Wpisy oznaczone tagiem "przerażenie" (29)  

xdpedia
 
www.xdpedia.com/(…)milosc_trzeba_wystawiac_sie_na_r…
Miłość nie pyta o nic, bo kiedy zaczynamy się nad nią zastanawiać, ogarnia nas przerażenie, niewypowiedziany lęk, którego nie sposób nazwać słowami. Może jest to obawa bycia wzgardzonym, odrzuconym, obawa, że pryśnie czar? Może wydaje się to śmieszne, ale właśnie tak się dzieje. Dlatego nie należy stawiać pytań, lecz działać. Trzeba wystawiać się na ryzyko.
 

dwiestronymedalu
 
Abominacja Istnienia:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

xdpedia
 
www.xdpedia.com/(…)bo_zycie_mnie_przeraza_bo_boje_s…
- Bądź. - Po co? - Bo życie mnie przeraża. Bo boje się samotności. Bo gdy jesteś wszystko inne zostaje gdzieś daleko. Bo czuję się spokojniejsza i bardziej pewna jutra. Bo Twój uśmiech sprawia, że moje myśli są spokojniejsze, bardziej rzeczywiste i poukładane...
 

xdpedia
 
www.xdpedia.com/(…)straszne_rzeczy_tak_naprawde_nie…
Straszne rzeczy tak naprawdę nie są takie jak na filmie. Nie są fascynujące. Tylko przerażające i brudne. Przede wszystkim nie można ich wyłączyć.
 

miedzywierszami
 
"Fuj! Robak! Jaki wielki?! I po co mi to było? "Zjedz kawałek - powiedział Królik - szybko, bo nie mamy czasu!". Dlaczego zjadłam? Nie wiem. Uległam presji, a teraz żałuję. Jeny! CZY one muszą być aż tak gigantyczne?!

Zaraz po zjedzeniu tego ciastka zmniejszyło mnie do wielkości spinacza biurowego. Przeszliśmy przez szparę w korze drzewa, o którego się opierałam wcześniej i schodzimy w dół. Dlaczego zaufałam ciągle spóźnionemu Królikowi i uśmiechającemu się Kotowi? Nie wiem.

Szliśmy koło godziny, gdy nagle któryś popchnął mnie w kierunki bardzo głębokiej, czarnej dziury wydrążonej w ziemi. Potknęłam się i do niej wpadłam. Krzyczałam na całe gardło i czekałam na głuchy huk i czerń przed oczami. Po kilku minutach wyschło mi gardło i nie mogłam wydobyć żadnego dźwięku z ust. Wokół mnie zawisło w powietrzu pełno starych mebli i książek. Dziwnie mi się to oglądało. Spojrzałam w górę - ciemno. Na dole też nic nie było widać. Co ja teraz zrobię?

Chyba zasnęłam. Obudziłam się na miękkiej poduszce pod ziejącą dziurą w suficie. Usiadłam i lekko się przeciągnęłam. Znajdowałam się w niewielkim saloniku. Wszystkie meble były w kolorze różowym, pomarańczowym i białym. Zdjęcia na ścianach przedstawiały marchewki, króliki albo króliki i marchewki. Wszystko pokrywały marchewkowe zdobienia, a w kuchni pachniało zupą marchewkową. Nie podobało mi się tu. Skąd się tu wzięłam?

Weszłam do kuchni, bardzo burczało mi w brzuchu. Myslałąm tylko o tym żeby napchać kieszenie jedzeniem i uciec stąd jak najdalej. Może powinnam tak zrobić? Mmmm... Ten zapach... Może skosztuję troszkę tej zupy? Odrobinkę... Podeszłam do parującego garnka. Wzięłam pierwszą łyżkę z brzegu i nabrałam trochę zupy. Podmuchałam chwilę i włożyłam ją do ust. FUJ! Od razu wyplułam to świństwo. Jak w ogóle można to jeść? Nie była doprawiona, a konsystencja przypominała rzadki kisiel. Może powinnam sama doprawić? Zaczęłam szukać przypraw. Gdy w końcu je znalazłam odechciało mi się wszystkiego: "suszona marchewka", "cynamon marchewkowy" i "wyciąg z korzenia marchwi". Co ja tu robię?

Poszłam do salonu. Na pięknym, białym stoliku stało kryształowe pudełko z wieczkiem. Wyglądało słodko, jak kryształowa cukierniczka. Podniosłam pokrywkę. W środku leżało kilka ciasteczek w kształcie serduszek i, oczywiście, marchewek. Podniosłam jedno w kształcie serduszka. Obejrzałam go z każdej strony. Było ozdobione lukrem z każdej strony, ale tylko na jednej widniał napis "zjedz mnie". Nie trzeba było mi dwa razy powtarzać. Włożyłam całe ciastko do buzi, ledwo się zmieściło. Żułam je łapczywie. Było pyszne, ale nie mogłam rozpoznać smaku. Coś jak ciasteczka korzenne?

Spacerowałam po domku oglądając obrazy wiszące na ścianach i meble. Królik, szary królik, szary królik z białą plamką i binoklem, szary królik bez binokla z parasolką i biały królik w bordowej kamizelce z ciężkim zegarkiem w kieszeni.
- Wstałaś nareszcie! - usłyszałam za sobą. Odwróciłam się - Ile można spać? Musimy już iść, jesteśmy spóźnieni!! - Krzyczał tak głośno jak pozwałały mu jego małe płuca.
- Uspokój się! - Pisnęłam. Gdzie się śpieszymy? To nie miało sensu. - Gdzie mamy iść?
- Na podwieczorek do Kapelusznika i Zająca! Czekają na nas od jutra!
- Jutra? Co za nonsens... - powiedziałam cicho do siebie.
- Nonsens?! Ubieraj się i wychodzimy!
Ubrałam się tak szybko tak tylko mogłam. Gdy wyszliśmy znaleźliśmy się na pięknej i kolorowej polanie na środku lasu. Słoneczko grzało miło. Zamknęłam oczy i delektowałam się ciepłem poranka.
- Masz - powiedział Królik podając mi czerwony płaszcz - w lesie bywa chłodno. Posłusznie włożyłam go i nasunęłam kaptur na głowę. Podążaliśmy powoli w kierunku lasu. Słuchać było szum liści na wietrze, słodki zapach kwiatów i miodu. Było cudownie. Na gałązce nad nami usiadł skowronek. Śpiewał pięknie, tak kojąco. Idealnie zgrywało się to z bujającymi się drzewami i chmurkami pełzającymi po siebie. Nie wiem ile się w niego wpatrywałam, pięć sekund? Minut?... Lat? Ptak zerwał się z gałęzi i poszybował nade mną w kierunku polany. Z szerokim uśmiechem obróciłam się za nim wypatrując toru jego loty. Śpiewak usiadł na domku Królika i powoli zaczął wydziobywać dach budynku. Gdzieś to już widziałam... Tylko gdzie?...
- Ekhem... - usłyszałam ciche chrząknięcie. - Chyba ci się śpieszy, no nie? - Zapytał Kot zeskakujący z drzewa. Usiadł przede mną i miarowo ruszał ogonem w lewo i w prawo.
- No tak... już idę... - powiedziałam i zaczęłam kroczyć ścieżką. Po mojej prawej stronie groźnie i z gracją szedł Kot, a po lewej kicał Królik cały czas spoglądający na zegarek. Od czasu do czasu coś mruknął o tym, że już późno, że zaraz będzie ciemno, podczas gdy bestia po mojej prawej mruczała zapatrując się co chwilę na wiewiórki biegające po drzewach.

Szliśmy tak długo aż nastał wieczór. Świerszcze cykały w trawie, ptaki śpiewały musicale do wtóru rechotania żab. Pierwsze gwiazdy pojawiły się na przechodzącym w granat niebie, a świetliki latały miedzy drzewami i ponad dróżką. Czułam magię tętniącą w tym lesie. Wszystko wydawało się takie nierzeczywiste, a jednak każdą komórką ciała czułam, że to się dzieje naprawdę. Z letargu wyrwało mnie głośny stukot. Zamilkły ptaki, wiewiórki schowały się w dziuplach, żaby schowały się za drzewami, a świetliki zaczęły powoli ściemniać swoje światło aż zupełnie zgasło i pogrążyliśmy się w mroku.
- Ćśśśś... - usłyszałam za sobą Królika.
- Śmierdzi psem... - zawarczał Kot." ~ Alice ♥
alice111111.jpg
  • awatar gość: Przeszliśmy przez szparę w korze drzewa, o którego się opierałam wcześniej i schodzimy w dół. Dlaczego zaufałam ciągle spóźnionemu Królikowi i uśmiechającemu się Kotowi? Przeszliśmy przez szparę w korze drzewa, o KTÓRE się opierałam wcześniej i schodzimy w dół. Dlaczego zaufałam ciągle spóźnionemu Królikowi i uśmiechającemu się KotU? Pozdrowienia :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

burzliwe-niebo
 
Sombra:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

miedzywierszami
 
" Trudno mi to przyznać, ale czuję się nieswojo. Mam wrażenie, że nikt mnie nie rozumie, że nikt nie jest w stanie zrozumieć. Kilka dni temu powiedziałam rodzicom, że mam brata. Spojrzeli na mnie swoimi wybałuszonymi oczami. Tak. Otóż mam brata. Jest ode mnie starszy, wyższy i... jak się okazało tylko ja go akceptuję. Dla rodziców to co mówię jest wyssane z palca. Jak można tak traktować swoje dziecko? Nie dziwię się, że prawie nigdy się nie odzywa. I tak dobrze się trzyma, ja wpadłabym w depresję, przestała jeść, spać... a on tak spokojnie siedzi na parapecie całą noc patrząc w gwiazdy, zupełnie jak ja. Ostatniej nocy przyjrzałam mu się. Jest głowę wyższy, lekko umięśniony. Jego czysto zielone oczy wpatrują się nieruchomo w górę spod czarnych jak noc włosów. Ma na imię John, nie wiem skąd się tu wziął ani dlaczego się ukrywał, sam strzeże swoich tajemnic.

Wkroczyłam do gabinetu pana Smith'a. Wycedziłam szybkie "dzień dobry" i usiadłam na kanapie. Mama oczywiście zdążyła mu już zaalarmować, że zmyśliłam sobie brata i ciągle o nim mówię. Zaraz zacznie się rozmowa " co się z tobą dzieje dziecko? Może coś zjadłaś? Może się narkotyzujesz? Chodzisz na seanse spirytystyczne? Abo może po prostu jesteś NIENORMALNA? Spokojnie, to się zdarza..." Nie miałam ochoty tego wysłuchiwać. Opowiedziałam mu trochę o braciszku i jasno przedstawiłam, że siedzi obok mnie. Ku mojemu zdziwieniu przywitał go krótkim "witam". ŻE CO?! wydaje mi się to co najmniej.... dziwne? Niby on go widzi, a reszta nie? Żenada. Oparłam się plecami o ścianę i założyłam ręce na klatce. Po chwili zrozumiałam, że tylko udaje, że mi wierzy. Idiota. Wpatrywałam się w jego puste oczy dopóki nie zorientowałam się, że o coś spytał.
- Słucham? - poprosiłam żeby powtórzył.
- Dlaczego ubierasz się na czerwono? - przyglądał mi się już od kiedy weszłam. Czerwone trampki za kostkę, czarne spodnie i czerwona bluza. Czy to dziwne, że ostatnio zaczęłam lubić ten kolor?
- Zabrania mi pan? - uniosłam brew. Znowu skrzypiące krzesło, tykanie zegara. Nie wytrzymam.
- Nie powiedziałem tak. Chciałem się tylko dowiedzieć dlaczego wybrałaś ten kolor. - odpowiedział delikatnie. Tak rozmowę można prowadzić godzinami. Patrzyłam na psychologa, Johna i zegar i tak w kółko przez całą godzinę. John wyglądał na bardzo znudzonego. Położył się na kanapie tak, że zwisała mu głowa i oparł lekko ugięte nogi o ścianę. Zaczęłam się śmiać.
- Czy to co powiedziałem jest dla ciebie zabawne? - widać było, że zaraz straci nad sobą kontrolę.
- Nie słuchałam pana. - odpowiedziałam szczerze. - Do widzenia.
Wyszłam z gabinetu równo z czasem, który był przeznaczony na wizytę. Wieczorem, kiedy znowu zaczęłam wychodzić z Hadesem, szłam z Johnem trzymając go za ramie. Czułam się przy nim bardzo bezpieczna. Jednak wrażenie, że ktoś mnie obserwuje nie opuszczało mnie ani na krok.

Po kąpieli położyłam się do łóżka. Brat jak zawsze usiadł na parapecie i patrzył w gwiazdy. Czułam jak wtapiam się w miękką poduszkę i zapadam w sen. Już się nie opieram, bo gorzej być nie może... Nie?

Przewróciłam się z boku na bok. Otworzyłam oczy kiedy przez okno wpadły promienie słońca. Pokój wyglądał jak zawsze. Obdrapane ściany, wilgoć na suficie, poprzegryzane przez myszy panele na podłodze. W kącie przy ledwo działającym grzejniku leżały dwa stare, zniszczone i niewygodne materace. Na nich spoczywały koce i poduszki. Oprócz nich w pokoju nie było praktycznie nic.

Spojrzałam w sufit nade mną. Wilgoć się rozprzestrzeniała, a z okna słychać było syk wiatru. Nie było szczelne. Położyłam się tyłem do ściany i patrzyłam jak śpi mój starszy brat. Cieszę się, że go mam. Jego klatka miarowo unosiła się i opadała wraz z oddechem. Umięśnione ręce trzymał za głową. Odkąd skończył 15 lat pomaga tacie ścinać drzewa na opał (lub na sprzedasz) i nosić do wozu. W nocy oddał mi swój koc. Musiało być mu zimno. Okryłam go nim i swoim, wstałam i wyjrzałam za okno. Była chłodna jesień. Za niedługo będzie zima. Wszyscy będą musieli spać w salonie przy kominku żeby nie zamarznąć.

Od kilku miesięcy mamy nową mamę. Nie lubię jej, jest okropna. Tamta mama była ciepła, kochająca i zawsze robiła coś żeby było nam lepiej, a ta... zdzira zjada wszystko co udaje nam się zdobyć i nigdy nie powiedziała nam, że nas potrzebuje, kocha i inne bzdety. Tata zrobiłby dla niej wszystko. Prawie nie je, nie śpi, stale pracuje. Horror. Ale cały wolny czas spędza ze mną i Jasiem. No... przecież jesteśmy jego dziećmi, nie?

Umyłam się szybko w brudnej i zimnej łazience i ubrałam luźną bluzkę po braciszku oraz stare spodnie jeansowe. Włosy spięłam w ciasnego kucyka. Po porannym doprowadzaniu się do porządku pomaszerowałam do pokoju.
- Pobudka, wstajemy. - powiedziałam z uśmiechem siadając na krańcu jego materaca. Niestety miał taki twardy sen, że żeby go dobudzić trzeba było nieźle się namęczyć. - Wstawaj! - krzyknęłam ze śmiechem i na nim usiadłam. Dostał ode mnie poduszką.
- No już, już. Spokojnie. - zaśmiał się zaspany i zabrał mi poduszkę. Oberwałam nią w głowę i chichocząc spadłam na swój materac. - Która jest? - spytał, przeciągając się.
- Ta, o której księżna oczekuje śniadania. - powiedziałam poirytowana zachowaniem naszej nowej mamy.
- Już tak późno? - wstał i skierował swoje kroki prosto do łazienki. Natomiast ja zajęłam się przygotowaniem śniadania. Tata od świtu rąbie drewno, najkochańsza mamusia leży w łóżeczku, a my sprzątamy i gotujemy. Świetne życie. Łuu chuu. Ubaw po pachy.

Gdy wszyscy usiedli do stołu, Linda - macocha - zaczęła pochłaniać wszystko co się na nim znajdowało. Zdążyliśmy razem z tatą i bratem zjeść po jednej kanapce  kiedy zabrakło jedzenia. To już prawie miesiąc od kiedy brakuje żywności. W radiu mówią, że przechodzimy kryzys, warunki pogodowe nie sprzyjają rolnikom. Wpuszczają nas w maliny. Posprzątałam po śniadaniu. Jasiek zaczął się ubierać, zaraz wychodzą do lasu. Ten to ma dobrze. Wychodzi na cały dzień i nie musi patrzeć na wiecznie niezadowoloną minę mamuni.

Tak wygląda cały nasz dzień. Pobudka, łazienka, śniadanie, sprzątanie, praca, usługiwanie tej wiecznie nienażartej i egoistycznej świni, kolacja i spanie. Gdyby nie brat to już dawno by mnie zagłodziła. To on zwracał jej uwagę o to, że nie dzieli się po równo. Ona zawsze nas nienawidziła. Pogardliwie patrzyła na wszystko co robię.
Po ciężkim dniu położyłam się spać z Jasiem. Na niefart Lindy przesunęliśmy materace obok drzwi. Tam ściana była rozgrzana od komika, który znajdował się po drugiej stronie. Rodzice siedzieli za ścianą i zawzięcie o czym rozmawiali. Nie mogłam rozróżnić słów jakie wypowiadali, ale wiem, że mówili je nerwowo. Ostatecznie kiedy brat wstał i otworzył drzwi żeby wyjść do łazienki usłyszał fragment wypowiedzi mamy...
- ... musimy się ich pozbyć!
Szybko przymknął drzwi i ukucnął przy nich. Zaczął nasłuchiwać.
- Nie pozbędę się moich dzieci, nie ma takiej opcji. - mówił tata.
- Chcesz przez te zwierzęta umrzeć z głodu?! Twoja poprzednia żona popełniła właśnie ten błąd, który chcę ominąć. Są wiecznie nienażarte i kradną resztę jedzenia żeby zjeść we dwójkę w pokoju. -  Linda zawsze mi wypominała, że to ja zabiłam mamę, że zabierałam jej wszystko to co miała, mimo że miała mało. Podobno zmarła z wycieńczenia i głodu... Popłynęła mi łza po policzku, to moja wina. Wszystko zepsułam. Teraz bym siedziała na jej kolanach, słuchając jej opowieści o ciasteczkowych domkach, krasnoludkach i grzała się z nią przy kominku. Skuliłam się na materacu. Po krótkiej wymianie zdań udało się tej zołzie namówić tatę żeby nas zabrał jutro w poszukiwaniu chrustu i zostawił samych miedzy drzewami gdy zacznie się ściemniać.

Przez całą noc nie zmrużyliśmy oka. Jasiek stał przy oknie, wpatrując się w zachmurzone niebo. O świcie przyszedł po nas tata. Był przybity. Miałam do niego wielki żal za to co miało zaraz nastąpić. Po śniadaniu poszliśmy do lasu z taczką i zaczęliśmy zbierać gałązki na opał. Brat gwizdał sobie jakąś melodię, a ja mruczałam to samo pod nosem. Minął nam tak cały dzień. Nie zauważyliśmy kiedy nas tak po prostu zostawił samych w lesie. Opanowała nas ciemność. Księżyc wyglądał zza chmur jakby bał się wyjść i pokazać się nam w całej okazałości. Pohukiwania sów przyprawiały mnie o gęsią skórkę.

Jaś złapał mnie za rękę i zaczęliśmy nerwowo kroczyć między drzewami. Co chwilę oglądał ich korę. Po kilku minutach zorientowałam się, że zrobił na nich nacięcia żeby znaleźć drogę powrotną. Kocham Cię, Jasiek! W środku nocy weszliśmy po cichu do domu i położyliśmy się w łóżkach. Rano macocha zorientowała się, że wróciliśmy i zrobiła ojcu awanturę. Wracając z pracy tata dowiedział się jakim cudem znaleźliśmy drogę. Zabrał nam nóż i wszystko co mieliśmy ostre w pokoju i zamknął nas na cały dzień i noc w pokoju. Jak zwykle zrobił to pod namową mamy.

Znowu pobudka była o świcie. Brat schował czerstwy chleb, który mieliśmy na śniadanie do kieszeni. Kolejna wyprawa w las. Tym razem wyszliśmy na te terenu, na których bałam się przebywać. Mama opowiadała, że dzieci stamtąd nie wracają. Szłam trzymając Jasia za rękę, a on sprytnie zostawiał odłamki śniadania za sobą, tworząc drogę ewakuacyjną.

Trudno mi się pracowało, byłam głodna i chciało mi się pić. Zasnęłam pod drzewem koło szesnastej kiedy zaczęło się ściemniać. Tata odszedł a brat mnie obudził szukając resztek jedzenia. Nie mogliśmy ich znaleźć. Po godzinie zdaliśmy sobie sprawę, że ptaki które łapczywie patrzyły na nas swoimi błyszczącymi oczami z gałęzi miały w tym swój udział." ~~Alice♥♥♥


forest_at_night.jpg
  • awatar Lisa Angels: No, no kolejna bajka. Po porównaniu obu snów, można zauważyć, że Alice dzień przed zaśnięciem widzi osobę, która będzie w jej śnie. Wyobrażam sobie miny jej rodziców, gdy usłyszeli, że ich córka ma brata... Rozdział cudowny, ach nie mogę się doczekać, dalszych losów Jasia i Małgosi w twoim wykonaniu.
  • awatar milczący: Czy to nie aby Jaś i Małgosia się zapowiada?
  • awatar Alice - Między wierszami: @Milczący czują najwięcej.: @Lisa Angels: Jejku, jak się cieszę, że Wam się spodobało :D Mam jeszcze kilka pomysłów na rozdziały :3 Miłego czytania! <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

xdpedia
 
www.xdpedia.com/(…)prosze_badz_bo_zycie_mnie_przera…
Proszę, bądź bo życie mnie przeraża.
Bo boje się samotności. Bo gdy
jesteś wszystko inne zostaje gdzieś
daleko, bo czuję się spokojniejsza i
bardziej pewna jutra, bo Twój
uśmiech sprawia, że moje myśli są
spokojniejsze, bardziej rzeczywiste
i poukładane.
 

worthlesslady
 
Sad Butterfly: Wróciłam dzisiaj z konwentu Magnificon XII w Krakowie. Wcześniej niż planowałam, bo już o dziesiątej rano, a nie o osiemnastej. Jednak nie spodziewanie dostałam ataku astmy. A, że zapomniałam leku, to cóż. Musiałam iść do medyków. Ostatecznie na całą noc wylądowałam w szpitalu. I wszystko byłoby świetnie, gdyby moja przyjaciółka nie rozpłakała się z przejęcie nad moim stanem. I wtedy znowu coś mnie dopadło. Zaczęłam odczuwać, iż jestem balastem, problemem. Czymś kompletnie nie potrzebnym, męczący. Po prostu ciężarem. Myśli samobójcze pojawiły się znikąd, a ja miałam ochotę się skrzywdzić. Czułam się jak gówno. Jak potwór. Spływający makijaż po twarzy, podkrążone oczy, zsuwająca się peruka. Ludzie nie szczędzili mi spojrzeń. Dawno nie byłam taka przerażona. Na miejscu było ponad dwa tysiące osób. A co najmniej połowa z nich widziała mnie w tak parszywym stanie... Nienawidzę się za to, że jestem taka słaba, że pomimo ciężkiej depresji z sześciu miesięcy wstecz ja nadal nie potrafię maskować swoim emocji i pokazać tego fałszywego uśmiechu...  Nienawidzę się za to, że zniszczyłam przyjaciółce zabawę na konwencie.Czułam się wtedy gorzej niż tragicznie. Chciałam umrzeć. Myślałam tylko o tym. Przerażające...
  • awatar Kłębek Mroku: To, że twoja przyjaciółka tak zareagowała, nie znaczy, że jesteś dla niej problemem. To znaczy, że jesteś dla niej droga, cenna. Takich przyjaciół ze świecą szukać. A to, że miałaś atak choroby ludzie nie odbierają za żałosne i nie patrzą się na ciebie z wrednym wyrazem twarzy, tylko się martwią. Nie byłabym tego pewna gdyby zdarzyłoby ci się to na ulicy, ale na konwencie? Fandom - jedna wielka rodzina, komuś się coś dzieje to wysyłają mentalne przytulenia i ABSOLUTNIE NIKT nie myśli w ten sposób. Nie musisz maskować swojego bólu - to jest jeszcze gorsze od całej depresji, uśmiechać się gdy wypala cię od środka. Pozwól komuś sobie pomóc. Chorobami się nie przejmuj, chociaż wiem, że przeszkadzają w życiu bardzo. Ja mam stany lękowe, gdzie w najbardziej nieoczekiwanym momencie mogę dostać ataku paniki, ale hej - to tylko choroba, jakiś defekt ciała. Każdy jakieś ma, a że na mnie padło akurat to (a na ciebie astma), nie robi z nas ciężaru dla innych. Trzymaj się i przytulam mocno. ;*
  • awatar Berenica: Wystarczy zaledwie zahaczyć o miniony, depresyjny nurt myślenia i... wszystko zaczyna płynąć wraz z nim. Mam nadzieję, że to minie. Tyle co było lepiej. Ech. ♥
  • awatar Berenica: PS. Myślałam już, że zapomniałaś o tym blogu. Dobrze, że jesteś.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

worthlesslady
 
Od ponad tygodnia jest dobrze. Nawet bardzo. Nie mam jakichś niekontrolowanych napadów autoagresji, nie płaczę, nie głodzę się... Nie mam nawet myśli samobójczych, a to duża poprawa. Jakkolwiek śmiesznie może to brzmieć. Nie wiem co tak nagle mi się poprawiło. Czy to normalne, że raz mam ochotę wskoczyć pod nadjeżdżający samochód, a na drugi dzień tryskam energią i kocham cały świat...? Czuję się jakbym totalnie oszalała. Nawet gorzej.

Zamiast głodówek, mam ochotę ćwiczyć. Zamiast samo okaleczania się, mam ochotę rysować, pisać, śpiewać. Wariactwo, nie ogarniam sytuacji. Boję się, że za chwilę znowu dopadnie mnie stan przygnębienia, depresji i ogólna aura otaczającej mnie śmierci. A przecież jest tak dobrze. Naprawdę boję się, że za kilka dni znowu oszaleję i wpadnę w samobójczy wir. To mnie przeraża. Nie wiem czasami co robić, byle by tylko znowu nie wpaść w to wariactwo...
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт !: Powinnaś z kimś o tym porozmawiać...moze dobrym pomysłem byłaby wizyta u specjalisty..
  • awatar Sad Butterfly: @ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт !: Miałam 4 specjalistów, więc nie chce mi się już biegać ~
  • awatar Lilithu: Mam takie same wahania nastrojów ale to nie świadczy o tym, że z dnia na dzień jest lepiej tylko, że coraz bardziej pier**lą nam się czerepki. Pozdrawiam cieplutko, trzymaj się. :(
Pokaż wszystkie (4) ›
 

verythin
 
Yyyyyyy!!!!!!! Ale jestem wkurzona! Powiedzcie mi jak to jest, że jak mówię sobie, że mam po prostu jeść normalnie i się nie obżerać to jem normalnie i się nie objadam, ale gdy tylko zobaczę, że mam płaski brzuch to pozwalam sobie na więcej i zaczynam wpiepszać, i zaczynam myśleć i szukać diet na których wpierdalam jeszcze więcej niż normalnie!! jak to jest możliwe! Jeju czy ja nie mogę jeść wtedy kiedy jestem głodna tylko muszę non-stop coś jeść? To jest straszne. W pewnym momencie, aż mi głupio iść po coś do jedzenia bo co inni sobie o mnie pomyślą!

Ale dzisiaj jestem wkurzona! Jutro muszę przestać jeść i zacząć ćwiczyć! Mam cel! Jestem go świadoma i wiem, że im szybciej schudnę tym szybciej będę mogła zrobić coś co jest powodem mojej walki z kilogramami!

Najchętniej to bym wzięłam jakiś środek na przeczyszczenie, żeby to wszystko się ze mnie usunęło...

Powiedzcie mi jak mogę schudnąć z ud, tak żeby nie mieć ich bardzo umięśnionych, znacie jakieś dobre sposoby?

Boże proszę o silną wolę, czy to tak dużo? :(

Mam nadzieję, ze u was jest lepiej :)

sekati-7795cd65dec080904ed0.jpeg


sekati-a1aba4a6c9c2ee2c0c9e.jpeg


sekati-d73c63a5f24f9e2cab54.jpeg


sekati-d84ab495cce56f3ee5b1.jpeg


sekati-df00dea67b92586d9426.jpeg


569d716fee9faae74eec22070ea08742.png


1779083_636208856432272_1784423778_n.png
  • awatar ✖✖✖✖: Dużo ale to dużo spaceruj,i się rozciągaj.
  • awatar beskinnyforever. ^^: biegaj, bieganie jest dobre na wszystko naprawdę :) powodzenia! ;)
  • awatar Koścista: No Twoim miejscu nastawiałabym sobie budzik w konkretnych odstępach czasowym kiedy masz jeść. Ja mam taką aplikację "przypominacz", która działa na tej zasadzie i uwierz mi - działa. Życzę ci powodzenia! Nie bierz środków na przeczyszczenie tylko ćwicz i postaraj się kontrolować ;*
Pokaż wszystkie (3) ›
 

jamniczek-pl
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

mojsmiech
 
Przeraża mnie ostatnio jedna sprawa, jedna osoba. Wiecie kto to? Zapewne nigdy byście nie zgadły. Otóż to M. Mój M. który ostatnio stał się tak nerwowy i wybuchowy, że zaczyna mnie przerażać. Często zastanawiam się co zrobiłam nie tak, ponieważ jego wybuchy są niekontrolowane i bez jakiejkolwiek przyczyny. Obawiam się, że M. nie wytrzymuje mojej huśtawki nastrojów, ale przecież nie mam na to wpływu, gdy mam okres.
Do czego zmierzam? Do tego, że czasami czuję do niego lekką niechęć, irytuje mnie do tego stopnia, iż mam dosyć. Czy mam dosyć jego? Nie, to nie o to chodzi. Po prostu mam dosyć tej sytuacji oraz swojego życia.
Po rozmowie z nim, nie dowiedziałam się niczego. Stwierdził, iż sam nie rozumie swojego zachowania.

A ja? Co ja mam na to poradzić? Nie chcę pomiędzy nami takich spięć, nie chce niepotrzebnych nerwów, a zwłaszcza, że M. należał do dość spokojnych i opanowaych osób. A więc co go tak zmieniło? Być może ja?

Za dużo pytań, za dużo myśli. Wybaczcie za aż tak beznadziejny wpis.


stylowi_pl_fotografia_8269742.jpg


,,Doba ma dużo godzin na rozmyślania, a za mało na to, bym mogła zorganizować nam jako tako życie.''
- ''Świat do góry nogami'' Beata Ostrowicka
  • awatar Czym jest życie i prawdziwa miłość ∞: A zastanawiałaś sie może że to wszystko co sie dzieje dla niego też nie jest łatwe i nie wie co ma robić i łatwo sie denerwuje. Być może to własne go zmieniło problemy które was otaczają. Może chciał by ci pomóc ale nie wie jak. Faceci muszą być cierpliwi kiedy mamy okres, a delikatne nieporozumienia w związkach to chyba normalne i nikt tego nie chce.
  • awatar ghfhdyd: Jejku. To nie fajnie się porobiło między wami. Ale to może tylko takie chwilowe? Może Ty i on macie gorsze dni? Staraj się o ten związek jeśli Ci na nim zależy a czytając twoje wpisy tak wnioskuje!<3
  • awatar fight for what you love: ten wpis wcale nie jest beznadziejny ! jest cudowny jak każdy Twój inny ! ;*

    “Gdyby można było zacząć od nowa gdyby ludzie pokazali trochę więcej dobra.”

Pokaż wszystkie (20) ›
 

signatureofdeath
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Sprawiedliwy Świecie przyjdź.:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

xdpedia
 
www.xdpedia.com/(…)list_murzynka_drogi_bialy_kolego…
LIST MURZYNKA

Drogi biały kolego i koleżanko,
powinniście zrozumieć kilka kwestii:

- Kiedy się rodzę - jestem czarny
- Kiedy dorosnę - będę czarny
- Kiedy praży mnie słońce - jestem czarny
- Kiedy jest mi zimno - jestem czarny
- Kiedy jestem przerażony - jestem czarny
- Kiedy jestem chory - jestem czarny
- Kiedy umieram - jestem czarny

Ty biały kolego czy koleżanko:
- Kiedy się rodzisz- jesteś różowy/a
- Kiedy dorośniesz - będziesz biały/a
- Kiedy praży cię słońce - jesteś czerwony/a
- Kiedy jest ci zimno - jesteś fioletowy/a
- Kiedy jesteś przerażony/a - jesteś zielony/a
- Kiedy jesteś chory/a - jesteś żółty/a
- Kiedy umierasz - jesteś szary/a

I ty, do cholery, masz czelność nazywać
mnie kolorowym?

Z wyrazami szacunku
MURZYNEK
list_murzynka_drogi_bialy_kolego_i_2013-10-18_00-19-08.jpg
 

 

Kategorie blogów