Wpisy oznaczone tagiem "rozdziały" (59)  

sallylou
 
SallyLou: I znowu minęło dużo czasu od ostatniego wpisu... Brawo ja.
A tak ogółem to serio ostatnio czasu mam mało. Gdybym wiedziała, że teraz utknę w bigosie życiowym to bym napisała parę rozdziałów na zapas zanim wena zwieje. No ale nie napisałam i mózg się ulotnił za weną. Maturę zdałam ( byłam zaskoczona tym ) i aktualnie mogę nazywać siebie studentką :) Niestety z racji tego stanu rzeczy mnóstwo czasu pochłania mi szukanie mieszkania i ogarnianie remontów w domu. Także nie wiem, kiedy w końcu ogarnę się z opowiadaniami.
Ale z drugiej strony uzależnienie od rysowania mnie nie opuszcza więc jak znajdę moment ślęczę nad bazgrołami i udaję wielką artystkę. Kupiłam nowe zestawy kredek i jestem z nich bardzo zadowolona ( jak ktoś zainteresowany mogę zrobić ich recenzję czy coś). Tak więc znowu wywijam się od pisania rysunkami. Przepraszam!
DSC_1282.jpg


DSC_1280.jpg



DSC_1296.jpg
  • awatar Hachie: Śliczne rysunki! :) Masz talent, tylko pozazdrościć! :D
  • awatar Lisa Angels: A ja czekam na rozdział... Brawo zdanej matury! :D
  • awatar Kate - Writes: Może i spóźnione (nawet bardzo spóźnione) ale najszczersze gratulacje przyjmij z mojej strony. A rysunki jak zwykle są boskie! Najlepszy jest ten pierwszy. Fajny ma kapelusz ten koleś ^^
Pokaż wszystkie (3) ›
 

wikipunk
 
Wiky the Metal-Punk!: Siemka ^^.
Właśnie założyłam konto na Wattpadzie :). Postanowiłam zamieszczać tam rozdziały "Z życia Luny". Po prostu chcę je mieć wszystkie w jednym miejscu. Oczywiście tu na blogu dalej będą się pojawiały, tyle że między różnymi innymi wpisami, a tam będą uporządkowane ^^. Mam też zeszyt, w którym będę je pisała ręcznie :). Także jakby ktoś miał ochotę poczytać tam, to jak najbardziej zapraszam ^^. No i jeżeli uda się napisać też coś innego to oczywiście również pojawi się tu, na Pingerze i tam, na Wattpadzie :D.
Proszę bardzo - oto link do mojego profilu :).
www.wattpad.com/user/Wiky0097

A poniżej wstawiam zaprojektowaną przeze mnie okładkę opowiadania "Z życia Luny" :D.
Okładka3.jpg
  • awatar RainbowxD: Naprawdę śliczna okładka, a Twoje opowiadanie z chęcią będę czytać. Sama również posiadam konto na Wattpadzie, jednak pisanie opowiadania zakończyło się na... Dwóch rozdziałach :P. Chociaż lubię pisać, ale trochę mnie stresuje fakt, że rozdziały musiałabym dodawać systematycznie. Też kiedyś pisałam w zeszytach - miałam z tego dużą frajdę :D.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: @RainbowxD: Ja bardzo lubię pisać, jednak nie przykładam wagi do systematyczności w tym wypadku :P. Jak będzie to będzie, jak nie to nie :P. To opowiadanie piszę głównie dla siebie, więc jak na Wattpadzie będzie małe zainteresowanie to trudno, pisać i tak będę dalej :P. Na blogu piszę to opowiadanie nie tylko dla siebie, bo widzę, że inni też to czytają ^^.
  • awatar Tęczowe marzenia ♥: Cudowna okładka ^^, na pewno wpadnę przeczytać ^^. Szczerzae ci powiem, że kiedyś sama pisałam ale jakoś mi to nie przypasowało,m po pewnym czasie zrezygnowałam c: Za to piszę sobie opowiadania w zeszycie albo notatniku ^^
Pokaż wszystkie (11) ›
 

myworld98
 
Siema jak pamiętacie jak kiedyś miałam bloga z opowiadaniami ??
jakby ktoś nie wiedział to link jest w opisie :)
postanowiłam na tym blogu poprostu kontynuować te opki bo a już troche rozdziałów napisanych :)
Ok zapraszam na prolog:
10013813_282899255212540_466057303_n.png

Violetta:
ma 17lat od urodzenia mieszka w Buenos Aires.
Odkąd Leon ją zostawił dla Lary nie może się z ty pogodzić.
Dziewczyna od kołyski  przyjaźni się z Diego wkrótce zaczyna czuć do niego coś więcej.
bb060fcf0024e76553516d77.bmp

Diego:
ma 17 lat.Zna Violette od urodzenia chodzili nawet do tej samej klasy.Od jakiegoś czasu chłopak zaczyna się zakochiwać w przyjaciółce.
tumblr_inline_n9jb1tyyWw1scqzb2.png

Leon:
ma 17 lat.Były chłopak Violetty zerwał z nią dla Lary.Jego wrogie jest Diego.
9cce50ac0018c7fb531dc63a.png

Lara:
ma 16 lat.Dziewczyna Leona nienawidzi Violetty mieszka w Buenos Aires.
`````.PNG

Fran:
ma 20 lat.Siostra Violetty a za razem również przyjaciółka świetnie się razem dogadują.

I jak myśle,że  prolog wam się spodobał :)
Rozdział 1 za 4 komentarze pod tym wpisem :*
Pokaż wszystkie (3) ›
 

martinatinistastini
 
'.jpg

Violetta to jeden z najpopularniejszych seriali Disney Channel. Na światowym rynku z każdą sekundą wzrasta ilość produktów z fioletową telenowelą. Tym razem Arianna Rea i Alessandro Ferrari przygotowali dla francuskich V-lovers komiks na podstawie bestsellerowego programu dla młodzieży. Zapraszam do postu!








tumblr_n1gg1hF6VW1t0a4gfo4_500.png






#Informacje



Scenariusz : Alessandro Ferrari
Rysunki : Arianna Rea
Wydawca : Hachette Comics
Kolekcja : Disney Channel
Opublikowanie : czerwiec 2014 r.
Kolorystyka : Studio Kawaii



#Rozdziały


Rozdział I "Piosenki dla nas"
Rozdział II  "Uwielbiam Ludmiłę"
Rozdział III  "Idealny prezent"
Rozdział IV "Sukienka jak marzenie"
Rozdział V "Wyzwanie dnia"
Rozdział VI "Zwycięzca"

Couv_219700.jpg
Verso_219700.jpg



Violetta jest młodą dziewczyną,po podróży dookoła świata wraz z ojcem powraca do Buenos Aires, jej rodzinnego miasta. To tam ujawni się jej dar do śpiewu i tańca, spotka miłość i nawiąże więź przyjaźni z utalentowanymi i młodymi artystami.


/Tinistas
 

disneychanel11
 
Pokaż wszystkie (7) ›
 

wampirzastronamocy
 

“Scarlett (pseudonim Sky), szesnastoletnia wariatka akatuje mury liceum w Bridgestone”


Tak brzmiał nagłówek najnowszego wydania gazety lokalnej, której Sky z całego serca nienawidziła. Pewnie to dlatego, że redaktorzy tego oto właśnie "czytadła" (bo to są same bzdury) uwiezili się właśnie na nią. Nikt nie ma konkretnych dowodów, że to ona, tak? Była pod wpływem ugryzienia, nie panowała nad sobą, a poza tym jej twarz zniekształcono. Dziewczyna cały czas powtarzała jedne i te same słowa. W końcu zdenerwowana odrzuciła gazetę i sięgnęła po telefon. W smutnych chwilach, tak jak większość zwykłych nastolatek lubiła posłuchać jeszcze bardziej dołujących piosenek, przeglądać stare zdjęcia lub czytać książki. Aktualnie zajęła się właśnie muzyką i zdjęciami. Przyglądała się swojej twarzy, swoim brąz włosom, niebieskim oczom i niewinnym uśmiechu. Była piękna, jak malowana. Szkoda tylko, że to wszystko ulotniło się, tak samo jak jej popularność. Ale zacznijmy od początku. Tego poranka wyjątkowo bolała ją głowa, wstała i od razu świat przed jej oczyma zawirował. Po długich namowach mamy wreszcie jej się udało odpuścić sobie tego dnia szkołę. Chwilę po jej wyjściu TO się zaczęło... Bóle głowy, nieposkromiony apetyt i ból w sercu. Na początku było to znośne ale potem... Potem zaczęło się robić coraz gorzej. Raziło ją słońce, ale pokusa była niemożliwa do pochamowania. Jadła i jadła, ale to nic nie dawało. W pewnym momencie uporczywe ssanie w brzuchu mówiło jej jedno - pragniesz krwi, musisz wyjść znaleźć to czego potrzebujesz. Przepełniona dziką furią pobiegła do łazienki. Spojrzała w swoje odbicie. Jej twarz zaczęła robić się blada jak śnieg, na włosach pojawiały się blond pasemka, usta wyraźnie zmieniały swój kształt, a jej oczy raz były niebieskie, raz czerwone, a raz czarne. Nie mogła tego powstrzymać. Nie mogła. Zaczęła biec w stronę drzwi z ogromną prędkością (co było dziwne, bo nigdy za dobrze nie biegała, a WF był jej najgorszą zmorą) i wyleciała na podwórko. Słońce potwornie ją paliło, mimo to musiała zjeść. Zauważyła na podwórku ulubione króliczki pani Berkins, jej ukochanej sąsiadki. Podbiegła do miejsca w którym aktualnie przebywały, czyli na podwórku. Poczuła zapach ich krwi, jednak w ostatecznym momencie się powstrzymała i pobiegła do lasu.
____________________________________

Spodobał Ci się ten fragment? Nie zapomnij dodać komentarza, dla Ciebie to niewiele, a mnie to cieszy.
  • awatar Emi: Woooooooooow
  • awatar ♪ The Last Song ~ Os: Fajne ;* Powodzenia :)
  • awatar .Alicja.: ogarnełam tekst i jestem mile zaskoczona :DD
Pokaż wszystkie (7) ›
 

somiex3
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

one.more.person
 
★Pisze-Opowiadam★:
● Na moim blogu będę zamieszczać opowiadania, po kolei, rozdziałami. Proszę o wyrozumiałość, to dopiero mój pierwszy blog na którym pisze.

Zdjęcia i filmiki będą tu zamieszczane w formie linków. Kiedy link pojawi się w kwadratowym nawiasie, oznacza to, że w tym momencie można włączyć i zobaczyć to zdjęcie, lub dany filmik. W przypadku filmiku można go puścić i wrócić do czytania.

● Coś o mnie będzie w "O mnie". Motto również. Mam nadzieję, że blog się spodoba.

Pozdrawiam,
one.more.person
Pokaż wszystkie (9) ›
 

mojhp
 
Wakacje się zaczęły, jednak nie ma powodów do radości. Prawie całą moja klasa, moi znajomi radą jak najdalej się da. Słyszałem nawet, że jeden z chłopaków ode mnie z klasy jedzie z rodzicami w podróż po Europie. Ja mogę mieć taką podróż za darmo, ale palcem po mapie. Będzie super.

Powód, dzięki któremu nie jestem szczęśliwi, jest praca. Muszę znaleźć sobie jakąś zwykłą, letnią pracę. Chciałem roznosić pocztę, jednak ta posada była już zajęta. Sprzątać w jakiś kawiarenkach nie chcę. Będę patrzył jak ludzie jedzą smaczne ciasta, popijają mrożoną kawą, a ja muszę po nich sprzątać. Nigdy w życiu.

Informację o tym, że szukam pracy wpisałem na stronę mojego miasta: chersley.com. Mieszkam w małej miejscowości w Stanach Zjednoczonych, dwie godziny od Nowego Jorku.

Na stronę wchodzi codziennie wiele osób, więc jakaś osoba, szukająca pracownika też powinna. Napisałem na stronce, że szukam łatwej pracy, a za ile, to jeszcze obgadamy. Dodałem moje zdjęcie i numer telefonu. Zajęło to wszystko mniej, niż minutę. Jestem maniakiem komputerowym, jednak problemów ze wzrokiem nie mam; padłbym, gdyby psuło mi wzrok.

A dlaczego szukam pracy? Chcę kupić sobie nowy komputer. Aktualny ma już dwa lata - dostałem go na urodziny, od rodziców - jednak po moim majsterkowaniu, powoli zaczyna padać. Znalazłem w necie dobry komputer, o jakim marzę i z moich obliczeń wynika (jestem dobry z matmy), że praca wakacyjna, mogłaby mi w tym pomóc. Mam już uzbierane dwieście dolarów, więc kasa z tej pracy powinna wystarczyć. Rodzice powiedzieli, że nie dopłacą ani grosza - mam zobaczyć, jak to jest pracować, jeśli coś się chce. No dobra, ale ja mam zaledwie czternaście lat, a nie szesnaście. Uczcie mnie takich rzeczy za dwa lata.

Opowiadając to wszystko, nie wiecie, kto to opowiada. Jestem Rick, Rick Jordan. Mam czternaście lat, mieszkam w Chersley. Mam rodziców (to chyba normalne), ukochanego psa (mini buldog francuski (mama takiego chciała)) i siostrę, której ja nie wpisuję, na moje drzewo genealogiczne. Nie zasługuje na to, ta mała smarkula, która już dwa, albo trzy razy zalała mi klawiaturę swoją herbatą, podczas oglądania jakiejś głupiej dziecięcej bajeczki. Jest młodsza ode mnie o pięć, albo sześć lat, nie wiem dokładnie ile, ale to mnie nie obchodzi. Nazywa się... Tiffany. Tak, Tiffany. Tego jestem pewien.

Teraz wróćmy do mojej historii. Wszystko zaczęło się w pierwszym tygodniu wakacji. Był to piątek. Wstałem o dziesiątej. Otworzyłem okno, w moim pokoju, aby świeże powietrze mnie obudziło. Włączyłem komputer i zszedłem na dół do kuchni. Byłem głodny i musiałem coś zjeść.

Mama siedziała przy białym, drewnianym stole (całą kuchnia była białą) i czytała poranną gazetę, którą przyniosło jakieś dziecko, które dostaje za to kasę.

Moja mama była wysoką kobietą. Miała opaloną cerę, przepiękne, niebieskie oczy i ciemnoblond włosy. Ubrana była w biały (ulubiony kolor mojej mamy) szlafrok.

- Witaj skarbie - powiedziała, kiedy zobaczyła, że podchodzę do lodówki.
- Cześć - powiedziałem. Otworzyłem lodówkę i zacząłem ją przeglądać. Było wiele do jedzenia, jednak nie wiedziałem, na co się zdecydować. - Czy w tym domu jest coś do jedzenia?
- Nie, nie ma - odpowiedziała moja mama. Nie lubiła, gdy zadawałem to pytanie. - Wszyscy chodzimy głodni.
- Są płatki? - zapytałem, podchodząc do szafki z makaronem, przyprawami i wieloma innymi. Tam mama zawsze daje płatki; jeśli są.
- Tak są - odpowiedziała. - Kupiłam wczoraj.
Tak więc szybko zrobiłem sobie płatki, z zimnym mlekiem. Z ciepłym mi nie smakują.
Zasiadłem do stołu i zacząłem jeść.
- O - powiedziała mama, patrząc na gazetę. - Znalazłem ci pracę.
- Gdzie? - zapytałem błyskawicznie, mając płatki w ustach.
- Pan Moore szuka pomocnika, w swoim antykwariacie.
- Że gdzie? W tym sklepie ze starymi rzeczami?
Mama skinęła głową.
__________________________________________________

Dalsza część rozdziału pojawi się później.
 

whitelight
 
W sali do której weszłam byli wszyscy, wraz z innym policjantem, chyba jakimś głównym. Siedzieli przy dużym, białym stole. Jedno krzesło było wolne, tuż obok mojej mamy i Drake'a, którzy siedzieli najbliżej drzwi. Szybko się przywitałam i usiadłam.
- A więc - zaczął policjant. Był to wysoki mężczyzna, z dużą głową. Miał czarne włosy i ciemne, zimne oczy, jednak jego głos wydawał się być miły. - Możemy zacząć. Czy wiedzą państwo kto mógł podpalić pański dom?
- Podpalić? - zdziwiła się Amy. - Dom wyleciał w powietrze.
- Wiemy, jednak straż pożarna uważa, że dom został jedynie podpalony, a powodem wybuchu mogło być to, że mają państwo ogrzewanie gazowe i kuchenkę.
- Kuchenkę mamy elektryczną - powiedział Stan.
- A ogrzewanie? - dopytywał się policjant.
- Ogrzewanie jest na gaz - odpowiedział.
- A więc to mogło pomóc w wybuchy. Czy mają państwo jakiś wrogów, którzy mogliby zrobić coś takiego?
Jeśli rodzice powiedzą prawdę, to trafimy do psychiatryka. Nie możemy powiedzieć im prawdy o White Light, Popiołach i całej reszcie. Zamknął nas, a ja tego nie chcę!
- Nie, nie mamy - powiedziała Amy, a raczej skłamała. - Zadajemy się tylko z osobami, które są teraz w pomieszczeniu, oraz z przyjaciółką Sary, która stoi za drzwiami, z moim psychiatrą Markiem, oraz kilkoma innymi osobami z miasta, jednak nie mamy z nimi żadnych konfliktów. Jesteśmy jedną dużą rodziną.
- Rozumiem - powiedział, a potem zwrócił się do mojej mamy. - Czy to prawda, że rozstała się pani z pańskim nowym mężczyzną i dlatego została w Fors.
- A skąd pan wie takie rzeczy? - zdziwiła się.
- Obiło mi się o uszy - powiedział, jednak to nie miało sensu. - A więc?
- Tak, to prawda - odpowiedziała.
- A jak ma on na imię?
- Paolo.
- A nazwisko?
- Nie znam - ta odpowiedź była może i dziwna, ale prawdziwa. Nikt z nas nie znał jego nazwiska. Dziwne, co nie?
- Wie pani gdzie się obecnie znajduje?
- Nie, ale... Chwila! Uważa pan, że to Paolo podpalił dom?
- Wie pani, wszystko jest możliwe, a jeśli miała pani z nim konflikt, to ze złości mógł to zrobić. Niech poda mi pani jego adres, sprawdzimy to i po kłopocie, chyba, że to on był sprawcą.
- Powiem jedynie, że mieszka w San Francisco. Adresu nie znam - powiedziała szybko i wrednym tonem.
- Przepraszam - wtrąciła się Amy. - Mam jedno pytanie.
- Jakie?
- Gdzie będziemy mieszkać? Nie mamy domu, nic.
- Spokojnie - uspokajał policjant. - Na głównej ulicy w jednym z bloków jest masa mieszkań do wynajęcia. Policja wynajmie je na nasz koszt.
- A co z naszym domem? - zapytała.
- O tym musicie porozmawiać z burmistrzem - odpowiedział. - Jednak uważa, że to miasto zapłaci za odbudowę, ponieważ dom spłonął nie z waszej winy.
Na twarzy Amy pojawił się smutek, tak jak na reszty. Moja ciocia siedziała tuż obok policjanta, po jego prawej stronie. Tylko ona nie ukazywała uczuć, ale nic w tym dziwnego. Nie wie dokładnie o co chodzi, jednak widziała, co stało się z naszym pięknym domem.
Z wielką chęcią chciałabym wyjść wraz z ciocią Celią i opowiedzieć jej parę rzeczy o White Light. Oderwałoby mnie to od rzeczywistości.
  • awatar Shelly<3: boże jak ja kocham tą 3 część, jest boska <333333
  • awatar Shelly<3: na pisz 4 rozdział booo... . . . . . . ... AVADA KEDAVRA xd !
  • awatar Shelly<3: @Shelly♥: * napisz
Pokaż wszystkie (9) ›
 

whitelight
 
Zadzwoniłam szybko do Ivy i poprosiłam ją, aby po mnie przyszła. Powiedziała, że posterunek policji jest nieopodal mnie: należy wjechać w drugi wjazd na zakręcie, gdym wyjeżdżała z lasu. Powinnam sama tam trafić, jednak musiałam z nią porozmawiać. Nie mogłam na to czekać.
Pięć minut po tym jak się rozłączyłam, przyszła. Ruszyłyśmy.
- A więc o czym chcesz porozmawiać? - spytała.
- Moja ciotka przyjechała do Fors.
- To chyba dobrze. Ciesz się, że rodzina cię odwiedza. Ja nie mam żadnej.
Ivy Aaron była moją przyjaciółką z klasy i moją Nauczycielką. To ona czytała White Light, magiczną książkę przede mną. Książka zniszczyła jej życie. Jeden z Popiołów zabił jej rodziców, aby mógł stworzyć Night Light i ożywić swojego znajomego.
- Ale to dziwne, że przyjechała. Nie ma ona dobrego kontaktu z moją rodziną. Zdaje mi się, że ktoś skusił ją do przyjazdu tutaj. I chyba wiem kto.
- Kto? - spytała szybko i głośnio.
- Morfeusz - odpowiedziałam, a mina Ivy "powiedziała": A co on ma z tym wspólnego?
- Pomyśli - powiedziałam. - Poza Fors czas leci szybciej, a raz nawet powiedział, że mój Uczeń jest już w drodze.
- Więc uważasz, że twoja ciotka ma przeczytać siedemnasty rozdział.
- Mhm. Morfeusz nie chce, abym miała taki sam problem jak ty miałaś.
- Ale książkę dałam ci na czas - powiedziała. Byłyśmy już za rondem. W tej części miasteczka jeszcze nie byłam.
- A jak jej o tym wszystkim powiesz? - zapytała.
- Mam czas do października - odpowiedziałam. - Będę jej o tym mówić stopniowa, tak, aby przed październikiem wiedziała już o wszystkim.
- A może wiedzieć ona o Popiołach i całej reszcie przed przeczytaniem?
- Nie wiem, ale tak czy siak się o tym dowie. My też złamałyśmy jedną z zasad i nic się nie stało, pamiętasz. Uczeń nie może wiedzieć kim był Nauczyciel Nauczyciela, a ty mi powiedziałaś, że twoim Nauczycielem była Alex.
- Wiem - przyznała Ivy. - Ale zapytaj się najpierw Morfeusza.
- Spoko - powiedziałam. - Mam wiele pytań, które chcę mu zadać.
Doszłyśmy na miejsce. Komisariat policji był małym, niebieskim (to chyba ulubiony kolor policjantów) budynkiem, przed którym stały dwa auta policyjne. Tuż przed nim stało jeszcze parę budynków mieszkalnych. Wszędzie było cicho i spokojnie.
Weszłam do środka. Ivy nie chciała, jednak złapałam ją za rękę i weszłam. W środku było jasno. Znalazłam się w małym pomieszczeniu. Podłoga była żółtych kafelek, a ściany pomalowane na niebiesko. Parę metrów od wejścia stało drewniane biurko, a przy nim siedział policjant i to ten, który przyjechał do nas z ciotką.
- Dzień dobry - przywitałyśmy się.
- Gdzie są moi rodzice? - zapytałam. Policjant pokazał na drzwi znajdujące się po lewej stronie pomieszczenia. Weszłam do środka, a Ivy została z policjantem.
  • awatar Shelly<3: ale super :D
  • awatar The end...: @Shelly♥: Mi też się podoba :) Jedna literówka-pomyśli zamiast pomyśl,ale poza tym żadnych błędów,chociaż niestety krótki rozdział :(
  • awatar Kubiszon: @The end...: Ciesz się, że jest :)
Pokaż wszystkie (5) ›
 

whitelight
 
Wszystkie osoby, które znały moją ciocię, czyli ja, mama i tata, wszyscy byliśmy zdziwieni jej przyjazdem. Dlaczego przyjechała? Po co? Jak?
Ciotka Celia była niską i drobną kobietką. Miała jasnobrązowe włosy i zielone oczy. Jej ubrania (nawet te, które miała teraz na sobie) były w jej ulubionym kolorze: sraczkowatym. Sorki, ale tylko tak mogłam go nazwać.
Stała ona uśmiechnięta, tuż przy aucie policjanta. Ten patrzyła się na nas dziwną minął, jednak jego uwagę zwrócił nasz dom, a raczej to co po nim zostało.
- Co ty tutaj robisz? - spytała moja mama wrednym tonem. Nienawidziła swojej młodszej siostry, a ona jej. Nie wiem dlaczego.
- Chciałam was odwiedzić - powiedziała cały czas się uśmiechając.
- Mogłaś do nas zadzwonić - powiedziała mama.
- Dzwoniłam, jednak sygnał nie był wyraźny.
Moment! Ktoś dzwonił do nas parę miesięcy temu. Myślałam, że to ona, bo miała podobny głos. Jednak coś się nie zgadza. Dzwoniła z obcego nam numeru, a więc kiedy była już w podróży. Do Fors z San Francisco jedzie się trzy godziny, a nie parę miesięcy. ... Już wiem. Morfeusz! To jego sprawka. Czas!
- A dlaczego przyjechałaś z policją? - zapytał tata.
- Nie wiedziałam gdzie mieszkacie. Podałam mu wasze nazwisko i mnie przywiózł.
Wtedy przyjechała straż pożarna. Najwidoczniej policjant pomyślał i po nich zadzwonił.
- Będzie najlepiej, jeśli się stąd oddalicie. Będziecie przeszkadzać strażakom.
- A gdzie mamy się udać? - zapytała Amy.
- Zabiorę was do nas na posterunek. Zadam parę pytań i zobaczymy co dalej.
- Dobrze, ale nie wszyscy zmieszczą się do auta - zauważyłam. Wtedy do głowy wpadł mi pewien pomysł. - Ja pójdę z buta. Wy jeźdźcie.
- A wiesz jak dojść? - zapytał policjant.
- Przyjdę wraz ze znajomą, jedźcie. Wszyscy weszli do auta i odjechali, a ja zadzwoniłam do Ivy.

Sorka, że rozdział krótki, ale taki musi być.
  • awatar ★Uηвrσкєη Rєbєℓ ★: no co ty?! jest extra!:) ;D
  • awatar ★Uηвrσкєη Rєbєℓ ★: fajne masz zainteresowania jak na chlopaka :)
  • awatar The end...: "Pójdę z buta"? :D Mówi się na piechotę ;) ale szkoda,że rozdział taki krótki,skoro musi taki być to ok,ale szybko dodasz następny? :) Oczywiście mi się podobał,dobrze piszesz,błędów więcej nie wychwyciłam,a to do mnie niepodobne ;) Ale nawet jakby były to nic,u siebie się nie znajduje,u kogoś już rażą. W tym pierwszym zdaniu niepotrzebne powtórzenie "wszyscy",którego można było uniknąć,ale jak się nie uczy codziennie polskiego to faktycznie można tego nie wychwycić :P Wiem,że się czepiam,chociaż twoje opowiadanie jest świetne,po prostu,gdybyś zlikwidował te niedociągnięcia byłoby jeszcze lepsze :D
Pokaż wszystkie (9) ›
 

whitelight
 
Atmosfera była napięta. W każdej chwili mogło się coś stać. Wraz z rodzicami stałam parę metrów za Drake'm, który rozmawiał z Jackiem.
- Dlaczego? - spytał. - Co my wam takiego zrobiliśmy? Nie mamy nic wspólnego z autorem książki. Jack uśmiechnął się złowrogo i powiedział:
- Mylisz się. Macie dużo wspólnego z autorem książki. Ta Anna, czy jakiej tam uważała, że posiada adres autora, jednak tak nie jest. Przez nią straciliśmy wiele cennego dla nas czasu.
- Więc kto mieszka pod tym adresem? - spytał Drake. Wiedział chyba, że słyszymy ich rozmowę i chciał, abyśmy się czegoś dowiedzieli.
- Nie mam pojęcia - odpowiedział. - Nie znam tej osoby.
- Ivy... - zaczął Drake. - Dlaczego zniszczyłeś jej całe życie?!
- Ja niczego jej nie zrobiłem. To Tom zabił jej rodziców. Ja wtedy nie żyłem, więc mam usprawiedliwienie.
- A gdzie on teraz jest?
- Tego nie wiem nawet ja. Mieliśmy spotkać się tutaj parę minut temu, ale jak widzisz jeszcze nie przyszedł. Może was zauważył.
- A jaki jest wasz plan?
- White Light - Białe Światło. Wiesz dobrze, że każdy chciałby je mieć, a tylko za pomocą autora możemy go zdobyć.
- To Światło występuje tylko w książce - powiedział Drake.
- Wiem - odpowiedział Popiół. - Ale kto powiedział, że przedostanie się do książki nie jest możliwe?
- Co chcesz przez to powiedzieć? - spytał Drake, ponieważ nic już nie rozumiał. Czytelnicy wyczytują postacie z książki, a nie do niej wczytują.
- Jeden z Czytelników potrafi sprawić, że osoby z tego świata przedostają się do książki. Jego również nie udało nam się znaleźć.
- A który to Czytelnik? - dopytywał się. - Z który rozdział czytał.
- Nie wiem - powiedział. - Jego jest nam znaleźć najtrudniej. Inni Czytelnicy mają kontakty ze swoimi Popiołami, a ten Czytelnik nie ma żadnego kontaktu, bo nie wyczytał żadnego Popiołu.
Wtedy coś zauważyłam; mój ojciec zniknął. Zaczęłam się rozglądać, ale dalej go nie widziałam. Jack zmienił wyraz twarzy na dziwnie zdziwiony i powiedział, a raczej spytał się Drake'a:
- Dlaczego się śmiejesz? Drake uśmiechnął się i powiedział:
- Żegnaj. Wtedy przez ciało Jacka przebiła się jakaś ręka. Trzymała ona małe światełko; to zapewne było Night Light. Ręka należała do mojego ojca. Zgniótł światło i powiedział:
- Przepadnij! Wyjął swoją rękę, a Jack upadł na kolana i w ciągu sekundy zmienił się w popiół. Z sekundy na sekundę był on coraz mniejszy aż zniknął.
Wszyscy byliśmy oszołomieni tym co się stało. Patrzyliśmy jak resztki Jacka opadają.
Po paru sekundach podbiegłam do ojca i go przytuliłam. Tuż za mną poszła reszta.
- Wszystko w porządku? - zapytałam. Ojciec skinął głową.
- Szkoda, że nie wydał nam Toma - powiedział Stan.
- Ważne, że chociaż jego się pozbyliśmy. Ich im mniej, tym lepiej - powiedziała Amy, a reszta się z nią zgodziła.
Wtedy usłyszeliśmy szelest opon. Auto policji podjechało na nasz parking, jednak się cofnęło, kiedy zobaczył resztki płonącego domu. Z auta wysiadł policjant. Był to niski mężczyzna, trochę gruby, murzyn.
- Jesteście rodziną Brown? - zapytał, nie przedstawiając się.
- Tak - powiedział mój tato i podszedł do auta.
- Jakaś kobieta was szukała - powiedział i otworzył tylne drzwi. Z auta wyszła drobna kobieta, którą dobrze znałam i nie wiedziałam co ona tutaj robi.
- Witajcie - powiedziała. Była to moja ciocia, ciocia Celia.
 

whitelight
 
Szybko poszliśmy z tatą do windy i pojechaliśmy na dół.
- Mówimy o tym mami i Amy? - spytałam.
- Tak - odpowiedział. - Muszą wiedzieć gdzie idziemy. Szukałby nas jeszcze po całym szpitalu. Przyznałam mu rację. Wyszliśmy z windy i poszliśmy do małej kawiarenki, gdzie one siedziały. Kiedy nas zobaczyły nie wiedziały czy się uśmiechać, czy nie. Kiedy podeszliśmy do ich stolika moja mama od razu spytała:
- Co wy tutaj robicie?
- Musimy stąd wyjść - odpowiedział mój tato. - Lekarz powiedział Sarze, że Drake opuścił szpital.
- Ja o niczym nie wiem - powiedziała Amy przerażonym tonem. - Gdzie on jest?
- Prawdopodobnie już w mieście - powiedziałam. - Chce znaleźć Toma i Jacka. Kobiety wstały. Razem poszliśmy do pani siedzącej w recepcji. Poprosiliśmy ją aby nas wypisała. Po paru minutach małej sprzeczki zgodziła się i razem popędziliśmy do auta stojącego na parkingu przed szpitalem. Było to auto mojej mamy, więc to ona prowadziła. Amy wyjęła telefon.
- Zadzwonię do Marka. Spytam się, czy nie widział Drake'a - było widać, że martwi się o syna.
Kiedy lekarz powiedział mi, że szpital jest w Fors, zdziwiłam się. Budynek jest duży, a ja go jeszcze nie widziałam. Kiedy wracaliśmy do domu zauważyłam, że znajduje się on w lesie tuż nieopodal domu pani Marty.
- Mark mówi, że może być on w domu, a raczej tam co z niego zostało - powiedziała odkładając telefon. Mama skręciła na rondzie w prawo i ruszyła pełną siłą. Sekundę później staliśmy już na parkingu. Nie mogłam patrzeć na gruzy naszego domu. Nie wiem, czy uda nam się go odbudować. Wyszliśmy z auta i zaczęliśmy się rozglądać.
- Jest! - krzyknęłam pokazując, że Drake stoi przy jeziorze. Mieliśmy już ruszyć, jednak mój tato nas zatrzymał.
- On z kimś rozmawia. Miał rację. Parę metrów dalej stał Jack.
 

whitelight
 
- 36 stopni, ciśnienie w normie - powiedział pan doktor, który stał z panią lekarz tuż obok mojego łóżka. Powoli otwierałam oczy; ich rozmowa mnie obudziła. Leżałam w jakimś jasnym pokoju. W szpitalu. Stało tutaj łóżko, tuż obok okna. Na przeciw łóżka wisiał telewizor, a obok niego, po prawej stronie stała szafa. - O dzień dobry - powiedziała pan doktor uśmiechając się. Był on stary, a jego siwe włosy to podkreślały.
- Gdzie, gdzie ja jestem? - spytałam powoli.
- W szpitalu, w Fors. Zemdlałaś, ponieważ nie mogłaś oddychać w tak gorącej temperaturze. Gdyby nie pani Amy, to nie wiem, czy byś to przeżyła. Wtedy do mnie do dotarło.
- Gdzie oni są?! - zerwałam się z łóżka, jednak doktor mnie zatrzymał.
- Spokojnie - powiedział uśmiechając się. - Wszyscy są zdrowi. Pani Anna i Amy są na dole w jadalni, Drake już opuścił szpital, a twój ojciec jest piętro niżej.
- A ile ja tutaj już jestem? - spytałam.
- Tydzień - powiedział. - Cały czas spałaś, czyli byłaś w śpiączce.
- Muszę porozmawiać z moim ojcem - powiedziałam. Doktor popatrzył na jakąś kartkę, na której coś pisało, po czym powiedział:
- Zaprowadzę cię.

Dwie minuty później stałam przed łóżkiem mojego ojca. Doktor opuścił salę, a ja powiedziałam.
- Długo masz zamiar tak leżeć? Tato się uśmiechnął i powoli usiadł na łóżku.
- Hejka skarbie - powiedział, a ja go przytuliłam. - Nic ci nie jest?
- Wszystko w porządku - powiedziałam. - Dlaczego mi nie powiedziałeś? Uśmiech zniknął z jego twarzy.
- Morfeusz mi zabronił - powiedział. - Uważał, że tak będzie lepiej.
- Nie mogę w to uwierzyć - powiedziałam. - Mój tato tak naprawdę jest Popiołem. Wiec ciebie wyczytała mama.
- Tak - powiedział. - Tak to się zaczęło. Anna mnie wyczytała. Byliśmy dobrymi przyjaciółmi, aż się w niej zakochałem. Urodziłaś się ty. Anna znalazła kolejną Czytelniczkę i wyjechaliśmy z Fors. Chcieliśmy uciec od tego wszystkiego.
- A dlaczego wróciłeś do Fors po rozwodzie z mamą?
- Fors to miasto w którym wszystko się zaczęło, a ja wiedziałem, że Ty też będziesz czytać tą książkę.
- Ale nikogo nie wyczytałam - powiedziałam.
- Mylisz się - powiedział, a mi stanęło serce. - Ty wyczytałaś drugą część pewnego Popioła.
- Drugą? - powtórzyłam. - To kto czytał pierwszą?
- Amy, ona jest drugą czytelniczką.
- A kogo wyczytała? Mój tato się uśmiechnął, a powiedziałam:
- Drake.
- Brawo - powiedział. - Drake jest Popiołem z drugiego rozdziału. Amy go wyczytała kiedy ten miał zaledwie rok. Wychowywała go jak własnego syna. Z roku an rok Amy zauważała, że nie ma on żadnej mocy, tak jak inni, jednak to się zmieniło, kiedy ty przeczytałaś swój rozdział.
- A więc ja wyczytałam moc mojego przyrodniego brata, który też jest Popiołem? Mój tato skinął głową.
- Tak - powiedział. - A gdzie on jest?
- Doktor powiedział, że już opuścił szpital.
- O nie. Na pewno pojechał do Fors. Chce spotkać się z Tomem i Jackiem.
- Jedziesz ze mną? - spytałam.
- Pozwolą nam wyjść ze szpitala? - spytał mój tato.
- Wyjdziemy na własną rękę - powiedziała i wyszliśmy z pokoju.
  • awatar ` U cziczikicz ucz a: Trochę za długie, ale przeczytam..; ]
  • awatar Kubiszon: @Marika Truskavkova: Zacznij lepiej od początku książki.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

whitelight
 
Naszą wspólną rozmowę przerwał telefon. Amy do mnie dzwoniła jej głos był dziwny i się zawieszał. Jedyne co zrozumiałam to:
- Wracaj do domu. Pożegnałam się ze wszystkimi i ruszyłam w drogę. Miałam zniszczony humor i wiedziałam, że nic mnie nie pocieszy; no może to, że znajdziemy Toma i Jacka, ale to graniczy już z cudem. Kiedy dochodziłam do zakrętu prowadzącego do mojego domu stanęłam i popatrzyłam się na jezioro. Duncan nie jest moim Popiołem stróżem, więc kto? Z Popiołów których znam on jest najbliżej. Weszłam do lasu i się zatrzymałam. Wyjęłam komórkę i weszłam w odebrane wiadomości. Wtedy coś zauważyłam. Amy dzwoniła z innego numeru niż zawsze, a ja mam go zapisanego. Popatrzyłam w stronę domu, schowałam komórkę i ruszyłam. Skoro to nie jest jej numer to kogo? A może ktoś się pod nią podszywa? Już wiem!
- Sara! - krzyknął ktoś. Był to Drake. Biegł wraz z moją mamą i Amy. - Uciekaj! Wiedziałam, że muszę, ale nie mogłam.
- Gdzie jest tato?! - krzyknęłam i wtedy to się stało. W nasz piękny, jednorodzinny dom uderzyła kula ognia. Dom rozleciał się na tysiące części. Iskra wyskoczyła z płomieni domu i poleciała w moją stronę. Dotknęła ziemi i zmieniła się w krąg ognia. Nie mogłam uciec. Nic! Drake się do mnie zbliżył i wtedy odleciał wpadając do jeziora. Zaczęłam rozglądać się za moją mamą i Amy. Moja mama zemdlała; też tak chcę. Przede mną pojawił się On, Tom! Tom uśmiechnął się i podszedł do mnie, jednak wtedy zdarzyło się coś niesamowitego. Mój tato pojawił się ni stąd, ni zowąd. Złapał go za ramię i odepchnął. Ja nie wytrzymałam i zemdlałam. Upadając wiedziałam już jedno. Wiedziałam kim jest mój tato i Popiół z pierwszego rozdziału...
 

whitelight
 
Serce mi stanęło. Nie wiedziałam co robić. Chciałam płakać, ale i się śmiać; dla mnie było to śmieszne. Jednak patrząc na wszystkich mogłam swobodnie powiedzieć, że czuli się tak samo jak ja.
- A... ale jak? - spytałam powoli. Żadne słowo nie chciało wyjść z moich ust. Morfeusz wzruszył ramionami.
- Szukaliśmy ich wszędzie - powiedziała nieznana mi kobieta. Przeszukaliśmy wszystkie stany. Podejrzewaliśmy też, czy nie przekroczyli granicy, ale nie.
- Dlaczego? - spytałam.
- Jack i Tom szukają autora, albo autorki książki, a jak nam wiadomo ona pochodzi z USA, więc nie musieli opuścić kraju - głos mężczyzny, który stał tuż obok kobiety był spokojny.
- Więc oni są cały czas na wolności i może właśnie w tej chwili stoją tuż obok autora książki? - spytałam teoretycznie podkreślając to, że straciliśmy aż osiem miesięcy.
- Nikt nawet nie powiedział, że uda nam się ich znaleźć - powiedział Mark. Wiedział chyba, że ja od samego początku uważała, że pewnego dnia zadzwoni do mnie Ivy i powie, że Jack i Tom są w jej mieszkaniu; nie mylił się. Gdyby oni teraz ich znaleźli ja miałabym prawie wszystkie problemy z głowy. Jedynym problem było to, że już niedługo przybędzie moja czytelniczka, ale i tak ona jest już w drodze. Sam Morfeusz ją znalazł. Przez to, że ona jest w drodze zastanawiam się jak szybko leci czas w Fors, skoro on powiedział mi o tym osiem miesięcy temu, a jej jeszcze tutaj nie ma.
- Muszę wam coś powiedzieć - powiedziałam. - Wszyscy się na mnie popatrzyli z zaciekawieniem. - Moja mama, pierwsza Czytelniczka, właśnie przybyła do Fors. Dała mi adres osoby od której dostała książkę. Podejrzewamy, że może to być autor. Wszyscy zaczęli patrzeć na mnie tak, jakby zobaczyli ducha.
- A... adres? - spytał Morfeusz. - Jaki adres.
- Adres jest z San Francisco. Wpisałam go w internecie, jednak nie wiem kto tam mieszka. Ja mieszkałam w zupełnie innej okolicy.
- A co się stało, że przyjechała? - spytał Morfeusz.
- Paolo - powiedziałam, ponieważ uważałam, że imię osoby, która zniszczyła mi rodzinę wystarczy.
- Saro - wtrącił się Mark pokazując na dwójkę nieznanych mi Popiołów. - Poznaj Laurę i Duncana Mclarenów. Przywitaliśmy się i zapytałam:
- To Popioły mogę być razem?
- Naturalnie - powiedziała Laura. - Miłość nie zna granic. Uśmiechnęłam się.
- A gdzie pracujecie? - spytałam.
- Ja szyję suknie ślubne, a Duncan zajmuje się klubem wędkarskim przy jeziorze. "Mhm - pomyślałam. - Więc on może być Popiołem, który się mną opiekuje."
- A z których rozdziałów jesteście?
- Ja jestem z rozdziału dwunastego, a ona z trzynastego - powiedział Duncan. Stojąc tak i rozmawiając nie spodziewałam się co mnie czeka...
 

whitelight
 
- Mamo, muszę wyjść - powiedziałam rozłączając się. - Morfeusz wrócił z poszukiwań.
- Nie jest za późno? - spytała.
- Nie, w końcu mamy weekend - powiedziałam i wyszłam z pokoju. Poszłam szybko do salonu. Zastałam tam tatę i Amy.
- Wychodzę do Ivy. Wrócę przed jedenastą - powiedziałam i wyszłam.
Szłam bardzo szybko, no może nawet biegłam. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w mieszkaniu Ivy. Osiem miesięcy czekania na ich powrót opłacił się. Teraz będziemy mogli porozmawiać z Tomem i Jackiem. My dowiemy się co planują, a Ivy porozmawia ze swoim Popiołem.
O jej Popiole wiem tylko złe rzecz; może tylko to można się o nim dowiedzieć. Przez to mogę powiedzieć, że pani Marta miała rację. Powiedziała, aby uważała na osobę o imieniu Tom i miała rację. Tom to niebezpieczna osoba. Powinnam wierzyć jej od początku. Przez to, że na początku nie znałam go za dobrze uważałam, że ona kłamała, albo ma coś z głową. Nie, że ją obrażam, ale osoby w jej wieku mają często takie problemy.
Kwietniowy wieczór był lekko zimny, ale to jest normalne dla tych okolicy. Nie wiem kiedy, ale musiało padać; ulice były mokre.
Kiedy skręciłam w ulicę, na której mieszka Ivy zaczęłam biec. Szybko wbiegałam po schodach i wpadłam do jej mieszkania. Ivy, Morfeusz, Mark i dwójka innych Popiołów stała w salonie. Ivy podeszła do mnie, a z mojej twarzy zniknął uśmiech szczęścia. "Coś poszło nie tak" pomyślałam.
- I jak poszło...? - spytałam. Ivy złapała mnie za ręce i potrząsnęła głową. A więc osiem miesięcy poszukiwań poszło na marne, a Tom i Jack są nadal na wolności.
 

whitelight
 
Wieczorem zjedliśmy wspólnie kolację. Z minuty na minutę mojej mamie nie chciało się jechać do domu, aż postanowiliśmy, że będzie spała w u nas. Spytałam się nawet, czy może spać ze mną w pokoju, jednak będzie spała w pokoju dla gości.
Po kąpieli zeszłam na dół po tabliczkę czekolady, a następnie poszłam do mojego pokoju. Włączyłam internet i wpisałam adres, który podała mi mama. Wtedy też weszła ona do mojego pokoju.
- Co robisz? - zapytała zamykając powoli drzwi.
- Wpisuje w internecie adres, który mi podałaś - powiedziałam nie odrywając wzroku od komputera. - Muszę zobaczyć gdzie to jest. Na pulpicie wyskoczyła mi mapa mojego dawnego miasta, a następnie znaleziono ów adres. Tak jak mówiłam było to daleko od mojego dawnego mieszkania. W tamtej części miasta byłam może raz, albo dwa, ale nigdy nie byłam na ulicy, na której znajdywał się był ów adres. Pod tym adresem stał duży, jednorodzinny dom. Był on żółty i przepiękny, co podkreślał zadbany ogród.
- Przepięknie - powiedziała moja mama. - Można zobaczyć kto tu mieszka?
- I tu jest problem - powiedziałam. - Nie. Wpisałam adres, bo myślałam, że będę wiedziała kto tutaj mieszkał. Zadzwoń może do Paola, może od będzie wiedział kto tu mieszka.
- Nie będę do niego dzwonić. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego.
- Dlatego chodzi w ciuchach, które on ci kupił? - spytałam.
- Przy sobie mam tylko ciuchy, które dostałam od niego. Reszta jest w San Francisco.
- Aha - powiedziałam. - A co tam słychać u cioci Celi? Na początku roku szkolnego wysłałam jej list, który potwierdzał to, że chodzę tutaj do szkoły.
- Nie wiem - odpowiedziała. Ciocia Celia była młodszą siostrą mojej mamy. - Wiesz, że nie przepadałyśmy za sobą. Ona woli swoją chorą pracę, niż rodzinę.
- A ty pieniądze - powiedziałam szybko i cicho, jednak musiała to usłyszeć, bo zrobiła dziwną minę i nie wiem dokładnie dlaczego.
- Wiem, że ciągle zadaje się z tą polką, Agatą. Razem chodzą do pracy.
- A ona wie coś o White Light? - spytałam.
- Nie - powiedziała moja mama. - To wszystko jest dla niej zbyt skomplikowane. Ja z ledwością wszystko zrozumiałam, a co dopiero ona.
- A kiedy ostatnio ją widziałaś? - spytałam.
- Kiedy wyjeżdżałaś z miasta. Przyszła się pożegnać. Ja nie dzwoniłam do niej, a ona nie dzwoniła do mnie. Trudno, ja się nawet cieszę. Nienawidzę tej chorej blondynki. Wtedy zadzwonił mój telefon. Odebrałam.
- Morfeusz wrócił - to była Ivy.
 

whitelight
 
Po tym jak weszłam wraz z mama do domu, przedstawiam ją Drake'owi. Zaczęli się zapoznawać, a ja zaczęłam zbierać naczynia z salonu; nie chciałam, aby mama myślała, że mieszkam z obleśną rodziną. Nie chciałam nawet wchodzić do salonu. Rozmawiali ze sobą, jakby znali się kupę lat, a znają się jedynie parę minut.
Mnie zaskoczyło to, że nie chciałam, aby moja mama wracała do domu. Nasza rozmowa na mnie zadziała i to jak. A na dodatek dostała adres osoby, która może znaczyć dla nasz bardzo dużo. Wieczorem wpiszę ten adres w internecie. Może będę wiedziała kto tam mieszka, chociaż wątpię. Po adresie mogę już powiedzieć, że to nie jest w okolicy mojego starego domu.
- Bal?! - spytała moja mama Drake'a, kiedy ja wchodziłam do salonu. - Tak. W Fors, w liceum co roku są pod koniec roku bale. Nie każdy musi przychodzić, ale wcześniej trzeba zapisać się na listę, aby szkoła wiedziała ile musi przyszykować jedzenia, siedzeń i innych rzeczy.
- A zapisałeś się? - spytała moja mama, a ja usiadłam przy stole.
- Jeszcze nie - powiedział. - I nie wiem, czy mnie zapiszę; nie mama z kim pójść. Moja mama popatrzyła na mnie. Wiedziałam co to oznacza.
- Nie - odpowiedziałam. - To byłoby dziwne, gdybym poszła na bal z moim przyrodnim baratem.
- To tylko bal - powiedziała. - W dawnej szkole nie chodziłaś na bal, to pójdź teraz.
- Byłam raz - powiedziałam. - W trzeciej klasie gimnazjum. Cała klasa chciała abym poszła. To była nasza ostatnia impreza.
- A ty się zapisałaś? - spytała.
- Nie - nie wiem dlaczego, ale dopiero teraz dowiedziała się o tym balu. Przez to, że całymi dniami siedzę w klasie i rozmyślam o Morfeuszu musiało mi umknąć to i owo.
Stało się! Mój tato i Amy weszli do domu. Moja mama wstała i się uśmiechnęła. Mój tato zdjął buty, ubrał kapcie i wtedy zauważył moją mamę.
- Anna! Co ty tutaj robisz? Podszedł do niej i ją przytulił.
- Byłam w pobliżu, więc postanowiłam was odwiedzić.
- Anno, to Amy - powiedział przedstawiając swoją nową kobietę. - Amy, to Anna. Uścisnęły swoje dłonie i usiedli przy stole. Ja wraz z Drake'm wzięliśmy zakupy z przedpokoju i zanieśliśmy je do kuchni.
- Twoja mama jest bardzo fajna - powiedział Drake. - Co się stało, że się z nią pogodziłaś.
- A skąd wiesz, że się z nią pogodziłam? - spytałam wkładając mleko do lodówki.
- Widać - powiedział. - Jesteś uśmiechnięta, ona z resztą też i nie wyzywacie się. Poza tym widziałem jak z nią rozmawiałaś. Sama poprosiłaś ją, aby została.
- Podglądałeś?!
- Cii... - powiedział. - Nie psuj miłych chwil.
- Dobra - powiedziałam. - A mam pytanie?
- O co chodzi? - spytał podając mi parę paczek wędlin.
- Wiesz ile kosztuje przewóz z Fors do San Francisco?
- Chcesz wrócić?
- Nigdy w życiu - powiedziałam. - Chciałabym tylko wiedzieć.
- Możesz pojechać pociągiem. Najbliższa stacja jest w Dumbeldorfie. Bilet w tą i z powrotem kosztuje coś około trzydziestu dolarów.
- Dzięki - powiedziałam, a wtedy do kuchni weszła Amy.
- Dzieciaki wychodźcie, bo chce ugotować obiad - powiedziała Amy. Wyszliśmy, a po nas do kuchni weszła moja mama pytając Amy:
- Czy mogę ci jakoś pomóc? "Moja mama zmieniła się nie do poznania" pomyślałam.
 

whitelight
 
- C-co ty tutaj r-robisz? - zaczęłam się jąkać widząc moją mamę w drzwiach.
- Mogę wejść? - spytała. Drake już chciał ją wpuścić, jednak ja byłam szybsza i wyszłam z domu.
- Zaraz wrócimy - powiedziałam i zamknęłam drzwi. Rzuciłam się jej w ramiona, po czym spytałam jeszcze raz.
- Co ty tutaj robisz?
- Przyjechałam w odwiedziny - powiedziała uśmiechając się.
- Bez uprzedzenia? - spytałam. - Mogłaś chociaż zadzwonić.
- Byłam w okolicy, więc pomyślałam, że mogę odwiedzić moją córeczkę.
- Już nie jestem twoja - powiedziałam. - Teraz należę do tej rodziny - mówiąc to pokazałam nasz dom. - Teraz do ciebie należy jedynie Paolo.
- Mhm - uśmiechnęła się głupio. - Już nie. Zatkało mnie. Nie są już razem?!
- Jak to?
- Pokłóciliśmy się i postanowiliśmy zrobić sobie małą pauzę.
- O co poszło? - spytałam.
- Nie musisz wiedzieć - odpowiedziała szybko. - A mam pytanie. Czy...
- Tak przeczytałam - powiedziałam szybko przerywając jej. Moja mama się uśmiechnęła. A więc o to chciała się zapytać.
- I jak? - spytała. - Kto nim jest?
- Wiem, że to głupio zabrzmi, ale ja nie mam Popioła.
- Jak to?! Musisz mieć.
- Wiem, ale nie mama. W momencie kiedy przeczytałam rozdział nikt nowy nie pojawił się w Fors. Dlaczego mi tego wcześniej nie powiedziała?
- Uwierzyłabyś mi, gdybym powiedziała ci, że czytałam magiczną książkę? Moja mama miała nawet rację. - Przeczytałam ją tutaj, potem urodziłaś się Ty, dałam ją kolejnej osobie i wyjechałam z twoim ojcem.
- A skąd wiedziałaś, że musisz znaleźć kolejną osobę?
- W książce była kartka. Wszystko było tam napisane.
- A skąd ją masz? - zadałam najważniejsze pytanie. - Kto jest autorem?
- Nie wiem - odpowiedziała. - Dostałam ją w prezencie, jak mieszkałam jeszcze w San Francisco. Przeczytam ją dopiero tutaj. Sama chciałabym się dowiedzieć kto ją napisał. Autora szukałam kiedy byłaś mała.
- A tato wie coś o tej książce? - spytałam.
- Nie - odpowiedziała. - Nigdy nie widział jej na oczy.
- Jak tutaj przyjechałam to miałam sny z tobą i Morfeuszem. Morfeusz mówił, że musi porozmawiać z tatą, a więc on musi coś wiedzieć.
- Mi nic o tym nie wiadomo. Ale jak nas widziałaś?
- To była sprawka Morfeusza. - odpowiedziałam. - Robił tak często. Zrobił też inną rzecz.
- Jaką? - spytała moja mama.
- Czas - powiedziałam. - Dostałam list od Toma z z mojej klasy. Zaprosił mnie na urodziny. Kiedy go otworzyłam jego urodziny były dwa tygodnie temu. Zadzwoniłam go niego, aby go przeprosić, jednak on uważał, że ma je dzisiaj. Okazało się, że czas w Fors leci szybciej niż gdziekolwiek indziej. Zrobił to, aby kolejna Czytelniczka była tutaj na czas.
- A więc nie musisz szukać kolejnej Czytelniczki? - spytała.
- Nie - powiedziałam szybko. - Morfeusz mi ją znalazł i ona jest właśnie w drodze do nas. Ma się tutaj zjawić przed upłynięciem terminu.
- Spryciula - uśmiechnęła się. - A gdzie on teraz jest?
- Wraz z Markiem i paroma innymi Popiołami wyruszył do szukać dwóch innych Popiołów: Toma i Jacka.
Opowiedziałam mojej mamie sprawę z Tomem i Jackiem. Zaczęłyśmy spacerować po parkingu, a potem przy jeziorze. Moja mama nie mogła uwierzyć.
- A dlaczego chcą znaleźć autorka książki? - pytała.
- Tego nie wiemy dokładnie.
- A chyba mogę ci pomóc - powiedziała i zaczęła grzebać w swojej torebce (ma ją od Paola). Po chwili wyjęła małą kartkę.
- Co to? Na kartce był adres z mojego rodzinnego miasta. Byłam w tamtych okolicach.
- To adres osoby, która wysłała mi książkę.
- To może być autor, albo osoba, która go zna. Byłaś już tam?
- Tak, ale zawsze nikogo nie było. Pytałam mieszkańców tamtej okolicy kto tam mieszka, jednak nikt nie wie.
- Już wiem co zrobię po upłynięciu mojego terminu - powiedziała podekscytowana.  
- Co? - spytała moja mama.
- Pojadę wraz z Ivy, moją Nauczycielką do San Francisco i będziemy szukać tej osoby. Moja mama wyjęła komórkę z torebki (komórka też była od Paola) i powiedziała:
- Ja już będę wracać.
- Zostań - powiedziałam łapiąc ją za rękę. - Tato się ucieszy, że przyjechałaś no i poznasz Amy i Drake'a.
- Dobra, ale wieczorem wracam do domu - powiedziała. Obie ruszyłyśmy do mojego domu.
  • awatar Wiola: To jest jeden z najciekawszych rozdziałów.
  • awatar Kubiszon: @Wieczne pióro...: Sarze chodziło o to, że nie jest już jej, bo jej matka jej już nie chciała. Przestała się nią interesować i dlatego oddała ją do męża. Sara rozumie to w taki sposób.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

whitelight
 
Morfeusz nie śnił mi się przez wiele dni, tygodni, no może nawet miesięcy. Ostatnim razem widziałem go wraz z Ivy i Alex jakieś osiem miesięcy temu. No dużo czasu upłynęło. Nie pisałam nic od tamtego czasu, ponieważ wszystko było tak samo. Chodziłam do szkoły, codziennie szłam do Ivy i czekałyśmy na Popioły, ale nie wrócili. Rok szkolny powoli się kończy. Jeszcze pamiętam jak tutaj przyjechałam.
Dalej nie wiem kto jest moim Popiłem, nie wiem czy w ogóle jakiegoś wyczytałam i nie wiem kto jest Popiołem, który mnie strzeże. Więc jak mówiłam wszystko idzie po staremu. Czasami nie mogę spać po nocach; zastanawiam się, czy kiedyś wrócą, ale na pewno. Morfeusz i reszta są bardzo silni, chociaż nie wiadomo, czy z Tomem i Jackiem są jeszcze inni. Mój Popiół byłby już szesnastym, więc może być ich sporo.
W tych ośmiu miesiącach zdarzyły się tylko dwie dziwne rzeczy. Ktoś do nas dzwonił. Była to jakaś kobieta. Wołała przez telefon mnie, mojego ojca, a potem się rozłączała. Zawsze była to ta sama osoba, jednak inny numer. Nie wiem skąd, ale znam ten głos. Wątpię, aby była to moja mama. Jej głos jest inny. Do mojej mamy też dzwoniłam parę razy; chciałam się jej zapytać skąd ma książkę. Jeśli nie mogę znaleźć Jacka i Toma to chociaż dowiem się kim jest autor. Nie będę siedziała całymi dniami i nic nie robiła.
Jednak pewno dnia uśmiechnęło się do mnie szczęście. Była to sobota. Siedziałam wraz z Drake'm w salonie. Nasi rodzice pojechali na zakupy do Dumbeldorfu. Jedliśmy śniadanie i oglądaliśmy poranne wiadomości. Mówili w nich o San Francisco. Zdarzył się jakiś wypadek nieopodal plaży. Nie znaleziono żadnego ciała. Moim zdaniem były to Popioły.
Poszłam do kuchni dorobić jeszcze parę kanapek, kiedy do drzwi ktoś zadzwonił.
- Ja otworzę - powiedział Drake.
- Ok! - krzyknęłam. Wtedy usłyszałam jakiś kobiecy głos. Znałam go!
- Sara, chodź na chwilę! - krzyknął Drake. Sekundę później stałam obok niego i mojej mamy.
- Hejka skarbie - powiedziała.

____________________________________________________

Wiem, że to trochę dziwnie wygląda (chodzi mi o to, że kolejny rozdział dzieje się 8 miesięcy później), ale tak ma być.
 

whitelight
 
Ivy patrzyła na mnie wzrokiem nie do opisania; Alex tak samo.
- Zginęli - powiedziała powoli. - Ale co ma to z tym wszystkim wspólnego.
- Pomyśl - powiedziałam, jednak mówiłam daje, nie czekając na jej odpowiedź. - Jack został zabity przed twoimi rodzicami. Tom już wtedy był na świecie. Jak powiedział Morfeusz do Night Light są potrzebne dwa ludzkie życia, a to by oznaczało, że...
- Tom zabił jej rodziców, aby Jack mógł żyć dalej - przerwała mi Alex, jednak powiedziała to co ja chciałam powiedzieć.
- To nie mógł być on - zaprzeczyła Ivy.
- Ale to na pewno on - powiedziałam. - W tą całą sprawę są wplątane tylko dwa Popiły: Tom i Jack. Tom nie zadawał się z innymi ludźmi, więc zabił twoich rodziców. Ivy zaczęła płakać. Nie dziwiłam się. Gdybym dowiedziała się, że mój Popiół (którego nie mam) zabiłby moich rodziców też bym tak zareagowała. Podeszłam do niej i ją przytuliłam.
- Będzie dobrze - powiedziałam powoli.
- A więc - powiedziała Alex, kiedy ja odeszłam od mojej przyjaciółki. - Tom chce dowiedzieć się kto jest autorem książki, jednak nie chce tego zrobić sam. Potrzebny mu jest do tego Jack i prawdopodobnie nie ma ich już w Fors.
- Moim zdaniem na pewno nie ma ich już w Fors - powiedziałam. - Moim zdaniem książkę sprowadziła tutaj moja mama z San Francisco i przeczytała ją dopiero tutaj.
- A więc twoja mama może znać autora - powiedziała Ivy wycierając łzy.
- Mogło też być tak, że ją kupiła w jakimś sklepie, albo dostała. Autor mógł ją dać innej osobie, a ona jeszcze innej, aż trafiła ona do mojej mamy. Alex przyznała mi rację.
- Ale i tak zapytaj się jej, czy zna autora - powiedziała Alex. - A wie ona, że przeczytałaś już książkę?
- Tak, na pewno - powiedziałam. - Śniłam o niej, dwa tygodnie przed upływem terminu. Morfeusz poinformował ją, że to ja przeczytam kolejny rozdział.
- Gdybym ja była na jej miejscu, to chciałabym wiedzieć jak poszło mojej córce - powiedziała Ivy.
- Moją matkę nic nie interesuje - powiedziałam. - Ona myśli tylko o sobie, Paolu i o jego pieniądzach. Wiesz mi, zapewne kiedy mnie zostawiła u ojca skała z radości.
- Kochasz ją - powiedziała Alex.
- Tak - powiedziałam wrednie się uśmiechając. - Tak jak szkołę.
Zrobiło się już późno, a my nadal siedziałyśmy u Ivy. wieczorem postanowiliśmy wrócić do domu. Ten dzień był dość trudny dla Ivy, ale miał również swoje plusy; pogodziła się z Alex. Chcę, aby Morfeusz i reszta już wrócili. Chcę, aby to wszystko już się wyjaśniło.
  • awatar Darayavahua.: może gdy narodziła się Saara to ta książka przyszła wraz z nią?
  • awatar Kubiszon: @Darayavahua.: Ciekawe, ale nie :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Kategorie blogów