Wpisy oznaczone tagiem "tankowiec" (11)  

banzajpl
 
Manewrowanie wielkimi statkami w małych portach zawsze robi wrażenie. Jednak nie zawsze mamy możliwość podziwiania w pełni takich manewrów. Dziś to się zmieniło za sprawą bardzo ciekawego...
www.banzaj.pl/Tankowiec-wchodzi-do-portu-interes…
 

bowa79
 
Działając rozsądnie

I tak, w obliczu faktu, że świat wzrasta zbliżając się do swojej śmierci, powoli, ale pewnie, ludzie zaczynają kupować swoje Edeny. Tak jak ich dziadkowie i pradziadkowie przeprowadzali się z brudnych śródmieść na wieś. Nikt nie chciał tego robić, ale z drugiej strony, rzeczy miały się tak, jak się miały i prywatne umartwianie się niczego by nie zmieniło.
Każdej nocy Jurgen Thor i wszyscy inni zadufani w sobie zieloni występowali w TV wrzeszcząc o śmierci planety. No to, co można było zrobić? Przecież to było oczywiste: wysłać  Greenpeace’owi dotację i zacząć kopać fundamenty pod swoją Klaustrosferę.
To, oczywiście, napędzało się samo. Im więcej ludzie ich kupowali, tym trudniej było się oprzeć chęci posiadania. Ci, którzy zdobyli się na ten stanowczy krok, stali się najzagorzalszymi obrońcami Klaustrosfer. Za każdym razem, gdy tonął następny tankowiec lub wybuchała elektrownia atomowa, gratulowali sobie po cichu podjęcia słusznej decyzji.  Wcale nie zamierzali przyznawać się, nawet przed sobą, że czerpali ponurą satysfakcję z codziennie pogarszającej się ekologicznej statystyki.      
„Widzę, że dwie piąte Rosji nie nadaje się już do zamieszkiwania,“ mawiali jeden do drugiego przy śniadaniu. „Wiem, że kupno Klaustrosfery było rozsądną decyzją. To znaczy, nikt nie chce, żeby Ziemia umarła, ale popatrz tylko, co piszą w gazetach… Jestem ciekaw, co ten mądrala, pieprzony pan Holier Than, który mieszka obok, powie, gdy to będzie dwie piąte naszych powiatów, które nie będą się nadawać do zamieszkiwania. Pewnie powie, „Macie trochę miejsca w swoim Edenie, żebym mógł zamieszkać tam z moją żoną?”
Pytanie, co zrobią ci, którzy nie posiadają Klaustrosfer w razie śmierci planety, dodawała pikanterii do delikatnej polityki socjalnej całej kwestii. Na początku, ci, którzy posiadali Sferę, byli w mniejszości i byli uznawanie raczej za samolubnych i antyspołecznych, ale w miarę, jak Klaustrosfery stawały się coraz bardziej powszechne, równowaga moralna ulegała przesunięciu. Teraz to ci, którzy nie posiadali schronienia, zaczęli być uważani za samolubnych. Gdy już na jakiejś ulicy pozostało tylko kilka domów bez Klaustrosfer, większość zaczęła się obsesyjnie martwić, co się stanie, gdy zacznie się Wyścig Szczurów. Coraz częściej, ci, którzy pozostawali w tyle za resztą (czy to z powodów moralnych czy finansowych) zaczęli być uważani za nieodpowiedzialnych i antyspołecznych. W wielu społecznościach, ci, którzy zaniedbywali podjęcie odpowiednich środków w celu zapewnienia przyszłości sobie i swoim rodzinom w razie ekologicznej śmierci, zaczęli się spotykać z pogardą.
„Bardzo fajnie jest być zielonym, wszyscy jesteśmy cholernymi zielonymi,“ mawiali ludzie. „Ale gdy zacznie się Wyścig Szczurów, zaczną łomotać w moje drzwi, żebym ich wpuścił. Wiem, że tak będzie.”
Takie debaty stawały się jeszcze bardziej gorące w przypadku lokatorów. Wielu ludzi zajmujących mieszkania komunalne zaczęło łączyć się w celu wspólnego zakupu ziemi od miasta i zamawiać większe, grupowe Klaustrosfery. Kwestia, kto ma, a kto nie ma, zaczęła dzielić dotychczas przyjaznych sąsiadów.
Na koniec cała społeczność zaangażowała się w problem, gdy politycy zaczęli planować masowe, publiczne Klaustrosfery do wykorzystania przez większe grupy ludności.  Twierdzili, że troszczą się o dobrobyt wszystkich obywateli w razie ekologicznego Armagedonu, ale prawdziwym powodem była oczywiście obawa przed tłumem. Jeśli posiada się miłą Klaustrosferę na tyłach domu w ogrodzie, w sam raz dla siebie i rodziny, a dalej przy ulicy znajduje się osiedle, w którym mieszka kilka tysięcy ludzi bez żadnej ekologicznej osłony, to człowiek robi się nieco nerwowy, gdy myśli o tym, co oni zrobią w dniu rozpoczęcia Wyścigu Szczurów. Dlatego też, aby bogaci mogli czuć się bezpiecznie korzystając ze swoich Klaustrosfer, należało podjąć pewne kroki w sprawie biednych. W całym uprzemysłowionym świecie zaczęto wzmacniać granice oraz uchwalać legislację czyniąc lokalne samorządy odpowiedzialnymi za jej wykonanie w sprawie zapewnienia podstawowego schronienia ekologicznego. Gminne Klaustrosfery stały się tak samo odpowiedzialnością rad miejskich jak drogi i policja.
Każdy widział, dokąd prowadziło tego typu myślenie.  Nie trzeba było Jurgena Thora, aby to uświadomić. Im więcej wysiłku wkładano w to, co się stanie po śmierci planety, tym mniej wysiłku wkładano w zapobieżenie jej śmierci. Do tego wszystkiego Klaustrosfery zużywały kolosalne zasoby ziemskie potrzebne do ich produkcji. Ta skrajna ironia była widoczna dla wszystkich, nawet dla najgłupszych. Świat w rzeczy samej przyspieszał swoją destrukcję w celu jej przetrwania.
Niektórzy ludzie, jak Nathan i Flossie, zamartwiali się tym paradoksem. Inni ludzie mówili „Nie ma na to rady”. Każdy starał się zapewnić sobie dostęp do Klaustrosfery.
 

bowa79
 
Branie po uwagę zbiegu okoliczności

Uszkodzony tankowiec nie był już uszkodzonym tankowcem, to był wrak. Tylko lewa dziobowa część była jeszcze widoczna ponad poziomem wody. Wystawała niczym nagrobek, jakim zresztą była. Nagrobek dla martwego morza.
W wodzie otaczającej statek panowała ożywiona aktywność. Obrona wybrzeża była w pełnej gotowości i zespół „ratownictwa” był już w drodze. „Ratownictwo” było oczywiście bardzo dziwacznym określeniem procesu, który w rzeczywistości polegał na niczym więcej, jak tylko na rozprzestrzenianiu całego tego bałaganu na jak największej przestrzeni. Co gorsza, detergenty i chemikalia stosowane w tej bezsensownej operacji były same w sobie niebezpiecznymi zanieczyszczeniami. Zasadniczo, cały wysiłek był kompletnie kosmetyczny i cyniczny świat dobrze o tym wiedział. Powodem, dla którego wiedzieli o tym, był głównie taki, że nieustające wysiłki Natury powodowały, że opinia publiczna poznawała fakty. Dłużej niż ktokolwiek był w stanie pamiętać, Natura walczyła z dziwnymi i niebezpiecznymi przypadkami, aby dociec istoty katastrof środowiskowych. Ich celem było zdemaskowanie tajnych usiłowań tych, którzy najbardziej korzystali na tych katastrofach, lub co najmniej na działalności przemysłowej i gospodarczej, które czyniły takie katastrofy nieuchronnymi.
Naukowcy Natury ciężko pracowali, gdy mała motorówka straży przybrzeżnej, na która załapała się Judy Schwartz, zbliżała się do statku. Po wejściu na pokład, Judy oraz inni przedstawiciele władz spotkali się z zimną wrogością, jakiej zresztą spodziewali się od zielonych aktywistów. Dla Natury, FBI, straż przybrzeżna oraz wszystkie inne agencje reprezentujące siły prawa i porządku były tam po to, aby chronić interesy trucicieli przyrody.
„Tylko popatrz!” powiedział wzburzony profesor biologii z Princeton, wskazując na kamery grupy dziennikarzy którzy właśnie przybyli na statek. „Zaraz pojawi się straż ochrony wybrzeża! Straż ochrony wybrzeża! To jest najbardziej niesmaczny żart. Czy oni chronią to wybrzeże? Na pewno nie, bo to wybrzeże jest już martwe. To, co oni teraz robią? Wręczają ludziom, którzy spowodowali to piekło, wezwania do sądu? Nie, przychodzą, aby nas dręczyć!”
„Wasz statek utrudnia operację ratowniczą”, powiedział szef straży przybrzeżnej, przybierając ten sztywny ton, którym dawał do zrozumienia „ja tylko wykonuję swoją robotę”, a który przyjmują wszelkiego rodzaju gliny, gdy tylko znajdą się w pobliżu kamery. „Nie macie prawa przebywać na tych wodach.”
„Ta operacja ratownicza to wielkie gówno, a te wody nie są wodami, to jest zupa składająca się z oleju, metali ciężkich i martwych ryb,” stwierdził profesor z Princeton zwracając się zarówno do straży przybrzeżnej jak i kamer. „A jeśli chodzi o to, kto ma prawo tutaj być, to Natura jest partią ogólnoświatową i zastrzega sobie moralne prawo być wszędzie tam, gdzie ekologiczna śmierć jest przykrywana i przypudrowywana.”
Jedna rzecz była pewna, zauważył Judy. Może nawet przegrywali wojnę o środowisko, ale Natura z pewnością wygrywała bitwy propagandowe. Ta mała konfrontacja, której był świadkiem, będzie miała bardzo duże znaczenie, gdy zostanie pokazana we wszystkich wydaniach wiadomości. Judy oddalił się od grupy, z którą przybył. Jak zwykle, mógł to zrobić dzięki swojemu wyglądowi. Wyglądał tak nieszkodliwie, że przypadkowy obserwator wziąłby go raczej za zielonego niż agenta FBI. Judy rozumował w ten sposób, że chociaż aktywiści na pokładzie statku mogli się znać nawzajem, to przybywał dodatkowy personel do pomocy w zwalczaniu skutków katastrofy. Zdecydował zobaczyć, jak daleko będzie mógł się posunąć, zanim ktoś go rozpozna.
„Wygląda to kiepsko prawda?” zwrócił się do grupki naukowców, którzy wyciągali wiadra brudnej wody morskiej do analizy.
„Gorzej niż kiedykolwiek,” powiedział  jeden z naukowców, najwyraźniej bardzo zdenerwowany. „Trochę się rozcieńcza, dalej w morzu, ale co może rozcieńczyć to? Wszędzie takie samo gówno.”
„A jednak,” powiedział Judy. „Na szczęście, dobrze się złożyło, nie? To znaczy, nie na szczęście, ale tak jakby, .. no wie pan.”
„O czym, do diabła, pan mówi? Jakie „na szczęście”?”
„No, że statek Natury akurat był tutaj, kiedy to wszystko się stało. Wie pan, żeby wykorzystać propagandowo to wszystko. Szczęśliwy zbieg okoliczności.”
„To cholernie dziwny sposób podejścia to rzeczy. Kim, do diabla, pan jest? Nie znam pana.” Naukowiec zwrócił się do swego towarzysza. „Znasz tego człowieka?”
„Ja znam.”
Za plecami Judy dal się słyszeć głos, który wydal się Judy znajomy. Obróciwszy się, znalazł się twarzą w twarz ze swym starym adwersarzem, człowiekiem, którego spotkał po raz pierwszy podczas blokowania przez Matkę Ziemię cieknącej elektrowni atomowej.
„Hallo, Pierre,” powiedział Judy. „Jak się masz? Masz już jakieś guzy?”
Człowiek o imieniu Pierre nie był w nastroju do koleżeńskich wspominek.
„Nie masz prawa tutaj być, Schwartz.” Powiedział nie usiłując nawet ukrywać swojej wrogości.
„Jesteśmy na wodach terytorialnych USA, Pierre. Przykro mi,” przypomniał mu Judy.
Pierre zmienił taktykę, ale nie zachowanie.
„Dobrze, ale nie będziemy z tobą współpracować… Ten człowiek jest agentem FBI!” Pierre na cały glos poinformował naukowców pracujących na pokładzie. „Nie pomagajcie mu, nie odpowiadajcie na pytania, nie pokazujcie mu niczego, dopóki nie pokaże nakazu.”
Judy rozejrzał się dokoła. Nagle znalazł się w centrum uwagi. Gniewne, wrogie twarze patrzyły na niego ze wszystkich stron.
„Nie mam nakazu,” powiedział „To jest przecież statek pokojowo protestującej Natury, po co miałbym mieć nakaz?”
„Dokładnie,” powiedział Pierre.
„To, w takim razie, co robią tutaj terroryści Matki Ziemi?” spytał Judy.
Pierre nie odpowiedział. Zamiast tego, z zimnym zdecydowaniem splunął na pokład pod nogi Judy.
„Naukowiec, którego Judy zagadnął na początku odezwał się.
„Cale morze umiera, a co oni robią? Przysyłają FBI. Wspaniale.” Jego glos drżał z gniewu i pogardy.
Judy odwrócił się i odszedł. Wiedział, że niczego się nie dowie teraz, gdy został zdemaskowany, jako agent. Tym niemniej, jego podróż nie poszła całkiem na marne. Dokonał ważnego odkrycia: terroryści Matki Ziemi byli obecni na miejscu katastrofy. Judy pomyślał, że lepiej byłoby dla nich, gdyby pozostali w ukryciu.
 

bowa79
 
ROZDZIAŁ 4

Życie sprzedawcy

Załamanie komunikacji

Historia uszkodzonego tankowca szła w wiadomościach. Nathan słyszał ją w swoim samochodowym radio, gdy jechał do Beverly Hills. Plastyk Tołstoj widział to już piętnaście razy stojąc przed ogromną ścianą informacyjną karmioną z przewodów światłowodowych, którą sobie zbudował w kuchni.
Najpierw wiadomości, potem reklamy. Plastyk pił swoją kawę i oglądał.
Pierwsza reklama była o przekąskach. „Znacie to uczucie. Gdy jesteście głodni jak wilk, ale także jesteście tłuści niczym świnie? Donut Heaven to rozumie i dlatego oferujemy bezpłatną liposukcję na miejscu każdemu klientowi, który zje dwadzieścia lub więcej pączków Donut, plus dodatkowy lukier! A więc, jeśli czujecie się głodni i tłuści to przyjdźcie do Donut Heaven… Wy napełnicie swoje twarze, my odessiemy wasze tyłki.”
Plastyk Tołstoj oglądał jeden z kanałów należących do jego własnej firmy Plastic Tolstoj Communications System. Mimo to, jego ponury, gniewny wyraz twarzy zdradzał, że rzecz, na którą oczekiwał, nie pojawiała się. Na długo przedtem, zanim skończyła się reklama Donut, Plastyk Tołstoj zatelefonował przez wielokanałowe połączenie do wszystkich swoich koordynatorów i kontrolerów programów.
„Co, na moją matkę, się dzieje, bardzo przepraszam!!” – warknął. „Tankowiec zatonął, a co ja widzę pierwsze na przerwie? I to na jednej z moich własnych cholernych sieci! Reklamę Donut i liposukcję! Po tym jak zatonął tankowiec z ropą! Mieliście być przygotowani na taką rzecz!”
Powodem zdenerwowania Plastyka Tołstoja było niewykorzystanie klasycznego kawałka krzyżowej promocji. Tołstoj handlował Klaustrosferami i jego polityka polegała na tym, że ilekroć gdzieś miała miejsce katastrofa ekologiczna, wiadomości natychmiast uruchamiały program sprzedaży w ramach jego własnych mediów. Teoria, na której opierało się to bezwstydne nadużycie wpływu, była następująca: ilekroć śmierć planety przybliżała się o jeden malutki krok bliżej, rozległa publiczność Tołstoja na całym świecie była natychmiast bombardowana reklamami Klaustrosfer puszczanymi na okrągło. Taka była teoria; wydawało się jednak, że nie działa.
„Będziemy w następnej przerwie, Plastyk”, bełkotał zdenerwowany pracownik na drugim końcu linii. „Ludzie od Donut zamówili to miejsce i grozili, że nas pozwą, jeśli ich przesuniemy. Uważają, że koniec świata sprawi, iż ludzie sięgną po lepsze jedzenie.”
Plastyk Tołstoj spojrzał z powrotem na ekran. Oto właśnie ukazywała się aktualna reklamówka z kampanii Klaustrosfer. Wspaniałe słońce wschodzące nad geodezyjną kopułą oraz prosty slogan reklamowy: „Klaustrosfera. Kim jesteś, żeby odmawiać swoim dzieciom przyszłości?”
„Widzisz, szefie! Widzisz”, mówił błagalnym głosem zdenerwowany pracownik. „Już leci, w drugim slocie. Osobiście uważam, że tak jest lepiej. Robi większe wrażenie.”
„Słuchaj, człowieku bez mózgu, a wkrótce człowieku bez pracy”, wrzasnął Plastyk, „gdy jest katastrofa, umieszczamy ją w pierwszym slocie, OK.! Nie drugim, nie trzecim, nigdy. W pierwszym. Donut, na rany Chrystusa! Ja tu sprzedaję ludziom przyszłość!.
 

pieniadz
 

   Pożar niewielkiego tankowca w Chinach
Tagi: Pożar Tankowiec Statek Chiny Ze świata Data: 2013-10-12
www.video.pieniadz.pl/(…)pozar-niewielkiego-tankowc…
 

pinio
 
Dominik Panek: Grecja: zatonął tankowiec. 2 tys. ton ropy w zbiornikach - Wiadomości - polskieradio.pl rdir.pl/1mxfpe #Grecja #tankowiec
 

kciuk-pl
 
Piraci, którzy porwali tankowiec 'Moskowskij Uniwiersitiet', zginęli na otwartym morzu - podały rosyjskie media, powołując się na źródło w Ministerstwie Obrony. Jednak według wojskowego eksperta, mogli zginąć od kul rosyjskich komandosów.

Link: www.kciuk.pl/Somalijczycy-zadarli-z-Rosjanami-ni…
 

 

Kategorie blogów