Wpisy oznaczone tagiem "uriel" (9)  

destiel
 
Witam w moim świecie intryg... xD
Oto dalsze komplikacje, które udało mi się ostatnio wymyślić. Tak, jestem od zwrotów akcji uzależniona i chyba to nic złego :D. Chyba... No cóż, jeżeli ktoś się pogubił to proszę dać mi znać, wytłumaczę ;).
No i miłego czytania życzę.
Jeżeli w ogóle ktoś to czyta xD.
__________________________________________________

-Czemu mnie więzisz?- nie odpowiedział. Siedział w ciszy i zatracał się w jednej z anielskich czynności o których ja nie miałem pojęcia .- Jestem aż tak ważny, hm? Ty to pewnie zwykły pionek w grze, nic nie wiesz… Zgadłem? Wiadomo, że zgadłem.- chciałem rozjuszyć porywacza.
-Nie odzywaj się, dzieciaku. Nie jestem taki jak Castiel. Nie uda ci się przekabacić mnie na swoją stronę.- prychnął.- W normalnych okolicznościach byś już nie żył. Jednak jesteś wybrańcem, więc będę musiał zabić twojego aniołka. Choć, wiesz co? Wolę chyba wydać go rodzince. Oni wymyślą coś lepszego.- uśmiechnął się wrednie i pozostawił mnie samego sobie znów wzrokiem wędrując do tego, co miał przed sobą.
-Nie pozwolę ci…- szepnąłem bardziej sam do siebie. Zacząłem się rzucać, wyrywać. Już nie pierwszy raz. Kajdanki zbyt mocno trzymały mnie przy ścianie. Czułem się bezsilny.
-Ty?- zaśmiał się.- Jesteście tak samo żałośni. On pewnie też chce teraz uratować cię za wszelką cenę. Tylko, że nie ważne ile w to wysiłku włoży, umrze. Taki już jego los. Biedny, dzieli przeznaczenie z twoimi rodzicami. Chyba wszyscy z otoczenia Deana Winchestera tak kończą, nie sądzisz?- wymówił moje imię, jakbym był jedną ze znanych osobistości.
-Obyś ty też tak skończył, ciulu. Gnijąc w piekle!- wykrzyknąłem.
-Słuchaj… Jestem aniołem. To oznacza dwie rzeczy… Po pierwsze, że powinienem być tam, na górze!- wskazał sufit.- To oczywiście jest przenośnia dla twojego małego intelektu. Ach, i po drugie, że mogę cię doprowadzić do stanu, w którym będziesz błagał o litość, nędzny robaku, więc nie podnoś głosu…- wypowiedział to cicho, co sprawiało, że atmosfera stawała się jeszcze bardziej wroga.
-Nie.- przybrałem wredny uśmieszek.- Tortury to tortury… Nic nie wskórasz, przykro mi.
-Czy ja powiedziałem, że będę zadawał ci ból fizyczny?- zaśmiał się.- To by było przereklamowane.  Wszyscy się do tego biorą i stało się to już szczerze nudne. Czemu więc ja nie mam pobawić się z tobą inaczej? Trochę poszperać  w zakamarkach twojego umysłu. Może wprowadzić cię w śpiączkę? Na zewnątrz byłbyś niczym. Bezbronnym człowiekiem. Wewnątrz również, lecz z tą różnicą, że tam mógłbym się nad tobą znęcać przez wieki, a tutaj, w świecie prawdziwym nie minęłaby sekunda. Odgrywać filmy, na nowo zabijać ludzi z otoczenia Deana Winchestera.- jego głos, przesiąknięty furią i nienawiścią nadal pozostawał tak samo opanowany. Na pozór spokojny… Ale tylko na pozór.
Rozmowę… A właściwie monolog anioła przerwał trzepot skrzydeł. Ten sam, który towarzyszył Castielowi za każdym razem, gdy pojawiał się lub znikał. Z nadzieją popatrzyłem w stronę z której dobiegał dobrze znany dźwięk. Ale to nadzieja umiera ostatnia.
-Witaj, bracie.- przywitał się obcy mi mężczyzna. Tego właśnie tam brakowało! Koleiny panoszący się aniołek. Cudownie.- Dawno cię nie widziałem!
-Balthazar?!- natychmiast przygotował gotowy do użycia sztylet. To dobry znak. Gość przyszedł nieproszony.- Ty nie żyjesz.
-Wszyscy mi to mówią…- uśmiechnął się.- Czasami dobrze jest zmartwychwstać. Wiesz… Dla cery i włosów.- poprawił czuprynę.- No i stajesz się wtedy taki popularny. Same plusy.
-Przyszedłeś po niego?- Uriel rzucił zimne spojrzenie w moją stronę i wrócił do gościa.- Niebo cię ukrywa? Wiedzą już, że chłopak zna prawdę i jest tutaj?
-Och, bracie… Nie mam z niebem nic wspólnego.- wypchnął wargi.- Na razie. Krótko mówiąc chcę się dołączyć.
-Nie ma mowy!
-Och, nie mów tak! Zachowaj więcej optymizmu. Przecież może nam się pracować cudownie. Zwłaszcza, że tylko ja znam twój mały sekret…- zaśmiał się. Podszedł do drzwi i otworzył je na oścież.- Porozmawiajmy! Bez zbędnej widowni.
Ciemnoskóry anioł podniósł się z krzesła i niechętnie, bez gadania ruszył w stronę drzwi, by po chwili zniknąć za nimi, wykazując się w dużym stopniu naiwnością i głupotą. W tym samym momencie na środku pojawił się Castiel. Wyjątkowo cicho. Tym razem nie słyszałem tego specyficznego dźwięku. Wielka szkoda. Przyzwyczaiłem się do niego i nawet polubiłem. A wcześniej… Modliłem się by go usłyszeć, gdyż był jedną z rzeczy, które przypominały mojego anioła najlepiej.
Cas położył palec na ustach. Wiedziałem, że anioły mają lepszy słuch od nas, ludzi. Nie chciałem się mu sprzeciwiać, więc tylko wodziłem wzrokiem po jego sylwetce. Co robił? Dokąd zmierzał? Czy zechciałby mnie wreszcie uwolnić?! Ale również najważniejsze z pytań… Czy zdaje sobie sprawę z tego, że Uriel chce go zabić, albo wydać rodzinie?
Mężczyzna uwolnił mnie z kajdan. Wreszcie wstałem, mogłem rozprostować nogi. Nie umiałem się powstrzymać. Wszystkie emocje, strach, że już nigdy nie zobaczę tego skrzydlatego dupka. Zniknęły. Dlatego zrobiłem najgłupszą rzecz z możliwych. Rzuciłem się na niego, by zamknąć go w ciepłym, przyjemnym uścisku.
Chwila! Ja powiedziałem „przyjemnym”?!
-Tak bardzo się cieszę, że jesteś przy mnie…- szepnąłem mu do ucha. Cas stał bez ruchu i nie wypowiadał ani jednego słowa. Po chwili opuścił głowę i oparł ją na moim ramieniu. Jak gdyby w geście rezygnacji. Odsunął mnie delikatnie od siebie i spojrzał z wyrzutem. Nie mogłem tego znieść. Jego łagodne, smutne oczy mówiły: „Dean, co żeś narobił?”.
Odwrócił się- na szczęście, przestając męczyć mnie tym wzrokiem.- do drzwi, w których natychmiast pojawił się ciemnoskóry ze sztyletem w ręce.
Rozpoczęła się walka.
Rozejrzałem się w poszukiwaniu broni. Znalazłem jedynie metalowy pręt, dość gruby. Idealny do zranienia człowieka, ale tym istotom nic nie zrobi. Jednak była to jakakolwiek broń. Ruszyłem do ataku.
Zamachnąłem się. Uriel uchylił się i odepchnął mnie, jakbym nic nie wartym dzieckiem, mieszającym się w sprawy dorosłych. Castiel obejrzał się, by sprawdzić, czy nic mi się nie stało. Było to głupie zachowanie. Mógł go wtedy zaatakować, ale sam stał się bezbronny. Jego przeciwnik również to zauważył, a nawet wykorzystał.
Srebrny sztylet ugodził mojego anioła w brzuch. Ten upadł, nie mogąc zrobić kroku. Wykrwawiał się. Czy u aniołów też to tak działało?
-Jesteście pomyleni.- zaśmiał się Uriel.- Ty przejmujesz się aniołem, którego poznałeś kilka dni temu. On… Zakochał się i teraz ponosi tego konsekwencje. Taka miłość rodem z liceum. Wzdychacie do siebie z oddali.
-W tej chwili zostaw go w spokoju!- wykrzyknąłem, nie zwracając uwagi na drugą część jego wypowiedzi.
-Powinieneś bać się o siebie…- wyrwał mi z ręki pręt. Nie wiem, czy była to wina emocji… Jego cios był celny, a ja nie wykonałem żadnego uniku.
Straciłem przytomność.
*
Obudziłem się na miękkim łóżku. Rozchyliłem nieco powieki. Nie byłem sam. Koło mnie leżał… Castiel? Głowę opierał na zgiętej w łokciu ręce i wpatrywał się we mnie.
-Dzień dobry.- wyszeptał z uroczym uśmiechem.
-Cas?- zmarszczyłem brwi.- Co ty tu robisz?- anioł nie miał na sobie górnej części ubrania. Wyglądał niecodziennie bez płaszcza.- Co ja tu robię? Gdzie Uriel?
-Nim się nie martw. Odszedł. Teraz możemy zająć się sobą.- nachylił się nade mną i pocałował mnie lekko w usta.
Nie pamiętałem niczego od momentu, w którym zostałem uderzony prętem. Miałem pustkę w głowie. Wszystko by było w porządku, gdybym obudził się w jakimś tanim motelu lub w domu Bobby’ego. Cholera, normalniej byłoby już, gdybym się w ogóle nie obudził, a moja dusza powędrowałaby w jedną z dwóch stron.
Ale tamta sytuacja…
Siedziałem w przytulnym, nowoczesnym pokoju z bardzo wygodnym łóżkiem. Cóż to było? Hotel? Dobrze wyposażone mieszkanie? Być może…
Koło mnie leżała osoba pół naga. Tą osobą był mężczyzna, który na moje nieszczęście był aniołem Pańskim. Gdyż normalny związek ze zwykłą, szarą osobą był dla mnie rzeczą niemożliwą do zrealizowania. Na dodatek bardzo ciągnęło mnie do niego, choć nie miałem zielonego pojęcia, skąd się tam wziąłem.
-Castielu… Chciałbym o czymś z tobą porozmawiać. Uriel powiedział mi pewną rzecz. Stwierdził, że się zakochałeś.- delikatnie dobierałem słowa. Za wszelką cenę chciałem się dowiedzieć, czy to prawda.
-Och, Dean. Słuchasz człowieka, który z zimną krwią chciał cię zabić?- zasmuciłem się. W tym wahadle nastrojów nie zdałem sobie sprawy z tego, że Cas brzmiał zupełnie, jak ktoś inny.
-Nie wiem już w co wierzyć.- westchnąłem i postanowiłem zejść na ziemię. Wstać, ubrać się, przemówić sobie do rozsądku. Podparłem się rękami, tak, by być w pozycji siedzącej. Reszty planu nie mogłem wykonać, gdyż mój towarzysz zrobił coś nieoczekiwanie miłego… Ale również niecodziennego.
Wstał szybciej i pociągnął mnie za rękę, bym odwrócił się w jego stronę. Przesunął się bliżej mnie i ze swobodą usiadł mi na kolanach, śmiejąc się.
-Kiedy stałeś się taki ufny? No i naiwny… Od dawna chciałem ci powiedzieć, że cię kocham.- ciepło bijące od niego było niemożliwie przyjemne.
-Cassie…- westchnąłem, mając mętlik w głowie.
-Słucham?
-Nie wiem, co powiedzieć!- wykrzyknąłem zrozpaczony.
-To nic nie mów.- obiema rękami przycisnął mnie do powierzchni łóżka. Jedną po chwili zaczął błądzić w poszukiwaniu… Sztyletu?
-Co robisz?- obserwowałem z zainteresowaniem jego ruchy.
-Myślę, że właśnie cię zabijam.- zachichotał, po czym wbił mi sztylet w brzuch.- Witaj w koszmarze, Dean. Bez rodziny, beze mnie. Tylko ty i ciągnąca się bez końca żałosna rozpacz. Powodzenia.- szepnął i zniknął.
  • awatar mania-sensei: muszę to powiedzieć! ZAJEBISTY ROZDZIAŁ! i Ty masz czelność powiedzieć, że nie masz talentu? przepraszam, ale mam ochotę skopać Ci zadek! błagam! napisz kolejny, jak najszybciej!
  • awatar Alys27: O kurczątko! Miałam zamiar skomentować, gdy już przeczytam i nadrobię wszystkie części, ale... to było takie dobreee! :D Absolutnie świetny rozdział :) A zakończenie powala!
Pokaż wszystkie (2) ›
 

destiel
 
Witajcie! ;D Oto nowy rozdzialik ^^. Szybko poszło... Mam nadzieję, że się spodoba. Dedykowany mania-chan.
__________________________________________________
Wydarzenia tamtego dnia… Mną wstrząsnęły. Obserwując Deana wiele razy miałem do czynienia z takim zachowaniem. Jak on to nazwał…? Całowaniem? Lub czymś więcej. Robił to z osobnikami płci przeciwnej. Wiedziałem też, że było to dość intymne. Miałem wrażenie, że wszystko nagle stało się bardziej skomplikowane. Jeżeli mogło takie być. Na apokalipsę przygotowywałem się całe życie. Na poświęcenie Deana wiele lat. Nie było tu żadnych niespodzianek. Oprócz tej…
Dotknąłem palcami swoich ust, przypominając sobie jego słowa: „Nie wszystko zawsze musi być logiczne”. Nie wiedział, co robi. To nie była intryga. To był mój Dean, który po raz kolejny wpakował się w kłopoty.
Jednak, co właściwie nazywam pojęciem „kłopoty”? Co tym aktem Dean chciał mi pokazać? Ja wiedziałem, że go kocham, czułem to, pragnąłem by był bezpieczny i szczęśliwy. Oni, ludzie robili to podobnie, lecz nie zawsze. Czasami ich związek polegał na kontakcie czysto fizycznym. O to chodziło Deanowi?
Moje rozmyślania przerwał głos. Cichszy od szeptu, jednak dla mnie łatwy do wychwycenia. Uriel.
-Witaj Castielu.
Odwróciłem wzrok w jego stronę. Anioł przybrał złośliwy uśmieszek, lecz ten fakt nie przejął mnie zbytnio. Nadal byłem myślami gdzie indziej.
-Co cię do mnie sprowadza?- zapytałem bez najmniejszych podejrzeń. Uriel był specyficzny. Posiadał swój własny, oryginalny charakter. Na pewno nie był miły, ale miał swoje sumienie. Tak myślałem…
-Pewna sprawa, nie cierpiąca zwłoki. Chciałem najpierw przyjść z tym do ciebie, bracie, nim skieruje się do innych.- powinno mi to dać do myślenia, jednak to też zignorowałem.
-Konkretnie?
-Powiem ci. Ale nie tutaj.- spojrzał na ludzi naokoło nas. Po chwili przenieśliśmy się do innego miejsca. Był to las. Spokojny, cichy, oddalony od turystów. Po środku był wybudowany drewniany domek.
Miejsce przypominało mi czasy, kiedy jeszcze nie było człowieka. Nasz Ojciec stworzył Ziemię. Niczym nie skalaną. Wszyscy żyli w pokoju, nawet nie wiedząc, jakie losy szykowała nam przyszłość. Chata oznaczała w tym przypadku ostoję aniołów, centrum. Krajobraz był cudowny.
Podszedłem do gładkiej ściany.
-Więc, co to za sprawa?- odezwałem się, zakłócając niezwykle przyjemną ciszę.
-Sprawa… Ah, muszę ci to powiedzieć, choć mogę zniszczyć twój mały świat. Wczoraj… Szukałem cię.- dopiero wtedy zorientowałem się, co tak naprawdę miał na myśli.- Chciałem już się poddać. Swoją drogą bardzo dobrze się ukryłeś… Chyba bym zrezygnował, gdyby nie to, że w pobliżu tego twojego chłoptasia było tylko jedno miejsce emanujące anielską mocą.- posłał mi spojrzenie typu: „Ty głupku, nie pomyślałeś o tym?!”.- Przybyłem akurat na ciekawą scenkę. Ten człowiek… Dean? Lizał się z tobą w tanim pokoiku.
Nie wiedziałem, co powiedzieć. Uriel miał rację, sytuacja wyglądała nieciekawie. Starałem się wytłumaczyć, wypowiedzieć jakieś słowo. Jakiekolwiek.
-Ja… To nie tak jak wygląda…- jąkałem się. Widać było, że nic konkretnego nie przychodziło mi na myśl, dlatego on przejął inicjatywę.
-Jak wiesz, twoje zachowanie jest nieodpowiednie. Mówiąc wprost, łamiesz prawo. Teoretycznie jest to wina tego chłopca. Można by go zabić…- ostatnie słowa zawisły w powietrzu. Zareagowałem natychmiastowo.
-Nie! Nie wolno wam!
-… gdyby nie to, że jest on wybrańcem. Ważnym dla nas. Jednak widzę, że sam odrzucasz taką możliwość. Ciekawe, dlaczego mnie to nie dziwi…- zaśmiał się nisko.- W takim razie to ty zasługujesz na śmierć, bracie.
-Wolę umrzeć, niż pozwolić na jego śmierć. Proszę, zabij mnie. Ale jemu ma nie spaść włos z głowy.- z rękawa wyjąłem anielski miecz i wyciągnąłem w stronę Uriela.
-To nie takie łatwe, mój drogi. Najpierw muszę to uzgodnić z tymi na górze, którzy nie zostali wysłani tu i skazani na babranie się w chlewie.- przeszedł kilka kroków do przodu.- No chyba, że… Nie chcesz tego? Mam też pewną odmienną propozycje.
-Jaką?- zapytałem przez zaciśnięte zęby. To zdanie wróżyło wiele kłopotów. Gorszych niż śmierć, poświęcenie własnego istnienia. Czego on chciał?
-Proponuję, byś zniknął z życia Deana. Tak nagle, jak się w nim pojawiłeś. Ja przekonam go do służenia Michałowi i dostanę przepustkę do nieba… Same korzyści! Zgodzisz się?
-Mam zniknąć? Pozwolić na to, by Dean stał się marionetką Michała?! Nie ma mowy!- nie ugiąłem się pod presją. Jednak moje wyznanie powodowało wiele komplikacji. Jeżeli nigdy, podświadomie nie zamierzałem się na to zgodzić, oznacza to, że pragnąłem wszcząć bunt?
-Och, Castielu. Zależy ci na tym nic nie wartym człowieczku? Toż to… Rozkoszne. I głupie. Czas ukrócić twoje męki. Jeszcze będziesz mi za to wdzięczny.- błyskawicznie obrócił się i wyjął równie ostry miecz, jaki ja posiadałem.
Rozpoczęła się walka. Nigdy nie zamierzałem krzywdzić braci. Nie chciałem nikogo krzywdzić. Cóż to za okropne czasy mnie do tego zmusiły?! Nigdy bym się nie odważył podnieść na nich ręki. Przez coś jeszcze mnie do tego ciągnęło. Walka o miłość. Do Deana i wszystkich jego niedoskonałości, które w swojej prostocie są tak magiczne i piękne.
Uriel zamachnął się, by wbić ostrze w moje serce. Sprawny unik do tyłu uniemożliwił mu ten atak. Nie uszło mojej uwadze, iż brat był nerwowy. Ciosy zadawał bez większego zastanowienia. Subtelnie przecisnąłem swoją dłoń między jego i dźgnąłem go w brzuch.
Upadł. Wiedziałem, że powinienem wtedy go zabić, ale po prostu nie mogłem. Czubek broni pokierowałem na wewnętrzną część własnej dłoni. Nie bolało. Nie w porównaniu do tego, co czułbym, gdybym teraz z zimną krwią wbił mu ów przedmiot w serce. Zakrwawioną rękę przyłożyłem do ściany i narysowałem symbol odpędzający anioły. Po chwili przypieczętowałam. Od mojej ręki sączyło się światło, którego normalny człowiek nie zdołałby wytrzymać. Anioł zniknął, zostawiając mnie samego.
Wiedziałem, że to nie powstrzyma go na długo. Musiałem coś zrobić. Uratować Deana. Powiedzieć mu całą prawdę.
Nie zważałem na to, że Winchesterowie byli teraz razem. Pili piwo i oglądali jakiś film. To był jeden z ich lepszych momentów od dłuższego czasu. Czuli się rodziną. Mogli cieszyć się chwilą. Oczywiście nie na długo, taka już była ich dola.
Pojawiłem się na środku pokoju, cały umazany w krwi.
-Witajcie.- odezwałem się, pokonując lekką chrypę. Ich oczy od razu zostały zwrócone w moją stronę.
-Cas, co się stało?!- przeraził się Dean.
-Od kiedy nazywasz go „Cas”?- zdziwił się Samuel.
-Nie ma czasu.- burknąłem.- Musimy uciekać. Sam, przepraszam, ale to dla twojego dobra. Tobie nic tu się nie stanie. Uważaj na siebie.- dotknąłem go dwoma palcami w czoło, by zasnął.-Dean, idziemy.
-Castielu, czy to ma coś wspólnego z tym ostatnim incydentem?- dotknął mnie lekko w ramie. Gest był namiastką pocieszenia. Doceniałem to, ale czas nas gonił.
-Idziemy. Wszystko wyjaśnię ci później.
-O co chodzi?!- zacisnął pięści, tak, że zbielały mu knykcie.
-Ufasz mi?- postawiłem wszystko na jedną kartę.
-Tak.
-To nie pytaj.-zniknęliśmy.
  • awatar mania-sensei: hm... powiem tak; historia robi się coraz ciekawsza^^ Cieszę się, że wena nie odpuszcza:) Szalony zwrot akcji, co generalnie zapunktowało, jeśli chodzi o ocenę całości.Choć z drugiej strony, czy akcja nie rozgrywa się za szybko? Hm... no nie wiem. Najważniejsze jest to,że rozdział fajny, miło się czytało i mam ochotę na dalszy ciąg :D
  • awatar mania-sensei: No i oczywiście dziękuję! Miłe zaskoczenie w poniedziałkowy wieczór :D
  • awatar Anvil: @mania-chan: Czy akcja nie rozwija się zbyt szybko? Hmm... Może. Ale wena mi się nie skończy ^^. Jest tam tyle bohaterów i różnych istot, że można by pisać i pisać. ;D
Pokaż wszystkie (7) ›
 

fraill
 
W nocy moi anielscy chłopcy widzą wszystko wyraźniej. A Ci, których nie widać, pojawiają się jakby bliżej...
  • awatar Ayu&Ana: Jak zwykle cudne, eteryczne fotki. Piękne!
  • awatar n a o m i: pierwsze zdjęcie to arcydzieło, pięknie uchwycone
  • awatar DollyPop: Przyłączam się do głosów zachwytu!
Pokaż wszystkie (3) ›
 

fraill
 
Niestety, niektórzy w mojej żywicznej dolfowej rodzinie zupełnie nie mają rozeznania w tym, z kim zupełnie, ale to zupełnie nie powinni się zadawać.
  • awatar Ayu&Ana: Ale że z Urielem...? No nie! Domagamy się więcej fot i wyjaśnień! ;)
  • awatar DollyPop: Musi być ciąg dalszy... Bez dwóch zdań! ;)
  • awatar luci_fair: No tak. Teraz już wszystko jasne ;>
Pokaż wszystkie (3) ›
 

fraill
 
fraill: Uriel do mnie wrócił i ma teraz najpiękniejszą ze wszystkich lalkowych twarz.
  • awatar Ayu&Ana: Wspaniała wiadomość! No i widzisz, jakoś wytrzymałaś, a efekt jest fantastyczny! Teraz nic, tylko focić ;)
  • awatar DollyPop: Jest piękny... Warto było na niego czekać!
Pokaż wszystkie (2) ›
 

fraill
 
Tęsknienia za Urielem ciąg dalszy.
Kolejny kadr sentymentalny.
A jutro- zabieram się za pracę nad jego ciałem.
  • awatar Dividivi: Zdjecie cudowne! Ma w sobie To cos :)
  • awatar DollyPop: Ma piękny nos.
  • awatar Ayu&Ana: Uriel jest wspaniały! Trzymaj się, dasz rady!
Pokaż wszystkie (3) ›
 

fraill
 
Mojego ukochanego żywicznego anielskiego chłopca nie ma dzisiaj w domu i jeszcze przez kilka dni nie wróci, a jak wróci- to odmieniony.
Lalkowa część mojej duszy wyje i wije się z tęsknoty.
Mój Uriel, mój piękny Moon.
Wracaj już, chłopcze...
  • awatar DollyPop: Piękna sesja... Ostatnie zdjęcie jest bajeczne!
  • awatar Ayu&Ana: Wróci, wróci jeszcze piękniejszy! Hugs!
  • awatar Blue Ravenus: @Dolly Pop: Zgadzam się z Tobą ^^
Pokaż wszystkie (3) ›
 

fraill
 
...czyli najlepszych kumpli rozmowy szeptem
 

fraill
 
No i jeszcze On, solo. Gdy go nie było byłam twórczo o wiele mniej kompletna...
  • awatar Ayu&Ana: Ach, trudno się dziwić...!
  • awatar Mystérieux Sonneillo: ach. sorki, że pytam, ale gdzie i za ile go kupiłaś? jestem nim totalnie zauroczona.. ^^
  • awatar fraill: Pink cloud- ja też go uwielbiam. Kupiłam Go z drugiej ręki ale jest to po prostu dolf w rozmiarze DELF o wdzięcznej nazwie MOON z firmy: www.eluts.com/
Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Kategorie blogów