Wpisy oznaczone tagiem "południe" (12)  

naszczyt
 
Tym bardziej w terenie, który przemierzamy pierwszy raz.
Nie pozwól się zgubić i spraw sobie kompas już teraz!

Nie pozwól się zgubić!.png
 

twojcukierkowysen
 
twojcukierkowysen: Znów tu jestem dochodzi południe w ten ponury dzień, pije kolejną kawę co by życie było bardziej smaczne...
znów tu jestem, wśród ludzi mnie nie znanych...
Wiesz o mnie tyle ile tu napiszę...
A ja o tobie tyle samo co ty o mnie...
Niebo przestało płakać, ale wciąż jest ponuro...
szaro smutno, gdzieś w oddali ptaki słychać, głośno wieści komuś niosą...
21412.jpg
 

la-perra
 
La Perra: Mnie cenne myśli przychodzą do głowy jedynie wtedy, gdy mam kaca, to znaczy co dzień około jedenastej przed południem.


hungover.jpg
 

wkulkilecisz
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

rozowesebum
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

djtruebeliever
 
Witam ponownie :)

Słabo na razie piszę, bo uchodzi czas....

Dzisiaj mam ostateczne przygotowania do jutrzejszej, wielkiej próby nagraniowej w naszym MAGIS-owym studiu nagrań. Tworzymy nagrania do konkursu piosenki religijnej :)

Wieczorem odwiedzają nas wokalistki z zespołu Noi Per Dio, pod kierownictwem o. Piotrka Nowaka (zresztą mojego osobistego wujka :P). Tak więc, roboty nie brakuje....

No cóż - nie brakuje. Także na weselach. Nasze #koncerty spodobały się do tego stopnia ludziom, że proszą nas o granie na weselach, tak, jak mówiłem już wcześniej....

Napiszę więcej wieczorem, przekazując też zdjęcia znad Soliny :)

Do tej pory macie, posłuchajcie, co mi w duszy gra :P

.

Do wieczora, ludzie :P....
 

djtruebeliever
 
Zupełnie zapomniałem o Pingerze, a to przez wzrost obowiązków na głowie....

No cóż - dzisiaj jestem już po kolejnym koncercie naszej trasy, jeszcze zostały nam dwa #koncerty. Jutro - Solina. Wyjeżdżamy spod Starej Wsi w samo #południe razem z całym ekwipunkiem....

Tymczasem cały czas koduję i koduję witrynę MAGIS-u (zresztą nie tylko MAGIS-u, bo ten CMS jeszcze będzie używany). Oto, co już "naskrobałem":
  • awatar Lukasz032: Nie jesteśmy za bardzo znani, bo nasz zespół zawiązał się dopiero w środku lipca. Zespół nazywa się tak, jak wspólnota katolickiej młodzieży - "MAGIS". Pochodzimy ze Starej Wsi; ja jestem klawiszowcem i zarazem akustykiem zespołu. Obecnie na trasie mamy Solinę (jutro - oprawa muzyczna Mszy Św.), a za tydzień w sobotę gramy w Starej Wsi na weselu :)
  • awatar Makino: nic z tego nie kaman xD
Pokaż wszystkie (2) ›
 

kandelabrik
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

sadat
 
O ile Monachium było nieśmiałym początkiem mojej fascynacji przemieszczaniem się w przestrzeni, Ateny to już tak jakby 12 runda pojedynku wagi ciężkiej, czyli krew, pot, łzy i pięść uniesiona w geście zwycięstwa nad życiem i sobą samym.
Powiedzieć, że było spontanicznie, to tak jakby nie powiedzieć nic. Wylot – po pracy w piątek po 22-giej. Powrót? Poniedziałek 7 rano i od razu do biura. Spanie? Tylko w sobotę. Może brak odpoczynku sprawił, że ateńska przygoda, choć krótka, wydaje mi się wyjątkową i tak mistyczną, że czasem się zastanawiam: czy ja tam naprawdę byłem?
Gdy się spytamy kogoś jakie to tak naprawdę miasto, wszyscy powiedzą to samo: brzydkie, szare i nijakie. Zazwyczaj poznaje się je podczas jednodniowej wycieczki, która ma w planach zobaczenie wszystkich zabytków w ciągu kilku godzin letniego skwaru. Ateny, co brzmi paradoksalnie, nie są wcale ośrodkiem nastawionym na ruch turystyczny. Do 2004 roku trafiało tam mało turystów i dopiero ostatnio, powoli się to zmienia.
Poniekąd wcale mnie ta kiepska opinia nie dziwi. Ateny to wszechobecny beton, miasto czasem poskładane tak chaotycznie i przypadkowo, że podziwiane ze szczytów wzgórz (jeżeli ma się szczęście i cokolwiek widać zza chmury smogu) potrafi szczerze rozbawić brzydotą swego ogromu. Ale może to sprawia także, że jest wyjątkowe – choć pudełkowate to jednak tak szczere i autentyczne w swym istnieniu, że w ten sposób ... kto wie czy nie najpiękniejsze?
To co rzuca się w oczy to niesamowita symbioza zabytków antyku z nowoczesnością. Nad Atenami od wieków góruje kilka wzgórz, każde z nich ma bogatą historię, a jedno jest symbolem całej naszej śródziemnomorskiej kultury. Mowa oczywiście o Akropolu. Wychodzisz ze stacji metra i je widzisz – czy to nie jest niesamowite? Miałem przyjemność zwiedzać je sobotnim rankiem, jako pierwsza osoba tego dnia. Słońce grzało, temperatura dochodziła do magicznych dwudziestu stopni – a jeszcze kilka godzin wcześniej leniwie zerkałem na zimową pluchę w Polsce! Jestem może laikiem ale grecka kultura nigdy nie budziła we mnie fascynacji. Akropol jednak zmienił to podejście, nie spodziewałem sie, że wszystko jest tak duże, ogromne i porażające w swym całokształcie. Inne zabytki powtarzają powyższy schemat dziwnej, niezaplanowanej symbiozy – Świątynia Zeusa znajduje się tuż obok ruchliwej ulicy w centrum miasta, przez teren Greckiej Agory niemal przejeżdża pierwsza linia metra (sama zresztą będąca już zabytkiem), starożytny stadion olimpijski zaś codziennie wdycha spaliny pobliskiej czteropasmówki. Przykłady można mnożyć – wśród betonu znajduje się wiele starożytnych perełek.
Moje ulubione miejsce? Plaka, dzielnica małych białych domków pod Akropolem mnie zachwyciła. W porannym słońcu wszystko prezentowało się przepięknie – leniwe koty leżące na schodach, spacerujące psy, odgłosy radia dochodzące z półotwartych okiennic. Magia!
Ale były i inne miejsca które pokochałem. Plac Syntagma, tam trafiłem w sobotę po trzeciej rano w pierwszej kolejności, ze swoimi Ebzonami zmieniającymi pompatycznie wartę przed budynkiem Parlamentu. Pireus, portowe miasto – dzielnica Aten, śmierdząca rybami i morzem. Nie byłbym sobą gdybym nie wybrał się nad jego brzeg. Larissa – tam mieszkałem w sympatycznym hoteliku obok stacji kolejowej, która kusiła tym by wsiąść w pociąg i ruszyć w ten piękny kraj.
Jako fan piłki nożnej udałem się także na mecz – Olimpiakos Pireus zaprezentował się znakomicie pod względem kibiców i ... znowu nijako pod względem piłkarskim. Stadion piękny i nowoczesny, ale najważniejsze było to, że poczułem na czym polega południowa żywiołowość. Doping zaczął się przed meczem i trwał do samego końca. Wytrwałości i energii można im tylko zazdrościć. Filmiki nie są w stanie tego oddać – niestety ale w takich sytuacjach technika zawodzi:

Ten kawałek wgniatał zaś w krzesło:


To co rzuca się w oczy to ogrom bezpańskich psów jakie się po mieście wałęsały. W nocy mijałem witryny sklepowe pod którymi psiaki spały na posadzkach. W ciągu dnia te same zwierzaki kręciły się w tej samej okolicy, stadnie przechodząc przez ulicę albo biegając po parkach. W samym centrum (Syntagma) dużo marmuru. Zadziwiające ale kiedy tylko wysiadłem z lotniskowego busa uderzył mnie zapach. Może to się wydawać śmieszne ale była to woń starego wnętrza kościoła. Po wszystkim myślę, że to „wina” tej posadzki właśnie. W nocy była dodatkowo polewana wodą w ramach czyszczenia i w zamian oddawała ten specyficzny zapach, który tak dobrze zapamiętałem. Blisko tych miejsc był miejski park – siedząc na ławce zerkam na trawę a tam dziarsko maszeruje... rodzina żółwi. A to wszystko w centrum zakorkowanego i zatłoczonego miasta. Czy ciągle macie wątpliwości, że to miejsce warte zobaczenia?
Na sam koniec – ruch kołowy i oczywiście jedzenie & spanie. Tak jak napisałem powyżej – to kraina korków. Prawami pieszego i sygnalizacją mało kto się przejmuje. Samochody zatrzymują się na światłach ale robią to bardzo niechętnie i niechlujnie. Standardem jest widok samochodu który staje na środku pasów. Przejścia są ale czasami znaleźć można perełki takie jak zebra do której ... nie ma dojścia. Czekając na światło można umrzeć ze starości. Jedna jedyna zaleta – w uciekaniu przed autami wszyscy są równi. Czy pop czy starsza babulinka czy młodzieniec – każdy ma taką samą (dużą) szansę trafienia pod koła.
Jedzenie – McDonald był grany notorycznie, raz jeden wybrałem sie na gyrosa i nigdy w życiu nie jadłem takiego mega g***wna. Nigdy więcej.
Spanie – miły hotelik w Larissie, wyjątkowo jedynka, więc warunki luksusowe. Wada taka, że na trzy noce, tylko jedną spędziłem jak Bóg przykazał odpoczywając. Reszta na nogach!

Podsumowanie: Ta wyprawa pokazała mi, że można mieć tyle lat ile ja ale ciągle być spontanicznie szalonym i czerpać z tego niewyobrażalną frajdę!

Ateny – ocena 5+ !!!

Na zdjęciach:
- przykład psa śpiącego przed wejściem
- widok na miasto z akropolu
- nowsza część Plaki
- Ebzoni
- stadion Olimpiakosu
- kawałek Greckiej Agory
 

nortus
 
Norwedzy jak głupi buduja ciagle nowe drogi i mosty, poszerzaja stare drogi, które sa wąskie, kręte i niebezpieczne dla tak dużego ruchu jaki jest od kilku lat. Inna prawa, że chyba głównie Polacy im je budują. To może niech Norwedzy wybuduja drogi w Polsce zamiast Chińczyków?

To fotki z przebudowywnej drogi E18 odcinek Grimstad-Kristiansand. Roboty ida pełną parą.
 

nortus
 
Kragero - przepiekne miasteczko na południowej riwierze Norwegii
  • awatar gość: Byłam tam w tym roku tam jest pięknie i mam nadzieje spędzić tam kolejne wakacje
  • awatar yogi: bylem tu na rybach.fajna sprawa,jest bardzo gleboko.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Kategorie blogów