Wpisy oznaczone tagiem "pisanie" (271)  

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 20.Napisz scenę, w której dwoje zakochanych bohaterów próbuje udawać, że wcale nie są w sobie zakochani.

- Wasza wysokość. – Kapitan straży, John, skłonił się nisko na widok księcia schodzącego po schodach. Jego podwładni poszli śladem przełożonego. – Wszystko jest przygotowane zgodnie z rozkazem twojego ojca, mój panie – powiedział oficjalnie mężczyzna, prostując się. Wymienili z dziedzicem tronu krótkie, „służbowe” spojrzenie.
- Dziękuję, John. – Artor ze wszystkich sił staram się nie patrzeć na swego przystojnego, muskularnego kochanka. Wiedział, że dla niego to też bardzo niekomfortowa sytuacja.
Ogólnie mieszkanie w zamku pełnym służby, bycie następcą tronu i posiadanie kochanka tej samej płci nigdy nie było zbyt proste, ale od przeszło tygodnia sprawy bardziej się skomplikowały. Niedługo Artor skończy trzydzieści lat, więc jego rodzina coraz bardziej zaczyna nalegać na ożenek, poza tym dzisiejszego dnia młodsza siostra księcia, księżniczka Izyda, kończy szesnaście lat i z tej okazji wydawany jest huczny bal, a co za tym idzie – od kilku dni w zamku plącze się cała masa delegatów i przedstawicieli innych królestw z różnych stron świata.
Artor westchnął. To wszystko zaczynało go powoli przerastać. Już nie raz przyłapywał się na myśli, by skończyć całą tę szopkę z ukrywaniem się, ale podczas ich wspólnych nocy John przywoływał go do porządku, karcąc za tak dziecinne pomysły. Jednak książę czuł coraz większy ciężar spoczywający na jego barkach, z całego serca pragnął po prostu nawiązać kontakt wzrokowy z kochankiem, który stał teraz tak blisko niego, i tylko zatopić się w bezgranicznym błękicie jego idealnych oczu. Ale wiedział, że nie może tego zrobić, wiedział, że nie może nawet delikatnie musnąć jego miękkiej skóry dłoni, bo za dużo świadków dookoła, ktoś mógłby to zobaczyć i wtedy obaj mężczyźni mieliby poważne problemy. Co prawda samemu Artorowi nic wielkiego nie mogłoby się stać, ale John… on mógłby stracić głowę za tak „haniebne postępowanie”. Arotr wzdrygnął się na samą myśl o tym i odetchnął z ulgą, widząc siostrę zmierzającą w jego kierunku. Bezczynne czekanie na nią było istną katorgą.
- Najlepsze życzenia urodzinowe, pani. – John i jego podkomendni skłonili się. Dziewczyna rozpromieniła się.
- Wszystkiego dobrego, mała. – Artor ucałował policzek księżniczki, która lekko zarumieniła się.
- Nie wierzę, że już dziś jest mój pierwszy bal! – pisnęła podekscytowana, pozwalając bratu prowadzić się przez długie niekończące się zamkowe korytarze.
Podwładni Johna wraz z kapitanem otoczyli królewskie rodzeństwo. Od kilku miesięcy ktoś natarczywie nęka rodzinę królewską, zdarzyły się już pogróżki, przede wszystkim ataki wymierzone są w młodych następców tronu, dlatego straż musi stanąć na wysokości zadania i zapewnić ochronę tym, którzy najbardziej jej teraz potrzebują.
John szedł sztywno tak blisko Artora, jak to tylko było możliwe, a z drugiej strony na tyle daleko, by nie wzbudzać niczyich podejrzeń. Z każdym krokiem walczył z przeogromną pokusą, by choćby spojrzeć na swojego ukochanego, by uśmiechnąć się do niego i zobaczyć w odpowiedzi rząd śnieżnobiałych zębów, by choćby go lekko dotknąć, a najlepiej porwać w jakiś ciemny kąt i obsypać namiętnymi pocałunkami, które aż cisnęły się na usta. Lecz mężczyzna wiedział, że nie może sobie pozwolić choćby na sekundę rozkojarzenia. Teraz w jego rękach leżało bezpieczeństwo całej rodziny królewskiej, jak również reputacja Artora. Nie mając innego wyjścia, westchnął pod nosem i szedł sztywnym krokiem, modląc się, by sala balowa dosłownie wyrosła pod ich nogami.
Dla obu mężczyzn droga na bal była istną katorgą. Obaj czuli swoją wzajemną obecność, słyszeli swoje oddechy, ich serca biły jednym rytmem, w pamięci wciąż mieli wyjątkowo upojną noc, a teraz zakazane było im choćby zerknięcie na siebie i posłanie krótkiego, niewinnego uśmiechu…
[Ta para ma potencjał i to nie byle jaki! :D Rany, opisanie tego całego balu byłoby szalone! xD A co by się stało, gdyby nagle książę nie wytrzymał i złamał panujące w zamku reguły? Czy John zostałby wtedy zabity? A może żyliby gdzieś w odosobnieniu? A może Artor zostałby zmuszony do małżeństwa, byle tylko ratować ukochanego i wszyscy żyliby w „zamkowym trójkąciku”? xD Haha, tyle możliwości! Nie mówię ani „tak”, ani „nie”, kto wie, co przyniesie przyszłość, może kiedyś pozwolę tym mężczyznom opowiedzieć swoją historię ;) Swoją drogą to uwielbiam najbardziej – rodzina królewska i yaoi – miodzio połączenie! :D]

A skoro już mowa o królewskiej straży itd. – na zdjęciu smoczy strażnicy, którzy kiedyś dzielnie pilnowali, by nieproszone słońce nie zakłócało mi snu podczas choroby :D

2015-10-28 23.37.20.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 19. Opisz najmilszy i najprzytulniejszy pokój, jaki może istnieć.

Mały, ale dość przestronny pokoik. W pastelowych kolorach. Na ścianach dominuje zieleń i błękit, na podłodze jasne panele. Po lewej stronie od wejścia pod oknem stoi wygodne przykryte żółtym kocem łózko, na nim siedzi kilka futrzanych maskotek. O łóżko oparta jest gitara akustyczna, a obok łóżka stoi malutka szafeczka nocna. W kącie naprzeciw łóżka leży miękki dywanik, a na nim stoją dwie jasnoróżowe pufy, między którymi umieszczony jest malutki stolik ze szklanym blatem, nad siedzeniami wisi kilka półek pełnych książek i mang. Po przeciwległej stronie stoi duża szafa, obok niej niższa komoda, a pomiędzy meblami wisi wąskie długie lustro przyozdobione kolorowymi lampkami. Pod lustrem umieszczony jest włochaty dywanik. Na komodzie również siedzi kilka maskotek, stoją dwie doniczki z kwiatami, trochę kosmetyków i drzewko na biżuterię. Na ścianie pomiędzy pufami, a szafą zawieszone są trzy tablice korkowe, jedna obok drugiej, na których wiszą widokówki, zdjęcia, wycinki z gazet, szkice, naszyjniki.
[Wiem, że dziś się nie wysiliłam, ale to przez zmęczenie i opowiadanie na konkurs – ono już do końca mnie wyczerpało x.x Poza tym nie za bardzo lubię opisywać wnętrza :P Ta, wiem, nieprofesjonalnie to brzmi, ale cóż, taka już jestem, są rzeczy, które lubię pisać i rzeczy, których staram się unikać ;) Ale za to jutro… tak, jutro fajnie będzie się trochę poznęcać nad bohaterami… xD]

Na zdjęciu fragment mojego pokoju - sama to cudo malowałam przez kilka dni
20160309_231409.jpg

A tu fragment mojego biurka ze smoczym pomocnikiem ;)
20160305_004014.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 18. Opisz zwykłą, codzienną czynność tak, jakby to była najbardziej niezwykła rzecz, której bohater doświadczył.

Uniosłam wzrok znad czytanej właśnie książki. Do mych uszu dotarł charakterystyczny dźwięk gwizdka, dlatego szybko wstałam i skierowałam się do kuchni. Mijając kuchenkę przekręciłam gałkę, więc gwizd raniący bębenki w uszach ustał, z suszarki na naczynia zdjęłam swój ulubiony przeźroczysty kubeczek, z kieszonki na sztućce wyjęłam łyżeczkę. Kubek postawiłam na szafce nieopodal kuchenki, szybko wlałam do niego jeszcze wrzącą wodę. Sięgnęłam po kolorowe pudełeczko, z którego wydobyłam ostatnią torebkę czarnej herbaty. Przykucnęłam, tak że moje oczy znalazły się na wprost przeźroczystej wody. Bez pośpiechu zanurzyłam małą torebeczkę, obserwując jak wrzątek wydobywa z niej magiczny napar. W niemym zachwycie przyglądałam się jak z torebeczki uwalniają się „macki” herbaty, nieśpiesznie wypełniając cały kubek, wodzie nadając brązowy kolor i klasyczny smak. Nie odrywając wzroku od herbaty, sięgnęłam po łyżeczkę, zanurzyłam ją w cukierniczce i powoli wsypywałam cukrową słodycz. Tym razem również jak zaczarowana wpatrywałam się w maleńkie kryształki powoli zatapiające się w brązowym naparze. W końcu sama łyżeczka zanurkowała do kubeczka, a moja ręka wprawiła ją w ruch, dzięki czemu w napoju powstało małe tornado. Wstałam, upiłam łyk pasującej herbaty, po czym zadowolona ze swojego dzieła poszłam do pokoju, by na nowo zatopić się w ukochanej lekturze…
[No cóż, całkiem nieźle to wyszło, jestem z tego tekstu zadowolona ;) Ech… ale szczerze mówiąc nie mam siły nic więcej pisać, jestem przemęczona, a przede mną jeszcze praca nad opowiadaniem konkursowym – makabra x.x Gdyby nie genialny pomysł, który wczoraj podczas mycia zębów wpadł mi głowy, to nic bym nie pisała. Ale to, co obmyśliłam jest naprawdę supcio i nie daruję sobie, jeśli przegapię konkurs >.<]

Opisana powyżej herbata kojarzy mi się z zimnem, dlatego prezentuję zamarzającego Smoka xD

brr.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 17. Namaluj słowami najpiękniejszy strój, jaki widziała Twoja wyobraźnia.

Bal maskowy. Wszędzie, gdzie nie spojrzeć kolory, kolory i jeszcze raz kolory! Oczekując na moją przyjaciółkę z zachwytem przyglądałam się przebraniom zgromadzonych, w szczególności podziwiając suknie kobiet. Moja mała smoczyca wspięła się od przegubu na moje ramię.
- Spójrz tam, to Lora – wysyczała, długim ogonem oplatając mi szyję, niczym naszyjnik.
Odwróciłam się we wskazanym kierunku i zaniemówiłam. Lora wspominała coś, że ma wyjątkową suknię, ale przez myśl mi nie przeszło, że aż tak! Czarny, sztywny, zimny idealnie dopasowany zabudowany gorset cudownie podkreślał jej okrągłe piersi i wąską talię. Z gorsetu niemalże wystrzeliwały kolejne warstwy lekkiego tiulu, nienagannie układając się w obszerną spódnicę koloru przyciemnionego rubinu. Miałam wrażenie, jakby Lora z każdym kolejnym krokiem unosiła się w powietrzu! Dopiero, gdy się do mnie zbliżyła, na spódnicy dostrzegłam dyskretne kwieciste wzorki wykonane za pomocą brokatu. Na szyi zawiesiła goły rubin na rzemyku, który dostała ode mnie na urodziny, a ręce przyozdobiła czarnymi mitenkami wykonanymi z delikatniej koronki. Jej twarz ukryła się za wielką, lecz lekką, czarnoczerwoną maską do złudzenia przypominającą skrzydła jej smoka.
- Hej, Mimi. – Uśmiechnęła się niepewnie, ale ja nie byłam w stanie słowa wydusić.
[Przyznaję się bez bicia – na tym zadaniu poległam totalnie! x.x Dlaczego? Bo nienawidzę opisywać ciuchów! >.< Pod tym względem staram się jak najbardziej zostawiać wolną rękę czytelnikowi, o wiele wygodniej jest mi jedynie nakreślić, że np. opko dzieje się w średniowieczu, albo postać ma na sobie różową kieckę do kolan itp. I dalej proszę bardzo czytelniku wymyślaj sobie sam lub skup się na dalszej akcji o.O Możliwe, że jest to mało profesjonalne, ale mnie to nie obchodzi, mam swój niepowtarzalny styl pisania i nie mam zamiaru go zmieniać, co najwyżej tylko doskonalić ;) I jakoś przeżyję dzisiejszą klapę xD]

A co do ubrań – Drake ma ich całkiem sporo już i co jakiś czas staram się dawać mu coś nowego. Czasem uda mi się coś kupić (bardzo rzadko!), czasem coś uszyć (przynajmniej uczę się korzystać z maszyny do szycia), a czasem namówić mamę na jakieś cudo zrobione na drutach. Na zdjęciu Smoczysko w swoim markowym wdzianku :D

20180317_160449.jpg


20180317_160532.jpg


20180317_160539.jpg


20180317_160647.jpg


20180317_160652.jpg


20180317_160749.jpg


20180317_160753_Burst02.jpg


20180317_160905.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 16.Opisz scenę, w której bohater zmaga się z uzależnieniem. Czy wygra, czy przegra ze swoją słabością?

Staram się. Ze wszystkich sił. Ale czuję, jak moja „silna” wola powoli i nieubłagalnie przegrywa tę walkę…
Próbuję o tym nie myśleć! Ale to trudniejsze niż się zdaje. Bo im bardziej staram się o tym nie myśleć, tym intensywniej o tym myślę…
Nie mogę się poddać! Ale gdzieś podświadomie ja już się poddałam…
Spoglądam na komodę. Ona tam jest ukryta… Niby na „czarną godzinę”, ale dziwnym trafem codziennie dokupuję tam nową, bo poprzednia w niewyjaśniony sposób znika…
Niemalże słyszę „zjedz mnie”, ale jeszcze próbuję z tym walczyć… Nie mogę się poddać, nie dzisiaj! Przecież obiecałam sobie, że wygram!
Ale niemal słyszę burczenie w brzuchu i wiem, że tylko jedna rzecz może coś na to zaradzić…
Powoli jak w transie podchodzę do komody. Wyciągam spod sterty bluzek kolorowe dziś zakupione opakowanie.
Tylko mały kęs i nic więcej! Ale czuję, że od jednego kęsa to dopiero się zacznie…
Zdejmuję kolorowy kartonik, odwijam sreberko i moje zęby zatapiają się w czymś lekko twardym o przyjemnie słodkim zapachu.
Mmm, czekolada…
No dobra, jeszcze dziś pokusa wygrała, ale jutro już się nie poddam! Na chwilę obecną jest całkiem niezły wynik – czekolada: 200, ja: 2. Nie jest źle, prawda? Jutro wygram!
I nie, ja wcale nie jestem uzależniona od czekolady, to ona jest uzależniona ode mnie…
[Dziś z przymrużeniem oka, takie lekkie poczucie humoru, bo jest ono potrzebne, zwłaszcza przy takiej pogodzie ;) Poza tym trochę poeksperymentowałam ze stylem pisania itp. – mam nadzieję, że się podoba. A przyznać się – ile osób w taki sposób „wygrywa” walkę z czekoladą? :P]

A co do złej pogody – czasami udaje mi się zrobić nieziemskie zdjęcia Drake’owi! :D
*moje ulubione nr 1*
20161127_110708.jpg


20161127_110838.jpg


20161127_110845.jpg


20161127_110927.jpg


20170514_160958.jpg

*moje ulubione nr 2*
20170514_161037.jpg


20170514_161110.jpg


20170514_161115.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 15. Przedstaw bohatera, NIE mówiąc: jak się nazywa, ile dokładnie ma lat, jaki ma kolor oczu i włosów, czym zajmuje się na co dzień, jakie są jego największe zalety.

Gwar w klasie odrobinę przycichł po wejściu nauczycielki, ale ja nie zwracałem na to uwagi – wolałem skupić się na sprośnym dowcipie opowiadanym przez kumpla z ławki za mną. Razem z jego sąsiadem i kumplami z ławki obok parsknęliśmy śmiechem, przez co zarobiłem kuksańca od Emilly.
- Zamknijcie się w końcu! – syknęła poirytowana dziewczyna, moja siostra bliźniaczka.
- Psujesz zabawę, siora. – Wystawiłem jej język i odwróciłem się przodem do tablicy. Od razu opadła mi szczęka. – Kto to jest? – wydusiłem Emilly do ucha.
- Nie wiem, przez wasze śmiechy nic nie usłyszałam – odparła poirytowana, po czym dodała – z gęby ci śmierdzi, Jared.
Na złość siostrze chuchnąłem w jej stronę i ponownie zarobiłem kuksańca. Burknąłem do kolegi z ławki obok.
- Te, jak on się nazywa? – Wskazałem na chłopaka stojącego przed naszą klasą tuż obok nauczycielki.
- Bo ja wiem. – Mike wzruszył ramionami. Jego dziewczyna, Katty również nie dała mi pożądanej odpowiedzi.
- A ile on ma lat? – szepnąłem do Emilly, która teatralnie przewróciła oczami.
- To nie jest czasem ten „spadochroniarz”, co dwa albo cztery lata walczył z jakimś rakiem? – powiedział kolega zza moich pleców.
- Możliwe, ktoś taki ostatnio miał przyjść do naszej klasy – odparłem, przyglądając się przybyszowi. Zdecydowanie był od nas starszy, ale ile? Będę musiał się tego od niego dowiedzieć, tak samo jak jego imienia. – Intryguje mnie ten gościu – szepnąłem w zamyśleniu, próbując obrać jakąś strategię, by go poznać. – Dziwne ma oczy.
- Bo to są kontakty, głąbie. – Emilly ponownie wywróciła oczami. – A jego włosy to peruka, skoro facet walczył z rakiem. To logiczne.
Jej wyjaśnienia faktycznie miały sens, bo ten nowy miał urodę klasycznego Azjaty, ale włosy sięgające ramion, mieniące się kilkoma kolorami w zależności jak padło na nie światło – dostrzegłem już fiolet, błękit, granat i chyba nawet róż. Jego oczy również były nietuzinkowe – niby normalne, ale gdy padło na nie światło, mieniły się wszystkimi kolorami tęczy.
- Dziwny jegomość – podsumowałem faceta.
- No wiesz, ponoć to artysta. Słyszałem, że ładnie maluje – podpowiedział Mike.
- A ja słyszałam, że on pisze – stwierdziła Katty. – Chociaż o uszy obiło mi się, że również zajmuje się fotografią i rzeźbą.
- Coraz ciekawiej. – Podrapałem się po nosie. – Jak nic, trzeba go bliżej poznać! Wydaje się być miły…
- Słyszałam, że jego wygląd to tylko pozory, że ponoć jest strasznie wyniosły, chamski, mega outsider z niego i ktoś mi mówił, że w ogóle nie można na nim polegać. Ja się wolę trzymać od niego z daleka.
- Emilly, trzeba dać mu szansę i go poznać. Może to, co usłyszałaś, to tylko wredne plotki?
- Rób jak chcesz, bracie, ale mnie w to nie mieszaj.
Podczas naszej dyskusji chłopak skończył się przedstawiać, oczywiście ja i moi znajomi nie usłyszeliśmy z tego ani jednego słowa. Nowy skłonił lekko głową i skierował się w stronę wskazanego przez wychowawczynię miejsca. Gdy szedł nasze spojrzenia połączyły się na moment i już wiedziałem, że co najmniej połowa z tego, co Emilly słyszała, jest prawdą. Spojrzał na mnie wyniośle, jakby mówiąc „robak z ciebie”, po czym zerwał kontakt wzrokowy. Jednak podświadomie czułem, że jego zachowanie nie do końca było takie oczywiste.
- Ciekawie z nim będzie – mruknąłem pod nosem, przyglądając się chłopakowi. – Bardzo ciekawie…
[Mam wrażenie, że ekipa tu przedstawiona ciekawie sprawdziłaby się w dłuższym tekście ;) Poza tym to dzisiejsze wyzwanie nieźle nagimnastykowało mój mózg xD]

A skoro w tekście było coś o kolorach – jakiś czas temu troszkę eksperymentowałam z kulą plazmową i ciemnością i na zdjęciach jest tego efekt :D

20170527_010320.jpg


20170527_010430.jpg


20170527_010508.jpg


20170527_010545.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 14.Dzisiaj wymyśl pięć tytułów opowiadań. Same tytuły.

1. „Śmierci moja – jam jest Twoja!”
2. „Nauka (nie)tolerancji”
3. „Chodź, opowiem Ci o własnej śmierci”
4. „Na czubku ostrza, na muszce pistoletu”
5. „Moc życzenia – Vic i Dan 7 lat później”
[Dzisiejsze wyzwanie to fajny odpoczynek od ciężkiej pracy, jaką są inne zadania :D Co do tych tytułów – na niektóre z nich mam niezłe pomysły, więc kto wie, co z tego wyniknie… ;)]
A skoro w tytułach pojawia się śmierć, to Drake dziś pojawia się z kościotrupkiem xD

20170529_125835.jpg


20170529_125856.jpg


20170529_125928.jpg


20170531_141913.jpg


20170531_141922.jpg


20170531_142040.jpg

Biedny czaszek, Drake chyba usiłuje go udusić xD
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 13. "Mogę wszystko. Jestem wszystkim. Tworzę wszechświaty. Wystarczy jeden ruch mojej dłoni, aby któryś z nich runął" - włóż te słowa w usta jakiejś postaci.

- Mogę wszystko. Jestem wszystkim. Tworzę wszechświaty – szepnął z samozachwytem Jeremy. Poklikał przez moment w komputerze. - Wystarczy jeden ruch mojej dłoni… - Triumfalnie kliknął „Enter” i jego przyjaciel parsknął głośnym śmiechem.
- Jaaasne, jeśli chcesz przerazić dzieci, to jesteś na prostej drodze do tego. – Kurt wytarł łezkę rozbawienia z kącika oka.
Na monitorze Jeremy’ego widniał istny potwór – czworonożne białoszare coś z nienaturalnie wygiętymi kończynami i pod dziwnym kątem przymocowanym ludzkim torsem wystającym z brzucha, głowa tego monstrum znajdowała się na końskim zadku, a z ludzkiej szyi wystawał koński ogon.
- Co jest grane?! Przecież wpisałem wszystkie formuły jak należy! – Jeremy zaczynał panikować.
- Mistrzu z ciebie, że ho, ho – nabijał się z przyjaciela Kurt.
- Ale wy hałasujecie. – Do pomieszczenia weszła Amanda, z dezaprobatą pokręciła głową. Spojrzała przez ramię kolegi – Jeremy, nie tak powinien wyglądać centaur – skomentowała krótko, gdy spanikowany, młody i jeszcze niedoświadczony grafik przeglądał swoje notatki.
- Przecież zrobiłem wszystko tak jak mam tu zapisane – jęknął załamany, pośpiesznie sięgając do książki leżącej obok. – Jeśli zaraz tego nie naprawię, to mnie wyleją! A ja nie mogę stracić roboty swoich marzeń. Co poszło tu nie tak?!
- Weź już tak nie histeryzuj – burknęła dziewczyna. – Każdy z nas miał podobne przeboje przy swoim pierwszym samodzielny zadaniu. – Zrzuciła rękę przyjaciela z myszki, którą kurczowo ściskał w garści, i zaczęła przeglądać wersy poleceń.
- Może ty, Amy, nie ja. – Kurt zadziorne podrapał się po nosie.
- Ach, tak, zapomniałam! – Dziewczyna nie odrywała wzroku od monitora kolegi. – Ty schrzaniłeś swoją pracę jeszcze gorzej. Miałeś stworzyć stokrotki na wirtualną łąkę, a wyszły ci sterty krowiego łajna, których za nic nie mogliśmy poprawić. Pamiętam, że przez ciebie musieliśmy zaczynać cały projekt od nowa. Trzy tygodnie ciężkiej pracy poszły do kosza. – Zgryźliwie spojrzała na przyjaciela, któremu mina zrzedła.
- To jest nieważne, moje życie jest skończone – szepnął załamany Jeremy, ukrywając twarz w dłoniach.
- Ale histeryk nam się trafił. - Amanda przewróciła oczami. Kliknęła coś na klawiaturze zrozpaczonego chłopaka i na monitorze pojawił się majestatyczny śnieżnobiały centaur. Chłopakom opadły szczęki.
- Jak ty to zrobiłaś?! – krzyknęli jednocześnie.
- Jak to zawsze powtarzasz? – Dziewczyna zamyśliła się krótko, kierując się do swojego stanowiska pracy. Opadła na fotel. – „Mogę wszystko. Jestem wszystkim. Tworzę wszechświaty. Wystarczy jeden ruch mojej dłoni, aby któryś z nich runął!” – Jej oczy rozbłysły.
[Wow, ale dziś króciutki fragmencik ^^ Ale bardzo fajny, podoba mi się :D Dzisiejsze wyzwanie jest bardzo inspirujące – nie mogłam się zdecydować, co chcę napisać, bo te słowa pasują do każdego – do małej dziewczynki posiadającej niesamowitą wyobraźnię, do malarza tworzącego nieziemskie malowidła, do pisarza, powołującego do życia nowe światy, bohaterów, różne stwory na łamach swoich dzieł, do bóstwa, które dosłownie tworzy wszechświaty, do reżysera, scenarzysty, aktora… ach, tak wiele możliwości! :D Na pewno jeszcze gdzieś to wykorzystam ;)]

A na zdjęciach mój "władca świata" podczas jakiegoś jesiennego spaceru

20161031_160736.jpg


20161031_160811.jpg


20161031_160846.jpg


20161031_161118.jpg


20161031_161142.jpg


20161031_161441.jpg


20161031_161517.jpg


20161031_161449.jpg

Oh, jaki on zadziorny! xD
20161031_161546.jpg


20161031_161832.jpg


20161031_161840.jpg


20161031_161903.jpg


20161031_161910.jpg


20161031_162224.jpg


20161031_162213.jpg


20161031_162212.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 12. Spróbuj wywołać wzruszenie.
(Ej, czy mi się udało????o_O)

W jednej chwili wydarzyło się kilka rzeczy naraz. Moja mama otworzyła drzwi, by wpuścić mojego kuzyna, ktoś na dworze zagwizdał, przez co Lara zaczęła szczekać, a ja właśnie postawiłam na podłodze moją kotkę, która wystraszona szczekiem psa bezmyślnie pognała przed siebie. I wybiegła z naszego mieszkania. Któryś z sąsiadów krzątał się na wyższym piętrze, co dodatkowo wystraszyło Kitę. Mimo iż próbowałam ją zawołać i jakoś zatrzymać, było już za późno – spanikowana kotka zbiegła ze schodów, wybiegła z budynku i wpadła prosto pod koła rozpędzonego samochodu. Przystanęłam na moment, po czym pędem rzuciłam się, by ratować moje kocie maleństwo.
- Kita! – dopadłam do niej nie zważając na ewentualne zagrożenie ze strony samochodów jadących tą ulicą. Teraz nic się dla mnie nie liczyło, tylko ona! Moja mama i kuzyn byli tuż za mną. Z Kitą było fatalnie, ledwo żyła, dlatego mama pobiegła z powrotem do domu po jej książeczkę zdrowia, a kuzyn odpalił swój samochód. Ja w tym czasie owinęłam swoje ukochane maleństwo bluzą i ostrożnie podniosłam ją. Strasznie cierpiała, widać to było po niej, ale gdy tylko znalazła się w moich ramionach zaczęła cichutko mruczeć.
- Przestań, oszczędzaj siły – szepnęłam przerażona, wsiadając do samochodu.
Kilkanaście minut później szalonej jazdy i już wbiegałyśmy z mamą do kliniki. Weterynarz właśnie miał zaprosić kolejnego pacjenta do gabinetu, ale gdy zobaczył mnie i Kitę, którą tak dobrze znał, od razu do nas podszedł. W tym momencie Kita miała pierwszeństwo. Pokrótce ze łzami w oczach opowiedział, co się stało, a on uważnie badał cierpiącą koteczkę, która przede wszystkim starała się nie spuszczać mnie z oczu. Między nami jest silna więź, obie bardzo się kochamy i wzajemnie uzupełniamy, dlatego podczas wizyt w klinice ja sama staram się być jak najbliżej Kity, bo wiem, że wtedy lepiej znosi badania.
Weterynarz jednak nie miał dla mnie dobrych wieści. Czułam to, bo widziałam jak z każdą chwilą kotka coraz bardziej przygasa.
- To wiekowy , a obrażenia są bardzo rozległe. Przykro mi. Jedyne, co mogę dla niej zrobić, to podać leki przeciwbólowe. – Mimo, że ten mężczyzna nie raz miał już do czynienia z podobnymi przypadkami, widziałam, że naprawdę jest mu przykro. Przez lata medycznej opieki nad Kitą bardzo ją polubił i nie raz o tym wspominał.
- Proszę podać jej te leki – wyszeptałam walcząc z narastającym szlochem. Przynajmniej pod koniec Kita nie będzie cierpieć, nie będzie jej nic boleć, będzie mogła spokojnie odejść z tego świata…
Delikatnie głaskałam ją po łebku, kiedy igła wbijała się w jej ciałko. Z kącika oka uciekła mi łezka. Czy to musi się tak skończyć? Właśnie dziś? Właśnie tak?
Weterynarz ostrożnie przeniósł ją do pomieszczenia obok i pozwolił mi z nią być tak długo, jak będę chciała. To miły gest, który obie, ja i Kita, doceniałyśmy.
Gdy tylko położył ją na stole, ta od raz zaczęła się czołgać w moją stronę. Zupełnie jak po sterylizacji – Kita była jeszcze wtedy otumaniona narkozą, ale jak mnie zobaczyła to próbowała za wszelką cenę znaleźć się jak najbliżej osoby, której ufała. Zawsze tak było, ona zawsze wiedziała, że przy mnie jest bezpieczna, że ją ochronię, że jej pomogę, że przy mnie nie stanie jej się żadna krzywda. Jak bardzo ją zawiodłam!
Błyskawicznie zbliżyłam się do kotki, przysiadłam na pobliskim taborecie.
- Spokojnie, jestem tu – wyszeptałam, otulając ją ramionami. Wtuliła się we mnie najlepiej jak potrafiła i zaczęła mruczeć. Zawsze mruczy, bo przy mnie jest szczęśliwa, a ja przy niej. Po moich policzkach spłynęło kilka łez. Nie mogę uwierzyć, że to ostatni raz jak tak się do siebie tulimy… nie potrafię sobie wyobrazić powrotu do domu bez jej powitania, oglądania telewizji bez jej wchodzenia mi na ramię, czytania książki bez jej przeszkadzania mi, zasypiania bez jej mruczenia…
Dostrzegłam jak porusza łapką ugniatając, delikatnie wbijała mi pazurki w rękę.
- Nie zostawiaj mnie – błagałam szeptem. – Mój koci aniołku stróżu, nie opuszczaj mnie…
Ale ona z każdą sekundą słabła w moich ramionach…
Pośpiesznie wyjęłam telefon z kieszeni i zrobiłam jej ostatnie zdjęcie. Na tym zdjęciu patrzy na mnie z oddaniem i miłością, jakie codziennie widziałam w jej oczach przez ostatnich kilkanaście lat…
Po jakimś czasie drobniutkie kocie ciałko znieruchomiało, mruczenie ucichło, a ja jeszcze długo tuliłam się do niej i nie chciałam jej zostawić…
[Czy komuś chociaż łezka w oku zakręciła się? Ja płakałam jak głupia pisząc to xD Skąd w ogóle ten pomysł? To bardzo proste (i bardzo bolesne) – wyobraziłam sobie jakby to było, gdyby moja Kita… no, gdyby coś jej się stało… To przytłaczające… Mam nadzieję, że tak się nigdy nie stanie, mam nadzieję, że kiedy przyjdzie na nią czas nie będzie cierpieć i bać się… i mam nadzieję, że jeszcze wiele, wiele wspólnych lat przed nami ;) Strasznie kocham tą moją wredotę i serio nie wyobrażam sobie, że nagle mogłoby jej tu ze mną nie być… A tak poza tym – dobra jestem w opisywaniu wzruszających scen, prawda? :D]
Tekst na poduszce jest taki prawdziwy xD

20180311_174848.jpg

Kita jest bardzo cierpliwa w stosunku do mnie i Smoka xD

20160219_075848.jpg


20160219_075904.jpg


20160422_002708.jpg


20160422_002755.jpg


20160422_002839.jpg


20160422_002943.jpg


20160422_002952.jpg

Moja kochana wredota :D

20171229_124644.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 11. Opisz ból. Rzuć bezbronnego bohatera/bohaterkę pod koła pędzącego samochodu.

Ocknąłem się. Leżałem na twardym asfaltowym placu. Chciałem się podnieść, lecz nogi i ręce miałem związane. Powoli ogarniał mnie strach. Co się dzieje? Kto mi to zrobił i dlaczego? Rozejrzałem się na tyle, ile pozwalała mi skrępowana pozycja leżąca. Wzdrygnąłem się, gdy kilkanaście metrów  od siebie dostrzegłem znajomy mi samochód – Toyotę Yaris. Obok samochodu stała niezbyt wysoka dziewczyna, przyglądała się swoim paznokciom.
- Naomi, co to wszystko ma znaczyć?! – wrzasnąłem. Próbowałem brzmieć ostro, władczo, byle tylko zdobyć nad nią przewagę mimo mojej beznadziejnej pozycji.
- Och, nareszcie się obudziłeś, Daisuke! – Odwróciła się do mnie i rozpromieniła. Cóż, z buzi ta dziewczyna naprawdę jest ładna – burza rudych loków, drobne piegi zdobiące twarz w kształcie serca, piękne kocie oczy, zadarty nosek i pełne czerwone usta. Dziewczyna marzenie dla nie jednego faceta. Ale to tylko pozory. Może wygląda pięknie, ale charakter ma, delikatnie mówiąc, dziwaczny. Niby jest przyjaciółką, oddana i tak dalej, ale gdy ktoś próbuje się od niej odrobinę oddalić, staje się zaborcza i przytłaczająca. Coś o tym wiem – obecnie jestem jej „ofiarą”. Przyjaźniłem się z nią od przedszkola, ale teraz próbuję zbudować silny związek ze swoim chłopakiem, a ona skutecznie mi to utrudnia.
- Rozwiąż mnie – nakazałem. Powoli to wszystko zaczyna mnie męczyć, czemu ona nie może się ode mnie odczepić i pozwolić żyć własnym życiem?
Uśmiech z jej twarzy zniknął.
- Nie. – Krótka odpowiedź zmroziła mi krew w żyłach. Coś w jej zachowaniu było inne niż zwykle i to coś ani trochę mi się nie podobało.
Podeszła do mnie i kucnęła.
- Wiesz co, kochanie…
- Nie jestem twoje „kochanie” – warknąłem te słowa nie wiem który raz w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Naomi ubzdurała sobie, że ze sobą chodzimy, co oczywiście nie było prawdą, bo dziewczyny nigdy mnie nie kręciły, ale do niej to nie docierało. Próbowałem już na wszystkie możliwe sposoby wytłumaczyć jej, że jestem gejem, ale ona i tak zawsze idzie w zaparte.
- Ostatnio jesteś bardzo niegrzeczny i niemiły dla mnie. A ja tego nie rozumiem. – Pogłaskała mój policzek, spróbowałem jakoś cofnąć się. Na ten gest uderzyła mnie. – Jak możesz mnie tak traktować, po tym co razem przeżyliśmy?!
- Naomi, między nami nic nie było, nie ma i nigdy nie będzie. – Ile razy ja jej już to mówiłem? Straciłem rachubę. Co zrobić, by się od niej uwolnić?
- Kłamiesz! Kochamy się, to przecież widać! – Wstała. – Niedawno wpadłam na doskonały plan, który pozwoli nam się na nowo zbliżyć do siebie. Tylko się nie ruszaj, kochanie. – Skierowała się w stronę samochodu.
- Co ty kombinujesz? – spytałem przerażony. Ja na ziemi, ona za kółkiem… to się nie skończy dobrze… - Chcesz mnie zabić?! – wydusiłem z niedowierzaniem. Czy ona może być aż tak szalona?
- Ależ nie głuptasie. – Otworzyła drzwi od strony kierowcy. – Jedynie połamię ci nogi. Dzięki temu będę mogła się tobą opiekować przez kilkanaście najwspanialszych tygodni naszego wspólnego życia! – Rozpromieniła się, a mnie oblał lodowaty pot.
- Oszalałaś! – wrzasnąłem.
- Tak, z miłości! – Zaśmiała się i wsiadła do pojazdu. Odpaliła silnik.
Z przerażeniem wpatrywałem się w nią przez moment, po czym podjąłem beznadziejną próbę ratowania się – przewróciłem się na brzuch, co wcale łatwe nie było zważywszy na więzy, i najsprawniej jak potrafiłem zacząłem się czołgać. Samochód ruszył, jechał prosto na mnie, a ja wiłem się jak niepełnosprawna gąsienica, próbując jakoś się ratować.
Nagle poczułem jak coś ciężkiego wjeżdża mi na nogi w okolicach stóp. Usłyszałem chrupot. Znieruchomiałem. Dech uciekł z moich płuc. Zacząłem się  trząść, gdy dotarło do mnie, że ona naprawdę to zrobiła, naprawdę zmiażdżyła mi nogi samochodem! Nie byłem w stanie, bałem się, odwrócić i zobaczyć jak to wygląda. Jedyne o czym teraz myślałem, to żeby ratować się i odczołgać jak najdalej od tej wariatki! I może nawet udałoby mi się, gdyby szok i niedowierzanie nie ustąpiły miejsca bólowi. O mało nie udławiłem się powietrzem, czując przeraźliwy, utrudniający logiczne myślenie, ból. W okolicach stóp zdawało mi się jakby miliardy malutkich, cieniutkich i super długich igieł wbijały się w moje ciało i sięgały aż do kości, jakby tam nagle zgromadziły się wszystkie moje nerwy i każda z tych igiełek z całej siły uciskała choć jeden z nich. Ból był tak okropny, że przez chwilę nie mogłem się poruszyć. Wiedziałem, a nawet czułem i, co gorsza, słyszałem, że kości mam pogruchotane. Z każdą próbą ruchu kawałki kości w zmiażdżonych stopach ocierały się o siebie, słyszałem ich chrzęst, czułem, jak ostre jak brzytwa odłamki wbijają mi się w ciało, przecinają naczynia krwionośne, dosłownie szatkują od wewnątrz moje stopy. Miałem wrażenie jakby nogi nienaturalnie się wydłużały, a ciałem wstrząsał ból doprowadzający mnie na skraj świadomości. Próbowałem się czołgać, za sobą słyszałem kroki dziewczyny, a moje powieki ciążyły coraz mocniej.
Na horyzoncie dostrzegłem jaskrawe czerwone i niebieskie światła policji. Ktoś biegł w moim kierunku.
- Daisuke! – Rozpoznałem ten głos. Mój ukochany po mnie przyjechał. Teraz już mogłem zemdleć…
[Normalnie jestem bardzo dobra (nie chwaląc się) w opisywaniu bólu (szczególnie tego sercowego), ale wrzucenie bohatera pod koła samochodu… uch! aż słabo mi na samą myśl o tym, nie mogę sobie tego wyobrazić, a co dopiero opisać to! Normalnie nie jestem w stanie o tym myśleć bez mdłości, ble! >.< No ale ostatecznie chyba jakoś znośnie mi to poszło, nie? :)]
Z bólem najbardziej kojarzy mi się ten obrazek rannego smoka – jest bardzo wymowny i przepiękny ^^

biednysmoczek.png

A co do smoka - przynajmniej jest czerwony xD Panie i Panowie przed Wami Drake Vader!!! xD

DSC01359.JPG


DSC01362.JPG


DSC01364.JPG

Jego słudzy:

DSC01374.JPG


DSC01368.JPG


DSC01370.JPG
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 10. Opisz scenę pościgu z perspektywy osoby ściąganej, jak i ścigającej.

Goniłam przed siebie jak oszalała, moje trampki lekko odbijały się od nawierzchni betonowej ulicy. Słyszałam za plecami pościg i nakazy natychmiastowego zatrzymania się. Ani myślałam wykonać to polecenie! Jeszcze przed chwilą otaczała mnie grupka pracowników tajnych służb specjalnych z bronią palną w pogotowiu, pod moimi nogami leżał ciężko ranny nieznany mi mężczyzna, a ja stałam nad nim z zakrwawionymi po łokcie rękoma i pustką w głowie. Nic nie pamiętam, nawet nie znam własnego imienia! Ale coś mi podpowiada, że ludzie goniący mnie nie uwierzą w moją amnestię, a zwłaszcza ten łajdak w beżowym długim płaszczu, ich szef, wyglądał na tak zdesperowanego, jakby po prostu chciał złapać byle kogo i potraktować go, jak kozła ofiarnego, nawet nie zgłębiając sprawy. I właśnie dlatego zaczęłam uciekać, gdy próbowali mnie aresztować, tak podpowiadał mi instynkt, a ja podświadomie czułam, że muszę mu zaufać. Zgodnie z przeczuciem skręciłam w ślepy zaułek, na chwilę zawahałam się, po czym wskoczyłam na ogrodzenie z metalowej siatki, płynnie wspięłam się na nie i szybko zeskoczyłam po drugiej stronie, lekko kucając. Odwróciłam się. On tam stał i wpatrywał się we mnie z nienawiścią.
- Dorwę cię, nie masz dokąd uciec – wycharczał złowrogo, jego beżowy płaszcz zatańczył na wietrze, zupełnie jak moje długie rozczochrane włosy. Nie miałam zamiaru czekać nawet sekundy, aż mężczyzna dotrzyma obietnicy. Nic nie mówiąc, odwróciłam się do niego plecami i pognałam prosto przed siebie, jego przekleństwa towarzyszyły mi dość długo.
Z impetem wypadłam spomiędzy budynków na ulicę i gwałtownie zahamowałam. Mimo iż czułam, że nie powinnam tu skręcać, wolałam jak najszybciej wydostać się z ciasnej przestrzeni między wysokimi blokami. I właśnie mierzyło we mnie z sześć luf pistoletów. Każdy na moim miejscu spanikowałby, ale nie ja. Odruchowo uskoczyłam w tył, na moment ukrywając się za rogiem budynku, po czym sprintem pognałam prosto przed siebie. Za plecami usłyszałam kroki oznaczające pościg, a także strzały ostrzegawcze, które zamiast mnie powstrzymać, zmotywowały mnie do szybszego biegu. Nie wiem, co się dzieje, ale intuicja podpowiada mi, że sobie poradzę i nie dam się złapać. Oby się nie myliła…
***
- Szefie, uciekła z zasadzki – odezwał się głos w mojej słuchawce.
- Wy idioci! – wrzasnąłem z furią. – To tylko jedna kobieta i nie potraficie jej złapać? Jesteście oddziałem specjalnej troski.
- Szefie. – Właściciela głosu zasalutowała.
- Melduj – warknąłem, uznając poprzednią rozmowę za zakończoną.
- Pilot drona ustalił, iż podejrzana zmierza w kierunku…
Nie dałem jej dokończyć, złapałem kobietę pod ramię i podprowadziłem do swojego samochodu służbowego. Niemalże wrzuciłem ją do pojazdu, sam zajmując miejsce kierowcy.
- Teraz mów – odparłem, odpalając silnik. Zrobię wszystko, dosłownie wszystko, byle tylko dorwać tę uciekinierkę. Nie popełnię kolejnego błędu i tak już jestem pod ostrzałem prokuratury za tą poprzednią sprawę. Wtedy, kilka lat temu pomyliłem się, ale to był jeden, jedyny raz, który już nigdy się nie powtórzy. Ta kobieta, która teraz ucieka, jest sprawczynią wypadku, wiem to! I nie przekona mnie żadna bajeczka o utracie pamięci. Mało tego, nawet nie będę jej słuchał. Dowody mówią same za siebie – była na miejscu zbrodni, ma ręce umazane krwią, facet, jeśli się obudzi, to na pewno wskaże ją jako sprawczynię, już ja tego dopilnuję!
Ostro skręciłem w lewo i pedał gazu docisnąłem z całych sił do podłogi. Po mojej prawej, między budynkami widziałem uciekinierkę. Ona mnie też. Była bardzo szybka, ale i tak nie ma najmniejszych szans prześcignąć mojego samochodu. Zaraz wpadnie prosto w moje ręce!
Skręciłem gwałtownie w prawo i zatrzymałem szarpnięciem samochód tworząc blokadę wąskiej uliczki. Kobieta siedząca obok mnie była blada ze strachu, kurczowo trzymała się fotela.
- Gdzie ona jest?! – wrzasnąłem, rozglądając się. Po uciekinierce nie było śladu, a przecież nie mogła rozpłynąć się w powietrzu.
- Kieruje się w stronę East River – odparła moja podwładna.
Zakląłem pod nosem. Podczas mojego manewru uciekinierka wykorzystała chwilę by zmienić własną trajektorię biegu. Chce mnie przechytrzyć? Jej niedoczekanie!
Z piskiem opon ruszyłem w wyznaczonym kierunku. Dopadnę ją i oskarżę niezależnie od ceny jaką przyjdzie mi za to zapłacić…
[Uch, trochę za bardzo skupiłam się na postaciach niż na samej akcji ^^”ale nie mogłam się powstrzymać – te postaci narzucone w zadaniu (pierwszy raz w tym wyzwaniu!) aż same się prosiły o własne historie, więc jak mogłam im odmówić? :P]

Tajniak próbował dziś złapać dziewczynę o zakrwawionych dłoniach, a Drake jakiś czas temu próbował złapać opaleniznę xD
20160128_154550.jpg


20160128_154517.jpg


20160128_154529.jpg


20160128_154546.jpg


20160128_154631.jpg


20160128_154636.jpg


20160128_154603.jpg


20160128_154656.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 9. Opisz dialog, w którym nikt nie wypowiada żadnego słowa.

No nie, to się nie dzieje naprawdę… Słowo daję – uduszę Bartka! On i te jego „świetne pomysły”! Dlaczego ja się w ogóle na to zgodziłam? No dobra, przyznaję, że chłopak ma gadane, poza tym wie jak mnie podejść, z resztą, czy ktokolwiek odmówiłby jego propozycji? Z jakieś dwa tygodnie temu podszedł do mnie z tekstem „Ej, Kociara! Słuchaj, tego materiału na sprawdzian jest stanowczo za dużo, w życiu człowiek tego nie ogarnie. Mam propozycję – ja uczę się połowy, ty drugiej połowy, a później pomagamy sobie na sprawdzianie. Co ty na to? Zależy tobie na samych piątkach, nie? Mnie też, więc wiesz, trzeba współpracować” i puścił do mnie oczko. Oh, znam go od dziecka, powinnam już wiedzieć, że jego plany nigdy nie wypalają. Chciałam powiedzieć „nie”, ale mój umysł błagał o odpowiedź „tak”, bo był już przeciążony nauką. Poza tym… chcę iść na medycynę, więc chyba nic dziwnego, że zależy mi na jak najlepszych ocenach, nie? Dlatego przystałam na tę propozycję, wykułam na cacy swoją działkę materiału, gdy przepytałam Bartka, okazało się, że on swoją połowę też nieźle opanował, dlatego czaiłam się na piątkę do momentu aż nie weszliśmy do sali. Teraz mam nadzieję na trójkę.
A jak plan Bartka nie wypalił? Proste – nikt z nas nie przewidział, że nauczycielka zacznie nas rozsadzać wedle swego widzimisię. I dlatego ja i on znaleźliśmy się na dwóch końcach pomieszczenia.
Dlaczego byłam taka głupia?!
Ze złości, by nie wrzeszczeć, z całych sił zaciskałam zęby i próbowałam kontrolować się. Ja tu siedzę na maksa wkurwiona, a on się śmieje i wygłupia z jakimś kolegą i ma wszystko gdzieś! Nauczycielka wyszła na moment, więc szybko sięgnęłam do torby, z pierwszego lepszego zeszytu niedbale wyrwałam kartkę, zmiętoliłam ją w garści i z impetem, który wystraszył moją koleżankę siedzącą obok, rzuciłam w Bartka. Kartka sięgnęła celu i zrobiła dokładnie to, co miała – zwróciła jego uwagę na mnie.
Siedzimy za daleko od siebie, więc po pierwsze klasa nas przekrzyczy, po drugie liściki za wolno będą kursować. Dlatego jest tylko jeden sposób porozumienia się – gesty.
Wskazałam pustą kartkę leżącą przede mną i na siebie, a później wykonałam gest oznaczający dużą odległość między nami. Bartek w odpowiedzi rozłożył ręce i zrobił minę niewiniątka mówiącą „sorka, skąd mogłem wiedzieć”, po czym pokazał mi kciuk w górę, co chyba miało znaczyć, że i tak sobie poradzimy. To mnie jeszcze bardziej zirytowało, czułam jak para wychodzi mi z uszu. Zaczęłam jak szalona gestykulować, że chcę „5 a nie 3” i całkiem zapomniałam, że chłopak nie zna języka migowego. Tym razem rozłożył bezradnie ręce i pokręcił głową, dając mi jasno do zrozumienia, że mnie nie rozumie. Odetchnęłam głęboko i spróbowałam powolnymi gestami zabawić się w kalambury, pytając jak mamy sobie poradzić na sprawdzianie. On nic z tego nie zrozumiał. W końcu się poddałam obiecując sobie, że po sprawdzianie objadę go z góry na dół i już przenigdy nie dam się wciągnąć w jego „genialne plany”. Na koniec naszej konwersacji pokazałam na niego, a później palcem przejechałam sobie po szyi, co miało znaczyć, że chłopak będzie trupem. On w odpowiedzi zrobił głupkowatą minę, która rozbawiła kilku jego kolegów i zakręcił palcem koło głowy, jasno dając mi do zrozumienia, że oszalałam. Ze złości pokazałam mu środkowy palec. Oczywiście jak się spodziewałam odpowiedział mi tym samym. No cóż, przynajmniej z tym się zrozumieliśmy.
Zrezygnowana spojrzałam na karteczkę, którą podsunęła mi koleżanka. Widniało na niej proste pytanie: „czemu nie wyślesz smsa?”. Dobre pytanie, dlaczego o tym nie pomyślałam?
[No cóż, dziś znów trochę na śmiechy ;) takie scenki mogłabym pisać non-stop :D]
A skoro już o kociarze mowa - tym razem trochę zdjęć z moimi kocimi boginiami ;)

Na pierwszy ogień Kita:

20160116_220058.jpg


20160112_173649.jpg

(taaa, Kita kiedyś bardzo lubiła siedzieć w zlewie...)

2015-10-16 17.43.39.jpg


20171222_233514.jpg

(właśnie za takie miny ją kocham ^^)

DSC01290.JPG


DSC01301.JPG


DSC01307.JPG


I Psotka :D

20160116_220002.jpg


20161026_134306.jpg


20171222_233818.jpg


20160223_184315.jpg

(trudno tej piękności zrobić zdjęcie - jest za ciemna xD)
20160223_184330.jpg


20160223_184340.jpg


20160425_182022.jpg


Mały bonus - czasami wracając do domu zastaję taki widok *o*

20171115_104046.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 8. Opisz atak paniki.

- Ja rodzę, głupku, zrób coś! – wrzasnęła Emilly.
Wiem, że powinienem zrobić coś, cokolwiek. Ale strach mnie sparaliżował. Bezmyślnym wzrokiem wpatrywałem się w plamę na dywanie, ciało ciążyło mi jak ołów, umysł zamarł jak nieboszczyk. Wszystkie myśli uciekły. Przygotowywaliśmy się do tego dnia z Em już od dawna, a jednak teraz, gdy to się zaczęło, wszystko z mojej głowy wyparowało! Nie pamiętałem nic, kompletnie nic! Nawet zapomniałem jak się nazywam! Ledwo ogarniałem, że ona zaczęła właśnie rodzić!
Moje dziecko właśnie przychodzi na świat, a ja nie jestem w stanie poruszyć się! Zmusiłem się do ruchu, jakiegokolwiek ruchu, chociaż nie tego się po sobie spodziewałem.
- Co robić? Co robić? Co robić?! CO ROBIĆ?! – Zacząłem biegać w kółko, spanikowany. Emilly przytkało.
- Ja zaczynam rodzić, a mój mąż właśnie sfiksował – podsumowała to mądra kobieta. Usiadła. – Będziesz musiał przyjąć poród – powiedziała opanowanie.
- Ja?! – pisnąłem i przystanąłem. – Nic nie pamiętam! – zaprotestowałem.
- To sobie przypomnij – odparła tym razem zirytowana.
- Miałaś rodzić w szpitalu! – krzyknąłem płaczliwie.
- Dziecko ma inne plany, bierz się do roboty! – warknęła, podwijając sukienkę.
Znów stałem jak marmurowy posąg. Nagle poczułem, jak zaczynam trząść się, najpierw dłonie, później całe ręce, nogi, aż telepałem się ze strachu na całym ciele. Usilnie chciałem przypomnieć sobie cokolwiek, ale mój mózg nie chciał współpracować. Na ołowianych, a jednak rozdygotanych nogach podszedłem do Emilly.
A co jeśli coś pójdzie nie tak? A jeśli zabiję własne dziecko?!
Ostatnia myśl odepchnęła mnie.
Przecież poród, to również krew, a ja się jej tak strasznie boję! I nie chcę pobrudzić swojej nowej koszulki…
Zerknąłem niepewnie na żonę i zrobiło mi się biało przed oczami. Byłem bliski omdlenia. Krew, dziecko, krzyki Emilly…
Moje ciało trzęsło się jak galareta, mózg odmawiał posłuszeństwa, oddech mi przyśpieszył, serce zaczęło łopotać jak oszalałe. Czy ja to przeżyję?
[Dziś bardzo krótko i bardzo zabawnie :D Codziennie panikuję, niezła ze mnie panikara. Nawet dziś spanikowałam, że sobie nie poradzę z tym wyzwaniem ^^” Bo co innego panikować, a co innego to opisywać :P W sumie to nieźle się bawiłam, opisując tę scenę xD]
Drake też kiedyś przeżył chwilę paniki, bo kto by nie spanikował, gdyby się na nim taki wielki psiak położył? xD

20160127_215256.jpg

Zdjęcia sprzed tego przerażającego momentu xD
20160127_213448.jpg


20160127_213437.jpg


20160127_213543.jpg


20160127_213558.jpg


20160127_213629.jpg


20160127_213612.jpg


20160127_230728.jpg


20160127_230801.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 7. Napisz najbardziej kiczowatą scenę, jaka może istnieć.

Z niemałym trudem wtaszczyłam swoją walizkę na drugie piętro, poprawiłam plecak na ramionach i zapukałam do drzwi mieszkania mojego stryja. Po drugiej stronie usłyszałam jakiś harmider i po chwili byłam już w kobiecych ramionach.
- Cześć, ciociu, dusisz mnie – wymamrotałam, usiłując wydostać się z uścisku.
- Nat, dlaczego po nas nie zadzwoniłaś? Jak ty to tutaj wniosłaś? – zasypała mnie na wstępie pytaniami.
- Taksówki są spoko, można nowych ludzi poznać, a co do walizki, to przecież silna jestem, nie? – odparłam z dumą, przechodząc przez drzwi.
- Natalia!!! – wrzasnęło różowe tornado i dosłownie rzuciło się na mnie.
- Cześć, Anastazjo – odparłam, próbując zaczerpnąć tchu. W rodzinie po stronie ojca wszyscy są zaskakująco silni.
Piętnastoletnia dziewczyna nadęła usta.
- Laleczka, tak się do mnie zwracają przyjaciele.
- Ok… - powiedziałam ostrożnie. Ostatni raz widziałam się z rodziną dwa lata temu, Anastazja wtedy jeszcze nie miała takiego świra na punkcie różu.
- No, chodź, pokażę ci nasz pokoik! – Dziewczyna szybko rozpromieniła się i o mało nie wyrwała mi ręki ze stawu, ciągnąc w stronę jaskrawo różowych drzwi. Przeszłam przez próg i… weszłam do piekła! Nie mam nic do różowego koloru, jest nawet spoko, ale w umiarze, a tego mojej kuzynce stanowczo brakowało. Może trochę inaczej zapatrywałabym się na jej pokój, gdyby nie fakt, że obecnie mam fazę na Got i gustuję w bardziej ciemniejszych i mroczniejszych barwach. Całe pomieszczenie od podłogi aż po sufit było w najróżniejszych odcieniach różu. Nawet meble. Wszędzie wokół walały się pluszaki, a na ścianach wisiały plakaty najróżniejszych zespołów, solowych wykonawców, aktorów i innego ludzkiego badziewia.  Kicz, mega kicz, takim słowem można określić ten pokój!
- I ja mam tu spędzić miesiąc? – szepnęłam przerażona, szybko rozważając powrót do Waszyngtonu.
- I jak ci się podoba nasz pokoik? – zaszczebiotała Laleczka. – Zobacz – chwyciła jakąś zieloną maskotkę – to moja żabcia, która nazywa się Kermituś, a to – podniosła jakiegoś pluszowego psa – mój piesio, Reksio, a tutaj – tym razem przed moim oczami zatańczył jakiś kot z pluszu – koteczek Filemonuś. Tutaj siedzi misio Kubuś, a pod sufitem wisi małpeczka, której jeszcze nie nadałam imienia. Poznaj tego konisia, Karusia, a teraz trzymaj… - Podawała mi wszystkie swoje maskotki i każdą z nich przedstawiała jakby była żywą istotą. Od tego pluszu kręciło mi się w głowie.
Anastazja nie dała mi nawet na sekundę odetchnąć. Niemalże na siłę wepchnęła mnie do swojej garderoby.
- Patrz, patrz, moje piękne różowiutkie sukieniusie – piszczała rozradowana, a mnie brało na mdłości. – A patrz na te buciki, a na te wstążeczki! A zobacz te piżamki, nie są słodziutkie? – Już miałam dość, a ona dopiero się rozkręcała. – Chodź, zdradzę ci mój największy sekrecik. – Wypchnęła mnie z garderoby i chwyciła coś, co leżało na jej łóżku. – Zobacz do środka – zachęciła mnie, podając coś, co wyglądało jak pamiętnik.
Nie mam w zwyczaju czytać cudzych wspomnień, przemyśleń, ale skoro ktoś mnie do tego namawia, to czemu nie. Po otwarciu zeszyciku od razu tego pożałowałam – na każdej stronie były zdjęcia Bibera, wycinki z gazet, naklejki serduszek i „I love you”.
- To mój przyszły mężuś – zaszczebiotała radośnie Laleczka. Zemdliło mnie. – Mówię ci, on tu kiedyś przyjedzie i mi się oświadczy! I będziemy żyli długo i szczęśliwie! – Zakręciła się, a ja jeszcze bardziej zatęskniłam za swoim mrocznym pokojem.
- A w ogóle podoba ci się moje łóżeczko? A moje biureczko? A moje krzesełko? A lampeczka? – Teraz zrobiła mi wycieczkę po pokoju, pokazując każdy jeden różowy mebel. Jeszcze chwila, a nabawię się cukrzycy!
- Tutaj będziesz spała. – Pokazała mi, a jakże inaczej, różowy fotel rozkładany. – Ten fotelik jest bardzo wygodniutki i mięciutki, to będzie twoje super łóżeczko! I nawet kupiłam ci nową pościelkę w kwiateczki! – Pokazała mi opakowanie liliowej pościeli. – To prezent dla ciebie. – Podała mi jakieś różowe materiałowe zawiniątko. Aż bałam się to zobaczyć.
- Dzięki – mruknęłam, wysilając się na uśmiech. W rękach trzymałam bluzkę z nadrukiem „I’m sexy and I know it”.
- Wierz mi, pasuje do ciebie lepiej niż te czarne łaszki, które masz na sobie. – Zmarszczyła swój nosek. – Pożyczę ci parę moich sukieneczek i rajstopek, dzięki czemu będziesz śliczniutko wyglądać.
Oniemiałam, jak nigdy zabrakło mi języka w gębie.
- Mam dla ciebie niespodziankę! – Laleczka zaklaskała w dłonie, a ja bałam się zapytać, co tym razem. – Śpimy razem w jednym pokoju, prawda?
- Mhm – odparła niepewnie. Co ona knuje?
- A to wygląda jak piżama party! Dlatego zaprosiłam moje psiapsiółeczki na dziś. Będziemy plotkować o chłopaczkach, bić się na poduszeczki, malować sobie paznokietki, podziwiać Biberaka… - Ona się rozkręcała, a ja miałam ochotę wyskoczyć przez okno. Wyrosłam z czegoś takiego już dawno temu! Jak ja przetrzymam ten miesiąc koszmaru?
[Chyba udało mi się wcisnąć w tę scenę wystarczająco dużo kiczu, co? :P Już miałam po dziurki w nosie tych zdrobnień xD]

Na zdjęciach "I’m sexy and I know it" w smoczym wydaniu xD

20180311_152617.jpg


20180311_152653.jpg


20180311_152733.jpg


20180311_152803.jpg


20180311_152832.jpg


20180311_152947.jpg


20180311_152927.jpg


20180311_153011.jpg


20180311_153033.jpg


20180311_153150.jpg


20180311_153241.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 6. Opisz zachwycającą osobę. O największej charyzmie.

Imię: Michael;
Nazwisko: Vane;
Wiek: 36 lat;
Status: kawaler (do którego wzdychają wszystkie panny);
Rodzina: matka, młodsze rodzeństwo bliźnięta Julia i Connor, jego ojciec zmarł nagle w tajemniczych okolicznościach;
Wygląd: wysoki dobrze zbudowany brunet o krótkich schludnie przyciętych włosach, podłużna nieziemsko przystojna twarz z czarnymi jak smoła oczami, długim prostym nosem i wąskimi ustami;
Cechy charakteru: arogancki, chłodny (?), oschły(?), wywyższający się ponad innych, niezwykle pewny siebie, nieugięty, nieustraszony, tajemniczy;
Zachowanie: W miejscach publicznych nigdy nie pojawia się bez swoich dwóch zaufanych ochroniarzy; lubi wykorzystywać ludzi wokół siebie, szczególnie, gdy mają oni ciekawe „kontakty”; nie pozwala byle komu zbliżyć się do siebie, tylko „ wyjątkowi” ludzie zasługują na jego uwagę; dla swoje rodziny gotów jest na każde poświęcenie, dlatego bliźniaki wiedzą jak „wejść mu na głowę”; zachowuje dystans względem ludzi, w razie konieczności podchodzi do nich z lodowatym chłodem (?); często bywa oschły; nie lubi ujawniać swoich uczuć; nie wzrusza go krzywda innych, wpłaca pieniądze na najróżniejsze akcje charytatywne, ale robi to tylko dlatego, że „tak wypada” i tego pragnie jego matka i to ona decyduje, gdzie przelać pieniądze; wie, że jest „cool” i obnosi się z tym przy każdej okazji;
Praca: młody dziedzic olbrzymiej fortuny Vane’ów, którą zostawił mu ojciec po swojej nagłej śmierci; jest prezesem firmy zarządzającej m. in. siecią najlepszych winiarni świata oraz najbardziej ekskluzywnymi klubami; nieoficjalnie „ponoć” macza palce w niezbyt legalnych interesach związanych z narkotykami, przemytem ludzi, bronią, ale on sam takowym plotkom gorliwie zaprzecza ;] ;
Styl ubioru: jako dziedzic olbrzymiej fortuny, Michael swoim wyglądem musi reprezentować najwyższe wartości, dlatego zawsze można go spotkać nienagannie ubranego w garnitury szyte na miarę i to tylko zbieg okoliczności, że jego marynarki szyte są z materiałów kuloodpornych, przecież ten mężczyzna jest czysty niczym łza; pod marynarką prawie zawsze nosi kaburę z pistoletem (chyba legalnym, tak na wszelki wypadek).
Krótki (ta, chciałabym, niestety troszkę się rozpisałam =.=) kawałek obrazujący charyzmatycznego mężczyznę:
Jako dziennikarka po kilku miesiącach starań udało mi się uzyskać kartę wstępu do najlepszego klubu w mieście Gold Grape. Ekskluzywność tego miejsca polega na tym, że można tu wejść jedynie ze specjalną kartą, którą wyjątkowo ciężko uzyskać, bawi się tu sama elita miasta, umiarkowany przepych jest wszędzie. Nieziemskie miejsce. Raczej za często nie będziemy tu wpadać, bo ceny też są kosmiczne, ale raz na jakiś czas trzeba odstresować się.
Świetnie się bawiłyśmy z koleżankami i właśnie zaśmiewałyśmy się z usłyszanego dowcipu, gdy nagle dwuskrzydłowe drzwi wejściowe otworzyły się z rozmachem. Wszyscy w klubie wstrzymali oddech, miałam wrażenie jakby sama muzyka lecąca z głośników przycichła, jakby wręcz zatrzymał się sam czas. A on, Michael we własnej osobie, wszedł jak gdyby nigdy nic. Szedł równomiernym krokiem samym środkiem czerwonego chodniczka w towarzystwie swoich dwóch zaufanych ochroniarzy. Wszyscy goście klubu w milczeniu i niemym zachwycie przyglądali mu się, śledzili każdy jego ruch, a on sam zdawał się przy tym świetnie bawić, jego proste usta wykrzywiał lekki uśmiech triumfu. Michael napawał się faktem, że poprzez to, kim był i poprzez swoją przytłaczającą osobę, niezrównaną charyzmę, nieskazitelny styl bycia, wzbudzał u ludzi takie a nie inne zachowanie. Przecież nikt w sali pełnej ludzi nie śmiał choćby głębiej odetchnąć!
Ja sama wgapiałam się w niego jak oczarowana. Moja ręka z trzymająca kieliszek z martini zamarła w połowie drogi do mych usmarowanych czerwoną szminką ust. Oddech niemalże zamarł mi w płucach, a całe ciało jakby zesztywniało. Nie mogłam oderwać od niego wzroku, poruszał się tak pewnie, wyrachowanie, uśmiechał tak triumfalnie, napawał się swoją doskonałością. A ja pragnęłam, by chociaż na mnie spojrzał. Chciałam uchwycić wzrok tak nieziemskiej istoty.
Moje nieme modlitwy zostały wysłuchane – nasze spojrzenia spotkały się. Jego ciemne oczy przyglądały mi się przez moment, miał tak głębokie spojrzenie, że czułam jakby przenikał całą mnie i spoglądał na moją najskrytszą, najdelikatniejszą istotę, tę której staram się chronić przed okrutnym światem. Tym spojrzeniem zaintrygował mnie do tego stopnia, że od razu postanowiłam go bliżej poznać.
Nie zwracając uwagi na ciche protesty moich koleżanek, wstałam pewnie. Zawahałam się jedynie na moment, gdy marynarka Vane’a ukazała rąbek kabury. Jednak to mnie nie powstrzymało. Zdecydowanie zbliżyłam się do właściciela klubu. Jego ochroniarze chcieli mnie przepędzić, lecz Michael powstrzymał ich.
- Dobry wieczór, panie Vane. Nazywam się Lizze Cat i jestem dziennikarzem Time for Attention. Chciałabym, aby zaszczycił mnie pan wywiadem – powiedziałam to wszystko pewnym siebie tonem. Musiałam pokazać, że niczego się nie obawiam, mimo iż moje serce próbowało w tym momencie uciec na księżyc. Ale co innego mogę zrobić? Muszę poznać tego mężczyznę za wszelką cenę! A jako dziennikarka do tego celu mogę wykorzystać pretekst wywiadu.
Mężczyzna w tym czasie uśmiechnął się arogancko, w jego oczach dostrzegłam błysk.
- Ma pani tupet, by nachodzić mnie w wolny wieczór – odparł chłodno, wręcz ostro, a moje serce jeszcze bardziej zapragnęło uciec ode mnie. Ale ja wiedziałam, że tak naprawdę Michael dobrze się bawi i teraz tylko czeka na moją reakcję. Pozostałam niewzruszona.
- Pan raczy wybaczyć, ale kiedy indziej możliwe jest spotkanie pana poza pańskim biurem, poza pańskimi obowiązkami?
Roześmiał się szczerze, coś mi podpowiadało, że właśnie tego ode mnie oczekiwał. Może jego wzrok faktycznie przeszedł mnie na wylot?
- Jest pani bardzo śmiała. Podoba mi się ta cecha. Zapraszam na drinka, omówimy szczegóły wywiadu. – nonszalancko podał mi ramię, które momentalnie chwyciłam. Mimo iż udawałam opanowaną, przez jego wzrok nogi miałam jak z waty, a serce łopotało mi jak oszalałe. Mam nadzieję, że tego nie zauważył.
Skierowaliśmy się do loży dla VIPów. Wciąż nie mogłam uwierzyć, że udało mi się poznać akurat jego! Jak się potoczy nasza znajomość? Nie mam pojęcia, ale jestem tego bardzo ciekawa. Słyszałam różne rzeczy na temat Michaela Vane’a, że na przykład kobiety służą mu tylko jako zabawki na jedną noc, że kiedyś ktoś go zdradził i ponoć teraz wącha kwiatki od spodu gdzieś na bagnach z dziurą po kulce w czole i tak dalej. Nie przejmuję się tym za bardzo. Z drugiej strony słyszałam, że kiedyś miał kobietę, którą kochał nad życie, ale ona zginęła w jakimś zaplanowanym przez mafię wypadku. Kto wie, jak ja skończę w tej znajomości…
[Inspiracją do stworzenia tej charyzmatycznej postaci był jeden z bohaterów mojej ulubionej mangi Finder – Asami Ryuichi. Dlaczego? Bo nigdzie – w życiu, w książkach, mangach, filmach, grach – nie spotkałam bohatera o choćby podobnej do jego charyzmie. Asami jest niesamowity, niepowtarzalny, uwielbiam go! On jest dla mnie kwintesencją charyzmatycznej postaci. A tak w ogóle mam nadzieję, że chociaż jedna osoba dotarła do końca tego wpisu ^^”]

asami.jpg


asami2.jpg

Drake też potrafi być "charyzmatyczny", a raczej "charyzmatycznie" wgapiać się w okno xD może to przez te jego nowe oczy wydaje się być taki charakterny? ;)

20180311_115119.jpg


20180311_115130.jpg


20180303_172422.jpg


20180303_172022.jpg


20180303_172329.jpg


20180303_172247.jpg


20180303_172044.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 5. Opisz jakąkolwiek scenę, która wywoła prawdziwy strach u czytelnika.

Jest ciemno. I zimno. I upiornie. Jestem przerażona. Niedawno odzyskałam przytomność i obudziłam się w prawdziwym koszmarze. Całe pomieszczenie – ściany, podłoga, sufit – zrobione jest z betonu. Nigdzie nie dostrzegam okien. Jedyne wyjście to metalowe drzwi naprzeciw mnie. Ale ja nie jestem w stanie zbliżyć się do nich. Jestem unieruchomiona. I wciąż lekko czymś odurzona. Siedzę na jakimś niewygodnym, metalowym krześle. Moje przeguby przywiązane są grubymi pasami do oparć.
Staram się zbytnio nie rozglądać. Miejsce, w którym się znalazłam jest zbyt przerażające, by mogło istnieć naprawdę, a mimo to ja tu jestem! Pod ścianą po mojej prawej stronie ustawione są metalowe stoły, a na nich przedmioty jakich wolałabym nigdy w życiu nie widzieć na własne oczy – skalpele, obcęgi, piły i inne chirurgiczne przyrządy, niektóre są zakrwawione. Dostrzegam niewielkie nożyczki leżące na brzegu stołu, kapie z nich krew tworząc małą kałużę. Ten widok napawa mnie prawdziwym przerażeniem. Kto jest właścicielem tej krwi i gdzie on się podział?!
Spoglądam na przeciwległą ścianę i od razu tego żałuję. Moje oczy otwierają się szeroko z przerażenia, krzyk zastyga mi w gardle. To gorsze niż kapiąca krew! Na metalowych stołach poustawiane są najróżniejszej wielkości słoje z… częściami ciała! Oczy, uszy, kawałki skór, serca, płuca, jelita i wiele więcej. Odrywam wzrok, zamykam oczy, łzy spływają mi po policzkach. Gdzie ja jestem? Co to za miejsce? Czy ktoś mnie uratuje? Chyba nikt…
Nagle uświadamiam sobie, że nie czuję stóp. Z przerażeniem spoglądam w dół. Stopy mam na miejscu, ale są całe we krwi! Próbuję poruszyć choć jedną nogą, albo palcem, ale nie jestem w stanie, nogi całkowicie odmawiają mi polecenia!
- Podciąłem ci ścięgna, byś przypadkiem mnie nie kopnęła – mówi ktoś, a ja dopiero teraz uświadamiam sobie, że w najczarniejszym kącie pomieszczenia stoi mężczyzna. Wchodzi on w krąg światła tworzony przez gołe żarówki znajdujące się nad moją głową. Ma na sobie biały poplamiony krwią fartuch farmaceuty. Uśmiecha się, a w jego oczach dostrzegam dziką satysfakcję. Znam go, to mój sąsiad. Nigdy nie wydawał się być groźny, jedynie troszkę odmienny…
Przygląda mi się z błyskiem w oku. Sięga po długi metalowy zakrwawiony skalpel.
- Najpierw podetnę ci coś w gardle, byś nie mogła krzyczeć. Później usunę ci powieki, byś nie przegapiła ani jednego zabiegu, który dla ciebie już dawno temu opracowałem.
Zbliża się do mnie, a z mojego gardła wydobywa się histeryczny krzyk…
[Horrorów to ja nie czytam, ani nie oglądam, więc nie specjalnie odnajduję się w tematyce strachu, ale mam nadzieję, że ktoś czytając to chociaż poczuł dreszczyk emocji - jeśli tak, to proszę o słówko w komentarzu, a może sugestie, jak następnym razem spróbować przestraszyć czytelnika? Będę wdzięczna ;)]
A może kogoś upiorny Drake przerazi? >:d

20160212_175952.jpg


20160212_180516.jpg


20160212_180315.jpg


20160212_180339.jpg


20160212_180249.jpg


20160212_180504.jpg


20160212_180453.jpg


20160212_180107.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 4.
Napisz fragment tekstu z dużą ilością powtórzeń, ale wkomponuj je tak, by nie brzmiał kiczowato, a nowatorsko.

Siedząc rozglądam się dookoła, wszędzie jak okiem sięgnąć zieleń, zieleń i jeszcze raz zieleń. Zielone ściany z zielonego żywopłotu otaczają mnie powodując uczucie klaustrofobii, mam wrażenie, jakbym był zamknięty w zielonym pudełku. To jakiś koszmar! Zielony koszmar! I weź tu człowieku idź na imprezę! Baw się, pij, a jak stracisz przytomność? To obudź się po środku zielonego labiryntu i ledwo ogarnij, gdzie jesteś. Kto w ogóle wpadł na taki pomysł? I co ja mam teraz zrobić? Jest zimno, a jedyny kolor jaki mnie otacza to zieleń. Chyba nie mam innego wyjścia, chyba po prostu muszę iść przed siebie. Poradzę sobie, to wiem, a jak się dowiem, kto stoi za tym zielonym żartem, to marny jego los. Wstaję powoli, procenty wciąż szumią mi w głowie, ale nie jest źle, bywało gorzej. Idę przed siebie do pierwszego zielonego skrzyżowania i bez namysłu skręcam w lewo, później znów w lewo i jeszcze raz w lewo, aż tego żałuję – wracam do miejsca, z którego ruszyłem. Dobra, ten zielony labirynt wydaje się być bardziej skomplikowany. Idę ponowie przed siebie i tym razem skręcam w prawo, później w lewo, w prawo i tak bez namysłu, aż wpadam na zieloną ścianę ślepego zaułka. Jak mam się stąd wydostać? Oszaleć można od tych zielonych ścian! Cofam się i znów zaczynam bezmyślną wędrówkę – w prawo, prawo, lewo, lewo. I kolejny zielony ślepy zaułek. Wzdycham poirytowany. Ściany są za wysokie, by się na nie wspiąć, więc co zrobić? Nagle sobie przypominam, że w kieszeni kurtki mam telefon komórkowy. Z nadzieją chcę sięgnąć do tej kieszeni i z niedowierzaniem uświadamiam sobie, że nie mam kurtki, pewnie zgubiłem ją na imprezie. Czy pozostaje mi coś innego, jak tylko iść w prawo, w lewo i do przodu? Kiedyś znajdę to wyjście, a przynajmniej taką mam nadzieję…
[W sumie dzisiejsze wyzwanie ani trochę nie jest łatwe – powtórzenia i to sporo, a jednak nie może to brzmieć kiczowato. Wbrew pozorom to jest cholernie trudne, zwłaszcza dla kogoś jak ja, kto ponad wszystko stara się unikać powtórzeń xD Podchodziłam do tego wyzwania chyba z 5 razy, za pierwszym razem nieświadomie napisałam całkiem spoko opowiadanie xD Ale w końcu udało się, napisałam coś, co mi odpowiada i spełnia wymogi, wiem, że dałam radę i jestem z siebie dumna! :D]

A skoro już o zieleni mowa - jakiś czas temu Smokowi też było zielono, a poza tym chciał się pochwalić swoim ciałkiem :P

20160115_160016.jpg


20160115_160047.jpg


20160115_160144.jpg


20160115_160317.jpg


20160115_160203.jpg


20160115_160339.jpg


20160115_160353.jpg


20160115_160413.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 3. Stwórz głównego bohatera nieokreślonej powieści, którego byś nienawidził. Spróbuj rozegrać to na inny sposób, niż bohater będący stereotypowym wcieleniem zła i kwintesencją cech, których nie cierpisz.

Panna „wiem wszystko najlepiej”
Imię: Anastazja;
Pseudonim: Laleczka;
Wiek: 15 lat;
Wygląd: średniego wzrostu, szczupła, jasna karnacja, włosy sięgające łopatek koloru blond, oczy błękitne jak niebo, zgrabny zadarty nosek, usta pełne, szczebiocząco piskliwy głosik;
Styl ubioru: „na słodko”- włosy upięte w długie proste kucyki z kokardami i czasem innymi ozdobami, różowe sukienki sięgające kolan, pończochy bądź podkolanówki, rzadziej rajstopy dobrane pod kolor sukienki, buty na koturnie przeważnie w odcieniach bieli;
Cechy charakteru: infantylna, zarozumiała, arogancka, nazbyt angażująca się, nie tolerująca sprzeciwu;
Zachowanie: w przypływach „dobroci dla zwierząt”, Laleczka potrafi być uczynna, pomocna, a nawet miła, ale tylko pod warunkiem, że jej „ofiary” będą się przed nią płaszczyć i do końca życia wychwalać jej chwilową życzliwość. Pomaga tylko tym, u których widzi, że jej się to w przyszłości opłaci, postępuje wedle zasady „coś za coś”. Zawsze chce być w centrum uwagi i chociaż nie specjalnie ma ochotę pogłębiać swoją wiedzę w jakimkolwiek zakresie, to jednak zawsze chce uchodzić za tę, która wszystko wie, jest najmądrzejsza i najwspanialsza. Nie dociera do niej, że może się w czymś mylić lub co gorsza, że ktoś może z danego zakresu wiedzieć więcej niż ona sama. Osoby, które się z nią nie zgadzają z automatu są dla niej wrogami. A jeśli ktoś publicznie wytknie jej, że się myli i jeszcze to udowodni – oj, marny jego los. (już nie jedna osoba tak zaginęła xD).

[Do końca nie wiem, czy to jest bohaterka, którą bym nienawidziła, ale jednego jestem pewna – taka postać choćby drugoplanowa na maxa wkurzała by mnie za każdym razem, jakby się tylko pojawiała, jest bardzo irytująca :) A w czeluściach internetu nawet udało mi się znaleźć zdjęcie pasujące do tego opisu – wypisz wymaluj Laleczka xD]

laleczka.jpg


Przy okazji wrzucam parę zdjęć złodziejaszka - Drake ukradł Larze piłkę, biedna psina bardzo dzielnie asystowała podczas tych zdjęć i tylko się modliła by już piłeczkę odzyskać :P
20160301_165211.jpg


20160301_165221.jpg


20160301_165227.jpg


20160301_165249.jpg


20160301_165251.jpg


20160301_165245.jpg


20160301_165340.jpg


20160301_165346.jpg


20160301_165343.jpg

"Proszę, piesku, piłeczka już jest twoja" :D
 

klaudia_mimi
 
Jakiś czas temu natknęłam się na 30-dniowe wyzwanie dla pisarza i po krótkim namyśle postanowiłam, że spróbuję :) Po prostu chcę spróbować swoich sił, sprawdzić, czy dam radę napisać tak różne rzeczy, czy uda mi się nieprzerwanie przez cały miesiąc coś pisać. Z tego powodu byłabym wdzięczna za pomoc w postaci komentarzy, korekta zawsze się przyda, krytyka mile widziana, wytknięcie błędów również (zwłaszcza interpunkcji), albo po prostu info, że np. udało mi się wywołać jakiekolwiek emocje u czytelnika itp. Z góry dziękuję ;)

Dzień 1. (wyzwanie zaczęłam wczoraj, więc wrzucam zaległe) Opisz zamieszczony obrazek najbardziej obrazowo, jak potrafisz.

Dzień1.jpg


Wolność. To pierwsze słowo, jakie nasuwa się, gdy człowiek spogląda na ten obrazek. Dziewczyna, znajdująca się na pierwszym planie, obrazuje swobodę, uwolnienie się od ciężaru, może właśnie zakończyła trudny związek, może zdała ostatnie egzaminy, może uciekła od toksycznych znajomych… Jej długie brązowe włosy są rozwiane, uwolnione przez wiatr i gwałtowny ruch głowy. Patrząc na nią ma się wrażenie jakby po raz pierwszy zachłannie łapała życie, jakby chciała ten moment zachować na zawsze, zatrzymać czas. Pomimo iż na dalszym planie nie ma nic specjalnego – kawałek zwyczajnego płotu otaczającego molo, w oddali niewyraźne zabudowania, będące fragmentem jakiegoś większego miasta, może nawet metropolii, niebo zabarwione różem i fioletem, prezentujące malowniczy zachód słońca – całość idealnie komponuje się i tylko podkreśla magiczną aurę tego z pozoru tak prostego zdjęcia.

Dzień 2. Napisz wiersz o dłoniach. Wystarczy kilka linijek. Przenieś w niego uczucia.

Zgrabnie umykają,
O literki zahaczają,
Tańczą jak szalone,
Umysłem są pogonione,
Słowa tworzą nowe,
Nadążają za myślami,
Wkrótce skończą zdanie,
Zwinne paluszki pisarza.
[Wiem, że jest  fatalny, ale co tam xD Ja odnajduję się w prozie, a poezja mogłaby dla mnie nie istnieć xD]

A skoro już przy dłoniach jesteśmy - mała stara sesyjka smoczego tulaska ;)

20160513_221718.jpg


20160513_222308.jpg


20160513_222250.jpg


20160513_221940.jpg


20160513_222022.jpg


20160513_222035.jpg


20160513_222040.jpg


20160513_222045.jpg


20160513_221829.jpg
 

fotv9gd1
 
Jesteśmy miłą niniejszego starca rampą w Polsce zaś ubiegamy nietkniętą walkę pod jakimkolwiek bodźcem. Skutek, który wykreowaliśmy stanowi najskuteczniejszym przypadkiem swojskiego wolnego obycia, domeny pisanie-student.pl w przyznanych posłaniach tudzież zawziętej celowości szlifowania znanego modelu biznesowego, w jakim wesoły amator jest zwiastunem polskich funkcjonowań a zamiarem samym w sobie
 

jbtsxf2o
 
I rozumiecie, że sa jeszcze marki, które okazują faktury vat? Zmierzała ostatnio wspaniałej reputacji od bess orek licencjackich dodatkowo niegdyś pisanie-student.pl udało mi sie wykopać ostatnią markę Są do jakiegokolwiek rozbieżne stanowisko. Akurat istnieje współczesne ano przezywana masówka. Powiększają wszelkiemu zauważalnie dokumentnie ponoć dysponowalibyśmy utarczkę wykorzystywać przy wykonywaniu rozpraw dyplomowych z podpowiedzi serwisu Pisanie.co? Tutaj niedużo słówek na ich topos
 

txj9i1r7
 
Takie komputerowe korepetycją moim rozliczeniem nie są najsmaczniejsze. Stale świetnie istnieje mierzyć wyłącznik spośród nauczycielem Ja dysponowała przesłankę wykorzystać spośród współpracy pisanie-student.pl przy donoszeniu służbie doktoranckiej oraz jestem niesłychanie promienna. Niestety w odcinku, skoro chowała konstruować serdeczną rolę, posiadała faktycznie "rozerwanie mentalności" w pracy oraz bez umocnienia, nie sprostała sobie spośród pierwiastkiem
 

wikipunk
 
Wiky the Metal-Punk!: Hejo ^^.
Tak jak wcześniej obiecałam wstawiam zlepek zdjęć, które udało mi się zrobić w ostatnim czasie :D.
Kawa i Croissanty w Pałacu Staniszów :D.
1.jpg

Mamcia :).
2.jpg

Ja i babcia :).
3.jpg

Mama i babcia :).
4.jpg

A tu mamy serię zdjęć z biedronkami :P.
6.jpg

Nawet inwersja się trafiła :D.
7.jpg

8.jpg

9.jpg

Robaczek potocznie zwany Doktorkiem :P.
10.jpg

11.jpg

Harry, Marika i Jasiek ;).
12.jpg

Samolot ^^.
13.jpg

14.jpg

Huba :).
15.jpg

A na koniec mały specjal :P.
special.jpg

W końcu zaczyna się robić cieplej ;). Jeszcze miesiąc i zakończenie roku szkolnego ^^. Teraz znów postaram się częściej pisać :P. Chyba zauważyliście, że od czasu do czasu mam tak, że piszę piszę piszę i nagle przestaję się odzywać :P. Mam nadzieję, że nie przeszkadza Wam to specjalnie, ale ja bloga traktuję jako rozrywkę a nie obowiązek ^^. Jak nie mam ochoty - nie piszę, a jak mam to piszę :P.
  • awatar Kate - Writes: U mnie na tego żuczka się mówiło Strażak. Zdjęcia są przepiękne, zwłaszcza te z biedronkami. A takiego croissanta sama bym pochłonęła. A blog właśnie przyjemnością powinien być, nawet jeśli zdarzają się dłuższe przerwy w pisaniu :P
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: @Kowalski, opcje!: Ja od kolegi kiedyś słyszałam, że na te żuczki mówili też tramwaje, bo czasem 2 takie łączą się ze sobą (stawiam na to, że kopulują :P) i wyglądają jak wagony :P. Cieszę się, że zdjęcia Ci się podobają ^^. No i co do bloga to właśnie o to chodzi :). Nie lubię robić obowiązku z przyjemności, bo potem nie chce mi się do tego wracać, po prostu czynność, która była kiedyś dla mnie przyjemnością staje się wręcz nieznośna... No chyba, że mowa o fotografii, to co innego :P.
  • awatar `.żαвкαα.`: Czasami trzeba , zrobić sobie przerwę dłuższą lub krótszą . Jak kto woli :D Czasami te przerwy się przydają . Ja miałam duży problem z tymi przerwami ponieważ wrzucałam coś może raz w miesiącu . :D Teraz staram się jak najczęściej pisać na blogu. Po tych przerwach miałam mnóstwo pomysłu na prowadzenie bloga.Więc nie przejmuj się przerwami ! A pro po zdjęć to są cudne :*
Pokaż wszystkie (12) ›
 

 

Kategorie blogów