Wpisy oznaczone tagiem "pieska" (2)  

licho
 
No i tak to już jest. Zarzekałam się, obiecywałam sobie. Żadnych więcej zwierząt.
Wczoraj wieczorem Kamil wrócił z kartonem. Jako że ma tendencję do przynoszenia rzeczy z kategorii przedmiotów przydatnych inaczej, nie przejęłam się tym zbytnio, dopóki karton nie zaczął szeleścić.
Otworzyliśmy karton. W środku siedziało pięć szklanookich bąbelków. Wszystkie czarne jak smoła, z jednej i tej samej suki. Półtora miesiąca. Każde inne. Jedna jamniczka, jedna podobna do niej kundelka - ale widać że sierść będzie miała gęstszą i będzie to typowa wiejska "tuba na łapkach" - jak to bywa gdy mała sunia pójdzie na randkę z dużym pieskiem. Jeden piesek będzie bardzo duży. Dwukrotnie cięższy od pozostałych i ma łapy jak niedźwiedź. Dwa średniaki, wybitnie spokojne. Tylko siedzą i patrzą.

Pieski trafiły do nas tymczasowo, a przynajmniej mam taką gorącą nadzieję. Może gdybym miała duży kojec przystosowany do potrzeb średnich psów... No cóż - chcąc nie chcąc, i tak muszę je zatrzymać sobie przynajmniej na pół miesiąca. Powinny jeszcze ssać suczkę.

Największy z bąbli, jako że od przyjścia nic nie robi, tylko szamie, dostał przydomek Szaman. Ale i tak wołam go "kaban" - bardzo mu to pasuje. Bylebym siebie i psa do tego jakże szlachetnego imienia nie przyzwyczaiła. Na "Szamana" reaguje bezbłędnie.

I co ja pocznę z pięcioma dodatkowymi psami? Tak, jakbym nie miała dość obecnych. Ale cóż, muszę nawyknąć że w tym domu zwierzęta zawsze się gromadziły i to najwyraźniej się nie zmieni.


pies_i_kot.jpg

A to jedno z nich :P

Dziewczynki są bardzo spokojne. Wybitnie spokojne. Ani jednego pisku, ani jęknięcia. Po prostu tulą się wzięte na ręce, jakby od tego ich życie zależało. Jedna jest bardzo słaba - ta, która wygląda jak jamniczek(jest cała czarna, ale ma sylwetkę jamnika, po sierści również zdaje się, że będzie gładziutka jak szklanka. Obejrzałam ją dookoła, i tylko pazurki nie są dość jamnicze).

Kamil upiera się, że kaban zostanie z nami. Ja z kolei jestem przekonana co do jamnisi. Cóż - gdzie jak gdzie, ale na takim terenie jak nasz zmieściłyby się dwa schroniska. Sądzę, że dwa pieski tymbardziej znajdą dom.

...A ja narzekałam musząc gotować kilkulitrowy garnek jedzenia na śniadanie. Ciekawe, jak teraz się z tym ogarnę.


Wracając do piesków... Teraz co rozsądniejsi miłośnicy zwierząt dostaną przerażenia. Te kabanki to starsze rodzeństwo Lusi - od tego samego właściciela. Okazuje się że Lusia również jest "z bonusem". Jeśli jest tak płodna jak mamusia, już niedługo będę miała nie 5, ale 10 piesków którym będę musiała poszukać domu.
Pewnie jesienią ten sam człowiek znów będzie miał 5 lub 6... Wszystko to rozłazi się po okolicy, trafia pod sklepy, na ulicę... To tak przy okazji poniższego tematu o sterylizacji.
Może gdybym wiedziała wcześniej, Lusia załapałaby się na zastrzyk poronny. Kto niby weźmie pod dach kundle, dzisiaj gdy schroniska uginają się od psów rasowych?
Gdy tylko urodzi, jedzie na zabieg.

No więc okazuje się, że wszystkie te okoliczne biedne psy wysypują się z tego samego obejścia i z tej samej suki... I co teraz powiedzą obrońcy naturalnego psiego prawa do rozrodu? Wezmą te pieski? A może poprzednie? Albo następne...
Jednemu z tych piesków, wziętemu z ulicy - a trzeba wspomnieć że pies był chudy do kości i odmrożony - udało się znaleźć dom.
Kurcze, chyba powinna mnie w tym wspomóc jakaś fundacja. Tyle, że jak zobaczą Blacka we własnoręcznie zbijanej budzie, Luśkę powsinogę która całe dnie pałęta się po terenie, i te pięć maluchów w kartonie, to raczej wytoczą mi proces...

Serio, chciałabym, i liczę na to, że bąble znajdą odpowiedzialnych ludzi, którzy zdołają je pokochać.
Suczka, którą sobie zostawiam, najpewniej dopełni żywota u mnie. Nie mam dzieci, palma odbija mi z tego tytułu, więc przenoszę troskę na zwierzaki. Ta, która szuka domu, jest czarna, podpalana. Jest wybitnie strachliwa. Krzyczy wniebogłosy nawet, gdy przysunie się do niej zbyt szybko rękę aby ją pogłaskać. Suczki nie szczekają w ogóle - za to pieski są ciekawskie i inteligentne. Potem dorzucę pewnie jakieś foto, ale na razie nie mogę, ponieważ Lusia zjadła mi wszystkie kable usb i telefoniczne - więc nie mam jak przerzucić zdjęć. Zjadła też kilka kabli przy komputerze Kamila i mój kabel od wieży. Kamil oddał kable od swojej więc na powrót mam dźwięk. Ponadto zjadła dwie pary spodni, bluzkę, całą garść bielizny, której nie zapomniała wynieść z domu na wjazd... Inkasent z energetyki tym razem nie zapukał... Ale skoro zobaczył, że od samego wjazdu do drzwi porozrzucana jest coraz bardziej osobista bielizna, to może po prostu nie miał odwagi :P Lusia zjadła przy okazji zmiotkę z szufelką... To kochana psina, ale NAPRAWDĘ potrzebuje uwagi - inaczej walczy o nią nawet za cenę reprymendy. A wobec ostatniej choroby kotów, to na nich skupiła się uwaga.

Przy okazji - koty mają się dobrze i choroba nie dała o sobie na szczęście znać. Jednak dowiedziałam się i potwierdziłam to, że jeśli miały styczność z tą chorobą, zawsze już będą jej nosicielami i nie mogą mieć styczności z żadnym nieszczepionym kotem.

Mamy przyjaciół, którzy również zajmują się DT dla zwierząt. A zajmują się tym o wiele skuteczniej niż my. To oni znaleźli dom dla starszego rodzeństwa Lusi, i dla niej również będą szukać. Jednak wiem, że mają bardzo dużo zwierząt, i nie będą w stanie zaopiekować się pięciorgiem maluchów, które jeszcze powinny ssać mleko matki.
Pierniczone odludzie... nie mam butelek, sklepu, apteki, małego zoo. Pozostaje mi krowie mleko. Ale ostatnio wpadłam na pomysł, by podawać mleczko sojowe. Muszę tylko doradzić się kogoś, czy to aby na pewno nie zaszkodzi maluchom.

Eh... Nie martwię się o to, że pieski nie znajdą u mnie miejsca lub miski. Znajdą. Martwię się o to, że każdy z nich będzie chciał uwagi - jak Lusia, i jak jej starszy brat, który mścił się za każdy jeden gest w stronę Blacka - którego przecież nie utopimy bo drugi pies tak chce. Okazało sie, że w domu, w którym jest jedynym psem, odmienił się całkowicie i jest wspaniały. Ja już widzę, że każdy z tych maluchów jest indywidualnością - każdy chce być pogłaskany, przytulony, chce, by się z nim pobawiono w jakiś ciekawy sposób. Ale przy takiej ilości zwierząt skończyłabym zajmować się jednym, a musiałabym biec do następnego. Niewykonalne.
Nawet nie wiem, czy zawartość sakiewki pozwoli mi te wszystkie maluchy zaszczepić :( Gdyby miały zostać, jakoś dałabym radę. W jednym miesiącu jeden lub dwa, w drugim miesiącu dwa następne... A teraz mam pół miesiąca, sukę do sterylizacji i 5 czarnych bąbelków.

A może ktoś z was marzy o radosnym, cwanym i oddanym człowiekowi piesku? Zapytacie skąd wiem, jakie będą? Ta suczka, z której pochodzą, wydała już wiele miotów. Wszystkie psinki o tym samym charatkerze. Potencjał teriera, duma wszechjamnika i oddanie spaniela.

Pieski urodziły się i wychowały w budzie, ale z tego co widzę, doskonale reagują na dom. Są jeszcze za małe, by były nauczone czystości, ale widzę że wystawione z kartonu(dzisiaj dostaną koszyk) szukają papieru, gazety - nie brudzą tam, gdzie stoją, jak to takie maluchy mają w zwyczaju(Kaban brudzi gdzie popadnie - ale ten zostaje z nami, będzie świetnym towarzystwem dla Blacka). Doskonale też reagują na koty, które dla nich są oczywistym elementem krajobrazu. Potrzebują jeszcze mleka, ale jedzą doskonale to, co im się poda. Raczej nie oddam piesków przed ukończeniem przez nie 2 miesiąca życia, więc kto byłby chętny - ma czas się zastanowić.

Wygląda na to, że właściciel suczki, która wydała te wszystkie psiaki na świat, nadal mimo próśb i gróźb jej nie wysterylizował. Miejmy nadzieję, że koło jesieni nie pojawi się nowy miot.

I co ja mam z nim zrobić? Przecież nie mogę upychać u siebie wszystkich psów, które wyrzuci. Niedługo w województwie "pokończą się dobre ręce".
 

 

Kategorie blogów