Wpisy oznaczone tagiem "pizza" (558)  

gdzietuwyjsckrakow
 
Powiedzmy sobie szczerze, Bytom nie jest najpiękniejszym miastem, ale jedzenie dają tam przepyszne. Zwłaszcza w Starej Piekarni.

IMG_20181205_155620_402.jpg

W Bytomiu byłam dwa razy i za każdym razem jadłam
w Starej Piekarni.

Jak Śląsk to oczywiście rolada śląska z kluskami, która w Starej Piekarni jest mistrzowską klasyką.

20181118_162426_2.jpg

Fanom delikatnego szaleństwa polecam wyśmienity krem szupinkowy z tofu i jajkiem.

20181118_161232_2.jpg

Mega dobre okazało się również risotto wegetariańskie z marchewką, kukurydzą, selerem naciowym, fasolką szparagową, cebulą, brokułem, kalafiorem, białym sosem kremowym, świeżym koperkiem i pietruszką oraz parmezanem. Niech Was nie zmyli, że to lekka potrawa. W Starej Piekarni nic nie jest lekkie, bo porcje są gigantyczne.

20181118_162317_2.jpg

Nie byłabym sobą, gdybym w restauracji, która skradła moje serce, nie spróbowała swojego ulubionego dania, czyli pizzy. No po prostu petarda. Zarówno Wenecka, jak i Parmeńska były idealne.

IMG_20181205_155620_403.jpg

W ogóle w Starej Piekarni wszystko jest idealne! Wystrój bardzo przytulny i klimatyczny, bardzo rustykalny. Lokal przystosowany jest do przyjmowania dużej liczby osób. Do tego bardzo miła obsługa
i kot, który towarzyszy gościom. Lepiej być nie mogło.

20181118_162411_2.jpg

Myślę, że wszystko jest jasne i po takiej recenzji nikogo nie zdziwi, że polecam Starą Piekarnie Wszystkim i na każdą okazję. Już nie mogę się doczekać, kiedy tam wrócę.

Ogólna ocena 10/10.

Adres: Bytom ul. Reptowska 4
 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

gdzietuwyjsckrakow
 
Nie ma dla mnie podróży bez jedzenia. Uwielbiam poznawać nowe miejsca od strony różnego rodzaju knajpek, do których czasem zaglądam zupełnie przypadkowo. Marsylia okazała się idealna do gastroturystyki.


109546342_206316510739942_3972639566676989081_n.jpg


Dlaczego? Promenada przy porcie usiana była różnego rodzaju lokalami. I tak w kolorowej restauracji zjadłyśmy wyśmienitą ośmiornicę i przepyszne ryby.



109703128_281609283060778_3794650322365662797_n.jpg



109926555_920488458420077_1035321429787376683_n.jpg


W innej tawernie zadziwiłyśmy kelnera, gdy zamówiłyśmy garnek muli i pizzę. To były najlepsze mule, jakie jadłam. Pizza też niczego sobie, ale im nie dorównała. Kelner musiał zdziwić się jeszcze bardziej, gdy zobaczył, że zjadłyśmy całość, popijając piwem i winem.


108972139_4073878272682574_2348561223580277444_n.jpg


Skoro przy alkoholu jesteśmy, to w Marsylii stałam się fanką pomarańczowego wina oraz likieru Pastis, który chętnie sączyłyśmy w barach od rana do wieczora.


109973800_642462606620155_9132771796076304141_n.jpg




110321709_882156822292888_2275542849260787551_n.jpg




109806891_900367700468588_6316472121218251836_n.jpg



109805985_581123542590628_2140654477238314272_n.jpg


Gdy wyjeżdżam z Kasią, szczególnie celebrujemy śniadania. W Marsylii kupowałyśmy croissanty, bagietki, pasty oraz obłędnie dobre sery i jadłyśmy 4-godzinne śniadania
w naszym apartamencie z widokiem na wzgórze z bazyliką Notre Dame de la Garde.


109758502_341723226850480_4240211372966645346_n.jpg


Marsylia od strony gastronomicznej mnie oczarowała. Polecam wszystkim smakoszom.


108593069_310224167025255_8914091763185962479_n.jpg



109775820_2743001872689398_7423129080407980896_n.jpg



110336300_362749174729820_1123761672453201208_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Tydzień na łódce na Mazurach to nie tylko gotowanie na mini kuchence na łajbie oraz grille i ogniska na dziko przy brzegu. To całe mnóstwo pyszności w różnego typu lokalach.


105405521_254567552503643_2490348017744172707_n.jpg


Wiartel

Niepozorna wieś a w samym jej środku niesamowite miejsce. Restauracja w Zajeździe Przylasek z przepysznym sandaczem oraz całym mnóstwem atrakcji takich jak różnego rodzaju huśtawki i łoże z baldachimem nad brzegiem jeziora. Do tego bardzo życzliwy personel i moje ulubione piwo Rybak. Przy takich wspaniałościach nie przeszkadzały mi nawet dość wysokie ceny.



105517682_566182654071040_8548037078564012609_n.jpg



106393080_280106156392955_1723065535484663886_n.jpg



106442092_285305399189027_4180409254708687091_n.jpg


Krzyże

W tej miejscowości zabawiliśmy aż dwa dni, co zaowocowało zwiedzeniem portowego baru oraz 4-godzinnym śniadaniem połączonym z obiadem w Karczmie u Kaczorka. Ich ryba była tak rewelacyjna, że zapragnęliśmy spróbować większej ilości ich specjalności i postawiliśmy na desery. Zdecydowanie polecam bezę. Zresztą miły i kontaktowy kelner na pewno namówi Was na jakiś smakołyk.





105541134_755859698517004_5927338897516551577_n.jpg



105285444_1574511256050165_1952524521737907110_n.jpg


Po całym dniu i wieczornym spacerku zgłodnieliśmy ponownie. Tym razem wybraliśmy bar na skrzyżowaniu
i jedną z najlepszych pizz, jakie w życiu jadłam. Kolejny raz odkryłam perełkę smakową w małej miejscowości i
w niepozornym "lokalu".



104896364_2578394845808317_818988917648654335_n.jpg


Jedzcie na mazury i jedzcie!
 

krucha_perfekcja
 
krucha_perfekcja: napad.
to musiało się tak skończyć.
była pełnoprawna, duża pizza hawajska, cola i lody czekoladowe.
godz. 22:00 a ja leżę w łóżku nażarta jak świnia.
gruba świnia z pełnym brzuchem.
i niby mogłabym powiedzieć 'zdarza się' czy 'jutro też jest dzień', jednak to nie był mój jedyny grzech... wszystko co zjadłam, miało gluten, którego, z powodu celiakii, nie wolno mi przyjmować, nawet w mikroskopijnych dawkach. efekty mogą być różne- od bólu brzucha, wysypki czy gorączki, po skręt jelit czy nawet napad padaczkowy.
mimo to, zjadłam. dałam się namówić.
dziś mój brzuch jest wzdęty i pełny. czuję, że organizm po prostu nie wie jeszcze, co się wczoraj zadziało i jak sobie z tym wszystkim poradzić.
coraz bardziej oddalam się od celu.
będę zmuszona przeprowadzić kilkudniową głodówkę, by naprawić wyrządzone szkody.
przez najbliższe trzy dni ciepła woda (rano z octem jabłkowym)ok. 4L dziennie + standardowy trening. zważę się kontrolnie w niedzielę i zdecyduję czy już teraz zacząć głodówkę do przynajmniej środowego ważenia, czy póki co wrócić do 'standardowego' menu w postaci owsianki i serków, a dłuży post zrobić w innym terminie.
najgorsze są rozczarowania, w których rozczarowuję samą siebie.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Dlaczego jednym z symboli Edynburga jest terier,
a jakże, szkocki? Jak wypadło kolejne miasto na naszej pizzowej mapie?

51082898_631318187307185_8197458040950095872_n.jpg

Piesek Bobby

Policyjny pies o imieniu Bobby przez 14 lat pełnił straż przy grobie swego ukochanego właściciela. Na szczęście zarządca cmentarza oraz dawni koledzy jego zmarłego pana dbali o wiernego czworonoga, który, nawet jeśli ktoś go przygarnął, wracał na cmentarz.
O dobro Bobby'ego troszczyli się też goście
i właściciel pobliskiej restauracji. Zwierzak codziennie o 13:00 przybiegał do knajpki na lunch.
W pewnym momencie przerwa obiadowa Bobby'ego stała się atrakcją miasta. Tuż przed pierwszą pod cmentarną bramą zbierał się tłum ludzi, czekających na psiaka.

Mimo sympatii mieszkańców Bobby znalazł się
w niebezpieczeństwie. Z powodu dużej ilości bezpańskich psów i roznoszonych przez nich chorób, władze miasta wydały nakaz wykupienia przez właścicieli drogiej licencji. Psy bez niej miały być złapane i uśpione. Po kilku dniach policjanci zapukali restauracji, do której Bobby przychodził na obiady. Właściciel nie miał pieniędzy, ale postanowił psiaka ratować. Sprawa otarła się o sąd
i nabrała gigantycznego rozgłosu. Ostatecznie uznano, że cmentarz, na którym mieszka Bobby, stanowi grunt miejski, więc licencję opłacił burmistrz. Terier dostał obrożę z napisem "Bobby
z Greyfriars". Tak, tego cmentarza, na którym niby tak straszy.

Bobby odszedł w 1872. Właściciel jego ulubionej restauracji pochował go pod klombem przed wejściem do cmentarnego kościoła. Prawo zabraniało grzebania zwierząt na święconej ziemi, więc nie mógł on spocząć obok swojego pana. Dopiero w 1981 roku, odsłonięto prawdziwą tablicę nagrobną. Oprócz imienia, daty śmierci i wieku psa widnieje na niej napis "Jego lojalność i oddanie powinny być lekcją dla nas wszystkich".
Naturalnych rozmiarów pomnik Bobby'ego stoi na rogu ulicy George IV Bridge.
W Edynburgu kupimy mnóstwo pamiątek z podobizną sympatycznego teriera.
Pizza w Edynburgu

Jaka? Od prawdziwego Włocha, popijana włoskim piwem. Spacerując po mieście, trafiliśmy na plac, na którym znajdowały się niemal tylko pizzerie. Nasz wybór okazał się całkiem niezły. Moje ulubione danie
w Edynburgu smakowało dobrze, choć czułam delikatne różnice, jeśli chodzi o ciasto- było mniej słone. Ogólnie szkocka pizza dostaje okejkę i polecam.


51061441_1275421532611853_3382966797836746752_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Niby prosta rzecz- pójść do restauracji, a jednak problem.

82715583_516146265697744_2379577281174568960_n.jpg

Czemu problem? Bo próbowałam trzy razy i dopiero za trzecim się udało. Pierwszy raz przyszłam 30 min przed zamknięciem. Nie zdziwiło mnie specjalnie, że kuchnia była już nieczynna. Drugim razem przyszłam 3 godziny przed zamknięciem i kuchnia znowu była nieczynna. Za trzecim razem przyszłam 6 godzin przed zamknięciem i wreszcie się udało.

Restauracja nosi nazwę Zielone Tarasy za sprawą balkonu widokowego, na którym możemy zjeść posiłek. W zimie to raczej nie możliwe więc widok nie jest już tak atrakcyjny. Lokal urządzony jest schludnie
i poprawnie, niczym się nie wyróżnia. Może powinnam wybrać się tam latem, aby zachwycić się tarasem.

Bardziej zachwycające jest menu. Krem z batatów z chrustem z boczku był perfekcyjny. Nie ustępował mu ten pomidorowo- paprykowy. Ja zdecydowałam się na sezonowe danie- mini pizzę z gęsiną i żurawiną. Co to było za genialne połączenie smaków! Moja koleżanka zamówiła placki ziemniaczane z łososiem, gdzie nie oszczędzali na rybie, a całość była smaczna i sycąca.
To wszystko w niskich jak na Kraków cenach.

84332624_571235076804686_5888724441436782592_n.jpg

Obsługa raczej zadowalająca. Ani dobra, ani zła- poprawna.

Podsumowując, do Zielonych Tarasów warto wybrać się na przepyszny obiad, gdy będzie zielono i raczej wcześnie, bo im później, tym większe prawdopodobieństwo, że nie zjecie.

Ogólna ocena: 7/10.

Adres: Kraków Al. Słowackiego 64
 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

gdzietuwyjsckrakow
 
Przy pisaniu tej recenzji naszła mnie pewna myśl. Zauważyliście, że w Krakowie są głównie włoskie restauracje? Znajdziemy co najmniej jedną na każdej ulicy w centrum. Trattoria Degusti jest na Floriańskiej w sąsiedztwie kilku innych włoskich kuchni. Czemu warto wybrać akurat tę restaurację?

67188367_2380265152067348_363259494852984832_n.jpg

W sumie nie wiem. Trattoria Degusti nie wyróżnia się kuchnią w żaden sposób. Pizze, które tam jadłyśmy, były dobre, ale nie wybitne. Co prawda podobał mi się pomysł dodania karczochów do capriciosy, ale to nie sprawiło, że wzniosła się na nieznane mi wyżyny smaku. Sugerowałaby zatem obniżyć ceny.

Trattoria Degusti nadrabia natomiast wystrojem. Jest modnie, dużo przestrzeni, nieco loftowo, ale przytulnie. Wszystkie detale doskonale współgrają. Wnętrze nadaje się na Instagrama i Pinteresta. Obsługa, choć ładnie ubrana okazała się średnio rozgarnięta (obsługiwały nas chyba ze 3 osoby)
i niezbyt szybka.

67073727_337480950511342_6380644285846388736_n.jpg

Podsumowując Trattoria Degusti nadaje się na kolacje z przyjaciółką, z której nakręcicie ładne relacje na Instastory i zrobicie foty modnego wnętrza na Pinteresta. Przy okazji zjecie pizzę, której smak zapomnicie 5 min po wyjściu z restauracji.
 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

gdzietuwyjsckrakow
 
Co mogę powiedzieć na temat bośniackiej kuchni? Nie! Nie smakowało mi. Przeczytajcie niżej, dlaczego.Kuchnia w Bośni i Hercegowinie to głównie mięso, które staram się ograniczać, tłuste dania, które wybieram rzadko, cebula, której nie jadam
w ogóle i najlepsze na świecie soczyste pomidory.

42421077_483914825420395_1693150604290949120_n.jpg

1. Cevapi
Kiełbaski w bułce posypane cebulą. Tradycyjne bośniackie danie. Spróbowałam raz i nawet mi smakowało i potem miałam w planie jedzenie czegoś innego. Niestety cevapi było w każdej restauracji
i pod różnymi nazwami, więc zjadłam je jeszcze kilka razy.

39883656_942211805985688_6965095635825459200_n.jpg

2. Bośniacki lonac
Teoretycznie jest to bośniacki gulasz, lecz
w praktyce przypomina kapuśniak z odrobiną mięsa. Na zdjęciu wygląda lepiej niż smakował.
Tu kolejna ciekawostka dotycząca restauracji
w Bośni. To, że jakieś danie jest w menu nie znaczy, że jest możliwość zamówienia go. Najczęściej
w ofercie jest kilka pozycji z karty, ale nie wszystkie.

39748542_320646215171477_2149609124235575296_n.jpg

3. Jagnięcina
Ponoć najlepsza na Bałkanach, a najlepsza
z najlepszych w Bośni jest w Jablanicy. Jedliśmy. Było dobre, ale do wybitnego bym tego nie zaliczyła. Smakowała mi natomiast sałatka szopska z pomidorami, papryką i serem. Zwyczajowo w jej skład wchodzi również cebula, ale ja poprosiłam bez.
Ciekawostka nr 3: Wszystko jedno czy mówiliśmy do kelnera po angielsku, polsku czy słowacku- zawsze, na wszystko odpowiadał "ok, ok" a potem robił i tak po swojemu. Np. nie dzieląc rachunku miedzy nas, tak jak o to prosiliśmy.

39589377_309227442974447_3213098595012050944_n.jpg

4. Burek
Ciasto w rodzaju francuskiego nadziewane (a jakże) mięsem, mięsem i ziemniakami, szpinakiem lub serem. I to jest naprawdę dobre. Tylko strasznie tłuste...

5. Gulasz i bułeczki z kajmakiem
Żeby nie było, że wszystko takie beznadziejne to raz jedliśmy obiad mistrzów, który zasługuje na osobny wpis.

6. Bośniacka kawa
Piekielnie mocna, czarna, pita z cukrem, przegryzana słodkim lokum. Pyszna! Podawana w pięknych tygielkach i parzona w niecodzienny sposób. Do niewielkiej ilości wrzątku wsypuje się kawę, następnie podgrzewa na wolnym ogniu trzy razy
w wspomnianym tygielku. Dlatego pamiątka w postaci zestawu do parzenia kawy bośniackiej nie sprawdzi się u osób posiadających kuchenki indukcyjne.
Piliśmy ją w Sarajewie w kawiarni, której właścicielem był bardzo miły i niezwykle charyzmatyczny starszy pan oraz w Blagaju nad źródłem Buny.

39880739_282667185671109_5180384923013349376_n.jpg


Fotoram.io.jpg

7. Pizza
Bez tego obyć się nie mogło. Kolejna pizza do kolekcji. Ta została zjedzona w Blagaju i obfitowała w ogromną ilość składników w tym tradycyjne bośniackie sery. Spód był nieco twardy, ale to chyba charakterystyczna cecha ich pizzy, ponieważ kolega miał identyczną sytuacje. Ogólnie pizza dobra i
w przystępnej cenie. Tylko kelner dziwny jakiś... Tam chyba normalnych w ogóle nie zatrudniają do tej roboty.

39876190_926355594216395_4350645937765351424_n.jpg

Niestety kuchnia Bośni i Hercegowiny nie przypadła mi do gustu, a przynajmniej nie w każdej swojej odsłonie. Chyba jestem jedyną blogerką, która ma taką opinię, ponieważ przeczytałam mnóstwo wpisów innych blogerów, którzy zachwalali bośniackie potrawy.

39775413_521315804991490_6258991274217439232_n.jpg
 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

 

Kategorie blogów