Wpisy oznaczone tagiem "polskość" (4)  

caligo
 
fabularium:

“Mazurskie dzieci były przez rówieśników wyzywane od hitlerowców, szwabów, krzyżaków i prusaków.”


Jednocześnie: "Na przybyszów Mazurzy patrzyli z poczuciem wyższości cywilizacyjnej. Mieszkali w ceglanych domach, w wielu przypadkach mieli w nich bieżącą wodę i doprowadzony prąd. Osiedleńcy – zwłaszcza z centralnej Polski – razili ich prymitywizmem ubioru, techniki rolnej i zwyczajów."

_ _ _

“W notatce z 19 listopada 1949 r., sporządzonej przez Komitet Wojewódzki PZPR w Olsztynie, czytamy: „Większość ludności na wsiach woj. olsztyńskiego posługuje się językiem niemieckim, a obecnie i ukraińskim. Wieczorem daje się słyszeć gromadne śpiewy w obu w/w językach. Praca z takim elementem napotyka na duże trudności.”




histmag.org/niechciani-polacy-mazurzy-i-slazacy-13918
 

ligaswiata
 
Wystarczy spojrzeć i nie trzeba długo myśleć, aby zauważyć, że w dzisiejszych czasach promowane jest wszystko to co znajduje się na ulotce, lecz wszystkie punkty przeciwstawnie do zaleceń z niej…

Myślę, że dobrym pomysłem jest skserować ulotkę i poświęcić chwilę, na rozdanie ich ludziom na ulicach, czy porozwieszać po miejscach zamieszkania w formie plakatów, z dopiskiem z jakiego czasu jest ta ulotka. Ludzie sami zobaczą, że dziś jest wszystko odwrotnie. Myślę, że taka ulotka skłoniła by do myślenia nawet ludzi czerpiących informacje z kontrolowanych mass medii.

Zacznijmy działać, nie tylko pisać po internecie co się dzieje. Trzeba zaczynać docierać do większej ilości ludzi, zwykłych ludzi na ulicach. Od czegoś trzeba zacząć, co wy na to? Komu nie chce się poświęcić chwili czasu na ksero i rozdanie ulotek, niech przynajmniej powysyła je znajomym w formie obrazka, poprzez internet, i wrzuci na inne strony, blogi itp.
 

kalimera
 
Jak to jest, że w naszym kraju zima od wieków jest zaskoczeniem, a z opadów śniegu w grudniu robi się sensację?
Dziś rano Wkurw postanowił towarzyszyć mi w drodze na uczelnię - autobus, którym normalnie dojeżdżam na zajęcia w ciągu 15min tym razem wlókł się w takim tempie, że szybciej bym doszła sama. Na szczęście wychodzę z domu z godzinnym zapasem, gdyby nie to, pięćdziesięciominutowa jazda autobusem spowodowałaby niechybne spóźnienie się na rentgeny.
Śnieg w tym Mieście_Paradoksów pada bez przerwy od godziny drugiej nad ranem - wiem to na pewno, w końcu spędzałam nocne godziny w towarzystwie Bezsenności;-). Od drugiej do szóstej nikt nie pomyślał, że trzeba by wypuścić pługi na główne arterie komunikacyjne miasta. Nic dziwnego, że dojazd zajął mi tyle czasu - autobus grzązł w korku oraz w śniegowej brei, przemielonej oponami setek samochodów. Ale w sumie nie powinnam narzekać. Przecież w naszym kraju zima co roku zaskakuje drogowców. A wybory, niestety, dawno już za nami...


Pomijając komunikacyjny stres, który ograniczę zwiększając swój zapas czasowy lub chodząc na zajęcia z buta (najlepiej polegać na sobie), ta zima jest przepiękna. Na drzewach zalegają śniegowe czapy, zaspy sięgają do kolan, a w świetle latarni wirują białe płatki. Byłam dziś w lesie - krajobraz jak z bajki, wiatr osypywał śnieżny pył z drzew, to tu, to tam, pachniało sosnami i było tak cicho... Niesamowicie. Nie wiem, jak można na to narzekać. Wszystko jest lepsze, niż listopadowe pożółkłe trawniki, szarość ulic i gołych drzew.
 

kalimera
 
Andrzejkowy wieczór, 80% mojego roku pewnie gdzieś pije, a ja (wraz z resztą grupy zapewne) ślęczę nad materiałami z higieny żywności pochodzenia zwierzęcego i wkuwam tak zajmujące rzeczy, jak np. metody wędzenia ryb, produkcja wędlin drobiowych, badanie jajek (kurzych niestety), szkodniki magazynowe (muchy, karaluchy itp. paskudztwa)... Ze szkodników najbardziej podoba mi się "omacnica spichrzanka", ze względu na nazwę. Brzmi jak wyuzdana córka młynarza, albo coś w tym stylu. Niestety, nawet nazwy tych szkodników, które świadczą o wybitnej fantazji twórców tych nazw nie są w stanie sprawić, żeby wkuwanie tego było ciekawe. Nie mogę się zmobilizować. Rentgeny są znacznie bardziej interesujące... Ale rentgeny mam dopiero w piątek.

Nie tak dawno wkurwił mnie niezmiernie gdański zkm. Do mojego grajdołka szlachetnie puszcza 6 autobusów dziennie, z czego ostatni jest około osiemnastej. Na ten właśnie czekałam w piątek 40 minut na mrozie, niestety się nie doczekałam. Musiałam dowlec się na dworzec kolejki, wyciągnąć pieniądze z jakiegoś podejrzanego bankomatu, podjechać na dworzec główny i tam przesiąść się w pks, który jest niestety cholernie drogi, choć wygodny (i ciepły). Swoje wkurwienie konstruktywnie zamieniłam w napisaną grzecznie i rzeczowo, acz ze sporą dozą sarkazmu skargę. Wysłałam ją e-mailem do działu skarg, gdzie okazało się, że ich serwer odrzuca wszystkie e-maile. Ożesz wy psie chwosty - pomyślałam - ze mną nie ma tak łatwo. E-mail wysłałam ponownie do wszystkich możliwych działów zkm:-). Z jednego nadeszła odpowiedź. Jak można się było spodziewać, obarczająca winą kogoś innego - że niby moją linię obsługuje jakaś firma z Warszawy i do niej mam kierować skargi. Nie do końca rozumiem, jak to z tym jest, ale skoro na danej linii obowiązują bilety zkm i rozkład jazdy układany przez zkm, a na stronie zkm jest napisane, że zkm odpowiada za niezgodności z rozkładem jazdy, to niby dlaczego winna miałaby być jakaś warszawska firma? Jeszcze to sprawdzę.


Dopisek, godz. 3:08 - faktycznie, owa linia obsługiwana jest przez warszawską firmę. Jednak sekretariat zkm nie kłamał. Nieważne, i tak mi się już nie chce wysyłać tej skargi.
 

 

Kategorie blogów