Wpisy oznaczone tagiem "rozdział1" (11)  

miko2904
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

miko2904
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

miko2904
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

miko2904
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

livli5
 


Kochasz mnie? Czeka cię bolesna śmierć,
Lubisz mnie? Ze smakiem w całości pożrę cię,
Nienawidzisz mnie? Zaraz cię z radością zjem,
Zdradzasz mnie? Brutalnie topię cię,
Boisz się? Wieczność lękaj się mnie!

~*~

- Nie obijać się, szczury lądowe! Rysiek nie śpij, tylko bierz się za robotę! To nie rejs wycieczkowy, tylko moja łódź, do cholery! – Krzyk kapitana niósł się echem w nocnej głuszy. – Widzisz młokosie. Jak się jest kapitanem to trzeba mieć autorydet... atoryded... cholera!

- Autorytet? – Gilbert mruknął, odsuwając się od lekko spitego kapitana. Jeszcze parę godzin temu, poszedłby za tym człowiekiem w ogień. Teraz najchętniej uciekłby, gdzie pieprz rośnie.

- O, autorytet! – klepnął chłopaka po plecach, na co ten skrzywił się z bólu. - Trza umieć do roboty zagonić! Wstrętna zdzira z tego morza wiesz, młokosie? Zlekceważysz ją, a cię pożre żywcem. Już wolałbym bachora. – zaciągnął kolejny łyk z butelki.

– Trzymaj młody, za cichy jesteś! – szkło w jego dłoni zabrzęczało niepokojąco. Gilbert już chciał odmówić, ale widząc nieznoszący sprzeciwu wzrok pijanego kapitana, pociągnął spory łyk. Czując smak oleju lnianego z alkoholem, miał ochotę wszystko zwrócić na pokład. Cudem przełknął i oddał butelkę, obiecując sobie unikać tego specyfiku do końca życia.

- Ale dzieciuch z ciebie młokosie. Pić nie umiesz, świat schodzi na psy, ale nie bój żaby, do końca rejsu zrobim z ciebie swego chłopa. W końcu od morza nie uciekniesz. Ta zdzira, jest jak żona. Straszna, zrzędliwa i po dłuższym czasie ma jej się dość, ale tylko ona da ci jedzenie i kochanie za darmo. Takie jest morze. Widzisz młokosie, my marynarze mamy dwie żonki, jak jedna nam wejdzie pod skórę to idziemy do drugiej. – roześmiał się wniebogłosy, rozlewając trochę trunku na pokład. – Nigdy nie wiemy, która nas pierwsza wykończy! – zarechotał jeszcze głośniej, z własnego żartu, aż śmiech przerodził się w duszący kaszel. Z trudem złapał oddech, a jego twarz poczerwieniała od braku tlenu. Zaciągnął się morskim powietrzem i przekrwionymi oczami spojrzał na pracującą załogę. – Rysiek! Co ja ci mówiłem?! – wstał chwiejnie i ruszył w stronę rudego marynarza w średnim wieku.

Gilbert musiał przyznać, że lata na morzu nauczyły tego człowieka zachowywać równowagę przy największych wiatrach, nawet tych urojonych. Szybko doszedł do wniosku, że kapitan nie tylko równowagę ma dobrą, ale i spust, więc widząc jedyną taką okazję, szybko ulotnił się w stronę swojej kajuty.

- Ej, Gil, a ty gdzie? – młody mężczyzna zaśmiał się, poprawiając swoją białą czapkę i szczerząc wszystkie zęby. Gilbert skrzywił się widząc pomiędzy nimi pozostałości po kolacji. Marynarz oparł się o trzymany w dłoniach mop i uśmiechnął się jeszcze szerzej, widząc zakłopotanie chłopaka.

- Ja muszę... - mruknął, szukając wymówki do szybkiej ucieczki, nie miał zamiaru pozwalać sobie na powtórkę z rozrywki. Już miał palnąć pierwszą lepszą bajeczkę, gdy podszedł do nich o głowę wyższy od ich dwójki blondyn.

- Janek, daj mu spokój. Znasz kapitana, jeśli nie ucieknie teraz, to zostanie zapity na śmierć.

Gilbert wzdrygnął się odruchowo, był wstanie uwierzyć mu na słowo.

- E tam, przesadzasz – machnął ręką na przyjaciela. – Nie mamy tyle flaszek na pokładzie, a co Eryczku, wolisz zająć jego miejsce?

- Ja ci dam Eryczka!

Gilbert stał oniemiały, jakby nogi wrosły mu w pokład. Przed nim dwójka niewiele od niego starszych mężczyzn, wyglądających na nie więcej niż trzydzieści lat, właśnie toczyła bój na kije. Janek dzielnie bronił się swoim mopem, a Eryk niczym profesjonalista atakował wiosłem od łodzi ratunkowej, którą pochwycił, jak najwyższej jakości szable.

- A masz, ty szczurze lądowy! – Zamachnął się tak, że Gilbert musiał się odsunąć, by nie dostać ociekającym wodą, mopem.

- Oż, ty! Już nie żyjesz! Ty... ty, karaluchu! – Eryk sparował cios i sam zaatakował, próbując zachować powagę. Gilbert musiał przyznać, że niezbyt mu to wychodziło, bo zamiast wyrazu śmiertelnie obrażonego człowieka, wyglądał jakby za chwilę miał wybuchnąć śmiechem.

-Dzieci... - mruknął, przechodzący obok nich stary marynarz. Podniósł wiadro z brudną wodą i wkroczył miedzy zabawowiczów. - Koniec zabawy, bo poczujecie smak brudu pokładowego.

- Spokojnie staruszku! Po co te groźby, już wracamy do roboty. – Janek uniósł na znak poddania swój mop, a Eryk odłożył wiosło na miejsce. Starzec podszedł do niego i trzepnął go w potylicę głowy, z naburmuszoną miną.

- Au! A to, za co?

- Za kozaczenie i pustkę w łepetynie. Wiesz, co to jest?

- No, łódź ratunkowa, staruszku.

- A teraz wyobraź sobie, że jesteś na niej sam, na morzu i nie masz wiosła przez twoje głupie zabawy. – zgromił go spojrzeniem i trzasnął jeszcze raz, tylko tym razem w plecy. – A skoro chodź tyle do ciebie dotarło, to do roboty, a nie dziecinady odstawiacie.

Gilbert, czując, że jeśli teraz się nie ulotni, to i on dostanie reprymendę, ewakuował się sprzed ich wzroku. Dotarł do schodów, gdy z spod pokładu wyszedł czarnowłosy mężczyzna. Chłopak na jego widok zamarł, a po plecach przeszły mu dreszcze. Człowiek ten miał niezwykły na swój sposób wygląd. Ciemne włosy, oraz broda wydawały się, nie być strzyżone od paru miesięcy. Umięśniona sylwetka przytłaczała swoją siłą, ale nie to budziło w chłopaku niepokój. Gilbert wstrzymał powietrze, gdy dostrzegł, że twarz mężczyzny pokryta jest wieloma bliznami. Spuścił wzrok i poczekał, aż ten przerażający człowiek, go minie. Dopiero, gdy oddalił się, mógł z ulgą wypuścić powietrze.

Z niejakim zawodem uświadomił sobie, że nie tak wyobrażał sobie tę podróż. Miała to być wyprawa pełna wolności, a jak na razie z każdej strony czuł się przytłoczony na swój sposób. Westchnął zrezygnowany i marząc jedynie o ciepłym łóżku, albo przynajmniej hamaku pragnął pogrążyć się w krainie snów.

Zszedł pod pokład, gdy nagle grunt uciekł mu spod nóg. Z hukiem uderzył o drewniany pokład statku. Jęknął ocierając poobijane miejsca. Do jego uszu dotarł wrzask dochodzący z pokładu. Wiele głosów, niezrozumiale przekrzykiwało siebie nawzajem. Jego serce załomotało szybciej, a rozum podsuwał wszystkie straszne historie o rozbitych statkach, o pożartych przez rekiny marynarzach i innych równie nieciekawych sytuacjach. Gilbert podniósł się niemal natychmiast i pobiegł z powrotem na górę. Pokład był w totalnym chaosie. Dwóch marynarzy minęło go o mały włos nie tratując. Wszędzie biegali ludzie krzycząc do siebie jakieś polecenia.
  • awatar Kate - Writes: Dla czegoś takiego warto rzucić polski na bok. Uwielbiam opowiadania w tej tematyce, jesteś moim bogiem.
  • awatar Kate - Writes: "Już nie żyjesz!" xD
  • awatar (NIE)Przyjaciółki: Hej! Weszłam zobaczyć co tam na twoim blogu słychać i widzę, że zaczęłaś nowe opowiadanie. Świetnie się je czyta! Teraz będę musiała kilka razy myśleć nad rozdziałami do AS. Powodzenia w pisaniu :D
Pokaż wszystkie (5) ›
 

wearethesecret1
 
Kocham Cię...

Znacie te dwa cudowne słowa? Według mnie nie było niczego piękniejszego. Cóż, przynajmniej nie od czasu, w którym poznałem ją.

Zawsze, kiedy ktoś opowiadał mi bajeczki o amorkach, cudownej miłości i innych takich, miałem ochotę wyskoczyć przez okno. Lub po prostu - wyrzucić tego kogoś. Byłem tylko głupim, małym gówniarzem, więc skąd miałem wiedzieć o tym, że miłość jest czymś najpiękniejszym, co może spotkać człowieka?

Ally. Ona jest moją miłością. Była, jest i zawsze będzie, choćby waliło się i paliło. To moje oczko w głowie. Moja kochana księżniczka, o którą kocham ponad całe życie. Dla niej mógłbym wskoczyć w ogień, skoczyć z najwyższego szczytu...

Kocham ją.

Będę ją kochać do końca życia.
Wymieniliśmy się sercami.
Będziemy razem już zawsze.

***
*Rozdział 1*

Jestem szczęśliwa, bo w końcu wszystko układa się tak jak powinno. On mnie kocha. Harry naprawdę mnie kocha... Powiedział mi o tym wczoraj.
Byliśmy w naszym miejscu - przy tej ogromnej wierzbie, rosnącej niedaleko jeziora. Nasza trzecia randka. Mimo wszystko - inna. Och, tak. Zdecydowanie różniła się od wszystkich innych.
Spojrzał na mnie tymi wielkimi, zielonymi oczami. Patrzył na mnie tak inaczej, tak czule... Czułam się tak jak potrzebowałam tego od naprawdę długiego czasu.
Czas jakby zatrzymał się specjalnie dla nas, a wtedy to usłyszałam. Dwa cudowne słowa, które potrafią zmienić wszystko.
Też Cię kocham, Harry...

To takie szalone. Mieliśmy tylko po szesnaście lat, wszyscy powtarzali nam, że jesteśmy za młodzi.
"Wasz związek jest piękny...", usłyszałem pewnego ni stąd, ni z owąd, z ust mojej starszej siostry - Gemmy. Spojrzałem na nią jak na największą dziwaczkę.

“Jest piękny. Ale jesteście jeszcze młodzi i wszystko może zmienić się w ciągu dwóch minut. Jedna kłótnia, jedno niewłaściwe słowo. Hazz, kocham cię. Jesteś moim bratem i zawsze będę stała za tobą, jednak proszę - nie popełnijcie błędu. Jesteście cholernie młodzi, nie wiecie niczego o wieczności...”


Nie chciałem jej słuchać. Nikt niczego nie rozumiał, prawda była taka, że pokochałem Ally w momencie, w którym poznałem prawdziwą ją. Zawsze była dla mnie ogromnie ważną częścią mojego życia. Postanowiłem wyznać jej miłość od razu po tym, jak usłyszałem od Gemmy te słowa.
Wyznałem mojej Ally miłość i przy okazji powiedziałem o tym, jak bardzo mi na niej zależy. Jak się okazało, nie było to jednostronne uczucie... Zawsze o tym wiedziałem.
Co z tego, że mieliśmy tylko szesnaście lat? Byliśmy gorsi? Czy nie potrafiliśmy kochać tylko dlatego, że byliśmy młodsi? Bezsens...
Obudziłem się i starałem się przypomnieć sobie wszystko to, co niedawno się wydarzyło. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego obudził mnie wiatr, wiejący prosto w moją twarz. Nie powinienem być w swoim własnym łóżku, pod kołdrą?
Otworzyłem oczy i w tym samym momencie uświadomiłem sobie, że w moich ramionach zasnęła przecież Ally. Siedzieliśmy pod tą wielką wierzbą, a nad naszymi głowami na tym ogromnym niebie świeciły delikatnie małe gwiazdy. Moja dziewczyna były we mnie wtulona jak w pluszowego misia, co wydało mi się słodkie.

-Harry...? - usłyszałem nagle szept. Nie spała. - Obudziłam cię?

-Nie... - odparłem, całując ją delikatnie w czoło - Już myślałem, że to ja obudziłem ciebie.

-Nie, nie... - w dalszym ciągu szeptała. Jakby bała się, że ktoś nas usłyszy. No tak, bała się. Bolało ją to, co ludzie mówili.

Wiedziała, że za naszymi plecami mówili o tym, że to tylko szczenięcy związek. Zakładali się. "Jak długo Harry Styles wytrzyma ze swoją dziewczyną?". Denerwowało mnie to, ale przyzwyczaiłem się. Ale związek to dwie osoby...

-Ally... - przerwałem ciszę - Oni niczego o nas nie wiedzą. I nie muszą... Ważne jest to, że my wiemy, jak jest.

Nie odpowiedziała mi. Chyba ścierała łzy z policzków, jednak nie byłem tego pewien. Nie chciałem stawiać jej w kłopotliwej sytuacji, dlatego nie skomentowałem tego. Tylko przytuliłem ją do siebie jeszcze mocniej.

-Wiem i tym. - odpowiedziała nagle -Dziękuj ci Harry. Za to, że byłeś jesteś i... - załamał się jej głos - I za to, że mnie kochasz.

Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Po prostu odwróciłem ją ku sobie i lekko musnąłem jej usta.
Więc tak to jest, gdy jest się zakochanym? Czujesz się w t e n sposób. Wszystko nabiera kolorów, a tobie chce się żyć. Świat, jakby specjalnie na twoje życzenie, staje w miejscu, abyś ty mógł cieszyć się każdą chwilą. A prawda jest taka, że chwile są ulotne. Byliśmy młodzi i wierzyliśmy w wieczną miłość. Jednak zawsze znajdzie się coś.

-Harry... Proszę, pośpiewaj mi. - na ustach Ally pojawił się ten jej charakterystyczny uśmieszek. No tak, robiła wszystko, abyśmy nie wracali do domu. Nie chciała się rozstawać. Ale musiałem odstawić ją do domu, inaczej jej ojciec zabiłby mnie od razu - Oj, proszę...

Uhh...
Jej niebieskie oczy, które błyszczały nawet w ciemnościach. A może to tylko ja potrafiłem je dostrzegać w taki sposób?

-Ostatni raz. - zgodziłem się w końcu, a ona z wielkim zadowoleniem rzuciła mi się na szyję. - Hero?

-Hero.

***
Hejka! Wstawiłam prolog i rozdział pierwszy, ponieważ pierwsze wyszło dosyć krótkie. Mam nadzieję, że choć trochę Wam się spodoba :)
Niektóre rzeczy mogą być lekko niezrozumiałe, ponieważ piszę wszystko na Wattpadzie i tam zmieniam czcionkę. Jednak mam nadzieję, że dacie sobie radę ;)

Ps.Słuchał już ktoś "Made In The A.M."? Uważam, że jest to najlepszy album. Kto nie słuchał - polecam :D



Screenshot_2015-10-30-11-03-18.png
 

keszkewmeszke
 
Jak zwykle usiadłam w ostatniej ławce. Rozpakowałam się jeśli tak można nazwać wyłożenie na ławkę jedynego zeszytu , którego używałam w tym roku szkolnym i długopisu, który i tak prawie nie pisał. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i modląc się o jak najszybsze zakończenie najgorszej lekcji pogrążyłam się w czytaniu najnowszego e-booka. Kiedy powoli zaczęłam zagłębiać się w fabułę poczułam czyjś wzrok na sobie. Podniosłam głowę i w tej samej chwili tego pożałowałam. Moim oczom ukazała się sztuczna, nieumiejętnie pomalowana twarz. Spojrzałam na nią wzrokiem krzyczącym „czego?” a ona tylko uśmiechnęła się sztucznie i pisnęła o kilka decybeli za wysoko:
-Chciałam tu usiąść. Dobrze ci radzę się przesiąść.- byłam pewna że się przesłyszałam. Ta blond dziunia właśnie mi groziła. Na samą myśl o tym co mogłabym z nią zrobić parsknęłam śmiechem.
-To nie jest śmieszne- znowu usłyszałam irytujący głosik
-Dla mnie to jest wręcz komiczne- warknęłam lustrując ją wzrokiem
Wyraźnie speszona otworzyła usta chcąc coś powiedzieć, ale na szczęście moich uszu nie dobiegł żaden dźwięk
-Więc zmykaj ciągnąć fiuty, wypychać cycki czy jakie ty masz tam hobby a ode mnie się odpierdol bo to skończy się dla Ciebie źle.
Kolor jej twarzy zmienił się na czerwony a następnie purpurowy i odeszła mrucząc pod nosem, że mnie zniszczy.
-Lubię „wyzwania”-krzyknęłam w odpowiedzi na jej groźby rysując przy tym wyimaginowany cudzysłów palcami.
   Dzwonek oznajmujący koniec lekcji był dla mnie niczym wybawienie. Nie zważając na nic spakowałam swoje rzeczy, założyłam słuchawki i ruszyłam w stronę drzwi. Kiedy byłam tylko o krok od opuszczenia pokoju tortur drogę zagrodziło mi dwóch klasowych „przystojniaków” tak męskich że od początku roku zastanawiałam się czy aby nie są w jakimś „nowoczesnym” związku.. Chciałam ich ominąć, ale ze swoich dwóch chudziutkich ciał stworzyli tak umiejętny mur, że ciężko było się przebić. Patrzyłam na nich najgroźniejszym wzrokiem na jaki było mnie stać, ale to przyniosło skutek odwrotny do zamierzonego, bo jeden z nich zbliżył się do mnie i kierując dłoń w stronę mojej twarzy mruknął:
-Lubie niegrzeczne suczki a ty taka jesteś.
Złapałam jego rękę w locie i jednym zwinnym ruchem kopnęłam go w jego męskość, a raczej w miejsce w którym powinna się znajdować. Chłopak aż jęknął z bólu a ja dumna z siebie opuściłam salę lekcyjną słysząc za sobą jakieś mało wyszukane wyzwiska. Ze szkoły wyszłam niemal z prędkością światła i stojąc przed drzwiami napawałam się promieniami majowego słońca, które przyjemnie obmywało moją twarz. Po jakiejś minucie tego relaxu. Skierowałam się w  stronę garaży, które w naszej szkole były kojarzone tylko i wyłącznie z palarnią. Stanęłam z dala od wszystkich, którzy przyszli tu w tym samym celu jak ja
-Czemu jestem tak aspołeczna?- zapytałam sama siebie
-Może czas się uspołecznić- usłyszałam nieznajomy męski głos zza pleców
-A tobie chuj do tego- warknęłam nie myśląc nawet kim jest mój przypadkowy rozmówca
-Kobiecie nie przystoi.- odwróciłam się chcąc sprawdzić komu tak bardzo zależy, żeby mnie zdenerwować i wręcz osłupiałam. Moim oczom ukazał się chłopak, facet tak to sformułowanie lepiej do niego pasowało. Był bardzo wysoki i i niewyobrażalnie umięśniony. „Przejebałaś sobie u jakiegoś kafara, brawo Gabi”- pomyślałam. Nie chciałam pokazać mu swojej słabości to nie było w moim stylu. Złapałam głęboki wdech i nie wypuszczając powietrza z płuc syknęłam:
-Jebie mnie to- próbowałam zabrzmieć groźnie, ale widząc ironiczny uśmiech malujący się na twarzy chłopaka straciłam na to jakąkolwiek nadzieje
-Jebać to ja mogę ciebie- jego głos był tak podniecający, że przez moment naprawdę chciałam rozpatrzyć jego propozycje. Na szczęście trwało to naprawdę krótko, bo kilka sekund po tym jak z jego ust wydobyło się to zdanie spojrzałam mu głęboko w oczy i biorąc duży zamach wycelowałam otwartą dłonią wprost w jego twarz. Z dumą czekałam  na dźwięk jaki towarzyszy tej czynności, ale niecały centymetr przed upragnionym celem moją dłoń napotkała przeszkoda.
Zacisk jego ręki na moim nadgarstku sprawiał, że powoli czułam łzy napływające do moich oczu. „Gabryśka nie możesz się rozpłakać”-powtarzałam sobie w myślach. Patrzyłam mu prosto w oczy swoim spojrzeniem próbując mu przekazać, że mimo iż go nie znam już go nienawidzę, a on po prostu się uśmiechał. Nie tak zwyczajnie jego uśmiech był przepełniony dumą z samego siebie. Gapiliśmy się tak na siebie przez dobre dwie minuty. Czekałam na jego reakcje. Byłam gotowa na wszystko, a przez głowę przechodziły mi chyba najczarniejsze scenariusze jakie może sobie wyobrazić siedemnastolatka. Kiedy poczułam, że moja ręka jest już wolna byłam przygotowana do ucieczki, ale kiedy zobaczyłam oczy tego zajebiście przystojnego faceta moje nogi nie przyjęły żadnych impulsów wysyłanych z mózgu. Ciągle stałam i patrzyłam na niego jakby był jakimś muzealnym eksponatem. Kiedy nagle poczułam ogromne ciepłe dłonie w talii. Rozpłynęłam się jak masło na upale i zupełnie straciłam władze nad swoim ciałem. Głośno przełknęłam ślinę a chłopak obserwując moją reakcję na jego dotyk wydawał się być z tego bardzo zadowolony. Kilka sekund w tej pozycji wydawało się trwać wiecznie. Chciałam wziąć oddech, ale nieznajomy uniemożliwił mi to składając namiętny pocałunek na moich ustach. Automatycznie odwzajemniłam pocałunek i tym sposobem nasze języki zaczęły toczyć między sobą zażartą walkę. Mimo, że w tych sprawach byłam, aż nadto obeznana jak na dziewczynę w moim wieku jego usta dawały mi coś czego nie czułam nigdy. Byłam w swoim własnym matriksie. Marzyłam o tym by ta chwila trwała wiecznie, a kiedy wreszcie jego usta oddaliły się od moich poczułam się jak mała dziewczynka, której lód upadł na ziemie. Kilka sekund zajęło mi wracanie na ziemie i o to kilka sekund za długo, bo kiedy oprzytomniałam niesamowity nieznajomy był już kilkadziesiąt metrów ode mnie. Spojrzałam na grupkę ludzi, która obserwowała całe to zajście i chyba pierwszy raz w życiu poczułam się zawstydzona. Nie byłam w stanie wrócić na lekcje, więc od razu skierowałam się w stronę domu.
  • awatar Queen_of_Angel_s: Witamy powodzenia :)
  • awatar missalbaniiaa: @aandziia: dziękuję :)
  • awatar głosy w mojej głowie: Dobre opowiadanie :D Zdecydlwanie godne mojej uwagi :D Dobrze napisane, przyjemnie się czyta. Brakuje kilku przecinków, ale na tle całej reszty to tylko drobny szczegół :). Pisz dalej, a ja dodaję Cię do obserwowanych, żeby dowiedzieć się co będzie dalej :D
Pokaż wszystkie (8) ›
 

milcia0303
 
Imagin

#Rozdział1

Cześć, jestem Lola. Mam 17 lat. Mieszkam w Londynie razem z rodzicami i moją młodszą siostrą-Ashley. Vicky to moja najlepsza przyjaciółka za nią mogłabym oddać nawet życie. W moim otoczeniu ludzie wiedzą, że ze mną lepiej nie zadzierać. Jeśli dochodzi do starć fizycznych to ciężko jest mnie powstrzymać. Mam chłopaka Josh'a którego baaardzo kocham.

~~~~~~poniedziałek,rano,szkoła~~~~~~~
Jak zwykle siedziałam z Vicky w ławce. Akurat zaczynała się lekcja Matematyki Ugh... Kiedy nauczycielka zaczęła sprawdzać obecność do klasy wszedł, a raczej wparował jakiś chłopak. Oczywiście Vicky i te jej teksty. W związku z tym, że był nawet przystojny większość dziewczyn się na niego patrzyła. Oprócz mnie, bo byłam zajęta pisaniem sms-ów z Josh'em.
V: Lol, zobacz jakie ciaaacho.
L: Oj, Vicky na każdego tak mówisz. On jest normalnyyy jak każdy chłopak.
V: Taaa... każdy a gdyby to był Josh to by było ,,Ojj.. jakie ciacho"; ,,sexiak"; ,,patrz jaki slodziak" - mówiła i udawała mój głos. W końcu nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać oczywiście skończyło się to uwagą.
V: Z tego co zapamiętałam to nazywa się Zayn Malik i przyjechał tu z Madrytu
L: chcesz kolejną uwagę? - zachichotałyśmy. Nareszcie zadzwonił dzwonek. Wyszłyśmy na przerwę pod naszą klasą stał ... o dziwo Matt! Tak, ten Matt, któremu dałam kosza. Próbował się zemścić ale cóż ... nie wyszło mu. Od razu poszłyśmy pod salę komputerową i czekałyśmy na Josh'a. Oczywiście dostał sms-a, że czekamy na niego i jak to on ma w zwyczaju powiedział, że idzie do toalety, a przyszedł do nas.
J: Kochanie! Stęskniłem się za tobą- i obdarzył mnie soczystym buziakiem.
V: A może bez czułości?!- zaczęliśmy się śmiać. Wyszliśmy na główny korytarz i to co tam zobaczyliśmy było szokujące. ...

Sorki za błędy. Teraz będę częściej dodawać rozdziały. :) /Milka:3
 

onedirection999
 
Smacznie sobie spałam, gdy nagle się obudziłam bo usłyszałam dzwonek mojego telefonu. To był mój chłopak Rob. Za Chiny nie chciało mi się odbierać. No ale cóż obowiązek dziewczyny odebrać telefon o każdej porze, nawet.......o mój boże była 6 rano. Po co ten człowiek dzwoni. Ale odebrałam
-Czego dusza pragnie?- zapytałam zaspana.
-Pobudka! Dzisiaj jest nasza rocznica. Znosisz mnie już od roku. Za 20 min przyjade po cb, zabieram cię na wycieczkę-powiedział
Całkiem zapomniałam o rocznicy. Wypadło mi to z głowy.
Pożegnałam się z Robem i rzuciłam telefon na łózko.
Ubrałam się szybko w www.faslook.pl/collection/na-lato-3/ zeszłam na dół gdzie nie wiem dlaczego mój starszy brat jadł śniadanie. Zawsze wstaje bardzo późno.
-a gdzie się panienka wybiera?-zapytał
-Odczep się ok?-miałam go już czasami dość
-Uciekasz?
-Nie wychodze wcześniej, masz jakiś problem?
-Nie tak się tylko droczę
-Wychodzę, powiedz rodzicom, że nwm kiedy wróce.
Powiedziałam i wyszłam. Przed moim domem stał już samochód Roba. Wsiadłam zadowolona i jak zawsze na powitanie daliśmi sobie całusa.
Wyjechaliśmy. Po kilku min w radiu zaczęła leciec piosenka One Direction.
-Boże jak ja ich nie cierpię, nwm jak można ich słuchać-powiedziałam-proszę przełącz
-Nie to jest spoko radio wytrzymasz te kilka min.
-Ale to są pedały,plisssssssssss
-NO niech ci będzie, tak ładnie prosisz.
Rob nie chciał mi powiedzieć gdzie jedziemy. Widziałam tylko że na siedzieniach z tyłu miał jakieś torby.
-Mógłbyś mi przynajmniej trochę zdradzić gdzie jedziemy?-zapytałam po 10 min jazdy.
-Nie to ma być  niespodzianka. Nbój się nie zginiesz ze mną
-Czasami się tego obawiam-powiedział bardzo cicho
-coś mówiłaś, bo wiesz że już jestesm trochę głuchy
-nie nic. Jedź spokojnie
Zastaniawiałam się gdzie Rob może mnie zabrać. Przychodziły mi różne pomysły, niektóre bardziej realistycznie inne mniej.
-Już jesteśmy.-powiedział Rob
Myślałam, że on robi sobie jaja. Byliśmy nad jeziorem niedaleko mojego domu.
-Jechałęś 30 min okrężną drogą , jak mogła nam to zając 10min?- zapytałam
-Chciałem żebyś się martwiła że gdzieś cię wywiozę.
-Jaki ty głupi jesteś.-powiedziałam i popchałam go do wody. Wiedziałąm że jak tylko wyjdzie zrobi mi to samo, więc szybko wciągnęłam wszystko z siebie <oczywiście zostawiłam bielizne>
i wskoczyłam z pomostu do wody.
Bawiłam się z Robem w jeziorze znakomicie. Po godzinie woda zrobiła się strasznie zimna, więc wyszlismy. Dobrze że Rob pomyślał o tym i wziął ręczniki. Myślałam że to już koniec niespodzianek, ale nie. Rob miał jeszcze koc i różne jedzienie, więc zrobilismy piknik.
-Kocham cię- powiedziałam i zaczęłam go całować.
-Uwierz mi że ja również.
Nagle zobaczyłam coś co mnie zamurowało. Podeszłam szybko do słupa informacyjnego, a tam wielki plakat, że w sobotę odbedzie się koncert One Direction na stadionie.
-No kur** Te pedały mają tu koncert co 2 mies, niech wyjadą sobie gdzies indziej. Niech nie mieszkają w tym Londynie, przez nich to miasto schodzi na psy.-powiedziałam do Roba
-no masz trochę racji, ale już się nie denerwuj, usiądz tyłem i kontynuujmy nasz romantyczny piknik no i pocałunek.
Przez cały czas nie mogłam myśleć o tym koncercie. Pomyślałam że pewnie moja kuzynka Charlie pójdzie na ten koncert w końcu ich uwielbia. Nwm jak tak można.
Rob odwiózł mnie do domu o 14.
Gdy otworzyłam drzwi zobaczyłam moją mamę, tatę, ciocię, wujka i 13 letnią Charlie.
-Musimy porozmawiać-powiedziała mama
-słucham uważnie
-lepiej usiądz bo to bd trudne-odparła ciocia
-W sobotę Charlie idzie na koncert One Direction i jest tam potrzebna osoba która skączyła 16 lat, a jak wszyscy wiemy ty juz skączyłaś
Bałam się co będzie dalej, ale nie chciałam o tym myśleć. To mnie przerażało.
-i co z tym wspólnego-powiedziałam
-pójdziesz na ten koncert z nią.
Myślałam że umrę. To było chore.
-ale dlaczego ja, nie może ktoś inny. Wiecie jak ja ich nienawidzę.
-nie możemy. Wyjeżdzamy z tatą, ciocią i wujkiem do kina, na maraton filmów romantycznych.-powiedziała mama
-A Josh nie może- zapytałam
-Powiedziała że nie bo spotyka się z Kim <kim to jego dziewczyna>
-ale ja wtedy spotykam się z Robem
-Trudno
-aaaaaaaaaaaa
Wykrzyczałam i pobiegłam do siebie do pokoju.
-Kurde mam ich wszystkich gdzieś, widac moje uczucia się nie liczą.
Usłyszałam z dołu "no nawet dobrze to zniosła"
-Tak zajebiście poprostu- pomyślałam, ale trudno musiałam iśc z Charlie na ten głupi koncert.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To narazie pierwszy rozdział, wieczorem Paulina doda następny. <3 mam nadzieję że wam się spodobał.
/Daddy Direction <3333
Pokaż wszystkie (5) ›
 

amanda573
 




                 Rozdział 1

 
  MYŚLI ELENY

pożegnałam się ze Stefanem,zabrałam swoje rzeczy i poszłam do samolotu wraz z Damonem.W samolocie zajełam swoje miejsce od brzegu bo nie lubiłam siedziec przy oknie za to Damon uwielbiał.Gdy usiedliśmy byłam bardzo zmęczona więc po 10 minutach zasnełam przytulona do Damona


 MYŚLI DAMONA

 Patrzyłem w okno,zaczym odwróciłem się do Eleny ona zasneła wtulona w mój tors. Podobało mi się to ale pewnie bardziej ucieszyła by się jak by na moim miejscu był Stefan. Jedno mnie zastanawiało dlaczego Elena chciała ze mną leciec do Jeremiego po co!! tego nie wiem ale jednego jeste pewień kocham ją i nigdy nie przestanę ale to mnie rani,zabija od środka jak patrze na mojego braciszka i moją ukochaną.. co ja wygaduje ona nie jest moja tylko stefana a moja nigdy nie bedzie bo przecież Damon zawsze żyje w cieniu swojego brata


   PO 4 GODZINACH BYLI NA MIEJSCU

Damon-eleno wstawaj jesteśmy na miejscu=powiedział całując ją w czoło
Elena-już,wezmiesz moje rzeczy?
Damon-a co będe z tego miał=uśmiechną się łobuzersko kochałam ten uśmiech
Elena-nic
Damon-jesteś tego pewna?=powiedział zostawiając moje bagaże
Elena-buziaka
Damon-mmm=od razu wziął moje rzeczy
Elena-w puliczek
Damon-dobrze=niechętnie


 MYŚLI ELENY

 wysiedliśmy z samolotu Damon wynajął samochód i pojechaliśmy do Jeremiego.Dojechaliśmy do Denver Jeremi właśnie kończył trening koszykówki lecz nie był sam podeszła do niego dziewczyna i zaczeli się całowac czego nie pominełam

Elena-damon patrz!
Damon-patrze...i co?
Elena-jak to co? ślepy jesteś? patrz na mojego brata
Damon-no braciszek ma dziewczynkę
Elena-mówisz ta takim głosem?
Damon-a jakim mam mówic?
;Jeremi podszedł do nich którzy nic nie widzieli że tam stoi. Jeremi stał przy dzwiach Eleny nagle się otworzyły;
Jeremi-ałc to bolało! siostra wyżywaj się na Damonie a nie na mnie!
Elena-jeremi tak mi przykro
Jeremi-choddzie zaprowadze was do hotelu


                W HOTELU

Jeremi-co wy tu robicie?
Elena-mała wycieczka..
Damon-eleno przejdz do rzeczy..jeremi zabieramy cię stąd
Jeremi-nie możecie przecież...=niedokończył
Elena-przecież co?
Damon-chodzi o dziewczyne zakochał się w niej prawda?=przy ostatnim słowie zwrócił się do jeremiego
Jeremi-widze że damon wyjaśni ci za mnie
Elena-to super opowiadaj
Damon-ja ide na zakupy narazie
Rodzeństwo-pa


Jeremi-do rzeczy znasz jakąs Rose?
Elena-to była Damona a co? lepiej będzie jeśli powiesz mi coś o tej dziewczynie
Jeremi-a więc ma na imię Klaudia ma 16 lat mieszka z rodzicami i młodszą siostrą znamy się od 6 miesięcy a chodzimy razem 4 miesiące
Elena-nie chcesz z nami wrócic?
Jeremi-chce ale sama rozumiesz,kiedy wyjezdzacie?
Elana-za tydzień
Jeremi-super teraz twoja kolej...czemu przyjechałaś z Damonem a nie ze Stefanem?
Elena-widzisz Rose?
Jeremi-jaką Rose
Elena-nie udawaj ja też ją widze
Jeremi-ok mów dlaczego?
Elena-ona ci powie
Jeremi-ty mi powiedz!
;Elena niepewnym głosem zaczyna odpowiaac;
tak więc prosze najwyżeszego śedzie o wysłuchanie mnie a więc tak zakochałam się w Damonie a także w Stefanie.Stefan powiedział żebym sprawdziła czy coś do niego czuje i to z nim przyjechałam
Jeremi-łał tylko nie bądz taka jak katherine
Elena-spoko ide do pokoju położyc się po podróży jestem zmęczona
Jeremi-ok powie Damonowi żeby do ciebie poszedł
Elena-ok Dobranoc
Jeremi-Dobranoc


             W POKOJU ELENY-HOTELOWYM-

Elena weszła i obejrzała pokój mówiąc-super po prostu zajebiście a drugie łóżko to co?
-nagle wszedł Damon-a co nie pasuje ci? zmieścimy się
Elena-ty się kręcisz więc nie wiem czy to nam wyjdzie
Damon-wyjdzie na pweno,przyniosłem frytki,cole i owoce
Elena-dziękuje=powiedziała i pocałowała go w puliczek
Damon-a i jeszcze jedno gdzie ta nagroda za wzięcie bagażu?
Elena-ok=pocałowała go jeszcze raz w puliczek ocierając o kącik ust-idę sie my
Damon-ok


 MYŚLI DAMONA

Położe się zobacze jak elena zareaguje na prezet na stole


 20 MINUT PÓŻNIEJ
MYŚLI ELENY

wyszłam z pod pryśnica ubrałam się i poszłam do pokoju zobaczyłam śpiącego Damona a na stole burbona.Więc nalałam sobie go pomyślałam=a co mi tam?
usiadłam koło Damona i rozkoszowałam się smakiem alkoholu
Damon-a! mam cię=damon złapał mnie w tali spadłam  na głową na jego tors usiłowałam wstac ale jak to wapir miał o 1000 razy większą siłę od śmiertelniczki takiej jak ja więc dałam za wygraną
Elena-o co ci chodzi koleś?
Damon-o nic tylko mam ochotę cię przytulic
Elena-czemu?
Damon-mam pytanie moge?
Elena;wypiłam do końca burbon i położyłam się pod kołdrą w jego strone;-tak?
Damon-czemu chciałaś ze mną jechac?
Elena-jak to, czemu chciałam z tobą jechac?
Damon-normalnie czemu nie przyjechałaś tu ze Stefanem?
Elena-musimy porozmawia!
Damon-o czym?
Elena-możemy się przejśc?=dobrze że nie byłam w piżamach
Damon-jasne

 MYŚLI DAMONA

boję się co mi powie Elena , boję się że ją strace że już nigdy nie zobacze


    NA SPACERZE



Damon-co takiego chcesz mi powiedzie?
Elena-usiądzmy Damonie=usiedli-stefan uważa że czuje coś do ciebie
Damon-a czujesz?
;po tych słowach stałam sztywna nie wiedząc co mam odpowiedzie muszę coś powiedzie mu musze wyzna mu prawde;-po tym tygodniu miałam to osądzic
Damon-po tym tygodniu?=powiedział troche z zawiedzionym głosem
Elena-po naszym pierwszym pocałunku na werandzie zaczełam coś czuc do ciebie,wcześniej jak umierałeś pocałowałam cię dlatego...=nie zdążyłam dokończyc
Damon-bo umierałeś to chciałaś powiedziec
Elena-nie, zrobiłam to po pierwsze że chciałam poczuc smak twoich ust a po drugie zrobiłam to ponieważ widziałam jak opiekowałeś się mną,a jak coś się ze mną działo złego to ty byłeś przy mnie a nie Stefan a ja ci nawet nie podzięowałam
Damon-podziękowałaś
Elena-niby jak?
Damon-tym że mogłem cię uratowac
Elena-potem biegłam do Stefana olewając ciebie a on nigdy mnie nie uratował, nie był przy mnie kiedy go potrzebowałam  za to byłeś, wspierałeś mnie a pożniej jak stefan sobie poszedł do klausa to uczucie wzrosło,nigdy nie byłam sama zawsze starałeś sie ze mną by
Damon-dalej nie weim czemu przyjechałaś tu ze mną
Elena-...zakochałam się w tobie


      U  JEREMIEGO W POKOJU

;Jeremi lezy na fotelu oglądając ukrytą prawde;

Rose-jeremi
Jeremi-rose co chcesz?
Rose-elena ma teraz trudny okres w życiu prędzej czy póżniej musi wybra pomiędzy Damonem a Stefanem.Stefan zawsze będzie dla niej dobry jego miłośc jest czysta.Damon za to zmienia ją tak jak i ona jego byś ty widział Damona w 79roku byś go nie poznał zabijał nie martwiąc się o nic,nic go nie obchodziło nawet brat a co dopiero miłosc a teraz? teraz Damon jest zupełnie inny jest dobry,kocha twoją siostre i martwi się o jej bezpieczeństwo tak samo jak i o twoje bo wie ile jesteś ważny dla twojej siostry jeszcze kilka wieków temu Damon nie był zdolny żeby kochac miał serce z kamienia
Jeremi-on wogóle nie miał serca
Rose-dokładnie a teraz dzięki twojej siostrze czuje się jak człowiek z sercem które kocha
Jeremi-taki twardy chłopak a teraz co? zakochał się i stracił rozum
Rose-dokładnie
Jeremi-ciekawe co teraz robią?
Rose-są na spacerze w parku
Jeremi-elena zawsze wybiera parki żeby przekazac komuś coś co czuje to mamy katastrofe sercową
Rose-i by może katastrofe Damonową





      Proszę o komętarz

  • awatar Wanna feel your teeth on my neck: Skończyłaś w takim momencie. Niesamowity rozdział! Nie mogę się doczekać jak Damon zareaguje na wyznanie Eleny. Bardzo się cieszę ,że będą razem.
  • awatar Jensen Ackles: po przeczytaniu tego rozdziału zaczyna mi sie podobac to opowiadanie . ciekawi mnie jak elena dalej to potoczy .switny rozdział i zniecierpliwoscia czekam na kolejny
  • awatar Delena= eternal lov: Ciekawie napisane ,tylko wg mnie trochę za szybko przechodzisz z akcji do akcji , ale poza tym wszystko jest idealne!;D
Pokaż wszystkie (7) ›
 

 

Kategorie blogów