Wpisy oznaczone tagiem "rawtill4" (159)  

frutilla
 
Coraz lepiej komunikuję się ze swoim ciałem i to jest fantastyczne (i zupełnie nowe) uczucie.

Wcześniej byłam zmęczona i głodna w zasadzie cały czas i nienawidziłam za to mojego głupiego, nieatrakcyjnego ciała. Byłam na nie wiecznie zła, że mnie sabotuje, bo chce jeść, spać, jest słabe, choruje i generalnie do dupy i niech spada.

Teraz dopiero widzę, że to ja sabotowałam swoje ciało, a nie ono mnie. Wpychałam w nie chemię, tłuszcz i rafinowany cukier, nie dawałam mu wody, błonnika ani odżywczych składników, żeby mogło się zregenerować i oczyścić, nie dawałam mu odpocząć, tylko ciągle pompowałam w nie kawę, a na dobicie serwowałam alkohol, żeby się zresetować, rozluźnić i zapomnieć o problemach. Na sam koniec, za karę że tak kiepsko to wszystko znosi (a dziś dopiero widzę, że mam naprawdę dzielne ciało, które za LATA takiego traktowania mogło mi się odwdzięczyć dużo gorzej - zdrowotnie i wagowo) fundowałam mu głodówki na poziomie 500-600kcal, tylko po to, żeby za kilka dni/tygodni znów rzucić się na najtłustszy, najbardziej kaloryczny szajs, jaki wpadł mi w łapy.

Teraz, po dwóch tygodniach wegańskiej diety (z przewagą surowizny), zaczynamy się w końcu ze sobą komunikować, zaczynam je doceniać, zamiast traktować jak obcego pasożyta, który ciągle czegoś chce.

Kiedy traktuję je dobrze: nawadniam, karmię naturalnym, łatwo strawnym jedzeniem, śpię około 7-8 godzin, ono w nagrodę odwdzięcza się tym, że cały dzień nosi mnie bez skargi, nie boli, nie nęka zachciankami i ładniej wygląda. Kiedy zrobię coś nie tak - daje mi znać, że cierpi i już mnie to nie wkurza, tylko myślę sobie "OK, teraz współpracujemy, więcej ci tego nie zrobię".

[Ostatnim błędem była gotowa, marynowana sałatka ze słoika zjedzona w towarzystwie ziemniaków. Uwielbiam rzeczy z octu, więc mam nadzieję, że chodziło tylko o połączenie, następnym razem spróbuję ją zjeść bez żadnych dodatków, a jak to nie podziała - trudno, trzeba będzie zrezygnować. W każdym razie nastąpił niemal natychmiastowy bunt organizmu - kamień w żołądku, ból jak przy przejedzeniu, koszmarne pragnienie - wypiłam prawie 1,5l wody zaraz po posiłku (to też dla mnie nowość, że od razu sięgam po oczyszczającą wodę, zamiast położyć się pod kołdrą, zwinąć w kłębek i stękać, bo wiadomo - stękanie najlepsze na trawienie!), dojście do siebie zajęło mi jakieś 2 godziny.]

Odkąd dostarczam sobie około 2000kcal ze zdrowego, wysokowęglowodanowego pożywienia w zasadzie nie mam zachcianek. Zaraz przed zmianą żywienia miałam paniczne myśli - ale jak ja PRZEŻYJĘ bez mleka do kawy, mięsa, sera, jogurtu?! GDZIE MOJA CZEKOLADA?! I w sumie nadal się dziwię, że moje ciało tego nie chce - przecież żyło na tym cały czas, z samego przyzwyczajenia powinnam się ślinić na widok ciastek, mięsa albo budyniu. A tu NIC. Kiedy czuję nadchodzący głód, to mam ochotę na banana, melona albo jabłko. Mózg załapał teraz totalną obsesję na brzoskwinie i nektarynki - niestety nie do dostania w zimie. Może uda mi się znaleźć jakieś w miarę niechemiowane przetwory albo mrożonki.

Zgodnie z nowo nabytą wiedzą, że ciało nie jest debilem, sprawdziłam, co takiego jest w brzoskwini, czego może mi brakować (za wikipedią):
"Z uwagi na działanie zasadotwórcze i moczopędne, stosowane przy chorobach reumatycznych i schorzeniach układu moczowego. Działa uspokajająco. Bor podnosi poziom estrogenu, przez co przeciwdziała osteoporozie. [...] Owoce są bardzo smaczne i zawierają węglowodany, związki magnezu, fosforu i potasu, prowitaminę A, witaminę C i witaminy z grupy B.". Obstawiam, że chodzi o estrogen - niedawno odstawiłam tabletki anty, więc wracam do równowagi hormonalnej.
Nigdy nie byłam gadułą, a tu proszę, jakie elaboraty, wow. A jeszcze tyle chcę napisać!
Na teraz koniec, bo czas na dzień pracy.

Wrzucam jeszcze bilans z wczoraj, zadzieram kiecę (albo raczej nogawki ;)) i lecę.

23,12.PNG
  • awatar American Apparel.: Bardzo podziwiam Cię i szanuję za to, że przeszłaś na weganizm. Ja na razie jestem wegetarianką, ale również mam w planach zostać weganką. Moją jedyną przeszkodą do tego jest aktualnie to, że mieszkam z rodzicami, a oni twierdzą, że o ile wegetarianizm rozumieją, to weganizm jest dla nich niepotrzebnym utrudnianiem życia. Ja mam jednak inne zdanie w tej kwestii i dopnę swego :). Pozdrawiam :)
  • awatar frutilla: @Barbie ♥: Naprawdę nie ma czego podziwiać, to jest bardzo, bardzo proste :) a do tego zdrowe i dla nas i dla planety. Spróbuj przekonać rodziców do obejrzenia filmu "Forks over knives" (można znaleźć również z polskimi napisami). Nie skupia się na etycznej stronie weganizmu, która wielu ludzi odstrasza, tylko na rzetelnych naukowych badaniach wpływu roślinnej i zwierzęcej diety na nasz organizm. Znajdziesz też na pewno mnóstwo niezależnych badań na ten temat, prowadzonych przez uznanych naukowców i lekarzy. Edukacja to Twoja największa broń :) Polecam i powodzenia, bo naprawdę warto! Jeśli potrzebujesz jakichś źródeł, daj znać na skrzynkę, chętnie Ci pomogę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

frutilla
 
frutilla: Bardzo ciężko mi dobić do 2000 kcal dziennie. Na śniadanie zjadłam ok. 400 (3 banany, jabłko i kilka daktyli), do pracy, ponieważ nie mam możliwości żeby tam w spokoju zjeść posiłek, mam 2  l smoothie - 1 z 4 bananów (ok. 400 kcal), drugi z 4 kiwi, 2 jabłek i garści szpinaku (niecałe 300kcal). To tylko 1100 kcal... Na kolację opchnę może z 600, więc jestem jakieś 300 kcal do tylu i nie mam już żadnych dojrzałych bananów. Te z zieloną i jasnożółtą skórką mają dużo skrobi, która źle wpływa na trawienie - dopiero te brązowe mają skrobię rozłożoną do fruktozy i dają dobrą, zdrową energię i dobrze się trawią. Deficyt na tej diecie to duży błąd, który spowalnia metabolizm i nie pozwala korzystać z jej uzdrawiających właściwości, a na tym zależy mi w tej chwili znacznie bardziej, niż na numerku na wadze. Cieszę się, że znalazłam praktyczną stronkę z kalkulatorem kalorii, naprawdę pomaga kontrolować odpowiednie proporcje składników odżywczych (białko/węgle/tłuszcz) i przede wszystkim świadomie dostarczać ciału odpowiedniej ilości kalorii, żeby mogło sprawnie działać. W owocach jest moc ;)

Kalkulator:
www.tabele-kalorii.pl/#kalkulator-kalorii

Nie jest to idealne rozwiązanie, ale spróbuję kupic jakiś gotowy mus (może bobofrut? Zależy mi na minimalnej obróbce, szczególnie chemicznej. Znacie coś?), żeby dopakować chociaż te 200kcal. Nigdy nie sądziłam, że znajdę tryb życia, na którym będę się zastanawiać, jak jeść WIĘCEJ.
  • awatar Nela: Zapraszam na nowe forum o odchudzaniu. Razem możemy stworzyć coś fajnego,motywować się i sobie doradzać :) http://noexcuses.zuuz.pl/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

frutilla
 
frutilla: Postanowiłam założyć bloga, ponieważ zmieniam swój styl odżywiania i czuję, że potrzebna mi baza wiedzy o sobie i jedzeniu. Co robię dobrze, co robię źle, jak się czuję.

Moja pozycja wyjściowa jest "ciężka" ;) w tej chwili mam 28 lat i od mniej więcej piętnastu się odchudzam. Przeszłam przez większość popularnych diet, które pomału wykańczały mój metabolizm. Od mniej więcej roku zupełnie odpuściłam, żarłam wszystko i w kompletnie popieprzony sposób. Rano 2 kawy z mlekiem i kilka papierosów, jakiś sok albo baton czy cokolwiek innego koło południa i wieczorem długi, olbrzymi i tłusty posiłek, często coś na wynos a potem chrupki, orzeszki, coś słodkiego (np. całe opakowanie ciastek, dwie czekolady, budynie, ciasta, pączki etc.). Potrafiłam zacząć jeść wieczorem o 19. i skończyć o 22. Byłam po tym wykończona psychicznie i fizycznie, nie mogłam spać mimo potężnego zmęczenia, miałam szarą skórę, fatalny humor, na zmianę depresyjny albo agresywny i oczywiście rosnącą dupę i brzuch. W toalecie byłam raz w tygodniu - i nic dziwnego, moja dieta składała się głównie z nabiału, mięsa, tłuszczu i słodyczy.  

Do tego dochodzi dużo problemów zdrowotnych jak na tak młodą osobę: syndrom chronicznego zmęczenia, bóle stawów i rozwalony kręgosłup (od nadwagi), ciągłe zapalenie zatok, problemy z nerkami, zapalenie pęcherzyka żółciowego (całe szczęście udało się go ocalić ale schodzenie kamieni było bólem nie z tej ziemi, dwa tygodnie ciągłego, koszmarnego bólu, jakby ktoś uparcie dźgał mnie dzidą przez klatkę piersiową), ustawiczne przeziębienie/ zapalenie oskrzeli i kaszel, problemy trawienne... i więcej.

Z przeciętnie atrakcyjnej dziewczyny stałam się naprawdę brzydką kobietą: jestem ciągle smutna, zła albo zmęczona, wypadają mi włosy (mam łyse placki - na razie nieduże ale frustrujące), łamią się paznokcie, mam okropną skórę i zmarszczki, cellulit widoczny bez żadnego napięcia skóry i nadwagę - około 13 kg (ważę 73 kg przy wzroście 166cm).

Muszę przyznać, że dietą która wykończyła mnie najbardziej była dieta Dukana i już do końca życia będę przed nią wszystkich ostrzegać. Byłam na niej około 5 lat temu. Z 88 kg schudłam do 60 kg i to były najgorsze miesiące mojego życia. Moja skora była obrzydliwa, szara i zwisająca, spałam po kilkanaście godzin dziennie, nie miałam siły na nic, ciągłe migreny, schudłam - tak, ale nie słyszałam komplementów, ludzie raczej mówili mi, że wyglądam okropnie. Najgorsze były miażdżące bóle głowy od braku węglowodanów i problemy z nerkami od kompletnie zakwaszonego organizmu. Horror. Po powrocie do normalnego jedzenia oczywiście waga wróciła. Nie cała, bo od tamtego czasu waha się między 70 a 75, a to tylko dlatego, że w międzyczasie usiłowałam wykończyć swój organizm również innymi sposobami - tabletkami, herbatkami, niedojadaniem na przemian z obżeraniem się.

Co się zmieniło? Zupełnie niedawno (około 2 tygodnie temu), siedząc przed komputerem i opychając się do bólu flaków ciastkami, trafiłam na filmiki Freelee the Banana Girl. Pomyślałam "kolejna paskudna skinny bitch, gada bzdury i nabija sobie kabzę, pewnie je jeden chlebek vasa dziennie i siedzi godzinami na siłowni, pstrykając selfie, tępa dzida". W pierwszym kontakcie jest niesamowicie irytująca, ale coś w moim mózgu pisnęło "Ej, coś w tym jest!" i oglądałam dalej. I dalej, i dalej, od Freelee, przez That Vegan Couple i mnóstwo, mnóstwo innych ludzi -  szczęśliwych, zdrowych, szczupłych, promieniejących i krzyczących "ŻRYJ CUKIER".

Jak wspomniałam, byłam na diecie Dukana i wielu innych, które promowały wysokobiałkową i niskowęglowodanową dietę - węgle to przecież zUo! Węgle są gorsze niż Hitler! Ale potem zaczęłam się nad tym zastanawiać. Czy na którejkolwiek z tych diet czułam się dobrze? Czy którąkolwiek chciałabym stosować całe życie? Pardą maj frencz, ale no kurwa NIE. Po stokroć NIE.  

I tak znalazłam się w punkcie, w którym po przemyśleniach i researchu postanowiłam spróbować #RawTill4. W telegraficznym skrócie, polega na jedzeniu wyłącznie wegańskiej surowizny (głównie owoców) do umownej 16. a na podwieczorek i kolację gotowanego wegańskiego posiłku z zachowaniem proporcji 80/10/10 dla węgli/białka/tłuszczu i jedzenia odpowiednio wysokiej ilości kalorii (min. 2000 przy normalnym, niezbyt aktywnym trybie życia).

Zaczęłam w pełni stosować się do tych zaleceń niedawno, nieco ponad tydzień i muszę powiedzieć, że już czuję zmiany - lepiej śpię, mam więcej energii, mój mózg nareszcie wyrywa się z letargu po latach niedożywienia. Czuję, że coś, co miało być eksperymentem ma szansę stać się częścią mnie. Chcę mieć pewność, że robię dla siebie coś dobrego, zminimalizować błędy, a może uda mi się znaleźć innych, którzy też wchodzą na tę ścieżkę (albo ich na nią wciągnąć), wymienić się wiedzą i doświadczeniami.

Przykładowy filmik z kanału Freelee:


Trochę informacji o diecie, na której częściowo oparta jest RawTill4, czyli 80/10/10 Grahama:
surowadieta.blogspot.com/(…)801010-dough-graham-i-z…

Postaram się kumulować tu informacje na temat tego stylu życia, za i przeciw, i tego jak na mnie wpływa. Wszelkie uwagi mile widziane i do zobaczenia :)
 
PS. Tło bloga pochodzi ze strony świetnego artysty - Richarda The. Facet ma naprawdę niesamowity talent do tworzenia prostych, ale niezwykłych obrazów i projektów.

URL do bananowej ściany:
www.richardthe.com/img/BananaWall_1_detail.jpg

Strona główna:
www.richardthe.com/overview/ (polecam zobaczyć projekt Parasite!)
 

honeychile
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
a.starving:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

honeychile
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
a.starving:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

honeychile
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
a.starving:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

honeychile
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
a.starving:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

honeychile
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
a.starving:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

honeychile
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
a.starving:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

honeychile
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
a.starving:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

honeychile
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
a.starving:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

honeychile
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
a.starving:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

honeychile
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
a.starving:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

honeychile
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
a.starving:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

honeychile
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
a.starving:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

honeychile
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
a.starving:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

honeychile
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
a.starving:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

honeychile
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

honeychile
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
a.starving:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

honeychile
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
a.starving:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

honeychile
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
a.starving:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

honeychile
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
a.starving:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

honeychile
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
a.starving:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

honeychile
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 

Kategorie blogów