Wpisy oznaczone tagiem "rozdział 4" (24)  

fantasticstory1998
 
- I co robimy? - spytała znudzona dziewczyna po kolejnej długiej minucie ciszy.
- Nie wiem. Jesteś tu już tydzień, dalej nie wiemy jak Cię odesłać z powrotem. Ćwiczyłaś swoją moc przez te dni i jesteś coraz lepsza, a skoro nie wychodziłaś z pałacu to może pokażę Ci okolicę? - odpowiedział jej
- Z miłą chęcią, bo jak tu dłużej zostanę to umrę z nudów. - zaśmiali się. Przez te dni bardzo się do siebie zbliżyli, a nawet czują coś więcej tylko nie umieją się przed sobą do tego przyznać. Są przyjaciółmi, ale chcieliby, żeby to było coś więcej. Fajnie się bawili w swoim towarzystwie, dogadywali się świetnie. Nikt nawet nie przypuszczał, że dwie osoby z dwóch całkiem innych światów mogą coś do siebie czuć, bo w gruncie rzeczy ludzie i elfy nie mają prawa się zakochiwać, ale gdy tak już się stanie to nic nie może tego zmienić. Są ze sobą na zawsze. To ich przeznaczenie.
- To dokąd idziemy? - spytała po chwili marszu.
- Hmmm... pokażę Ci złotą łąkę - odpowiedział jej z promiennym uśmiechem Marck.
- Ooo fajnie :D - Powiedziała odwzajemniając jego uśmiech.
-----------------------------------------------

Tragedia :(
Brak weny :(
Tylko tyle udało mi się wydusić. :(
Obiecuję, że będę pisała więcej i częściej :*
Miłego dnia <3
  • awatar gość: "powiedz mu, że wyskakując z pociągu w biegu nie wskakuje się na złote łąki... ale prosto w najczarniejsze bagno cierpienia" :P
  • awatar Zakira Luna: Za krótko!!!
  • awatar MojaHistoria: O rany! Zaczytałam się Kurcze dlaczego to takie krótkie :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

delly25
 
Miną jeden dzień i April w końcu się uspokoiła. Szkoda tylko, że Sam musi się jutro pakować i wyprowadzić się od nas, w końcu niezbyt się z nim zaprzyjaźniłam. Nagle wpadł do mieszkania Dean.
- Że też trafiłem na takich idiotów!- krzykną
- Co się dzieje? - spytałam Samiego, bo znając Deana trudno go uspokoić.
- Nic trochę się posprzeczaliśmy z kolegami i dlatego też wcześniej wróciliśmy.
- O co poszło?
- Nie ważne, a co u was?
Wzięłam Sama do osobnego pokoju, żeby April nas nie słyszała.
- Mama April nie żyje, zmarła wczoraj. Tylko nic o tym nie mów, że ci mówiłam.
- Dobra.
- A tak poza tym ciesze się, że wcześniej wróciłeś.
- Dlaczego?
- No bo jak sobie wybaczyliśmy to możemy się jakoś zaprzyjaźnić.
- Ale mam dla ciebie niespodziankę, a mianowicie  nie wyprowadzam się od was.
- Serio? Tak się cieszę.
Rzuciłam się na szyję Samiego, gdy w tym momencie weszli Dean i April. Widząc to zawstydziliśmy się,a ja poszłam na zakupy udają, że nic się nie stało.
 

ibelieveinhappyend
 
Kochany pamiętniku.
Rano zrobiłam sobie śniadanie,  a moja mama w tym czasie przeglądała książkę z przepisami. Powiedziała,  że upiecze ciasto i ciastka i pójdzie zapoznać się z sąsiadami.  Nie miałam lepszych planów,  więc zaczęłam jej pomagać. Zrobiłyśmy ciasto z pianką i malinami oraz babeczki z owocami. Był ładny dzień,  więc ubrałam waniliową sukienkę. Mama pokroiła ciasto i porozkładała na talerzyki.

Najpierw poszłyśmy do rodziny z naprzeciwka. Otworzyła miła pani około 30-stki i zaprosiła nas do środka. Po chwili do mojej nogi uczepiła się dwuletnia dziewczynka. Wzięłam ją na ręce i zaczęłam się nią zajmować. Dzieci od zawsze mnie lubią.  Potem poszłyśmy do sąsiadów po lewej. Ludzie tutaj są naprawdę mili. Zaczęła rozmawiać ze mną i mamą. Powiedziała,  że ma syna, który jest w moim wieku, ale nie ma go w domu. Potem odwiedziłyśmy jeszcze kilka domów.  

Gdy wróciłyśmy do domu przebrałam się w coś wygodniejszego, położyłam się na łóżku i włączyłam laptopa. Usłyszałam dźwięk telefonu i po chwili mam mnie woła mówiąc "to do ciebie". Szybko zbiegłam na dół i powiedziałam:
-Halo?
-Ania jak sądzę? -powiedział męski głos w słuchawce.
-Eee.. Tak. A z kim mam przyjemność?
-Przepraszam, że się nie przedstawiłem.  Jestem Michał, syn sąsiadki po lewej. Czy nie chciałabyś się wybrać na spacer po mieście?  Pokażę ci ciekawe miejsca i myślę,  że będziesz musiała wziąć papiery i zanieść do szkoły.
-Dziękuję za zaproszenie, ale nie chcę robić kłopotu.
-Żaden problem. To jutro przyjdę do ciebie o 13. Do zobaczenia. Miłego wieczoru.
-Pa.
Byłam trochę zdziwiona. Od dawna nikt nie chciał dla mnie zrobić czegoś bezinteresownie. Ciekawe jaki jest ten Michał?  Może się z nim zaprzyjaźnię? Zobaczymy.
 

mojeopowiadaniedm
 
Julka wróciła do domu z mieszanymi uczuciami. Była zła, smutna i rozczarowana. Położyła się na łóżku i zaczęła płakać. "Dlaczego akurat mnie to spotyka?! Dlaczego mnie?!" Nagle do pokoju weszła mama Juli.
- Cześć kochanie. Usłyszałam, że płaczesz i przyszłam. Co się stało?- zapytała.
- Nic...- odpowiedziała wymijająco Julka.
- Przecież widzę, że coś się stało...
- Pokłóciłam się z Martą.
- W pierwszy dzień szkoły?!
- Tak.
- A o co?
- O chłopaka.
- O! Chyba wiem o co poszło...
- MAMO!!!
- Dobrze, już cię zostawiam. Jak czegoś będziesz potrzebować to powiedz.
Julka wyciągnęła swój pamiętnik.
"Pamiętniczku,
Ja mam dość!!! Wszystko co złe aż gna by mnie zanurzyć w otchłani rozpaczy.... :( :( :(
*****
Pamiętniku,
Napisałam piosenkę!
Oto ona:
Mam już tego dość!
Życie daje mi w kość.
Co zrobię, jest przeciwko mnie!
Mam już dość!
Życie daje mi w kość.
Czy ktoś może ochronić mnie?
Ref.
Chcę być księżniczką z bajki,
I chcę by książę uratował mnie!
I choć mam tyle pragnień,
To żadne nie spełnia się! x2

Wiem, że ta piosenka jest bez sensu.
Pisałam na papierze to, co przyszło mi do głowy.
Nie starałam się, by były rymy, albo coś...
Potem to przeczytałam i... powstała taka sobie piosenka!"
Telefon Julki zadzwonił.
Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Marty i podpis: Marta.
- Halo?- spytała Julka.
- Cześć. Tu Marta. Chciałam cię tylko poinformować, że między mną a Maćkiem jest coś specjalnego.
- Po co mi to mówisz?
- Bo nie mam przed tobą tajemnic. Jesteś moja przyjaciółką.
- Ja...nie chcę być twoją przyjaciółką.
- O! To nawet lepiej. Nie będę miała wyrzutów sumienia, gdy będę dziewczyną Maćka.
- Skąd wiesz, że tak będzie?!
- Bo wiem. A co jesteś zazdrosna?
- Nie, ale myślałam, że jesteś moją BFF.
- Przecież przed momentem powiedziałaś coś innego!Często zmieniasz zdanie. Dobrze, że Maciek nie wybrała ciebie, bo po tygodniu, zmieniłaś byś zdanie...
- NIE CHCĘ Z TOBĄ GADAĆ!!!!!!!!
Wściekła Jula rzuciła telefonem.
Miała już wszystkiego dość!


I jak Wam się podobało?
Zapraszam do zaobserwowania bloga :)
Miśka<3
 

kacper1255
 
Moja Historia-Kacper: Kacper poszedł oglądac tv.

Kacper-Tato dasz pooglądac
Tato-Masz

Kacper ogląda i nagle Kogut przyszedł

Kogut-Siema Kacper
Kacper-Siemka
Tato-Cześć Kogut(Marek)
Kogut-Cześć

Kogut poszedł do drugiego pokoju

Kogut-Siema
Adam-Siema

Kogut zaczą rozmawiać z Adamem

Kacper-Kiedy dasz pograc?
Paulina-Za 30 minut
Kacper-Ok

I Kacper podszedł do Koguta i Adama

Adam-Lotłem Hero Warte 30m
Kacper-No i co?
Kogut-Jajco
Kacper-No wes

Kacper odszedł od chłopaków.

Kacper-Tato mogę na dwór?
Tato-Nie zimno jest
Kacper-Szkoda

Kacper zaczą się bawić w domu.

30 minut pózneiej

Kacper-Dawaj
Paulina-Zaraz
Kacper-No dawaj
Paulina-No zaraz
Kacper-Za 5 minut masz mi dać
Paulina-Dobra

5 Minut Pózniej

Kacper-To już dajesz
Paulina-Masz

Kacper zaczą grać w Koyotl grał w to godzine.

Kogut-Bijemy się?
Kacper-Ok

Zaczeli się bic

Kogut-Dostałes
Kacper-To ty zaraz dostaniesz
Kogut-Zobaczymy

Biją się i Kacper wali go jak szalony

Kacper-Mówiłem
Kogut-Oj

I skączyli się bic.

Kacper-Ja wygrałem
Kogut-Napewno
Kacper-Wygrałem
Kogut-Ja wygrałem bo dużo razy walnełem cię.
Kacper-No dobra niech ci będzie
Kogut-Ja lecę na chatę
Kacper-Nara
Adam-Nara

Kogut poszedł do domu

Kacper-Kiedy Adam ci daję?
Paulina-za 10 minut
Kacper-Aa

A tymczasem jest godzina 19 30

Kacper-Paulina on już nie ponien ci dać
Paulina-On mówi że zaraz
Kacper-Mów mu że teraz kączy
Paulina-dawaj mi
Adam-Zaraz
Paulina-No dawaj
Adam-No masz

I zaczeła grac

Mama-Chodcie się myc
Kacper-Już idę
Paulina-Ja też

Poszli i umyli się

Kacper-Tato kto wygrał Skoki
Tato-Stoch
Kacper-Jest!

I Kacper poszedł spać

--------------------------------------------------------------------------------------------------------

Podobało się?
 

violeo
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

violettapolonia
 
Wstałam o 9.
Cały czas myślałam myślałam co mógł oznaczać ten sen.

Zeszłam na dół na poszłam do kuchni.
Zapukał ktoś do drzwi.

Otwieram, a tam.......



Leon

Violetta wróciłaś. Tęskniłem za tobą.
-Co u ciebie Leon?
_Wszystko dobrze rzuciłem motocross i zająłem się muzyką, ale obecnie jestem modelem.
A tobie jak się podobało w Paryżu?
-Skąd wiesz o Paryżu?
-Cami do mnie zadzwoniła i powiedziała, że wróciłaś.
-Aha. Było super lecz brakowało mi przyjaciół.
-Tylko przyjaciół, a mnie?
-Ciebie też.
Co u Lary?
-Nie mam pojęcia. Odkąd odszedłem nie nie kontaktujemy się.

Leon nachylił się i chciał mnie pocałować.

Nagle do kuchni wszedł tata.

-Dobra ja już będę leciał. -powiedział Leon
-Może spotkamy się później na kawie.
-Ok, to napisz kiedy tu masz mój numer.
-Ok, pa.
-Pa.

Leon poszedł.

-Tato muszę porozmawiać z tobą i Angie.
Jest w domu.
-Tak jest chyba u siebie w pokoju. -odpowiedział
-Możesz po nią pójść poczekam na was w biurze.
-Ok, a powiesz o co chodzi?
-Nie teraz idź po Angie.
-No dobrze.

C.D.N.
 

patitofeo12
 
Vanessa
Nie chciałam jej okłamać ale ona jest straszną gadułą i wszystko by wypaplała.Więc nie pozostawiła mi innego wyboru.
-No nie!
-Nie podoba ci się?
-Jasne,że nie co ci przyszło do głowy?-czułam się bardzo,że ją okłamałam.-No dobra nie rozmawiajmy teraz o tym.Zgadnij ile mi dadzą kasy za tydzień.
-Nie wiem 100zł?
-500zł na tydzień.
-Łow..ale dużo.
-Tak teraz będziemy chodziły na zakupy co sobotę.
-Super nareszcie.-rozmawiałyśmy tak aż ona musiała iść do domu.Potem zjadłam kolację,umyłam się i poszłam spać.
Jorge
Nie mogę spać.Cały czas myślę o dziewczynie,która pracuje u mojego brata,a raczej chrześniaka.Bardzo mi się spodobała.No ale cóż i tak by z tego nic nie wyszło,bo ja mam Stephie,a ona na pewno jakiegoś chłopaka.Po kilku minutach zasnąłem.
Lucy
Wiem,że Vanessa nie mówi prawdy no ale gdy jest się zakochanym świat inaczej wygląda niż jest naprawdę.Sama tak kiedyś miałam.Chyba kiedyś wszyscy mieli albo jeszcze będą mieli nieszczęśliwą miłość.
Vanessa
Gdy wstałam jak zawsze z uśmiechem na twarzy odświeżyłam się,ubrałam,uczesałam i umalowałam na koniec wyglądałam tak:
vds.jpg

Jak wiadomo każde dziecko może poplamić nasze ubrania więc wzięłam jeden zestaw na zapas.Zjadłam śniadanie po czym poszłam do pracy.Gdy byłam po 10 minutach na miejscu zapukałam,a drzwi otworzył mi Jorge z Maxim na rękach.
-O cześć.
-Hej.
-Tak wcześnie?
-Tak nie mogłam doczekać się spotkania z małym.Mogę?-pokazałam na malucha.
-Jasne.-powiedział i dał mi niemowlę do rąk.Poczułam się wspaniale gdy go delikatnie uścisnęłam.Jakby on był moją bratnią duszą.Weszliśmy do środka.Jorge pokazał mi co i jak po czym zadzwonił do niego telefon.Gdy skończył rozmawiać przez telefon powiedział.
-No to dzisiaj zostaję z wami.
-A to czemu?
-Odwołano próbę,bo panuje jakaś grypa,a tak w ogóle to co ty taka pytalska?
-Po prostu chce wiedzieć czy gdzie nie wystawiasz swojej dziewczyny dla swojego małego chrześniaka.-powiedziałam,a on się do mnie uśmiechnę swoimi śnieżno białymi ustami.-Mały jest głodny.
-Skąd wiesz?
-Nie zauważyłeś?Taki z ciebie wujek?
-Śmieszna jesteś.
-Tak wiem.Szczerze?
-Tak.
-Nigdy z żadnym chłopakiem nie rozmawiałam tak otwarcie jak z tobą.
-A twój chłopak?
-Ja nie mam chłopaka.Nigdy nie miałam.
-Jak to nie taka ładna...-powiedział i się zaciął.
-Ładna?
-Ładna pogoda dzisiaj.-powiedział,a ja się zaśmiałam,a on zrobił się czerwony.
-Chodźmy go nakarmić.
-Ok.-poszliśmy dawać jeść Maxiemu.Jorge zachowywał się dla niego jak tata nie ja wujek.Co mnie bardzo zdziwiło.W pewnej chwili Maxi....

Co zrobił Maxi?
Jak dalej będzie wyglądał pierwszy dzień pracy Vanessy?
Tego dowiecie się tylko na moim blogu. :*
  • awatar Encender Nuestra Luz: super :) podobają mi się twoje rozdziały ;)
  • awatar Przyjaźń wszystko po: nie mam pojecia mam nadzieje że napiszesz dzisiaj i przepraszam ze wczoraj nie skomentowałam /Daria to mój nowy blog
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

le-bonheur
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

zauroczona13
 
Miłość jest najważniejsza ~~: Bella
*otworzył mi Jorge
-wow wyglądasz ślicznie
-dzieki moge wejść?
-jasne wchodz-zaprowadził mnie do stolika gdzie była chyba cała ekipa Violetty Diego wstał i pocałował mnie w policzek
-myślałem że już nie przyjdziesz
-a co stęskniłeś się?-delikatnie się uśmiechnęłam
-może troche ej ludzie to jest Bella jak ty masz na nazwisko?
-Bella Kwiat i ja wszystkich znam
-twoja dziewczyna?-spytał Nicolas czyli Andres
-nie...przestań jeszcze nie
-jeszcze?-spytałam radośnie
-nie o to mi chodzi
-ale sie pogrążyłeś-zaśmiał się Jorge
-dobra siadaj -usiadłam obok niego
-masz drinka -powiedział podając mi szklanke
-tyle ze ja nie pije
-czemu?-spytała Tini
-bo po prostu nie pije -Diego nachylił się i mówił mi na ucho
-pomogłem ci z koleżankami wiec ty dzisiaj wypijesz okej?
-no dobra-powiedziałam
-co jej szeptałeś?-zaśmiał się Jorge
-hej sorka za spóźnienie -powiedziała Mechi
-a ta kto?
-Bella Kwiat-powiedziałam najbardziej z wszystkich lubiłam Mechi
-aha dziewczyna Diego?
-czemu wszyscy o to pytają!!!-uniósł się Diego troche mnie to zasmuciło bo coś do niego czułam
-to tylko przyjaciółka okej nikt wiecej nikt-te słowa bardzo mnie zraniły
-Diego idziesz tanczyć?-spytałam
-ja nie tancze -powiedział cicho
-ale ja tancze Tini moge?
-jasne tylko jej nie podrywaj
-się postaram-zasmiał się Jorge
-dobra ja tancze!!!-krzyknął Diego łapiąc mnie za ręke

Jorge
*wiedziałem że Diego szybko poleci do Belli kiedy ja zaproponuje jej taniec ładnie razem wyglądają
-kto się chce założyć że będą razem?-spytała Mechi
-to chyba wiadomo te ich uśmieszki i wogóle daje im tydzień-powiedziała Tini
-ale trzeba przyznać ładna jest ciekawe czy umie śpiewać lub pisać piosenki moze by ją wkręcić do Violetty?-spytała Alba
-nawet niezły pomysł -powiedziała Mechi
-czekajcie ja mam lepszy patrzcie co bedzie się działo -poszedłem do Dj i powiedziałem żeby włączył wolną piosenke a następnie wróciłem do przyjaciół
-i co się dzieje -spytałem obracając się
-chyba się speszyli bo stoją w miejscu
-kurcze Tini chodz pokażemy im
-co?
-jak się tanczy!-wszedłem z moją dziewczyna na parkiet i zaczeliśmy tanczyć kontem oka patrzyłem na nasze gołąbeczki
-Jorge weź ją do tanca
-ja?
-no idz -podszedłem do nich
-jak nie tanczycie to porywam ci Belle -wziąłem ja za ręke
-spadaj teraz ci jej nie oddam -Diego położył ręce na jej biodrach a ona splotła ręce na jego szyi i zaczeli tanczyć podszedłem do Tini
-brawo jest cudny-pocałowała mnie i usiedliśmy koło przyjaciół
-ale to zalatwiliście-zaśmiała się Mechi
-tylko reszte należy do Diego bo Bella nie jest łatwa
-skąd wiesz?-spytała Tini
-kiedyś u mnie sprzatała i nie umiałem jej jakos poderwać
-co!!!
-to zanim występowałem w Violettcie spokojnie Tini
-no ja myśle gdzieś mi z pola widzenia znikli

Diego
*Belle bolała głowa wiec wyszliśmy na krótki spacer
-juz ci lepiej
-nie dalej boli dzieki ze zaprosiłeś mnie na impreze tam są sami sławni ludzie tylko ja taka ....
-śliczna piękna cudowna?
-nie o to mi chodziło a serio tak myślisz?
-no bo wiesz.....


____________________________________________________________________________________________________
czy Diego powie Belli co do niej czuje?
ale mam wene nie za długi ?
  • awatar ♥Violetta para siemp: super, Diego i Bella <333 Najlepszy ten moment gdzie Jorge idzie, bo chcę zatańczyć z Bellą, a Diego staje się zazdrosny i natychmiast porywa dziewczynę heheh Albo wtedy kiedy Jorge mówi do Tini ,,Kiedy u mnie sprzątała to nie mogłem jej jakoś poderwać" Super rozdział, naprawdę jak widzę masz kupe pomysłów;) Z niecierpliwością czekam na next.. Ale się rozpisałam ;)
  • awatar Miłość jest najważniejsza ~~: @TiniV: no hehe jakoś pomysły same przychodza przy tamtych już nie a tu mam kupe pomysłów zaraz bedzie następny jestem w połowie: )
  • awatar ~ Smile and Tears ~ ♥: Cudowny :-S
Pokaż wszystkie (6) ›
 

rossimaia
 
Maia
------
Może pójdziemy jutro na deskę?
-Czemu nie.Pokarze ci jak się serfuje.
-Śmieszna jesteś wiesz.
-Nie,nie wiedziałam aż do teraz.Ale wiesz co ty nie.-powiedziałam i się zaśmiałam.
-Osz ty.-powiedział i zaczął mnie gonić,a ja uciekać.Jestem całkiem szybka więc całkiem długo nie dawałam się złapać.Jednak złapała mnie kolka.Zatrzymałam się by odsapnąć,a on złapał mnie i powiedział.
-Mam cię.
-Tak jakbym nie dostała kolki nie złpał byś mnie nigdy.
-Jesteś nawet szybka jak na dziewczyne.
-A ty wolny jak na chłopaka.
-To ja ci komplementy prawie,a ty co.
-No dobra.-podeszłam do niego,nachyliłam się i dałam mu całusa w policzek.-Może być?
-Teraz mi pasuje.
-Chłopaki.-poszliśmy na spacer po przegu plaży.Rozmawialiśmy o naszych zainteresowaniach co lubimy,a czego nie gdy on spytał.
-Miałaś kiedyś chłopaka?
-Yyy...miałam jednego ale wyjechał.
-Przykro mi.
-Nie ma czemu.To był zwykły palant.Wyjechał do Nowego Yorku i został modelem.Potem dowiedziałam się,że ma dziewczyne modelke.
-Aha.
-A ty miałeś kiedyś dziewczynę?
-Tak miałem jedną ale w dzieciństwie.Jak miałem 8 lat.Przyjażnimy yyy...przyjaźniliśmy się do 10 roku życia.
-A czemu przyjaźniliście?
-Zmarła w wypadku samochodowym jak miała 10 lat.Jej matka też.Tylko ojciec przerzył.Znalazł sobie dziewczyne no teraz już żone i ma 3 dzieci.
-Przykre.Współczuje ci.A nie miała rodzeństwa?
-Miała brata ale umarł zaraz po urodzeniu.
-Ja jak będę miał dzieci to na pewno z odpowiedzialnym mężczyzną.
-A ile chciała byś ich mieć?
-Yyy....

_______________________________________________________
Przepraszam,że takie krótkie.
Bo byłam na wycieczce.
Za to jutro napisze 2 :)
Mam nadzieję,że się podoba :):D
 

karolina1231613
 
OneDirectionFun: Rozdział 4
Wsiadłam w samochód i pojechaliśmy.Nie jechaliśmy zbyt długo,więc szybko dotarliśmy na miejsce.Kiedy wysiadłam z samochodu moim oczom ukazał się wspaniały,oświetlany,biały,ogromny dom.


dom.jpg


Weszliśmy do środka.Ku mojemu zdziwieniu Niall'a i Eli nie było,więc postanowiłam że do niej zadzwonię.
-Słucham-usłyszałam jej głos.
-Gdzie jesteś?-zapytałam
-Poszłam z Niall'em na spacer niedługo wrócimy nie martw się-powiedziała i rozłączyła się.
Znów weszłam do domu(po wejściu do niego wyszłam by zadzwonić).Chłopaki siedzieli na kanapie i gadali.Louis podszedł do mnie i zaproponował,że oprowadzi mnie po domu.Zgodziłam się.On był ogrooomny.Na parterze była:łazienka,kuchnia,jadalnia,salon,taras,pokój gościnny i basen na dworze.Na piętrze:8 sypialni(4 małe i 4 duże)3 łazienki,oraz salka kinowa.Lou wskazał mi nasze pokoje.Kiedy zeszliśmy na dół Eli i Nailler siedzieli na kanapie.
-Chodź pokażę ci nasze pokoje-ja.
-Ok-Eli.
Weszłyśmy do jej pokoju.
-I co jak było?-zapytałam
-Fajnie,a u was?
-Suuper.
-A tak ogólnie to w czym my będziemy spać?-El.
-Nie mam pojęcia.Zobaczy się.Idziemy na spontan.
-Spooko chodźmy na dół.
Zeszłyśmy na dół.Chłopaki siedzieli i coś oglądali .Zadzwoniłam do pracy że jutro nie możemy przyjść bo źle się czujemy.Choć tak naprawdę chłopcy chcieli żebyśmy poszli z nimi na próbę.Gadaliśmy do 2:00 poznając się i opowiadając różne historie.
 

changemymindxd
 
- Jason coś mówił, mamy dzisiaj do was przyjść na obiad. - powiedział jeden. Dopiero po chwili poznałam w nim Liama. Tego z klubu.
- Przepraszam na chwilę. - powiedziałam do nich z udawanym uśmiechem i wzięłam Rosie na bok, która zupełnie się tego nie spodziewała i miałam wrażenie, że właśnie nawiązywała kontakt wzrokowy z jednym z nich.
- Co ty odwalasz?! - spytała oszołomiona i zaskoczona moim zachowaniem.
- Pamiętasz tego Liama z klubu, o którym Ci mówiłam? On tam stoi! Z nimi! - Rosie na te słowa się odwróciła, i przyjrzała im się przez chwilę, a oni patrzyli na nas zdezorientowani.
- O f*ck! - powiedziała jakby podekscytowana.
- Co?!
- Pamiętasz tego Zayna z klubu, o którym Ci mówiłam? On tam stoi! Z nimi! - tym razem to ja się na nich spojrzałam, ciągle się na nas gapili. Odwróciłam się do Ross.
- O s**t, s**t, s**t! - zaczęłam zdenerwowana. Na mojej twarzy malowało się coś w stylu "shocken - p***en".
- Ale jazda, nie?! - skomentowała Rosie. Ona nic sobie z tego nie robiła! Dla niej to była tylko "jazda", dziwno-śmieszne zdarzenie, zbieg okoliczności!
- Jaka "jazda"?! A zresztą... Chodź już do nich. - gdyby nie to, że był z nimi Peter, pewnie bym zwiała. Gdy do nich wracałyśmy, Rosie spytała mnie jeszcze:
- Ciekawe czy oni nas poznali?! - zatrzymałam nas.
- Ej, kurde, co robimy?! - zapytałam przerażona gdy usłyszałam jej pytanie.
- No nic, chodź! - pociągła mnie za rękę. Ona się jarała tą sytuacją, kiedy ja dosłownie srałam w gacie!!! Wróciłyśmy do nich. Staliśmy tak wszyscy, tylko Peter siedział u jakiegoś blondyna na rękach. Nikt się nie odzywał. Wszyscy oglądaliśmy sobie twarze. Ciągle MEGA-niezręczna cisza. To było dziwne, naprawdę dziwne. W pewnym momencie raczył odezwać się Liam:
- Spytałaś mnie w klubie jak mam na imię, ja ci odpowiedziałem, Liam Payne, pamiętasz? Ale ja nie spytałem ciebie więc...
- Jestem Allie Lee. - przerwałam mu odpowiadając na niedokończone pytanie.
- Miło cię znów widzieć, Allie. - uśmiechnął się. Czyli jednak mnie pamiętał.
- To ty musisz być Rosalie, ja jestem Zayn, kojarzysz mnie? Też byłem w klubie. - tym razem do mojej przyjaciółki odezwał się Zayn.
- Tak, kojarzę. - odpowiedziała jeszcze z uśmiechem. - Ale nie ROSALIE,  tylko ROSIE! - już niemalże wykrzyknęła wkurzona.
- Jason jak nam o was opowiadał to tylko Alice i Rosalie. - zaśmiał się ten z szelkami.
- Chciał nam zrobić na złość, wiedział, że tego nie lubimy. Ale nawet jeśli to mnie to tak bardzo nie przeszkadza, jak ktoś do mnie powie Alice, ale na przyszłość radzę zapamiętać, że Rosie to Rosie. - wytłumaczyłam i uśmiechnęłam się.
- Nie ROSALIE! - dokończyła Ross. Po chwili jednak dodała: - No to ja jestem ROSIE, -podkreśliła swoje imię - to jest Allie, ty jesteś Liam, ty Zayn. - przy nim lekko się uśmiechnęła a wy jesteście... ?
- Ja jestem Harry Styles, - przeczesał teatralnie włosy - to jest marynarz Louis Tomlinson, a ten tleniony blondyn to Niall Horan. - przedstawił wszystkich Loczek. Wszyscy zaśmialiśmy się.
- Ale czekajcie! STOP! To musieliśmy się wam przedstawiać?! Nie znacie nas?! Nie kojarzycie nawet?! - zdziwił się blondyn.
- A powinnyśmy? Jesteście jacyś sławni czy może już się kiedyś poznaliśmy? - na te, wypowiedziane przeze mnie słowa cała piątka popatrzyła po sobie lekko zaskoczona i trochę zawiedziona.
- One Direction! Zespół! Zajęliśmy 3 miejsce w X-Factorze rok temu! Nic wam nie świta?! - spytał Zayn. Gdy usłyszałyśmy to wszystko odwróciłyśmy się z Rosie do siebie, myślałyśmy chwilę, i po około minucie jednocześnie wykrzyknęłyśmy:
- Aaa! Już wiem!
- Byliście SUPER! - krzyknęła Ross.
- To z X-Factora kojarzyłam wasze nazwiska - wskazałam na Malika i Payne'a.
- Tobie też nie dawało to spokoju?! Ciągle myślałam skąd ja ich znam! - zwróciła się do mnie moja przyjaciółka.
- Noo! Myślałam, że zwariuję!
- A który z nas wam się najbardziej podobał? - spytał Harry, sprawiał wrażenie, jakby był pewny, że wybierzemy jego, a my tymczasem, znów popatrzyłyśmy na siebie i znów odpowiedziałyśmy razem, teraz jednak bez ani chwili zastanowienia:
- Zayn! - na te słowa Mulat uśmiechnął się i z triumfem wykrzyknął do Styles'a, który wydał się być zaskoczony naszą odpowiedzią:
- No i co?! Szczena opadła?!
- A który z nas waszym zdaniem najlepiej śpiewa? - znów spytał Harry na 100% pewny, że wskażemy na niego.
- Zayn i Liam! - odpowiedziałyśmy ze śmiechem, gdy to usłyszeli Harry się bardzo zawstydził i jednocześnie chyba trochę zezłościł, Louis i Niall zaczęli się z niego śmiać:
- I co, dalej jesteś "ten najlepszy"?! - spytali z ironią; Liam naprawdę się cieszył, a Zayn był już chyba wniebowzięty po takich opiniach na swój temat.
- Ale już, dobra! - powiedziałam gdy już się trochę uspokoiliśmy. - Po 1. Zayn, miałeś grzywkę, wyglądałeś tak słodko i uroczo - powiedziałam do niego ze słodkim uśmiechem, na co on zatrzepotał swoimi długimi rzęsami - i obłędnie śpiewasz. Po 2. Harry, nie przejmuj się to tylko nasze zdanie, na pewno znajdziesz wiele dziewczyn, a poza tym to było rok temu i na pewno wiele się zmieniło, tak samo jak u wszystkich. I po 3. Liam, extra śpiewasz, ale w tamtej fryzurze wyglądałeś... - zawahałam się, z tamtymi włosami nie wyglądał zbyt dobrze...
- Nie owijając w bawełnę, nie obraź się Liam, ale jak gej. - wypaliła Ross, uderzyłam ją łokciem.
- Ach, ta nasza Rosie. Do bólu szczera Rosie! - skomentowałam. Starałam się wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji, ale chyba nie szło mi to zbyt dobrze.
- No co?! Po co go ściemniać? - powiedziała do mnie jakby nic się nie stało. - Na serio wyglądałeś fatalnie. - z tym zdaniem zwróciła się do Liama. A teraz znów do mnie: - Ale przecież oglądałyśmy ich razem i ty też uważałaś, że tak wygląda. - zawstydziłam się. To była prawda. - A teraz wyglądasz spoko, naprawdę! A wiesz, jak Rosie coś mówi to mówi szczerze! - znowu do niego.
- No, ale nie musiałaś mówić o mnie! - krzyknęłam oburzona.
- Nie, Allie, spokojnie. Wiem jak wyglądałem, - tu się zaśmiał, - a ty Rosie... - przybrał wyraz twarzy zranionego człowieka i zatrzymał się na chwile, robiąc dramatyczną pauzę. Myślałam, że się obrazi, albo co jej wygarnie, a tu: - ...szczerość zawsze jest dobra, nawet ta najtragiczniejsza. - zaczął się śmiać, a my razem z nim. Odetchnęłam z ulgą. Nagle zadzwonił mu telefon. Przeprosił nas i odszedł na bok. Gdy tak staliśmy i czekaliśmy na niego obserwowałam Zayna i Rosie. Zauważyłam, że Malik obserwuje ją wzrokiem, zagryzając dolną wargę. Wyglądało to jakby mu wpadła w oko. I miałam wrażenie, że z wzajemnością. Po chwili wrócił Liam, powiedział, że zadzwonił jakiś Paul, (Louis wytłumaczył mi, że to ich manager) i, że muszą już iść.
-No, to zobaczymy się na obiedzie, tak? - upewnił się Niall, oddając mi Petera, którego cały czas trzymał na rękach. Podkreślił słowo "obiedzie". Rozśmieszyło mnie to i zdziwiło nieco.
- Tak, oczywiście! - uśmiechnęłam się.
- To na razie! - powiedziała Rosie.
- Cześć! - tym razem ja.
- To..., do obiadu! - powiedzieli i poszliśmy. My z małym jeszcze na Plac Zabaw, a oni... nie wiem gdzie oni poszli...
  • awatar ♥◦♥לωαℓ ѕιę тσ נєѕт : Czaderski czekam na kolejny ;** Zapraszam do mnie !!! <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

kokosek97
 
                      *Tamara*
Bardzo dobrze zdawałam sobie sprawę z tego, co Daniel pomyślał na widok pchających się dziewczyn w biegu do łazienki. Wygrała Kinga.
                      *Daniel*
Wszedłem do mojego pokoju, mieszkałem z Alexem i Taylorem. Kiedy opowiedziałem im o zdarzeniu, które zobaczyłem na dole cała nasza trójka zaczęła się śmiać. Nigdy nie myślałem, żeby bić się o to kto pójdzie pierwszy do łazienki. No cóż dla dziewczyn widać był to jakiś problem. Ich walka wyglądała jak zawody sumo albo zapaśnicze. Można było zauważyć, że robią to do zabawy.
                       *Alex*
Kiedy poszliśmy spać, długo nie mogłem zasnąć. Myślałem o tych dziewczynach, aż w końcu zasnąłem.
                       *Maura*
Obudziłam się, nie mogłam przestać myśleć o nim. Bardzo spodobał mi się Daniel. Nie widziałam czy on zwróci na mnie uwagę. Dlatego postanowiłam ubrać się dość pociągająco. Kiedy już wstałam wzięłam prysznic i załatwiła wszystkie łazieneczko-poranne sprawy. Następnie wyprostowałam włosy oraz podpięłam lekko grzywkę spinka z kokardką. Zaczęłam szukać jakiś super ubrań na swoich półkach w szafie. W końcu założyłam kremowa w kwiaty sukienkę, która sięgała mi przed kolano. Przepasałam się w pasie szerokim paskiem. Ubrałam również skórkowe brązowe tak jak pasek botki za kostkę. Dobrałam także odpowiednie dodatki do tego stroju. Na końcu przejrzałam się w lustrze.
pomyślałam , że muszę jeszcze kupić sobie więcej takich ciuchów, ponieważ moja szafa świeciła pustkami w takiego typu ubrania. Stwierdziłam, że zrobię to to w tym tygodniu a może i dzisiaj.
 

changemymindxd
 
Jak się obudziłam Rosie jeszcze spała. Sprawdziłam w telefonie, która godzina. Była 9:08. Wyszłam po cichu na korytarz. Ciocia i wujek na pewno byli już w pracy. Weszłam do pokoju Petera zobaczyć czy jeszcze śpi. Nie było go w łóżku, więc pewnie Jason też się obudził i siedzą na dole. Zeszłam, Peter siedział przy stole na książkach i poduszce, (żeby dosięgnąć do stołu) i jadł jajecznicę. Brat coś pichcił i po zapachu wydaje mi się, że chyba też jajecznicę.
- Hej! - przywitałam się.
- Ceść! - odpowiedział tylko Peter, a brat spojrzał się tylko na mnie z lekkim uśmiechem.
- Co zjesz? - spytał mnie.
- Nic, nie jestem głodna. - rzuciłam. Podeszłam do lodówki i wyjęłam z niej sok pomarańczowy. Wlałam trochę do szklanki i napiłam się.
- Nie cem juz! - krzyknął Peter odsuwając talerz.
- Zjedz jeszcze! Nawet nie tknąłeś, tyle samo było jak Ci dawałem! - rozkazał Jason.
- Nie cem! - powtórzył mały.
- Chodź, pokarmię Cię, zjesz jeszcze trochę. - powiedziałam łagodnym tonem i usiadłam przy nim na krześle. Mały zrobił niechętną minkę, ale zaczęłam mu opowiadać, że jak zje to będzie silny i pomoże Tabaludze, i takie tam. Zjadł wszystko, a ja spojrzałam na brata z uśmiechem:
- Do dzieci, to trzeba mieć podejście! - powiedziałam triumfalnie pokazując mu pusty talerz, po czym włożyłam go do zmywarki. W tym samym czasie na dół zeszła Ross. Usiadła przy stole i wlała sobie soku do mojej szklanki.
- Która godzina? - zapytała.
- 9:20 - odpowiedziałam.
- Ciocia i wujek w pracy?
- Już 2 godziny, - Jason - ale ciocia wróci dzisiaj wcześniej, koło 15, bo zaprosiła moich kumpli na obiad.
- To ci "przyjaciele" z wytwórni, o których mówiła to twoi  kumple?! - spytałam zdziwiona.
- No, często tu wpadają, a ja do nich. Są spoko, fajnie, że się poznacie.
- A przystojni? - spytała zaciekawiona Rosie.
- Nie wiem! Jestem chłopakiem, to moi kumple! Nie wiem czy to ciacha, ale dziewczyny na nich lecą, więc chyba tak! - wytłumaczył oburzony i rozśmieszony Jay.
- Faajnie! - powiedziałyśmy z Ross jednocześnie, patrząc sobie porozumiewawczo na twarze i poszłyśmy z Peterem na górę. Ja poszłam ubrać Petera, który ciągle był w piżamie, a Rosie poszła do nas i sama zrobiła ze sobą to samo. Gdy ja już skończyłam mały spytał mnie:
- Pójdziemy dzisiaj do parku?
- Czemu  nie? Dzisiaj wyjątkowo nie pada! Pójdziemy za godzinę, albo dwie, dobrze? - pokiwał głową.
- No, to chodź teraz do Rosie, a ja się ubiorę. - wzięłam go za rękę i zaprowadziłam do naszego pokoju, gdzie Ross patrzała coś w laptopie, którego przywiozłyśmy ze sobą. - Weź piłkę, Jason Ci da i idźcie na dwór, a ja się ubiorę. - poprosiłam ją.
- Spoko, chodź Peter. - powiedziała do niego z uśmiechem i wzięła go na ręce. Chyba ją polubił. Wyjęłam z walizki to w co zamierzałam się ubrać i poszłam do łazienki. Umyłam twarz, zęby, rozczesałam włosy i uczesałam je w roztrzepanego koczka. Założyłam zieloną bokserkę i jeansowe shorty. Do tego zielone vansy. W takim stanie wyszłam na dwór, gdzie w piłkę grali Rosie i Peter przeciwko Jasonowi. Dołączyłam do nich. Drużyny się zmieniły, teraz graliśmy dziewczyny na chłopaków. Oczywiście, dlatego, że w drużynie chłopaków był mały, ja z Ross przegrałyśmy. Po zabawie ja i Jay poszliśmy do domu i oglądaliśmy w salonie telewizję, a Peter i Rosie zostali na dworze, bo mały chciał do piaskownicy. Nie byli tam jednak długo i zaraz przyszli do nas. Zadzwonił dzwonek do drzwi:
- To od mnie! - wydarł się najgłośniej jak umiał mój brat, chyba tylko po to żeby nam dokuczyć.
- To idź otwórz! - krzyknęłam równie głośno co rozbawiło Petera. Jason poszedł otworzyć i wrócił do nas z naprawdę ładną dziewczyną.
- To jest Jennifer, moja dziewczyna! - powiedział dumny.
- Jenny, albo Jenn, ale nie Jennifer! - poprawiła go z uśmiechem i chyba lekko poirytowana.
- Sorry, chciałem być oficjalny.
- Jenny! - ucieszył się Peter.
- Cześć, Peter! - powiedziała ze szczerym uśmiechem. Najwidoczniej się lubili. - A ty pewnie jesteś Allie, - pokazała na Ross - a ty Rosie! - wskazała na mnie - Cześć Wam!
- Nie, na odwrót! Ja jestem Rosie, a to jest Allie! - poprawiła ją Ross śmiejąc się razem ze mną i Jasonem. - Ale cześć!
- A, to przepraszam! - zaśmiała się sama z siebie. Wydawała się być miła.
- Nic się nie stało! Hejka! - przywitałam się, jeszcze trochę się śmiejąc. Zostali z Jayem jeszcze parę minut, a potem poszli gdzieś razem.
- Idziemy do parku? Peter chciał iść. - zapytałam Rosie.
- Jasne, chodź! - zgodziła się i poszliśmy. Park nie był daleko, może 10 minut spacerem. Mały oczywiście chciał iść na Plac Zabaw, więc skierowaliśmy się tam. Szliśmy jedną z wielu alejek, gdy nagle Peter mi się wyrwał (trzymałam go za rękę) i zaczął biec w jakimś kierunku. Nie wiedziałam co tam zobaczył, co tak przyciągnęło jego uwagę. Zaczął wykrzykiwać jakieś imiona.
- Peter, zaczekaj! - zaczęłyśmy go gonić. Dobiegł do jakichś chłopaków i jeden z nich wziął go na ręce. Peter ucieszył się na ich widok. Zwolniłyśmy kilka metrów przed nimi. Nie zauważyli nas jeszcze.
- Gdzie masz Jasona? - zapytał jeden.
- Nie jestem z Jasonem, tylko z nimi! - wskazał na nas Peter gdy już dochodziłyśmy. - Allie, Rosie! Patrzcie kto tu jest! - wykrzyknął uradowany.
- Ta, widzimy! Tylko kto to jest?! - powiedziała Rosie zdyszana.
- No chłopaki! - wydarł się jakbyśmy nie wiedziały, że to faceci, albo jak byśmy ich znały.
- Tak, to chłopaki! Ale kim wy jesteście?! - spytałam tym razem ich, było ich pięciu.
- Przyjaciółmi Jasona, a wy? - zapytał jakiś z burzą loków na głowie.
- Ja jestem jego siostrą, a to jest moja przyjaciółka. - powiedziałam, a oni spojrzeli na siebie.
- Aaa! Alice i Rosalie, tak? - spytał jakiś w szelkach i bluzce w paski.
- Rosie, jak już. Ludzie, Rosie! - poprawiła wkurzona Ross. Nie lubiła swojego pełnego imienia.
- Jason coś mówił, mamy dzisiaj do was przyjść na obiad. - powiedział jeden. Dopiero po chwili poznałam w nim Liama. Tego z klubu.
__________________________________________________
I co? Podoba się? ;)
 

specialgirl
 
Właśnie wychodziłam spod prysznica, kiedy usłyszałam dźwięk smsa. Szybko podeszłam do telefonu i wzięłam go do ręki. „Cześć! Co u ciebie?”- pisał Czarujący Książe. Uśmiechnęłam się. To było takie fajne pisać z kimś kogo się nie zna.
„U mnie jest dobrze. Coraz lepiej. Czuję, że wszystko zaczyna się naprawiać. No i mój plan prawdopodobnie się powiedzie xx”- odpisałam szybko. Ubrałam się w luźne dresy, zabrałam komórkę i poszłam na dół zjeść coś. Kiedy przeglądałam zawartość lodówki poczułam wibracje. „Mmm to świetnie! U mnie też jest okej. Strasznie chciałbym cię poznać. Wydajesz się być ciekawą osobą”- czytając tą wiadomość trochę się wystraszyłam. Szybko wystukałam odpowiedź: „ Rany! Nie przerażaj mnie! Brzmisz jak jakiś pedofil! Hahahha! Ale chyba nie jestem gotowa żebyśmy się spotkali. Nie znam Cię i poza tym to jestem zajęta. Powiedziałam Ci, wprowadzam plan w życie. Nie pytaj o więcej i proszę Cię nie staraj się mnie szukać. Okej?”. Wzięłam głęboki oddech. Miałam nadzieję, że uszanuje moją wiadomość. Przejrzałam kuchenny blat.
- Bingo!- powiedziałam kiedy mój wzrok przykuła różowa karteczka. „Sammy! Dzisiaj jesteśmy u Blair. Nie chcieliśmy cię budzić, bo domyślaliśmy się, że jesteś wykończona po pracy i… Dobra, będę wieczorem! Rób co chcesz, tylko postaraj się żebym miał gdzie wrócić. Rob”- ble! Znowu powiedział do mnie Sammy. Wzruszyłam ramionami. Fajnie, że przyjechali jego przyjaciele. W sumie to byli po części też moimi przyjaciółmi. Szczególnie Blair i Serena. Znałyśmy się odkąd pamiętam. Zawsze się mną opiekowały gdy rodzice gdzieś wychodzili a Rob szedł z Chuckiem na jakiś mecz. Lubiłam je.
Wzięłam zrobione wcześniej tosty, posmarowałam je powidłami śliwkowymi, nalałam do ulubionego kubka kawy i poszłam przed telewizor. Nie ma to jak śniadanie i porannymi programami. Mniam! Spojrzałam na telefon. Miałam nieodebraną wiadomość. Czarujący Książe. „ Rozumiem cię. To dziwne, zatracasz się w tym co kombinujesz. Ale to nie moja sprawa. Wiesz, okryłem nowe hobby!”- napisał. Nie chciało mi się odpisywać i rzuciłam telefonem spoglądając w ekran telewizora.
Kiedy zjadłam i spojrzałam przez okno, pomyślałam, że mogę wykorzystać pogodę i porobić zdjęcia. W końcu słoneczny dzień to była w Londynie rzadkość. I wpadłam na pomysł, że mogłabym jeszcze do kogoś zadzwonić.
- Halo?- odezwał się seksowny głos.
- Hej! Jesteś mi potrzebny!- powiedziałam bez zbędnych ceregieli.
- Zajebiście, a mogę chociaż wiedzieć z kim rozmawiam?
- Ze mną!
- Mną?
-Sam! Robiłam ci zdjęcia. Pamiętasz?
- Aaaa! Trzeba było od razu!- powiedział zmieniając ton głosu.
- Więc masz dzisiaj wolne?
- Dzisiaj…. Yyyy chyba tak.
- Tam gdzie ostatnio o 14. I koniecznie weź deskę!
- Ale..
- Powiedziałeś, że kiedyś musimy się spotkać i że jeśli będziesz mi potrzebny to mam się odezwać. No to znalazłam dla ciebie czas.
- Ok…
- Do zobaczenia!- powiedziałam i się rozłączyłam.

*

- Mmmm jesteś już. Hej!- odezwał się Zayn.
- Cześć!- uśmiechnęłam się patrząc w jego czekoladowe oczy.
- A jak masz na imię? Zdradzisz mi tą słodką tajemnicę?- powiedział czarującym niskim głosem. „Rany! Przecież to Bóg Seksu”-pomyślałam.
- Jestem Sam.
- A mnie chyba poznałaś. Jestem Zayn.
- Poznałam.
- Czemu robiłaś mi wtedy zdjęcia? – zapytał i oboje usiedliśmy na ławkę i zapatrzyliśmy się na Tamizę.
- Bo mnie zaciekawiłeś. A poza tym lubię to robić.
- Ciekawie. A czemu zaczęłaś przygodę z fotografią?
- Moja mama była fotografką.
- Bardzo fajnie. I pewnie cię tym zaraziła i..
- I zacznijmy już- przerwałam mu. Nie chciałam o tym rozmawiać.
Przeszliśmy w stronę chodnika. Chłopak wziął do ręki deskę i zaczął się wygłupiać. Zachowywał się tak naturalnie, że zdjęcia wyszły świetne. Później Zayn spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
- Teraz ty!
- Co ja?
- No wskakuj!- wskazał na swoją deskę.
„Co mi szkodzi”- pomyślałam i podeszłam w jego stronę. Niepewnie weszłam na deskę i odepchnęłam się. Od razu zaczęłam jechać. To było fajniejsze niż sądziłam. Próbowałam zrobić to tak jak on i wtedy straciłam poczucie równowagi.
- Kur..!
- Uważaj!- krzyknął Zayn i złapał mnie w talii. Nasze ciała znalazły się blisko siebie i poczułam znajomy dreszczyk.
- Dzięki!
- Nie ma za co- uśmiechnął się do mnie.
- Wiesz chyba muszę już iść.
- Już? Myślałem, że jeszcze gdzieś pójdziemy.
- Niestety nie mam więcej czasu.
- Następnym razem ja wymyślę gdzie pójdziemy.
- Pewnie i Zayn…
- Co ?
- Czy możesz nie wspominać nikomu o naszym spotkaniu?
- Dlaczego?
- Im mniej osób o tym wie, tym lepiej.
- Jeśli tak sobie życzysz to się zastosuję.
- Wielkie dzięki panie gwiazdo!- powiedziałam dając mu kuskańca w bok.
- Dobra, dobra szalona fotoreporterko.
- Och, stul dziób!
- Nie! Nie zrobię tego!- przedrzeźniał się ze mną.
- Dobra ja już na serio muszę iść. Robi się ciemno. Trzymaj się!
- Pa! I..- złapał mnie za rękę. – Jesteś wyjątkową dziewczyną- i wtedy mnie pocałował. Jego usta były takie miękkie i …. Zaraz, zaraz! Czemu ja nie przestaję! Sam! Sam, do cholery! Odejdź! Słyszysz mnie, Sam! No kretynko, co ty odwalasz!!!!!!
- Zayn, co ty..?
- Nie wiem, nie pytaj. Do zobaczenia piękna!- powiedział i ruszył przed siebie na deskorolce.
Co ja do cholery robię?!

*

- Hej! Już jestem!- krzyczał Rob kiedy otworzył drzwi. Siedziałam w kuchni i obrabiałam zdjęcia przed laptopem. Ciągle myślałam o tym co się dzisiaj wydarzyło.
- Nareszcie! Co dzisiaj robiłeś?- zapytałam nie odrywając oczu od seksownego Zayna z moich zdjęć.
- No byliśmy za miastem! Serena przyjechała z Erickiem do Londynu. A Blair musi tutaj załatwić kilka spraw no i jej kolekcja ma jutro swoja premierę i zaprosiła nas. A Chuck jak to Chuck, jak zwykle miał wolne.
- Fajnie- odpowiedziałam nie bardzo go słuchając.
- A ty?
- A ja robiłam dzisiaj zdjęcia.. – odpowiedziałam chyba za bardzo rozmarzona. Ale co miałam poradzić, przecież to był Malik.
- Wow!- krzyknął Rob kiedy wszedł do kuchni i zobaczył ekran mojego laptopa. – Ładne mi robienie zdjęć!
- Co znowu?
- Harry, Niall i teraz Zayn! No ale przecież One Direction to pedały!
- Ale ja nie lubię ich muzyki. Spotkałam ich przypadkowo!
- Nie wierzę. To już nie może być przypadek.
- To sobie nie wierz. Wal się!
- Dobra wyluzuj.
Zrobiłam znaczący gest oczami i poszłam do siebie do pokoju. Nie mogłam się oprzeć i znowu oglądałam moje zdjęcia. Były też te wczorajsze, które zrobiłam Niallowi. On też był jedyny w swoim rodzaju. No i tak bardzo się przede mną otworzył wczoraj. Zaufał mi. Dobrze poszło! To się uda. Został mi jeszcze Louis i Liam. Jakoś to będzie, ale tego pizdusia Harrego nie zniosę. Nie wytrzymam ani minuty naszego spotkania.
Nagle zaczęła dzwonić moja komórka.
- Halo?
- Cześć Sam!
- Niall! Co u ciebie?
- Nic ciekawego. Właśnie kończyłem pisać piosenkę i tak jakoś pomyślałem, że może zadzwonię….
- Miło, że dzwonisz.
- A jak u ciebie?
- Ja… Ja miałam bardzo…. Ciekawy dzień.
- Fajnie. Słuchaj, kiedy moglibyśmy się znowu spotkać?
- Hm… Przepraszam, ale jutro nie mogę a potem wiesz, szkoła i inne obowiązki.
- Rozumiem. Napisz jak znajdziesz dla mnie czas.
- Pewnie.
- I wiesz… Jesteś świetną osobą. Tylko tyle. Pa!- powiedział na pożegnanie, nie odpowiedziałam mu bo się rozłączył. Co takiego we mnie jest?
„ już nie wiem o co was myśleć!”- napisałam Czarującemu Księciu.
„My nie wiemy co myśleć o was! Ktoś chyba zawrócił mi w głowie!”- odpisał po chwili.
„Mi chyba też. I to mnie przeraża. Nie powinno tak być!”
„Ona jest wyjątkowa. Jest kimś kogo nie spotkałem do tej pory”.
„A oni są.. Oni są tacy jak wszyscy. Znasz ich lepiej niż myślisz”-pomyślałam, ale nie napisałam tego.
„ A on jest całkiem… Jest zbyt typowy i przeraża mnie swoja zajebistością!”- odpisałam chłopakowi.
„Ona zachowuje się tak jakby wszystko było jej obojętne. Jakby miała cały świat w dupie.”
„A on jakby myślał, że pozjadał wszystkie rozumy xd”- napisałam i zeszłam na dół.
- Rob, jedźmy gdzieś.
- Dokąd?
- Nando’s?
- Okej. Poczekaj tylko wezmę dokumenty.
- Tylko szybko bo umieram z głodu.


No to jest kolejny rozdział. Co myślicie? Domyślacie się kto może być Czarującym Księciem? A może nie? I jak myślicie, którego chłopaka oczaruje tym razem Sam?
Rozdział dedykuję wszystkim, którzy go czytają, zwłaszcza Zuzu *-*
Pokaż wszystkie (26) ›
 

le-bonheur
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

specialgirl
 
Rano dziewczyna obudziła się we wspaniałym humorze. Czuła, że może wszystko. Radość wypełniała każdy skrawek jej ciała. Była niedziela, dzisiaj mieli wrócić jej rodzice. Kiedy Sophie wyszła na swój balkon przypomniała sobie o komórce. Natychmiast jej poszukała w swojej torbie. Było 10 nieodebranych połączeń od Phoebe.
- Niech to szlag! Jak mogłam o niej zapomnieć. – powiedziała głośno Sophie po czym w niezwykle szybkim tempie ubrała byle jakie ubrania i bez śniadania popędziła do Phoebe.
Zapukała do drzwi.
- Ooo, miło Cię widzieć.- przywitał ją pan Rose. Miał na sobie śmieszny fartuch.
- Pana również. Dzień dobry. Jest Phoebe?
- Pewnie. Właśnie bierze prysznic. Wejdź. Właśnie robię gofry i nie daruję ci jeśli ich z nami nie zjesz.
- Będzie mi bardzo miło.- odpowiedziała Sophie i weszła do ich mieszkania. Było bardzo nowoczesne, a jednak urządzone w starej fabryce. Ściany były zrobione z cegły, ale wszystko było poprzeplatane z nowoczesnością. Bardzo stylowo. Dziewczyna usiadła wygodnie przy wysepce kuchennej i przyglądała się panu Rose.
- A co u was słychać? Jak rodzice? – próbował znaleźć temat.
- Dobrze. Dziękuję. Rodzice byli na jakimś szkoleniu, ale dzisiaj na szczęście wracają. Powinni być jakoś wieczorem.
- Ooo, świetnie. Pozdrów ich.
- Nie zapomnę.
- A co cie do nas sprowadza, jeśli możne wiedzieć?
- Chciałam pogadać z Phoebe.
- Ach, rozumiem. Babskie sprawy.- powiedział mężczyzna, nakładając Sophie na talerz gofry. On podziękowała skinieniem głowy.
- O jesteś!- krzyknęła Phoebe kiedy tylko zauważyła, że przyjaciółka jest w jej mieszkaniu.
- Przepraszam, że nie odbierałam. Musze ci tyle opowiedzieć…
- Wczoraj myślałam, że oszaleję. Dzwoniłam i dzwoniłam.
- A stało się coś?
- Nic takiego. Mogłam wyjść, ale niestety byłaś niedostępna. Wyszłam na miasto z Beth.
- Okeej. Rozumiem.
- To tato, przepraszamy, ale my ulotnimy się na taras.
- Lećcie już. – powiedział tata Phoebe.
Kiedy dziewczynki siedziały na tarasie, Sophie opowiedziała przyjaciółce o wszystkim. Ona słuchała jak zaklęta i nie przerwała jej ani razu, jak to miała w zwyczaju robić.
- No i ja sądzę, że go kocham..- powiedziała na koniec Sophie.
- Żartujesz?!- nie mogła uwierzyć w to co słyszy Phoebe.
- Nie, nie żartuję. On jest niesamowity. Nie jest zapatrzonym w siebie gwiazdorem.
- Woow! Ty się serio zakochałaś.
- Chyba tak…
- Nie no nie wierzę!
- Ale musisz go kiedyś poznać…
- Nie wiem. Nie wiem czy bym ich polubiła. Wiesz, nie  gniewaj się, ale ja i oni to 2 inne światy.
- Och, przesadzasz.
- Nie.
- No chyba jednak tak.
- Soph, nie gniewaj się na mnie za to. Możesz mi wszystko opowiadać, bo wiesz, że jesteś dla mnie jak siostra i cie kocham.
- Ja ciebie też kochana. Ale….. Ale nie chcesz tylko spróbować?
- Nie. Przepraszam, ale nie.
- Jak uważasz.
Dziewczyny rozmawiały ze sobą całe południe. W końcu Sophie zerknęła na zegarek i wróciła do domu. Mimo tego, że nie podobało się jej ciągłe wyjeżdżanie rodziców, postanowiła przygotować obiad dla całej rodziny. A w zasadzie kolację, bo mieli wrócić pod wieczór. Dziewczyna włożyła w to całe swoje serce i kiedy nakrywała stół usłyszała dzwonek do drzwi.
- Są!- cieszyła się jak małe dziecko.
- Sophie, skarbie.- przytuliła córkę pani Mota kiedy tylko weszła do domu.
Pan Mota odłożył walizki, ucałował córkę w czoło.
- Mmm, co tak pachnie?
Wszyscy w rodzinnej, ciepłej atmosferze zjedli obiad. Sohpie cieszyła się, ze może spędzić chwilę z rodzicami. Dopiero teraz zdała sobie sprawę jak bardzo jej tego brakowało. Po kolacji tata poszedł wziąć prysznic, a mam pomogła dziewczynie posprzątać po kolacji.
- Kochanie, mam nadzieję, że nie masz nam za złe, że prawie ciągle nie ma nas w domu?
- Cóż…. Czasami mam. Ale… ale macie prawo sami się realizować.- powiedziała Sophie przypominając sobie słowa przyjaciółki.
- Jesteś taka mądra. Sophie pamiętaj, że mimo wszystko zawsze będziesz naszym oczkiem w głowie.
- Kocham cię mamo.
Później dziewczyna wzięła gitarę i poszła na ogród. Zaczęła grać. To ją bardzo uspokajało. Kiedy grała kolejne akordy jej myśli wciąż wędrowały w kierunku Zayna. Wróciła do pokoju po komórkę.
- Zayn?
- Cześć kocie. – powiedział seksownie zniżając głos.
- Przepraszam, że się dzisiaj nie odezwałam, ale… Wrócili rodzice i chciałam z nimi spędzić chwilę..
- Sophie, nie tłumacz się. Rozumiem cię. Bałem się, że się speszyłaś po wczorajszym czy coś…
- Możesz być spokojny. Nic takiego się nie stało.
- Kamień mi spadł z serca.
- A co się u ciebie dzieje?
- My byliśmy dzisiaj na próbach, wiesz…. Mamy parę koncertów.
- W niedzielę też macie próby?!
- Niestety tak. Ale było spoko, w sumie śmiechu więcej niż śpiewania. Niall robił swoje ‘fuck gravitation’ i postawił nogę na  kanapce. Potem się popłakał. Oczywiście dla jaj, Liamowi się zrobiło go szkoda i poleciał do najbliższego baru, żeby mu kupić jedzenie. To są tacy wariaci.
- Hahahahaha! Tęsknię za tym.
- Za czym ?
- Najbardziej za tobą…
- Przyjechać?
- Nie, jest już późno. Spotkamy się jutro.
- Przyjadę po ciebie.
- Dobrze. Dobranoc, śpij dobrze.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też kocham.
Sophie odłożyła telefon i położyła się spać. Chciała żeby następny dzień przyszedł jak najszybciej….



Mam 4 rozdział. Wczoraj dostałam czegoś w stylu natchnienia xD. Liczę, że Wam się podoba ;*
I już tydzień jak prowadzę bloga. Jestem niezwykle szczęśliwa , że jest już ok.230 odwiedzin. To dzięki Wam. Tak więc dziękuję z całego serca <3
Jesteście niesamowite !!!!!
Pozdrawiam, Special Girl xoxo
Pokaż wszystkie (14) ›
 

le-bonheur
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

fanka1d
 
(...)- Louis Tomlinson - powtórzyłam cicho z niedowierzaniem, a łza spłynęła mi po policzku - a jednak to on
Na początku koncertu Lou wpatrywał się we mnie, a ja w niego . Oboje szczerzyliśmy się do siebie.
Z niewiadomego powodu byłam... szczęśliwa. Tak, pierwszy raz od zerwania z Luckiem byłam naprawdę szczęśliwa.
W pewnym momencie jego koledzy, zauważyli, że nie odwracamy od siebie wzroku i wszyscy naraz się na mnie popatrzyli . Zarumieniłam się.
- Tą piosenkę chciałbym zadedykować mojej przyjaciółce Rose Green - mówił Louis -  Chodź do nas Rose !
Patrzył na mnie prosząco . Zatkało mnie, nie wiedziałam co robić.
- No leć Rose ! - krzyknęła po chwili Stella po czym mnie popchnęła
Weszłam powoli po schodach i popatrzyłam na widownię. Był tak ogrom fanek . To musiało być niesamowite śpiewać dla tak wielkiej liczby osób .
- Pamiętasz mnie jeszcze ? - zwróciłam się do niego
- Jak mógłbym zapomnieć - odpowiedział - Nawet nie wiesz jak tęskniłem - już szepnął
- Ja też tęskniłam - odpowiedziałam po czym złapał mnie za rękę i zaczął śpiewać razem z chłopakami piosenkę "Little Things" .
Strasznie się wzruszyłam i na koniec wybuchłam płaczem. Lou widząc to bardzo mocno mnie przytulił.
Była to ostatnia piosenka tego koncertu,  dlatego tuż po niej chłopaki podziękowali fanom za przybycie i zaprosili mnie za kulisy.
Ja chwyciłam Stellę za rękę i poszłam za nimi .
- Nawet nie wiesz jak tęskniłem - powiedział Louis chwytając mnie za ręce
- A ja myślałam, że o mnie zapomniałeś - uśmiechnęłam się
- Nigdy - odpowiedział po czym ponownie mnie przytulił. Chwilę później byliśmy już ściśnięci przez resztę zespołu .
Gdy wyswobodziłam się z uścisku przedstawiłam im Stellę, a oni przedstawili się nam, przy okazji każdą ściskając .
- Może pójdziemy na kawę ? - zaproponował chłopak w kręconych włosach . Na imię miał chyba Harry .Nie zdążyłam jeszcze zapamiętać ich imion .
- Bardzo dobry pomysł - odpowiedział Niall . Jego imię zapamiętałam, ponieważ od kilku minut bez przerwy gapił się na Stellę i z wzajemnością .
- Oczywiście, jeśli panie się zgodzą - powiedział Zayn . Jego imię także zapamiętałam, ponieważ bez przerwy się do mnie uśmiechał.
Wszyscy popatrzyli się na nas pytająco.
- No oczywiście - powiedziałam - takiej okazji nie można zmarnować.
- No to postanowione ! - krzyknął chłopak o brązowych włosach, chyba Liam .
Po 15 minutach wyszliśmy z sali koncertowej i udaliśmy się przez park do kawiarni . W drodze dowiedziałam się o nich wielu ciekawych rzeczy i wiedziałam w końcu jak mają na imię. Mulat to był Zayn, z jasnymi włosami to Niall, Ten w brązowych lokach to Harry, a z brązowymi, krótko ściętymi włosami to jest Liam . Dowiedziałam się, że chłopaki mieszkają koło mnie . To była najlepsza ze wszystkich wiadomości .
Gdy wreszcie doszliśmy na miejsce, usiedliśmy i zamówiliśmy dwa cappuccin'a i pięć kaw . Za wszystko zapłacił Lou . Było mi trochę głupio, że on to zrobił, ale postanowiłam się tym nie przejmować .
Wszystkie zamówienia lada chwila zostały przyniesione.
Gadaliśmy, gadaliśmy i gadaliśmy . Zupełnie jak w podstawówce...
Gdy dochodziła  21, Louis zaproponował żebyśmy obejrzeli u nich film, reszta chłopaków w 100% się zgodziła .
- No nie wiem - zawahałam się
- Oj, Rose - powiedział Louis i pocałował mnie w policzek
- No okey - powiedziałam po czym pocałował mnie po raz drugi.
Po 15 minutach byliśmy już w aucie i jechaliśmy .
Auto było duże, dlatego zmieściliśmy się wszyscy . Prowadził Harry, a koło niego siedział Liam. Z tyłu siedział Louis, ja, Zayn, Niall i Stella .  
W drodze wszyscy się śmialiśmy, bo Lou opowiadał kawały . Było naprawdę świetnie .
Po dojechaniu pobiegłam do babci . Zastałam ją w pokoju leżącą na łóżku .
- Babciu co Ci jest ? - zapytałam zaniepokojona
- Źle się czuję, ale to na pewno przejdzie.
- Czyli mogę iść do kolegów ? Mieszkają obok .
- No oczywiście. Jak coś to będę dzwonić
- To pa babciu
- No pa
Nie wiedziałam czy zostawiać babcię samą, bardzo się o nią martwiłam.
Po chwile namysłu pożegnałam po raz drugi babcię i pobiegłam do sąsiadów .
Dotknęłam dzwonek i zadzwoniłam . Już po chwili przed drzwiami pojawił się Zayn .
- Hej - powiedział nie odrywając ode mnie wzroku - Wejdź
Nieśmiało weszłam środka i stanęłam jak wryta . Na kanapie zobaczyłam przytulających się Stellę i Nialla.
- Wow - krzyknęłam - szybcy jesteście.
W odpowiedzi tylko się zaśmiali .
Następne poszłam do kuchni, tak jak myślałam siedziała tam cała czwórka .
- Co tam ? - spytałam uśmiechając się słodko
- A po staremu - powiedział Lou
- Śliczna jesteś - palnął Zayn
- Łapy precz ! Ona jest moja ! Tylko moja ! - warknął Tomlinson - niech któryś spróbuje mi ją tknąć, a pożałuje !
Wszyscy wybuchliśmy śmiechem .
- Helooł ! Ja tu jestem ! - powiedziałam z rozbawieniem po czym obojga cmoknęłam w policzko - co oglądamy ?
- Horror ! - krzyknęła Stell
- Już wybraliśmy ! - dołączył się Niall
Wszyscy się zbiegli żeby zająć najlepsze miejsca na kanapie . Ja usiadłam koło Zayna i Louisa .
Włączyli film i zaczęliśmy oglądać .
Byłam bardzo śpiąca, dlatego tuż po rozpoczęciu zasnęłam .

*Oczami Louisa*

Ona tak pięknie wygląda jak śpi - pomyślałem
Po chwili film dobiegł końca . Wszyscy rozeszli się do swoich pokoi, a ja wziąłem Rose na ręce, zaniosłem do swojego i położyłem na łóżku .  Ja sam ułożyłem się koło niej i usnąłem (...)
_____________________________________________________
OMG! 24 komentarze ! Nie spodziewałam się totalnie ;**
Ten rozdział to DNO .
Jutro lub po jutrze następny ; ) Może się zdażyć, że dopiero w piątek ;c
Dużo nauki teraz mam . Do tego jeszcze szkoła muzyczna. Z fletu poprzecznego mam dużo zaległości, bo nasza pani chyba ma nowotwór (nie jestem pewna ), a już w styczniu egzamin ;/ Masakra . Dobrze chociaż, że mam fajny utwór bo Jezioro Łabędzie .
A baba z zastępstwa jest idiotyczna, że tak myślę czy to czasem nie jakiś niedorozwój ;/
Do tego z kształcenia pisaliśmy 2 kartkówki i sprawdzian .
No, a z audycji muzycznych piszemy w poniedziałek i mamy koncert z chóru w piątek ;/ MASAKRA !!!

Dobra . Kończe . Trzymajcie się !
Julka .
______________________________________________________
Pokaż wszystkie (29) ›
 

nickel-back
 
Biegnąc ulicą myślałam tylko o jednym. O tej wrednej babie, która kazała mi iść do dyrektora za to, że „niestosownie się do niej odzywałam”. Przecież to ona nie wiadomo po co mi robiła wyrzuty ze spóźnienia. Mogła sobie darować! Ale nie! Ona oczywiście musiała wtrącić swoje trzy grosze! Zupełnie jakby nie mogła mi po prostu wpisać do dziennika spóźnienia!
Podążałam ulicą w stronę przystanku. Ciągle niemiłosiernie lało. Miałam tylko nadzieję, że autobus przyjedzie szybko i nie będę musiała czekać nie wiadomo ile.
Oby tylko ta głupia baba do dyrektora nie poszła. Jeśli by tak zrobiła, miałabym kłopoty. Jednak nie chciało mi się nad tym myśleć, bo na samą myśl, o ostatnich wydarzeniach chciało mi się płakać. A po za tym ciągle mi zostawała do wymyślenia jakaś wymówka, dlaczego jestem wcześniej. Mama nie dawała się tak łatwo wodzić za nos i trzeba się było nieźle starać, żeby przełknęła kłamstwo. Nie lubiłam jej okłamywać, bo ona zawsze była wobec mnie szczera, ale ta sytuacja tego wymagała. Co miałam robić? Przecież nie mogłam nigdzie iść, bo nadal padało. Do kawiarni też nie mogłam iść, bo tylko bym się tępo wpatrywała w ścianę i ludzie wzięli by mnie za wariatkę.
Szłam patrząc pod nogi. Moje myśli zaczęły znowu krążyć wokół Jake’a. Gdy tylko wrócę do domu, napiszę do niego sms’a i spytam się, czy ma czas, aby się spotkać, pomyślałam. Oczywiście musielibyśmy się umówić w jego, albo moim domu. W taką pogodę nic innego się nie dało robić. A zresztą… Nawet jeśli się dzisiaj nie spotkamy, to przecież możemy popisać. Zawsze coś…
I nagle to musiało, po prostu musiało się wydarzyć. Tak to przecież jest, kiedy sie patrzy się na drogę.
-Ojć! Przepraszam…- wyjąkałam do mężczyzny, z którym się zderzyłam.
Na oko był ode mnie starszy o trzy lata. Z pewnością nie chodził już do gimnazjum. Zza jego okularów spoglądały na mnie mądre oczy.
-Nic, nie szkodzi- uśmiechnął się do mnie.
Odpowiedziałam mu tym samym. Już miałam iść dalej, lecz nagle, wydarzyło się coś jeszcze.
Nastąpiło głośne „CHLUP!” i po chwili oboje ociekaliśmy wodą zmieszaną z błotem.
-Co to, do cholery?!- krzyknęłam spoglądając na odjeżdżającą ciężarówkę.
Zaczęłam wymachiwać ręką kierunku oddalającego się pojazdu.
I wtedy spojrzałam na mężczyznę obok mnie. Jednak w tej samej chwili on wpadł na ten sam pomysł. Nasze oczy się spotkały. Wystarczyło jedno spojrzenie a po chwili oboje śmialiśmy się jak opętani. Ten wybuch śmiechu trwał parę dobrych chwil, a gdy już odrobinkę się uspokoiliśmy, wyciągnął do mnie rękę:
-Jestem Steven, ale mów mi Steve- powiedział- A ty jak masz na imię?
Zaskoczyło mnie to nagłe przejście na „ty”. Przecież byliśmy ludźmi poznanymi na ulicy. No ale cóż…
-Jestem Emily. Miło mi ciebie poznać.
Uścisnęłam jego dłoń.
-Masz może chusteczkę- wskazał na swoją twarz.
W jednej chwili zrozumiałam o co mu chodzi. Jego okulary były umazane błotem. Czy on cokolwiek przez nie teraz widział?
Sięgnęłam do kieszeni płaszcza i wyciągnęłam pomiętą chusteczkę:
-Proszę.
-Dzięki.
Zaczął wycierać swoje okulary, a po chwili spytał:
-Co tutaj robisz, Emily?
-Em… Tak sobie idę… Przed siebie w dal…
-Aha… Czyli twoim hobby, jest chodzenie po mieście z zachmurzoną miną i wpadanie na przechodniów? – spytał, śmiejąc się.
-Przecież przeprosiłam… Em… Urwałam się z lekcji… Nauczycielka mnie wkurzyła i wiesz…
-Nie martw się. Niektórzy tacy są. Myślą, że są najważniejsi i tylko oni się liczą. Nie warto sobie  nimi zaprzątać głowy…
Tak. Tak! Przecież on miał rację! Co mnie ona obchodzi?! Chce być zołzą to niech sobie nią będzie.
-Dziękuję! Masz rację. Czemu ja na to nie wpadłam? Dziękuję.
-Nie ma sprawy. Czekasz na autobus?
-Taaak.
-To mam złą nowinę. Właśnie ci odjechał…
~~~~~~~~~~~~
To już lekkie przegięcie! Żeby tyle nieszczęść zdarzyło się jednego dnia?! Horror! ;/
Niedawno nasmażyłam naleśników! Jutro mamy konkursik na najlepsze naleśniki w szkole =]
Mam nadzieję, że uda mi się zająć jakieś dobre miejsce. Są cztery osoby razem ze mną, więc może mi się uda? Kto wie… Trzymajcie kciuki.
(Tak, wiem… To chore, żeby przynosić naleśniki do szkoły :D )
Oh! Uwielbiam tą muzykę :D

~Bad
 

kaman3123
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

muppetowa
 
Biegnąc ulicą myślałam tylko o jednym. O tej wrednej babie, która kazała mi iść do dyrektora za to, że „niestosownie się do niej odzywałam”. Przecież to ona nie wiadomo po co mi robiła wyrzuty ze spóźnienia. Mogła sobie darować! Ale nie! Ona oczywiście musiała wtrącić swoje trzy grosze! Zupełnie jakby nie mogła mi po prostu wpisać do dziennika spóźnienia!
Podążałam ulicą w stronę przystanku. Ciągle niemiłosiernie lało. Miałam tylko nadzieję, że autobus przyjedzie szybko i nie będę musiała czekać nie wiadomo ile.
Oby tylko ta głupia baba do dyrektora nie poszła. Jeśli by tak zrobiła, miałabym kłopoty. Jednak nie chciało mi się nad tym myśleć, bo na samą myśl, o ostatnich wydarzeniach chciało mi się płakać. A po za tym ciągle mi zostawała do wymyślenia jakaś wymówka, dlaczego jestem wcześniej. Mama nie dawała się tak łatwo wodzić za nos i trzeba się było nieźle starać, żeby przełknęła kłamstwo. Nie lubiłam jej okłamywać, bo ona zawsze była wobec mnie szczera, ale ta sytuacja tego wymagała. Co miałam robić? Przecież nie mogłam nigdzie iść, bo nadal padało. Do kawiarni też nie mogłam iść, bo tylko bym się tępo wpatrywała w ścianę i ludzie wzięli by mnie za wariatkę.
Szłam patrząc pod nogi. Moje myśli zaczęły znowu krążyć wokół Jake’a. Gdy tylko wrócę do domu, napiszę do niego sms’a i spytam się, czy ma czas, aby się spotkać, pomyślałam. Oczywiście musielibyśmy się umówić w jego, albo moim domu. W taką pogodę nic innego się nie dało robić. A zresztą… Nawet jeśli się dzisiaj nie spotkamy, to przecież możemy popisać. Zawsze coś…
I nagle to musiało, po prostu musiało się wydarzyć. Tak to przecież jest, kiedy sie patrzy się na drogę.
-Ojć! Przepraszam…- wyjąkałam do mężczyzny, z którym się zderzyłam.
Na oko był ode mnie starszy o trzy lata. Z pewnością nie chodził już do gimnazjum. Zza jego okularów spoglądały na mnie mądre oczy.
-Nic, nie szkodzi- uśmiechnął się do mnie.
Odpowiedziałam mu tym samym. Już miałam iść dalej, lecz nagle, wydarzyło się coś jeszcze.
Nastąpiło głośne „CHLUP!” i po chwili oboje ociekaliśmy wodą zmieszaną z błotem.
-Co to, do cholery?!- krzyknęłam spoglądając na odjeżdżającą ciężarówkę.
Zaczęłam wymachiwać ręką kierunku oddalającego się pojazdu.
I wtedy spojrzałam na mężczyznę obok mnie. Jednak w tej samej chwili on wpadł na ten sam pomysł. Nasze oczy się spotkały. Wystarczyło jedno spojrzenie a po chwili oboje śmialiśmy się jak opętani. Ten wybuch śmiechu trwał parę dobrych chwil, a gdy już odrobinkę się uspokoiliśmy, wyciągnął do mnie rękę:
-Jestem Steven, ale mów mi Steve- powiedział- A ty jak masz na imię?
Zaskoczyło mnie to nagłe przejście na „ty”. Przecież byliśmy ludźmi poznanymi na ulicy. No ale cóż…
-Jestem Emily. Miło mi ciebie poznać.
Uścisnęłam jego dłoń.
-Masz może chusteczkę- wskazał na swoją twarz.
W jednej chwili zrozumiałam o co mu chodzi. Jego okulary były umazane błotem. Czy on cokolwiek przez nie teraz widział?
Sięgnęłam do kieszeni płaszcza i wyciągnęłam pomiętą chusteczkę:
-Proszę.
-Dzięki.
Zaczął wycierać swoje okulary, a po chwili spytał:
-Co tutaj robisz, Emily?
-Em… Tak sobie idę… Przed siebie w dal…
-Aha… Czyli twoim hobby, jest chodzenie po mieście z zachmurzoną miną i wpadanie na przechodniów? – spytał, śmiejąc się.
-Przecież przeprosiłam… Em… Urwałam się z lekcji… Nauczycielka mnie wkurzyła i wiesz…
-Nie martw się. Niektórzy tacy są. Myślą, że są najważniejsi i tylko oni się liczą. Nie warto sobie  nimi zaprzątać głowy…
Tak. Tak! Przecież on miał rację! Co mnie ona obchodzi?! Chce być zołzą to niech sobie nią będzie.
-Dziękuję! Masz rację. Czemu ja na to nie wpadłam? Dziękuję.
-Nie ma sprawy. Czekasz na autobus?
-Taaak.
-To mam złą nowinę. Właśnie ci odjechał…
~~~~~~~~~~~~
To już lekkie przegięcie! Żeby tyle nieszczęść zdarzyło się jednego dnia?! Horror! ;/
Niedawno nasmażyłam naleśników! Jutro mamy konkursik na najlepsze naleśniki w szkole =]
Mam nadzieję, że uda mi się zająć jakieś dobre miejsce. Są cztery osoby razem ze mną, więc może mi się uda? Kto wie… Trzymajcie kciuki.
(Tak, wiem… To chore, żeby przynosić naleśniki do szkoły :D )
Oh! Uwielbiam tą muzykę :D


P.S Przepraszam, że musicie długo czekać na wpisy, ale brakuje mi troszkę czasu... Codziennie odpytywanie, sprawdziany, kartkówki... :/
Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Kategorie blogów