznamiętnie. Zależało mu tylko na tym, aby jak najszybciej zaspokoić własną potrzebę. Nie znosiłam, kiedy uprawiał ze mną seks, w taki sposób. Po wszystkim zszedł ze mnie, odwrócił się plecami i usnął.


Następnego dnia Agnieszka wpadła do mojego pokoju niczym torpeda.
- Wczoraj, wieczorem wyskoczyłam z Adrianem do pubu -oznajmiła z dumą w głosie.
- Poderwałaś go w miarę subtelnie? -zapytałam.
- Jeszcze jak. Podeszłam do niego i zapytałam czy miałby ochotę umówić się ze mną na drinka.
- Tak, rzeczywiście byłaś bardzo subtelna. Jak było?
- Nieziemsko. Rozmawialiśmy na wiele ciekawych tematów. On jest taki inteligentny, wszechstronnie utalentowany i ma własną łódź. Już widzę siebie na tej łodzi, jak pływamy razem po jeziorze w blasku zachodzącego słońca.
- Aga, nie przesadzaj. Nie angażuj się tak szybko, bo znowu się sparzysz. Pewnie za tydzień stwierdzisz, że to nie jest ten jedyny.
- To, na pewno ten, jest idealny. Zdradził mi, że na prawej łopatce ma wytatuowanego czerwonego smoka. Opowiadał, że jak był nastolatkiem uczęszczał do klubu karate "Red Dragon". Ma czarny pas i jest cholernie męski -stwierdziła.
- Wiesz, jestem trochę zdziwiona, bo mój Krzysiek też ma taki tatuaż i kiedyś należał do tego klubu.
- Może znają się?
- Muszę zapytać w domu Krzysia. A jak Adrian ma na nazwisko? -zapytałam.
- Stanisławski.

Po pracy postanowiłam wrócić do domu spacerując przez ogromny park. Cisza, spokój, prawie nie ma ludzi, można sobie odetchnąć. Szłam bardzo wolno, lekko powłócząc nogami. Dół mojej białej, cienkiej, prawie przeźroczystej sukienki delikatnie powiewał na wietrze. Długie, ciemne loki, otulające z obu stron pełne piersi poruszały się sprężyście przy każdym moim kroku. Pogrążona we własnych myślach nie zauważyłam, że w moim kierunku nadciągają ciemne, kłębiaste chmury zwiastujące burzę. Nagle pojedyncza, zimna kropla deszczu wyrwała mnie z otępienia. Zrobiło się bardzo ciemno, a wiatr przybrał na sile. Głośny huk i zobaczyłam jak błyskawica przeszywa niebo. Od dziecka bardzo bałam się burzy, dlatego z "duszą na ramieniu" zaczęłam gorączkowo szukać bezpiecznego schronienia. W oddali dostrzegłam białą altanę i nie namyślając się długo zaczęłam biec w jej kierunku, co sił w nogach. Po paru sekundach byłam już przy kamiennych schodach. Wbiegłam na nie, a pech chciał, że jeden ze stopni był bardzo śliski, przez co straciłam równowagę. Przewróciłam się na kolana, zdzierając sobie przy tym skórę aż do krwi. Tępy ból sprawił, że nie byłam w stanie się podnieść.
- Cholera! -krzyknęłam głośno.
- Dlaczego zawsze musi mi się coś przytrafić?

W tym momencie poczułam jak czyjeś dłonie zaciskają się na moich ramionach i ciągną mnie do góry. Kiedy stałam już na nogach, ten ktoś zaciągnął mnie pod altanę.
-Jestem Adrian, pracujemy w tej samej firmie.
-Wiem, widziałam cię, jestem Ewa.
Zapadła między nami cisza. Mierzyliśmy mnie wzrokiem. Miał na sobie białą koszulkę i jasne spodnie „bojówki”. Zauważyłam jak napinają mu się mięśnie szczęki i rozszerzają źrenice. Byłam lekko roztrzęsiona, a on podszedł i niespodziewanie objął mnie swoim ramieniem. Ten nagły, bliski kontakt fizyczny bardzo mnie zaskoczył, ale nie odsunęłam go od siebie. Czułam jak dziwnie drży. W tym momencie przypomniałam sobie to, co mówiła Agnieszka o jego tatuażu z czerwonym smokiem. Zapytałam go wprost:
- Wczoraj byłeś na drinku z moją przyjaciółką i opowiadała mi, że masz na prawej łopatce tatuaż ze smokiem.
- Tak, mam -mówiąc to uśmiechnął się do mnie.
- Mój mąż ma taki sam. Znasz może Krzyśka Mrozowskiego?
Nagle zamarł w bezruchu i nie wydobył z siebie żadnego słowa.
- Co ci jest? -zapytałam.
W tym momencie odsunął się ode mnie, odwrócił na pięcie i wybiegł z altany, znikając gdzieś w oddali.


Gdy burza ucichła ruszyłam dalej parkiem w kierunku domu. Przeszłam przez ulicę i mijając pobliską restaurację stanęłam jak wryta. Zauważyłam znane mi krótkie, blond włosy, niebieskie oczy, smukły kształt postaci, duże dłonie, ściskające czule inną dłoń, znacznie mniejszą i bardziej delikatną. Zgięłam się w pół, czując ból jakby ktoś kopnął mnie w brzuch. Brakowało mi tchu i myślałam, że zaraz się uduszę. Do oczu napłynęły mi łzy. Mój mąż siedział w restauracji z jakąś blondyną, ściskając ją za rękę i patrząc jej głęboko w oczy. Nagle pochylił się w jej kierunku i mocno wgryzł w jej pełne, czerwone wargi. Tego było już za wiele. Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Musiałam dowiedzieć się kim jest ta kobieta i czego chce od mojego męża. Przekroczyłam próg restauracji i zaczęłam wolno iść w stronę stolika, przy którym siedzieli. Nogi miałam jak z waty i zaschło mi w gardle. Na mój widok twarz Krzyśka przybrała kolor purpury, a oczy prawie wyszły mu na wierzch.
- Kim jest ta kobieta? -zapytałam.
- To moja klientka -odparł Krzysiek.
- Klientka? Kochanie, znasz tą panią? -zapytała blondynka.
Krzysiek zaniemówił, nie wiedząc co odpowiedzieć. Mocno wzburzona kobieta utkwiła we mnie swój wzrok.
- Czego pani chce od mojego chłopaka? -zapytała.
- Widzę, że mój mąż nie raczył poinformować cię, że jest żonaty , od sześciu lat.
- Krzysztof, to prawda? Jesteś żonaty? Powiedz coś.
- Aniu, ja ci potem wszystko wyjaśnię -odparł Krzysiek.
- Ty, jej wyjaśnisz? A co ze mną? -zapytałam.
Nic nie odpowiedział, tylko siedział jak „słomiana kukła”. Starałam się, jakoś, powstrzymać napływające do oczu łzy, ale nie dałam rady. Wybiegłam stamtąd, potrącając przy drzwiach kelnera, który spojrzał się na mnie, jak na idiotkę. Chciałam jak najszybciej stamtąd uciec.

Biegłam przed siebie ulicą, nie zwracając uwagi na nic, i na nikogo. Potok łez zalewał mi twarz, a w uszach słyszałam szybkie kroki, które sprawiały wrażenie, że ktoś biegnie za mną. Zatrzymałam się w najbliższym zaułku i zaczęłam głośno płakać. Nagle usłyszałam za plecami:
- Nie płacz. On nie jest ciebie wart. To kawał drania.
Adrian podszedł do mnie tak blisko, że czułam ciepło jego przyśpieszonego oddechu na twarzy.
- A ty, skąd to wiesz? Co ty, właściwie, ode mnie chcesz? Dlaczego za mną pobiegłeś? -zapytałam.
- Ja, tylko chcę pomóc. Jeśli uważasz, że się narzucam, to odejdę.
- Nie, zostań. Przepraszam.
- W porządku. Co zamierzasz teraz zrobić? -zapytał.
- Chcę wrócić do domu.
- Chodź, odprowadzę cię.


Przez całą drogę, nie zamieniliśmy ze sobą żadnego słowa. Adrian, co jakiś czas, spoglądał na mnie ukradkiem. Pod drzwiami podałam mu rękę, podziękowałam i weszłam do środka. Czułam, że muszę uspokoić skołatane nerwy. W głowie miałam mętlik i nie wiedziałam, co będzie dalej z moim małżeństwem. Rozebrałam się do naga i weszłam pod prysznic. Poczułam ulgę, kiedy gorąca woda zaczęła sunąć po moim ciele, ku dołowi i z charakterystycznym dźwiękiem uderzać o emaliowane dno brodzika.
- Dlaczego on mi to zrobił? Czym zawiniłam?
Te pytania, na które nie znałam odpowiedzi, kłębiły się w mojej głowie. Zakręciłam wodę i wytarłam się ręcznikiem. Wilgotne, ciemne loki opadły na biały, satynowy szlafrok, który na siebie włożyłam. Poszłam do kuchni zaparzyć sobie melisę. Nagle usłyszałam dźwięk klucza, otwierającego zamek w drzwiach. Z daleka poczułam intensywną woń alkoholu. Krzysiek wszedł do kuchni, chwiejąc się na nogach i stanął przy mnie.
- Ewa, wybacz mi. Wiesz przecież, że cię kocham. Chcę cię.
Przycisnął mnie swoim ciałem do kuchennego blatu. Wsunął rękę pod szlafrok i ścisnął nagą pierś. Zaczął zachłannie całować mnie po szyi.
- Nie dotykaj mnie. Ja już ciebie nie chcę.
Gwałtownie odsunęłam go od siebie, aż się zatoczył.
- Chcę rozwodu -powiedziałam.
- Co? Większość facetów, po kilku latach związku, potrzebuje jakiejś odskoczni.
- To bądź sobie z tą swoją „odskocznią”. Mnie w to nie mieszaj i daj mi spokój.
- Dobrze, jak chcesz. Widzę, że nie jestem tu mile widziany.
Wyszedł z domu, trzaskając drzwiami.

Chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do Agnieszki. Opowiedziałam jej co się stało i poprosiłam, aby do mnie przyszła, na noc. Nie chciałam siedzieć sama. Agnieszka przyszła mnie pocieszyć. Stwierdziła, że jednak nie warto pakować się w długoletni związek, ponieważ faceci się do tego nie nadają. Najlepiej korzystać z życia i nie przejmować się nimi. Zobowiązała się, również pomóc mi w sprawie rozwodowej. Jeden z jej byłych chłopaków, Łukasz, jest adwokatem.

Staliśmy pod salą w sądzie, ja, Agnieszka i Łukasz. To była już druga rozprawa. Nagle pojawił się Adrian.
- Co tu robisz? -zapytałam.
- Alicja powiedziała, że dzisiaj masz sprawę w sądzie. Niestety nie mogłem być na pierwszej, bo szefowa nie chciała mnie zwolnić. Pomyślałem, że może potrzebujesz mojej pomocy. Mógłbym zeznawać, bo przecież widziałem twojego męża z inną.
- Dziękuję. Mam nadzieję, że nie będzie to konieczne -odparłam.
W tym momencie na piętro, na którym się znajdowaliśmy podjechała winda. Rozsunęły się drzwi i wysiadł z niej Krzysiek ze swoim adwokatem. Na widok Adriana stanął jak wryty. Obaj zaczęli mierzyć się wzrokiem.
- Co ty tu robisz? -zapytał Krzysiek.
- A co cię to obchodzi, gnoju -odparł Adrian. - Za to, co mi zrobiłeś, powinienem się z tobą policzyć. Jeszcze pożałujesz.
Krzysiek w nagłym przypływie furii uderzył Adriana w twarz. Obaj zaczęli okładać się nawzajem pięściami, tak mocno, że po chwili leżeli na podłodze.
- Niech ktoś wezwie ochronę! -krzyczała Agnieszka.
Byłam tak zszokowana zaistniałą sytuacją, że nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Stałam jak „słup soli”, dopóki ochrona nie wyprowadziła Krzyśka, żeby się uspokoił. Podeszłam do Adriana i zapytałam:
- O czym mówiliście? O co chodzi?
- Później, ci wszystko wytłumaczę.


Podczas przerwy w rozprawie Arian zaprosił mnie na kawę. Kiedy siedzieliśmy sami przy stoliku, spojrzał smutnym wzrokiem w moje oczy i zaczął opowiadać o swojej przyjaźni z Krzyśkiem:
- Był kiedyś moim przyjacielem, a przynajmniej tak mi się zdawało. Chodziliśmy razem do tego samego klubu "Red Dragon" i na znak przyjaźni zrobiliśmy sobie identyczne tatuaże. Krzysiek był chorobliwie ambitny i zazdrosny, gdy nie był za każdym razem najlepszy we wszystkim. Obaj braliśmy udział w zawodach karate i ja wygrałem. Wpadł wtedy w szał i chyba mnie znienawidził. Potem niby wszystko wróciło do normy i razem wyjechaliśmy na wakacje pod namiot. Już nie pamiętam nazwy tej wsi. Zaraz po przyjeździe wybraliśmy się na zwiedzanie okolicy. Tam była taka głęboka, wyschnięta studnia. Usiedliśmy obaj na jej brzegu i w pewnym momencie Krzysiek mnie popchnął. Miałem połamane obie nogi i wstrząśnienie mózgu. To cud, że przeżyłem. Siedziałem w tej studni aż do zmroku, zanim ktoś usłyszał moje wołanie o pomoc. Krzysiek ulotnił się i od tamtej pory go nie widziałem. Kiedy w altanie powiedziałaś, że twój mąż ma taki sam tatuaż, wiedziałem o kogo chodzi. Musiałem drania zobaczyć, dlatego szedłem za tobą.
- Nie mogę w to uwierzyć, że pod jednym dachem mieszkałam z człowiekiem, którego tak naprawdę nie znam -powiedziałam.
- Nie musisz do niego wracać. Zasługujesz na kogoś lepszego -odparł i delikatnie położył swoją dużą, szorstką dłoń na mojej. Z czułością spojrzał głęboko w moje oczy i przychylił się. Gorącymi, miękkimi ustami zaczął pieścić moje, ssąc i liżąc je. Wsunął mi do buzi wilgotny język. Całował namiętnie i z pasją. Położyłam dłoń na męskim torsie i poczułam, że jego serce bije równie szybko, jak moje. Wtedy poczułam, że bardzo go pragnę. To była magiczna chwila, w której połączył nas metafizyczny magnetyzm serca.


Na rozprawie sędzia zapytał:
- Czy nadal kocha pani męża?
Byłam roztrzęsiona, ale odwróciłam głowę w stronę Krzyśka i spojrzałam mu prosto w oczy.
- Nie, już nie kocham -odparłam.


Po rozwodzie poczułam jak „kamień spadł mi z serca”. Agnieszka była trochę zazdrosna o to, że Adrian ciągle się mną interesuje. Na szczęście szybko pocieszyła się innym. Znowu zaczęła spotykać się ze swoim byłym, Łukaszem. A ja wzięłam urlop w pracy. Czułam, że muszę odpocząć. Po bolesnym rozstaniu z mężem postanowiłam zaszyć się gdzieś, z dala od ludzi, aby móc nie myśleć o tym dłużej. Nie zastanawiając się długo, spakowałam walizki i pojechałam na wieś do ukochanej cioci Adeli, która po śmierci wuja, od dziecięciu lat mieszka tam sama.

Już z daleka przywitała mnie jej promienna twarz o łagodnym, pełnym ciepła spojrzeniu. Nic się nie zmieniła, pomimo swoich sześćdziesięciu lat, nadal była atrakcyjną kobietą.
- Ewuniu, jak dobrze cię widzieć. Jak podróż? -spytała, uśmiechając się tym swoim rozbrajającym uśmiechem.
- Dobrze ciociu. Trochę wytrzęsło mnie w autokarze.
- Słyszałam od twojej mamy, że już jesteś po rozwodzie. Biedactwo, musisz ułożyć sobie życie na nowo -powiedziała. - Nie rozumiem, jak Krzyś mógł cię zdradzić?
- W ogóle nie rozumiem mężczyzn. Żeby ich zrozumieć powinnam chyba zacząć regularnie oglądać kanał Animal Planet -odparłam.


Gestem ręki zaprosiła mnie do pomalowanego na żółto domu z czerwoną dachówką. Od progu przywitał mnie Baltazar, mrucząc i ocierając się o moje nogi. Dostałam mały, gustownie urządzony pokoik z widokiem na znajdujące się nieopodal jezioro. Pojedyncze łóżko, ciemna szafa, regał, biurko z krzesłem. Niestety brak telewizora.
- Co ja tu będę robić? Chyba zanudzę się na śmierć.


Po obiedzie ciocia udała się do ogrodu podcinać róże i wyrywać chwasty. Ja poszłam do pokoju rozpakowywać walizki. Wtem usłyszałam natarczywy dzwonek do drzwi. Zeszłam na dół i okazało się, że przy furtce stoi jakiś facet. Podeszłam bliżej i nie mogłam uwierzyć własnym oczom, to Adrian. Widząc mnie uśmiechnął się zniewalającym uśmiechem, który nie jedną kobietę powaliłby na kolana. Poczułam jak przyspiesza mi puls, że za moment stracę grunt pod nogami. Jakimś cudem udało mi się wydusić z siebie głupie:
- Co tu robisz?
- Musiałem cię zobaczyć. Nie mogę przestać o tobie myśleć.
- Wejdź, przedstawię cię cioci.


Odwiedzał nas praktycznie codziennie. Okazał się być bardzo interesującym mężczyzną. Potrafiliśmy rozmawiać ze sobą godzinami o życiu, o naszych marzeniach i planach. Poczułam, że z każdym dniem zależy mi na nim coraz bardziej.

Któregoś dnia Adrian zaproponował, abyśmy wybrali się wspólnie nad jezioro. Był ciepły, letni, dzień. Malowniczy pejzaż ukazał się naszym oczom. Promienie słońca odbijały się od gładkiej tafli wody.
- Jak tu pięknie. Masz ochotę popływać? -zapytałam, uśmiechając się do niego.
- Tak, ale nago -odparł.
Szybko, spontanicznie pozbyliśmy się ubrań. Chłonął wzrokiem każdy milimetr mojego nagiego ciała. Na dłużej zatrzymał się na moim biuście, a potem na kroczu. Zauważyłam jak jego penis unosi się do góry. Stał przede mną, taki wysoki, męski, umięśniony i z pełnym wzwodem. Poczułam przyjemne mrowienie i wilgoć między udami.
- Chodź -powiedziałam i pociągnęłam go za rękę.

Wskoczyliśmy do wody. Zaczęliśmy chlapać na siebie wodą, krzycząc i śmiejąc się głośno, lecz nagle zaległa cisza. Spojrzał mi głęboko w oczy, chwycił w pasie i silnym ruchem ręki przyciągnął do siebie. Zachłannie wgryzł się w moje wargi. Zaczął je pożądliwie ssać, a jego gorący język próbował wkraść się do środka. Poczułam bardzo silne podniecenie, a serce o mało nie wyskoczyło z piersi. Zarzuciłam mu ręce na szyję i przylgnęłam całym ciałem. Jego ogromny, twardy penis uciskał mi na brzuch. Zaczął mocno ściskać mój pełny biust, delikatnie przygryzając twarde sutki. Cała drżałam, równie mocno jak on. Położył dłonie na moich pośladkach i zaczął je masować kolistymi ruchami. Wzbierało we mnie długo niezaspokojone pożądanie. Miałam ochotę wtopić się w niego i pozostać tak, już na zawsze. Rozchylił mi uda i powoli, niespiesznie obmacywał moją szparkę, a następnie palcami rozchylił różowe płatki. Opuszkami palców podrażniał łechtaczkę, tak długo aż stała się twarda. Moja cipka zaczęła pulsować, a ja coraz głośniej jęczałam.
- Aaaaaa, Adrian nie wytrzymam.
- O taaak, skarbie. Nawet nie wiesz, jak bardzo cię pragnę -wyszeptał mi do ucha.
- Włóż mi go, błagam -wyjęczałam.
Pod wodą poczułam jak wchodzi we mnie aż do końca , taki twardy. Napierał i cofał się. Było mi tak dobrze. Pchał coraz mocniej i szybciej, a mi było coraz przyjemniej. Robił to bardzo długo i wchodził tak głęboko.
- Oooo, taak, rżnij mnie mocniej! -krzyczałam.

Wreszcie wstrząsnęło mną tak silnie, że o mało nie wypadłam z jego objęć. Słyszałam jak cicho pojękuje. Przytuliłam go do siebie z całej siły. Po chwili trysnął mi do środka. To było takie cudowne, tak inne od tego, co było z Krzyśkiem. Spojrzał mi w oczy i pogładził dłonią mój policzek.
- Kocham cię -wyszeptał.
- Ja ciebie też -odparłam.

Po wyjściu z wody, bezwładnie upadł na piasek. Ja stanęłam nad nim w rozkroku naga, mokra, wyzywająca. Krople wody delikatnie sunęły po moim ciele ku dołowi, spływając na jego brzuch, uda, krocze. Ten widok na nowo obudził w nim pożądanie. Chwycił mnie w pasie i powalił na piasek. Odwrócił mnie do siebie tyłem i zaczął zachłannie wylizywać moją najintymniejszą, zakazaną dziurkę. Poczułam, że robi mi się coraz bardziej gorąco i błogo. Poślinił palec i delikatnie, powoli wsunął mi go w odbyt. Wkładał i wyjmował, wkładał i wyjmował. Jego twardy penis napierał mi na pośladki. Nagle złapał mnie za biodra i wdarł się we mnie aż po nasadę. Szybka, głęboka penetracja. Jego jądra rytmicznie uderzały o moją szparkę.
-Uuuuuuuu, aaaaaa, zaraz oszaleję! -krzyczałam.
- Masz cudownie ciasną dupkę -wyjęczał.

Było mi tak dobrze, cała w środku pulsowałam. Moje nagie ciało drżało, a z wnętrza wylewał się potężny strumień. Penetrował mnie tak dziko, tak ostro, a ja czułam, że coraz bardziej, leje mi się po nogach. Moje głośne jęki sprawiły, że zaczął dochodzić, nie mogąc już dłużej znieść graniczącego z obłędem podniecenia. Jego ciało wyprężyło się i z cichym stęknięciem spuścił się w moje wnętrze. Sperma spływała po moich udach. Zmęczeni, położyliśmy się obok siebie. Jego ciepła, szorstka dłoń chwyciła moją i z zamkniętymi oczami chłonęliśmy promienie słońca...
  • awatar Boski Amator: super:) zapraszam również do mnie na opowiadania z małolatami
Pokaż wszystkie (1) ›
 

blog-sex
 
Uwaga!
Poniższe opowiadanie zawiera wyjątkowo ostre lub kontrowersyjne sceny erotyczne. Tekst ten jest jedynie wizją literacką autora i przedstawia wyłącznie jego punkt widzenia.


Mam 20 lat, nazywam się Rafał. Mieszkam w niewielkim mieście ze swoją rodziną. Mam młodszą siostrę, w wieku 17 lat. Właśnie z nią przeżyłem niezapomniane chwile. Postaram się Wam przedstawić ogólną historię tego co się stało.

Jak wspomniałem mam 20 lat, jak wiadomo to czas kiedy człowiek się zmienia, robi głupie rzeczy i jest stale podniecony. Chyba jak każdy facet cały czas oglądałem filmy pornograficzne itp. Odwiedzałem codziennie strony takie jak ta i tym podobne. Dodam, że wcześniej nigdy nie miałem kontaktu fizycznego z kobietą. Może dlatego, że nigdy nie trzymałem się jakoś z dziewczynami. Nie nawiązałem do tej pory żadnych poważniejszych relacji. Jak nie trudno się domyślić odwiedzając owe strony i oglądając "ciekawe" filmiki onanizowałem się. Robiłem to codziennie. Istotnym faktem jest też to, że od jakiegoś roku zaczęły mnie podniecać historie typu incest. To przekładało się na otwieranie materiałów właśnie pod tym tagiem. Kręciło mnie to. Takie historie były z dziedziny raczej taboo. Głównie podobały mi się klipy oznaczone tagiem "sister", "mother" i tym podobne.
Raczej nigdy nie spodziewałem się, że coś takiego może mieć miejsce w moim życiu. Nawet nie potrafię stwierdzić czy liczyłem jakoś szczególnie na to. Same wspomniane materiały etc. mnie bardzo podniecały jednak jakoś nigdy nie podglądałem swojej matki i siostry. To wszystko miało się jednak zmienić!

Nieodłączną częścią tej historii jest mój nałóg - pale. Pomijając to, nikt z mojej rodziny nie wiedział o tym i raczej nie śpieszyło mi się żeby się to zmieniło. Miałbym wtedy duże nieprzyjemności, ale to nieważne. Zawsze jak chciało mi się palić wychodziłem do garażu, albo za budynek gospodarczy. Tak udawało mi się to ukryć przez około dwa lata! Jednak tej wiosny wszystko miało się zmienić.

Pewnego wieczoru jak zawsze poszedłem zapalić, tym razem do garażu. Mniej więcej w połowie papierosa usłyszałem otwierającą się bramę. Szybko wyrzuciłem fajkę. W tym samym czasie zobaczyłem swoją młodszą siostrę Kasie. Zaczęła krzyczeć na mnie, że wszystko doskonale widziała i powie o tym rodzicom. Strasznie się wystraszyłem i prosiłem ją by tego nie robiła. Powiedziała, że się zastanowi, tymczasem musi gdzieś wyjść. Przez te kilka godzin kiedy jej nie było siedziałem w domu czekając na jej powrót w niezwykłym stresie. Gdy już weszła do domu poprosiłem ją raz jeszcze by nic nie mówiła. Po usilnym błaganiu zgodziła się, stawiając przy tym jeden warunek. Ucieszyłem się bardzo, równocześnie pytając co chce w zamian. Odpowiedziała cicho, że dowiem się w swoim czasie. Tak minął kolejny tydzień, prze który nikt nie wracał do tego co się stało.

Pewnego dnia wracając ze szkoły uruchomiłem komputer. Po chwili jak to często robiłem wszedłem na swoją ulubioną stronę z filmikami porno. Również jak wcześniej zaznaczyłem swoje ulubione tagi. Dzisiaj padło na filmik nazwany "my sister...". Jak nie trudno się domyślić po chwili oglądania wyjąłem swojego małego przyjaciela (był on raczej z tych mniejszych, bo 13,5 cm.) zacząłem się onanizować. Po kilku minutach masturbacji doszedłem do finału, moja sperma wystrzeliła na przygotowane wcześniej chusteczki. Jak zawsze poszedłem od razu do łazienki w celu umycia mojego przyjaciela. Wszystko przebiegło jak zawsze z tym wyjątkiem, że tym razem nie zdążyłem usunąć historii przeglądania. Wracając z zamiarem zrobieniem tego zobaczyłem, że przy komputerze przesiaduje już Kasia. Jakoś szczególnie się tym nie przejąłem i wróciłem do codziennych czynności. Tej nocy nie mogłem zasnąć. Postanowiłem jeszcze raz zajrzeć co się dzieję na portalach społecznościowych. Odpaliłem maszynę i wybrałem jedną z zakładek facebooka. Z dużym zaskoczeniem zobaczyłem wiadomość od Kasi. Otworzyłem i przeczytałem.
To co tu ujrzałem zmieniło praktycznie całe moje życie.

W wiadomości napisane było coś takiego: "Już któryś raz przeglądałam Twoją historie odwiedzanych stron. Wiem, że podniecają Cie historie przygód z własną siostrą. Pamiętasz mój warunek? Wiesz ja też mam swoje potrzeby ;)".
To mnie zamurowało. Po chwili postanowiłem wyłączyć komputer i nie mogąc przestać o tym myśleć poszedłem spać. Następnego dnia wracając ze szkoły w progu mieszkania spotkałem Kasie. Było mi trochę głupio, nie powiedziałem nic. Po obiedzie poszedłem do siebie. Po jakimś czasie usłyszałem pukanie do drzwi pokoju i zobaczyłem siostrę. Od razu stwierdziła, że wie o tym, że przeczytałem jej wiadomość i jeśli chce utrzymać w tajemnicy to, że pale to wiem co mam zrobić. Kolejny raz zamurowało mnie. Nie mogłem nic powiedzieć. Kasia uśmiechając się i wyszła. Po krótkiej analizie sytuacji chcąc nie chcąc miałem erekcje. Udałem się szybko do łazienki w wiadomym celu.


Tego dnia już nic się nie wydarzyło. Przyszedł oczekiwany weekend. Rodzice jak zawsze wyjechali do dziadków, mieli wrócić późnym wieczorem. Siostra była w swoim pokoju. Wiedziała doskonale, że byliśmy sami. Zostawiła lekko uchylone drzwi. Idąc korytarzem odruchowo zakluczyłem wejściowe drzwi. Wracając do pokoju usłyszałem pojękiwanie. Doskonale wiedziałem kto to jest i co robi. Speszyłem się trochę. Jednak wiedziałem, że robi to specjalnie bym ją usłyszał. Co prawda nigdy wcześniej nie widziałem jej w takiej sytuacji jednak spodziewałem się, że lubi sobie dogodzić.
Ostrożnie podszedłem do uchylonych drzwi jej pokoju. Zobaczyłem Kasie jak leży na swoim łóżku z rozwartymi nogami. Wyglądała pięknie, naprawdę. To wszystko co widziałem do tej pory na wspomnianych filmikach to było nic.
Postaram się opisać co widziałem. Siostra bawiła się swoją łechtaczką pojękując mocno. Rozpuściła swoje długie brązowe włosy. Leżała nago, miała średniej wielkości piersi, które pięknie prezentowały się okryte jej włosami. Co bardzo mi się też spodobało miała nieogoloną muszelkę. Wyglądała naprawdę słodko, a zarazem bardzo pociągająco. Nie myśląc dłużej wyciągnąłem ze spodni mojego przyjaciela. Miałem wzwód jak nigdy wcześniej. Zacząłem rytmicznie poruszać rączkom.
Po krótkiej chwili usłyszałem lekki piskliwy krzyk. To mnie podnieciło na tyle, że po chwili sam doszedłem. Moja sperma wystrzeliła do środka jej pokoju, wiedziałem, że zauważyła. Usłyszałem jak rozkazującym głosem mówi bym wszedł. Byłem trochę speszony, jednak szybko zdecydowałem się wejść.

Widok mojej siostry zadziałał na mnie bardzo pobudzająco. Jeszcze nigdy nie widziałem kobiety w takiej sytuacji. To wszystko sprawiło, że szybko znowu mój penis stał na baczność. Kasia powiedziała, że cieszy się z tego, że w końcu już możemy się tak pobawić. W krótkiej rozmowie wspomniała również o tym, że od dawna wie co mnie kręci. Szybko przysunęliśmy się do siebie. Zachowywała się bardzo władczo.
Natychmiast zdjęła ze mnie resztę ubrań, zostałem tylko w samym bokserkach. Momentalnie zaczęliśmy się do sobie tulić i wędrować po naszych ciałach. Moja twarz skierowała się na jej piersi. Moje dłonie ugniatały je na przemian. Lekko przygryzałem jej sutki. To doprowadziło ją do kolejnego obłędu, chyba miała kolejny orgazm. Sytuacja rozgrywała się coraz bardziej dynamicznie. Po chwili zostałem już bez niczego na sobie. Poczułem jak jej małe rączki zaczynają zabawę z moim przyjacielem. Ściskała niezwykle mocno i szybko poruszała w górę i dół. Czułem się nieziemsko.
Ułożyliśmy się w pozycję 69. Moje usta przywarły do jej muszelki, zacząłem penetrować to cudo. Jej usta również nie pozostały bezczynne, szybko wzięła mojego penisa do buzi i zaczęła ssać bardzo mocno, na przemian ściskając moje jądra. Po chwili prawie równocześnie przeżyliśmy spełnienie.
Po raz pierwszy w życiu chyba tak krzyknąłem, czułem się niewiarygodnie. Odwróciłem się i wyczerpany opadając przytuliłem się do mojej małej siostry. Przez dłuższą chwile nikt nic nie mówił. Potem zaczęliśmy znowu się pieścić i całować. Czułem swoją spermę na jej ustach. To było naprawdę najlepsze doświadczenie w moim życiu. Zrobiła się późna godzina i tak zasnęliśmy.

Rano obudziły mnie pieszczoty Kasi. Nadal nie mogłem uwierzyć w to co się stało. Bałem się, że w każdej chwili nakryć nas mogą rodzice. Jednak Kasia oświadczyła, że mamy cały dzień dla siebie, bo starsi postanowili zostać u dziadków do końca weekendu. Moja radość była niezmierna. Siostrzyczka powiedziała, że ma dla mnie małą niespodziankę, wyszła na chwilę. Wracając trzymała coś w ręku, była to paczka prezerwatyw. Uśmiechając się lekko spojrzała na moje przyrodzenie, które było już gotowe na jej działania. Kaśka szybko przywarła do mojego penisa i zaczęła robić mi laskę. Chwile potem nałożyła na niego prezerwatywę. Powiedziała, że nie chcę już dłużej czekać i mam to w końcu zrobić. Bez większego zastanowienia ułożyłem ją na łóżku, rozchylając jej nogi. Chwile przed wszystkim powiedziała, że jest dziewicą i to właśnie z kimś komu najbardziej ufa chce przeżyć swój pierwszy raz. To mnie ucieszyło ze względu na to, że mi ufa i z innych wiadomych już przyczyn. Powoli nakierowała mojego małego przyjaciela na swoją muszelkę. Rozkazująco powiedziała, że mam zrobić to jak najszybciej. Nim ukończyła to mówić z całym naporem wszedłem w nią, w moją małą Kasie.

Cichutko krzyknęła i pocałowała mnie. Wykonałem jeszcze kilka mocniejszych ruchów. Nie wytrzymałem już dłużej i wystrzeliłem z całą siła. Ona dostała chwile później dreszczy i przeżyła kolejny orgazm. Nie wychodząc z niej ułożyliśmy się w pozycji embrionalnej i tak położyliśmy się wygodnie. Po chwili ciszy podziękowała mi, a ja jej. To wszystko jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyło. Umówiliśmy się na codzienne zabawy. Chwilę jeszcze się popieściliśmy i po długim pocałunku poszliśmy wziąć wspólną kąpiel.

Podczas kąpieli, wyczerpani i zmęczeni pieściliśmy się delikatnie. Jednak po wyjściu z łazienki idąc się ubrać zauważyliśmy podjeżdżający samochód rodziców. Szybko udaliśmy się do swoich pokojów. Tego dnia już nic więcej się nie wydarzyło.

Jednak cała ta historia trwa do dzisiaj i prawie codziennie, kiedy rodzice śpią my razem przeżywamy niezapomniane chwile. To wszystko przyczyniło się do pogłębienia naszej przyjaźni. Ta słodka tajemnica utrwaliła naszą miłość do siebie. Tak oto przedstawiłem Wam początek tego co trwa i trwać będzie, naszej małej miłości.
 

 

Kategorie blogów