Wpisy oznaczone tagiem "praca" (1000)  

insomniaa
 
Niedzielne popołudnie spędziłam z Miśkiem na grzybobraniu w promieniach zachodzącego słońca. Szybka akcja, dwa wiadra. No bo przecież byłabym chora jakbym do lasu nie poszła ;P


Oczywiście byłam też na wyborach. Nie spodziewałam się, że wyjawiając swoje poglądy na FB wywołam taką gównoburzę i usłyszę, że jestem popierdolona bo nie głosowałam na PiS.
Nie głosowałam i nigdy nie zagłosuję, bo mam poglądy liberalne i daleko mi do prawicy, czy nawet centro-prawicy. Poza tym mamy (jeszcze) wolność słowa, wolność światopoglądu, a patrząc na wyniki wyborów także wolność niedorozwoju.
W dyskusji na FB J. miał w jednym zdaniu rację, ale nie zacytuję, bo nie chcę już wkładać kija w mrowisko.
Zresztą... wy sami dobrze wiecie KTO i W CO ;)

“Co za sytuacja! Kto postawiłby znanego przestępcę na czele ważnej dziedziny działalności państwa? Oprócz, powiedzmy, przeciętnego wyborcy”


(Terry Pratchett, "Piekło pocztowe")


Dzisiaj miałam miły poranek jak na poniedziałek.
W głównej mierze zawdzięczam to Misiowi <3 ;*

Oprócz tego byłam z Kromeczką u psycho-terapeuty, niestety tylko jako osoba towarzysząca, no ale mam nadzieję, że niedługo ustalę termin dla siebie.

Później przypadkowe spotkanie i miłe pogaduchy (które mam nadzieję dokończymy przy piwie). Przez tyle lat jedno się nie zmieniło - nadal fajnie mi się z tobą gada.
Jestem szczęśliwa, że życie potoczyło się tak, a nie inaczej. Gdyby nie ty, nie byłabym teraz w tym miejscu. Tak miało być.
Dobre chwile dają miłe wspomnienia. Złe chwile dają cenne lekcje na przyszłość. Za jedno i drugie DZIĘKUJĘ.


Służbowo jakoś się wszystko kręci. Aktualnie składamy "dream team", chociaż według mnie zawsze będzie tu brakować jednej osoby i to już się nigdy nie zmieni... Nooo ale mamy "siłę patoli", coconut song, wielbłąd, torba i do przodu! ;D

PS: mam kolejny pomysł na tatuaże przyjaźni: sierp i młot z Bąbelkiem! <3 xD

----------------------------------------------------------------------------------------------
W niedzielę miała być psychoterapia, ale koniec końców chyba okazało się, że jednak nie jestem potrzebna. No cóż...
Człowiek potrzebuje, żeby zawsze jakieś drzwi były dla niego otwarte. I ramiona. Żeby się na amen nie zamknął w sobie. Albo żeby nie eksplodował.
Ja tu jestem. Zawsze będę. Chociaż czasem mam ochotę cię zajebać, mimo wszystko zależy mi na tobie... braciszku...
 

insomniaa
 
Ostatnio czuję się tak jakbym tonęła w bagnie. Gdy do tej pory dla kogoś modelem organizacji pracy był chaos, to ciężko się później przestawić. Zaczynamy wszystko od zera. Trudno mi uwierzyć w to, że będzie dobrze. Nie pomagają nawet te gadki motywacyjne jak dzisiejsza.
Jest takie tureckie przysłowie: "Niedźwiedzie zjadają najsłodsze gruszki". Trzeba spiąć dupę i stać się niedźwiedziem, może się to opłaci.
Sama bym tu zwariowała. Dopóki jesteś tu ze mną to miejsce coś znaczy.

I tak to się żyje, od niedzieli do niedzieli.
W zeszłą niedzielę nawet nie mieliśmy czasu na odpoczynek.
O 7.12 nad ranem telefon od psychopatycznego grzybiarza ;D I teksty "-Zajebię go... Zamorduję... Pewnie siedzi już w gumiakach, nóż ostrzy i wygląda jak morderca" xD
O 8 służba nie drużba i beka z "Torbiela" xD
Później pojechaliśmy na DC i poszliśmy na grzybing w stałym patologicznym składzie. Olewam te wyścigi na FB kto więcej nazbiera - my idziemy w jakość, a nie ilość. Nazbieraliśmy trochę pięknych okazów, ale najważniejszy był chillout i głupawka xD Oczywiście były piosenki z N., M. który wlazł jak zwykle w te same krzaki, no i dialog o dziecku:
-Jak będzie córka, to będzie miała na imię Patologia xD
-A syn?
-Paralizator xD

Po południu pojechaliśmy zamknąć wrota piekieł a potem zrobiliśmy z Miśkiem moje autorskie grzybotto. Jak tylko będę miała więcej czasu to wrzucę przepis.

Wieczorem podjechaliśmy na mafijne ploteczki przy piwie ^^ Fajnie było tak się wyspowiadać, obgadać kogo trzeba i chociaż trochę zresetować głowę.

Niestety dzisiaj od rana znowu jazda... Jutro też nie pośpię, bo muszę jechać na szkolenie.
Padam na ryj. Wyśpię się w trumnie.

Byle do czwartku. Ale przez pierogowe opowieści do czwartku to ja chyba będę chodzić po ścianach xD


PS: nie ma to jak mieć wpisane w zawód "bicie piany" i robić z tego nie wiadomo jaki heroizm. Świnię niby też można ogolić, ale po co? Kwiku dużo, a wełny mało.

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Smutno mi. Źle mi. Jestem zmęczona tym wszystkim, co się dzieje wokół mnie.
Pocieszyłabym się winem, ale...


"Now I will tell you what I've done for you
Fifty-thousand tears I've cried
Screaming, deceiving and bleeding for you
And you still won't hear me"
(Evanescence - "Going under")

W głowie mam takie I DON'T KNOW, że ja pierdole...
Jedno zdanie może człowieka cholernie rozczarować i chociaż to co napisane zawsze można usunąć, to słów nie można już cofnąć.
Możemy rozmawiać. Możemy milczeć. Walczyć lub uciekać. Zawsze jest wybór, o ile umie się za niego zapłacić.
Cokolwiek bym nie wybrała i tak zawsze płacę zbyt wiele...

Chciałabym, żeby po prostu było między nami NORMALNIE... :(
Za dużo wymagam...
Marudzę...
A chuj z tym... ;/

_________________________________________________________
Mało Cię ostatnio. Zbyt mało w powietrzu, którym oddycham.
 

insomniaa
 
"Don't turn away
There's still time
A tiny moment
Don't let go today
We can still shine
We are not broken (...)
Say nothing is over
Though everything's crazy
Be brave and trust me
It's not a game over
We gotta try harder
You gotta stay with me
There's nothing we can't reach
'Cause nothing is over"
(Sunrise Ave. - "Nothing is over")


Nigdy do tej pory nie potrzebowałam tyle siły ile potrzebuję teraz...
Ciągle wmawiałam sobie i innym, że jestem cyborgiem i ze wszystkim dam sobie radę. A teraz, wstyd się przyznać, przeraża mnie to wszystko i boję się, że tego nie udźwignę.

Egoizm niektórych ludzi wywołuje u mnie niesamowity wkurw. Jak tak dalej pójdzie, to mi się zaraz czarne świece skończą ;P

Czasem trzeba nas tylko dobrze wkurwić, żebyśmy sami się przekonali, że stać nas na dużo więcej, niż nam się wydaje.


Mam problem z piciem.
Tzn. nie taki jak sobie myślicie ;D
Chodzi o to, że mam problem z każdym napojem.

Np. ostatnio chciałam sobie zrobić dla odstresu chai latte. Herbaty sypnęło mi się hojnie, wyszło gęste jak smar do czołgu. No nic, wypiłam. Nie mogłam zasnąć do 4-tej O.O

A teraz piję wino.
Z butelki.
I nie wiem, czy czyni mnie to menelem, czy jednak perfekcyjną panią domu, bo nie brudzę kieliszka.

Potrzebuję się najebać i zresetować... I może wypłakać komuś w rękaw... Tyle razy ściągałam brzemię z ramion innych ludzi. Czy tym razem ktoś zrobi to samo dla mnie?
 

amelia1989
 
amelia-1989:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

insomniaa
 
W sobotę był nów. Księżyc w nowiu oznacza reset, czystą kartkę. Zaczynamy wszystko od nowa - nowa praca, nowa droga, nowe życie.

● Nowa praca - to może za dużo powiedziane, ale przenieśliśmy psychiatryk w nowe miejsce. Jeszcze nie mogę się odnaleźć, obowiązków mam więcej, ale mimo wszystko mi się podoba. Wreszcie zakończył się cały ten jubel związany z przenoszeniem, ta niepewność kiedy będzie normalnie.
Jutro po starym kołchozie zostanie już tylko puste miejsce.
6 lat mojego życia, miliony głupawek, tysiące wkurwów, krew, pot i łzy. Trochę szkoda.

● Nowa droga - a tak dokładnie nowa droga życia. Moja Siostra wyszła za mąż! ^^
W sobotę byliśmy z Miśkiem na weselu. Było fajnie, kameralnie, w rodzinnej atmosferze, a przede wszystkim na luzie i bez spiny. Panna Młoda wyglądała cudnie ^^ Pan Młody również wyględnie mimo zmierzwionych włosów ;D
W ramach części prezentu ślubnego złożyłam dla Państwa Młodych mały zestaw degustacyjny w którego skład weszły: pigwówka, malinówka, wiśniówka, śliwkówka, winogronówka, akacjówka, kwiat róży, kwiat bzu oraz pędy sosny.
floszki.jpg

Trochę potańczyliśmy, chociaż mi było mało, ale Miśka już bolały kopytka. Nic dziwnego - byliśmy po niezłym maratonie psychiatrycznych przygotowań, w nocy spaliśmy 4h, a na wesele przyjechaliśmy tuż po porannej zmianie i wielkim otwarciu.

Z tym ślubem to wgl jest związana ciekawa historia... Otóż za małolata zawsze w Noc Świętojańską puszczałyśmy z Siostrą wianki nad rzeką. Jej wianek zawsze płynął pierwszy. No i się sprawdziło - pierwsza wyszła za mąż. Jeejkuuu, jak ten czas szybko leci - przecież jeszcze niedawno biegała po łące w kapelusiku, biła Braciaka w piaskownicy łopatką albo szukała "pokrywek na kapcie" ;D

● Nowe życie - gdzieś tam zalęgła się taka mała fasolka i będę...... CIOCIĄ!!!!! ;D Chociaż formalnie to chyba raczej babcią, skoro będzie to potomek Synka xD
Coś tak przeczuwałam, gdy młodzi napisali, że mają mi do przekazania wiadomość. Myślę "-K. jest w ciąży!", ale nie chciałam spojlerować.



Ufffff... Wreszcie mogę odetchnąć z ulgą. Wszystko się resetuje, więc ja też. Trzeba zrzucić z siebie cały ten ciężar i się ogarnąć, bo wyglądam ostatnio jak zombie.
Jutro lecę na grzybobranie, bo już mnie nosi, a wszyscy wokół szczują mnie zdjęciami grzybów.

Miałam odnawiać "więzi rodzinne", no ale "za krótki ten łańcuch, by brać nogi za pas" ;P

Kończę moje chai latte i mykam spać, bo sen to coś, czego mi ostatnio baaardzo brakuje.
Dobranoc się z Państwem ;)
 

garret66
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

insomniaa
 
Robota stoi jak wzwód.
A ja jestem zawieszona w próżni i nie mam co ze sobą zrobić. Wkurwia mnie już to bezrobocie przeplatane wolontariatem. W międzyczasie latam Smokiem, przez tydzień natrzaskałam w chuj kilometrów, a rozrządu nie mam kiedy wymienić (i za co).
Do pizdy z tym wszystkim... ;/

Znowu udowadniam sobie i innym, że jestem niezniszczalna. Praca, trasa, 2h snu, trasa, praca - przeżyłam to, więc przeżyję wszystko.
Te dwie godziny snu to i tak traumatyczne, bo albo śnią mi się jakieś maszkary, albo ten "wyciągnięty szczurom z pyska".
No i doszłam do wniosku, że wolę wstawać o 4 nad ranem niż o 8 nad ranem.

Niech wszystko się już ułoży...


The best thing you could do is master the chaos in you.
You are not thrown into the fire. You are the fire.
You've been not burried. You've been planted. Grow!
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Z takich milszych rzeczy:

Razem z Kromeczką korzystając z dobrej akustyki śpiewałyśmy przy sprzątaniu. Dobre to było ;D
Oprócz tego beka z tego, co się ubiera w kontenerze Caritasu (a myślałam, że człowiekowi na takim poważnym stanowisku to nie wypada... tzn. nic mu nie wypada tak jak włosy xD)
No i tekst do zapamiętania (który przebija nawet pamiętne kromeczkowe pojazdy do jej ulubionego kolegi): "Miałeś kiedyś cudzą nogę koło dupy?" xD

W sobotę byłam z Miśkiem na grzybobraniu, niestety znowu skromnym.

Po grzybobraniu pojechaliśmy z N. i K. na Święto Grzyba. W skrócie: wata cukrowa, pajda ze smolcem, patologia, janusze, sebixy, kręcone ziemniory i pająki w 9D.
Łach w drodze powrotnej:
<jedziemy na Wylęgarnię, N. mryga światłami>
-Synek, co ty robisz?
-Tańczę xD

PS: A Bąbel na bombie to jest wgl miszcz! Tak trzeba żyć! ;D

PS2: tęsknię za tobą głupolu... :C

_________________________________________________________
When witches go riding and black cats are seen the moon laughs and whispers: it is friday 13!

Pełnia Księżyca w piątek 13-go odpowiednio uświęcona. Oczyściłam i naładowałam tarota i kryształy, odpaliłam czarną świecę i próbowałam odpędzić od siebie całe to pojebaństwo, które się do mnie ostatnio przyczepiło.

Każdy dostanie to, na co sobie zasłużył. Doszły mnie słuchy, że niektórzy już słono zapłacili.
Ale to nie mój problem - ja tu tylko sprzątam.

A witch does not need to fix problems, a witch fixes the energy around problems, then the problems fix themselves.
 

insomniaa
 
Odliczanie czas zacząć... Atmosfera napięta jak plandeka na żuku... Zwariuję przez to wszystko. A to jeszcze 3 tygodnie.

Najwyższy powiedział kiedyś, że to przedsiębiorstwo jest ciałem, a my jesteśmy jego kośćmi. Taa, chyba kurwa z zaawansowaną osteoporozą.

Dejcie mi prozak, bo dostanę pierdolcaaa!

Nic mnie nie uspokaja, nawet spacery do lasu.

W niedzielę byłam na grzybach z moimi grzybniętymi: Miśkiem, M. i N. Zrobiliśmy 10 km, znaleźliśmy niewiele (kilka czerwoniaków i olbrzymie kozie brody), ale za to próbowaliśmy czarciego jaja. To był sztos! ;D


PS: jutro mija 5 lat od pewnego przełomowego momentu w moim życiu ^^
Często wracam myślami do tamtego dnia. Chciałabym przeżyć to jeszcze raz.

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Akcja ostatniej nocy:
Dla zobrazowania sytuacji: w łazience na półce mam nawilżany papier toaletowy w jasnozielonym opakowaniu i chusteczki do demakijażu w jasnoniebieskim opakowaniu.
Obudziłam się w środku nocy. Zaspana poszłam do łazienki na siku i...
TAK, zrobiłam sobie intymny demakijaż <facepalm>

_________________________________________________________
Witchy things:
Ten uczuć, kiedy kolega cię wkurwił, więc "niechcący" zsyłasz na niego ligaturę, on żali się tobie ze swojego problemu, a ty musisz udawać wielce zdziwioną.

Underestimating me was your first mistake.
Second was crossing a witch.
Third was believing I harm none.

Niecierpliwie czekam na piątek...

How much is the fish? <pdk>
 

insomniaa
 
"Jestem na dworze sam
Deszcz pada mi na głowę
Gibona w łapie mam
A zgasić go nie mogę
Odchodzę w ciemny las
Rozświetlam fonem drogę
I widzę jedną z dam, przy której tracę mowę
I wracam, i wracam, i wracam se na chatę
Zaparzę se herbatę nie kurwa żadne latte
I puka, i puka, i puka ktoś do drzwi
I widzę panią co skradła serce mi"
(Ronnie Ferrari - "Ona by tak chciała")

Ta piosenka (oraz wiele innych pojebanych piosenek) gra mi w głowie od kilku dni. Razem z Kromeczką śpiewamy w psychiatryku na dwa głosy, aż wszyscy mają nas dość xD

Ale luzik - jutro idę się leczyć, bo mam ustawioną wizytę u "psycho-terapeuty" ;D


A tak ogólnie to czas zapierdala gdzieś pomiędzy wkurwami, śmieszkami, trochę happy lama, trochę sad lama, zawsze mentally disturbed lama.
W dzień jazda na maxa, wieczorami rozkminy o życiu w progu przy fajce.

Głupawka z Miśkiem:
<oglądamy tv, nagle pojawia się czołówka "Sekundy grozy">
-Ooo to chyba będą mówić o stosunkach seksualnych X. <pdk>

Misiek panikuje:
-Coś mi się z fejsbukiem dzieje, samo przeskakuje, chyba wirusa mam!
ja: -<pro haker, patrzę na ekran, na biurko, na Miśka> Położyłeś talerz na spacji <facepalm>


Wczoraj po pracy poszliśmy z Miśkiem i Braciakiem na Altstadtfest. Po drodze oczywiście beka z pojebanych ludzi:
-Mógłby chociaż pokazać w ten sposób swoją męskość.
-Jego co? On nie ma męskości.
-On ma jejność xD

Pobujaliśmy się trochę po rynku, zjedliśmy langosza na wypasie, a potem czilowaliśmy na ławce przy piwie, erdbeerbowle (nie polecam, fujki) i rozkminach. Przy tym czujnie obserwowaliśmy, czy z kręcącej się obok karuzeli nie spadają panu klapki w naszym kierunku xD
W drodze powrotnej spotkaliśmy na moście znajome mordeczki <3


Ech, pora spać, bo jutro muszę wcześnie wstać.
Potem byle dożyć do środy - wybieram się w końcu do lasu na odstress i grzybing. A w niedzielę pewnie upragniony chillout ^^

_________________________________________________________
Po tych wszystkich godzinach jakie na ciebie zmarnowałam poprosiłam cię o jebane pięć minut, a ty się na mnie wypiąłeś. Dziękuję. Oby to kiedyś do ciebie wróciło, ty egoistyczny kurwiu -.-
 

shelle81
 
Wpis tylko dla znajomych
Master of Disaster:

Wpis tylko dla znajomych

 

xdpedia
 
www.xdpedia.com/44421/nerwowa_praca.html
Postanowiłem wrzucać tu za każdym razem monetę, kiedy mnie ktoś wkurwi. Minęły dwie godziny w pracy.
 

shelle81
 
Wpis tylko dla znajomych
Master of Disaster:

Wpis tylko dla znajomych

 

shelle81
 
Wpis tylko dla znajomych
Master of Disaster:

Wpis tylko dla znajomych

 

lalkazombie
 
Wpis tylko dla znajomych
Lalka Zombie:

Wpis tylko dla znajomych

 

shelle81
 
Master of Disaster:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

insomniaa
 
Jak miło w końcu zasiąść w moim Centrum Dowodzenia po tak długiej emigracji ^^

Tydzień temu w niedzielę byliśmy z Miśkiem na "rodzinnej" imprezie - urodzinach mojej Sis ;* Popite, pojedzone, a przede wszystkim pośmiane ;D
Tak się śmiałam z Braciaka w "golfie" aż na drugi dzień mi samej szyję powykręcało ;/

Zeszły tydzień był wyjątkowo ciężki...
Po 10h w psychiatryku, do tego wstawanie o 8 nad ranem wymęczyło mnie doszczętnie. Codziennie wstając rano czułam się jak po zderzeniu z pędzącym pociągiem.
Do tego wieczne spiny, "włajaż włajaż" i mantrowanie, żeby komuś nie wyjebać. Nie pozwolę sobie, żeby ktoś do mnie pyszczył i mnie szarpał.
"Szlachta baluje, frajer pracuje. Chuj ci na łeb pizdo jebana" xD
Życzymy miłego dzionka i smacznej kawki (pozdro dla kumatych!)

Poza pracą dobiły mnie jeszcze kłótnie, przez które nie raz ryczałam i nie spałam po nocach...
Ale ja przecież tylko marudzę...

Na weekend udało mi się nieco naładować baterie.
Najpierw w piątek na Soundsystem Street Festiwal, mimo że pod koniec już trochę przysypiałam.
A potem w sobotę, bo w psychiatryku odwiedził mnie Kriss i ustawiliśmy się na piwko z Ryśkiem (w ramach krissowego wieczoru kawalerskiego xD). Fajnie było spotkać moje kochane mordy. Poczułam się jak za starych dobrych czasów w technikum.

Nooo i śmieszkowałyśmy dużo z Kromeczką:

“-Proszę gumka na wynos!”


"-Na miejscu czy na miejscu?" xD

“-Ta broszka należy do Pierdzioszka”


Ale najlepsze było spanie pod beczką xD
No i "miss mokrego podkoszulka": "hej dziewczyny, ściągać kiecki, bo nadjechał Marek Marecki" xD


A teraz uprawiam łomżing (pigwa z miętą i mirabelka) i słodkie nieróbstwo. Tego mi było trzeba!


PS: mam kryzys ekonomiczno-seksualny: patrzę do portfela a tam chuj. Ale jak tylko wygrzebię się z kryzysu, to muszę iść do mojego psychoterapeuty. Mam kilka projektów na dziaby, w tym wspólny z Kromeczką. Kiedyś chciałam sobie też wydziarać koniczynkę, no ale...

PS2: Mercury retrograded all over me...
Dobrze, że właśnie dziś retrogradacja kończy się Czarnym Księżycem. Pora się ogarnąć i zacząć pisać nowy rozdział.
Kilka dni temu wyciągnęłam zakurzoną już talię tarota, by sprawdzić, co powiedzą mi karty. Wszystko składa się w logiczną całość:

“Everything comes with a price”


Nie wiem która cena jest wyższa: materialna, fizyczna czy mentalna...

PS3: przypominam, że zaczynają spadać Perseidy, a ich apogeum jak co roku otwiera moje święto ^^

__________________________________________________
I swear empaths can feel things way before they actually find out things. They can feel when they're being played. They can feel when their "friends" are being shitty. They can feel when something isn't right.
Mam instynkt silniejszy od przeciętnych ludzi. Wiem kiedy coś jest nie tak, kiedy ktoś kłamie albo robi ze mnie idiotkę. I bardzo tego nie lubię.


To, że komuś wybaczam, nie znaczy, że akceptuję to, co zrobił, albo o tym zapomniałam. Nie oznacza to, że znowu mu ufam. Wybaczam dla siebie, żeby przestać się dręczyć i ruszyć dalej, bo trochę ciężko się idzie ciągnąc gówno przez morze. Nie jest tak jak powinno być, nie wiem nawet czy jest dobrze. I tak sobie trwam zawieszona gdzieś pomiędzy "ogiń dym" a "płoń na stosie", zastanawiając się, czy bardziej chcę przytulić czy w łeb przyjebać.
Wiecie co mnie najbardziej wkurwia w ludziach? Kiedy z kimś się pohapiesz, ale tak już na etapie "wypierdalaj nara", a później ten ktoś pisze jak gdyby nigdy nic. Książkowy przykład rozdwojenia jaźni. Nie jeden psychiatra by na tym rodzinę wykarmił. Robi mi to w głowie jedno wielkie WHAT THE FUCK. Nie potrafię udawać, że nic się nie stało.
 

 

Kategorie blogów