Wpisy oznaczone tagiem "prolog" (67)  

starpipi157
 
Płakałam jak ostatnia ofiara. Łzy spływały po moich policzkach, spadając na kolana. Nie podnosiłam głowy, bo nie chciałam, by ktoś widział moją chwilę słabości.
Rodzice zostali w gabinecie dyrektora, próbując przekonać go do zmiany decyzji, a ja użalałam się nad sobą, siedząc na jednym z czterech krzesełek w pokoiku pani sekretarki.
- Chodź już. - Chłodny ton głosu matki i smutne spojrzenie ojca utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie jest dobrze.
Wsiadłam do samochodu, machając na pożegnanie Cédricowi. On w zamian wysłał mi całusa.
- Mamo, tato, nie chciałam zostać wyrzucona, ja naprawdę przepraszam.
- Nic nie mów, Béatrice. - Tata posłał w moją stronę dyskretne spojrzenie przez górne lusterko.
Nie lubiłam, gdy ktokolwiek zwracał się do mnie pełnym imieniem - wiedzieli o tym wszyscy, nawet nauczyciele - co rodzice okrutnie wykorzystywali, mówiąc tak do mnie, gdy byli źli.
Przez resztę drogi nie odezwałam się ani słowem, a jedynie wyglądałam przez okno.

- Naprawdę mi przykro! Żałuję, że to zrobiłam, ale... - Tata uciszył mnie gestem ręki.
- Daj coś powiedzieć matce.
- Razem z ojcem postanowiliśmy wysłać cię do cioci Inès, byś tam ukończyła obecny rok szkolny. Potem wrócisz. - Tym razem to mama przejęła pałeczkę; jej opanowany głos przerażał mnie wtedy bardziej niż gdyby miała krzyczeć.
- Ja... Wy nie... - Co prawda, z natury nie mówiłam za wiele, ale w tamtym momencie po prostu żaden sensowny argument nie przychodził mi do głowy. - Nie... Nie możecie mi tego zrobić! - Nie miałam nic przeciwko jedynej siostrze mojego taty, ale przeprowadzka do niej oznaczała kilkumiesięczną, pewnikiem też trudną, rozłąkę z Cédriciem i Désirée. - Nie możecie! - powtórzyłam żałośnie.
- Béatrice, nie krzyczże! Twój brat śpi! - Podniosła głos, upewniając mnie, że ma zadatki na hipokrytkę.
- Ten mały smród? Ile mam powtarzać, że Félix nie je...
- Wyjeżdżasz w weekend. Te trzy dni masz wolne, musisz się tylko spakować. - Oznajmiła spokojnie kobieta, bezczelnie mi przerywając.
Byłam wściekła, miałam ochotę rozwalić cokolwiek znajdującego się w zasięgu mojego wzroku. Czułam też jednak ogromną rozpacz, co skutecznie wyrzuciło mi z głowy chęci do niszczenia rzeczy z salonu.

- Naprawdę to zrobili? - pytała przez telefon moja siostra, gdy wytłumaczyłam jej całe zajście.
- Tak... Wiem, że ich nie ubłagam, na pewno nie tym razem. Ehh, szkoda, że cię tu nie ma. - Rzuciłam się na łóżko.
- Gdybym wiedziała, że coś ci odwali, nie jechałabym na tę głupią wycieczkę. Nie musiałabym też wydawać tyle kasy i miałabym teraz na słodycze. Ugh, okres ssie. - Zaśmiałyśmy się.
Kochałam ją bez względu na którąkolwiek kłótnię czy sprzeczkę, a było ich niemało; byłyśmy nie tylko siostrami, a przyjaciółkami, takimi typowymi Best Friends Forever; co najważniejsze, nawet to, iż bardzo lubiłyśmy tego samego chłopaka, nic nie zmieniło.
- Tris, ja kończę, bo na szóstą mamy zaplanowany basen. Obiecuję, że jutro też zadzwonię. Buziaki!
- Pa! - Zakończyłam połączenie.

- Pamiętaj, że cię kocham. - Przytulił mnie, cmokając w czoło, doskonale wiedząc, jak bardzo rozczulały mnie takie gesty.
- Zapamiętam. - Nie powiedziałam nic więcej, a on nie czekał, bym to zrobiła. Nie lubiłam mówić o swoich uczuciach, wolałam je okazywać.
- Będę tęsknić.
- Ja też - oznajmiłam zgodnie z prawdą, obdarowując chłopaka pocałunkiem.
- Dosyć tego. Béatrice, ruszaj się. - Rodzicielka odciągnęła mnie od Cédrica.

- B, jak ja się cieszę! - Irytował mnie skrót przez nią używany jeszcze z czasów, gdy byłam bobasem, o czym oczywiście poinformowałam ją lata temu, ale ona uparcie zostawała przy swoim, twierdząc, iż brzmi uroczo.
Ciocia Inès bardzo kochała mnie i Désirée, za to nienawidziła Félixa, gdyż mój młodszy brat był dowodem zdrady mamy wobec mego ojca.
- A ja nie bardzo.
- Ech, nie martw się. Te kilka miesięcy szybko ci zleci. - Nieskutecznie próbowała poprawić mi humor. - Mam tylko nadzieję, że i z tej szkoły cię nie wyrzucą. - Posłała mi mały uśmiech.
- Taa.

$-$
Przepraszam za jakiekolwiek niedociągnięcia. Oczywiście postaram się pisać jak najdokładniej, ale jednak jestem tylko człowiekiem, w dodatku pisanie o innym kraju nie jest łatwe.

Pozdrawiam! <3
 

mondoviko01
 
Susan Miller - młoda i ułożona dziewczyna z bogatej oraz wpływowej rodziny postanawia pokazać swoją prawdziwą twarz.. Mając dość zasad i bycia "tą grzeczną" decyduje się w końcu być sobą. Jak dalej potoczy się jej życie ? Czy znajdzie kogoś, kto ją zrozumie ? Czy spotka miłość swojego życia ?
Tego wszystkiego dowiecie się wkrótce, najpierw poznajcie ją i jej dotychczasowe życie lepiej.
------------------------------------------------
dupa4.jpg
<--- okładka (zastanawiam się nad dodaniem opowiadania na Wattpada w formie "książki" )
------------------------------------------------
Zapraszam Was do czytania pierwszej części, którą już niedługo wstawię, mam nadzieję, że się Wam spodoba ! :) :D

//Mondo_Viko
 

opoowiadaania
 
Naucz mnie kochać ♥♣:  Hej :D Nazywam się Ola, mam 13 lat,a  na tym blogu będę pisać opowiadanie. Pierwsza część nosi nazwę "Naucz mnie kochać ".
Mam nadzieję, że będziecie je czytać i Was zaciekawi :*
Proszę o NIE KOPIOWANIE oraz NIE PISANIE W KOMENTARZACH "SUPER, ZAPRASZAM DO MNIE" TAKIE KOMENTARZE ZOSTANĄ NIEZWŁOCZNIE USUNIĘTE!

141545867.jpg


A jeśli chodzi opowiadanie to zaczynam prologiem:

 Róża huśtała się na huśtawce obserwując padanie jesiennego deszczu. Sama - jak zwykle. Zastanawiała się co będzie dalej, jak potoczy się życie. W głębi duszy miała nadzieję, że się jednak  nie potoczy, że któregoś dnia zaśnie i już nigdy więcej się nie obudzi.  Kiedy o tym pomyślała do oczu napłynęły jej łzy i powoli zaczęły spływać po jej twarzy.
- Róża? - usłyszała za sobą czyjś głos.
Dziewczyna odwróciła się i zobaczyła nikogo innego jak Damiana, stojącego za nią.
- Hej - powiedziała nieśmiało i przetarła oczy, tak by nie widać było, że płakała.
- Coś się stało? Płakałaś? - Damian podszedł do dziewczyny i położył rękę na jej ramieniu.
- Nie, wszystko dobrze - zapewniała Róża, próbując zdobyć się na uśmiech.
- Róża, przyjaźnimy się... Mi możesz powiedzieć o wszystkim! - uśmiechnął się chłopak.
- Nie na prawdę, nic się nie stało! Lepiej powiedz po co przyszedłeś...
- No tak, nadszedł czas aby ci to powiedzieć. Ja... ja wyjeżdżam - powiedział stanowczo Damian - Przeprowadzam się do Australii.
- Jak to? Jak to do Australii? - Róża nie potrafiła wydobyć z siebie niczego więcej.
- Tak, do Australii. Moi rodzice znaleźli tam pracę...
- Jasne, rozumiem...  Tylko co ze mną? Co ja bez ciebie zrobię?
- Pamiętasz jak przysięgaliśmy sobie wieczną przyjaźń?Odległość tego nie zmieni. A po za tym jesteś już duża, nie potrzebujesz mnie...
- Będę tęsknić! - powiedziała i rzuciła się Damianowi na szyję. - Kiedy wyjeżdżasz?
- Dziś wieczorem.

Olaa ♣
 

sayorinekomori
 
Opowiem wam teraz historię pewnej dziewczynki i o obietnicach, które jej złożono. Wszystko zaczęło się pewnego letniego dnia. Słońce świeciło wysoko na niebie przyjemnie grzejąc już rumiane policzki dziecka. W swojej zwiewnej błękitnej sukience biegała, skakała, zrywała kwiatki i robiła z nich wianki. Jej śmiech prawdopodobnie rozchodził się po całej polanie, ale przecież nikt nie miałby jej tego za złe. To w końcu tylko dziecko.
Po godzinie hasania wreszcie się zmęczyła i niosąc w rączkach dość spory bukiet usiadła na głazie nad małą rzeczką. Ułożyła kwiaty na swoich kolanach i wybrała jedną stokrotkę. Zaczęła wyrywać jej płatki. Jeden po drugim.
- Kocha, nie kocha. Kocha, nie kocha…
Niedawno widziała swoją straszą siostrę, jak to robiła. Nie rozumiejąc sensu „zabawy” postanowiła zrobić to samo. Jej uśmiech zmienił się w lekki grymas, gdyż nie widziała w tym nic zabawnego.
Nagle usłyszała jakiś szmer zza krzaków. Spojrzała w tamtą stronę myśląc, że to ktoś z wioski.
- Nie kocha, kocha. Nie kocha, kocha – wyrwała ostatni płatek i jej oczom ukazał się niezwykle urodziwy chłopiec. Dostrzegł ją i odetchnął z ulgą. Gdy się zbliżył mogła zauważyć, że rękaw jego koszuli był podarty, a jego policzek zdobi czerwona rana, z której wypływała kropla krwi. Od razu zeskoczyła z kamienia i podbiegła do nieznajomego.
- Pomogę ci – stwierdziła i bez wahania chwyciła go za rękę prowadząc go brzegu rzeki.
- Nie powinnaś ufać obcym – oznajmił chłodnym tonem, jednak posłusznie dał się poprowadzić.
- Trzeba pomagać. Nawet, jeśli to ktoś obcy – odrzekła hardo i wskazała na kamień. – Usiądź – rozkazała. Chłopiec uniósł zaskoczony brwi, ale wykonał polecenie. W końcu to tylko dziecko, pomyślał.
W ciszy przyglądał się poczynaniom dziewczynki. Podrapała się po brodzie rozmyślając, czym obmyć mu ranę. Spojrzała na swoją sukienkę i mocnym szarpnięciem wyrwała niedawno naszytą na nią łatkę.
- Co robisz?! – Zapytał zszokowany. Pierwszy raz widział, że jakaś dziewczyna, nawet, jeśli taka mała, niszczy sobie ubranie, aby komuś pomóc. Dziewczynka nie odpowiadając ukucnęła i zamoczyła kawałek materiału w przyjemnie chłodnej wodzie. Chłopiec nie spuszczał z niej wzroku. Obserwował jak się prostuje, podchodzi do niego i siada mu na kolanach. Był nieco speszony tym faktem, ale pozwolił jej działać. Ta tylko uśmiechnęła się do niego promiennie i przyłożyła mu prowizoryczny okład do twarzy. Zamknął oczy i poczuł, że wreszcie mógł się zrelaksować. Dlatego uciekł. Aby wreszcie zaznać trochę spokoju i przyswoić nowe informacje o swojej przyszłości.
- Jestem Lorina, a ty? – Spytała ścierając mu czysta stronę materiału pot z czoła.
- Hayden – odpowiedział.
- Podoba mi się to imię – przyznała. Chłopiec otworzył oczy i ujrzał parę pięknych błękitnych oczu, które intensywnie się w niego wpatrywały. Dostrzegł również wokół źrenicy złotawe promienie. Jej oczy były niczym słońce.
- Pobawisz się ze mną?
Takie niewinne pytanie sprawiło, że zaśmiał się i potargał ją po złotych włosach.
- A w co? – Spytał. Tak dawno z nikim się nie bawił.
- Hmmm… - Lorina zamyśliła się przez chwilę. – Wiem! – Krzyknęła mu prosto do ucha, przez co trochę się skrzywił. – W zamek!
To przeważyło. Zaczął rechotać, jak głupi.
- Co? – Zapytała naburmuszona. – Wyglądasz, jak książę! – Skrzyżowała ręce na piersi i patrzyła na niego z przymrużonymi oczami, dając mu jasno do zrozumienia, że nie podoba jej się jego zachowanie.
- Nawet nim jestem – powiedział przez śmiech i zamilkł zdając sobie sprawę ze swojej gafy. Spojrzał na Lorinę. Złość, jakby za sprawą magicznej różdżki, zniknęła i wpuściła na swoje miejsce radość. To trochę dziwne, pomyślał.
- To ja chcę być twoją księżniczką! – Znów krzyknęła i rzuciła mu się na szyję. Lekko zdezorientowany w końcu objął dziewczynkę i postanowił spędzić z nią trochę czasu. W końcu to tylko dziecko.
Hayden nawet nie przypuszczał, że może się tak dobrze bawić, mimo iż wcześniej uważał takie dziewczęce zabawy za nudne. Lorina ciągle się śmiała, a jemu wbrew pozorom bardzo podobał się ten dźwięk. Karcił się za każdym razem, gdy pomyślał o niej inaczej niż o dziecku. Dzieliła ich przecież potężna granica w postaci statusu społecznego.
Jednak prędzej czy później zabawa musiała się skończyć.
- Będę musiał już wracać – oznajmił smutno. – Mieszkam trochę daleko.
- Nie możesz zostać? Mama na pewno pozwoli ci przenocować.
Lorina bardzo polubiła Haydena. Nie chciała się z nim rozstawać.
- Naprawdę nie mogę – podszedł do niej bliżej i pogłaskał ją czule po głowie. W odpowiedzi tylko wtuliła się do niego. Zadrżała. Wiedział, że zaraz zacznie płakać. Po części rozumiał jej uczucia. Nie chciał odchodzić, aby nie sprawić jej przykrości. Tak pięknie się uśmiechała. Nagle coś mu zaświtało. Odsunął ją trochę od siebie i sięgnął do kieszeni.
- Wyciągnij rączki i zamknij oczy – poprosił z uśmiechem. Lorina spełniła jego prośbę z lekkim ociąganiem. Bała się, że gdy je otworzy już go nie będzie. Nagle poczuła coś ciężkawego w dłoniach. Uchyliła powieki i ujrzała przepiękny złoty naszyjnik. Róża umieszczona w rombie.
Hayden uważnie obserwował jej reakcje, a gdy ujrzał, jak jej oczka się świecą na widok błyskotki uznał, że to była dobra decyzja. Ukucnął przed nią i zamknął w swoich dłoniach jej, nieco drobniejsze.
- To rodowy naszyjnik mojej rodziny. Miałem go podarować osobie dla mnie ważnej – w miarę, jak mówił dziewczynka wydawała się coraz szczęśliwsza. Jaka urocza, pomyślał już nie karcąc się za takie myśli. – Obiecuję, że kiedyś wrócę po ciebie i zostaniesz prawdziwą księżniczką – pogłaskał ją po policzku ścierając przy tym zaschnięte łzy.
- Twoją? – Zapytała lekko drżącym głosem.
- Tylko moją – uniósł się, aby ucałować ją w policzek.
- Obiecujesz, że nie zapomnisz? – Pytając o to przycisnęła naszyjnik do serca.
- Nie zapomnę – obiecał, złożył pocałunek na jej dłoniach i odszedł. Od tego momentu Lorina cały czas nosiła złoty naszyjnik, i mimo swojej wagi nie ciążył jej ani trochę.

15833-anime-paradise-stylish-anime-blonde-girl_large.jpg


Dobry wieczór (albo dzień dobry, zależy kiedy to czytasz ;p) Nie wiem czemu, ale mam słabość do prologów, które przedstawiają zdarzenie wiele lat przed rzeczywistym czasem całej akcji, granica statusu społecznego i różnicę wieku... Od razu was poinformuję (po co macie czekać, aż wzmianka o tym pojawi się w opo??) że między Loriną a Haydenem jest 6 lat różnicy ^^ W prologu ona ma 8, a on 14... Ale to takie czasy tak?? Swatają dzieci zanim się jeszcze urodzą. Kto bogatemu zabroni?? Bogatszy xd (taki suchar haa~)
Dobrze, jakieś skargi, zażalenia, pytania?? Piszcie!! Wytykajcie mi błędy jeśli jakieś znajdziecie, bo samemu trudno je dostrzec :)
Mi osobiście się bardzo podoba *_*
To do zobaczenia, Robaczki :*
  • awatar Lisa Angels: Mi także się podoba, ta mała jest taka słodka, a Hayden też mnie zainteresował, składać takie obietnice dziecku... ech, a skoro nie będzie pamiętał to znaczy że typowy z niego facet XD Czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały :D
  • awatar Seiti: W moim odbiorze słowa "to tylko dziecko" nabrałyby mocniejszego wyrazu jakbyś je napisała od nowej linijki, ale to tylko mój odbiór. Czytało się szybko i przyjemnie. Czekam na rozwój wydarzeń.:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

opowiadania135
 
Księżniczkaa. ♥: Cześć! Jestem  Weronika. Na tym blogu będę pisać opowiadania . Mam nadzieję, że dodacie mnie do OBSERWOWANYCH i będziecie tutaj zaglądać oraz czytać moje opowiadania :d
Mój avek <3

dziewczynka-z-warkoczem-likely-pl-5d2a625f[1].jpg


A teraz prolog:

Poczuła lekki podmuch wiatru. Z kwitnących drzew spadły biało-różowe płatki. Rozejrzała się do o koła - było pięknie. Usłyszała cichy, ale bardzo ładny męski głos. Był jej znany, ale nie wiedziała do kogo należał.
- Nadia, pamiętasz mnie? - zapytał tajemniczy głos
Nadia ponownie się rozejrzała, ale nikogo nie widziała
- Nadia, to ja - znowu go usłyszała
- Kim jesteś?- dziewczyna odważyła się zapytać
- Jestem...- głos nie dokończył, gdyż rozległ się bardzo głośny dźwięk;coś w stylu "DZDZDZDZYYYYYYYŃŃŃŃŃŃŃN!!!!!!!"

*****
I jak pierwsze wrażenia?
Ja już zmykam zrobić wygląd, a wy komentujcie :*
Papatki <3
Pokaż wszystkie (7) ›
 

opowiadania.pl
 
#Prolog

Nie cierpię go, nienawidzę. Jest okropny, jest moim koszmarem.

Katie Morgan chodzi do szkoły jak normalna nastolatka.
Zaczyna się nowy rok szkolny i przychodzi nowy uczeń - Michael Robinson. Od samego początku chłopak dziewczynie wydawał się tajemniczy. Śledziła go parę razy. Nie wiedziała jednak, że chłopak jest dla niej zagrożeniem.
 

wearethesecret1
 
Kocham Cię...

Znacie te dwa cudowne słowa? Według mnie nie było niczego piękniejszego. Cóż, przynajmniej nie od czasu, w którym poznałem ją.

Zawsze, kiedy ktoś opowiadał mi bajeczki o amorkach, cudownej miłości i innych takich, miałem ochotę wyskoczyć przez okno. Lub po prostu - wyrzucić tego kogoś. Byłem tylko głupim, małym gówniarzem, więc skąd miałem wiedzieć o tym, że miłość jest czymś najpiękniejszym, co może spotkać człowieka?

Ally. Ona jest moją miłością. Była, jest i zawsze będzie, choćby waliło się i paliło. To moje oczko w głowie. Moja kochana księżniczka, o którą kocham ponad całe życie. Dla niej mógłbym wskoczyć w ogień, skoczyć z najwyższego szczytu...

Kocham ją.

Będę ją kochać do końca życia.
Wymieniliśmy się sercami.
Będziemy razem już zawsze.

***
*Rozdział 1*

Jestem szczęśliwa, bo w końcu wszystko układa się tak jak powinno. On mnie kocha. Harry naprawdę mnie kocha... Powiedział mi o tym wczoraj.
Byliśmy w naszym miejscu - przy tej ogromnej wierzbie, rosnącej niedaleko jeziora. Nasza trzecia randka. Mimo wszystko - inna. Och, tak. Zdecydowanie różniła się od wszystkich innych.
Spojrzał na mnie tymi wielkimi, zielonymi oczami. Patrzył na mnie tak inaczej, tak czule... Czułam się tak jak potrzebowałam tego od naprawdę długiego czasu.
Czas jakby zatrzymał się specjalnie dla nas, a wtedy to usłyszałam. Dwa cudowne słowa, które potrafią zmienić wszystko.
Też Cię kocham, Harry...

To takie szalone. Mieliśmy tylko po szesnaście lat, wszyscy powtarzali nam, że jesteśmy za młodzi.
"Wasz związek jest piękny...", usłyszałem pewnego ni stąd, ni z owąd, z ust mojej starszej siostry - Gemmy. Spojrzałem na nią jak na największą dziwaczkę.

“Jest piękny. Ale jesteście jeszcze młodzi i wszystko może zmienić się w ciągu dwóch minut. Jedna kłótnia, jedno niewłaściwe słowo. Hazz, kocham cię. Jesteś moim bratem i zawsze będę stała za tobą, jednak proszę - nie popełnijcie błędu. Jesteście cholernie młodzi, nie wiecie niczego o wieczności...”


Nie chciałem jej słuchać. Nikt niczego nie rozumiał, prawda była taka, że pokochałem Ally w momencie, w którym poznałem prawdziwą ją. Zawsze była dla mnie ogromnie ważną częścią mojego życia. Postanowiłem wyznać jej miłość od razu po tym, jak usłyszałem od Gemmy te słowa.
Wyznałem mojej Ally miłość i przy okazji powiedziałem o tym, jak bardzo mi na niej zależy. Jak się okazało, nie było to jednostronne uczucie... Zawsze o tym wiedziałem.
Co z tego, że mieliśmy tylko szesnaście lat? Byliśmy gorsi? Czy nie potrafiliśmy kochać tylko dlatego, że byliśmy młodsi? Bezsens...
Obudziłem się i starałem się przypomnieć sobie wszystko to, co niedawno się wydarzyło. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego obudził mnie wiatr, wiejący prosto w moją twarz. Nie powinienem być w swoim własnym łóżku, pod kołdrą?
Otworzyłem oczy i w tym samym momencie uświadomiłem sobie, że w moich ramionach zasnęła przecież Ally. Siedzieliśmy pod tą wielką wierzbą, a nad naszymi głowami na tym ogromnym niebie świeciły delikatnie małe gwiazdy. Moja dziewczyna były we mnie wtulona jak w pluszowego misia, co wydało mi się słodkie.

-Harry...? - usłyszałem nagle szept. Nie spała. - Obudziłam cię?

-Nie... - odparłem, całując ją delikatnie w czoło - Już myślałem, że to ja obudziłem ciebie.

-Nie, nie... - w dalszym ciągu szeptała. Jakby bała się, że ktoś nas usłyszy. No tak, bała się. Bolało ją to, co ludzie mówili.

Wiedziała, że za naszymi plecami mówili o tym, że to tylko szczenięcy związek. Zakładali się. "Jak długo Harry Styles wytrzyma ze swoją dziewczyną?". Denerwowało mnie to, ale przyzwyczaiłem się. Ale związek to dwie osoby...

-Ally... - przerwałem ciszę - Oni niczego o nas nie wiedzą. I nie muszą... Ważne jest to, że my wiemy, jak jest.

Nie odpowiedziała mi. Chyba ścierała łzy z policzków, jednak nie byłem tego pewien. Nie chciałem stawiać jej w kłopotliwej sytuacji, dlatego nie skomentowałem tego. Tylko przytuliłem ją do siebie jeszcze mocniej.

-Wiem i tym. - odpowiedziała nagle -Dziękuj ci Harry. Za to, że byłeś jesteś i... - załamał się jej głos - I za to, że mnie kochasz.

Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Po prostu odwróciłem ją ku sobie i lekko musnąłem jej usta.
Więc tak to jest, gdy jest się zakochanym? Czujesz się w t e n sposób. Wszystko nabiera kolorów, a tobie chce się żyć. Świat, jakby specjalnie na twoje życzenie, staje w miejscu, abyś ty mógł cieszyć się każdą chwilą. A prawda jest taka, że chwile są ulotne. Byliśmy młodzi i wierzyliśmy w wieczną miłość. Jednak zawsze znajdzie się coś.

-Harry... Proszę, pośpiewaj mi. - na ustach Ally pojawił się ten jej charakterystyczny uśmieszek. No tak, robiła wszystko, abyśmy nie wracali do domu. Nie chciała się rozstawać. Ale musiałem odstawić ją do domu, inaczej jej ojciec zabiłby mnie od razu - Oj, proszę...

Uhh...
Jej niebieskie oczy, które błyszczały nawet w ciemnościach. A może to tylko ja potrafiłem je dostrzegać w taki sposób?

-Ostatni raz. - zgodziłem się w końcu, a ona z wielkim zadowoleniem rzuciła mi się na szyję. - Hero?

-Hero.

***
Hejka! Wstawiłam prolog i rozdział pierwszy, ponieważ pierwsze wyszło dosyć krótkie. Mam nadzieję, że choć trochę Wam się spodoba :)
Niektóre rzeczy mogą być lekko niezrozumiałe, ponieważ piszę wszystko na Wattpadzie i tam zmieniam czcionkę. Jednak mam nadzieję, że dacie sobie radę ;)

Ps.Słuchał już ktoś "Made In The A.M."? Uważam, że jest to najlepszy album. Kto nie słuchał - polecam :D



Screenshot_2015-10-30-11-03-18.png
 

nothinglefttosaynow
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

fantasticstory1998
 
Świat ludzi:
Ten dzień nie zapowiadał się najlepiej dla Angeliki, miała 2 sprawdziany, 2 kartkówki i pytanie.
Całą noc siedziała i się uczyła, żeby tylko nie oblać, bo i tak była już zagrożona z niektórych przedmiotów. Czarnooka blondynka o długich włosach wstała i podreptała do łazienki, by się przemyć i ubrać w szkolny mundurek, który składał się z białej koszulki i czarnej spódniczki troszkę poniżej połowy uda. Do tego beżowe rajstopy i czarne baleriny.
Angelika nie lubiła tego stroju zwłaszcza w zimie, bo nie lubiła chodzić w spódnicach, a w zimie dodatkowo było zimno, a ona chodziła na piechotę do szkoły.
Dziewczyna jest marzycielką i ma własny świat.
Gdy dziewczyna wyszła z łazienki już ubrana i wymalowana, zeszła do kuchni. Rodziców nie miała zmarli jak rok temu. Mieszka ze swoim bratem, Dawidem, który jest rok starszy.
Oczywiście jeszcze spał. Była godzina 7.40, gdy skończyła jeść śniadanie i wyszła z dom w stronę szkoły. Miała 5 minut drogi, ale lubiła sobie posiedzieć w szkole.
Gdy tak szła nagle przed sobą zobaczyła jedną, wielką dziurę, przez którą było widać baśniowy świat...
photo.jpg


Świat magiczny:
Marck znowu był na zwiadach. Ten młody elf czystej krwi, to syn królowej elfów Fiony i króla elfów Eomera. Dziewiętnastoletni o oczach szarych i dłuższych włosach w kolorze brązowym, lubił zabawę i lubił się bić. Często prowokował bójki wśród leśnych żołnierzy, tym razem jednak coś go trapiło. Gdy szedł w stronę pałacu, do którego został wezwany przez swoich rodziców zauważył portal, który prowadził do świata ludzi, a po drugiej stronie zobaczył piękną, czarnooką blondynkę, która za chwilę weszła w ten portal i nagle znalazła się koło szarookiego elfa.
- Yyy... - Dziewczyna była zdezorientowana. - Gdzie ja jestem? Jak ja... - urwała, gdy tylko zauważyła nieziemsko przystojnego Marcka.
- Cześć. Jestem Marck, a Ty kim jesteś? I jak przywołałaś  portal? Przecież tylko najsilniejsze czarodziejki to potrafią. - powiedział podekscytowany.
- Ja jestem Angelika... I że niby co Ty do mnie przed chwilą powiedziałeś? Jaki portal? Ja tylko weszłam w tą... - Odwróciła się, żeby pokazać portal, ale znikną. - Świetnie teraz to już do domu nie wrócę. - powiedziała zasmucona.
- Pójdziemy do moich rodziców. Oni na pewno coś wymyślą. Angeliko, nie smuć się. Zawsze jest jakieś wyjście, nawet jeśli jest niewidoczne. - Powiedział i wziął ją za rękę, aby poprowadzić prosto do pałacu.

wojownik_elf.jpg
  • awatar Echo to tylko odbicie dźwięku: Hmm, blondynka z czarnymi oczami, ciekawe nie powiem ;) Odnoszę takie dziwne wrażenie, że akcja idzie ciutek za szybko. Ale to nie zmienia faktu, że jestem ciekawa co tam się będzie działo dalej :3
  • awatar Paulai: Bardzo mnie zaciekawiło :D u mnie trafiłaś w 10! Pozdrawiam i czekam na więcej :D :*
  • awatar Lisa Angels: Sam pomysł na opowiadanie jest ciekawe, jednak czeka cię dużo pracy nad warsztatem. Szczególnie nad powtórzeniami, które są u ciebie nagminne. Radzę po napisaniu rozdziału poczekać chwilę i przeczytać go na "zimno" dzięki tamu zauważysz błędy składniowe, które utrudniają czytanie, oraz powtórzenia, które mnie osobiście przyprawiają o białą gorączkę. Mam nadzieję, że pomogłam :D Czekam na następny rozdział
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

miedzywierszami
 
"- Połóż się i opowiedz coś o sobie i jak się czujesz.
- Nie wiem od czego zacząć...
- Zacznij od początku.
- No... więc jestem Alicja, jestem nastolatką. Od małego uwielbiałam czytać baśnie, a teraz powieści. - zamilkłam na chwilę.
- Kontynuuj, dziecko.
- Czuję się dobrze, ale jestem wyczerpana przez moje sny... są dziwne, wydają się tak prawdziwe, że budzę się ze łzami na policzkach. Są dość nienaturalne.
Psycholog uważnie mnie słuchał i zapisywał coś w notatniku. Nie zdajecie sobie nawet sprawy z tego, jak drażnił mnie każdy ruch długopisu, tykanie zegara i skrzypiące krzesło, na którym siedział. Musiałam to jakoś przeżyć.
Godzinę później siedziałam już w samochodzie razem z mamą. To było moja pierwsza wizyta u specjalisty, sensacji nie było. Mama mnie zmusiła po tym jak któryś z kolei postawiłam cały dom na nogi wrzaskiem w nocy, a dokładniej mamę, tatę, babcię z dziadkiem i mojego kochanego psa - Hadesa.

Mój zwykły dzień jest naprawdę monotonny. Pobudka, dojście do siebie, prysznic itd... no cóż, jestem normalną dziewczyną w normalnym świecie, tzn. chyba.
Ściągam piżamy i rzucam je w nieładzie na kafelki. Związuje niezgrabnie kucyka i wchodzę pod prysznic. Woda mnie zawsze uspokaja. Spokojnie płynie po każdej części ciała, jedna kropla za drugą. Zamykam oczy i oczyszczam umysł.

Owinięta ręcznikiem stanęłam przy lustrze. Czarny jak noc nieogarnięty kucyk, szmaragdowozielone, bardzo podkrążone oczy i wystające obojczyki - tak, to ja.
Po śniadaniu zabieram się za czytanie albo wychodzę z kilkoma znajomymi - trzeba korzystać z życia, przecież są wakacje!
Kolacja i czytanie do poduszki. Blask gwiazd odbijających się w oknie, cichu szum potoczku i delikatny wiśniowy zapach olejku. Przeważnie zasypiam szybko. Towarzyszy mi uczucie spadanie, przyjemne, choć przedziwne uczucie, nie sądzicie? Nie możecie się poruszyć kiedy zaczyna pochłaniać was ciemność. Mimo wszystko jeszcze słyszycie szum potoku i świerszcze w trawie... Niestety wtedy tylko kilka sekund dzieli mnie między jawą a snem... nie... koszmarem...
~~ Mój Boże, jakie wszystko jest dzisiaj dziwne. A wczoraj jeszcze żyło się zupełnie normalnie. Czy aby nocą nie zmieniono mnie w kogoś innego? Bo, prawdę mówiąc, czuję się jakoś inaczej. Ale jeśli nie jestem sobą, to w takim razie kim jestem? ~~Alice♥♥♥

prolog.jpg
 

hubertjestem
 
#prolog
7 blant poszedł z dymem jakąś godzinę temu, ja siedzę, rozkminiam, słucham rapu. Dzień jak co dzień teoretycznie, ale...


Rapowałem dziś kawałki z mojej nowej płyty, są spójne, podobają mi się, muszę je nagrać jak najszybciej i zrobić ten album. #progres
Cały czas do przodu, ale czy to prawda?

Tak, jeżeli brać pod uwagę to co robię, ale jeżeli mowa o mnie, to nie, cały czas stoję w miejscu, nie mogłem spać w nocy, czytałem. Czytałem co mi jest, znalazłem ale nie to co chciałem.
Cierpię na Deluzję i Dystymię na pewno, niedobrze, ale mniejsza z tym, przecież to składa się na moją popieprzoną osobowość.
Każdy ma na dziś jakieś plany, tylko nie ja, ja siedzę w domu sam, spalony i piszę, piszę bo potrzebuje 'rozmowy' a najbardziej pomaga ta z samym sobą. Dlaczego? Nie wiem. #nonsens #nevermind
Jestem dziwny, to wiem na pewno, ale nie wiem czy dziwny w tym wypadku oznacza wyjątkowy czy poebany. Mam wrażenie, że ludzie wmawiają mi to czego nie ma, wyciągają złe wnioski, narzucają mi z góry zachowania których nie posiadam w sobie. #WTF?
Ktoś potrafi to wytłumaczyć? Dlaczego tak jest?

#epilog
to wszystko jest dobrze popierdolone.

ps. do tego chilluje.
 

hubertjestem
 
#Prolog
Rok czasu tutaj nic nie pisałem, jak widać, wróciłem! Ale to nie znaczy, że przez ten czas nic nie pisałem. Bo pisałem, bardzo dużo, tutaj też zamierzam pisać, zbierać materiały, pomysły, przemyślenia, blabla. ebać. Koniec wstępu.#yeah


Każdy dzień mija mi szybko, pewnie dlatego, że śpię do 13 a kładę się spać koło 4 dopiero.#damn Ale przez to, że siedzę po nocach, strasznie się nudzę, marnotrawię czas, w sumie, w tym jestem najlepszy i robię to zawsze. Ale dzięki temu bardzo dużo rzeczy się zmieniło, ja się zmieniłem, na dobre? Tak mi się wydaje. Zależy komu i o jakie płaszczyzny chodzi. Znalazłem w sobie #dystans, iskierkę wiary w siebie (mam nadzieje, że ją z czasem rozpalę)i przeróżne chęci dotyczących dosłownie wszystkiego co sobie z wizualizuje w mojej głowie.
To nie jest tak, że mi się nie chce, ja nie mam z kim. Dziękuję, pozdrawiam. Teraz wszystko jasne, si? No więc, koniec tematu.
Nie uważam się za chuj wie kogo, tutaj też ślę pozdrowienia dla niektórych, możecie mnie w d... pocałować i zawijać. Dzięki z góry.
Ostatnio stwierdziłem, że jestem jak #labirynt w którym nigdy nic nie wiadomo. Trafna metafora, zdarza się, że ktoś nie zdąży wejść a już odpuszcza. Uwielbiam takie sytuacje. Ale co zrobię, nic nie zrobię. #Życie
Z muzyką u mnie różnie, jak zawsze, czasami piszę jak głupi, czasami nie piszę kompletnie nic. Już się do tego przyzwyczaiłem. Według mnie, poszedłem daleko w górę, nie myślę co ludzie powiedzą, mam to tam gdzie mają mnie całować. ^^ ROBIĘ TO CO LUBIĘ, DZIĘKUJĘ, POZDRAWIAM, #EBAĆ

#Epilog
Na pewno nie raz tutaj coś napiszę, może nawet znowu zacznę pisać regularnie, może. #likeit
 

vio.letta
 
#Prolog#
Diego jest chłopakiem, który podoba się każdej dziewczynie, ale on zakochuje się w Fran-zwykłej, biednej dziewczynie i w Ludmile-szkolnej divie. Będzie to ukrywał przed obiema i je wykorzystywał, kiedy to się wyda, Fran go znienawidzi, a Lu będzie jej "umilać" życie. Potem Diego zrozumie, ze kochał i kocha tylko Fran i chce z nią być.

#Postacie#
Diego Hernandez(19)
tumblr_inline_n8xc2k9o3S1ssy245.jpg

Przystojny Hiszpan, obiekt uczuć wielu dziewczyn. Jest sprytny, utalentowany i pewny siebie.

Francesca Cauviglia(18)
tumblr_inline_nc0qnreOwu1sn3srs.png

Delikatna dziewczyna o wspaniałym głosie, wie czego chce i wytrwale dąży do spełnienia marzeń, o tym bo zaśpiewać na światowej scenie. Nie ma chłopaka, ale podoba jej się Diego.

Ludmila Ferro(18)
131e.jpg

Pusta, pewna siebie dziewczyna. Zakochana w Diego, lubi dokuczać innym. Chce zawsze być najlepsza i nie znosi krytyki.

Inni:
-Naty-pomocnica Ludmili
-Camila&Maxi-przyjaciele Fran
-Leon-przyjaciel Ludmili i Diego

Pozdrawiam •Mrs.Dominguez ♥
 

fuckingmemories
 
X – Amanda Blake

Krew, dużo krwi. Kończą mi się bandaże. Tępią się żyletki. Muszę odwiedzić jutro aptekę. Dobrze, że jest zima. Nikt nie widzi blizn, które ukrywam pod rękawami. Na wuefie nie ćwiczę, bo jestem po zapaleniu płuc. Do końca miesiąca nie muszę się martwić bliznami. Ale potem… Jeszcze nie wiem, co będzie potem. Samobójca nie myśli przyszłościowo, bo dla niego nie ma przyszłości.
   Zegar wyświetlał godzinę 2:18. Zamknęłam pamiętnik i schowałam go tam, gdzie zawsze: za książkami na najniższej półce. Tam był bezpieczny. Gdyby ktoś przeczytał moje wpisy, byłabym w dupie, to jest pewne. Dotknęłam prawego nadgarstka i głośno wciągnęłam powietrze. Bandaż powoli robił się czerwony. Naciągnęłam bluzę na dłoń i przykryłam się kołdrą. Zamykając oczy widziałam to znowu. Złapałam się za głowę. To mnie prześladowało. Żyłam z tym już od dwóch lat.
   Amanda, daj spokój.
   Ogarnij się.
   Powtarzałam to jak mantrę, dopóki nie zawładnął mną sen.
   Budzik zadzwonił o 6:30. Przetarłam oczy. Ręka nie bolała. A może bolała, ale nie zwracałam na to uwagi. Teraz sama już nie wiem. Obym mogła dziś normalnie rysować. Bandaż był czerwony. Udałam się do łazienki i delikatnie odwinęłam go z ręki. Cztery rany cięte biegły w poprzek ręki. Trochę jeszcze krwawiły, ale zignorowałam to. Patrzyłam na inne blizny. Niektóre już prawie białe, jednak wciąż widoczne. Westchnęłam. Odkręciłam kurek i pozwoliłam zimnej wodzie zmywać krew z ręki. Nie bolało. W każdym razie ja nie czułam bólu. Uodporniłam się na ból, tak jak narkoman uodparnia się na działanie heroiny. Potrzebuje wtedy więcej i więcej, aż w końcu weźmie za dużo. Tak samo było ze mną. Zadawałam sobie coraz więcej bólu, żeby cokolwiek poczuć. Niedługo ten ból mnie zabije.

Y – Virginia Paige

   Za oknem było już ciemno, lampy uliczne powoli się zapalały, rozświetlając przechodniom ulicę. Patrzyłam z ósmego piętra na świat pode mną, ale nic nie czułam. Tak naprawdę ten świat niewiele dla mnie znaczył. Ważna była dla mnie tylko jedna ławka w parku. Ta, która ze wszystkich stron otoczona była gałęziami płaczącej wierzby. Ta, która stała w najmniej zaludnionym miejscu w parku. Ta, którą często szkicowałam, kiedy nie mogłam spać nocami. Ta, o której poza mną i Davidem nikt nie wiedział.
- O czym myślisz, kochanie?
   Simon stał za mną, uśmiechając się promiennie. Jego brązowe włosy były rozczochrane, a piwne oczy jarzyły się zielonym blaskiem. Uwielbiałam jego oczy, bo nigdy nie były takie same. Zmieniały się w zależności od jego nastroju: zieleniały gdy był szczęśliwy, ciemniały gdy był zdenerwowany. Poczułam jego ciepłe ręce na mojej talii i delikatne szarpnięcie do tyłu. Oparłam się o jego nagi tors. Przytulił mnie mocniej do siebie i pocałował lekko w skroń.
- Myślę o tym, jak bardzo cię kocham.
   Przez chwilę Simon milczał, ale było to zaledwie kilka sekund. Po ich upływie wziął mnie na ręce, jedną trzymał pod moimi kolanami a drugą oplatał plecy. Otoczyłam dłońmi jego twarz, zamknęłam oczy i pocałowałam go. Jego wargi były ciepłe i miękkie, idealnie pasowały do moich. Odwzajemnił mój pocałunek i powoli ruszył ze mną w stronę łóżka. Położył mnie na nim delikatnie, nie odrywając warg od moich. Jedną ręką gładził moje włosy, a drugą kreślił kółka pod moją koszulką. Czułam jego oddech na mojej szyi, kiedy zaczął składać na niej pocałunki. Westchnęłam. Podniosłam się lekko na łóżku. Simon miał teraz usta na wysokości moich piersi. Spojrzał mi prosto w oczy. Skinęłam głową, tym samym pozwalając mu na więcej. Usiadłam, a on ściągnął mi przez głowę koszulkę. Następnie skierował dłonie na moje plecy. Jedną przywarł mnie mocniej do siebie, drugą rozpiął mój stanik. Ramiączka opadły mi na łokcie, biustonosz zsunął się z piersi. Simon rzucił go za siebie, a mnie przytulił do siebie.
- Kocham Cię, Gini – wyszeptał. – Nigdy nie pozwolę ci odejść.
- Zawsze będę Cię kochać, Simon – odrzekłam.
   Pocałował mnie tak, jakbyśmy całowali się pierwszy raz w życiu. Znowu leżałam na łóżku, a on obsypywał pocałunkami moją twarz, szyję i piersi. Wbiłam mu paznokcie w plecy.
- Uwielbiam kiedy to robisz – powiedział, nie przestając mnie całować.

Z - Ruth Chamberlain

   Schodząc po schodach słyszałam mamę krzyczącą coś przez telefon. Uśmiechnęłam się mimo woli, kiedy zobaczyłam ją przy stole w kuchni. Jej czarne oczy wyglądały jak dziury w twarzy.
- Proszę się kontaktować z moim byłym mężem – zakończyła ostro.
   Rzuciła słuchawką i ukryła twarz w dłoniach.
   Z tatą rozwiedli się pięć lata temu. Wina leżała po stronie ojca, oczywiście. Zdradzał mamę na prawo i lewo, popijał. W końcu mama powiedziała „dość” i złożyła pozew o rozwód. Wtedy dopiero zaczęło się piekło. Tata wyrzucił nas z domu, przestał dawać pieniądze na życie. Przez to szybko dojrzałam, znalazłam pracę u rodziców koleżanki i pomagałam mamie jak tylko mogłam. Zamieszkałyśmy u babci, w jej ogromnym domu. Mama radziła sobie, ale było jej ciężko. Pokonała depresję i wyszła na prostą. Jednak nienawidziła, kiedy wspominałam o ojcu. Kiedy ktokolwiek o nim wspominał. Kochała go tak mocno, a on okazał się takim dupkiem.
   Podeszłam do mamy i przytuliłam ją do siebie.
- Hej, nie płacz – powiedziałam.
- Idź do szkoły, Ruthy.
   Mama wyszła z kuchni, a ja nalałam wody do szklanki. Po jej wypiciu wzięłam torbę i wyszłam z domu do mojego nowego liceum, gdzie będę dopracowywać moje rysunki.

*

   Szkoła położona była w centrum amerykańskiego miasta Monterey w Kalifornii. Liceum Artystyczne miało kilka skrzydeł: muzyczne, plastyczne, teatralne i literackie. Budynek był ogromny, cały pomalowany na biało, z flagą Stanów Zjednoczonych nad wejściem. Wewnątrz znajdowało się wiele posągów, obrazów, statuetek i książek. Korytarze bardziej przypominały wystawę w muzeum niż szkołę. Liczba uczniów ograniczała się do czterystu uczniów: po sto w jednym skrzydle. Każde skrzydło miało swoje podziały, innych nauczycieli i cztery klasy, ale też każde skrzydło miało swojego dyrektora. Nauka skoncentrowana była wokół sztuki, ale nie brakowało takich przedmiotów jak język angielski, matematyka czy wychowanie fizyczne.
   Pierwszy dzień szkoły nie był obchodzony szczególnie: żadnych apeli, zebrań. Uczniowie przychodzili z podręcznikami i od razu rozpoczynali edukację. Amanda, Virginia i Ruth udały się do swojego skrzydła: artystycznego.
   Dyrektor tego skrzydła, Robert Conery, zebrał swoich uczniów w auli.
- Wchodźcie szybko, mamy niewiele czasu.
   Po kilku minutach głosy w auli umilkły, a oczy uczniów zwróciły się ku dyrektorowi.
- Witam wszystkich w nadchodzącym roku szkolnym. W tym roku nastąpi kilka zmian. Wprowadzimy kilka nowych sektorów. Malarstwo podzielimy na dwie części: portretowe i martwa natura. Nowym sektorem – fotografią – opiekować się będzie Sara Goldberg. Rysunek przejmie Harold Smith, natomiast rzeźba zostaje bez zmian. Teraz proszę wszystkich o udanie się do swoich sektorów, gdzie zostaniecie podzieleni na klasy.
   Dyrektor zszedł ze sceny, a uczniowie udali się w swoje strony.




_______________

Jest prolog.
Proszę o szczere komentarze, jeszcze wszystko może się zmienić.

Amanda Blake.
18 lat. Ma brata bliźniaka i problemy, z którymi nie potrafi sobie poradzić. Rysowanie jest jej ucieczką od świata.
lucy-hale-5-e.jpg




Virginia Paige.
18 lat. Ma kochającego chłopaka Simona, pełną rodzinę i młodszą siostrę - Lily. Rysowała zanim nauczyła się mówić.
beauty-picks-august-1-009-mdn.jpg



Ruth Chamberlain.
18 lat. Tata alkoholik rozstał się z mamą 5 lat temu. Rysowanie pozwala jej o wszystkim zapomnieć. Jest jedynaczką.
500full (2).jpg
Pokaż wszystkie (6) ›
 

oliweczka320
 
Tajemnicza Radosna: Wszyscy bogowie wiedzą ,że wykorzystują śmiertelników . Zakochują ich w sobie. Rozpalają ogień pożądania ,a później pozostawiają . Porzucają ich jak  jakieś śmieci, bo to dla nich była tylko zabawa ,bo co innego mają robić przez tysiące lat  . Najgorzej jest w tedy gdy z tego zakazanego związku rodzi się dziecko . Półbóg w tedy trzeba się przyznać i nie wziąć na siebie odpowiedzialności za ten czyn .
Przynajmniej tak było do czasu .  Pewnego dnia Posejdon pokłócił się ze swoją nieśmiertelną żoną Amfitrytą . Wyszedł na ląd i przybrał posturę śmiertelnika . Było ciepłe lata  ciepły wiatr rozwiewał włosy plażowiczom   . Dzieci biegały przy linii brzegowej . Nabierały wady do wiaderek i oblewały swoich rodziców ,którzy w odwecie wrzucali ich do wody . Pan mórz przyglądał im się . Czasem żałował ,że jest nieśmiertelny ,ale tylko czasem . I właśnie tego ów dnia pożałował tego najbardziej . Spotkał śmiertelniczkę inną od wszystkich .Przyglądał się wysokiej brunetce ,która siedziała w czarnej sukience  i czytała książkę . Była na przerwie w pracy bo obok niej leżał biały fartuch . Za pewne pracowała w pobliskiej knajpie . Od tyłu w jej stronę leciała mokra piłka nie było mowy ,żeby  ktoś ją złapał przed uderzeniem kobiety ,bo dzieci zbyt wolną biegały i nie pomyśleli ,żeby krzyknąć i ją ostrzec , ani  że ją zauważy ,lecz ona uchyliła się przed nią .Zerwała się na nogi , złapała piłkę i rzuciła dzieciom . Gdy wstała i Posejdon ujrzał ją w całej okazałości tak szczerze nie ruszyła go jej sylwetka . Wyglądała jak większość kobiet ,ale gdy jej orzechowe oczy spotkały jego . Zauważył w nich coś czego nie życzył by największemu wrogowi . Uderzyła w niego fala magii . Wiedział już ,że ów nieznajoma była wyjątkowa nawet nie wiedział jak bardzo ,ale jej orzechowe oczy poskromiły go . Poczuł do niej uczucie jakim nie powinien darzyć śmiertelniczki w ogóle jakiekolwiek kobiety prócz jego żony .
 

nick00
 
Zacznę może od przywitania :*
Hejka♥
Dziś będę się z wami żegnać ale tylko na tydzień . Choć dla mnie to i tak bardzo długo... No ale zostwie was z Prolgiem i Zabawą <3
To ja może nie będę przedłużać.
#Prolog
Dawno temu żyła sobie Francesca...
Miała ona najlepsze przyjaciółki a mianowicie Violette i Ludmiłę.
Wszystko było w porządku do pewnego dnia...
Dziewczyny zauważyły ,że Francesca zaczyna mieć obsesję na punkcie sławnego piosenkarza Leona Verdasa. Ona nie zaprzeczała. Mówiła że go kocha i chce z nim umrzeć. Gdy odbywała się jakaś impreza z U-mixu Fran przychodziła tam nie z chłopakiem lecz  Leonem ,który był zrobiony z kartonu. Wszyscy zaczynali się od niej odsuwać i uciekać nawet jej dotąd przyjaciółki. Matka ,która nie umiała już dłużej znieść że wszyscy ją osądzają za taką córkę. Wysłała ją do psychologa a on na całoroczny odwyk.
Teraz wyszła już z odwyku i wraca do studia w ,którym spotka Leona.
Pytania:
Co zrobi Francesca ?
Czy we studiu wszyscy ją powitają z otwartymi rękami ?
Co Leon robi w Studiu ?
---
Fajne ?
Wiem zrobiłam Fran psychiczną <3 Xd
Ale patrzałam i nikt nie ma takiego opowiadania ;*
Teraz mam dla was fotkę z Arianą ,która ostatnio miała sesję do magazynu *Billboard*
mkdsjmfsdkfjm.PNG

Teraz czas na zabawę ♥
Tą zabawą jest nie co innego jak Zaklepywanka ! <3
page1.jpg

W tej zabawie nawet są zdjęcia z ostatniego rozdania nagród ale jak wrócę to to uzupełnie ;*
Teraz chciałam jeszcze wam pdziękować za ponad 100 odwiedzin na moim blogu! Dziękuję,dziękuję,dziękuję!♥☺☺☺♥
A teraz jest czas na powiedzenia Żegnajcie :(
Właściewie Do Zobaczenia :^^
Anitka.<3
Pokaż wszystkie (14) ›
 

krymanilanlan
 
Ludzie dzielą się na różne typy. Są ci bogatsi, biedniejsi. Są bardziej lubiani i mniej. Świat jest pełen kontrastów społecznych. Ale co się stanie, jeśli wrogość jednej ze stron zmieni się w miłość ,do przeciwieństwa? Co jeśli jednak te uczucia będą nie odwzajemnione? A co jeżeli świat jest po prostu przeciwko nam? Trzeba czekać...




-------------------------------------------

Przyznam, że pierwotny prolog był o wiele dłuższy, lecz mamiałam do niego jedno ale: zbyt wiele informacji w nim zawartych zdradzało przebieg opowiadania. Potem chciałam napisać coś dłuższego, ale mi nie wychodziło więc jest jaki jest.
Ale w ramach rekompensaty mogę zapewnić, że rozdziały są dosyć długie :) Zapraszam do czytania!

(Trwa ładowanie załączników…)

 

amatorskapoezja
 
la frénétique: Prolog

Zawsze trzymałem się z daleka od szkolnej pani pedagog i innych tego typu ludzi. Nie chciałem nikomu opowiadać o sobie, zawsze słuchałem i mało mówiłem, co w sumie nikomu nie przeszkadzało, a mi było bardzo na rękę. Jednak w końcu musi być ten pierwszy raz, gdy trzeba zmierzyć się z panią pedagog.
To wina tej kartkówki! Akurat dzisiaj głosy się nasiliły i nie wytrzymałem. Mimo, że nikt nic nie mówił, ja zasłoniłem sobie uszy i krzyknąłem, żeby się wszyscy zamknęli. Nauczycielowi się to nie spodobało no i odesłał mnie do pedagoga.
- Czego się boisz? - zapytała kobieta. Miała ponad 30 lat, ale mniej niż 50 i była strasznie niska, a jej włosy tak jak zawsze były proste i delikatnie czerwone, prawie rude, ale widać, że farbowane. Na czubku nosa miała wąskie okulary w granatowej oprawie i nosiła ponczo tego samego koloru w jakieś wzorki.
- Śmierci. - Odpowiedziałem na jej pytanie.
- Ale tutaj cię nie spotka, nie musisz się tak trząść. - Stwierdziła łagodnie. Faktycznie, ciągle dygotałem.
- Przepraszam, denerwuje się.
- Niepotrzebnie. A teraz, powiedziałbyś mi może, co się stało na ostatniej lekcji?
- Nic. W klasie panował szum, próbowałem uciszyć pozostałych uczniów.
- Pan Howard twierdzi, że wtedy panowała absolutna cisza, wprost niebywała dla tej klasy.
- Tak, wiem - spojrzałem na swoje trzęsące się palce i próbowałem je uspokoić, ale nic to nie dało.
- Dlaczego więc krzyknąłeś? - Zapytała ostrożnie pani pedagog. Jednak ja nie odpowiedziałem. Nawet na nią nie spojrzałem. - Lucas, nie musisz się niczego bać, możesz mi zaufać i powiedzieć, o co chodzi.
- Nie mogę - szepnąłem.
- Dlaczego? - Zapytała mnie szeptem kobieta.
- Bo to nie przyniesie nic dobrego. - Odpowiedziałem nieco głośniej. - Kiedy byłem małym chłopcem i nie wiedziałem o co w tym chodzi zapytałem mamę, a ona następnego dnia była martwa - spojrzałem w oczy pani pedagog. Były piwne, spokojne i zmęczone. Dostrzegłem w nich cień swojej mamy, ona też miała spokojny i zmęczony wzrok, gdy jej o tym opowiadałem. Nie miała pojęcia co mi odpowiedzieć, bo co niby mogła? Urodziłem się bez zmysłu smaku i węchu. Znaczy, oddychać mogę, ale nie rozróżniam zapachów i przez to mam wyostrzone zmysły wzroku i słuchu, co jest moim przekleństwem, bowiem słyszę głosy, których nie ma, a w ciemności widzę tak jak w świetle dziennym. Często słyszę, jak ktoś mnie woła, zawsze wtedy idę do miejsca, gdzie jest ktoś żywy. Zazwyczaj była to mama, ale tego dnia, gdy tata ją znalazł... Jej twarz... Była pomarszczona i wysuszona. Wzrok przerażony i wyglądała, jakby krzyczała, ale z jej krtani nie wydobywał się żaden dźwięk. - Każdy, komu o tym wspomniałem umierał w ten sam sposób, a nie mówiłem innym ludziom jak tylko mamie. Wspominałem psu, myszy w moim pokoju, każdy kto się dowiadywał o tym, co się ze mną dzieje, umierał.
- Fascynujące. - Stwierdziła kobieta sięgając po telefon. Wiem co chce zrobić. Zadzwonić do wariatkowa, żeby mnie zamknęli.
Mamo ja wariat!
Nie synu, ty komediant.
W tym przypadku, w oczach pani pedagog jestem psychopatą.
- Sądzi pani, że to ja ich zabiłem?!
- Nie, nie. Wiesz, możesz już wrócić do klasy. - Odpowiedziała a po chwili pogrążyła się w telefonicznej rozmowie. Jeszcze podsłuchałem ją przez drzwi - dzwoniła do wariatkowa.
Dlatego nie chciałem tu przychodzić, bo wiedziałem, do kogo będzie pierwszy telefon po mojej wizycie.

tumblr_n4cnj7w9451ts16dno1_400.jpg


~

"Głosy" #PROLOG
 

fuckingmemories
 
   Był rok 1901. W stanie Alaska w Ameryce Południowej, w mieście Fairbanks, w domu państwa Dawsonów, na świat przyszła dziewczynka. Rodzice, Jemima i Phillip, dali jej imię Jolene. Nie przyjęła chrztu. W tych czasach na Alasce nie panowała żadna religia. Jolene już od pierwszego dnia życia emanowała ciepłem i miłością. Była spokojnym dzieckiem, nie przysparzała rodzicom kłopotów. Dziewczyna rosła, a jej moc przybierała na sile. Dokonywała niemożliwego: uzdrawiała chorych, leczyła ślepotę, dawała nadzieję na lepsze życie. Mieszkańcy Alaski nazywali ją cudotwórczynią i boginią. W wieku dziewiętnastu lat poślubiła Harolda Griera, a rok później wybudowano na jej cześć pierwszy pomnik. Jolene do końca swojego życia była wychwalana.
   Mieszkańcy Alaski uważali, że potomkowie bogini będą równie wielcy, jak ona. Jednak kiedy w 1933 roku Jolene urodziła swojego jedynego syna – Logana, okazało się że nie odziedziczył on mocy po swojej matce. Ostatnią nadzieją była wnuczka Jolene – Elizabeth Grier – córka Amandy i Logana Grierów, która przyszła na świat w roku 1988, trzy lata przed śmiercią Jolene. W 1991 cały stan Alaska pogrążył się w żałobie. Zaskoczeniem był fakt, że na pogrzeb zjechali się wyznawcy Jolene z innych stanów Ameryki, a nawet z innych kontynentów.
   Po ceremonii Logan Grier otrzymał wezwanie do natychmiastowego opuszczenia stanu. Skoro nie mógł dać im tego, co jego matka, po co go trzymać na Alasce? Wyjechał razem z żoną, zostawiając małą Elizabeth w domu zielarki – wnuczka Jolene musiała zostać w mieście.
   Anthea wyjechała z Karoliny Północnej w wieku dziewiętnastu lat. Opuściła matkę, która była surowsza niż wszyscy stróże prawa w całej Ameryce. Jej zasady były ostrzejsze niż każde inne prawo na kuli ziemskiej. Ojciec zostawił rodzinę, gdy        Anthea miała sześć lat. Kiedy więc po wyprowadzce dotarła na Alaskę, nie mogła pojąć obsesji mieszkańców na punkcie Jolene. Dowiedziała się o tym jeszcze przed opuszczeniem domu rodzinnego. Teraz stała w centrum Fairbanks, miała dwadzieścia sześć lat. Wciąż nie wierzyła w moce Jolene.

Czy cała ta historia nie jest zbyt idealna? W każdej opowieści są luki i sekrety. W tej także. Czy są one do wybaczenia?
Niektórym ludziom po prostu się nie ufa.
Niektórzy nas wykorzystują, chociaż tego nie widzimy.
Niektórzy tylko czekają na nasze potknięcie, aby mogli wtedy przejąć nasze stanowiska. Aby mogli nas wtedy ośmieszać i poniżać.
Pamiętaj, że historię pisze się każdego dnia.
Historia bez sekretu nie jest historią.





____________________



*ELIZABETH GRIER*
Dwudziestosześcioletnia dziewczyna, wychowana przez zielarkę Veronicę Selfish. Jej babcia, Jolene, jest boginią, religią. Elizabeth wierzy w jej moce. Jej rodzice zostali wygnani z Alaski zaraz po jej narodzinach. Jej przyjaciele, Morgana i Simon, zawsze wspierają ją we wszystkim, ale nie ufają Anthei - dziewczynie z Karoliny Północnej.


ELIZABETH.jpg



*LOGAN GRIER*
Syn Jolene, ojciec Elizabeth, były mąż Amandy. Żona zostawiła go zaraz po opuszczeniu Alaski. Logan mieszka sam w Ohio. Często kontaktuje się z córką, ale nie może jej odwiedzić. Alaskę musiał opuścić, ponieważ nie odziedziczył mocy po matce i nie było z niego pożytku.



LOGAN.jpg




*AMANDA GRIER*
Matka Elizabeth. Zostawiła męża, gdyż w zasadzie nigdy go nie kochała. Była z nim tylko po to, by poznać słynną Jolene. Teraz mieszkaw Karolinie Północnej.

AMANDA.jpg



*MORGANA FITCH*
Przyjaciółka Elizabeth, znają się całe życie. Morgana mieszka niedaleko zielarki, która wychowała Elizabeth. Nie widzi świata poza Simonem Chamberlainem.


MORGANA.jpg



*SIMON CHAMBERLAIN*
Przyjaciel Elizabeth, ale znają się od niedawna. Przyjechał na Alaskę sześć lat temu i od pierwszego wejrzenia zakochał się w Morganie. Kocha ją nad życie.


SIMON.jpg



*ANTHEA LERMAN*
Dwudziestosześcioletnia przyjezdna. Pochodzi z Karoliny Północnej, ale mieszka na Alasce. Zaprzyjaźnia się z Elizabeth, ale nie wie, że to potomkinia Jolene, w którą nie wierzy. Z ojcem nie otrzymuje kontaktu.


ANTHEA.jpg



*KAREN LERMAN*
Twarda kobieta mieszkająca w Karolinie Północnej. W jej domu panują surowe zasady. Nigdy nie okazuje emocji.


KAREN.jpg



*JOSHUA LERMAN*
Ojciec Anthei. Córka nie chce go znać, ale tak naprawdę nie ma ku temu słusznego powodu. Mieszka w Karolinie Północnej, ale w innym mieście.


JOSHUA.jpg



*VERONICA SELFISH*
Zielarka, która wychowała Elizabeth. Traktuje ją jak własną wnuczkę. Poświęciłaby dla niej wszystko, chociaż ma niewiele.


VERONICA.png



*JOLENE GRIER*
Zdjęcie zrobione dzień po ślubie z Haroldem.
Bogini, religia, kapłanka. Najwyższa, Pani, Anielica. Różnie określali ją mieszkańcy Fairbanks. Potrafiła uzdrawiać, wskrzeszać (choć to robiła nieczęsto), czytać w myślach, podnosić na duchu. Kochali ją wszyscy, a najbardziej Harold.


JOLENE.jpg



*HAROLD GRIER*
Mąż Jolene. Zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia, wtedy jeszcze nie wiedział o jej mocach. Oddał za nią życie.


HAROLD.jpg
  • awatar Life gives nothing, you must take it♥: Jej, ciekawie się zapowiada ;3 Cudny prolog! ♥ Czekam z nieukrywaną niecierpliwością na kolejny, pisz szybko : *
  • awatar One way ...: Zapowiada się super :* Świetny prolog :) Jeśli to nie problem informuj mnie o każdym nowym rozdziale :*
  • awatar *Karola*: Nie przemawia do mnie ten typ opowiadań ale może to się zmieni po twoim...
Pokaż wszystkie (12) ›
 

dressandtie
 
Zmarszczyłam brwi, wcale nie chciałam żeby wychodził, a może jednak chciałam? Za cholerę nie rozumiałam tego uczucia, było dziwne. Powoli podeszłam do drzwi, przechodząc obok niego. Akurat wkładał swoją komórkę do wewnętrznej kieszeni marynarki. Nacisnęłam klamkę, ale tak szybko jak uchyliłam drzwi, natychmiast się zamknęły.
Odwróciłam się do niego z wyraźnym zdziwieniem na twarzy. Miał ciężki oddech, jego klatka unosiła się ciężko i tak samo opadała. Złapałam z nim kontakt wzrokowy i od razu zauważyłam jego rozszerzone źrenice.
Ten zimny wzrok.
Jego wcześniejsza, ciepła aura rozprysła się na drobne kawałeczki. Zrobił krok w moją stronę, ale mój refleks zadziałał natychmiastowo. Wszystko dzięki jego onieśmielającej obecności. Cofnęłam się. Nie wydawało się to robić na nim najmniejszego wrażenia. Mimo wszystko byłam zaskoczona, gdy przycisnął mnie do drewnianej płyty.
Oddech uwiązł mi w gardle, kiedy jego ciało pożądliwie przyparło do mojego. Byłam uwięziona między nim, a drzwiami...


Witam! Małe opóźnienie miałam, przez moje wyjazdy, zaraz zakończenie roku szkolnego, bal, wyniki. Wiecie, cała ta euforia związana z nadchodzącymi wakacjami.
Prolog nie jest początkiem. Raczej ukazuje główny wątek mojej historii, a mianowicie : miłość, pożądanie.
Zaczynam już pisać rozdział 1.
Do usłyszenia wkrótce !

lilly collins.jpg
Pokaż wszystkie (3) ›
 

ibelieveinhappyend
 
Właśnie rozpakowywałam torbę, gdy natknęłam się na pięknie zdobiony zeszyt (dzieło mojej Madzi), który dostałam na pożegnanie. Otworzyłam go i wyleciała mi kartka:

“Skoro czytasz ten list to znaczy, że otwarłaś pamiętnik. Zapisuj w nim wszystko o czym myślisz, co leży Ci na duszy. Mam nadzieję, że zaczniesz go prowadzić, chociażby dla mnie. Buziaczki Twoja Magda”



Pierwszą stronę zdobił napis "Pamiętnik", a na kolejnej był mój ulubiony cytat: „Na świecie są dwa rodzaje ludzi – tacy, którzy mnie lubią i tacy, którzy mogą iść do diabła.” – Axl'a Rose'a. Wzięłam długopis i zaczęłam pisać:


Kochany pamiętniczku? Tak to się zaczyna?
Jestem Ania, mam 16 lat i tydzień temu się przeprowadziłam do innego miasta. Tata dostał awans, a ja, gdy to usłyszałam stałam się najszczęśliwszą osoba na świecie, bo trzy miesiące temu zostałam sama. Miałam znajomych, chłopaka, przyjaciółkę. I nagle wszystko spieprzyli ci dwulicowcy. Zaczęli mnei obdarzać takimi przezwiskami jak: "kurwa", "dziwka" i "panienka lekkich obyczajów". To dzięki nim stałam się tym, kim jestem. Suką? Tak można mnie nazwać. Ponadto często wybucham i mówię to co myślę (szczerość powinna być zaletą, ale w XXI wieku ludzie boją się prawdy. Uważają ją za obraźliwą. Wolą żyć fikcją i kłamstwem). Chciałam być jak najdalej stamtąd. Nie chciałam już oddychać tym skurwiałym powietrzem. Tylko jednej osoby mi szkoda, mojej Madzi, która była jedyną pozytywną osobą w miejscu, o którym chciałabym zapomnieć. Nie zapomnę o niej, bo nie da się zapomnieć o kimś, kto był dla Ciebie jak siostra. Kiedyś to mogłam o wszystkim pogadać z Dawidem, lecz teraz go już ze mną nie ma. Zazwyczaj brat i siostra się nienawidzą, ale my wspieraliśmy się. Byłby tu ze mną, gdyby tamten sukinsyn nie jechał po pijaku. Brakuje mi go.
Co teraz? Teraz zaczynam nowe życie, nowe ja, nowi ludzie, nowe miejsca. Mam nadzieję, że wreszcie moje życie będzie prostsze, idealne..



P.S. To mój wstęp do opowiadania w formie pamiętnika. Mam nadzieję, że komuś się on spodoba. Like'ujcie, komentujcie i hejtujcie. I Believe In Happy End ...

"Myślę, że to jest najgorsze. Kiedy tajemnica pozostanie niewyjawiona nie z braku słuchacza, lecz z braku zrozumienia”- Stephen King.
 

bowartomiecmarzenia
 
Bo warto mieć marzenia-moje opowiadanie: PROLOG
I wtedy znów usłyszałam tą piosenkę
,,I warto mieć marzenia, doczekać ich spełnienia..."
Pomyślałam:,,O nie to nie może być prawda"
I wtedy usłyszałam: Łucja Jutrzenko!
,,Nie to niemożliwe! To na pewno jakaś pomyłka! To niemożliwe, żebym ja..."
*************************
Mam nadzieję, że się podoba ;D
Lucy <3
 

mojezapisanemysli
 

Z dużych, głęboki oczu, których tęczówki były intensywnie ciemne - łzy wydobywały się niczym ciężkie krople deszczu z kłębiastej chmury podczas wielkiej ulewy. Złocisto-włosa nie potrafiła opanować swoich emocji. Była bowiem zbyt załamana, aby chociażby spróbować zachować pozory normalności. Jej oddech był nierównomierny, a rumiane policzki wilgotne od płaczu. Co jakiś czas krztusiła się nawet własnym łkaniem.
Ciało jej jakby przyszpilone do dużego, niewiarygodnie miękkiego łóżka - niespokojnie spoczywało na kołdrze odzianej w poszwę o barwie intensywnej zieleni. Czuła jak po raz kolejny wybucha głośnym, lecz cichym dla innych płaczem. Smutek, żal, cierpienie, rozpacz, a także samotność. To wszystko sprawiało, iż już nie raz miała ochotę wydać z siebie ostatnie tchnienie, tak aby jej poranione serce przestało nareszcie bić. Wtem przeniosłaby się do domu Dobrego Ojca, który pewnie przyjąłby ją z szeroko otwartymi ramionami. Przecież nie od dziś wiadomo, że Bóg kocha wszystkie swoje dzieci rozproszone po tym pełnym zła świecie. Przeżywa tak samo mocno, albo i mocniej ich niepowodzenia. Nasyła specjalnych wysłanników, a mianowicie aniołów stróżów, którzy za zadanie mają je strzec od wszelkiego co złe, pomagać postępować z rozsądkiem oraz najważniejsze obdarzać je ogromną wręcz miłością. Jednak doprawdy trudno jest ich dostrzec. Choć bije od nich zniewalający blask - ludzie są po prostu ślepi jakby urodzeni niewidomi. Zalewie mała garstka ludzi jest świadoma faktu, iż każda istota ludzka nawet malutka mrówka posiada własnego anioła - dlatego zupełnie odbiegają od reszty. Kąciki ich ust uniesione są szeroko ku górze, a zachowaniem swoich przypominają doprawdy łagodną owieczkę. Zresztą do grupy owych osób również zalicza się nasza pogrążona w samotności blondynka. Zawszę pełna radości, nadzwyczaj spokojna i uśmiechnięta, lecz niestety bądź i stety to wszystko pozory, gdyż w środku jest bezbronna jak pięciolatka, która dopiero zaczyna poznawać co znaczy prawdziwe życie. Również i jej uśmiech czy iskierki w oczach są udawane. Grę aktorską opanowała do perfekcji, bo nie miała zamiaru dawać po sobie poznać tego jak bardzo ranią ją najbliższe osoby... Przyjaciele... Zakłamani, pełni pogardy, ironii, a także fałszywości (, bez której umarliby tak jak bez powietrza) oraz cynizmu. Jednego dnia przeprowadzają z naszą bohaterką jakże interesujący dialog, a drugiego już zarzucają na jej temat niestworzone historię, obelgi... Cóż. Czy wy pragnienie doznać takiej przyjaźni? Nicol, bo tak właśnie miała nadane imię ciemnooka przy chrzcie już dobre, kilka niesamowicie długich lat się z tym wzmagała. Każdego wieczora przez jej aksamitne ciało przeszywały cię najgorsze uczucia, jak i również myśli. Choć tak naprawdę wydawać się mogło, że miała w głowie kompletną pustkę... Użalała się nad sobą tak jak i w tym momencie, aż nagle w trybie prawie, że natychmiastowym jej powieki opadły w dół, a gęsta krew w tętnicach zaczęła przepływać znacznie wolniej, a prawie wcale. Wszystkie mięśnie dziewczyny rozluźniły się, a ona sama popadła z błogi sen. Niespodziewanie do jej pokoju weszła niska kobieta, o nieco grubszej sylwetce oraz bujnej rudej czuprynie. Była to rodzicielka Nicol. Widząc córkę w takim stanie niemalże od razu wyraz jej twarzy nabrał powagi. Jak najprędzej podbiegła do swojego jedynego dziecka, sprawdzając przy tym jej puls. Oddychając głośno, wyjęła drżącą dłonią telefon komórkowy, po czym wybrała numer alarmowy który od razu połączył ją z pogotowiem. Przedstawiła zaistniałą sytuację dyspozytorce, której głos był łagodny pełen spokoju - zupełnie przeciwnie niż u matki blondynki. Nie minęło nawet i pięć minut, a pod domem zjawiła się karetka. Dźwięk jej syreny rozbrzmiewał tak potwornie głośno, iż przechodnie zatykali uszy, tak, aby ich bębenki nie musiały już wysłuchiwać tak nieprzyjemnej melodii. Sanitariusze zaczęli ratować nastolatkę, lecz ta była już w połowie wędrówki do niebios. Widziała dusze zmarły osób z jej rodziny, wszystkich świętych, błogosławionych, lecz nigdzie nie potrafiła dostrzec przenajświętszej trójcy. Błądziła radosnym spojrzeniem po bladoróżowych obłokach i nie potrzebowała niczego innego. Po raz pierwszy doznała co znaczy pojęcie "szczęście". Może i to dziwne, że dopiero teraz, ale zapewne prawdziwe.


__________
Może prolog jest nudny, wyprany z emocji, KRÓTKI, lecz jest  Mam nadzieję, iż przypadnie Wam do gustu
  • awatar LaJess: I jak Wam się podoba?
  • awatar violator/ka: jak dla mnie jest ok. bardzo emocjonalny i ciekawa jestem co dalej :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Kategorie blogów