Wpisy oznaczone tagiem "scenariusz" (52)  

gablotka-szkolna
 
Wydawnictwo Printex przygotowało zestaw scenariuszy dla teatrzyków szkolnych, które dotyczą historii Polski i świata. Autorką 20 scenariuszy zamieszczonych w tej publikacji jest Zofia Kaliska. gablotka-szkolna.blogspot.com/(…)scenariusze-teatrz…
 

gablotka-szkolna
 
Fundacja „Oświata Polska za Granicą” zaprasza nauczycieli polskich pracujących za granicą do udziału w piątej edycji konkursu „Rodacy Rodakom” na scenariusz lekcji, warsztatów lub uroczystości szkolnej. Lekcje, warsztaty lub akademie, których dotyczą scenariusze, mogą być przeznaczone dla uczniów na poziomie szkoły podstawowej lub średniej, w dowolnym wieku. gablotka-szkolna.blogspot.com/(…)konkurs-rodacy-rod…
 

keylaa858
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
MakeUpYourLife:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

gablotka-szkolna
 
Kulczyk Foundation prowadzi zapisy na najnowszą edycję bezpłatnych, multimedialnych scenariuszy zajęć „Wiem. Czuję… Pomagam!”. Do każdego zeszytu dla danej grupy wiekowej dołączona jest płyta z materiałami filmowymi, dobranymi w ten sposób, aby odpowiadały możliwościom percepcyjnym dziecka. gablotka-szkolna.blogspot.com/(…)scenariusze-zajec-…
 

monsterka321
 
Witajcie moje małe orzeszki!
Wiem że dawno wpisu nie było, ale jak wiecie miałam problem z dodaniem podsumowania. Mam nadzieję że z tym wpisem się doda, bo dostanę ciężkiej nerwicy C:
Wpis będzie tak o wszystkim i o niczym. Zacznę od pierniczków!
Więc piekłam już jakiś czas temu pierniczki na święta. Zaprezentuje co mi wyszło <3
DSCN6934.JPG

DSCN6940.JPG

Zostały polane zielonym lukrem i posypane posypką.
DSCN6943.JPG

Były jednak trochę łysawe, więc dodatkowo ozdobiłam je pisakami.
DSCN7063.JPG

DSCN7065.JPG

DSCN7066.JPG

Ostatnio jadłam kaki. Lubię próbować różne takie "inne" owoce, więc jak zobaczyłam to kupiłam.
kaki.png

Z wyglądu przypomina pomidora, ale w smaku bardziej kojarzy mi się z gruszką. Je się go całego, ze skórką, z wyjątkiem tego zielonego czegoś na górze. Mi całkiem smakował. A w środku wygląda tak:
DSCN7048.JPG

Choinka - ja w tym roku pierwszy raz mam żywą. Zdarzało mi się żebym miała u siebie w pokoju małą żywą choinkę, ale ta duża zawsze była sztuczna. Teraz pierwszy raz mam żywą i moim zdaniem jest bardzo ładna.
DSCN6990.JPG

W moje paznokcie na święta włożyłam sporo pracy. Na palcach serdecznych choinki, na kciukach bombki a na pozostałych lampki. Siedziałam nad tym jakieś 3 godziny a i tak najlepiej to nie wygląda. Do tego jedna pomarańczowa lampka się rozmazała gdy pomalowałam paznokieć top coatem...
DSCN7055.JPG

DSCN7054.JPG

Moim zdaniem najlepiej wyszły choinki.
DSCN7061.JPG

Ostatnia sprawa - coś szykuję.
Taka jakby zapowiedź czegoś - czego? Nie powiem!
Zdradziłam wam aż 2 postacie, które za wiele wam w domysłach nie pomogą, ale trudno. Wątpię by TO ukazało się na moim blogu już w tym roku, ale kto wie? Bądźcie cierpliwi!
DSCN7062.JPG
  • awatar PerfectLook<3: ja się w tym roku też szarpnęłam i upiekłam pierniczki z chłopakiem i jego młodszym bratem
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

btsismylife
 
Hejka :)
Dzisiaj dodaję mój ulubiony rozdziałowy scenariusz, który napisałam :)
Tytuł: "Taniec to nie hobby. To styl życia."
Scenariusz nr 3
Rodzaj: angst
Bohaterowie: Ty, Jung Hoseok, Park Jimin
Długość: rozdziałowiec, 2175 słów
Miłego czytania :)

To wręcz nieprawdopodobne jak jeden, krótki list może zmienić całe życie. Twój mały, uporządkowany świat tak po prostu legł w gruzach. Przez jedno, jedyne zdanie związane z pewnym chłopakiem. Okazało się, że wszystko w co dotychczas wierzyłaś jest nic nie warte. Twoje życie przypominało bajkę do czasu kiedy pojawiło się w nim to jedno zdanie. Słowa mają niesamowity dar. Mogą uratować życie albo je odebrać. Dlatego najważniejsze jest odpowiednio ich używać. Niestety, nie wszyscy posiadają tę umiejętność.

- Ekhem. ____? - zapytała osoba, po której nigdy byś się tego nie spodziewała. A mianowicie - Jimin Park. Nawet nie zauważyłaś kiedy sala treningowa opustoszała i zostaliście sam na sam, nie licząc nauczyciela, który od początku zajęć zachowywał się jakby go tu nie było i przysypiał na ławce zarezerwowanej dla zmęczonych uczniów.
- Tak? - odwróciłaś się powoli w stronę chłopaka, bojąc się, że nagle zaczniesz się jąkać jak to miałaś w zwyczaju rozmawiając z Jiminem na osobności. Od początku twojej nauki w szkole artystycznej było między wami niezręcznie.
- Mam go obudzić? - zapytał z miną, po której stwierdziłaś, że najwidoczniej uważał, że jak o to zapyta to ty to zrobisz.
- Rób co uważasz. - stwierdziłaś i wyszłaś z sali, zostawiając niezdecydowanego chłopaka na samym środku sali. Weszłaś do szatni, szybkim ruchem ściągając bluzę z wieszaka i schylając się w poszukiwaniu butów na zmianę, ale nigdzie nie mogłaś ich znaleźć.
- Tego szukasz? - usłyszałaś głos Jimina gdy usiadłaś na ławce zrezygnowana, że zgubiłaś najdroższe buty jakie kiedykolwiek w życiu miałaś, ukrywając twarz w dłoniach. Podniosłaś wzrok na chłopaka, który pokazywał ci palcem obuwie, które w najlepsze leżało sobie w szatni innej grupy. Odetchnęłaś z ulgą i uśmiechając się do Jimina zabrałaś stamtąd buty. W spokoju je zasznurowałaś i wychodząc z szatni rzuciłaś chłopakowi przez ramię "Pa." Nawet nie poczekałaś na odpowiedź i przekroczyłaś próg szkoły kierując się do domu.
- Cześć. - rzucił Jimin z uśmiechem, przerzucając ci rękę przez ramię, a tobie od razu zrobiło się gorąco i bałaś się, że zaraz będziesz cała czerwona.
- Co ty tu robisz? - zapytałaś ze zdumieniem, uwalniając się z uścisku chłopaka.
- Może cię odprowadzę, hmm? - zaproponował Jimin, posyłając ci tak rozbrajający uśmiech, że teraz już na prawdę zarumieniłaś się.
- N-nie. T-to znaczy... Eh. No - plątałaś się w odpowiedzi, ewidentnie się jąkając i spuściłaś wzrok na czerwono-czarne buty chłopaka, starając się myśleć o czymkolwiek innym tylko nie o tym do kogo one należą.
- Spokojnie. - zaśmiał się chłopak i delikatnie łapiąc cię za podbródek nakierował twój wzrok na swoją twarz. - Czemu się rumienisz? - zapytał a tobie zrobiło się tak głupio, a w dodatku dłoń Jimina na twoim podbródku sprawiała, że twoja twarz dosłownie płonęła i nic nie mogłaś na to poradzić.
- E-em, j-ja już p-pójdę. - szepnęłaś, oswobadzając się z uścisku chłopaka i zrobiłaś krok w stronę swojego domu.
- Poczekaj jeszcze chwilę. Mogę o coś zapytać?
- Hmm? - zapytałaś, nie odwracając się w stronę Jimina.
- Zostaniesz moją dziewczyną? - stałaś przez chwilę bez ruchu, zastanawiając się czy przypadkiem się nie przesłyszałaś, ale biorąc pod uwagę minę chłopaka ten nie żartował. Patrzył na ciebie z pytaniem w oczach, a ty nie mogłaś nic poradzić na to, że jedyne co dałaś radę wykonać w tej sytuacji to patrzenie na niego w osłupieniu. Nadzieja w oczach Jimina zaczęła gasnąć, a tobie zrobiło się naprawdę przykro, bo mimo, że bardzo chciałaś przyjąć "ofertę" nie mogłaś się zdobyć na wydobycie z siebie tego jednego słowa, którym było "Tak."  - Emm... To ja już pójdę. - Czy wybaczyłabyś sobie gdybyś straciła chłopaka swoich marzeń tylko i wyłącznie przez swoją nieśmiałość? Nigdy. Jednak za nic nie mogłaś przełamać swojej nieśmiałości. Jimin był już kilkanaście metrów od ciebie. Miałaś pozwolić, żeby dystans między wami stawał się coraz większy?
- Hwaiting! - szepnęłaś aby dodać sobie otuchy i pobiegłaś za chłopakiem. Chwyciłaś go za nadgarstek na co odwrócił się w twoją stronę. Jednak nadal nie byłaś w stanie mu odpowiedzieć zwłaszcza teraz kiedy patrzył na ciebie wzrokiem, do którego ponownie zawitała nadzieja, więc po prostu zrobiłaś to bez użycia słów - wspięłaś się na palce i przycisnęłaś wargi do jego ust na co odpowiedział trochę zbyt "zaawansowanie" jak na wasz pierwszy pocałunek.
- To miało znaczyć "tak"? - zapytał, uśmiechając się jakby nic lepszego niż ta chwila nie spotkało go nigdy w życiu.
- Tak. - skinęłaś głową, znowu czerwieniejąc na twarzy. Chłopak delikatnie dotknął twojej twarzy dłonią, na co zrobiło ci się jeszcze goręcej.
- Nie przejmuj się, oduczę cię tego. - obiecał, mając na myśli twoje rumienienie się w jego obecności.
- Jak? - zapytałaś, mierząc Jimina zaskoczonym spojrzeniem.
- Tak. - odpowiedział ci pocałunkiem i nagle wszystko dookoła przestało się liczyć. Był tylko Jimin i nikt poza nim nie mógł przerwać tej cudownej chwili.
Ale w końcu zawsze nadchodzi kres tego dobrego...

*kilka miesięcy później*

- Tato, mogę jutro po lekcjach wpaść do przyjaciela? - zapytałaś, kończąc jeść kolację.
- Masz na myśli tego chłopaka, z którym ciągle się włóczysz? Sądzisz, że nie wiem,  że jesteście parą? - odpowiedział twój tata pytaniem i zmierzył cię przenikliwym spojrzeniem.
- Dobrze wiem, że wiesz. - powiedziałaś i miałaś ochotę uderzyć samą siebie jak to głupio zabrzmiało.
- W takim razie może w końcu byś mi go przedstawiła? - zapytał twój ojciec, podnosząc wzrok znad prawie pustego już talerza i kierując go w twoją stronę.
- Tato, przecież go już znasz. - westchnęłaś przeciągle wiedząc, że gdy tylko zaprosisz Jimina na kolację od razu zacznie się wywiad. Jak to już kiedyś było z twoim byłym chłopakiem, który został "byłym" właśnie przez te pytania.
- Z widzenia. I wiem jedynie, że nazywa się Jimin. Tyle. Niczego więcej mi o nim nie powiedziałaś. - zaznaczył twój tata, zamaszyście gestykulując widelcem przez co zabrudził obrus sosem, który z niego skapywał. Wyglądało to tak komicznie, że roześmiałaś się, a twój ojciec spojrzał na ciebie wyraźnie oburzony tym, że się z niego naśmiewasz, a potem sam się zaśmiał, oceniając śmieszność sytuacji. - Dobra. Nie ważne. - powiedział z uśmiechem, a potem ponownie wrócił do swojego kazania. - Jutro na kolację masz przyprowadzić tego chłopaka. I bez dyskusji. - dodał widząc, że otwierasz usta w geście protestu.
- Ale tato... - jęknęłaś żałośnie.
- Powiedziałem bez dyskusji. - wzniosłaś dłonie ku sufitowi w bezradnym geście i wstałaś od stołu, aby zapytać Jimina czy ma jakieś plany na jutro.

- Dzień dobry. - przywitał się twój chłopak, podając dłoń ojcu i chyba pierwszy raz w ciągu waszego związku nie pocałował cię na powitanie.
- Dzień dobry... - powiedział twój tata, jakby oczekując, że powie coś więcej.
- Emmm? - rzucił Jimin w twoją stronę, najwidoczniej nie rozumiejąc o co chodzi twojemu ojcu.
- Przedstaw się. - powiedziałaś, jedynie poruszając ustami nad ramieniem swojego rodzica.
- Uh. Jasne. Nazywam się Park Jimin i... - zaczął chłopak, uśmiechając się do ciebie tym swoim zabójczym uśmiechem.
- Jak? - zapytał twój ojciec, wytrzeszczając oczy na chłopaka i już w tym momencie wiedziałaś, że coś jest nie w porządku.
- Park Jimin. - powtórzył uprzejmie młodzieniec i kolejny raz posłał ci uśmiech. Mina twojego taty wyrażała niepokój, ale przede wszystkim shock zaledwie przez chwilę, bo potem przywołał swoje ukochane i używane tak często od lat "poker face" po czym wszedł do kuchni, zostawiając ciebie z chłopakiem sam na sam. Jimin oczywiście chciał to wykorzystać aby cię pocałować, ale nie zgodziłaś się, a on zrozumiał, że coś jest nie w porządku. Przeszliście do kuchni gdzie stół już dawno był nakryty, a twój ojciec już siedział na swoim krześle, które zarezerwował sobie tuż po odejściu mamy.
Nikt nie wiedział co się z nią stało. Pewnego dnia gdy ojciec wrócił do domu jej już nie było. I nigdy nie wróciła. Ani choćby nie skontaktowała się z wami, więc teraz cała rodzina od strony ojca myślała, że mama nie żyje. Wy też, ale podejrzane było, że rodzina twojej matki nigdy nie wypowiedziała się na ten temat, a ojciec unikał go jak ognia. Bardzo podejrzane...
Usiadłaś tak jak zawsze naprzeciwko taty, a Jimin przysiadł obok ciebie. Trzy, dwa, jeden...
- ___, podasz nam kolację? - zapytał ojciec, a ty spojrzałaś na niego w największym zdumieniu. Teraz powinien zacząć się wywiad składający się zapewne z ponad pięćdziesięciu pytań. I nie to, że chciałabyś, żeby twój ojciec go przeprowadził, ale to było na porządku dziennym. Coś było nie tak. Tylko co? Pokiwałaś leciutko głową i podałaś na talerze "specjalność taty", czyli zamawiane z restauracji jedzenie, choć on zawsze uparcie twierdził, że sam gotuje posiłki. Trzy, dwa, jeden...
- Skarbie, podasz mi sól? - Coś było w bardzo wielkim nie porządku. Spojrzałaś na Jimina wyraźnie zaniepokojona, a on mimo, że nie wiedział o co chodzi zaraził się twoim niepokojem i zaczął się zastanawiać jak rozładować sytuację (co poznałaś po jego zamyślonej minie.) Jimin. I zamyślona mina nie były na porządku dziennym. Chłopak zawsze działał na spontanie. Twój ojciec odchrząknął dając ci do zrozumienia, że nadal czeka na sól, więc mu ją podałaś. Spojrzałaś na Jimina, lecz ten tylko lekko wzruszył ramionami i bezgłośnie powiedział "Nie mam pojęcia o co chodzi." A ty również poruszyłaś ustami w takt słów "Ja też." Coś było nie tak, a twoje obawy potwierdziło to, że nawet wygadany zawsze Jimin nie wiedział co miałby powiedzieć. Kolacja minęła w całkowitej ciszy, nie licząc szczękania widelców i odgłosów przeżuwania. Twój ojciec skończył jako pierwszy i kulturalnie poczekał aż wy skończycie po czym wstał i zabrał ze stołu talerze.
- Miło było cię poznać, chłopcze. - rzucił w stronę Jimina, podając mu dłoń gdy już wrócił z kuchni.
- Mnie też. - sztucznie uśmiechnął się twój zaniepokojony chłopak i uścisnął dłoń ojca po czym skierował się do wyjścia. Chciałaś się z nim pożegnać, ale tata zagarnął cię ręką do kuchni mówiąc "Że musisz mu pomóc wysprzątać, bo dzieci powinny słuchać rodziców". O tym, że za miesiąc kończyłaś już osiemnaście lat, a za dwa lata miałaś być już pełnoletnia nic. Rzuciłaś Jiminowi "Pa." przez ramię, a ten pokazał ci, że potem zadzwoni i opuścił twój dom.

- ____? - zawołał cię ojciec kiedy kończyłaś wkładać talerze do szafki na co weszłaś do salonu i usiadłaś obok niego na kanapie.
- Tak? - zapytałaś gdy długą chwilę nie powiedział ani słowa i w zamyśleniu spoglądał na telewizor, który jedyne co mógł mu zaoferować to czarny ekran, bo był wyłączony.
- Nie miej mi tego za złe. Proszę. - powiedział, nie odrywając wzroku od urządzenia, a tobie wyobraźnia podsunęła najgorsze domysły co mogło się wydarzyć. - Ale... - zaczął i urwał, a ty przestraszyłaś się już nie na żarty.
- Ale co, tato? - zapytałaś, kładąc mu dłoń na ramieniu w próbując dodać mu otuchy.
- Musisz zerwać z Jiminem.
- Że co!? - wybuchnęłaś, odsuwając się od ojca gdy ten w końcu na ciebie spojrzał. Czy ty się właśnie przesłyszałaś czy on naprawdę to powiedział.
- Wiem, że teraz myślisz sobie, że jestem okropny, wredny i w ogóle, że jestem najgorszym ojcem na świecie, ale musicie się rozstać. - powiedział, chowając twarz w dłoniach jakby to co właśnie ujął w słowa sprawiało jemu ból, a nie tobie.
- Dlaczego? - zapytałaś, a łzy wezbrały ci w oczach, dając ujście smutkowi, a nie złości.
- Obiecuję, że wkrótce ci to wytłumaczę. Teraz nie mogę. Ale wiedz, że gdybyś wiedziała to co wiem ja zerwałabyś z nim z własnej woli.
- Wytłumacz mi teraz. Skoro wydajesz rozkaz masz też za zadanie go uzasadnić. - rzuciłaś, ocierając łzy, które moczyły skórzaną narzutę kanapy.
- Nie mogę. Mam do ciebie tylko jedno pytanie. Ufasz mi? - zapytał z wyraźnym bólem, patrząc w twoje oczy pełne łez.
- Tak. - odpowiedziałaś pewna tego, że jakoś trzeba rozegrać tę grę.
- W takim razie zerwiesz z nim teraz. - powiedział po czym podał ci twoją komórkę, która nie wiedzieć czemu znalazła się na oparciu kanapy.
- Mhm. - mruknęłaś, podnosząc się z siedzenia. Kierując się do swojego pokoju na pietrze, aby mieć pewność, że ojciec nie będzie cię podsłuchiwał. I zadzwoniłaś do Jimina, oczywiście z nim nie zrywając.

*miesiąc później*

- ____, bardzo się cieszę, że przynajmniej ten raz mi zaufałaś i zerwałaś z Jiminem. - powiedział twój ojciec, który chyba nie ogarniał rzeczywistości zaraz po tym jak skończyła się twoja impreza urodzinowa, na której nie było twojego chłopaka, bo umówiliście się, że urodziny będziecie świętować następnego dnia.
- A ja nie. - stwierdziłaś, jak zwykle udając złą na niego i smutną gdy ojciec podejmował temat twojego "zerwania z Jiminem".
- Na swoim łóżku znajdziesz prezent od mamy. - powiedział twój ojciec z zamyśleniem, a jednocześnie wahaniem w głosie.
- Tato nie musiałeś... Chwila! Od mamy!? - krzyknęłaś, rozumiejąc po czasie o co chodzi. Tata lekko skinął głową na co pobiegłaś do swojego pokoju. Na łóżku była jedynie śnieżnobiała koperta. Bez znaczka. Właśnie. Dla niektórych było to "jedynie". Dla ciebie - "aż". Przyskoczyłaś do łóżka i chwyciłaś kopertę. Przez chwilę z wahaniem obracałaś ją w dłoniach po czym w końcu zdecydowałaś się ją otworzyć i pobiegłaś po nożyk.
Wtedy jeszcze nie wiedziałaś, że to czego się dowiesz złamie ci serce.
avatar.jpg

____________
Mam nadzieję, że się Wam spodobało.
Czekam na opinie i komentarze.
Taeyeon <3
  • awatar gość: tyyyy aleś ty tu karyniła, jak jaki obszczymur, wstyd!!! pewnie nawet z tego żeś jeszcze nie wyrosła :( kolejny wstyd!!! Tragedia :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

btsismylife
 
Hejka :)
Dzisiaj dodaję mój drugi ulubiony scenariusz z tych, które napisałam :)
Tytuł: "Przyjaciele się przytulają"
Scenariusz nr 2
Rodzaj: pół angst, pół fluff :)
Bohaterowie: Ty, Huang Zitao, Wu Yi Fan
Długość: one shot, 3405 słów
Miłego czytania :)

- T-Tao? - powiedziałaś ze łzami wzbierającymi w twoich oczach. Przed chwilą weszłaś do sali treningowej akademii sztuk walki cała zamoczona z powodu deszczu, mając zamiar poczekać aż twój utalentowany chłopak skończy trening, a... On całował się z jakąś dziewczyną...
- Mhym... - Chyba nie poznał twojego głosu, bo pokazał ci otwartą dłoń dając do zrozumienia, żebyś poczekała i nie oderwał się od tej dziewczyny nawet na sekundę.
- Tao... - szepnęłaś, a gdy twoja łza upadła na posadzkę wybiegłaś z sali treningowej, mając przed oczami swojego ukochanego obściskującego się z jakąś niewydarzoną panienką.
- ____! - krzyknął chłopak i zerwał się do biegu zostawiając zszokowaną dziewczynę za sobą. Wybiegłaś na zewnątrz w deszczu bez parasolki, która została w korytarzu i co tchu pobiegłaś w stronę swojego domu. Ale to oczywiste, że Tao cię dogonił. Był wyższy o prawie dwadzieścia centymetrów i wysportowany jak mało kto. Nie każdy od najmłodszych lat ćwiczył sztuki walki, a w dodatku nie był do tego zmuszany przez rodziców.
- Zaczekaj! - krzyknął, łapiąc cię za nadgarstek i odwracając cię twarzą do siebie.
- Skarbie, ja... - zaczął, a ty popełniłaś najgorszy błąd - spojrzałaś mu w twarz. Krople deszczu doszczętnie zmoczyły mu włosy, a po policzkach spływały krople deszczu dając złudzenie tego, że płakał... Być może naprawdę tak było. Wpatrywał się w ciebie błagalnym wzrokiem tymi swoimi wielkimi oczami tak pięknie podkrążonymi, że wyglądały jakby należały do pandy. Wtedy twój wzrok padł na jego usta. Usta, którymi przed chwilą całował inną... Wyrwałaś nadgarstek z jego uścisku i rzuciłaś się do ucieczki, która z góry była skazana na porażkę. Tao był zbyt silny i zbyt szybki. Zamknął od tyłu twoje drobne ciało w swoich silnych ramionach i zaczął uspokajać oddech. Szarpałaś się z nim ile miałaś sił. Chciałaś być w tym momencie jak najdalej od niego. Kilometry od tej jego przystojnej twarzy, która przewijała się w każdym twoim śnie. Tymczasem on przyciskał cię do siebie tak aby być jak najbliżej. Przemoczona do ostatniej suchej nitki stałaś, drżąc nie tylko z zimna w jego silnych ramionach, które nie miały najmniejszego zamiaru cię puścić.
- Kochanie, ja... - ponownie zaczął tłumaczyć się z incydentu, o którym nawet nie chciałaś myśleć a co dopiero rozmawiać. W dodatku z nim. Wtedy miarka się przebrała. Zawsze spokojna, cicha, a jakże wrażliwa ty zrobiłaś coś czego nigdy w życiu nie zrobiłaś - uderzyłaś go łokciem w brzuch. Jęknął z bólu, ale niczego nie powiedział. Rozluźnił odrobinę uścisk, ale gdy poczuł, że spinasz mięśnie brzucha, żeby się uwolnić ponownie zamknął cię w silnym uścisku. - Proszę, pozwól mi wytłumaczyć... - powiedział tonem jakby zaraz miał się rozpłakać na co kolejne łzy pociekły po twoich policzkach, skapując na jego ramiona. Powoli odwrócił cię w swoim kierunku i zmusił, żebyś spojrzała mu w oczy. Pochylił się i nie zważając na to jak usilnie próbowałaś mu się wyrwać pocałował cię, ale nie tak jak zawsze tylko dość brutalnie. Po chwili przestałaś się szarpać z silniejszym od siebie chłopakiem i po prostu stałaś w bezruchu, czekając aż skończy. Tao rozluźnił uścisk i delikatnie cię objął, nadal całując. Wtedy korzystając z okazji odepchnęłaś go przez co upadł na chodnik i pobiegłaś do swojego domu, który na szczęście był blisko. Zdążyłaś zamknąć bramę i wbiec do domu nim chłopak cię dogonił. Pobiegłaś do swojego pokoju i nie zważając na to, że byłaś cała przemoczona rzuciłaś się na łóżko z płaczem. Po kilku minutach uspokoiłaś się, przypominając sobie co powiedziała twoja mama gdy podobna sytuacja przydarzyła się twojej siostrze.

“Nie jest wart twoich łez.”


Otwierając szafę w celu wyjęcia jakichś suchych ubrań wyjrzałaś przez okno. Tao stał przed bramą. Tao! Chłopak, który zwykle przeskakiwał furtkę i wbiegał do twojego pokoju, żeby jak najszybciej cię przytulić. Pierwszy raz w życiu uszanował twoją prywatność i ten drobny szczegół sprawił, że łzy ponownie zaczęły skapywać na posadzkę w twoim pokoju. Zabrałaś ze sobą ręcznik i poszłaś do łazienki aby wziąć prysznic. Błagałaś, żeby zmył z ciebie całe nieszczęście co oczywiście się nie udało.
Wróciłaś do pokoju jakieś pół godziny potem i mimowolnie wyjrzałaś przez okno uważając, żeby nie zdradziła cię ruszająca się firanka. Chłopak nie stał już przed bramą. Klęczał w dopiero co powstałej kałuży mocząc i tak już mokre metalowe pręty ogrodzenia swoimi łzami. Czym prędzej odwróciłaś wzrok od Tao, żeby ponownie się nie rozpłakać i usiadłaś na skraju łóżka, chowając twarz w dłoniach. Po chwili wstałaś i położyłaś się do spania, ale nie mogłaś zapomnieć widoku sprzed godziny.

Rano wstałaś przybita do cna i niewyspana, bo sen zmorzył cię dopiero około czwartej nad ranem. Postanowiłaś pójść bez uprzedzenia do swojej najlepszej przyjaciółki. Potrzebowałaś kogoś kto byłby w stanie cię pocieszyć, a kto inny poradziłby sobie z tym lepiej? Ubrałaś się ciepło i zabrałaś parasolkę, ponieważ od wczorajszego dnia deszcz ciągle padał. Wyszłaś z domu i zamknęłaś bramę, przed którą wczoraj klęczał Tao. Za furtką przyspieszyłaś aby przypadkiem nie spotkać chłopaka, ale los chciał inaczej. Poślizgnęłaś się na mokrym chodniku, a od upadku uratowały cię czyjeś silne ramiona, które zacisnęły się na twojej talii. Podniosłaś wzrok na swojego wybawcę, którym oczywiście musiał być Tao. Wyrwałaś mu się, ale zdążył złapać cię za nadgarstek i odwrócić ku sobie.
- Błagam! - powiedział, przyciągając cię bliżej i usilnie próbując nakierować twój wzrok na swoją twarz co mu się nie udało. Łzy kolejny raz zaczęły spływać po twoich policzkach. Chciał otrzeć je wierzchem dłoni, ale gwałtownie odwróciłaś głowę w bok na co opuścił ramię. - Proszę okrzycz mnie, powiedz, że jestem skończonym idiotą, że już nigdy mi nie zaufasz... Błagam powiedz cokolwiek! - powiedział błagalnie na co spojrzałaś mu w twarz. - To lepsze niż milczenie i oglądanie jak płaczesz. - dodał z oczami pełnymi łez. Nie zareagowałaś. Skoro twoje milczenie tak bardzo go bolało to dobrze. Przybliżył usta do twoich ust na co wyrwałaś mu dłoń z uścisku i wróciłaś do domu pewna, że tym razem już za tobą nie pobiegnie. I nie pobiegł. Gdy odwróciłaś się przy furtce stał w tej samej pozie, w której go zostawiłaś.
Weszłaś do domu, wiedząc co teraz musisz zrobić. Teraz w tym miejscu nie trzymało cię kompletnie nic. No może najlepsza przyjaciółka, ale ona i tak poradzi sobie bez ciebie. Miała Luhana. On jej wystarczy. Mieszkałaś sama. Siostra też wyjechała. Rodzice mieszkali w innym mieście. Nic nie mogło cię powstrzymać przed wyjazdem. Spakowałaś potrzebne rzeczy do walizki i wyjęłaś pieniądze "na czarną godzinę" ze swojej skrytki. Sprawdziłaś w internecie kiedy odjeżdża najbliższy pociąg. Szczęście uśmiechnęło się do ciebie. Odjeżdżał za jakieś pół godziny. Zamknęłaś dom na klucz, zostawiając wszystkie wspomnienia za sobą i w pośpiechu poszłaś na przystanek, bojąc się, że znowu spotkasz Tao.

- _____! Zaczekaj! - krzyknął gdy znikałaś w drzwiach pojazdu. Nie zaczekałaś. Drzwi zamknęły się za sobą, oddzielając cię od przeszłości. Gdy pojazd znikał za zakrętem musiałaś się odwrócić. Tao siedział na ławce, na przystanku, chowając twarz w dłoniach. Szybko odwróciłaś wzrok od chłopaka, kierując go na przód. Ku lepszej przyszłości.

Kilka dni po tym jak zamieszkałaś w nowym miejscu zaczęło ci się najzwyczajniej w świecie nudzić samej w domu, więc wyruszyłaś na poszukiwanie jakieś pracy. Dość szybko udało ci się znaleźć kawiarnię, na której drzwiach było wywieszone ogłoszenie o poszukiwaniu nowej kelnerki. Weszłaś do przepełnionej kafejki gdzie w pocie czoła uwijało się około trzech kelnerek i podeszłaś do lady, za którą stał jakiś chłopak odwrócony do ciebie tyłem.
- Przepraszam! - rzuciłaś na co ten posłusznie ukazał ci twarz, po której było widać, że nawet nie postara się być miłym i posłał ci pytające spojrzenie.
- No co? - zapytał gdy tylko stałaś, nie wiedząc od czego zacząć rozmowę i zmarszczył brwi.
- Na ogłoszeniu pisało, że szukacie kelnerki i pomyślałam, że może ja... - zaczęłaś.
- Super! Witam w pracy! Możesz zacząć od zaraz? Mamy dzisiaj prawdziwe urwanie głowy. - powiedział chłopak z czymś co miało chyba być entuzjazmem, ale w jego wykonaniu to była głucha wypowiedź.
- W porządku. Jestem _____. - podałaś mu dłoń.
- Wu Yi Fan, ale przyjaciele mówią na mnie Kris. - powiedział, delikatnie potrząsając twoją ręką. - Dziewczyny pomogą ci jakoś to ogarnąć. Musisz po prostu ubrać fartuszek, przyjmować zamówienia i szczerzyć zęby do kolesi. Czyli normalny dzień każdej dziewczyny. - stwierdził na co prychnęłaś pod nosem. Dopiero po chwili zorientowałaś się, że to był żart, a chłopak uważnie obserwował twoją reakcję, śmiejąc się pod nosem.
- To wcale nie było śmieszne. - parsknęłaś śmiechem na myśl o tym jak zareagowałaś na to co powiedział.
- Ranisz. - stwierdził z uśmiechem, który wyglądał na szczery i złapał się za serce.
- Komikiem to byś nie mógł być. - rzekłaś, starając się zawiązać fartuch z tyłu co niezbyt ci się udało, bo po chwili się rozwiązał.
- Przestań mnie dobijać i chodź tu to ci pomogę. - powiedział, nadal się uśmiechając i pokazał ci dłonią, żebyś do niego podeszła.
- Nie. - stwierdziłaś, nagle poważniejąc.
- Dlaczego? - zapytał zdziwiony i lekko zmarszczył brwi. Mimo wszystko podeszłaś do niego i pozwoliłaś mu zawiązać fartuszek. Sprawnie się z tym uwinął, a potem zapytał czy wszystko jest w porządku, na co ze sztucznym uśmiechem stwierdziłaś, że tak, ale chyba w to wątpił, bo posłał ci przenikliwe spojrzenie. - Nie jesteś stąd. - zauważył po chwili gdy przyniosłaś mu pierwsze zamówienie. - Dlaczego przyjechałaś?
- A czy to ważne? - zmarszczyłaś brwi i spojrzałaś na niego unosząc głowę do góry, bo chłopak był chyba nawet wyższy niż Tao. Nie. Nie będziesz myśleć o Tao. Koniec kropka.
- No w sumie to nie, ale... - urwał w połowie zdania, zastanawiając się co dalej powiedzieć. - Nie ważne. - dodał po chwili, na co odebrałaś od niego kawę dla stolika czwartego i zaniosłaś ją klientom czując na sobie przenikliwe spojrzenie chłopaka. Życzyłaś smacznego konsumentom napoju i obejrzałaś się przez ramię na Krisa, który szybko odwrócił wzrok w stronę innej kelnerki, która do niego podeszła. "Do niej się nie uśmiechnął." pomyślałaś z jakimś śladem satysfakcji.

Po kilku tygodniach przyzwyczaiłaś się do nowej pracy, która bardzo ci się spodobała i w ogóle twoja praca miałaby same plusy gdyby nie to, że Kris cię podrywał na każdym kroku. W sumie to nie było w tym nic złego, ale i tak trochę uprzykrzało ci życie, bo po incydencie z Tao wolałaś się z nikim nie wiązać.

- Tylko, żeby było jeszcze otwarte! - pomyślałaś gdy około dwudziestej w nocy zorientowałaś się, że zostawiłaś komórkę na ladzie w kawiarni. Na szczęście światło w kafejce było włączone co świadczyło o tym, że ktoś jeszcze tu był. Pewnie Kris, który zawsze zostawał trochę dłużej niż inni, żeby wszystko sprawdzić i ewentualnie posprzątać. - Cześć! Przepraszam, ale chyba zostawiłam tu telefon i... - powiedziałaś zaraz po otwarciu drzwi kawiarni i przejściu do lady, która była blisko wejścia, ale przerwałaś, bo Kris siedział przy jednym ze stolików przeglądając twoją komórkę. - Co robisz z moją...
- Kim jest ten chłopak? - zapytał pierwszy raz odkąd się poznaliście, zwracając się do ciebie z czystą złością w głosie. Zazwyczaj mówił tak do wszystkich. Tylko nie do ciebie.
- Co? - zapytałaś, nie rozumiejąc o co chodzi Krisowi i dlaczego zwrócił się do ciebie ze złością.
- Kim on jest? - warknął. - I dlaczego masz na telefonie jego zdjęcia? - podniósł się z krzesła i podszedł do ciebie pokazując ci zdjęcie Tao.
- Dlaczego od razu się wściekasz? - zapytałaś, będąc bardzo ciekawą odpowiedzi, a Kris przewinął jedno zdjęcie w przód. Na zdjęcie, na którym całowałaś Tao w usta. Spuściłaś wzrok, przypominając sobie jak chłopak całował się z inną w sali treningowej.
- Dlatego! - odpowiedział, podsuwając ci zdjęcie pod nos.
- I co z tego?! - wybuchnęłaś, już dłużej nie mogąc powstrzymać irytacji. Nie dość, że przeglądał twoje zdjęcia to jeszcze urządzał ci sceny zazdrości, że znalazł kilka, które mu nie odpowiadało.
- Dlaczego tu przyjechałaś? - zapytał, patrząc na ciebie z taką wściekłością w oczach, że aż cofnęłaś się o krok. - Gdzie on teraz jest?! - krzyknął, podnosząc głos.
- Nie twój interes! Oddawaj mi komórkę! - warknęłaś zdenerwowana dociekliwością chłopaka.
- Nie dopóki mi tego nie powiesz. - rzucił przez zęby.
- Dobra, kupię sobie nowy telefon. - prychnęłaś i odwracając się na pięcie podeszłaś do drzwi kawiarni. Kris złapał cię za nadgarstek i obrócił w swoją stronę, a następnie spróbował cię pocałować, ale odepchnęłaś go od siebie. - Co ty wyprawiasz!?
- Przepraszam. - szepnął, patrząc na ciebie oczami niesłusznie zbitego psa, a następnie podał ci komórkę. - Gdybyś kiedyś chciała o tym porozmawiać to... Z resztą nieważne... Pewnie i tak nie będziesz chciała. - stwierdził i z westchnieniem opadł na krzesło przy jednym ze stolików.
- Sądzisz, że tak dobrze mnie znasz? - zapytałaś, odsuwając sobie krzesło naprzeciwko chłopaka.
Ponad godzinę poświęciłaś na odpowiadanie, na zadawane przez Krisa pytania po czym odprowadził cię do domu, bo było już późno.

- Ej! Co ty robisz!? - krzyknęłaś gdy Wu Yi Fan pociągnął cię w stronę zaplecza i szybko zamknął za wami drzwi. - Jeśli to kolejna próba pocałowania mnie to wiedz, że...
- Cicho bądź i poczekaj tu na chwilkę. Zaraz wrócę. - powiedział, przykładając palec do ust, żebyś mówiła szeptem i czym prędzej wybiegł z zaplecza.
- Pff. Dobre sobie. - prychnęłaś, wychodząc z magazynu i stanęłaś jak wryta. Przed ladą, zaciekle dyskutując z Krisem stał... - Tao? - zapytałaś mimowolnie i zawróciłaś, przechodząc przez drzwi do zaplecza, ale chłopak zauważył cię nad ramieniem Wu Yi Fana. Kris nie chciał go przepuścić i stali tak, piorunując się wzrokiem, a ty tymczasem usiadłaś na jakiejś skrzynce, zastanawiając się czemu nie posłuchałaś szefa. Wspomnienia wróciły do ciebie w ciągu jednej chwili i przemykały ci przez głowę z prędkością światła.
- To wejście dla personelu! - warknął Kris jak zwykle wredny dla wszystkich poza tobą tak głośno, że usłyszałaś go przez drzwi, a co dopiero musieli go usłyszeć klienci, którzy na pewno nie życzyli sobie kłótni w miejscu gdzie chcieli porozmawiać lub w spokoju wypić kawę.
- Chodź. - powiedziałaś, wychodząc z zaplecza i kiwając głową w stronę swojego byłego chłopaka. Nie chciałaś, żeby przez ciebie kawiarnia straciła klientów.
- ____, ale on...- zaczął Kris i złapał cię za dłoń.
- W porządku. Możesz mnie na chwilę zastąpić? - zapytałaś chłopaka, delikatnie wyrywając mu dłoń z uścisku na co on lekko skinął głową i pomógł ci zdjąć fartuch. Tao stał przy otwartych drzwiach kawiarni, patrząc na was z zazdrością widocznie wypisaną w oczach. Ignorując chłopaka przeszłaś obok niego jakby był powietrzem i skierowałaś się w stronę najbliższego parku, a Tao poszedł za tobą.

Siedzieliście w ciszy jak najdalej od siebie na ławce od dobrych pięciu minut, bo żadne z was nie wiedziało jak zacząć rozmowę, do której i tak musiało prędzej czy później dojść.
- _____? - zapytał Tao, a ty spuściłaś wzrok na swoje dłonie i nie odpowiedziałaś. - Przepraszam, ja... - zaczął chłopak najprawdopodobniej pewny, że się do niego nie odezwiesz.
- Nieważne. Nie zmienimy tego co było... Tylko... - przerwałaś mu, ale nie wiedziałaś co masz dalej powiedzieć, więc przerwałaś i zaczęłaś obserwować liście, które poruszały się na drzewie kilka metrów przed ławką, na której siedzieliście jakby było to najbardziej interesującą rzeczą w świecie.
- Tylko co? - zapytał, starając zwrócić na siebie twoją uwagę, żebyś w końcu spojrzała mu w twarz.
- Tylko ja... - powiedziałaś, czując łzy, które zaczęły wzbierać w twoich oczach. Tao delikatnie chwycił cię za podbródek i nakierował twój wzrok na swoją twarz.
- Proszę, nie płacz. - poprosił z takim żalem w głosie, że aż ciebie to zdziwiło. - Możesz dokończyć?
- Tylko ja nie mogę tego zapomnieć. - wyszeptałaś, a pojedyncza łza spłynęła na twoim policzku. Tao otarł ją wierzchem dłoni.
- Przepraszam. Gdybym mógł cofnąć czas to nigdy by się nie zdarzyło. Nawet nie wiesz jak strasznie tego żałuję. Ja...
- Wiesz co jest najgorsze? - ponownie mu przerwałaś pewna, że nie zniesiesz jego wytłumaczenia.
- Co? - zapytał z lekkim drżeniem w głosie, bojąc się odpowiedzi.
- To, że gdybym tego nie widziała ty... Nigdy byś mi tego nie powiedział. Prawda? - spytałaś, czując kolejne łzy spływające po twoich policzkach.
- Nie, ja... To prawda. - odpowiedział szczerze, ale mimo to, że już prawie dwa miesiące nie byliście razem i tak poczułaś ukłucie w sercu.
- Już lepiej pójdę. - powiedziałaś szeptem, podnosząc się z ławki. Chłopak nie zatrzymał cię, ani nie odezwał się choćby jednym słowem. Będąc przy wyjściu z parku odwróciłaś głowę w jego stronę. Tao siedział na ławce, chowając twarz w dłoniach tak samo jak wtedy gdy wyjeżdżałaś. Łzy zaczęły niekontrolowanie wypływać z twoich oczu. Po tym wszystkim nie byłaś w stanie wrócić do pracy jednak zrobiłaś to.

- Co on ci zrobił? - zapytał Kris, doskakując do ciebie gdy tylko przekroczyłaś próg kawiarni i zaglądając w twoją zapłakaną twarz.
- Nic. On... - przerwałaś gdyż załamał ci się głos i wtuliłaś twarz w miękki podkoszulek chłopaka.
- Gdyby nic ci nie zrobił to byś nie płakała. - stwierdził, mocno cię obejmując i poprowadził cię w stronę zaplecza.
- Ale on naprawdę nic mi nie zrobił. Ja tylko... - próbowałaś mu się jakoś wytłumaczyć na zapleczu, ale jedynie wybuchnęłaś płaczem mocząc mu podkoszulek.
- Spokojnie. - powiedział uspokajającym tonem i pogładził cię po włosach. - Wszystko będzie dobrze. Chciałabyś wziąć dzisiaj wolne?
- Nie. Jest w porządku. Mogę pracować. - zapewniłaś go, ale spojrzał na ciebie z politowaniem, więc przystałaś na jego propozycję. - Jutro zostanę dłużej.
- Nie. - stanowczo zaprzeczył Kris. - Nie zostaniesz po godzinach.
- Ale... - zaczęłaś protestować, odsuwając się od chłopaka.
- Cicho. - urwał stanowczo waszą "kłótnię". - Odprowadzić cię do domu?  - zapytał, patrząc na ciebie z niepokojem.
- Ale kawiarnia...
- Spokojnie. Zadzwonię do siostry,  żeby tu przyszła. Zaczekaj chwilkę. - poprosił, wybierając na komórce numer telefonu do swojej siostry. Ich rozmowa trwała tak długo,  że w końcu znudziło ci się czekanie i samotnie poszłaś ścieżką do swojego domu. Po chwili usłyszałaś za sobą szybkie kroki i zwolniłaś odrobinę wiedząc, że to Wu Yi Fan. Chłopak przytulił cię od tyłu, obejmując swoimi silnymi ramionami.
- Kris, puszczaj mnie! - zaśmiałaś się cicho, odwracając głowę w stronę chłopaka.
Tylko, że to nie był Wu Yi Fan.
- Kim jest Kris? - zapytał zaskoczony Tao, któremu szybko się wyrwałaś. - Zaczekaj.
- Czego chcesz? - warknęłaś pierwszy raz od kilku miesięcy, nie czując złości na chłopaka. W końcu przejechał za tobą tyle kilometrów i odszukał cię co pewnie musiało trochę zająć tylko po to, żeby cię przeprosić.
- Nadal jesteś na mnie zła? - zapytał i lekko wydął wargi, robiąc niezadowoloną minę, jednocześnie przyglądając ci się z widocznym niepokojem.
- Nie do końca. - stwierdziłaś cicho. Co prawda nie wybaczyłaś mu w stu procentach,  ale w trzech czwartych tak.
- Naprawdę? - zapytał z niedowierzaniem w głosie.  - Czyli, że znowu jesteśmy parą?
- Co!? Nie! Sądzisz,  że będę w stanie ci zaufać po tym co zrobiłeś!? - zapytałaś z niedowierzaniem, odsuwając się od chłopaka o krok.
- W porządku. - stwierdził, smutniejąc w jednej chwili.  - Ale zostaniemy przyjaciółmi?
- Jasne. - odpowiedziałaś na co chłopak przytulił cię z entuzjazmem.  - Co ty robisz?
- Przyjaciele się przytulają.
- No wiem, ale...
- Ej, zostaw ją! - krzyknął Kris, który zdyszany właśnie wybiegł zza zakrętu i zobaczył cię w ramionach chłopaka.
- Bo co!? - warknął Tao, oczywiście nie wypuszczając cię z objęć.
- Bo... - zaczął Wu Yi Fan, podbiegając do was i piorunując Tao wzrokiem.
- Kris, wszystko w porządku. - rzekłaś, zdejmując z siebie ramiona Tao na co twój szef spojrzał na ciebie z otępieniem.
- A więc to jest ten Kris. - rzucił Zitao, mierząc chłopaka krytycznym spojrzeniem.
- Odprowadzę cię do domu. -ponownie zaproponował Wu Yi Fan, chwytając cię za dłoń.
- Nie! Ja cię zaprowadzę! - wyrwał się Tao.
- Nie zgubię się. - stwierdziłaś i poszłaś sama w kierunku swojego mieszkania, zostawiając za sobą piorunujących się wzrokiem młodzieńców.

Kolejne dni mijały w miarę spokojnie.  Po tym jak wybaczyłaś Tao było ci jakoś lżej na sercu,  ale Kris otwarcie nie popierał twojej decyzji co w sumie było dość zrozumiałe skoro czuł się zazdrosny. I nic nie zapowiadało tego co wydarzy się w piątek.

Tego dnia miałaś przeszkolić dziewczynę,  która starała się o stanowisko przy ekspresie, bo tłum w kawiarni rósł tak szybko, że Kris nie nadążał z wykonywaniem zamówień.
- Gotowe. - powiedziała kandydatka, podając ci kubek gorącej kawy z pianką. - To moja specjalność. - stwierdziła, posyłając uśmiech komuś nad twoim ramieniem.
- Pyszne. - westchnęłaś po upiciu łyku napoju.
- Mogę spróbować? - zapytał Wu Yi Fan, który właśnie do was podszedł.
- Jasne. - powiedziałaś i wyciągnęłaś do niego dłoń z parującym kubkiem, podnosząc drugą aby otrzeć sobie usta.
- Wspaniale. - rozpromienił się chłopak, a następnie chwycił twoją dłoń z kubkiem i przesunął ją w bok. Po czym momentalnie przysunął się do ciebie i pocałował cię, opierając twoje plecy o ścianę.
- Naprawdę pyszne. - stwierdził już po odsunięciu się od siebie. Rozejrzałaś się po kawiarni, zauważając, że klienci (a w szczególności klientki) wpatrują się w was w tępym osłupieniu. Wtedy twój wzrok padł na zamykające się drzwi. Przypomniała ci się sytuacja sprzed miesięcy. Wybiegłaś z kafejki, rozglądając się za...
- Tao! - krzyknęłaś gdy zauważyłaś chłopaka na ławce w parku i podbiegłaś do niego, przysiadając obok. - Wszystko w porządku?  - zapytałaś, lekko dotykając jego dłoni, która bezsilnie spoczywała na jego kolanie.
- Mogłaś uprzedzić, że już sobie znalazłaś nowego chłopaka. - stwierdził z goryczą i podniósł na ciebie swoje załzawione oczy. - A ja głupi wierzyłem, że znowu będziemy razem.
- Tao...
- Już wiem jak się czułaś. Przepraszam jeszcze raz i już się zabieram. Zostań tu z tym wampirzym chłoptasiem, ożeńcie się i miejcie w cho... - przerwał, bo zamknęłaś mu usta pocałunkiem, na który ochoczo odpowiedział i wplótł palce w twoje włosy, przyciągając cię do siebie jak najbliżej. Serce biło ci dwa razy szybciej niż powinno, a mimo to nie oderwałaś się od chłopaka, przelewając w pocałunek całą swoją tęsknotę i ból ostatnich tygodni, ale przede wszystkim miłość do Tao, który siedział tuż obok, wpijając się w twoje usta.
- Kocham cię.  - szepnęłaś z ustami tuż przy jego gdy po długiej chwili oderwałaś się od chłopaka.
- Ja ciebie też. - westchnął ponownie, łącząc wasze usta w pocałunku dłuższym niż poprzednio.

15.png

____________
Mam nadzieję, że się Wam spodobało :)
Czekam na opinie i komentarze
Taeyeon <3
 

btsismylife
 
Hejka :)
Witam ponownie tym razem z pierwszym scenariuszem :) Na moim blogu możecie zauważyć, że zamiast "____", czyli kresek gdzie można wstawić swoje imię jest "Jessie". Był to scenariusz pisany na zamówienie, więc nie ma się temu co dziwić ^^
Tytuł: "Tylko przyjaciele"
Scenariusz nr 1
Rodzaj: fluff
Bohaterowie: Ty, Kim Jongdae/Chen (pobocznie: EXO)
Długość: one shot, 5 039 słów (ale nie zniechęcajcie się długością :) Czyta się bardzo szybko.)
Miłego czytania :)

- ____, zejdziesz tu na chwilę? - usłyszałaś krzyk z dolnego piętra swojego domu.
- Już idę! - odkrzyknęłaś i szybko napisałaś wiadomość do kuzyna, z którym wcześniej pisałaś, w której napisałaś, że spotkacie się za jakieś pół godziny w parku obok twojego domu.
Dzisiaj musiałaś przeprowadzić się do swojego starszego kuzyna, bo choć za kilka miesięcy miałaś mieć już osiemnaście lat twoi rodzice stwierdzili, że "sama sobie nie poradzisz". Przecież nawet nie wyjeżdżali na długo. Jedynie na dwa miesiące,  bo mieli jakiś ważny wyjazd razem z pozostałymi pracownikami firmy.
- Skarbie, tata już zawiózł twoją walizkę do domu twojego kuzyna, ale gdybyś o czymś zapomniała to będzie lepiej, jeśli weźmiesz ze sobą klucz od naszego domu. Zachowuj się dobrze. Ok? - powiedziała twoja mama ze łzami w oczach. Nie cierpiała pożegnań nawet takich na krótko.
- Dobrze.
- Masz wracać do domu przed dziewiątą w nocy. Zrozumiano? - powiedział twój tata i razem z mamą cię przytulił.
- Oj, tato! - jęknęłaś niezadowolona i odsunęłaś się od rodziców. Ojciec zawsze traktował cię jak dziecko.
- Zrozumiano?  - powtórzył groźnym tonem i pogroził ci palcem.
- Oczywiście - powiedziałaś,  a w myślach dodałaś "że nie". Rodzice pożegnali cię nie szczędząc ci uścisków i pocałunków jakbyście mieli zobaczyć się dopiero za rok. Potem pod wasz dom podjechał autobus i odjechali w podróż zawodową. Machałaś im sprzed domu aż pojazd zniknął za horyzontem. Jeszcze raz sprawdziłaś czy drzwi są zamknięte i poszłaś do parku gdzie na moście czekał już Chanyeol. Podbiegłaś do niego i przytuliłaś go z całej siły, a on ochoczo odpowiedział ci tym samym.
Mimo, że mieszkaliście zaledwie kilka przecznic od siebie, widywaliście się bardzo rzadko od kiedy Chanyeol zadebiutował z zespołem EXO. Teraz mieszkał jeszcze bliżej ciebie, ale był tak zajęty, że waszym jedynym kontaktem były SMSy i rzadkie rozmowy telefoniczne,  które często się urywały z jego strony. Jeszcze nigdy go nie odwiedziłaś, bo teraz żył pod jednym dachem z jedenastką innych, dorosłych chłopaków, z którymi przez dwa miesiące też będziesz mieszkać. Ostatnio widziałaś go pół roku temu gdy pożegnał się z tobą przed kolejną trasą koncertową.
- Tęskniłem. - powiedział Chanyeol nadal nie rozluźniając uścisku.
- Ja też. Ej, przypakowałeś? Dusisz mnie. - wyjąkałaś próbując mu się wyrwać.
- Nie wiem. Wydaje mi się,  że to ty schudłaś. Tak bardzo tęskniłaś,  że nie mogłaś nic przełknąć? - roześmiał się i odsunął się.
- Mhym. Dalej to sobie wmawiaj. - powiedziałaś groźnym tonem i uderzyłaś go w ramię. Przez chwilę piorunowaliście się wzrokiem po czym oboje parsknęliście śmiechem. Z Chanyeolem zawsze było zabawnie. Fani nadali mu idealnie pasujące pseudonimy, a mianowicie "Wirus Szczęścia" oraz "Król Reakcji".
- Dobra, idziemy już? Robi się ciemno, a zakładam, że zapoznanie cię z pozostałymi członkami EXO trochę zajmie. - powiedział i objął cię ramieniem prowadząc w odpowiednią stronę. Przy tak wysokim kuzynie musiałaś wyglądać wyjątkowo nisko.
- Chan? - zapytałaś patrząc na niego z dołu.
- Tak?
- Boję się,  że mnie nie polubią. - wyznałaś mu to co męczyło cię już od wielu dni. Chanyeol parsknął śmiechem na co odsunęłaś się od niego. - I co w tym śmiesznego?
- To, że przez ostatnie dwa tygodnie w dormie jest tylko temat twojego przyjazdu. Wszyscy o tym nawijają. Gdy tylko wejdę gdzieś,  gdzie przebywa obecnie któryś z chłopaków słyszę tylko "Opowiesz nam o _____?" lub "Kiedy przyjeżdża twoja kuzynka? Muszę wiedzieć kiedy mam się odstawić. " To mega denerwujące. - powiedział Chanyeol i przyciągnął cię do siebie tak, żeby znowu obejmować cię ramieniem.
- Ehem. No na... - zaczęłaś,  ale przerwano ci.
- Oh~ Piękna z was para. - stwierdziła z westchnieniem jakaś starsza pani na co znów parsknęliście śmiechem, a ona odwróciła się zaskoczona waszą reakcją.

- Gotowa? - zapytał Chanyeol tuż przed drzwiami domu i spojrzał na ciebie kątem oka.
- Nie. - odpowiedziałaś zgodnie z prawdą. Bałaś się, że nie dogadasz się z chłopakami.
- Trudno. - Chanyeol otworzył drzwi i dosłownie wepchnął cię do środka. - Chłopaki, przybył nasz gość specjalny. - powiedział Chan udając spikera telewizyjnego i w ciągu kilku sekund zabrzmiały głośne kroki.
- To była najgorsza imitacja głosu prezentera jaką kiedykolwiek słyszałem. - powiedział chłopak, który właśnie przekroczył próg korytarza i również udając spikera dodał. - A oto... Baekhyun!
- To było jeszcze bardziej żałośne. - stwierdził ktoś chyba nawet wyższy od Chanyeola na co wszyscy parsknęliście śmiechem łącznie z Baekhyunem. - Cześć, jestem Kris, lider EXO - M. - zwrócił się do ciebie i przesunął się, aby zrobić miejsce pozostałym chłopakom. Każdy przedstawiał się tak jak zwykli robić to w programach rozrywkowych. Oczywiście pod koniec wybuchła kłótnia o to co zawsze. A mianowicie kto jest w EXO głównym wokalem, bo przedstawili się tak D.O, Chen i Baekhyun. Co najgorsze wplątali ciebie w tę kłótnię.
- Ja jestem głównym wokalem. - zarzekał się Baek.
- A kto śpiewa najwięcej partii? Ja. - D.O próbował udowodnić swoją rację, ale Chen mu na to nie pozwolił dopowiadając, że to właśnie on śpiewa trzy czwarte partii wokalnych. Z tym natomiast nie mógł zgodzić się Baekhyun, który zwrócił się do ciebie.
- _____, jesteś naszą fanką? - Nie odpowiedziałaś, bo to było na sto procent pytanie retoryczne. - Więc, powiedz im, że to ja jestem głównym wokalem.
- Nie, bo ja. - D.O przepchnął się do przodu i spojrzał na ciebie błagalnym wzrokiem, ale nim zdążyło zrobić ci się go szkoda został odepchnięty przez Chena, który bez powodu zaczął śpiewać swoją kwestię w " Wolfie " na co Baek i D.O dołączyli do niego i zrobił się ogólny hałas. Suho powiedział coś do ucha Krisowi, który zaraz potem przekrzyczał wokalistów i uciszył ich.
- Nie macie się o co kłócić.  - powiedział i dodał po chwili. - Bo to ja jestem głównym wokalem. - Gdy lider EXO - M dołączył do kłótni zrobiło się jeszcze głośniej. Suho aż złapał się za głowę i spojrzał na ciebie przepraszającym wzrokiem.
- Tylko teraz nie myśl sobie, że jesteśmy tacy zawsze. - powiedział ci do ucha Kai i objął cię ramieniem. - To tylko i wyłącznie twoja wina. - stwierdził i uśmiechnął się zabójczo.
- Dlaczego? - zapytałaś bardzo ciekawa odpowiedzi.
- Bo jesteś piękna,  więc oni chcą się popisać. - powiedział Tao starając się przekrzyczeć wokalistów, a następnie zrzucił rękę Kaia z twojego barku i sam cię objął.
- Ehehe! Hola! - krzyknął Chanyeol swoim donośnym głosem, aż "główni wokaliści " przestali się na chwilę kłócić i obejrzeli się na was, ale widząc, że to nie było do nich znów zaczęli się sprzeczać.
- Co? - zapytał Kai.
- Moja kuzynka jest nietykalna! - krzyknął nadopiekuńczy Chan.
- Przecież nie zrobiłem nic złego. - zauważył Kai, po czym powiedział. - Nie masz o co się denerwować. - stwierdził,  a potem pocałował cię w policzek. - No teraz masz. - dodał.
- Ej, to nie fair! - krzyknął Tao i razem z Chanyeolem doprowadzonym do szału dosłownie rzucili się na Kaia. Zrobiło się jeszcze głośniej. Stałaś na środku korytarza i zastanawiałaś się co masz teraz zrobić i jak przetrwasz dwa miesiące z tymi dzikusami pod jednym dachem. Wtedy poczułaś czyjeś smukłe palce na swoim nadgarstku. Luhan ( bo to on trzymał twoją dłoń ) uroczo się uśmiechnął. Suho pokazał ci, żebyś za nimi poszła, a Lay powiedział :
- Chodź z nami.
Luhan pociągnął cię za dłoń i zaczął lawirować między kłócącymi się członkami zespołu, a ty podążałaś za nim kurczowo się go trzymając.
Lu wciągnął cię do salonu, gdzie na kanapie przed włączonym telewizorem siedział maknae zespołu.
- Sehun, dlaczego nie przywitałeś się z ____? - zapytał od progu pomieszczenia zgorszony Suho.
- Cześć! - zwrócił się do ciebie młodszy, który odwrócił się słysząc słowa lidera i pomachał ci dłonią.
- Jakie ciekawe powitanie. - westchnął zirytowany Luhan.
- To co niby mam powiedzieć? - zdenerwował się Sehun.
- Przedstaw się. - podsunął mu spokojny jak zawsze Lay.
- Cześć. Jestem Sehun. Nie no, nie rozumiem tego. Ona na pewno zna nasze pseudonimy, bo przecież jej kuzyn jest w tym zespole. Więc niby po co mam się przedstawiać? Przywitałem się. Spoko. I tyle wystarczy, a teraz odejdźcie, bo chcę w spokoju pooglądać sobie film.
- Boże, daj mi cierpliwości, żebym wytrwał przy tych dzikusach! - westchnął Suho wznosząc dłonie ku sufitowi pokoju, a maknae znów wygodnie ułożył się na kanapie. Wtedy rozległ się jakiś huk.
- Suho, pomóż! - krzyknął Xiumin, który od początku kłótni próbował uspokoić chłopaków, na co lider w pośpiechu wybiegł z salonu. Usiadłaś na kanapie obok Sehuna gotowa przeczekać tę kłótnię.
- A tak właściwie to co tu robiłeś? - zapytał Lu przysiadając na brzegu kanapy obok najmłodszego członka zespołu.
- Oglądałem film. Od dawna chciałem go obejrzeć, a jako, że jestem tu najmłodszy nie mam prawa do wybierania tego co oglądamy. - poskarżył się żałośnie Sehun nie odrywając wzroku od telewizora.
- No właśnie. Miałem ci to powiedzieć już przed chwilą. Oddawaj tego pilota! - krzyknął Luhan i przełączył na jakieś telewizyjne show, a Hunnie posłał mu mordercze spojrzenie.
- SPOKÓJ! - usłyszałaś donośny krzyk Suho. Nie przypuszczałaś, że chłopak kiedykolwiek krzyczy. Zawsze był taki spokojny i wszystkim pomagał. Ale najwidoczniej jego też można było wyprowadzić z równowagi. Rozległy się jakieś narzekania i przez próg salonu przeszedł Chen. Rozejrzał się po pomieszczeniu po czym usiadł obok ciebie na kanapie. Potem wszyscy weszli do salonu i zaczęli zajmować miejsca. Między ciebie, a Sehuna wbił się Kai i posłał ci uśmiech. Tao chciał usiąść po twojej drugiej stronie, ale między tobą, a Chenem usiadł Chanyeol i chwilkę potem Baekhyun na co młodszy wyraźnie posmutniał i przysiadł na rogu kanapy obok swoim hyungów z miną niesłusznie zbitego psiaka. Kai objął cię ramieniem i rozsiadł się chyba trochę zbyt wygodnie, bo przy okazji rozsypał Sehunowi popcorn. Maknae odskoczył w bok, żeby nie dostać w twarz łokciem głównego tancerza w twarz i zepchnął Luhana na podłogę salonu. Zaczęła się kolejna kłótnia i tym razem z pokoju wyciągnął cię twój kuzyn przepraszając cię za napiętą atmosferę w dormie. Zaprowadził cię do twojej "dwumiesięcznej komnaty" jako to elokwentnie ujął, gdzie na łóżku już czekały twoje walizki gotowe do rozpakowania. Więc gdy tylko Chan opuścił pomieszczenie, żeby pogodzić najmłodszych członków EXO (i Luhana) nie pozostało ci nic innego jak przełożenie zawartości walizek do szafek. Praca dłużyła ci się w nieskończoność, bo słyszałaś jakieś hałasy i bałaś się, że chłopcy coś sobie mogą zrobić, a nie mogłaś tak po prostu wejść do salonu, bo to by było naruszanie czyjejś prywatności. No dobra, nie oszukujmy się. Kto normalny chciałby wplątywać się w czyjąś kłótnię?
Gdy w końcu skończyłaś rozpakowywanie się rzuciłaś się na czyjeś łóżko i nie miałaś zamiaru wstawać stamtąd, ale ktoś musiał zapukać do drzwi.
- Tak? - zapytałaś dość głośno, żeby osoba po drugiej stronie drzwi cię usłyszała i szybko podniosłaś się z łóżka i udałaś, że poprawiasz kilka książek na półce, które przywiozłaś ze sobą, aby się nie nudzić.
- Mogę wejść?
- Mhm. - mruknęłaś i przestawiłaś książki alfabetycznie. Drzwi otworzyły się i w progu stanął Chen.
- Jak skończysz się rozpakowywać to przyjdź do salonu. Okey? - zapytał chłopak obrzucając cię podejrzliwym spojrzeniem na co zaprzestałaś marnej gry aktorskiej.
- Tak serio, to już skończyłam, ale jakby wszedł Chanyeol to znowu byłoby "Jak zwykle się lenisz, a ja tu ciężko pracuję.", więc wiesz... - wyznałaś znów rzucając się na pościel na co Chen roześmiał się.
- Serio? Chan - powiedział dając nacisk na to słowo. - twierdzi, że ciężko pracuje? No może nad piosenkami tak, ale jak przychodzi do sprzątania to zawsze jest "Chłopaki, musimy to posprzątać!" i już go nie ma. - Chen tak się śmiał, że aż musiał usiąść na krześle.
- Ummm? Serio? - zapytałaś z diabelskim uśmiechem na twarzy. - No to dziękuję ci za kolejny szantaż na niego.
- Urocza jesteś. - Chen z wyraźnym trudem uspokoił się trochę i zbliżył się do drzwi. -  To jak już skończyłaś to chodź.
- Mhym. - jęknęłaś i przeszłaś przez próg wcześniej wygładzając pościel. Przekroczyłaś próg salonu i stanęłaś jak wryta zaskoczona tym, że po pierwsze nikt się nie kłócił, a po drugie nikogo tam nie było.
- Chen...? - rzuciłaś w przestrzeń. Przecież przed chwilą widziałaś jak chłopak znikał w tych samych drzwiach, w których teraz stałaś.
- Czemu tam tak stoisz? Chodź do nas. - dobiegł skądś głos Baeka, a ty zorientowałaś się, że po lewej stronie są drugie drzwi. Do kuchni czy jadalni czy coś w ten deseń. Weszłaś do pomieszczenie, a tam przy nakrytym już stole siedzieli wszyscy chłopcy. Zajęłaś wolne miejsce między Chanyeolem a Baekiem na co Kai (przy którym również było wolne miejsce) westchnął oburzony i chciał przesiąść się z Xiuminem, żeby siedzieć bliżej ciebie, ale Chan posłał mu mordercze spojrzenie, więc wyraźnie unieszczęśliwiony chłopak pozostał na swoim krześle i wbił w pusty talerz przed sobą smutne spojrzenie.
- Tak wcześnie jecie kolację? - zapytałaś zaskoczona siedzącego obok ciebie kuzyna.
- Nie. - zaprzeczył Chanyeol głupio szczerząc zęby.
- Ale dzisiaj balujemy do rana, więc trzeba się najeść. - dodał Baekhyun i również zaczął suszyć zęby.
- Balujecie do rana? - zapytałaś jeszcze bardziej zaskoczona. Nie powinni przygotowywać się właśnie do jakiegoś koncertu albo coś?
- No bo mamy tygodniowe wolne. - wyjaśnił ci Kris, który wcześniej poganiał Chena, żeby szybciej nakładał kolację na talerze.
- A to "balujemy do rana" oznacza "oglądamy horrory dopóki Tao i Suho nie zaczną płakać" - wyjaśnił Xiumin i wyszczerzył zęby do "pandy", która właśnie obrzuciła go nienawistnym spojrzeniem.
- Ja nie... - zaczął tłumaczyć się Zitao, ale przerwał, bo mimo wszystko wszyscy wiedzieli, że się rozpłacze. On sam też.
- Panie mają pierwszeństwo. - stwierdził Chen gdy Baekhyun zaczął wstawać, żeby jako pierwszy dostać swoją porcję na co chłopak westchnął przeciągle i ponownie zajął miejsce przy stole mrucząc coś, że jego życie straciło sens. Chen nałożył ci na talerz coś niezidentyfikowanego, ale za to ładnie pachnącego i zaczął rozdawać chłopakom ich porcje kończąc na Baeku, który tak żałośnie wpatrywał się w twój talerz, że byłaś skłonna oddać mu swoje jedzenie. Suho spojrzał po wszystkich i powiedział "Smacznego" na co wszyscy (łącznie z tobą) wymamrotali "Dziękuję. Nawzajem." i zabrali się za jedzenie. W sumie to musiałaś przyznać, że owe coś co ci podano było w miarę dobre. Można by było nawet uznać to za pyszne. Oczywiście skończyłaś ostatnia, a wszyscy przeszli do salonu i wyciągnęli z szafki pod telewizorem dobre z dwadzieścia płyt, i zaczęli przebierać w nich wybierając te najstraszniejsze. No normalnie super. W kuchni został tylko Chen, który musiał pozmywać po tych dzikusach, Lay, który zadeklarował mu pomoc i Kai, który czekał za twoim krzesłem. Tao też chciał zostać, ale Xiumin wysłał go po napoje, a jako, że młodszy nie mógł odmówić starszemu teraz "panda" biegała w te i nazad, bo każdy z chłopaków chciał coś innego do picia. Gdy tylko odłożyłaś widelec na talerz Lay zabrał ci naczynie sprzed twarzy i posłał ci uśmiech.
- Dziękuję. Było przepyszne. - stwierdziłaś odsuwając krzesło i przy okazji raniąc Kaia w nogę. Chen odwrócił się wymamrotał coś czego nie usłyszałaś przez "rannego" osobnika próbującego stłumić krzyk i również posłał ci uśmiech. - Uuumm... Kai.... Przepraszam. - wyjąkałaś widząc chłopaka trzymającego się za łydkę.
- Nic nie szkodzi... Ale na przyszłość patrz czy ktoś za tobą nie stoi. - rzekł i posłał ci uśmiech, a wtedy zauważyłaś, że oczy zaszły mu łzami.
- Na przyszłość nie stawaj za mną. - zripostowałaś i uroczo się uśmiechnęłaś.
- Ugh. - warknął Kai i podniósł cię jak pannę młodą (?).
- Emm... Co ty robisz? - zapytałaś próbując uwolnić się i stanąć na posadzce o własnych siłach.
- Teraz będziesz cierpieć. - powiedział i zaśmiał się jak ci złoczyńcy z filmów (Chodzi o to "Muahahahaha".)
- Puszczaj mnie, głupku! - krzyknęłaś na co oczywiście nie zareagował i zaniósł cię do salonu.
- Kai! - krzyknął ostrzegawczo Suho, ale Chanyeol właśnie się odwrócił i zobaczył cię w ramionach tancerza.
- Co ty do chole*y wyprawiasz!? - wrzasnął Chan i ruszył w stronę młodszego od siebie chłopaka na co Xiumin i Sehun chwycili go za ramiona nie pozwalając mu rzucić się na Kaia.
- No co? - zapytał chłopak, który pozwolił ci stanąć na podłodze, ale nie wypuszczał cię z objęć.
- Zabierz, te brudne łapy od mojej kuzynki, bo ci przypier**** - wykrzyczał Chanyeol i zaczął szarpać się z Xiuminem, który był na szczęście od niego silniejszy. Wtedy do salonu wpadli Chen, Lay i Tao, którzy byli akurat w kuchni i stanęli jak wryci w progu.
- Bo co? - zapytał Kai prowokująco nadal cię przytulając mimo, że ze wszystkich sił starałaś się go odepchnąć, żeby Chan nie zwariował i nie zabił chłopaka.
- Ugh! - warknął twój kuzyn i zaczął na głos liczyć od dziesięciu w dół stwierdzając, że jeśli tancerz nie puści cię w ciągu tych dziesięciu sekund to go zabije i zakopie gdzieś w ogrodzie. Gdy powiedział "pięć", a Kai nadal cię nie puścił Baekhyun doskoczył do was i zaczął wydzierać się na młodszego od siebie, żeby lepiej cię puścił, bo inaczej nie ręczy za siebie i za Chanyeola. Gdy twój kuzyn był przy "trzy" Chen doskoczył do was, a Tao ruszył mu z pomocą, ale główny tancerz EXO-K i tak cię nie wypuścił.
- Jeden. - odliczał dalej "Wirus Szczęścia", którego teraz można by było nazwać "Wirusem Złości", a Kai nachylił się i pocałował cię w usta na co Chanyeol, Tao, Baek i Chen skoczyli na niego, a Lu znowu odciągnął cię do innego pomieszczenia. A ty pobiegłaś za nim z twarzą czerwoną jak burak.
- Eemmm... Wszystko w porządku? - zapytał "jelonek" nieudolnie próbując przekrzyczeć przekleństwa rzucane przez chłopaków w stronę Kaia i na odwrót.
- U mnie tak... - wyjąkałaś. - Chyba.
Luhan podniósł dłoń i wskazał twoją twarz.
- Chyba nie, bo jesteś cała czerwona.
- Boże, znowu? - wyjęczałaś i ukryłaś twarz w dłoniach.
- Nie przejmuj się. Wyglądasz uroczo. - stwierdził "jelonek" i odsłonił twoją twarz.
- Emmm? - zapytałaś i cofnęłaś się o krok natrafiając plecami na krawędź kuchennego blatu.
- Powiedziałem, że wyglądasz uroczo. - niepotrzebnie powtórzył i oparł się dłonią o mebel za tobą zmniejszając odległość między waszymi twarzami do kilku centymetrów. Cofnęłaś się jeszcze bardziej co było bez sensu, bo w końcu nie potrafiłabyś przeniknąć blatu choćbyś nie wiem jak chciała. A nie chciałaś, bo Lu i Chen byli twoim zdaniem idealni. "Jelonek" jeszcze bardziej się przybliżył, ale w momencie gdy wasze usta dzieliły już tylko milimetry do kuchni wtargnął Sehun, który na sekundę stanął jak wryty, a gdy wasze wargi się spotkały odciągnął opornego Luhana od ciebie i zaprowadził cię do jakiegoś pokoju. Pewnie swojego i kogoś jeszcze.
- Co ty najlepszego wyprawiasz? - krzyknął Sehun, żebyś usłyszała go między odgłosami nadal toczącej się w salonie kłótni.
- Ja...
- Słuchaj! Nie obchodzi mnie, że oni się do ciebie dowalają. Ale wiedz, że jeśli będziesz im na to pozwalać to dalej niż do jednej, wielkiej kłótni nie dojdziemy.
- Łatwo mówić. Trudniej zrobić. - prychnęłaś pod nosem.
- No wiem, że jesteśmy przystojni i utalentowani, ale... - zaczął Sehun, ale nie dokończył, bo dostał napadu śmiechu. Po jakiejś minucie uspokoił się, ale spojrzał na ciebie i znów zaczął się śmiać.
- Co jest? - zapytałaś speszona tym, że roześmiał się gdy na ciebie spojrzał.
- Dwóch w jednym dniu? Kurde, jesteś lepsza niż ja. - powiedział, a ty ledwie zrozumiałaś jego słowa między śmiechem. Gdy tylko zorientowałaś się co ma na myśli popchnęłaś go, a on upadł na łóżko nadal się śmiejąc i pociągnął cię za sobą próbując utrzymać równowagę, więc runęłaś na niego jak długa. Nagle drzwi do pokoju maknae otworzyły się i w progu ukazał się Chanyeol zastając was w dość jednoznacznej pozie.
- Sehun! - krzyknął Chan, ale szybko wstałaś czerwona jak burak i pociągnęłaś kuzyna za sobą, aby nie wybuchła kolejna kłótnia, a Sehun pozostał na łóżku śmiejąc się do rozpuku.
W połowie drogi do twojego tymczasowego pokoju Chanyeol wyrwał ci się i zatrzymał cię.
- Słuchaj, nie obchodzi mnie jak, ale masz coś z tym zrobić! - powiedział groźnie i spojrzał na ciebie z góry. Co było dość łatwe, bo był dobre piętnaście centymetrów wyższy.
- Bo to niby moja wina!? - oburzyłaś się.
- Tak. Bo oni przez te dwa miesiące będą wariować z dziewczyną pod jednym dachem i masz nie dawać im ku temu powodów! - skarcił cię jak małe dziecko na co zmarszczyłaś brwi. - Nie rób tak, bo będziesz miała zmarszczki. - stwierdził po czym pacnął cię palcem w nos. - Idź już spać.
- Ale jest dopiero ósma! - ponownie się oburzyłaś.
- To rób cokolwiek, ale nie wychodź z pokoju. - warknął Chanyeol i roześmiał się na widok twojej miny. - Potem do ciebie zajrzę. Teraz idę jakoś uspokoić atmosferę.
- Ale nie będziecie się już kłócić przeze mnie? - zapytałaś i pokazałaś mu smutną minkę.
- Za grosz aegyo. - stwierdził na co ponownie się oburzyłaś i dodał. - Nie. Nie będziemy się już kłócić. Ale przez ten tydzień...
- Tak?
- Nie prowokuj ich za bardzo. - roześmiał się, a ty uderzyłaś go w ramię i też parsknęłaś śmiechem. I na razie było dobrze.

- Mogę wejść? - usłyszałaś czyjś głos za drzwiami kilka minut po tym gdy na dobre wkręciłaś się w książkę. Nie chciało ci się włączać światła, więc siedziałaś przy otwartym oknie na parapecie i korzystałaś z tego, że zaraz przy oknie było biurko a na nim lampka.
- Mhym. - westchnęłaś wiedząc, że nie zdążył doczytać rozdziału.
- Cześć. Chciałem... - zaczął ktoś, ale pokazałaś mu otwartą dłoń na znak, żeby zaczekał i miałaś zamiar doczytać rozdział do końca. Po kilku minutach usłyszałaś, że "ktoś" wychodzi z twojego tymczasowego pokoju trzaskając drzwiami. Rzuciłaś książkę gdzieś za siebie i pobiegłaś za tym ktosiem, którym okazał się być Kai. Przeprosiłaś go i zaprowadziłaś do pokoju gdzie usiadłaś na parapecie oczekując aż w końcu się odezwie.
- Chciałem cię przeprosić... - zaczął chłopak.
- Nic nie szkodzi. Ale nie rób tego więcej. W porządku? - przerwałaś mu w połowie zdania.
- Pozwól mi dokończyć. Chciałem cię przeprosić. Przepraszam. Nie chciałem, żeby to tak wyszło. Po prostu kilka dni temu rzuciła mnie dziewczyna i nie mogę się pozbierać. Ciągle zadaję sobie pytanie "Czy jestem aż taki zły?" i chciałem dostać odpowiedź... Wiem. To najgorsze wytłumaczenie jakie kiedykolwiek usłyszałaś, ale ja...
- W porządku. I nie. Nie jesteś wcale zły, a ta dziewczyna musiała być ślepa skoro cię rzuciła, ale to nie znaczy, że możesz doprowadzać Chana do szału, bo on naprawdę się o mnie troszczy, a ja nie chcę, żeby przeze mnie wybuchały kłótnie... Ale więcej tego nie rób. Okey?
- Mhm. - mruknął smętnie, a potem się rozpromienił. - Czyli wybaczasz mi?
- Jasne. - pokiwałaś głową, a on przytulił cię i wyszedł z pokoju.
Podniosłaś z podłogi książkę i odszukałaś stronę, na której wcześniej skończyłaś czytać. Po czym zgasiłaś światło i ponownie usiadłaś na parapecie, bo był bardzo wygodny.
- Mogę wejść? - Znowu?
- Tak. - ponownie westchnęłaś i zamknęłaś książkę zaznaczając stronę palcem.
- Cześć. Mogę zabrać słuchawki? Bo ten pokój należał do mnie, a zapomniałem je zabrać i...
- Okey. Są na biurku. Przepraszam, że je przełożyłam, ale przeszkadzały mi na ziemi. - stwierdziłaś, a widząc niezadowoloną minę Luhana parsknęłaś śmiechem i podałaś mu słuchawki. Korzystając z okazji chwycił cię za dłoń i przeprosił.
- W porządku. Ale nie życzę sobie więcej takich sytuacji. - powiedziałaś groźnie na co on jeszcze raz cię przeprosił. - Dobra. Wybaczam ci. Idź już. - rzekłaś pokazując mu drzwi.
- Wiesz, że to mój pokój? - zapytał i uniósł prawą brew.
- Emm... Wiesz, sam stwierdziłeś, że ten pokój "należał" do ciebie, więc wypad. - powiedziałaś zaznaczając cudzysłów w powietrzu.
- Wiesz, wredna jesteś. Kogo ja w ogóle całowałem? - zapytał i zdążył zamknąć drzwi nim dostał poduszką.

- Mogę wejść?
- NIE! - jęknęłaś. Czy kiedykolwiek będziesz w stanie skończyć tę książkę?
Chanyeol wtargnął do pokoju i stanął jak wryty.
- Kochana kuzynko, a wiesz o tym, która jest godzina?
- Która? - zapytałaś naprawdę nie znając odpowiedzi. Pokazał ci zegarek. Wpół do czwartej. - Emmm... Aha?
- Ja ci dam "aha". Do spania. - pogroził ci palcem i uśmiechnął się głupio co popsuło efekt.
- Boże... - westchnęłaś. - Dobra. Idź już to się przebiorę i idę spać.
- Grzeczna dziewczynka. - stwierdził i pogładził cię po głowie jak psa. Odepchnęłaś jego dłoń na co on udając oburzonego wyszedł z pokoju.

Następne dni mijały bez jakichś wyjątkowo ciekawych sytuacji nie licząc kilku kolejnych kłótni chłopaków, tego, że Chen był w stosunku do ciebie zbyt uprzejmy i tego, że Tao i Suho płakali jak dziewczynki przy jakimś horrorze, a potem bali się iść spać.

- Dobra, a teraz kto pozmywa? - zapytał Chen jak co wieczór kiedy stos talerzy piętrzył się dosłownie pod sufit, a chłopaki rozsiedli się wygodnie przed telewizorem.
- Ty. - roześmiał się D.O i zaczął wyjadać popcorn z miski na kolanach Krisa.
- Zrób sobie własny popcorn. - obruszył się lider EXO-M na co oczywiście wszyscy rzucili się jeść przygotowaną przez niego przekąskę, aby się jeszcze bardziej zdenerwował. I oczywiście trzy czwarte popcornu wylądowało na podłodze i nikt nie był chętny tego sprzątać.
- Ja ci pomogę! - wyrwałaś się do kuchni, żeby nie słuchać jak Kris będzie się wydzierać po chłopakach. No i, żeby tobie też się nie oberwało.
- Dziękuję. - rozpromienił się Chen i przeszedł do kuchni gdzie zaczął zmywać naczynia, a ty wycierałaś je ścierką. I wszystko szło dobrze... Do momentu kiedy chłopak nie zagapił się i zamiast podać ci talerz upuścił go na ziemię u twoich stóp, które momentalnie spłynęły krwią.
- Aua! - krzyknęłaś, a chłopcy zbiegli do kuchni przepychając się w drzwiach.
- Jezus Maria, to krew! - krzyknął Suho i przerażony wybiegł z pomieszczenia, a pozostali członkowie doskoczyli do was.
- Sehun, leć po apteczkę! - wrzasnął Baek.
- A co mam skrzydła? - oburzył się maknae, ale pobiegł po apteczkę jak na skrzydłach.
- Jessie, przepraszam. - wyjęczał Chen i rzucił ścierkę gdzieś za siebie.

- Hej! Już ci lepiej? - zapytał Chan przekraczając próg twojego tymczasowego pokoju gdzie leżałaś na łóżku jak ci kazał. Mimo iż denerwowało cię to, że teraz wszyscy nagle się tobą przejmują.
- No! Ile razy mam ci mówić, że wszystko okey?
- Przepraszam... Po prostu się o ciebie martwię... Ej, tylko nie mów o tym swoim rodzicom, bo będę miał przekichane... - powiedział i usiadł na skraju twojego łóżka.
- Boże, sądzisz, że mówię im o wszystkim? - zapytałaś unosząc brwi do góry.
- Nie... Chwila, a o czym niby im nie mówisz? - spytał podejrzliwie.
- Dużo rzeczy...
- O chłopakach...? - zapytał domyślnie.
- Nie, no co ty!? - stwierdziłaś parskając śmiechem.
- Mi też nie mówisz wszystkiego~ - powiedział smętnym głosem i zwiesił głowę.
- I co? Sądzisz, że teraz ci się tu otworzę? - wybuchnęłaś niekontrolowanym śmiechem.
- Nie... Ej no, ale serio? Kto ci się podoba? - zapytał podnosząc na ciebie wzrok.
- Emmm? Zakładacie się o coś z chłopakami? - spytałaś podejrzliwie.
- Co? Nie. - zaprzeczył głową. - Ale... Serio. Powiedz mi.
- Nie...?
- Ugh. - udał obrażonego i opuścił twój tymczasowy pokój jak to zaczęłaś go nazywać.

- Ej, co ty tu robisz? - zapytał zaskoczony Chen gdy pojawiłaś się w drzwiach do salonu.
- Chen, co ty tu robisz? - powtórzyłaś po nim zdziwiona jego obecnością. Chłopcy już dawno zaczęli chodzić na próby do SM, więc byłaś zaskoczona jego obecnością.
- Przecież ktoś musiał tu zostać gdybyś czegoś potrzebowała. A ja zgłosiłem się na ochotnika...
- Aha? - zapytałaś i usiadłaś na kanapie obok niego. - Co miałeś oglądać..?
- No, oglądałem horror, ale no.. Ten... On jest straszny, więc...
- Jak chyba każdy horror? - spojrzałaś na niego kątem oka.
- Okey. Ale jakby coś to ostrzegałem...
- Ehem.

- Jezus Maria, wyłącz to! - krzyknęłaś chowając twarz w koszuli Chena.
- Ostrzegałem. - roześmiał się i przytulił cię z całej siły.
- Ale to... Boże... - rozpłakałaś się jak mała dziewczynka podczas gdy on wyłączał horror. - Jak ja dzisiaj zasnę?
- Może... ze mną? - zapytał całkiem poważnym głosem, a potem odwrócił się w twoją stronę i zauważył, że patrzysz na niego jak na skończonego idiotę. - No co? Nie żartuję.
- Emm? Nie?
- Ale czemu? - zapytał i usiadł obok ciebie na kanapie. Brak odpowiedzi. - No czemu? - powtórzył i zbliżył twarz do twojej. - Jestem aż taki zły? - zapytał po czym przysunął się jeszcze kilka centymetrów.
Wtedy do domu wpadła cała zgraja z Kai'em na czele.
- Że co proszę?! - krzyknął Tao.
- Ej, Chanyeol, zapomniałem kupić popcorn na dzisiejszy wieczór. Chodź, ze mną. - Suho, który stał na początku grupy pospiesznie zawrócił i wyprowadził Chana z domu zanim ten zobaczył scenę na kanapie.
- Spoko? - powiedział zdziwiony "uszatek" i powędrowali do sklepu.
- Co wy wyprawiacie? - wrzasnął Baek gdy tylko chłopcy odeszli na bezpieczną odległość.
- Nic. - wyjąkał Chen, a ty zaczerwieniona do granic możliwości poszłaś do swojego tymczasowego pokoju opierając się na ramieniu Sehuna.
- Czy wy... jesteście razem? - wyjąkał maknae zamykając drzwi i siadając przy tobie na łóżku.
- Co? Nie... - wymamrotałaś poprawiając książki na półce jak to miałaś w zwyczaju gdy ktoś próbował z tobą rozmawiać. - ale...
- Ale co? - zapytał Sehun bawiąc się twoją poduszką.
- Ale wydaje mi się, że Chen czasami chce być kimś więcej... - powiedziałaś, a wtedy drzwi do twojego tymczasowego pokoju się otworzyły i wpadł główny wokalista EXO-M.
- Mylisz się. - stwierdził, w ułamku sekundy pokonał dzielącą was odległość i połączył wasze usta.
- Co? Przecież mówiłeś, że się mylę. - stwierdziłaś gdy się od siebie oderwaliście.
- No właśnie. Mylisz się. ZAWSZE chcę być kimś więcej. - powiedział i znowu cię pocałował.
- Ja nie mogę! Jaka drama! - powiedział Sehun, który wyglądał jakby właśnie oglądał jakiś film w kinie. Brakowało mu tylko popcornu.
- No nie? - zapytał Chanyeol stojąc w otwartych drzwiach, a wyglądająca zza niego reszta zespołu zaczęła klaskać. Chan i Hunnie dołączyli się do nich.
I znów wszystko było okey. Chyba.

tumblr_n4hyz4w98g1t12pdjo1_500.gif

______________
Mam nadzieję, że się spodobało :)
Czekam na opinię i komentarze
Taeyeon :)
 

gablotka-szkolna
 
Narodowy Instytut Dziedzictwa jest organizatorem konkursu na opracowanie materiałów edukacyjnych dla szkół w zakresie dziedzictwa kulturowego. Projekty konkursowe powinny zawierać scenariusz lekcji wraz z dodatkowymi materiałami dydaktycznymi: np. prezentacje multimedialne, filmy, gry, zadania, karty pracy itp. www.szkola.firmowa.eu/news.php?readmore=5874
 

monsterka321
 
Hej, wracam po przerwie i szykuję coś dla was. Na razie mam tylko scenariusz. Będzie sporo pracy, ale myślę, że dam radę. Jesteście ciekawi? Macie pomysły co to może być?
DSCN6369.JPG
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

xdpedia
 
www.xdpedia.com/(…)zbyt_czesto_chcemy_zeby_milosc_w…
Zbyt często chcemy, żeby miłość wyglądała
jak w niektórych filmach. Pamiętaj, że wszystko
zależy od scenariusza, a w swoim życiu
piszesz go właśnie Ty!
 

gablotka-szkolna
 
Rozpoczął się ogólnopolski konkurs na scenariusz audycji radiowej (reportażu) pt. „Zrób prezent sobie i środowisku – o opakowaniach i odpadach opakowaniowych” dla młodzieży szkół gimnazjalnych. Uczniowie mają szansę wykazać się wiedzą i wygrać cenne nagrody. Organizatorem konkursu jest Centrum UNEP/GRID-Warszawa. www.szkola.firmowa.eu/news.php?readmore=5574
 

xdpedia
 
www.xdpedia.com/(…)na_jakis_czas_stracilam_watek_st…
Na jakiś czas straciłam wątek.
Straciłam też wątki poboczne,
scenariusz, ścieżkę dźwiękową,
przerwę, torbę z prażoną
kukurydzą i napisy końcowe.
 

gablotka-szkolna
 
Koordynator Kampanii Rady Europy „Bez nienawiści” w Polsce – Stowarzyszenie Młodych Dziennikarzy „Polis” zaprasza do udziału w konkursie „Akcja bez nienawiści”. Zadaniem konkursowym jest opracowanie scenariusza zajęć, zrealizowanie go z młodzieżą oraz wspólne przeprowadzenie w w swoim otoczeniu akcji będącej efektem zajęć. www.szkola.firmowa.eu/news.php?readmore=5494
 

gablotka-szkolna
 
Jednym z działań towarzyszących otwarciu Muzeum Powstań Śląskich w Świętochłowicach jest Ogólnopolski Konkurs na Scenariusz Lekcji Muzealnej o Powstaniach Śląskich. Organizatorem konkursu jest Prezydent Miasta Świętochłowice. www.szkola.firmowa.eu/news.php?readmore=5423
 

bowa79
 
Rozdział 10
Holistyczne pociski, robotyczne igły i strzała Kupidyna
Konferencja z Bogiem na temat scenariusza
Nathan patrzył z nad swoich kolan. Znajdował się w gabinecie Plastyka Tołstoja siedząc na najbardziej miękkiej, najniższej sofie, jaką kiedykolwiek zdarzyło mu się widzieć. Było to jak siedzenie w luksusowo wytapicerowanej dziurze. Na stole przed nim stała szklanka gazowanej wody, ale nie mógł jej dosięgnąć, a przynajmniej nie mógł tego zrobić bez pomocy liny, za pomocą której mógłby wyciągnąć się z sofy. Jego ramiona znajdowały się poniżej poziomu kolan, a głowa była opuszczona głęboko na piersi. Gdzie się podziała jego szyja, Nathan nie wiedział. Przypuszczał, że pojawi się, gdy wynurzy się z sofy, jeśli kiedykolwiek będzie w stanie to zrobić. Zresztą, w tej chwili szyja nie była mu potrzebna. W tej chwili nie dbał ani o szyję ani o wodę. Wszystko, na czym mu zależało, to jak Plastyk zareaguje na propozycję jego scenariusza.
To byłby największy możliwy przełom, jaki mógł nastąpić. Nathan pokonał wszelkie przeszkody, wszystkich recenzentów jego scenariusza, wszystkich konsultantów, wszystkich wiceprezesów do spraw opracowań. Dostał się w końcu do najważniejszego człowieka. Było to niesłychane. Dostać się do Plastyka Tołstoja, było dla pisarza niczym znalezienie Świętego Grala. Ten człowiek był posiadaczem największego imperium komunikacyjnego na Ziemi. Zamawiał więcej tekstów reklamowych niż wszyscy inni w advertaiment wzięci razem.  Wykazywał osobiste zainteresowanie prawdopodobnie nie więcej niż jednym projektem na tysiąc, z tych, które jego firmy przyjmowały do produkcji. Pisarze byli gotowi złamać wszelkie zasady artystyczne, jakie kiedykolwiek mieli, żeby tylko zjeść w tej samej kantynie, co najniższy rangą z ludzi Plastyka. Kilak lat wcześniej zanim stało się to nielegalne, jakiś licencjat z Harvardu wyizolował DNA Szekspira i wyhodował drugiego Barda Avonu. Biuro Plastyka nawet nie zadało sobie trudu, aby do niego oddzwonić.
Nathan patrzył nerwowo jak wielki człowiek chodził po pokoju. Po chwili Plastyk odezwał się nie podnosząc głowy znad konspektu, nad którym Nathan trudził się przez tak wiele samotnych nocy w hotelu.
„Czyli szczur ma zamiar zjeść dzieciaka?” powiedział.
„Tak,” powiedział Nathan. „Myślałem, że to może zmusić nas do zatroszczenia się… e w ciepły sposób.”
„Chcesz, żebym puścił scenę z mięsożernym gryzoniem jak oralnie bezcześci śliczną małą dziewczynkę w godzinach największej oglądalności?”
Nathan wyczuł pewien krytycyzm w tonie głosu Plastyka.
„No cóż, może nie zbezcześcił oralnie… To znaczy… zjadł, tak.”
„Czy może matka cię porzuciła? Spytał Plastyk z gorzkim sarkazmem. „Czy odmawiała ci karmienia piersią? Czy już wtedy zacząłeś być czubkiem” Uważasz, że szczur jedzący słodką małą dziewczynkę nie jest bezczeszczeniem? Uważasz, że jest to w jakiś sposób ładne!”
Połączenie władzy i oburzenia było porażające. Nathan zapadł się tak głęboko w swoje siedzenie, że groziło mu całkowite zniknięcie. Plastyk górował nad nim, potrząsając kilkoma patetycznymi kartkami.
„A może taki pomysł – dlaczego szczur nie zgwałci dzieciaka najpierw? Tak, mógłby najpierw ją zgwałcić, a potem ją zjeść. Czy to będzie dla ciebie dostatecznie chore? Co? Co z wami jest, angielscy  faceci? Czy teraz w Eton robi się dyplomy z przedmiotu Odrażające Zboczenia? Nie potraficie nawet napisać scenariusza bez obnoszenia się ze swoimi  sado-masochistycznymi, pedofilskimi obsesjami?”
Plastyk mógł mieszkać w Kalifornii nawet i tysiąc lat, ale nadal posługiwał się żydowskim żargonem nowojorskich mediów. Retoryczne pytania i autorytarny sarkazm stanowiły jego konwersacyjne uzbrojenie, a znajdował się on zawsze w stanie wojny. Tak naprawdę, nie miał zamiaru nikogo zranić. W rzeczywistości, chciał być zabawny. Plastyk kochał doprowadzać ludzi do śmiechu, a jeśli nikt z jego audytorium wystraszonych pracowników nie odważył się na śmiech, zawsze był gotów dostarczyć swój własny.  W tym wypadku z pewnością będzie musiał sam się śmiać, bo Nathan nie był w stanie. Był zbyt przerażony, przestraszony i zgięty w pół na sofie.
„W rzeczywistości nie widzimy jak szczur zjada dziewczynkę,” zamruczał Nathan. „Dajemy tylko do zrozumienia.”
„O, dajemy do zrozumienia!! Cos takiego! Nigdy bym nie pomyślał! Nie chwyciłem podtekstu.” Angielski akcent Plastyka nie był mniej zgryźliwy pomimo tego, że brzmiał prawie tak angielsko jak Statua Wolności.
„Do zrozumienia! Nie wciskaj mi tutaj swoich pieprzonych angielskich subtelności.” Wydawało się, że wpada w rozpacz? „ Kim ty jesteś? T.S. Eliot? Uważasz, że w godzinach najwyższej oglądalności będziesz folgował swoim obskurnym pretensjom? Uważasz, że ludzie, którzy myją samochody i są kelnerami chcą wydać swoje cenne, ciężko zarobione dolary, próbując dociekać, o co chodzi w twoich angolskich bzdurach?”
Nathan przełknął ślinę w strachu i zmieszaniu, co było czymś, czego raczej należy unikać, gdy się siedzi zgięty w pół z uszami spoczywającymi na ramionach i z kolanami wciskającymi się w policzki. Było to działanie, który niemal na pewno spowoduje czkawkę i spowodowało.
„Po co hamować się z twoją pretensjonalną, pieprzoną subtelnością? A co byś powiedział na to, jakbyśmy nawet nie mieli małej dziewczynki?” powiedział Plastyk, który, jak zawsze, lubił doić każdy komiczny temat, jaki sam uznał za obiecujący, aż do oporu. „Może powinniśmy mieć paczkę PopTarts reprezentujący małą dziewczynkę tak, aby za dziesięć lat, gdy wszyscy będziemy na zasiłku, ponieważ nasza produkcja będzie do niczego, jakiś angielski profesor z UCLA mógł obwieścić światu, że faktycznie cała ta rzecz była majstersztykiem, gdybyśmy tylko byli w stanie domyślić się, co było dane do zrozumienia!”
„Hep.”
„Chyba nie masz zamiaru zwymiotować na moją sofę? spytał Plastyk.
„Nie, mam czkawkę,” powiedział Nathan i z ogromnym wysiłkiem pochylił się do przodu dostatecznie daleko, aby chwycić butelkę z wodą stojącą na stole, zanim w powrotem pogrążył się w sofę bez dna.
„Jakbym chciał słuchać twojej czkawki. Jakby to rzeczywiście mnie interesowało. Wiesz, jaki jest tegoroczny budżet na advertainament Klaustrosfery? „ Spytał Plastyk. Minimum dwadzieścia miliardów tylko w samych USA. Zgadnij, ile dolarów już wydałem, żebyś mógł mi opowiedzieć o swoich cholernych problemach trawiennych. Sprowadziliśmy cię tutaj... wysłaliśmy po ciebie limuzynę na cholerne lotnisko! Żebyś mógł tworzyć. Więc twórz!”
„Hm… hep… uważasz może, hep, że moglibyśmy powiedzieć coś o losie dziewczynki, ale ze smakiem, no wiesz, unikając bardziej graficznych szczegółów.”
„Uważam może, hep”! powtórzył Plastyk za Nathanem z takim zabójczym sarkazmem, że więdły wszystkie rośliny doniczkowe. „Czy uważam! Nie jestem jakimś cholernym pisarzem! Ty jesteś cholernym pisarzem. Ja jestem tylko frajerem, który płaci cholernemu pisarzowi.”
Plastyk wcisnął guzik swojego interkomu. „Sara! Wiesz, jaką przeraźliwie przesadzoną sumę zażądała agentka Nathana Hoddy za usługi swego patetycznego klienta? Połącz się z nią i powiedz, że ponieważ pan Hodddy najwyraźniej życzy sobie, żebym wykonał połowę jego pracy za niego, to czy nie miałaby nic przeciwko temu, żebym wziął połowę jego wynagrodzenia.”
Nathan żałośnie czkał.
„Uważasz, że jestem dla ciebie surowy? Uważasz, że jestem niepotrzebnie krytyczny,” powiedział Plastyk.
Nathan nie odpowiedział. Nie miał nic do powiedzenia oprócz czkania.
„Chcesz zobaczyć krytycyzm!” warknął Plastyk. „Oto jest krytycyzm.”
Nagle Plastyk wyciągnął szufladę swojego potężnego biurka i wydobył pistolet. Nathan nie mógł się ruszyć, nawet gdyby chciał, ugrzęznąwszy w sofie, ale zresztą nie było na to czasu. W sekundę było po wszystkim. Plastyk zrobił dwa kroki w jego kierunku, skierował pistolet w zdumioną twarz Nathana i wypalił. Trzy strzały z najbliższej odległości. Pistolet zagrzmiał, hałas w ograniczonej przestrzeni był ogłuszający, szkło zabrzęczało, a żrący dym wypełnił pokój.
„Przeszło? Łagodnie spytał Plastyk.
Nathan nie był w stanie odpowiedzieć; nie można mówić, kiedy ma się serce w gardle.
„Czkawka, przeszła ci?” ponownie spytał Plastyk. „To cale postękiwanie działało mi na nerwy. Pomyślałem, że wypróbuję to na tobie.”
Pistolet zniknął, a zamiast niego w ręku Plastyka pojawiła się mała rura z włącznikiem.
„To jest projektor holograficzny,” wyjaśnił Plastyk.
„Mamy zamiar rozdawać je na stacjach benzynowych. Popatrz.” Trzymał rurę, jakby to była kolba pistoletu, wcisnął przełącznik i trójwymiarowy obraz pistoletu ponownie ukazał się w jego dłoni. „Czy to wyleczyło twoją czkawkę?”
„Tak, przeszło mi,” wszeptał Nathan.
„OK., pograjmy trochę w tenisa.”
„Dobrze,” powiedział Nathan usiłując wygramolić się z sofy.
„Będziemy grać w Klaustrosferze.”
Grać? W Klaustrosferze? Grać w tenisa w Klaustrosferze? Nathan pomyślał, że Plastyk pewnie ma na myśli tenisa stołowego, ale nie. Na terenie posiadłości Plastyka w Beverly Hills znajdowała się największa Klustrosfera, jaką Nathan kiedykolwiek widział. W rzeczywistości nie była ona nawet na terenie posiadłości, faktycznie obejmowała ona cały teren.
 

viola3216412
 
Elo!
Z nudów będę dodawać byle jakie wpisy, haha xDD.
Dobra... Olka napisała już scenariusz. Ja mam tylko do powiedzenie kilka zdań i na szczęście nie będzie mnie widać :D. Kiedy pierwszy odcinek? Hmm... nie wiem :/. Oby szybko. O, i dziewczyny - jak nagracie czołówkę to ją wstawcie ^^.
~Kamerzystka
 

martinatinistastini
 
Tinistas :*: Hejka kochani! Mam dla was nowinę z V3! Otóż Diecesca będzie prawdopodobnie istnieć!
#Scenariusz

Pierwszym, wprawdzie najbardziej wiarygodnym dowodem jest scenariusz z jednej ze scen Violetta3. Z tego, co można rozczytać (część jest zakryta) Francesca mówi tam, o tym, że coś się między nimi zmieniło i nie jest tak, jak dawniej. Przyznaje, że nadal go kocha, lecz nie wie jakim powodem, jest to spowodowane. Ostatecznie Cauviglia oznajmia, że potrzebuje czasu.

BtDshk9CcAA8YSo.jpg


10497839_664944906930279_6659303918379814112_o.jpg

#Przedpremierowy odcinek

Nasze przypuszczenia znajdowały lekkie odniesienie do przedpremierowego odcinka trzeciego sezonu serialu, którego streszczenie mamy [TUTAJ]. Podczas oglądania naszym podejrzeniom uległo to, że Marco nie chciał rozmawiać z Francescą, natomiast pocieszał ją nikt inny, jak serialowy Diego! Niestety hiszpański ze słuchu idzie mi strasznie kiepsko, więc podam wam tylko zarys tematu rozmowy Francesca-Marco i Francesca-Diego. Dziewczyna rozmawia o tęsknocie za domem, jednak Marco mówi, że potrzebuje teraz pobyć sam, nie chce o tym myśleć, a ją prosi o zrozumienie. Francesca wypowiada się, że jest jego dziewczyną i on może jej ufać, jednak on dziękuję za troskę i wychodzi. Całą sprawę z daleka obserwuje Diego, który zaraz po wyjściu chłopaka Fran próbuję ją pocieszyć. Mówi, że to wszystko pewnie spowodowane jest wyjazdem.
maxresdefault.jpg

#Tweety producentów

Przypomnijmy sobie także odpowiedź Sebastiana Parotty na jednej z tweetów fanki serialu. Na ten tweet sam Parotta potwierdził, że zgodzi się to w 80%. Co to może oznaczać? Jedna z wymienionych par nie zostaną ostatecznie parą na koniec sezonu!

Ojala que: Angie y German, Leon y Violetta, Maxi y Naty, Ramallo y Olga, Marcos y Francesca, Terminen Juntos <3

[Tłum.] Chcę żeby: Angie i German, Leon i Violetta, Maxi i Nati, Ramallo i Olga, Marco i Francesca skończyli razem <3

#Tweety producentów

Przypomnijmy sobie także odpowiedź Sebastiana Parotty na jednej z tweetów fanki serialu. Na ten tweet sam Parotta potwierdził, że zgodzi się to w 80%. Co to może oznaczać? Jedna z wymienionych par nie zostaną ostatecznie parą na koniec sezonu!

Ojala que: Angie y German, Leon y Violetta, Maxi y Naty, Ramallo y Olga, Marcos y Francesca, Terminen Juntos <3

[Tłum.] Chcę żeby: Angie i German, Leon i Violetta, Maxi i Nati, Ramallo i Olga, Marco i Francesca skończyli razem <3

#Tweety producentów

Przypomnijmy sobie także odpowiedź Sebastiana Parotty na jednej z tweetów fanki serialu. Na ten tweet sam Parotta potwierdził, że zgodzi się to w 80%. Co to może oznaczać? Jedna z wymienionych par nie zostaną ostatecznie parą na koniec sezonu!

Ojala que: Angie y German, Leon y Violetta, Maxi y Naty, Ramallo y Olga, Marcos y Francesca, Terminen Juntos <3

[Tłum.] Chcę żeby: Angie i German, Leon i Violetta, Maxi i Nati, Ramallo i Olga, Marco i Francesca skończyli razem <3
#Tweety producentów

Przypomnijmy sobie także odpowiedź Sebastiana Parotty na jednej z tweetów fanki serialu. Na ten tweet sam Parotta potwierdził, że zgodzi się to w 80%. Co to może oznaczać? Jedna z wymienionych par nie zostaną ostatecznie parą na koniec sezonu!

Ojala que: Angie y German, Leon y Violetta, Maxi y Naty, Ramallo y Olga, Marcos y Francesca, Terminen Juntos <3

[Tłum.] Chcę żeby: Angie i German, Leon i Violetta, Maxi i Nati, Ramallo i Olga, Marco i Francesca skończyli razem <3

2.png

Stosunkowo możemy wykluczyć związek Leonetty [Leon i Violetta] oraz Ramolgi [Ramallo i Olga]. Związek Leona oraz Violetty został oficjalnie potwierdzony, a Olga i Ramallo? Na najnowszym promo widzimy Olgę w sukni ślubnej. Możemy przypuszczać, że ta para weźmie ślub w 3 sezonie. Jednakże nadal mamy podejrzane trzy pary. Dlaczego? W związku Nati i Maxiego mają namieszać nowe postacie, między innym nasza rodaczka Justyna Bojczuk. Związek Angie i ojca Violetty jest zagrożony poprzez rolę matki Ludmiły, jednak w jednym z wywiadów Angie potwierdziła, że miłośc Germangie ma rozkwitać. Wniosek z tego taki, że bardzo prawdopodobne jest rozstanie Marcesci.

#Relacje między Francescą a Marco w 2 sezonie

Jak wiemy poprzez oglądanie 2 sezonu telenoweli relacje między Francescą a Marco nie były idealne. Ciągłe kłótnie, niezrozumienie, brak zaufania. W życiu Marco sporo namieszała jego była, Ana. Przez to ich stosunki znacznie się pogorszyły, jednak pod koniec sezonu pokazali, że kochają się ponad życie i chcą być razem. Czyżby Marco nadal rozpamiętywał Anę?

#Stosunki Francesca-Diego

Pamiętacie zapewne, że Diego nie należał do najbardziej lubianych w Studio On Beat przez jego namieszanie w życiu Violetty. Francesca, jako przyjaciółka również nie chciała utrzymywać z nim kontaktów. Jednak... Pamiętamy pierwsze odcinki drugiego sezonu? Francesca i Camilla jasno wspominały, że Diego jest przystojnym chłopakiem. Potem Francescę i Diego połączył wspólny taniec podczas konkursu, w którym nagrodą był wyjazd do Madrytu. Czyżby Fran nadal podobał się Diego? Czy wspólny wyjazd do Madrytu i taniec ich zbliżył?

#Zdjęcia promocyjne

Premiera już dzisiaj, ale to nie znaczy, że to koniec nowości. Dokładnie wczoraj na twitterze mogliśmy zobaczyć nowe zdjęcia promocyjne. Między innymi pary, jaką jest Naxi, ale także wspólne zdjęcie Diego i Francesci. Czyżby miało to oznaczać, że te osoby będą miały ze sobą jakiś związek w serialu?
BtldQatCcAEC3Ji.jpg


Bt9wNJCCEAARWSq.jpg

Potwierdzenie
Niedawno tylko podejrzenia, dziś mamy dowód na Diecescę! Nasze tropy jednak miały swoje odnalezienie w 3 sezonie telenoweli. Po internecie krąży teraz tylko zdjęcie pocałunku tych dwojga postaci! Niby nadal 100% pewności nie ma, ale co może oznaczać pocałunek? Rzecz jasna miłość!


tumblr_n9n8hfCNGU1t0der5o1_12801.jpg


I jeszcze parę fotek:

BrFmsnhCMAAE66v.jpg large.jpg


BsgY9aSIcAAG-5W.jpg large.jpg


BsGYkIFIUAElnX_.png


BshN9yZIMAAkwmS.jpg large.jpg


BshN9zHIQAActfQ.jpg large.jpg


fgfhj.png


diecesca.png


fran1.png

Zakaz kopiowania-karalne!/Tinistas
 

lovespam
 
lovespam:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

gablotka-szkolna
 
Stowarzyszenie Ziemia i My - Centrum Edukacji Ekologicznej prowadzi konkurs na scenariusz lekcji dotyczącej edukacji dla zrównoważonego rozwoju. Na zrównoważony rozwój składają się powiązane zagadnienia dotyczące środowiska, gospodarki i społeczeństwa. www.szkola.firmowa.eu/news.php?readmore=5150
 

 

Kategorie blogów