Wpisy oznaczone tagiem "używki" (79)  

fififilip
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

fififilip
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

banzajpl
 
Siła, która jednych degraduje, innym daje ukojenie, zmienia percepcje, otwiera na nowe doznania. I choć w ostatecznym rozrachunku zawsze bywa zgubna, jej krótkotrwałe działanie zakorzeniło...
www.lifestyle.banzaj.pl/Uzywki-ktore-zmienily-sw…
 

jazumst
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

eve.lynn
 
Jestem totalnie głupia.
Zdrowe odżywienie?
Nie palenie?
Czemu nie mogę chociaż chwile nie czerpać przyjemności z używek?
A Adi?
Oczywiście kurwa musiałam do niego pisać?
Nie mogłam poczekać?
Jestem pojebana.


11070099_767547983360619_6142694607717228368_n.jpg
 

banzajpl
 
Pośród wszystkich alkoholi to czerwone wino ma najlepszą opinię. Jest nie tylko zdrowe (ponoć), ale i zalecane przez lekarzy. Od lat powtarza się niczym mantrę stwierdzenie, że wieczorna...
www.lifestyle.banzaj.pl/Czerwone-wino-czy-napraw…
 

zuux333
 
Dziś znów nie pojawiłam się w szkole, byłam strasznie słaba rano, w ogóle nie spałam tylko cały czas myślałam o nim i o głodówce.

Spotkałam się z nim, było pięknie lecz chyba tylko dla mnie :c  Nie dziwię się, że mnie olał z dnia na dzień WYGLĄDAM JAK BALERON. Gorąco na maksa a ja w długich spodniach :( Te parówki są straszne.

Głodówka oczyszczająca jak narazie idzie dobrze. Papieros i woda, woda i papieros i tak cały czas ale powoli zaczynam odczuwać głód a w kuchni tyle dobrych rzeczy <3333

Wiecie co mnie do tych działań zmobilizowało? Myśl, że to już 3 chłopak który z dnia na dzień mnie poprostu olał ciepłym moczem. Myśl, że zmieniam szkole i nie chce wejść tam z nadawagą. Myśl, że jest lato i są wakacje a ja chodzę grubo ubrana.

Halo, wołam o pomoc. Mamo? Czy mnie słyszysz ?...
  • awatar gość: ile masz lat ?
  • awatar sassy but classy ).(: @gość: 16
  • awatar Katia ♛: nie marudź tylko ciesz się z każdego małego efektu! i pij dużo wody ;) jakiś lód owocowy w upał też nie zaszkodzi. xoxo
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

borderlineasfuck
 
Jutro mam wstawać o piątej, a mi wcale nie do snu. Choć to akurat chyba wyjątkowo normalne u mnie, bo przed podróżami nie mogę spać. Jadę do miejscowości Obywatela K. Wracam w sobotę.

Wyglądam pryszczato :<


Czuję się niepewnie, gdy wszyscy znajomi mojego ex-narzeczonego mnie nie znosili, podobnie jak i on sam, a teraz - wszyscy znajomi Obywatela K. się mną zachwycają. Jaka mądra, jaka religijna, jaka patriotyczna et cetera, et cetera.
 

borderlineasfuck
 
Moje życie z Borderline.: Wczoraj pokłóciłam się z narzeczonym, więc poszłam na parokilometrowy spacer.
Wyglądałam jak rzyg, nieumalowana, nieuczesana i smutna. Gdy już wracałam, byłam nieopodal swojego bloku, jakiś chłopaczyna zapytał mnie o zapalniczkę. Którą miał, tylko znalazł taki sposób, by zagadać. Poczęstował mnie fajką. Potem jeszcze zajaraliśmy. (za mocny towar jak dla mnie)

Gdy wracałam, już przed moim blokiem zagadał do mnie jakiś facet o wyglądzie modela. Zaproponował wino. Od razu odmówiłam, ponieważ byłam cholernie zjarana.

Na codzień nikt na mnie nie zwraca uwagi, a tu, wychodzę zdenerwowana, żałośnie wyglądam i mam takie branie. Ni chu nie rozumiem.

PS tunel mi się paprze :<


large.jpg
  • awatar Moje życie z Borderline.: @niepojęcie dziwna: dodam jeszcze, że mam trądzik i wory pod oczami, więc mimo fajnej urody i tak mnie to zaskakuje.
  • awatar Berenica: Wieczór ten musiał być bardzo dowartościowujący. Może to i dobrze, że ostatnimi czasy stawiam na naturalność :)
  • awatar Moje życie z Borderline.: @DTR81: całkiem tak, ale w pierwszym momencie poczułam się niepewnie, jakbym była w ukrytej kamerze :D
Pokaż wszystkie (3) ›
 

borderlineasfuck
 
Właśnie wróciłam od psychiatry. Wygadałam się szczodrze. Pani doktor potwierdziła moje "nadzieje" - to "tylko" żałoba. Po raz pierwszy od conajmniej 10 lat tak szczerze komuś się wygadałam. O żałobie, o codziennościach borderowych takich jak pustka, namiętne miłości i nienawiści, niemożność dopasowania się, gonienie za wypełnieniem pustki, co tylko sprowadza na dno... Dlatego aż nie potrafię pisać. Emocje uleciały. Pomogło mi to.
Dziękuję, pani doktor.


tumblr_lejbdsnrbd1qfd43eo1_500_large.jpg
 

borderlineasfuck
 
Moje życie z Borderline.: Nie wiem, czy nadal kocham mojego narzeczonego. Gdy ostatniej nocy spoglądałam, jak śpi, zastanawiałam się, jak ja mogłam go wybrać. To dziwka, tyran i pizda. Wczoraj mieliśmy seks, po raz pierwszy od tygodni czy miesięcy. Był kiepski, naprawdę.

Z jednej strony szkoda mi go zostawiać, a z drugiej on nie zasługuje na mnie. Już na początku próbował mnie zdradzać, ale oczywiście nic nie wyszło, ponieważ kobiety są oporne na tak wyjątkowo nieurodziwego i nieinteresującego człowieka. On oczywiście nadal uważa, że w tym kraju wszystkie kobiety to kurwy.

Ostatnio nieco mniej pisałam, było to spowodowane ogólnym burdelem w moim życiu, prawdopodobne, że stracę swoje dochody. Wszystko okaże się ostatecznie do końca tego miesiąca. Ale jestem przerażona.

Wszystko chujnia, chciałabym choć na parę godzin spotkać T.

Zostało mi 15 złotych do końca miesiąca. Głoduję trochę.
  • awatar Berenica: Piszesz tak jakbyś nie kochała żadnej części jego duszy. Myślę, że to dobry moment aby poważnie zastanowić się nad waszym związkiem. JEJ, mam nadzieję, że wśród tych wszystkich kobiet Ty jesteś jego cudownym wyjątkiem i nie uważa Cię za kurwę. To smutne.
  • awatar Moje życie z Borderline.: @DTR81: To właśnie jest trudne. Ponieważ serce kocha nadal, a rozum tego za cholerę pojąć nie może. Zastanawiam się nad tym związkiem. Oczywiście, że nie ma on przyszłości, ale nadal go darzę uczuciem.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nakanaidekudasai
 
A czym alkohol jest dla Ciebie, co? Też chcesz się bawić w dorosłego? Jeszcze nie czas. Nie przyśpieszaj kroku. Nie warto. Idź normalnym tempem. Chcesz? Pogryzdaj na kartce, pożyczę Ci. Zaciśnij wargi. Uspokój się. Chcesz skończyć na odwyku? To powodzenia. Ja Cię wtedy nie znam.
na tło.jpg
  • awatar This is Bella's diary blog: 3/4 moich znajomych nagle w wieku 13-14 lat zaczęło pić i palić :c to takie przykre :/ myslą że są dorośli :/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

lalkazombie
 
Najbardziej na świecie uzależnia czekolada. Żaden tam alkohol, szlugi, czy inne używki.
Za czekoladę dałabym się chyba pociąć w plastry i posypać solą :(


szoko.jpeg



szoko1.jpeg
 

menhit89
 
    Zaczęłaś urlop i niekoniecznie wiesz co począć z wolnym czasem?

1. Zamów stertę książek z merlin.pl. Jako, że masz urodziny walnij sobie prezent;

2. Zacznij w końcu rozciągać uszy do 8mm;

3. Zrób coś z kolorem ścian w mieszkaniu bo ten monotonny błękit i do bólu oklepana biel są rzygopędne;

4. Postaraj się pisać więcej niż dwie stroniczki dziennie;

5. Wskrześ swoją pasję sprzed lat - zacznij znów malować !!!;

6. Wznów ćwiczenia jogi bo za kilka lat całkowicie zesztywniejesz i złamiesz się wpół przy zwykłym powitaniu słońca;

7. Wystartuj wreszcie z odkładaniem kasiory na cover bo pochowają cię z tym bohomazem, quasi-tatuażem na plecach;

Aha,
Pierdolnij sobie jakiś nielegalny rozweselacz bo nie ogarniesz swojej samotności.
 

banzajpl
 
Chociaż w alkoholu najważniejszy jest jego smak, to dużą rolę odgrywa także opakowanie. Doskonale zdają sobie z tego sprawę producenci, dlatego starają się tworzyć butelki o ciekawym...
www.lifestyle.banzaj.pl/Specjalny-zestaw-whisky-…
 

lekomanicc
 
Nad szarym miastem widniał blady świt. Jesień zdawała się nadchodzić ogromnymi korkami. Powietrze było mgliste i pozostawiało w płucach nieprzyjemny chłód, a zimny wiatr przypominał o założeniu swetra. Tego dnia nie zapowiadał się ciekawy dzień. Wszystko było szaro-bure. Lynn wstała z łóżka, idąc do łazienki potknęła się o wylegującego się na środku pokoju, rudego kota. Spojrzała pustym wzrokiem na swoje odbicie w lustrze, przeczesała ręką ścięte "na chłopca" włosy. Obmyła twarz w zimnej wodzie. Zerkając z ukosa, zza uchylonych drzwi łazienki, kierując się wzrokiem na okno w zacienionej kuchni, zobaczyła spływające krople deszczu po szybie. Zmarszczyła oczy i skrzywiła się, uznała, że dzisiejszy dzień spędzi w domu. Spojrzała jeszcze raz na lusterko, jednak z niesmakiem szybko odeszła i usiadła na starym, podrapanym przez gówniarza, fotelu. Siedziała przez dwie, trzy minuty w bezruchu, beznamiętnie śledząc kierunki sęków paneli na podłodze. Poderwała się po chwili zawieszenia i znowu udała się do łazienki. Otworzyła białą, małą szafkę, która wisiała obok lustra. Leżał w niej przeterminowany środek na ból głowy, nieotwarta paczka leku rozkurczowego, jakieś leki na sen, które nie dawały żadnego efektu, dwa syropy na przeziębienie, witamina C, jakieś silniejsze proszki na bóle stawów i kilka rodzajów tabletek przeciwkaszlowych i przeciw grypie z tym samym składnikiem o różnym stężeniu. Zaintrygowała ją szczególnie mała czerwona paczuszka z 20 tabletkami w kształcie wypukłych prostokątów z owalnymi rożkami. Spojrzała jeszcze raz na zakurzone okno, obijając paczuszką o rękę. Wzięła ją do kuchni, wycisnęła dwa blistry tabletek, do plastikowego kieliszka od syropu, postanowiła zaparzyć sobie aromatyczną kawę z ekstra mlekiem o standardowych "parametrach" i w czasie oczekiwania na wrzącą wodę, nakarmiła futrzanego jego ulubionym łososiem w galarecie. Po przygotowaniu kawy udała się z tabletkami i pięknie pachnącą kawą na wspomniany wcześniej fotel. Potrząsnęła znajdującymi się w kieliszku tabletkami, jakby chciała uwolnić z nich jakąś niewidoczną energię, następnie z grymasem na ustach wysypała je na język (tabletki miały niemiły, gorzkawy smak) i popiła kawą, która zostawiła jej na ustach ślad beżowej pianki. Wyglądała, jak małe dziecko z mlekiem w butelce, które połknęło jakąś drobną zabawkę i z radością popiło ją kolejnym haustem napoju. Zamknęła na chwilę oczy, delektując się dawką kofeiny i zlizując z wargi piankę. Otworzyła zaraz oczy i skierowała wzrok na mruczka. - No i co się patrzysz...dostałeś jeść. - Na co kot odpowiedział jej cichym miauknięciem. - Jak chcesz, żeby cię pogłaskać to chodź tu. Kici, kici? Kot? - Jednak ten bez reakcji zaczął lizać się po prawej, przedniej łapie. Na czole Lynn pojawiła się zmarszczka. "Dziwny kot" - Pomyślała.
   Minęła godzina. Lekka euforia ogarnęła już niektóre części ciała. Szczególnie oczy. Pojawił się nich lekki błysk. Lynn postanowiła z nudów umyć w końcu okurzone od dawna okna, akurat przestał padać deszcz. Włączyła kanał muzyczny w telewizji, najchętniej słuchała RBL TV. Wzięła rolkę papieru i płyn do mycia szyb. Najpierw staranie, płynąc ręką po ramie okna wyczyściła najbardziej zakurzone kąciki. Potem przetarła jeszcze raz, dla większej przejrzystości. W telewizyjnych głośnikach leciał ciepły Kings Of Leon, a Lynn ścierała szare pyłki i ciemny bród z okna kołysząc się do brzmień. Każdy jej ruch oddawał wysoki ekspresjonizm piosenki i to jaki wpływ na jej ciało wywierają dźwięki i substancje, które coraz szybciej krążyły w jej krwi. Po wyczyszczeniu dokładnie całej powierzchni, świat zdał się trochę bardziej przejrzysty. Nie nadało mu to barw, ale rozjaśniło go. Przynajmniej według Lynn zdawał się zmieniać, na bardziej przyjazny. Na zegarze wybiła godzina czternasta. Nadszedł czas, by trochę się przejść, szczególnie, że zza szarych chmur zaczęło lekko wyglądać słońce. Jednak wizja samotnego spaceru nie wydawała się ciekawa. Jednak zmotywowała ją wizja niedaleko zamieszczonej, od jej domu, kawiarni, gdzie mogła udać się po kawę latte na wynos i wracając, przejść się z ciepłym kubkiem przez pobliski park, delektując się łagodnym smakiem kofeinowej rozkoszy, promieniami nieśmiałego słońca i cieplejszym już wiatrem. No i cudowny zapach po wcześnie-jesiennym (lub późno-letnim) deszczu dodawał pozytywnego myślenia na ten, nie do końca piękny, szary poranek, który przywitał chłodem zaspaną Lynn. Jak zaplanowała, tak zrobiła. Oczekując na swoją kawę zorientowała się jednak, że nie wzięła ze sobą telefonu, lecz szybko zapomniała o tym dość przykrym fakcie (jako, że czuła się nieswojo bez komórki) i rozkoszowała się wysokim kunsztem wystroju kawiarni, która miała lekko zachodni klimat, jak i smaczek  lat 80, szczególnie w znajdującej się za szybą sali dla palących, w której panował trochę grunge'owy nastrój.
       Gdy Lynn przechadzała się z ciepłym kubkiem, pysznej kawy, stawiając lekko niestabilne kroki na wilgotnej po deszczu drodze i rozglądając się dookoła, poczuła, jak nagle ktoś na nią wpada z dużym impetem, wylewając całe, gorące latte, gorące latte, za 13 złotych(!) na jej szarą bluzkę z kieszonką, parząc jej klatkę piersiową gorzej niż po dotknięciu ręką gorącej patelni. - Gdzie biegniesz baranie?! - Wyrwała bez zahamowań.
- Ja przepraszam, czy nic się Pani nie stało?
- Wylał mi Pan moją pyszną kawę, nie mówiąc już o zrównaniu mojej osoby z ziemią, jak się Panu wydaje?
- Przepraszam. - W stronę Lynn powędrowała spocona ręka.
- Poradzę sobie... - Chrząknęła od niechcenia, lecz rzuciwszy okiem spod zmarszczonego czoła, uznała, że widnieje przed nią dość ładnie zbudowany i dość przystojny brunet i dała się wziąć za dłoń.
- Jack.
- Słucham?
- Jack.
- ...Lynn?
- Czyżby uderzyła się Pani w głowę i nie wiedziała, jak się nazywa?
- Nie...ja...To chyba nie najlepsza okazja do przedstawiania się, mógł Pan zrobić to w mniej bolesny sposób. Szczególnie, że moja kawa znajduję się, może i w okolicach przełyka, ale raczej powinna być w środku. - Stwierdziła lekko ogłupiona.
- Tak, ale przedstawiłem się, żeby łatwiej mi było Panią zaprosić na dodatkową kawę, tym razem w ramach rekompensaty, na mój koszt.
- Jest Pan spocony i zdaje się, że licznik kilometrów na Pana ramieniu się lekko zatrzymał. Chyba powinien Pan kontynuować swój bieg. - Rzuciła bez namysłu Lynn.
- Strasznie Pani zawzięta. No nic, nie będę nalegał. Biegam tu codziennie około szesnastej, może jeszcze na Panią kiedyś wpadnę...mam nadzieję w mniej bolesny sposób. - Jack uśmiechnął się jedną stroną wargi i pobiegł wgłąb zielonego parku. Lynn nie do końca nadążając za sytuacją uniosła brew i wypuszczając ciężko powietrze z płuc, zerknęła na swoją koszulkę. "Rynkowski śpiewał, że dziewczyny lubią brąz" - pocieszyła się niezdarnie i wróciła z założonymi rękami do domu, kopiąc po drodze kubek, po wylanej kawie.
        Wieczór zdawał się przyćmiewać zdarzenia dnia dzisiejszego, po ścianach, między meblami, pomiędzy palcami i kosmykami włosów, swobodnie wił się łagodny dźwięk, głębokiego wydechu, wypychającego z płuc dym z papierosa. Każda tkanka skóry drżała pod swoją własną, ciekawą melodię, wpływając kojąco na wszystkie złe fale, próbujące dostać się pod kopułę zapomnienia. Powieki delikatnie zamykają się i otwierają, lekko trzepocząc starannie wytuszowanymi rzęsami. Muzyka wieczornych ulic odbijała się od sąsiednich budynków, z miłą nutą wpadając do uchylonych okien. Lynn rozpływała się w obrazach wyobrażanych sobie przez słowa jakiejś książki w grubej, opasłej, niebieskiej oprawie. Czytała bardzo ekspresyjnie. Gdy wtapiała się w tajemniczy klimat zapisany w słowach tekstu, który czytała, wyłączała się od rzeczywistości. Nie istniał dla niej świat realny, a w dodatku przenosiła się na inną planetę, pod wpływem bardziej fizycznych czynników, jak wypukłe prostokąty o zaokrąglonych narożnikach, z czerwonego pudełka. Dzisiejszy wieczór zaniósł ją w dolinę dzikich kwiatów, białych róż i wczesnego, wiosennego ogrodu, w którym błąka się w białej sukni, wśród łagodnej barwy kwiecia ją otaczającego, nie spostrzegając, kiedy jawa łączy się z wyobraźnią, a wyobraźnia, wzmocniona słowami z książki i wzniecona substancjami nienaturalnymi dla ciała, łączy się z podświadomością, którą zamyka powieki na widoku zielonego pola kwiatów, kończącego się na zetknięciu nieba z ziemią i otacza Lynn głębokim snem. Książka lekko wysuwa się z dłoni i płoszy leżącego pod kanapą kota. Nastała noc, a w snach nadal toczy się akcja powieści.
  • awatar Scott Landon: Generalnie to jest bardzo fajne,ale jeśli mam być szczera to musisz,moim zdaniem,popracować nad dwiema rzeczami:1)staraj się nie robić powtórzeń,znajduj inne słowa,zamieniaj je,baw się.I po drugie staraj się budować krótsze zdania,bo np.tego "Dzisiejszy wieczór zaniósł ją w dolinę dzikich kwiatów, białych róż i wczesnego, wiosennego ogrodu, w którym błąka się w białej sukni, wśród łagodnej barwy kwiecia ją otaczającego, nie spostrzegając, kiedy jawa łączy się z wyobraźnią, a wyobraźnia, wzmocniona słowami z książki i wzniecona substancjami nienaturalnymi dla ciała, łączy się z podświadomością, którą zamyka powieki na widoku zielonego pola kwiatów, kończącego się na zetknięciu nieba z ziemią i otacza Lynn głębokim snem." w ogóle nie jestem w stanie zrozumieć. Oczywiście to tylko takie dobre rady cioci djanki,możesz to olać,dziubasku i potraktować jako moje zwykłe zrzędzenie. I pisz pisz pisz,bo zapowiada się ciekawie.
  • awatar closed: Mnie tam sie podobaja takie długie zdania, bo lepiej opisuja sytułacje xd
Pokaż wszystkie (2) ›
 

lekomanicc
 

“Dla cieni z przeszłości i jasności przyszłości.”



                                                      PROLOG
      Wrzesień. Ostatnie podrygi ciepłego lata. Powietrze się zagęszcza, a wieczory stają się chłodniejsze. Lynn wyglądała przez lekko okurzone okno i odrzucając myśl o stracie wolnego czasu na jego wytarcie, usiadła do nich tyłem na parapecie i ściskając w ręku kubek z wystudzoną kawą, rozejrzała się po pokoju. -Pustka... - mruknęła. W jej myślach rozbrzmiewał tylko dźwięk niewyraźnych słów z przyciszonego telewizora i szum, zmęczonych przez wiatr, liści na drzewach za oknem. Jej ręce lekko drżały, a za nimi podążał ślad wczorajszego dnia. Dość niewyraźnie, bo noc zawsze starała się rozwiać udręki dnia poprzedniego. Biorąc ostatni łyk kawy z dużą ilością mleka, spojrzała na zegarek. - 8:00... - Mimo tego, że Lynn należała do śpiochów, nie zawsze znaczyło to, że codziennie wstaje "na obiad". Szczególnie kiedy dnia poprzedniego przechodziły przez nią substancje, zaburzające jej homeostazę*. (*Homeostaza - stałość i stabilność w funkcjonowaniu organizmu, niezaburzone zbyt wysokim lub zbyt niskim stężeniem różnych substancji chemicznych we krwi, prawidłowe funkcjonowanie wszystkich narządów w jego wnętrzu).
      Czym był DZIEŃ POPRZEDNI? Zazwyczaj można go ująć w dwóch, różnych odsłonach. Pierwszą z nich była przeszłość, coś co nie miało znaczenia, coś co niekoniecznie się zdarzyło, bo "dzisiaj, to jest dzisiaj", a Lynn starała się egzystować, stosując zasadę "carpe diem - żyję chwilą". Dla niej "wczoraj" jest rozdziałem zamkniętym, po którym następnego poranka są widoczne tylko lekkie przetarcia na palcach od przewracania kartek w książce. Wychodzi na to, że "wczoraj" jest motywem na lepsze "dzisiaj", lecz "dzisiaj" jutro będzie "wczoraj" i skończy się tym samym, co dzień poprzedni. Kolejne dwadzieścia lub więcej sztuk tabletek przepływających po śliski, jak ulice po deszczu, przełyk, by następnie dostać się do krwiobiegu i poruszyć spokojny, jak medytujący mistrz z Szanghaju, organizm Lynn.
      Z drugiej strony DZIEŃ POPRZEDNI był czymś niezwykłym, wtedy ręce nie tańczyły rozbujanego dancehallu, a powieki nie były zmęczone światłem. Wtedy euforia przechodziła przez Lynn od stóp, do głów. Narastała jej chęć na tworzenie, rozwijanie się. Postrzegała wszystko bardziej bezproblemowo, jej umysł tańczył w pieszczotliwych dźwiękach (głównie Grunge, Rock i New Age), a ciało kołysało się raz na lewo, raz na prawo. Zadawało jej się, że wszystko wokół niej nabiera ciepła, czas leci wolniej, a dźwięk tłumi się wokół niej, tworząc nierozerwalną barierę między szczęściem (które otaczało ją), a realiami i rzeczywistością (które królują poza barierą). Każde słowa zdawały się być prostsze, i mimo że nieraz wymawiała je niewyraźnie, to miały one dużo bardziej bogaty, o jej prawdziwe uczucia, wydźwięk. Na jej usta niósł się ciepły uśmiech a policzki wyginały się w radosny łuk, czuła się wolna i beztroska, a jednocześnie sumiennie wypełniała swoje obowiązki, spełniała się w swoich pasjach, a także bardziej akceptowała przeciwności losu, bo starała się wyciągać z każdej złej rzeczy, które ją dotykały, jakąś naukę i wnioski, wszystko co wzbogacało ją o życiowe doświadczenie. Przynajmniej tak to odczuwała...
      Niestety była tak niestabilna psychicznie, że łatwo mogła sobie wmówić to, że jest szczęśliwa i gdy przypadkiem nadeszła chwila zwątpienia i braku motywacji lub pojawiało się coś, co ją przerastało, łatwo mogła wpaść w rozległy smutek, jak i rozpacz. Często pojawiały się w jej głowie myśli o tym, jakby się czuła spadając z wysokiego budynku, lub mostu... Zdarzało się to w różne dni. Jednak DZIEŃ POPRZEDNI był każdym dniem dzisiejszym i jutrzejszym. Oprócz poranków...poranki były mętną wodą w przejrzystej szklance. Były częścią DNIA POPRZEDNIEGO, jak i częścią DNIA NOWEGO. DZIEŃ NOWY był realiami walczącymi z barierą wytworzoną przez nadużycie leków dostępnych bez recepty.

                                                                                        *   *   *

      Przecierając oczy, starała się wyostrzyć cyfry na stojącym na półce zegarku. Po przymrużeniu lewego oka, do jej źrenic dobiegło światło godziny 6:14. Pomyślała: "Nieźle", dziwiąc się, że jest wyspana, mimo iż ranek był jeszcze młody, a słońce dopiero delikatnie dawało znaki, że wschodzi nad horyzont. Obudził się też kot, który ocierając się o szyję Lynn, wydawał z siebie piskliwe: "purrrrr - rrrrr- purrrrrr", co miało przypominać mruczenie. Kot był "kotem", nie miał imienia. Był "kitkiem", "mruczkiem", "puszkiem", "kocurem", "kocurkiem", "kiciusiem", "sierściuchem", "skarbeczkiem", "malutkim" i "kiciuchem". Czasami zostawał obrzucony również "gówniarzem", lub mocniejszym epitetem, jeżeli gryzł i drapał, szczególnie w czasie, gdy Lynn wyciskała tabletki z blistra. Jednak i tak był kochanym futrzakiem. Pierwsze kroki, po wstaniu z łóżka, kierowały mrowiące ciało do kuchni, by wstawić wodę na kawę z ekstra mlekiem. Dzień bez niej nie miałby sensu i byłby pełen frustracji i niesnasek. Czubata łyżka kawy, czubata łyżka cukru, pół kubka wody, pół wzburzonego, wstrząśniętego, zagęszczonego mleka. W głowie miała lekki ucisk, w okolicach skroni, a przez jej plecy przechodziły odrętwiałe dreszcze, policzki zazwyczaj były ciepłe, a powieki ciężkie od nadmiaru światła, po ciemnym mroku snów - niesnów Lynn. Po wypiciu kawy odczuwała jeszcze lekkie dreszcze po DNIU WCZORAJSZYM. Żołądek prosił o coś do jedzenia, lecz głód odchodził razem z otwarciem lodówki. Do południa siedziała na fotelu czytając książkę, na zmianę z wylegiwaniem się w łóżku. Po południu zmuszała się do zjedzenia jakiegoś jogurtu, potem zazwyczaj ubierała się i czesała. Włosy - lubiła je dotykać, układać, przeczesywać, związywać, rozpuszczać, wtapiać się w ich miękkość. Po wyszykowaniu się wychodziła,  by spotkać się z przyjaciółmi, chłopakiem, bądź przejść się na papierosa i wstąpić "po drodze" do apteki po jakieś lekarstwa. Czym były tabletki? - Ucieczką? Przyzwyczajeniem? Oderwaniem się od szarej rzeczywistości? Nałogiem? Lynn nigdy nie umiała odpowiedzieć sobie na to pytanie. Wiedziała tylko, że na chwilę po tym, jak zaczynały działać, czuła się lepszym człowiekiem, czuła, że może osiągnąć wszystko, nabierała chęci do tego, by żyć, cieszyła się własnym oddechem, a problemu przestawały mieć jakiekolwiek znaczenie. Była świadoma szkodliwego wpływu substancji, w tych lekach, na organizm, gdy przyjmowała je w nieodpowiedniej ilości. Przedawkowania uszkadzały jej pamięć, źle wpływały na układ nerwowy i mózg, ale puki nie szczypały ją mięśnie, nie czuła nadpobudliwości swoich ruchów ani nie musiała nerwowo przecierać stopami o siebie, nie czuła się chora (przede wszystkim, że uznawała się za w pełni świadomą swoich czynów). Takie chwile, gdy organizm się buntował, czasami się zdarzały. Najczęściej na wieczór dnia JUTRZEJSZEGO lub tego, gdy robiła sobie wolne od tabletek, bo musiała zrobić coś wymagającego dużej koncentracji i zdolności trzeźwego myślenia. Oczywiście też wtedy, gdy brakowało jej funduszy na tabletki.

                                                                                        *   *   *

       DZIEŃ JUTRZEJSZY, był odpoczynkiem, jak siódmy dzień stwarzania świata. Zawsze odczuwała wolność, czuła się lżejsza, bo po maratonie przedawkowań leków, zazwyczaj była o kilkadziesiąt gram do 2kg chudsza. Lubiła czuć się świeża i czysta, lubiła być w pełni świadoma, lecz i tak po dniu JUTRZEJSZYM, który w czasie jego trwania jest dniem nowym - dzisiejszym, następuje kolejny dzień jutrzejszy, który robi się WCZORAJSZYM, dla kolejnego dnia NOWEGO. Teraz znajdujemy się  w "dzisiaj". A jutro, też będziemy się znajdowali w "dzisiaj" i cały czas będą otaczały nas obrazy pojawiające się w głowie i życiu  Lynn, pod wpływem różnego stężenia chemicznej odskoczni od rzeczywistości.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

banzajpl
 
Polski z pewnością nie można nazwać krajem abstynentów. Większość z nas lubi sięgać po alkohol i robi to dość często. Pijemy nie tylko piwa i wódkę, ale coraz częściej sięgamy...
www.lifestyle.banzaj.pl/Alkohole-ktore-moga-brzy…
 

banzajpl
 
Jak wszyscy doskonale wiemy, szampan to nie tylko specyficzny trunek z procentami, ale również jeden z afrodyzjaków. To czyni go idealnym napojem na czwartkowy wieczór, kiedy to większość z...
www.lifestyle.banzaj.pl/Piper-Heidsieck-Rose-Sau…
 

true.life
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

banzajpl
 
Od dłuższego czasu tytoń nie ma najlepszych notowań, a różne organizacje robią wszystko, by oduczyć ludzi sięgania po niego. Z tego powodu zewsząd atakują nas kampanie, informujące o...
www.lifestyle.banzaj.pl/Tabaka-tytoniowa-uzywka-…
 

 

Kategorie blogów