Wpisy oznaczone tagiem "paks" (1)  

mtx
 
W sobotę odbyło się spotkanie GI z osobami zainteresowanymi podsumowaniem ich turnee po Polsce. Przyszło 20 osób - z 15 z nich znałam.
Grupa omówiła swoje działania, postulaty oraz pokazała szkic projektu ustawy. Wszystko jak zawsze z generalnie dużą dozą profesjonalizmu jak na możliwości 4 osób prywatnych.

Mnie jednak dużo bardziej zastanawiają 2 rzeczy:
1) dlaczego przyszło tak mało osób?
2) co będzie dalej?

Ad 1)
Związki partnerskie, jak mi się zdaje, to raczej coś, czym wiele osób jest zainteresowana. Przykład 4000 wypełnień ankiety Homików pokazuje, że jednak coś dla nas znaczą. Z drugiej strony ciekawe pytanie: ile osób zdecyduje się na zawarcie takiego związku?
Jeśli nie związki to co? Walka z homofobią? A jak można inaczej walczyć niż pokazywać ludziom, że jesteśmy obok, że prowadzimy takie same życie? Doświadczenia krajów sąsiednich, które już zalegalizowały związki, pokazują, że drastycznie spadł tam poziom homofobii. Ludzie myślą sobie: skoro prawo pozwala, to znaczy, że jednak może coś w tym jest?
Kolejna sprawa to kwestia argumentacji. Oburzenie homofobów jest irracjonalne z 2 głównych powodów:
I. Związki partnerskie dla osób homoseksualnych nie mogą zagrozić instytucji małżeństwa. Chyba, że homofobowie wierzą, że ludzie mając do wyboru jedno i drugie wybiorą związek (pamiętajmy, że większość uważa, że homoseksualność jest nabyta; co prawda zapytani czy sami staliby się homo odpowiadają: "nigdy w życiu", ale widocznie jest grono tych, którzy widzą zalety w byciu szykanowanymi, opluwanymi i obywatelami drugiej kategorii; mam dziwne przypuszczenia, że chodzi o sex..)
II. Związek partnerski, z natury rzeczy, ma służyć: szerzeniu zobowiązań (a więc ukróceniu niewierności), zwiększeniu stabilności społecznej, budowaniu relacji między partnerami, zwiększaniu kapitału społecznego itd. Krótko mówiąc związek partnerski to wszystko to, co małżeństwo tylko dla homików. Czyli tradycja, konserwa i nic zaskakującego. Skoro obrońcy rodziny i tradycji nie chcą, żebyśmy wspierali tradycję i rodziny, to ja już nie wiem czego chcą..

Wracając do partycypacji: zdaje mi się, że to ogólnie bolączka Polaków - nie chce im się angażować. Znam głosy ludzi wierzących w nasze społeczeństwo, że to nie lenistwo, tylko pęd za sukcesem - przez co nie mamy czasu na angażowanie się - nadganianie Zachodu powoduje, że pod względem społecznym równamy ze Wschodem..

Ad 2) Koń jaki jest każdy widzi. Ustawę, przygotowywaną przez GI cechuje gwałtowny zwrot w kierunku paksu, którego Krystian (główny autor) jest dużym zwolennikiem. Tłumaczy to tym, że jest to:
a) powszechne - we Francji, gdzie występuje (i tylko tam)
b) nowoczesne - wybierasz prawa i obowiązki, które chcesz
c) szybkie - rejestrujesz w okienku, rozwiązujesz w okienku; przy braku zgody drugiej strony rozwiązuje się samo po pewnym czasie
d) pożywne - może stosować każdy zainteresowany (patrz pkt b)
e) wyposażone - daje praktycznie pełnię praw (lub odwrotnie, prawie nic - kto co lubi)
f) łatwe w obsłudze - piszesz samodzielnie, korzystasz z gotowca lub prosisz specjalistę
Jak widać brzmi jak reklama supermarketu albo jakiegoś fast foodu.

Pytanie brzmi (wiem, dużo pytań stawiam) czy paks nam wystarczy - tzn. czy nie będziemy chcieli potem małżeństw? Biorąc pod uwagę konserwę LGBTQ i uważanie małżeństw za najlepszy wybór (aczkolwiek politycznie niemożliwy do zrealizowania obecnie) wydaje mi się, że za kilkanaście lat będziemy chcieli czegoś więcej. I co wtedy? Jak będziemy argumentować? Przeciwnicy stwierdzą, że mamy paks, więc możemy zawrzeć prawie wszystko co chcemy: pewnie poza adopcją, ale to przecież osobny temat.
Więc dlaczego będziemy chcieli małżeństw? Bo tak nas nauczono. Heteronorma wpoiła nam, że małżeństwo jest najwyższą wartością - oczywiście na skali związkowej.

Tak czy siak - cokolwiek sobie nie wymarzymy, kiedy tylko GI skończy pisać projekt ustawy, trafi on do klubu Lewicy. Tam zostanie oberżnięty ze wszystkiego, co się wąsatym panom nie spodoba (gdzieżeś jest Izo nasza obrończynio?) i trafi, popchnięte siłą 15 posłów (liczmy, że różnych partii) do Sejmu. Tam panowie i panie, co się głodzą dietami poselskimi uradzą co następuje: to może tak im damy bez dawania, coby ciastko mieć i zjeść. I tak oto dorobimy się 1 czy 2 ustaw lekko poprawiających nasz byt codzienny. A ustawa o związkach znowu zniknie z politycznej niwy na następne lata.
W miedzy czasie media, czyli faktyczna władza, ruszą kruszyć kopie: związki czy nie związki, pederaści czy geje, prawa człowieka czy fanaberie, choroba czy normalność. Z tego wszystkiego wyłoni się chmura bzdur i kłamstw z małymi perełkami, które pozwolą przeciętnemu człowiekowi zastanowić się na chwilę: no dobra, a po co im te związki?
Dlatego bardzo ważnym krokiem jest edukacja dziennikarzy - to oni są naszą tubą do społeczeństwa. Jeśli nie chcemy się outować (co jest zawsze najskuteczniejsze), trzeba koncept uradzić, by zdziałać rzecz nową. I tak pozostaje nam trafiać do ludzi gazetami, falami radiowymi i cyfrową telewizją - gadające głowy powiedzą to za nas. Muszą tylko wiedzieć co. I umieć to powiedzieć.
 

 

Kategorie blogów