Wpisy oznaczone tagiem "story" (206)  

angel1300
 
No hej, dawno mnie nie było, co nie? ;D
Właściwie, to zaczęłam coraz poważniej traktować pisanie książek. Wymyślam masę pomysłów, a skończony jest tylko jeden. Na Wattpadzie (mój nick: JLoFan) jest tylko jedno opowiadanie, które również tutaj będzie, natomiast inne dzieła będą tu dodawać jak tylko rozdział będzie gotowy. Tak więc, jeśli nie chcecie czekać, to przychodźcie tu, bo tam jest wszystko poświęcone książką, tu nie.
Myślę, że oprócz rozdziałów, będą też tu inne informacje i ciekawostki. To na tyle.
Do następnego razu, xx.

32768028_160650284778327_9117190807391043584_o.jpg
 

totylkojaa
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

serdeleknadiecie
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

berrydream
 
Potknęłam się o własną nogę i upadłam z hukiem na podłogę pełną butelek. Rozbolał mnie nos i miałam wrażenie, że moja głowa zaraz eksploduje. "Czy ja krwawię?" - pomyślałam próbując się podnieść. Kierując wzrok w górę ujrzałam zniekształconą twarz mężczyzny, która w jakiś sposób mnie pociągała. Wyciągnął rękę w moją stronę, ale nie potrafiłam jej złapać. Był blisko i daleko jednocześnie.
-Kurwa. - mruknęłam do siebie odsuwając butelki. W tym momencie dotarło do mnie, jak głośno jest wewnątrz pomieszczenia, w którym się znajduję. Ocknąwszy się, z wielkim trudem podniosłam się, odpychając ręcę mężczyzny, który właśnie chciał mi pomóc.
-Spierdalaj. - rzuciłam cicho wiedząc, że i tak mnie nie usłyszy. Dotarło do mnie, że jestem w swoim własnym mieszkaniu.
-Graaace! - usłyszałam z drugiego pokoju. A może właśnie z tego? - Ale zajebiście!
Spojrzałam w tamtą stronę. Carrie tańczyła na schodach w samej bieliźnie, a wokół niej kilka innych dziewczyn. Zaczęłam się zastanawiać, czy w ogóle je znam, kiedy zdałam sobie sprawę, że to Maggie i jej koleżanka. Wszystkie miały ogromne, czarne oczy.
-Grace. - ponownie usłyszałam swoje imię. Obraz rozmazał mi się, kiedy odwróciłam wzrok.
-Duff? - westchnęłam ledwo łapiąc równowagę. - Co ty tu robisz?
-Zaprosiłaś mnie! Nie pamiętasz? - uśmiechnął się, nerwowo tupiąc w miejscu. - Zatańczymy?
-Ja... Chyba nie najlepiej się czuję. - mówiąc te słowa poczułam niesamowitą falę euforii, która wyostrzyła mi wzrok. Blondyn zmarszczył brwi. Zaczęłam mu się przyglądać - miał dziwna minę, zmęczone oczy, aczkolwiek nadal całkiem nieźle się prezentował. Patrzył na mnie w specyficzny sposób - chyba mu się podobałam. Wybuchnęłam niespodziewanym śmiechem, a on momentalnie się rozchmurzył, łapiąc mnie mocno w pasie. Pachniał dziwnie, głównie papierosami. Mój głód nikotynowy gwałtownie się odezwał, ściskając mnie za wnętrzności.
-Muszę zapalić. - przytuliłam się do niego. - Chodź.
Pociągnęłam go za rękę zadając sobie sprawę, że nie mam papierosów. Na szczęście Michael ogarniał bardziej ode mnie i poczęstował mnie od razu, gdy tylko wyszliśmy. Usiedliśmy na trawie i zaczęliśmy rozmawiać.
-Jak tam Axl? - palnęłam wybuchając śmiechem. Nie czułam w tej chwili kompletnie żadnego sentymentu.
-Cóż. - westchnął Duff. - Trochę mu odjebało po tym... No wiesz... Wszystkim. Słyszałem, co się wydarzyło. Żeby nie było - nie mam nic do tego i nie zamierzam cię umoralniać.
-Słucham? - zmarszczyłam brwi.
-No, u Maggie. Słyszałem o wszystkim, o tym, że was...przyłapał.
Zaczęłam chichotać.
-Dean mnie przytulił, to wszystko. Coś wam się wszystkim pojebało. - odpaliłam kolejnego papierosa - poprzedniego gdzieś zgubiłam.
-W sumie to było do przewidzenia, że ten psychol coś pomiesza. Maggie wie cokolwiek?
-Nie! - prawie krzyknęłam. - I żeby nie przyszło ci do głowy jej o tym mówić. Dean jej się oświadczył, są już szczęśliwi. Nie ma po co, to nic nie znaczyło. Dawno, nieprawda.
Blondyn przyglądał się mi chwilę po czym objął mnie ramieniem.
-Jak sobie życzysz, księżniczko.
Posiedzieliśmy tak jeszcze przez jakiś czas, dopóki nie zrobiło mi się dziwnie zimno.  Krótki spacer wokół domu był wystarczający, by odczuć zmęczenie. Wolnym krokiem wróciliśmy do domu.
Atmosfera zmieniła się nie do poznania. Większość siedziała na tyłku nic nie robiąc, natomiast Maggie stała i płakała.
-Och, daj spokój! - machnęła ręką na bruneta łkając. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam o co chodzi.
Był tam Dean i robił awanturę Maggie. Dziwne, że nie zauważyliśmy, jak wchodzi.
-Sorry, gołąbeczki, ale może byście sobie odpuścili w moim mieszkaniu? - zaczęłam, ale totalnie mnie ignorowali.
-Zachowujesz się jak jakaś...dziwka! - krzyczał brunet. -Mam tego dosyć! Najpierw nie odbierasz, później coś takiego...
Maggie osunęła się przy ścianie wpadając w histerię. Ja również zaczęłam mieć tego dość. Ludzie, całkowicie zażenowani, zaczęli opuszczać mój dom. Stanęłam za Deanem i stuknęłam go palcem w ramię.
Odwrócił się gwałtownie. Jego oczy tak bardzo błyszczały nienawiścią, że przez chwilę się go naprawdę wystraszyłam. Musiał to zauważyć, bo sekundę po tym odetchnął i spojrzał na mnie czule.
-Przepraszam. - szepnął. Nastała cisza. Dean zamknął oczy i zaczął głęboko oddychać. Wyczuwałam, że za chwilę coś się stanie. Przeszło mi przez myśl, że za chwilę przeprosi wszystkich i powie Maggie o swojej tajemnicy związanej ze mną. Niestety, nic takiego się nie stało.
-Dean, po prostu... - zaczęłam chcąc go wyprosić, lecz przerwał mi gestem.
-Nie, już wychodzę. - doskonale mnie zrozumiał. Spojrzał mi prosto w oczy zrezygnowany, po czym na Maggie z lekką niechęcią. Już miał do niej podchodzić i ją podnosić, kiedy Carrie wypaliła:
-On JĄ kocha. Od dawna.
Wszyscy spojrzeli na nią pytającym wzrokiem prócz mnie - moje oczy wyrażały mnóstwo złości i pretensji. Duff pocałował mnie w policzek i wyszedł. Nastała długa cisza. Dean wstał i się wyprostował wpatrując się w podłogę.
-C-co? - wydusiła Maggie ocierając łzy.
-Dean kocha Grace. Od bardzo dawna. Kiedyś się spotykali, ale ona go nie chciała. No, a potem trafiło na ciebie, nikt nie chciał ci wspominać o przeszłości, no bo i po co, ale teraz wydaje mi się to istotne, a prawdopodobnie nigdy byś się tego nie dowiedziała. No ale! Podobno jesteście dość szczęśliwi, co nie?
-Dean?! - jęknęła Maggie. Widać było, że jest na granicy wytrzymania absolutnie wszystkiego. - Dean, spójrz na mnie!
Ale on nie patrzył, bo zwyczajnie był tchórzem. Wiedział, że nie wyjdzie z tego cało i chyba nawet nie zamierzał próbować.
-Przepraszam. - szepnął tylko i zakrył oczy dłonią. Był zmęczony.
Myślałam, że w tym momencie Maggie zacznie płakać jeszcze bardziej, albo co gorsza, zacznie go bić i histeryzować, robiąc mi z mieszkania jakąś pieprzoną "Modę na sukces", ale ona tylko wstała i w milczeniu zaczęła się ubierać. Dean nawet nie drgnął, pozwolił jej wyjść w spokoju. Carrie z wielkim uśmiechem wzięła resztę butelki z wódką i skierowała się w samotności na górę. Zostaliśmy sami.
Westchnęłam, nie kryjąc ulgi. W końcu nie musiałam niczego udawać, ani grać przyjaciółki. Wiedziałam, że "przyjaźń" z Maggie dobiegła ostatecznego końca i nawet nie było mi przykro z tego powodu. Spojrzeliśmy na siebie biorąc głęboki wdech.
-Napijesz się? - zaproponowałam.            
-Tak.
Usiedliśmy obok siebie na kanapie, wcześniej zrzucając śmieci ze stołu. Włączyłam telewizor i upiłam sporego łyka wina, podając butelkę Deanowi.
-Nie jest ci przykro? - zaczęłam całkiem spokojnie. Mimo całej sytuacji także wyglądał na opanowanego.
-Jest. - westchnął. - Przykro mi, że nie dość, że sam nie czuję się dobrze, to jeszcze ranię innych. Chciałem to przyspieszyć, odizolować się od ciebie zapychając myśli kimś innym. Całkiem się udało... Na początku. Tak jak mówiłem, to nie to samo.
-Długo nie da się siebie okłamywać... - powiedziałam mądrym tonem i uśmiechnęłam się. - To okrutne, ale cieszę się, że nie muszę jej już znosić. Gdy podał mi butelkę po raz kolejny dostrzegłam, jak blisko mnie się znajduje, a jego zapach lekko mnie rozbudził.
-Potrafię grać w nieskończoność. To męczące, ale da się, szczególnie, jeśli nie wyobrażasz sobie bycia samemu. A ja jestem pierdolonym tchórzem.
-Jesteś uzależniony od ludzi.
-Wiem, zawsze to wiedziałem. Nie potrafię żyć bez bliskiej osoby, nawet jeśli ta bliskość jest sztuczna i wymuszona. Taki ze mnie skurwiel.
Uśmiechnęłam się. Chyba go rozumiałam - nie pamiętałam, kiedy ostatnio byłam sama.
  • awatar gość: tyyyy aleś ty tu karyniła, jak jaki obszczymur, wstyd!!! pewnie nawet z tego żeś jeszcze nie wyrosła :( kolejny wstyd!!! Tragedia :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

ebook-english
 
Autor: Marcin Brzostowski  

Hot Dagger of the Spanish Temptress is a short story whose protagonist, inspector Franco Fog, known from The Vengeance of Women is supposed to solve o riddle of certain building constructor’s death. When he is just about to bring the case to a close, he meets a mysterious Spanish girl, who is skilful at throwing knives as well as practicing magic. How will it end for Franco Fog?

Cover designed by Michał Olejarski

Translated by Nina Wagner.



czytajnas.nextore.pl/(…)hot_dagger_of_the_spanish_t…
 

duga2
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

duga2
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

duga2
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

duga2
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

duga2
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

duga2
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

duga2
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

duga2
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

berrydream
 
Świetnie się bawiąc ani razu nie pomyślałyśmy o złej rzeczywistości. Carrie zaczęła jeść i spokojniej sypiać. Czerpała radość ze spokoju i odcięcia od naszego domu i nieodpowiednich ludzi. Z ciężkim sercem, choć jakby oczyszczone, opuściłyśmy hotel wczesnym rankiem. Z racji, że nie przepadam wstawać tak wcześnie, źle się czułam i marudziłam na każdym kroku.
-A myślałam, że to ja jestem w ciąży. - prychnęła w końcu Carrie tracąc cierpliwość. - Może lepiej przejdź się do lekarza?
Westchnęłam doskonale wiedząc, że w tych sprawach jestem wystarczająco odpowiedzialna i nie muszę tego sprawdzać. Nie chciałabym za nic w świecie mieć matki takiej, jak ja, dlatego nie planowałam dziecka.  Postanowiłam jednak wspierać Carrie, by jej maleństwo nie miało spieprzonego życia tak, jak my. Obiecałam sobie, że będę świetną ciocią, choć nie ukrywając bardzo się bałam.
Przez całą drogę zastanawiałam się nad tym, jakie wszystko jest krótkotrwałe. Miałam wrażenie, że każda dobra chwila prędzej czy później wyparuje, a żadna osoba, z którą mamy do czynienia, nie będzie w pełni osobą godną zaufania. Każdy kogo poznałam mnie zranił, włącznie  z rodzicami, ale czy ja jestem niezawodna i czy kiedykolwiek byłam?  Jak żyć, gdy wszystko się kiedyś kończy?  Miałam wtedy wrażenie, że już zawsze będę napiętnowana bólem przemijania. Każda myśl tego typu przychodziła znienacka i bolała niesamowicie. Czy istnieją ludzie szczęśliwi przez większość życia?  I jak się cieszyć z życia z myślą, że wszystko się kończy? Ostatnie pytanie wypowiedziałam na głos. Carrie zmrużyła oczy.
-Hm...A czy przypadkiem nie na tym polega życie?
-Na tym, by przez większość czasu cierpieć? To ja podziękuję.
-Wydaje mi się, że własnie dla takich małych, szczęśliwych, drobiazgowych chwil żyjemy. - kontynuowała zupełnie nie słuchając tego, co przed chwilą powiedziałam. - Z resztą... Kto powiedział, że życie w ogóle ma jakiś sens?
Po tych słowach uśmiechnęła się szeroko.
-Cóż. - rzuciłam głupie nic nie rozumiejąc. - Może i tak.
Ostatnią rzeczą jaką pamiętam po tej rozmowie było oślepiające światło, głośny huk i ból w lewej nodze.
Gdy się ocknęłam w szpitalu, byłam szczerze zdziwiona. Obok mnie leżała jakaś starsza pani o włosach białych jak kartka. Trzymała w jednej dłoni różaniec, drugą natomiast miała całą owiniętą bandażami. Szeptała pod nosem jakieś słowa. Niespodziewanie przyłapała mnie na tym, że ją obserwuję.
-Och! - poderwała się prawie z łóżka. - Obudziłaś się w końcu. Tak się cieszę, że nic ci nie jest!
Zmarszczyłam brwi.
-Przepraszam, czy ja panią znam? - starałam się nie zabrzmieć niegrzecznie. Machnęła lekceważąco ręką.
-Zawsze się martwię o innych. - rzuciła. - Poza tym jestem dziś tak szczęśliwa, że pragnę zarażać tym innych.
"No to powodzenia" - pomyślałam. Kto by w ogóle podejrzewał Boga o istnienie przy takim pechu jak mój? Westchnęłam i zorientowałam się, że nie mogę ruszyć nogą. Spojrzałam w dół i ujrzałam gips.
-Cholera...  - skrzywiłam się i natychmiast przypomniałam sobie o Carrie. Boże. Dziecko. Przeraziła mnie myśl co by było, gdyby poroniła. Na pewno by się załamała, kto wie, może targnęłaby się na życie? Z drugiej strony czy wszyscy nie odetchnęliby z ulgą? Zaczęłam się zastawiać, czy nie jestem przypadkiem okropna myśląc w ten sposób.
-Musi pani zawołać lekarza! - staruszka drastycznie przerwała mój wewnętrzny monolog.  - Kazał dać znać, gdy się obudzisz. Ach, masz niesamowitą urodę.
Parę minut później stał nade mną lekarz. Jak się domyśliłam, miałyśmy wypadek. Niestety, doktor nie chciał mi powiedzieć żadnych dokładnych informacji na temat Carrie, ponieważ jak już ustalili, nie jesteśmy spokrewnione. Dowiedziałam się tylko, że żyje i ma się nie najgorzej, choć ciągle jest w szoku. Obie miałyśmy zostać tam kilka dni, choć niewykluczone, że moja pasażerka nieco dłużej. Pozwolono mi się  z nią zobaczyć, ale dopiero następnego dnia.
 

we.all.write
 
Anybody: Śmierć i odrodzenie - ciąg dalszy „Wyboru”

Człowiek nie boi się śmierci tylko bólu, który jej towarzyszy. Lęk przed nieznanym i cierpieniem często popycha ludzi do okropnych czynów. Jednak kiedy pogodzisz się ze swoim losem i czekasz na śmierć nie czujesz już nic, strach przemija i wszystko wokół ciebie przestaje mieć znaczenie. Czujesz pustkę. Nie masz już po co walczyć. Wszystko przepadło. Ci, których kochałaś są martwi, a świat, który jest okrutny i przepełniony wrogością odrzucił cię. Wtedy w pełni pojmujesz, że nic ci już nie pozostało tylko śmierć. Jesteś zmęczony fizycznie i psychicznie, jedyne czego pragniesz to zamknąć oczy i nie otworzyć ich już nigdy więcej wtem nagle słyszysz szept w swoim umyśle, tak delikatny i cichy, że zastanawiasz się czy to nie złudzenie lecz szept zyskuje na sile i przemienia się w krzyk, w krzyk twojej podświadomości „ Zemsta! Żyj dla zemsty!”. Wtem coś w tobie pęka zalewa cię żal i gniew. Potężny ogień trawi twoje wnętrzności, karmi się twoją złością i podsyca twój bunt wobec świata. Myślisz sobie jak oni śmieli doprowadzić cię do takiego stanu. Ciebie, która niegdyś byłaś na samym szczycie, zrzucili na dno. Zniszczyli cię, choć ty nic im nie zrobiłaś. Zyskujesz cel, powód do życia, odzyskać należne ci miejsce. Znów walczysz i żyjesz lecz wewnątrz jesteś martwa. Zupełnie jakby ogień, który przed chwilą w tobie płonął wypalił cię do cna, niszcząc wszystkie emocje i uczucia. Pozostawia tylko jedno słowo wyryte w twoim umyśle, słowo, które będzie towarzyszyć ci do końca twoich dni „ZEMSTA”.

Unosiłam się na wodzie. Moje ciało niszym szmaciana lalka kolejno uderzało w wystające fragmenty skał. Ból, przenikliwy ból. Walczyłam o każdy oddech. Potężne fale niestrudzenie podtapiały mnie próbując ściągnąć na dno. Niesiona z prądem rzeki wkładałam wkładałam resztki moich sił w próby dopłynięcia do brzegu jednak moje wysiłki poszły na marne gdyż woda za wszelką cenę nie chciała mnie wypuścić ze swojego objęcia. Nagle olbrzymia fala większa od pozostałych pojawiła się na horyzoncie i z wielkim hukiem uderzyła w tafle wody. Moje ciało opadało na dno, a mnie ogarnęła błoga nicość.

Przyjemne światło otulało mnie i przywracała siły. Wokół mnie słychać było szepty. Dwa przyjazne głosy o ciepłej barwie dyskutowały o czymś po cichu. Nie rozumiałam o czym rozmawiali, ponieważ ich język był mi obcy. Nigdy w życiu nie słyszałam takiej dziwnej mowy lecz teraz pragnęłam jedynie skupić się na tym uczuciu ciepła wnikającego przez moją skórę i ogrzewającego moje zmarznięte ciało jednak nawet ono nie było wstanie roztopić lodowej skorupy, która niedawno pokryła moje serce. Otworzyłam powoli powieki i dostrzegłam zupełnie inny świat … zaczęłam nowe życie. Jednak przeszłość nie dawała o sobie zapomnieć i żądała wyrównania rachunków.
 

we.all.write
 
Anybody: Wybór - ciąg dalszy „Tułaczki”

Kiedy odzyskałam przytomność moja głowa wydawała się pulsować. W ustach miałam posmak żółci, a moje ciało było jak z ołowiu. Obok mnie leżał Joshue zwinięty w kłębek, jego oczy były zamknięte, a twarz pokryta była rumieńcem spowodowanym przez gorączkę. Resztkami sił podniosłam głowę z brudnej podłogi i rozejrzałam się po pomieszczeniu w którym się znajdowałam. Była to niewielka izba wypełniona zniszczonymi meblami, które pokrył kurz. Dopiero po chwili zorientowałam się, że nie jestem sama, opodal stało pięciu potężnie zbudowanych mężczyzn. Ich ubrania były zniszczone, niektóre nawet podarte. Każdy z nich miał przy sobie nóż przypięty do pasa. Kiedy tak obserwowałam otoczenie jeden z mężczyzn spostrzegł, że już nie śpię i zbliżył się jego twarz pokryta była wieloma bliznami. Uśmiechnął się do mnie lecz nie był to ciepły uśmiech pełen serdeczności czy sympatii, nie jego uśmiech był przepełniony chłodem, nie posiadał w sobie żadnej wesołości, był po prostu przerażający. Taki wyraz twarzy nie mógł wróżyć nic dobrego. Kiedy natrafiłam na jego spojrzenie przelękłam się, w jego oczach była niespotykana dzikość i niekontrolowana gwałtowność. W tedy przypomniałam sobie słowa służki "nigdy nie ufaj ludziom są zdradzieccy niczym węże i nieprzewidywalni jak dzikie zwierzęta”. Strach tak mnie sparaliżował że niebyłam wstanie nic zrobić tylko patrzeć przerażający mężczyzna się zbliża. Gdy dzielił nas zaledwie metr przystanął, a we mnie uderzył zapach alkoholu i dymu. Mężczyzna zlustrował mnie wzrokiem, by następnie chwycić mnie i Joshue za ubranie i wepchnąć do niewielkiego ciemnego pomieszczenia znajdującego się obok izby w której przebywaliśmy. miałam ochotę krzyczeć. aby nas wypuścił lecz za bardzo się bałam. Joshua się obudził i zaczął płakać. tuliłam go do siebie i prosiłam aby przestał nie chciałam za żadne skarby zwrócić na siebie uwagi mężczyzna z pomieszczenia obok. W końcu Joshua znowu odpłynął w sen. Był bardzo osłabiony i rozgrzany. Po pewnej chwili usłyszałam rozmowę z za ściany. Rozmawiali między sobą co z nami zrobić, któryś z nich podsunął pomysł aby nas sprzedać. W tedy w pełni zrozumiałam jak wielki błąd popełniłam przychodząc do tego miejsca. Konieczność ucieczki stała się faktem lecz nie miałam pojęcia jak się z tamtąd wydostać. W pomieszczeniu nie było okien a jedyne drzwi prowadziły do izby w której przebywali mężczyźni. Usiadłam zrozpaczona na podłodze i po chwili poczułam silny podmuch zimnego powietrza. Zrozumiałam że któraś z desek w ścianie musi być dziurawa. Zaczęłam sprawdzać kolejno wszystkie deski aż w końcu natrafiłam na całkowicie spróchniały kawałek drewna,pełen dziur, który dosłownie kruszył się za dotknięciem. Zaczęłam powiększać otwór w ścianie, starając się robić to jak najciszej aby nie zwrócić niczyjej uwagi. Kiedy szpara między deskami była wystarczająco dużą żebym mogła się przez nią wydostać, wzięłam Joshua na ręce, przytuliłam go mocno do siebie i opuściłam ciasną izdebkę. Gdy poczułam chłodne powietrze przesycone zapachem lasu zaczęłam biec przed siebie ile sił w nogach. Mężczyźni mogli w każdej chwili dowiedzieć się o naszej ucieczce. Jakby za sprawą tej myśli z tyłu zaczęły nabiegać dźwięki kłótni, które po chwili zamieniły się  w odgłosy pogoni. Biegłam i biegłam, zdawało mi się że trwało to godzinami lecz tak naprawdę było to zaledwie kilka minut. Odgłosy z chwili na chwilę wydawał się być coraz głośniejsze. Bałam się, że jeśli odwrócę głowę zobaczę ich tuż za sobą. Zmęczenie coraz mocniej dawało o sobie znać, mój oddech robił się ciężki, a okaleczone stopy nie dawały o sobie zapomnieć. Biegłam tak opadając z sił i zbliżając się do kresu swojej wytrzymałości. Nagle dostrzegłam promienie słońca przebijające się przez zarośla. W końcu znalazłam wyjście z tego lasu, który wydawał się ciągnąc kilometrami. Przez chwilę czułam się otępiała kiedy moje oczy zaatakowało oślepiające światło. Pomimo intensywnych promieni słonecznych było bardzo zimno. Kiedy moje oczy przywykły do światła poczułam panikę. Stałam naprzeciw ogromnej przepaści. Stałam na szczycie klifu i nie było dalszej drogi ucieczki. Za swoimi plecami słyszałam odgłosy pościgu, a przede mną była … nicość.
Poczułam jak stróżek ciepłych łez spływa mi po policzku. Szukanie wyjścia, ucieczka to wszystko na marne. Nie było nadziei. Stałam nad przepaścią. Była tak głęboka że nie było widać dna, tylko ciemność … wszech obecną ciemność. Podskoczyłam gwałtownie gdy usłyszałam, że mężczyźni wybiegi z lasu. Byli przepełnieni agresją, a na ich twarzach malowała się wściekłość. Czułam jak rośnie we mnie strach. Dwóch z nich trzymało noże i zbliżało się do mnie niewielkimi lecz miarowymi krokami. Największy z nich ten, który wcześniej zamknął mnie i Joshue w ciasnym pomieszczeniu, krzyczał coś lecz jego słowa do mnie nie docierały. Cokolwiek mówił nie było to nic miłego. Musiałam dokonać wyboru i zrobiłam jedyną rzecz, która przyszła m wtedy do głowy. Postanowiła, że jeśli mam teraz umrzeć to na własnych warunkach. Zrobiłam krok do tyłu i zaczęłam … spadać.
  • awatar gość: WHICH WAY TO GO? We wszystkich miejscach, w których wczesniej bywałeś - nie ma cię A ja wsród obcych twarzy - gubię się Nie pójdę donikąd, bo tam nie ma drogi Nie obejdę świata, bom słaby, chory i ubogi Tak więc sobie pod drzewem życia samotnie siedzę I nad prostymi sprawami mocno się biedzę - Myślę, że gdybym był bardziej w umyśle lotny Już dawno nie byłbym biedny, słaby ani samotny A tak płacę za swą tępotę cenę I gubię po drodze swoją słodką wenę Moje marzenia dawno zostały błotem zbrukane - Lepiej już w życiu było - i jest zapomniane...
  • awatar InvisibleSilence: Podoba mi się Twój styl. Widzę, że w tym co piszesz wyrażasz siebie:) Czekam na więcej
Pokaż wszystkie (2) ›
 

we.all.write
 
Anybody: Tułaczka - wydarzenia które maja miejsca po „Pamiętnej nocy”

Jest ciemno, światło które przebija się przez korony drzew nie dociera w dolne partie lasu. Jest cicho, słychać jedynie pohukiwanie sowy ukrytej pośród gałęzi, która poszukuje ofiary mającej zaspokoić jej głód. W powietrzu unosi się woń drzew i ziół. Powietrze jest suche i zimne, tak że oddychanie sprawia mi ból. Mój umysł nawiedzają obrazy okrucieństwa, które dane mi było oglądać w niedalekiej przeszłości. Widok martwych ciał moich rodziców i braci pozostawił palący ślad w mojej głowie. To wszystko sprawia, że cały czas towarzyszy mi strach który trzyma mnie za gardło utrudniając wzięcie wdechu i żal, który ściska mnie za serce tak iż o mało nie pęka. Jestem zmęczona, głodna, nie mam już siły. Moje stopy okaleczone są przez ostre kamienie i kolce roślin. Od wielu dni jedyne co miałam w ustach to garstka owoców i woda ze strumienia po której rozbolał mnie brzuch. Z czasem zaczął padać śnieg. Ziemia okryła się bielą niczym puszystym płaszczem i wygląda jak z bajki lecz gdy zamykam powieki ta czysta biel przybiera barwę szkarłatu, wtedy wydaje mi się że cały świat topi się we własnej krwi. Mój umysł płata mi figle, jak długo jeszcze wytrzymam tą tułaczkę? Joshua ciągle płacze, jego twarz jest zarumieniona, a ciało nienaturalnie ciepłe. Nie wiem co mam robić od wielu dni kroczymy przed siebie pozbawieni celu. Nie wiem jaki jest dziś dzień i jak wiele dni dane nam będzie jeszcze przeżyć. Idąc tak w pewnym momencie dostrzegłam światło pośród zarośli. Gdy zbliżaliśmy się do jego źródła z pośród krzaków wyłonił się drewniany dom, który gdyby nie blask bijący z okien można było by uznać za opuszczony bowiem ściany budynku porośnięte były mchem i pnączami, dach był dziurawy, a w kominie brakowało paru cegieł. Cały dom odpychał swoim wyglądem i wydawał się niezwykle ponurym i nieprzyjemnym miejsce lecz ciepły ogień który oświetlał jego wnętrze w ręcz kusił aby zajrzeć do środka. Wycieńczona, o resztkach siły dotarłam do drzwi i w nie zapukałam. W moim umyśle nagle pojawiła się nadziej. niczym blask świecy rozjaśniła mrok, który spowijał mój umysł. Zaczęłam wierzyć, że ktoś nam pomoże, że to kres naszej wędrówki, dopiero niebawem miałam zrozumieć jak bardzo się myliłam, a płomień nadziei miał zostać brutalnie zgaszony. Gdy zapukałam w domu słychać było jakieś poruszenie. Ktoś zaczął  zbliżać się do wejścia lecz ja nie doczekałam się otwarcia drzwi bowiem nagle moja głowa stała się strasznie ciężka, a nogi się pode mną ugięły. Zmęczenie ostatnich dni uderzyło we mnie ze wzmocnioną siłą, a ja upadłam. Ogarnęła mnie ciemność, a mój umysł wypełniła pustka. Zemdlałam…
 

we.all.write
 
Anybody: Pamiętna noc - wspomnienia głównej bohaterki 5 lat wcześniej

Zimne krople deszczu uderzały o ziemię i pogrążone we śnie domostwa. Chmury kłębiące się nad Loral przybrały barwę spopielałej szarości. Tego poranka niebo zwiastowało że nie wszystkim będzie dane zobaczyć wschód słońca. Podczas gdy niebo płakało jakoby przewidując tragiczne zdarzenie które miało mieć niebawem miejsc, a chmury zasłaniały niebo tworząc ciemny całun który spowił ziemię tak jakby sam bóg nie chciał patrzeć na okropieństwa zbliżającej się zbrodni, mieszkańcy zamku przemywali uśpieni w swoich komnatach.

Tej nocy nie mogłam zasnąć. Nie wiem czy to z powodu ekscytacji i zniecierpliwienia, wszak nazajutrz miały odbyć się moje 15 urodziny, czy może coś przeczuwałam lecz tej nocy nie udało mi się zmrużyć oka. Kiedy noc zbliżała się ku końcowi a z powodu deszczu komnata napełniona była chłodnych powietrzem postanowiłam pójść po służkę aby rozpaliła ogień. Kiedy przechodziłam korytarzem dostrzegłam iż drzwi do sypialni rodziców są uchylone i nigdzie nie widać żywego ducha co było dość dziwne gdyż nawet nocą w zamku roiło się od służby i żołnierzy. Pchana na przód przez ciekawość otworzyłam ciężkie dębowe drzwi i zajrzałam do środka. Moim oczom ukazał się obraz który do dziś prześladuje mnie w  koszmarach. Wszędzie było pełno krwi, wszystko pokryte krwistą czerwienią. Moja matka wisiała powieszona na własnym szalu i z przerażeniem w oczach spoglądała w pustą przestrzeń. Jej usta otworzone były w niemym krzyku, a jej cera pobladła. W tej chwili nie wyglądała jak piękna i dostojna pani od której zawsze biło ciepło i spokój. Teraz przypominała ducha który nie może uwolnić ze swoich okowów. Jednak to nie było najgorsze. Dostrzegłam coś leżącego w pobliżu miejsca gdzie wisiało ciało matki. Pogrążona w letargu z umysłem niczym za mgłą kroczyłam naprzód zbliżając się do jej ciała,dopiero kiedy w kształcie leżącym niedaleko rozpoznałam ciało ojca zatrzymałam się i zauważyłam że moje stopy stoją w kałuży krwi. Nie mogąc znieść tego widoku wybiegłam z komnaty i biegłam przed siebie chcąc znaleść się jak najdalej od tego pokoju. Kiedy wbiegła do głównego holu pojełam dlaczego w całym zamku nikogo nie spotkałam. Pomieszczenie wypełnione było ciałami służby i żołnierzy. Wśród zabitych dostrzegłam twarze moich braci i poczułam jak moje serce pęka z żalu. Po policzku zaczęły płynąć gorące łzy a moje usta otworzyły się do krzyku jednak nie byłam w stanie wydać z siebie żadnego dźwięku. Stałam tam, pogrążona w letargu  przez dłuższą chwilę aż do moich uszu dotarły odgłosy czyiś kroków. Moje ciało było ociężałe i ogarnęła mnie senność. Nie mogłam się ruszyć choć głos w mojej głowie krzyczał abym uciekała ciało go nie słuchało i pozostało w bezruchu. Nagle poczułam jak czujaś ręka zasłoniła mi usta i pociągnęła do tyłu między kamienne kolumny. Po chwili stałam twarzą w twarz z jedną ze służek która w ramionach trzymała mojego najmłodszego brata Joshue. Dała mi znak żebym była cicho. Kiedy kroki w pobliżu zaczynały cichnąć Wzięła mnie za rękę i ciągnąc mnie za sobą pobiegła bocznym korytarzem dla służby wciąż trzymając w ramionach Joshue. Schodziliśmy coraz niżej i zrozumiałam że prowadzi nas do podziemnych korytarze które ciągnęły się kilometrami. Kobieta wprowadziła mnie do podziemi i przekazała mi na ręce mojego 2 letniego braciszka. Ucałował mnie w czoło i patrząc mi w oczy z niewypowiedzianym smutkiem i żalem powiedział „ Ciebie dziecie krwi Dragomirów czeka życie pełne żalu i  lęku. Zapomnij o przeszłości o tym kim byłaś albo ona wróci po ciebie i cię zgładzi. Porzuć swe imię i stań się nikim aby móc przeżyć. Zaopiekuj się bratem i nigdy nie ufaj ludziom są zdradzieccy niczym węże i nieprzewidywalni jak dzikie zwierzęta nigdy nie wiadomo kiedy zaatakują lub cie zdradzą. a teraz biegnij i nie oglądaj się za siebie.” Zamknęła za nami drzwi a sama wróciła do zamku i nigdy więcej o niej nie słyszałam. Tak zaczęła się moja tułaczka. tego dnia straciłam dom, rodzinę, przyjaciół ale przede wszystkim straciłam coś jeszcze bardziej cennego straciłam własną tożsamość, straciłam imię…

Pomimo iż słońce już wstało i nastał dzień, deszcz padał nieustępliwie przez kolejne kilka godzin. Tak jakby świat próbował zmyć z siebie przelaną niedawno krew. Kraj ogarnęła wojna domowa. Nastał czas chaosu i pożogi.
  • awatar gość: Ciekawe opowiadanie - tylko jak tu teraz spać?? ;)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

not.a.writer
 
- Przespałam się z kimś - z trudem wydusiłam z siebie te słowa zanim Tamara zdążyła mnie podejść i sama wyciągnąć ze mnie prawdę, jak miała w zwyczaju.
Nie mogłam się temu dziwić. To w końcu moja najlepsza przyjaciółka. Według jej definicji tej relacji, oczywistym był fakt, że takie sprawy jak najszybciej trzeba ze sobą omówić. Swoją drogą, Tamara była najlepsza w dwóch rzeczach.  Świetnie pełniła rolę lidera, zaczynając od tego, że była przewodniczącą szkoły, kończąc na jej uwielbieniu do organizowania tego, co tylko było możliwe do zorganizowania. Lubiła nad wszystkim panować, wydawać innym polecenia, a później cieszyć się z efektów swojej pracy. Drugą rzeczą było jej podejście do mężczyzn. Tamara to mistrzyni kokietowania, podrywania i...zostawiania. Zastanawiałam się czasem czy kiedykolwiek zamierza się ustatkować, choć zbywała to komentarzami o moim nieprzystosowaniu do nastoletniego życia. Z perspektywy czasu uważam, że miała rację. Jak mogłam zadawać pytania o uczuciową stabilizację osiemnastoletniej dziewczynie? Czasami zazdrościłam jej tej beztroski, lekkości z jaką przychodzi jej nawiązywanie nowych znajomości. Teraz, gdy nasze drogi prawdopodobnie na zawsze się rozeszły mogę powiedzieć, że naprawdę kochałam tę dziewczynę. Gdyby nie Tamara, skończyłabym jako wrak człowieka, którego, mimo młodego wieku, nie czeka już nic pozytywnego. Już wiem, że nie można poddawać się w starciu z brutalną rzeczywistością. Nie żałuję niczego, co się wydarzyło. Zaczęłam żyć, a nie tylko istnieć. Albo po prostu zwariowałam. Ale kto powiedział, że szaleństwo nie jest częścią tego świata?
- O Mój Boże! Dlaczego dowiaduję się o tym dopiero teraz? Jak było? Chcę wiedzieć wszystko, włączając w to obrzydliwe szczegóły! Czy to ktoś ze szkoły? A może jakiś starszy facet? Jeśli zrobiłaś to ze studentem to chyba zemdleję z ekscytacji! Jestem w szoku, ale oczywiście..
- Tamara! Przestań gadać to może zdołam powiedzieć Ci cokolwiek.
- Nel, mów natychmiast! Twój pierwszy raz na pewno był wyjątkowy. W tej chwili opowiedz mi o wszystkim. Czy powinnam się obrazić? Przyjaźnimy się od pięciu lat, a ja nawet nie domyślam się kto mógłby być twoim tajemniczym chłopakiem.
- Tamara, nie wiem czego oczekujesz. Było...dziwnie.
- Co to znaczy? Akcja trwała dwie minuty?
- Po wszystkim zwyczajnie wyszedł, zostawił mnie bez słowa - powiedziałam, siląc się na obojętność.
- Cholera! Skopię mu tyłek. Mów, który to dupek.
- Nie mogę, nie zrozumiesz tego. Zresztą, ja się mu wcale nie dziwie. Jeśli ktoś się dowie, nie będziemy mieć życia w tej szkole.
- A więc to ktoś z naszego liceum. Doskonale. - stwierdziła z entuzjazmem Tamara - Drogą dedukcji szybko dowiem się, kto ma czelność z nami zadzierać. I wykończę go.
Wiedziałam, że nie żartuje. Mistrzyni sabotażu i uprzykrzania życia swoim wrogom już rysowała w głowie plan działania. Nigdy nie został on wprowadzony w życie.

*****************************************************
Czułam, że ponowne spotkanie z moim 'tajemniczym chłopakiem' będzie najbardziej żenującym momentem mojego dotychczasowego życia. Byłam wtedy bardzo naiwna. Z czasem, po późniejszych wydarzeniach, mimowolnie zaczęłam myśleć, że zawsze może być gorzej.
Obmyślałam tysiące scenariuszy naszego kolejnego spotkania, które nieuchronnie miało nastąpić. Pierwszy raz cieszyła mnie myśl, że w szkole otaczają mnie setki osób i nie ma tu miejsca na prywatność. Postanowiłam odwlekać rozmowę z Aleksem do czasu kiedy wspomnienia wyblakną, a mówienie o naszej małej chwili zapomnienia nie będzie owiane wstydem i przepełnione niezręczną, trudną do zniesienia ciszą. Tylko czy taki moment miał nadejść?
  • awatar Chrysalis ♕: Masz świetny avatar. ;>
Pokaż wszystkie (1) ›
 

we.all.write
 
       Stała wypatrując przez okno, a blask księżyca odbijał się w jej czerwonych włosach, które niczym płomienie okalały jej bladą twarz w kształcie serca. Choć wyglądała ja zawsze, na opanowaną, niczym porcelanowa lalka pozbawiona emocji to w środku czuła dziwne drgania jakby coś w niej pękło. Mury, które tak niestrudzenie stawiała wokół siebie zaczęły się kruszyć, opadać zostawiając ją całkowicie bezbronną wobec otaczającego ją świata. Przyjemna ciepło topiło lód w jej sercu, a tak dobrze jej znany wewnętrzny chłód zaczął ją opuszczać. To w tej chwili zdała sobie sprawę jak bardzo się odsłoniła, pozwoliła ujawnić się czemuś co sądziła, że już dawno w sobie zabiła. Emocje, których wyzbyła się przed laty w pamiętną noc kiedy całe jej życie legło w gruzach, w noc kiedy straciła wszystko, rodzinę, dom ,przyjaciół, a nawet tożsamość, zaczęły zalewać jej umysł i serce. Jedna gorąca łza, spłynęła po jej policzku pozostawiając po sobie palący ślad.
   Nie!...
W ostatniej chwili na jej serce wróciła lodowa skorupa, którą starannie pielęgnowana od lat. Wszystkie uczucia jakie próbowały się w niej odrodzić obumarły, a świat wokół stał się znów czary i zimny. Wiedziała, że nie wiele brakowało, a wszystko by wróciło … te wszystkie koszmary…
   Nie mogła jednak pojąć dla czego to pytanie ta bardzo zbiło ją z tropu, czemu obudziło coś w jej wnętrzu. Te słowa ciągle rozbrzmiewały jej w głowie … jego słowa. Jedno banale pytanie. „Czemu nie ruszysz naprzód i nie zaczniesz żyć tak jakby przeszłości niebyło?” Lecz to co nas spotkało kształtuje nas. Jest jak naczynie, którego kształt przyjmujemy niczym woda nie mając szans się sprzeciwić. Przeszłość jest naszą teraźniejszością, a teraźniejszość będzie naszą przyszłością. To co było wyznaczyło ścieżkę, którą podążaliśmy by dojść tu gdzie jesteśmy teraz i przeszło ją razem z nami abyśmy pamiętając stare błędy nie popełniali ich na nowo. Lecz nie jest to dar, a przekleństwo, bo to właśnie przeszłość nie pozwala nam zapomnieć rzeczy, które tak usilnie próbujemy wymazać z naszej pamięci.
   Otworzyła usta by dać mu odpowiedź lecz nie była w stanie wydusić z siebie żadnego słowa. Nie mogła, nie potrafiła , a może najzwyczajniej nie chciała mu o tym mówić.
   Z niezwykłą zręcznością i gracją odwróciła się od okna i szybkim krokiem opuściła pokój, pozostawiając po sobie stos nie wypowiedzianych słów i jego stojącego samotnie w rogu pokoju i spoglądającego z nieodgadnionym wyrazem twarzy w drzwi, w których przed chwilą zniknęła jej postać.

.....................................................................................................................

   Stał osamotniony, a w powietrzu unosił się niezwykły zapach jej perfum. Wiedział, że trafił w czuły punkt. Przez ułamek sekundy z jej twarzy zniknęła zimna maska i mógł dostrzec przebłysk emocji. Chciał by ona czuła, by pokochała go tak jak on ją, jednak zarazem zrozumiał, że robiąc to zmusi ją do zmierzenia się z koszmarami przeszłości. Nie wiedział czy ona to zniesie, czy smutek nie zabierze mu jej z tego świata. Stał tak i rozmyślał czy pozostawić ją w mroku i dać żyć w spokoju, czy pokazać jej światło będąc zarazem świadomy że ona może tego nie przeżyć.
 

pinkamenadinepie
 
Hey,
Nie chcę przedłużać, zauważyłam, że spodobał wam się rozdział I, dlatego dość mojego gadania ^^

***
Kiedy Amora weszła do swojej komnaty ujrzała tysiące tysięcy liścików.
- ,,Amoro, pomóż nam!" - przeczytała Amora - Ci tchórze zostali przekupieni przez Celestie. Nie ma mowy, żebym im pomogła!
Amora rzuciła się na łóżko.                                                                     - Chrysalis, Sombra... Jeszcze tym staruszkom siła na rewanże, ech! Nie mogę! - krzyczała do siebie Amora.                                                  Nagle ktoś zapukał.                                                                                       - Kto tam?                                                                                                     - Night                                                                                                      - Wejdź                                                                                                      - Słyszałam, że Celestia chcę twojej pomocy! No to co? Pokażesz tym przyjaciółeczkom, kto tu rządzi? - zapytała Night.                                  - Nie. Jutro wyjeżdżam! Nie chcę być związana z tą sprawą! - odpowiedziała klacz.                                                                             - Tu chyba nie chodzi o to, że nie lubisz Celestii czy Twilight. Zawsze chcesz z wszystkimi walczyć! - mówiła Night.                                    - Tu chodzi... Ech! Już nic...                                                                      - No dalej! Jestem twoją najlepszą przyjaciółką.                                           - A więc... Rozmyśliłam już sprawę z antagonistami, i jeśli naprawdę się zjednoczyli, muszą być prawie niepokonani. Jedynym zaklęciem, które mogłoby ich zatrzymać jest takie, które...                                    - Które...?                                                                                                   - Które jako jedyne nie jestem w stanie opanować!                                        - Jeśli się nauczysz, w czym oczywiście ci pomogę , zmieciesz w proch wszystkich! Twilight nie jest w stanie zapanowąć nad taką potęgą, jaką jest to zaklęcie!                                                                             - Masz rację! Ale żeby udrzeć trochę nosa moim koleżaneczkom pojawię się, gdy będą już okropnie wycieńczone!                                    - Ależ ty przebiegła! O jak ja cię lubię!                        

♥♣♣Żєℓкσנα∂єк♣♣♥
 

kociak120801
 
Gin your Queen: Właśnie obejrzałam cudowny film "On Shanti Om" polecam każdej dziewczynie na ciekawy wieczorek z chłopakiem lub sama (jak ja) świetna historia. Moi ulubieni aktorzy Deepika Padukone oraz Król Bollywood Shah Rukh Khan. Film wciąga i to bardzo, łezki jak zwykle poleciały...
Gorącoooo polecam :)


7195884.3.jpg
  • awatar XcoolcatX: O proszę~! Wreszcie ktoś kto ogląda filmy prosto z Bollywood :3 Tego filmu jeszcze nie oglądałam. Z pewnością się za niego zabiorę ^^
  • awatar gość: @>>Yo-Landi Vi$$er<<: Jest świetny obejrzyj na cda, tam znajdziesz go w dwóch częściach ;)
  • awatar XcoolcatX: @Gin your Queen: Jak wszystko na cda. Haha :D Na pewno obejrzę w końcu zimne wieczory już są ;)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nothinglefttosaynow
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

nothinglefttosaynow
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 

Kategorie blogów