Wpisy oznaczone tagiem "studia" (1000)  

deergirl
 
Rzuciłam wczoraj pracę.
To, co zaczęła kierowniczka odwalać przechodzi ludzkie pojęcie. Chciała wyrzucić koleżankę bo ta nie przyszła na naszą imprezę w sklepie. Później zaczęła jej ubliżać, porównując ją do jej matki, która miała problemy z alkoholem. Nawet nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Ostatnio miała permanentnego focha. Wszystko jej nie pasowało, co robiłyśmy. Opierdalała mnie za to, że wypakowałam, sprawdziłam i spisałam dostawę i tylko ZMARNOWAŁAM CZAS. Nieważne, że miałam wokół siebie ponad 300 tytułów do policzenia, a jeden tytuł to średnio 10-15 tomów. Nie chciałam się pomylić w tym wszystkim, bym potem nie musiała wysłuchiwać, że "robię coś po chuju". Ale to, co odjebała przedwczoraj przelało szalę goryczy.
Nie będę się zagłębiać w szczegóły, więc w skrócie: wpisałam zły numer w system i wyszło, że jesteśmy na minusie 100 zł. Zadzwoniłam do niej, ona połączyła się z naszym pracowniczym laptopem i zauważyła ten błąd. Zaczęła się na mnie wydzierać, kląć, wyzywać. Później stwierdziła, że wszystkie raporty z grudnia są źle. I w kasie brakuje 50 zł. Później zadzwonił do mnie szef wszystkich szefów i powiedział, że mi pomoże i mam się nie martwić. Doszliśmy do tego, dlaczego brakowało tych pieniędzy... kierowniczka usunęła z tabelki "karta podarunkowa" kwotę właśnie na 50 zł. Od początku tej pracy wpisywałam te karty do tej rubryczki i jakoś zawsze było dobrze. Teraz nagle tego nie robimy... A najlepsze na koniec. Cały dzień koleżanka obsługiwała kasę, i kierowniczka każe jej oddać te pieniądze... Choć ja i sam szef mówił, że to jest za kartę podarunkową. Kierowniczka nie powiedziała mu, że Iza ma zapłacić, bo pewnie zorientowała się, że popełniła błąd, ale chciała, by wyszło na jej. Bo tak.
Od dwóch miesięcy mówiłam sobie, że będzie lepiej, że to święta ją stresują i tak dalej. No ale bez przesady, mój dzień pracy zależał od humoru kierowniki, która widoczne ma problemy emocjonalne i sobie z nimi nie radzi.
Nawet moja mama (a zna się bardzo dobrze na ludziach) powiedziała, że jest niezrównoważona i niesamowicie skupiona na sobie. Kierowniczka cały czas powtarza jaka  jest pokrzywdzona, biedna, że ma najgorzej na świecie itd. Ona nie pogada o tym pół godziny... ona cały dzień, przez cały czas pierdoliła o tym, jak jest jej ciężko ble ble ble. Nawet nie wiecie jak czasami musiałam się ugryźć w język, by nie powiedzieć: "Świat ma ciebie i twoje problemy w dupie". Ja rozumiem, ze wypadają jej włosy, ale nie przesadzajmy, to nie jest śmiertelna choroba. A ona dramatyzuje jakby miała zaraz umrzeć, albo do koca życia być warzywem przykutym do łóżka... A jak Iza miała jakiś problem natury zdrowotnej, albo Ewelinie zdechł pies, albo jak ja gorzej się czułam to słyszałyśmy jedno: No, ale ja mam gorzej, nie przesadzajcie, nie macie tak źle (Cytat dosłowny). No nie da się z nią wytrzymać.
A po tym jak mnie zwyzywała jak psa, powiedziałam sobie dość. Koniec z tym szarpaniem się z nią, tłumaczeniami i znoszeniem jej fochów i ciągłych lamentów. Wezwała mnie i Izę pół godziny przed otwarciem sklepu i wygłosiła nam tyradę pt.: "Wszystko robicie źle, oszukujecie, przekręcacie historie, nie wykonujecie moich poleceń". Powiedziała, że jeszcze raz zrobimy coś nie tak (czyli np. krzywo postawimy szczotkę), to nas zwolni. Chciała kontynuować swój monolog, ale jej przerwałam, bo po 15 minutach już mi się nie chciało jej słuchać. Wyjęłam pięknie napisane wypowiedzenie i jej wręczyłam. Przeczytała i tylko rzuciła "Możesz wyjść". I tak zrobiłam. Miałam na początku wyrzuty sumienia i zaczęłam myśleć, że faktycznie robiłam wszystko źle... ale mama mnie wyprowadziła z tego błędu, nieraz widziała jak pracuję, a te śmieszne "zasady" kierowniczki są bez sensu, bo ciągle ulegają zmianom, w zależności od jej humoru. Cała rodzina i M. mnie wsparli i sami mnie namawiali, bym rzuciła tę robotę. I dobrze zrobiłam.
Teraz czekam na odpowiedź od "Świata Książki", bo wysłałam wczoraj CV. Pewnie odezwą się po świętach...
2b646699639f79364e08b9f7ab65ce0b.jpg
 

jazumst
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

deergirl
 
Minął już trzeci dzień grudnia, co jedynie mi przypomina, o nieubłaganie zbliżających się świętach... Jak ja ich nienawidzę, ludzie dostają jakiegoś pierdolca, zewsząd bombardują cię tymi choinkami, mikołajami, radością, szczęściem i ogólnie rzyganie tęczą. Już nie mówię nawet o tej całej "magii świąt", bo nie odczuwam jej już od podstawówki... Nienawidzę świąt. Jedyne, co jest fajne w ten dzień to jedzenie i prezenty, no może jeszcze świąteczne piosenki, ale zwykle w połowie grudnia już zbiera mi się na mdłości po pierwszych nutach.
Moje święta nigdy nie były w pełni rodzinne, bo rodzice często mieli dyżury 24 grudnia i ich po prostu nie było. Pamiętam jedne święta, gdzie mama i tata mieli dyżury na 20, zjedliśmy kolacje o 18, a oni już musieli jechać. Nie było tak źle, miałam dużo jedzenia, mogłam się nacieszyć prezentami... no ale trochę smutno.
W tym roku jedziemy do Świnoujścia do babci. Jak ja nienawidzę tego miejsca, chyba nieraz się tu wypowiadałam na ten temat, więc nie będę go poruszała.
Ale żeby nie było, że tylko narzekam, to dowiedziałam się, że już mi się skończyły wykłady z antyku w poniedziałki i zamiast kończyć o 17, kończę o 13:30. To mi się podoba, chociaż bardzo lubiłam te zajęcia. Wykładał profesor zwyczajny, co budziło ogromny respekt. Mam nadzieję, że jeszcze będziemy mieli z nim wykłady.
A druga dobra wiadomość dotyczy tatuaży, albowiem mój salon tatuażu urządza zbiórkę pieniędzy dla chorego chłopca, który wymaga operacji w Stanach, a u nas groziłoby mu amputowanie nogi, a w najlepszym wypadku wózek inwalidzki (jakby ktoś chciał przekazać symboliczną kwotę, na Lucka to zapraszam: www.siepomaga.pl/lucek). Z tej okazji jutro wszyscy tatuażyści będą robić małe tatuaże z 40%-ową zniżką. Ja sobie zrobię rybkę na nadgarstku. Skoro mogę komuś pomóc robiąc sobie tatuaż, to oczywiście to zrobię. Dodatkowo przekazałam Luckowi 20 zł na konto. Wiem, że to nic, ale każda kwota się liczy. Jest to piękny gest.
8f49462045f94a66ea7cb04167e8fe35.jpg
 

wikipunk
 
Wiky the Metal-Punk!: Hejo :).
Obowiązkowy basen w uczelni (w ramach w-fu) mam w czwartki :). Lunisko też uczęszcza ;).
Zdjęcia z auta :D.
1.jpg

2.jpg

Ostatnio obiecałam, że wstawię zdjęcia Hany. Oto one :).
Tutaj ja z Haną.
3.jpg

4.jpg

A tu już sama Hana :P.
5.jpg

6.jpg

7.jpg

Zdjęcia bez podpisów są autorstwa mojej mamy. Nie zezwalam na kopiowanie oraz rozpowszechnianie prywatnych (robionych przeze mnie, moją rodzinę lub znajomych) zdjęć, znajdujących się na moich blogach. Jeżeli jakieś zdjęcia nie są mojego autorstwa, zawsze odpowiednio je opisuję.
  • awatar Kate - Writes: Fantastyczny psiak. Taki kochany. I wydaje się być na tych zdjęciach ogromny. Jak duża ona jest?
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: @Kate - Writes: Jest całkiem spora, mi sięga prawie do kolana :P.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: @Kate - Writes:Na 4. zdjęciu widać, ja mam około 160 cm wzrostu :P.
Pokaż wszystkie (5) ›
 

deergirl
 
Ostatni czas był dla mnie dość ciężki, dosłownie nie miałam na nic czasu. Nawet na myślenie. Moje życie wygląda jak idealna koło: praca.dom.studia.praca.dom.studia.praca.dom.studia.
Oszaleję.
Na szczęście w tym tygodniu udało mi się z tego wyrwać na dwa dni, bo pojechaliśmy z M. do Warszawy na koncert Nothing but Thieves. Było świetnie i nie chodzi mi o sam koncert, po prostu Warszawa jest piękna, ogromna, nie pamiętam, kiedy tam byłam ostatni raz, ale było to dawno temu. Jestem tym miastem zachwycona, aż jestem dumna, że mój kraj ma taką stolicę. Moja mama zarezerwowała nam pokój w hotelu obok Progresji (tam grali NbT), wielkie małżeńskie łoże, własna łazienka, świeże ręczniki. Było świetnie.
24068180_1117170415052864_2405704514641447790_n.jpg

Teraz znowu jestem w tym smutnym jak pizda mieście i znowu znajduję się w mojej pętli codzienności. Od jakiegoś czasu zachowuję się jak robot, nie czuję nic, robię zwoje i jakoś te dni lecą. A w środku pustka. Jeśli te studia mnie nie wykończą, to sama siebie chyba wykończę. Chcę świętego spokoju.
c604737ff809a06ed8cff8bd6f3c50da.jpg
 

wikipunk
 
Wiky the Metal-Punk!: Dobry wieczór :).
Wczoraj (28.11.2017r.) Luna na śniadanie zjadła bułeczkę maślaną z mlekiem,
1.jpg

a następnie pojechałyśmy do uczelni ;).
2.jpg

Ostatnio trochę się u mnie dzieje, ponieważ ciągle robię jakieś prezentacje multimedialne. A to o jakimś dziennikarzu, a to o mediach człowieka, a to o historii kinematografii, i tak dalej :P. No i oczywiście zgłosiłam się do jeszcze jednej, na ochotnika :P. Luna też ciągle siedzi i coś pisze ;).
3 listopada będzie miesiąc odkąd mamy nową członkinię rodziny. Jest to piesek, a dokładniej suczka o imieniu Hana ;). Innym razem wstawię jej zdjęcie. Teoretycznie pies należy do mojego młodszego brata, ale w praktyce wygląda to inaczej, ponieważ Hana na przewodnika wybrała sobie mnie. Nie odstępuje mnie na krok, nawet do toalety potrafi za mną wejść. A jak tylko gdzieś wychodzę (wystarczy nawet, że wyjdę z pokoju i zamknę drzwi) to od razu zaczyna się pisk i lament. Nie ważne, czy w pokoju razem z Haną ktoś jest, czy nie. Ja tam się cieszę, że pieseła wszędzie za mną chodzi, ponieważ kiedy u nas w domu pojawiał się jakiś nowy zwierzak, to z reguły na przewodnika wybierał sobie mamę :P.
Kilka dni temu pękł mi zawias w okularach. Na szczęście pan optyk zamówił mi takie same oprawki i przełożył do nich moje szkła, a przez czas, kiedy jeszcze nie miałam nowych oprawek nosiłam stare, które spięłam sobie kawałkiem drutu :P. Zawsze jakieś rozwiązanie :P. Niestety, zaklęcie Oculus Reparo nie zadziałało. Nie wiem, czy źle je wypowiadałam czy co, ale chyba będzie to trzeba przećwiczyć :D. Tak naprawdę to mogłabym te kilka dni chodzić bez, bo jestem dalekowidzem, więc nie mam problemu z funkcjonowaniem bez okularów, ale jednak mogłoby być gorzej z jazdą samochodem, ponieważ w papierach mam wpisane, że do jazdy samochodem muszę nosić okulary. Więc jakbym miała kontrolę drogową, a nie miałabym na nosie okularów to mogłabym dostać mandat. Tak, policja wie o takich rzeczach, ponieważ ma to zapisane w systemie. Ot co! ;).
  • awatar Piotrdivine: Nooo... i wajchą od biegów macha...
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: @Piotrdivine: No oczywiście, że tak, ale trochę mało siły ma :P.
  • awatar Kate - Writes: To ja się domagam zdjęcia pieska, a Luna widzę jak zwykle robi rozróbę :D
Pokaż wszystkie (4) ›
 

deergirl
 
Dzisiejszy dzień zaczął się koszmarnie... Dzisiaj były konsultacje, na których grupa musiała poprawić wejściówkę z nauk pomocniczych (nikt jej nie zaliczył), był to ostatni termin, więc trzeba było przyjść. Ogólnie to zaspałam, biegłam na tramwaj, ale i tak już byłam spóźniona, w tramwaju uczyłam się definicji na tę wejściówkę, a tu nagle komunikat, że trzeba opuścić pojazd... Był wypadek, autobus zderzył się z osobówką. Nie pamiętam, kiedy ostatnio przebiegłam taki dystans. Myślałam, że wypluję płuca i inne wnętrzności. Chcę wejść do sali - drzwi zamknięte. Pytam się grupy w jakiej sali są i ktoś odpisał, że konsultacje się w sumie skończyły, a pan doktor poszedł do dziekanatu... No myślałam, że się popłaczę. Na szczęście wrócił i udało mi się to napisać, niestety nie zaliczyłam, ale grunt, że pan doktor widział, jak się staram: "Proszę pani, mamy cały semestr na to". Tssaaa dzięki za pocieszenie.
Ja się doktora W. przeraźliwie boję, roztacza wokół siebie aurę pogardy i czystego zła. Czuję się jak mały robak, gdy jesteśmy w jednym pomieszczeniu. Jego ironiczny uśmieszek, za każdym razem, mam ochotę zetrzeć papierem ściernym. Ja ja gościa nienawidzę... w sumie on nienawidzi wszystkich kobiet, więc nie jest to uczucie jednostronne. On będzie mnie prześladował w koszmarach przez kolejne 10 lat.
4cc5d04fe94059bf22fc09941ac1349f.jpg
  • awatar What's up Megg: Miałam takiego nauczyciela historii w liceum. Dziś mam 34 lata i nadal śni mi się po nocach... :/
  • awatar Gusia: Za 10 lat będziesz ten czas wspominała z sentymentem ;-)
  • awatar Amfitryta: Czasem myślę że studia ktoś wymyślił po to żeby nas gonić
Pokaż wszystkie (3) ›
 

deergirl
 
Na moje parszywe samopoczucie chyba wywołane jest przez pogodę... szaro, zimno, smutno, ciemno - jak w mojej głowie. Biorę tabletki już trzeci tydzień i nadal nie czuję żadnych zmian (przynajmniej już mnie nie boli głowa). Mimo, że biorę co noc Aminotryptylinę, wybudzam się. Biorę już 50 mg, a to już spora dawka, która powinna uśpić dorosłego mężczyznę..., ale nie mnie. Oczywiście nic nie ma sensu, mam dość i chcę się zabić, przynajmniej tu bez zmian. Chujowo, ale stabilnie.
Dzisiaj nie idę na zajęcia, nie mam na to siły, a są tylko nieobowiązkowe wykłady, więc bez wyrzutów mogę sobie odpuścić. Chodzę na nie od początku, więc chyba jeden dzień nie zrobi tu różnicy. A i tak idę do pracy na 16 na trzy godziny... Super. Może pozwoli mi przyjść wcześniej, bym nie spędziła całego dnia w łóżku. Znowu nie opuszczam mojej strefy komfortu, a ponoć to źle. Czuję się coraz gorzej, znowu mało rzeczy mnie cieszy, nie mam na nic ochoty.
Muszę przyznać, ze gdyby nie M. to w ogóle  nic bym nie robiła. Niesamowite, że ma siłę mnie wspierać i jest taki cierpliwy. Wie, kiedy trzeba mnie uspokoić, kiedy pocieszyć i kiedy wrzasnąć, bym się ogarnęła. Jestem mu za to wdzięczna. Najchętniej nigdzie bym nie wychodziła, została w domu, leżała w łóżku. Wszystko jest mi obojętne, tylko jakoś znajduję siłę, by chodzić na zajęcia. Ale nie jest to łatwe, czasami przegrywam z samą sobą...
572e8ee15c20020f7368b3ce0b8abb4c.jpg
 

voodocat
 
Ostatnio szczególnie rzadko tu jestem, nic dziwnego, że potraciłam obserwujących. Bezsensem jest się dziwić, smucić czy w jakikolwiek sposób przejmować. Tak sobie teraz leżę i myślę, że nasze powroty nie zawsze powinny być majestatyczne. Wielkie wejście nie czyni nas kimś choć przy pierwszych spotkaniach warto postawić właśnie na tę kartę. Poznałam zdecydowanie zbyt mało ludzi w bieżącym miesiącu. W tej czynności jestem naprawdę niezła, ostatnio niestety trochę przygasłam w tej sferze. Narazie staram się zachować przy sobie zarówno starych i nowych znajomych, utrzymywać się w czołówce studentów by dostać stypendium, być dobrym pracownikiem (i narazie się nie zwalniać) i co zapewne bardziej interesujące, schudnąć. Od początku studiów jest mnie mniej o 6 kilo. Chce osiągnąć pierwszy cel do końca bieżącego roku. Jest wymagający więc sama do końca nie wiem czy mi się uda (tym razem poprzeczka jest dużo wyżej). Moje zniknięcie z tego forum mogę wyjaśnić jedynie tym, że anoreksja w trakcie intensywnej terapii ewoluowała z powrotem do ostrej wersji bulimii, moje przytycie również było skrajne. Znajomi prawie tego nie zauważyli, a raczej nieudolnie starali się mi to wmówić. Ale dzięki temu doszło do mnie, że teraz jest mi łatwiej, bo im więcej będę ważyć tym prościej można gubić zbędne kg. Żeby nie było, dzisiejszy tekst nie ma być pozytywnym wpisem o głębokim zrozumieniu swoich błędów z przeszłości. To nigdy nie były błędy. W każdym momencie swojego życia staramy się postępować tak, żeby było jak najlepiej dla nas lub dla kogoś na kim w danym momencie nam zależy. Nie uważam bym zrobiła coś źle. Faktem jest, że nie było pojedynczego dnia od 2011 żebym nie była na jakiejś diecie, w trakcie przechodzenia jakiejś formy restrykcji. Ale nie jestem w stanie nic z tym zrobić, po co się więc tym przejmować?
Planuję tu wrócić, nie liczę na gorące powitania, w końcu wrócił syn marnotrawny. Może nawet dziś dodam coś jeszcze, teraz po prostu spieszy mi się do pracy.

IMG_3138.JPG


IMG_3008.JPG


IMG_3007.JPG


IMG_3006.JPG


IMG_3005.JPG


IMG_3003.JPG
  • awatar wyrd: Też wróciłam. Smutne ile blogów powymierało. Trzymaj się tam.
  • awatar dazegardener: Milo, że tez wróciłaś @wyrd: dzięki, trzymać się będę, postaram się, żeby blog trochę odżył
  • awatar wyrd: Awokado pomaga mi bardzo. Awokado, orzechy, olej. Inaczej ciężko mi się najeść a jem w sumie raz na dzień.. Na razie nie daję sobie limitu, byle poniżej 1000, najlepiej później 800 kcal. Ale wiem, niedługo odpadnie awokado.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

deergirl
 
Nie poszłam dzisiaj na zajęcia. Dlaczego? Bo znowu jestem chora... Wydaje mi się, że zatrułam się wczorajszą pizzą, bo czuję się paskudnie, chyba za dużo jej zjadłam. No to dzisiaj dzień opierdalania. M. poszedł coś kupić do jedzenia, kochany <3.
antler_boy_by_eledona-davvdkv.png
 

wikipunk
 
Wiky the Metal-Punk!: Hej :).
Dzisiaj (06.11.2017r.) o 12:50 skończyłyśmy zajęcia ;). Luna jak zwykle mi towarzyszyła :).
1.jpg

A w domu czekała na nas niespodzianka! Ciekawe co to ;).
2.jpg

3.jpg

Blythka zabrała się do otwierania koperty. W środku była mniejsza "koperta" zrobiona z kartki.
4.jpg

W zgięciu kartki coś się kryło...
5.jpg

Była to...
6.jpg

FAŁKA!!! :D.
7.jpg

Tym, co nie są w temacie, już tłumaczę o co chodzi ;). Otóż, kiedy zaczynałam prowadzić tego bloga, główną bohaterką wpisów była miniaturowa gitara typu flying, potocznie zwana fałką (taka sama jak ta na zdjęciach). Z czasem jej zdjęć pojawiało się mniej, ale nie zniknęły całkiem. Pewnego dnia, kiedy byłam na zakupach, przydarzył mi się wypadek... Rzemyk, na którym nosiłam Fałkę rozwiązał się, a gitarka zsunęła się i najprawdopodobniej wpadła pod bonety z mięsem. Klęczałam na podłodze, zaglądałam pod lodówki, ale nie znalazłam tam nic poza ogromną ilością kurzu... Przeszukałam cały sklep i nic... Ślad po Fałce zaginął... W końcu z wielkim bólem wróciłam do domu, czułam się okropnie, ponieważ, może i to był zwykły kawałek metalu, ale miałam do niego wielki sentyment... Długi czas byłam bez mojego ukochanego naszyjnika. W końcu w jednym z komentarzy, Kasia z bloga abc.atlant.pinger.pl/ napisała, że cicho upomina się o Fałkę. Opisałam co się stało, ale ten komentarz dał mi do myślenia. Mam sentyment do gitarki, bloggerzy (a  przynajmniej Kasia) lubią ją... Kurczę, no... Skoro nie mogę odzyskać tamtej, to postanowiłam zamówić nową! Zawsze lepsze to niż nic ;). A jeszcze miałam takie szczęście, że aukcja zawierała tylko jedną sztukę! I trafiła się mi :). Jestem szczęśliwa ;).
  • awatar *Mordka*: Współczuję z powodu fałki :/. Ale dobrze że jednak ją odzyskałaś (kupując nową, ale odzyskałaś xD). I jak zwykle, świetne zdjęcia ;).
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: @*Mordka*: Dziękuję :P.
  • awatar Kate - Writes: Fałka! Faaałkaaa!!! Boże, jak ja ją uwielbiam! Oczywiście od zawsze byłam fanką numer jeden i ty oczywiście o tym wiesz :D
Pokaż wszystkie (12) ›
 

deergirl
 
Oto rozpoczął się kolejny chujowy dzień. Znowu muszę gnać do pracy i doradzać głupim dzieciakom, co mają kupić i spławiać ludzi, którzy myślą, że komiksiarnia sprzedaje zabawki... Super. Grunt, że nie będę musiała niczego sprzątać, bo jest piątek. Przeraża mnie nadchodzący poniedziałek - zajęcia. Te studia wyniszczają mnie psychicznie, już mam pierwszą niezaliczoną wejściówkę (pieprzone nauki pomocnicze!) i mam miesiąc na jej poprawę, ale nie mam pojęcia czego się spodziewać. A chuj tam, jakoś trzeba to załatwić. Znowu zaczęłam brać tabletki, głowa boli cały dzień, już czuję jak zaczynają mi się trząść ręce, jakbym miała jakiś zespół odstawienia  czy coś. Mam coraz mniej siły, znowu nie śpię w nocy, a jeśli już zasypiam, to mam koszmary. Nawet na jedzenie nie mam ochoty, najadam się jedną bułką, a czasami w ogóle nie chcę nic jeść. Może w końcu zamkną mnie w szpitalu i będzie spokój. Rzucę studia i zacznę pisać książkę. Marny plan, ale jakiś jest,
c09a9580aca027da4ab8fb459c3b4db5.jpg
  • awatar Amfitryta: Wierz mi, nie chciałabyś zostać zamknięta w szpitalu. Jeśli chcesz rzucić studia i pisać książkę to to po prostu zrób.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

deergirl
 
Byłam na łacinie... nic nie ogarniam, nie było mnie na jednych zajęciach i BUM! Nie wiem czego nie wiem. Trochę mnie to przygnębiło, ale nic nie poradzę, muszę to ogarnąć sama.
Natomiast ogólnie czuję się jeszcze gorzej, nie mam siły, nie mam ochoty, nie mam motywacji... w sumie to nie mam niczego. Znowu ciągle chodzę smutna i nie widzę w niczym sensu, tak tylko się włóczę, bo mi każą, ale robię to bez przekonania. Chciałabym po prostu zasnąć i najlepiej się już nie obudzić. Znowu wróciłam do leków, psychiatra pewnie by powiedział, że to przez nie tak się źle czuję. Może? A może jak tak się czuję cały czas? Mam po prostu dosyć. Wszystkiego. To całe studiowanie mnie nie interesuje, nawet wykładowcy siedzą tam za karę (przynajmniej mam takie wrażenie) i chyba sami do końca nie ogarniają co się dzieje i tylko improwizują i stwarzają pozory. Jeśli tak jest, to ich szczerze podziwiam. Ja nawet nie umiem założyć maski, może zapomniałam jak to się robi? Ostatni raz udawałam chyba na rozmowie kwalifikacyjnej do komiksiarni. Już nie udaję. Nie chce mi się oszukiwać samej siebie i innych, że jest wszystko w porządku, bo niestety nie jest. I chyba nigdy nie będzie. Ten cały "świat dorosłych" mnie się nie podoba.
1399a06537bd4410356f1a392bf56127.jpg
 

wikipunk
 
Wiky the Metal-Punk!: Hejo :).
Na studiach bardzo mi się podoba :D. Z pierwszym dniem od razu nam pozadawali prezentacje do zrobienia. Jedną mam już zrobioną ale chyba jeszcze ją trochę dopracuje, a wczoraj (27.10.2017r.) była u mnie moja psiapsióła (od której dostałam Lunę) i razem robiłyśmy kolejną prezentację.
Ostatnio poprosiłam Harry'ego żeby zamówił mi z Allegro książkę, która jest mi potrzebna aby zaliczyć Historię Polski XX wieku. Przyszła do mnie całkiem niedawno. Luna oczywiście nie mogła się powstrzymać i koniecznie musiała trochę poczytać. Z resztą Blythka też uczęszcza ze mną na wykłady, warsztaty i ćwiczenia, więc i jej trochę wiedzy z książek się przyda :D.
1.jpg

2.jpg

3.jpg

Przy prezentacji też postanowiła mi pomóc. Jak sama stwierdziła – musi ćwiczyć wystąpienia przed publicznością ;).
4.jpg

5.jpg

Co do obowiązkowego basenu, to jest świetnie! Bodajże w drugim semestrze można z niego zrezygnować i zamienić na np. halę sportową. Ja jednak chyba zostanę przy basenie. Wcześniej bałam się, że nie będę mogła nadążyć z przebieraniem się i suszeniem włosów, ale wcale nie jest tak źle ;). Pani instruktorka do każdego podchodzi indywidualnie, nie ma czegoś takiego, że wszyscy robią to samo. To mi się bardzo podoba :).
A tak poza tematami szkolnymi, to niedawno, podczas szperania w szafie, znalazłam bardzo fajną rzecz. W dzieciństwie miałam lalkę My Scene – Nolee z serii Gwiazdy Hollywood, do której dołączone były różne akcesoria, m.in. krzesło reżyserskie. Właśnie to krzesło przypadkiem odkryłam na nowo. Pomyślałam, że będzie idealne dla Luny!
6.jpg

7.jpg

8.jpg

9.jpg

Blythka bardzo ucieszyła się z prezentu :D. Teraz w wolnych chwilach może przesiadywać w swoim własnym siedzisku i czytać książki lub popijać herbatę :D. Może w przyszłości pomyślę nad tym aby usunąć z oparcia napis "Nolee" i zastąpić go napisem "Luna". Już nawet wiem jak ten napis może wyglądać, tylko jeszcze zostaje kwestia czym usunąć stary napis ;). Ciekawe czy kiedyś uda mi się znaleźć coś równie fajnego, co się Lunie spodoba :).
  • awatar Kate - Writes: Luna świetnie wygląda na tym krzesełku. Prezent pierwszorzędny. Fajnie, że na studiach ci się podoba, ale po ilości wpisów wnioskuję, że roboty mnóstwo. Opowiedz coś więcej o zajęciach :)
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: @Kate - Writes: To widzę, że i Tobie się prezent Luny podoba :D. Niee, roboty nie jest aż tak dużo, czasu mam więcej niż w technikum, po prostu ostatnio jakoś nie miałam ochoty na blogowanie, ale myślę, że teraz będzie trochę lepiej :D. Coś więcej o zajęciach? Postaram się napisać o tym osobny wpis :D.
  • awatar *Mordka*: Fajnie, że na studiach ci się podoba :D No i Lunka jest zadowolona ;)
Pokaż wszystkie (8) ›
 

deergirl
 
Dzisiaj nie poszłam na zajęcia, wstałam o 10 i nie wstawałam z łóżka. M. wczoraj miał do mnie nie przychodzić, ale jak mu powiedziałam, że jestem chora i źle się czuję to od razu przyjechał z pracy. Kupił mi pączki i ciastka, jest taki kochany. Obejrzeliśmy jakiś serial, a później dobrze się mną zajął. Dzięki temu czuję się bardzo dobrze, jestem taka odprężona. Może do końca dnia już będę miała dobry humor? Byłoby fajnie.
Zaraz M. jedzie do pracy, więc do 16 będę zupełnie sama. Nawet dziś nie wchodzę na Facebook'a, bo nie chce by ktokolwiek zniszczył mi humor.
512770ffa5b2d049d3cfd5c519061417.jpg
 

deergirl
 
No i jestem chora, po prostu zajebiście, a jutro mam oczywiście same ćwiczenia... Błagam, niech już będzie ten koniec świata i przynajmniej będzie już spokój...
1e80c2a35905503398dce742080d1374.jpg
 

deergirl
 
W zasadzie nie wiem, na czym polega moja obecna egzystencja. Nie widzę sensu w niczym i mówię to nie po to, by się użalać, tylko tak jest naprawdę. Robię bezużyteczne, w moim mniemaniu, rzeczy i nie mam pojęcie dokąd to wszystko zmierza. Studia są dla mnie czymś, co muszę przeżyć i tyle. Dla mnie to strata czasu i marnowanie życia, skoro na wykładach gadają pierdoły, a na sesji będzie coś zupełnie innego, to czy nie łatwiej by było dać mi materiały, a ja bym spokojnie studiowała w domu. Wszyscy byliby szczęśliwi (a ja chyba najbardziej). Chodzę też do pracy, ale nie wiem po co. Pieniędzy nie potrzebuję, bo niby na co? Mama dostała awans w pracy i podwyżkę, czyli sama na siebie nie muszę zarabiać. Wyprowadzam się dopiero w przyszłym roku. Już nawet się nie przykładam, dostaję z zjeby nawet jak wszystko robię dobrze, więc teraz w sumie olewam i nadal dostaję zjeby, ale przynajmniej zasłużone. Nic mi się nie chce. Znowu popadam w stan zupełnego wyłączenia z życia. Wstaję, bo muszę, robię to bezwiednie, automatycznie. Każą mi to chodzę na wykłady, każą mi to chodzę do pracy, ale daję z siebie niezbędne minimum. Nie mam już na nic siły. Chcę jedynie spokoju.
Niedługo idę do psychiatry, ale co ja mam jej powiedzieć? Jak powiem jej prawdę o tym, jak się czuję zamknie mnie w psychiatryku na trzy miesiące i tyle. Co to niby da? Przepisze mi te głupie tabletki, które jedyne, co robią, to tłumią moje prawdziwe uczucie i sztucznie podwyższają poziom serotoniny, której po prostu nie mam, bo może mój organizm jej nie potrzebuje? Kto wie, może to po prostu część mojej natury, którą trzeba zaakceptować, bo walka z nią chyba nie ma sensu. Jestem zwykłą maszyną, która wykonuje to, co ma wykonać. Czy mi to pasuje? Nie, ale nie narzekam, bo to jest mój sposób na przetrwanie. Jak zaczynam myśleć, nie mogę spać, jeść, czuję ból wszędzie i nie mogę nic zrobić. Jestem bezsilna. A tak mam złudną kontrolę nad wszystkim, i chyba to mi wystarcza.
fb49beaf5440b91cf8eb03af14a922d2.jpg
 

deergirl
 
Nie spałam całą noc... przespałam może godzinę i się przebudziłam, bo miałam koszmar. Niby nie było tam nic strasznego, ale po przebudzeniu potwornie się czegoś bałam. No właśnie... czegoś. Już wieczorem odczuwałam dziwny niepokój - serce mi waliło jak młotem, oddychałam szybko, byłam cała napięta. A nie było ku temu powodu. Wczoraj skończyły mi się leki na sen, a mama zapomniała załatwić receptę - to tylko dowodzi, że nadal nie umiem zasnąć bez leków, gorzej... bez nich dostaję jakichś dziwnych lęków. Jestem jak chodzące zombie, wory pod oczami sięgają policzków, jestem blada jak śmierć i wszystko mnie boli. Nie zapowiada się dobry dzień w pracy. Dzisiaj pierwszy raz od dawna mam zmianę z kierowniczką, jak wiecie z poprzedniego posta, nasze relacje są ostatnio napięte. Mi się już nie chce nawet udawać, że wszystko jest ok, nie zależy mi już na tej pracy. W każdej chwili mogę odejść (vivat umowa zlecenie!) i to zrobię, jeśli posunie się za daleko. Nie uśmiecha mi się dziś iść do pracy z wiadomych względów, ale może jak wypiję energetyka to będzie lepiej. Nie chcę tego robić, bo to nie zdrowo, ale nie mam wyjścia - kawa mi nie pomoże. W środku pracy idę na zajęcia z analizy i interpretacji dzieła, są to ćwiczenia, a ja nie mam siły nawet wstać. Jeśli ktoś dziś mi powie coś "motywującego" typu: uśmiechnij się! albo myśli pozytywnie! puszczę wiązankę, o jakiej nawet raperom się nie śniło. Odmeldowuje się...
9ce5799eee4d4117d6592f05789c8366.jpg
 

kahowska
 
raz przyjazną, a raz wrogą. Czasem chcesz się pożalić, ale nie masz do kogo.

Te intro ma już tyle lat, a ciągle jest tak bardzo prawdziwe. Chociaż ostatnio jest lepiej.

Pfff... niedopowiedzenie stulecia. Ostatni mój wpis jest z przed 2 lat. Kawał czasu i jeszcze trochę. Nawet nie wiem czy umiem już pisać i w takim samym stopniu narzekać na życie jak kiedyś. Mózg się starzeje, mi lat nie ubywa na ciele także. Ponoć im dalej w las, tym więcej drzew, a ja chyba nadal jestem tak głupia i naiwna jak kiedyś. Moje dobre serce nie nadaje się do trwania w obecnych czasach.Chociaż czy jest ono takie dobre, to do końca bym tak nie powiedziała.

W każdym bądź razie, studentką jestem nadal, jakimś cudem, a może jednak to ta resztka szarych komórek jeszcze mi w czymś pomaga. 4 rok to nie przelewki, praktycznie koniec, szkoda tylko, że wcale nie jest lżej. Inne kierunki z moim stażem siedzą i dosłownie pierdzą w poduszkę, bo nie mają co robić. A ja? A nasz kierunek? Taaaaaki chuj. A może i większy. Od poniedziałku do piątku wiecznie coś dzień w dzień, bez przerwy. Każdy dzień tak samo wygląda tylko materiał się zmienia. Wstajesz przed 7, szykujesz się, na uczelnię do ok. 15, potem do akademika coś zjeść i do nauki. A gdzie w tym wszystkim czas na szukanie męża? Kiedy ja mam go znaleźć? I gdzie? W probówce z krwi pacjenta mam sobie wyhodować? Na to wychodzi. Chociaż nie powinnam narzekać, szczególnie ostatnio, gdzie pojawił się ktoś kto chce się ze mną spotkać, chociaż raz na tydzień. Dziwie się, że jeszcze nie zrezygnował, bo ja wiecznie nie mam czasu. Trzyma się dzielnie, chyba rozumie że serio nie mam czasami czasu. Ostatnia rozmowa na face to i tak był szczyt wszystkiego.
-"Hej, co tam?"
-"Odpisze jak tylko znajdę chwile, jestem zajebana po pachy"
-"OK"
KLAP KLASK i to z przytupem! Najlepsze, że on znowu napisał po 3 dniach, czy żyje. Nie powiem, miło się robi, jak ktoś na prawdę liczy się z tobą i przynajmniej próbuje (ostrzegałam go, że przez najbliższe 2 tygodnie będzie u mnie krucho z czasem, żeby nie było) zrozumieć, jak to wszystko funkcjonuje. I w sumie o czym to ja pisałam? Włącza mi się pierdolenie o Chopinie i nawet nie wiem co chciałam. Starość nie radość, a skleroza nieleczona objawia się bólem i zakwasami w nogach. No żeby dalej nie pierdolić o głupotach podsumuje to szybko: chyba kogoś sobie znalazłam, na razie mamy na siebie może nie wyjebane, ale jakoś mocno żadne z nas się nie stara (a przynajmniej ja) bo wolę być już tylko sobą, jak się nie podoba, to ja nikogo na siłę nie trzymam.

Jakoś tak już nie potrafię pisać jak kiedyś. Może faktycznie się starzeję. No cóż, opisując dwuletnią przerwę dalej pozwolę sobie wrócić do tematu studiów. Zaczęłam wcześniej, że inne kierunki się nudzą a ja mam przejebane. A mówi się, że im bliżej końca tym będzie łatwiej. To ja poproszę inny zestaw pytań, bo mój chyba jest nieodpowiedni poziomem dla mnie. Jest gorzej i tylko gorzej, więcej materiału, ważniejsze rzeczy, błędy kardynalne po których teoretycznie twój pacjent umiera a praktycznie ja nie zaliczam ćwiczeń. Może byłoby inaczej, gdyby chociaż ludzie byli normalniejsi na roku. Ale nie. Wydaje mi się, że im starsi się robią, tym więcej mają wody zamiast mózgu, a jeszcze trochę to zacznie im uszami wyciekać bo inaczej ten durny łeb to im ciśnienie rozwali. Ludzie, którzy mają po 22 lata, czasami nawet więcej, zachowują się jak dzieci w przedszkolu, które pierwszego dnia chcą zająć najlepszą ławkę w klasie. Nieeee, nie żartuję. Przychodzi czas kolokwium, ludzie przychodzą godzinę przed czasem pod salę. Pół godziny przed kolokwium to drzwi wejściowych nie widać bo już się przepychają i ustawiają w kolejkę. Dosłownie. A jak już otworzą się drzwi to o mało co framugi nie wywalą ze ściany. Wygląda to jak bitwa o świeżaka z biedry albo o kosmetyki w rossmanie, gdy jest 50% przecena. Ludzie, którzy chcą uchodzić za poważnych i wykwalifikowanych w swoim przyszłym zawodzie zachowują się jak małpy w zoo na diecie, kiedy w końcu ktoś z opieki się zlituje i wrzuci im kosz z bananami. Prawo dżungli, nie bijesz się, nie przetrwasz. Inna sytuacja. Wchodzę sobie na wykład i idę z koleżanką na dwa ostatnie miejsca w rzędzie pierwszym przed samym wykładowcą. Już sadzam swoje 4 litery, pozycja na ukraiński przykuc łamane na  Adama Małysza na belce startowej a lasia co robi? Rzuca mi torebkę swoją pod tyłek i krzyczy, że zajęte. Nosz kurwa jebana w dupę jej mać. Toć siadałam już moim dupskiem! No to mówię do szanownej koleżaneczki, że przecież ja już tu siadam, że się przecież już prawie dotykam pośladami rozkładanego siedzenia, a ona że ją to nie obchodzi bo ona sobie zajęła. A ja takie wtf, i stoję i niedomagam umysłowo, windows.exe przestał działać przez absurdalność sytuacji w jakiej się znalazłam. Wykładowczyni też się na nie patrzy jak na skończone idiotki i chyba nie wierzy, że takie rzeczy mogą dziać się w rzeczywistości, albo że dobrzy aktorzy są na sali i ktoś ją definitywnie wkręca, zaraz zjawi się ekipa z kamerami i jakiś dziwny koleś z tłustymi włosami, czarnymi oksami i czapce z daszkiem do tyłu krzyknie "MAMY CIĘ!", ale jak na złość nic się takiego nie dzieje. No i co ja mam wtedy zrobić? Toć nie będę się z gównem kłócić, bo nie widzę poziomu na który musiałabym się zniżyć intelektualnie przy takiej osobie, żeby coś wskórać, bo po prostu już za nisko i za ciemno tam w dole. Z brakiem słów, przegrzanymi obwodami w mózgu, błędem systemu operacyjnego i miną niedowierzania błąkającą się na mojej twarzy podnoszę ręce, i wstaje. Poszłam po krzesło dostawiane i usiadłam z boku. Bo co innego miałam zrobić?

To by było chyba na tyle jeśli chodzi o sytuację "co słychać na uniwerku dla psychicznych". Tak patrzę na podgląd wpisu i hmm... trochę tego wyszło? A to nawet nie jest połowa tego o czym chciałam pisać. Podozuję więc w częściach życie i myśli z którymi nikt i tak się nie liczy, których nikt i tak nie chce znać i pewnie nawet ich nikt nie przeczyta, ale wyrzucić je z siebie trzeba. Jak to powiedziała moja koleżanka "czasem człowiek musi, inaczej się udusi".

Coś w tym jest.

Do następnego, internecie i ty nieszczęśniku, który to pierdolenie jednak przeczyta.

O ile przeczyta.
 

joela
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

katarzyna11k
 
Katarzyna11K: Hej :) Zobaczcie koniecznie filmik promujący kierunek Kryminologia i Kryminalistyka na UTH:

Fajny pomysł na promocję kierunku :)
 

moreandmore1
 
Wpis tylko dla znajomych
BezCukruuu:

Wpis tylko dla znajomych

 

deergirl
 
Rozpoczął się rok akademicki, a razem z nim moja tułaczka po świecie studiów. Byłam już na kilku wykładach i ćwiczeniach, dzisiaj tak się potoczyło, że miałam wolne. Jestem już pełnoprawną studentką...
Jak na razie jest gorzej niż myślałam, nie ogarniam po prostu nic. Każdy wykładowca ma na nas wyjebane po całości, snują opowieści, rzucają tysiącem anegdot, mówią o wszystkim i o niczym... i weź tu człowieku notuj. Dla mnie był to pierwszy szok - mam robić notatki, ale nie mam pojęcia co mam zanotować, co jest ważne, a co nie. Nie wiem. Nie ogarniam. Nic.
Jeśli chodzi o moją grupę to nie mam co narzekać, nikt mi nie zawraca niczym głowy, zgodnie się ignorujemy i jest mi to na rękę. Ambitniejsze studentki stwierdziły, że wszystko, co trzeba przygotować i co przeczytać będą podawać na grupie - ja nie narzekam, jest to bardzo miłe i pomocne, może nawet ja czasem wrzucę bezinteresownie notatki, zobaczymy. Ale jak na razie i tak nikt nic nie ogarnia, więc nie mamy pojęcie co robić. Oby się to jakoś ustabilizowało, bo sesja już w styczniu.
Najgorsze jest zapierdalanie w tą i z powrotem - dosłownie muszę jeździć po całym mieście, a dojazdy to jest jakaś masakra. Gdyby nie mój tata, nie byłabym w stanie dotrzeć na zajęcia, bo nie miałam pojęcia jak tam dojechać (na szczęście teraz już wiem). Na dojazd i znalezienie sali czasem mam tylko 20 minut... dobrze, ze chociaż jest to na filozofię, to da się jakoś wślizgnąć. No cóż, jakoś to będzie. Szczerze, to po pierwszym dniu się totalnie załamałam. To był szok i nie wiedziałam co mam dalej robić. Gdy się już trochę uspokoiłam, stwierdziłam, że jakoś muszę sobie dać radę. Bo jak nie ja to kto?
832633785d5a0942b23653c306bfc285.jpg
  • awatar Lady Catherine Brown: Ja też zaczęłam właśnie studia i trochę trudno jest się odnaleźć z początku, a o wykładach nie wspomnę na których sam człowiek nie wie tak jak i Ty co powinien zanotować ale na szczęście mam już swoją grupkę koleżanek i kolegów więc nie jestem w tym osamotniona ;-) życzę powodzenia :-) damy radę :-*
  • awatar poukladana: dam ci rade... przeszukaj chomika, serio. wpisz np nazwe przedmiotu i nazwisko wykladowcy. nie dziala? nazwa przedmiotu i nazwa uniwersytetu (najlepiej skrot). zaoszczedzisz sobie mnostwo pracy :) wiekszosc wykladowcow jest taka, ze pytania na egzaminach padaja takie same od lat (na chomiku sa rowniez pytania na egzaminy), egzaminy opieraja sie glownie na tym, co prowadzacy zawarl w prezentacji. nie przejmuj sie tak sesja. studenci lubia uzywac frazy 'co tam matura, zobaczysz co to sesja' - to takie klasowki :) ok, musisz sie nauczyc z calego semestru, ale badz na wszystkich zajeciach, staraj sie uwazac (czasem to bardzo trudne) i masz o wiele mniej nauki przed sesja. glowa do gory, trzymam za ciebie kciuki!
Pokaż wszystkie (2) ›
 

wikipunk
 
Wiky the Metal-Punk!: Dzień dobry :P.
Wczoraj (29.09.2017r.) miałam spotkanie organizacyjne w uczelni ;).
Oczywiście Luna ze mną była :D
1.jpg

2.jpg

Będę miała obowiązkowy basen, a mój plan zajęć jest fajny i ciekawy :P.
Tygodnie parzyste.
Poniedziałek:
08;00 - 09;30 Wiedza o literaturze polskiej (wykład)
09;40 - 11;10 Podstawy warsztatu zawodowego: warsztat prasowy (warsztat)
11;20 - 12;50 Historia mediów (wykład)
13;00 - 14;30 Historia mediów (ćwiczenia)

Wtorek:
11;20 - 12;50 Język jako podstawowe narzędzie komunikacji medialnej (wykład)
13;00 - 14;30 Historia mediów (wykład)
14;40 - 16;10 Wiedza o literaturze polskiej (ćwiczenia)
16;20 - 17;50 Historia Polski XX wieku (wykład)

Środa:
11;20 - 12;50 Podstawy filozofii (wykład)
13;00 - 14;30 Współczesne systemy polityczne (wykład)
14;40 - 16;10 Podstawy prawa (wykład)

Czwartek:
WOLNE

Piątek:
WOLNE

Tygodnie nieparzyste.
Poniedziałek:
08;00 - 09;30 Wiedza o literaturze polskiej (wykład)
09;40 - 11;10 Podstawy warsztatu zawodowego: warsztat prasowy (warsztat)
11;20 - 12;50 Współczesne systemy polityczne (ćwiczenia)

Wtorek:
11;20 - 12;50 Język jako podstawowe narzędzie komunikacji medialnej (ćwiczenia)
13;00 - 14;30 Podstawy prawa (ćwiczenia)
14;40 - 16;10 Historia Polski XX wieku (wykład)
16;20 - 17;50 Historia Polski XX wieku (ćwiczenia)

Środa:
09;40 - 11;10 Podstawy filozofii (ćwiczenia)
11;20 - 12;50 Kultura języka (warsztaty)
13;00 - 14;30 Kultura języka (warsztaty)
14;40 - 16;10 Język jako podstawowe narzędzie komunikacji medialnej (ćwiczenia)

Czwartek:
13;00 - 14;30 Technologia informacyjna (warsztaty)
14;40 - 16;10 Technologia informacyjna (warsztaty)

Piątek:
WOLNE

Na basen trzeba się zapisywać samemu, terminy także wybieramy sami :).
Dzisiaj (30.09.2017r.) za to z mamą, babcią i dziećmi pojechaliśmy do Western City.
Dzieci grały w cymbergaja,
3.jpg

Później oglądaliśmy pokaz rewolwerowców,
4.jpg

5.jpg

6.jpg

7.jpg

Marika i Jaś jeździli na koniku,
8.jpg

9.jpg

A później zostali zamknięci w areszcie :D.
10.jpg

Przejażdżka na byku była obowiązkowa! Marika bardzo dobrze się trzymała, aż w szoku byłam :D.
11.jpg

12.jpg

Ale później chyba ją ten byk zmęczył :P.
16.jpg

Rzut podkową.
13.jpg

14.jpg

Ja też brałam udział ;).
15.jpg

Więcej wygłupów! :D.
19.jpg

Jak mogłabym nie zabrać Luny ze sobą?
17.jpg

Tak patrzy na tę gwiazdę... Chyba chciałaby, choć przez jeden dzień, zobaczyć jak to jest być szeryfem... :P.
18.jpg

To nie wszystkie atrakcje! Był pokaz tańców indiańskich, rzucaliśmy nożami i włócznią w pnie, strzelaliśmy z łuku i jeździliśmy kolejką! Było na prawdę ekstra! A w Western City ostatni raz byłam jak miałam jakieś 3 lata :P.
W drodze powrotnej zajechaliśmy do restauracji na obiad. Luna zażyczyła sobie zdjęcia pamiątkowe :P.
20.jpg

21.jpg

Objadłam się okropnie :P. A na deser babcia zamówiła mi i sobie (mama nie chciała, a dzieci podjadały od nas) szarlotkę z gałką lodów waniliowych :). Rewelacja :D.
Dodatkowo wybraliśmy się jeszcze na spacer po lesie. Babcia znalazła dwa prawdziwki, a mnie zaciekawił bluszcz (to raczej był winobluszcz) na ścianach pałacu przy lesie. Koniecznie chciałam zobaczyć w jaki sposób przyczepia się do murów. Zrobiłam zdjęcia. Wygląda to naprawdę interesująco :P.
22.jpg

23.jpg

Wycieczka udała się w 100% :D. Jak tylko będzie czas i możliwość, to pewnie wybierzemy się gdzieś jeszcze :).
Pozdrawiam :).
  • awatar Kate - Writes: O, no to super musiało być. Też bym pojechała do takiego miejsca, ale niestety na razie brak mi na to czasu. Bardzo mi się natomiast podoba twój plan zajęć. Zwłaszcza te wolne czwartki i piątki. Czegoś takiego to nie ma nawet u mnie, a nasza szkoła jest znana z tego, że mnóstwo zajęć nam przepada. Ten bluszcz pokochałam od pierwszego wejrzenia. Moja cząstka duszy biologa chce wiedzieć jak to się tam trzyma, bo na pewno to bardzo fascynujące.
  • awatar Kate - Writes: Jak myślisz, czy rozwielitka jest zdolna do okazywania uczuć? Czy mogłaby być zdolna do zemsty?
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: @Kate - Writes: I to jak! Jakbyś kiedyś miała czas i chęci, to polecam! Plan jest super! Co prawda, na 8;00 mam tylko w poniedziałki, a reszta dni to zajęcia popołudniowe, to i tak jestem bardzo zadowolona :D. Przepadają Wam zajęcia? Pewnie musicie gonić materiał... O tak! Co do bluszczu, to tak samo jak ja! Też go pokochałam ^^. Te małe kółeczka/przyssawki to przylgi. Winobluszcz przyczepia się nimi do chropowatych powierzchni, ale także posiada wąsy czepne, tak samo jak winogrona :P.
Pokaż wszystkie (12) ›
 

 

Kategorie blogów