Wpisy oznaczone tagiem "piwo" (1000)  

gdzietuwyjsckrakow
 
Czyli o gastronomicznych niewypałach podczas naszego ostatniego pobytu w Czechach.

IMG_20200719_173947.jpg

Mieszkając w Smoczej Twierdzy w Slavonovie, nie mieliśmy żadnych restauracji w pobliżu, dlatego postanowiliśmy wybrać się do czegoś w rodzaju schroniska na obiad (można tam bez problemu dojechać samochodem, ale radzę nie wybierać najkrótszej trasy, bo będzie to prawdziwy off road ;) ). Oferta Jiraskovej Chaty skusiła nas wizją pałaszowania pysznego czeskiego gulaszu z knedlikami w otoczeniu przepięknych górskich widoków.

IMG_20200717_184247.jpg


IMG_20200717_193744.jpg


IMG_20200717_194124.jpg


IMG_20200717_193843.jpg


IMG_20200717_194205.jpg

Widoki owszem były genialne, ale jedzenie już nie... Zupa ni to żurek, ni to grzybowa, ni to koperkowa
i nie miałabym nic przeciwko takiemu połączeniu, gdyby nie ogromna ilość cebuli, którą dodali,
a której nie znoszę. Niestety gulasz nie uratował sytuacji. Mięso było żylaste, ale to nic, ponieważ śmietana, którą został polany gulasz, okazała się słodka bitą śmietaną z dozownika. Cała potrawa przeszła cukrem i ledwo nadawała się do zjedzenia.

IMG_20200717_193521.jpg


IMG_20200717_221411.jpg

Ogólnie odradzam jedzenie w Jiraskovej Chacie.

Wracając ze Skalnego Miasta, zatrzymaliśmy się
w przydrożnej Czeskiej Gospodzie. Tym razem postawiłam na smażony ser. Zjadłam kilka kęsów stanowczo za twardego sera i... zwymiotowałam.

IMG_20200718_192357.jpg

Chyba nie ma wątpliwości, że radzę omijać o miejsce szerokim łukiem.

Ostatniego dnia po zwiedzaniu czeskich zamków zdecydowaliśmy, że obiad zjemy już w Polsce i to był strzał w dziesiątkę. Zatrzymaliśmy się w Kudowie-Zdroju w... Czeskiej Restauracji. Tam zamówiłam zupę czosnkową, której nie mogłam znaleźć w żadnym
z lokali na Czechach. Okazała się wyśmienita
i przyjemne kremowa. Postanowiłam też zatrzeć przykre wspomnienie z Jiraskovej Chaty i zjeść gulasz. Był przepyszny. Mięso rozpływało się
w ustach, a całość była dobrze (ale nie przesadnie) przyprawiona pieprzem.

IMG_20200719_172558.jpg


IMG_20200719_172558.jpg

Jaki wniosek? Najlepsze czeskie jedzenie dają
w Polsce. A przynajmniej podczas tego wyjazdu gastroturystyka nam bardzo nie wyszła.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Czyli dwa najpopularniejsze szlaki.

20180728_083950_3.jpg

Tarty lubię umiarkowanie- tylko te proste szlaki. Dlatego nie mam nic przeciwko wyprawom na Gubałówkę czy Morskie Oko.

119674219_1533946750126211_7751017910415868141_n.jpg

Podejście na Gubałówkę wcale nie jest takie łatwe. Tak naprawdę jest dość stromo i bardzo męcząco, ale widoki wynagradzają wysiłek. Można też wyjechać kolejką, co zdarzało mi się po to, aby wypić sobie piwo na szczycie, a następnie spokojnie zejść lub zjeść śniadanie z widokiem w restauracji Powidoki. Śniadanie, nawet najbardziej błahe w takiej scenerii smakuje lepiej.

20180728_093611.jpg


20180728_093620.jpg


20180728_093630.jpg


IMG_20180809_195720_795.jpg


IMG_20180809_222951_598.jpg

W zeszły piątek ponownie wybrałam się na śniadanie na Gubałówkę, tym razem jajecznice zjadłam w restauracji Tarasy, a na szczyt dotarłam piechotą. Za przejście musimy zapłacić aż dwa razy, ponieważ szlak wiedzie po prywatnym terenie. Niestety pomimo poboru opłat droga jest bardzo zaniedbana: pełno na niej śmieci i wystających z ziemi kabli oraz rur. Jeśli każą sobie płacić, to mogliby zadbać o szlak, w końcu mają na to pieniądze.

119612875_1494632254076832_7560333458019376487_n.jpg


119677150_326717398760275_7495890585122144472_n.jpg


119712422_700170330849244_6759824852167972798_n.jpg


119734198_2097058217092621_5846393420263531408_n.jpg


119750162_328009565134160_6489443139505302482_n.jpg


Wycieczka do Morskiego Oka to przedsięwzięcie na cały dzień. Szlak jest banalnie łatwy, bo cały czas idziemy asfaltową drogą, ale masakrycznie długi, przez co tak bardzo męczący. Podczas powrotu na ostatnich kilometrach zmęczenie jest już tak ogromne, że nawet nie mam siły mówić.

IMG_20180501_162518_670.jpg


Polecam zarówno Gubałówkę na krótszy spacer oraz Morskie Oko na całodzienną wycieczkę, bo to przyjemnie i dające dużo satysfakcji z ładnych widoków trasy. I nie hejtuje ludzi, którzy już dziesiąty raz tam idą, bo ja też byłam wiele razy
i za każdym razem mi się podobało.

IMG_20180501_112527_552.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Jedzeniowe odkrycia w Gdańsku to prawdziwa petarda. To miasto rozwinęło się mocno pod względem gastro od mojej ostatniej wizyty i jestem zachwycona tym, co ma do zaoferowania.

107262814_711338316331301_3777314867753269746_n.jpg

Stara Wędzarnia

Nieopodal naszego domku na Wyspie Sobieszewskiej znaleźliśmy restauracje Stara Wędzarnia. Byliśmy po podróży okropnie głodni, więc postanowiliśmy nie szukać dalej. I to była doskonała decyzja. Ryby i lasagne
w Starej Wędzarni okazały się wyśmienite i nie rujnowały portfela.

110725094_2645844958989116_5280238257828335275_n.jpg

100 cznia

Jestem zachwycona tym miejscem. Urzynamy w industrialnym klimacie placyk ze street foodem obok stoczni gdańskiej, oferuje coś dla każdego. W budkach znajdziemy różne przysmaki. My postawiliśmy na świetne fish an chips (jesteśmy nad morzem, więc wpierniczamy rybę) oraz hummus z czarnuszką i oliwka, który okazał się smaczny i bardzo sycący. Do tego kraftowe piwka. Zasmakował mi zwłaszcza Surfer, co jest niespodzianką, ponieważ ja nie lubię pszenicznego piwa.

107507759_579562889424958_8686442906695391959_n.jpg

Pixel

Myślałam, że po 100 czni nic lepszego mnie już w Gdańsku nie spotka. Myliłam się. Drinki w Pixelu powaliły mnie na kolana. Karty tam nie mają, a turbo pozytywna obsługa pyta Was, co lubicie i na podstawie odpowiedzi tworzy dla Was indywidualny koktajli. U mnie z ogórkowym drineczkiem trafili idealne. Tanio nie jest, ale pysznie i atmosfera bardzo przyjacielska.

107262814_711338316331301_3777314867753269746_n.jpg

Po takich odkryciach mam niedosyt Gdańska i chętnie wrócę znowu.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Nie ma dla mnie podróży bez jedzenia. Uwielbiam poznawać nowe miejsca od strony różnego rodzaju knajpek, do których czasem zaglądam zupełnie przypadkowo. Marsylia okazała się idealna do gastroturystyki.


109546342_206316510739942_3972639566676989081_n.jpg


Dlaczego? Promenada przy porcie usiana była różnego rodzaju lokalami. I tak w kolorowej restauracji zjadłyśmy wyśmienitą ośmiornicę i przepyszne ryby.



109703128_281609283060778_3794650322365662797_n.jpg



109926555_920488458420077_1035321429787376683_n.jpg


W innej tawernie zadziwiłyśmy kelnera, gdy zamówiłyśmy garnek muli i pizzę. To były najlepsze mule, jakie jadłam. Pizza też niczego sobie, ale im nie dorównała. Kelner musiał zdziwić się jeszcze bardziej, gdy zobaczył, że zjadłyśmy całość, popijając piwem i winem.


108972139_4073878272682574_2348561223580277444_n.jpg


Skoro przy alkoholu jesteśmy, to w Marsylii stałam się fanką pomarańczowego wina oraz likieru Pastis, który chętnie sączyłyśmy w barach od rana do wieczora.


109973800_642462606620155_9132771796076304141_n.jpg




110321709_882156822292888_2275542849260787551_n.jpg




109806891_900367700468588_6316472121218251836_n.jpg



109805985_581123542590628_2140654477238314272_n.jpg


Gdy wyjeżdżam z Kasią, szczególnie celebrujemy śniadania. W Marsylii kupowałyśmy croissanty, bagietki, pasty oraz obłędnie dobre sery i jadłyśmy 4-godzinne śniadania
w naszym apartamencie z widokiem na wzgórze z bazyliką Notre Dame de la Garde.


109758502_341723226850480_4240211372966645346_n.jpg


Marsylia od strony gastronomicznej mnie oczarowała. Polecam wszystkim smakoszom.


108593069_310224167025255_8914091763185962479_n.jpg



109775820_2743001872689398_7423129080407980896_n.jpg



110336300_362749174729820_1123761672453201208_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Już wiele razy pisałam, że Dolne Młyny to miejsce tętniące knajpianym życiem.


14356111_1070578702989444_1707112032_n.jpg


Samo Ż prosperuje w okresie letnim. To ogródek piwny sprzedający wszystkie rodzaje Żywca na podwórzu dawnej fabryki tytoniu.
Ceny są przystępne, a klienci mogą wygodnie rozłożyć się na leżaczkach lub „sofach” z palet.


31206513_1597419683638674_2181649507249291264_n.jpg



109952060_3275169949207848_2774719289102683981_n.jpg


Mam nadzieje, że tego lata znowu będzie organizowane kino plenerowe w Samo Ż.
Podsumowując  Samo Ż to jedno z najmodniejszych, najbardziej hipsterskich i najlepszych miejsc na wieczorne piwo z przyjaciółmi.

Ogólna ocena: 7/10.


31164146_1597419780305331_6213157440523862016_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Klopsiki to tylko w Ikei? Nie. Otóż klopsiki do kulinarne dobro narodowe Szwecji. Podobnie jak ryby i słodkie bułeczki.

101552413_259383358719480_3854125393107746816_n.jpg

Naszą kulinarną przygodę w Sztokholmie zaczęliśmy od polecanej w przewodnikach i mega popularnej knajpie Chokladkoppen na Rynku. Miejscówka jest pełna ludzi, ale udało się na dorwać miejsce na tarasie, a obsługa uwija się jak mrówki, aby obsłużyć ogrom gości. Chokladkoppen nie jest tanie, ale pyszne. Zjedliśmy ogromne śniadanie składające się z kawy, finezyjnych kanapek i najlepszej na świecie cynamonki. Lokal jest LGBT friendly, czym niezwykle zyskał w moich oczach. Od czasu wizyty
w Izraelu, gdzie wybieraliśmy tylko restauracje z tęczową flagą, zwracam na to uwagę.

84212362_260743368328985_7578454095686533120_n.jpg


101540494_295354891487014_496796882853429248_n.jpg

Nasze drugie śniadanie nie było już tak finezyjne. Dobre, aczkolwiek zjedzone na szybko w jednej z kawowych sieciówek ponownie smakowało słodkimi bułkami.

101971235_582779076006698_2243903718175014912_n.jpg

Absolutnym hitem okazała się dość późna obiado-kolacja. Kocham w Sztokholmie to, że knajpy z jedzeniem są otwarte nawet w środku nocy. Na przystawkę zamówiliśmy wyśmienite ryby na różne sposoby. W zestawie był też kawior, a ja jestem wielką fanką. Największą robotę zrobiło jednak danie główne, czyli klopsiki. Sycące, idealnie przyprawione, soczyste. No po prostu niebo w gębie. Te
z Ikei już nigdy nie będą mi smakować.

102732789_902589030258338_7949628120049385472_n.jpg

Żeby nie było, że wszystko w Sztokholmie takie pyszne. Zupełnie nie potrafią w burgery. Były malutkie, cieniutka, nadmuchana bułka się rozpadała i oczywiście kosztowały fortunę.

101651915_611492709722227_8228831952413655040_n.jpg

Podsumowując, stałam się fanką Szwedzkich specjałów, ale na burgery to jednak najlepiej wybrać się do Danii.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Krakowski Kazimierz to niezwykle klimatyczne miejsce,
a niewątpliwej magii dodają mu różnego rodzaju knajpki.

82331695_686650101907476_5880460589351829504_n.jpg

Jedną z moich ulubionych są Królicze Oczy. To mały, eklektycznie urządzony lokalik, w którym przyjaźnie nastawiona obsługa leje piwo o nazwie Jasny lub Ciemny Królik. Zdecydowanie polecam to miejsce na pogaduchy
z przyjaciółmi.
Ogólna ocena 8/10.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Kopenhaga kulinarną stolica Europy. Yyy serio?

56353979_269679890643854_705411969930231808_n.jpg

Nie mówię, że to, co jadłam w Kopenhadze, było niedobre. Wręcz przeciwnie zjadłam tam najlepszego burgera w życiu w knajpie stylizowanej na tramwaj. To było obłędnie dobre. Nawet wersja wege okazała się zachwycająca.

57812426_394992478004158_6311369663112544256_n.jpg

Nie zapominajmy jednak, że sztandarową "potrawą" w Danii są kanapki. Oszem ogromne, praktycznie z całego chleba,
z mnóstwem składników i ekstremalnie dobre, co nieco rekompensuje ich cenę- co najmniej 80 zł.

IMG_20190412_125617_488.jpg

Jednak ani burgery, ani kanapki (w sumie burger to tez kanapka) nie czynią z Kopenhagi kulinarnej stolicy Europy.

Co piliśmy? Oczywiście alkohol. Jak alkohol w Danii to ma się rozumieć piwo. W Kopenhadze byliśmy zaraz przed Wielkanocą, więc kupowaliśmy świąteczną edycję uroczych piwek z kurczaczkiem.

56190015_556440358183411_1241514812928688128_n.jpg

Skusiliśmy się też na Aperol nad kanałem. Drink ten był wtedy bardzo popularny w duńskich restauracjach.

IMG_20190417_181252_303.jpg

Oprócz alko była też poranna kawa. Czasem w hipsterskiej kawiarni na drodze naszych spacerów

56315712_2418981458333498_5698593175615045632_n.jpg


56310223_308969033103035_7881327716157358080_n.jpg


56412474_308374249855608_7696764476002926592_n.jpg


56429292_2150709561710081_4571306157544570880_n.jpg

lub w Dunkin Donuts. Cieszę się, że znalazłam tę sieciówkę w Kopenhadze, ponieważ uwielbiam donuty. Zwłaszcza jedzone w parku jednego z muzeów w sąsiedztwie pomnika sympatycznego diabełka.

56553659_1049071205283158_3908706455980605440_n.jpg


56917972_425117804966780_7395122862605991936_n.jpg


57451139_532657693928974_2130243043683467264_n.jpg


57534155_441936826614353_7311098733767163904_n.jpg

Podsumowując, będą w Kopenhadze trzeba koniecznie spróbować ich kanapek, a od siebie mogę polecić knajpę Tramwaj w centrum miasta.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Opcja na wielkiego gołda i dla wielkiego fana piwa.

88344349_193410545092926_7717425188547067904_n.jpg

No i dla ludzi, którym nie przeszkadza hałas i tłum, ponieważ C. K. Browar jest zawsze pełny i gwarny. Wnętrze w piwnicy stylizowane jest na austriacki pub- ponoć, bo ciężko to zauważyć przy takiej liczbie osób.

89135715_2608594582752529_5096249558816522240_n.jpg

Na szczęście obsługa jest miła, ceny przystępne
a jedzenie pyszne. Polecam zwłaszcza świetne placki po zbójnicku, które zaspokoją wielki apetyt. Pierogi  w C. K. Browar, chociaż mało austriackie, to również są na wysokim poziomie- dobre ciasto i pyszny farsz.
A do picia oczywiści piwo! Zestaw degustacyjny lub cała rynna piwa. A może jedno i drugie, zwłaszcza jeśli jesteście dużą grupą.

88320313_820760745073405_3432911190110502912_n.jpg

Myślę, że C. K. sprawdzi się na piwo i kolacje ze znajomymi, gdy akurat mamy ochotę na typowo barowe klimaty. Takie wyjście ułatwią wieloosobowe stoliki, których w pubie jest pod dostatkiem.
Ogólna ocena: 7/10.
Adres: ul. Podwale 7, Kraków.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Popularne pijalnie wódki i piwa wyrosły swego czasu jak grzyby po deszczu i mają się dobrze.

84716925_628369284401444_1432579950669463552_n.jpg

Miejscówki te ściągają rzesze studentów na tanie piwo i niedopitych imprezowiczów na kolejną banieczkę. Jest tanio, szybko i dość obskurnie,
o lokale nieco przypominają mordownie z odrapanymi ścianami i podniszczonymi meblami. Obsługa również raczej z umiarkowanym entuzjazmem podchodzi do obowiązków. Nie dziwię się...

Nikogo to jednak nie odstrasza, a sale są zazwyczaj pełne.

Co zatem jest takiego niezwykłego w Banialuce na Szewskiej? Otóż tatar. Gdy pierwszy raz usłyszałam, że w pijalni zjem najlepszego tatara w mieście, podeszłam do tej informacji z rezerwą. To jednak potrwa, którą lepiej jeść tylko w sprawdzonych miejscach. No ale znajomi zachwalali i żyli, więc
i ja spróbowałam. Zdecydowanie nie żałuję. Tatar jest pyszny, przede wszystkim bardzo dobrze doprawiono delikatne mięso. Może nie wygląda jak
w wykwintnej restauracji, ale smakuje wyśmienicie zwłaszcza w parze z piwem za 4 zł.

Podsumowując, w Banialuce możemy dostać tanie piwo, wpierdol za nic, i pysznego tatara.

Ogólna ocena: 6/10.

Adres: Kraków ul. Szewska 13.
 

audiobook-dokument
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

gdzietuwyjsckrakow
 
Jak już wspomniałam w poprzednim wpisie, nasze zwiedzanie Kijowa odbywało się głównie wieczorami
i nocami, dlatego też szukaliśmy lokali otwartych do późna. Czy było trudno takie znaleźć? Ani trochę. Kijów nie sypia, Kojów imprezuje :)

51579210_2512003832197650_8659214446004011008_n.jpg

Jak Ukraina to oczywiście Puzata Chata! To sieciówka z pysznymi i tanimi ukraińskimi specjałami. Oddziały tej samoobsługowej knajpki znajdziemy niemal na każdym kroku, ale jeśli przyjdziemy tam tusz przed zamknięciem, nie zastaniemy już wielu dań do wyboru. My poszliśmy do Puzatej na późne śniadanie... około godziny 17 ;) Smakołyków było mnóstwo. Szczególnie polecam barszcz ukraiński.

48361743_2016329201788554_3643950236470083584_n.jpg

Podczas zwiedzania często zrobiliśmy piw stopy, a do piwka jedliśmy tradycyjne ukraińskie przekąski jak suszone świńskie uszka czy mini czebureki. Jest to coś w rodzaju pieroga z mięsem smażonego na głębokim tłuszczu.

51308366_1219245461556643_3363266324015874048_n.jpg

Jednego wieczoru trafiliśmy do restauracji serwującej kuchnię kaukaską, a tam podano nam innego rodzaju czebureki, które wyglądały jakby zrezygnowano z ich smażenia. Smakowały wyśmienicie!

51402309_301135083762872_8414291715451518976_n.jpg

Innego razu odkryliśmy cudowną turecką restaurację
z tak pysznymi daniami, że nawet nie zdążyłam zrobić zdjęcia. Udało mi się uwiecznić tylko herbatę :)

51783740_607217679704336_1633060769119600640_n.jpg

Żeby nie było tak kolorowo, to zdarzały się też wpadki. W knajpie z dobrym piwem mieli paskudną grzybową, która wyglądała jak brązowa woda z podejrzanymi obiektami.

48046813_1175589239265768_4746152609717420032_n.jpg


51188992_1870357216424731_7250229426456100864_n.jpg

Totalną porażką była restauracja, gdzie ja jadłam najmniejsza i najgorszą carbonare ever, a większość ekipy ohydne burgery. Na samo podanie piwa czekaliśmy godzinę, na jedzenie jeszcze dłużej
i jeszcze zapomniano podać nam sztućców.

51407839_2314380175506552_5110291975865630720_n.jpg

Pomimo kilku fuck up'ów zdecydowanie nadal jestem fanką kuchni ukraińskiej i zapewniam, że w Kijowie można dobrze i smacznie zjeść.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
78205132_470681233804813_7967687757449396224_n.jpg

O tym miejscu akurat powinno się mówić.

Omerta to pub z kraftowymi piwami na Kazimierzu. Dają tu dobre piwo w dobrej cenie, które zdradliwie wchodzi jak złoto i powoduje kaca mordercę- wiem, co mówię ;)

76952515_2772987392725689_358083668419280896_n.jpg

Skąd ta nazwa? Omerta to zmowa milczenia w sycylijskiej mafii, czyli wewnętrzne prawo zakazujące mówienia o popełnianych przestępstwach osobom postronnym, a zwłaszcza policji.

Wystrój pasuje do nazwy: skórzane kanapy, drewno
i mnóstwo kadrów z mojego ulubionego filmu- "Ojca Chrzestnego".


Omerte polecam wszystkim, którzy tak jak ja są fanami gangsterskich klimatów. Może te krafty nie wyróżniają się niczym, ale "Ojciec Chrzestny" na ścianach robi swoje.


Adres: Kraków ul. Kupa 3
 

 

Kategorie blogów