Wpisy oznaczone tagiem "smutek" (1000)  

deergirl
 
Wczoraj stało się coś... niespodziewanego. Albowiem zadzwonił do mnie szef wszystkich szefów sieci komiksiarni (z której dwa dni temu się zwolniłam)- Ponczek. Patrzę o 20, a dzwoni do mnie jakiś nieznany numer. Nie było to dla mnie zaskoczenie, mam nowy telefon i zapisane w nim dwa kontakty. Odbieram i rzucam niechętnie "Tak, słucham", i nagle słyszę gruby, dobrze znany mi głos "Cześć, O... słuchaj, dzwonię, bo dowiedziałem się, że odeszłaś i nie ukrywam, że mnie to zdziwiło, bo przecież jeszcze w piątek rozmawialiśmy i pomogłem ci z tym raportem. Chciałbym znać powód tego". Ja stanęłam na baczność. Nie wierzyłam własnym uszom: dlaczego szef dzwoni do mnie? Serio tak się przejął moją sprawą? Na początku powiedziałam, że kierownictwo mi nie odpowiadało, a on ciągnął mnie za język, więc opowiedziałam mu wszystko po kolei - to, że kierowniczka mnie zwyzywała, przeklinała, groziła ciągłym zwolnieniem, po prostu wszystko powiedziałam, co mnie skłoniło do odejścia. Był miły, wysłuchał mnie do końca, nie przerwał mi ani razu. Powiedział, że jest zszokowany tym, co mówię  i coś z tym zrobi. Poprosił mnie o numer do Izy, bo chce usłyszeć także jej wersję. Dałam. Napisałam do niej, by ją uprzedzić, że szefo zadzwoni. Niestety jest już wtorek , godzina 18:55 i Iza mi pisze, że nie dzwoni... nawet nie wiem co powiedzieć. Narobiłam sobie złudnej nadziei, że tam wrócę. Był promyczek nadziei, że ją zwolni albo chociaż tak opierdoli, że sama złoży swoją rezygnację. A mnie znowu przyjmą. Wiem, że to głupie, ale ta optymistyczna część mnie (której nienawidzę) naopowiadała mi bajek, że tak będzie. A rzeczywistość jest inna i czuję tylko rozczarowanie. I na co mi to było? Nie wiem. Tak jest zawsze, a ja nigdy się nie uczę... Musiałam uruchomić moją barierę ochronną: apatia. Wyłączyłam emocje, nie czuję nic. Nic mi się także nie chce. Idzie mi to coraz lepiej, kiedyś bym zamknęła się w pokoju i płakała cały dzień i pisała komu popadnie, że rzuciłam pracę... a teraz? Nie robię nic. Nie czuję nic. Jest stabilnie.
f0c4fe60f5bc872804fc4d8bd271444d.jpg
 

deergirl
 
Rzuciłam wczoraj pracę.
To, co zaczęła kierowniczka odwalać przechodzi ludzkie pojęcie. Chciała wyrzucić koleżankę bo ta nie przyszła na naszą imprezę w sklepie. Później zaczęła jej ubliżać, porównując ją do jej matki, która miała problemy z alkoholem. Nawet nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Ostatnio miała permanentnego focha. Wszystko jej nie pasowało, co robiłyśmy. Opierdalała mnie za to, że wypakowałam, sprawdziłam i spisałam dostawę i tylko ZMARNOWAŁAM CZAS. Nieważne, że miałam wokół siebie ponad 300 tytułów do policzenia, a jeden tytuł to średnio 10-15 tomów. Nie chciałam się pomylić w tym wszystkim, bym potem nie musiała wysłuchiwać, że "robię coś po chuju". Ale to, co odjebała przedwczoraj przelało szalę goryczy.
Nie będę się zagłębiać w szczegóły, więc w skrócie: wpisałam zły numer w system i wyszło, że jesteśmy na minusie 100 zł. Zadzwoniłam do niej, ona połączyła się z naszym pracowniczym laptopem i zauważyła ten błąd. Zaczęła się na mnie wydzierać, kląć, wyzywać. Później stwierdziła, że wszystkie raporty z grudnia są źle. I w kasie brakuje 50 zł. Później zadzwonił do mnie szef wszystkich szefów i powiedział, że mi pomoże i mam się nie martwić. Doszliśmy do tego, dlaczego brakowało tych pieniędzy... kierowniczka usunęła z tabelki "karta podarunkowa" kwotę właśnie na 50 zł. Od początku tej pracy wpisywałam te karty do tej rubryczki i jakoś zawsze było dobrze. Teraz nagle tego nie robimy... A najlepsze na koniec. Cały dzień koleżanka obsługiwała kasę, i kierowniczka każe jej oddać te pieniądze... Choć ja i sam szef mówił, że to jest za kartę podarunkową. Kierowniczka nie powiedziała mu, że Iza ma zapłacić, bo pewnie zorientowała się, że popełniła błąd, ale chciała, by wyszło na jej. Bo tak.
Od dwóch miesięcy mówiłam sobie, że będzie lepiej, że to święta ją stresują i tak dalej. No ale bez przesady, mój dzień pracy zależał od humoru kierowniki, która widoczne ma problemy emocjonalne i sobie z nimi nie radzi.
Nawet moja mama (a zna się bardzo dobrze na ludziach) powiedziała, że jest niezrównoważona i niesamowicie skupiona na sobie. Kierowniczka cały czas powtarza jaka  jest pokrzywdzona, biedna, że ma najgorzej na świecie itd. Ona nie pogada o tym pół godziny... ona cały dzień, przez cały czas pierdoliła o tym, jak jest jej ciężko ble ble ble. Nawet nie wiecie jak czasami musiałam się ugryźć w język, by nie powiedzieć: "Świat ma ciebie i twoje problemy w dupie". Ja rozumiem, ze wypadają jej włosy, ale nie przesadzajmy, to nie jest śmiertelna choroba. A ona dramatyzuje jakby miała zaraz umrzeć, albo do koca życia być warzywem przykutym do łóżka... A jak Iza miała jakiś problem natury zdrowotnej, albo Ewelinie zdechł pies, albo jak ja gorzej się czułam to słyszałyśmy jedno: No, ale ja mam gorzej, nie przesadzajcie, nie macie tak źle (Cytat dosłowny). No nie da się z nią wytrzymać.
A po tym jak mnie zwyzywała jak psa, powiedziałam sobie dość. Koniec z tym szarpaniem się z nią, tłumaczeniami i znoszeniem jej fochów i ciągłych lamentów. Wezwała mnie i Izę pół godziny przed otwarciem sklepu i wygłosiła nam tyradę pt.: "Wszystko robicie źle, oszukujecie, przekręcacie historie, nie wykonujecie moich poleceń". Powiedziała, że jeszcze raz zrobimy coś nie tak (czyli np. krzywo postawimy szczotkę), to nas zwolni. Chciała kontynuować swój monolog, ale jej przerwałam, bo po 15 minutach już mi się nie chciało jej słuchać. Wyjęłam pięknie napisane wypowiedzenie i jej wręczyłam. Przeczytała i tylko rzuciła "Możesz wyjść". I tak zrobiłam. Miałam na początku wyrzuty sumienia i zaczęłam myśleć, że faktycznie robiłam wszystko źle... ale mama mnie wyprowadziła z tego błędu, nieraz widziała jak pracuję, a te śmieszne "zasady" kierowniczki są bez sensu, bo ciągle ulegają zmianom, w zależności od jej humoru. Cała rodzina i M. mnie wsparli i sami mnie namawiali, bym rzuciła tę robotę. I dobrze zrobiłam.
Teraz czekam na odpowiedź od "Świata Książki", bo wysłałam wczoraj CV. Pewnie odezwą się po świętach...
2b646699639f79364e08b9f7ab65ce0b.jpg
 

jamniczek-pl
 
... naprawdę mam ostro "poebane" (Mamo, wiesz) w głowie.

szkotka.pinger.pl/m/27870873

“kilka minut stania nad porównywaniem składu dwóch, trzech puszek z groszkiem - no życiowa decyzja, dajcie mi jeszcze minutę!”


nojaniewiem.jpg


I może to sobie wmawiam, ale dla kogoś mogę być uroczo nie do końca dyspozycyjna psychicznie.

Tyle w wielu ludziach pewności siebie, zarozumialstwa, stawiania na swoim, zafascynowania własnymi ja, mędrkowania.

Chodzą z tymi swoimi telefonami odziani w drogie ciuchy. Bawią mnie ich buty.
Przyglądam się, jedząc kanapkę z makdonalsa i myślę: "Człowieku, ileś ty dał za to obuwie? Ciotowato wyglądasz i cały czas błyszczysz komórą."
Zabłyszcz umysłową.

Miła Pani mnie obsługuje, obok sterroryzowany przez swój wiek, mocno siwiejący i przystojny. Dopytuje. Kwestia, kurwa, życia i śmierci.  

Chciałam go wypieprzyć ze sklepu. Faceta, który się psychicznie wywyższał... Zadawał odpowiednie pytania, ekspedientka udzielała mu szczegółowych odpowiedzi... jakże ja chciałam mu zapierdolić...
Coś czułam.

Po prostu czułam, że ten człowiek traci cenny czas Pani, która mu odpowiadała. (Na pytania).

A może mała operacja na mózgu mnie zmieni?... Moment, czy ja chcę się zmieniać? =)

PS O matko, żeby nie nastał czas, że ktoś będzie mnie zmieniać bez mojej zgody..............

PS2 Zadam pytanie wprost.
Wkrótce.
 

jamniczek-pl
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

deergirl
 
Minął już trzeci dzień grudnia, co jedynie mi przypomina, o nieubłaganie zbliżających się świętach... Jak ja ich nienawidzę, ludzie dostają jakiegoś pierdolca, zewsząd bombardują cię tymi choinkami, mikołajami, radością, szczęściem i ogólnie rzyganie tęczą. Już nie mówię nawet o tej całej "magii świąt", bo nie odczuwam jej już od podstawówki... Nienawidzę świąt. Jedyne, co jest fajne w ten dzień to jedzenie i prezenty, no może jeszcze świąteczne piosenki, ale zwykle w połowie grudnia już zbiera mi się na mdłości po pierwszych nutach.
Moje święta nigdy nie były w pełni rodzinne, bo rodzice często mieli dyżury 24 grudnia i ich po prostu nie było. Pamiętam jedne święta, gdzie mama i tata mieli dyżury na 20, zjedliśmy kolacje o 18, a oni już musieli jechać. Nie było tak źle, miałam dużo jedzenia, mogłam się nacieszyć prezentami... no ale trochę smutno.
W tym roku jedziemy do Świnoujścia do babci. Jak ja nienawidzę tego miejsca, chyba nieraz się tu wypowiadałam na ten temat, więc nie będę go poruszała.
Ale żeby nie było, że tylko narzekam, to dowiedziałam się, że już mi się skończyły wykłady z antyku w poniedziałki i zamiast kończyć o 17, kończę o 13:30. To mi się podoba, chociaż bardzo lubiłam te zajęcia. Wykładał profesor zwyczajny, co budziło ogromny respekt. Mam nadzieję, że jeszcze będziemy mieli z nim wykłady.
A druga dobra wiadomość dotyczy tatuaży, albowiem mój salon tatuażu urządza zbiórkę pieniędzy dla chorego chłopca, który wymaga operacji w Stanach, a u nas groziłoby mu amputowanie nogi, a w najlepszym wypadku wózek inwalidzki (jakby ktoś chciał przekazać symboliczną kwotę, na Lucka to zapraszam: www.siepomaga.pl/lucek). Z tej okazji jutro wszyscy tatuażyści będą robić małe tatuaże z 40%-ową zniżką. Ja sobie zrobię rybkę na nadgarstku. Skoro mogę komuś pomóc robiąc sobie tatuaż, to oczywiście to zrobię. Dodatkowo przekazałam Luckowi 20 zł na konto. Wiem, że to nic, ale każda kwota się liczy. Jest to piękny gest.
8f49462045f94a66ea7cb04167e8fe35.jpg
 

deergirl
 
Ostatni czas był dla mnie dość ciężki, dosłownie nie miałam na nic czasu. Nawet na myślenie. Moje życie wygląda jak idealna koło: praca.dom.studia.praca.dom.studia.praca.dom.studia.
Oszaleję.
Na szczęście w tym tygodniu udało mi się z tego wyrwać na dwa dni, bo pojechaliśmy z M. do Warszawy na koncert Nothing but Thieves. Było świetnie i nie chodzi mi o sam koncert, po prostu Warszawa jest piękna, ogromna, nie pamiętam, kiedy tam byłam ostatni raz, ale było to dawno temu. Jestem tym miastem zachwycona, aż jestem dumna, że mój kraj ma taką stolicę. Moja mama zarezerwowała nam pokój w hotelu obok Progresji (tam grali NbT), wielkie małżeńskie łoże, własna łazienka, świeże ręczniki. Było świetnie.
24068180_1117170415052864_2405704514641447790_n.jpg

Teraz znowu jestem w tym smutnym jak pizda mieście i znowu znajduję się w mojej pętli codzienności. Od jakiegoś czasu zachowuję się jak robot, nie czuję nic, robię zwoje i jakoś te dni lecą. A w środku pustka. Jeśli te studia mnie nie wykończą, to sama siebie chyba wykończę. Chcę świętego spokoju.
c604737ff809a06ed8cff8bd6f3c50da.jpg
 

jamniczek-pl
 
Gdybym z nim pojechała do weterynarza czynnego, jak się sam opisuje, 24 godziny/dobę zapewne dojechałabym z kotem, który już nie kontaktuje. Kiedy cierpiał - myślę, że nie zdążyłabym. Od momentu kiedy zobaczyłam do momentu zaprzestania posiadania kontaktu z rzeczywistością...

Dopiero po iluś piwach otworzyłam się sama na siebie.
I otwieram przed Wami.

Zapaliłam dwie zwykłe fajki przed domem.
Płakałam.

Przecież już nie ma obok mnie zdrowych, rzadziej lub częściej chorujących Opaków. (Szczurki).

Od kiedy nie ma tu zwierzęcych Towarzyszy?
Opaki odeszli dawno temu.

Sally odeszła 21 sierpnia.
Ale.
Ale wtedy nie była w moim pokoju. Za ciepło.

Oswoiłam się z "pustką".

Mamo, przepraszam, że tak piszę, nie bierz tego do siebie.

Pustka: budzisz się i nie widzisz...
Zwierzęta tak pięknie patrzą.
Czasami się ułożą i po prostu patrzą.
Nic nie chcą wielokrotnie. Oprócz patrzenia, co na przykład robisz przed komputerem.
I wybaczają wszystko.
...

Skróciłam, tak mi się wydaje, ale pewności nie mam, Jej cierpienie.
Sally cierpienie.

Kociego cierpienia - nie.
Dziki kot poprosił o pomoc. Cytat z http://jamniczek-pl.pinger.pl

Oprócz jedzenia, wody, akwarium na dole, rozstawionych domków a ostatnio możliwości wejścia do części piwnicy koty do nas zaglądające mogą

Pokaż wszystkie (11) ›
 

jazumst
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

annagrace
 
Już od dłuższego czasu zastanawiam się nad zmianą szkoły. W mojej nie czuję się ani trochę dobrze. Jedyne co mnie tam jeszcze trzyma to cudowne zajęcia teatralne z przesympatycznym nauczycielem. Jako obowiązkowy przedmiot mam taniec, którego wręcz nienawidzę. Pan jest strasznie wymagający, nie potrafi zrozumieć, że ktoś czegoś nie umie lub nie nadąża. Wszystko musi być po jego myśli, bo jak nie, to złość. Układ również nie jest prosty. Jest bardzo skoczny i skomplikowany. To nie moje klimaty, a tam panuje wieczny przymus. Raz chciałam zgłosić nieprzygotowanie, a Pan nie potrafił przyjąć tego do wiadomości i kazał mi tańczyć. Po krótkiej dyskusji dał mi spokój. Od tego momentu nie było mnie na tańcu 6 tygodni. W tym tygodniu będzie już siedem. Taniec jest chyba główną przyczyną dla której bardzo chciałabym zmienić szkołę. Nie podoba mi się też matematyka, ze względu na nauczycielkę, która potrafi strzelać bardzo chamskimi docinkami, kiedy ktoś czegoś nie umie, ale do tego już przywykłam. Do tańca nie dam rady. Ja po prostu czuję się tam słaba i nie nadaję się to takiego skakania po sali będąc jeszcze pod ciągłą presją i słuchając krzyku, że coś źle robię.
Dobranoc Wam wszystkim.
AnnaGrace
tumblr_static_ej4cfpzv88owkwgkgccg00skw.jpg
 

kazancl
 
Czy kiedykolwiek będę potrafił zasnąć normalnie?. Czy kiedykolwiek moje problemy się skończą?  Jak mogłem sobie tak spierdolić życie ?
 

annagrace
 
Ostatnio w ogóle nie miałam siły pisać. Sama do końca nie wiem co się dzieje. Kłócę się ze wszystkimi po kolei, były przyjaciel poprosił mnie o rozmowę, która nie zakończyła się dobrze, moje relacje z Panią Magdą są coraz gorsze, ataki paniki są coraz częstsze i jakby tego było mało- moja wychowawczyni postanowiła wysłać mnie do pedagoga w szkole. Mówienie jej, że nie lubię pedagogów i mam z nimi złe wspomnienia nie działa. Zastanawiacie się pewnie jaki jest powód tego, że mam tam iść, więc już wam tłumaczę. Niedawno pielęgniarka musiała zrobić nam podstawowe "badania" typu mierzenie, ważenie, wzrok, ciśnienie. Dopytywała również o nasz stan zdrowia (alergia, astma itd.), ale też o stan psychiczny. Nie lubię kłamać i nawet nie bardzo umiem. Powiedziałam co mi jest i Pani zaczęła dogłębniej wypytywać o wszystko. Nie czułam się z tym komfortowo, więc milczałam. Później zaczęła mówić coś o papierach od psychiatry, ale mówiła tak szybko i chaotycznie, że nic nie zrozumiałam. Po wyjściu byłam zdezorientowana i nie wiedziałam o co jej chodziło. Wróciłam na lekcję, była to godzina wychowawcza. Kiedy zadzwonił dzwonek, wszyscy wyszli z sali, a ja zostałam, żeby porozmawiać z moją wychowawczynią na temat tych papierów. Powiedziałam jej, że pielęgniarka coś wspominała, ale nie dało się jej zrozumieć i żeby ona wytłumaczyła mi o co chodzi. No i tu się właśnie zaczęło. Pani wielce zdziwiona, że jestem pod opieką psychiatryczną, zaczyna się martwić i chce ze mną porozmawiać, by jak najwięcej się dowiedzieć. Oczywiście rozmowa ze mną nie jest taka łatwa i nie otwieram się przed pierwszą lepszą osobą, a zwłaszcza taką, którą znam dopiero 3 miesiące. Przyznam, że od początku ta Pani wydawała się być godna zaufania i nadal tak uważam, ale mój strach przed rozmową o moich problemach jest zbyt silny. Uznała więc, że dobrze zrobi mi wizyta u pedagoga szkolnego. Na samą myśl o pedagogu zrobiło mi się słabo. Powiedziałam jej, że w 3 klasie gimnazjum byłam wręcz prześladowana przez pedagoga szkolnego. Co chwila czegoś ode mnie chciał. Chowanie się w toalecie na przerwach wcale nie jest zabawne. Wychowawczyni zapewniła mnie, że ta Pani jest naprawdę miła, gwarantuje dyskrecję i nie będzie za mną latała. Miała argumenty dosłownie na wszystko co mówiłam, więc poddałam się i ostatecznie się zgodziłam tylko po to, by dała mi święty spokój. Nie wiem jeszcze kiedy nastąpi pierwsze spotkanie, aczkolwiek jestem pewna, że będzie ono pierwsze i ostatnie. Nie lubię obcych ludzi i ciężko mi z nimi rozmawiać na takie tematy. Mam wielkie problemy z zaufaniem i otworzeniem się, dlatego mam nadzieję, że szybko się ten koszmar skończy.
Życzę Wam dobrej nocy kochani.
AnnaGrace
dark-hair-imagine-dragons-sad-Favim.com-4551081.jpeg
  • awatar Cukierkowy lot: Też nie lubię otwierać się przed obcymi, ale czasami to wcale nie jest zły pomysł... Spróbuj.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

deergirl
 
Dzisiejszy dzień zaczął się koszmarnie... Dzisiaj były konsultacje, na których grupa musiała poprawić wejściówkę z nauk pomocniczych (nikt jej nie zaliczył), był to ostatni termin, więc trzeba było przyjść. Ogólnie to zaspałam, biegłam na tramwaj, ale i tak już byłam spóźniona, w tramwaju uczyłam się definicji na tę wejściówkę, a tu nagle komunikat, że trzeba opuścić pojazd... Był wypadek, autobus zderzył się z osobówką. Nie pamiętam, kiedy ostatnio przebiegłam taki dystans. Myślałam, że wypluję płuca i inne wnętrzności. Chcę wejść do sali - drzwi zamknięte. Pytam się grupy w jakiej sali są i ktoś odpisał, że konsultacje się w sumie skończyły, a pan doktor poszedł do dziekanatu... No myślałam, że się popłaczę. Na szczęście wrócił i udało mi się to napisać, niestety nie zaliczyłam, ale grunt, że pan doktor widział, jak się staram: "Proszę pani, mamy cały semestr na to". Tssaaa dzięki za pocieszenie.
Ja się doktora W. przeraźliwie boję, roztacza wokół siebie aurę pogardy i czystego zła. Czuję się jak mały robak, gdy jesteśmy w jednym pomieszczeniu. Jego ironiczny uśmieszek, za każdym razem, mam ochotę zetrzeć papierem ściernym. Ja ja gościa nienawidzę... w sumie on nienawidzi wszystkich kobiet, więc nie jest to uczucie jednostronne. On będzie mnie prześladował w koszmarach przez kolejne 10 lat.
4cc5d04fe94059bf22fc09941ac1349f.jpg
  • awatar What's up Megg: Miałam takiego nauczyciela historii w liceum. Dziś mam 34 lata i nadal śni mi się po nocach... :/
  • awatar Gusia: Za 10 lat będziesz ten czas wspominała z sentymentem ;-)
  • awatar Amfitryta: Czasem myślę że studia ktoś wymyślił po to żeby nas gonić
Pokaż wszystkie (3) ›
 

deergirl
 
Na moje parszywe samopoczucie chyba wywołane jest przez pogodę... szaro, zimno, smutno, ciemno - jak w mojej głowie. Biorę tabletki już trzeci tydzień i nadal nie czuję żadnych zmian (przynajmniej już mnie nie boli głowa). Mimo, że biorę co noc Aminotryptylinę, wybudzam się. Biorę już 50 mg, a to już spora dawka, która powinna uśpić dorosłego mężczyznę..., ale nie mnie. Oczywiście nic nie ma sensu, mam dość i chcę się zabić, przynajmniej tu bez zmian. Chujowo, ale stabilnie.
Dzisiaj nie idę na zajęcia, nie mam na to siły, a są tylko nieobowiązkowe wykłady, więc bez wyrzutów mogę sobie odpuścić. Chodzę na nie od początku, więc chyba jeden dzień nie zrobi tu różnicy. A i tak idę do pracy na 16 na trzy godziny... Super. Może pozwoli mi przyjść wcześniej, bym nie spędziła całego dnia w łóżku. Znowu nie opuszczam mojej strefy komfortu, a ponoć to źle. Czuję się coraz gorzej, znowu mało rzeczy mnie cieszy, nie mam na nic ochoty.
Muszę przyznać, ze gdyby nie M. to w ogóle  nic bym nie robiła. Niesamowite, że ma siłę mnie wspierać i jest taki cierpliwy. Wie, kiedy trzeba mnie uspokoić, kiedy pocieszyć i kiedy wrzasnąć, bym się ogarnęła. Jestem mu za to wdzięczna. Najchętniej nigdzie bym nie wychodziła, została w domu, leżała w łóżku. Wszystko jest mi obojętne, tylko jakoś znajduję siłę, by chodzić na zajęcia. Ale nie jest to łatwe, czasami przegrywam z samą sobą...
572e8ee15c20020f7368b3ce0b8abb4c.jpg
 

jamniczek-pl
 
Około roku 1970 pewna nauczycielka przeprowadziła w swojej klasie eksperyment.

Wszystkie dzieci były białe.
Spytała, jak traktowani są czarnoskórzy ludzie. Dzieci odparły, że gorzej od białoskórych. Czemu? Bo mają czarną skórę.

Powiedziała dzieciom, że niebieskookie są lepsze od brązowookich. Brązowookim nie wolno bawić się z niebieskookimi.

Dzieci, które jeszcze kilka minut wcześniej stanowiły jedną grupę rozdzieliły się fizycznie i psychicznie. Część niebieskookich zaczęła dokuczać brązowookim. Jeden z chłopców powiedział, żeby "pani miała przy sobie zawsze linijkę", brązowookie dzieci muszą być grzeczne.

Następnego dnia nauczycielka stanęła przed swoimi uczniami i powiedziała, że skłamała.
To brązowookie dzieci są lepsze.

Pytany po kilkudziesięciu latach mężczyzna, który brał udział w eksperymencie - niebieskooki mężczyzna - o to, jak się wówczas poczuł powiedział, że nigdy wcześniej nie odczuwał czegoś takiego. Świat mu się "zawalił". Przestał być lepszy...

Nauczycielka znów zapytała o czarnoskórych.
Dzieci głośno i stanowczo mówiły, że nie powinni być traktowani gorzej.
  • awatar st.anger: było wiele eksperymentów w tym stylu. Wszystkie dowodziły jednego,że w pewnych okolicznościach łatwo z nas uczynić stado bezmyślnych, okrutnych debili. Ps. Mnie też przeraża to,co się dzieje na naszych ulicach. To,że w stolicy kraju idzie marsz faszystów i kiboli, a władza się cieszy, a większość społeczeństwa nie ma z tym problemu. To bolesne, iż historia nas niczego nie nauczyła.
  • awatar jamnick: I niestety, najpewniej, nigdy nie nauczy dopóki nie zacznie się wpajać nam od małego, że ludzie są równi. Matryca bólu będzie istniała, chcąc nie chcąc będziemy czuć większą więź z "naszą" grupą, ale jeżeli nauczymy się, tak jak mówienia i chodzenia, by nie krzywdzić innych niezależnie od tego, co jest nam wmawiane - jest to możliwe. Poza tym i bez tego część ludzi po prostu nie zabije drugiego człowieka, nie zgwałci go bo ktoś takiej osobie namieszał w głowie. Ty tego nie zrobisz, ja tego nie zrobię "pod presją" ani bez niej. Mam nadzieję, że ludzie się otrząsną.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

deergirl
 
Nie poszłam dzisiaj na zajęcia. Dlaczego? Bo znowu jestem chora... Wydaje mi się, że zatrułam się wczorajszą pizzą, bo czuję się paskudnie, chyba za dużo jej zjadłam. No to dzisiaj dzień opierdalania. M. poszedł coś kupić do jedzenia, kochany <3.
antler_boy_by_eledona-davvdkv.png
 

jamniczek-pl
 
... a kiedy piszesz do kogoś szczerze - woli uciec?

Czy ci ludzie powielają komunały z którymi tak naprawdę się nie identyfikują, ale tak wypada?

Wolicie słodkie kłamstwa od rzeczowej szczerości?

Mogę komuś napisać dziesiątki prawdziwych zdań na swój temat.
Mogę napisać prawdę, ale, że tak to ujmę - od końca.
Ponieważ chcę, żeby ta osoba ujrzała mnie jedynie w jasnym świetle.

Ale, kurwać, nie.

Ja wolę walić prosto po gałach. Że...

... że jestem trudna. Że istnieją problemy. W mózgu moim przede wszystkim.
Ba, "lepiej uciekaj".
Z tym ostatnim to faktycznie (może?) przesadzam.
Faktycznie przesadzam?

A może dbam o Osobę, z którą wdaję się powoli w nieco głębsze relacje?
Czy nikt, do jasnej cholery, o tym nie myśli?

Że dbam?
Że nie chcę (s)krzywdzić?
Że na samym początku piszę/mówię, iż cholernie trudno jest ze mną (być)?

Tak, jest Ktoś.
Właściwie już Jej nie ma.
Czyli: był Ktoś.

Jeżeli nadal będę szczera tak, jak szczerą jestem, to widzę siebie w wieku plus minus 95 lat: samotna, ale nie samotna. Pies, kilka kotów, fotel bujany jak moja psychika.

Buju, buju.

Co ja mam zrobić, skoro mam psychikę wyrywającą się do szczerości?

Co mam zrobić?
  • awatar aeran: "Nie kłam" to zaiste jedna z tych "zasad", której powinniśmy się trzymać, bo to szlachetne i uczciwe - ale prawda (nomen omen) jest taka, że każdy kłamie. Jedyne, co możemy kontrolować, to ilość tych kłamstw, do kogo je kierujemy i w jakich okolicznościach. Ideałem byłoby być szczerym zawsze i wszędzie - ale jesteśmy nieidealnymi ludźmi, więc preferuję tych, którzy nie będą obiecywać gruszek na wierzbie ("nigdy cię nie okłamię", jasne), ale przy tym będą się starać jednak nie ukrywać ani zmyślać. Ja też ostrzegam, że jestem trudna i jedyne, co mogę, to pracować nad tym, by panować nad najgorszymi obszarami problematycznego mózgu, aby ranić jak najmniej. Psychika wyrywająca się do szczerości w teorii nie jest czymś złym...ale w praktyce utrudnia funkcjonowanie, paradoksalnie
  • awatar jamnick: @aeran: dziękuję.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

annagrace
 
Moja malutka psinka nie żyje...
W niedzielę po kąpieli poślizgnęła się i w coś uderzyła. Trochę kulała, ale po czasie czuła się super, więc uznaliśmy, że nic jej nie jest. W poniedziałek jak byłam w szkole nie mogła ustać na nogach i źle się czuła. Mój tata szybko wsadził ją do samochodu i chciał zawieźć do weterynarza. Jak byli w drodze to zaczęła krwawić. Z buzi jej leciało pełno krwi, a z nosa piana. Nagle przestała się ruszać. Tata jeszcze próbował ją uratować, ale już było za późno. Okazało się, że jak kiedyś miała operację na usunięcie przepukliny, to coś jeszcze tam zostało i kiedy się poślizgnęła to to pękło i ją zabijało.
Zawsze to ja ją kąpię i nigdy nie daję jej tak biegać, tylko od razu biorę ją do suszenia. Ten raz chciałam, żeby się wybiegała i przez moją lekkomyślność poślizgnęła się i następnego dnia umarła.
Mam tak wielkie poczucie winy...
AnnaGrace
 

annagrace
 
Dziś cały dzień przepłakałam. Bezsilność mnie dopadła i nie jestem w stanie napisać wam czegoś dłuższego.
Przefarbowałam włosy. Z jasnego blondu na czekoladowy brąz, który podchodzi pod rudy, ale to nie jest efekt końcowy, ponieważ chcę, aby były jeszcze ciemniejsze.
Gdy dochodziła godzina dziewiętnasta, Pani Magda napisała mi sms "Zjedz coś". Nie posłuchałam, ale było mi bardzo miło, że o mnie pomyślała i jestem wdzięczna za jej troskę.
To chyba tyle na dziś, bo naprawdę nie mam na nic siły.
Dobrej nocy, trzymajcie się.
AnnaGrace
4167-siedze-i-placze-i-nie-wiem-co-mam-z.jpg
 

deergirl
 
Oto rozpoczął się kolejny chujowy dzień. Znowu muszę gnać do pracy i doradzać głupim dzieciakom, co mają kupić i spławiać ludzi, którzy myślą, że komiksiarnia sprzedaje zabawki... Super. Grunt, że nie będę musiała niczego sprzątać, bo jest piątek. Przeraża mnie nadchodzący poniedziałek - zajęcia. Te studia wyniszczają mnie psychicznie, już mam pierwszą niezaliczoną wejściówkę (pieprzone nauki pomocnicze!) i mam miesiąc na jej poprawę, ale nie mam pojęcia czego się spodziewać. A chuj tam, jakoś trzeba to załatwić. Znowu zaczęłam brać tabletki, głowa boli cały dzień, już czuję jak zaczynają mi się trząść ręce, jakbym miała jakiś zespół odstawienia  czy coś. Mam coraz mniej siły, znowu nie śpię w nocy, a jeśli już zasypiam, to mam koszmary. Nawet na jedzenie nie mam ochoty, najadam się jedną bułką, a czasami w ogóle nie chcę nic jeść. Może w końcu zamkną mnie w szpitalu i będzie spokój. Rzucę studia i zacznę pisać książkę. Marny plan, ale jakiś jest,
c09a9580aca027da4ab8fb459c3b4db5.jpg
  • awatar Amfitryta: Wierz mi, nie chciałabyś zostać zamknięta w szpitalu. Jeśli chcesz rzucić studia i pisać książkę to to po prostu zrób.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Kategorie blogów