Wpisy oznaczone tagiem "polecam" (757)  

gdzietuwyjsckrakow
 
Jedną z pierwszych informacji, jaką uzyskałam na temat stolicy Austrii było to, że jest tam ogromne wesołe miasteczko. Było to zapewne około 13 lat temu. Z miejsca zapragnęłam odwiedzić to miejsce. Drugą było, że Austriacy lubią jadać sznycle.


22237313_1409691535744824_92757345_n.jpg

Prater

Od tego czasu mój system wartości trochę się zmienił ;) Z postanowienia szalonej nastolatki, która chciała z każdej możliwej atrakcji Prateru zostało niewiele, ale jednak zostało.
Teraz zamiast wydawać pieniądze na wiedeńskie karuzele i rollercoastery wolę przeznaczyć je na muzea, jedzenie i pamiątki z podróży. To nie zmienia faktu, że nie mogłam sobie odmówić wizyty w parku rozrywki z nastoletnich marzeń. Tym bardziej, że przejażdżka na Diabelskim Kole była wliczona w koszt Vienna Pass (normalnie kosztuje 10 euro). Dodatkowo realizowała mój zamiar zobaczenia panoramy Wiednia
z wysoka.

22236397_1409691765744801_1452863591_n.jpg

Diabelski Młyn mierzy 65 metrów, a jego prędkość to 2,7 km/h. Został wybudowany w 1897 roku z okazji 50- tej rocznicy koronacji cesarza Franciszka Józefa. Koło znajduje się na liście „Skarbów europejskiej kultury filmowej”, ponieważ ma na swoim koncie ma “role” w kilku filmach między innymi w jednej
z części o przygodach Jamesa Bonda- “W obliczu śmierci” z moim ulubionym agentem 007, Timothym Daltonem.

22214913_1409691579078153_791354278_n.jpg

Przejażdżka trwała kilkadziesiąt minut, a widok zarówno na Wiedeń jak i na Prater był niesamowity. Byłam bardzo szczęśliwa wiedząc, że właśnie spełniam swoje marzenie.
Zaskoczeniem były dla mnie wagoniki restauracyjne
i klubowe, które można wynająć na romantyczna kolacje lub niesamowitą imprezę. Hmmm czyżby powstało nowe marzenie…
Ostrzegam, że kolejka do wagoników jest ogromna.

Kuchnia Wiedeńska

Dokładnie tak w dosłownym tłumaczeniu na język polski brzmiała nazwa restauracji, w której zjedliśmy nasz pierwszy austriacki obiad.

Lokal znajduje się w samym centrum Wiednia, tuż obok katedry świętego Szczepana przy jednej z urokliwych uliczek.

22236087_1409693399077971_52221614_n.jpg

Restauracja była elegancka, a przynajmniej aspirowała do miana takiej. Formalnie ubrany względnie miły (jak wszyscy w Wiedniu) kelner wskazał nam już nakryty stolik dla dwóch osób.

Wnętrze urządzone ładnie, choć miałam wrażenie, że panuje tam nieprzemyślany eklektyzm: tu jakieś antyczne wazony, tu obraz przedstawiający scenkę rodzajową szlachty, a tu drewniana beczka. No, ale byłam na wakacjach, więc przymknęłam oko na te drobne niedociągnięcia.

22236216_1409693522411292_852787857_n.jpg

Zamówiliśmy oczywiście tradycyjne dania miejscowej kuchni, z resztą, co innego można zamówić w restauracji o nazwie Kuchnia Wiedeńska. Postanowiłam spróbować miksu trzech różnych sznycli: wieprzowego, cielęcego oraz z kurczaka z sałatką z ziemniaków. Mój Luby postawił na jednego, dużego sznycla. Chyba nie ma potrawy bardziej austriackiej niż to danie.
O wersji z przepyszną sałatką ziemniaczaną czytałam nawet w przewodniku. Ogólnie rzecz ujmując nasz obiad był bardzo dobry, mięso przyrządzone perfekcyjnie i odpowiednio doprawione z chrupiącą panierką, która nie była nasiąknięta tłuszczem. Obie porcje (popite austriackim piwem) sprawiły, że najedliśmy się do syta i wydaliśmy całkiem sporo, bo około 40 euro, no, ale Wiedeń jest drogi.

22290540_1409693379077973_2017222940_n.jpg

Podsumowując nie wyobrażam sobie żeby być w Wiedniu i nie spróbować ich pysznego, najlepiej cielęcego, sznycla. Nie wyobrażam sobie również ominąć jedną
z najlepszych atrakcji tego miasta, jaką bez wątpienia jest Prater.
Ogólna ocena:
Prater- Diabelski Młyn: 10/10
Kuchnia Wiedeńska: 9/10

22214982_1409692875744690_639779228_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Gdy będąc w gimnazjum pierwszy raz usłyszałam
o wiedeńskim muzeum, w którym są pokazane wszystkie gatunki zwierząt, szkielety dinozaurów i kamienie, od razu zapragnęłam je zobaczyć. We wrześniu 2017 moje marzenie się spełniło.

22264503_1409693249077986_1495525357_n.jpg


22290414_1409693175744660_571369983_n.jpg

Muzeum Historii Naturalnej było pierwszym
i najważniejszym, (jeśli chodzi o zwiedzanie) punktem naszej wycieczki. Karta Vienna Pass uprawniała nas do darmowego wejścia bez kolejki. Normalnie bilet kosztuje 10 euro.
Muzeum jest ogromne i posiada dwa gigantyczne piętra z niezliczona ilością eksponatów.
My zaczęliśmy zwiedzanie od góry, czyli od zwierząt. Byłam wniebowzięta tym, że mam okazję przekonać się, jakiej wielkości są okazy, które znam tylko z telewizji lub dalekiej odległości w zoo. Zachwyciły mnie lwy, ogromne niedźwiedzie, szkielet wieloryba
i inni przedstawiciele różnych gatunków, czasem takich, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Nie wiem czy wszystkie zwierzęta w Muzeum Historii Naturalnej są wypchane.

22214997_1409693255744652_757143832_n.jpg


22290282_1409693205744657_1762715737_n.jpg


22215154_1409693222411322_1336370303_n.jpg


22264488_1409693262411318_465195640_n.jpg


22264574_1409693242411320_481465967_n.jpg


Chciałabym myśleć, że tak i że wszystko, co tam oglądałam kiedyś żyło, ale do bólu sztuczny krokodyl (aligator?) rozwiał moje nadzieje.

22237291_1409692899078021_2090945150_n.jpg


22237230_1409693145744663_1971583910_n.jpg


Z ptaków najbardziej podobał mi się Dodo i inne ogromne okazy. Wielkie wrażenie zrobiła na mnie ogromna ilość małych ptaszków, szczególnie, gdy pomyślałam ile ludzi musiało włożyć ogrom swojej pracy, aby stworzyć wystawę z tak drobnych elementów.

22236537_1409693072411337_1006316783_n.jpg


22215150_1409693092411335_638421829_n.jpg


22278771_1409693035744674_1751656602_n.jpg


22278711_1409693115744666_1949186613_n.jpg


22236358_1409693055744672_1649465576_n.jpg


Z racji tego, że lubię gady byłam niezwykle szczęśliwa oglądając węże i jaszczurki.

22236485_1409692715744706_1664680199_n.jpg


22264540_1409692812411363_356828726_n.jpg


22278468_1409692749078036_2053380106_n.jpg

Mieszkańcy najdalszych głębin mórz i oceanów również stanowią ciekawy punkt w Muzeum Historii Naturalnej.

22278402_1409692955744682_707266591_n.jpg

Po zwiedzeniu imponującego drugiego piętra przyszedł czas na “truskawkę na torcie”, czyli pierwsze piętro. Tak, bardziej byliśmy zainteresowani kamieniami, kośćmi i skamielinami niż zwierzętami.

Trasa zaczyna się od ekstremalnie dużego
i przepięknego zbioru kamieni i minerałów. Prawdziwy raj dla geologów.

22237188_1409692919078019_1531115657_n.jpg


Następnie przechodzimy do sal, w których archeolodzy popadną w zachwyt nad znaleziskami należącymi do człowieka pierwotnego. Tutaj również antropolodzy będą mogli zagłębić się w ewolucję gatunku homo sapiens.

22236475_1409692845744693_1880414163_n.jpg


22264500_1409692699078041_361700720_n.jpg

Paleontolodzy też znajdą coś dla siebie, ponieważ muzeum posiada imponujący zbiór skamieniałości, które zdradzają jak wyglądały pradawne organizmy.

22264924_1409692695744708_1787584255_n.jpg


22236085_1409692745744703_454606520_n.jpg


No i oczywiście najlepsze. Dinozaury! A właściwie szkielety dinozaurów, których zobaczenia nie mogłam się doczekać. Spędziliśmy w tej sali najwięcej czasu wprawieni w zachwyt i zdziwienie faktem, że takie groźne kolosy niegdyś żyły na naszej planecie. To doświadczenie jest czymś niezwykłym. Czymś, co sprawia, że dinozaury przestają być już tylko istotami z filmów Steven Spielberg, a stają się historią, która miała miejsce tak samo jak wczorajszy dzień.

22264656_1409692852411359_782840642_n.jpg


22215194_1409692785744699_1185113074_n.jpg


22236343_1409692662411378_1061954327_n.jpg


22264600_1409692865744691_485673659_n.jpg


22264857_1409692945744683_1368618705_n.jpg

Pierwsze piętro muzeum to miejsce, gdzie zobaczymy jeden z jego najcenniejszych eksponatów, wyrzeźbioną 22-24 tysięcy lat temu Wenus z Willendorfu. Myślałam, że jest większa, ale fakt, że patrzę na coś, co ma tyle tysięcy lat i tak robi wrażenie.

22278839_1409692762411368_1508652148_n.jpg


Na uwagę zasługują nie tylko eksponaty muzeum, ale również samo jego wnętrze np. niesamowita kopuła pełna dekoracji, ogromne kamienne posągi i schody lub płaskorzeźby z gadami dopasowane tematycznie do sali ze szkieletami dinozaurów.

22215267_1409692625744715_2082305739_n.jpg


22215191_1409692925744685_1944243233_n.jpg


22264832_1409692862411358_1348966725_n.jpg


Podsumowując, co tu dużo mówić, Muzeum Historii Naturalnej to najlepsze muzeum, w jakim w życiu byłam i polecam je każdemu.
Ogólna ocena 10/10.

22236478_1409693192411325_1996392939_n.jpg


22236573_1409693049078006_1528160598_n.jpg
 

joela
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

gdzietuwyjsckrakow
 
Jak wiecie, uwielbiam testować i próbować nowych rzeczy, tym bardziej, jeśli łączy się to z jedzeniem i późniejszym zrecenzowaniem moich doznań smakowych.
Dlatego też ogromnie ucieszyła mnie wiadomość, że zostałam ambasadorką płatków śniadaniowych SanteFit.

Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia. Wszyscy znamy ten truizm, ale nie wszyscy wierzymy w jego prawdziwość. Ja wierzę i nigdy nie wychodzę z domu bez śniadania. Ponadto mój pierwszy posiłek musi być mega pożywny, ponieważ ma za zadanie nasycić i dodać mi energii na resztę dnia. Dlatego śniadania zwykle jem prawdziwe królewskie.
Istotne są dla mnie również walory smakowe dania. Lubię śniadania na słodko i z owocami i często wybieram takie połączenia.

22384920_1414685395245438_1439667086_n.jpg

Ostatnio zaczęłam ulegać modzie na zdrowe jedzenie
i bycie fit. Wykupiłam nawet karnet na zajęcia fitness. Chodzę regularnie do Centrum Sportu
i Rekreacji Uniwersytetu Pedagogicznego i już mam swoich faworytów wśród zajęć: ABT, body shape, zgrabna sylwetka, płaski brzuch, fat burning. Podoba mi się, że instruktorki podpowiadają co robić
i które partie mięśni napinać. Nie przepadam natomiast za pilatesem, ćwiczeniami z piłkami
i stepami oraz za tak modną zumbą, na której nie nadążam za szybkimi zmianami układu.

22384989_1414685385245439_144555662_n.jpg

Jak moją miłość do dużych i słodkich śniadań połączyć z byciem fit?

Na pomoc przyszły mi płatki śniadaniowe SanteFit. Są przepyszne i zdrowe. Smakują słodko, ale nie zawierają cukru. Skąd więc bierze się ich słodycz?
Z owoców. Różowa wersja zawiera: maliny, truskawki
i wiśnie a niebieska: żurawinę, borówki i jagody goji. Mieszanka zbóż bez pszenicy zapewnia pożywne śniadanko i daje siłę, abym mogła stawić czoło wyzwaniom, które czekają na mnie każdego dnia. No
i najważniejsze- płatki są fit, więc idealnie współgrają z moim nowym stylem życia.

22385272_1414685381912106_89992676_n.jpg

Jeśli szukacie zdrowej i smacznej opcji śniadaniowej, to z czystym sumieniem polecam Wam płatki SanteFit.
  • awatar Molikksiazkowyy: Też wcinam te płatki!!:) Ale wybieram najczęściej opcje na sucho i je podjadałam zamiast słodyczy :)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Cztery dni w stolicy Austrii. Na taką wyprawę, wiadomo potrzebny jest hotel. A z wyprawy, wiadomo przywozi się pamiątki, których tym razem mam wyjątkowo dużo.

22236397_1409691765744801_1452863591_n.jpg

Hotel Debo Pension

Standardowo do rezerwacji hotelu użyliśmy booking.com. Póki, co portal jeszcze nigdy mnie nie zawiódł.
Poszukiwaliśmy noclegu blisko centrum, w dogodnej odległości od dworca autobusowego i w dobrej cenie. Oczywiście w grę wchodziły tylko pokoje
z łazienką oraz śniadanie wliczone w ofertę.
Zdecydowaliśmy się na Debo Pansion. Za trzy noclegi zapłaciliśmy 1013 zł. To dużo biorąc pod uwagę to, co zaoferował nam hotel.
Lokalizacja owszem w dobrej dzielnicy- Neubau wprost usianej klimatycznymi knajpkami i
w niedalekiej odległości od centrum. Dojście do pomnika Marii Teresy i Hofburg zajmowało nam nie więcej niż 10 min. W okolicy hotelu znajdował się sklep spożywczy Billa z przystępnymi cenami, ale oczywiście otwarty tylko do 18 (niestety, jak wszystkie sklepy w Wiedniu).
Debo Pansion znajduje się na Zieglergasse 18, blisko stacji metra, dlatego dojazd z dworca autobusowego (około 2,50 euro za bilet ważny godzinę) był szybki i łatwy. Jechaliśmy liniami 1 i 3 z przesiadka na Stephansplatz.

22215232_1409693765744601_508975545_n.jpg

Obsługa hotelu była hmmm… specyficzna. Z jednej strony miła, z drugiej wyniosła i szorstka. Jeśli chodzi o pokój to zdał egzamin całkiem dobrze. Odpowiednia ilość miejsca oraz półek, w miarę wygodne łóżko, codzienne sprzątanie, czysta łazienka z kosmetykami, ręcznikami i suszarką. Istotną sprawą dla mnie była odpowiednia ilość gniazdek elektrycznych, dzięki której mogliśmy ładować na raz dwa telefony, powerbank, korzystać z telewizora i prostownicy. Na plus było też wygodne rozmieszczenie włączników świateł- przy łóżku i przy drzwiach. Uroczym akcentem okazały się herbatniczki na poduszkach.

22215070_1409693579077953_1764180915_n.jpg

Jedyne, co mnie zastanawia to brak wykładziny hotelowej, która w Polsce w trzygwiazdkowych hotelach chyba jest standardem. No, ale parkiet
w Debo Pension mi nie przeszkadzał.
Rozczarowało mnie natomiast śniadanie. W Berlinie za mniejszą kasę śniadanie było o niebo, ale to naprawdę o niebo lepsze. Tutaj standardowe śniadanie kontynentalne: wędliny, sery, pieczywo, warzywa, dżemy, miód, Nutella, jajka, kilka rodzajów płatków, mleko, jogurt, kawa, herbata, sok. Bonusem były owoce i rogaliki o ile przyszło się odpowiednio wcześnie, bo gdy coś się skończyło obsługa wcale nie dokładała (?!). Za taką cenę oczekiwałam nie tylko piękniej rustykalnej jadalni- a taka była, ale również mega wypasionego śniadania.

22236247_1409693572411287_1488203543_n.jpg


22215298_1409693589077952_1182063544_n.jpg

Pamiątki

Myślimy Wiedeń i co przychodzi nam do głowy? Piwo i kawa. Zaopatrzyliśmy się w sporo, szczególnie tego pierwszego. Do tego jeszcze wyśmienite Austriackie wino. Dobrą pamiątką są również słodycze. Zwłaszcza kulki Mozarta nadziewane marcepanem i wafelki firmy Manner, której logiem jest wizytówka Wiednia, czyli katedra św. Szczepana. Ogólnie polecam całą masę słodkości, których nie można dostać w Polsce- tych od Milki oraz od rodzimych austriackich producentów.

22237222_1409693302411314_1117916141_n.jpg

Z mocniejszych alkoholi ciekawą opcją na pamiątkę jest Stroh- 80% trunek z buraków cukrowych, który jest produkowany w Austrii. Kupiliśmy też Shnapps’a, którego nigdy dotąd nie spotkaliśmy
w Polsce.

22237289_1409691205744857_492512911_n.jpg

Nie mogłam pominąć standardowych pamiątek jak pocztówki czy naszywka z wiedeńskiego Hard Rock Cafe. Razem z ukochanym kupujemy magnesy na lodówkę w miejscach, które odwiedzamy wspólnie.
Z Wiednia przywieźliśmy ten z “Pocałunkiem” Gustava Klimta, który znajduje się w zbiorach Belwederu i wiedeńczycy zrobili z niego znak rozpoznawczy miasta.
Humorystyczną pamiątką jest breloczek z napisem “We don't have kangaroos in Austria”. Bodźcem do powstania gadżetów z tym hasłem byli zapewne ludzie mylący Austrie z Australią i oczekujący spotkania kangurów w środkowoeuropejskim kraju.
Całkowicie niezwykłą pamiątka jest dla mnie szklana kulka. Ludzie często przywożą je
z podróży, ale to jest moja pierwsza. Zwykle stawiałam na inne suweniry. Dlaczego teraz zmieniłam zdanie? Ponieważ to właśnie w Wiedniu bracia Erwin i Ludwik Perzy otworzyli pierwszy sklep ze szklanymi śniegowymi kulami, który działa do dziś. Kulki wypełnione wodą i białymi drobinkami miały wzmocnić światło lampy chirurgicznej, ale wspomniane drobinki przypominały Erwinowi śnieg, więc wpadł na pomysł umieszczenia w środku popularnych budynków
i sprzedaży wynalazku, jako dekoracji. Można, zatem stwierdzić, że szklana, śniegowa kula narodziła się w Wiedniu. Dlatego jest idealną pamiątką z tego miasta. Oczywiście obok góry słodyczy i piwa.

22237296_1409690259078285_155854690_n.jpg

Podsumowując, jeśli nie zależy Wam na wystrzelonym w kosmos śniadaniu to podczas pobytu w Wiedniu zanotujcie, w Debo Pension i koniecznie kupcie wymienione wyżej pamiątki. No i nie spodziewajcie się kangurów ;) Chyba, że w Muzeum Historii Naturalnej.
Ogólna ocena Debo Pension: 7/10

22236300_1409691369078174_396793658_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Lato 2017 upłynęło pod znakiem wina. Mocno zagłębiałam się w temat i odkryłam nowe smaki. Zostałam ambasadorką Monte Santi i mogłam spróbować ich niepowtarzalnych owocowych trunków.

21552978_1389214154459229_1689223652_n.jpg

Owocowe, musujące wina Monte Santi zdecydowanie smakują latem. Ich słodki i pełen owocowych nut aromat przywołuje na myśl ciepłe wieczory z przyjaciółkami oraz romantyczną kolację z moim ukochanym.
Różowe słodkie wino o wyraźnie wyczuwalnych owocowych nutach dobrze dopełniło smak delikatnej ryby podczas romantycznej kolacji z moim lubym.

21443187_1389609664419678_1570356716_n.jpg

Natomiast białe wino okazało się bardziej orzeźwiające i mniej słodkie, dzięki czemu perfekcyjnie komponowało się z słodkimi deserami na babskim wieczorze pełnym plotek z przyjaciółkami.

22359182_1413154505398527_856228261_n.jpg


22330866_1413154488731862_1067545015_n.jpg

Skąd wiem jak dobrać wino? Jedną z moich wakacyjnych lektur była książka “Wino i jedzenie”. W prosty i zrozumiały dla laika sposób wyjaśnia ona wszystkie winne niuanse: skąd pochodzą szczepy, jak uprawia się winorośl, skąd wzięły się nazwy poszczególnych win, jak powinno się je degustować, na co zwrócić uwagę podczas degustacji, jak dobierać wino do potrawy i odwrotnie. Autor krok po kroku odkrywa przed czytelnikiem, co kryje się pod enigmatycznymi pojęciami “taniny”, “kwasowość” lub “beczkowy aromat”. Na końcu każdego rozdziału znajdują się niezwykle wyszukane przepisy.

21698227_1397488050298506_1163357058_n.jpg

Książkę polecam każdemu, kto chciałby zacząć swoją przygodę z tematyką wina. Po jej przeczytaniu otworzą się Wam oczy i żadne wino nie będzie już smakowało tak jak wcześniej, a wybór odpowiedniej butelki na wieczór zajmie Wam dużo więcej czasu niż dotychczas.
Czytając książkę nie zapomnijcie o kieliszku wina. Najlepiej Monte Santi.
  • awatar i am ginger: Wolę musujące owocowe winka, te normalnie niestety są dla mnie zbyt mdlące.
  • awatar Help Me :'(: Kot chyba myślał że też di zalapie na lampkę wina he :D
Pokaż wszystkie (2) ›
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Kuchnia orientalna w Pod Norenami. Polecano mi tą restaurację nie raz nie dwa. Myślałam, że jak zwykle cała jej orientalność zacznie się
i zakończy na sushi. Bardzo się myliłam.

22236098_1409948605719117_2086924103_n.jpg

Już samo wnętrze jest odpowiednio, orientalnie klimatycznie. Nie ma tu kiczowatych smoków na ścianach i papierowych dekoracji. Jest za to dużo zieleni, naturalnych kolorów, bambusy, napisy
w jednym z dalekowschodnich języków. Wszystko minimalistyczne, a jednocześnie przywodzące na myśl harmonię i spokój, które kojarzą się
z  tamtym regionem. Do takiej konwencji dostosowane są również uniformy miłej
i profesjonalnej obsługi.

21905439_1397488053631839_675974674_n.jpg

Po tym jak wystrój wprowadził mnie w stan zen, karta menu sprawiła, że całkowicie zgubiłam orientację w tym, co chce zamówić. Wchodząc do restauracji byłam pewna, jakie danie wybiorę. Po przeczytaniu pierwszej strony menu okazało, że nie wiem, co chcę zjeść, a proces decyzyjny potrwa długo.
Po kilkukrotnej zmianie zdania postawiłam na zupę Tom Kha Gai- tajską zupę kokosowo- galangalową
z kurczakiem i makaronem ryżowym. Wzięłam dużą porcję za 17,50 zł.
Zupa okazała się wyborna. Zachwycała równoważącymi się słodkim smakiem kokosa i pikantno-pieprzowym galangalu oraz mnogością dodatków: papryka, groszek, trawa cytrynowa, grzyby, kurczak. Ponadto dużą porcją spokojnie mogłam się najeść.
Wyrazistą zupę zrównoważyłam delikatną zieloną herbatą Sencha Sakura z dodatkiem owoców wiśni, dzikiej róży, kwiatów piwonii i róży podaną
w tradycyjnym urokliwym dzbaneczku i czarkach.
Moja przyjaciółka Ola zamówiła hinduską zupę
z soczewicy-, Mulligatawny, która jest w Pod Norenami pozycją sezonową. Zupa udowodniła, że
z soczewicy można zrobić naprawdę przepyszne cuda i kosztowała jedyne 12,50 czyli tyle samo ile herbata.
Łącznie wydałyśmy 42,50, co za dwie zupy i herbatę wydaje się sporą kwotą, ale warto było. Wyszłyśmy najedzone i oczarowane smakiem potraw.

21767699_1397488100298501_1942284178_n.jpg

Podsumowując, warto, choć raz wybrać się do Pod Norenami i zatracić się w ich orientalnych smakach. Miejsce nadaje się zarówno na randkę jak i na obiad z przyjaciółmi. Może nie będzie to najtańsze wyjście, ale warte każdej wydanej złotówki.

Ogólna ocena 8/10
Adres: Kraków ul. Krupnicza

21697977_1397488066965171_231227765_n.jpg
 

keylaa858
 
Wpis tylko dla znajomych
MakeUpYourLife:

Wpis tylko dla znajomych

 

gdzietuwyjsckrakow
 
Za każdym razem, gdy myślę, że odwiedziłam już wszystkie (lub większość) piekarnie
i cukiernie w mieście, coś mnie zaskakuje i odnajduje nowy lokal.

20120733_1342932789087366_488176633_n.jpg

Nie inaczej było z cukiernią Ozga. Wracając z … w sumie nie pamiętam skąd wracałam, zobaczyłam mały baner na chodniku wskazujący na równie malutki sklepik z wypiekami.

22264914_1409081135805864_1379431971_n.jpg

Cukiernia Ozga jest dosłownie sklepikiem, bo oprócz półek z produktami i bardzo miłej pani nie zmieściłoby się tam nic.
Kupiłam całkiem sporą ilość słodkości, bo cztery małe bułeczki maślane, które były miękkie, słodkie i przyjemnie rozpływały się w ustach. Do tego dwie drożdżówki: mega słodką i sycącą z marmoladą oraz niestandardową i zaskakująco pyszną z rabarbarem. Za wszystko zapłaciłam nieco ponad 6 zł, co jest ceną do przyjęcia, choć widziałam, że niektóre wyroby Ozgi kosztowały spore pieniądze.

20158361_1342932909087354_1962331633_n.jpg

Podsumowując, gdy traficie już na ulicę Morawskiego rozglądajcie się bacznie za malutką cukierenką Ozga i koniecznie spróbujcie drożdżówki z rabarbarem, która zdecydowanie podbiła moje serce.

20158548_1342932675754044_1646767698_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
To wszystko w jeden z dzień w Zakopanem

20401218_1352472294800082_479925687_n.jpg

Pochodzę z południa Polski i choć często bywam
w rodzinnych stronach raczej nigdy nie chodziłam na wycieczki po górach. Tak jest, gdy mamy coś na wyciągnięcie ręki to tego nie doceniamy. Teraz postanowiłam nadrobić zaległości i zwiedzać rodzime tereny. Nie lubię trudnych szlaków, klamer
i łańcuchów. Preferuje łatwe, spacerowe i widokowe trasy.

20370946_1352472318133413_125715223_n.jpg

Dolina Kościeliska
Idealnym pomysłem okazała się tu Dolina Kościeliska. Busy do Kościeliska odjeżdżają z parkingu obok styku Krupówek z ulicami Nowotarską i Kościeliską, bilet kosztuje 5 zł. Wysiadamy, jak łatwo się domyślić, na przystanku dolina Kościeliska. Następnie przechodzimy na drugą stronę ulicy i cofamy się kilka metrów do początku szlaku. Tam czeka na nas kolejne zdzierstwo, czyli 5 zł za wejście do Tatrzańskiego Parku Narodowego. Jak już wyskoczymy
z gotówki idziemy cały czas prosto. My zaliczyłyśmy mały przystanek na oscypka i żyntyce w bacówce znajdującej się na szlaku.

20401261_1352472314800080_1644789982_n.jpg

Trasa jest piękna. Malownicze widoki na góry, potok Kościeliski, oraz formacje skalne zwane bramami np. Bramą Kantaka sprawiają, że spacer, chociaż długi jest niezwykle przyjemny. Mniej przyjemny jest punkt docelowy wycieczki, czyli Hala Ornak. Zatłoczona,
z mnóstwem turystów i nikła szansą na dopchanie się do baru w schronisku. Chciałyśmy jak najszybciej opuścić to miejsce.

20370557_1352472281466750_1326073450_n.jpg

Staw Smreczyński
Tusz przed Halą Ornak troszkę zboczyłyśmy z trasy
aby wspiąć się stromym i dość męczącym szlakiem nad Staw Smreczyński. Widok wart był wysiłku. Według góralskich legend staw ten nie ma dna. Wolałam nie sprawdzać czy to prawda.

20370891_1352472254800086_620118398_n.jpg


20370429_1352472264800085_2057990442_n.jpg

Karczma U Wnuka

21691398_1398132093567435_106456285_n.jpg

Skoro jesteśmy w klimacie Doliny Kościeliskiej to pozostaniemy na ulicy Kościeliskiej. Tam w jednej
z najstarszych zakopiańskich chałup mieści się karczma U Wnuka. Zarówno budynek jak i sama restauracja mają bogatą historię. Był to jeden
z pierwszych piętrowych domów w Zakopanem, w którym znajdowały się różne instytucje np. urząd gminy
i poczta. W końcu za sprawą ślubu niegdysiejszych właścicieli w chałupie otwarto karczmę, która prosperuje do dziś.

21849366_1398132100234101_2095164133_n.jpg

Wystrój oczywiście w 100% góralski: drewno, regionalne- kwiatowe motywy, bielony kominek, ławy. Wszystko robi dobre wrażenie podtrzymywania tradycji stylu zakopiańskiego. Gorsze wrażenie wywarły kelnerki, gdyż po menu oraz złożyć zamówienie musiałam iść osobiście. Na szczęście dania
i rachunek już przyniosły.

21905567_1398132090234102_689951315_n.jpg

Zamówiliśmy moskola i golonkę. Moskol był bardzo udaną wariacją na temat tradycyjnego placka z mąki, ziemniaków, wody, soli i opcjonalnie jajek. Dlaczego wariacją? Ponieważ obsypany został słuszną warstwą sera, boczku i innych dodatków. Razem smakowało wybornie i nasyciło mnie na resztę dnia. Golonka
w niczym nie ustępowała partnerowi. Dobrze przyrządzona, delikatna, podana z chrzanem
i musztardą, które pięknie nadawały jej ostrości.

21850282_1398132086900769_397627668_n.jpg

Cały obiad był oczywiście niebotycznie drogi, jak to w górach- powiedziała góralka.

21905624_1398132083567436_676407997_n.jpg

Podsumowując po spacerze Doliną Kościeliska oraz podziwianiu piękna Stawu Smreczyńskiego polecam Wam porządny obiad w historycznej karczmie U Wnuka.

Ogólna ocena:
Dolina Kościeliska 9/10
Staw Smreczyński 8/10
U Wnuka 9/10
 

gdzietuwyjsckrakow
 
W Bull Pubie siedziałam z prawdziwym bólem: głowy i złamanego serca. Dlaczego? Kac? Nie. Zawód miłosny? Nic podobnego.

Wpis przeznaczony dl osób pełnoletnich

21100816_1377341115646533_576885972_n.jpg

Jeśli już zdecydujecie się na wieczór w Bull Pubie niech Was nie zraża mnóstwo ludzi przed wejściem
i wypełniona po brzegi pierwsza sala- barowa. Zauważyłam, że Anglicy mają kiepską przypadłość pić przed pubem lub na stojąco przy barze utrudniając dopchanie się do niego, aby złożyć zamówienie i tworząc sztuczne wrażenie przepełnionego lokalu. Zapełniona jest tylko pierwsza sala, reszta świeci pustkami.

20751429_1366524773394834_1933518727_n.jpg

Ból serca

No właśnie jedna z pozostałych pustych sal to dawny ogródek mojego ukochanego klubu Ministerstwo. Miejsce to darzyłam szczególnym uczuciem, ponieważ to tam poznałam miłość mojego życia. Dziś już nie ma śladu po najlepszym krakowskim ogródku, jakim był ten należący do popularnego niegdyś Mini. Aby nie pogłębiać mego cierpienia usiadłyśmy z Guinnessami w sali obok- przystosowanej do pomieszczenia sporej liczby gości i urządzonej w pubowym klimacie, lecz schludnie. Cena piwa- standardowe dla Guinnessa 15 zł, co bardzo mnie cieszyło, ponieważ spodziewałam się podwyższonego kosztu ze względu na zagraniczną klientelę.

20751321_1366524760061502_72309341_n.jpg

Ból głowy

Tak jak wspomniałam, usiadłyśmy popijając piwko i… i musiałyśmy do siebie krzyczeć. Nieszczęśliwy traf chciał, że było karaoke. Na dodatek wieczór kawalerski jakiegoś angielskiego turysty. Niektórzy obywatele Zjednoczonego Królestwa odwiedzający Kraków zupełnie odbiegają od mojego wyobrażenia dystyngowanego lorda. Są głośni
i najczęściej pijani. Tacy właśnie panowie śpiewali na karaoke w Bull Pubie. Nawet świetna obsługa pomimo wszelkich starań miała problem, aby usłyszeć, co mówią klienci.
Na szczęście kawalerski szybko zmienił lokal
i nastała cisza w mikrofonie.

20751466_1366524776728167_676912898_n.jpg

Podsumowując, jeśli chcecie poczuć klimat pubu Wysp Brytyjskich i napić się dobrego Guinessa wybierzcie Bull Pub, tylko pamiętajcie, że możecie doznać lekkiego szoku kulturowego ;)

Ogólna ocena 8/10

20793332_1366524723394839_1290323806_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
W jednym z wpisów zachwycałam się olsztyńską plażą miejską nad jeziorem Ukiel. Minął rok od naszego pobytu w tym mieście, a ja dalej uważam to miejsce za jedno z najpiękniejszych, jakie widziałam. Co jeszcze podobało mi się na plaży? Czy wszystko
w Olsztynie zasługuje na medal?

14182424_1055827787797869_1126270207_n.jpg

Plankton
Jeśli plaża to oczywiście leżaczki i drineczki
z palemką oraz przybrzeżny bar jak z amerykańskich filmów.
Plankton sprawdza się tu idealnie. Ma stylowe
i ładnie urządzone wnętrze, hipsterskie leżaki zrobione z palet oraz wysokie ceny.
Jedynie mój drink z palemką był tak naprawdę… piwem ze słomką. I to piwem Specjał, które pierwszy raz widziałam w wersji lanej właśnie na plaży miejskiej w Olsztynie.
Jeśli plaża to oczywiście leżaczki i drineczki
z palemką oraz przybrzeżny bar jak z amerykańskich filmów.
Plankton sprawdza się tu idealnie. Ma stylowe
i ładnie urządzone wnętrze, hipsterskie leżaki zrobione z palet oraz wysokie ceny.
Jedynie mój drink z palemką był tak naprawdę… piwem ze słomką. I to piwem Specjał, które pierwszy raz widziałam w wersji lanej właśnie na plaży miejskiej w Olsztynie.

21397619_1387638244616820_1792329283_n.jpg


21397177_1387638297950148_1260709105_n.jpg

Muszę przyznać, że jestem zachwycona Planktonem
i gdybym nie mieszkała na drugim końcu Polski byłabym tam z pewnością stałym klientem. Atmosfera pozwalała mi się poczuć jak bohaterka serialu 90210 (kontynuacji kultowego Beverly Hills 90210), który uwielbiam.

21397454_1387638134616831_1026969179_n.jpg


21397436_1387638187950159_1726040650_n.jpg

Podsumowując Plankton to byłby perfekcyjny plażowy bar, gdyby nie te ceny.
Ogólna ocena 9/10.

Villa Pallas

21363106_1387633891283922_411159451_n.jpg

rzez ten cały czas doświadczania wspaniałości Olsztyna musieliśmy gdzieś mieszkać.
Padło na hotel Villa Pallas oddalony około 10-15 minut spacerem od centrum i kilka przystanków od dworca PKP. Jedynie wejście do hotelu ciężko było znaleźć.
Dobre położenie generowało dość wysoką cenę, ale jakoś  to przeboleliśmy.

21397637_1387637761283535_1765988951_n.jpg


21396918_1387638017950176_385000982_n.jpg


21443273_1387633981283913_630299611_n.jpg


21443285_1387637887950189_1509979476_n.jpg


Co prawda po wystroju pokoi oczekiwałam więcej niż późnych lat 90 i wczesnych 2000… Ogólnie powodów do narzekania raczej nie było. Dobry room serwis
i śniadania na wysokim poziomie z bardzo rozbudowanym szwedzkim stołem. Jadalnia wprawdzie jest troszkę nieustawna i lepiej nadaje się na wesela niż hotelowe śniadania, ale ich smak to rekompensował.


21397052_1387637837950194_23604313_n.jpg


21397626_1387634101283901_564846595_n.jpg


21442217_1387637984616846_1353607653_n.jpg

Dziwna i troszkę nieprzyjemna sytuacja miała miejsce zaraz przed naszym wyjazdem. Podczas wymeldowania
w pokoju, w którym spaliśmy włączył się alarm przeciwpożarowy. Pani z recepcji nie wyglądała na przekonaną, że to nie nasza wina, ale nie miała innego wyjścia jak tylko nam uwierzyć.
Podsumowując, niby wszystko spoko, ale pojawiła się parę rys na wizerunku Villa Pallas.
Ogólna ocena 7/10.

21443026_1387637934616851_1709009244_n.jpg

To już ostatni wpis z wspomnieniami z magicznego Olszyna. Czy wszystko mnie zachwyciło? Niemal wszystko, z drobnym wyjątkiem opisanym wyżej, który zły nie jest, ale na kolana mnie nie rzucił.

14193681_1055827711131210_1543175125_n.jpg

Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się odwiedzić Olsztyn i pójść do tych wszystkich knajp, do których nie miałam okazji.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Czasem gdy robię zakupy i prowadzę intensywne poszukiwania wymarzonej sukienki/ butów/ torebki/ lakieru do paznokci/ prezentu dla bliskiej osoby  (niepotrzebne skreślić) opadam z sił. Wtedy ratują mnie kawiarnie w centrach handlowych. Niektóre są spoko, a inne należy omijać szerokim łukiem. Jak jest z Loża Cafe?

21362965_1387119838001994_1567262148_n.jpg

Podczas wspomnianych wyżej zakupowych łowów wybrałam się na kawę do Loży. Pierwsze co mnie pozytywnie zaskoczyło to o dziwo kameralna atmosfera. Wydaje się to niemożliwe na najbardziej zatłoczonym piętrze najczęściej odwiedzanej galerii handlowej w mieście. A jednak, siedząc w stylowej Loży na wygodnych miękkich sofach możemy nieco się wyciszyć i naładować baterię przed dalszymi zakupami.


17078480_1218624781518168_1339714771_n.jpg


Odpoczywałam popijając pyszną i dużą cafe latte z syropem orzechowym podaną przez bardzo miły personel. Syrop był tak słodki, że z powodzeniem mogłam zrezygnować z cukru, co bardzo mnie bardzo cieszyło. Niestety za taką przyjemność się płaci, ale wysokie ceny to norma w kawiarniach w Galerii Krakowskiej.

17160428_1218624801518166_475270165_n.jpg

Podsumowując Loża Cafe dobrze sprawdzi się jako przystanek w szale zakupów lub jako miejscówka na ploty z przyjaciółką gdy do odjazdu pociągu zostało jeszcze sporo czasu.
Ogólna ocena 9/10.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Kilka razy pisałam Wam już, że uwielbiam Rzeszów. Dobrze czuje się w tym mieście, ponieważ nie jest tak zatłoczone jak Kraków i posiada dużą ilość ciekawych knajp.

21175764_1380640978649880_1621520229_n.jpg

Prawie zawsze, gdy jestem w Rzeszowie idziemy na lody :) Byliśmy już kilka razy u Myszki i we Fragoli. Przyszedł czas na coś nowego i trafiliśmy do Rzeszowskiej Manufaktury.
To właściwie tylko budka z lodami i miłymi paniami… ale, z jakimi pysznymi lodami. Skusiłam się na polecony przez znajomą słony karmel, który choć dobry przegrywał z genialnym smakiem bezy z maliną. W niecodziennej ofercie można było znaleźć też lody San Escobar o smaku czekolady i rumu, które również polecam.

19970814_1339089942804984_453101055_n.jpg


20045828_1339089796138332_671125702_n.jpg

Z lodami w dłoni spacerowaliśmy po słonecznym Rzeszowie odkrywając jego cudowne zakątki, na przykład studnie z żabim posążkiem. Całowałam, ale żaba nie zmieniła się ani w księcia, ani w księżniczkę. Według jednej z legend czarownik zamienił złą księżniczkę w ropuchę, za co został wtrącony do lochu i tam umarł. Księżniczka długo błąkała się po mokradłach wydając żabi dźwięk “rzesz”, a echo odpowiadało jej: “uw”. Zrozpaczony król w końcu znalazł innego maga, który zdołał odczynić zły urok. Odmieniona księżniczka w ramach wdzięczności osuszyła mokradła i założyła na nich miasto- Rzeszów.

21175639_1380640958649882_2083592222_n.jpg


21208321_1380640988649879_880577067_n.jpg

Nasz spacer dobiegł końca na ulicy Adama Mickiewicza w Muzeum Dobranocek. Bilet kosztuje jedyne 7 zł, a w niewielkim obiekcie możemy podziwiać duży zbiór gadżetów związanych z dawnymi dobranockami, takimi jak: Kot Filemon, Jacek i Agatka, Smerfy, Muminki, Bolek i Lolek, Reksio, Krecik, Miś Uszatek i wiele innych. Oprócz tego w muzeum znajdują się rękopisy scenariuszy odcinków, oryginalne kukiełki i foliogramy wykorzystywane do produkcji wspomnianych bajek.

21150784_1380641071983204_618142034_n.jpg


21244452_1380641078649870_629127229_n.jpg


21150828_1380640945316550_321429945_n.jpg

Za każdym razem odkrywam nowe, magiczne miejsca Rzeszowa i Wam również polecam spacery po tym urokliwym mieście, lody z Rzeszowskiej Manufaktury oraz miłe wspomnienie dzieciństwa w Muzeum Dobranocek.
Ogólne ocena:
Rzeszowska Manufaktura Lodów: 8/10

Muzeum Dobranocek: 7/10.

21208348_1380641051983206_1461006890_n.jpg


21208498_1380641028649875_1846096350_n.jpg
Pokaż wszystkie (2) ›
 

jakwalec
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Miód & Cukier:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

gdzietuwyjsckrakow
 
O co chodzi? O dwie krakowskie kawiarnie: Ciszę
i Spokój na ulicy Brackiej. Ciszę zamknięto, Spokój działa nadal.

21151132_1381149141932397_1789891191_n.jpg

Kiedyś, gdy nie było miejsca w jednej kawiarni od razu szło się do drugiej.

21175490_1381149145265730_2005915401_n.jpg


21175041_1381149451932366_300416189_n.jpg

Co nas spotka w Spokoju? No na pewno nie cisza
i spokój ;) Miejsce tętni życiem i jest bardzo popularne. Zapewne ze względu na swój hipsterski klimat tworzony przez już nieco zniszczone meble a’la lata 80 i psychodeliczne wzory na ścianach. Mnie ta estetyka nie do końca przekonuje, ale też nie odstrasza. Obsługa wygląda równie hipstersko, ale jest w porządku.

21208685_1381149131932398_1629887610_n.jpg


21175328_1381149155265729_752967526_n.jpg


21175966_1381149135265731_1893474977_n.jpg


21175368_1381149148599063_1766616295_n.jpg

Kolejnym powodem, dla którego studenci tłumnie odwiedzają Spokój są niskie ceny i szeroka oferta. Napijemy się zarówno piwa, herbaty jak i kakao. Muszę przyznać, że z wyżej wymienionych herbata zasługuje na szczególne uznanie. Był słodka sama
w sobie i miała przyjemny aromat dymu.

21175497_1381149138599064_740628919_n.jpg

Podsumowując w Ciszy już nie posiedzimy, ale Spokój pozostał i warto tam zawitać.
Na pożegnanie Ciszy mam dla Was kilka zdjęć tego lokalu.

21175997_1381149448599033_2120997082_n.jpg


21175407_1381149441932367_1636640172_n.jpg

Ogólna ocena: 6/10.

21244618_1381149161932395_448892945_n.jpg


21208588_1381149151932396_448209442_n.jpg


21175434_1381149018599076_472112488_n.jpg


21175144_1381149158599062_1943741374_n.jpg
  • awatar st.anger: Hmmm chyba poznaję tę antresolę. Czy tam przypadkiem nie było kiedyś takiego rockowego w stylu baru, Czarcie koło czy jakoś tak?
  • awatar Ruda Grażka: @st.anger: Całkiem możliwe :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Podróżuje głównie z moim ukochanym. Nie należymy do turbo romantycznych osób, ale czasem decydujemy się na wizytę w miejscach, których nie powstydziliby się bohaterowie niejednego filmu o miłości.

14194311_1055837897796858_2114246002_n.jpg

Po mało romantycznym spacerku po bunkrach przyszedł czas na ciacho i herbatkę w urokliwej Lavendzie. Kawiarnia wyróżniała się już na pierwszy rzut oka. Dbałość o szczegóły w wystroju. Dużo fioletu (w końcu to kolor kwiatu lawendy), secesyjne stoliczki, miękkie kanapy, fototapety z rozległymi lawendowymi polami. Takiego wystroju nie powstydziłaby się kawiarnia w centrum Krakowa a co dopiero lokal usytuowany wśród żeglarskich tawern (które uwielbiam) i reliktów PRL-u.

14194215_1055837951130186_1543844024_n.jpg


14169501_1055837907796857_1983183531_n.jpg

Ceny niezwykle przyjazne dla portfela, personel jest miły, ale dość długo przyszło nam czekać na kelnerkę.
Gdy już podała nam menu byliśmy zachwyceni i mieliśmy ochotę spróbować wszystkiego. Wybór padł na rozgrzewające aromatyczne herbaty podane w uroczych czajniczkach. Piliśmy Białą Damę: biała herbata, kwiat pomarańczy, rodzynki, ananas, Mate, guarana, mango, catuaba, dziewanna. Okazała się ona prawdziwą eksplozją najlepszych smaków. To zdecydowanie najsmaczniejsza herbata, jaką w życiu piłam. Jako drugą zamówiliśmy Lawendową herbatę zieloną z kwiatami lawendy czarnym bzem i czarną porzeczką, która choć trochę mniej spektakularna nie ustępowała w smaku poprzedniczce.
Do tego ogromne kawałki przepysznego ciasta, które rozpływało się w ustach i smakowało pysznie do ostatniego kęsa.

14171834_1055837917796856_1507847555_n.jpg

Podsumowując Lavenda jest prawdziwą perłą Giżycka, szczególnie, jeśli chodzi o herbaty. Zachęcam wszystkie pary odwiedzające to miasteczko, aby wybrały się na randkę do tej kawiarni.
Ogólna ocena: 9/10.

14137961_1055837964463518_448741050_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
WPIS PRZEZNACZONY DLA OSÓB PEŁNOLETNICH

Czy taki zaginiony to ja nie wiem, ale na pewno trudny do znalezienia. Dlaczego?

21015192_1376071059106872_606241496_n.jpg

Co jest trudnego w odnalezieniu pubu Zaginiony Świat? Lokalizacja. Bar mieści się przy ul. Batorego, ale szyld jest niewielki i wisi nad innym klubem. Aby trafić do właściwego lokalu należy wejść na podwórko, przejść całe i zejść schodkami w dół. No, jesteśmy na miejscu
i dokonaliśmy prawdziwego odkrycia… archeologicznego.

13510449_1013823745331607_707822409_n.jpg

Dlaczego akurat archeologicznego? Przecież we wnętrzu są czerwone sofy i stary motor (który robi za kolejne miejsce do siedzenia- super!). Na pierwszy rzut oka pub niewiele ma wspólnego
z archeologią, prócz nazwy. Jednakże, gdy przyjrzymy się dekoracjom na ścianach zobaczymy zdjęcia
i gadżety wprost z wykopalisk. Gdyby zamienić te sofy na coś bardziej klimatycznego czulibyśmy się jak filmie o przygodach Indiany Jonesa.

16128371_1176189125761734_1611863008_n.jpg


16128758_1176189099095070_1383433362_n.jpg

W zaginionym świecie przyjaźni barmani sprzedadzą nam ciekawe smaki piwa: nie polecam Ataku Chmielu- jak sama nazwa wskazuje bardzo chmielowe, za bardzo. Za to uwielbiam Fortuny: wiśniową, śliwkową
i mirabelkę.
Do tego ceny prostych drinków z cyklu wódka + soft są bardzo przyjazne dla portfela, ponieważ taki trunek kosztuje jedyne 8 zł.

16143979_1176189132428400_2080348802_n.jpg

Ponadto uwielbiam organizować imprezy w Zaginionym Świecie. Miejsce jest mało znane, więc nie ma tłumów i spokojnie można się bawić w gronie znajomych oraz dostawiać kolejne stoliki, gdy gości przybywa.

Podsumowując polecam Zaginiony Świat na piwo
z przyjaciółmi bez okazji oraz na większą imprezę
z różnych okazji.
Ogólna ocena 8/10.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Byłoby mi dużo łatwiej ocenić tę kawiarnię gdybym nie kojarzyła tej nazwy z Nowym Jorkiem. Skąd pomysł na taką nazwę?

21074002_1377341058979872_1076116002_n.jpg

No właśnie, skąd? TriBeCa to część dolnego Manhattanu. Wiedząc to spodziewałabym się wystroju nawiązującego do tej dzielnicy Nowego Jorku. Nie dopatrzyłam się go. Kawiarnia jest urządzona poprawnie, ładnie i kolorowo. Do dyspozycji mamy wygodne, modne, kolorowe krzesła i sofy, w których przyjemnie spędza się czas popołudniami i rozsmakowuje w ofercie Tribeci.

19512289_1325190200861625_380800582_n.jpg

Kawiarnia ma mnóstwo ciekawych propozycji w menu jak na przykład koktajle piwne czy wyśmienita miętowa kawa mrożona.

13014832_975273699186612_759116710_n.jpg

Cafe latte wypadła troszkę gorzej od wspomnianej wyżej poprzedniczki ze względu na zbyt intensywnie przebijający się smak cynamonu. Za to Tort Tribeca wyborny :)

12919215_964349723612343_2013114804_n.jpg

No i przepyszne ciasta. Szczególnie sernik Oreo,
w którym faktycznie można poczuć smak popularnych ciasteczek. No
i rozpływający się w ustach sernik z malinami
i białą czekoladą. To połączenie jest perfekcyjne. Jeśli jesteście fanami mocno czekoladowego brownie, Tribeca będzie dobrym adresem.

19551291_1325190114194967_741573517_n.jpg

Niestety wszystkie te pyszności kosztują sporo. Kawiarnia ma ceny wybiegające ponad średnią, za to obsługa raczej trzyma się średniego poziomu.

11696779_847282505319066_1336071851_n.jpg

Ciekawostką jest, że kawiarnie Tribeca w Krakowie znajdują się przy muzeach lub galeriach. Moim zdaniem to świetny pomysł, ponieważ często po zwiedzaniu mam ochotę na kawę lub deser.

Podsumowując, genialne smaki rekompensują mi braki
w wystroju. Polecam Tribece na kulturalną randkę. Najpierw muzeum, a potem pyszny sernik Oreo
i miętowa mrożona kawa. Tylko przygotujcie się na dość wysoki rachunek.
Ogólna ocena 7/10.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Zwykle krakowskie restauracje oferują degustacje raz na określony czas. Obowiązują zapisy, trzeba zapłacić za bilet, zarezerwować miejsca. W Podgórskim Salonie Degustacyjnym jest inaczej.

19692446_1329425667104745_1841659808_n.jpg

Tam zestawy degustacyjne są stałą pozycją w menu, którą możemy zamówić w każdej chwili. To innowacyjne rozwiązanie, z którym nigdy wcześniej się nie spotkałam i które zapewnia restauracji spore obłożenie.

Moja wyprawa do Podgórskiego Salonu Degustacyjnego miała związek z All In Card. Wygrałam u nich voucher na 20 zł do PSD. Dzięki niemu za kolację zapłaciliśmy jedyne trzydzieści- kilka złotych.
Lokal zrobił na mnie dobre wrażenie. W miarę dobra obsługa (która zapomniała o mojej zniżce i musiałam się o nią upomnieć). Elegancki wystrój, którego mocnym akcentem są zdjęcia starego Podgórza. Bardzo dobrze, że sposób, w jaki urządzona jest restauracja współgra z nazwą. Podobały mi się również lampy- duże żarówki nad stolikami. Ponadto pizze oferowane przez PSD nazwane są od miejsc/ rzeczy charakterystycznych dla Podgórza. Świetny pomysł!

19621565_1329425617104750_1859477909_n.jpg

Zamówiliśmy pizzę Magistrat, która pomimo wyszukanej nazwy smakowała dość zwyczajnie, co jednak nie oznacza, że źle. Do tego zapiekany makaron Tagiatelle Al Tartufo z kurczakiem, borowikami, truflami, mozzarellą i sosem śmietanowym.
Pierwszy raz zdarzyło mi się nie dojeść dania. Nie, dlatego, że było za duże. Ani nawet nie, dlatego, że było nie dobre. Było pyszne, a wyraziste smaki grzybów, sera, kurczaka i makaronu pięknie się ze sobą mieszały. Jednakże po połowie porcji smakowało mi coraz mniej i czułam tylko glutowaty smak grzybów, które podchodziły mi z powrotem do gardła. Nie chciałam psuć sobie dobrego pierwszego wrażenia, jakie zrobiła potrawa i zjadłam jedynie ¾.
Do picia przydała się orzeźwiająca lemoniada.

19578110_1329425580438087_755691225_n.jpg

Podsumowując, zdecydowanie polecam Podgórski Salon Degustacyjny na wieczór z przyjaciółmi, podczas którego sprawdzicie ich menu degustacyjne.
Ogólna ocena 7/10
FB: www.facebook.com/PodgorskiSalonDegustacyjny/
www.facebook.com/AllInCardpl/
Web: www.salondegustacyjny.pl
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Jakoś tak się dziwnie złożyło, że przez ostatnie 4 lata Złoty Kłos był zawsze w pobliżu miejsca mojego zamieszkania. Może nie był bardzo blisko, ale daleko też nie. Jednakże zawsze było mi tam jakoś nie po drodze.

19551052_1325188854195093_226127197_n.jpg

Do czasu, aż pod koniec czerwca wracałam z ostatniego egzaminu z prawa administracyjnego
i przechodziłam ulica Długą. Uznałam, że aby znowu świętować zakończenie egzaminów (po studiach zachciało mi się jeszcze dokształcać w prawno-administracyjnych tematach) zjem drugie śniadanie
w piekarni Złoty Kłos.

Piekarnia jest typowym sklepem. Nie ma tam nawet miejsca, aby postawić stoliczek i krzesła. Nie ma też takiej potrzeby. Kupujemy wypieki u miłej pani
i zjadamy je w domu.

19489441_1325188930861752_573836781_n.jpg

Na drugie śniadanie zakupiłam dwie słodkie plecionki. Bardzo miękkie z słodziutkim i pachnącym cukrem środkiem oraz niewielką ilością chrupiącej kruszonki. Dobrze komponowały się z truskawkami :) Skusiłam się również na dwie grahamki, które zachowały idealną świeżość aż do kolacji. Całość zakupów nie wiele mnie kosztowała.

19553545_1325188707528441_1203048576_n.jpg

Podsumowując, Złoty Kłos jest bardzo smaczną opcją. Ale czy specjalnie chciałabym iść po ich smakołyki dalej niż mam do pozostałych czterech piekarni? Nie koniecznie, no chyba, że to, co mam pod nosem już mi się znudzi. Jeśli kiedykolwiek zamieszkam bliżej tej piekarni na pewno będę tam częstym klientem.
Ogólna ocena 7/10.
FB: www.facebook.com/zlotyklos/
Web: www.zlotyklos.com.pl

19489515_1325188890861756_340382029_n.jpg
  • awatar Find Your Soul: Kraków to piękne miasto...Niestety byłam tam tylko raz :(
  • awatar SandraRu: Bardzo lubię tą piekarnię! Muszę przyznać, że u nas we Wrocławiu mało jest tak dobrych piekarni jak w Krakowie. Trochę się nią zainspirowałam bo z koleżanką postanowiłyśmy założyć spółkę i też otworzyć piekarnię! Niestey znamy się na pieczeniu, ale na papierach już średnio. Na szczęście istnieją takie firmy jak spolka.org/ które sprzedają gotowe spółki, także mam nadzieję, że niedługo już też będziemy wypiekać takie cuda :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

keylaa858
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
MakeUpYourLife:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

gdzietuwyjsckrakow
 
Jestem pewna, że ta nazwa nie jest przypadkowa
i mam na to kilka mocnych argumentów.

19075367_1311454922235153_449423544_n.jpg

Przystanek Burger mieści się nigdzie indziej jak nieopodal przystanku Plac Inwalidów. Myślę, że ta lokalizacja miała spory wpływ na nazwę burgerowni.
Wpływ mógł mieć również fakt, że lokal jest malutki, a upchnięte gdzie się da stoliki nie zachęcają do siedzenia. Szczególnie te z przodu
z widokiem na troszkę obskurne podwórko. Dlatego “przystanek” jest tu słowem kluczem. Wysiadasz na Inwalidów, czekając na przesiadkę przystajesz w burger barze, kupujesz na wynos i jedziesz dalej.

19047664_1311455012235144_1330428896_n.jpg

Może wystrojem nie jestem zachwycona, ale burgery są spoko. Wzięłam Spinaci Burger i bardzo mi smakował. Byłby perfekcyjny gdyby nie stanowczo za duża ilość rukoli.

19073810_1311454958901816_178432662_n.jpg

Ogromnym plusem Przystanku oprócz pozytywnej obsługi, jest opcja darmowej wymiany bułki na ciemną, oraz dodatkowego sosu. Ponadto burger wołowy lub z kurczakiem kosztują tyle samo. Takie pomysły mój portfel chwali. Poza tym ceny są przystępne, a kanapką najemy się do syta.

Podsumowując, czekając na autobus na Placu Inwalidów kupcie obiad w Przystanku Burger.

Ogólna ocena 7/10.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Dla niektórych lato to słońce, urlop, woda, czasem góry. Moim pierwszym skojarzeniem są lody, bo nigdy nie smakują tak dobrze jak w lecie.

14569759_1083776558336325_1122565177_n.jpg


W sumie to jem lody o każdej porze roku, ale nigdy nie czerpię z tego takiej przyjemności jak latem. Porcja (duża) pysznych lodów w łapce i spacer skąpanymi w promieniach słońca uliczkami krakowskiego Starego Miasta, to jest właśnie TO.

14389729_1070579266322721_1936212126_n.jpg

Podczas jednego z podobnych spacerów trafiłam na lodziarnie na ulicy św. Tomasza. Bez jakiejś specjalnej nazwy, po prostu pod szyldem “Lody”. Kiedyś w tym samym miejscu był chiński fast food.
Muszę powiedzieć, że niepozornie wyglądający lokal podbił moje serce. To były zdecydowanie najlepsze lody, jakie do tej pory jadłam. Aż ślinka cieknie mi na wspomnienie cudownie mlecznej Kinder Czekolady oraz słodko- gorzkiej kawy z białą czekoladą.

14397996_1070579196322728_173730279_n.jpg

Wszystkie smaki mają tam równie niespotykane, co te próbowane przeze mnie.  Ceny przystępne, obsługa miła, kolejka jak stąd do wieczności
i raczej prowizoryczne miejsca do siedzenia wewnątrz lodowego przybytku. Czyli idealna opcja na spacer.

14384142_1070579226322725_164471406_n.jpg

Podsumowując, koniecznie musicie tego lata spróbować Lodów z ulicy św. Tomasza. One są po prostu obłędne i myślę, że umilą mi nie jeden ciepły letni dzionek.
Ogólna ocena 10/10.
  • awatar Tęczowe marzenia ♥: Lody wyglądają przepysznie ! :D. Życzę udanych wakacji :)
  • awatar RainbowxD: Te lody musiały być przepyszne! :) U mnie w mieście ostatnio otworzyli też fajną lodziarnię i również można tam spotkać nietypowe smaki, co zawsze jest ciekawym urozmaiceniem :D.
  • awatar Yoasiczka: ale smaka narobiłaś tymi lodami :-)
Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Kategorie blogów