Wpisy oznaczone tagiem "pustynia" (80)  

motokobiety
 
Absolutnie nigdy nie byłam, nie jestem i nie będę w stanie zrozumieć sensu wjazdu w okolice Morskiego Oka przy pomocy koni. Na facebooku szumnie ogłaszasz że idziesz w góry to idź a nie...
www.motokobiety.pl/Wielbladem,czy,terenowka,4097.html
 

livli5
 
&
Mężczyzna podniósł srebrną manierkę do ust i łapczywie sączył jej życiodajną zawartość. Z kącików jego spierzchniętych warg uciekła cienka strużka wody, która wydawała się być osobliwą rzeką na skórze wędrowca, której celem była ucieczka przed wszechobecnym żarem. Kropla przezroczystej cieczy spadła na spękaną od słońca ziemię, barwiąc glebę na ciemny brąz. Wilgoć rozeszła się po piasku, nie pozostawiając po sobie ani śladu. Pustynia pogrzebała kolejną swoją ofiarę. Mężczyzna potrząsnął pustą już manierką, z której nie wydobył się nawet najcichszy dźwięk. Zmrużył gniewnie oczy i ruszył w dalszą podróż przez suchy ocean. Upalny wiatr odprowadził go w dalszą podróż zdmuchując ziarenka piasku z miejsca, gdzie pustynna ofiara została przyjęta. Mikroskopijne kryształki zsuwały się, ukazując chowaną pod swoją powierzchnią niewielką uschniętą roślinkę. Złudnie podobna do kamienia trwała wystawiona na działanie niszczycielskich warunków. Jej zwinięte z przestrachu płatki zafalowały, jak u żywej istoty. Delikatnie z niemym namaszczeniem rozłożyły się ukazując pustynny kwiat lotosu pływający na bezkresnym oceanie piasku. Niczym przywołany do życia szlachetny kamień. Wyjątkowy, ukryty przed całym światem, a zarazem niesamowicie samotny.
  • awatar SallyLou: Znowu zmuszasz mnie do głębszych przemyśleń i szukania ukrytych treści ( a u mnie to leży i kwiczy :D ). Chciałabym tak umiejętnie dobierać słowa. Podoba mi się motyw tej kropli wody i roślinki. Cudo po prostu!
  • awatar Kate - Writes: Kurczę, muzyka strasznie nastraja. I zastanawiam się czy to tylko takie luźne przemyślenia, to co ci wpadło do głowy, czy może początek większej całości, czegoś niewyobrażalnie pięknego.
  • awatar Sayori Nekomori: Boże... Chciałabym umieć tak operować słowem, jak ty. Twoje opisy w połączeniu z muzyką to po prostu ambrozja. Boskie!
Pokaż wszystkie (3) ›
 

gosiek1990
 
KrakowskaGóralka: Udało się i na weekend przyjechała do nas Mama z Młodym. Nie będę ukrywać, że niesamowicie się ucieszyłam, bo już zdążyłam się stęsknić. Postanowiliśmy, że zabierzemy ich na Pustynię Błędowską, bo pogoda idealnie nam dopisała.

-Pokażemy wam rzekę, która dzieli Pustynię na dwie części. -zaproponowałam próbując się schylić żeby podwinąć dżinsy. Prawie parsknęłam śmiechem, gdy Młody klęknął przede mną i zrobił to za mnie mrucząc pod nosem:
-Zupełnie jak z dzieckiem.
-Poradziłabym sobie sama, ale dziękuję. -mrugnęłam do niego wesoło.
-Tylko się nie przyzwyczajaj. -burknął, a Wojtek objął mnie ramieniem i pocałował w czoło. Dopiero do nas dotarł po zaparkowaniu samochodu. Przedstawiłam mu swój plan.
-A jesteś pewna, że dasz radę? Po piasku się ciężko chodzi.
-Jeśli coś mi się będzie działo to dam znać. -obiecałam. Wiaterek przyjemnie rozwiewał włosy, a zadowolenie Mamcika i Młodego sprawiało, że więcej do szczęścia nie potrzebowałam. Spokojnie szłyśmy sobie rozmawiając podczas, gdy panowie pędzili kilkanaście kroków przed nami.
-Dobrze się czujesz?
-Tak. -uśmiechnęłam się. -Groszek jest już przyzwyczajony do mojego trybu. Najpierw góry, potem skałki, morze a teraz pustynia.
-Powinnaś jednak...
-A ty odpoczywałaś?
-Ja to, co innego.
-Mamuś tu nie ma nic innego. -pokręciłam głową. -Byłaś w ciąży z Młodym w tych samych miesiącach i dobrze wiesz, jak to jest. Sama wiele razy opowiadałaś, że nie musiałaś zbytnio z niczego rezygnować, bo czułaś się dobrze. Tak jak ja.
-Tylko, że ja nie pracowałam już dwa miesiące przed porodem, a ty dopiero niedawno poszłaś na L-4. Nie miałaś czasu na odpoczynek.
-Za to teraz odpoczywam cały czas i aż mnie skręca. -zrobiłam jej kilka zdjęć. -Jeszcze dwa tygodnie i znowu będę w normalnym ruchu. -pomachałam do Wojtka, który co jakiś czas odwracał się sprawdzając, czy nic mi nie jest. -Mamuś, nie martw się o mnie. Mam silne geny po tobie. -przytuliłam ją mocno i pocałowałam w policzek.
-Chyba aż za bardzo. -pokręciła zrezygnowana głową, a ja jedynie się roześmiałam.
  • awatar Kalina_: ach te mamy :) zawsze się martwią, dbają, kochają :) Teraz uspokajasz mamę, że się nie przemęczasz a za chwilę i ty będziesz tak świrować o groszka :) Taka kolej rzeczy :) Więc korzystaj puki możesz i odpoczywaj :)
  • awatar KrakowskaGóralka: @Kalinaaa: Ciężko jest odpoczywać leżąc (bo tak mi wszyscy doradzają) gdy człowiek jest przyzwyczajony do aktywnego odpoczynku (górki,skałki,rower) a po 5min leżenia plackiem dostaję świra :D
  • awatar Kalina_: Do tego leżenia plackiem polecam dobrą książkę :) Da się wtedy wytrzymać :) :D
Pokaż wszystkie (5) ›
 

violettadiegofran
 
Cześć, moi kochani!
Na pierwszy ogień postanowiłam opisać jakiegoś zwierzaczka i padło na mojego ukochanego fenka ^^
Zaczynamy!


Najpierw tak ogółem: Fenek to ssak drapieżny, pochodzący z rodziny psowatych. ^^



                  *Pochodzenie*
Od tego postanowiłam zacząć, bo nie łudźmy się, że spotkamy go w Europie, Chinach a nawet nie w Stanach Zjednoczonych. To gdzie możemy je spotkać??
Otóż spotyka się je najczęściej na gorących, odludnych pustyniach na terenach północnej Afryki i na półwyspie Arabskim, no i w zoo oczywiście ;)

                      *Wielkość, waga etc.*
Nasz fenek osiąga długość przeciętnie ok. 30-40 cm i raczej nie powinien tych wymiarów przekraczać. Co do ich wagi, to "chłopaki" czyli samce ważą 1,5 kg, natomiast samiczki ważą nieco mniej, bo tylko 0,8 kg. Ale, ale! Owszem, ludzie raczej nie podają rozmiaru uszu, ale u fenków naganne byłoby nie podanie: mają aż 5 cm!! :)

                          *Przystosowania*
Jednymi z najlepszych przystosowań tego małego "lisa" do życia na pustyni są ogromne uszy (5cm), dzięki którym nie tylko doskonale słyszą, ale i skutecznie ochładzają ciało. Oprócz tego, fenek ma tryb życia nocny, więc poluje w ciemnościach, na co nie przyda mu się wzrok ale właśnie np. słuch. I, to rośliny są dla niego źródłem wody - bez zaspokojenia pragnienia może przetrwać naprawdę długi czas! ^^

                            *Czym się żywi?*
Fenek żywi się głównie szarańczakami i chrząszczami, od czasu do czasu poluje także na niewielkie ptaki i gryzonie. :)

                         *Młode*
Samiczki w ciążę zachodzą zimą. Trwa ona mniej więcej 50-55 dni. Młode rodzą się w marcu lub kwietniu, w miocie jeden do sześciu. Ważą tylko 25-28 g i 10 cm długości (z czego połowa to ogon!!) Po urodzeniu się srebrzystoczarne, po dwóch tygodniach natomiast przybierają beżowe futerko, aż w końcu po trzech miesiącach mają gęste, długie jasnobrązowe/ciemnożółte futerko, a ogon jest puszysty z czarnym zakończeniem. Tak już wygląda dorosły 'lisek'  W niewoli dożywają dwunastu lat, a na wolności dziesięciu. :)

                           *Trochę więcej..*
Fenki mają bardzo łagodne usposobienie i o dziwo łatwo je oswoić! Najwięcej fenków mieszka na Saharze i śpi w dzień otulony ciepłym piaskiem a nocą wyrusza na łowy. Buduje kopiąc swoje norki, i na wszelki wypadek do nich kilka dróg ewakuacji. Mieszka w nich z żoną i potomstwem. Ściany norek wzmacnia roślinami, korzeniami itp. a wodę czerpie z roślin. ^^



Mam nadzieję, że mój krótki reportażyk w którym nie ma ani grama kopiuj, wklej wam się podobał, bo dosyć sporo się nad nim napracowałam, prawdę mówiąc... No ale, jak będę komentarze to będę kontynuowała bloga!! :)
Teraz dodam kilka zdjęć fenków.!

Ps. Nie wybieram tych super słodkich fot, tylko tych prawdziwych. Chcę, żebyście znali prawdziwe fenki a nie te słodkie, wypięknione liski rodem z salonu spa, ale one są takie słodkie, że zawsze tak wyglądają ;w;
Pokaż wszystkie (3) ›
 

sportwizja
 

www.sportwizja.pl/(…)kiteboarding-w-pustynnej-scene…

(Trwa ładowanie załączników…)

 

kamidin2
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Jopi:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

chitith
 
Jestem ciekawa, czy uda mi się go dobrze opisać. Ale może dzięki temu w przyszłości będzie mi coraz lepiej szło opisywanie snów, które mogłyby służyć czasem za całkiem całkiem opowiadania ^^
A teraz zapraszam do czytania!


Pod pustynnym piachem tylko przez chwilę mogłyśmy poczuć się bezpieczne. W sekretnym pokoiku schowanym na końcu świata, pod pustynnym piachem.
Ale czułam go już, że jest blisko. Czułam to na karku, czułam jak moje włoski jeżą się nieprzyjemnie. Szperacz był blisko.
Trzask drzwi oznajmił mi, że jest tuż za rogiem. Ratowałam się ucieczką, ale gdzie miałam uciekać? Skoro był tak blisko moja nadzieja wygasała...
Ale wtedy ciotka powiedziała... nie, przypomniała mi. O tej jaskini. Monety musiały być bezpieczne. Musiałam je chronić nawet za cenę swojego życia.
Wtedy on wpadł do środka.
Przerażenie wzięło górę i zdążyłam tylko usłyszeć jak ciocia pogania mnie, mówi, że go zatrzyma, tylko muszę się spieszyć.
Powiedziała mi wcześniej, gdzie znajduje się ta jaskinia. Nie miałam problemu ze znalezieniem jej, jakbym od zawsze wiedziała, że właśnie tam się znajduje, chociaż wejście do niej można było łatwo przeoczyć.
Ciotka używała przepływu prądu przeciw Szperaczowi, który chciał dostać monety. Monety z przyszłości.

Odnalazłam Luk w pustyni. Było to wejście do Pradawnej Jaskini.
Przede mną rozpościerała się tylko najciemniejsza ciemność. Ale... wiedziałam gdzie iść. Czułam, a wręcz widziałam jak słowa Pradawnych formują ścieżkę... Rozpoczęłam morderczą pogoń w dół, do wnętrza ziemi, po schodach. Dotarłam do najgłębszej otchłani jaskini. Tam czekało na mnie Wejście.
Wejście było bardzo ciasne, podobnie jak sam luk, który prowadził pionowo w górę. Ledwie mieściłam się w nim, a co dopiero, pomyślałam, jak będę się wspinać... Nie miałam czasu do stracenia. Była tam drabina. Starożytna, drewniana...
Zaczęłam się wspinać najszybciej jak potrafiłam. Ocierałam łokcie i ręce o skały, obijałam kolana o szczeble drabiny, szorowałam plecami o tylną ścianę skały, ale nie przestawałam się wspinać.
Pnąc się w górę, nie mogłam się zatrzymać ani na chwilę, poznając wiedzę pradawnych ludów. Tylko z początku starałam się czytać skrypty, które pojawiały się przed moimi oczami na ścianach jaskini. Lecz ściany szeptały: "twoje oczy zapamiętają wszystko, pnij się w górę, szybciej, szybciej, szybciej...".
Moje mięśnie były skrajnie wyczerpane, ale wchodziłam wyżej, ciasnym szybem, drabiną, w górę. Wyżej, szybciej, mój oddech zamieniał się w parę. Nie wiem ile czasu minęło. Kilka minut, czy godzin, czy dni... dotarłam na górę.
Tam czekał mnie krótki zjazd w dół. Słyszałam wycie i zawodzenie pradawnych, tysiące, miliony melodii mieszało się ze sobą.
Na końcu tego śmiertelnego pościgu była odpowiedź. Tylko po to, by uchronić monetę z przyszłości. Ostatnią.
Znowu zaczęła się mordercza wspinaczka. Moje oczy zapamiętywały każdy szczegół, mój umysł wydawał się być jednak pusty. Zachodziły mnie wątpliwości, ale szepty pradawnych wzmogły się.
Nie byłam sama.
Dotarłam w końcu na szczyt.
Tak czekały mnie zagadki. Dzieci z zagadkami. Z farbami, kredkami... a wokół kręcili się uśmiechnięci dorośli. Gotowi mi pomóc. Kolory, mnóstwo barw i składników.
W końcu, po wielu próbach odpowiedziałam poprawnie na dwie z nich. Trzecie było wiedzą pradawnych. Znalazłam się w maleńkiej wewnętrznej jaskini. Światło, ostre światło biło z góry.
Wyciągnęłam monetę i przedmiot podobny do pisaka. Czułam, że jest zrobiony z czegoś mocnego, niezniszczalnego.
Otworzyłam dolne wieczko i przyłożyłam do niej monetę. Była o połowę większa. Nie było możliwości, by tam weszła. Ale wtedy odezwali się pradawni. Mówili co mam robić, najwyższe techniki alchemii, a może były to zwykłe reakcje chemiczne... Może magia? Nie wiem. Ale moneta nagle stała się sypka jak piasek. Wsypałam ją do wieczka. Zamknęłam. Potrząsnęłam, a ona... zachrobotała, jakby obijając się o ścianki. Potrząsnęłam znów. Moneta! Otworzyłam wieczko i zajrzałam do środka. Była tam! Nie miałam czasu się dalej zastanawiać, bo w tym samym momencie coś przysłoniło słońce, coś spadło na mnie z góry i wessało jak do rury odkurzacza...
Wylądowałam na kolanach w niewielkiej przyciemnionej komorze ze sterylnie białymi ścianami. Na łóżku spał mój tata. Rozejrzałam się. Okna. Za oknami była rozgwieżdżona pustka, ciemność. Kosmos. Byłam w kosmosie. Może nawet już w innym gwiazdozbiorze, w innej galaktyce... Byliśmy. Weszła moja ciotka. Na twarzy błądził jej delikatny, uspakajający uśmiech. Podeszła do mnie, przytuliła, pogłaskała po głowie. Dopiero teraz dostrzegłam jak bardzo była zmęczona.
Przez ramię miałam przewieszony plecak. Położyłam go ostrożnie. Wyjęłam maskotkę, która wyglądała jak postać z jakiejś bajki, z niebieskimi włosami i maską na prawej połowie twarzy.
Miała on pod spodek niedostrzegalny suwaczek. Przesunęłam po nim palcem. Otworzył się. Wyjęłam z niego... pisak. Odkręciłam wieczko. Moneta nadal tam była.
Nikt nic nie mówił. Wszyscy rozumieli.
Tylko nie ja. Co się działo? O co taka wielka sprawa o jedną monetę. W dodatku mogła być podrobiona... Zresztą... to tylko zwykła moneta..?
Cała wiedza pradawnych została zablokowana.

- Monety posiadają swoją historię. Gdyby ludzie z przeszłości się o niej dowiedzieli byłby to koniec świata. My byśmy nigdy nie istnieli. Nie byłoby żadnej przyszłości. Czarna dziura, nic, pustka. To było najważniejsze zadanie ludzkości. Nigdy ci tego nie zapomnimy. Wybacz nam.
Tak oto stałam się częścią załogi z przyszłości, wędrując poprzez przestrzeń, pokonując miliardy lat świetlnych, by powrócić na Ziemię. Z Przyszłości.

Na jednej z monet wyryta była data 24 644.
Czy Ziemia będzie jeszcze istnieć..?
 

xdpedia
 
www.xdpedia.com/(…)na_pustyni_misjonarz_spotyka_lwa…
Na pustyni misjonarz spotyka lwa. Przerażony żegna się i mówi:
- Boże spraw, żeby ta istota miała chrześcijańskie uczucia.
Na to lew przyklęka, żegna się i mówi:
- Boże pobłogosław ten posiłek, który zaraz będę spożywał.
na_pustyni_misjonarz_spotyka_lwa_2013-11-29_00-11-05.jpg
 

kciuk-pl
 
Na pustyni w Arizonie mieszkańcy odkryli tysiące tajemniczych, purpurowych kulek. Eksperci rozkładają ręce i nie potrafią wyjaśnić pochodzenia znaleziska. Oczywiście, pojawiły się już spekulacje, że to testy nowej metody nawadniania, a nawet hipotezy kosmicznego pochodzenia kulek.

Link: www.kciuk.pl/Tajemnicze-purpurowe-kulki-na-pusty…
 

kciuk-pl
 
Wygodnie rozbity bo bez ognia i przy normalnym torze lotu. Taki korkociąg płaski i pionowy upadek w dół - już nie byłoby tak różowo.

Link: www.kciuk.pl/Kastastrofa-lotnicza-z-punktu-widze…
 

 

Kategorie blogów